czwartek, 27 marca 2014

Part 15 .

Los Angeles.


Oczami Belli. 

W końcu dotarliśmy do słonecznego Los Angeles. W końcu w domu! Cieszyłam się jak dziecko, gdy mogłam zobaczyć Pyszczki moich Przyjaciół. Jaki pierwsza rzuciła mi się Ali.

- Bell! - usłyszałam krzyk biegnącej Ali. - Jak ja się stęskniłam, nie wyobrażasz Sobie tego. Mam wiele ciekawych informacji.. - uśmiechnęła się złowieszczo. Lecz wiedziałam że mamy je w garści.

- W końcu! - krzyknął Loggie i Kendall. - podeszli do mnie i o mało co mnie nie udusili! - Tak było cicho, bez waszych wrzasków. Znaczy Twojego, Losa i Jamesa.

- Spoko. Już się pogodziliśmy. - uśmiechnął się Los i przybił mi piątkę. - Gdzie jest Jade? - zapytał rozglądając się po pokoju.

- Na pewno na górze, przegląda pisemka.. - odparła Alice, łapiąc za rękę Bell. I ciągnąc ją do kuchni.

- Co jest? - zapytałam Przyjaciółkę. - Słuchaj, tego. - puściła mi nagranie, na którym było słychać tamte dwie Suki.. - O nie! - krzyknęłam cicho. - Wydrapię im oczy, i uduszę te wstrętne, wymalowane i sztucznie robione Ździry!

- Opanujmy się, jeszcze nic nie zrobiły..  - powstrzymywała mnie Ali. - Jak zrobią, to wtedy pogadamy.. - Chodź przyrządzimy jakiś obiad.. - poszłyśmy zapytać się chłopaków co chcą dobrego.

- Spaghetti! - krzyknął Loggie. - Ale takie z prawdziwego zdarzenia.

- Jasne. - odparła Ali która wzięła torbę, i zaprowadziła mnie do jednego z Włoskich sklepów.

Weszłyśmy do środka, i od razu można było poczuć się jak we Włoszech. Tu wszystko było prawdziwe: makaron domowej roboty, świeże warzywa, soczyste owoce, pomidory na sok, niesłychany wybór wędlin i serów, które można było wąchać, smakować i przebierać, a potem przyrządzić z nich królewskie dania. Długie bochenki włoskiego chleba,  które niosło zapach po sklepie. Butelki różnych doskonałych win kołyszących się w koszach. Kupiłyśmy potrzebne Nam produkty, i udałyśmy się jeszcze do pobliskich delikatesów aby kupić coś słodkiego. Zapach świeżego chleba i salami mieszał się z dymem tytoniu i silnym aromatem kawy z ekspresu, dolatującym z pobliskiej kawiarenki. Wróciłyśmy do domu i zaczęłyśmy przygotowania do naszego obiadu lub kto jak wolał do kolacji. Po godzinie wszystko było gotowe..

- Kolacja! - krzyknęła Ali. Kolacja! - Powtórzyła ponownie. A nasze głodomory, w trybie natychmiastowym znaleźli się w kuchni.

- Nie musisz dwa razy powtarzać. - oburzył się Loggie, i cmoknął Ali w policzek.

- Ale nie chcieliście przyjść. - powtórzyłam. - Siadajcie, napracowałyśmy się z Alice więc życzę smacznego.

- Też mi dużo pracy.. - parsknęła Jade.

- Jak uważasz że pójście po zakupy, przyniesienie toreb do domu i zrobienie kolacji to mało.. - ciągnęłam przemówienie. - To zrób coś sama, a nie siedzisz i czytasz kolorowe gazetki.. - oburzyłam się.

- Nie muszę, nic robić. Nie jestem kurą domową. - odprysnęła się.

- Słuchaj Laleczko! - podniosłam głos.. - Mieszkasz tutaj jak inni więc jakbyś ruszyła swoje cztery litery, to nic by Ci się nie stało! - krzyknęłam i czekałam na jej głos.

- Laleczka.. Na więcej Cię nie stać? - zaśmiała się.

- Ech.. Jak chciałaś zabłysnąć to było, się brokatem posypać.. - dodałam. Wylecisz stąd prędzej niż myślisz..

- Słuchaj.. Jade chciała coś dodać, lecz jej przerwałam.

- Stul mordę Dziwko, i uszanuj to że ktoś dał Ci jeść.. ! A jak w ciągu 2 minut nie zamkniesz japy, to ostrzegam że następnym razem nie będziesz miała czego otwierać! - krzyknęłam i zaczęłam do Niej się zbliżać, ale James powoli do mnie podszedł i odciągnął mnie od Niej. - Zrobię Ci z twarzy, taką jesień średniowiecza że nikt nie będzie w stanie jej poprawić i doprowadzić do stanu używalności.. - I w chwili wszedł Carlos. - Więc życzę smacznego Jade. -  uśmiechnęłam się i usiadłam do stołu.

- oo.. Jakie to słodkie. - uśmiechnął się. - Bell i Jade się dogadują. W końcu, dobra siadajmy. Smacznego.

Atmosfera kolacji, przebiegła w wielkiej ciszy, po kolacji posprzątałam i wyszłam na dwór z kieliszkiem wina. Na dworze robiło się szaro, drzewa poruszały się lekko jak w tańcu, niebo nabierało koloru purpury, słońce powoli schodziło za horyzont.. Powietrze było chłodniejsze, lecz lubiłam ten chłód, idealny spokój i lekko mrok. Panowała idealna cisza, do przemyśleń..

- Kochanie.. - James podszedł do mnie od tyłu, złapał w pasie i położył brodę na moim ramieniu. - O czym myślisz? - zapytał całując mnie czule w szyję.

- O nas, o Carlosie i o tym wszystkim. - westchnęłam.

- Chodź do domu, robi się chłodno. - Jamesa zarzucił na mnie swoją bluzę, prze siąknęła jego zapachem.. Zaciągnęłam się jak dymem i stałam tak dalej. - Bell, chodź. Bo się przeziębisz. - nalegał.

- Zaraz przyjdę. - odwróciłam się i cmoknęłam go w policzek. - Zaraz będę, nie martw się. Nigdzie nie ucieknę. - zaśmiałam się.

- No dobrze. odparł James i udał się w stronę domu..

Ja, postanowiłam zadzwonić do Mamy.. Dawno z Nią nie rozmawiałam, stęskniłam się.

Rozmowa telefoniczna. 
Mama - Słucham? - w słuchawce odezwał się ten stęskniony głos.
Bell - Mamo.. - uśmiechnęłam się. - Jak dobrze Cię słyszeć!
Mama - Kochanie Ciebie też. Coś się stało? - moja Rodzicielka jak zwykle zmartwiona.
Bell - Nie. Już nie można zadzwonić do własnej Matki.. - oburzyłam się. - Zawsze się musi coś stać!
Mama - Bella, wiesz że ja zawsze muszę wiedzieć czy coś jest na rzeczy i coś mi się zdaję że są jakieś kłopoty.. - słychać było w jej głosie dociekliwość.
Bell - Nie.. - próbowałam ją odciągnąć od tej rozmowy. Ale na marne. - Byłam w Polsce u Elizy. Strasznie się z Nią stęskniłam. Macie pozdrowienia z Ojcem.
Mama - Co?! - kobieta podniosła głos. - Jak mogłaś?! Mogło coś Ci się stać! - krzyknęła ponownie.
Bell - Ale nic się nie stało, jestem cała i zdrowa. Carlos i James po mnie przyjechali. - próbowałam uspokoić kobietę. - Nie musisz się o nic martwić.
Mama - James? - zdziwiła się.
Bell - Właśnie. Jestem z Jamesem. Cieszysz się? - zapytałam z nadzieją.
Mama - Skarbie. Cieszę się, ale uważaj na Niego. Jest przystojnym młodym chłopcem, i ma dużo fanek. A Ty? Jesteś młodą, piękną Kobietką.
Bell - Mamo.. - zaczęłam spokojnie. - Właśnie planuję wydać swoją własną płytę. - uśmiechnęłam się w duchu. - Cieszycie się?
Mama - Jak najbardziej Kochanie. Mam strasznie uzdolnione dzieci. Muszę już kończyć, Tato wrócił z zakupów i robi Nam romantyczną kolację. - ucieszyła się. - Pozdrów tam wszystkich i uściskaj ode mnie Carlosa i Jamesa. Kocham Was.
Bell - My Ciebie też, na pewno to zrobię. papa.

Ach.. Dobrze było usłyszeć Mamę. James miał rację, robi się zimno idę do domu.. Mam nadzieję że Jade będzie siedziała cicho, i się nie odezwie.. Niestety ale się przeliczyłam wchodząc do środka..

- O proszę! - krzyknęła Jade i wskazała na mnie palcem. - To Ona!

