czwartek, 10 kwietnia 2014

Part 17 .

Oczami Jamesa.


Wczorajsza noc, była doskonała. Moje ciało płonęło czułem jak zżera mnie żądza namiętności. Nie mogę zasnąć, nie mogę oderwać wzroku od Bell. Jej delikatne ciało, przykryte w minimalnym stopniu. W pokoju czuć magiczny zapach miłości i róż. Mam ochotę powtórzyć to jeszcze raz, lecz wiem że na Nas czas.. Podniosłem się z łóżka, żeby wziąć szybki zimny prysznic żeby ostudzić mój zapał.

Kilka minut później. 

Wracając do pokoju, zauważyłem że Bell nie ma w łóżku. Coś jest nie tak. Łóżko zostało elegancko zaścielone, może wyszła nie chcąc mi nic mówić..

- Bella. - krzyknąłem . - Gdzie jesteś?! - powtórzyłem czynność.

- Jestem w drugiej łazience, już wychodzę. - rzekła.

- Ale.. - za jąkałem się.

- Tak wiem. Miałam tam nie iść, ale Ty w łazience siedziałeś dosyć długo, więc postanowiłam już z tej skorzystać. - powiedziała.

- Dobrze. Zamówić jakieś śniadanie? - wychyliłem się zza drzwi łazienki.

- Nie dziękuje, nie jestem głodna. - wyszła z łazienki.

- Ok. Jak wolisz. Ja zaraz stąd wyjdę, i możemy jechać do domu. - uśmiechnąłem się.

- A która jest w ogóle godzina? - zapytała Bell, szukając telefonu w torebce.

- Moment. - spojrzałem na zegarek. - Tak dokładnie to za dwadzieścia dwunasta.

- Co? - wyszczerzyła na mnie oczy. - Tak późno? Zbieramy się, jeszcze Sobie w domu, coś pomyślą.. - zaśmiała się. - Znasz Losa.. Zaraz będzie się pytał czy ma szanse zostać wujkiem.

- hum.?  W sumie masz rację.

Tymczasem w domu. - Oczami Carlosa. 

- Zadzwonię.. Nie zadzwonię.. - Zadz.. - z moich zamyśleń wyrwało mnie lekkie szturchnięcie. - Co jest? - spojrzałem do tyłu, i ujrzałem Logana i Ali. - Co tutaj robicie? - zapytałem .

- Zastanawiamy się, czym zawinił Ci ten kwiatek że tak go.. hm? Jakby to powiedzieć. - zastanawiała się Ali.

- Obdzierasz ze skóry? - zaśmiał się Loggie.

- Zastanawiam się dlaczego Bella i James się nie odezwali.

- Carlos.. - podniosła głos Ali. - Jak możesz? Chcesz sprawdzać Bell na randce? - spiorunowała mnie wzrokiem.

- Nie.. Ale. - jęknąłem .

- Ej. Żadnego ale, tylko do kuchni i brać się za robienie obiadu. - Alice pogroziła Nam palcem, a my udaliśmy się do kuchni.

30 minut później. 

W kuchni rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi, pośpiesznym ruchem poszedłem otworzyć. Twarz od razu mi się uśmiechnęła. W drzwiach stała Bell i James.

- Jak tam wieczór? - zapytałem odbierając od siostry torbę.

- Dobrze.. - Bell się lekko zarumieniła, i poszła przywitać się z Ali i Loganem.

- Stary.. poklepałem Maslowa po ramieniu. - Widzę że się działo, bo Bell aż się zarumieniła. - zaśmiałem się.

- Coś Ty.. Zwykła kolacja, i tyle. - uśmiechnął się i poszliśmy do kuchni.

- No ale jak to? - w kuchni słyszeliśmy głos Ali. - W deszczu? I to na piechotę?! - dziewczyna zrobiła zdziwioną minę, i od razu spojrzała na Jamesa.

- Co? - odparł sam z wielkim zdziwieniem. - Ale to nie moja wina, Bell sama chciała spacerować w deszczu. - tłumaczył się gęsto. - Ja nic nie zrobiłem. - spojrzał na ziemię i podniósł ponownie wzrok z miną zbitego psa.

- Ach.. Ta moja siostra. - westchnąłem. - Ciągła romantyczka. - zaśmiałem się.

- Ej. Nie jestem aż tak romantyczna, ale spacer w deszczu.? - zamyśliła się na chwilę. - Pobudza mnie do życia. - zaśmiała się. - Co dobrego gotujecie? - spojrzała na buzującą wodę.

