środa, 24 maja 2017

Part 96.

Minęło kilka dni od rozmowy Logana z chłopakami, nie wiedział jak ma się zachować w ich obecności. Wiedział, że termin mija, z dnia na dzień. Podczas pewnego wieczoru gdy Przyjaciele siedzieli w salonie, i grali w różne gry. Logan co chwilę zerkał na Dustina i Kendalla, ten drugi chyba w końcu nie wytrzymał..

- Dobra. - wstał. - Muszę Wam coś powiedzieć.. - wziął głęboki oddech.

- Ojcem będziesz? - Carlos wybuchł głośnym śmiechem.

- Oj.. - chrząknęła Bella.

- Carlos, bądź poważny. - poprosił go Dustin.

- Też zapukałeś? - zaczął śmiać się głośniej, a do Niego dołączył James.

- Ja i Dustin jesteśmy parą.. - chłopaki przytulili się do Siebie.

- Co?! - Carlos wytrzeszczył oczy.

- Żartujesz? - James, powstrzymał śmiech.

- Nie, nie żartujemy. - Dustin, chwycił Kendalla za dłoń.

- O Kurwa.. - Pena nagle ucichł. - Nie wierzę.

- Tak. - potwierdził zszokowany James.

Chłopaki chwilę nie mogli wydusić z Siebie słowa, siedzieli jakby sparaliżowani. Scarlett również była w lekkim szoku, a Bella? Bella, siedziała i czekała na rozwój wydarzeń.. Po kilku minutach szok minął i chłopaki zaczęli rozumieć co powiedział Dustin wraz z Kendallem.

- Ale wy tak na serio? - zapytał Carlos.

- Spoko, jeżeli to Wam przeszkadza to możemy się wyprowadzić.. Nie ma żadnego problemu, ale jak to dla Was za mało.

- Uspokójmy się, to nic strasznego, że się kochacie. - powiedziała Scarlett. - Każdy ma prawo do miłości.

- No ale.. - jęknął Carlos.

- Ale, czy Ty zawsze musisz mieć jakieś ale? - zdenerwowała się Bella. - Jeżeli się kochają, to niech tak będzie. Jak masz problem, to powiedz.

- Nie, nie mam problemu. Ale muszę się z tym oswoić. - pokiwał głową.

- Wy się oswajajcie, a ja jadę do Rodziców.

Bella wyszła z domu, wsiadła w samochód i pojechała do Rodziców. Skoczyła do marketu i zrobiła im małe zakupy.

- Dzień dobry. - zapukała do pokoju Rodziców. - Nie ma Mamy? - rozejrzała się po pokoju.

- Jest na rehabilitacji, ale proszę siadaj. - wskazał miejsce. - No, opowiadaj co u Ciebie.

- Nie wiem od czego zacząć.. - zaśmiała się. - Jak Alice odeszła, załamałam się. A ostatnio jeszcze odszedł Colton.

- Skarbie, naprawdę mi przykro. Ale nie możemy nic na to poradzić. Niestety, Nas też kiedyś zabraknie.

- Ale jesteście! Dopóki żyjecie z Mamą, to wiem, że nic złego Nam się nie stanie. - uśmiechnęła się.

- Chcemy Ci coś z Mamą powiedzieć.. - Ojciec zrobił się poważny, Bella nie wiedziała co może ją spotkać.

- Coś się z Wami dzieje? - zapytała.

- Nie, nie. Mama zaraz powinna przyjść..

Bella nie wiedziała co może ją spotkać. Czuła, że może to nie być jednak miła rozmowa. Gdy Mama przekroczyła próg pokoju ucieszyła się, że zobaczyła córkę. Po krótkiej rozmowie, dziewczyna dowiedziała się całej prawdy.

- Przepraszam, ale kiedy mieliście mi to powiedzieć?

- Zaraz po tym, jak zostałaś aresztowana.. - powiedział Ojciec.

- Skąd o tym wiesz? - zdziwiła się.

- Ta policjantka która cię puściła to.. To jest Twoja prawdziwa Mama.

- Jak to możliwe? - zapytała.

- Podczas zjazdu klasowego który był organizowany nie poszedłem z Twoją Mamą, bo Ona została z Carlosem w domu. Spotkałem Rose, trochę alkoholu i tak to się stało. Po jakimś czasie się dowiedziałem, że Ona jest w ciąży.. I tak się stało, że znalazłaś się na tym świecie.

- Nie jesteś moją Mamą?

- Nie, Kochanie. Ale Kocham Cię jak własną córkę.

- Serio? - zaśmiała się. - To jak mam do Ciebie mówić? Dobra, mniejsza z tym. Ale chcę poznać, powód jaki kierował Rose, kiedy mnie oddała.

- Powód był prosty.. Jeżeli zostałaby z dzieckiem, to mogło to by się odbyć negatywnie na jej karierze.. Więc, postanowiliśmy, że zostaniesz ze mną.

- I Carlos, nie miał nic przeciwko temu?

- Nie. Wszystko mu wytłumaczyliśmy. Zrozumiał.

- Świetnie, to dlaczego ja się teraz o tym dowiaduję?

- Chcieliśmy Ci i tym powiedzieć wcześniej, ale nie mieliśmy okazji..

- haha.. - zaśmiała się. - Mogę dostać jakiś kontakt do Rose? - zapytała.

- Jasne, podam Ci jej numer telefonu. Będziecie..

- Wiem, co mam zrobić. - powiedziała. - Muszę to przemyśleć.. Dzięki za numer.

Bella opuściła Rodziców, była w wielkim szoku. Wsiadła w samochód  ruszyła do domu i od razu wściekła zaatakowała Carlosa.

- Ty! - wskazała palcem na brata. - Ty o wszystkim wiedziałeś? - zapytała. - Wiedziałeś, ale nic nie mówiłeś! Myślałeś, że się nie dowiem! - krzyczała.

- O co Ci chodzi? - zapytał zdezorientowany, a reszta patrzyła na to z boku.

-  O to, że Mama naprawdę nie jest moją Matką! Tylko tamta Strażniczka! Wiedziałeś o tym! - krzyczała.

- Rodzice nie chcieli Ci nic mówić.. - powiedział spokojnie.

- Żartujesz Sobie ze mnie?! - podeszła bliżej brata. - Kurwa! Ile razy jeszcze, będziecie mnie okłamywać, to już naprawdę nie jest miłe..

- Ale to nie jest moja wina. - powiedział.

- A czyja? Oczywiście, bo Twoja Matka jest święta! - krzyknęła.

Carlos nie wiedział co ma powiedzieć, zdenerwował się.. W końcu nie wytrzymał i uderzył Bellę z pięści prosto w twarz, dziewczyna upadła na podłogę. Przyjaciele szybko do Niej podeszli.

- Nic Ci nie jest? - zapytał Kendall.

- Oszalałeś! - wrzasnął James.

- Carlos! - zdenerwowała się Scarlett.

- Nie, spoko. - uśmiechnęła się, i otarła krew z twarzy. - Ulżyło Ci? Nie, to spróbuj jeszcze raz. - zaśmiała się. - Odsuńcie się ode mnie.. - powiedziała. - No dawaj, bo to za mało. Już raz, od Ciebie dostałam, nie martw się. Nic się nie stanie.

- Zamknij się. - powiedział.

- Bo co? - podeszła do brata. - Co mi zrobisz?

- Bella! - powiedział James. - Nie prowokuj Carlosa.

- Cicho.. - podniosła dłoń. - Dam Sobie radę. - No co? Boisz się?

- Chciałem Ci powiedzieć, ale nie wiedziałem jak. - spuścił głowę.

- Było mi to powiedzieć normalnie, a nie ukrywać takie rzeczy.. Myślałam, że możemy Sobie ufać, ale w takim wypadku.. Sorry. - spojrzała na brata i poszła do swojego pokoju.

- O co chodziło? - zapytał Logan.

- Pamiętacie tą policjantkę która przyprowadziła ją do sądu?

- No kojarzę. - pokiwał głową Kendall.

- To była jej Matka.. Prawdziwa Matka. Ale Ona nie chciała, żeby dziecko przeszkadzało jej w karierze.

- Żartujesz? - zdziwił się James. - Ja na jej miejscu bym nawet nie chciał z Nią rozmawiać.

- Carlos, podwieziesz mnie? - Bella zeszła na dół.

- Gdzie? - zapytał.

- Do aresztu.. - mruknęła. - Muszę wyjaśnić kilka spraw..

- Przepraszam. Chciałem Cię przeprosić, nie chciałem tego robić. Przepraszam. - powtórzył to jeszcze kilka razy.

- Dobra, już przestań, chcę to załatwić i mieć święty spokój.

- Może pojadę z Wami? - zapytała Scarlett.

- Nie dziękuję. - pokiwała głową.

Bella i Carlos czekali aż Rose skończy pracę, gdy wychodziła blondynka ją zaczepiła..

- Możemy porozmawiać? - zapytała.

- Nie bardzo wiem z kim mam przyjemność..  zmrużyła oczy.

- Isabella Pena. - zaśmiała się.

- Tak, tak. Już pamiętam.

- Porozmawiamy? - zadała ponownie pytanie.

- Mam wolną chwilę, zanim przyjedzie po mnie Mąż. - powiedziała.

- Dlaczego mnie nie chciałaś? - zapytała Bella.

- Nie rozumiem. - pokręciła głową.

- Spotkanie klasowe..

- Pamiętam. Pena. Tak, to był dynamit nie Facet.. - powiedziała. - Ale jak mnie znalazłaś? - zapytała.

- Byłam u Ojca.. Powiedział mi wszystko. Dlaczego nie chciałaś, abym została z Tobą?

- Nie mogłam zostawić dobrze płatnej pracy..

- Serio? - zaśmiała się. - Kurwa, żartujesz ze mnie? - odwróciła głowę. - Pokłóciłam się z bratem, mam dosyć Swoich Rodziców. A Ty odstawiasz mi taki numer?

- Przepraszam. Nie wiedziałam, że Ci tak na tym zależy.

- Zależy.. Bo teraz w ogóle nie mam Matki.

- A Mama Carlosa? - zapytała.

- Teraz jak się dowiedziałam, to nie mogę mówić do Niej Mamo..

- Mamo! Mamo! - w naszą stronę biegła dwójka dzieci, mały chłopiec i dziewczynka. - Cześć, Mamo! - powiedział chłopiec, na oko mógł mieć 8 lat.

- Mam coś.. Dla Ciebie. - powiedziała zadyszana dziewczynka. - Proszę. - wręczyła jej kartkę.

- Nie przeszkadzajcie Mamie w rozmowie.. - powiedział przychodzący mężczyzna. - Cześć, Kochanie. - przytulił kobietę. - Przeszkadzamy? - zapytała.

- To Twoje dzieci? - zapytała.

- Tak. - kiwnęła głową. - Kochanie, zabierz na chwilę dzieci.

- Wybaczysz mi ? - zapytała.

- Nie. - spojrzała ze łzami w oczach. - Nie.. - pokręciła głową.

 - Ale jestem Twoją Matką.. Czy tego chcesz, czy nie. - powiedziała.

- Zabawna jesteś. - zaśmiała się. - Moja Matka już nie żyje.. - pokiwała głową. - Nie żyje! - powiedziała głośniej.

- Bella.. - próbowała ją zatrzymać.

- Jedziemy. - powiedziała do brata.

- Ale..

- Jedź! - warknęła w stronę chłopaka.

Bella przez całą drogę nie odezwała się ani słowem do brata, oczy szkliły jej się coraz bardziej. Wysiadając z samochodu, nawet nie spojrzała w stronę brata. Nie odezwała się do nikogo w domu, poszła na górę i zamknęła się w pokoju. Spod łóżka po kolei wyciągała puste butelki. Przebrała się, spakowała butelki i wyszła..

- Gdzie idziesz? - zapytał Logan.

- Idziesz ze mną? - zapytała.

- Gdzie?

- Nie wiem, napić się chcę zapomnieć o tym dniu.

- Alkohol Ci w tym nie pomoże.

- Mam inne zdanie. - powiedziała i wyszła.

Dziewczyna wyrzuciła śmieci, i ruszyła przed Siebie. Weszła do pierwszego lepszego klubu..

- Coś podać? - zapytał barman.

- Coś mocnego..

- Ok. - chłopak nie zadawał więcej pytań.

Po kilku głębszych, Bella wciąż miała ochotę żeby się napić. Było jej mało, barman zakazał jej pić. Zdenerwowana dziewczyna, wyszła i poszła dalej. Zauważyła znajomy bar i wiedziała, że tam może się napić ile będzie chciała.

- Widziałeś Bellę? - Carlos zapytał Jamesa.

- Nie, a coś się stało?

- Patrz która godzina.. - wskazał na zegarek. - Jest już późno a jej ciągle nie ma. - posmutniał.

- Wyszła na imprezę. - powiedział przechodzący Logan.

- Gdzie? - zapytali równocześnie.

- To wypadło jej z kieszeni. - podał papierek Carlosowi.

- Idziemy.. - powiedział Pena. - Chodźcie.

Bella bawiła się coraz lepiej. alkohol krążył w jej żyłach, świat wirował. Barman polewał jej co chwilę, dziewczyna była w siódmym niebie.

- To tutaj? - zapytał James.

- No raczej. - powiedział Carlos. - Chodź, może akurat będzie tutaj. - Pena podszedł do baru. - Siema. - przywitał się z chłopakiem. - Bella była dzisiaj tutaj? - zapytał.

- Tak, właśnie wyszła do łazienki. A coś się stało? - zapytał.

- Ma pewien problem.. - zmarszczył czoło.

- Idzie. - wskazała na ledwo idącą dziewczynę.

Bella ledwo co trzymała się na nogach, James przebijał się przez tłum aż w końcu udało mu się złapać dziewczynę. Powoli z Carlosem wyprowadzili ją z klubu gdzie czekał na Nich Logan w samochodzie. Gdy dojechali do domu, Scarlett pomogła przebrać się dziewczynie. Około godziny 8 Bella wstała i wzięła prysznic, na dole już wszyscy na Nią czekali.

- Ciekawe jak Ona się czuję.. - zastanawiał się głośno Carlos.

- A Ty jakbyś się czuł? - zaśmiał się Logan.

- Źle.. - uśmiechnął się pod nosem.

- No właśnie, resztę Sobie dośpiewaj.

- Cześć. - na dół zeszła Bella.

- Jak się czujesz? - zapytał Carlos.

- Żyję. - powiedziała. - Jak wróciłam do domu?

- Pojechaliśmy po Ciebie z Loganem i Carlosem.

