sobota, 25 stycznia 2014

Part 4 .

Minęło kilka dni, od naszego spotkania. Dostałam SMS-a od Jack`a .
' Bardzo mi na Tobie zależy, wiem że źle zrobiłem. Proszę daj mi jeszcze jedną szansę. Postaram się zmienić, obiecuję. Ale nie zostawiaj mnie teraz samego! Spotkajmy się.  ' 

ech.. Co ja mam teraz robić? Lis nie ma, nie mam z kim szczerze pogadać. Ali! Tak może Ona mi coś doradzi.. Ale może na początek śniadanie. Z dołu było słychać lekką kłótnie..

- Mam zostać Sama? Bo Ty tak chcesz.. ? Caroline krzyczała na Jamesa i coś gestykulowała..

- Przepraszam ale zaproszenie jest tylko dla mnie, nikt nic nie wiedział. James spojrzał na Carol i drapał się po głowie..

Widać było że sytuacja go gryzła..  Zeszłam na dół, ekipa siedziała przy śniadaniu a Oni się kłócili..

- Cześć. Co się dzieje? zapytałam z ciekawości.

- Problemy małżeńskie. zaśmiał się Logi a Ali uderzyła go lekko w ramię. - Co? Prawie małżeńskie :d.

- James dostał zaproszenie na ślub, ale Carol już go nie ma i o to kłótnia.. wytłumaczyła Ali.

- Oj. To nie ciekawie.

- Maslow! Jesteśmy kilka lat ze Sobą. Imprezy, śluby, i reszta.. Nigdy z Tobą nie byłam ! krzyczała Carol.

- Po pierwsze nie mów do mnie po nazwisku, po drugie zaproszenia są bez towarzyszących osób. A po trzecie nic na to nie poradzę.

- Jasne. Powiem Ci jedno.. Z Nami koniec, wstydzisz się mnie i to już koniec.

- Caroline? Nie mówisz poważnie. James zbladł, i patrzył na Carol jak na ufo..

- Mówię poważnie. To koniec, a tak w ogóle. Zdradzałam Cię. Nie jesteś taki dobry na jakiego wyglądasz, chciałam się tylko wybić. Frajer! Na razie.

James spojrzał na Nas po czym szybko wybiegł, a Carol? Cieszyła się jak głupia.

- Dobrze się czujesz? zapytałam Carol .

- A Tobie co do tego? spiorunowała mnie wzrokiem.

- Tak się składa że to są moi Przyjaciele, więc dużo.. kiwnęłam jej palcem przed twarzą i zaczęła się kłótnia..

- Taka zwykła szmata jak Ty nie może mieć przyjaciół. Jesteś nikim, nie wybijesz się tutaj! Trzeba mieć wygląd.

- Carol.. krzyknął Carlos. Zamknij się i wyjdź stąd! Nie masz prawa mówić tak do mojej siostry, ani do nikogo innego w tym domu.

- Pena! Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy. Carol uderzyła Carlosa w twarz.. On tylko stał i pocierał policzek.

Nie wytrzymałam tego.. Podeszłam do dziewczyny i wymierzyłam jej policzek, po czym upadła na ziemię i podeszła do Nas Jade..

- Zwariowałaś?! Co z Ciebie za idiotka! Jade podniosła rękę w moim kierunku lecz byłam szybsza..

- Pakujcie swoje rzeczy Szmaty i wynocha stąd! krzyknęłam na dziewczyny.

- Carlos. Nic Ci nie jest? podeszłam do brata.

- Nie. Jade. Będzie lepiej jak się wyprowadzicie.. Przepraszam.

- Co?! Jade stanęła jak kamień i patrzyła na Carlosa. rozpłakała się.

- Nie bierz mnie na litość. Z Nami koniec! Jesteś taka jak Caroline, lecisz tylko na pieniądze, a ja szukam kogoś z sercem a nie z kontem.. Spakujcie się i wyjdźcie.

Oczami Jamesa.

Nie mogę w to uwierzyć, zdradzała mnie?? Ona. Ale jak? Nie zauważyłem tego.. Nie to nie może być prawda. Przecież ja ją kocham, a Ona tak ze mną postąpiła. Nie może jeszcze uda się to
naprawić. Postanowiłem pójść do baru, zawsze to robiłem gdy miałem doła..

- James? Co Ty tutaj robisz? zapytał Eric który właśnie wszedł do baru.

- Siema Stary. Caroline ze mną zerwała, rozstaliśmy się. Bo dostałem zaproszenie od kumpla na Ślub i jadę..

- Ale tak bez Niej? zdziwił się i patrzył na mnie..

- Tak. Tak wyszło. Carol się zdenerwowała i wyszła.. - opowiadałem tak wszystko upijając chmielowy napój. - No nic muszę się zmywać. Na razie.

- Cześć. odprał Eric.

Wyszedłem z baru w nieco lepszym nastroju. Facet który przed chwilą rozstał się z dziewczyną, nieźle się trzyma. Powtarzałem to Sobie w głowie. Zadzwonię do Carlita. Trzeba poprawić jakoś
Sobie humor.

jeden sygnał, drugi. - Słucham. Carlos odebrał tak ociężale.

- Co jest ? zapytałem z bananem na ustach .

- Jade ze mną zerwała, mam trochę doła. jego smutny głos, był naprawdę dołujący.

- Nie martw się! Idziemy dzisiaj na balet! Zabawimy się, weźmiemy ekipę i będzie świetnie.

- Jakoś nie mam ochoty. przynudzał Pena.

- Carlito. Nie pozwolę aby jakaś Panna popsuła nam zabawę. Idziemy i koniec. dążyłem do celu.. aż się uda.

- No dobra. odparł ciężko.

Wracałem do domu cały w skowronkach, lecz już przed domem zobaczyłem ' latające ubrania ' .

- Co to ma być?! krzyknąłem i wbiegłem do domu.. To co zobaczyłem totalnie mnie spiorunowało..

Bella wyrzucała wszystkie ciuchy Jade i Carol..

- Macie się tutaj więcej nie pokazywać! Jeszcze raz którąś zobaczę a pogadamy inaczej, zostawicie w spokoju Jamesa i Carlosa! krzyczała i rzucała ich rzeczami.

Cała sytuacja była naprawdę śmieszna, wszyscy nawet Carlos śmiali się z tego. Chodź przez telefon był naprawdę zdołowany. Bella potrafi go rozbawić..

- James! Carlos! Nie pomożecie Nam? krzyknęły równo dziewczyny.

Spojrzeliśmy się na Siebie z Latynosem i wzięliśmy ich walizki, po czym dla zmyły wzięliśmy je na górę..

- Carlito. powiedziałem do kumpla. - To chyba nie te schody. uśmiechnęliśmy się do Siebie po czym wzięliśmy walizki z powrotem i kulturalnie wynieśliśmy je do taksówki.

- Tak lepiej James? odparł z szerokim uśmiechem Carlito.

- No raczej. Zamknęliśmy drzwi i wróciliśmy do salonu.

- Idziemy dzisiaj na imprezę! Znalazłem świetny klub No limit. Jest niezły.. Idziemy?

- Jasne..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz