poniedziałek, 26 maja 2014

Ogłoszenie.

Cześć ! 

Z góry Przepraszam, ale miałam dodać rozdział w piątek. Niestety ale coś mi się popsuło z Wordem i ostatni rozdział szlak trafił :|. Jestem tak mega zła.. Ech. ;\ . Postaram się go jak najszybciej, dokończyć bo część następnego też mam zapisanego na Wordzie i za żadne skarby nie mogę tego skopiować. Więc muszę przepisywać, a jest z tym trochę roboty. Więc jak tylko zdołam wszystko zrobić, to powiadomię was na Ask lub wyświetli się Wam tutaj.. :). Przepraszam jeszcze raz. A i blogi które wysyłacie, to czytam jak tylko mogę. Przepraszam jeszcze raz najmocniej. Postaram się to szybko naprawić.


♥ . 

czwartek, 15 maja 2014

Part 21.

Oczami Belli .

- Carlos! – krzyknęłam do brata. – Wierzysz jej?! Ona kłamie! – krzyczałam.

- To moja dziewczyna.. – odpowiedział. – Przepraszam. – spuścił głowę.

- Puśćcie mnie! – krzyczałam do Policjantów! – Ja nic nie zrobiłam! – szarpałam się.

- Proszę się uspokoić.. – powiedział jeden z Policjantów.

- Nic nie zrobiłam! - krzyczałam kiedy zostałam wepchana do samochodu.

Kilka godzin później.

- Więc mówi Pani że jest nie winna? – zapytał Policjant.

- Tak! Mówię że nic nie zrobiłam, i proszę mnie wypuścić. – powiedziałam stanowczo.


- Sąd powie, czy jest Pani winna czy nie. – odezwał się jego kolega wciągając pączka. – Zapraszamy do celi.. – zaprowadziła mnie i odpiął kajdanki.. 

Ciemna, zimna cela. Na szczęście byłam sama, i mogłam w spokoju płakać ile chciałam. Słyszałam z ich pokoju, że dzwonią do Pablo i Artura. Lecz Ci nie odbierają.. Przeraziłam się. Co ja teraz zrobię.. W nocy nie zmrużyłam oka, dostałam jedną rozmowę mogłam zadzwonić do domu..

 - Cześć.. odebrała Alice.

- Pomóż mi! Ja niczego nie zrobiłam! - tłumaczyłam się Alice.

- Wiem.. Pablo najpóźniej może być jutro rano razem z Arturem.. – powiedziała. – Potrzeba Ci czegoś? – zapytała z troską.

- Jakieś ciuchy. – powiedziałam. Możesz coś przywieźć?  Weź Jamesa! – krzyknęłam. – Muszę kończyć, czas mi minął pozdrów wszystkich pa..

Rozłączyłam się i poszłam do celi..

- Może chcesz wziąć prysznic? – zapytała mnie Strażniczka która przechodziła.

- Mogę? – zapytałam z nadzieją. – Oczywiście że chcę! Ale nie mam ubrań. – zmartwiłam się.

- Damy Ci ciuchy.. Może nie najlepsze, ale coś dostaniesz, Twoja koleżanka Ci przyniosła.

- Dziękuję Pani.

- Dobrze. Chodź.

Poszłam za tą Kobietą, i wzięłam szybki prysznic, dostałam ciuchy, nawet nie wiem kto je przyniósł.. 












Tymczasem w domu. ( Narrator ) .

Wszyscy siedzieli w domu lekko załamani. Logan i Alice rozmawiali z Jamesem i Kendallem w kuchni. A Carlos chodził po całym pokoju, i szukał kluczyka do szafki Jade.. Ponieważ Ona była w łazience.

- Mam. – krzyknął cicho, tak by Jade niczego nie usłyszała. Okazało się że kluczyk był zły. Z łazienki wyszła Jade, a Carlos kluczyk wsunął pod łóżko.

- Kochanie wychodzę, mam wizytę u lekarza. – powiedziała a Carlos jej uwierzył.

- Może pójdę z Tobą zaproponował.

- Nie. Pójdę sama..

Zeszła na dół i poszła. Lecz Carlos nie chciał odpuścić poszedł za Nią aby ją szpiegować.. Okazało się że poszła do jakiegoś baru, widział ją jak całowała się z innym i usłyszał jej rozmowę, nagrał wszystko. 

Godzinę później.

- Bella jest niewinna! – krzyknął wchodząc do kuchni.

- Jak to? – zapytała reszta.

- Widziałem ją, jak poszła do jakiegoś klubu.. I okazało się że tam spotyka się z Kate.

- Kate.. – podniósł się Kendall. – Moją Kate? – zapytał z nadzieją.

- Ona Cię zdradziła! – podniosła głos Alice.

- Przepraszam. Mów dalej. – dał dojść do głosu Carlosowi. 

Kwadrans później.

- Musimy z tym jechać na policję! – krzyknął Logan.

- Nie! – powiedział James. – Jutro ma być sprawa w sądzie. Artur do mnie dzwonił i powiedział.

- Czego mówisz to teraz? – zapytał Kend.

- Bo zadzwonił przed chwilą.. – spojrzał na telefon.

- Muszę naszykować coś Bell! – krzyknęła Alice. – I jutro jej zanieść do więzienia.

- Jasne.

W międzyczasie zadzwonił telefon.

- Słucham? – odebrał Carlos.

- Carlos! Jutro jest sprawa w sądzie. – krzyczała Bell . Boje się! A jak się okaże że jestem winna! – w telefonie było słychać jej płacz.

- Skarbie.. – powiedział spokojnie Pena. – Nie jesteś winna, wiem o tym udowodnię to. – powiedział a dziewczynie od razu się polepszyło. 

- Powiedz Alice żeby nie brała żadnych ubrań, albo niech weźmie. – zmieniała co chwilę zdanie. – Z resztą niech robi co chce, może wziąć albo nie. Musze kończyć.. – powiedziała. I się rozłączyła..

- Jutro rozprawa o 12 mamy być w sądzie. – powiedział James.

- Rozprawa w samo południe.. – zaśmiał Los.

- Jaka rozprawa? – do domu weszła Jade.

- Jutro o 12 rozprawa w sądzie. – powiedziała Alice.

- aha.. – dziewczyna poszła do pokoju. 

Następnego dnia.

Już od rana wszyscy byli przejęci, szykowali się aby wyglądać jak najlepiej. Niestety Alice nie znalazła nic dla Bell.

- Musimy już jechać. – powiedział Loggie.

- Jasne. – odpowiedziała cała reszta.

Wszyscy wsiedli do samochodu, i pojechaliśmy. Byliśmy na miejscu 10 minut przed czasem.. W oddali było widać Bellę i dwóch policjantów którzy ją prowadzili..

- Zakuli ją w kajdanki. – powiedział James. – Chcę ją przytulić! – podbiegł do Niej kawałek z Carlosem..

- Kim Panowie są? - Zapytała Policjantka.

- Jestem jej chłopakiem,  a to jej brat. – odpowiedział. – Mogę ją chociaż przytulić? – zapytał.

- Niestety. To nie możliwe. – odpowiedziała. – Przepraszam ale muszę wprowadzić świadka na salę.   

Sala sądowa .Oczami Belli.

- Przyznaje się Pani do zarzucanego czynu? – zapytał Sędzia.

- Nie. Ja nic nie zrobiłam! – podniosłam lekko głos. – Jestem nie winna.. 

2 godziny później.

- Po wysłuchaniu wystąpień obydwu stron oraz biorąc pod uwagę przedstawione argumenty  Sąd uznaje ja za niewinną od zarzucanych jej czynów.  Sąd rezygnuje z kary. Wszystkie dokumenty i dowody były jednoznaczne i wskazujące na to iż Isabella Pena jest niewinna. A śledztwo w sprawie pobicia Jade Nigel będzie prowadzone dalej. Dziękuję i proszę o odprowadzenie świadka Jade Nigel do aresztu. Dziękuję bardzo, sprawę uważam za zakończoną.

Wyszłam z Sali i musiałam jeszcze pójść za Policjantką.. Odebrałam swoje rzeczy i wyszłam. Lecz usłyszałam jeszcze krzyk policjantki.

- Młoda.. Nie wpakuj się w nic! – krzyknęła. 

- Dziękuję. - Nie rozumiałam o co jej chodzi, nieznajoma mi kobieta robi takie rzeczy.. Dziwne. 

Wychodziłam powoli, co jakiś czas oglądając się za Siebie. Gdy Strażnik otworzył mi drzwi, spojrzałam na moją Rodzinkę. Łza w oku mi się zakręciła, widząc ich. Pomachałam im i od razu przybiegł James..

- Tęskniłem ! – krzyknął mocno mnie przytulając.

- Bella! – podbiegł Carlos, stanął naprzeciwko mnie. – Przepraszam.. – spuścił głowę. – Przepraszam że Ci nie wierzyłem! Ona mną zawładnęła, byłem szaleńczo zakochany. Ale to już przeszłość. – mówił.

- Przeszłość? – zapytałam zdziwiona. – Zerwaliście?

- Po tym co dzisiaj zrobiła, to już wiem że tak. Nie chcę jej znać! – powiedział i mocno mnie przytulił.

- Dziękuję Wam. Podeszliśmy do reszty. – Nie wiem co bym bez Was zrobiła. – uśmiechnęłam się.

- No nic. – zaśmiał się Kendall.

- Oczywiście. – uśmiechnęłam się do Niego. – Zabieramy się do domu, bo muszę jeszcze jechać do studia.. – westchnęłam.

- Nie musisz. Artur dał Ci wolne do końca tygodnia. – powiedział James.

- Się wysilił.. – parsknęłam śmiechem. – Ale to nic, przynajmniej spędzę z Wami więcej czasu. 

30 minut później. Oczami Kendalla.

Świetnie że Bella jest z Nami, stęskniłem się za Nią. Nie wiem co mnie natknęło ale poszedłem do ich pokoju.. Zapukałem lecz nikt nie otwierał. Powoli wszedłem, zauważyłem że drzwi od łazienki są lekko uchylone, zajrzałem i zobaczyłem Bell… Na szczęście tylko układała włosy, zapukałem lekko.

- Kendall! – uściskała mnie kiedy mnie zobaczyła.

- Też się cieszę że Cię widzę.- uśmiechnąłem się.

- Możesz pójść na dół, i powiedzieć wszystkim że zabieram Was dzisiaj na kolację? – uśmiechnęła się. Robiła to tak słodko. 

- Jasne. – kiwnąłem głową.  – Mam ogłoszenie! – krzyknąłem i stanąłem na środku salonu.

- Co? – zapytał Loggie.

- Więc.. Bella zabiera Nas dzisiaj na kolację, zapewne idziemy na sushi. – klasnąłem w dłonie.

- Świetnie! – podniósł się Los.

- To idziemy się ubierać. – powiedział James.

Poszedłem do pokoju, lecz po tym jak zobaczyłem Bell to nie wiem co teraz do Niej czuję. Może się zakochałem? Ale to nie możliwe.  Przecież to dziewczyna mojego Przyjaciela, nie mogę mu tego zrobić.. Dobra! Schmidt przestań o Niej myśleć. Stanąłem naprzeciwko mojej szafy, i nie wiedziałem co mam Na Siebie założyć. Ale w końcu założyłem beżowe spodnie, białą bluzkę i lekką białą kurtkę. Mam nadzieję że może jakoś uda mi się jej zaimponować . 

Kwadrans później.

Wszyscy byli gotowi nawet James.. Któremu garderoba zajmuje więcej czasu niż dziewczynom. Czekaliśmy z chłopakami już na dole.

- Gdzie One tyle są? – niecierpliwił się Loggie. – Dobrze że nie jestem Kobietą. –zaśmiał się.

- No tak.. – odparł Los. – Piękny to byś nie był. – zaśmiał się.

- Ej.. – szturchnął go Logan. – Ale byłbym słodki. – odpowiedział chłopak.

- Jasne, jasne. – zaczął Jamie. – Ja  byłbym śliczny i piękny, każdy facet by mnie chciał. – rzucił szybko na co Los na odpowiedź Nie.. Wypluł sok.

- Co? – zapytał.

- Nic, nic. – zaśmiałem się.

- Dziewczyny idziecie?! – krzyknąłem na górę.

- Moment.. – usłyszeliśmy.

Chwilę później dziewczyny zeszły na dół..

- wow.. – powiedziałem jak zobaczyłem Bell. – No, no..  spojrzałem w jej stronę.

- Gdzie wy się tak wystroiłyście? – zapytał Los.

- Oj.. Carlos, Carlos. – skwitowała Al. – Musimy ładnie wyglądać. – zaśmiała się.

- No ładnie, ale bez przesady. – zaśmiał się Loggie.

- Źle wyglądamy? – zapytały przerażone.

- Świetnie jest. – uśmiechnąłem się do Bell. – Nie słuchajcie ich. Zaśmiały się.

- To gdzie idziemy? – zapytał James, kiedy zamykaliśmy drzwi.

- Na sushi ! – krzyknęły dziewczyny.

- Ale gdzie?! – lekko zdenerwowany Los zapytał.

- Sushi & Wasabi . Podobno świetna miejscówka. – powiedziała Alice.

- Skąd wiesz? – zapytałem.

- Byłam tam kiedyś. – uśmiechnęła się.

- Ok.

Po kilkuminutowym spacerze, dotarliśmy na miejsce. Na szczęście nie trzeba było stać przy barze, tylko zajęliśmy stolik. I mogliśmy złożyć zamówienie. Kelner szybko Nas obsłużył. 

- Chcę Wam podziękować, za to co zrobiliście w sądzie.. – powiedziała Blondynka.

- To normalka. - odpowiedział Logan.

- Normalka? – zdziwiła się. – Wyciąganie ludzi z więzienia i sprawa w sądzie, niemożliwe. – zaśmiała się. – Ale i tak Was kocham. – spojrzała na Nas, zdawało mi się że na mnie jakoś tak bardziej.

- No.. – zaczął James.

- Co? – spojrzałem na chłopaka.

- Ten bar jest trochę nudny.. – wymamrotał. – Możemy iść gdzieś indziej? – zapytał.

- Jest fajnie, zostańmy jeszcze chwilę. – zaproponowała Bell.

- ech.. – westchnął głośno, i w jednym momencie zadzwonił jego telefon. – Muszę odebrać sorry.. – i wyszedł.

- Coś jest nie tak.. – zauważyła to Bell.

- Czego? – zapytałem.

- Zazwyczaj odbiera telefon przy mnie, i przy Nas. – powiedziała.

- Może coś ukrywa? – zaśmiał się Loggie.

- Przestań.. – lekko oburzona Bell, poprosiła o rachunek.

- Przepraszam. – wyjąkał.

- To gdzie idziemy? – zapytał Maslow, podchodząc do stolika.

- hum. Najchętniej bym poszła do domu, jakoś straciłam humor. – powiedziała Bell wyciągając portfel.

- Poczekaj. – wyciągnąłem kilka dolarów. – Masz, żeby nie było że płacisz sama.

- Oj.. Nie trzeba, ja Was zaprosiłam więc ja płacę.

- Ale.. – jęknąłem.

- Żadnego ale. – stwierdziła. – Następnym razem, Wy możecie płacić.. – A teraz chodźcie. – machnęła ręką i poszliśmy.

Gadaliśmy i śmialiśmy się. A James cały czas zerkał na telefon.

- Czekasz na telefon? – zapytałem kumpla który szedł obok mnie. Bo Bell szła z przodu z Alice i plotkowały.

- Nie. – odpowiedział szybko.

- Ok. Jak tam z Bell ? – zapytałem z uśmiechem. 

- Dobrze. A co chcesz?! – warknął na mnie.

- Stary.. O co Ci chodzi? – podniosłem ręce w geście obronnym. – Coś nie tak? – zapytałem.

- Wszystko w porządku, odczep się. – warknął.

- James.. Chciałem się tylko dowiedzieć jak Wam się układa, nic więcej. A Ty od razu na mnie warczysz.

- Posłuchaj mnie uważnie! – krzyknął tak że dziewczyny się zatrzymały. Powiem to tylko raz. Uważaj gdzie wtykasz nos.. I trzymaj się z daleka od mojego życia! – ryknął tak głośno, że Bell i Alice od razu przyszły.

- O co Ci chodzi? – zapytałem spokojnie.

- Odpierdol się! – krzyknął i dostałem w twarz.

- James! – krzyknęła Bell. – Opanuj się! – Dobrze się czujesz?! – krzyknęła ponownie.

Logan pomógł mi wstać, lecz nie pozostałem dłużny. Oddałem Maslowowi.. I tak zaczęła się nasza bójka. Po chwili Ja i On już leżeliśmy na ziemi. Szczęściem było to, że byliśmy kilka kroków od domu.. I szybko tam dotarliśmy. Dziewczyny od razu się Nami zaopiekowały.

- Może jednak zadzwonić po pogotowie? – zapytał Los.