- Dziękuję? - zapytała. - Wiecie co mi powiedziała, Rose?

- No nie. - pokiwała głową Scarlett.

- Zapytała czy jej wybaczę a potem powiedziała.. ' Ale jestem Twoją Matką.. Czy tego chcesz, czy nie. ' . Wtedy mnie zdenerwowała.

- I co zrobiłaś? - zapytała Scarlett.

- Nic, powiedziałam Carlosowi żeby jechał. Nie mam ochoty rozmawiać z Tą kobietą..

- I co teraz zrobisz?

- Wrócę niebawem.. - powiedziała i wyszła.

Bella wyszła z domu, pojechała do Rodziców chciała się z Nimi spotkać i porozmawiać na spokojnie..

- Podjęłam decyzję.. - powiedziała po przywitaniu się z Rodzicami.

- Jaką? - zapytali równocześnie.

- Wiesz, że mogłabym zniszczyć życie Rose.. - zaśmiała się. - Ale tego nie zrobię, powiedziałam jej prawdę, że moja Matka nie żyje.

- Dlaczego?! - zdziwili się.

- Przepraszam.

- Za co? - zdziwił się Ojciec.

- Możecie mnie znienawidzić, albo wypisać z Rodziny, ale na pewno nie powiem już do Ciebie Mamo.. Przepraszam, może gdybym znała prawdę wcześniej, ale teraz nie. Przepraszam.

- Rozumiem, rozmawiałam z Twoim Ojcem, i rozumiem Twoje zdanie. Akceptuję je.

- Więc.. - zagryzła wargę i zmarszczyła brwi. - Mogę przestać mówić Mamo?

- Oczywiście, ale wiedz, że będę kochała Cię jak córkę.

- Świetnie. Cieszę się, że wychodzicie. Od razu zapraszam Was na kolację!

Bella wyszła szczęśliwa, od Rodziców. Była uśmiechnięta, że w końcu mogła wszystkim powiedzieć co zrobiła. Czuła się wolna od kłamstw.

wtorek, 16 maja 2017

Part 95.

Jestem z Dustinem.. To zdanie męczyło Logana, był zdezorientowany. Jego najlepszy kumpel, z którym znał się od tylu lat okazał się Gejem? To nie mogło przejść mu przez myśl, a co dopiero jakby miał to komuś powiedzieć. Nie wiedział co ma ze Sobą zrobić, komu to powiedzieć.. Przeglądając zdjęcia ze ślubu Logan zaczął rozmyślać, jakby wyglądało ich dziecko. Chciał zająć czymś swoje myśli.

- Gdybyś mogła teraz tutaj ze mną być. - westchnął. - Mam Ci tyle do powiedzenia, to co usłyszałem zbiło mnie z nóg.. Nie wiem jak mam Sobie z tym poradzić. co mam powiedzieć. Pójść porozmawiać z Nimi? Czy zostawić to dla Siebie? Mam mętlik w głowie..

- Można? - zapytał Kendall pukając w drzwi. 

- Co jest? - spojrzał na kumpla. 

- Scarlett zrobiła obiad, i kazała Cię zawołać. - uśmiechnął się. 

- Ok, już idę. - zamknął album. 

Bella wstała z bólem głowy, spojrzała na swój strój i swoje odbicie w lustrze. Wzdrygła się na swój widok, poszła do łazienki, aby trochę się odświeżyć. Po powrocie wskoczyła w spodenki, top i ulubiony sweter, schodząc na dół nie zauważyła ostatniego schodka i lekko się potknęła zwracając na Siebie uwagę domowników. 

- Przepraszam. - powiedziała, zawstydzona. - Mogę prosić o kawę? 

- Jasne, już chwila. - uśmiechnęła się Eliza. - A jak się czujesz? - zapytała. 

- Proszę Cię. - przetarła oczy. - Jaka ja jestem, okropna. Żeby tak się załatwić. No nie wierzę, i to jeszcze na ślubie.. Rozumiem, jakaś impreza albo coś. Ale ślub?! - stuknęła się w czoło.

- Spokojnie. - powstrzymał ją Alan. - Mój przyjaciel załatwił się podobnie, ale nie martw się. Nie widać na filmie żebyś była pijana.

- Serio? - zapytała z nadzieją w głosie.

- Tak, bo chyba wpadłaś kamerzyście w oko. - zaśmiała się Eliza. - Jeżeli tylko miał okazję to filmował Ciebie dość często.

- Mnie? - zdziwiła się.

- Tak. - James kiwnął głową.

- Aha. Dobrze wiedzieć. - dziewczyna odpowiedziała obojętnie.

- Chciał Twój numer. - Alan, postanowił zagrać.

- Jak miał okazję z Nami porozmawiać, to pytał o Ciebie. - Eliza również się wkręciła i zerknęła na Jamesa, aby dalej ciągnął grę.

- Sam słyszałem, zapytał czy nie mam nic przeciwko, żebyś z Nim się umówiła na randkę. - pokiwał głową. - Powiedziałem, że nie mam nic przeciwko, powiadomił mnie, że jak tylko wrócisz do LA, to na pewno się odezwie.

- Co?! - zakrztusiła się sokiem. - Że co? - powtórzyła pytanie.

- Powiedział, że się z Tobą umówi. Podałem mu Twój numer telefonu. - odpowiedział.

- Przepraszam Was, ale nie mogę zostać tutaj dłużej.. Jutro rano wracam do domu. - oburzyła się. - Maslow myślałam.. A a resztą już nic. Przepraszam, ale nie mam zamiaru spędzić kolejnego dnia. Sorry. - Bella zostawiła szklankę i poszła na górę.

- Może trochę przesadziliśmy? - zapytał Alan, ze śmiechem na ustach.

- Chyba masz rację. - pokiwał głową James. - Pójdę na górę, i przeproszę ją.

James zrozumiał, że mógł trochę przegiąć, poszedł na górę i chciał porozmawiać z Bellą, podszedł pod drzwi i podsłuchał jej rozmowę..

- Myślałam, że jak przyjedziemy tutaj to coś między Nami się obudzi, jakieś dawne uczucie, liczyłam na to. Specjalnie kupiłam tą sukienkę, żeby mu się spodobać. Robiłam co mogłam, a On nic. Nawet jak siostra Elizy, się do Niego przystawiała nic nie mówiłam, ale jemu to się chyba podobało. Chciał wzbudzić we mnie zazdrość? To brawo udało mu się. A teraz zaprzepaścił wszystko, naprawdę czuję się źle.. Przepraszam, już będę kończyć, jak wrócę to się na pewno odezwę.

- Mogę wejść? - zapytał James.

- Co chcesz? - zapytała oschle.

- Chciałem Cię przeprosić, to co mówiliśmy to były tylko żarty. Sama mówiłaś, że nic nie pamiętasz i Eliza postanowiła, że wkręci Ci jakąś ściemę. Nie wiedziałem, że w to naprawdę uwierzysz. Ich spojrzenie, mnie zamurowało. Myślałem, że nie weźmiesz tego na serio. Przepraszam, na prawdę przepraszam.

Bella odwróciła się w stronę okna, Maslow był totalnie załamany ciągłe próby przepraszania chyba poszły na marne. Bella w końcu wybuchła.. Śmiechem.

- Co jest? - zapytał zdziwiony.

- Chciałam sprawdzić jak zareagujesz.. Na moją rozmowę telefoniczną! - rzuciła chłopaka poduszką.

- To jest nie fair.. To co mówiłaś, o była prawda? - zapytał.

- Tak, James. Cała szczera prawda. - uśmiechnęła się i zeszła na dół.

- Coś się stało? - zapytał Alan.

- Dlaczego?

- Uwielbiam Was, ale ściemniać to nie potraficie.

- Coo? - zdziwili się.

- No tak, udawałam rozmowę telefoniczną i słyszałam jakieś kroki, poznałam, że to James. No i uwielbiam Was. Ale jutro naprawdę musimy lecieć, mam zaległą pracę. Płyta prawie jest skończona, ale trzeba jeszcze trochę dopracować.

- No, szkoda. - posmutniała dziewczyna.

- Nie martw się, jeżeli będzie okazja to na pewno Was odwiedzę.

Bella, James, Eliza i Alan wybrali się na krótki spacer. Przeszli się do pobliskiego parku, aby zrobić Sobie kilka zdjęć na pamiątkę. W tym samym czasie na obiedzie Logana ciągle dręczyła myśl o związku Kendalla i Dustina.

- Dobrze się czujesz? - zapytała Scarlett.

- Tak, dziękuję. - pokiwał głową. - A dlaczego pytasz?

- Od kilku minut wsypujesz sól do zupy.

- Co? - zmarszczył brwi, i spróbował zupy. - Fuj! Co to jest?! - spojrzał na Scarlett.

- Zupa. - uśmiechnął się Carlos.

- Sorry. Pójdę do Siebie. - wstał i wyszedł.

- Co mu jest? - zapytał Dustin.

- Nie wiem, może tęskni za Alice. - westchnęła Scarlett. - Dobra, na razie zostawmy go w spokoju, jeżeli będzie chciał to powie co go gryzie.

- No dobra.

Logan wrócił do pokoju, zaczął przeglądać internet. Chciał poszukać czegoś na temat Kendalla i Dustina, lecz w internecie nie było na razie żadnych zdjęć ani plotek. Nie miał z kim porozmawiać na ten temat, aż w końcu zdecydował zadzwonić do Belli.

- Słucham? - odebrała.

- Możemy porozmawiać? - zapytał.

- Tak, mów o co chodzi. Poczekajcie, zaraz przyjdę. - powiedziała do Przyjaciół. - Co jest? - zapytała.

- Nie wiem jak to powiedzieć, mam pewien problem. A nie mam z kim o tym porozmawiać.

- W domu jest Carlos, Scarlett no i Dustin z Kendallem.

- Właśnie.. O Kendallu i Dustinie chciałem porozmawiać, ale nie jestem pewien czy to jest rozmowa na telefon.

- Rozumiem. - pokiwała głową. - Jutro około południa będziemy w domu, porozmawiamy na spokojnie. Wytrzymasz? - zaśmiała się.

- Jasne, dzięki.

Henderson odetchnął z ulgą, przebrał się i zszedł na dół, mówiąc Przyjaciołom, że nie wróci późno. Wsiadając do autobusu nie czuł się komfortowo, co chwila jakaś dziewczyna spoglądała w jego stronę a to z ukrycia robiły mu zdjęcia. Nie wytrzymał i wysiadł wcześniej. Przeszedł kilka metrów i znalazł się nie daleko salonu samochodowego. Zerknął przez szybę i ujrzał swoje wymarzone auto, bez zastanowienia wszedł do środka. Doradcą okazała się młoda dziewczyna, umiała wszystko dobrze wytłumaczyć, przy czym zachęciła Logana bardziej do zakupu.. Po spacerze Bella wraz z Jamesem i młodą parą wrócili do domu, zaczęli się pakować. Niczym się obejrzeli nastał wieczór, dziewczyna zrobiła jeszcze kilka zdjęć. Na lotnisko odwiozła ich Eliza, Alan i Julia której nie mogło zabraknąć.

- Już się nie mogę doczekać, aż w końcu znowu się zobaczymy. - uśmiechała się Eliza.

- Ja również. - pokiwała głową Bella. - Ale to na pewno szybko zleci.

- Będziesz do mnie pisał? - Julia zapytała Jamesa.

- Jesteś naprawdę ładną i fajną dziewczyną ale nie dla mnie.

- Dlaczego?! - oburzyła się.

- Masz faceta. - powiedział i uśmiechnął się do Przyjaciół.

- Ale to nic poważnego. - odpowiedziała szybko.

- Przykro mi, ale nie chcę psuć waszego związku. - odpowiedział z powagą, ale wyczuwalnym uśmiechem.

- James.. - chciała coś powiedzieć.

- Pasażerowie lotu 45 z Nowego Jorku do Los Angeles, proszeni są do wyjścia numer 10.. - powtarzał głos w głośniku. 

- Przepraszam, ale musimy już iść.

- Bardzo miło było u Was, ale musimy już iść. - Bella pożegnała się z Przyjaciółmi.

- Cześć Julia. - James przytulił dziewczynę.

- Będę pisała.. - krzyknęła.

James uśmiechnął się do dziewczyny i pomachał jej.

- Naprawdę do Niej napiszesz? - uśmiechnęła się.

- Ja nie widzę w tym problemu, ale jak wiesz listy czasami się gubią. - zaśmiał się.

- Możliwe. - pokiwała głową. - Wiesz, chciałam nakręcić nowy film. Ale póki co, chcę dokończyć płytę.

- Masz całe życie przed Sobą.

- Ale nie chcę poświęcić życia, tylko na karierę. A gdzie miłość?

- Mówią, że miłość jest zawsze blisko Ciebie, ale nie każdy ją dostrzega. Miłość, ślub i dzieci? - zapytał.

- Nie, dzieci nie. - spojrzała przez okno.

- Dlaczego? - zaśmiał się. - Nie lubisz dzieci?

- Lubię, ale nie mogę mieć dzieci.. - spojrzała głęboko w oczy chłopakowi. - Jestem bezpłodna.

- To jest pewna diagnoza? - zdziwił się.

- Tak, mimo młodego wieku taka jest prawda. Wiesz, to było kilka miesięcy temu. Spóźniał mi się okres a wiem, że nie byłam w ciąży.. Może to stres? Wtedy tak myślałam, ale potem jak poszłam do lekarza to opisałam mój problem. Wtedy się dowiedziałam, że przechodzę menopauzę. Nie mogłam nic z tym zrobić, a sama wiadomość załamała mnie.

- Nie mam pojęcia, co mam powiedzieć, jestem w szoku. Ale jest też w tym plus.

- Jaki? - zapytała.

- No nie musisz się martwić o co miesięczne bóle brzucha, wahania nastrojów i takie tam kobiece sprawy.

- Myślisz, że tak jest? - zaśmiała się.

- No, a nie? - zapytał.

- Mogę powiedzieć, że jest dobrze ale nie aż tak. Mam czasami okropną migrenę i naprawdę nie mam ochoty na nic, wszystko mi przeszkadza. Co do wahań nastrojów? To różnie bywa. Nie każda kobieta przechodzi okres tak źle poczekamy na Twoją Żonę. - zaśmiała się.

- Dziękuję za wsparcie. Patrz, już zaraz lądujemy.

- No i świetnie.