- Co ja? Można jaśniej? - spojrzałam na wściekłą Jade. - O co Ci chodzi? - byłam zdezorientowana..

- To Ty! Ty to zrobiłaś - ciągle krzyczała i gestykulowała coś rękami. - Ty doprowadziłaś mnie do takiego stanu! - odwróciła się, i jej twarz była spuchnięta.

- Ja.. ? - nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. - Gdzież bym śmiała. - spojrzałam na Jade i zakryłam usta dłońmi, tak aby nie śmiać się za głośno.

Jej twarz wyglądała strasznie, na twarzy wysypkę, spuchniętą twarz i częściowo nie mogła poprawnie mówić, bo złapał ją jakiś skurcz.. Na szczęście nie było to nic groźnego, musiała wziąć zastrzyk i wszystko wróciło do normy. Wyglądała nie miłosiernie strasznie.. Przy tym strasznie sepleniła..

- Pses Ciebie strasnie wyglądam. - mówiła strasznie niezrozumiale. - Srobie Ci ksywdę! - próbowała to wykrzyczeć. - Sabije Cię. Carlos szybko biegnij, po moj zastsyk! Nie mogę tak wyglądać.

Carlos niczym sługa Pański pobiegł do pokoju i Jade, mogła już zrobić Sobie zastrzyk.. Po kilku minutach wyglądała lepiej, lecz od razu poszła na górę z Carlosem.. I tyle było ich widać..

- No zrobiło się już późno. - powiedział James. - Jestem strasznie zmęczony. - objął mnie ramieniem, pocałował z czoło i zabraliśmy się na górę.

- Dobranoc.. - krzyknęłam do znajomych i zniknęliśmy na schodach.

- Kochanie, wiem że po tym jak zaczęliśmy ze Sobą być. Co prawda zapytałem Cię o to przez Internet, ale chcę Ci to wynagrodzić. - uśmiechnął się i usiadł na przeciwko mnie. - Bell. Zapraszam Cię jutro na randkę. Tylko Ty i ja. Zgadzasz się? - zapytał z nadzieją.

- Tak. A gdzie i o której? - spytałam aby się dowiedzieć, co mnie czeka.

- Skarbie.. Zobaczysz wszystko jutro. Powiem Ci tylko tyle, weź jakieś ubrania na zmianę i o 18 widzę Cię pod domem. - cmoknął mnie w policzek i poszedł do łazienki się wykąpać.

- Ja zrobiłam to samo w drugiej łazience, po 30 minutach wróciłam a James? James już leżał w łóżku, czekając na mnie.. Nasz pierwsza wspólna noc, którą spędzimy razem. Wtuliłam się w jego tors i zasnęłam niczym Małe Dziecko..

Następnego dnia. 

Oczami Jamesa. 

Otworzyłem oczy, słońce zaglądało mi do... Oczu. Przeciągnąłem się, spojrzałem na zegarek. O cholera! Przekląłem w myślach, przecież to już 10. Jak dłużej będę leżał, to na pewno się nie wyrobię.. Cholera. Pobiegłem szybko wziąć prysznic, wskoczyłem w jakieś ciuchy i cicho zszedłem na dół. Machnąłem na szybko kanapkę, i zdążyłem jeszcze zrobić coś dla Bell. I ruszyłem wszystko załatwiać. Aby było gotowe na 18. Pojechałem do hotelu, zamówić pokój i przy okazji śniadanie do łóżka. Żeby było romantycznie. Zanim się obejrzałem, była 11. Szybkim krokiem udałem się do samochodu, i pojechałem na plaże wszystko ustawić.. Zleciało mi to około 3-4 godzin. Lecz miałem kilku pomocników. Musiałem zajechać, jeszcze po kilka ważnych elementów.. Świece, kwiaty, kilku muzyków którzy za niewielką opłatą mogli Nam grać przy kolacji. Mam nadzieję że Bell się spodoba. Cały dzień spędzę poza domem, w studio. Mam nadzieję że Martin mnie nie ochrzani za to małe spóźnienie. Dzisiaj w sumie tylko zdjęcia. Więc nie liczę na dużą lipę..

Oczami Bell.

Godzina 11, a Jamesa nie ma.. Pewnie wyszedł do pracy. Ech. Takie to życie, będziemy się teraz mijać, jak ja zacznę nagrywać płytę, to wcale nie będziemy się ze Sobą widzieć. Może tylko wieczorami i to tyle nie wiem czy się uda. Wstając zauważyłam kartkę zapewne od Jamesa, ze wskazówkami dotyczącymi randki.


' Skarbie. Wiem że jeszcze śpisz, więc nie chciałem Cię budzić, w lodówce czeka śniadanie. Kocham Cię ;* ' 

Słodziak z tego Maslowa, zrobił mi śniadanie.. Ech. Już bym chciała się z Nim zobaczyć. Dobra, nie ma co. Dupa do góry i pod prysznic. Następna kartka.

' Proszę Cię.. Użyj dzisiaj tych perfum, uwielbiam ten zapach na Twojej szyi ' .

 Zauważyłam pudełeczko z perfumami Playboy Play it Lovely. Ach.. Romeo. Dobra. Nie ma co marzyć. Wzięłam szybki prysznic, i zeszłam na dół.

- Cześć. - przywitałam się z Ali, Loganem i Carlosem. - Widzieliście Jamesa? - zapytałam .

- Cześć. Wyszedł z domu, jakąś godzinę temu.. - wytłumaczył Carlos. - Mówił że musi coś pilnego załatwić. - rzekł i wziął łyk soku.

- aa. A wy dzisiaj nie w pracy? - zapytałam z iskierką w oku.

- Damy rade. O to się nie martw. - zaśmiał się Loggie. - Ale czas już wyruszać w drogę.

- Właśnie Bell. - odezwał się Carlos. - Słuchaj. W Twoim śniadaniu w lodówce była jakaś kartka, więc ją wyrzuciłem. - uśmiechnął się szeroko.

- Carlos.. - westchnęłam głośno.

- Co? - zapytał.

- Ech.. Dzisiaj od rana James ciągle zostawia mi jakieś karteczki, bo zabiera mnie na randkę. - powiedziałam spokojnie. - A teraz nie wiem, co tam było napisane. - lekko się zdenerwowałam.

- Sorry. - uśmiechnął się lekko. - Ale mogę Ci powiedzieć co tam było. - zadowolony z Siebie zaczął mówić. - ' Kochanie. Przepraszam że nie podałem Ci śniadania do łóżka, ale strasznie się śpieszyłem i nie zdążyłem. Ale obiecuję że to nadrobię. Kocham Cię. ' - Dziękuję za wysłuchanie. Musimy już lecieć. - pa Siostra.

- No pa.. - pomachałam mu. I poszli do pracy. A my z Ali zostałyśmy same. - James mnie przeraża.. - zaśmiałam się. - To jak? Śniadanie? - zapytałam Przyjaciółkę.

- Ok. uśmiechnęła się.

 Kilka godzin później. 

- Nie wyrobię.. - krzyczała Ali.

- Ty? - spojrzałam z wytrzeszczonymi oczami na dziewczynę. - To ja się boję.. - Pomożesz? Bo nie dam rady..

Alice układała mi fryzurę, w sumie to zwykłe fale.. Ale się napracowała. Efekt moim zdanie był naprawdę świetny.

 - Jak myślisz, spodoba się Jamesowi? - zapytałam z nadzieją.

- Oczywiście. - uśmiechnięta Ali, wieczna optymistka. - Jak chłopaki Cię zobaczą padną, a Jade? Umrze z zazdrości. - wyszczerzyła ząbki Al.

- I tak ma być! - zaśmiałyśmy się z Al. I zaczęłam się ubierać

Założyłam ten strój.



Oczami Alice.

Zeszłam na dół, byli już tam chłopcy, oraz Jade i Kate. Które śliniły się na widok chłopaków.. Nie, nie. Przepraszam. Na widok ich napchanych portfeli, dzisiaj dzień wypłaty. Więc chłopaki się cieszą, a Żmije otoczyły ich jak stado wygłodniałych sępów. Żerują tylko ja ich portfelach, nic do nich nie czują. Ich ' Kocham Cie ' oznacza tylko tyle co ' Kocham Twój portfel, i Twoje pieniądze ' . Nie rozumiem takich ludzi, jakie to szczęście że mam Bell.

- ekhem.. - próbowałam ich uciszyć.. - ekhem.. spróbowałam ponownie, lecz Żmije nie dały dojść nikomu do słowa.. Spokojna ja, musiałam w końcu podnieść głos. - Cholera! - krzyknęłam. - Możecie mnie chwilę posłuchać? - zapytałam towarzystwa.

- Jasne. - odparł Carlos spoglądając na mnie.

- Więc.. Bell wybiera się dzisiaj na randkę z Jamesem, i chcę abyście powiedzieli czy dobrze wygląda. Możecie? - zapytałam kulturalnie.

- Oczywiście. - odparli z szerokim uśmiechem.

- Bell..! - krzyknęłam. - Chodź do Nas.

- Ok. - usłyszałam z góry delikatny głos Bell.

Bella, schodziła ze schodów gdy już zeszła wszystkim nawet Żmijom opadły szczęki.

- No, no Siostrzyczko. - odparł lekko w szoku Carlos. - No.. no. - odezwał się.

- Zaciąłeś się? - zapytałam z lekkim uśmiechem.

- wow.. - odezwał się Kendall.

- Podoba się? - zapytała nieśmiało Bell.

- I to jak.- uśmiechnął się Schmidt.

- Dziękuję. - uśmiechnęła się.

Pod dom zajechał James. Było słychać, po pisku opon. Do Bell zadzwonił telefon.

- Już moja pora.. Idę, pa. Kocham Was. - Bell pomachała Nam, i poszła. A my? Podbiegliśmy do okna, wszyscy oprócz Jade która rozmawiała z Kate i krytykowała Bell..

Wiem, wiem że za każdym razem gdy dostajecie link z każdym nowym rozdziałem proszę o szczere komentarze. Ale proszę Was zostawcie nawet jedno Szczere słowo, pod nową notką bo dzięki Wam mam wenę i mogę pisać dalej.

Kocham Was ! Anonimki także  .  

http://ask.fm/shoockova <- Zapraszam ! Pytania, sugestie, i reszta

czwartek, 13 marca 2014

Part 13.

Oczami Jamesa. 

Wstałem z ogromnym bólem głowy, chciał czy nie chciał musiałem wstać. Na szczęście dzisiaj mamy wolne, jak i do końca tygodnia.. Martin musiał wyjechać gdzieś w ważnych sprawach, więc wolne i bardzo się cieszę..

Oczami Carlosa. 

Nie miałem największej ochoty aby wstawać, ale prysznic sam się nie weźmie. Poszedłem do łazienki, spojrzałem na swoją twarz.. Masarka. Może nie powinienem tak naskakiwać na Jamesa. Ale jest z Bellą! Co a idiota.. Ech. Niech będzie przeproszę go, a swoje zdanie o Belli zachowam dla Siebie..

James i Carlos.

Pójdę go przeproszę! Otworzyłem drzwi i udałem się pod drzwi kumpla..

- James. - westchnąłem.

- Carlos. -  westchnąłem.

- Chciałem Cię przeprosić. Nie powinienem tak na Ciebie naskakiwać.. Ej! Mówimy w tym samym czasie?! Może przestańmy..

 Oczami Carlosa.

- Stary, od zawsze jesteśmy kumplami, i nie chcę aby ktokolwiek Nas poróżnił.. Nawet moja siostra. Więc Przepraszam. Na pewno nie szybko, pogodzę się z Bell, ale życzę Wam szczęścia.. -  odetchnąłem w ulgą.

Oczami Jamesa.

- Carlos. Ja i Ty to najlepsi Przyjaciele, wiem że może nie zawsze się ze Sobą zgadzamy, ale naprawdę kocham Twoją siostrę. I chcę z Nią być. Przepraszam że tak zareagowałem. Ale nie pozwolę aby ktoś krzywdził osoby na których mi zależy. Przepraszam Stary.. -  wydukałem i już wszystko wróciło do normy.

Poszliśmy na śniadanie, a tam siedział załamany Kendall.

- Siema ! -  krzyknąłem z bananem na twarzy, lecz po chwili uśmiech zszedł gdy tylko zobaczyliśmy zdołowanego Schmidta. - Coś się stało? -  zapytałem.

- Proszę.. -  Masz czytaj..

Podał mi kartkę, na której był napisany krótki list..

" Kendall. Przepraszam ale tak musi być, nie chcę Cię dłużej okłamywać.. Spotykam się z kimś innym. Z Tobą byłam tylko dla sławy, prezentów i reszty. Chciałam się tylko przy Tobie wybić na wyżyny, zaczynam karierę aktorską, już nie jesteś mi do niczego potrzebny. hm? Buziaki? Tak. Gorące i namiętne całusy ;**. " 
Księżniczka! 

- Szczerze powiem, trochę mnie to zaszokowało.. - spojrzeliśmy na Siebie z Losem. A potem na Kendalla.

- Co? -  podniósł głowę zza szklanki. - Coś nie tak?

- Nie.. - Ale idź się wykąpać, zrób włosy, ubierz się i idziemy na miasto! - krzyknął uradowany Los.

- Nie chcę mi się, mam doła.. - posmutniał.

- To go zakop. Ruszaj swój wielki tyłek i chodź! krzyknąłem aby podnieść kumpla na duchu.

- Serio? spojrzał na mnie z miną zbitego szczeniaka.. - Serio mam wielki tyłek?! jego mina była bezcenna.. - Świetnie. Dziewczyna mnie rzuciła, kumple mówią że śmierdzę i do tego mam wielki tyłek. - Ech.. Moje ciężkie życie. -  Chodź mój wielki tyłku, idziemy się ogarnąć.

Kendall Sobie poszedł a ja poważnie pogadałem z Carlosem..

- Dopóki nie ma Kendalla, to może pogadamy?

- Jasne.O czym tylko chcesz. pokiwał głową Los. - Soku? zapytał.

- Spoko.

- To o czym chcesz rozmawiać? - zapytał z nie tęgą miną..

- O kim raczej, o kim. O Bell. Może byście się w końcu pogodzili? - chciałem delikatnie zacząć.

- Nie ma mowy. - odpowiedział Pena i wziął kanapkę do ust. - Nie po tym co mi zrobiła. Nie chcę z Nią gadać, dla mnie nie istnieje..

- No ale to Twoja siostra. Może byście porozmawiali chociaż. - próbowałem mu to przetłumaczyć.

- Nie! Nie mam ochoty.. - zmrużył oczy i wziął łyk napoju. - Znasz moje zdanie o Niej..

Kilka godzin później. 

Wszyscy byli gotowi do wyjścia.

- To gdzie idziemy? - zapytał Loggie.

- Hm? Zdajcie się na mnie. - uśmiechnąłem się szeroko i wyszliśmy..

Po 30 minutach byliśmy na miejscu. Trafiliśmy do nowo otwartego klubu Star Dance. Muzyka grała, drinki się lały, a Kendall był jeszcze trochę smutny ale pewnie nie długo się rozluźni.

- To jak ? Po drinku? - zapytałem aby rozluźnić atmosferę.

- Ok. -  uśmiechnęli się wszyscy.

Poszliśmy do stolika, usiedliśmy. I mogliśmy pogadać, do stolika podszedł Eric.

- Cześć Wam! Co tutaj robicie? - zapytał i przywitał się ze wszystkimi.

- Cześć. Przyszliśmy z Kendallem, bo zerwał z dziewczyną. - wytłumaczyła spokojnie i z lekkim uśmiechem Ali.

- Ken.. Tego kwiatu jest pół światu. Nie martw się, znajdziesz kogoś. - Sorry, to moja koleżanka Lisa. Modelka, i grała w kilku filmach.

- Cześć Wam. Miło Was poznać, jestem waszą fanką. A szczególnie Twoją James.. -  podeszła do mnie i pocałowała mnie w policzek.

- Sorry, ale jestem zajęty. Mam dziewczynę. Więc nici z tego. - uśmiechnąłem się tylko i odsunąłem od dziewczyny.

- Oj tam. Ale mały flirt nie zaszkodzi.. -  szepnęła mi na ucho.

- O.. Patrzcie Martin tam jest! -  krzyknął Carlos. - Moment. Ale miał gdzieś wyjechać.

- Może wrócił wcześniej? - odezwał się Loggie. - Machnijcie mu, może Nas zauważy?

- Jasne. - zatwierdziłem.

Po krótkiej chwili Martin Eva byli u Nas przy stoliku.

- Cześć, siema. Wyjazd mi odwołali, i zostałem. Ale i tak macie wolne. -  uśmiechnął się i zamówił drinka.

- oo. To dobrze. Bo musimy naprawić Kendalla. - westchnął Logan i spojrzał na Kendalla.

- Co mu się stało? - zapytała Eva.

- Dziewczyna z Nim zerwała, i jest w dołku. - wytłumaczyła jej Ali.

- Oj. Biedny Kendallek. - podeszła do Niego Eva, i przytuliła.

- To mamy nowy romansik. - zaśmiał się Carlos.

Kilka drinków, i zaszumiało w głowie chłopakom. Lecz ja i Ali nie piliśmy, żeby doprowadzić chłopaków do domu.. Impreza się raczej udała. Eva bardziej zaczęła podrywać Kendalla, i chyba mu to się podobało. Bo nie miał nic przeciwko temu, albo był tak bardzo pijany że nic nie pamiętał.. A Lisa próbowała się coraz bardziej do mnie kleić.

Następnego dnia rano.

Oczami Kendalla.

Nie bardzo pamiętam, co się wczoraj działo. Ale wiem że głowa to mi chyba zaraz pęknie.. Nie wiem ile wypiłem, ale musiało być dużo.. Idę wezmę prysznic, może obudzę się bardziej i to coś pomoże..

Tymczasem na dole.
Oczami Jamesa.

- Więcej nie piję. Nie wiem, ile wypiłem tych wynalazków.

- Co się dzieje Mały? - wszedłem do kuchni właśnie.

- Stary.. Nie krzycz, głowa mi pęka. Nie piję więcej żadnych wynalazków.

- Jasne, każdy tak mówi. zaśmiałem się i podałem kumplowi tabletkę. - Weź tabletkę, i może Ci przejdzie.

- Ok.

- Możemy pogadać? Tak szczerze? - zapytałem Losa.

- Jasne. - odparł i zaczął pić wodę..

- Może się pogodzisz z Bell?

- Nie, na razie nie. To że jest moją siostrą to nie znaczy że mam z Nią gadać. Przez to co mi zrobiła, możemy trochę pomilczeć.. Znasz moje zdanie o Niej. Ale życzę Wam szczęścia.

- Dobra.. A Ty w ogóle wiesz gdzie Ona jest?! - zapytałem stanowczo.

- W pokoju, albo w studiu. Może nagrywa jakiś nowy kawałek. - odparł lekkomyślnie.

- Nie.. Jest w Polsce. - poprawiłem kumpla.

- W Polsce?! Żartujesz chyba?!! Nie może tam być! Musimy ją stamtąd zabrać jak najszybciej. -  Carlos przejął się tym nie na żarty.

- Dlaczego? Jest u.. Czekaj. Alice mówiła że u Elizy? Czy jakoś tak. To co ma być źle? - przestraszyłem się.

- Słuchaj.. Rodzice zabronili mi mówić to komukolwiek.. Ale że jesteś jej chłopakiem, to Ci powiem..

Nie powiem, zrobiło się gorąco.. A to co powiedział Carlos przestraszyło mnie nie na żarty..

- Byliśmy mali, miałem niespełna 9 lat, może 10.. Pojechaliśmy do Polski z Rodzicami. Jeździliśmy tam zazwyczaj w każde wakacje, do Elizy. Ale któregoś wakacyjnego dnia. Wybraliśmy się z Rodzicami na wycieczkę..

- I co? Ktoś próbował skrzywdzić Belle? Czy jak? - próbowałem się wszystkiego dowiedzieć.

- Słuchaj dalej.. To się dowiesz. Była tam jedna Kobieta miała około 22 lat, która bacznie się Nam przyglądała.. Ja, Bella i Eliza postanowiliśmy się tam przejść. Jeden mały psiak był przywiązany do drzewa przy sklepie. Więc poszliśmy, chcieliśmy go odwiązać. Gdy to Nam się udało, przyszła ta kobieta.. Pozwoliła Nam się z Nim pobawić, i nikt nie wie jak. Ale w pewnym momencie gdy się odwróciłem tylko na minutę zobaczyłem że po Psie i Belli nie ma ani śladu.. Więc szybkim krokiem, pobiegłem do Rodziców i powiedziałem im tą historię.. Przez kilka dni, nikt nie mógł znaleźć Małej.. W końcu po 2-3 tygodniach policja ją znalazła.. Ale była w masakrycznym stanie. Pobita, wygłodniała i wyglądała naprawdę źle. A tą Klientkę jak tylko znaleźli to powiedziała że jej dziecko umarło i mści się na wszystkich..

Ciary mnie przeszły, gdy tylko Carlos to opowiadał.. - Ale Ona może jej już nie pamięta? - spytałem Losa.

- Pamięta.. Bo zapamiętała jak ma na nazwisko, więc się zemści.. I chodź z Nią nie rozmawiam to nie chcę aby coś jej się stało.. -  Carlos naprawdę przejął się losem Bell.

- Musimy po Nią jechać.. I to szybko. Bo jak coś jej się stanie, to Rodzice mnie zastrzelą.. Martwię się o Nią ale i tak nie będę z Nią rozmawiał..

- Ok. Biegnę zabukować bilety, na najbliższy lot do Polski.

- Jasne..

Carlos szybko zrobił to co potrzeba, najbliższy samolot był około 11. Znajdziemy jakiś bliski hotelik, zdrzemniemy się i pojedziemy po Bell..

- Dobra. Już wszystko jest. Pójdę jeszcze zawiadomić, chłopaków i powiem im że mamy szybki i ważny wyjazd. mówił rozhisteryzowany Carlos. Po chwili, zbiegł na dół, i pojechaliśmy na lotnisko..

piątek, 7 marca 2014

Part 14.

Oczami Belli. 

Siedziałam na łóżku jeszcze w ręczniku, zegarek wskazywał 10.15, nie chciało mi się nic.. Kompletnie. Podniosłam tyłek z łóżka, i poszłam się ubrać do łazienki..
I zeszłam na dół, aby przygotować śniadanie. Na stole leżał liścik.
' Dziewczyny jak wstaniecie, to idźcie po zakupy ja musiałam iść do pracy. Wujek wróci dzisiaj po południu, więc zróbcie jakiś obiad. Pieniądze są w puszce obok lodówki. Kocham Was. '
                                                                                                                       Ciocia ;).

Zrobiłam tak jak chciała Ania. Poszłam do sklepu tuż za rogiem, kupiłam wszystko co potrzeba. I wróciłam do domu, zrobiłam gofry z czekoladą, i herbatę wiśniową. Ach. Ten piękny zapach musi obudzić Elizę.

Oczami Elizy. 

Piękny poranek.. Aż nie chętnie wstaję z łóżka, poszłam wziąć prysznic i postanowiłam się ubrać. Z szafy wyciągnęłam to..
Postanowiłam cicho wyjść z pokoju, aby nie obudzić Belli. Lecz nagle na dole, poczułam zapach z dzieciństwa.. Słodki, wyrazisty i ulubiony.

- mm.. Goferki. - oblizałam się na sam ich widok. - Sama zrobiłaś zapytałam Bell.

- Tak. A co w tym trudnego? - zaśmiała się.

- Nie wiem, mi nigdy nie wychodzą. - Można? - zapytałam i chwyciłam jednego, lecz szybko go odrzuciłam, okazał się zbyt gorący. - Dlaczego nie powiedziałaś że są gorące?

- Przepraszam. Oczy Ci się cieszyły, jak małemu dziecku. Nie chciałam Ci odbierać tej przyjemności. - odparła Bell. I razem usiadłyśmy do śniadania.

15 minut później. 

- I właśnie dlatego musiałam przyjechać na kilka dni do Polski. - rzekła i oczy jej posmutniały.

- Mała.. - głowa jej opadła, i Bell złapała jakiegoś doła.. - Nie smuć się! Idziemy na miasto, na shopping.

- Ale musimy zrobić obiad, bo Twój Tata przyjeżdża. - gdy to powiedziała zadzwonił mój telefon.

- To Mama muszę odebrać. - odebrałam szybko telefon.. - Tak? (...) - Oj. A dlaczego? (...) - Co? A kolacja? (...) - Też Cię kocham pa. - rozłączyłam się i powiedziałam Bell że Tata wróci za kilka dni, a Mama musi zostać dłużej w pracy. - To chodź na shopping!

- Jasne.

Oczami Carlosa.

Na szczęście moje i Maslowa znaleźliśmy jakiś pobliski hotel czy zajazd i mogliśmy tutaj przenocować.. Czas ruszyć w drogę, mam nadzieję że pamiętam gdzie mieszka Eliza.

- Maslow! - krzyknąłem do Przyjaciela. - Gotowy jesteś? Musimy jechać.

- Jasne, już tylko założę buty i możemy iść albo jechać. - Chłopak szybko się sprężał. - Gotowy! - krzyknął i wziął plecak.

Wyszliśmy i udaliśmy się w stronę domu Elizy.. Pamiętam jej dom jak przez mgłę, w wieku 13 lat już tutaj nie przyjeżdżałem zabawa z dziewczynami mnie nie interesowała, teraz to co innego. Lecz z zamyśleń wyrwała mnie mała Dziewczynka na oko około 6-7 lat.

- Przepraszam. Mogę prosić wasze autografy? I zdjęcie? - zapytała z wielkim uśmiechem na twarzy.

Spojrzeliśmy na Siebie razem z Jamesem..

- Jasne! - uśmiechnęliśmy się do Małej. - Jak masz na imię? - zapytałem Małego Aniołka.

- Ania jestem. - Cieszę się że mogę Was poznać. - Możecie coś specjalnie dla mnie napisać? zapytała.

- Jasne. - Poczekaj. pomyślałem chwilę.. - Mam.

Wziąłem zeszyt, i zauważyłem że ma dużo naszych zdjęć, a w szczególności moje. Z ciekawości zapytałem kogo lubi najbardziej..

- Widzę że masz dużo naszych zdjęć? - uśmiechnąłem się. - Jesteś naszą fanką? mówiłem łamaną Polszczyzną. Lecz Ania mnie rozumiała.

- Lubię Ciebie. - oznajmiła z wielkim uśmiechem. - Kiedyś wyjdę za Ciebie za mąż. - uśmiechnęła się i cicho zaśmiała.

- Świetnie będę o tym pamiętał. - uśmiechnąłem się i napisałem.

' Dla mojej małej Księżniczki! Największej fanki i przyszłej Żony ♥ . Carlos Pena. ' 

- Dziękuję! krzyknęła i mocno mnie objęła w pasie, po czym podbiegła do Mamy cała w skowronkach..

- Kochasiu.. - szturchnął mnie Maslow. - Mamy szukać Belli. Nie podrywaj dzieci! - zaśmiał się.

- Dobra, dobra. Już idziemy.

30 minut później byliśmy pod domem Elizy. Dzwoniliśmy, pukaliśmy ale nikt nie otwierał..

- Raz się żyje.. wymamrotałem pod nosem.

- Mówiłeś coś? - zapytał James.

- Zadzwonię do Belli. - odparłem stanowczo. - Ale nie wiem jak to będzie, nie obiecuję nic.

- Jasne. mruknął z lekkim uśmiechem Maslow.. - Mam być cicho? - zapytał szeptem.

- Nie.. - spojrzałem na Niego z ironią.

- Okej. - Maslow ucieszył się jak dziecko.. - aa.. rozumiem, mam cicho siedzieć.

- wdech, wydech, wdech, wydech.. - Nie odbiera! zdenerwowałem się..

- Może odbierze? - pocieszał mnie Maslow.

- Dobra. Cisza, odebrała.. - wziąłem na głośnik, i James mógł wszystko słyszeć.

Skrót rozmowy telefonicznej..

Bella - Słucham? - Bell, z wyczuwaną ironią odebrała telefon.
Carlos - Nie wiem jak zacząć. - zastanawiałem się. - Słuchaj..
Bella - No mów, nie mam za dużo czasu.. - odrzekła oschle.
Carlos - Gdzie jesteś? - zapytałem delikatnie.
Bella - W Polsce, u Elizy.. - próbowała mnie spławić.. - Jesteśmy na zakupach. Za chwilę będziemy w domu, więc możemy na Skype pogadać..
Carlos - Jestem w Polsce z Jamesem, martwił się. - odpowiedziałem z lekkim spokojem. - Chciałem Ci coś powiedzieć..
Bella - No mów, nie mam nic do ukrycia.. - powiedziała tak że prawie ogłuchłem.
James - Kochanie. Martwię się o Ciebie, muszę Cię zobaczyć. - krzyknął Maslow. - Chcę Cię przytulić. Proszę wróć.
Carlos - Wracaj.. - przełknąłem ślinę. - Proszę. szepnąłem.
Bella - ech.. - Za 5 minut będziemy koło domu Elizy.. - poczekajcie.

Oczami Belli.

Nie mogę w to uwierzyć, Carlos się o mnie martwi.. Nie chcę ze mną rozmawiać, ale się martwi..

- Bella. szturchnęła mnie lekko Przyjaciółka. - Żyjesz?

- Tak.. Ale zdziwił mnie ten telefon od Carlosa, to trochę dziwne. Coś się musi za tym kryć.. - głośno westchnęłam i zanim się obejrzałam w moją stronę biegł już James.

- Bella! - krzyknął chłopak .

 Podbiegł do mnie przytulił mnie mocno, objął w biodrach i okręcił wokół własnej osi. Po czym pocałował mnie w usta, jego ciepłe wargi rozpłynęły się przy moich malinowych ustach w jednej chwili poczułam się jak w niebie, stado motyli w moim brzuchu eksplodowało wydostały się na światło dzienne. Odsunęliśmy się od Siebie.. Spojrzałam w jego brązowo-zielone tęczówki,  a On delikatnym ruchem dłoni przejechał po moim policzku, zarumieniłam się poczułam że jestem dla kogoś znowu ważna. James mnie kocha, i wiem że nie zostawi mnie..

- James. spojrzałam mu prosto w oczy. - James.. Kocham Cię. - ponownie złożyłam na jego gorących ustach pocałunek.

- Wiem, Skarbie wiem. - pocałował mnie w czoło.

- ekhem.. - chrząknęła Eliza. - Nie chcę Wam przeszkadzać, ale może wejdziecie do domu? - zapytała z uśmiechem i machnęła ręką abyśmy weszli do środka.

Usiedliśmy w kuchni, wstawiłam wodę na herbatę.

- Eliza, poznaj Jamesa. - wskazałam na chłopaka. On uprzejmie podszedł do Blondynki i pocałował ją w rękę. - Mój Gentleman. - uśmiechnęłam się do Niego i cmoknęłam w policzek. - Carlosa już znasz.. spojrzałam na brata.

- Jaki był powód waszego przyjazdu? - zapytała Eliza, zalewając wrzątkiem saszetki z herbatą.

- Bella. Pamiętasz wakacje, kilka lat temu? - zaczął ostrożnie Carlos, wiedział że to źle na mnie działa.. - Powiedziałem to Jamesowi, i przejął się tym, więc przyjechaliśmy aby zabrać Cię do domu.

- Co?! - spiorunowałam go wzrokiem.. - Jak mogłeś?! Mieliśmy nikomu tego nie mówić. - krzyknęłam i zacisnęłam pięści..

- Uspokój się - przytulił mnie Maslow. - Skarbie, ja naprawdę się martwię, wróć z Nami.

- Carlos, mogę Cię prosić na chwilę? - udałam się w stronę brata i pociągnęłam go za Sobą.

- Co Ty robisz? - krzyknął i pomasował ramie. - Może trochę grzeczniej..

- Przepraszam. Ale musimy w końcu normalnie porozmawiać. - spojrzałam na Niego, łza mi się w oku zakręciła. - Carlos.. Przepraszam Cię. Nie powinnam z tym tyle zwlekać, chcę abyśmy żyli jak dawniej. Chcę dawnego Carlosa, mojego brata.. - tłumaczyłam mu. - A nie zakochanego, bez współczucia Potwora który myśli tylko o tym jak mnie poniżyć, przy pierwszej lepszej okazji. Aby pokazać swojej dziewczynie jaki to potrafisz być wobec mnie oschły, podły.. - zatrzymałam się. Spojrzałam na brata, na twarzy malował mu się smutek. - Mam wymieniać dalej? - westchnęłam głęboko.

- Nie.. - odparł hardy. - To ja powinienem Cię przeprosić, Ty nie zrobiłaś nic złego chciałaś mnie chronić.. A ja głupi tego nie mogłem zrozumieć. - jego głos złagodniał. - To ja Cię przepraszam, bylem głupi nie chciałem abyś mnie znienawidziła. Chociaż miałaś, i ciągle masz do tego prawo. - westchnął i chciał ciągnąć to dalej.

Przytuliłam się mocno do brata.. I już wiedziałam że się nie gniewa, gdy tylko odwzajemnił uścisk.

- Od tej pory, nie będziemy się ze Sobą kłócić. - uśmiechnął się szeroko i poszliśmy do kuchni.

Pełna radości weszłam do kuchni, mocno przytuliłam Jamesa i oznajmiliśmy że się pogodziliśmy.

- W końcu! - James podskoczył z radości. - Jestem z Ciebie dumny Kochanie.

- Wiem. - uśmiechnęłam się szeroko. - Lisa, będziemy mogli zostać u Ciebie jeszcze dzisiaj? I pojechać jutro rano? Czy to będzie problem? - zapytałam Przyjaciółkę i spojrzałam na chłopaków.

- Możecie zostać, nikomu nie będziecie przeszkadzać. - uśmiechnęła się dziewczyna i poszliśmy do salonu oglądać filmy. - Chyba komuś dzwoni telefon.. - Eliza słusznie oznajmiła, bo dzwonił telefon Losa.

- Przepraszam Was na moment, muszę odebrać. - Carlos wyszedł do kuchni..

- nacisnąłem przycisk.. - Słucham?

 - Gdzie jesteś? - w słuchawce było słychać zdenerwowany głos Jade. - Mam nadzieję że tam gdzie jesteś, to są jakieś dziwki! - dziewczyna strasznie krzyczała do telefonu.