- Nie trzeba. – odpowiedziałem. - Do rozwalonej wargi, i małego siniaka pod okiem nie trzeba karetki. – Ale James `owi się przyda Psychiatra! – krzyknąłem.

- Chcesz oberwać? – spojrzał na mnie James. – Zaraz Ci zrobię, powtórkę w rozrywki!

- Przestań! – krzyknęła Bell. – Tobie już naprawdę odbija! O co Ci chodzi? – krzyczała.

- O nic.. – szepnął.

- To czego pobiłeś Kendalla? – krzyknęła. – Masz nie równo pod sufitem!  Idź się leczyć! – powiedziała. – Dzisiaj śpisz w salonie! Nie będę z Tobą rozmawiała dopóki się nie dowiem za co pobiłeś Kendalla. Jak zadzwonił Ci telefon w barze, zrobiłeś się jakiś dziwny..

- Przepraszam.. – szepnął .

- Teraz? Teraz przepraszam? – Bell rzuciła wacik na podłogę.. – Pogadamy jak zmądrzejesz.

Zdenerwowana poszła na górę, może nie powinienem pytać o ich związek.. To wszystko moja wina. Miałem nadzieję że wszystko się wyjaśni..


Nie wiem jak tam czy Wam się podobało czy nie, ale moim zdanie nie było chyba tak źle :d. Jeżeli znajdzie się ktoś kto nie chcę, abym wysyłała mu link z rozdziałem to pisz nie będę Cię dręczyła :). Ale jak już wysyłam Ci link, to chociaż napisz kilka słów. Bo wysyłam link, a część osób nawet nie napisze czy mu się podobało zwykłe ' Fajny rozdział ' wystarczy. Tak, tak. Pierdolę głupoty, lecz zależy mi na tym.. 
Jak już czytasz tego bloga, to dodaj mnie do obserwowanych ja zrobię to również z Twoim blogiem :).

czwartek, 8 maja 2014

Part 20 .

Oczami Kendalla.

Poszedłem do pokoju Belli w którym była razem z Ali.

- Można ? – zapukałem cicho.

- Wejdź.. – odpowiedziała drżącym głosem Blondynka.

- Może ja pójdę? – powiedziała Alice. – Idę się rozliczyć z Loganem. – uśmiechnęła się i wyszła.

- Kendall.. – szepnęła. – Nigdy bym nie zdradziła Jamesa, ale On tego nie rozumie. – mówiła.

- On już taki jest, musimy to zaakceptować. Niestety nie mogę nic na to poradzić. Ale spróbuję z Nim pogadać.

- Nie, nie mów mu że rozmawialiśmy jeszcze posądzi Nas o to że my się spotykamy. – westchnęła.

- Dobra. Idę się położę, bo jest późno. – wstałem i podszedłem do drzwi.

- Kendall. – odezwała się Bell podchodząc do mnie. – Dziękuję za tą rozmowę. Jesteś wspaniałym Przyjacielem.

- Nie ma sprawy. – nacisnąłem klamkę i wyszedłem.


Poszedłem do swojego pokoju, położyłem się i zasnąłem.. 

Jeziorko w lesie.. Uwielbiam ten stan, uwielbiam to miejsce. Cała ekipa znowu razem. Nie wiem, co by było gdyby nie było teraz Big Time Rush. Kariera solo? Hum.. To może być dobry pomysł..

- Schmidt ! – krzyknął Carlos. – Ruszaj tyłek i chodź! Nie możesz cały czas leżeć na kocu. Woda jest świetna.

- Jasne. – mruknąłem i poszedłem do kumpli. – Potknąłem się i przewróciłem, zanurzyłem się lekko w wodzie.

- Łapcie go! – usłyszałem krzyk Jamesa. – Stary! Żyjesz?

Chłopaki wyciągnęli mnie na koc.

- Nie. Gdzie Bella ? – zapytałem.

- Jaka Bella? – spoważniał. – O kim Ty mówisz?

 - Isabella Pena! Siostra Carlita.

- Nigdy o Niej nie mów! – usłyszałem głos Losa. – Nigdy! Zrozumiałeś! Carlos zrobił groźną minę.

- O co Ci chodzi? – zapytałem.

- To już nie pamiętasz?! – Los wziął ręcznik i wytarł twarz.

- Czego nie pamiętam? – zastanawiałem się. 

- Bella nie żyje.. – powiedziała Ali. – Już nie pamiętasz? – z pod jej powiek spłynęła łza.

- Jak to nie żyje?! – usiadłem z wrażenia.

- Chyba mocno się uderzyłeś w głowę.. powiedział Loggie.

- Jak to nie żyje? – zamarłem.. – Przecież to dziewczyna Jamesa.

- Zrozum to! – podniósł głos Carlos. – Gdy James podejrzewał ją o zdradę to Ona następnego dnia, jechała do studia i miała wypadek.. – Carlosowi zaszkliły się oczy. – Powiedzieliście że jesteście razem..

- Jak to? – wypytywałem  dalej. 

- Wysiadała z samochodu, ktoś ją potrącił i zginęła na miejscu. Byłeś tam ze mną. – mówił Los. – Zmarła na moich rękach, zanim udało się przyjechać karetce. Ktoś ją potrącił, odleciała na 2 metry przed Siebie. Wpadła na znak, który przebił jej się przez udo, krwawiła potwornie.. Zanim przyjechała karetka. Lecz później okazała się, że jeszcze jakiś odłamek wbił jej się w szyję. I wykrwawiła się na miejscu.. Lekarze powiedzieli że i tak nie miała szans na przeżycie.

- Jak to? – oczy mi się zaszkliły. – To moja wina.

- Tak Twoja! – krzyknął James i podbiegł do mnie po czym dostałem w twarz i upadłem.. Logan pomógł mi wstać, a Los trzymał Jamesa.

- Uspokójcie się! – krzyknęła Alice. – To niczyja wina.

- Ale.. – James spojrzał na Nas i odszedł.

- Przepraszam James! – krzyczałem najgłośniej jak potrafiłem. Lecz On nie słuchał, odszedł dalej przyłożył pistolet do skroni.. 

- Nie rób tego! – krzyknęliśmy.

- Przepraszam! – strzelił Sobie w skroń, i spadł z urwiska.

- James! – krzyknąłem.

- Kendall! Obudź się! – słyszałem głos Jamesa.

- CO?! – zerwałem się z krzykiem.

- Krzyczysz coś cały czas.. – zaśmiał się Maslow. – Wstawaj już po 11, śniadanie i jedziemy do studia.

- Co? – spojrzałem na zegarek. – Ok. Ty żyjesz! – uścisnąłem kumpla.

- No a czemu by miało być inaczej? – zapytał i zaśmiał się.

- Moment. – nałożyłem szybko spodnie, pobiegłem do pokoju Belli nie było jej tam. Szybko zbiegłem na dół, siedziała przy stole i piła sok. – Bella! – uścisnąłem Przyjaciółkę. – Nie wiesz jak się cieszę, że żyjesz. 

- Co? – spojrzała na mnie jak na wariata. – Dobrze się czujesz?

- Tak. I nie. Spadam na górę. Zaraz wracam. – pobiegłem na górę. Przeprosiłem Jamesa i poszedłem do łazienki. 

Oczami Belli.

- Co to  było? – zaśmiałam się.

- Kendall.. Chyba się źle czuje.. – zaśmiała się Alice.

- No tak. – odparłam i chwyciłam kanapkę.

W tym samym czasie do domu zadzwonił dzwonek.

- Otworzę! – krzyknął Logan.

- Cześć! – usłyszałam znajomy głos. – Jest Isabella ? – zapytał.

- Proszę.. – Logan wpuścił gościa.

- Oj. Chyba przeszkodziłem. – do kuchni wszedł Pablo. – Cześć Bell. Cmoknął mnie w policzek. – Może przeszkadzam? – zapytał.

- Nie.. – odparłam patrząc na Niego z uśmiechem. – Dobrze że jesteś. Pomożesz mi.

- W czym? Podrapał się po głowie.

Z góry szedł James.

- Z Nim. – wskazałam na chłopaka.

- ouu.. Ciasteczko. – uśmiechnął się.

- Ja? – James spojrzał na mnie i Pablo całkowicie zdezorientowany. – Co jeszcze ode mnie chcesz? – zapytał z wielką obrazą.

- Posłuchaj Nas uważnie proszę. – spojrzałam mu głęboko w oczy. - Daj mi wszystko wytłumaczyć, i wtedy możesz robić co Ci się podoba.

- Jasne. – kiwnął głową.