Bella z Jamesem przegadali cały lot, głównie o problemie Belli ale mimo wszystko rozmawiało im się dobrze. Na miejscu czekał Logan, z uśmiechem przywitał Przyjaciół. Sami nie wiedzieli, że ma po Nich ktoś przyjechać, ale było im miło. Do domu wrócili w wyśmienitych nastrojach, w domu przyjaciele pooglądali zdjęcia i porozmawiali. Bella poszła na górę aby się rozpakować i wrzucić ciuchy do pralki.

- Cześć. - Logan wszedł do pokoju. - Powiedziałaś, że jak wrócisz to porozmawiamy. - usiadł na łóżku.

- Dobra, mów co Cię męczy. - uśmiechnęła się.

- Nie wiem jak mam zacząć, według mnie to jest delikatna sprawa. Pomożesz mi?

- Jeżeli będę mogła to oczywiście, ale powiedz mi o co chodzi.. - dziewczyna zaczęła się denerwować.

- Chodzi o to, że ostatnio dowiedziałem się dziwnej, albo strasznej rzeczy.

- Co takiego?

- Kendall i Dustin Oni się spotykają są ze Sobą. - wydusił. - Wiesz, czyli Kendall jest Gejem.. Dlaczego nic nie mówisz?

- Wiem, że to może Cię zaskoczyć, ale dowiedziałam się o tym pewnego razu przez przypadek. - uniosła ręce w geście obronnym. - Posłuchaj, przechodziłam raz do kuchni usłyszałam jakieś głosy dochodzące z pokoju Schmidta, to co zobaczyłam przerosło mnie totalnie.. Widziałam jak się całują, chciałam odejść ale potem zaczęli posuwać się coraz bardziej. Wtedy od razu się odsunęłam i chyba musieli mnie usłyszeć. Bo wyjrzeli przez drzwi i zamknęli je. Zaraz im powiedziałam, że ktoś zacznie węszyć jeżeli nie zaczną się ukrywać.

- Musimy powiedzieć o tym reszcie.

- Sami muszą to powiedzieć. Wieczorem pójdziesz do Nich i powiesz im co wiesz.

- Sam? - zdziwił się.

- Weź Sobie misia, będzie Ci raźniej.. No raczej, że sam! - uniosła się. - Nie martw się, wszystko będzie dobrze, dasz radę. Muszę Cię przeprosić ale chcę wziąć kąpiel.

- Jasne.

Logan wyszedł z pokoju Belli i poszedł do Siebie, w głowie układał Sobie treść rozmowy z chłopakami, nie wiedział jak ma zacząć, bał się tej rozmowy. Położył się na łóżku i zaczął rozmyślać i wspominać jak to było kiedyś z Alice, jeszcze nie dawno mógł ją przytulić, porozmawiać. Wieczorem gdy już wszyscy byli w pokojach, Logan wiedział, że Kendall na pewno spędza ten wieczór w Dustinem. Poszedł do pokoju Kendall i zapukał, chłopak wpuścił go bez wahania.

- Sam jesteś? - zapytał.

- No a z kim mam być? - zaśmiał się. - Żadnej dziewczyny tutaj nie ma.

- No tak, to było głupie pytanie.

- Cześć. - Dustin zaczął wchodzić jak do Siebie. - Sorry, nie wiedziałem, że masz gościa, wpadnę innym razem.

- Nie, poczekaj. - wstał Logan. - Chciałem z Wami porozmawiać, mam pewien problem.

- Ok. - chłopak wszedł nie pewnie.

- No to w czym tkwi Twój problem? - zapytał.

- W Was.. - powiedział prosto. - Chodzi mi o Was, dowiedziałem się, że jesteście razem! Nie mogę w to uwierzyć, to nie przechodzi mi przez myśl.

- Chcieliśmy to powiedzieć, ale jakoś nie mamy odwagi. Daj Nam jeszcze kilka dni, i wszystko dojdzie do normy.

- Dobra, niech Wam będzie.. - Logan wyszedł z pokoju.

środa, 10 maja 2017

Part 94.

Dni mijały dość szybko Bella wraz z Jamesem byli na lotnisku.

- Jak się czujesz? - zapytał.

- Dobrze. - kiwnęła głową. - Martwię się o to spotkanie, nie wiem co Nas może tam spotkać.. - zamyśliła się.

- Wszystko będzie dobrze, na pewno. - posłał jej ciepły uśmiech.

- Pasażerowie lotu 45 z Los Angeles do Nowego Jorku, proszeni są do wyjścia numer 3. Pasażerowie lotu..

- W końcu. - powiedział James.

Bella z Jamesem udali się do wyjścia, zajęli wybrane przez Siebie miejsca i czekali na odlot samolotu.. James usiadł wygodnie zamknął oczy i odprężył się. Bella nie lubiła startu samolotu zawsze się bała, jak również przy lądowaniu.. Odruchowo chwyciła Jamesa za dłoń. Gdy samolot wybił się w powietrze rozluźniła się i podziwiała widoki.

- Myślisz, że się zejdą? - Scarlett zapytała Carlosa.

- Wszystko jest możliwe. - pokiwał głową.

- Byli fajną parą?

- Na początku nie byłem do tego przekonany, ale potem z czasem się przyzwyczaiłem. Krótko mówiąc, jak się wprowadziliśmy tutaj, nie mogliśmy się dogadać.

- Ale między rodzeństwami, czasami dochodzi do kłótni..

- Może i tak, ale u Nas to była inna sytuacja.

- Jaka? - zapytała z zaciekawieniem.

- Opowiadała mi, że kiedyś śpiewała w jakimś podrzędnym klubie, zastępowała koleżankę kilka razy a potem się tam zatrudniła, na początku było fajnie ale  potem.. Potem się zmieniło. Na zapleczu, chociaż nie, to nie było zaplecze. Druga sala, albo odrębny pokój. Dziewczyny tam tańczyły w bikini, i Ona też tam była.. Byłem na Nią okropnie zły. Nie odzywałem się do Niej, ubliżałem jej na każdym kroku, zawsze miałem jakieś uwagi.. Raz nawet ją uderzyłem, teraz jak i wcześniej tego żałuję. To był pierwszy raz gdy uderzyłem siostrę.. Pierwszy i ostatni.

- Niemożliwe. - Scarlett otworzyła usta ze zdziwienia.

- Tak, możliwe.

Po długim locie, Bella z Jamesem opuścili samolot, na lotnisku miała odebrać ich jej siostra. Gdy odebrali bagaże rozglądali się chwilę. W oddali ujrzeli, piękną szatynkę w krótkich białych szortach i żółtej koszuli mgiełce. Machała ręką w stronę Jamesa i Belli. Przyjaciele od razu ruszyli w kierunku dziewczyny.

- Cześć. - przywitała się. - Julia jestem. - wyciągnęła dłoń w stronę Jamesa.

- James Maslow, miło Cię poznać. A to moja Przyjaciółka Bella. - wskazał dziewczynę, stojącą obok.

- Cześć. - Bella przywitała się z dziewczyną.

- Zapraszam do samochodu, walizki możecie schować do bagażnika. - otworzyła go. - Zapraszam do samochodu.. - skierowała Jamesa na siedzenie do przodu a Bella usiadła z tyłu.

Droga przebiegła w ciągłej rozmowie, w sumie sama Julia rozmawiała z Jamesem, a Belli jak się udało to oczywiście coś powiedziała, lecz to graniczyło z cudem. Gdy dojechali na miejsce byli pod wrażeniem posiadłości w jakiej mieszkają. Po przekroczeniu progu domu, Przyjaciele nie mogli przestać podziwiać wnętrza domu.

- No, no. Muszę przyznać, że bardzo ładnie tutaj macie. - powiedział James.

- Dziękuję, część sama zaprojektowałam. Studiuję dekorację wnętrz, i chcę się tym zajmować. - uśmiechała się do Jamesa.

- Bella! James! - na dół zeszła Eliza. - Cieszę się, że tutaj jesteście. Chodźcie zapraszam do pokoi..

Przyjaciele poszli za Elizą, wskazała im pokoje. Były na przeciwko Siebie, a pokój Julii był tuż obok pokoju Jamesa. Dziewczyna bardzo się ucieszyła. Gdy rozpakowali swoje bagaże, zeszli na dół na obiad i od razu przywitali się z Rodzicami. Porozmawiali, a wieczorem odbył się mały grill.

- Dziewczyny, proszę nie zdemolujcie domu. - powiedziała Mama dziewczyn.

- Nie zostaniecie? - zdziwiła się Julia.

- Nie, dzisiaj mamy własną imprezę.. Więc nie będziemy Wam przeszkadzać.

Gdy Rodzice wyszli, Julia wyraźnie się rozluźniła. Czuła, że dzisiejszego wieczoru zbliży do Siebie Jamesa. Oprócz domowników byli także znajomi Elizy i kilka osób od Julii, zjawił się także brat dziewczyn Mike z kumplami. Była to ostatnia impreza, przed ślubem Elizy i jej narzeczonego Alana.

- No James, jak Ci się u Nas podoba? - zapytała go Julia, popijając piwo.

- Jest bardzo fajnie, impreza jest udana. - uśmiechnął się i rozglądał za widokiem Belli.

- Szukasz kogoś? - zapytała dziewczyna.

- Tak. - pokiwał głową.

- Pomogę Ci szukać, ale później a teraz porozmawiajmy.. - dziewczyna wciągnęła Jamesa do rozmowy.

Bella czuła się nie pewnie w obecnym towarzystwie nie znała nikogo. James zaraz po przylocie wpadł w oko siostrze Elizy, a Bella nie mogła znaleźć z Nią wspólnego języka. Impreza trwała w najlepsze, wszyscy dobrze się bawili, kątem oka Bella dojrzała Jamesa, wyglądał na rozluźnionego. Na koniec zabawy wszyscy pomagali sprzątać, potem Eliza wraz z Alanem porozwozili przyjaciół. Bella siedziała na dworze na huśtawce, zadzwoniła do Scarlett.

- Cześć, przeszkadzam? - zapytała, gdy dziewczyna odebrała telefon.

- Nie, właśnie biorę kąpiel. Co się dzieję?

- Siostra Elizy, mnie lekko denerwuję.

- Dlaczego?

- Jak tylko przyjechaliśmy, zaczęła się kleić do Jamesa, jadąc do ich domu nie powiedziałam prawie ani słowa, na imprezie jak była to Maslowa w ogóle nie było w pobliżu..

- Jesteś zazdrosna o Jamesa? - zapytała.

- Nie, skądże. Ale po prostu chciałam się czuć pewniej, nie znam tutaj nikogo. A Eliza z narzeczonym zajmowali się gośćmi..

- Współczuję Ci, ale nie martw się. Jutro będzie lepiej.

- Na pewno. Muszę kończyć, bo James tutaj idzie i chyba nie jest sam.. - Bella spojrzała na szybko. - Odezwę się jutro, cześć.

Dziewczyna rozłączyła się i schowała w krzaki.. James jednak był sam, wyciągnął telefon i chyba do kogoś dzwonił.. W tym samym momencie Bella dostała wiadomość od Scarlett, że James rozmawia z Carlosem i skarży się na siostrę Elizy. Ucieszyła się, i przy euforii przez przypadek poruszyła krzakami. James to zauważył i ruszył w jej stronę..

- James.. - w oddali można było usłyszeć przesłodzony głos Julii, szybko wskoczył w krzaki obok.

- Carlos muszę kończyć.. Ta dziewczyna nie daje mi żyć. - szepnął i rozłączył się.

- Nie mogę teraz stąd wyjść, bo zostanę zdemaskowana. - szepnęła do Siebie.

Gdy dziewczyna wróciła do domu, James wyszedł z ukrycia i wrócił do domu, zaraz potem Bella zrobiła to samo. Wchodząc do pokoju, ucieszyła się, że James ma dość tej dziewczyny, w końcu mogła odetchnąć z ulgą. Ślub Elizy zbliżał się wielkimi krokami, dziewczyna zaprosiła do domu stylistów którzy mieli pomóc w przygotowaniu. Panna Młoda, była bardzo szczęśliwa, że wychodzi za Mąż, restauracja znajdowała się przy pobliskiej plaży.

- Bardzo dziękuję wszystkim gościom za przybycie, tym z bliska i z daleka. - uśmiechnęła się do Belli i Jamesa.

- Cieszymy się, że wszyscy mogą tutaj z nami być w tak uroczystej i doniosłej dla Nas chwili. Teraz zapraszamy wszystkich do pierwszego tańca pary młodej. - powiedział Alan.

Eliza wraz z Mężem zaczęli swój pierwszy taniec, młodsza siostra Panny Młodej bacznie przyglądała się Jamesowi który szukał wzrokiem kogoś innego.

- James. - szepnęła. - James.. - chłopak zareagował i spojrzał w stronę dziewczyny. - Hej. - uniosła dłoń do góry. - Chciałam Ci przedstawić swojego chłopaka. - uśmiechnęła się szeroko.

- Chłopaka? - zapytał.

- Tak, chłopaka. - pokiwała głową. - A masz jakiś problem? - uniosła brew.

- Nie, skądże, to już Ci przeszło? - zapytał.

- Tak, owszem. - wzruszyła ramionami i opuściła Jamesa.

Taniec młodej pary zafascynował wszystkich, po wszystkim goście usiedli do stołów. James miał szansę siedzieć obok Belli, niestety Przyjaciele nie widzieli się przed wyjazdem ponieważ dojechali różnymi autobusami.

- Wyglądasz świetnie. - Bells pochwaliła strój Jamesa. - Ten garnitur, i kilkudniowy zarost.. Nie dziwie się, że młoda straciła dla Ciebie głowę. - uśmiechnęła się.

- Prawdę mówiąc dowiedziałem się, że Ona ma chłopaka. To mnie trochę zdziwiło, bo tutaj się kleiła a potem mi mówi, że ma kogoś. - zabawne.

- No tak. - pokiwała głową. - Może usiądźmy, bo większość osób siedzi.

Bella chciała spokojnie porozmawiać z Eliza, dlatego obie wyszły na dwór..

- Dlaczego Nas zaprosiłaś? - zapytała.

- Chciałam żebyście byli ze mną w tym dniu.

- Nie odzywałaś się do Nas po tym.. Po tym incydencie z Jamesem.

- Hej.. - szukaliśmy Was. - na dwór przyszedł James z Alanem.

- Możemy chwilę zostać same? - zapytała Eliza.

- Jasne. - pokiwał głową Alan.

- Więc, nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Dlaczego Nas zaprosiłaś? - zapytała ponownie.

- Wiem, że wtedy mogliśmy być nie fair.. Ale poniosły Nas uczucia, mogę Ci otwarcie powiedzieć, że nic do Niego nie czuję.. Jak tylko wyjechałam, zaraz poznałam Alana, to On zawrócił mi w głowie tak, że nie mogłam spać przez Niego. Myślałam o Nim cały czas, teraz wiem, że On jest mężczyzną mojego życia, a wtedy? Wtedy to była dla mnie taka przygoda, chociaż nie. Kochałam Jamesa, ale potem mi to jakoś przeszło.. Myślałam żeby z Nim wyjechać, ale uświadomiłam Sobie, że jednak aż tak bardzo mi na Nim nie zależy.

- Cholera jasna.. - Bella się uśmiechnęła. - Dlaczego Nas zaprosiłaś? Odpowiesz?

- Przepraszam, ciągle zmieniam temat. - zaśmiała się. - Zaprosiłam Was, bo chciałam aby Przyjaciele byli ze mną w tej ważnej chwili, a Ty od zawsze byłaś moją najlepszą Przyjaciółką, nie chciałam aby Ciebie tutaj zabrakło. Zawsze traktowałam Ciebie jak siostrę, nie mogłam Ciebie nie zaprosić. - wytłumaczyła krótko Eliza.

- Jak siostrę? - łza zakręciła się w jej oku. - Ale przecież masz siostrę.. - powiedziała z uśmiechem i łzami w oczach.

- Wiem, ale byłaś jak moja siostra bliźniaczka! - mocno przytuliła Bellę.

- Uwielbiam Cie! - uśmiechnęła się.

- Wiem, ale może idź już bo widzę, i od waszego przyjazdu widziałam, że James chcę z Tobą porozmawiać, ale nie bardzo wie jak ma się do tego zabrać..

- Haha.. Zabawna jesteś. Ale dobrze, pójdę. - Jak się bawisz? - zapytała chłopaka.

- Dobrze. Nie miałem okazji nawet z Tobą porozmawiać. - uśmiechnął się.

- Teraz możemy porozmawiać.

- Mam pewien problem, podoba mi się jedna dziewczyna, ale nie wiem jak mam z Nią porozmawiać a nie chcę schrzanić sprawy. - skrzywił się.

- Mów. - powiedziała obojętnie.

- Niedawno zacząłem o Niej myśleć, wcześniej kilka razy schrzaniłem sprawę, i teraz chcę wszystko naprawić..

- Weź, narzędzia i napraw. - skomentowała.

- Świetny żart. - zaśmiał się.

- Sorry, ale Ci nie pomogę. - powiedziała i wyszła.

Bella lekko oburzona wróciła do restauracji, widziała jak grupka osób z jej stolika zaczyna pić alkohol..

- Mogę się dołączyć? - zapytała.

- Jasne, nie ma problemu. - odpowiedział miły chłopak.

Godziny mijały, a Bella coraz śmielej brała kieliszek do ręki. Nie czuła się źle z tego powodu, wręcz przeciwnie, dzięki pozytywnym emocjom uśmiechała się coraz bardziej. Jak wszyscy zaczęli się rozchodzić, Bella wzięła butelkę wina i wyszła na dwór. Nie chciała dłużej patrzeć na Jamesa, widziała jak dobrze się bawi. Siedząc nie daleko restauracji, patrzyła w gwiazdy i słuchała szumu morza.

- Bella.. Bella! - usłyszała głos Przyjaciółki. - Co Ty tutaj robisz? - zapytała.

- Słucham morza, słyszysz? - spojrzała na przyjaciółkę.

- Zaraz będziemy jechać do domu, chodź.

- Nie, ja tu zostaję. - pokiwała głową. - Tutaj jest pięknie.

- Chodź, pojedziemy w inne piękne miejsce.

- Dobra, przekonałaś mnie. - wstała i chwiejnym krokiem ruszyła do auta.

Bella wsiadła do auta, wyczekiwała tego wspaniałego miejsca. jak wrócili do domu Elizy, była pod wielkim wrażeniem.

- Pięknie tutaj jest. - zachwycała się domem Elizy. - Mieszkasz tutaj? - zapytała.

- Tak. - zaśmiała się. - Strasznie dużo dzisiaj wypiłaś..

- Żartujesz. - machnęła dłonią. - Mogę się położyć spać?

- Tak, Dobranoc.

Bella nie przebierając się, rzuciła się na łóżko. Zasnęła od razu. James jeszcze chwilę porozmawiał z Elizą, chciał spróbować zaimponować Belli.

- To moja wina, że się tak upiła. - powiedział

- Dlaczego? - zaśmiał się Alan.

- Zacząłem mówić, że podoba mi się pewna dziewczyna, ale nie pomyślałem o tym, że Bella pomyśli o innej..

- Porozmawiaj z Nią szczerze, a nie bawisz się w podchody.

- Ale ja nie umiem. - pokiwał głową.

- Jeżeli będziesz się tak starał, to do końca życia zostaniesz sam.

- Dobra, jutro na pewno z Nią porozmawiam, a teraz Wam nie przeszkadzam.. Zostańcie Sami. - uśmiechnął się i wyszedł, zostawiając młode małżeństwo.

Tymczasem w domu, Scarlett z Carlosem ustalili menu oraz inne atrakcje na weselu. Z każdym dniem spraw było coraz mniej, kilka następnych dni para będzie mogła odpocząć. Carlos częściej będzie w pracy, Scarlett również. Kendallowi z Dustinem coraz trudniej zachować swój związek w ukryciu.

- Może powinniśmy się ujawnić? - Dustin zaczął się głośno zastanawiać.

- Oszalałeś? - zdziwił się Kendall. - Co im powiemy?

- No nie wiem, trzeba to jakoś sformułować..

- Możecie Nas znienawidzić, zacząć wytykać palcami, kazać się wyprowadzić, możecie mnie nawet wyrzucić z zespołu. Ale to co chcę Wam powiedzieć, to jest bardzo ważne. Jestem z Dustinem..

piątek, 5 maja 2017

Part 93.

Minęło kilka dni, do Carlosa zaczęło docierać, że będzie Ojcem, cieszył się bardzo. Przy śniadaniu, gdzie byli wszyscy Przyjaciele Scarlett postanowiła ogłosić nowinę..

- Chcę Wam coś powiedzieć. - wzięła łyk soku. - Możecie mi pogratulować. - uśmiechnęła się.

- Czego? - zapytał Kendall.

- Jestem w ciąży. - uśmiechnęła się.

- Wujek Logan będzie miał małego brzdąca.. - pogratulował Scarlett. - Carlos. - uśmiechnął się do kumpla. - Zawsze w Ciebie wierzyłem.

- Super! - pogratulował im Kendall. - Cieszę się waszym szczęściem!

- A kiedy ślub? - dopytywał się Dustin.

- Nie wiem. - zaśmiała się Scarlett.

- Ślub odbędzie się w październiku.

- Jak to? - zdziwiła się Scarlett. - Jak to zrobiłeś? - zapytała ponownie.

- Jeszcze przed zaręczynami ustaliłem datę.

- uu.. - chłopaki spojrzeli w stronę Scarlett.

- Jeżeli bym się nie zgodziła? - zapytała.

- Wtedy miałbym problem. - zaśmiał się.

Scarlett była bardzo zdziwiona, że ślub odbędzie się tak szybko. Wraz z Carlosem zadzwonili do Rodziców, żeby powiedzieć jakie mają plany. Oboje byli szczęśliwi, Nie mieli zbyt dużo czasu, został im nie cały miesiąc, trzeba było od razu wszystko planować. Scarlett postanowiła, że już dzisiaj chcę wszystko załatwić, ale wie iż nie da rady nad wszystkim zapanować.

- Coś się dzieję? - Bella zapytała Logana, który stał na tarasie.

- Nie, skąd. - odwrócił głowę.

- Boli Cię ten ślub i ich dziecko. - powiedziała pewnie.

- Nie, skądże. - pokiwał głową.

- Widzę, znam Cię.

- Może trochę, ale nie jestem zły po prostu przypomniał mi się mój ślub z Alice i to jak się dowiedziałem, że mam dziecko. Cieszyłem się w tej chwili jak dziecko, a teraz?

- Zapalisz? - zaproponowała mu papierosa.

Kiwnął głową, odpalił papierosa zakrztusił się ale zaraz ponownie zaciągnął się dymem.

- Ja wiem, na początku miałem ochotę wyjść, ale gdy zobaczyłem jak Oni się cieszą tym szczęściem to poczułem, że moje życie wraca do normy. Alice zawsze będzie w moim sercu najważniejsza, nie zapomnę o Niej nigdy.

- Wiem. - Bella położyła mu głowę na ramieniu. - Wszystko się ułoży. - uśmiechnęła się i wróciła do domu. - Przeszkadzam? - zobaczyła Dustina i Kendall przytulających się do Siebie.

- Ups.. - Dustin odsunął się od chłopaka. - Miało nie być nikogo. - szepnął do Kendalla.

- Może czas powiedzieć, że jesteście razem? - zapytała z uśmiechem.

- Nie, na razie musimy poczekać teraz, na topie jest Ślub.. My będziemy potem.

- Ślub?! - Bella mocno się zdziwiła.

- Nie, nie. - unieśli ręce do góry. - Z tym się wstrzymamy, na razie nie chcemy mówić o swoim związku.

- A kiedy się ujawnicie?

- Nie wiem. - pokiwał głową Dustin. - To jest trudne..

- Uważajcie na Siebie, bo nie zawsze jesteście sami.. Więc trochę hamujcie wasze uczucia.

- Może powinniśmy uważać, żeby nikt Nas nie przyuważył.

Gdy Bella wróciła do swojego pokoju, usiadła na łóżku i zaczęła rozmyślać. Gdy położyła głowę na ramieniu Logana, poczuła coś w rodzaju bliskości, w sercu zrobiło jej się ciepło, ale gdy patrzy na Jamesa, to czuje w brzuchu motyle.. Z zamyśleń wyrwał ją Skype. Odebrała.

- Halo.. - powiedziała cicho.

- Cześć, słyszysz mnie? - powiedział znajomy głos.

- Słyszę, ale nie wiem kim jesteś.. - podrapała się w głowę. - Masz wyłączoną kamerę.

Na te słowa na ekranie pojawiła się znajoma twarz, blond loki opadały lekko na ramiona dziewczyna co chwila je poprawiała, szeroki uśmiech i wesołe oczy.. Eliza.

- Nie wierzę. - skomentowała.

- To uwierz. - uśmiechnęła się szeroko. - Co u Ciebie słychać? - zapytała.

- Dobrze. - mrugnęła kilkakrotnie. - Coś się stało, że dzwonisz?

- Chciałam zaprosić Was na ślub! - pokazała palec z pierścionkiem, który nie wyglądał na tani.

- Ślub? - zdziwiła się.

- Tak. Przyjedźcie. Zapraszam Was, znaczy Ciebie, Carlosa, Kendalla, Jamesa i Logana z Alice. - uśmiechnęła się szeroko.

- Bardzo bym chciała, ale nie możemy. - pokiwała głową.

- Dlaczego? - przekręciła głowę.

- Alice nie żyje.. - westchnęła głośno i przeniosła wzrok na okno.

- Co się stało? - zdziwiła się.

- Zmarła na zatorowość płucną. Była w ciąży, ale się nie udało nic zrobić.

- Przykro mi. - posmutniała. - A reszta? - zapytała.

- Carlos sam właśnie planuje swój ślub, więc nie będzie miał czasu. Oni też teraz dużo pracują.. A ja? Ja nie mogę przyjechać, nie mam nawet z kim, i nie dawno odszedł Colton.. - broda zaczęła jej drżeć.

- Colton? - zapytała.

- Colton Worren.. - dodała.

- Niemożliwe! - podniosła głos. - On nie żyje?! - zdziwiła się. Ale przecież, wy kiedyś prawie byliście razem..

- Miał poważny wypadek, nie przeżył.

- Nie mogę w to wszystko uwierzyć, to jest straszne. - pokiwała głową.

- Przykro mi, naprawdę mi przykro.

- Strasznie chcę się z Tobą spotkać, postaram się przyjechać.

- Ślub odbywa się.. Za tydzień - powiedziała i od razu zakryła twarz dłońmi.

- Co?! - wrzasnęła. - Dopiero teraz mi to mówisz, przecież ja nawet nie mam jak Sobie kupić sukienkę i w ogóle, bilety. Oszalałaś?

- Może jednak zapytasz reszty, czy będą chcieli przyjechać?

- Ja? - zdziwiła się. - Może jednak sama do Nich zadzwoń..

- No tak, masz rację. - kiwnęła głową i dziewczyny się rozłączyły.

Scarlett już spisywała listę gości którzy mieli pojawić się na ślubie, Carlos pomagał narzeczonej. Dziewczyna już chciała wskoczyć w suknię miała na nią tyle pomysłów. W myślach widziała już samochód, sukienki druhen i całe przystrojenie kościoła. Wieczór nastał niesamowicie szybko, wszyscy położyli się do łóżek. Scarlett wiedziała, że jutro czeka na Nią ciężki i długi dzień. Nastawiła Sobie budzik na 7 rano, ale wiedziała, że wszystko będzie jeszcze zamknięte. Więc postanowiła zmienić godzinę pobudki. W nocy miała piękne sny, o dziecku i długo wyczekiwanym ślubie. Nie chciała wybudzać się z tak pięknego snu, ale zapach tostów i herbaty nie pozwolił jej dłużej spać. Carlos przyniósł śniadanie na dużej tacy.

- Dzień dobry Kochanie, jak się spało? - zapytał z uśmiechem.

- Czeeść. - przeciągnęła się i podniosła z łóżka. - Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że się wyspałam. I jestem gotowa na wszystko.

- No to dobrze, bo dzisiejszy dzień wymaga dużo siły i energii. - pocałował Scarlett w czoło.

- Tak, wiem. - westchnęła.

- Co się dzieję? - zapytał.

- Nie wiem, niby zaraz już ślub a potem co? Dzieci, pieluchy i ta cała reszta, takie ma być nasze życie?

- Nie martw się, nie zostaniemy starymi piernikami! Nasze życie będzie naprawdę świetne! Obiecuję Ci to.

- Naprawdę?

- Tak, naprawdę. - spojrzał na wyświetlacz. - Dostałem zaproszenie, na wesele do Przyjaciółki.

- Niestety, nie możemy jechać. - pokiwała głową Scarlett. - Nasze wesele teraz jest na pierwszym miejscu, i żadna inna sprawa Nam w tym nie przeszkodzi.

- Cześć. - zapukał Logan. - Wy też dostaliście zaproszenie od Elizy, na wesele? - zapytał.

- Tak, ale nie jedziemy nigdzie. Bo mamy na głowie nasz ślub. - wzruszył ramionami.

