niedziela, 21 grudnia 2014

Part 44.

Oczami Belli. 

Nie wiem co ja zrobiłam, dlaczego się zgodziłam z Nim spotkać. Musiałam oszaleć.. Miałam pozostać w ukryciu, z daleka od Nich. Nie miałam ochoty tego robić, ale stało się. Lisa dość długo spała, a ja nie chciałam jej budzić i im przeszkadzać. Posprzątałam trochę po wieczornej imprezie, niczym się obejrzałam to już była 10. Zrobiłam Sobie kanapki i ponownie posprzątałam. 

- Już na nogach? - zapytała schodząca z góry Lisa. 

- Ach tak. - zaśmiałam się. - Posprzątałam trochę i zrobiłam Sobie coś do jedzenia, no a teraz idę się spotkać z Carlosem. - odpowiedziałam i czekałam na odpowiedź Lisy. 

- Nie będę Ci prawiła morałów, ale powiem jedno. Uważaj na Siebie. 

- Nie rozumiem. - skrzywiłam się. - Przecież Carlos to mój brat, to na co mam uważać? 

- Źle mnie zrozumiałaś, chciałam Ci powiedzieć żebyś nie dała się na razie spróbować wrócić do domu. Chcesz odpocząć. - przetłumaczyła. - Więc bądź ostrożna, możesz się następnym razem spotkać z Carlosem tutaj. 

- Dziękuję. - uściskałam ją. - Idę się zbierać, bo muszę też dotrzeć na miejsce. - udałam się w stronę pokoju. 

- Bella. - zatrzymała mnie Lisa. - Nie zakładaj peruki, chcę aby Carlos mógł Cię normalnie zobaczyć bez tego czegoś. - uśmiechnęła się. 

- Jasne. 

Poszłam na górę i przeszperałam szafę w poszukiwaniu jakiegoś zestawu, znalazłam jakieś ubrania. Uczesałam włosy i przypudrowałam nos. Założyłam ciemne okulary i wyszłam.. Bałam się jak cholera, nie wiedziałam co mam mu powiedzieć Stanęłam przed Cafe. Bałam się. Po prostu się bałam, weszłam do środka poszłam do łazienki, poprawiłam się i wyszłam czekając na Carlosa. Zauważyłam jakąś postać maszerującą w moją stronę która od razu mocno mnie przytuliła.. Nie wiedziałam co zrobić, ale odwzajemniłam uścisk.

- Tęskniłam. - wyszeptałam i uwolniłam się od uścisku.

- Wejdziemy? Czy idziemy na spacer? - rozejrzał się po okolicy.

- Poczekaj. Muszę wykonać jeden telefon.. - odeszłam kawałek aby zadzwonić. - Chodź. - machnęłam ręką i poszliśmy w zupełnie przeciwnym kierunku.

- Gdzie idziemy? - rozglądał się po okolicy.

- Nie martw się, chodź. - złapałam go za rękę.

Udaliśmy się do Lisy. Nie chciałam aby ktoś widział Nas na mieście, dziewczyna się zgodziła była akurat na zakupach. Więc miałam chwilę spokoju, aby porozmawiać z bratem. Weszliśmy do środka i udaliśmy się do salonu. Nalałam nam soku do szklanek i mogliśmy spokojnie porozmawiać.

- Kiedy wrócisz do domu? - rozglądał się po pomieszczeniu.

- Już z chęcią bym do Was wróciła, ale jeszcze nie mogę. Strasznie za Wami tęsknię. - mówiłam. - Nie wiesz jakie to trudne, spojrzeć w oczy Jamesowi czy Tobie, no i jeszcze jest Kendall z Loganem i Alice. To jest dla mnie trudne.. Boje się. - powiedziałam.

- Wróciłam! - po domu rozeszło się echo.

- Kto to? - zaniepokojony Carlos wstał z sofy.

- Przyjaciółka.. - odpowiedziałam. - Jesteśmy w salonie. Nie martw się. - uspokoiłam brata.

- Cześć. - lekki uśmiech na twarzy Lisy, trochę mnie zaniepokoił, wiedziałam że może być wojna albo spokój.

- Lisa? - Carlos spojrzał na dziewczynę jak na ducha. - Ale że jak to? To przecież. Ale Wy.. Nie rozumiem. - plątał się w swoich wypowiedziach.

- Bell nie miała nikogo teraz, pozwoliłam jej tutaj zostać. Wiedziałam że prędzej czy później się o tym dowiecie. Ale wolałam później. Może i między Nami były zgrzyty ale wiem, że teraz Ona jest moją przyjaciółką.. - uśmiechnęła się ciepło do mnie.

- Przecież. Ty i dziewczyny no i te narkotyki. Jak to możliwe?

- Normalnie. - uspokoiła go. - Nie mówmy o tym. - zmieniła temat. - Mówiłam Belli żeby uważała na Siebie, i że może zostać u mnie ile chcę, ale widzę że będzie w dobrych rękach. I chcesz dla Niej dobrze.

- Nie wracasz ze mną? - zapytał Carlos.

- Chciałabym. Ale to dla mnie jeszcze za wcześnie.. Spotkajmy się jutro w parku. - pocieszyłam brata. - Tylko bądź sam, tak jak dzisiaj.

- Jasne. - spojrzał na zegarek i podrapał się w głowę. - Na mnie już czas. Będę się zbierał.

- Odprowadzę Cię. - powiedziała Lisa.

- Do jutra Carlos. - pomachałam mu. - Trzymaj się.

- Cześć.

Lisa odprowadziła Carlosa i wróciła do mnie..

- Dlaczego mówiłaś żeby był sam? - zapytała.

- Miałam wrażenie że ktoś za nami idzie, ale nie byłam tego do końca pewna..

- Może Ci się zdawało. - uśmiechnęła się. - Chodź włączymy jakąś komedię, dla polepszenia humoru.

- A masz lody? - zapytałam.

- No oczywiście! - krzyknęła radośnie i razem poszukałyśmy filmu.

Oczami Carlosa. 

Poczułem się dziwnie wychodząc od Belli.. Tak jakby inaczej. Nie widziałem jej dawno, ale gdy byłem obok Niej wcale nie czułem że się za Nią stęskniłem. Wręcz odwrotnie. Chciałem powiedzieć wszystkim o tym spotkaniu. Idąc pustymi uliczkami, czułem jakby ktoś mnie obserwował, nie bałem się bo mijałem od czasu do czasu przechodniów i przejeżdżające samochody. Ale miałem wrażenie że ktoś mnie obserwuję. Gdy wróciłem było późno więc pewnie wszyscy już spali, ale może to i lepiej. Zrobiłem to samo udałem się do pokoju i rzuciłem się na łóżko w ubraniach nie miałem na nic siły.. Lecz z pokoju obok usłyszałem rozmowę Jamesa, podsłuchałem co nieco.

- Nie ma jej, właściwie nie wiem kiedy wróci. - odpowiedział.

- No to może się spotkamy? - usłyszałem kobiecy głos.. - Masz jutro czas?

- Jutro nie. Ale może pojutrze, będę bardziej wolny więc możemy się spotkać w parku. Albo gdzieś w jakimś cichszym miejscu aby nikt Nas nie zauważył. - zaśmiał się.

- Ok. To podam Ci adres fajnej kawiarenki to się umówimy.

- Jasne. Ale jak ktoś się dowie co robimy, to będzie nie wesoło brakuję mi tego, ale wiem że od Ciebie to dostanę. - zaśmiał się.

- Oczywiście. Do zobaczenia!

- Dobranoc.

- Co?! - zerwałem się na równe nogi.. - Czy On zdradza Bellę? - nie dowierzałem w to co usłyszałem, nie będę wyciągał pochopnych wniosków i poczekam aż sprawa się wyjaśni.

Nie mogłem zasnąć, wziąłem tabletki na sen i zadziałały natychmiastowo. Rano czułem się jakby lekko ospały i może miałem powolniejszy system. Ale cieszyłem się na dzisiejszy dzień.

- Późno wróciłeś wczoraj. - zauważył Kendall. - Randka się udała?

- Co? Nie. Nie było żadnej randki, luźne spotkanie. - uśmiechnąłem się. - Co dzisiaj robicie?

- Idę do studia z Jamesem. - odpowiedział Kendall. - Mamy coś nagrać, no a później zdjęcia i cały dzień zawalony, pewnie wrócimy późnym wieczorem.

- Ja z Loganem wybieramy się dzisiaj na castingi. Loggie obiecał mi że ze mną pójdzie. Prawda Kochanie. - Alice spojrzała na Logana.

- Jupi.. - ucieszył się. - Więc Nas też nie będzie. - wspomniał.

- Aha.. - zastanowiłem się.

- Możesz przyprowadzić swoją Panią do domu, nie krępuj się. - zaśmiali się Przyjaciele. - Nie będzie Nas, macie cały dzień.. - powiedział Logan.

- No i dom. - wspomniał Kendall. - Kuchnia, łazienka, basen, salon wiele nieodkrytych miejsc.. - wybuchł śmiechem.

- Co? - zerwałem się na równe nogi. - Ona nie jest taka. Ogarnijcie się. - uniosłem głos i poszedłem się przebrać.

Nie mogę, muszę im w końcu powiedzieć że to Bella.. Ale jej obiecałem. Chcę żeby już tutaj była, ale nie mogę jej przekonać.. Ech.

15 minut później. 

- Wychodzę. - oznajmiłem znajomym i zabrałem klucze ze Sobą. Poszedłem w kierunku kawiarenki. Zauważyłem znajomą postać, uśmiechnąłem się sam do Siebie. 

- Cześć. - przywitałem się. - Chodź zapraszam Cię na obiad. - uśmiechnąłem się i weszliśmy do środka. 

- Miło Cię widzieć. - powiedziała i przeglądała menu. 

Gdy zamówiliśmy dania, rozmawialiśmy kawiarenka była prawie pusta. Odwróciłem się na chwilę i przyjrzałem się znajomej sylwetce.. Nie wiedziałem kto to dokładnie jest, starałem się rozpracować tą postać. 

- Stało się coś? - zapytała Bella, gdy zauważyła jak się przyglądam jakiejś postaci. 

- Nic, nic. - kiwnąłem głową. - Zdawało mi się że zobaczyłem znajomego. Chodź pójdziemy się przejść. - postanowiłem i wyszliśmy z kawiarenki.

Co chwilę się odwracałem, zdawało mi się że ktoś za mną idzie.. Zatrzymaliśmy się na chwilę ' znajoma ' postać też to zrobiła. Szliśmy dalej, i przyśpieszył.. 

- Wiedziałem! - krzyknęła postać i zdjęła kaptur z głowy.

- Carlos! Obiecałeś.. - Bella posmutniała. - Jak mogłeś mi to zrobić? Obiecałeś.. 

- Ja nie wiedziałem. Przepraszam. Myślałem że to będzie inaczej.

- Nienawidzę Cię.. - krzyknęła mi prosto w twarz i pobiegła w swoją stronę. 

- Poczekaj.. - próbowałem ją dogonić. - Nie zdążyłem wsiadła w pierwszy autobus jaki jechał. - Jak mogłem coś takiego przegapić. Przecież to miało być inaczej, nikt nie miał się dowiedzieć. Schrzaniłem. Jak zawsze, teraz prędko mi nie wybaczy, nie wróci do domu...

Oczami Belli.

Nie wierzyłam w to co widziałam. Jak On tak mógł, zdradził mnie w taki sposób. Obiecał że przyjdzie sam, nie zaufam mu już więcej.. Wróciłam do domu cała zapłakana. 

- Co się stało? - w salonie zawitała na chwilę Lisa. 

- Co Ty tutaj robisz? - otarłam łzy.

- Musiałam na chwilę przyjść, nie wzięłam kilku dokumentów. Co się stało? Czemu płaczesz? - podała mi chusteczki i czekała na moją odpowiedź. 

- Bo Carlos.. - płakałam i nie mogłam z Siebie wydusić słowa. - Nie chcę go znać! - krzyknęłam i zalałam się łzami. 

- Skarbie. Nie płacz. - przytuliła mnie. - Ja muszę lecieć do pracy, ale jak wrócę to porozmawiamy. - powiedziała. - Nie przejmuj się Nim. Prześpij się, pogadamy wieczorem. Buźka.

Poszłam na górę, wzięłam szybki prysznic i udałam się do łóżka. Chciałam zapomnieć o tym co zrobił mi Carlos.. Położyłam się wygodnie i zasnęłam.. 


niedziela, 14 grudnia 2014

Part 43.

Miami - Oczami Jamesa. 

Wyspałem się, chciałem przyrządzić jakieś śniadanie ale nie wiedziałem od czego zacząć. Trochę się krępowałem, bo nie byłem u Siebie. Ale jednak coś trzeba zjeść. Zrobiłem pospolite śniadanie, nie
umiałem się odnaleźć..

- O czym myślisz? - na dół zszedł Kendall.

- O niczym. Siadaj zrobiłem jakieś śniadanie. - zaprosiłem go do stołu.

- Jak myślisz. Bella się znajdzie? - zapytał i spojrzał na mnie.

- Cały czas o tym myślę, ale nie wiem czy są jeszcze jakieś szanse na to. Strasznie za Nią tęsknię i nie odpuszczę dopóki się nie znajdzie.

- Będzie dobrze. Na pewno. - pocieszył mnie Blondyn.

- Jakby było dobrze, to byłby jakiś znak od Niej. - wkurzyłem się i opuściłem kuchnię.

- Stój! - krzyknął Carlos.

- Nie mam nastroju. - burknąłem.

- Ale to coś ważnego.. - próbował mnie zainteresować. - Mam wieści od Belli. - zamarłem jak usłyszałem to imię.


- Co?! Żyje? Gdzie jest? -  zadawałem pytania, nie dając mu dojść do słowa.

- Usiądź. Spokojnie. - powiedział. - Bella do mnie zadzwoniła, żyje i jest u Przyjaciółki w LA. Nic jej nie jest, ale na razie chcę odpocząć. Chciałem do Niej jechać, ale powiedziała że się nie długo odezwie.
Obiecałem jej że nic nie powiem, ale nie mogłem się już na Ciebie patrzeć.. Wybacz.

- Nie wierzę. Chcę już ją zobaczyć, przytulić ją, poczuć jej zapach, usłyszeć śmiech. - zamarzyłem się.

- Nie mówcie nikomu że coś Wam mówiłem. Proszę. Złożymy przysięgę. - powiedział i złożył rękę na sercu. - Przysięgam.

- Przysięgam. - powtórzyliśmy razem z Kendallem. - Pozwól mi być przy następnej rozmowie.

- Nie wiem, nie wiem. Jak się odezwie dam Ci znać.

Gdy Alice i Logan skończyli z Nami jeść śniadanie, chcieliśmy wyjść na miasto ale nikt nie miał ochoty. Postanowiliśmy że będziemy się wylegiwać koło basenu. Nie chciałem pokazywać tego że za Nią tęsknię. Po prostu nie chciałem popsuć wakacji Przyjaciołom. Martwiłem się tym że nie daje znaku życia, ale to jej wola. Nikt nie może jej tego zabronić. Będzie chciała to się pokaże nie to nie. Życie. Patrzyłem jak wszyscy się bawią w tym basenie. Carlos się uśmiechał jak dawniej, byliśmy zgraną paczką, ale bez Niej. Ona tworzyła między Nami jakąś więź, była dobrą wróżką. Pomagała Nam. Każdy mógł powierzyć jej swoją tajemnicę, i była u Niej bezpieczna jak w sejfie. Hasło znała sama.

Los Angeles - Narrator. 

Bella i Lisa miały świetną zabawę, gotowanie sprawiało im przyjemność. Mogły nadrobić stracony czas.

- Wszystko gotowe? - zapytała Bella.

- Tak. Wystarczy się przebrać i możemy zasiadać do kolacji. - uśmiechnęła się Lisa i zdjęła fartuszek. - Chodź się przebierzemy.

Dziewczyny pobiegły na górę i się przebrały. Bella nie miała wielkiego wyboru, założyła coś prostego a zarazem eleganckiego. Nie mogła się doczekać, kogo może przyprowadzić Tom. Bała się że w trakcie
rozmowy może palnąć coś głupiego. Gdy zeszła na dół Lisa już czekała.

- wow.. - Belli opadła szczęka. - Wyglądasz świetnie! - uśmiechnęła się.

- Oj tam. - zaśmiała się. - Wyglądam normalnie, tylko chcę ładnie wyglądać dla Toma.

- Na miejscu Toma, od razu bym Cię zaprowadziła do sypialni.. haha!

Dziewczyny wybuchły nie opanowanym śmiechem, lecz nie trwało to długo gdyż dzwonek do drzwi przerwał im zabawę.

- Tom Kochanie. - Lisa przywitała chłopaka. - Wejdźcie do środka, zapraszam. - Bella poznaj Davida i jego asystenta Pablo.

- David? Pablo? - dziewczynie opadła szczęka z wrażenia. - Co wy tutaj robicie? - przytuliła ich mocno. - Nie myślałam że was jeszcze spotkam. Nie wierzę. - cieszyła się.

- Znacie się? - zapytał zdziwiony Tom.

- Tak. Znamy się już długo, ale jak David zakończył pracę z muzyką, odezwał się do mnie i zaproponowałem mu współpracę.

- Świetnie. Znowu razem.. Hurra! - krzyczał podekscytowany Pablo.


- My tu gadu-gadu a kolacja stygnie. - zaśmiały się dziewczyny.

Przyjaciele usiedli do stołu. Bella bardzo się cieszyła że mogła ponownie spotkać Davida i Pablo, brakowało jej ich towarzystwa.

- Powiedz Nam co się stało jak wyjechałaś. - zaciekawił się Pablo.

- Ech. - westchnęła. - Opowiem. - wzięła łyk wina i zaczęła opowiadać.. - Więc to już koniec, gdyby nie Lisa nie wiem co by ze mną było. Na szczęście Ona mi pomogła. - Bella uśmiechnęła się ciepło do Lisy.

- No przestańcie. Bo się wzruszę. - zaśmiał się Pablo.

- Słodki jesteś. - odezwały się dziewczyny.

- Więc.. Jak już mówiłem wcześniej, zastanowiłem się nad tą historią spotkałem się z Davidem i czuję że możemy podpisać umowę. - Tom wyciągnął zza Siebie teczkę i wyciągnął dokumenty.

- Mówisz serio? - zapytała zdziwiona Bella.

- O to długopis. Proszę. - podał dziewczynie długopis..

- Ale mam jeszcze nie dokończony scenariusz.. - powiedziała. - Zostało mi kilka stron i skończę.

- Podpiszemy umowę, znajdziemy odpowiednich aktorów, no a Ty spokojnie dokończysz pisać. - zaproponował David.

- Naprawdę? - dziewczyny spojrzały się na Siebie.

- Podpisz! - Lisa kiwnęła głową na znak że się zgadza.

Bella przeczytała umowę i odważyła się podpisać umowę. Była cała w skowronkach. Nie miała z kim podzielić tej radości, chciała pobiec od razu do Carlosa, pochwalić się swoim sukcesem ale nie mogła.. Chciała do Niego zadzwonić, ale w ostatniej chwili zwątpiła.. Gdy goście wyszli, a Lisa udała się z Tomem do sypialni. Bella zaczęła kończyć scenariusz, piła kawę za kawą ale w końcu jej się udało. Była z Siebie dumna, że w tak krótkim czasie zrobiła dla Siebie tak wiele.. 

Oczami Logana - Miami. 

Jak Brad i Jenny wrócili zjedliśmy jakiś obiad i chcieliśmy zaszaleć, ale nie znaliśmy żadnego miejsca w którym można by było dobrze się zabawić. 

- Młodzież. Na plaży ma się odbyć, dzisiaj jakaś zabawa. Idziemy? - zaproponował Brad, który był w imprezowym nastroju. 

- No jasne! - ucieszyliśmy się i pobiegliśmy na górę zmienić ciuchy.

- Po raz pierwszy w życiu, stoję przed szafą i nie wiem co mam na Siebie nałożyć. - opowiadałem Alice, lecz Ona mnie nie słuchała.

- Ja już znalazłam strój, jeszcze tylko poprawię makijaż i jestem gotowa. - zaśmiała się.

- Już wiem co czujesz! - krzyknąłem do Al gdyż była w łazience. - Załamię się. - westchnąłem.

- Poczekaj. - dziewczyna podeszła do mojej szafy. - Załóż te spodenki i tą koszulkę. - przesłała mi buziaka i wróciła do łazienki.

- Co ja bym bez Ciebie zrobił. - zaśmiałem się.

- Umarłbyś.. - wybuchła śmiechem.

- Poczekaj, poczekaj. Muszę to nagrać. - wyjąłem kamerkę z torby. - Alice Brown. Czy możesz powtórzyć to co mówiłaś? - skierowałem kamerę w jej stronę.

- No przestań. - zaśmiała się. - Logan, zabieraj tą kamerę. - rzuciła ręcznikiem.

- Fiu, fiu. - zrzuciłem ręcznik. - Dobrze że jesteś ubrana, inaczej bym musiał wyłączyć kamerę, aby nikt nie zobaczył naszej sex-taśmy ! - rzuciłem i wybiegłem z łazienki.

- Henderson! - oburzyła się.

- Tak? - zajrzałem nieśmiało do łazienki. - Możesz zapiąć mi bluzkę?

- Co Ty byś beze mnie zrobiła? - skierowałem kamerę na twarz Alice.

- Umarłabym! - powtórzyła.

- Dziękujemy za odpowiedź. - uśmiechnąłem się. - Nagrałem! - ucieszyłem się i poszedłem do pokoju aby się przebrać. - Jestem gotowy! - zajrzałem do łazienki, nie było Alice. - Al? Jesteś? Oj. Nie ma jej. - posmutniałem.

- Logan! - doszły mnie krzyki z dołu. - Chodź! Czekamy na Ciebie.

- Już gotowi? - zapytałem zdziwiony. - Nawet James?? - spojrzałem na Maslowa.

- No a co Ty myślisz? - poprawił swoje włosy. - Zrozumiałem że nie mogę poświęcać tyle czasu na swój wygląd. Zmieniam się.. - poruszył brwiami.

- Idziemy? - zapytała Jenny. - Tylko nie naróbcie Nam wiochy.. - zaśmiała się. - Pewnie będą Nasi znajomi, ale może jak się zaaklimatyzujecie to będziecie mogli zaszaleć, tylko proszę Was. Nie rozluźniajcie się za bardzo.

Pół godziny później.  

- Już wiecie o co chodziło? - zaśmiał się Brad.

- Nie wiedziałem że to miałeś na myśli.. - zniesmaczyłem się. 

- Witajcie w Miami! - zaśmiała się Jenny. 

- Ale tak można, to legalne? - zapytała Al. 

- Gdy przeprowadziłam się tutaj, na początku też miałam takie myśli, ale po pierwszej imprezie zrozumiałam że to jest normalne.

- Co jest normalne? - zaskoczył nas James z Kendallem, którzy przyszli z drinkami. 

- No już za późno.. - odpowiedział Logan. - Ale macie szczęście. - zaśmiał się. 

- Ok.. Może nie chcemy wiedzieć. - odezwał się James. 

- Dobra. My się idziemy przywitać ze znajomymi, no a Wy możecie iść z Nami albo śmigajcie na parkiet. - zaproponował Brad. 

- Ja idę na podryw.. - potarł dłonie Carlos i wyciągnął ze Sobą Kendalla. 

- My może się przejdziemy. - zaproponowałem Alice. - James idziesz z Nami? - zapytałem kumpla. 