- Ja już wiesz, spotkałam się wczoraj z tym chłopakiem. – wskazałam na Pablo, a On się uśmiechnął. – To jest Pablo asystent Artura. Nie mnie z Nim nie łączy.. – mówiłam.

- Jasne.. – wzruszył ramionami.

- Pozwól że Pablo Ci wszystko wytłumaczy.

- Niech Ci będzie. – odpowiedział tak na ‘ odpierdol się ‘ .

- Jestem Pablo Morris. – wyciągnął dłoń do Jamesa. Nie mnie nie łączy z Bell. Bo jestem Gejem. – odpowiedział. 

- Gejem, Gejem.. Co że gejem! – podniósł głos i odwrócił się na pięcie. – Stop! Ale jak to Gejem?! -  Wytrzeszczył oczy ze zdziwienia.

- Tak i dziewczyny mnie nie interesują. Przepraszam jak coś się stało.. Moja wina. – wytłumaczył.

- Oj.. – James spojrzał na mnie.

- Bell. Kochana. Musimy lecieć… Papatki ! – wzięłam z blatu torbę, telefon i jabłko po czym wyszliśmy..

- Bell.. ! – krzyknął James. – Przepraszam.

Wsiedliśmy do limuzyny z  Pablo i odjechaliśmy, jakoś nie lubiłam pokazywać się w takich autach.. Przerażało mnie to.

- Twój chłopak też gra w zespole? – zapytał Pablo.

- Tak. Big Time Rush. Kojarzysz? – zapytałam spoglądając w szybę.

- Oczywiście. – pstryknął palcami. – Jestem Rusherem. – uśmiechnął się. – Tak to się mówi tak?

- Jasne. 

Dojechaliśmy do studia, miałam tremę tak jak poprzedniego dnia. Lecz Pablo mnie szybko uspokoił. Weszliśmy do studia. Artur rozmawiał przez telefon, i coś zapisywał na kartce.

- Oczywiście! – krzyknął z uśmiechem do słuchawki. Moment, przejrzę kalendarz.. Tak może być o 11. – wskazał na Pablo a On szybko do Niego podszedł. – Dobra, dobra. Jesteśmy umówienie. Cześć! – rozłączył się i powiedział coś Pablo na ucho.

- Niemożliwe ! – krzyknął i podskoczył.

- Coś się stało? – zapytałam cicho, podnosząc się z kanapy.

- Coś? – zaśmiał się nerwowo Artur. – Stało się dużo! Jako moja gwiazda, z którą pracuję nigdy czegoś takiego nie było. – zaśmiał się.

- Ale czego? Dowiem się.. – nerwowo splotłam palce.

- Więc.. – zaczął nie pewnie. – Masz występ w telewizji, Twój pierwszy teledysk już obejrzało pół miliona widzów! – uścisnął mi dłoń.

- CO? – usiadłam ze zdziwienia. – Jaki teledysk?

- Śpiewałaś wczoraj, a ja to nagrałem i taki mało znaczny ale jednak wielki teledysk powstał przez przypadek.

- Nie wierzę.. – usiadłam ze zdziwienia. – Szok.

- Żaden szok! Genialne ! – zaśmiał się Pablo.

- Jutro o 11 wystąpisz w Star Show ! – pokazał krótką reklamę na laptopie. 

- Nie wierzę, nie wierzę. – powtarzałam.

- Dobra. Bierzemy się do pracy, mamy dzisiaj zmontować kilka piosenek, i skończymy późno, ale już nie długo, będzie można kręcić teledyski.

Praca jest ciężka, ale w takim tempie płytę wydam szybciej niż myślę..

Kilka godzin później.

- Padam.. – westchnęłam do Pablo.

- No tak, jest już dosyć późno.. – powiedział spoglądając na zegarek.

- Dzisiaj kończymy, jutro przyjdziesz na 10 skręcimy teledysk więc możemy skończyć później. A w piątek masz wywiad więc też Cię przygotujemy. A dzisiaj to koniec. Dobranoc.

- Dobranoc. – odpowiedziałam wychodząc.

Zadzwonię po Jamesa, może po mnie przyjedzie.. Która to godzina? Jejku.. Już 22 ! Szok.  Wyciągnęłam telefon, wybrałam numer Jamesa i czekałam aż odbierze..

- słucham. – odpowiedział głos w słuchawce.

- Carlos? – zapytałam ze zdziwieniem. – A gdzie James? – zapytałam.

- Zasnął, czekając na Ciebie. – Coś chciałaś? – zapytał.

- Możesz mnie odebrać ze studia? – zapytałam. – Boję się wracać sama.

- Ok. Zaraz będę. Nie ruszaj się nigdzie. – zaśmiał się i odłożył słuchawkę..

Kwadrans później.

- Cześć ! – z samochodu wyskoczył Los. – Masz bluzę, bo widzę że Ci zimno. – rzucił mi kawałek materiału.

- Nie dzięki, dam Sobie radę. – powiedziałam udając że to mnie nie rusza.

- Jak chcesz. Ale potem nie mów że jesteś chora. – pogroził mi palcem. Droga wieczorem wydaje się krótsza, może dlatego że były korki? – zapytał otwierając mi drzwi.

- Dziękuje. – odpowiedziałam i zapięłam pas. – Po południu korki są makabryczne, a teraz może mniej ludzi i dlatego tak szybko jesteś.

- Mogę Cię o coś zapytać. – zapytał Carlos skręcając w naszą uliczkę.

- Jasne. Co jest? – odparłam.

- Dlaczego nie lubisz Jade? - zapytał spoglądając na mnie. – I czego pokazałaś ten filmik? – drążył dalej temat.. 

- Carlos. – spojrzałam na brata. Zasługujesz na kogoś lepszego, nie na Jade. Ona do Ciebie nie pasuję. – tłumaczyłam mu jak dziecku. – Znajdziesz jeszcze kogoś, i będziesz szczęśliwy. Obiecuję. 

Oczami Carlosa.

Jade nie jest dla mnie.. Pff. Też mi coś. A może.. ? Nie sam już nie wiem.

- Carlos! – krzyknęła Bell. – Słyszysz?! – powtórzyła ponownie.

- Co? – odparłem.

- Jesteśmy już pod domem od.. 30 minut! – podniosłą głos. – A Ty nawet nie wysiadasz. Dobrze się czujesz? – zapytała.

- Tak. Dobrze. Przepraszam, ale się zamyśliłem. – wysiadłem z auta i udaliśmy się do domu.
Jamesa już nie było, pewnie poszedł się położyć do pokoju. A ja postanowiłem jeszcze pogadać z Bell.

-  Możemy pogadać? – zapytałem wchodząc do kuchni.

- Jasne. – uśmiechnęła się. – Soku? – zapytała podając mi szklankę.

- Ok. Ech.. – westchnąłem głośno.  

- Mów Co Ci leży na sercu.. – poczułem palce Bell w moich żebrach.

- Jade i ja.. My się chyba wypaliliśmy. – westchnąłem i uroniłem łzę. – Nie wiem dlaczego, ale Ona jest jakaś obojętna wobec mnie.

- Carlos.. – Bell mnie przytuliła. – Może już najwyższy czas się rozstać? – Siostra spojrzała na mnie.

- Nie wiem.. – westchnąłem. – Idę się położyć, Dobranoc. Kocham Cię Mała. – cmoknąłem siostrę w czoło i poszedłem do pokoju. Jade już spała, więc cicho położyłem się obok Niej.

Następnego dnia.

Obudziłem się dosyć wcześnie. Jade jeszcze spała, postanowiłem wziąć prysznic, zajęło mi to kilka minut.. Szybko wskoczyłem w jakieś ciuchy i wróciłem do pokoju. Zauważyłem że Jade chowa coś do szuflady..

- Co to jest? – złapałem ją z tyłu za biodra.

- Carlos! – krzyknęła i od razu podniosła się z łóżka. – Nie strasz mnie tak. – odparła i zaczęła mnie całować…

- Już myślałem że między Nami coś się psuje. – szepnąłem.

- Nie. Skądże. – uśmiechnęła się i poszła do łazienki. Chciałem sprawdzić co tam jest, lecz zamknęła szufladę na kluczyk. 

Chwilę później dostała SMS-a z ciekawości zajrzałem..

Mam nadzieję że wszystko załatwisz! I gwiazdeczki dostaną za swoje. Tylko nic nie spieprz! Dzięki za kasę.. ‘

Co do jasnej cholery to jest? Nie wiedziałem co mam o tym myśleć.. Poczekamy, zobaczymy..

- Jestem gotowa.. – powiedziała wychodząc z łazienki.