- Skarbie.. - próbowałem łagodnie. - Jestem w Polsce przyjechałem po Bell, groziło jej niebezpieczeństwo, jutro po południu będę w domu i odrobię to wszystko. Skarbie Przepraszam ale obiecuję, wszystko Ci wynagrodzę.

- hm? No okej. - Jade trochę złagodniała. - Ale obiecaj że zabierzesz mnie na zakupy, i obiad no i kupię Sobie coś ładnego.

- eh.. mruknąłem w myślach. - Oczywiście dla Ciebie wszystko Skarbie. Kocham Cię ! buziaki.

- No pa.. - Jade się rozłączyła a ja wróciłem do pokoju.

- Jestem, jestem. Co się dzieję? - zapytałem z uśmiechem.

- Chciałam zaprosić do Nas Elizę, ale odmówiła. - spojrzałam na koleżankę, która się lekko uśmiechnęła.

- Ej.. - Carlos na Nią spojrzał. - Dlaczego? - zapytałem z lekkim smutkiem.

- Nie dam rady teraz, wiecie jeszcze szkoła. Może na wakacje? - podrapała się po głowie.

- No dobra. - dodaliśmy wszyscy chórem. - To będą wakacje. - uśmiechnął się James.

- Jest już późno. - spoglądając na zegarek oznajmił Carlos. - Może się położymy spać, bo rano trzeba wstawać. - Przeciągnął się Los i Eliza zaprowadziła nas do pokoi. Ja spałam z Jamesem, a Carlos w sąsiednim pokoju. Dobranoc tylko proszę nie chcę zostawać jeszcze Wujkiem. - zaśmiał się, po czym dostał od Jamesa poduszką.

Oczami Jamesa. 

- W końcu, mogę Cię znowu zobaczyć, przytulić i pocałować. - wyśpiewałem jednym tchem. - Tak długo się zbierałem aby Ci to powiedzieć. - uśmiechnąłem się. Pamiętam jeszcze Ciebie jako młodszą dziewczynę. Zawsze lubiłaś z Nami przesiadywać. Ale później jak wyjechałaś do tej szkoły, nie miałem z Tobą kontaktu. Lecz jak później wróciłaś, to zabrakło mi tlenu, zobaczyłem Cię. Wyrosłaś, wyładniałaś stałaś się prawdziwą kobietą. Zakochałem się w pierwszej chwili w Tobie. Ale bałem się powiedzieć.

- Głuptasie.. Bell, cmoknęła mnie w Nos. - Nie zmieniłam się aż tak bardzo. Charakter pozostał ten sam, to się liczy. Uroda z czasem przeminie. - powiedziała Bell, cmoknęła mnie w usta wtuliła się we mnie i zasnęła.

A ja przysunąłem ją do Siebie i także zasnąłem.

Next Day.

Godzina 5.00 zwlekłem się z łóżka, poszedłem na dół była już tam Eliza.. Stała w krótkich spodenkach i bluzce która ledwo zakrywała jej brzuch, spojrzałem na Nią i nie mogłem wzroku oderwać.. Dziewczyna sięgała po coś do szafki wyżej, więc schowałem się tak aby mnie nie zauważyła mogłem jej się lepiej przyjrzeć.. Jej spodenki lekko odkrywały jej zgrabne i delikatne pośladki, gdy zeskoczyła z taboretu jej piersi podskoczyły.. Stój! Maslow! O czym Ty myślisz? Masz dziewczynę, a nie oglądasz się za innymi! Skarciłem się w duchu..

- Cześć. - machnąłem ręką do Lisy. - Można? zapytałem nieśmiało.

- Cześć. - cmoknęła mnie na Dzień Dobry. - Kawy na dobry początek dnia? - zapytała z uśmiechem.

- Chętnie. odesłałem jej uśmiech. - To ja może pójdę obudzić resztę, bo za jakąś godzinę będziemy musieli jechać, a Bell musi dobrze wyglądać. - mrugnąłem do dziewczyny i poszedłem obudzić Bell.

Tak słodko spała że nie miałem serca jej budzić, ale musiałem..

- Skarbie.. - musnąłem ją lekko w usta. - Wstawaj. - ponownie spróbowałem lecz spała jak zabita.. Wiem co zrobię.. - wpadłem na szatański pomysł.. Lecz Pena będzie mi potrzebny - Bella! Wstawaj szybko! Carlos oświadczył się Jade!

- Carlos.. śpisz? - zapytałem kumpla.

- Nie. Już się ubieram wchodź. - lekko otworzył drzwi i wszedłem.

- Pomożesz mi obudzić Bell? - zapytałem a jego oczy zabłysnęły.. - Więc plan jest taki.. - Wchodzę do jej pokoju, i krzyczę że oświadczyłeś się Jade, po czym udajesz że dzwonisz do Niej..

- Ok. Ale wątpię żeby w to uwierzyła.. - zasugerował Los.

- Damy radę, ale musisz być śmiertelnie poważny. - klepnąłem lekko kumpla w ramię.

- Bella! Wstawaj! Szybko. Carlos dzwoni do Jade, i chcę jej się oświadczyć! - krzyknąłem do Bell.

- Co?! - poderwała się z łóżka - Po moim trupie! krzyknęła i pobiegła do Carlosa.

- Kochanie.. Chcę się Ciebie zapytać.. - niestety nie dokończył Bell wyrwała mu telefon z ręki.

- Ty Ździro! - krzyknęła. - Po tym co mi zrobiłaś, nigdy nie będziemy Rodziną! Carlos nie będzie miał takiej żony! Zapomnij.. Bell krzyczała tak głośno, że Lisa wbiegła na górę.

- Co się dzieję? zszokowana dziewczyna nie mogła złapać tchu..

A my z Carlosem o mało co nie popłakaliśmy się ze śmiechu, tarzałem się z Losem po podłodze, a Bella wściekła jak Osa nie wiedziała co się dzieję.. - Przepraszam Kochanie, ale nie chciałaś wstać. - wytłumaczyłem jej całą sytuację.. - Nie była zachwycona, i obiecała że się zemści.

Poszliśmy na dół, wypiliśmy kawę, i szybko się spakowaliśmy po czym Eliza odwiozła nas na samolot..

- No to trzymajcie się tam ciepło. - Lisa uściskała Bell i uśmiechnęła się do koleżanki. - Potem podeszła do Losa i na koniec do mnie.. zaciągnąłem się jej perfumami niczym dobrymi dragami..

- No to pa.. powiedziała Bell.

- Nie zapominaj o Nas! - krzyknął Los.

- I dzwoń jak najczęściej.. - machnąłem do Lisy, i poszliśmy w kierunku naszego lotu..


Zmieniłam twarze bohaterów :). Mam nadzieję że Wam się spodobają :).

czwartek, 6 marca 2014

Part 12 .

Oczami Jade.

Wstałam rano, jeszcze przed Carlosem.. Po cichu poszłam do Kate. Zapukałam, ale niestety cisza. Weszłam Kate była sama, Kendall widocznie musiał wstać.

- Umówiłaś się? zapytałam ciekawie.

- Dzisiaj o 13 w parku, Black już tam będzie.. odpowiedziała z uśmiechem.

- Ok. Załatwimy ich i skończy się ich gwiazdorstwo.. - Mała spadam, bo nie chcę żeby Nas ktoś nakrył.

- Jasne.

Wróciłam do pokoju, zadowolona z Siebie. W końcu wszystko się uda, i będzie straszna afera. Jak Sobie poradzą, to nie wiem. Ale prędko im to się nie uda..

 Oczami Carlosa.
  
Przebudziłem się, lecz Jade nie było w łóżku, może wyszła na chwilę. Spojrzałem na zegarek 5.. Po co tak wcześnie by wstawała, może zaraz wróci. Przekręciłem się na bok, na chwilę tylko zamknąłem oczy.. I zaraz usłyszałem krzyk.

- Pena! Wstawaj! Już 10 a o 10.30 mieliśmy być w studio! Martin Nas zabije! krzyczał rozhisteryzowany Logan.

- Co?! zerwałem się z łóżka, szybki prysznic i biegiem na dół.

Na dole spokojnie siedział James z Kendallem. Jak nigdy, byli już gotowi. A my? Ech..

- Co Wy tak wcześnie na nogach? zapytałem zdziwiony gdy kumple jedli śniadanie.

- Tak wyszło. A Wam co się stało? zapytał James.

- Nie wiem, przebudziłem się koło 5 i zamknąłem oczy na chwilę, a później Logan przybiegł z krzykiem.

- aa. Budzik to nie łaska włączyć? zapytał śmiejąc się Kendall.

- Oj tam. machnąłem ręką i wziąłem kilka kanapek na drogę.

Na szczęście Logan prowadził, więc mogłem zjeść spokojnie. Dojechaliśmy do studia, Martin był już nieźle wkurzony.

- Mieliście być tutaj prawie godzinę temu! krzyknął.

- Zaspaliśmy. wydukałem. To się więcej nie powtórzy, obiecujemy. krzyknęliśmy chórem.

- Jasne. Chodźcie musimy zrobić sesję do Popcornu. dodał.

- Nasze zdjęcia będą na popcornie? zapytałem zaciekawiony. - au.. oberwałem od Kendall lekko w głowę.

 - To taki magazyn dla nastolatek. powiedział Martin. - Człowieku, w jakim świecie żyjesz?

- W moim. zaśmiałem się.

- Dobra. Koniec tematu, zaczynamy sesję..

 Tymczasem w domu.

Oczami Alice. 

Siedziałam w domu razem z dziewczynami, postanowiłam ugotować coś dobrego. Coś co by wszystkim posmakowało. Hm? Stwierdziłam że zrobię Lasagne, tak. Od kilku dni za mną chodzi, więc i tak zrobię.. Z salonu dobiegały mnie szepty Kate i Jade. Podeszłam bliżej..

- Ale jak Black nie będzie miał towaru? zapytała Jade.

- Spokojnie, dla mnie zawsze ma. On zrobi wszystko dla swojej Kici.. zaśmiała się.

- No ok. A co z Kendallem? zapytała podnosząc brew..

- On? To tylko jakaś beznadziejna gwiazdeczka.. skomentowała to krótko. - Mam go gdzieś, chcę się tylko z kimś znanym pokazać żeby móc się wybić. A ich z wielką przyjemnością wrobię z narkotyki.. zaśmiała się szyderczo.

- No, no. Podziwiam Cie coraz bardziej. uśmiechnęła się i szły w stronę kuchni..

Szybko się odwróciłam i wróciłam do swojej pracy, uprzednio chowając telefon. Jeżeli One coś kombinują, to trzeba to nagrać. Bo nie wiadomo, co i kiedy się przyda..

- Co robisz Ali? zapytała przesłodzonym głosem Jade.

- Lasagne na obiad, albo i kolację. Nie wiem, kiedy chłopcy wrócą. uśmiechnęłam się i wróciłam do robienia sałatki.

- Ok. My wychodzimy na zakupy, wrócimy za godzinę może mniej. odparła szczęśliwa Kate.

- Ok. Udanych zakupów. uśmiechnęłam się i dziewczyny poszły..

Minęło kilka minut, postanowiłam wyjść i pójść za Nimi. Wzięłam aparat, aby móc zrobić kilka fotek.

20 minut później.

Ach! Jestem z Siebie dumna, zrobiłam potrzebne zdjęcia! I mogę już wracać do domu. Bella ma nagranie, ja mam zdjęcia, i wszystko jest super! Już nie zaszkodzą nikomu.. Wróciłam do domu, wzięłam się za robienie kolacji. Dostałam SMS-a od Belli. Abym weszła na Skype.

- Cześć Bell. ucieszyłam się gdy zobaczyłam tą mordkę.

- Hej. Dobrze mnie widać, słychać? zapytała.

- Tak. Jest dobrze. Opowiadaj co tam, kiedy wracasz? zapytałam Psiapsiółę.

- Nie wiem, może jutro, albo za 2-3 dni. Chciałam aby Eliza moja kumpela przyjechała, ale na razie nie ma jak. Ech.. zasmuciła się.

- Przyjedzie jeszcze nie martw się, w wakacje ją zaprosimy do Siebie. pocieszyłam koleżankę.

- Ok. A co tam u Was? zapytała z zaciekawieniem.

- Wszystko ok, ale bez Ciebie trochę nudno..

Do domu wrócili chłopcy.

- Jesteśmy! krzyknęli.

- Ok. Jestem w salonie. odparłam i zajęłam się rozmową z Bell.

- Ok. krzyknął Loggie. - Cześć Kochanie. cmoknął mnie w policzek. - oo.. Bella! Cześć! krzyknął.

- Cześć Loggie. Jak tam praca?

- Ok. James! Chodź! krzyknął do kumpla.

- Idę. chłopak przyszedł i o mało co nie wyrwał Ali laptopa.. - Kochanie! Cześć! Kiedy wracasz? Tęsknię! krzyczał..

Logan i chłopaki spojrzeli na Niego jak na wariata..

- CO?! Ty i Bella?! krzyknął Carlos.

- Tak. Nie pasuje Ci to? stanął na przeciwko Losa. - Masz jakiś problem?! spojrzał na Niego z góry.

- Tak. Już bym wolał, abyś się spotykał z kimś innym, a nie z Nią. burknął w stronę Jamesa.. Dziwki są także pod latarnią, może i droższe ale są..

- O nie.. James wkurzył się nie na żarty. Uderzył Losa, a ten nie był obojętny, oddał Maslowowi.. Na szczęście Logan i Kendall ich powstrzymali. Ale za późno..

- Alice.. Co tam się dzieje?! Bella krzyknęła.. Alice!

- Kochanie. Muszę kończyć. Nie wygląda to dobrze, pa. Odezwę się.

- Jasne.

Po szarpaninie udało się odciągnąć chłopaków od Siebie, lecz jeden i drugi wylądowali w szpitalu.. Carlos miał rozcięty łuk brwiowy, kilka siniaków i złamany nos. A James miał rozwaloną wargę, kilka zadrapań, podbite oko i także kilka siniaków.. Logan zawiózł chłopaków do szpitala.. Po kilku minutach wrócili, dziewczyny też przyszły.. Usiedliśmy do kolacji, cała przeszła w wielkiej ciszy.. Po nie zbyt udanym wieczorze i kolacji wszyscy poszli spać..

Bardzo dziękuję za komentarze, i wszystkie wskazówki dotyczące bloga oraz uwagi :). W jakim czasie chciałybyście abym dodawała posty? Co 2-3 dni, lub może w większym odstępie czasowym? Proszę o odpowiedź :). W komentarzu.

wtorek, 4 marca 2014

Zapytanie :).

Cześć ! 
Na początek bardzo bym chciała podziękować za szczere komentarze, i za taką oglądalność. Jak już mówiłam, to mój pierwszy Blog :). I cieszę się z każdego komentarza i wejścia. Mam takie małe pytanie :). 
Oglądałam ostatnio film science-fiction, nie był taki zły.. I wpadłam na pomysł aby to opowiadanie trochę urozmaicić :). 
Chodzi o to, żeby Bohaterowie mogli się zmieniać w jakieś różne postaci.. Typu : Wilkołak, Wampir.. 
Albo żeby mieli jakieś nadprzyrodzone moce.. 
Może to trochę głupi pomysł, ale jakoś tak mi wczoraj wpadło do głowy.. 
Jak się komuś to by spodobało, to proszę o propozycję w komentarzu kto kim by mógł być. A jeżeli nie to zostaniemy przy tym co jest :). 
pozdrawiam ;* . 
Lisa ♥ . 

sobota, 1 marca 2014

Part 11.

Oczami Elli.

Wrocław - Uwielbiam to miasto, wychowałam się tutaj, i nie mam zamiaru go opuszczać.. Póki co chcę tutaj zostać, i nie mam zamiaru się nigdzie wyprowadzać! Ech.. Już późno.. Anita miała tutaj być, miałyśmy iść na zakupy, muszę się jakoś pocieszyć.

Oczami Belli.

Boje się. Tak dawno mnie tutaj nie było, a jak Elli mnie nie pozna? Wprawdzie co roku tutaj byłam. Ale od jakiegoś czasu, zostaję rozpoznana na ulicach. Ale to może tylko w Los Angeles? A może to tylko sen? O mojej sławie, może nie. Już nie wiem, boję się.. Ech.. Zadzwoniłam do drzwi. Otworzyła mi Mama Elizy..

- Dzień Dobry. uśmiechnęłam się od ucha do ucha..

- Bella? To Ty?! Mama Elli przywitała mnie z krzykiem. - Co Cię tutaj sprowadza? Wejdź, nie będziemy rozmawiały na dworze. Pewnie jesteś zmęczona? Sama jesteś? Gdzie Rodzice? tyle pytań, a tak mało odpowiedzi..

- Sama jestem. Chciałam trochę odpocząć, od tego zgiełku w LA. I na razie, musiałam przyjechać tutaj. O ile to nie jest problem proszę Pani? zapytałam nieśmiało.

- Nie. Nie jest. Oczywiście że nie. Możesz zostać ile tylko chcesz. odpowiedziała Mama Elli. I mocno mnie przytuliła. - Mów mi Ciociu. Tak będzie prościej, a nie Pani. Taka stara chyba, jeszcze nie jestem. zaśmiałyśmy się obie.

