poniedziałek, 24 lutego 2014

Part 10 . Część 2.

- Nie! Na razie nie..  dodałam i schowałam telefon szybko w kieszeni. Proszę nie mówmy nic na razie nikomu.. 

- Ale.. jej głos zadrżał. - Może chodźmy z tym na policję? 

- Nie ma mowy. Poczekajmy może coś się zmieni, a na razie nie chcę nic nikomu mówić. Bo Nam nie uwierzą. powiedziałam z lekko spuszczoną głową.

- Ok. Chodź do środka. uśmiechnęła się Ali i złapała mnie za rękę. 

Oczami Alice.

Jak ja mam niczego nie mówić Loganowi? On zauważy, na pewno że coś jest nie tak. Ech.. Carlos i te jego wybory panienek, mógłby mieć kogoś innego.. A do Schmidta na pewno by pasowała Bella. 

- To co robimy? zapytał Loggie.

- Gramy w prawdę czy wyzwanie? zaproponowałam .

- Jasne zaczynam pierwszy ! krzyknął radośnie Logan. - Carlos! krzyknął do Latynosa.  Prawda czy wyzwanie? uśmiechnął się łobuzersko.

- Raz się żyję! Wyzwanie. - odparł wesoło Latynos, i naszym oczom ukazał się rząd białych ząbków.

- Mówisz masz.. :). Pocałuj w piętę Kendalla . zaśmiał się złowieszczo lecz przyjaźnie Loggie.

- Co?! krzyknęli obydwoje. - Ej. Ale myłeś się rano? zapytał nieco przerażony Carlos.

- No jakże by mogło być inaczej.. Oczywiście że tak. zaśmiał się Blondyn i zdjął skarpetkę. 

- Całuj, całuj, całuj. krzyczeliśmy wszyscy. Nawet Bella włączyła się do zabawy.

- Mamusiu.. Carlos ze skwaszoną miną pocałował stopę Kendalla. 

- I po kłopocie. zaśmiał się Logan. - To teraz Ty Carlos. 

- Ok. hm? James. Prawda czy Wyzwania? 

- Prawda. Niech już stracę..

- Twoim ulubionym superbohaterem jest Spider Man? I masz nawet z Nim bokserki? zaśmiał się Carlos.

- Lubię tego gościa. uśmiechnął się James. Bokserki? zarumienił się Jamie.. Skąd Wam to przyszło go głowy.. zarumienił się ponownie, i odpowiedział szczerze. - Tak mam bokserki ze Spider Manem. Zazdrościsz? Bo masz ze Sponge-bobem . zaśmiał się po czym dostał poduszką od Loska.

- Nie prawda.. Nie mam. Carlito spalił buraka..- A tak w ogóle, to skąd o tym wiesz? zapytał się i spoważniał.

- To jednak masz/ uśmiechnął się Kendall.

- Niee.. udawał że potrafi dobrze kłamać, lecz mu to nie wychodziło.

- Dobra. Gramy dalej? zapytałam. Kolej Jameza.. ;).

- Ok. Bella. Pytanie czy wyzwanie?

- Pytanie. odparła z szerokim uśmiechem..

- Podobał Ci się pierwszy pocałunek w życiu? zapytał i się szeroko uśmiechnął..

- Tylko Ona pewnie nie wie który to był.. wtrącił się Carlos. - Tyle tego było, że już na pewno nie pamięta który to klient.. zaśmiał się. - Było zapytać się czy pamięta pierwszego Lodzika jakiego robiła. Wybuchł niepohamowanym śmiechem, i oczywiście Jade oraz Kate poszły w ślady Carlosa..

- Zamknij się.. przyciszył go Logan.

- No co? Niech wszyscy się dowiedzą, ile już zaliczyło ją kolesi.. Oraz ile miała już okazji na lodzika. To dziwka, a One nie mają uczuć ani skrupułów do niczego.

- Przegiąłeś teraz! krzyknęłam. To Twoja siostra, może trochę się uspokoisz? krzyknęłam na Carlosa.

- Nie chciałem nikogo tutaj obrazić. No oprócz Belli, ją zawsze mogę obrażać. zaśmiał się i wziął Jade na górę.

- Czep się swojej ' świętej Jade ' . A nie mnie! krzyknęła Bell..

- Od Jade 2 metry w bok! oburzył się Carlos.

- Nie martw się. Mogę i 50 metrów, ale niestety ten dom należy także do mnie więc nie rozkazuj..

- Słuchaj Blondyneczko.. Carlos jest od Ciebie starszy, i ma większe prawa niż Ty! zaśmiała się i przytuliła do Carlosa..

- Jak na swoją rasę to szczekasz za głośno, suko. Więc morda w kubeł i cisza..

- Nie będziesz mnie obrażała! Carlos.. Proszę powiedz jej coś.. oburzona Jade zamknęła się i Carlos się odezwał..

- Młoda. Zejdź z Niej, bo Cię inaczej potraktuję. A wiedz  że siostra to nie dziewczyna! Dziwko! Idź bo już latarnie świecą.. !

- No właśnie. Suko.. krzyknęła Jade.

- Dziwka to stoi obok Ciebie.. I proszę przekaż Swojej Panience, że jak jeszcze raz się tak do mnie będzie odzywała to tak jej wyjebie, że pomyli wakacje z feriami zimowymi, i skończy się Narodowy Dzień Ochrony Kurestwa..!

- No to chyba koniec zabawy.. rzekłam do Przyjaciół. Będę się zbierała na górę. Cześć.

- pa. cześć. odpowiedziała reszta..

Oczami Belli.

Nienawidzę go, cały czas mnie tylko obraża.. Muszę coś z tym zrobić. Ech..

- Bella.. szepnął James.

- Tak? odwróciłam się do Niego. stał bardzo blisko, centymetry nas łączyły..

- Nie wiem jak Ci to powiedzieć.. uśmiechnął się i zbliżył do mnie.

- Nie.. Tylko nie mów że się zakochałeś, powtarzałam to Sobie w myślach.. Proszę nie. - Więc o co chodzi? zapytałam.

- ech.. Znamy się tyle lat, a ja wciąż nie wiem.. przystopował na chwilę..

Już obawiałam się najgorszego. - No powiesz wreszcie? zapytałam stanowczo.

- Wciąż nie wiem.. Jaką pizzę lubisz? zaśmiał się.

 - I to tyle? zapytałam?

- Tak. A coś więcej? przymrużył oczy. - Zamawiam pizze, i może chcesz coś?

- Nie dziękuję. Ale dzięki że pamiętałeś.. uśmiechnęłam się. I udałam się w stronę schodów na górę..

- Bella.. Więc? krzyknął i się uśmiechnął.

- Meksykańska. dodałam i poszłam na górę. Położyłam się spać..

Następny dzień.
5.03 rano.

Mała torba spakowana, kilka ciuchów, parę kosmetyków i można jechać.. Muszę się odmóżdżyć.. Tak na chwilę, wrócę zanim się ktokolwiek zorientuję. Może powinnam powiedzieć chociaż Ali że wyjeżdżam? Nie.. Może nie. Zeszłam cicho na dół, jak na złość był tam Jamie..

- Bella. chłopak podrapał się po głowie. - Co tam wcześnie? spojrzał na zegarek i ziewnął. - Czego nie śpisz?

- Muszę odpocząć, nie wiem od tego wszystkiego jak na razie. Nie mogę tak dłużej. Proszę. Nie mów nic nikomu, chcę na kilka dni wyjechać. spuściłam głowę w dół.

