czwartek, 13 lutego 2014

Walentynkowa Jednorazówka ♥ .

Włączcie tą Piosenkę. -> http://www.youtube.com/watch?v=u1OdrFRXkxQ


Cześć. Jestem Rosalia Rose Moon. Mam 18 lat, mieszkam od urodzenia w Los Angeles.. Moi Rodzice to szychy w branży muzycznej. Tata jest producentem zespołów muzycznych w tym
Big Time Rush. Często Nas odwiedzają. Mama też ma do czynienia z muzyką. Mam z Nimi świetny kontakt. Lubię chłopaków, chodzimy do jednej szkoły. Lecz są w klasie wyżej ode mnie..
Ja? Ja od 5 lat jeżdżę na wózku inwalidzkim, miałam wypadek.. Ktoś mnie potrącił gdy wracałam do domu. Diagnoza? Wózek do kiedy? Nie mam pojęcia. Ale się boję..

Siedząc przy śniadaniu Rodzice zaczęli temat miłości.. Tak.. Dzisiaj Walentynki. Nie przepadam za Nimi.

- Rosalio. Dlaczego nic nie jesz? zapytała zatroskana Mama.

- Nie mam ochoty na nic. Mamo, mów do mnie Rose.  odpowiedziałam.

- Ale zrobiłam Twoje ulubione naleśniki. Zjedz coś Proszę.

- Nie dziękuję.. Będę się szykowała do Alberta.. odparłam i ruszyłam w stronę drzwi.

- Zadzwonię po chłopaków. Niech po Ciebie przyjdą. powiedział Tata.

Zaraz w drzwiach jak na zawołanie pojawili się chłopcy.

- Nie trzeba, nie róbcie ze mnie kaleki! Nienawidzę tego. Traktujecie mnie jak kalekę.. Którą i tak jestem. łzy stanęły mi w oczach. krzyczałam do Rodziców.

- Bell. podszedł do mnie Kendall. - Nie mów tak.

- Zamknij się! krzyknęłam prosto w twarz Blondynowi. - Nie widzisz że jestem uwięziona na wózku?! Naprawdę tego nie widzicie? krzyczałam do Nich. - Od 5 lat chodzę na rehabilitacje,
ale mi nie pomaga. Zgniję na tym! Będę stara, brzydka, i połamana. Bo nikt mnie nie zechcę! krzyczałam do Rodziców i przy chłopakach..

- Kochanie nie mów tak. przytulił mnie Tata. - Przepraszam że nie mogę dzisiaj Cię zawieźć do Alberta. Ale chłopcy z Tobą pojadą.

- Nie chcę nikogo widzieć, nigdy nie macie czasu ze mną jeździć! Mam tego dość..

- Skarbie.. Mama spojrzała na mnie zaszklonymi oczami.

- Rose.. chłopaki spojrzeli na mnie..

- Żałuję że wtedy, tamten kierowca.. przełknęłam ślinę..

- Rosalia! krzyknął Tata. Proszę.

- Żałuję że wtedy, tamten kierowca.. mnie nie zabił. Byście mieli święty spokój. Nikt by nie musiał się opiekować kaleką! krzyknęłam i oddaliłam się..

Lecz na mojej drodze stanął Kendall.

- Poczekaj. Nie mów tak, jesteś wspaniałą dziewczyną. Na którą ktoś czeka. chwycił mnie za rękę. Spojrzał mi prosto w oczy.. Rose.. Kocham Cię. Taką jaką jesteś. Chcę być z Tobą.

- Kendall.. To nie ma sensu, jesteś gwiazdą, a ja?

- Jesteś Rosalią.. Moją Rosalią! spojrzał mi prosto w oczy, nachylił się nade mną i mnie pocałował.. - Teraz mi wierzysz? Kocham Cię.

- Ja Ciebie też. uśmiechnęłam się.

- I wszystko jest w porządku.. uśmiechnął się Tata. - Możemy jechać do Alberta?

- Ale.. odparłam i spojrzałam na Rodziców.

- Żadnego ale, odwołam dzisiejsze spotkania. Pojedziemy tam razem.

Ucieszyłam się. I przytuliłam Rodziców.

- ekhm.. chrząknął Kendall. - Możemy jechać? zapytał i spojrzeli na Rodziców.

- Rose? zapytała z lekkim uśmiechem Mama.

- Dziękuję. Ale chcę aby w końcu Rodzice ze mną pojechali. Przepraszam. spojrzałam na chłopaków i pocałowałam Kendalla w policzek.

- Jasne. Widzimy się wieczorem. cmoknął mnie w policzek, i wyszli..

3 godziny później.

- Dobra. A teraz spróbuj iść sama. zarządził Albert. spojrzałam na Niego jak na wariata.. - Dasz radę.

- Boję się.. pojedyncza łza spłynęła mi po policzku.

- Rose.. Rodzice podeszli do mnie. - Kochanie. Już tyle lat, musisz dać radę. Wierzę w Ciebie. powiedział Tato.

- Skarbie. uśmiechnęła się nieśmiało Mama. - Już będziesz mogła chodzić, normalnie. Bez tego wózka. Jeszcze z kulami, ale dasz radę. Zrobisz przyjemność Kendallowi.

- Dobrze. Spróbuję. Ale się boję. spojrzałam przed Siebie. Przeszłam kilka metrów.

Rodzice mieli łzy w oczach, nawet Ojciec. Który nigdy nie płakał. Wzruszyli się bardzo.

- Mamo, Tato ! Ja chodzę! krzyknęłam z radości. Nie mogę w to uwierzyć! W głębi serca skakałam jak małe dziecko. - Chcę to pokazać Kendallowi!

- Albert. Dokonałeś cudu. podeszłam do Niego i mocno go przytuliłam.

Rodzice podziękowali chłopakowi, i pojechaliśmy do domu. W końcu mogłam normalnie chodzić. Zadzwoniłam do Kendalla. Nie odbierał. Próbowałam dalej. Zadzwoniłam do Loska..

- Cześć Rose. odebrał wesoły Latynosek.

- Wszystko w porządku. Jest gdzieś koło Ciebie Kendall ? zapytałam z nadzieją.

- Szykuję imprezę dla Ciebie.. krzyknął. - Pena! Ty głąbie! Miałeś nic nie mówić. ochrzanił go Schmidt.

- Widzę, że przeszkadzam. ściszyłam ton głosu.

- Kochanie.. usłyszałam ten ciepły głos. Już wiesz o imprezie. zaczął..

- O imprezie? zaśmiałam się. Nic nie wiem.

- Skarbie. Będę u Ciebie, o 18. Zapraszam Cię. Na imprezę. Zgadzasz się?

- Jasne. uśmiechnęłam się. - Mam dla Ciebie niespodziankę.

- Jaką? próbował to ode mnie wyciągnąć.

- Dowiesz się wieczorem..

Kilka godzin później.

- Mamo , Tato. zeszłam na dół. I jak ?

- Ślicznie wyglądasz. powiedzieli chórem.. O której będzie Kendall ? zapytał Tata z uśmiechem od ucha do ucha.

- Zaraz powinien być. spojrzałam na zegarek. - O już jest. Usiądę i pokaże mu że mogę chodzić. uśmiechnęłam się i usiadłam.

- Dobry wieczór. Czy jest Rose? Kendall kulturalnie przywitał się z Rodzicami.

- Rose. Ktoś po Ciebie. zawołała Mama.

Wzięłam kuple i powoli szłam. - Cześć. uśmiechnęłam się ciepło.

- Rose. szczęka mu opadła. Ty..

- Tak. Chodzę. Znaczy uczę się. uśmiechnęłam się. - To moja niespodzianka.

- Kochanie! Jestem szczęśliwy. Możemy iść? zapytał.

- Nie wrócę późno. Pocałowałam Rodziców na pożegnanie i pojechaliśmy.

Impreza była świetna.. Wszyscy się zdziwili. Że mogę chodzić. To moje najlepsze walentynki..

Oczami Kendalla.

Jak ja mogłem?! Jak to powiem Rose? Przecież mnie zamorduję! gadałem sam do Siebie.. Nagle do pokoju wszedł Pena z Alexą..

- Coś się stało? zapytała Alexa.

- Zabij mnie! krzyknąłem i schowałem twarz w dłoniach..

- Co się stało? zapytał Pena.

- Zakochałem się.

- To wiem. uśmiechnął się Carlos..

- Ale w Katelyn Tarver. Od jakiegoś czasu coś do Niej czuję.. Nie mogę okłamywać Rose.. Muszę jej powiedzieć.. odetchnąłem z ulgą..

Na dole..

- Mów mi gdzie jest ta świnia Schmidt! krzyczała prawdopodobnie Rose..

- Nie wiem, przysięgam. tłumaczył James.

Dosłownie w chwili Rose znalazła się u mnie w pokoju..

- Kendall! Jak mi to wytłumaczysz? pokazała mi gazetę a w Niej artykuł ' Kendall Schmidt z Big Time Rush. Znalazł Sobie nową dziewczynę koleżankę z planu serialu Katelyn Tarver. '
Co to ma być?

- Rose.. Ja przepraszam! podszedłem do dziewczyny lecz zostałem spoliczkowany.

- Nie odzywaj się do mnie! Z nami koniec. Idź do tej Katelyn.. Nienawidzę Cię! Nienawidzę. krzyknęła mi prosto w twarz i szybko wyszła z domu..

- Rose! Poczekaj, pobiegłem za Nią. Lecz wsiadła to taksówki i odjechała..

Kilka dni później..

Oczami Rose.

Zostawił mnie.. Nie mogę w to uwierzyć. Płakałam przez kilka dobrych dni. Postanowiłam zrobić jedno..

Kochani Rodzice.

' Piszę ten list żeby się pożegnać i podziękować Wam za to, że daliście mi życie. Proszę nie płaczcie, nie chcę abyście byli smutni. Pragnę żebyście myśleli tylko o pogodnych chwilach. 
Proszę żebyście zadbali o to, by na mój pogrzeb każdy przyniósł białą różę. Nie chcę czerwonych, chcę krystalicznie białe. Wiem nie byłam idealną wymarzoną córeczką, ale chciałam
taką być. Teraz jestem z Babcią i Dziadkiem. Oni się mną tutaj zaopiekują. Nie płacz Mamo proszę! Wiem ze to robisz, bądź silna. Tata się Tobą zaopiekuję. Będę za Wami tęskniła..
Dożyjecie pięknej śmierci, i spotkamy się tutaj za kilka długich lat. Bądźcie silni dla mnie Proszę! Kocham Was. '

Wybrałam numer do Kendalla.. Odebrał strasznie szybko..

- Rose.. Przepraszam. powiedział do słuchawki. - Rose. Słyszysz?

- Kendall. Przepraszam. szepnęłam.. Kocham Cię. Tak będzie najlepiej. szepnęłam..

- Co Ty robisz?! krzyknął do słuchawki.

- Kiedyś może mi przebaczysz. Kocham Cię. Będę czekała tam na górze. Żegnaj.. rozłączyłam się. podcięłam Sobie żyły.. Zobaczyłam światło. - Babcia, Dziadek. Jestem już z Wami.

Oczami Kendalla.

Zadzwoniła do mnie Rose.. Odebrałem mówiła nie zrozumiale..

- Kendall. Przepraszam. szepnęła.. Kocham Cię. Tak będzie najlepiej. szepnęła..

- Co Ty robisz?! krzyknąłem do słuchawki..

klik, połączenie zostało przerwane.

- Słucham? odebrała Mama Rose.

- Rose coś zrobiła Sobie.

- Ale.. Mama Rose zatrzymała się. - Kendall. Jedź do Nas do domu. I w razie czego wezwij karetkę..

2 godziny później..

- Państwa córka podcięła Sobie żyły, niestety przyjechaliśmy za późno.. powiedział lekarz.

- Niemożliwe.. Mama Rose zaczęła płakać. Ojciec też.

Stałem jak wryty. Przeczytali list..

Pogrzeb Rose. 14.02.2014 r.

Tak. Dzisiaj zostałam pochowana. Widziałam jak wszyscy płaczą. Rodzice, Przyjaciele, Nawet kilku Nauczycieli ze szkoły.. I Ty. Ten który zmarnował rok mojego życia. Nienawidzę Cię za to, ale z jednej strony kocham i nie mogę zapomnieć tego co Nas łączyło. Gdybym mogła to teraz wszystko cofnąć, nigdy bym nie powiedziała że go kocham.. Mamo. Musisz być silna, już nigdy nie poczuję jej matczynego ciepła. Nie będę mogła przytulić się do Taty. I powiedzieć im że bardzo ich kocham, i żałuję tego co zrobiłam. Nigdy już nie poczuję, ciepłego słońca, lekkiego wiatru który rozwiewał moje włosy, i bryzy morza nad które tak lubiłam jeździć jako mała Dziewczynka.

- Dzisiaj żegnamy Rosalię Moon. zaczął Ksiądz...

Wszyscy rzuciliśmy białe róże tak jak chciała, płakałem ja i chłopaki. Było Nam smutno.. Jak Ona mogła?
Poczułem lekki dotyk, ciepły oddech..
- Rose.. ściszyłem ton głosu. - To Ty? spojrzałem na trumnę, była otwarta.

- Kendall ! Pomóż mi! Ja nie chcę umierać! Słyszysz mnie?!! krzyczałam jak najgłośniej mogłam. Lecz On chyba tego nie słyszał.. - Pomóż mi proszę! krzyczałam ile sił w płucach..

- James.. szturchnąłem lekko kumpla. Czujesz?

- Co mam czuć? zapytał ze zdziwieniem..

- Moment.. ściszyłem ton. Rose. Jeżeli mnie słyszysz, zrób to samo. Niech poczują.. Błagam. James powiedział to chłopakom. Oni jednak nic nie poczuli.. - Rose. Wiem że gdzieś tam jesteś. Kochanie. Trzymaj się, będę przy Tobie.. Już nie długo. Obiecuję.


Kilka lat później..

' Przepraszam Was. Nie chciałem.. Kocham Rosę. Chcę z Nią być! Już na zawsze. Nie opuszczę jej, już nigdy..! Przepraszam Was chłopaki, Rodzice. Kocham Was '

- Dzisiaj żegnamy Kendalla Francisa Schmidta... ponownie powtórzył to Ksiądz..

Oczami Rose i Kendalla.

- Widzisz? Obiecałem Ci. szepnąłem do Rose. - Obiecałem że będę z Tobą już na zawsze.

- Nie musiałeś tego robić. Widzisz jak wszyscy tutaj płaczą? Nawet chłopaki, którzy wydawali się być tacy twardzi. Spójrz na Carlosa.. Jest taki załamany. A James? Nawet nie ułożył włosów, zmienili się.. Nawet Logan który zawsze wszystkich pocieszał, sam musi Sobie dać radę.. Jak mogłeś im to zrobić? spojrzałam na Blondyna. Widzisz jak cierpią?

- Rose.. Zrobiłem to dla Ciebie! Zrozum mnie. Chciałem być z Tobą. powtórzyłem i pocałowałem ją w jej zimną lodową dłoń..

- Ale przez to cierpią chłopaki! Jak mogłeś im to zrobić?! Pomyślałeś chociaż przez chwilę o Nich? Byłeś podstawą tego zespołu, a teraz? Ja to będzie wyglądało. Chłopaki się rozejdą, i zapomną o Nas.

- Nie nie zapomną. Znam ich, i wiem.. Oni zawsze będą w moim sercu. W moim mrocznym, zimnym zlodowaciałym sercu.. powiedziałem i przytuliłem wybrankę. Musimy już odejść.. szepnąłem i mocno przytuliłem Rose..

Kendall został pochowany razem z Rosalią. Ich uczucie będzie trwało wiecznie, tak jak tego chcieli. Historia krótkiej lecz prawdziwej miłości. Ich dusze, błąkają się po całym świecie. Lecz zawsze wracają w to samo miejsce. Gdzie narodziła się ich miłość..


Moja pierwsza jednorazówka, nie jest może jakaś świetna, ale chociaż się trochę starałam.
Proszę o SZCZERE komentarze. Nawet jak mają być negatywne, to i tak chętnie przeczytam.. :). Z góry Dziękuję! Miłych walentynek ;* .

1 komentarz:

  1. Aha. To jest świetne. Nareszcie ktoś skończył inaczej niż jakby szczęsliwe sie by to dla wszystkich skończyło ♥

    OdpowiedzUsuń