- No nie. Pani.. Znaczy Ciociu zawsze jesteś i będziesz młoda. uśmiechnęłam się szeroko. - A gdzie Elli? zapytałam z nadzieją że nie ma jej w domu, i zrobię jej niespodziankę.

- U Siebie w pokoju. Poczekaj, zrobię Wam czekoladę, i będziecie mogły pogadać.

- Nie rób Sobie problemu. dodałam i wstałam udając się na górę.

- Poczekaj. To żaden problem, 3 minuty i czekolada będzie, zaraz też ukroję ciasto i będziecie mogły nadrobić czas.

Oczami Elli.

No odbierz w końcu ten telefon.. grr. Ile można dzwonić.

- Tutaj Anitka. Zostaw krótką wiadomość, bo nie chcę mi się tyle słuchać..

Wsadź Sobie w nos tą pocztę.. grr. Jeszcze będzie chciała, coś. Zobaczymy wtedy. ech. Nie mam z kim nawet pogadać. A muszę się komuś wyżalić, Mamie nie powiem o problemach sercowych.. A Tacie już tym bardziej nie. Położyłam się na łóżku, założyłam słuchawki, i odpłynęłam.. Piękny sen.. Ja, Kendall, James i Bella.. ♥ .

- Może kubek gorącej czekolady Ci humor poprawi? zapytała się Bella.

- Jasne. Jeszcze podaj Kendallowi i Jamesowi. Będzie wspaniale.. rozmarzyłam się.

- Ale tutaj nie ma Kendalla ani Jamesa. dodał znajomy głos. - Jestem tylko ja Bella. odparła nieco rozmazana postać Bell.

- Bella wyjechała do Stanów i rzadko tutaj przyjeżdża.. Zostawiła mnie samą..

- Jasne. To może ja wyjdę, jak będziesz chciała pogadać, to jestem na dole.. postać oddalała się w stronę drzwi.

Ocknęłam się, i zobaczyłam naprawdę Bellę.

- No nie wierzę! wstałam z łóżka i pobiegłam uściskać Przyjaciółkę. - Bel.. W końcu. Wiesz jak ja tęskniłam? Co Ty tutaj robisz? zadawałam jej mnóstwo pytań. - Siadaj, musimy poważnie porozmawiać :).

- Jasne. Już się boję. zaśmiała się Blondynka i kontynuowałyśmy rozmowę.

Zjadłyśmy ciasto, wypiłyśmy czekoladę i coś około 2 zasnęłyśmy, i już nie mogłyśmy się doczekać następnego dnia..

Tymczasem w Los Angeles.

Oczami Jamesa.

No i pojechała, ten krótki całus w policzek, jak dla mnie wiele znaczył. Ta rozmowa wczoraj, i gdy poczułem jej ciepły, szybki oddech.. Ja debil. Zamiast powiedzie jej co czuję, to zapytałem jaka jest ulubiona pizza.. Ech. Maslow.. Ty kretynie. Było zacząć inaczej, może jeszcze uda mi się to naprawić, ale Bella jest już daleko. Chętnie bym ją odwiedził. Ale nie wiem nic. Napiszę jej SMS-a pewnie już śpi. Ale może odczyta rano..

' Bella. Wiem że jesteś teraz daleko, ale chciałem Ci powiedzieć że.. Że chyba się w Tobie zakochałem. Wiem to na pewno. Kocham Cie ;* . ' 

- James! krzyknął Kendall. - Możesz przestać pisać, tylko się skup na nagraniu. Inaczej Martin Nas zastrzeli..

- Co? A jasne, no tak. Już.. odparłem ciężko. Wciąż myślałem o Bell..

- Coś Cię gryzie? zapytał zaniepokojony kumpel.

- Nie. Wszystko jest ok. A co źle wyglądam? zapytałem zaniepokojony.

- Wszystko jest ok..

- Chłopaki! krzyknął Martin. - Możecie się skupić na nagraniu.

3 godziny później.

Wróciliśmy do domu, zaczepiła mnie Ali..

- James. Co się z Tobą dzieje? Jesteś jakiś zamyślony. podała mi szklankę z sokiem.

- Dzięki. Myślę o Belli. Chyba się zakochałem.. spuściłem wzrok i schowałem twarz w dłoniach.

- To świetnie. Cieszę się z waszego sukcesu! Życzę Wam szczęścia. Zakochańce wy nasze. uśmiechnęła się i przytuliła mnie.

- Ale się boję.. Co na to Carlos. Wiesz jakie On ma zdanie o Bell.. szepnąłem.

- Wiem. Ale tym się nie przejmuj, może się w końcu pogodzą. westchnęła dziewczyna i poszła do pokoju..

Zostałem sam. Mogę w końcu pomyśleć na spokojnie, poszedłem do pokoju. Położyłem się i włączyłem jakieś kawałki, nie wiem nawet kiedy zasnąłem.

Wrocław - Oczami Belli.

Wstałam rano, spojrzałam na zegarek była 11.11. Nie wiem dlaczego, ale od razu pomyślałam o Jamesie.. Dostałam SMS-a.. James? Co On chciał? Bella. Wiem że jesteś teraz daleko, ale chciałem Ci powiedzieć że.. James. Co chciałeś mi powiedzieć? Nie rozumiem. Zadzwonić?


- Cześć. Skąd nabrałaś takich rumieńców? zaśmiała się Elli.

- Ja? Skądże. uśmiechnęłam się nie pewnie. - Zdaje Ci się. A z resztą, sama zobacz..

- To SMS od Jamesa? Tego Jamesa? jej wzrok, był naprawdę straszny..

- Tak. Przecież Carlos to mój brat, i się znamy. wytłumaczyłam.

- No prawda. Zadzwoń do Niego. nalegała jak najbardziej.

- Ale teraz jest u Niego coś koło 2 rano. Nie będę go budziła. pomyślałam i odłożyłam telefon.

- Nie chcesz? To sama to zrobię..

Kumpela znalazła numer do Maslowa, i szybko podała mi telefon..

James - Słucham? odezwał się nieco zaspanym głosem.

Bella - Cześć. A raczej Dobry wieczór. Przepraszam że Cię budzę.. zmartwiłam się.

James -  Nic nie szkodzi, coś się stało?

Bella - Dostałam od Ciebie SMS-a. Ale nie wiem co chciałeś powiedzieć, bo SMS nie doszedł mi do końca.. wytłumaczyłam.

James - ech.. Zakochałem się w Tobie. Wiem że to nie spodoba się Carlosowi, ale nie mogę tego w Sobie już ukrywać, kocham Cię i chcę być z Tobą!

Nie możliwe.. James się we mnie zakochał. I co ja mam teraz powiedzieć?

James - Bella. Słyszysz? Halo.. Halo..

Bella - Tak. Nie wiem co mam powiedzieć, po prostu nie wiem.

James - Kocham Cię.

Bella - James.. Ja Ciebie też.

James - Jak tylko wrócisz, zabieram Cię na randkę. Skarbie. Kocham Cię. Ale idę spać, bo jestem zmęczony. Odezwę się jak się wyśpię.

Bella - Jasne. Słodkich snów.

- I jak? dociekała Elli.

- James i ja jesteśmy parą. Czuję że w końcu jestem szczęśliwa. To jak? Zakupy? zapytałam Elli.

- Jasne! Chodź jeszcze na śniadanie, i możemy iść. Będziemy miały czas aby poplotkować i pośmiać się, nadrobić ten stracony czas.

Kilka godzin później.

Zakupy zaliczam do udanych, było świetnie. Już nie pamiętam jak dobrze się tak bawiłam. Elli zawsze mnie rozumie. I wie czego i potrzeba. Wróciłyśmy padnięte, i od razu do łóżeczka <3. Zasnęłyśmy w jednej chwili..

Los Angeles.

Oczami Carlosa. 

James jest strasznie rozkojarzony, nie wiem co się z Nim dzieję. Belli nie widziałem cały dzień.. Coś jest na rzeczy. 

- Carlos, chodź już do łóżka jestem zmęczona. usłyszałem słodki głos Jade.

- Już Misiaczku. Ale jakoś nie jestem aż tak zmęczony, więc może.. uśmiechnąłem się jak małe dziecko. I moja Dama już wiedziała o co chodzi..

Noc, lub najbliższe kilka godzin minęły Nam nie przyzwoicie szybko, i namiętnie. Jade i jej kocie ruchy, doprowadzają mnie do szaleństwa. Nie wiem, dlaczego mogłem z Nią zerwać. Przemyślałem sprawę, i mam nadzieję się jej oświadczyć.. Nie wiem, kiedy. Ale zapewne chcę to zrobić. To dziewczyna mojego życia.. Po tych przemyśleniach poszedłem spać..