- Nie możesz się tak przejmować wszystkim, i brać wszystkiego na poważnie. uśmiechnął się chłopak i mocno mnie przytulił..

- mmm.. uśmiechnęłam się i wtuliłam w chłopaka. - Dziękuję. uśmiechnęłam się szeroko.

- Nie ma sprawy, polecam się na przyszłość. odwzajemnił mój uśmiech. - Pamiętasz jak byliśmy mali? I mówiłem, że zawsze możesz na mnie polegać? zapytał.

- Oczywiście. A coś się stało? zapytałam zaniepokojona.

- Nie. odparł.

Do kuchni weszła Alice.

- Cześć. Ja tylko po wodę. podeszła do lodówki. - Bella. Po co Ci ta torba? zapytała przecierając oczy.

 - Muszę wyjechać na kilka dni, chcę odpocząć. Wrócę nie długo. Obiecuję. Uściskałam mocno koleżankę i powoli udałam się do wyjścia.

- Nie lubię pożegnań. szepnęła Ali mając już oczy we łzach.

- Wszystko będzie dobrze, za kilka dni wracam. uściskałam mocno koleżankę. A Jamesa cmoknęłam w policzek. Muszę jechać. Kocham Was. Wzięłam torbę i udałam się na lotnisko.. Zrobię Elli niespodziankę. Mam nadzieję że się ucieszy..

Kilka godzin później.

Około 17 dotarłam do Elli, we Wrocławiu straszne korki ;\. Ale co się dziwić, słońce jeszcze świeciło pogoda była idealna, z godziny na godzinę można było dostrzec coraz więcej dzieci które bawiły się na dworze, w pobliskich placach zabaw. Były naprawdę szczęśliwe. Usiadłam na chwilę na ławce, i przypomniały mi się dawne lata z Carlosem. Ech.. Piękne czasy. Czas ruszyć w drogę.. Podeszłam pod drzwi..


Proszę o to kolejny rozdział, zajęło mi to około 2 godzin. Ale warto było. Tak mi się przynajmniej zdaję :). Liczę na szczerze komentarze! 
Lisa ♥.

sobota, 22 lutego 2014

WAŻNE !

Cześć. 
Mam dla was złą, może i dobrą wiadomość.. Kto jak woli :).
Niestety przez najbliższy tydzień, lub dłużej nie będę mogła wcale dodawać blogów.. :(. 
Laptop mi się popsuł, i wszystko się usunęło. :(. Więc proszę podeślijcie mi swoje blogi, bo wszystko się usunęło. I muszę od nowa, napisać drugą część 10 odcinka. Od nowa.. :(. 
A więc do usłyszenia! 
Buźka ;** .

poniedziałek, 17 lutego 2014

Part 10 .

Oczami Kendalla.


- Nie wiem jak wy, ale ja się najadłem. rozłożył się na fotelu i poklepał po brzuchu.

- Oj tak. powtórzył to samo James. - Przydał by mi się masaż. Maslow poruszył znacząco brwiami, i uśmiechnął się szeroko.

- Na mnie nie patrz, nie mam siły. zaśmiał się Carlito.

- Ja jestem zajęty! krzyknął Logan.

- Bella.. Może?

- Ona nie tylko Ci masaż zrobi.. powiedział złowieszczo Carlos.

- Mam w dupie co o mnie myślisz! Bell poderwała się z łóżka.. Mów i myśl Sobie co chcesz, kiedyś byliśmy prawdziwym rodzeństwem a..


- Tak właśnie dobrze mówisz ' kiedyś ' . Carlos wstał i podszedł do Bell. Ale to kiedyś, nie wróci..

W pewnej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi.. - Pójdę otworzyć. Nie chcę tutaj na razie siedzieć.

- Mała nie przejmuj się Nim. Przejdzie mu. Pocieszyłem Bell, lecz nagle odskoczyłem od Niej jak oparzony.

- Kate! krzyknąłem i podbiegłem do dziewczyny.. Była przerażona i płakała, tak samo jak i Jade. - Co tutaj robicie? stałem jak słup soli.

- Bo.. zaczęła Kate. wtuliła się we mnie, poczułem ciepło w środku. - Przepraszam Cię. Nie chciałam. zaczęła płakać..

- Ale co tutaj robicie? zapytał stanowczo Carlos.

- Byłyśmy w parku, rozmawiałyśmy Sobie. I jakiś koleś do Nas podszedł przystawił mi nóż do gardła, i groził że jak nie oddamy mu pieniędzy to poderżnie mi gardło..

- Byłyśmy przestraszone, uciekałyśmy.. tłumaczyła Jade. - I trafiłyśmy tutaj, jako pierwsze miejsce na myśli. Tak bardzo się bałam.. Carlos. Proszę. Nie pozwól Nam zrobić krzywdy.

- Pomożecie Nam? Możemy zostać chociaż na jedną noc, jutro już znajdziemy jakiś hotel.. Kate spojrzała na wszystkich po czym mocno się we mnie wtuliła..

Stałem jak sparaliżowany, lecz wkrótce objąłem dziewczynę. Pocałowałem ją w czoło i zaprowadziłem na górę.

- Zostańcie ile chcecie. powiedział Carlos i zabrał Jade na górę.

- To się źle skończy.. mruknęłam.

Usiadłem z Kate na łóżku i zaczęliśmy rozmowę..

- Kendall.. Ja Cię bardzo przepraszam, będę spała z salonie z Jade. Nie powinnam tu przychodzić. dziewczyna zakryła oczy rękami i zapłakała.

- Csiiii.. Kochanie nie przejmuj się tym. Śpisz ze mną. powiedziałem i mocno ją przytuliłem, poczułem jej ciepło.

- Powiedziałeś do mnie..

- Tak, tak właśnie. Kate. Spróbujmy od nowa. Zgadzasz się ?

- Kendall..

- Proszę. spojrzałem jej głęboko w oczy. - Zgódź się. pocałowałem ją, odwzajemniła to chyba zanczyło tak.

- Zgadzam się. Kocham Cię .

- Ja Ciebie też Maleńka..

Położyliśmy się objąłem moją niewiastę i zasnęliśmy. Nie martwiąc się o resztę.

Next Day.

To nie był sen, moja Niewiasta znowu jest ze mną! Cieszę się jak małe dziecko, pocałowałem dziewczynę. Poszedłem do łazienki, i po chwili dołączyła do mnie Kate.

- Można ? zapytała rozbierając się.

- Oczywiście. Wzięliśmy razem krótki lecz bardzo namiętny prysznic..

- Kendall..


- Nie mów nic, chcę aby ta chwila trwała jak najdłużej.. głęboki oddech, szybko szept Kocham Cię .

Zakończyliśmy naszą kąpiel, i zeszliśmy na śniadanie.. Była już prawie cała ekipa .

- A gdzie Carlos? zapytałem Jamesa.

- Nie chcę wnikać, ale wczoraj nie mogłem zasnąć. Chyba się za Sobą stęsknili.. zaśmiał się Szatyn i nalał soku.

- oo.. Idą gołąbeczki. zaśmiałem się.

- Co? zapytał zaspanym głosem Pena.

- Działo się wczoraj, działo? zapytał roześmiany James.

- Nie. Spaliśmy z Jade. Nic nie słyszałem. dodał Carlos.

- Ej, ale ja tu nie mówię że ktoś coś słyszał. zaśmiał się.

- Dobra. Zobaczymy jak sprowadzisz jakąś Panienkę, ciekawe czy będzie cicho. odgryzł się Pena.

- Dobra, dobra. zajął się śniadaniem.


Oczami Belli.

