wtorek, 29 kwietnia 2014

Bohaterowie jednorazówek.

Cześć! Chciałam Wam przedstawić bohaterów moich jednorazówek, żebyście wiedzieli z kim macie do czynienia :). Dodam bohaterów z obecnych jednorazówek, oraz z tych które powstają ;)

#1 -   Logan i Emma . Zwiastun miłości. 

Emily Emma Evans. 




Logan Henderson.






#2 - James i Caroline - Miłosny Trójkąt.


Caroline Stewart.




Oliver Stewart.




James Maslow.




#3 - Kendall i Indiana -  Szczenięca miłość. 


Indiana Roberts.





Erica Jones.



Kendall Schmidt.



#4 - Carlos i Jessica - Zakazana miłość. 


Jessica Van.



Alexa Vega.




Carlos Pena.


PS. Jednorazówek będzie pewnie więcej, ale na razie chciałam dać te które są i będą napisane :). Bohaterów do jednorazówek będę aktualizowała, oczywiście będę o tym powiadamiała w poście lub w inny sposób. Póki co chciałam, mieć te 4 najważniejsze Historyjki. Ale z czasem może się to zmienić ;3. 

środa, 23 kwietnia 2014

Part 18 - część 2.

Obudziłam się o 8, nie mogąc zasnąć poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i wróciłam do pokoju. James jeszcze spał, próbę mają chyba dzisiaj później. Więc się cieszę. Oby Carlos się nie wygadał inaczej go zastrzelę.. Przebrałam się i zeszłam na dół, chcąc wyjść przed dom wziąć gazetę nie mogłam ponieważ ‘ coś ‘ nie pozwoliło mi otworzyć drzwi..

 - Przepraszam. – odezwałam się do drzwi, może to trochę dziwne, ale cóż. Jednak zza drzwi ktoś się odezwał.

- Nie gniewam się. – zaśmiał się ktoś męskim głosem.

- Cieszę się że się nie gniewasz kimkolwiek jesteś, ale chciałam wyjść. – stuknęłam lekko w drzwi.

- Ok. Już się odsuwam. – powiedział ktoś. – Jestem Max ale mówią na mnie Mały.

Spojrzałam na kolesia, mały to On nie był, wręcz przeciwnie. Facet wysoki na 2 metry, i potężny. Obok 
Niego stał jeszcze jeden, umięśniony czarnoskóry Mężczyzna. A za bramą dwóch następnych.

- Mały? – spojrzałam na kolesia. – Ok. Jestem Isabella, ale znajomi  mówią mi Bella. Miło poznać. – wyciągnęłam rękę.

- Ja jestem Max, to mój kumpel Adam. A tamci dwaj to Bomba i Żmija. – powiedział i przedstawił mi kolegę.

- Cześć. Adam jestem krótko mówiąc możesz mówić do mnie Day ( czyt. Dej dopisała autorka ) .

- Jasne. A tamci dwaj jak mają na imię? – zapytałam wskazując na Bombę i Żmiję.

- Bomba to Daniel, a Żmija to Randy. – uśmiechnął się i porozmawialiśmy jeszcze chwilę.

- Świetnie. Martin się spisał. – uśmiechnęłam się. – Przepraszam ale idę, zrobić śniadanie może chcecie coś do picia, albo jakieś kanapki?

- Jak to nie jest dla Ciebie problemem to poprosimy 4 butelki wody. – odezwał się Day.

- Jasne. – poszłam do domu i przyniosłam wodę. – Proszę.

- Dzięki Bell. Miłego dnia. – uśmiechnęli się i zajęli pilnowaniem.

- Nawzajem. – wróciłam do kuchni, aby przyrządzić jakieś kanapki. Bo nic innego, nie było w kuchni. 

Oczami Jamesa.

Bella już pewnie wstała, w sumie ja też powinienem. Ale mi się nie chcę. Zaraz.. Cholera! Już późno, muszę wstawać. Poszedłem do łazienki, wziąłem szybki prysznic, i zbiegłem na dół.

- Nie śpisz? – zapytałem Bell, która właśnie parzyła kawę.

- Nie, jakoś nie mogłam. Może kawy? – zapytała z uśmiechem.

- Dziękuję. – cmoknąłem ją w czoło. 

- aa. Żebym pamiętała, uważaj jak będziesz wychodził. – zaśmiała się.

- Czego? – zapytałem spoglądając na drzwi.

- Macie ochroniarzy. – powiedziała.

- Serio? – spojrzałem lekko zdziwiony.

- Tak. Jest Max na którego mówią Mały. Adam czyli Day. No i Daniel czyli Bomba oraz Randy Żmija. – wyrecytowała wszystkich z pamięci.

- Świetnie. – spojrzałem na Nią upijając łyk kawy.

- Martin się postarał. – uśmiechnęła się i mnie przytuliła.

- Cześć Gołąbki ! – z góry zszedł Logan z Kendallem. – Co tam? – zapytał Loggie.

- Mamy ochronę! – krzyknął uradowany James.

- Po co Nam ochrona? – zapytał zaspany Kendall.

- Kawy? – zaproponowała Bell.

- Tak. – odpowiedział Kend . – Ale po co ochrona?  - powtórzył pytanie.

- Martin się o Nas martwi. – wytłumaczył mu Loggie, i mrugnął porozumiewawczo do Bell.

- aa.. – dodał Kend.

- mm.. Kawa, kawusia! – krzyknął Carlos który schodził z góry. Udał się prosto na dwór.

- Car.. – krzyknął Loggie.

- Csii.. szturchnęłam go. – Nie mówcie mu nic. – mrugnęłam do wszystkich.

- Jasne. – uśmiechnęli się. 

Kilka sekund później.

- Cholera! – do kuchni wbiegł przerażony Los.

- Co się stało? – zapytał Jamie powstrzymując się od wybuchu śmiechu.

- Wychodzę na dwór, zobaczyć czy jest gazeta a tam stoi dwóch goryli, za bramką jeszcze dwóch. – mówił przerażony Los. – Myślałem że zawału dostanę, Facet wielki jak drzewo, ja przy Nim to maluch. Zawał na miejscu, ktoś mi wytłumaczy co to jest? – spojrzał na Nas.

- To Nasi ochroniarze. – powiedział Kend. – Mały, Day, Żmija i Bomba.

- Mały? To żaden z Nich nie jest. – zaśmiał się.

I za jego plecami w jednej chwili pojawił się Max. Odnosząc butelki, nic nikt nie mówił żeby go nie przestraszyć. Ale Los, nawijał dalej. 

- Mały to ja jestem w porównaniu z tymi.. Bestiami! – powiedział a raczej wykrzyczał. – Przecież jakbym go w nocy zobaczył, to bym zszedł na zawał.

Wszyscy powstrzymywaliśmy się od śmiechu, a Max stał za Carlosem. A On cały czas nawijał..
- Bell. – Max się odezwał a Los o mało co nie zszedł na zawał.

Odwrócił się w stronę Max` a. Zrobił mega wielkie oczy, i szybkim ruchem wskoczył na ręce do Jamesa. Był najbliżej Niego.

-  Nie musisz się mnie bać, jestem tutaj tylko ochroniarzem.  – zaśmiał się. – Dziękuję za wodę.

- Nie ma za co. Może jakieś kanapki? – zapytałam.

- Nie dziękujemy. – powiedział z uśmiechem. – Carlos? Tak? – zapytał Losa, a On tylko pokiwał głową. Nie jestem taki straszny Młody. – poczochrał go po głowie i poszedł na dwór.

- Dlaczego? Nie powiedzieliście że stoi za mną ten człowiek? – pytał przerażony.

- nie wiem. – zaśmiał się Loggie. – My tu gadu, gadu a trzeba zbierać się do pracy. Cześć Bell. – machnął ręką Loggie i ruszyli do pracy.

- Cześć Kochanie! – cmoknął mnie James i udali się do drzwi.

- Bell! – krzyknął Carlos.

- Tak?

- Pieniądze na zakupy są w słoiczku po ciastkach, jedź z Ali. Ok? – zapytał .

- Ja zaraz pojadę sama, nie chcę jej budzić. – uśmiechnęłam się. – A Wy jedźcie bo się spóźnicie pap. – pomachałam im i zamknęłam drzwi. Po czym poszłam po pieniądze i ruszyłam do sklepu.

Zajechałam do Star sklep podobny do Polskiego Kauflandu.. Wielki super market. Podążałam uliczkami, wszędzie na półkach było mnóstwo kolorowych papierków, dzieci błagały Rodziców aby kupili im coś z półki. No tak, pamiętam Siebie i Losa jak byliśmy mali. Złoty, czerwony czy niebieski papierek zmusił Nas do płaczu, i histerii aby coś tylko dostać. Jeździłam tak pomiędzy uliczkami, aż w końcu zapełniłam koszyk.

- Duże zakupy. – zaśmiała się ekspedientka. – Rodzinna kolacja? – zapytała z uśmiechem, skanując towary.

- Nie. – odwzajemniłam uśmiech. – Po prostu dużo osób w domu, mieszkam z bratem i jego Przyjaciółmi więc, takie zakupy to dla Nas norma. – uśmiechnęłam się, chowając kolejne rzeczy do wózka.  Zeszła się z tym dłuższa chwila, ale w końcu się udało.

- Dziękujemy i zapraszamy ponownie. Miłego dnia. – uśmiechnęła się i wręczyła mi paragon.

- Dziękuję. – gdy zobaczyłam rachunek, przeraziłam się.. – 250 dolarów.. Szlak! – przeklęłam w myślach. Ile Oni jedzą.. – Ech.. Czas ruszyć do domu.

Po drodze zajechałam, do małej kawiarenki. Pech chciał że spotkałam Jack` a . 

- Cześć! – machnął ręka, i zaprosił mnie tym samym do stolika.

- Hej. – przywitałam się i usiadłam. – Jack.. – zaczęłam nie pewnie. – Możemy pogadać?

- Jasne. Czego się napijesz? – zapytał i zawołał kelnerkę.

- Co podać? – zapytała kobieta lekko koło 30 lat.

- Ja poproszę kawę a Ty? – zapytał

- Kawę mrożoną. – odparłam i wróciliśmy do rozmowy.

- Więc o czym chcesz rozmawiać? – splótł ręce i wziął głęboki oddech.

- Dlaczego powiedziałeś do mnie ostatnio ‘ Nie wiedziałem że mam aż tak sławną Dziewczynę ‘ . Jack. Coś do mnie czujesz? – zapytałam z lekkim strachem .

- ee.. wydukał.

- Proszę Państwa zamówienie. – Kelnerka podała Nam napoje i odeszła.

- Więc? – zapytałam ponownie. 

- Słuchaj. Byliśmy świetną parą, jak ze mną zerwałaś nie wiedziałem co mam ze Sobą zrobić. – tłumaczy. – Zależało mi na Tobie, i nadal zależy. – spojrzał na mnie biorąc łyk kawy. – Bell. Wiem że jesteś z Jamesem, ale ja i tak nie przestanę o Tobie myśleć, zawsze będziesz w moim sercu i to się nigdy nie zmieni. – spojrzał na mnie a ja zamarłam.

- Jack.. – zatkało mnie, nie mogłam wydusić z Siebie słowa. – Wiedz że zawsze będziesz dla mnie kimś ważnym. Bez względu na to, czy będę miała kogoś czy nie. – spojrzałam w jego brązowe oczy, i wtedy przypomniały mi się wszystkie, nasze wspólne chwile.

- Zawsze możesz na mnie liczyć, pomogę Ci w każdej sytuacji. – chwycił delikatnie moją dłoń. Zawsze będę przy Tobie.

Stop! Stop! W głowie zaświeciła mi się czerwona lampka. Ogarnij się masz przecież Jamesa. Głosy w mojej głowie, były naprawdę przerażające. Czego nie zabierasz dłoni? Sumienie? Czyżby się odezwało.

- Stop.. – przerwałam po dłuższej chwili.

- Co się stało? – zapytał z błyskiem w oku i nienagannym uśmiechem.

- Zasiedziałam się. – spojrzałam na zegarek, była 16.37 . Muszę lecieć, cały dzień prawie spędziliśmy razem. – zaśmiałam się. Muszę iść. – cmoknęłam chłopaka w policzek i poszłam do auta.

Dlaczego to zrobiłam? Musiałam go pocałować? Cholera! Co za idiotka!! Krzyczałam na Siebie w myślach. Moją bitwę przerwał mi SMS od Carlosa.

‘ Cześć! Gdzie Ty jesteś? Czekamy na Ciebie, bo nie ma nic w lodówce. ‘ 

Nie odpisałam nawet, tylko ruszyłam w stronę domu. Wysiadłam z samochodu, odstawiłam zakupy na podjazd i zamknęłam auto..

- Stój ! – usłyszałam jakiś męski głos.

- Coś się stało? – odwróciłam się, przede mną stał jakiś umięśniony facet.

- Jeżeli jeszcze raz, pokrzyżujesz Nam plany to obiecuję że to źle się dla Ciebie skończy! – krzyknął i oblał mi czymś rękę, podczas gdy jego kumpel mnie mocno złapał.

- auu.. !! – krzyknęłam głośno i szybko upadłam. A Oni wsiedli do czarnego samochodu i odjechali.

- Bella! – usłyszałam krzyk Logana. – Nic Ci nie jest? – zapytał i pomógł mi wstać.

- Logan.. Ktoś mnie oblał kwasem czy czymś, strasznie boli. – łzy zaczęły mi spływać po oczach.

- Alice! – krzyknął chłopak. – Jedziemy do szpitala.. Szybko!

Pomogli mi wsiąść do samochodu i odjechaliśmy, najszybciej jak to było możliwe.. 

Oczami Logana.

Jechałem tak szybko jak tylko mogłem.
.
- Cholera! – krzyknąłem i odwróciłem się do dziewczyn z tyłu. – Policja..

- Co?! – krzyknęły jednocześnie. – Zatrzymaj się, i powiedz wszystko co trzeba.

- Dzień Dobry. – powiedział policjant zatrzymując Nas. – Dokumenty proszę. – odpowiedział.

- Proszę. Przepraszam ale bardzo się śpieszymy. – pokazałem na dziewczyny z tyłu.

- To nie zajmie długo. – odpowiedział i wrednie się uśmiechnął.

- Panie władzo..  zaczęła Ali. – Naszą koleżankę, ktoś oblał kwasem i jedziemy do szpitala!  Jak Nas Pan nie puści, to złożę skargę za to że nie pozwolił Pan Nam zawieść chorego do szpitala, i jeszcze pozwę Pana do sądu! – krzyknęła w stronę Policjanta.

- Przepraszam bardzo. – proszę, oddał mi dokumenty. – Będę jechał przed Państwem, żebyście bezpiecznie dojechali. – odszedł z burakiem na twarzy.

- No, no. – klasnąłem kilka razy w dłonie. – Świetna robota Skarbie.

- Wiem. – uśmiechnęła się i dostałem buziaka w policzek.

- Hello! – usłyszeliśmy krzyk Bell. – Nie przeszkadzajcie Sobie, ja poczekam.. – warknęła.

-  Ok. Już jedziemy! – przekręciłem kluczyki w stacyjce i odjechaliśmy.

15 minut, i znaleźliśmy się w szpitalu. Lekarz od razu wziął Bell do Sali, a my musieliśmy czekać. W międzyczasie zadzwonił telefon Blondynki.

- Carlos dzwoni. – spojrzałem na wyświetlacz,  na którym widniało zdjęcie Peny. 

- Odbierz. – kiwnęła Ali.

- Jasne. – wziąłem na głośnik .

- Gdzie do cholery jesteś? – krzyczał rozzłoszczony Los.

- Siema.. Tutaj Logan, jesteśmy w szpitalu. Nie martw się. – powiedziałem.

- Co?! – odpowiedział przerażony Los. – Jak to? Co się stało?

- Wracałem z Ali ze spaceru, i zobaczyłem Bell jak leży na ziemi, a potem pokazała Nam swoją rękę ktoś ją oblał kwasem. – wytłumaczyłem spokojnie.

- Co?! – Los powtórzył ponownie. – Gdzie jesteście? Zaraz przyjadę.

- Medical Center. Wiesz gdzie to jest? – zapytałem kumpla.

- Zaraz będę. – rozłączył się .

- Los, zaraz tutaj będzie, więc  musimy czekać. – spojrzałem na Al i objąłem ją ramieniem. – Nie martw się, wszystko będzie dobrze. – cmoknąłem ją w policzek.

- Na pewno.. – westchnęła .

Kwadrans później.

- Jestem! – krzyknął Los biegnąc w naszą stronę. – Gdzie Bell?! – pytał zmartwiony.

- Na Sali, zaraz pewnie wyjdzie lekarz. – odparła Al. – Długo już tam siedzi. – spojrzała na zegarek.

- No tak. 30 minut, to kawałek czasu.

- Dzień Dobry. – z Sali wyszedł Lekarz. Na oko, miał coś koło 35-40 lat. – To Pan przywiózł pacjentkę? – zapytał patrząc na Nas z powagą.

- Tak. Jestem Logan Henderson, to moja dziewczyna Alice i brat Belli Carlos Pena.

- Dzień Dobry. – podał rękę Carlosowi.

- Dobry, dobry. – odpowiedział i uścisnął rękę lekarzowi. – Jak tam moja siostra? Zapytał splatając palce. Był chyba zmartwiony. 

- Wszystko dobrze. – odpowiedział z uśmiechem. – Isabella ma się dobrze, właśnie pielęgniarka kończy wypisywać receptę na maść, która będzie potrzebna aby pacjentka smarowała Sobie przedramię. Proszę od razu wykupić receptę, i dzisiaj wieczorem jak będzie taka możliwość zostawić rękę aby na noc pooddychała, a rano posmarować, i powtarzać tę czynność 2 razy dziennie. Rano i wieczorem, a co drugi dzień ręka musi być odsłonięta. To na tyle dziękuję. 

- My też bardzo dziękujemy. – dodaliśmy a z pokoju wyszła Bell.

- Carlos.. – Bell szybko podbiegła do brata i mocno się do Niego przytuliła. – Przepraszam. – powiedziała. 
– Nie chciałam, naprawdę nie chciałam. – z jej oczu popłynęło kilka łez. 

- Mała, nie przejmuj się. – uśmiechnął się do Niej i ruszyliśmy do domu.

Cała jazda przebiegła w kompletnej ciszy, nikt nie chciał się odezwać, aż do przyjazdu do domu, gdy wszyscy na Nas naskoczyli.

- Co się stało? – zapytał James, wychodząc z kuchni ze szklanką soku. Carlos wybiegłeś tak nagle.  – zaśmiał się.

- To nic takiego. – odezwała się Bell.

- Nic takiego?! – Los podniósł głos.

- Przepraszam.. – Bell spojrzała na Nas i później na swoją rękę.

- Coś się stało? – z góry zszedł Kend. – Cześć! – machnął ręką i udał się do kuchni.

- Ktoś napadł Bell przed domem. – wytłumaczył Los.

- Co?! – James i Kendall wypluli na Siebie sok. – Jak to? – zapytał przerażony James.

- Wracałam ze sklepu z zakupami, i gdy wyciągnęłam je z samochodu jacyś kolesie mnie zatrzymali.. Mówił coś o jakichś pokrzyżowanych planach, coś im zepsułam. – mówiła. – Nie wiem, o co chodziło.

- Od dzisiaj wychodzicie razem Ty i Alice! – krzyknął Logan. – Nie będziecie same chodziły po mieście, załatwimy Wam ochronę.. mówił dalej. – To nie może tak być! – podniósł głos.

- Ale nie trzeba.. – powiedziałam.

- Trzeba! – powiedział James. – Inaczej.. – zamilkł i wziął głęboki oddech. – Inaczej nie ruszacie się z domu. Ja nie chcę znaleźć dzień później, waszych zwłok! – krzyknął i wyszedł na balkon.

- James! – krzyknęła Bell.

- Poczekaj. – powiedziałem. – Zaraz mu przejdzie. Chodźcie rozpakujemy zakupy i zrobimy jakiś obiad..
Poszliśmy do kuchni, lekarz zabronił robić jak na razie cokolwiek Bell. Nie może zajmować się ciężkimi rzeczami, lecz uparta jest jak osioł! Ale cóż.. 


Kilka godzin później.

- Chyba jesteś śmieszny?! – z góry było słychać krzyki Bell i Jamesa.

- Ja?! – odkrzyknął i trzasnął drzwiami.

- Coś ich nie słychać.. – powiedziałem do Alice.

- Może się zamknęli, albo nie wiem. Już mam dosyć ich kłótni.

Chwilę później znowu można było usłyszeć trzaski drzwi, tym razem Bell zeszła na dół.

- Wybierasz się gdzieś? – zapytała Ali.

- Jak najdalej od tego kretyna! – krzyknęła tak aby James usłyszał.

- Świetnie! – usłyszeliśmy głos Jamesa. – Rób Sobie co chcesz! Ale ja nie będę później, Cię szukał po szpitalach i reszcie! – krzyknął.

Bell się zdenerwowała i pobiegła na górę.. Dalej było słychać kłótnie.

- Debilu nie rozumiesz że ja nie chcę aby coś Wam się stało? – krzyki Bell były coraz głośniejsze. Postanowiliśmy pójść  na górę.

- Ale nie musiałaś Nam załatwiać ochrony.. – westchnął już trochę ciszej.

- Można? – zapukaliśmy z Ali do och pokoju.

- Jasne. Wchodźcie. – odparli.

- Cieszymy się że mamy ochronę, ale nie musicie się o to kłócić. – powiedziałem i poklepałem Maslowa po ramieniu. – Dziewczyny się o Nas martwią, mają prawo. – uśmiechnąłem się do kumpla i zeszliśmy na kolację.

Stół był ładnie przykryty, postanowiliśmy tylko wszystko postawić i zajęliśmy się posiłkiem. Po udanej kolacji, wyszliśmy na taras. Kendall trochę pograł na gitarze a my pośpiewaliśmy wieczór mogliśmy zaliczyć do udanych.  Jutrzejszy dzień spędzimy w końcu w domu, Martin dał Nam wolne więc w końcu się wyśpimy.

- Jutro Twój wielki dzień Mała. – Carlos poklepał Bell po ramieniu.

- Przestań. – spojrzała na Niego z miną zbitego psa. – Dzień jak co dzień. – westchnęła ramionami.

- Jasne.. – uśmiechnęliśmy się z chłopakami. – Zobaczymy jak jutro będziesz panikować. – zaśmiał się Kendall.

- Ja? – zaśmiała się i machnęła ręką.

- No a nie? – spojrzał na Nią James. – Będziesz szperała w szafie, w poszukiwaniu ubrań. – zaśmiał się. – Aż w końcu, pobiegniesz do Al  i coś wybierzecie.

- No i świetnie. – ucieszyła się Al. – Przynajmniej we mnie ma wsparcie. – ziewnęła .

- Dobra, my tu gadu gadu , a czas iść spać. – podałem dłoń Ali i poszliśmy na górę. – Dobranoc. Cześć Wam.

- Cześć. – machnęła reszta po czym, zaczęli się zbierać.

Zaszliśmy na górę byłem taki padnięty, że od razu rzuciłem się na łóżko i nie wiem kiedy ale zasnąłem. 

Ech.. Pisałam ten rozdział z trochę inną nadzieją, ale coś mnie podkusiło i zmieniłam większość. Nie musi się Wam podobać :). Ale liczę na szczere komentarze :). Jednorazówka o Jamesie już powstała, kiedy chcecie ją przeczytać?
Lisa ♥ . 

sobota, 19 kwietnia 2014

Liebster Blog Award

Zostałam nominowana Przez 

1. Od kiedy jesteś blogerką?
17 stycznia 2014. 

2. Jakie fandomy?
Rusher , Lovatic , Beliebers . 

3. Ile piszesz blogów?
Na razie 1. 

4. Dzięki czemu nabierasz najwięcej weny?
Dzięki muzyce. 

5. Co cie motywuje?
Big Time Rush. Komentarze. Obserwujący.

6. Szczęśliwa liczba?
nie mam ;).

7. Ulubiony kolor?
czarny, fioletowy, różowy, biały. 

8. Ulubiona piosenka BTR?
Big Time Rush Epic

9. Ulubiona pora dnia?
Wieczór. 


10. Ulubieniec z BTR?
Kendall Schmidt ♥ .

Nominuję :


  1. http://opowiadaniaobigtimerush.blogspot.com/
  2. http://milosc-czy-przyjazn.blogspot.com/
  3. http://we-are-young-and-dumb.blogspot.com/
  4. http://lovemeagainopowiadanie.blogspot.com/
  5. http://the-btr-story.blogspot.com/
  6. http://mojatotalnaporazka.blogspot.com/
  7. http://btr-la-is-ours.blogspot.com/
  8. http://nieoczekiwanazmiana.blogspot.com/
  9. http://imaginy-bigtimerushpoland.blogspot.com/
  10. http://bigtimerush46.blogspot.com/


Pytania : 
1. Za co lubisz Big Time Rush? 
2. Jakie jest Twoje największe marzenie?
3. Ideał chłopaka? 
4. Co robisz jak masz doła?
5. Ulubiony członek zespołu BTR? I dlaczego akurat On?
6. Co byś zabrała na bezludną wyspę? 
7. Jaka śmieszna sytuacja przytrafiła Ci się w życiu?
8. Motto na dziś? 
9. Śmieszne imię według Ciebie to? 
10. Ulubiona para z serialu BTR?


Bardzo, bardzo dziękuję za nominację! Dziękuję również czytelnikom i obserwatorom :).
Uwielbiam Was ♥ . 

środa, 16 kwietnia 2014

Part 18 .

Wybiegłam z domu jak poparzona, telefon Jack`a  był naprawdę nie spodziewany. Wsiadłam do auta, wsadziłam kluczyk do stacyjki.. Przekręciłam i odjechałam. Co za parking. Ech. Nie mogę znaleźć miejsca, podjechałam w boczną uliczkę. Zaparkowałam i udałam się do Jack`a . Rozglądałam się po parku, lecz nie widziałam tam chłopaka, spróbowałam do Niego zadzwonić.. Lecz On był szybszy, wyciągając telefon z kieszeni poczułam że ktoś zakrywa mi oczy.

 - Puszczaj! – krzyknęłam i szybko ten ‘ ktoś ‘ dostał z łokcia w brzuch.

- Ałła.. – usłyszałam znajomy głos. – Dziękuję że tak mocno, mnie uderzyłaś.

- Jack.. – spaliłam buraka. – Przepraszam najmocniej, nic Ci nie jest? – zapytałam z niewinnym uśmiechem.

- Nie, spoko. Dostawałem gorzej. – zaśmiał się.

- Co chciałeś mi powiedzieć? – zapytałam.

-  Mam 2 sprawy, dobrą i złą. – spojrzał na pobliską ławkę i kiwnął głową abym za Nim poszła. – Nie wiem, od której zacząć.

- Może od złej. – westchnęłam.

- Zła.. To jest taka że Jade ostatnio spotkała się z Kate i ta dała jej jakieś dragi. – powiedział z głową spuszczoną w dół.

- To już wiem, to nie żadna nowość. – zaśmiałam się.

- aa. To powiem Ci że mam jeszcze jedną złą, i dopiero dobrą. – uśmiechnął się.
- Ok. Mów.

- Ta zła, to Jade planuję aby Carlos został pobity razem z Kendallem i Jamesem. – to ostatnie powiedział dosyć cicho.

- Co?! – krzyknęłam. – Skąd to wiesz? – spojrzałam na Niego ściągając okulary.

- Mam filmik, w którym jest wszystko nagrane.. – pokazał mi kilkuminutowe nagranie.

- Kurwa.. – przeklęłam cicho. – Co za Żmije! – zdenerwowałam się i odpaliłam papierosa. 

- Palisz? – zapytał Jack.

- Tylko jak mnie coś naprawdę zdenerwuję. – poczęstowałam chłopaka papierosem. – Ale nie przyszłam tutaj mówić, o moim paleniu. Co to za dobra wiadomość? – zapytałam ciekawa.

- Dobra? To taka że wiem, kto i kiedy ma ich pobić, więc musicie Sobie załatwić ochronę. Bo inaczej, będzie z Nimi kiepsko, znam tych ludzi, miałem z Nimi kiedyś do czynienia. Więc musisz ich ostrzec, ale się nie spal. – wyrecytował.

- Ok. Kiedy to ma być? – zapytałam z lekkim strachem.

- Mówili że jak będą wracać ze studia do domu, czyli jutro.

- Ok. Powiem. A teraz Cię przepraszam, ale muszę jechać. – powiedziałam i podniosłam się z ławki. – Może Cię podrzucić? – zaproponowałam.

- Dziękuję. Ale nie masz po drodze. – powiedział.

- Oj. I tak muszę jeszcze skoczyć do sklepu, to żaden problem. – powiedziałam z uśmiechem i machnęłam mu ręką.

- Ok, to chodź. - Uśmiechnął się.

Poszliśmy w stronę samochodu, i ruszyliśmy. W samochodzie panowała niezręczna cisza, postanowiłam włączyć radio. Kilka spokojnych piosenek i nagle wiadomość której się nie spodziewałam Spiker który prowadził audycję, totalnie Nas zaszokował!

- Siema , Siema ! – powiedział po wcześniejszym ściszeniu muzyki. – Mam dla Was świetnego newsa! David Dash znany producent muzyczny, jeden z lepszych w Los Angeles. – mówił o Nim w samych superlatywach, lecz my chcieliśmy dowiedzieć się o czym mówi. – Wypromuje nową gwiazdkę muzyki pop dance i pop rocka Bellę Pena! – krzyknął prosto do radia.

- Co?! – spojrzałam na Jack`a gwałtownie zatrzymałam samochód, zjechałam na pobocze. 

– Co? – ponownie powtórzyłam.

- No, no. Nie wiedziałem że mam aż tak sławną Dziewczynę. – podkreślił słowo dziewczyna.

- Jack.. – spojrzałam na Niego, lekko smutnym wzrokiem.

- Przepraszam. Nie powinienem, może będzie lepiej jak już dalej pójdę pieszo. Cześć Bell. – machnął ręką, i wysiadł z auta. 

Stałam tak jeszcze, krótką chwilę, aż zadzwonił Carlos.

- Słucham. – powiedziałam odbierając telefon.

- Słyszałaś tą audycję w radio? – z jego głosu można było wywnioskować że naprawdę się cieszy.

- Tak, słyszałam. – odparłam.

- Coś się stało? – zapytał cicho.

- Nie, nie. Zaraz będę w domu. – odpowiedziałam zmieniając temat.

- Ok. Zajedź do jakiegoś sklepu i kup coś na kolację, jak możesz. – powiedział.

- Dobra. Coś konkretnego? – zapytałam.

- Nie. Wybierzesz coś. – zaśmiał się.

- Jasne. – odparłam i się rozłączyłam. 

 Zajechałam do pobliskiego marketu, wzięłam mleko, płatki sok i coś na kolację. Nie miałam pomysłów, na kolację kompletnie. Postanowiłam zrobić gyrosa, bo na nic innego nie miałam ochoty, po słowach Jack`a. Po zakupach wróciłam do domu. Zaparkowałam samochód, kluczyki wrzuciłam do torebki i weszłam do domu..

- Po jaką cholerę się z Nim spotkałaś?! – na wejściu od razu dostało mi się od Losa i Jamesa.

- O co Wam chodzi? – zapytałam lekko zdziwiona.

- O co?! – krzyknął Carlos, i pociągnął mnie do Siebie bliżej. – Czego spotkałaś się z Jack`iem. 

- Chodź to Wam pokażę. – odniosłam zakupy do kuchni, i zaprowadziłam do pokoju Jamesa i Losa. – Patrzcie.

Pokazałam im filmik, na którym wszystko było wyjaśnione.

- I co? – spojrzałam na chłopaków.

- ee.. – powiedział Los. – No nie wiem. – pokiwał głową.

- Proszę, nie mów nic Jade. – powiedziałam cicho. - Na jutro, musicie mieć ochronę, bo inaczej będzie źle. A ja nie chcę Was stracić. – przytuliłam ich mocno.

- Dobra. – powiedział lekko zszokowany James. – Postaramy się. 

- A teraz chodź zrobimy kolację. – uśmiechnął się Carlos. – widziałam w jego oczach złość i smutek.

On na pewno powie Jade.. Zeszłam zaraz za Nimi na dół, i zabrałam się za robienie kolacji.

- Coś Cię gryzie? – zapytał zawsze wesoły Loggie.

- Nie. – mruknęłam pod nosem. – Wszystko jest ok. – zakończyłam to sztucznym uśmiechem.

- Ale widzę, że coś nie gra, mi możesz powiedzieć. – uśmiechnął się i wziął nóż aby pomóc, mi przy kolacji.

- Martwię się o Carlosa.. I o Was wszystkich, chcę żebyście jutro jadąc do pracy wzięli ochronę. Martin, powinien Wam coś załatwić. – powiedziałam krojąc mięso.

- Oj tam. – wzruszył ramionami, i odłożył nóż. – Niby po co Nam ochrona?

- Nie wiem, ale lepiej by było, żebyście mieli. – powiedziałam i wzięłam się za resztę.

- No ale po co? – Logan naciskał, abym mu powiedziała.

- Dobra.. Piśnij tylko komuś słowo, że Ci to pokazałam a własnoręcznie Cię zamorduję. – uśmiechnęłam się szeroko.

- Dobra, dobra. Każdy Pena jest taki groźny? – zaśmiał się.

- Logan.. – spiorunowałam go wzrokiem.

Pokazałam mu ten filmik, z nadzieją że nic nie powie. I miałam rację, nie powiedział.

- Matko.. – złapał się za głowę. – Ale jak to? Skąd to masz? – zapytał zdziwiony.

- Mam swoich informatorów, a teraz cisza i bierz się za smażenie.

- Jasne. – pokiwał głową, i dokończyliśmy kolację.

Logan zawołał resztę, i w wyśmienitych nastrojach zjedliśmy posiłek.. Każdy wrócił do Siebie, nie mogłam zasnąć myśląc cały czas o jutrzejszym dniu, bałam się że Carlos powie coś Jade, i że Martin nie załatwi im ochrony.. Moje obawy, przeszły najśmielsze oczekiwania..

Na drugą część zapraszamy za tydzień ♥ . 
Lisa ♥ . 

czwartek, 10 kwietnia 2014

Part 17 .

Oczami Jamesa.


Wczorajsza noc, była doskonała. Moje ciało płonęło czułem jak zżera mnie żądza namiętności. Nie mogę zasnąć, nie mogę oderwać wzroku od Bell. Jej delikatne ciało, przykryte w minimalnym stopniu. W pokoju czuć magiczny zapach miłości i róż. Mam ochotę powtórzyć to jeszcze raz, lecz wiem że na Nas czas.. Podniosłem się z łóżka, żeby wziąć szybki zimny prysznic żeby ostudzić mój zapał.

Kilka minut później. 

Wracając do pokoju, zauważyłem że Bell nie ma w łóżku. Coś jest nie tak. Łóżko zostało elegancko zaścielone, może wyszła nie chcąc mi nic mówić..

- Bella. - krzyknąłem . - Gdzie jesteś?! - powtórzyłem czynność.

- Jestem w drugiej łazience, już wychodzę. - rzekła.

- Ale.. - za jąkałem się.

- Tak wiem. Miałam tam nie iść, ale Ty w łazience siedziałeś dosyć długo, więc postanowiłam już z tej skorzystać. - powiedziała.

- Dobrze. Zamówić jakieś śniadanie? - wychyliłem się zza drzwi łazienki.

- Nie dziękuje, nie jestem głodna. - wyszła z łazienki.

- Ok. Jak wolisz. Ja zaraz stąd wyjdę, i możemy jechać do domu. - uśmiechnąłem się.

- A która jest w ogóle godzina? - zapytała Bell, szukając telefonu w torebce.

- Moment. - spojrzałem na zegarek. - Tak dokładnie to za dwadzieścia dwunasta.

- Co? - wyszczerzyła na mnie oczy. - Tak późno? Zbieramy się, jeszcze Sobie w domu, coś pomyślą.. - zaśmiała się. - Znasz Losa.. Zaraz będzie się pytał czy ma szanse zostać wujkiem.

- hum.?  W sumie masz rację.

Tymczasem w domu. - Oczami Carlosa. 

- Zadzwonię.. Nie zadzwonię.. - Zadz.. - z moich zamyśleń wyrwało mnie lekkie szturchnięcie. - Co jest? - spojrzałem do tyłu, i ujrzałem Logana i Ali. - Co tutaj robicie? - zapytałem .

- Zastanawiamy się, czym zawinił Ci ten kwiatek że tak go.. hm? Jakby to powiedzieć. - zastanawiała się Ali.

- Obdzierasz ze skóry? - zaśmiał się Loggie.

- Zastanawiam się dlaczego Bella i James się nie odezwali.

- Carlos.. - podniosła głos Ali. - Jak możesz? Chcesz sprawdzać Bell na randce? - spiorunowała mnie wzrokiem.

- Nie.. Ale. - jęknąłem .

- Ej. Żadnego ale, tylko do kuchni i brać się za robienie obiadu. - Alice pogroziła Nam palcem, a my udaliśmy się do kuchni.

30 minut później. 

W kuchni rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi, pośpiesznym ruchem poszedłem otworzyć. Twarz od razu mi się uśmiechnęła. W drzwiach stała Bell i James.

- Jak tam wieczór? - zapytałem odbierając od siostry torbę.

- Dobrze.. - Bell się lekko zarumieniła, i poszła przywitać się z Ali i Loganem.

- Stary.. poklepałem Maslowa po ramieniu. - Widzę że się działo, bo Bell aż się zarumieniła. - zaśmiałem się.

- Coś Ty.. Zwykła kolacja, i tyle. - uśmiechnął się i poszliśmy do kuchni.

- No ale jak to? - w kuchni słyszeliśmy głos Ali. - W deszczu? I to na piechotę?! - dziewczyna zrobiła zdziwioną minę, i od razu spojrzała na Jamesa.

- Co? - odparł sam z wielkim zdziwieniem. - Ale to nie moja wina, Bell sama chciała spacerować w deszczu. - tłumaczył się gęsto. - Ja nic nie zrobiłem. - spojrzał na ziemię i podniósł ponownie wzrok z miną zbitego psa.

- Ach.. Ta moja siostra. - westchnąłem. - Ciągła romantyczka. - zaśmiałem się.

- Ej. Nie jestem aż tak romantyczna, ale spacer w deszczu.? - zamyśliła się na chwilę. - Pobudza mnie do życia. - zaśmiała się. - Co dobrego gotujecie? - spojrzała na buzującą wodę.

- Cholera..! - krzyknąłem. - Mój rosół! - załamałem ręce. - Nie będzie rosołu na obiad.. - westchnąłem głośno, licząc na to że dziewczyny przyrządzą obiad.

- Alice. Coś czuję, że obiad stoi na naszej głowie. - Bell uśmiechnęła się do koleżanki.

- No dobra. - odwzajemniła uśmiech, gdy dziewczyny miały się brać za gotowanie do Bell zadzwonił telefon.

- Tak? (...) - Tak to ja. Z kim mam przyjemność? (...) - Co?! - Bell usiadła z wrażenia, coś musiało ją nieźle zaszokować. (...) - Jak to? Ja nic nigdzie, nie wrzucałam.. To.. - spojrzała na mnie i Jamesa wzrokiem który mógłby zabijać. - Rozumiem już. Brat nakręcił ten film, i został wrzucony do sieci. (...) - Aż pół? Oczywiście, że się zgadzam. (...) - Momencik, muszę Sobie zapisać adres. - podrzuciłem Bell kartkę i długopis. - Dobrze dziękuję, wszystko zapisałam. Do zobaczenia.

- James! Carlos! - Bell podniosła głos.

- Co? - spojrzałem na Maslowa, a On na mnie. - Co Ci zrobiliśmy?

- Właśnie zadzwonił do mnie producent z Global Star Studio, i powiedział że jutro mam się zjawić u Niego w studio o 11 z kawałkami które mam i nagrywam płytę.. - skakała ze szczęścia.

- Ej.. - podrapał się po głowie Loggie. - Nasze studio jest przecież kilka przecznic dalej od Global.

- W sumie racja. - odezwała się Ali.

- Będziemy mogli razem dojeżdżać. - uśmiechnął się James i pocałował w policzek Bell.

- Świetnie. - uśmiechnęła się, i zabrałyśmy się do pracy, przy robieniu rosołku.

- Cześć! - do kuchni weszła Jade, przeciągając się i przelotnie dając mi buziaka. - Co dobrego robicie? - zapytała.

- Rosół.. - odparła Ali. - Może Nam pomożesz? - zapytała uśmiechając się do Bell.

- Chętnie. - odparła z uśmiechem. - Tylko umyję ręce.

- Co? - dziewczyny spojrzały na Siebie z wielkim zdziwieniem.

Może w końcu się dogadają, ja już mam dość ich sprzeczek.

Oczami Belli. 

- Ali. Przepraszam Cię najmocniej, ale muszę lecieć do pokoju. - odezwałam się i szybko zdjęłam mój a`la fartuszek.

- Ok. Ale po co? - zapytała lekko zdziwiona.  - aa.. Już rozumiem. - mrugnęła porozumiewawczo. - Leć, biegnij, dam Sobie radę.

- Dziękuję. - przelotnie cmoknęłam Jamesa, i chwyciłam Losa za rękę.

- Co?! - zerwał się z krzesła.

- Chodź! - krzyknęłam, i poszedł za mną.

- Pomożesz mi, nie wiem jakie piosenki wybrać. Załamię się, jak coś nie wyjdzie. - trajkotałam jak najęta. - Ale w sumie, mam też inne plany na życie. - zaśmiałam się. Po czym Los tylko przewrócił oczami.

- Poczekaj, zaraz coś wybiorę. - poszperał trochę w moim zeszycie i znalazł.

2 godziny później.

- Obiad już jest. - z dołu krzyknęła Ali.

- Już zaraz idziemy. - krzyknęliśmy razem.

- Carlos.. - powiedziałam smętnie do brata.

- Co jest? Masz jakiś problem? - zapytał siadając obok mnie na łóżku.

- Nie wiem, od powrotu z Polski wydaje mi się że ta nasza zgoda jest tylko na pokaz. - spojrzałam na brata i ponownie na odbicie w lustrze szafy.

- Mała. Zgoda jest na prawdę, nie musisz się martwić, już zawsze będę przy Tobie. W każdej chwili, nie martw się. Już nikt Cię nie skrzywdzi. - powiedział o objął mnie ramieniem.

- Ale obiecujesz? -  łza zakręciła mi się w oku.

- Tak. Na słowo harcerza, chociaż tym nigdy nie byłem. - zaśmiał się. - Jak będziesz miała jakiś problem, wal śmiało do mnie.

- Dobrze. Dziękuję. - uścisnęłam brata i zeszliśmy na dół.

W kuchni unosił się zapach rosołu, dokładnie jak u Mamy. Ach.. Dzieciństwo i te wspaniałe czasy.

- Alice.. - podniosłam wzrok od talerza. - Świetnie gotujesz! - pochwaliłam przyjaciółkę.

- No wiadomo. - zaśmiał się Logan. - Wiem kogo dobierać. - uśmiechnął się, i łyżka zniknęła w jego ustach.

- Dobra, dobra. Ja też pomagałam. - odezwała się Jade.

- Okej. Już tak nie marudź. - warknęłam na Nią.

- Opanuj się Panienko.. - odpowiedziała.

Carlos, od razu odszedł od stołu, i kiwnął porozumiewawczo do Jamesa, żeby ten stanął obok mnie. Los wiedział, że mówienie do mnie ' Panienko ' zazwyczaj źle się kończy..

- Bell uspokój się.. - powiedział Carlos, gdy widział że się gotuję.

- Jestem spokojna. - odpowiedziałam, odnosząc swój talerz do zlewu, i złowrogo spoglądając na Jade.

- James. - spojrzałam na chłopaka. - Czy byłbyś tak miły, i mnie puścił?

- Oczywiście. - odszedł ode mnie na kilka centymetrów.

- Alice. Pomożesz mi chodź. - machnęłam do koleżanki.

- Ok.

Poszłyśmy na górę, aby przygotować dla mnie strój na jutrzejszą rozmowę kwalifikacyjną. O ile można to tak nazwać. Przygotowałyśmy moim zdanie całkiem fajny zestaw, może trochę nie bardzo elegancki, lecz za to na pewno wygodny. Mieszanka eleganckiego stylu, z lekką nutką rockowej dziewczyny. Posiedziałyśmy jeszcze z Ali w pokoju.. I nagle zadzwonił mój telefon.

- Odbierz. - spojrzała na telefon Ali.

- Ale to Jack.. Nie chcę aby James był zazdrosny. - powiedziałam i rozłączyłam się.

- Słuchaj. James to zrozumie. - szepnęła. - Zadzwoń do Niego.

Gdy wzięłam telefon do ręki, automatycznie na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcia Jack`a. Chcąc czy nie odebrałam i wzięłam na głośno-mówiący.

- Słucham? - powiedziałam cichym głosem.

- Bell.. - słychać było nie wyraźnie.

- Jack, nie słyszę Cię. Możesz mówić głośniej. - zapytałam.

- Za 20 minut bądź w parku. - podniósł głos. - Proszę to coś ważnego. W sprawie Jade..

- ech.. - spojrzałam nerwowo na Alice, kiwnęła tylko głową na ' idź coś wymyślimy ' . - Okej.

Rozłączył się, i szybko się przebrałam w coś cieplejszego. Mimo że to był koniec marca, pogoda płatała nadal figle.
Wskoczyłam w ciuchy, i szybko zbiegłam na dół, aby założyć buty.

- Wybierasz się gdzieś? - zapytał James.

- Tak i nie. - odparłam szybko.

- To tak czy nie? - zaśmiał się Loggie.

- Mam ważną sprawę, gdzie moje kluczyki? - szukałam ich w torebce.

- Łap! - krzyknął Carlos.

- Ale gdzie idziesz? - zapytał James, stojąc tuż przede mną.

- Kurczę.. - szepnęłam. - przybliżyłam się do Niego i szepnęłam mu na ucho. - Nie mogę Ci teraz powiedzieć, obiecuję powiem Ci ale nie teraz. Muszę lecieć.

- Bell.. - krzyknął James.

- Kocham Cię! - krzyknęłam i zamknęłam za Sobą drzwi.


Krótki.. Lecz się starałam, nie miałam czasu aby był dłuższy.. Ale postaram się, aby w następnym coś się działo ;). Każda notka będzie dodawana w czwartek.
Lisa ♥ .