- Słyszałem, że Schmidt też nie jedzie, ale Bella się podobno zastanawiała.

- Aha.. - powiedział bez przekonania.

- No dobra, ja lecę. Cześć.

Scarlett wraz z Carlosem po śniadaniu zaczęli swój pełen wrażeń dzień, para chciała żeby wesele odbyło się w jakimś cichym miejscu, z daleka od centrum. Myśleli też o plaży. Bella długo zastanawiała się jak ma podejść tematem Jamesa.

- Cześć. - do kuchni wszedł James.

- Biegałeś? - zapytała.

- Tak, jak co rano. - uśmiechnął się. - Może zaczniesz ze mną? - uśmiechnął się łobuzersko.

- Źle wyglądam, coś mi przybyło? - obejrzała się do tyłu.

- Nie. - zaśmiał się. - Ale tak dla Siebie.

- Zastanowię się.. Słuchaj. - podparła się na blacie. - Może chciałbyś pojechać ze mną do Nowego Jorku? - zapytała.

- W jakim celu?

- Na wesele.

- Poczekaj, skocze pod prysznic i zaraz skończymy naszą rozmowę.

- Jasne, nigdzie się nie ruszam. - skomentowała.

Bella czekając na Jamesa, napisała do Elizy. Potwierdziła swój przyjazd, nie była pewna czy James zechce z Nią się tam wybrać, ale zadecydowała od razu za chłopaka. Eliza z uśmiechem od razu poinformowała Przyjaciółkę o zarezerwowanych biletach, które powinna dostać pocztą za 2 dni.

- Wróciłem. - uśmiechnął się szeroko, a jego mokre włosy dodawały mu uroku. - Co to za wesele? - zapytał siadając na krześle.

- Zadzwoniła do mnie Eliza, i zaprosiła na wesele,nie każdy może przyjechać więc zostaliśmy tylko my.

- Eliza?! - zdziwił się.

- Tak, wiem to jest trochę dziwne, po tej całej aferze.. Ale dostaliśmy zaproszenie, więc może skorzystamy? - Bella w duchu myślała, że James się zgodzi.

- Chętnie wyrwę się na kilka dni stąd.

- Świetnie, w takim bądź razie musimy pojechać na zakupy.

- Kiedy? - zapytał, zdziwiony.

- Teraz! - dziewczyna się uśmiechnęła.

- No ok. - pokiwał głową.

Bella szybko się przebrała, zabrała ze Sobą co ważniejsze rzeczy i pojechali z Jamesem do centrum na zakupy. Była bardzo zdziwiona, że dostała zaproszenie od przyjaciółki która zdradziła ją z chłopakiem a teraz ponownie mają się zobaczyć, nie była pewna tego wesela. Bała się, że uczucie które było między Nimi może jeszcze raz powrócić.

- O czym tak myślisz? - zapytał James.

- Co? - zapytała.

- Od dobrych kilku minut, jesteś bardzo zamyślona. Ludzie się dziwnie na Nas zaczynają patrzeć..

Bella rozejrzała się i spostrzegła, że stoi od dłuższej chwili przy lusterku z sukienką którą trzyma przybliżoną do swojego ciała.

- Przepraszam, zamyśliłam się. Nie podoba mi się ta sukienka, chodź zobaczymy coś innego.

- O czym myślałaś? - zapytał, przechodząc dalej.

- Chodź kupimy coś ładnego, a potem jakaś kawa?

James tylko pokiwał głową, i razem wybrali kreacje. Po zakupach wyszli na kawę i resztę dnia spędzili na rozmowie. Wieczorem wrócili do domu, Bella była szczęśliwa, że mogła spędzić dzień z Jamesem. Poczuła się jak w dawnych czasach, kiedy byli przyjaciółmi i nic więcej ich nie łączyło.. Scarlett wraz z Carlosem także wrócili do domu.

- Mogłabym spacerować po tych sklepach cały czas. - zaśmiała się. - Przeglądając te suknie.

- Każda baba jest taka sama.. - Logan, nie przemyślał swoich słów..

- Każda baba?! - Scarlett ogarnęła złość. - Nie jestem każdą Babą.. A każdy Facet myśli tylko o jednym! - zrewanżowała się.

- oo.. - odezwali się chłopaki.

- Spokój. - powiedział Carlos. - Jest jeden do jednego, i starczy.

- Ok, ok. Już jest spokój. - zaśmiał się Logan. - To jak, jedzie w końcu ktoś na to wesele? - zapytał.

- Ja.. - powiedziała Bella. - Ja jadę z Jamesem. - wzięła głęboki oddech, i czekała na reakcje.

- Serio? - zdziwił się Carlos. - Po tym co Ona Wam zrobiła? - zapytał.

- Tak. - pokiwał głową Maslow.

- Jakoś nie jestem przekonany. - powiedział Kendall. - To jest trochę dziwne, no ale spróbujcie. - uśmiechnął się.

- Nie martwcie się. - pocieszyła ich Bella. - Nie dam się sprowokować. - pokiwała głową.

Następnego dnia, Scarlett poprosiła Bellę aby ta pomogła poszukać jej sukni. Jak na razie dzisiaj postawiła na internet i katalogi. Chłopaki pojechali do pracy, James poinformował Martina, że potrzebuję wolnego w czwartek i nie będzie go kilka dni ponieważ jedzie na ślub przyjaciółki. On nie pytał o szczegóły, tylko dał chłopakowi wolne. Z opowieści chłopaków pozwolił Sobie na kilka dni wolnego dla Jamesa..

piątek, 28 kwietnia 2017

Part 92.

- Carlos, może to w końcu pora abym poznała Twoich Rodziców? - zapytała Scarlett.

- Jasne, możemy jechać nawet dzisiaj.

- Naprawdę? - uśmiechnęła się. - Super, tylko muszę wybrać coś odpowiedniego, żeby dobrze wyglądać.

- Jedziemy tylko do szpitala, ale wiedz, że zawsze i we wszystkim dobrze wyglądasz. - pocieszył ją chłopak. - Chociaż możemy pojechać też jutro, gdy będą już w sanatorium.

- Wolałabym dzisiaj, bo na jutro zaplanowałam wizytę u moich Rodziców.

- Co?! - Latynos otworzył usta ze zdziwienia.

- No a myślałeś, że poznamy ich na ślubie? - zachichotała.

- No nie, ale nie myślałem, że to tak szybko nadejdzie.

- Ja poznaję Twoich Rodziców a Ty moich. - pocałowała go w usta.

- Ok.

Carlos, bał się wizyty u przyszłych Teściów, nie widział takiego stresu u Scarlett, lecz czuł, że i Ona odczuwa trochę strachu. Carlos wyszedł z pokoju i poszedł do Jamesa, wiedział, że u Przyjaciela może zawsze zaczerpnąć rady.

- Przeszkadzam? - zapytał wchodząc do Maslowa.

- Nie, siadaj. - wskazał Carlosowi miejsce. - Co jest? - zapytał.

- Jadę jutro poznać Rodziców Scarlett.. Jakoś nie wiem jak mam się przygotować, do tego zdarzenia. Lekko się stresuję. - odpowiedział.

- Wiem co czujesz, chociaż może nie. W sumie mógłbym powiedzieć, że wiem ale nie wiem.

- O co Ci chodzi? - Carlos zmarszczył brwi.

- Chciałem Ci powiedzieć, że sam się stresowałem jak poznałem Twoich Rodziców, ale przecież to było w szkole więc nie było żadnego stresu.

- No tak, więc co mam zrobić?

- Idź do Logana, On przecież musiał poznać Rodziców Alice, więc powinien Ci pomóc.

- Może masz rację, odwiedzę Logana.. - Carlos wstał i poszedł do Przyjaciela. - Cześć, mogę wejść? - zapukał.

- Cóż Cię sprowadza, w moje skromne progi. - zaśmiał się i obrócił w fotelu.

- Możesz mi pomóc? - zapytał.

- No dobra, zrobię co w mojej mocy. Co tam?

- Możesz mi powiedzieć, jak to było z Tobą, jak poznałeś Rodziców Alice?

- Poznajesz Rodziców Scarlett?

- Tak. - westchnął i usiadł.

- Jeżeli to będzie jakiś uroczysty obiad to możesz kupić dobre wino dla przyszłego Teścia a dla Teściowej bukiet kwiatów albo jakąś dobrą czekoladę. - uśmiechnął się.

- To taka podstawa.. - skrzywił się.

- Bądź Sobą, i powitaj ich szerokim uśmiechem.

- oo.. Kochanie tutaj jesteś. - do środka weszła Scarlett. - Przepraszam, że tak bez pukania Loggie, ale chciałam przekazać Carlosowi, że Rodzice przyjadą do Nas jutro na obiad.

- Co?! - Carlos podniósł się z łóżka. - Jak jutro? - przełknął ślinę.

- No jutro. Wiem, że późno o tym mówię.. - podrapała się w głowę. - Ale już ustaliłam z resztą, że nie będzie ich w domu. I chciałam Cię Logan poprosić o to samo. - uśmiechnęła się szeroko.

- Jasne, nie ma sprawy. Jakoś Sobie poradzę. - pokiwał głową.

- To świetnie, dziękuję. Kochanie, może po powrocie od Twoich Rodziców skoczymy do sklepu po jakieś zakupy na obiad? - zapytała.

- Jasne, ok. Możemy jechać. - pokiwał głową.

Scarlett i Carlos pojechali na zakupy aby zawieźć coś Rodzicom. Dziewczyna nie wiedziała czego może się spodziewać, codziennie można było zobaczyć ją z uśmiechem na twarzy, ale gdy zbliżali się do Rodziców lekko się zestresowała.

- Carlos. - chwyciła chłopaka za ramię. - Myślisz, że Twoi Rodzice mnie polubią?

- Jeżeli moja siostra Cię polubiła.. To uwierz mi, że Rodzice Cię pokochają.

- Dlaczego Bella miałaby mnie nie polubić? - zmarszczyła brwi.

- Moje niektóre związki, nie były idealne..

- Dlaczego?

- Możemy o tym porozmawiać w domu? - zapytał, zamykając samochód. - Chodźmy do Rodziców.

- Jasne! - wzięła głęboki oddech, i weszli do środka.

Carlos przedstawił Scarlett Rodzicom, dziewczyna nie była przygotowana na taki wodospad pytań, już sama powoli gubiła się w odpowiedziach. Ale Carlos wielki Rycerz zahamował Rodziców, i w końcu mogli opowiedzieć o swoich planach. Chcieli pobrać się jeszcze w tym roku, planowali ślub za jakieś 2-3 miesiące. Wiedzieli, że Rodzice będą też mogli już być w tej ważnej dla Nich uroczystości, wszystkim rozmawiało się dobrze, ale młodzież musiała jechać do domu i zrobić zakupy na następny dzień. Pożegnali się z Rodzicami i wyszli.

- Twoi Rodzice są bardzo mili, strasznie fajni. Twoja Mama, jest naprawdę ładną kobietą, a Twój Tata to świetny facet! - zachwycała się Scarlett.

- Tak, wiem. Cieszę się, że Oni są moimi Rodzicami. Chociaż wiem, że Rodziców się nie wybiera ale mi trafili się naprawdę świetni.

- Może poza tematem Rodziców, powiesz mi coś więcej na temat Twoich związków?

- Jakich związków?

- Miałeś mi opowiedzieć coś o Twoich związkach..

- Tak, przepraszam. Zapomniałem. - wsiedli do samochodu. - Byłem z taką jedną, miała na imię Jade i Bella totalnie jej nie znosiła.. Była również Kate jej przyjaciółka i One razem próbowały, wmieszać mnie i Kendalla w narkotyki.

- W narkotyki? - zdziwiła się. - Jedź, zielone. - spojrzała na sygnalizator.

- Tak, trudno w to uwierzyć ale po prostu byliśmy naiwni. One chciały się wybić, pokazać i w ogóle. A my byliśmy zaślepieni, sam myślałem, że może coś z tego wyjdzie ale od tamtego czasu jestem sam.

- Teraz na pewno nic już do Niej nie czujesz?

- Kochanie, mam teraz Ciebie jesteś najważniejszą osobą w moim życiu! Jesteśmy zaręczeni, niedługo planujemy ślub. Czego chcieć więcej? - zaparkował obok marketu.

- Kocham Cię! - pocałowała Carlosa. - Może kupimy coś dobrego na wieczór?

- Ok! Ja zawsze chętnie! - uśmiechnął się i poszli na zakupy.

Zaraz po zakupach wrócili do domu, Scarlett została przepytana jak się czuję po spotkaniu z Teściami.

- Wasi Rodzice są genialni! Ale osobno są również świetni, naprawdę. - dziewczyna wychwalała ich do samego nieba.

- No było świetnie. - odpowiedział Carlos. - Poznałaś moich Rodziców, więc teraz ja muszę poznać Twoich, ale lekko się obawiam.

- Dlaczego? - zapytała.

- No nie wiem, boje się, że mogą mnie nie polubić. Bo wiesz tutaj zespół, tu gwiazda muzyki a wiesz..

- Nie, nie wiem. Dlaczego się boisz?

- No kurczę, mogłabyś mieć każdego Faceta, a wybrałaś mnie? - zapytał.

- Tak, wybrałam Ciebie. - odpowiedziała z uśmiechem. - Nie marudź więcej, chodź lepiej na górę.. - puściła mu oczko.

Carlos posłusznie poszedł za Scarlett, gdy byli już w pokoju od razu zaczęli się zachłannie całować, lecz nie było im to dane długo gdyż Scarlett, poczuła się źle i wybiegła do łazienki.

- Mam nie świeży oddech?! - zapytał sam Siebie. - Scarlett. - zapukał do drzwi łazienki. - Co się dzieję? - zapytał.

- Nic, takiego. - odpowiedziała. - To tylko stres. - odpowiedziała. - Umyję zęby i wracam do Ciebie.

Scarlett umyła zęby, tak jak mówiła lecz gdy miała wychodzić z łazienki poczuła, że znowu musi do Niej wrócić.. Nie czuła się tego dnia dobrze.

- Carlos, przepraszam. - wyszła z łazienki totalnie zmarnowana.

- Co się dzieję? - zapytał z troską w głosie.

- Może się stresuję, jutrzejszym obiadem z Rodzicami.. - powiedziała.

- Nie martw się, wszystko będzie dobrze. Skoczę zrobić Sobie herbatę i położę się spać.

- Zostań w łóżku, a ja sam zrobię Ci herbatę. - Pena pocałował Scarlett w czoło i zszedł na dół.