Nie mogę uwierzyć w to że Carlos i Kendall znowu są z tymi.. ech. Szkoda nawet słów na takie chlew! Schodzą na dół nie wiedziałam że taki widok, obrzydzi mi resztę dnia. 

- Cześć Wam. 

- Cześć. Hej. odpowiedziała reszta..

- Bella. Co Ci się stało? zapytała ' troskliwie ' Jade. 

- Nie Twój biznes.. wycedziłam przez zęby.

- Martwię się. Będziemy może Rodziną.. uśmiechnęła się i pocałowała Carlosa. 

- Nie byłabym tego taka pewna.. mruknęłam pod nosem. 

- Mówiłaś coś Szwagierko ? zaśmiała się swoim obrzydliwym głosem.

- Nie mów tak do mnie.. Nigdy nie będziemy Rodziną. odparłam hardy.. 

- Zobaczymy, zobaczymy.. 

- To zobaczymy, wylecisz stąd prędzej niż myślisz.. spojrzałam wrogo na Nią i Kate. 

- Uspokój się trochę.. krzyknął Carlos. 

- pff.. wzięłam jabłko i wyszłam na dwór. 

- Co jest? po chwili przyszła Ali. 

- Muszę Ci coś pokazać. Chodź. wzięłam przyjaciółkę za rękę i odtworzyłam nagranie.. 


'' - Teraz to Nas popamiętają! śmiała się Kate.

- Ale jak to zrobimy? Przecież Nam się nie uda? stopowała Jade. 

- Damy radę, to przecież nie trudne. Niby do Nich wrócimy, zrozumiemy błędy. I zaufają Nam od nowa. tłumaczyła coś Kate. - Udamy że pod ich domem ktoś Nas napadł..

- ii.. I wtedy Nas przygarną, a potem zrobimy taką akcję, że Nas popamiętają. I będzie elegancko. zaśmiała się Jade. - Ale skąd weźmiemy dragi?? 

- Co?! One chcą ich wrobić w dragi? Przecież to nie legalne! Cicho.. Coś jeszcze mówią.

- hm? Eric ma znajomości.. 

- Ale to ich kumpel. 

- No i ? podniosła głos Kate. Już im więcej nie zaufa, jego też wrobimy.. haha. zaśmiała się szyderczo. '' 

- To.. to nie możliwe! oburzyła się Ali. - Chodź powiemy to chłopakom.

- Nie! Nie uwierzą Nam, poczekajmy do rozwoju akcji.. zwolniłam zapędy Ali i zeszłyśmy na dół. 

- Jasne. Ale powiedzmy to chociaż Loganowi.

- Nie! Na razie nie.. 

czwartek, 13 lutego 2014

Ogłoszenie.

Cześć !

Witam wszystkie Rusherki , Rusherów. Oraz czytelników i obserwatorów mojego bloga. Cieszę się że ktoś czyta te moje wypociny. Ale było by mi bardzo miło, gdybyście zostawiali komentarze. To jest miłe jak ktoś docenia to co robisz. Czytam wasze blogi, może na niektórych jestem jeszcze czytelniczką z zeszłego roku. Ale staram się być także na bieżąco, więc czytam wszystko i komentuję jak tylko mogę. Więc także moja skromna prośba. Zostawiajcie komentarze, tylko SZCZERZE  ! Chcę abyście pisali to co leży Wam na sercu, i to co można zmienić.







. Lisa  

Walentynkowa Jednorazówka ♥ .

Włączcie tą Piosenkę. -> http://www.youtube.com/watch?v=u1OdrFRXkxQ


Cześć. Jestem Rosalia Rose Moon. Mam 18 lat, mieszkam od urodzenia w Los Angeles.. Moi Rodzice to szychy w branży muzycznej. Tata jest producentem zespołów muzycznych w tym
Big Time Rush. Często Nas odwiedzają. Mama też ma do czynienia z muzyką. Mam z Nimi świetny kontakt. Lubię chłopaków, chodzimy do jednej szkoły. Lecz są w klasie wyżej ode mnie..
Ja? Ja od 5 lat jeżdżę na wózku inwalidzkim, miałam wypadek.. Ktoś mnie potrącił gdy wracałam do domu. Diagnoza? Wózek do kiedy? Nie mam pojęcia. Ale się boję..

Siedząc przy śniadaniu Rodzice zaczęli temat miłości.. Tak.. Dzisiaj Walentynki. Nie przepadam za Nimi.

- Rosalio. Dlaczego nic nie jesz? zapytała zatroskana Mama.

- Nie mam ochoty na nic. Mamo, mów do mnie Rose.  odpowiedziałam.

- Ale zrobiłam Twoje ulubione naleśniki. Zjedz coś Proszę.

- Nie dziękuję.. Będę się szykowała do Alberta.. odparłam i ruszyłam w stronę drzwi.

- Zadzwonię po chłopaków. Niech po Ciebie przyjdą. powiedział Tata.

Zaraz w drzwiach jak na zawołanie pojawili się chłopcy.

- Nie trzeba, nie róbcie ze mnie kaleki! Nienawidzę tego. Traktujecie mnie jak kalekę.. Którą i tak jestem. łzy stanęły mi w oczach. krzyczałam do Rodziców.

- Bell. podszedł do mnie Kendall. - Nie mów tak.

- Zamknij się! krzyknęłam prosto w twarz Blondynowi. - Nie widzisz że jestem uwięziona na wózku?! Naprawdę tego nie widzicie? krzyczałam do Nich. - Od 5 lat chodzę na rehabilitacje,
ale mi nie pomaga. Zgniję na tym! Będę stara, brzydka, i połamana. Bo nikt mnie nie zechcę! krzyczałam do Rodziców i przy chłopakach..

- Kochanie nie mów tak. przytulił mnie Tata. - Przepraszam że nie mogę dzisiaj Cię zawieźć do Alberta. Ale chłopcy z Tobą pojadą.

- Nie chcę nikogo widzieć, nigdy nie macie czasu ze mną jeździć! Mam tego dość..

- Skarbie.. Mama spojrzała na mnie zaszklonymi oczami.

- Rose.. chłopaki spojrzeli na mnie..

- Żałuję że wtedy, tamten kierowca.. przełknęłam ślinę..

- Rosalia! krzyknął Tata. Proszę.

- Żałuję że wtedy, tamten kierowca.. mnie nie zabił. Byście mieli święty spokój. Nikt by nie musiał się opiekować kaleką! krzyknęłam i oddaliłam się..

Lecz na mojej drodze stanął Kendall.

- Poczekaj. Nie mów tak, jesteś wspaniałą dziewczyną. Na którą ktoś czeka. chwycił mnie za rękę. Spojrzał mi prosto w oczy.. Rose.. Kocham Cię. Taką jaką jesteś. Chcę być z Tobą.

- Kendall.. To nie ma sensu, jesteś gwiazdą, a ja?

- Jesteś Rosalią.. Moją Rosalią! spojrzał mi prosto w oczy, nachylił się nade mną i mnie pocałował.. - Teraz mi wierzysz? Kocham Cię.

- Ja Ciebie też. uśmiechnęłam się.

- I wszystko jest w porządku.. uśmiechnął się Tata. - Możemy jechać do Alberta?

- Ale.. odparłam i spojrzałam na Rodziców.

- Żadnego ale, odwołam dzisiejsze spotkania. Pojedziemy tam razem.

Ucieszyłam się. I przytuliłam Rodziców.

- ekhm.. chrząknął Kendall. - Możemy jechać? zapytał i spojrzeli na Rodziców.

- Rose? zapytała z lekkim uśmiechem Mama.

- Dziękuję. Ale chcę aby w końcu Rodzice ze mną pojechali. Przepraszam. spojrzałam na chłopaków i pocałowałam Kendalla w policzek.

- Jasne. Widzimy się wieczorem. cmoknął mnie w policzek, i wyszli..

3 godziny później.

- Dobra. A teraz spróbuj iść sama. zarządził Albert. spojrzałam na Niego jak na wariata.. - Dasz radę.

- Boję się.. pojedyncza łza spłynęła mi po policzku.

- Rose.. Rodzice podeszli do mnie. - Kochanie. Już tyle lat, musisz dać radę. Wierzę w Ciebie. powiedział Tato.

- Skarbie. uśmiechnęła się nieśmiało Mama. - Już będziesz mogła chodzić, normalnie. Bez tego wózka. Jeszcze z kulami, ale dasz radę. Zrobisz przyjemność Kendallowi.

- Dobrze. Spróbuję. Ale się boję. spojrzałam przed Siebie. Przeszłam kilka metrów.

Rodzice mieli łzy w oczach, nawet Ojciec. Który nigdy nie płakał. Wzruszyli się bardzo.

- Mamo, Tato ! Ja chodzę! krzyknęłam z radości. Nie mogę w to uwierzyć! W głębi serca skakałam jak małe dziecko. - Chcę to pokazać Kendallowi!

- Albert. Dokonałeś cudu. podeszłam do Niego i mocno go przytuliłam.

Rodzice podziękowali chłopakowi, i pojechaliśmy do domu. W końcu mogłam normalnie chodzić. Zadzwoniłam do Kendalla. Nie odbierał. Próbowałam dalej. Zadzwoniłam do Loska..

- Cześć Rose. odebrał wesoły Latynosek.

- Wszystko w porządku. Jest gdzieś koło Ciebie Kendall ? zapytałam z nadzieją.

- Szykuję imprezę dla Ciebie.. krzyknął. - Pena! Ty głąbie! Miałeś nic nie mówić. ochrzanił go Schmidt.

- Widzę, że przeszkadzam. ściszyłam ton głosu.

- Kochanie.. usłyszałam ten ciepły głos. Już wiesz o imprezie. zaczął..

- O imprezie? zaśmiałam się. Nic nie wiem.

- Skarbie. Będę u Ciebie, o 18. Zapraszam Cię. Na imprezę. Zgadzasz się?

- Jasne. uśmiechnęłam się. - Mam dla Ciebie niespodziankę.

- Jaką? próbował to ode mnie wyciągnąć.

- Dowiesz się wieczorem..

Kilka godzin później.

- Mamo , Tato. zeszłam na dół. I jak ?

- Ślicznie wyglądasz. powiedzieli chórem.. O której będzie Kendall ? zapytał Tata z uśmiechem od ucha do ucha.

- Zaraz powinien być. spojrzałam na zegarek. - O już jest. Usiądę i pokaże mu że mogę chodzić. uśmiechnęłam się i usiadłam.

- Dobry wieczór. Czy jest Rose? Kendall kulturalnie przywitał się z Rodzicami.

- Rose. Ktoś po Ciebie. zawołała Mama.

Wzięłam kuple i powoli szłam. - Cześć. uśmiechnęłam się ciepło.

- Rose. szczęka mu opadła. Ty..

- Tak. Chodzę. Znaczy uczę się. uśmiechnęłam się. - To moja niespodzianka.

- Kochanie! Jestem szczęśliwy. Możemy iść? zapytał.

- Nie wrócę późno. Pocałowałam Rodziców na pożegnanie i pojechaliśmy.

Impreza była świetna.. Wszyscy się zdziwili. Że mogę chodzić. To moje najlepsze walentynki..

Oczami Kendalla.

Jak ja mogłem?! Jak to powiem Rose? Przecież mnie zamorduję! gadałem sam do Siebie.. Nagle do pokoju wszedł Pena z Alexą..

- Coś się stało? zapytała Alexa.

- Zabij mnie! krzyknąłem i schowałem twarz w dłoniach..

- Co się stało? zapytał Pena.

- Zakochałem się.

- To wiem. uśmiechnął się Carlos..

- Ale w Katelyn Tarver. Od jakiegoś czasu coś do Niej czuję.. Nie mogę okłamywać Rose.. Muszę jej powiedzieć.. odetchnąłem z ulgą..

Na dole..

- Mów mi gdzie jest ta świnia Schmidt! krzyczała prawdopodobnie Rose..

- Nie wiem, przysięgam. tłumaczył James.

Dosłownie w chwili Rose znalazła się u mnie w pokoju..

- Kendall! Jak mi to wytłumaczysz? pokazała mi gazetę a w Niej artykuł ' Kendall Schmidt z Big Time Rush. Znalazł Sobie nową dziewczynę koleżankę z planu serialu Katelyn Tarver. '
Co to ma być?

- Rose.. Ja przepraszam! podszedłem do dziewczyny lecz zostałem spoliczkowany.

- Nie odzywaj się do mnie! Z nami koniec. Idź do tej Katelyn.. Nienawidzę Cię! Nienawidzę. krzyknęła mi prosto w twarz i szybko wyszła z domu..

- Rose! Poczekaj, pobiegłem za Nią. Lecz wsiadła to taksówki i odjechała..

Kilka dni później..

Oczami Rose.

Zostawił mnie.. Nie mogę w to uwierzyć. Płakałam przez kilka dobrych dni. Postanowiłam zrobić jedno..

Kochani Rodzice.

' Piszę ten list żeby się pożegnać i podziękować Wam za to, że daliście mi życie. Proszę nie płaczcie, nie chcę abyście byli smutni. Pragnę żebyście myśleli tylko o pogodnych chwilach. 
Proszę żebyście zadbali o to, by na mój pogrzeb każdy przyniósł białą różę. Nie chcę czerwonych, chcę krystalicznie białe. Wiem nie byłam idealną wymarzoną córeczką, ale chciałam
taką być. Teraz jestem z Babcią i Dziadkiem. Oni się mną tutaj zaopiekują. Nie płacz Mamo proszę! Wiem ze to robisz, bądź silna. Tata się Tobą zaopiekuję. Będę za Wami tęskniła..
Dożyjecie pięknej śmierci, i spotkamy się tutaj za kilka długich lat. Bądźcie silni dla mnie Proszę! Kocham Was. '

Wybrałam numer do Kendalla.. Odebrał strasznie szybko..

- Rose.. Przepraszam. powiedział do słuchawki. - Rose. Słyszysz?

- Kendall. Przepraszam. szepnęłam.. Kocham Cię. Tak będzie najlepiej. szepnęłam..

- Co Ty robisz?! krzyknął do słuchawki.

- Kiedyś może mi przebaczysz. Kocham Cię. Będę czekała tam na górze. Żegnaj.. rozłączyłam się. podcięłam Sobie żyły.. Zobaczyłam światło. - Babcia, Dziadek. Jestem już z Wami.

Oczami Kendalla.

Zadzwoniła do mnie Rose.. Odebrałem mówiła nie zrozumiale..

- Kendall. Przepraszam. szepnęła.. Kocham Cię. Tak będzie najlepiej. szepnęła..

- Co Ty robisz?! krzyknąłem do słuchawki..

klik, połączenie zostało przerwane.

- Słucham? odebrała Mama Rose.

- Rose coś zrobiła Sobie.

- Ale.. Mama Rose zatrzymała się. - Kendall. Jedź do Nas do domu. I w razie czego wezwij karetkę..

2 godziny później..

- Państwa córka podcięła Sobie żyły, niestety przyjechaliśmy za późno.. powiedział lekarz.

- Niemożliwe.. Mama Rose zaczęła płakać. Ojciec też.

Stałem jak wryty. Przeczytali list..

Pogrzeb Rose. 14.02.2014 r.

Tak. Dzisiaj zostałam pochowana. Widziałam jak wszyscy płaczą. Rodzice, Przyjaciele, Nawet kilku Nauczycieli ze szkoły.. I Ty. Ten który zmarnował rok mojego życia. Nienawidzę Cię za to, ale z jednej strony kocham i nie mogę zapomnieć tego co Nas łączyło. Gdybym mogła to teraz wszystko cofnąć, nigdy bym nie powiedziała że go kocham.. Mamo. Musisz być silna, już nigdy nie poczuję jej matczynego ciepła. Nie będę mogła przytulić się do Taty. I powiedzieć im że bardzo ich kocham, i żałuję tego co zrobiłam. Nigdy już nie poczuję, ciepłego słońca, lekkiego wiatru który rozwiewał moje włosy, i bryzy morza nad które tak lubiłam jeździć jako mała Dziewczynka.

- Dzisiaj żegnamy Rosalię Moon. zaczął Ksiądz...

Wszyscy rzuciliśmy białe róże tak jak chciała, płakałem ja i chłopaki. Było Nam smutno.. Jak Ona mogła?
Poczułem lekki dotyk, ciepły oddech..
- Rose.. ściszyłem ton głosu. - To Ty? spojrzałem na trumnę, była otwarta.

- Kendall ! Pomóż mi! Ja nie chcę umierać! Słyszysz mnie?!! krzyczałam jak najgłośniej mogłam. Lecz On chyba tego nie słyszał.. - Pomóż mi proszę! krzyczałam ile sił w płucach..

- James.. szturchnąłem lekko kumpla. Czujesz?

- Co mam czuć? zapytał ze zdziwieniem..

- Moment.. ściszyłem ton. Rose. Jeżeli mnie słyszysz, zrób to samo. Niech poczują.. Błagam. James powiedział to chłopakom. Oni jednak nic nie poczuli.. - Rose. Wiem że gdzieś tam jesteś. Kochanie. Trzymaj się, będę przy Tobie.. Już nie długo. Obiecuję.


Kilka lat później..

' Przepraszam Was. Nie chciałem.. Kocham Rosę. Chcę z Nią być! Już na zawsze. Nie opuszczę jej, już nigdy..! Przepraszam Was chłopaki, Rodzice. Kocham Was '

- Dzisiaj żegnamy Kendalla Francisa Schmidta... ponownie powtórzył to Ksiądz..

Oczami Rose i Kendalla.

- Widzisz? Obiecałem Ci. szepnąłem do Rose. - Obiecałem że będę z Tobą już na zawsze.

- Nie musiałeś tego robić. Widzisz jak wszyscy tutaj płaczą? Nawet chłopaki, którzy wydawali się być tacy twardzi. Spójrz na Carlosa.. Jest taki załamany. A James? Nawet nie ułożył włosów, zmienili się.. Nawet Logan który zawsze wszystkich pocieszał, sam musi Sobie dać radę.. Jak mogłeś im to zrobić? spojrzałam na Blondyna. Widzisz jak cierpią?

- Rose.. Zrobiłem to dla Ciebie! Zrozum mnie. Chciałem być z Tobą. powtórzyłem i pocałowałem ją w jej zimną lodową dłoń..

- Ale przez to cierpią chłopaki! Jak mogłeś im to zrobić?! Pomyślałeś chociaż przez chwilę o Nich? Byłeś podstawą tego zespołu, a teraz? Ja to będzie wyglądało. Chłopaki się rozejdą, i zapomną o Nas.

- Nie nie zapomną. Znam ich, i wiem.. Oni zawsze będą w moim sercu. W moim mrocznym, zimnym zlodowaciałym sercu.. powiedziałem i przytuliłem wybrankę. Musimy już odejść.. szepnąłem i mocno przytuliłem Rose..

Kendall został pochowany razem z Rosalią. Ich uczucie będzie trwało wiecznie, tak jak tego chcieli. Historia krótkiej lecz prawdziwej miłości. Ich dusze, błąkają się po całym świecie. Lecz zawsze wracają w to samo miejsce. Gdzie narodziła się ich miłość..


Moja pierwsza jednorazówka, nie jest może jakaś świetna, ale chociaż się trochę starałam.
Proszę o SZCZERE komentarze. Nawet jak mają być negatywne, to i tak chętnie przeczytam.. :). Z góry Dziękuję! Miłych walentynek ;* .

niedziela, 9 lutego 2014

Part 9 .

Piękny dzień.. Wstałam o 9. Zazwyczaj lubiłam dłużej pospać. Ale nie dzisiaj, dzisiaj mam MEGA ważnych gości. Rodzice. Trzeba wstać i się ogarnąć, zrobić jakiś obiad. Udałam się do łazienki,
zerknęłam w duże  lustro. Przejeżdżając opuszkami palców, lekko dotykając mojej poobijanej twarzy. au.. zabolało. Miałam lekko fioletowe oko, i rozwaloną wargę. Nie powiem ale to zabolało.
Musiałam. Po prostu, nie mogłam już tak dłużej żyć.. Pomalowałam oczy tuszem, przypudrowałam nos i pobiegłam się przebrać do pokoju.. I zeszłam na dół.


Założyłam to. 

- Zjesz z Nami? zapytał promiennie James.

- Nie dziękuję. Idę zrobić zakupy na obiad. westchnęłam głośno.

- Może Ci pomogę? zapytała Ali upijając sok.

- Miło z Twojej strony, ale zjedz śniadanie. Poczekam.

- Ok.

- Tak pójdziesz? zapytał Kendall patrząc na mnie z góry na dół.

- Makijaż mi się rozmazał? zaśmiałam się. - A może coś nie tak ze strojem.

- Nie.. Ale wiesz. odpowiedział cicho, jakby bał się powiedzieć co naprawdę myśli.

- Wiem. Jeżeli się komuś nie spodobam to mówi się trudno, zaśmiałam się. - Ale serio, nie przeszkadza mi to, nie będę zakrywała twarzy tylko dlatego że jestem poobijana. Nie idę na wybieg.
Więc mogę tak wyglądać. haha.

- Jasne. uśmiechnął się i wrócił do śniadania.

- Już jestem. Możemy iść? szczerzyła się Ali.

- Ok.

- Co zrobisz na obiad? zapytał James.

- hm ? Sałatkę z krewetkami, Lasagne i pewnie coś słodkiego :). Pasuje ? zapytałam .

- Jak najbardziej. dodali chłopcy, oprócz Carlosa który właśnie schodził na dół..

- To idziemy. Cześć! krzyknęłyśmy.

- Ali. Poczekaj. zatrzymał ją Carlos.

- Tak ?

- wręczył jej 50$. Kupcie jakieś owoce, i rurki czekoladowe. Zrobię tiramisu Rodzice je uwielbiają.

- Jasne. Ale czego nie mogłeś dać pieniędzy Bell ?

- Zrób to dla mnie proszę. Ja.. Ja nie mam siostry.

- Carlos! krzyknęli Kendall i James..

- Jak możesz? dodał Logan.

- Dobra. Już to słyszałam. powiedziałam drżącym głosem, przyzwyczaiłam się. Idziemy cześć!

- Na razie.

3 godziny później. 

- Zaraz będą Rodzice. Carlos wbiegł do mojego pokoju. - Pamiętaj. Dzisiaj normalnie rozmawiamy, śmiejemy się i w ogóle. A później koniec.

- Carlos. Ja naprawdę przepraszam.. wydukałam .

- Koniec. Za 3 minuty będą. powiedział i wyszedł trzaskając drzwiami.

Zeszłam na dół. Carlos właśnie otwierał drzwi.. - Mama, Tata. słychać było ucieszonego Carlosa. Wszyscy weszli do środka. 

- Mama , Tata ! uśmiechnęłam się szeroko i mocno przytuliłam Rodziców.

- Bella! Co Ci się stało? zapytał groźnie Tata i spojrzał na Carlosa. 

- ee.. wydukał .

- To moja wina. Poprosiłam Carlosa by nauczył mnie jazdy na deskorolce. tłumaczyłam. 

- No właśnie. drapał się w głowę. 

- Coś kłamiecie.. powiedziała stanowczo Mama. 

- Nie. Gdy zjeżdżałam z górki, chciałam zrobić coś fajnego, i upadłam. Dlatego. tłumaczyłam jak najprościej. Aby tylko Rodzice uwierzyli. 

- Dobrze. powiedziała Mama. - Siadamy do stołu? krzyknął Tata gdy dobiegły zapachy z kuchni. 

- Jasne. Chodźcie. 

- Dzień Dobry. powiedziała reszta. 

- Dobry, Dobry. odezwał się Tata. Przywitał się z chłopakami i usiedliśmy do stołu.

Dostałam SMSa od Carlosa ' Dobra robota. Jestem z Ciebie dumny, Buźka ' zakręciła mi się łza w oku.. To słodkie. Pomyślałam i zapisałam SMSa. Rodzice jeszcze z Nami posiedzieli, ale musieli już
wychodzić..

- Ale jak to wyjeżdżacie? zapytałam z wielkim szokiem, i spojrzałam na Rodziców. 

- Kochanie. Musimy z Tatą trochę odpocząć, jedziemy na wakacje. Razem z Rodzicami Kendalla, Jamesa i Logana. wyrecytowała Mama z uśmiechem.

- A gdzie lecicie? wtrącił Logan. 

- Hawaje ! krzyknął Tata. Piękne kobiety. spojrzał na Mamę. Drinki, basen i full zabawy ! krzyknął Radośnie.

- Masarka.. wydukałam. 

- Co? zapytała Mama ze śmiechem.

- Nic.. Tato, tylko się za bardzo nie upij :). Bo kto Cię zaprowadzi do hotelu? 

- Moja piękna Żona. i zaczęli się całować..

- Mamo, Tato.. Wiem że się kochacie, ale bez takich czułości.. :). uśmiechnęłam się i uściskałam mocno Rodziców. - Kocham Was. Uważajcie na Siebie. 

- Dobrze. Wy też! 

- Miłej zabawy. krzyknął Carlos. a Rodzice już wyszli. 

Wszyscy udaliśmy się do salonu, po wszystkim Carlos już przestał się odzywać, lecz wieczór spędziliśmy miło.. Lecz tylko do chwili.. Zadzwonił dzwonek..


Byłabym Bardzo Wdzięczna Gdybyście Zostawiali Komentarze. To Bardzo Cieszy Gdy Ktoś Kto Czyta Moje Wypociny Zostawia Po Sobie Jakiś Znak. Z Góry Dziękuję. Pozdrawiam Rusherki ! ♥ . 

poniedziałek, 3 lutego 2014

Part 8 .

Oczami Carlosa. 

Jak dłużej będzie to opowiadała, to naprawdę zamknę jej usta i przestanie.. Nie chcę aby ktoś wiedział jaka jest, teraz wszyscy mnie znienawidzą, za to jaką mam siostrę. Nie będą brać mnie na
poważnie. I tak nie biorą, bo jestem świetnym żartownisiem.. :d.

- ... To Carlos miał wypadek. ostatnie słowa Bell, poruszyły mnie naprawdę.

Nie wiedziałem co robię, wstałem podszedłem do Bell i uderzyłem ją w policzek, chłopaki próbowali mnie odciągnąć, na marne. Dostała drugi raz. Tym razem zemdlała, miała rozciętą wargę.
Nie wiem co mi odbiło, ale należało się jej.. Dziwka! Tylko tyle mogę o Niej powiedzieć. To już nie moja siostra! Puściła się, i nie tylko raz pewnie. Nie odezwę się do Niej już więcej.

- Bell! Żyjesz?! z dołu dochodziły krzyki przerażonej Ali..

- Logan weź auto, pojedziemy do szpitala..

Zszedłem na dół..

- Ma tylko rozwaloną wargę, nic jej nie będzie. spojrzałem na Przyjaciół i wróciłem na górę.

- Pena! Jak jej się coś stanie, to sama Ci tak przyłożę że pożałujesz! krzyknęła Ali, po czym zniknęli za drzwiami z Loganem..

- Zwariowałeś? do pokoju wbiegli James i Kendall .

- Pukać to Was Rodzice nie nauczyli, może trochę kultury? odpowiedziałem nieco zły.

- Bell to Twoja siostra! krzyczał Kendall. - Jak mogłeś ją uderzyć?! powtarzał James.

- Już nie mam siostry! Wyjdźcie, chcę być Sam.. Nie potrzebuję na razie nikogo.

- Ale..

- Żadnego ale. Sorry chłopaki, ale nie gadam z Nią. Chcę być sam.. Możecie?


- Jasne..

Pół godziny później..

Oczami Belli. 

Wróciłam ze szpitala, nie wielki wstrząs mózgu, rozwalona warga i lekko podbite oko.. No i kilka siniaków. Tak. Muszę pogadać z Carlosem.. 

- W końcu jesteście! krzyknął James wychodząc z kuchni. - Zrobiłem kolację, chodźcie. Udaliśmy się do kuchni. 

Siadłam na końcu stołu, miałam założony kaptur.. Moja twarz, wyglądałam podobnie jak Rihanna, ale ślady były gorsze. Wybaczę mu to. Na pewno. 

- O wróciliście. do kuchni wszedł Carlos uśmiechnięty i dumny z Siebie.. 

- Carlos.. zapytałam patrząc z pod byka na brata.

- Nie rozmawiam z Dziwkami..! podniósł głos, i wziął gryza kanapki. 

- Carlos! chłopaki podnieśli głos. - Nie mów tak do Niej. odezwał się Kendall.

- Ok. powiedziałam. - Uspokójcie się, nie ma sprawy. - Może Ci kiedyś przejdzie, prędzej czy później. Przepraszam. Dziękuję za kolację. Wrócę nie długo.. 

- Gdzie idziesz? zapytała Ali. 

- Idzie się kurwić.. haha.. złowieszcy śmiech Carlosa. Nie powiem zabolało.

- Na świeże powietrze. dodałam i wyszłam.  

Udałam się do pobliskiego parku..















Długo rozmyślałam.. Chwilę później zauważyłam  Jade i Kate..
Podeszłam bliżej tak aby mnie nie zauważyły.. Usłyszałam ich dialog, więc postanowiłam to nagrać.. Jako dowód.

- Teraz to Nas popamiętają! śmiała się Kate.

- Ale jak to zrobimy? Przecież Nam się nie uda? stopowała Jade. 

- Damy radę, to przecież nie trudne. Niby do Nich wrócimy, zrozumiemy błędy. I zaufają Nam od nowa. tłumaczyła coś Kate. - Udamy że pod ich domem ktoś Nas napadł..

- ii.. I wtedy Nas przygarną, a potem zrobimy taką akcję, że Nas popamiętają. I będzie elegancko. zaśmiała się Jade. - Ale skąd weźmiemy dragi?? 