- Ok. – usiadłem na łóżku. – Możemy porozmawiać? – zapytałem.

- Jasne. – Jade usiadła mi na kolanach.. – Co jest?

- Od jakiegoś czasu, dziwnie się zachowujesz. I jeszcze ten SMS.. – wskazałem na telefon.

- Czytasz moje SMS-y ? – krzyknęła i szybko wstała.

- Nie.. Ale co to w ogóle jest? – podniosłem głos. – Jesteśmy razem, i nie powinno być w tym związku tajemnic!

- Nie mam tajemnic ! – powiedziała. – Muszę wyjść.. wyszła i trzasnęła drzwiami, lecz po chwili wróciła. – Ten proszek, to dla Babci! Jest chora. I muszę to trzymać w ciemnym miejscu! – krzyknęła. – Nie wiedziałam, że mi nie ufasz! Wrócę późno.. – wyszła i trzasnęła drzwiami.

- Może byłem zbyt ostry? – zastanawiałem się. – Ale skąd mogłem wiedzieć, że to dla jej Babci.. Idiota! – krzyknąłem sam na Siebie.

- Cześć.. – do pokoju weszła Bell. – Zejdziesz na śniadanie?

- Jasne.. Już idę. – wstałem i poszedłem za siostrą.

- Coś Cię gryzie? – zapytała mnie Blondynka łapiąc mnie za ramię.

- Nie. Zdaje Ci się. – powiedział oschle.

Kilka minut później.

- Przepraszam ale muszę już iść. – mówiła Bell biorąc łyk herbaty. – Śpieszę się. Dzisiaj mam zdjęcia do teledysku, jestem mega szczęśliwa. – podskoczyła i zaczęła wlewać kawę do termosu.

- Czego się spokojnie nie napijesz kawy? – powiedział Kend.

- Jak nie zjem rano śniadania, i wypiję kawę to się źle czuję.. – mówiła. – Sorry, muszę spadać. Kocham Was. – powiedziała i wybiegła..

Oczami Jade.

Grr.. Co za debil ! Pożałujesz tego Pena.. Oj pożałujesz.

- Cześć ! – krzyknęła z oddali Kate. – Coś się stało? – podeszła do mnie i się przywitałyśmy.

- Cześć, cześć. Pena zauważył że chowałam dzisiaj do szuflady dragi.. – powiedziałam odpalają papieros. – Wkurza mnie..

- Ej. Co mu powiedziałaś? – zapytała zaciągając się dymem. 

- Że to leki dla Babci, łyknął to.. – zaśmiałam się.

- Ale Twoja Babcia nie żyje. – odparła i uśmiechnęła się.

- Wiem, ale On z miłości zrobi wszystko.. – zaśmiałyśmy się.

Postanowiłyśmy obmyślić zemstę, lecz do tego będzie potrzebny Black. Udałyśmy się do jego baru..

- Cześć Piękne ! – przywitał się z Nami i powiedziałyśmy o co chodzi.

- hum. – wziął łyk whisky. – To może być trudne, ale zobaczymy co da się zrobić.

- Ej.. – wstałam i podeszłam do Niego. – Nie po to się ślinie do tego gnojka, wyciągam kasę i w ogóle na to abyś mi odmawiał.

- Ok. Postaram się. Coś zrobić. – powiedział. – Ale kto Ci to zrobi?

- No jak to kto? – spojrzałam na Kate. – Ona! – kiwnęłam palcem.

- Ja? – spojrzała lekko wystraszona. – Ja nie chcę..

- Musisz, i tak wszystko pójdzie na tą małą ździrę! – zaśmiałam się i udaliśmy się na zaplecze. 

Kilka minut później.

- Kurwa! – krzyknęłam. Miałaś mi rozwalić wargę a nie zabijać komary! – powiedziałam a Black się tylko zaśmiał. – Coś w tym śmiesznego? – spiorunowałam go wzrokiem.

- Nie.. Przepraszam. – spuścił głowę.

- Dobra. Spróbuję jeszcze raz.

Kwadrans później.

- Pięknie. – spojrzałam w lustro, dobrze to wyglądało więc mogłam być zadowolona. – Teraz Ona będzie miała przechlapane, później ściemnię jakąś bajeczkę, że to nie Ona.. – gestykulowałam rękami i mówiłam dalej. – A następnie z Nim zerwę! I podłoże mu dragi! – zaśmiałam się.

- No, no.. – podszedł do mnie Black. – Skarbie świetnie to wymyśliłaś, podziwiam Cię.

- No wiem.

Zważając na to że Bella dzisiaj będzie później, musiałam wrócić do domu nieco wcześniej przed Nią.. Więc powoli się zbierałyśmy, udawałam że kuleję aby Carlos naprawdę we wszystko uwierzył..

poniedziałek, 5 maja 2014

James i Caroline - Miłosny Trójkąt.

Nie wiedziałam że miłość to tak potężne uczucie, lecz gdy sama go doznałam dowiedziałam się że nie mogę bez tego żyć.. Siedząc tutaj i myśląc o Tobie, mogę zagwarantować że zawsze będziesz kimś ważnym w moim sercu. Lecz nigdy nie pokocham Cię tak jakbym chciała.


Cześć! Jestem Caroline, dla Przyjaciół Carol. Brunetka średniego wzrostu, szczupła mająca dużo do powiedzenia w każdym temacie. Ale tyle o mnie, czas na moją historię.. Wydarzyła się nie dawno, wtedy zaczęłam inaczej patrzeć na mojego brata i słowo miłość.. 

- Carol! – krzyknął z dołu Oliver. – Chodź! Zaraz mamy iść do chłopaków, na wieczór! 

Tak. Brat sam chcę abym widywała się z chłopakami, lecz to mój ulubiony zespół Big Time Rush! Znamy się od początku ich kariery. Oli chodził razem z Kendallem do szkoły, tak się poznaliśmy. Od początku, spodobał mi się James, lecz nie miałam odwagi aby z Nim zagadać jesteśmy Przyjaciółmi a ja nie chciałam tej przyjaźni tak szybko popsuć. Więc ukrywałam swoje uczucia..

 - Idę tylko się ubiorę.. – krzyknęłam po czym narzuciłam na Siebie krótkie szorty ulubioną bluzę trampki i zeszłam na dół, łapiąc torbę w biegu. – Jestem. Gdzie Ci się tak śpieszy? – zapytałam odgarniając włosy z twarzy.

- Chłopaki znowu będą marudzić że się spóźnimy. – powtarzał to przeglądając się w lustrze.

- Piękny jesteś, ale już chodź. – odciągnęłam go od lustra. – Mamuś , Tatuś ! Wychodzimy! – krzyknęłam.

- Po co krzyczysz? – brat klepnął mi w ramię. – Nie ma ich, pojechali przecież do Ciotki wracają w poniedziałek. – Zakochana ? – zaśmiał się.

- Zapomniałam.. Chodź już. – pociągnęłam brata i zamknęłam drzwi. 

Dom chłopaków. – Kendall.

- Gdzie Oni się podziewają? – spojrzał na telefon Logan.

- Skąd ja mam to wiedzieć. – powiedziałem do kumpla.

- Ja już jestem gotowy! – krzyknął zadowolony Los. – Kiedy jemy? – niecierpliwił się i co chwilę zaglądał do piekarnika.

- Moment.. – powiedział James. Lepiej zobacz czy gdzieś ich nie widać. – odpowiedział przeglądając się w lustrze.

- Idą, idą. – Pena skakał z radości.

- Gorzej, gorzej. – załamał się Loggie. – Idź otwórz drzwi.

- Jasne. – Carlos podbiegł do drzwi z hot-dogiem w ręku. – Cześć! – krzyknął. – Co tak długo?

- Carlos! – krzyknęła Carol. – Zamorduję Cię!

- Przepraszam.. – Los spuścił głowę i szybkim krokiem wbiegł do kuchni. 

Sekundę później do salonu weszła Carol z Oliverem. Zachciało mi się śmiać.. Jak ją zobaczyłem. Całą bluzę miała w musztardzie i ketchupie.. Była mega zła.

- Cześć Wam! – Carol przywitała się z Nami, buziakiem w policzek. – Kendall.. spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem. – Możesz mi pożyczyć jakąś bluzę? Bo nie wzięłam nic, nie wiedziałam że Los to taka ciamajda!

- Spoko zaraz coś znajdę, nie martw się chodź na górę.

Poszliśmy na górę, Carol poszła do łazienki ściągnęła bluzę i podałem jej swoją ulubioną bluzkę.

 - Może być? – zapytałem.

- Wielkie dzięki. Kochany jesteś. Idziemy?

- Jasne.

Zeszliśmy na dół Oliver i James cały czas ze Sobą rozmawiali, wcale nie zwracali na Nas uwagi.. Ech. A tak chciałam z Nim porozmawiać. Cóż.. Może jeszcze się uda. 

Oczami Jamesa.

- Możemy pogadać? – podeszła do Nas Carol.

- Jasne. Ale może trochę później, bo jestem zajęty rozmawiam z Oliverem.. – powiedziałem i odwróciłem się do Olivera. – Kiedy nagrywasz nowy kawałek na płytę? – próbowałem zagaić rozmowę.

- Nie wiem, chłopaki chcą jak najszybciej. Ale to zależy od producenta. – zaśmiał się.

- Chłopaki! – krzyknął Kend. – Chodźcie popcorn już jest, i wszystko więc możemy zacząć oglądać.

- Idziemy!  - krzyknęliśmy razem.

- Gdzie Carol? – zapytał Logan rozglądając się po pokoju.

- Pewnie jest na balkonie.. – odezwał się Oli. – Ja po Nią nie pójdę, bo mi się nie chcę. – zaśmiał się.

- Zaraz może przyjdzie. – powiedział Loggie. – Ale może po Nią pójść? – zastanowił się.

- To idź. – machnąłem ręką. – Szerokiej drogi. 

Balkon.

Carol stała na balkonie, z papierosem w dłoni. Zaciągając się dymem nie zauważyła że przyszedł Logan. Nie zwracając na nic uwagi stała dalej, wpatrzona w księżyc który za widniał na ciemnym niebie, rozświetlając całe Los Angeles.

- Coś się stało? – zapytał Loggie podchodząc do Carol.

- Wystraszyłeś mnie. – uśmiechnęła się pod nosem. – Nic nie jest.

- Przecież widzę, zawsze jak palisz to coś jest nie halo.. Mów.

 - Chodzi o Jamesa.. – wykrztusiła. – Odkąd Was poznałam to minął jakiś czas, i po roku spodobał mi się James, lecz nie mogę z Nim porozmawiać.

- Dlaczego?  - zapytał z lekką podejrzliwością w głosie.

- Cały czas ktoś przy Nim jest, albo macie próby i w ogóle.. A wiesz, jak on się uśmiecha? Wtedy milion gwiazd migocze w jego oczach, w policzkach pojawiają się te słodkie dołeczki, a w moich sercu wybuchają fajerwerki. Myślisz, że to jakaś choroba? – zaśmiała się i zaciągnęła dymem.

- Mhm.. Najgroźniejsza choroba ludzkości, od czasów Adam i Ewy. Miłość. – zaśmiał się.

- Dziękuję. Postaram się coś z tym zrobić, z chęcią bym Ci e przytuliła, lecz Erin by mnie zastrzeliła. – zaśmiała się.

- Jasne. Chodź może do środka, bo będą się martwić. – powiedział Loggie, i przytulił Carol po czym weszli do środka.

- Jesteście parą?! – krzyknął Los.

- Nie! - Odparła Carol. – Chciałam z kimś pogadać, a tylko Logan mnie chciał wysłuchać. Co oglądamy? – zapytała Carol, a my z chłopakami siedzieliśmy na kanapie.

- Dawajcie jakiś horror, zarzucimy. – zaśmiałem się z Olim.

- Może nie.. – odpowiedział Oli. – Nie mam zamiaru wracać do domu, z uczepioną Carol do ramienia.. – wybuchł śmiechem.

- Ej. – Zostańcie u Nas na noc, albo na weekend. Nie idziemy akurat do pracy, więc nie ma też problemu. – zaproponował Kend. – Będzie na pewno fajnie.

- Ale bym musiała skoczyć do domu po jakieś ciuchy, bez tego się nie obejdzie.

- James. – Logan wskazał palcem na chłopaka. – Weź samochód i podjedź z Carol. Będzie szybciej.

- Spoko. – westchnął głęboko.

- Oli chcesz coś? – zapytała brata.

- W półce obok lustra, jest mała kupka rzeczy weź to. – rzucił kluczykiem do jego pokoju.

- Ok. – kiwnęła głową. 

Oczami Carol.

- Jedziemy? – spojrzałam z uśmiechem na Maslowa.

- Ok. – rzucił tak sucho.. – Chodź. – machnął ręką i poszliśmy.

Dłuższą chwilę siedzieliśmy w ciszy, aż w końcu zebrałam się na odwagę aby pogadać z Jamesem .

- James..

- Mhm.. mruknął nie odrywając oczu z jezdni. 

- Możemy pogadać? – spytałam spoglądając na chłopaka.

- Jasne. Co jest? – zaparkował samochód tuż pod moim domem, wysiadł z samochodu i weszliśmy do środka. – No mów. – poszedł do kuchni i wziął szklankę z sokiem.

- Kiedyś bałam się wyznać, że Cię kocham, ale teraz wiem że to co czuję to prawdziwe uczucie.. – powiedziałam na jednym wydechu.

- Carol. – chłopak westchnął głośno i podszedł do mnie. Ujął moje dłonie swoimi spojrzał głęboko w oczy.. 

– Przepraszam. – powiedział.

- Słucham? – zaśmiałam się cicho.

- Przepraszam.. – powtórzył. – Ale w moim sercu nie ma miejsca dla Ciebie. Jest już zajęte.. Przepraszam nie chciałem Cię zranić.

- Nie, nie zraniłeś.. Rozumiem. – uwolniłam swoje ręce. – Pójdę na górę, po rzeczy i możemy wracać.

Na górze znalazłam się z prędkością światła, zamknęłam się w swoim pokoju i spojrzałam w lustro.. Co jest ze mną nie tak? – pomyślałam. – Może On nie gustuję w takich dziewczynach jak ja.. A ja głupia myślałam że taki James Maslow na mnie spojrzy.. Idiotka. Dobra. Nie przejmuję się tym, zabieram ciuchy i jedziemy..
- Jestem. – podeszłam do chłopaka. – Możemy jechać. – uśmiechnęłam się chodź w sercu wciąż czułam ból.

- Jasne.

Wyszliśmy z domu, i odjechaliśmy w radiu słychać było Sunrise  Avenue – Hollywood Hills.

- Uwielbiam ten kawałek. – powiedziałam.

- No, fajny jest. Carol.. Chciałem żebyś wiedziała..

- James. Nie tłumacz się, zostańmy przyjaciółmi tak będzie świetne. – powiedziałam odpinając pas, gdy znaleźliśmy się już pod domem chłopaków. Wysiadłam z samochodu i od razu udałam się do wejścia. – Wróciliśmy. – oznajmiłam.

- Świetnie. – uśmiechnął się Kendall. – Chodź zaprowadzę Cię do pokoju, w którym dzisiaj nocujesz.

- Dziękuję. Poszliśmy na górę. – Kendall. – zaczęłam nie śmiało. – James ma kogoś? – zapytałam z nadzieją że dowiem się czegoś.

- Niestety nie wiem, nie odpowiem Ci. – rzekł smutno. – A coś się stało?

- Nie, nic. Chciałam tylko tak zapytać, koleżance się podoba. Chciała coś więcej wiedzieć na jego temat. – dodałam i rzuciłam torbę na łóżko. – Dziękuję że możemy zostać u Ciebie na noc. – cmoknęłam chłopaka z policzek i poszliśmy na dół.

- Chodźcie film się zaczyna! – krzyknął Los siadając obok Logana. James i Oliver siedzieli razem, więc zostało mi miejsce obok Kendalla. Film zapowiadał się świetnie…

3 godziny później.

Wszyscy spaliśmy, przebudziłam się bo zrobiło mi się chłodno. Nie wiem jak ale znalazłam się w pokoju, zajrzałam do Logana, Carlosa i Kendalla. Wszyscy spali, takie Słodziaki. Olivera nie było w pokoju, tak jak i Jamesa.. Zeszłam cicho na dół, ale to co zobaczyłam wprawiło mnie w osłupienie.. Mój brat i chłopak któremu wyznałam miłość.. Ech! Jak Oni tak mogli, całowali się i nie zwracali uwagi na nikogo. Chyba im to nie przeszkadzało, że podejrzałam ich. 

- James! Oliver! – krzyknęłam a Oni zerwali się na równe nogi, przez przypadek z góry zbiegli Los, Logan i Kendall. – Co wy? Czy ja śnię? – zadawałam Sobie to pytanie. – Wy jesteście razem? – stałam zszokowana, nie mogąc wydusić z Siebie żadnego słowa.

-Carol! – podszedł do mnie Oliver w samych bokserkach. – To nie jest to co myślisz, ja i James spotykamy się..

- Chciałem Ci powiedzieć.. – spojrzał na mnie Maslow.

- Pomyśl jak bardzo mnie zraniłeś.. Pomysł z pokochaniem Ciebie był naprawdę 
beznadziejny. Przepraszam! – w pośpiechu założyłam buty i wybiegłam z domu..

Nie zważając na to która jest godzina. Biegłam ze łzami w oczach, a przed Sobą miałam cały czas tą sytuację. Oliver i James.. Dwie bliskie mi osoby. Brat i Przyjaciel. Nie! To nie mogło się zdarzyć. Usiadłam pod pobliskim drzewem i schowałam twarz w dłoniach, nie mogłam lecz i nie chciałam uwierzyć w to co zobaczyłam.. 

- Caroline! – usłyszałam znajomy głos Kendalla.

- Jesteś tutaj! Carol! – krzyknęła Erin która biegła obok Logana. – Hej!

- Zostawcie mnie w spokoju! – krzyknęłam i schowałam się za drzewem, było na tyle duże że mogłam spokojnie tam siedzieć.

- Carol.. – usłyszałam cichy i delikatny głos Erin. – Pogadamy? – zapytała.

- Obiecaj mi że porozmawiamy tylko we dwie, nie chcę aby ktoś to słyszał.

- Chłopaki zaraz przyjdę.. – powiedziała do Logana. – Gdzie jesteś?

- Erin.. Masz. – Kendall podał jej bluzę.

- Chodź. – wystawiłam rękę.

- Co jest? – zapytała i podała mi bluzę Kendalla, przesiąknęła jego zapachem.

- mm. Mruknęłam zakładając ubranie. – Wyznałam Jamesowi co do Niego czuję, a On dzisiaj całował się z moim bratem.. – zaczęłam płakać.

- Csii.. – przytuliła mnie dziewczyna. – Wszystko będzie dobrze, chodź pójdziemy do domu bo zmarzniesz. 

- Mhm. – dodałam i zaraz podeszli do Nas Logan i Kendall. – Dziękuję! – rzuciłam się chłopakowi na szyję. – Dziękuję Kendall.

- Spoko. – uśmiechnął się i spojrzałam w jego piękne zielone tęczówki. – Masz piękne oczy. – powiedział i otarł mi łzę.

- Przestań. – zarumieniłam się. – Chodźmy do domu, chcę porozmawiać z chłopakami.

- Ale może jutro? – zapytał zaspany Loggie. – Dzisiaj jest już późno. 

- Ok.

Następnego dnia.

Wstałam wypoczęta, i uśmiechnięta. Poszłam do łazienki ogarniając się trochę, ćwiczyłam przed lustrem co powiem chłopakom. Schodząc na dół, poczułam aromat gorącej czekolady który roznosił się po całym mieszkaniu. Usiadłam przy blacie Carlos podał mi kubek z napojem, wzięłam łyk i poczułam ciepło w środku..

- Carol. – do kuchni wszedł James a za Nim Oliver. – Pogadamy? – zapytał Brat.

- Jasne. Co Jest? Zapytałam i od razu ich przeprosiłam – Przepraszam Was za wczoraj, nie wiedziałam że coś Was łączy.

- Mogliśmy Ci powiedzieć. – odrzekł James.

- Ok. Nic się nie stało. – machnęłam ręką. – Cieszę się waszym szczęściem. – przytuliłam chłopaków.

- Stało się, to moja wina..  Ale to niczego nie zmienia w naszej relacji? – zapytał James.

- Zawsze byliśmy, jesteśmy i będziemy Przyjaciółmi. – powiedziałam. – Ale na następny raz mówcie mi o wszystkim. Okej?

- Dobra.. To jest jeszcze jedna sprawa. – zaczął podejrzliwie Oliver.

- Co? Macie razem dziecko.. – zaśmiałam się.

- A Ty jak zawsze. – zaśmiał się James. – Nie chodzi o to.

- To o co? – zapytałam lekko przerażona. – Nie mówcie że..

- Co? – spojrzeli na Siebie. – Nie! – krzyknęli obaj. – Nie, nie. Nie o to chodzi. – tłumaczył Oliver. – Ale jest ktoś, komu zależy na Tobie.

- Kto? – zapytałam z obojętnym wyrazem twarzy.

- Kendall . Powiedział Oliver.
- Schmidt?! – wlepiłam oczy w tą dwójkę.. – Żartujecie? – zaśmiałam się.

- Nie.. – powiedział James. – Specjalnie wczoraj Carlos zaplamił Ci bluzę, żeby Kendall miał jakąś wymówkę aby pożyczyć Ci jakąś bluzę nie wiedział jak ma Ci powiedzieć że mu się podobasz. – zachichotał. 

- Ok. – poszłam do kuchni i poprosiłam Schmidta na bok. – To prawda? – zapytałam.

- Carol. – jego uśmiech zwalił mnie z nóg. – Chciałem Ci powiedzieć, ale się wstydziłem. – spojrzał na podłogę.

- Kocham Cię. – szepnęłam mu do ucha. 

Chłopak podniósł głowę i złożył na moich ustach namiętny pocałunek.. 


5 lat później.

Wszystko się dobrze ułożyło, Oliver i James cieszą się Sobą. Nasi Rodzice to zaakceptowali. Chłopaki nadal grają razem a my z Kendallem jesteśmy szczęśliwą Rodziną.. Wszystko dobrze się skończyło, zaakceptowałam związek Olivera i Jamesa, chociaż kilka lat temu czułam do Niego coś więcej.. Może z czasem zrozumiem że tak było lepiej. A teraz wiem że jest dobrze tak jak jest i mam kogoś kogo kocham naprawdę. Miłosny trójkąt okazał się niezłym kwadratem! 

Wiem.. Zaraz dostanie mi się za to że zrobiłam z Jamesa Geja.. Ale od początku chciałam to zrobić. Całkowicie schrzaniłam końcówkę, ale może nikt tego nie zauważy ;D. Podobało się? 

czwartek, 1 maja 2014

Part 19 .

Dalej oczami Logana .

- Zamknij się ! – krzyknąłem do budzika, który zadzwonił około 8.

- Co?! – Ali wchodząc do pokoju.. – To do mnie?!

- Skarbie. To nie do Ciebie, głupi budzik dzwoni kiedy chcę. – wytłumaczyłem .

- Ok. Przyniosłam Ci śniadanie. – uśmiechnęła się i cmoknęła mnie w czoło.

- Dziękuję. – uśmiechnąłem się. – A z jakiej to okazji? – zapytałem siedząc w samych bokserkach.


- Alice! – do pokoju wbiegła Bell, spojrzała na mnie po czym rzuciła szybkie ‘ Nie przeszkadzaj Sobie ‘ i porwała Ali. – Nie ogarniam tych dziewczyn.. – powiedziałem do Siebie i zająłem się śniadaniem.

 Pół godziny później.

- Kiedyś zrobię jej krzywdę.. – do pokoju weszła uśmiechnięta Ali.

- Komu? I najważniejsze dlaczego? – zapytałem zakładając koszulkę.

- Bell. – odpowiedziała przeglądając się w lustrze. – Zamiast wczoraj, Sobie coś naszykować na dzisiaj, to z samego rana ludziom tyłki truję. – mówiła. – Uwielbiam ją, ale kiedyś trafię do czubków! – zaśmiała się i zeszliśmy na dół.

- Logan..! – usłyszałem okrzyk Losa. – Co tym razem. – powiedziałem do chłopaka.

- Bell nie chcę abym ją odwiózł. – wskazał na Blondynkę.

- Przecież sama trafi. – uśmiechnąłem się i poszedłem odnieść talerzyk.

- No wiem ale.. – ciągnął.

- Chcesz zobaczyć ich studio? – spojrzałem na Niego z nadzieją że powie ‘ Nie ‘ .

- Tak! – podskoczył z radości. – James i Kendall też by chcieli zobaczyć. – spojrzał na chłopaków, a Oni kiwnęli głową na znak ‘ tak ‘ . – podobno mają tam świetną salę do tańca, i do prób i niezły catering. – klasnął w dłonie.

- hum. – spojrzałem na Bell. Lecz Ona tylko próbowała śpiewać.

- Moglibyśmy pojechać, i zobaczyć studio. – uśmiechnąłem się.

- Świetnie. – krzyknęła reszta.

- Co się dzieję? – Bell zdjęła słuchawki.

- Jedziemy z Tobą do studia. – krzyknął Los.