Carlos czekał na gotującą się wodę i usłyszał na tarasie głos Belli, wyjrzał zza rogu i zobaczył jak dziewczyna znowu pije. Chciał do Niej podejść, ale zaczęła mówić do Siebie, słyszał jak rozmawia z Alice i Coltonem. Potem zadzwonił jej telefon, więc szybko się wycofał i poszedł na górę do Scarlett. Dziewczyna już smacznie spała, Carlos pogłaskał ją po głowie i położył się spać. Rano nie było jej na łóżku, od rana zaczęła gotować.

- Bells, mogę Cię o coś poprosić? - zapytała Blondynki.

- Tak, jasne. - kiwnęła głową. - Co jest?

- Mogłabyś skoczyć do apteki, po test ciążowy. - szepnęła.

- Jesteś..! - krzyknęła.

- Cicho! - spiorunowała ją wzrokiem. - Nie wiem, ale okres mi się spóźnia i ostatnio źle się czuję.

- No dobra.

- Coś się stało? - na dół zszedł Carlos. - Słyszałem krzyki..

- Bella miała jakiś ważny telefon.. Nie ważne. Pomożesz mi? - zapytała.

- Muszę posprzątać pokój. - zaśmiał się.

Scarlett martwiła się o dzisiejsze spotkanie z Rodzicami, już po chwili Bella była w domu. Wbiegła do kuchni nie zważając na to, na kogo wpadła.

- Proszę. - podała dyskretnie koleżance test.

- Chodź ze mną. - szepnęła. - Boje się. - odpowiedziała zamykając drzwi łazienki.

Bella czekała cierpliwie koło drzwi łazienki.. Gdy Scarlett chciała podać Belli wynik testu, ta kopnęła lekko w drzwi.

- James! - powiedziała głośniej. - A co Ty tutaj robisz? - zdziwiła się.

- Mieszkam.. - odpowiedział.

- Tak! - Scarlett odpowiedziała.

- Scarlett się zgodziła. - wskazał palcem na drzwi.

- Nie odzywaj się, i chodź.. - zaciągnęła Jamesa do łazienki.

- Co jest? - zdziwił się chłopak.

- Piśnij tylko słowo, a więcej nie spojrzysz w lustro.. - zagroziła Scarlett.

- O co chodzi? - przeraził się.

- Jestem w ciąży.. - pokazała test chłopakowi. - Nie mów nic Carlosowi..

- Jasne. A mogę wyjść? Źle się czuję z wami. - uśmiechnął się.

- Ok.

Dziewczyny bardzo się cieszyły z ciąży Scarlett, dziewczyna na razie nie chciała nic mówić Carlosowi. Postanowiła, że tą wiadomość przekaże przy obiedzie. Bella pomogła przyjaciółce w gotowaniu, potem szybko się przebrała i wyszła na miasto.

- Carlos.. - niecierpliwiła się Scarlett. - Zaraz będą Rodzice. Pośpiesz się. - poganiała narzeczonego.

- Już, już idę. - zszedł na dół w białej koszuli w małe gwiazdki i beżowe spodnie.

- Wyglądasz świetnie. - uśmiechnęła się Scarlett.

- A Ty dlaczego, się nie przebrałaś? - zapytał, widząc dziewczynę w fartuszku. - Już, chwila. - odpowiedziała i ściągnęła fartuszek. - Pasuje? - zapytała.

- Mi jak najbardziej.. - uśmiechnął się, i podszedł do Scarlett aby ją pocałować.

- Rodzice! - odsunęła się od Peny.

Dziewczyna poszła otworzyć drzwi, przywitała Rodziców a następnie przedstawiła Carlosa. Wszyscy usiedli do stołu,  na początku rozmowa niezbyt się utrzymywała ale z czasem weszła na właściwy tor.

- Już mieszkacie razem? - zapytała Mama.

- Tak, ale tutaj mieszka jeszcze siostra Carlosa, oraz jego przyjaciele.

- Nie ma ich w domu? - zapytała ponownie Mama.

- Nie, poprosiłam żeby na czas waszej wizyty wyszli. - zaśmiała się Scarlett.

- Wstydzisz się Nas? - zażartował Ojciec.

- Nie. - pokręciła głową. - Ale nie chciałam, żeby ktoś Nam przeszkadzał.

- Co chwilę ktoś by schodził na dół. - odpowiedział Carlos.

- Przepraszam. - powiedziała Scarlett i wyszła do łazienki.

- Bardzo ładnie tutaj mieszkacie. - rozejrzała się Mama. - Bardzo tutaj przytulnie.

- Dziękuję. - pokiwał głową Carlos.

- Kochanie, coś się dzieję? - zapytał Ojciec.

- Chcę Wam coś powiedzieć. - uśmiechnęła się szeroko.

- Coś się jednak stało. - powiedział Ojciec.

- Nic się nie stało. - złapała Ojca ze dłoń. - Chciałam to powiedzieć już wcześniej ale nie miałam odwagi.. - zaśmiała się i wzięła głęboki oddech. - Jestem w Ciąży. - powiedziała.

- Naprawdę? - cała trójka była w szoku.

- Bardzo się cieszę! - Mama wstała aby przytulić Scarlett.

- Świetnie! - Ojciec zrobił to samo. - Już myślałem, że ten dzień nigdy nie nadejdzie.

- No ale Rob ma też dzieci, więc o co chodzi? - zmarszczyła brwi.

- Znowu jesteśmy Dziadkami! Będę mogła rozpieszczać swoją wnuczkę, albo wnuka.

- Carlos, wszystko w porządku? - zapytał Ojciec.

- Tak, ale jestem w szoku. Nie wiem jak to się stało. - odpowiedział.

- Wytłumaczyć Ci skąd się biorą dzieci? - zaśmiała się Scarlett.

- Będę Ojcem.

niedziela, 23 kwietnia 2017

Part 91.

Bella czuła pustkę ale nie aż tak wielką jak w przypadku Belli, wiedziała, że kogoś straciła ale mimo to żyła dalej. Chłopak nadal będzie zajmował jakąś część w jej życiu. Z rozmyśleń, wyrwał Bellę dźwięk e-maila, była to wiadomość o pogrzebie Coltona. Miał odbyć się za 2 dni, od razu zabukowałaś bilety na lot. Wiedziałaś, że przyjaciele pojadą z Tobą, nie musiałaś się o to nawet pytać.

- Bells. - do pokoju wszedł Carlos. - Chciałaś żebym pojechał z Tobą, do rehabilitanta. Masz chwilę? - zapytał.

- Tak, jasne. Daj mi się tylko ogarnąć i za 5 minut spotkamy się na dole.

- Ok.

Bella szybko się przebrała w inne ciuchy, poszperała trochę w pudełku wyciągnęła dużą brązową kopertę, schowała ją do torebki i zeszła na dół.

- Jestem już gotowa, możemy jechać.

- Ok.

- Znasz adres?

- Tak. - Carlos pokiwał głową. - Możemy ruszać.

Niczym się obejrzeli a już zaraz byli prawie na miejscu, wyglądało to jak duży szpital, lecz w środku był znacznie przytulniejszy. Większość osób tam zgromadzonych mogła opisać to jako sanatorium albo wyjątkowo dobre spa. Carlos podszedł do recepcji i od razu zapytał się o znajomego rehabilitanta. Recepcjonistka, wskazała drogę rodzeństwo od razu poszło do wskazanego miejsca. Chłopak rozpoznał danego mężczyznę, po krótkiej rozmowie doszli do porozumienia.

- Rehabilitacja dla Ojca i potem krótki pobyt w sanatorium. A co z Matką? - zapytał.

- Dla Mamy? - zadumał Carlos.

- Dla Mamy pobyt w sanatorium, na czas leczenia Ojca. - powiedziała Bella.

- Dobrze. - odpowiedział niepewnie Mężczyzna. - Proszę bardzo udać się za mną do gabinetu, ustalę ile to będzie kosztowało.

- Dobrze. - rodzeństwo odpowiedziało jednogłośnie.

Po krótkiej chwili z pokoju wyszedł Rehabilitant.

- Rehabilitacja Ojca wyniesie oczywiście z pobytem w sanatorium 5 tysięcy. Jeżeli Państwo chcą aby Mama także przebywała podczas rehabilitacji tutaj to ten koszt będzie taki sam. - powiedział.

- Dobrze. Ale proszę zagwarantować Rodzicom jak najlepsze warunki. - powiedziała Bella.

- Oczywiście. - pokiwał głową.

- Wszystko płacę z góry, i nie chcę słuchać jakichkolwiek narzekań ze strony Rodziców. - pogroziła. - Więc proszę aby ta opieka była najlepsza. - wstała i podziękowała. - Rozumiemy się? - zapytała ponownie.

- Tak. - kiwnął głową mężczyzna. - Jeżeli chcę Pani uiścić wpłatę, to zapraszam do pokoju numer 20 tam obsłuży Panią nasza księgowa.

- Dziękuję. - odpowiedzieli i wyszli.

- Skąd masz pieniądze? - zapytał Carlos.

- Myślisz, że te seriale, płyty i cała reszta została wydana? - zaśmiała się. - Słońce, Ty nie wiesz jeszcze wielu rzeczy o mnie. - mrugnęła do brata. - Za dwa dni lecimy na pogrzeb.

- Jasne.

Na pogrzebie chłopaka zjawiło się dużo osób, można było zauważyć sporą część aktorów a także obsadę Arrowa. Bella wiedziała, że nie pozna już nikogo z obsady, a zdjęcie na pamiątkę w takiej chwili może być oznaką braku szacunku. Czułaś, że chcesz poznać ich wszystkich osobiście. Rodziców Coltona poznałaś od razu, więc dobrze by było się z Nimi przywitać. Bella opuściła Przyjaciół i poszła porozmawiać z Rodzicami chłopaka. Rozmowa polegała na wspominaniu Coltona, gdy tak z Nimi stała czuła się obserwowana.. Więc postanowiła pożegnać się za wczas i wrócić do Przyjaciół.

- Czy coś ze mną jest nie tak? - zapytała.

- Nie, dlaczego?

- No nie wiem, czułam na Sobie wzrok żałobników. - szepnęła. - Może coś ze mną nie tak?

- Nie, wszystko jest w porządku.

Po krótkiej rozmowie, cała ceremonia się zaczęła. Bella miała wielką ochotę powiedzieć kilka słów, ale nie mogła się powstrzymała się. Chwyciła za ramię Jamesa, który stał najbliżej Niej. Poczuła się bezpiecznie. Chłopak spojrzał na dziewczynę, a w jego oczach można było ujrzeć uśmiech.

- Isabella. - Mama Coltona, zwróciła się do dziewczyny. - Zapraszamy do Siebie. - powiedziała.

- Nie dziękuję, nie będziemy robić kłopotów. Mamy już zarezerwowany hotelik, ale bardzo dziękujmy za nocleg. - uścisnęła dłoń kobiety. - Proszę się trzymać. Jeżeli będą czegoś Państwo potrzebowali, proszę dzwonić. Jak tylko będę mogła pomóc, to oczywiście to zrobię.

- Nawet nie wiesz, jak Nam jest przykro, że Ty i Colton nie związaliście się. - powiedział Ojciec chłopaka.

- Mi też, proszę mi uwierzyć, że mi też. - westchnęła. - Mój numer Państwo mają, więc proszę. - pożegnała się i odeszła.

Atmosfera w domu nie była taka jak po śmierci Alice, ale o Coltonie także wszyscy pamiętali. W pracy Bella dawała z Siebie wszystko. W końcu nadszedł upragniony weekend. Tego dnia Kendall i Dustin byli bardzo przejęci, już od rana chcieli powiadomić wszystkich o ich związku. Rozmawiali o tym w pokoju, gdy słyszeli, jak ktoś przechodzi natychmiast zmieniali temat, ale tym razem się nie udało. Pena usłyszała już wcześniej jak chłopaki o czymś dyskutują, oraz słyszała ich namiętne wyznania o późnych porach..

- No co tam, wyjawiacie dzisiaj swoją tajemnicę? - uniosła brew do góry.

- Jaką tajemnicę? - zdziwił się Dustin.

- Wiem, że jesteście razem. I życzę Wam szczęścia! - dziewczyna mrugnęła do chłopaków i zeszła na dół. - Może zrobimy Sobie dzisiaj taki wymarzony weekend, wiecie. Kominek, ciepły koc i wino? - uśmiechnęła się i usiadła na rogu łóżka.

- Ja jestem za! - podniosła rękę Scarlett.

- Może takie lekkie odmóżdżenie byłoby dobre. - zastanowił się Logan.

- No zgódźcie się, pojadę do sklepu kupię jakieś dobre wino, posiedzimy i porozmawiamy. - James, pojedziesz ze mną? - zapytała chłopaka.

- Ja? - zdziwił się.

- A jest tutaj jakiś inny James? - zachichotała. - A poza tym, to ktoś będzie musiał nosić te siatki z zakupami. Skoczę tylko po torebkę i możemy jechać.

- Ok.

Bella z Jamesem pojechali do sklepu a w domu. Kendall i Dustin przygotowywali się do jakże ważnej rozmowy w ich życiu. Chłopaki zeszli na dół, usiedli na kanapie i wszyscy rozmawiali. Carlos rozpalił w kominku żeby było naprawdę miło fakt, faktem na dworze było jeszcze ciepło ale żeby było miło potrzebna była odpowiednia atmosfera. James chciał zacząć rozmowę, aby przypomnieć Belli jak zbliżyła się do Niego podczas pogrzebu, lecz dziewczyna nie dawała mu żadnej szansy.

- Wróciliśmy. - Bella weszła do domu z Jamesem.

- Dobra, to weźcie kieliszki i możemy siadać. - powiedział Maslow.

- Ok, już się robi. - powiedział Kendall.

Gdy wszyscy już zajęli swoje miejsca i każdy miał lampkę z winem, nikt nie zaczynał rozmowy.

- Nie mogłam Sobie odmówić i musiałam kupić ptasie mleczko, naszła mnie wielka ochota na coś słodkiego. - zaśmiała się Bella.

- Może jesteś w ciąży? - zaśmiał się Dustin.

- Słodki jesteś, ale nie. Nie mogę mieć dzieci.. - powiedziała i jednym łykiem opróżniła kieliszek.

- Przepraszam. - posmutniał.

- Nic się nie stało. - powiedziała.

- Ale jak to się stało? - zapytała Scarlett.

- Robiłam kiedyś badania, od dłuższego czasu nie miałam okresu.. Trwało to jakoś 3 miesiące, zrobiłam odpowiednie badania a potem się okazało, że okres u mnie nie występuje Także, dzieci nie mogę mieć. - odpowiedziała krótko.