- Co?! One chcą ich wrobić w dragi? Przecież to nie legalne! Cicho.. Coś jeszcze mówią.

- hm? Eric ma znajomości.. 

- Ale to ich kumpel. 

- No i ? podniosła głos Kate. Już im więcej nie zaufa, jego też wrobimy.. haha. zaśmiała się szyderczo. 

A ja cicho wymknęłam się do domu, i chciałam powiedzieć to reszcie. Ale nie mogłam, bałam się że powiedzą Kate i Jade i będę miała problemy.. Załatwię to Sama..
Wróciłam do domu. Carlos siedział na kanapie i rozmawiał z kimś przez telefon. 

- Wszystko ok. (... ) - Dobrze. Co?! zerwał się z kanapy jak poparzony. (...) - Tak. O 14? Zrobimy coś do jedzenia. (...) - Pa. Kocham Was. 

- Coś się stało? zapytał James. 

- Rodzice jutro przyjeżdzają! spojrzał przerażony na mnie i ekipę. 

Nie bardzo się tym przejęłam, poszłam na górę do pokoju.. Ech. Co ja powiem Rodzicom? Nagle do pokoju wbiegł przerażony Carlos.. Podbiegł do mnie wziął mnie za rękę i powiedział.

- Nie nawidzę Cię, nie odzywam się do Ciebie.. Ale jutro o tym zapominamy. Tylko na jeden dzień! wykrzyczał mi prosto w twarz. - Rozumiesz ? 

- Tak. Co mam nie rozumieć. A co powiemy Rodzicom? zapytałam cicho, patrząc na brata.

- Nie wiem. Ja idę na razie! 

- Dobranoc, dobranoc.. 

Po męczącym dniu położyłam się do łóżka i zasnęłam. Jutro przyjazd Rodziców. Coś wymyślę, na pewno. 

Part 7 .

- Więc.. - Jadę jutro do studia, nagrywać swoją płytę! skakałam ze szczęścia.

- Co?! wszyscy byli w szoku.. Oprócz Carlosa który wiedział o wszystkim.

- Jak to płytę? Co? zadawali mnóstwo pytań.

- No moja Siostra jest baaardzo uzdolniona! przechwalał się Carlos.

- Ale jak to? zaśpiewaj coś. prosili chłopcy.

- Jasne..

https://www.youtube.com/watch?v=FxrOKWtAHb4

PIOSENKA .

- Świetnie śpiewasz. uśmiechnął się Kendall. - Dlaczego tego nie powiedziałaś wcześniej?

- Ale tutaj nie ma co się chwalić.. uśmiechnęłam się. - To co robimy? zapytałam chwiejąc się na palcach.

- No idziemy do Wesołego Miasteczka! skakał zadowolony Carlos. - Wesołe miasteczko, wesołe miasteczko. Rozumiecie?! krzyczał tak radośnie jakby pierwszy raz tam szedł.

- Dobra. Pena! krzyknął James.

- Co? krzyknęłam równo z Losem.

- Męska wersja Peny mi potrzebna, nie damska. uśmiechnął się. - Wszyscy rozumiemy że się cieszysz, ale pora może się powoli szykować.

- I pojedziemy tunelem miłości? zapytał Jamie.

- Chyba mdłości. dodałam ze śmiechem i spojrzałam na Ali i Logana..

- Co? odkleili się od Siebie, bo byli pogrążeni w pocałunku.

- Nic. mruknęłam z uśmiechem.

Po kilku minutach byliśmy gotowi. Ja jechałam z Ali moim samochodem. A chłopcy Logana.  Gdy tylko wysiedliśmy ' stado ' dosłownie stado fanek otoczyło chłopaków. A my? Oczywiście byłyśmy
zadowolone że chłopcy są tacy lubiani. Po kilku minutach postanowiłyśmy się przejść..

Oczami Alice.

Dziewczyny otoczyły chłopaków, a ja i Bell postanowiłyśmy się przejść.

- Chodź. złapałam Przyjaciółkę za rękę i pobiegłyśmy do stoiska z watą cukrową. - 2 Niebieskie poproszę. zaryzykowałam smakiem.

- Chcą panie o smaku Smerfnych lodów, czy może jagód? zapytał uprzejmie Sprzedawca.

- Chcę poczuć smak Smerfów ! krzyknęła radośnie Ali.

- Dobrze.

Wata była ogromna, ale i mega słodka, usiadłyśmy na ławce i zaczęłyśmy ' pożerać ' niebieską chmurkę. Po chwili miałyśmy niebieskie usta i języki.

- Wyglądamy strasznie. zaśmiała się Bell.

- Wiem. Sprzedawca mówił że efekt się trzyma około godziny, po niebieskim barwniku.. - ruszyłam znacząco brwiami.

- Co masz na myśli? Bella mnie lekko szturchnęła.

- Kupmy Sobie jeszcze jedną watę, i chodźmy tak. Chłopcy będą mieli ubaw.

- Ok. Zjadłyśmy z Ali watę, i poszłyśmy po drugą. Była świetna. Gdy skończyłyśmy drugi smakołyk, na horyzoncie pojawili się chłopcy..

- W końcu nam się.. zaczął Logan.

Chłopaki stali przerażeni.. Wpatrywali się na Nas dłuższą chwilę aż Carlos podszedł do Bell i potrząsnął Nią..

- Mała! Nic Ci nie jest?! Masz takie niebieskie usta, zimno Ci? Umierasz?! wzroku od Niej nie oderwał..

- Żyję. Jadłyśmy watę cukrową, i możemy mieć takie usta. zaśmiała się Bell. Jej śmiech był zaraźliwy po chwili wszyscy się śmialiśmy.

- Chodźcie do tunelu miłości. zaproponował Carlos, gdy byliśmy w drodze.

- Po co? zapytał zdziwiony James.

- Jamesie Davidzie Maslowie! Czy zechciałbyś pojechać ze mną tym o to tunelem miłości? zapytał teatralnie nasz Latynos. A ja to nagrywałam.

- Carlosie Roberto Pena! Owszem oczywiście. Pobiegnijmy tam i uwiecznijmy naszą miłość! zaśmiał się, i zaraz zniknęli w tunelu..

A my? My czekaliśmy na chłopaków. Po kilku minutach wrócili..

- Jak wrażenia? zapytaliśmy pełni ciekawości.

- ach.. zaczął James.

- Nie chcemy mówić, co tam się działo, to nasza słodka tajemnica. zaśmiał się Carlos i poszliśmy dalej.

- Ej! Chodźcie tutaj, postrzelamy do kaczek. Może uda Nam się coś wygrać. krzyknęłam, i poszliśmy do stoiska.

- ekhmm.. chrząknął Logan. - Panie i Panowie. Pokaże Wam jak to się robi. Piękna. spojrzał mi w oczy. Tamta Żabka będzie Twoja :).

- Dlaczego żabka? zapytała zdziwiona Bella. Ja też się nie co zdziwiłam.

- Bo.. Loggie nie zdążył gdyż wyprzedził go Kendall.

- Więc. Logan to żaba zaklęta w Księcia. I pocałunek Ali go z tego czaru wybudzi haha :d.

- Dokładnie tak. Mój Przyjacielu.

- No to pokaż klasę.


Oczywiście jak powiedział tak i zrobił. Po kilku godzinnej przechadzce wróciliśmy do domu..

2 godziny później.

Oczami Belli.