- Nie.. Pójdę posiedzę obok baru, może się czegoś napiję. Nie przejmujcie się mną. - zmartwił się. 

- Chodź z Nami. - zaproponował Brad. 

- Nie. Posiedzę obok baru, bawcie się dobrze. - uśmiechnął się i poszedł w swoją stronę. 

- Co mu się stało? - zapytała Jenny. 

- Tak w skrócie to Bella wyjechała w trasę, później wróciła to została porwana a teraz jest gdzieś nie wiadomo gdzie, no i James się martwi.. - spojrzała na odchodzącego chłopaka. 

- To przykre. Ale jakoś się trzyma co? - zastanowił się Brad. 

- Widzisz jak jest. Idźcie do znajomych! Bawcie się dobrze. - uśmiechnąłem się i zabrałem Al na spacer.

Narrator.

Logan zabrał Alice na romantyczny spacer, Brad i Jenny udali się do swoich znajomych. Carlos postanowił się zrelaksować i zabrał Kendalla na podryw. Tylko James został sam, poszedł do baru i wpatrywał się w ludzi na parkiecie.. 

- James? - podeszła do Niego blondynka. 

- Autograf czy zdjęcie? - zapytał i wyciągnął długopis od barmana, nie spoglądając na dziewczynę. 

- Może tylko wystarczy rozmowa. - zaśmiała się. - Porozmawiamy? - zapytała ponownie i czekała aż chłopak się odwróci. 

- Nie mam ochoty na rozmowę, zdjęcie czy autograf? - zniecierpliwił się. 

- No cóż. Próbowałam. To może zdjęcie. - spróbowała skierować go w swoją stronę. 

- Stop. Eliza? - wpatrywał się w dziewczynę. 

- Tak to ja. - uścisnęła chłopaka. - Co Ty tutaj robisz? Bez Przyjaciół. 

- Jesteśmy na wakacjach. Logan i Alice poszli na spacer, no a Kendall i Carlos na podryw. - zaśmiał się. 

- A gdzie Bella? - rozejrzała się po parkiecie, w poszukiwaniu przyjaciółki. 

- Nie wiem, nie ma jej z Nami.. - spuścił głowę i wypił drinka jednym przechyleniem szklanki. 

- Co się stało? - Eliza wyglądała na zmartwioną. 

- To Ty nic nie wiesz? - zdziwił się. - Pojechała w trasę, później z Niej wróciła ale jej były Szef ją porwał.. Na naszych oczach, no i teraz nie wiemy co się u Niej dzieję. 

- To przykre. Ale na pewno się odnajdzie. - poklepała go po ramieniu. 

- Takie jest życie.. - westchnął. - Ale mów co u Ciebie? Skąd się tutaj wzięłaś? - zapytał zaciekawiony. 

- Moi Rodzice wyjechali tutaj w sprawie pracy, no a ja zostałam w Polsce i szukałam pracy, więc zgłosiłam się do agencji modelek i teraz jestem na kontrakcie tutaj w LA. Ale mamy też pokaz w Miami więc jestem. - ucieszyła się. 

- Modelka? - spojrzał na Nią od dołu do góry. - No, no. Muszę przyznać, że się do tego nadajesz. - zaśmiał się.

- Dziękuję. Przepraszam ale muszę już lecieć. - pocałowała go w policzek. - Może będziemy mieli okazję się spotkać gdzieś jak wrócisz z wakacji. Na razie. Trzymaj się James. - pomachała mu i odeszła. 

- Na razie.. - mrugnął do Niej.

Wszyscy się świetnie bawili, nawet James który poznał kilka ciekawych osób. Impreza okazała się udana, wszyscy w świetnych humorach wracali do domu. Carlos co chwilę sprawdzał telefon, chciał aby Bella się do Niego odezwała ale niestety cisza.

Następnego dnia rano. 

Wszyscy obudzili się w lekkim kacem, na szczęście nikt nie musiał nigdzie wychodzić, więc Jenny mogła spokojnie zrobić obiad. 

- Pomogę Ci. - na dół zeszła uśmiechnięta Alice. 

- Dziękuję. - uśmiechnęła się Jenny. - Jak możesz to obierz warzywa, zrobimy rosół żeby chłopaki się pozbierali. 

- No tak. Nieźle zabalowali. - zaśmiała się. - Ale to u chłopaków normalne. Carlos zawsze lubił wypić, Logan nie bardzo ale jak jest z chłopakami to dostaje małpiego rozumu. 

- Znam to. Brad raz tak popił że następnego dnia, znalazł się w sypialni moich Rodziców spał z moim Ojcem.. Bo pomyliły mu się pokoje. - wybuchła śmiechem. 

- No to nie ciekawie. - zdziwiła się. 

Dziewczyny porozmawiały przy wspólnym gotowaniu, no i później wstali balowicze.. Usiedli do stołu i zajadali się rosołem. 

- Przepraszam. Muszę odebrać. - wstał od stołu Brad. - Jenny mam złą wiadomość. - powiedział gdy wrócił. 

- Co się stało? - zdenerwowała się. 

- Musimy wyjechać do Nowego Jorku, mamy tam pojechać w delegację na kilka dni. - spojrzał na dziewczynę i przeszła mu ochota na jedzenie. 

- No ale mamy gości. - spojrzała na Kendalla i przyjaciół. 

- Nie ma sprawy. - wtrącił Blondyn. - Możemy wrócić do domu, nie gniewamy się. - zapewnił kuzynkę. 

- Na prawdę? - zapytała zmartwiona. 

- Tak. Jak będziecie mogli to wpadnijcie do Nas, do LA. Będzie Nam miło. - zapewniła Alice. 

- No to my pójdziemy się spakować. - odezwał się Carlos i pozbierał talerze. 

- Tak nam przykro. - powiedziała Jenny. - Jakoś Wam to wynagrodzimy. 

Przyjaciele poszli na górę się spakować, w międzyczasie James załatwił im autobus do domu. Więc mogli spokojnie jeszcze dzisiejszego dnia wrócić do domu. 

Kilka minut później.

Autobus zajechał pod dom, wszyscy zaczęli się żegnać. 

- Dziękujemy że mogliśmy przyjechać, mamy nadzieję że też Nas odwiedzicie. - żegnał się Carlos. 

- Obiecujemy. - zapewnił go Brad. - Widzimy się w LA. Na jakiejś super zabawie, no i mamy nadzieję że poznamy Bellę.

- No na pewno. - uśmiechnął się James. 

- Halo..! - odezwał się kierowca. - Długo mam czekać? - niecierpliwił się

- Już, już. - krzyknął Kendalla. - No to na razie! - wsiadł do autobusu i odjechali. 

Całą drogę wspominali krótki wyjazd, cieszyli się że mogli pojechać do Miami. W połowie drogi mieli przesiadkę, ponieważ autobus nie chciał ich wieść dalej. Ale przyjechał po Nich Dan. Carlos wpatrywał się w okno, przejeżdżając przez LA zauważył Bellę. Był pewien że to Ona, ale nie mógł zatrzymać autokaru, spróbował się z Nią skontaktować, lecz nie odbierała telefonu i nie odpisywała na jego SMS-y. Gdy dojechali do domu Carlos natychmiast otrzymał SMS z wiadomością od Belli. 

' Jeżeli jesteś w LA spotkajmy się jutro przy Star Cafe.. O 12. ' . Carlos od razu się zgodził, i nie mógł doczekać się następnego dnia. 

- Carlos. - do pokoju zapukał James. - Mogę wejść? - zapytał. 

- Tak. Wejdź. - powiedział. - Mam się jutro spotkać z Bellą o 12 pod Star Cafe.. - powiedział cicho. 

- Żartujesz?! - zdziwił się. - Idę z Tobą. 

- Nie możesz. - zdenerwował się. - Idę sam. 

- Ja muszę ją zobaczyć. - próbował postawić na swoim. 

- Nie! - podniósł głos. - Nie mogę Cię zabrać.. Przepraszam. 

- Daj jej to ode mnie.. - podał mu kopertę. 

- Co to jest? - spojrzał. 

- Daj jej to. Proszę. - powiedział i opuścił pokój Carlosa. 

Chłopak położył się do łóżka, i rozmyślał co powie Belli następnego dnia.. 

niedziela, 7 grudnia 2014

Part 42.

Byłem spokojny o Bellę, w końcu wróci do domu i powie chłopakom co się wydarzyło. Odwiedzę ich, może nie dzisiaj ale już jutro. Niech się Sobą nacieszą. Mogłem w spokoju usiąść przed telewizorem z piwem i na spokojnie bez żadnego zbędnego natłoku myśli. Zmęczony ciągłym proszeniem Belli o powrót, nawet nie zauważyłem że nie mam nic w lodówce. Czas na zakupy, nie lubię tego robić ale muszę. Czas znaleźć Sobie dziewczynę bo życie samemu jest trudne..

Oczami Alice.

Strasznie się cieszę nas te wakacje, ale jak chłopaki chcą wyjechać bez Belli? Tego Sobie nie wyobrażam. Pewnie będą czekali z jej powrotem. 

- Logan? - szepnęłam do śpiącego chłopaka. 

- mhmm.. - mruknął. - Nie śpię jak Ci o to chodzi. 

- haha.. - zaśmiałam się. - Jak wyobrażacie Sobie wakacje bez Belli? - wyskoczyłam z pytanie znienacka. 

- Nie wiem. - otworzył oczy. - Carlos chyba nie chętnie pojedzie.. Będzie chciał zostać i czekać na siostrę. 

- Ale.. - przerwałam i podniosłam głowę. 

- Coś się stało? - zapytał Logan. 

- Słyszałam trzaśnięcie drzwiami, chodź to sprawdzimy. - pociągnęłam chłopaka na dół. 

- Założę spodenki i pójdziemy.

Zeszliśmy na dół i zobaczyliśmy mocno zdenerwowanego Losa otwierającego wódkę.. 

- Co jest? - zapytał Logan. 

- Serio chcesz wiedzieć? Serio? -  zapytał zdenerwowany. 

- No tak. - odpowiedziałam. 

- Eric się stał! - przechylił kieliszek z zawartością, nie zmieniając swojej miny. 

- Co? - nie wiedziałam o co chodzi chłopakowi. 

- Bella była u Erica. - powtórzył. 

- I nic Nam nie powiedział? - Logan zacisnął pięści.

- Chciała skorzystać z telefonu i powiedzieć że żyje. - odpowiedział i zabrał wódkę ze Sobą. 

Długo się zastanawiałam nad tym co mówił Carlos, z ciekawości spróbowałam zadzwonić na numer Belli.. 

- Szlak! - krzyknęłam. - Teraz możemy zapomnieć o jakimkolwiek kontakcie z Nią.. - Nie ma co. Nie będę się nad tym zastanawiała, położę się. Jedziemy na wakacje i pozostawię swój umysł czysty.

Kręciłam się z jednej strony na drugą, nie mogąc zasnąć. Wiedziałam że Bella żyje ale nie wiedziałam gdzie jest.. A jak Nas opuściła? Co ja zrobię? James się załamie, a Carlos? On tego nie przeżyję przecież to jego siostra.. Nie mogą bez Siebie żyć. Wstałam późno ale było warto.

- Kochanie. Przyniosłem Ci śniadanie. - do pokoju wszedł Logan z tacą na której było śniadanie. 

- Dziękuję. Ale co się stało? - zapytałam rozbawiona. 

- Wyjeżdżamy dzisiaj wieczorem. 

- Ale mieliśmy jechać jutro rano. Dlaczego zmieniliście plany? - odstawiłam tacę.

- Chłopaki chcą wyjechać dzisiaj, zanocować gdzieś i żeby rano być na miejscu. A poza tym, mamy kierowcę. - uśmiechnął się triumfalnie. 

- O nie! - podniosłam się z łóżka. - Nie będę całą noc prowadziła, bo też chcę odpocząć. 

- Nie, nie. Jedzie z Nami Dan nasz kierowca, zawiezie Nas a potem po Nas wróci.

- To co chcesz ode mnie? - przekręciłam głowę i spojrzałam na Logana. 

- Pomożesz mi się spakować. - wystawił rząd swoich śnieżnobiałych zębów. 

- Oj Logan. - klepnęłam go w ramię, było mówić tak od razu.. 

Pomogłam się pakować Loganowi później zajrzałam do Carlosa.

- Jak tam? - zapytałam siadając na łóżku. 

- Kończę się pakować, jak widzisz. - spojrzał na niewielką walizkę. - A Wy jak tam? Spakowani? - zapytał. 

- Tak, tak. - kiwnęłam głową. 

- To dobrze. Ja też już kończę. - wrzucił do środka ostatnią koszulkę. - Możemy jechać. - dodał ze sztucznym uśmiechem. 

- Carlos. Co Ci jest? - spojrzałam na chłopaka, gdy siadał na kawałku łóżka. 

- Nic. Dlaczego pytasz? - spojrzał na mnie z dołu. 

- Widzę. Chodzi o Bellę? Że nie ma jej z Nami. Tak? - chyba uderzyłam w jego czuły punkt. 

- Nie rozumiem dlaczego nie chcę się pojawić.. Co my jej takiego zrobiliśmy? Przecież wie że tęsknimy. Co ja mam powiedzieć Rodzicom? Dzwonią co drugi dzień a ja nie mówię nic, cały czas kłamię. W końcu się domyślą że coś jest nie tak. A jak nie wróci? 

- Wróci. - uśmiechnęłam się. - Musimy dać jej czas. 

- Ile potrzebuje tego czasu? Dzień, dwa, trzy, cztery? Czy może tydzień? - wyliczał na palcach. 

- Musisz odpocząć, teraz musisz się oderwać od tych myśli. Jak wrócimy to Ona już tutaj będzie, na pewno. Wróci. 

- Zostawię jej kartkę na stole w kuchni, jak wróci to na pewno ją odczyta. Będzie wiedziała gdzie jesteśmy. Może się odezwie. - chłopak złapał kartkę i długopis. 

- Bądźmy dobrej myśli. - zerknęłam na zdjęcie Losa i Belli, które stało na biurku. 

Dan przyjechał po południu, więc wyjechaliśmy wcześniej niż planowaliśmy. Atmosfera która panowała była dość dziwna.. Carlos się więcej uśmiechał, jakby zapomniał że nie ma Belli, to trochę niepokojące. 

- Wszystko ok? - spojrzałam na Carlosa. 

- Nie chcę psuć wyjazdu. Problemy zostawiłem w domu. - uspokoił mnie i patrzył przez okno. 

- Gdzie mam Was zawieźć? - krzyknął Dan. - Bo nie bardzo wiem do jakiego hotelu jedziemy.. - zaśmiał się. 

- Nie jedziemy do hotelu, moja kuzynka Nas przenocuję. - odezwał się Kendall. 

- To świetnie. - ucieszyliśmy się. 

- Podaj adres. - wtrącił Dan. 

- Już, już. - Kendall podyktował adres do Dana. 

Oczami Kendalla.

Dan dostał ode mnie konkretny adres i dojechaliśmy szybko, kuzynka bardzo się ucieszyła że ją odwiedziłem. Dan odjechał a my poszliśmy w stronę domu. Zapukałem ale nikt nie otwierał, dzwoniłem
dzwonkiem ale też cisza. Chciałem już iść do jakiegoś hotelu, ale zamek w drzwiach się przekręcił. 

- Kendall. - drzwi otworzyła moja kuzynka. - Już chciałeś wracać? - zaśmiała się. - Zapraszam do środka, czekaliśmy na Was. 

- Właśnie widziałem, zamknięte drzwi i głucha cisza. - uśmiechnąłem się. 

- Brad wszystko zamknął, ostatnio były włamania i woli się zabezpieczyć. - zamknęła drzwi. 

- Rozumiem. - kiwnąłem głową. - Nie będziemy przeszkadzać? 

- Nie. Goście u Nas są zawsze miło widziani. Dawno się nie widzieliśmy. Chodźcie pokaże Wam pokoje i coś zjemy. Jesteście głodni? - zapytała. 

- Bardzo. - kiwnąłem głową, i mój brzuch dał o Sobie znać. - Przepraszam. - zaczerwieniłem się. 

- Nic nie szkodzi, chodźcie rozpakujecie się i zapraszam na taras. Będzie mała uczta. - powiedziała Jenny. 

Poszliśmy do swoich pokoi żeby się rozpakować, i zeszliśmy na dół. Brad rozpalił już grilla, posiedzieliśmy chwilę przekąsiliśmy coś i Jenny wraz z Bradem chcieli pokazać Nam miasto, ale byliśmy
zmęczeni podróżą więc postanowiliśmy zostać w domu. 

- Młodzież. - odezwał się Brad. - My jutro z Jenny musimy iść do pracy, więc zostaniecie sami. Wieczorem możemy wyskoczyć na miasto. Co wy na to? 

Spojrzeliśmy się na Siebie. - No jasne! - powiedział James. - Nie mamy nic innego do roboty, więc możemy zwiedzić Miami! 

- Ok. To jesteśmy umówieni. - przybiliśmy piątkę. 

- Widzę że jesteście zmęczeni, więc chodźcie spać. - zmartwiła się Jenny. 

- Dobranoc. - powiedziała. - My tutaj jeszcze posprzątamy i zaraz się kładziemy. - odpowiedział Brad. 

- Może pomożemy? - zapytała Alice. 

- Idźcie spać, jesteście zmęczeni. Jutro po śniadaniu posprzątacie i będziemy mieli wyrównany rachunek. - zaśmiała się dziewczyna. 

- No ok. To dobranoc. - powiedzieliśmy i poszliśmy do pokoi. 

Los Angeles - Oczami Belli. 

Odkąd opuściłam mieszkanie Erica, błąkam się bez celu po mieście.. Znalazłam jakiś nocleg, zostałam tam na noc, ale co teraz zrobię to nie wiem.. Mogłabym wrócić do domu, ale to będzie zbyt łatwe. Muszę poczekać, ochłonąć. Ogarnąć to wszystko. 

- Zaraz, zaraz. Przecież nie daleko tutaj mieszka Lisa. - westchnęłam ciężko. - Raz się żyje, może się z Nią dogadam. 

Poszłam pod duży dom i zapamiętany adres. Bałam się trochę tego spotkania, ale nie mam nikogo bliżej u kogo bym się mogła zatrzymać, podeszłam pod wielką bramę i zadzwoniłam domofonem..

- Tak? - usłyszałam miły głos. 

- Lisa? - zapytałam nieśmiało.

- Tak. A kto pyta? - odezwała się. 

- Bella Pena.. - ściszyłam głos. - Pamiętasz mnie? - zapytałam, lecz nic nie odpowiedziała i odłożyła słuchawkę. - Cóż. Widocznie nie jestem mile widziana.. - odwróciłam się na pięcie. 

- Stój. - krzyknęła biegnąc do bramy. - Wejdź. - otworzyła. 

Posłusznie weszłam i powędrowałam zaraz za dziewczyną. Weszłyśmy do środka i Lisa zaprowadziła mnie do salonu.. 

- Przepraszam że Cię nachodzę, ale nie mam gdzie się podziać. - wydukałam patrząc w podłogę, była ładna miała ciekawy wzór.

- Ale za co mnie przepraszasz? - zaśmiała się.- To ja powinnam Cię przeprosić za tą akcję z dragami, to była też moja wina. Ale jestem Ci wdzięczna za to że nie sprzedałaś mnie na Psy i w sądzie. Ale co Cię tutaj sprowadza, w te moje skromne progi? - zaśmiała się. 

- Skromne? - rozejrzałam się po wnętrzu. - To długa historia, ale mogę Ci ją skrócić. - kiwnęłam głową.

- Zaparzę nam herbaty i opowiesz co się stało. - poszła do kuchni wstawiając wodę, po chwili przyszła z ciepłym napojem. - Mów co się stało.

- Zajęłam się śpiewaniem i odkryła mnie jedna z lepszych wytwórni muzycznych, moja kariera się rozwijała. Aż wyjechałam w trasę koncertową, było naprawdę świetnie. Ale do czasu gdy się dowiedziałam że mój Szef.. Zbankrutował musiałam wrócić do LA. Chcieliśmy uczcić mój powrót więc postanowiliśmy wybrać się na imprezę, ale że pech chciał i moja przeszłość wróciła..

- Twoja przeszłość? - Lisa wsłuchiwała się w każde słowo. 

- Tak. Kiedyś jak chciałam śpiewać, najęłam się do klubu ale tam robiłam za tanią rozrywkę. W końcu mój były Szef mnie odnalazł i na oczach Przyjaciół zabrał mnie z powrotem do swojej nory.. No chcieli mnie ratować ale na marne. Facet tak mnie urządził że straciłam pamięć, i tańczyłam dla Niego.. Poznałam tam jedną dziewczynę, działała pod przykryciem i mogłam się spotkać z Jamesem i Carlosem. Ale później ktoś nasłał na Nas policję, i ochroniarz kazał Nam uciekać. Więc to zrobiłam, znalazłam schronienie u Erica. Powiedziałam mu że wracam do domu, ale się bałam i takim oto sposobem trafiłam do Ciebie. - westchnęłam i upiłam łyk napoju. 

- Niesamowite.. - pokręciła głową. - Ta historia jest świetna. - uśmiechnęła się. 

- Co? - zburzyłam się. 

- Chodzi o to że świetna pod względem że fascynująca, powinnaś to opublikować. - uśmiechała się. 

- Chciałam zrobić film o wyblakłej gwiazdce która skończyła karierę i zaczęła zarabiać jako Prostytutka. - spojrzałam na kominek. 

- Świetny pomysł. Chodź jutro ze mną do studia, opowiem to mojemu Managerowi i może pomożemy Ci zrobić film! - podskoczyła z radości. 

- Serio? - wpatrywałam się w dziewczynę. 

- No tak. - uściskała mnie. - Jutro o 10 mam być w studio, więc idziesz ze mną, A teraz chodź, pokaże Ci pokój. - chwyciła mnie za rękę i poszłyśmy na górę. 

- Ok. 

Nie spodziewałam się luksusów ale był to pokój gościnny. Mały przytulny, dla mnie w sam raz. Może pobędę tutaj kilka dni, więc mi starczy. Rozpakowałam swoje rzeczy a Lisa wyszła na chwilę, bo dostała jakiś ważny telefon. Po chwili do mnie przyszła. 

- Mam dobrą wiadomość. - powiedziała. - Mój narzeczony a zarazem Manager się zgodził, i jutro to wszystko obgadamy. Znowu powrócisz na scenę, będziesz śpiewała i nakręcisz film. 

- Nie wiem jak mam Ci podziękować. - cieszyłam się jak dziecko. - Nie wiem, naprawdę nie wiem. 

- Dziękować będziesz jutro. - kiwnęła głową. - Połóżmy się spać a jutro punkt 10 idziemy do studia. 

- Jasne. - podeszłam do łóżka. - Lisa. - szepnęłam. 

- Tak? - odwróciła się gdyż miała wychodzić. 

- Dziękuję za to że mogę u Ciebie zostać. Postaram się coś na szybko znaleźć. 

- Nie musisz. - machnęła ręką. - Zostań ile potrzebujesz. W końcu będę miała z kim pogadać, dziewczyny mnie odwiedzają ale rzadko a tak to chociaż mam Ciebie. - puściła mi oczko i wyszła. 

Och.. Jak się cieszę, mogę odetchnąć z ulgą. Chyba powinnam zadzwonić do Carlosa i powiedzieć mu żeby się nie martwił. Mam tremę. Jeden sygnał, drugi, trzeci i nic. Cisza. Ale może spróbuję jeszcze raz. Zapomniałam. Los zmienił numer telefonu, ale gdzieś go mam.. Ech. Boje się. 