- To przykre. - posmutniała Scarlett.

- Da się z tym żyć, chociaż czasami mam takie wrażenie, że okres mogę mieć ale to tylko wrażenie. Jak masz objawy przed miesiączką to ja też takie posiadam, ale wtedy czuję jakbym miała zaraz zejść.. Ale nie mówmy teraz o tym. - roześmiała się. - Porozmawiajmy o czymś innym. - spojrzała w stronę Kendalla.

- Chciałem Wam coś powiedzieć. - Blondyn głośno westchnął.

- Co takiego? - wszyscy spojrzeli na chłopaka.

- Dustin i Ja.. - zatrzymał się na moment. - Dustin i Ja, napisaliśmy wspólnie piosenkę, i jest dobra. Może wiecie nagramy z Nim jakąś piosenkę?

- To świetny pomysł, naprawdę dobry. Martin musi ją poznać.

- Ok.

Godzina po godzinie i większość powoli się wykruszała, Carlos uważnie przyglądał się Belli, wiedział dobrze, że jak wypije jeszcze więcej to nie będzie to nic miłego.

- Może już powinnaś iść spać? - zapytał Carlos.

- Może idź, masz rację. Idź spać. - odpowiedziała.

- Ale mi chodziło, żebyś Ty się położyła.

- Nie chcę jeszcze iść spać. Proszę, pozwól mi zostać i posiedzieć.

- Jasne.

Bella wzięła butelkę wina, koc i wyszła posiedzieć na tarasie. Napełniła lampkę i oglądała gwiazdy. Wiedziała, że jest sama.

- Alice. Teraz będziesz miała doborowe towarzystwo, Colton był świetnym chłopakiem, na pewno Ci opowie jak wszyscy za Tobą tęsknimy a Logan najbardziej. Chłopak nie widział świata poza Tobą, a Twój pierścionek zaręczynowy oddał Mamie.. Lecz Ona dała go mi, nie chciałam go ale jej oczy, gdybyś widziała oczy Twojej Matki. Były przepełnione smutkiem, żalem i wielkim bólem. Ona chciała Ci pomóc, teraz tak tęskni. Colton. Wiesz, że ja traktowałam Ciebie jak prawdziwego przyjaciela, ale czasami czułam coś więcej. Po naszym pobycie w wesołym miasteczku myślałam, że między Nami wyjdzie coś więcej.. Ale się przeliczyłam. No cóż, lecz to co chciałam ważnego Ci powiedzieć już wiedziałeś. Zawsze będziecie zajmowali ważne miejsce w moim sercu, Kocham Was i to się nie zmieni. Alice, miej w opiece Logana i od czasu podeślij do mnie jakiegoś fajnego faceta. Colton, nie pozwól aby Emily o Tobie zapomniała. Ona jest jeszcze wciąż w Tobie zakochana. Liczę na to, że będziecie mnie wspierać.

- Kto ma Cię wspierać? - na dwór wyszedł James.

- Mnie? - zapytała. - Mnie nikt nie musi wspierać, sama daję Sobie radę. Jestem silna!

- Wypiłaś za dużo. - Maslow próbował zabrać dziewczynie butelkę.

- Zostaw! - warknęła w stronę chłopaka, przechyliła butelkę i wpiła całość. - Ja nie chcę żebyś zabierał mi to co kocham!

- Uspokój się, nie jesteś Sobą.

- Jestem Sobą! Nie wmawiaj mi innych rzeczy, ja chcę tylko poprawić Sobie humor. Ja chcę żeby Alice wróciła, i Colton. Nie umiem Sobie bez Nich poradzić. Nie umiem poradzić Sobie bez Brown! Ona zawsze potrafiła mi pomóc, doradzić. A Worren? Worren.. Był świetnym Przyjacielem, potrafił mnie rozśmieszyć i mogłam na Niego liczyć w każdej sprawie. A teraz ich zabrakło, nie umiem Sobie poradzić. Kocham ich, i chcę żeby do mnie wrócili. Oni odeszli za wcześnie. - Bella skończyła.

- Wiem, że bardzo Ci ich brakuje, ale nie możemy nic zrobić. Przykro mi.

- Zrób coś dla mnie. - powiedziała ze łzami w oczach.

- Zrobię wszystko co w mojej mocy. - powiedział.

- Prześpij się ze mną, proszę. Zrób to ze mną. - położyła swoje dłonie na jego klatce piersiowej.

- Nie, nie mogę. - pokiwał głową. - Nie zrobię tego, jeżeli jesteś w takim stanie i tylko dlatego, że masz doła. Przepraszam. - odsunął się od dziewczyny i wyszedł.

- James.. - szepnęła. - Ja nie chciałam. - usiadła na fotelu i wyciągnęła butelkę wódki. - Alice, Colton wasze zdrowie! - podniosła do góry i wypiła część. - Dustin, Kendall oby Wam się dobrze razem żyło! - każdy toast był zaplanowany dla kogoś innego.

Gdy wódka się skończyła Bella chwiejnym krokiem weszła powoli do domu, schody wydawały się niebezpiecznie strome, lecz to nie przeszkadzało w dalszej drodze. Powolnym lecz chwiejnym krokiem Pena weszła do pokoju, położyła się na łóżku i zasnęła.. Dziewczyna wstała z łóżka, zeszła na dół, lecz nikogo tam nie zastała w kuchni było słychać kilka głosów.

- No cześć, jak się spało? - zapytał uśmiechnięty James.

- Dobrze. - odpowiedziała, kiwając głową.

- Może kawy? - zapytał Dustin stojąc z dzbankiem w ręku.

- Dziękuję.

- Cześć Kochanie. - do kuchni wszedł Kendall, który przywitał się z Dustinem buziakiem w policzek.

- Musimy dzisiaj, koniecznie pojechać do tamtej kobiety, żeby móc ustalić cenę i całe menu naszego wesela. - powiedział wchodzący do kuchni Carlos.

- Tak wiem, możemy jechać zaraz po śniadaniu. - uśmiechnęła się Carlos.

- Co Wy wszyscy tacy uśmiechnięci? - zapytała zdziwiona Bella.

- Przecież jest piękny dzień. - odpowiedział Dustin, przytulając Kendalla.

- A Wy już wszystkim powiedzieliście, że jesteście razem?

- Jak wszystkim? - zdziwił się Kendall.

- No wczoraj, miałeś powiedzieć, ale w końcu nic z Siebie nie wydusiłeś.

- Przecież wszyscy wiedzą, że są razem.

- Niemożliwe.. - pokiwała głową Bella.

- Skarbie Ty zawsze masz rację, ale nie tym razem. - w oddali było słychać głos Logana.

- No dobrze. - odpowiedział znajomy głos.

- Co Ty tutaj robisz?! - Bella wytrzeszczyła oczy, widząc znajomą sylwetkę.

- Mam zamiar zjeść śniadanie.. - powiedziała Brown, siadając do stołu.

- Ale jak? - zdziwiła się. - Przecież Ty nie żyjesz. - odpowiedziała.

- Kochana, coś Ci się musiało przyśnić, ja żyję i na razie nie mam zamiaru umierać. Ale przecież byłaś chora, no i Twoja ciążą.. - odwróciła głowę, słysząc jak ktoś wchodzi do domu.

- Julia, właśnie śpi. - odpowiedział znajomy głos. - Grzeczny Aniołek. - do domu z wózkiem wszedł Colton w towarzystwie Emily.

- Ty żyjesz! - podbiegła do przyjaciela, przytulając go.

- Odsuń się ode mnie! - chłopak odsunął od Siebie dziewczynę.

- Co Ty robisz? - zapytała.

- Nie zbliżaj się do mnie. - posłał jej złowrogie spojrzenie.

- Colton.. - broda zaczęła jej drżeć. - Co się z Tobą stało? - oczy jej się zaszkliły.

- No chodź wariatko! - uśmiechnął się, i uściskał Przyjaciółkę. - Przecież żartowałem, chciałem przećwiczyć swoją rolę.

- Sama obiecałaś Coltonowi, że mu pomożesz. - uśmiechnęła się Emily.

- Serio? - zdziwiła się.

- Chyba za dużo wypiłaś.. - zaśmiał się Carlos.

- Wypiłam trochę, ale przecież wczoraj rozmawiałam z Jamesem i Was nie było, byłam na tarasie. A Colton miał wypadek, i nie przeżył przecież byłam na Twoim pogrzebie, Alice a Ty byłaś chora i zmarłaś.. Nie miałaś dziecka. - mówiła ciągiem Bella. - Co się tutaj dzieję? - zdziwiła się.

- To Twój sen, sama chciałaś, sama mówiłaś, że Ci Nas brakuje, a teraz nie możemy porozmawiać. To tylko Twoja wyobraźnia, tutaj możemy spotykać się codziennie, codziennie, codziennie...

Dziewczyna obudziła się w nocy, spojrzała na zegarek wskazywał chwilę minut po drugiej jako, że już wstała zeszła na dół aby napić się wody. Poczuła zimny wiatr, zauważyła otwarte drzwi na taras zamknęła je.

- Cześć. - zza mroku powoli wyłonił się James.

- Boże! - dziewczyna podskoczyła i upuściła szklankę, która się rozbiła.

- Przepraszam, nie chciałem. - powiedział i szybko zapalił światło aby pomóc posprzątać dziewczynie.

- Nic nie szkodzi, to ja jestem niezdarą. - zaśmiała się i spojrzała na umięśniony brzuch chłopaka, przy czym chwyciła całą dłonią większą część szklanki i mocno ją ścisnęła.

- Uważaj.. - powiedział James. - Poczekaj, zaraz to posprzątam, i usuniemy to szkło.

James pozamiatał szkło, potem obejrzał dłoń Belli, a później odprowadził ją jeszcze do pokoju. Dziewczyna chciała jeszcze spędzić trochę czasu z Jamesem, ale nie było jej to dane ponieważ chłopak był zmęczony i szybko poszedł do pokoju.

wtorek, 18 kwietnia 2017

Part 90.

Colton się nie odzywał Bella również nie kontaktowała się z chłopakiem, zaczynała pracę nad swoim albumem. Carlos nie chciał zawracać głowy siostrze, sam miał dużo problemów. Musiał rano jechać do szpitala, dostał nagły telefon.

- Dziękuję, że tak szybko przyjechałeś. - powiedział Lekarz prowadzący. 

- Przyjechałem tak szybko jak było to możliwe, co się stało? - zapytał. 

- Musimy przeprowadzić operację u Rodziców, dlatego wezwaliśmy najlepszych chirurgów. Operacja odbędzie się po południu. Dlatego wezwałem Ciebie tutaj żeby o tym powiedzieć. 

- Rozumiem. Tak wiem, że teraz powinienem zostać tutaj, ale nie mogę. Mam kilka spraw do załatwienia. 

- Rozumiem, jeżeli będziesz chciał zobaczyć Rodziców przed operacją to zapraszam, godzinę przed zabiegiem. 

Carlos porozmawiał jeszcze chwilę z lekarzem i zaraz szybko wsiadł do samochodu, żeby pojechać do Belli i zabrać ją ze studia aby pojechać z powrotem do szpitala.

- Idzie Ci naprawdę dobrze, masz już jakieś pomysły na teledyski?

- Mam coś. Zapisałam Sobie w zeszycie. Przejrzyj. - Blondynka podała mu zeszyt.

- Cześć! - do studia wbiegł Carlos. - Siostra, muszę Cię porwać! - powiedział.

- Hola, hola! - Martin wstał z wygodnego fotela. - Co się dzieje, dlaczego tak nagle wpadasz?

- Rodzice mają dzisiaj operację, i Bella musi jechać ze mną. Postaram się ją odwieźć jak najszybciej.. - odpowiedział.

- Dobra, w takim wypadku jedźcie. Życzę powodzenia. Cześć.

- Operacja dzisiaj?! - zdenerwowała się Bella. - Jak to?

- Powstały jakieś komplikacje, i teraz trzeba operować. Przyjeżdżają jacyś inni lekarze, jeżeli chcesz zobaczyć Rodziców przed operacją to musimy teraz jechać.

- Dobra, jedźmy.

Bella wraz z Carlosem szybko pojechali do szpitala. Przed zabiegiem porozmawiali jeszcze z Rodzicami, a potem czekali zniecierpliwienie na przebieg zdarzeń. Rozmowę rodzeństwa przerwał dzwonek telefonu Belli, zadzwonił do Niej jakiś nieznajomy numer..

- Słucham. - odebrała niepewnie.

- Dodzwoniłem się do Isabelli Pena? - zapytał mężczyzna w słuchawce.

- Tak, z a kim mam przyjemność? - zapytała.

- Mam na imię Lucas, ale nie wiem czy to takie istotne ponieważ dzwonię z sprawie Coltona Warrena.

- Dobrze. Ale o tutaj nie ma, wyjechał dzisiaj rano. - uśmiechnęła się do Carlosa.

- Tak, wiem. Dzwonie ze szpitala, Colton miał poważny wypadek.

- Co się stało?! - Bella podniosła głos.

- Coś się stało?  - zapytał stojący obok Carlos.

- Colton miał wypadek. - odsunęła telefon od twarzy.

- Chłopak został potrącony przez samochód, jest w poważnym stanie.. - opowiadał.

- Gdzie jesteście?! - zapytała.

- Aktualnie przebywa w San Francisco, podeślę zaraz adres.

- Dziękuję. - rozłączyła się. - Muszę jechać do Coltona. - dziewczyna miała łzy w oczach. - Wiem, tutaj są Rodzice ale na nie mogę zostawić go samego.. - głos zaczął jej drżeć, a po policzkach spływały łzy. - Nie mogę go zostawić! Muszę tam pojechać.

- Wiem, rozumiem nie będę Cię zatrzymywał.

- Pożycz mi kilka dolarów, muszę pojechać po samochód i do domu żeby się przebrać.

- Ok, proszę.

Bella wzięła pieniądze od brata. Pojechała do studia zabrała samochód i zaraz była w domu, przebrała się w nieco luźniejsze ciuchy zabrała dokumenty i pieniądze aby zaraz jechać do Coltona, bardzo zmartwiła się wypadkiem Coltona.

- Śpieszysz się gdzieś? - zapytała Scarlett siedząc i oglądając telewizję.

- Muszę jechać do San Francisco. - powiedziała w biegu.

- A coś się stało? - zapytała przejęta i wstała z kanapy.

- Colton miał poważny wypadek, jest w szpitalu muszę do Niego jechać. Nie mogę go tak zostawić.. - mówiła łamanym głosem.

- Ale, przecież wy ostatnio, rozmowa, wyjście z domu. Ej.. Nie rozumiem. - opadła na kanapę.

- Jak tylko wrócę, to od razu opowiem Ci wszystko. Teraz się śpieszę.. - rzekła.

- Ale jak tam pojedziesz, to zastanie Cie wieczór. - powiedziała.

- Masz rację. - spojrzała na koleżankę, i pobiegła jeszcze raz na górę. - To mi się przyda. - wyciągnęła z pod łóżka kopertę i wyciągnęła kilkaset dolarów. - Mogę jechać.

Bella wsiadła do samochodu, pojechała na najbliższą stację aby się zatankować i móc jechać dalej. Była bardzo zestresowana, jechała przed Siebie, ale w końcu uświadomiła Sobie, że musi wprowadzić dane do GPS a, żeby wiedzieć gdzie dokładnie ma pojechać.  Zatrzymała się na uboczu, i wstukała adres. Po kilkugodzinnej jeździe dojechała na miejsce. Wysiadając z samochodu, ogarnęły ją obawy, nie wiedziała czy na pewno dobrze robi, w końcu weszła do środka.

- Cześć. Jestem Lucas. - podszedł do Niej wysoki, chłopak z uśmiechem na ustach. - To ja zadzwoniłem na pogotowie, Colton jest moim kumplem, gramy w jednym filmie.

- Tak, cześć. Bella. Super, fajnie ale gdzie jest Colton?! - była lekko zdenerwowana.

- Leży na sali operacyjnej. Powiem, że jego stan jest ciężki, nikt nie został wpuszczony.

- Co się dzieję? Mów mi szybko! - znajomy głos rozległ się po korytarzu w szpitalu

- Pablo?! - Bella odwróciła się. - Co Ty tutaj robisz? - zapytała zdziwiona.

- Bella! Moje Słońce kochane. Zaraz będzie tutaj Artur. Został reżyserem i Colton gra w jego filmie, a ja jestem wciąż asystentem.. I się zaręczyłem! - podskoczył z radości.

- Gratuluję! Strasznie się cieszę! - uściskała chłopaka.

- Pablo? - w korytarzu roznosił się głos Artura. - Pablo! - głos coraz bardziej się zbliżał. - No, w końcu Cię znalazłem. Co z Coltonem? - zapytał.

- Nie wiem, nie mam żadnych informacji.. - pokiwał głową. - Ale patrz kogo tutaj mamy!

- Nie wierze, Bella. Nie poznałem Cie, zmieniłaś się! - Artur przytulił Bellę. - Co tam u Was słychać? Jak twoja kariera? - zapytał.

- Nagrywam drugą płytę, bo miałam długi przestój. Mam na swoim koncie 2 filmy myślę, że to nie będzie koniec. Oprócz płyty chcę zacząć grę aktorską, i będę robiła też filmy. Kariera idzie do przodu. A skąd w ogóle się znacie z Coltonem? - zapytała.

- Ma się dużo znajomości. - uśmiechnął się.

- Przepraszam. - z sali wyszedł lekarz. - Pan przywiózł Pana Worrena? - zwrócił się do Lucasa.

- Tak. Co się dzieję z Coltonem? - zapytał.

- Powiem, że nie było łatwo. Jego stan jest ciężki, jest jeszcze w śpiączce ale myślę, że za około kilka godzin wybudzi się. Może rano, więc poproszę Państwa żebyście przyjechali jutro. Teraz Pacjent musi odpocząć. - powiedział i poszedł.

- Dziękujemy bardzo.

- No jeżeli nie możemy zostać, to musimy się zwijać.

- Bella masz gdzie nocować? - zapytał Artur.

- Znajdę jakiś hotel. - uśmiechnęła się pod nosem.

- Zapraszam do mnie! - powiedział Pablo. - I nie chcę słyszeć odmowy. - pogroził palcem dziewczynie.

- Dziękuję. - uśmiechnęła się.

- Dobra. Pablo, jutro podjadę do Ciebie. I przyjedziemy do szpitala.

- Przyjedziemy razem. - powiedziała Bella. - Nie rób Sobie kłopotu, ja się z Nim zabiorę.

- No jasne, ok. To do jutra! Cześć! - pożegnał się z przyjaciółmi.

Artur pojechał do domu, Bella i Pablo również wyszli i odwieźli Lucasa do domu. Potem pojechali zrobić małe zakupy. Gdy wrócili do domu, Pablo poznał Bellę ze swoim narzeczonym. Chłopak był bardzo miły, dużo ze Sobą rozmawiali. Dziewczyna opowiedziała historię związaną z Coltonem.

- Nie chcę wtrącać się w nie swoje sprawy, ale powinnaś dać mu szansę. - powiedział chłopak.

- A czy mówiłam, że podobny problem mam z Jamesem, On też mi się podoba, a sama nie wiem co już mam robić.

- Zrób to co podpowiada Ci serce. Porozmawiaj jeszcze jutro z Coltonem, musicie Sobie wszystko wyjaśnić.

- Też tak myślę. - pokiwała głową. - Pozwolicie, że położę się spać, jestem zmęczona i tyle wrażeń jak na jeden dzień.

- Oczywiście. - chłopaki się uśmiechnęli.

- Dobranoc. - powiedziała i poszła do pokoju.

Bella weszła usiadła na łóżku i zadzwoniła do Carlosa.

- Słucham. - powiedział odbierając telefon.

- Jak tam sytuacja z Rodzicami? - zapytała. - Już coś wiadomo.

-Właśnie miałem do Ciebie dzwonić, operacja się udała ale będzie potrzebna rehabilitacja dla Ojca.

- Dlaczego? - zdziwiła się.

- U Mamy jest wszystko w porządku, ale Ojciec będzie musiał popracować nad nogami.

- A jaki jest koszt całej rehabilitacji? - zapytała.

- Był rehabilitant i powiedział, że to będzie około 2-5 tysięcy. Uprzedzam Ciebie od razu, tak to dużo ale jakoś damy radę. Zbierzemy te pieniądze.

- Na razie nic nie rób beze mnie. - powiedziała. - Postaram się przyjechać jak najszybciej, jutro jeszcze zadzwonię.

- Ok, a jak się czuje Colton?

- Jego stan jest ciężki, ale więcej się dowiem jutro, będę do Was dzwoniła. Cześć.

Bella skończyła rozmowę i od razu położyła się spać, nie mogła zasnąć, bała się o zdrowie Coltona. Jego słowa ciągle krążyły jej po głowie. Nie umiała Sobie tego wszystkiego poukładać. Rano, również nie mogła spać, obudziła się o 7 pozwoliła zrobić Sobie kawę. Później przyszedł Pablo z Mattem. Zjedli śniadanie i zadzwonił Artur, żebyśmy przyjechali do szpitala.

- Możemy wejść do Coltona, ale nie wszyscy. Bella? - Artur zwrócił się do dziewczyny.

-Tak? - odpowiedziała.

- Chcesz wejść? - zapytał.

- Idźcie jako pierwsi ja wejdę na końcu, nie wiem co chcę przekazać jeszcze Coltonowi.

- Ok.

Bella układała Sobie w głowie to co chcę powiedzieć Coltonowi, była lekko zestresowana wizją tego co może zobaczyć na sali. Nie chciała powiedzieć czegoś czego by mogła potem żałować.

- Proszę możesz wejść. - powiedział lekarz, który przebywał w sali. - Ale ostrzegam, pacjent nie jest w pełni sił więc proszę uważać.

- Dziękuję.

Dziewczyna weszła do środka, z daleka widziała Coltona, od razu chciała wyjść, oddech zwolnił i sama poczuła ból jaki czuje chłopak. Ostrożnie podeszła do łóżka, gdy Colton ją zobaczył uśmiechnął się.

- Jak się czujesz? - zapytała, stojąc obok łóżka.

- O ile dobrze wyglądam, to tak się czuję. - zaśmiał się lekko, ale ból w klatce mu na to nie pozwalał.

- Wyglądasz jak zwykle świetnie. - uśmiechnęła się.

- Przyjechałaś aż z LA?

- Tak, jak tylko zadzwonił do mnie Twój znajomy to wiedziałam, że muszę przyjechać. - spojrzała na bezbronne ciało chłopaka. - Martwiłam się. I muszę coś Ci powiedzieć, czego nie powiedziałam Ci wtedy w tym miasteczku.. - wzięła głęboki oddech.

- Co takiego? - spojrzał swoimi niebieskimi oczami na Bellę. - Co takiego chcesz mi powiedzieć? - zapytał.

- Nie wiem, nie umiem. To jest trudne. - odwróciła wzrok.

Colton położył swoją dłoń na dłoni Belli, i znowu spojrzał na dziewczynę. Poczuła jak ciepło rozchodzi jej się po całym ciele. Uśmiechnęła się do chłopaka i westchnęła głośno.

- Kocham Cię. - powiedziała.

- Bardzo Cię lubię, ale ja nie mogę powiedzieć tego samego. Kocham Cię jak młodszą siostrę, ale na dłuższą metę nic by z tego nie było. W tedy w wesołym miasteczku to miał być wypad przyjaciół, nie sądziłem, że będziesz chciała coś więcej. Przepraszam, ale spotykam się z kimś. Znasz zapewne Emily Bett Rickards. To moja koleżanka z planu. Przepraszam.

- Rozumiem. - szybko zabrała swoją dłoń. - Bardzo chętnie poznam ją osobiście, uwielbiam Arrow`a. I jestem fanką tego serialu, więc mam nadzieję, że jeszcze będę mogła Cię w Nim zobaczyć.

- Mogłem Ci powiedzieć od razu.

- Nie, rozumiem. - odwróciła wzrok i otarła łzę. - Zawsze będziesz miał zaszczytne miejsce w moim sercu. - pochyliła się nad chłopakiem i pocałowała go w czoło.

- Jak tylko wyjdę ze szpitala, to na pewno się spotkamy. - powiedział.

- Jasne, cześć. - wstała, pomachała do chłopaka i wyszła.

- Coś się stało? - zapytał Artur.

- Nic, nic się nie stało. - powiedziała obojętnie.

Wszyscy zaczęli powoli kierować się w stronę wyjścia, i gdy już mieli wychodzić nagle do pokoju Coltona zaczęli wchodzić a raczej wbiegać lekarze. Zrobiło się głośno, Artur i Bella odwrócili się i szybko pobiegli w stronę sali.

- Co się dzieję?! - zapytał przerażony Artur.

- Pan Colton zaczął się dusić, i złapały go drgawki.

- Ale wyjdzie z tego? - pytała Bella. - Proszę powiedzieć, że tak.

- Nie wiemy. - kolejny lekarz zniknął za drzwiami, i szybko zasłonił żaluzje.

Po krótkotrwałym alarmie z pokoju, lekarze szybko zaczęli wychodzić. Colton był szybko przewożony na salę operacyjną. W głośnikach po kolei byli wzywani lekarze i pielęgniarki. Po dwugodzinnej operacji z sali zaczęli wychodzić lekarze.

- Możemy wejść? Co się stało? Jak się czuję Colton? - wszyscy naraz pytali o stan zdrowia chłopaka, w końcu wyszedł lekarz prowadzący.

- Co się stało?! - zapytali równocześnie Bella i Artur.

- Pacjent zaczął się dusić, nie mógł złapać oddechu a połamane żebra nie pomagały mu, na dodatek ciężki uraz głowy i kilka połamanych kości. Niestety, ale bardzo Nam przykro robiliśmy wszystko co w naszej mocy. - powiedział lekarz i odszedł.

- Co?! - Bella krzyknęła. - To niemożliwe, On nie może nie żyć. - szła za lekarzem. - Jest zbyt młody na śmierć, straciłam już Przyjaciółkę i nie mam zamiaru stracić Przyjaciela! Ma Pan tam wrócić!

- Przykro mi, ale zrobiłem wszystko co w mojej mocy.

- Ja chcę tam wejść.. - powiedziała stanowczo. - Chcę się z Nim pożegnać.

- Chłopak zaraz zostanie przewieziony do sali pożegnań, proszę o cierpliwość.

- Skurwiel.. - szepnęła i zatrzymała się.

Po kilku minutach mogli spokojnie pożegnać się z chłopakiem. Pablo miał wątpliwości, ale w końcu się przekonał i poszedł razem z Arturem. Bella ponownie chciała pożegnać się w samotności.

- Widzisz jaki ten świat jest przewrotny, jeszcze przed chwilą mogliśmy porozmawiać a teraz ja sama mówię. Już mi Ciebie brakuję, ale wiem, że tam na górze będziesz miał doborowe towarzystwo, zapewniam Cie. Trudno mi to przyjąć do wiadomości, że nie będę mogła poznać Emily. Pamiętaj, że zawsze będziesz kimś ważnym dla mnie. Kocham Cię. - Bella złożyła pocałunek na ustach Coltona, to był ostatni pocałunek.

Dziewczyna wyszła i wróciła do chłopaków. Pożegnała się z Arturem i Pablo, a potem postanowiła wrócić do Los Angeles. Po długiej jeździe do domu, od razu zaszyła się w swoim pokoju, ale nie było jej to dane ponieważ zaraz przyjaciele od razu ją odwiedzili.

- Dlaczego się nie przywitałaś? - zapytała Scarlett.

- Przepraszam, ale zapomniałam.

- Co się stało? - zapytał Schmidt.

- Spotkałam Artura i Pablo, teraz tam kręcą filmy.. - powiedziała, zmieniając temat.

- Jak im się powodzi? - zapytał Logan.

- Bardzo dobrze, naprawdę świetnie. - uśmiechnęła się sztucznie.

- Musimy wybrać się kiedyś, na ich jakiś film. - zastanowił się Carlos.

- No raczej, to musi być coś fajnego. - zachęcił się James.

- Z pomysłami Artura i zapałem Pablo, filmy będą świetne! - włączył się Schmidt i dyskusja się rozpoczęła.

- Colton.. Nie żyje. - przerwała Bella.

- Co?! - chłopaki nagle zamilkli.

- Tak, jego stan był ciężki, nie dało się nic zrobić.. - powiedziała. - Jeżeli będzie pogrzeb, to ja lecę. - postanowiła. - Nie zatrzymacie mnie, ja tam muszę być. - powiedziała.

- Polecimy z Tobą. - powiedział Carlos a reszta przytaknęła.

Tak w prezencie, rozdział ekstra :) . Dziękuję tym co ze mną jeszcze są.. Nowy blog, powoli powstaje. Mam nadzieję, że zyskam nowych czytelników. Postanawiam również pisać bloga na http://samequizy.pl/ . Takie fantastyczne opowiadanie ;) . Do końca zostało kilka rozdziałów..