- Cholera..! - krzyknąłem. - Mój rosół! - załamałem ręce. - Nie będzie rosołu na obiad.. - westchnąłem głośno, licząc na to że dziewczyny przyrządzą obiad.

- Alice. Coś czuję, że obiad stoi na naszej głowie. - Bell uśmiechnęła się do koleżanki.

- No dobra. - odwzajemniła uśmiech, gdy dziewczyny miały się brać za gotowanie do Bell zadzwonił telefon.

- Tak? (...) - Tak to ja. Z kim mam przyjemność? (...) - Co?! - Bell usiadła z wrażenia, coś musiało ją nieźle zaszokować. (...) - Jak to? Ja nic nigdzie, nie wrzucałam.. To.. - spojrzała na mnie i Jamesa wzrokiem który mógłby zabijać. - Rozumiem już. Brat nakręcił ten film, i został wrzucony do sieci. (...) - Aż pół? Oczywiście, że się zgadzam. (...) - Momencik, muszę Sobie zapisać adres. - podrzuciłem Bell kartkę i długopis. - Dobrze dziękuję, wszystko zapisałam. Do zobaczenia.

- James! Carlos! - Bell podniosła głos.

- Co? - spojrzałem na Maslowa, a On na mnie. - Co Ci zrobiliśmy?

- Właśnie zadzwonił do mnie producent z Global Star Studio, i powiedział że jutro mam się zjawić u Niego w studio o 11 z kawałkami które mam i nagrywam płytę.. - skakała ze szczęścia.

- Ej.. - podrapał się po głowie Loggie. - Nasze studio jest przecież kilka przecznic dalej od Global.

- W sumie racja. - odezwała się Ali.

- Będziemy mogli razem dojeżdżać. - uśmiechnął się James i pocałował w policzek Bell.

- Świetnie. - uśmiechnęła się, i zabrałyśmy się do pracy, przy robieniu rosołku.

- Cześć! - do kuchni weszła Jade, przeciągając się i przelotnie dając mi buziaka. - Co dobrego robicie? - zapytała.

- Rosół.. - odparła Ali. - Może Nam pomożesz? - zapytała uśmiechając się do Bell.

- Chętnie. - odparła z uśmiechem. - Tylko umyję ręce.

- Co? - dziewczyny spojrzały na Siebie z wielkim zdziwieniem.

Może w końcu się dogadają, ja już mam dość ich sprzeczek.

Oczami Belli. 

- Ali. Przepraszam Cię najmocniej, ale muszę lecieć do pokoju. - odezwałam się i szybko zdjęłam mój a`la fartuszek.

- Ok. Ale po co? - zapytała lekko zdziwiona.  - aa.. Już rozumiem. - mrugnęła porozumiewawczo. - Leć, biegnij, dam Sobie radę.

- Dziękuję. - przelotnie cmoknęłam Jamesa, i chwyciłam Losa za rękę.

- Co?! - zerwał się z krzesła.

- Chodź! - krzyknęłam, i poszedł za mną.

- Pomożesz mi, nie wiem jakie piosenki wybrać. Załamię się, jak coś nie wyjdzie. - trajkotałam jak najęta. - Ale w sumie, mam też inne plany na życie. - zaśmiałam się. Po czym Los tylko przewrócił oczami.

- Poczekaj, zaraz coś wybiorę. - poszperał trochę w moim zeszycie i znalazł.

2 godziny później.

- Obiad już jest. - z dołu krzyknęła Ali.

- Już zaraz idziemy. - krzyknęliśmy razem.

- Carlos.. - powiedziałam smętnie do brata.

- Co jest? Masz jakiś problem? - zapytał siadając obok mnie na łóżku.

- Nie wiem, od powrotu z Polski wydaje mi się że ta nasza zgoda jest tylko na pokaz. - spojrzałam na brata i ponownie na odbicie w lustrze szafy.

- Mała. Zgoda jest na prawdę, nie musisz się martwić, już zawsze będę przy Tobie. W każdej chwili, nie martw się. Już nikt Cię nie skrzywdzi. - powiedział o objął mnie ramieniem.

- Ale obiecujesz? -  łza zakręciła mi się w oku.

- Tak. Na słowo harcerza, chociaż tym nigdy nie byłem. - zaśmiał się. - Jak będziesz miała jakiś problem, wal śmiało do mnie.

- Dobrze. Dziękuję. - uścisnęłam brata i zeszliśmy na dół.

W kuchni unosił się zapach rosołu, dokładnie jak u Mamy. Ach.. Dzieciństwo i te wspaniałe czasy.

- Alice.. - podniosłam wzrok od talerza. - Świetnie gotujesz! - pochwaliłam przyjaciółkę.

- No wiadomo. - zaśmiał się Logan. - Wiem kogo dobierać. - uśmiechnął się, i łyżka zniknęła w jego ustach.

- Dobra, dobra. Ja też pomagałam. - odezwała się Jade.

- Okej. Już tak nie marudź. - warknęłam na Nią.

- Opanuj się Panienko.. - odpowiedziała.

Carlos, od razu odszedł od stołu, i kiwnął porozumiewawczo do Jamesa, żeby ten stanął obok mnie. Los wiedział, że mówienie do mnie ' Panienko ' zazwyczaj źle się kończy..

- Bell uspokój się.. - powiedział Carlos, gdy widział że się gotuję.

- Jestem spokojna. - odpowiedziałam, odnosząc swój talerz do zlewu, i złowrogo spoglądając na Jade.

- James. - spojrzałam na chłopaka. - Czy byłbyś tak miły, i mnie puścił?

- Oczywiście. - odszedł ode mnie na kilka centymetrów.

- Alice. Pomożesz mi chodź. - machnęłam do koleżanki.

- Ok.

Poszłyśmy na górę, aby przygotować dla mnie strój na jutrzejszą rozmowę kwalifikacyjną. O ile można to tak nazwać. Przygotowałyśmy moim zdanie całkiem fajny zestaw, może trochę nie bardzo elegancki, lecz za to na pewno wygodny. Mieszanka eleganckiego stylu, z lekką nutką rockowej dziewczyny. Posiedziałyśmy jeszcze z Ali w pokoju.. I nagle zadzwonił mój telefon.

- Odbierz. - spojrzała na telefon Ali.

- Ale to Jack.. Nie chcę aby James był zazdrosny. - powiedziałam i rozłączyłam się.

- Słuchaj. James to zrozumie. - szepnęła. - Zadzwoń do Niego.

Gdy wzięłam telefon do ręki, automatycznie na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcia Jack`a. Chcąc czy nie odebrałam i wzięłam na głośno-mówiący.

- Słucham? - powiedziałam cichym głosem.

- Bell.. - słychać było nie wyraźnie.

- Jack, nie słyszę Cię. Możesz mówić głośniej. - zapytałam.

- Za 20 minut bądź w parku. - podniósł głos. - Proszę to coś ważnego. W sprawie Jade..

- ech.. - spojrzałam nerwowo na Alice, kiwnęła tylko głową na ' idź coś wymyślimy ' . - Okej.

Rozłączył się, i szybko się przebrałam w coś cieplejszego. Mimo że to był koniec marca, pogoda płatała nadal figle.
Wskoczyłam w ciuchy, i szybko zbiegłam na dół, aby założyć buty.

- Wybierasz się gdzieś? - zapytał James.

- Tak i nie. - odparłam szybko.

- To tak czy nie? - zaśmiał się Loggie.

- Mam ważną sprawę, gdzie moje kluczyki? - szukałam ich w torebce.

- Łap! - krzyknął Carlos.

- Ale gdzie idziesz? - zapytał James, stojąc tuż przede mną.

- Kurczę.. - szepnęłam. - przybliżyłam się do Niego i szepnęłam mu na ucho. - Nie mogę Ci teraz powiedzieć, obiecuję powiem Ci ale nie teraz. Muszę lecieć.

- Bell.. - krzyknął James.

- Kocham Cię! - krzyknęłam i zamknęłam za Sobą drzwi.


Krótki.. Lecz się starałam, nie miałam czasu aby był dłuższy.. Ale postaram się, aby w następnym coś się działo ;). Każda notka będzie dodawana w czwartek.
Lisa ♥ . 

5 komentarzy:

  1. Akcja z rosołem przecudna... Obiad najważniejszy, a jakże... Ładnie piszesz... Na pewno jeszcze u Ciebie zawitam. Możesz być pewna. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Super. Jakąś scene z filmu mi przypomina mi ta ostatnia, a może to dlatego, ze słucham I don't want to miss a thing, rozdział super, rozumiem cie xo

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahaha, gotowanie zostaw dziewczynom, jasne ;-; I Jack? Co on chce? :o czekam :***

    OdpowiedzUsuń
  4. Aww ♥ Rozdziałek super jak zwykle :D Rosół najbardziej mnie rozśmieszył xD Super, czekam na następny :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz wielki talent do pisania :)) Szczególnie scena z rosołem mnie rozbawiła xD pozdrawiam i trzymam kciuki za następne historyjki ;>

    OdpowiedzUsuń