Wesołe miasteczko było naprawdę świetne, wybawiłam się na 1oo % :). Zmęczona położyłam się do łóżka, chciałam zasnąć.. Lecz obudził mnie telefon. Na wyświetlaczu widniał numer mojego
Szefa.

- Pena! Za pół godziny widzę Cię w pracy! krzyczał tak głośno, że prawie straciłam słuch.

- Ale..

- Żadnego ale! Jak Cię nie będzie, to nie ręczę za Siebie.

- Postaram się..

- Nie postaram się! Tylko masz być! Jack Cię dopilnuję!

- Ale mnie już z Nim nic nie łączy! To koniec.  krzyknęłam do Szefa.. lecz to był zły pomysł..

- Nie wkurzaj mnie głupia Suko! Masz być, bo inaczej wszyscy się dowiedzą co robisz!

- Ale sam mnie do tego zmuszasz dlatego!

- Mam dość! Rezygnuję! Już mnie tam więcej nie zobaczysz! Kończę z tym! rozłączyłam się, i rzuciłam telefonem na łóżko.

Rozmowa tamtego czasu to był pikuś.. Reszta była gorsza, konsekwencje jakie miałam ponieść były straszne.. Poszłam do łazienki, przemyłam twarz wodą i pomyślałam..

- Dziewczyno! Musisz w końcu to powiedzieć, wykrztuś to z Siebie! Nie możesz dłużej ich tak oszukiwać. Jak Cię znienawidzą to trudno, przynajmniej powiedziałaś.

W pokoju rozległo się ciche stukanie..

- Bell. Mogę? usłyszałam głos Ali.

- Jasne. Wejdź, jestem w łazience, ale już wychodzę. - Cieszę się że przyszłaś. przytuliłam mocno dziewczynę.

- Co się stało? Jakoś źle wyglądasz. Ali była naprawdę zmartwiona..

- Pamiętasz jak Ci mówiłam o Jack`u ?

- Tak.. Pamiętam. zrobiła minę, jakby chciała go zabić. - Wróciłaś do Niego?!

- Co? Nie! Ale On i moja praca mają dużo wspólnego.. wzięłam głęboki oddech.

- Co takiego? Szatynka wstała i spojrzała na mnie. Po czym otworzyła okno.. - Chodź na balkon. powiedziała. Zrobiłam to co chciała.

- Po co mamy stać na balkonie? zapytałam lekko zdenerwowana.

- Wiem że nie powinnam, ale masz zapalimy. Może będzie Ci lżej mówić. puściła do mnie oczko. I zaciągnęłam się dymem..


- uf.. Lżej mi trochę. Więc.. Jack jak był jeszcze moim Facetem, to znalazł mi pracę mówił że będę tam tylko śpiewała..

30 minut później.

- Co za drań! oburzyła się Ali. - Jak On tak mógł? Przecież to jest karalne!

- Wiem. Ale chciałam być samodzielna, nie wiedziałam że to tak będzie. pojedyncza łza spłynęła mi po policzku..

- Nie martw się, damy radę. przytuliła mnie i się trochę uspokoiłam.

- Bell! Alice! Kolacja! krzyczał Kendall..

- Chodź. Ali wyciągnęła do mnie rękę i zeszłyśmy na dół.

Usiedliśmy do stołu. I zaczęliśmy kolację.

- Bella.. Płakałaś? zapytał Carlos gryząc kanapkę.

- Nie.. Coś mi wpadło do oka. próbowałam nie ciągnąc tematu.

- Widzę. Zawsze poznam kiedy płakałaś.. pocieszał mnie brat.

- Boże.. Dlaczego to takie trudne.. wyszeptałam po polsku..

- Co jest trudne? zapytał Carlos, kładąc mi rękę na ramieniu.

- Wszystko, wszystko. wstałam od stołu i stanęłam na przeciwko moich Przyjaciół. Ech.. Musimy porozmawiać. powiedziałam stanowczo..

- Będzie się działo.. powiedział Carlito.

- Skąd wiesz? zapytał go Kendall. odstawiając talerzyk.

- Znam Bell, i wiem że będzie ciężko.. Dobra. Chodźcie do salonu. odstawiłem talerzyk i ruszyłem za siostrą.

- Boże.. pomóż! wyszeptałam po Polsku. - Ech.. Więc tak. Wiecie że pracuję w klubie No limit? zapytałam tak dla pewności.

- No tak.  odpowiedziała reszta Przyjaciół.

- Wiecie pewnie też, że tam śpiewam, i jest tam też kącik Bikini Bar.

- No tak. przerwał mi Kendall. Tam laski tańczą w bikini..

- I śmigają tyłkami przed napalonymi facetami.. dokończył James.

- Skąd to wiecie? zapytałam zszokowana..

- Kevin Nam kiedyś powiedział. odpowiedzieli chórem.

- Cholera.. usiadłam bo byłam w mega szoku.

- Coś się stało? Dobrze się czujesz? zapytał Kendall.

- Dobrze. Wiem że teraz możecie mnie znienawidzić.. A w szczególności Ty Carlos.. spojrzałam na brata i spuściłam głowę. wzięłam głęboki oddech.. - Słuchajcie. W tym klubie śpiewam..
I któregoś dnia Jack, zaproponował mi abym zarabiała więcej. Więc się zgodziłam. Poprosił Szefa to jego dobry kolega, wisiał mu przysługę. Poprosił go o to abym tańczyła tam w bikini.. Lecz ja
na początku się nie zgodziłam. I jego Szef powiedział przy Nas że jak się nie zgodzę, to Jack`owi stanie się krzywda! Kochałam go bardzo, więc musiałam przystąpić na jego propozycję.. Widać
było że Carlosowi puszczają powoli nerwy. Lecz został. Robiłam to z niechęcią, ale bałam sie o Niego! I któregoś dnia, gdy zostałam z klientem zza parawanu wyszli jego kumple. Otoczyli mnie
jak stado szakali, po czym powoli ściągali ze mnie ubrania, a pokój był dźwiękoszczelny. Więc nie było słychać mojego krzyku, wtedy był mój pierwszy raz. Oni mnie wykorzystali..
Płakałam gdy to im opowiadałam. Jack obiecał że to się więcej nie powtórzy, później jak się nie zgodziłam na nic więcej. To Carlos miał wypadek.

- Co?! To przez Ciebie?! Wiesz że mogłem już się obudzić! krzyczał na mnie i w końcu do mnie podszedł.. Wstałam chciałam go przeprosić. uderzył mnie w policzek..

- Carlos! Co Ty robisz? krzyknęli chłopcy! - Zwariowałeś?! Kendall odsunął go ode mnie..

- Nic Ci nie jest? zapytała Ali?

Otarłam twarz, i zobaczyłam że mam rozciętą wargę..

- Należało Ci się! To Twoja wina! Jesteś dziwką! Sprzedawałaś się za pieniądze! krzyczał Carlito.

- Carlos! Ja nie chciałam. wydukałam przez łzy. - Wybacz mi! Proszę. Robiłam to ze względu na Ciebie, nie chciałam aby coś Ci się stało!

- Ty? Myślisz tylko o SOBIE! Jesteś nic nie warta. krzyczał tak że było słychać go chyba w całej dzielnicy.

- Pena! Opanuj się! krzyczał Logan.

- Nie! To już nie moja Siostra! oczy mu się zaszkliły..

- Nie chcesz tego powiedzieć.. spojrzał na Niego James, a później na mnie..

- Nie mów tego! powiedziała Ali..

- To zwykła Dziwka! Daje dupy za pieniądze! krzyknął mi prosto w oczy, po czym zostałam spoliczkowana po raz drugi.. Tym razem zemdlałam..