poniedziałek, 3 lutego 2014

Part 8 .

Oczami Carlosa. 

Jak dłużej będzie to opowiadała, to naprawdę zamknę jej usta i przestanie.. Nie chcę aby ktoś wiedział jaka jest, teraz wszyscy mnie znienawidzą, za to jaką mam siostrę. Nie będą brać mnie na
poważnie. I tak nie biorą, bo jestem świetnym żartownisiem.. :d.

- ... To Carlos miał wypadek. ostatnie słowa Bell, poruszyły mnie naprawdę.

Nie wiedziałem co robię, wstałem podszedłem do Bell i uderzyłem ją w policzek, chłopaki próbowali mnie odciągnąć, na marne. Dostała drugi raz. Tym razem zemdlała, miała rozciętą wargę.
Nie wiem co mi odbiło, ale należało się jej.. Dziwka! Tylko tyle mogę o Niej powiedzieć. To już nie moja siostra! Puściła się, i nie tylko raz pewnie. Nie odezwę się do Niej już więcej.

- Bell! Żyjesz?! z dołu dochodziły krzyki przerażonej Ali..

- Logan weź auto, pojedziemy do szpitala..

Zszedłem na dół..

- Ma tylko rozwaloną wargę, nic jej nie będzie. spojrzałem na Przyjaciół i wróciłem na górę.

- Pena! Jak jej się coś stanie, to sama Ci tak przyłożę że pożałujesz! krzyknęła Ali, po czym zniknęli za drzwiami z Loganem..

- Zwariowałeś? do pokoju wbiegli James i Kendall .

- Pukać to Was Rodzice nie nauczyli, może trochę kultury? odpowiedziałem nieco zły.

- Bell to Twoja siostra! krzyczał Kendall. - Jak mogłeś ją uderzyć?! powtarzał James.

- Już nie mam siostry! Wyjdźcie, chcę być Sam.. Nie potrzebuję na razie nikogo.

- Ale..

- Żadnego ale. Sorry chłopaki, ale nie gadam z Nią. Chcę być sam.. Możecie?


- Jasne..

Pół godziny później..

Oczami Belli. 

Wróciłam ze szpitala, nie wielki wstrząs mózgu, rozwalona warga i lekko podbite oko.. No i kilka siniaków. Tak. Muszę pogadać z Carlosem.. 

- W końcu jesteście! krzyknął James wychodząc z kuchni. - Zrobiłem kolację, chodźcie. Udaliśmy się do kuchni. 

Siadłam na końcu stołu, miałam założony kaptur.. Moja twarz, wyglądałam podobnie jak Rihanna, ale ślady były gorsze. Wybaczę mu to. Na pewno. 

- O wróciliście. do kuchni wszedł Carlos uśmiechnięty i dumny z Siebie.. 

- Carlos.. zapytałam patrząc z pod byka na brata.

- Nie rozmawiam z Dziwkami..! podniósł głos, i wziął gryza kanapki. 

- Carlos! chłopaki podnieśli głos. - Nie mów tak do Niej. odezwał się Kendall.

- Ok. powiedziałam. - Uspokójcie się, nie ma sprawy. - Może Ci kiedyś przejdzie, prędzej czy później. Przepraszam. Dziękuję za kolację. Wrócę nie długo.. 

- Gdzie idziesz? zapytała Ali. 

- Idzie się kurwić.. haha.. złowieszcy śmiech Carlosa. Nie powiem zabolało.

- Na świeże powietrze. dodałam i wyszłam.  

Udałam się do pobliskiego parku..















Długo rozmyślałam.. Chwilę później zauważyłam  Jade i Kate..
Podeszłam bliżej tak aby mnie nie zauważyły.. Usłyszałam ich dialog, więc postanowiłam to nagrać.. Jako dowód.

- Teraz to Nas popamiętają! śmiała się Kate.

- Ale jak to zrobimy? Przecież Nam się nie uda? stopowała Jade. 

- Damy radę, to przecież nie trudne. Niby do Nich wrócimy, zrozumiemy błędy. I zaufają Nam od nowa. tłumaczyła coś Kate. - Udamy że pod ich domem ktoś Nas napadł..

- ii.. I wtedy Nas przygarną, a potem zrobimy taką akcję, że Nas popamiętają. I będzie elegancko. zaśmiała się Jade. - Ale skąd weźmiemy dragi?? 

- Co?! One chcą ich wrobić w dragi? Przecież to nie legalne! Cicho.. Coś jeszcze mówią.

- hm? Eric ma znajomości.. 

- Ale to ich kumpel. 

- No i ? podniosła głos Kate. Już im więcej nie zaufa, jego też wrobimy.. haha. zaśmiała się szyderczo. 

A ja cicho wymknęłam się do domu, i chciałam powiedzieć to reszcie. Ale nie mogłam, bałam się że powiedzą Kate i Jade i będę miała problemy.. Załatwię to Sama..
Wróciłam do domu. Carlos siedział na kanapie i rozmawiał z kimś przez telefon. 

- Wszystko ok. (... ) - Dobrze. Co?! zerwał się z kanapy jak poparzony. (...) - Tak. O 14? Zrobimy coś do jedzenia. (...) - Pa. Kocham Was. 

- Coś się stało? zapytał James. 

- Rodzice jutro przyjeżdzają! spojrzał przerażony na mnie i ekipę. 

Nie bardzo się tym przejęłam, poszłam na górę do pokoju.. Ech. Co ja powiem Rodzicom? Nagle do pokoju wbiegł przerażony Carlos.. Podbiegł do mnie wziął mnie za rękę i powiedział.

- Nie nawidzę Cię, nie odzywam się do Ciebie.. Ale jutro o tym zapominamy. Tylko na jeden dzień! wykrzyczał mi prosto w twarz. - Rozumiesz ? 

- Tak. Co mam nie rozumieć. A co powiemy Rodzicom? zapytałam cicho, patrząc na brata.

- Nie wiem. Ja idę na razie! 

- Dobranoc, dobranoc.. 

Po męczącym dniu położyłam się do łóżka i zasnęłam. Jutro przyjazd Rodziców. Coś wymyślę, na pewno. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz