czwartek, 3 kwietnia 2014

Part 16 .

Jade nie chciała uczestniczyć z nami w tych podchodach. No i dobra, zżera ją zazdrość.. Ach. Jakie to piękne..

Oczami Jamesa. 

Podjechałem pod dom, licząc na to że Bell już tam może czekać. Lecz pomyliłem się. Dlaczego Panny muszą się tak stroić?

Kilka minut później.

- wow.. - otworzyłem usta ze zdziwienia.

- Hej. - Bell podeszła do mnie i cmoknęła mnie w policzek. - I jak? - obróciła się i uśmiechnęła ukazując rząd białych perełek.

- wow.. - powtórzyłem czynność.

- Może wymyśl, coś innego. A ja poczekam. - znowu się uśmiechnęła.

- Mam tylko jedno pytanie. - zawahałem się, bo mogę przy tym nieźle oberwać.

- Tak?

- Co zrobiłaś z moją dziewczyną? - zaśmiałem się. - Wyglądasz mega cudownie. Anioł nie dziewczyna. Po prostu, kolana mi się ugięły gdy Cię zobaczyłem..

- James.. - spojrzała na mnie swoimi niebieskimi tęczówkami. - Wariat, mój wariat. - Jedziemy? Czy będziemy, dalej prowadzić show ' Bella i James idą na randkę ' ? .

- Co? - nie mogłem oderwać od Niej wzroku. - Bella i.. aa! Randka! No tak. Już. - otworzyłem drzwi do samochodu, po czym machnąłem ręką do okna, w którym stała Familia. I szybkim krokiem, udałem się na miejsce kierowcy.

- To gdzie jedziemy? - zapytała Bell zapinając pas.

- Więc.. Jedziemy na romantyczną kolacje na plaży, a później spędzimy cudowną noc w Hotelu Star. Co Ty na to? - zapytałem, spoglądając kątem oka na Bell.

- Zapowiada się ciekawie. - uśmiechnęła się i cmoknęła mnie w policzek.

Pojechaliśmy na początek pod hotel w którym mieliśmy się zatrzymać na noc, Bell była trochę przerażona.. No nie dziwie jej się. Początek randki i już hotel?

- James.. zapytała mnie patrząc na mnie kątem oka. - Dopiero co po mnie przyjechałeś, a już idziemy do hotelu? - lekko zirytowana Bell, siedziała w samochodzie i spoglądała na mnie.

- Poczekaj cierpliwie. - wysiadłem z auta. Podszedłem do drzwi Bell otworzyłem je i wręczyłem jej bukiet krwisto czerwonych róż. - Skarbie. Wiem że nie lubisz kwiatów ale chciałem być romantyczny.

- Oj.. - westchnęła głośno. - James, przy Tobie nawet chwasty polubię. Dziękuję ale nie musiałeś. - cmoknęła mnie w policzek.

- Zamknij oczy i się nie ruszaj. - podszedłem do Niej z tyłu i zawiązałem oczy.

- James.. - rzekła lekko zdenerwowana Bell. - Mogę wiedzieć co robisz? - zapytała.

- Moment. Niespodzianka, to niespodzianka. Jesteś bardziej niecierpliwa od Carlosa. - zaśmiałem się.

- Co?! - uśmiechnięta lecz lekko poirytowana zaśmiała się. - Ja przypominam Losa? No bez żartów, jego urok nie oznacza tego że jest bardziej słodszy ode mnie. - podniosła lekko głos.


- Wiem, wiem. To miała zabrzmieć inaczej. - zacząłem się tłumaczyć. Lecz właśnie przyjechała nasza Dorożka.

















- Proszę. - odsłoniłem oczy Bell. - Podoba się? - w jej oczach dojrzałem uśmiechnięte iskierki.

- Ale.. James.. To przecież musiałeś wydać na to majątek. - odwróciła się do mnie i wtuliła się we mnie. - Dziękuję. - cmoknęła mnie w policzek.

- Dla Ciebie wszytko. - pomogłem Bell wsiąść, i pojechaliśmy.

- Jeszcze nikt nigdy, nie zrobił dla mnie czegoś takiego. - uśmiechnęła się ponownie. Z jej uśmiechu można było wywnioskować że cieszy się jak małe dziecko.

- Panie Maslow. - odezwał się kierowca. - Za chwilę będziemy na miejscu.

- Dobrze. Dziękuję. - oznajmiłem.

Po 15 minutach drogi byliśmy na miejscu. Dorożkarz odjechał. A my udaliśmy się na naszą pierwszą randkę.
Oczami Belli. 

Na plaży stał niewielki namiot, w środku stał stolik na którym było już wszystko ustawione. Dookoła w małych szklanych kulach stały różnokolorowe świeczki, tworzyły niesamowity nastrój. W tle można było usłyszeć cichą spokojną muzykę, słońce które chyliło się ku zachodowi nieśpiesznie coraz wolniej Nas opuszczało. Podeszliśmy pod stolik. James odsunął mi krzesło, po czym usiadłam. Kelner podszedł do Nas napełnił nasze kieliszki szampanem. Po chwili podał Nam nasze przystawki, i później zjedliśmy lekką kolację. Byłam zachwycona, całym zdarzeniem..

- James. - spojrzałam głęboko w jego czekoladowe oczy. - Jesteś wspaniały. - uśmiechnęłam się do Niego i stuknęliśmy się delikatnie kieliszkami. - Nie mogę w to uwierzyć. spojrzałam na różowe słońce i lekko się rozmarzyłam.

- W co Kochanie? - zapytał czule James, delikatnie całując moją dłoń.

- No w to, że jesteśmy razem, i tutaj i w ogóle. Jest tak romantycznie. - zabrakło mi słownika, bo nie mogłam się wysłowić.

- Dla Ciebie wszystko. - chłopak wstał zabrał z kolan serwetkę i podszedł do mnie. - Mogę prosić? - zapytał, a w jego oczach odbił się blask świec.

- Chętnie. - odpowiedziałam i podniosłam się.

Ruszyliśmy kilka kroków dalej, tak aby podziwiać morze, plaże i zachodzące słońce. Kilku muzyków wynajętych przez Jamesa zaczęło grać jakąś wolną balladę. Nie śmiało podeszliśmy bliżej do Siebie, zachowywaliśmy się jak byśmy się Siebie wstydzili.. Lecz James przejął inicjatywę.. Położyłam ręce na jego ramionach, On natomiast przysunął się bliżej mnie. Bujaliśmy się lekko, w rytmie muzyki. Trwało to krótką chwilę, lecz ja chciałam pozostać w jego ramionach dłuższy czas..

- Bell. - spytał cicho James. - Nie chcę przerywać, ale musimy się zbierać. - szepnął mi do ucha.


 - Co? - wyrwałam się jak z transu. - Dlaczego? Przecież jest tak miło. - cmoknęłam go w czubek nosa. - Musimy? - założyłam ręce na piersi, i stałam obrażona.

- Nie, możemy zostać. Ale wtedy zmokniemy, a Ty się przeziębisz! - podniósł głos. - A nie chcę słyszeć od Carlosa, że jesteś chora łeb by mi urwał.. - zaśmiał się i pogroził mi palcem.

- No dobra.. - wydukałam i udaliśmy się w stronę namiotu, który już powoli został składany. - No i tyle by było z naszej randki. - westchnęłam głośno.

- Nie martw się, następna randka będzie tak samo świetna jak ta obiecuję. - powtórzył chłopak i zaczęliśmy się zbierać.

Oczami Jamesa. 

Namiot został już prawie złożony, a my powoli też szykowaliśmy się do hotelu. Odszedłem kawałek, aby zobaczyć gdzie nasz Kierowca. Jak na złość, pojechał bo zaczęło się chmurzyć, a jego Koń jak to powiedział boi się piorunów..

- Szlak by to trafił.. - zdenerwowałem się i zacząłem szukać telefonu.

- Co się stało? - w mgnieniu oka obok mnie pojawiła się Bell.

- Nic. Ale kierowca już pojechał, i szukam telefonu. Zadzwonię po taksówkę. - odpowiedziałem dziewczynie, lecz Ona zabrała mi telefon z ręki i schowała do torebki.

- Co Ty robisz? - lekko się zdenerwowałem.

- Chowam Twój telefon, nie widzisz?! - odpowiedziała dość obojętnie, jakby nie zauważyła nadchodzącego deszczu.

- Kurde.. westchnąłem. - Przecież zaraz zacznie padać, spójrz na niebo. - wskazałem palcem na otaczające nas granatowe wręcz czarne chmury.

- No i? - odpowiedziała obojętnie. - To że Dorożkarz odjechał, to nie oznacza że ten wieczór ma się nie kończyć. - posłała mi jedno z tych swoich spojrzeń typu ' Wiem że tego chcesz, ale się boisz ' . - No i co ja mam zrobić w tej chwili? - spojrzałem na Bell, i uległem jej.

- Dziękuję. - dziewczyna mocno mnie przytuliła i chwyciła za rękę, prowadząc do hotelu. - Zanim się obejrzysz, będziemy na miejscu i żaden deszcz Nas nie złapie. - uśmiechnęła się.

15 minut później. 

Zanim się obejrzysz, będziemy na miejscu i żaden deszcz Nas nie złapie. - I co?! - krzyknąłem, lecz Bell chyba nie usłyszała bo w tym momencie odezwał się głośny piorun.

- Przepraszam.. - spuściła wzrok na chodnik. - Przeze mnie się rozchorujesz.

- Mała.. - podniosłem jej podbródek. - Nie martw się, najważniejsze żebyś Ty była cała i zdrowa. - Zbliżyłem się do Niej, i złożyłem delikatny pocałunek na jej ustach. Mógłbym tak stać godzinami, lecz szybki blask błyskawicy i głośny piorun zmusiły Nas do szybkiego biegu w stronę hotelu.

- Witam Państwa. - przywitał Nas portier w wieku około 30 lat. - Mają Państwo u Nas pokój? - zapytał z uśmiechem spoglądając na nasze przemoczone ubrania.

- Tak. Mam tutaj zarezerwowany pokój na nazwisko Maslow. - odpowiedziałem lekko dysząc.

- Hm? Zaraz zobaczę. - spojrzał w swój zeszyt, przejeżdżając palcem po kartce. - Maslow, Maslow. - mruczał pod nosem. - A tak już mam pokój numer 113. Proszę o to Pański klucz. - Portier podał klucz, szybko go odebrałem i poszliśmy w stronę windy.

- James, które to piętro? - zapytała Bell drżąc z zimna.

- 5 . - odpowiedziałem. - Już zaraz będziemy, nie martw się. - przytuliłem Bell, a ją przeszedł dreszcz. - Chodź. - drzwi windy się otworzyły.. - 113.. O jest tutaj. - Chodź.

- Ok. - Bell weszła do środa i rozejrzała się po pokoju.

- Podoba się? - zapytałem z lekkim uśmiechem.

- Tak. Jest cudownie. - James.. - spojrzała na Siebie.. - Nie mam żądnych ubrań na zmianę.. A te są całkowicie przemoczone. - dodała.

- Nie martw się, wiedziałem że możesz czegoś nie wziąć, dlatego zabrałem coś z domu. - pokazałem jej torbę na łóżku. W środku znajdowała się jej piżama, i ciuchy na następny dzień.

- uf.. Jakie szczęście że coś wziąłeś, ja kompletnie zapomniałam. - zarumieniła się.

- Dobra, leć do łazienki wysusz się, i wskakuj w piżamę bo się przeziębisz. - rozkazałem Bell i sam zrobiłem to samo, lecz w drugiej łazience, żeby nie czuła się skrępowana. W sumie mogłem z Nią pójść do jednej łazienki, ale nie chciałem być nachalny.

- James..! - z łazienki dobiegł się krzyk Belli. - James! - krzyknęła ponownie. A ja posłusznie szybko do Niej przybiegłem.

- Co się stało? - zapytałem z lekka wystraszony, bo jej krzyk a raczej pisk, był trochę przerażający.

- Przed chwilą, gdy się rozbierałam zauważyłam że w wannie leży zdechły szczur! - spojrzała na wannę i od razu odwróciła się na pięcie. - Nienawidzę tego hotelu.

- Cholera. - podrapałem się w głowę. - Nie wiedziałem że w tym hotelu, mogą się stać takie rzeczy. - Zaraz to stąd usunę.

- Nie! - krzyknęła. - Nie ruszaj tego, kto wie ile to tutaj leży. Zadzwoń może po kogoś. Nie skorzystam już więcej, z tej łazienki. Nie ma takie opcji.

Bell stała przerażona w samym ręczniku, miałem ochotę go z Niej zrzucić. Lecz się powstrzymałem, i opuściliśmy razem łazienkę.

- James.. szepnęła podchodzą do mnie.

- Słucham? - odwróciłem się zapinając ostatni guzik od koszuli. - Coś się stało? - Bell podeszła do mnie i powoli rozpinała guziki w mojej koszuli. - Bella.. - poczułem coś niezwykłego gdy Ona pół naga, podeszła do mnie i zaczęła odpinać guziki..

Okna były zasłonięte. W pokoju panował półmrok, jej oczy, które zwykle były radosne teraz przepełniał je żar namiętności i pożądania. Jej zmysłowe, proszące się o pocałunek usta, które potrafiły doprowadzić mnie do szaleństwa coraz śmielej zbliżały się do mojej szyi.. Moje ciało zadrżało, wziąłem ją na ręce i zaniosłem w stronę łóżka. Szybkim ruchem pozbyłem się spodni, zacisnąłem dłonie na jej pośladkach. Jej wilgotne usta, domagały się coraz większych i namiętniej szych pocałunków..Gdy próbowałem ją rozebrać, stanęła nade mną. Niczym striptizerka, jednocześnie niewinna i śmiała, bawiła się ręcznikiem odkrywając skrawki swojego ciała. Zacisnąłem powieki. Lecz to nie było najbardziej niebezpiecznym posunięciem. W wyobraźni widziałem ją jeszcze bardziej wspanialszą niż w rzeczywistości, gdy otworzyłem oczy, Ona zsunęła sukienkę, i mogłem zobaczyć ją w całej okazałości. Rzuciła ręcznik na podłogę i wtedy nasze języki były pochłonięte, w wielkiej bitwie pożądania.Nie zdawaliśmy Sobie sprawy z tego, że słychać Nas na końcu korytarza, w końcu zakończyliśmy naszą burzliwą noc.

Oczami Belli. 

Ta noc, jest magiczna w końcu mogę zrobić to z kimś na kim mi naprawdę zależy.. Nie tak jak wtedy gdy musiałam to robić z przymusu. James jest niesamowicie delikatny, ale i również nie mam nawet słów, czułam jak jego krew buzuje mu w żyłach, gdy nasze ciała się połączyły. Jego czekoladowe oczy zapłonęły, czystym pożądaniem. Jego dłonie wędrowały po moim całym ciele, czułam jego oddech na szyi. Z wielkim wyczuciem przesuwał swoje wargi.. Zamknęłam oczy i poczułam Jamesa, ta noc była jedną z najwspanialszych nocy w moim życiu. Ta noc utrwaliła reputację Jamesa jako Hollywoodzki symbol Seksu.
Tej nocy, nikt z Nas nie zapomni..

PS. Nie jestem romantyczką, ale się starałam ;). Mam nadzieję że wyszło! :D. Szczerość, szczerość, szczerość ! 
Lisa ♥ . 

6 komentarzy:

  1. James starał się jak może, ale te zdechły szczur przebił wszystko. Powaliło mnie to. Super rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny. Matko ten szczur był nie zły.
    Czekam na nexta:)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Nie jestem romantyczką" hahah ;p oj tam. ;D Dobrze jest.^^ Sorry że się czepiam ale mogłabyś większymi literami pisać. :) Dobre z tym szczurem ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Jest Świetny. Też nie jestem, ale wyszło ci idealnie xo

    OdpowiedzUsuń
  5. Super. Ja też nie jestem romantyczką ale jak muszę to coś wyskrobie. Czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
  6. PRZEPRASZAM, ŻE CI TO PISZĘ, ALE MNIE TO DRAŻNI
    A więc po pierwsze: Jeśli chodzi o tytuł bloga - nie stawiamy spacji przez znakami interpunkcyjnymi typu ",." to strasznie rzuca się w oczy.
    Po drugie: Kolor odtwarzacza muzyki nie współgra z szablonem, co wygląda strasznie.
    Po trzecie: Proszę, daj większą czcionkę. Ta jest zdecydowanie za mała.

    I nie, nie hejtuje cie. Lepiej, żeby ktoś zwrócił Ci uwagę w sposób kulturalny, a nie wyzywał cie od suk i dziwek tak, jak robi to większość ludzi w dzisiejszych czasach, próbując "wyrazić swoją opinię"

    Jeśli poprawisz te drobne błędy to będzie się o wiele przyjemniej czytało :)

    xoxo
    Faith M. Brown

    OdpowiedzUsuń