- Słucham. - odebrał. - Halo.. Jest tam ktoś. - dopytywał. 

- Jestem. - powiedziałam cichym głosem. - Nie krzycz, nie mów głośno nic. Wysłuchaj mnie, nie mów nikomu że dzwoniłam. Proszę. 

- Wyjdę na balkon poczekaj. - powiedział. - Bella! Co z Tobą się dzieję? Czego nie dawałaś znaku życia?! Dlaczego nie wróciłaś do domu? Co się z Tobą dzieję? - zapytał. 

- Jestem u Przyjaciółki. Wrócę do domu, jestem cała i bezpieczna. Ale daj mi czas. Proszę. 

- Jesteśmy w Miami. Będziemy tutaj kilka dni, może wrócę do LA? - zapytał. 

- Nie, nie. Baw się dobrze. Ja jestem w dobrych rękach. Nie martw się, masz się dobrze bawić. Jak wrócisz to obiecuję że wrócę. Nadrobimy ten stracony czas. Nie mów nikomu że dzwoniłam. Proszę.
Obiecaj mi to, odezwę się nie długo. Tęsknię za Wami. Do usłyszenia. 

- Poczekaj. Obiecaj że jak wrócisz to nie będziesz już Nas opuszczała. Dobrze? - zapytał. 

- Obiecuję. Pilnuj Jamesa.. - zaśmiałam się. Do usłyszenia Carlos. Do usłyszenia. 

Uf. Strasznie się bałam tej rozmowy, ale poszła o wiele lepiej niż przypuszczałam. Mogę w końcu spokojnie zasnąć i nie martwić się o to że dzieję im się coś złego. Muszę mieć dobrą formę na jutro. Ach. Cieszę się bardzo.. Nie mogłam spać już od 7 zeszłam na dół i zrobiłam małe śniadanie, czekałam na Lisę w kuchni, aż się zdrzemnęłam. 

- Hej. - poczułam jak ktoś mnie klepie po plecach. - Wstawaj. - zobaczyłam rozbawioną Lisę. 

- Przepraszam. Ale musiałam zasnąć, zrobiłam kanapki. Zjemy i możemy jechać. 

- Ja zrobię herbatę i potem się przebierzesz no i w drogę. - uśmiechnęła się. 

- Ok. 

Studio było niesamowite, pojechałyśmy do podziemnego garażu. Po czym później wjechałyśmy na 8 piętro i udałyśmy się do danego pokoju. To studio było lepsze od mojego poprzedniego. Było naprawdę niesamowite. Sofy, meble i sprzęt były genialne. W pomieszczeniu wisiały plakaty i złote płyty wielu zespołów, tyle złotych płyt na oczy nie widziałam. Zachwycałam się wszystkim, każdy zakątek robił na mnie wrażenie. Pokój był pomalowany na złoto i fiolet gdzieniegdzie z domieszką czerni i bieli. 

- Cześć Kochanie. - powiedział wchodzący brunet, witając się z Lisą. - Kto to? - spojrzał na mnie. 

- To jest Bella. Moja Przyjaciółka, zatrzymała się u mnie na kilka dni. Ma trudną sytuację, chcę nagrać film. Jej historia jest niesamowita. - zachwycała się. 

- Cześć. Isabella Pena. Miło mi poznać. - wyciągnęłam dłoń w stronę mężczyzny. 

- Witam. - przywitał się. - Jestem Thomas Link, dla przyjaciół Tom. - uśmiechnął się. - Siadajcie. A Ty Bella opowiedz tą swoją historię. 

Usiedliśmy a ja ze szczegółami opowiedziałam swoją historię, Tom widocznie był zafascynowany bo wsłuchiwał się w każde moje słowo. Czasami miał minę taką że aż sama się przerażałam. Ale koniec końców chyba mu się spodobało.

- Muszę to przemyśleć. - powiedział i wyszedł z pomieszczenia. 

- Chyba mu sie nie spodobało. - spuściłam głowę. 

- Nie martw się, bądź dobrej myśli. - Lisa podniosła mnie na duchu..

Tom gdy wyszedł z pokoju nie miał najlepszej miny, ale co się można spodziewać po takiej historii.

- Chyba moją karierę mogę zakończyć. 

- Ej. Nie mów tak, to że Tom wyszedł to nie musi znaczyć że jesteś zła.

- Wątpię. 

- Dostałam SMS-a od Niego. - Lisa spojrzała na wyświetlacz. - Przeczytam, słuchaj. ' Musiałem pojechać i załatwić kilka spraw, powiedz Belli żeby się nie martwiła. Przyjadę wieczorem to omówimy sprawy dotyczące filmu i sporządzimy listę rzeczy które musimy załatwić! Buziaki. ' Udało się! - podskoczyła z radości. 

- Nie wierzę. - uśmiechnęłam się. 

- Chodź pojedziemy do domu i zrobimy coś na kolację, bo Tom pewnie nie będzie sam, więc trzeba iść na zakupy. 

- Jasne. 

Wyszłyśmy ze studia i pojechałyśmy do sklepu, na zakupy wróciłyśmy do domu i zaczęłyśmy gotować. Poczułam że Lisa jest dla mnie Przyjaciółką. Mogłam spokojnie z Nią porozmawiać. Alice i tak będzie na pierwszym miejscu ale Lisa też jest ważna. Ucieszyłam się że to co było wcześniej jest już za nami, daleko w tyle.. 

czwartek, 4 grudnia 2014

Przepraszam.

Cześć. Przepraszam Was że nie dodałam postu ( rozdziału ) . Przytrafiła mi się bardzo straszna sytuacja.. Mój narzeczony miał wypadek, i nie mam głowy aby na razie dodać rozdział. 
Postaram wziąć się w garść i wrzucić coś w niedzielę. Pewnie czekałyście na jakiś rozdział, ale sytuacja wyszła jak wyszła. Postaram się dodać coś w niedzielę. 
Mam nadzieję że się nie gniewacie. Jeszcze raz Was przepraszam.
Obiecuję że nadrobię wszystkie zaległości związane z waszymi blogami, wszystko skomentuję!
Obiecuję. 
Tak w ogóle.. Po za całą częścią :). 
Wszystkim solenizantkom i moim imienniczkom ( BASIA ) życzę Wszystkiego Najlepszego, z okazji imienin lub tak jak i ja imienin i urodzin :d. 
Najlepszego Dziewczynki :).

niedziela, 23 listopada 2014

Part 41.

Oczami Carlosa. 

- Mogę ? - zapytałem kumpla, stojącego w fartuszku.

- Jasne. Wejdź. - odsunął się a ja wszedłem do środka, od razu poczułem kobiece perfumy. - Jeżeli masz gościa to przyjdę jutro, ogólnie chcieli wszyscy przyjść ale jest późno i jestem sam.

- Nie, nic nie szkodzi. Czekam na Przyjaciółkę, umówiłem się. - wydukał. - Ale jeszcze nie przyszła. Więc chodź.

- Nie chcę przeszkadzać. - wycofałem się.

- Nie gadaj. Właź. - zaprosił mnie do środka. - Niczym się Panna wystroi to minie chwila. - zaśmiał się.

- Ok. - powędrowałem w stronę kuchni. - Widzę że będzie romantyczna kolacja. - spojrzałem na puste opakowanie po Lasagne.

- Takie coś na szybko. - machnął ręką. - Napijesz się czegoś?

- Nie dzięki, jestem samochodem. - powiedziałem. - Dobra. Może wpadnę jutro z ekipą, to pogadamy. - uśmiechnąłem się i przybiłem piątkę kumplowi. - Udanego wieczoru. - mrugnąłem porozumiewawczo.

- No dzięki. To do jutra. Na razie. - Eric poszedł za mną i zamknął drzwi.

Wracając do domu miałem ochotę się napić, ale postanowiłem że tego nie zrobię. I wróciłem prosto do mieszkania. Zaparkowałem. I udałem się do domu, gdzie czekała kolacja przygotowana przez Jamesa.

- Eric coś mówił? - zapytała Alice, rozstawiając szklanki.

- Nie. Miała go jakaś Panna odwiedzić, więc pójdziemy do Niego jutro. - kiwnąłem głową i nakładałem Sobie sałatkę.

- No dobra. - westchnął James. - Smacznego. - uśmiechnął się.

- Smacznego, smacznego.

Narrator - Mieszkanie Erica.

Gdy Carlos wyszedł Bella opuściła swoją kryjówkę. Ericowi wydawało się to trochę dziwne.

- Widziałaś to? - zapytał. - Czy to widziałaś? - zdenerwował się. - Widziałaś co ja musiałem ściemniać Carlosowi?

- Przepraszam. - splotła ręce i spojrzała w podłogę. - Ja to wszystko wytłumaczę, po prostu się boje co Sobie pomyślą o mnie. - szepnęła.

- Nic nie pomyślą. - podszedł do Niej i uniósł jej podbródek. - Wszystko będzie dobrze. - przytulił ją.

- Dziękuję. - powiedziała i odsunęła się od Niego. - Mogę wrócić do Nich po południu? - zapytała.

- Jasne. A teraz chodź na kolację. - powiedział i poszli do kuchni.

Eric i Bella spędzili trochę czasu ze Sobą. Dziewczyna poszła się położyć spać a Eric jeszcze posprzątał po kolacji i wrócił do Siebie.

Oczami Jamesa.

Pogrzebałem w talerzu i odniosłem go do kuchni. Napiłem się herbaty i poszedłem do pokoju. Odtworzyłem koncert Belli i wpatrywałem się jak w obrazek. 

- Co robisz? - do pokoju wślizgnął się Carlos. 

- Oglądam koncert Belli. - pokazałem koledze i usiadłem w wygodnej pozycji. - Możemy pogadać? 

- Zabawne. - zaśmiał się i spuścił głowę. - Miałem o to samo zapytać. 

- Może jutro dowiemy się więcej od Erica? - spojrzałem na Losa, a On bawił się piłką. 

- Spędził z Nią trochę czasu, ale nic nie wiadomo. - odwrócił głowę i podszedł do okna opierając dłonie na parapecie. - A ten wesoły gej? - wbił wzrok we mnie. - Może On coś wie? 

- Pablo? Oj wątpię. Nikt nie ma do Niego numeru, a do jej Managera też nikt. - jęknąłem i walnąłem się na łóżko. 

- To ja już nie wiem co mamy robić. - jego głos się załamał. 

- Będzie dobrze.. - za pauzowałem. - Chyba. - za jąkałem się. 

- Chyba? - powtórzył Los. - Ona żyje, na pewno. Przecież ją widzieliśmy w klubie. To była Ona. Taka skromna i żywa. - podkreślił ostatnie słowo. 

- No właśnie. Żywa. - zamyśliłem się. - A jak Ona została przez Niego pobita, albo skatowana na śmierć? - zapytałem cicho. 

- Maslow! - krzyknął. - Wróć do rzeczywistości! - uderzył mnie w ramię. - Bella żyje! - powiedział. - Ja to czuję.. - złapał się za serce i udał się do drzwi. - Trzymaj się Stary. Dobranoc. - wyszedł. 

- A może najlepiej będzie, jak ja zapomnę o Niej? Może nie żyje? - zastanowiłem się. - Stój! - powiedziałem do Siebie. - Ocknij się Ona żyje. Jest cała i zdrowa. Czasami się zastanawiam, dlaczego jestem taki głupi.. - poszedłem do łazienki i spojrzałem w lustro. - Maslow. - mówiłem do idioty który stał przede mną. - Bella żyje. Nie masz prawa mówić że jest inaczej. Ona czeka na Ciebie, jest cała i zdrowa.
Walczy do samego końca, nie opuściła by nigdy mnie i Carlosa. - obmyłem twarz i wróciłem do pokoju, spojrzałem przez okno. - Bella. Gdziekolwiek jesteś wiedz że Cię kocham i będę czekał na jakiś 
znak od Ciebie. Chcę wiedzieć że żyjesz. Proszę. - spojrzałem w niebo. Było piękne pełne gwiazd. Zauważyłem spadającą gwiazdę i pomyślałem życzenie, chociaż wiem że takie rzeczy zdarzają się tylko
w romantycznych komediach. Ale to już jakiś znak. - Dobranoc Kochanie. Dobranoc. - Położyłem się i zasnąłem. 


Narrator. Mieszkanie chłopaków.

Już o 7 chłopcy byli na nogach. Logan musiał jechać do studia nagrać swój wokal, Kendall wziął sie za trening, James postanowił iść na siłownię aby odreagować stres. A Carlos. Carlos nie mógł spać. 
Zdążył już wypić kawę, posprzątać w domu i zanim się obejrzał była już późniejsza godzina. 

- Alice. - przywitał się z koleżanką. - Chodź ze mną, pójdziemy na jakieś zakupy, nie mamy bardzo nic w lodówce. - spojrzał i się załamał. - A mam przeczucie że dzisiaj się coś wydarzy. 

- Przeczucie? - dziewczyna się zachichotała i wzięła łyk kawy. - No dobra. Zrobimy listę potrzebnych rzeczy i możemy jechać. 

- Dobra. Pójdę wyprowadzić samochód. - uśmiechnął się. 

Carlos i Alice udali się do marketu na zakupy, wzięli koszyk i przesuwali się pomiędzy alejkami.. 

- Wczoraj rozmawiałem z Jamesem. - powiedział biorąc z półki czekoladę. 

- O czym? - zapytała. 

- O Belli. - zatrzymał się i spojrzał przed Siebie. 

- Ej. - pogłaskała go po ramieniu. - Ona się odnajdzie. Jestem tego pewna, przecież się z Nią widzieliście. 

- No i co z tego? - wziął do ręki batonik. - A jak ten Skurwiel ją gdzieś zabrał? - zgniótł ze złości zawartość opakowania i odłożył na miejsce, czerwieniąc się. 

- Nigdzie jej nie zabrał. Ona się znajdzie.  pocieszyła go. - Zobaczysz, za kilka dni wróci do Nas. - poklepała go i ruszyli dalej. 

- Dobra. - otrząsnął się. - Ona żyje i wróci do Nas nie długo. - uśmiechnął się i poszli dalej. 

Po zakupach wrócili do domu. Kendall już zdążył wrócić więc pomógł rozpakowywać zakupy. Zaraz z siłownie wrócił James w dobrej formie i około 13 przyszedł Logan. 

- Idziemy do Erica? - zapytał Carlos. 

- Ale tak bez zapowiedzi? - wtrącił James. 

- Nie zajmiemy mu dużo czasu, godziną może trochę mniej a później wrócimy do domu. - powiedział Logan. 

- Godzina? - zapytał zdziwiony Kendall. 

- No. Zapomniałem Wam powiedzieć. - podrapał się po głowie chłopak. 

- Co? - zapytała Alice.

- Jedziemy na wakacje, zero pracy tylko luz i odpoczynek. 

- A gdzie? - zapytał zaciekawiony Kendall. 

- Tutaj mam wszystko napisane. - pomachał kopertą Henderson. 

- Pokaż, pokaż. - wtrąciła Alice. - Nie wierzę. - uśmiechnęła się, czytając. 

- Gdzie jedziemy? Mów! - krzyknęli chłopcy.

- Miami ! - podskoczyła z radości. 

- Woo hoo ! - krzyknęli chórem. 

- Skoczę pod prysznic, i pójdziemy  do Erica. - powiedział Maslow.

Prysznic James trwał, trwał i trwał. Po 2 godzinach Carlos postanowił do Niego pójść. 

- James. - zapukał do drzwi łazienki. Ale nic nie odpowiadało. Zdenerwował się, i wziął z jego pokoju spinkę Bell. Szybkim sposobem wtargnął do łazienki. - James. - szturchnął go. 

- Co? - otworzył oczy. - Sorry.. - powiedział. - Ale mi się przysnęło, postanowiłem wziąć kąpiel. Zaraz wychodzę. - oznajmił. 

- Ok. - Carlos poszedł na dół i powiedział wszystko znajomym, wszyscy byli ubawieni tą historią. 

James nie za bardzo się spieszył, więc z domu wyszliśmy około 17. Szliśmy wolnym krokiem i nabijaliśmy się z Maslowa. 

- To nie jest śmieszne. - powiedział po raz setny i zaśmiał się ze swojej głupoty. 

Carlos znowu chciał się pośmiać z chłopaka i pokazać jego minę jak się obudził, postanowił więc odwrócić się do Przyjaciół i iść przodem do Nich.. 

- Uważaj jak chodzisz! - krzyknął do przechodzącej obok dziewczyny, którą potrącił. 

Dziewczyna spojrzała na Niego zza ciemnych okularów i szybko go wyminęła. A On dziwnie na Nią spojrzał.. 

- Znasz ją? - zapytał Kendall. 

- Nie. Ale możesz uważać jak chodzisz! - krzyknął a dziewczyna pobiegła przed Siebie. 

- Uspokój się. - powiedział Logan. - Nie psuj wieczoru przez jakąś dziewczynę. Chodźcie. - powiedział i szli dalej. 

Eric bardzo się zdziwił wizytą gości, ale ucieszył się że jednak przyszli. 

- No niestety ale nie mam żadnych ciasteczek. - zaśmiał się. - Ale mogę Was poczęstować czymś mocniejszym. - poruszył brwiami. 

- Spoko, spoko. - ucieszył się Logan. 

Przyjaciele siedzieli, rozmawiali i popijali piwo. 

Oczami Belli.

Wyszłam z domu i postanowiłam się przejść, może nikt mnie nie pozna. No w tej peruce to raczej nie możliwe. Nie zwracałam na Siebie żadnej większej uwagi. Więc mogłam spokojnie Sobie iść. 
Nagle wpadłam na jakiegoś chłopaka.. O Matko. Przeraziłam się. To Carlos, ale co On tutaj robi? - zadałam pytanie sama Sobie. 

- Uważaj jak chodzisz! - krzyknął. Ten głos odbijał się w mojej głowie jak echo..

Zamarłam stanęłam chwilę patrząc na Niego i pobiegłam jak najdalej od Niego. Chciałam się zatrzymać i powiedzieć mu całą prawdę. Ale się strasznie bałam. Pobiegłam nie daleko domu, usiadłam na chodniku i siedziałam tak dłuższą chwilę. Gdy trochę zmarzłam wracałam do Erica. Gdy podeszłam do drzwi usłyszałam jakieś śmiechy. Może zaprosił kumpli. - pomyślałam. Bez zastanowienia weszłam, zobaczyłam na wieszaku kurtkę..

- O nie. - szepnęłam. - Cholera. James. - powiedziałam i zatrzasnęłam mocniej drzwi. 

- Eric chyba ktoś przyszedł. - powiedziała Alice. 

- Przepraszam. - odstawił butelkę z piwem. - Co Ty tutaj robisz? - zdziwił się na mój widok. - Przecież wszyscy tutaj są. - powiedział i wskazał na salon.

- I co mam wyjść? - zapytałam ze złością. 

- Nie.. Poczekaj. - uśmiechnął się. - Chodź. - złapał mnie za rękę. - To jest moja kuzynka, jest u mnie kilka dni bo jej Rodzice wyjechali, a ja się Nią zaopiekowałem. - powiedział. 

- Cześć. - powiedzieli wszyscy. 

- To jest Carlos, Kendall, Logan, James i Alice. - wskazał na wszystkich. 

- Hej. - zmieniłam głos, aby wydawał się trochę zachrypnięty. - Jestem Rozalia. - machnęłam dłonią. 

- To na Ciebie dzisiaj wpadłem. - zorientował się Carlos. - Przepraszam najmocniej. 

- Nic się nie stało. - powiedziałam.. Zamordowałabym Cię jakbyś coś schrzanił. 

- Może usiądziesz z Nami? - powiedział James. 

- Nie, nie chcę Wam przeszkadzać. - uśmiechnęłam się. 

- Oj chodź. - zaproponował Eric. - Siadaj.

Chciałam zabić go wzrokiem, ale postanowiłam że pogadamy później.. Usiadłam obok Jamesa, ten cały czas mi się przyglądał.

- Coś się stało? - zapytałam. 

- Nie. Ale dlaczego nie zdejmiesz okularów? - zapytał i chciał mi je zdjąć. 

- Mam zapalenie spojówek. - hm. Dobre kłamstwo, pochwaliłam się sama w myślach. - Muszę chodzić w okularach. - Przepraszam ale położę. Miło było Was poznać. Dobranoc. - pożegnałam się i poszłam
na górę. 

- No.. My też będziemy się zbierać. - wstał James. - Trochę się zasiedzieliśmy. - spojrzał na zegarek, który wskazywał 20.

- No ok. 

Chłopaki pożegnali się z Ericiem, gdy już wyszli postanowiłam do Niego zejść. I patrzyłam jak odchodzą.. 

Oczami Erica.

- Tęsknisz za Nimi? - zapytałem Eric. - podając jej kubek z herbatą. 

- A jak myślisz. - odwróciła się  w moją stronę. - Już bym chciała przytulić Jamesa, powygłupiać się z Carlosem i chłopakami i popieprzyć głupoty z Al. - westchnęła.

- Jutro z rana do Nich idziesz! - poszedłem na górę.

Oj. Trochę się zdenerwowałem. Ale musi ich powiadomić że nic jej nie jest. 

Eric. - zapukała do jego pokoju. - Mogę wejść? - zapytała. 

- Jasne. - otworzyłem jej drzwi. - Co chcesz? 

- Chce abyś zadzwonił do Carlosa i pogadam z Nim. - szepnęła. 

- Serio? - zdziwiłem się. 

- Tak. Nie, nie, nie. To za wcześnie. - plątała się. 

- Za późno dzwonie. - pokazałem na telefon. 

Eric - Carlos.
- Eric : No siema, jesteście w domu? - wziąłem na głośnik. 
- Carlos : No właśnie wszedłem do pokoju. Stało się coś? - przejął się, czułem to w jego głosie. 
- Eric : Nie, nie. Ale chciałem abyś z kimś porozmawiał. 
- Carlos : Z kim? 
- Eric : To ja Was zostawię samych. - uśmiechnąłem się i podałem telefon Blondynce, a sam wyszedłem z pokoju.

Carlos - Bella.

- Carlos : Halo. - powiedział. 
- Bella : Cześć. - powiedziała łamiącym i delikatnym głosem.
- Carlos : Bella? - zapytał nie pewnie.
- Bella : Przepraszam. - wydusiła z Siebie. - Nie denerwuj się, wrócę do domu. Wytłumaczę Wam wszystko. Ale nie przychodź do Erica. 
- Carlos : Nie ruszaj się stamtąd! - krzyknął. - Ja zaraz tam będę. 
- Bella : Nie. Carlos. Ja jestem tutaj na chwilę, chciałam aby ktoś użyczył mi telefonu, wrócę do domu niebawem. Nie martw się o mnie. Przepraszam. Kocham Cię. - rozłączyła się.
- Carlos : Bella!! 


- Zadowolony jesteś z Siebie!! - krzyczała. - Teraz nie da mi żyć! 

- Uspokój się. - chwyciłem ją za ramiona. - Otrząsnij się. Jutro wszystko wróci do normy. 

- Gówno wiesz! Nic nie będzie takie samo, nigdy. On zaraz tutaj będzie, bo chcę się upewnić czy mnie tutaj nie ma. 

- Co?! - otworzyłem usta ze zdziwienia. - Jak to? 

- No normalnie. Chcę tutaj przyjechać i sprawdzić czy jestem. 

- Nie może tutaj przyjechać, bo nie może. - patrzyłem jej prosto w oczy. 

- Co mam zrobić? - osunęła się lekko na podłogę, ja chcę im to wszystko wytłumaczyć jutro.. 

- Eric ! - do mieszkania wszedł Carlos. - Gdzie jesteś? Wiem że Bella jest z Tobą. - krzyczał. 

- Widzisz? - powiedziała. - Co mam zrobić?

- Schowaj się gdzieś. - podrapałem się po głowie. 

- Gdzie? - zapytała. 

- Wyjdź przez balkon, i schowaj się gdzieś. - wskazałem na drzwi balkonowe. - To takie banalne, ale nie mam innego pomysłu.. - potarłem ręce. - Normalnie należy mi się Oscar. - uświadomiłem to Sobie i pomogłem wyjść Belli z domu..

- Należy Ci się wizyta u lekarza! - lekko się zdenerwowała.

- Ok.

- Stringer! Gdzie jesteś? - denerwował się Los. 

- W pokoju. - odpowiedziałem na luzie.

Carlos wpadł do pokoju jak oszalały. A ja spokojnie siedziałem i czytałem gazetę. 

- Gdzie Ona jest? - zapytał 

- Była na moment, powiedziała że musi skorzystać z telefonu i nie wiem gdzie jest. Chciałem ją zatrzymać, ale się nie udało. Nawaliłem. - odłożyłem gazetę i schowałem twarz w dłoniach. 

- Przepraszam. - usiadł - Przepraszam. Wrócę do domu i będziemy czekać dalej. - powiedział i wyszedł. 

Gdy Carlos opuścił moje mieszkanie, Bella wróciła do środka. 

- Widzisz? - zapytał. - Nie chcę Cię obrazić ale muszę.. - to nie brzmiało dobrze. 

- Przepraszam. - spuściłam głowę, coraz częściej Przepraszałam i się tak zachowywałam. 

- Nie Przepraszaj mnie. Tylko swoich Przyjaciół.. Zaraz, zaraz. To nadal Twoi Przyjaciele? - zapytał z ironią. - Bo śmiem wątpić, ukrywasz się przez Nimi. Nie dajesz znaku życia. Zachowujesz się jak 
rozkapryszona gówniara! Żal mi Ciebie, jesteś gorsza niż. W ogóle po co ja się tutaj produkuję? Do Ciebie to i tak nie dotrze, ciągle mówisz że pójdziesz tam a Ty nic. Siedzisz tylko na dupie i nic nie robisz. Jesteś wyblakłą gwiazdką, której nie udało się wybić i która skończyła w burdelu i stała się ponownie dziwką.. Która boi się stanąć twarzą w twarz z ludźmi którzy się o Nią naprawdę martwią. Rozumiem to że masz problem, ale wrócić do domu cała i zdrowa, wiedzieć że ktoś tam na Ciebie czeka to nie jest żaden wyczyn.. Ktoś mi kiedyś powiedział.. A z resztą po co ja się tak produkuję? - zadałem pytanie Sobie. - Jak i tak zrobisz to co zechcesz.

Bella spojrzała na mnie, i w jej oczach pojawił się smutek. Przegiąłem, ale musiałem powiedzieć co o tym myślę. Zdałem Sobie po chwili sprawę, co takiego powiedziałem.

- Przepraszam. - próbowałem ją przytulić.

- Jest ok. - powiedziała. - Jestem wyblakłą gwiazdą i dziwką bez aspiracji, to nie mój pierwszy raz gdy wylądowałam w takim miejscu więc masz prawo tak myśleć. - zaśmiała się z Siebie. - Nie mam co tutaj szukać. Może się wyprowadzę, a karierę zostawię bardziej utalentowanym. Pójdę się położyć. - wstała i wyszła.

- Bella.. - szepnąłem. - Nie chciałem. - wychyliłem się zza drzwi.

- Spoko. - odpowiedziała. - Wezmę się za Siebie i spróbuję wyjść na prostą. - posłała mi uśmiech. 

Nie mogłem zasnąć przez pół nocy, spoglądałem co chwilę na zegarek. Aż w końcu zmęczyłem się i zasnąłem. Rano szybko wziąłem prysznic, po czym wesoło zszedłem na dół, łóżko było pościelone. A na stoliku widniała kartka.

' Przepraszam. Wróciłam do domu, chcę wszystko naprawić. Twoja produkcja na coś się przydała, przez noc przemyślałam kilka spraw. Masz rację. Może i skończyłam w burdelu jako tania zabawka.
Ale postaram się to naprawić. Dziękuję! ' 

Ucieszyłem się bo mogę się skupić na Sobie i zacząć swoją karierę. - Hollywood nadchodzę !

Jeszcze może Was trochę pomęczę sytuacją z Bellą.. Ale będą też inne wątki, zostałam zainspirowana ♥ . Szkoda że tak mało osób to komentuję, ale może większość nie chcę dodawać swojego zdania.


niedziela, 16 listopada 2014

Part 40.

- Oddawaj mi tą zabawkę. - zaśmiał się mały chłopczyk z brązowymi oczami o puszystej buzi. 

- Nie. - mała dziewczynka zaczęła uciekać. 

- Mamo ! - krzyknął chłopak. 

- Uspokójcie się dzieci. - powiedziała młoda kobieta. 

- Ale Ona zabrała mi moje auto. - oburzył się chłopiec. 

- Kochanie. - kobieta spojrzała na małą dziewczynkę. - Oddaj bratu zabawkę. - poprosiła. 

Mała spojrzała z wielkim nie zadowoleniem, ale w końcu oddała zabawkę bratu. 

- Masz. - tupnęła nogą i odeszła. 

- Dzieci jesteście już duzi więc, możecie się dzielić zabawkami. - powiedział wysoki mężczyzna. - No więc? - zapytał. 

Dzieciaki spojrzeli na Siebie. 

- Dobra. - przybili piątkę. - Obiecuję że jak będę duży to kupię taki samochód i będziemy nim jeździć. - zaśmiał się i przytulił siostrę. 

- Ok. - odwzajemniła uścisk. - Carlos a będę mogła też prowadzić? - zaśmiała się. 

- Ale jak Ci pozwolę. - odpowiedział i zachichotał.  - Chodź Bella! - krzyknął. - Mama rozdaje lody. - pociągnął siostrę za rękę i pobiegli do domu.

- Matko.. - zerwałam się z łóżka.

- Co się stało? - zapytała Jenn. - Jest 1. Dlaczego nie śpisz? - zapytała.

- Miałam sen.. O mnie i o Carlosie, jak bawiliśmy się w ogródku. - otarłam pot z czoła.

- Przypomina Ci się coś? - zapytała.

- Może. - odpowiedziałam.


Misty spojrzała na telefon ponownie miała wiadomość, lecz już spała jak ją dostała..

- Mam dla Ciebie dobrą wiadomość. - podeszła do Bell. - Dostałaś jakąś większą dawkę tabletki gwałtu i coś jeszcze, więc pamięć Ci powinna powrócić. - przytuliła dziewczynę.

- Mówisz serio? - zapytałam.

- Tak. - wracasz do normy. - uśmiechnęła się.

Jeszcze chwilę pogadałyśmy i poszłyśmy spać.. Budziłam się w nocy kilkakrotnie, nie mogąc spać. Co chwilę śniły mi się jakieś dziwne sny..

- Pobudka ! - krzyknął ochroniarz i rzucił Nam do pokoju nasze rzeczy, które zostały schowane.

- Co się stało? - zapytałam i rozejrzałam się po pokoju, w którym nie było Jenny.

- Uciekaj stąd! - krzyknął. - Ktoś na nas nasłał policję! - krzyczał. - Masz tutaj rzeczy i uciekaj jak najdalej, w środku masz pieniądze. Wyjedź stąd.

- A co z Marcusem?! - szukałam ciuchów w pośpiechu.

- Zapomnij o Nim! To koniec! - krzyczał.

Szybko się przebrałam, zabrałam swoje ciuchy.. Nie mogłam pobiec na dół i po prostu wyjść, no mogę. Przecież jest tam tylne wyjście, może jeszcze tam nie dotarli. Uchyliłam drzwi, wychyliłam głowę. Nie było żywej duszy, szybko i cicho przeszłam korytarzem, usłyszałam że ktoś idzie i postanowiłam się schować. Później się rozpędziłam i ukradkiem wyszłam tylnym wyjściem. Schowałam się za drzewem i obserwowałam akcję.

- Ale to nie prawda! - krzyczał Marcus. - Ktoś mnie wrobił! To Ona! - wskazał palcem na Jenny. 

- Co Ona tutaj robi? - zastanowiłam się. 

- Misty dziękuję. - pogratulował jej Policjant. 

- Gdyby nie obawa Carlosa o życie Belli to nie dalibyśmy rady. - odpowiedziała. 

- Carlos, Misty? Co Oni mają z tym wspólnego? - popatrzyłam jeszcze chwilę. I moim oczom ukazał się Carlos i jak dobrze pamiętam James. 

- On też? - zdziwiłam się. - Trzeba stąd uciekać. - założyłam kaptur na głowę i odeszłam. 

Poszłam do sklepu z perukami.. Kupiłam jakąś i od razu jej użyłam. Musiałam kupić jakieś inne ciuchy, chociaż żeby ja nałożyć. Nie mogłam pokazać się w domu, bo nie znałam adresu.. 

- Zaraz, zaraz. - usiadłam na ławce. - Przecież oddał Nam nasze rzeczy. - zajrzałam do plecaka, odnalazłam swój portfel i wszystkie rzeczy. Był tam też telefon. Włączyłam go i od razu dostałam wiadomość od Erica? - Kto to jest? - próbował się ze mną połączyć. - Zadzwonię.. 

Eric- W końcu się odezwałaś! - naskoczył na mnie. - Gdzie się podziewałaś? - pytał.
Bella- Spotkajmy się. - powiedziałam i się rozłączyłam. 
Eric - Gdzie? - zapytał. 
Bella - Jestem obok wejścia do parku, nie daleko stoiska z lodami. - rozejrzałam się. 
Eric - Już idę. - rozłączył się. 

Usiadłam na ławce, zauważyłam jakiegoś chłopaka który podszedł pod budkę, wyciągnął telefon i zadzwonił do mnie. 

- Gdzie jesteś? - zapytał, rozglądając się po parku. 

- Siedzę na ławce. - opisałam swój strój, no i chłopak podszedł. - Możemy porozmawiać gdzieś w miejscu.. Hum? Mniej publicznym? - spojrzałam na Niego spod ciemnych okularów. 

- Może jeżeli Ci to nie przeszkadza, to chodźmy do mnie do mieszkania? - zaproponował.

- Ok. - zgodziłam się i poszliśmy. 

Po chwili byliśmy u Erica, nie wielkie mieszkanie ale zawsze to swój kąt. Usiadłam w kuchni przy stole,chłopak zrobił herbatę i mogliśmy spokojnie pogadać. 

- Bella to Ty ? - zapytał i wskazał na moją perukę. 

- Tak to ja. - podeszłam do okna i zasłoniłam firanki. - Nie chcę aby ktoś Nas zobaczył. 

- Dlaczego nie wróciłaś do domu, tylko spotkałaś się od razu ze mną? - zapytał. 

- Muszę gdzieś się pozbierać,nie chce wracać do domu na razie. Mogę zostać u Ciebie kilka dni, aż sprawa ucichnie? - spojrzałam na chłopaka. 

- No dobra. - powiedział nie chętnie. - Ale opowiesz co się stało? Wyglądasz inaczej. 

- To przez perukę. - zdjęłam ją. - Dostałam podobno dużą dawkę tabletek gwałtu, to zatrzymało u mnie pamięć.. Ale minęło to już. Wszystko pamiętam. Ale chcę pobyć trochę w spokoju, za kilka dni wrócę do domu.. Tylko pozwól mi tutaj zostać. 

- Ale wszyscy się martwią. - powiedział. 

- Rodzice wyjechali. Carlos może się pomartwić, nie interesuję się tym, Jamesowi też nie zaszkodzi to. Nie interesuję mnie to teraz, muszę odpocząć od tego zgiełku. To mnie przytłacza. nie chcę wracać do domu, moja psychika jest jeszcze jak świeża rana. Nie mogę się opanować, mam jakieś dziwne sny.. Boje się. 

- Ale Oni się martwią! - podniósł głos. 

- No i co z tego? - zrobiłam to samo. - Jak pocierpią to nic im się nie stanie! Może i myślisz że jestem zimną suką, ale nie poradzę nic na to! Muszę odpocząć od tego, a nie mogę pójść nigdzie indziej.. 

- Opowiedz co się stało. - złapał mnie za dłoń. - Tak na spokojnie. - uśmiechnął się. 

Opowiedziałam mu całą historię, częściowo słuchał tego co mówię ale jak mówiłam mu co robiłam to wzdrygał się i oddalał trochę. No tak. A co się można spodziewać, po usłyszeniu czegoś takiego. Koleżanka, Przyjaciółka czy jak już tam woli, pracowała jako.. Grzecznie mówiąc Striptizerka. W CV tego nie napiszę, więc nie mam się czym chwalić. 

- Mogę spać na kanapie. - odezwałam się, aby przerwać ciszę. 

- Ja będę tutaj spał, no a Ty idź do pokoju. 

- Nie, nie. - lekko się uśmiechnęłam. - Dam Sobie tutaj radę. 

- Na pewno? - spojrzał na mnie. 

- Tak. Na pewno. 

Dlaczego mi to robisz? Dlaczego nie wrócisz do mnie, nie ukrywaj się. Znajdę Cię i będziesz moja już na zawsze, zawsze, zawsze.. Nieznajomy głos zamilkł. Obudziłam się sama nie do końca wiem gdzie. Było ciemno, a ja siedziałam na środku jakiegoś pokoju, przede mną był stolik i lampka która się zapaliła. Na przeciwko usiadła jakaś postać w kapturze.. Nie bardzo wiedziałam o co tutaj chodzi. Lekko się przestraszyłam, chciałam zamknąć oczy lecz nie mogłam. Miałam je na siłę jakby trzymane, chciałam oderwać wzrok także się nie udało. Siedziałam przerażona czekając na jakiś znak, czy gest. 

- No, no. - do stolika podszedł James. - Nie ładnie tak uciekać. - zaśmiał się. - Nie na darmo zapłaciłem.. - kiwnął głową. 

- O czym Ty mówisz? - spojrzałam na Niego. - Kochanie. Dobrze się czujesz? - zapytałam, nie widziałam jego oczu, miał je jakby ukryte. 

- Kochanie? - wybuchł niekontrolowanym śmiechem. - Mówisz do mnie Kochanie? - zaśmiał się. 

- A jak mam mówić? - przestraszyłam się, i chciałam wykonać krok do tyłu, który mogłam bo już stałam na nogach. 

- Oj. Oj. - pogroził mi palcem. - Uciekłaś do Marcusa, a teraz wracasz do mnie? - uderzył mnie w twarz. - Dla mnie nie istniejesz. - ponownie to zrobił. 

- James ! - krzyknęłam. - Opanuj się! 

- Maslow.. - powiedział Carlos który wszedł do pokoju. - Csii.. Przyjacielu. Nie warto. - podszedł do mnie. - Ona zginie z moich rąk. - wyjął ostry nóż i wbił mi go prosto w brzuch. 

Poczułam że moje ciało robi się zimne, byłam blada zupełnie blada. Jakby ktoś wyssał ze mnie całą moją energię życiową. Nie upadłam stałam dalej na nogach, chłopaki się odwrócili a ja zaczęłam biec.  
Biegłam ile sił w nogach, z mojego brzucha sączyła się gorąca krew. Czułam jak rozgrzewa moje chłodne ciało. Po chwili dotarłam do domu, usiadłam na kanapie. Do środka weszła Alice. 


- Pomóż mi. - poprosiłam. 

- Nie mogę. - powiedziała oschle. - Zostawiłaś mnie. Uciekłaś z Marcusem. James zaczął brać narkotyki, Carlos i Logan popadli w alkoholizm. A najgorsze jest to że Big Time Rush nie istnieje! 

- CO?! - czas się zatrzymał. 

- Ty Suko ! Cały świat kręcił się tylko wokół Ciebie! To przez Ciebie chłopaki rozwiązali zespół, to przez Ciebie Logan mnie zostawił. Chcę abyś zgniła. - powiedziała mi to z pustym wyrazem twarzy. 

W jednej sekundzie w domu znaleźli się Logan z Kendallem i James z Carlosem. 

- Przepraszam Was. - powiedziałam. - Widzieliście co się stało, to nie moja wina. - powiedziałam. 

W odpowiedzi dostałam tylko mocne uderzenie ze strony Alice.. Poczułam jak z moich ust płynie ciepła ciecz, to znowu moja krew, czuję jej smak jest słodki a zarazem cholernie gorzki. Poczułam zimno 
i ujrzałam znowu jak ktoś wbija mi ostre narzędzie w brzuch. Poczułam się lekko, jakby moje ciało odpływało. Z mojego brzucha cieknie ciemna wręcz czarna krew, a ja leże na zimnej podłodze wyciągam 
ręce do Przyjaciół. Ale Oni zostawiają mnie w spokoju.. Po chwili podchodzi mała dziewczynka, z blond włosami. 


- Kim jesteś? - zapytałam postaci. 

- Bella. Jestem Tobą. - uśmiechnęła się. 

- Pomóż mi. - wyjąkałam. - Proszę, nie pozwól mi umrzeć. - patrzyłam jak mała Ja odchodzi a za Nią idzie Carlos. - Błagam. - wyciągnęłam rękę do brata.

- Zrób to. - powiedział.

Dziewczynka wzięła do ręki pistolet, podeszła do mnie i wycelowała mi prosto w głowę. - zaśmiała się uroczo i odeszła.. 



Patrzyłam jak wszyscy podchodzą do mnie i śmieją mi się prosto w twarz. Nie czułam już nic, wszyscy odetchnęli z ulga. Chłopaki przestali korzystać z używek. Kendall wznowił pracę zespołu. Później
zobaczyłam Siebie samą, jak leżę w czarnych ubraniach z białą różą w wielkiej trumnie.. 

- Stop ! - krzyczałam, lecz nikt nie zwracał na mnie uwagi, widziałam samą Siebie jak leżę w trumnie, a ja byłam duchem. 

- Kochałem Cię, ale Ty tego nie zauważyłaś. - powiedział Kendall.

- Byłaś moją Najlepszą Przyjaciółką, zostawiłaś mnie chciałaś innego życia. - otarła łzę Alice. 

- Zawsze pozostaniesz w moim sercu. Rodzice nigdy Sobie tego nie wybaczą. Matka zwariowała. A Ojciec popadł w alkoholizm.. - skomentował Carlos. 

- Byłaś dla mnie wszystkim, nie pamiętam że był ktoś inny. Starałem się jak najbardziej, ale wolałaś Marcusa. - skomentował James. - Teraz żegnaj. - sypnął garść ziemi..

- NIE ! - krzyknęłam.

- Obudź się! - powiedział Eric. - Słyszysz? - zapytał. 

- Żyję? - pomacałam się po całym ciele. - Ale przecież. Carlos, James i Ja, znaczy moja mała Ja. - plątałam się. 

- To był zły sen. - przytulił mnie do Siebie. - Csii.. Zaśnij będę przy Tobie. - powiedział. 

Zasnęłam. Eric siedział przy mnie do rana.. 

- Zrobiłem Ci kawę. - zaprosił mnie do kuchni. 

- Dziękuję. - usiadłam przy stoliku. - Miałam jakiś koszmar w nocy. Carlos i James tam byli i w ogóle zabiła mnie Mała Bella. - powiedziałam a Eric słuchał uważnie. 

- Musisz wrócić do domu. - wstał i odstawił kubek. 

- Ale.. - za jąkałam się. 

- Żadnego ale. - powiedział stanowczo. - Wracasz dzisiaj. Zaraz Cię zawiozę. 

- Nie. Nie chcę aby ktoś Nas zauważył, możesz mnie wysadzić uliczkę przed domem? - zapytałam. 

- Ok. - kiwnął głowa. 

Wzięłam mój plecak i wyszliśmy. Eric przekręcił klucz w drzwiach i udaliśmy się do samochodu. Jechaliśmy w ciszy, aż chłopak włączył radio.

- Stój. - powiedziałam po ciszy. - Dziękuję. Dalej pójdę sama. - sięgnęłam do plecaka aby założyć perukę. 

- Po co to robisz? - zapytał. 

- Bo.. - spojrzałam na Niego i nie mogłam wydusić z Siebie słowa. - Muszę iść. Dziękuję. - zbliżyłam się do Niego i dałam mu całusa w policzek. 

- A to? - zdziwił się. 

- Dziękuję. - kiwnęłam głową i wysiadłam. 

Patrzyłam jak Eric odjeżdża i szłam w stronę domu, zatrzymałam się przed bramą lecz nie miałam odwagi wejść. Poszłam kilka kroków dalej.. I zadzwonił mój telefon. 

- Słucham? - odebrałam nie pewnie, ponieważ numer był zastrzeżony.

- Dlaczego to robisz? - głos w słuchawce był znajomy. 

- Kim jesteś? - zapytałam i rozejrzałam się dookoła. 

- Wróć do tego domu. Oni tam na Ciebie czekają. - szepnął. - Idź do Nich. - powtórzył. 

- Ale. - zrobiłam krok do tyłu.

- Wróć do Nich! - głos stawał się coraz głośniejszy i bliższy.  

- Co Ty tutaj robisz?! - odwróciłam się do Erica. - Przecież wracałeś do domu. - powiedziałam. 

- Wiedziałem że tam nie wrócisz.. - chwycił mnie za rękę. - Jeżeli Ci zależy, to wrócisz do Nich. - jego usłyszałam łomot jego serca. - Zrób to, idź do Nich. 

- Nie umiem. Nie umiem im teraz spojrzeć w oczy, boje się że zaczną mi wytykać moje błędy. - usiadłam na chodniku. - Carlos i tak już kiedyś mi to wytykał, że pracowałam u Niego. Że się sprzedałam i miał rację.. Byłam tanią dziwką. Więc teraz też nie zmieni zdania. - spuściłam głowę a chłopak kucnął na przeciwko mnie. 

- Nikt tak nie myśli. Carlos strasznie przeżywa to Twoje porwanie. Nie zdajesz Sobie sprawy z tego jak bardzo im Ciebie brakuję.

- Proszę. Przenocuj mnie jeszcze jeden dzień, jutro na pewno wrócę do domu. Ale nie dzisiaj.. - spojrzałam w stronę chłopaka. 

- Ech. - spuścił głowę. - Chodź. - pomógł mi wstać i poszliśmy.

Wróciliśmy późnym popołudniem, a może wieczorem. Nie liczyłam czasu, szwendaliśmy się po mieście i trochę po sklepach. Kupiliśmy coś na kolację i wróciliśmy jeszcze raz do jego mieszkania. Usiadłam w salonie i czekałam na Erica, który był w kuchni i robił coś do jedzenia, w momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Podeszłam zobaczyć kto to. Odskoczyłam natychmiast. 

- Eric. - szepnęłam.  - Carlos przyszedł do Ciebie. - ręce zaczęły mi drżeć. - Idę się schowam gdzieś, tak żeby mnie nie zauważył.. - udałam się do ucieczki. 

- Stój. - złapał mnie za dłoń. - Jesteś tego pewna? - zapytał.

- Proszę.. - spojrzałam na Niego i puścił moją dłoń.

Wszyscy dzielą swoje blogi na 2 części, też o tym myślałam ale zastanawiam się.. Może dojdę do 50 rozdziału i chłopaki opuszczą Los Angeles.. Tak żeby poznali więcej światu.. ♥ .