- Nie.. – zrobiła kwaśną minę, jak po zjedzeniu cytryny. – Ale obiecacie, że jak je zobaczycie to jedziecie do domu? – zapytała z grymasem na twarzy.

- Tak! – krzyknęliśmy i udaliśmy się na dwór.. 

Po kilkuminutowej jeździe znaleźliśmy się pod studiem.

- To jest to studio? – Carlos spoglądał na budynek, z niedowierzaniem.

- No, no. – kiwnąłem kilka razy głową. – Też chcę tutaj grać! – zaśmiałem się.

- Jasne, jasne. – powiedziała Bell. – Zobaczyliście to możecie już jechać. – podeszła do Jamesa pocałowała go i zniknęła za obrotowymi drzwiami.

- To nie studio, tylko mega wieżowiec . – zaśmiał się Kendall.

- No tak. To jedziemy, trzeba odpocząć. – zaprosiłem wszystkich do kawiarni na czekoladę. 

Oczami Belli.

Weszłam do środka, z lekką obawą spojrzałam za drzwi i pomachałam ekipie.. Bałam się niesamowicie. Lecz od razu asystent Artura podszedł do mnie..

- Bella Pena? – zagadnął miły Blondynek.

- Tak to ja. – uśmiechnęłam się i podałam mu dłoń.  – Bella. Miło Cię poznać.

- Słodziutka jesteś. Jestem Pablo Morris. – uścisnął mi dłoń i poszliśmy do windy.

- Jesteś bardzo miły. – uśmiechnęłam się.

- Oj tam. – zakrył się teczką… - No to może po próbie wyskoczymy na kawę? – zaproponował.

- Miło by było, ale mam chłopaka. – powiedziałam i przeglądałam tylko jak jedziemy coraz wyżej.

- Kochanie.. – machnął ręką. – Też mam faceta, jestem Gejem. – powiedział z uśmiechem.

- Gejem. – szepnęłam. – Ok. Jeżeli Twój partner nie ma nic przeciwko temu, to zgadzam się.

- Świetnie. – podskoczył z radości. – Przepraszam. Ale jestem wiecznym optymistą, przeszkadza Ci to? – zapytał z lekkim uśmiechem.

- Nie skądże. – odpowiedziałam.

- No zostaniemy najlepszymi Przyjaciółmi. – podskoczył ponownie. – Oo. I nasze pięterko, chodź przedstawię Cię  Arturowi. 

Kilka minut później.

- Cieszę się że zgodziłaś się zacząć z Nami współpracę. – podał mi kontrakt, który uważnie przeczytałam i chwilę się nad Nim zastanowiłam.  – Coś nie tak? – zapytał trzymając w ręku długopis.

- Wszystko jest w porządku. – uśmiechnęłam się i podpisałam kontrakt.

- Gratuluję! – uścisnął mi dłoń. – Cieszę się że będę mógł, promować nową gwiazdę.

- Też się cieszę.

- No to zabieramy się do pracy, musimy nagrać kilka kawałków. Na początek same piosenki, a później popracujemy nad teledyskami. – powiedział i szybko razem z Pablo i resztą ekipy ogarnęliśmy wszystko. -  Wiedz że nie wszystkie teledyski będą kręcone tutaj, i czasami będziemy musieli wyjeżdżać. Ale z tym chyba nie masz problemu? – zapytał puszczając mi oczko. 

- Nie. Na pewno Sobie z tym poradzę.

- Świetnie. Wskakuj do środka i nagrywamy. – pokazał mi wszystko i zaczęłam śpiewać. 

Kilka godzin później.

- Masz świetny głos! – powiedział Artur. – Twoja kariera nabierze tempa szybciej niż myślisz.

- Naprawdę? – zapytałam odkręcając butelkę wody.

- Więc na wszystkie wywiady, sesje, teledyski i gale będziemy starali się przygotowywać 2 tygodnie wcześniej. Abyś mogła wszystko, zrozumieć. – powiedział .

- To nie za krótko? – zapytałam lekko przerażona.

- Nie. Mamy tłum stylistek, makijażystek i reszty. Więc damy radę. – uśmiechnął się. – Mam nadzieję że Ci się podobał dzisiejszy dzień?

- Owszem. Było naprawdę świetnie. A kiedy będziemy nagrywać teledyski? – zapytałam cicho.

- hum. – spojrzał na Pablo, a On w jednej chwili zaczął przeglądać kalendarz, i podał go Arturowi.  – Więc jak nagramy wszystkie wokale, to zabierzemy się za teledyski. I wtedy będzie trochę więcej pracy. – machnął ręką. – Ale cóż, takie jest życie artysty. A na dzisiaj to już koniec, widzimy się.. Czekaj.  Jaki dzisiaj dzień? – zapytał Pablo.

- Dzisiaj mamy poniedziałek. – odpowiedział Pablo.

- Jasne, jasne. – spojrzał na zegarek. – To może jutro, przyśle po Ciebie Pablo. O 12 Ci pasuję?

- Jasne. Dziękuję. – podałam mu dłoń i wyszliśmy z Pablo.

- I jak? – zapytał. – Podobało się?

- Było świetnie. – klasnęłam kilka razy w dłonie. – Już się nie mogę doczekać  teledysku.

- Ok. To teraz chodź na kawę.. – spojrzał na zegarek. – Może trochę późno, to czekolada?

- Owszem. – udaliśmy się spacerkiem niedaleko pobliskiej kawiarni.

Usiedliśmy przy jednym ze stolików, zamówiliśmy coś do picia i rozmawialiśmy. 

Oczami Logana.

Musiałem się wrócić do pobliskiej kawiarni, bo zostawiłem tam telefon. Wszedłem i skierowałem się do baru.

- Przepraszam. – zaczepiłem jedną z kelnerek. 

- Tak? Coś podać? – uśmiechnęła się szeroko.

- Nie dziękuję. – odpowiedziałem. – Zostawiłem tutaj telefon, nie znalazła go może Pani? – zapytałem i zacząłem się rozglądać.

- Taki czarny, z niewielką rysą na tyle? – zapytała.

- Co? – machnąłem szybko odpowiedzią. – Przepraszam. Słucham? – odpowiedziałem. Bo kątem oka zauważyłem Bell i jakiegoś chłopaka, siedzieli i śmiali się.

- Czy to Pański telefon? – podała mi go do ręki.

- aa. Tak dziękuję. – odebrałem daną rzecz i wyszedłem. Cały czas nie spuszczając wzroku z Belli. Zrobiłem kilka zdjęć. I postanowiłem pokazać je Jamesowi.

Zajechałem do domu. Szybkim krokiem wszedłem do kuchni. Akurat był tam Maslow..

- James. – podszedłem do kumpla, kładąc mu dłoń na ramieniu.

- Co jest? – zapytał mnie lekko zdziwiony.

- ech. Jakby to zacząć.. – denerwowałem się .

- No mów prosto z mostu. – James usiadł.

- Dobrze że siedzisz, bo możesz tego nie wytrzymać.

- Ale czego?! – Maslow lekko się zdenerwował. – Mów!

- Bella.. Ona Cię zdradza. – wykrztusiłem to z Siebie.

- Co? – spojrzał na mnie jak na wariata. – To nie możliwe. – parsknął śmiechem.

- Nie możliwe? To popatrz. – pokazałem mu zdjęcia.

- Cholera! – krzyknął i wybrał numer zapewne do Belli. – Nie odbiera.. – wkurzył się. – Ja już Sobie z Nią pogadam.

- Nie rób nic pochopnie, bo będziesz tego żałował. 

Oczami Jamesa.

No nie.. Dopiero co zaczęliśmy ze Sobą być, a Ona już takie numery odstawia?!! I to jeszcze z jakimś przychlastem.. O nie. Tak nie będzie. Jak tylko wróci, to poważnie porozmawiamy.

- Bella. ! – usłyszałem z dołu krzyk Ali.

Postanowiłem zejść na dół.

- Jak tam studio? – pytał Carlos.

- Jak producent? – wtrącił Kendall.

I zaraz poleciała sterta pytań: Dobry catering? Jak próba? Dużo masz pracy? I inne.  Bella przeszła do salonu i usiadła na kanapie.

- Jest świetnie. – opowiadała.

A ja? Ja stałem tak żeby mnie nie zauważyła. W końcu wyszedłem. Zachowywałem się normalnie.

- James. – podbiegła do mnie i mocno mnie uścisnęła. Czy gdyby mnie zdradzała, to by się tak 
zachowywała? Wątpię..

- Cześć. – cmoknąłem ją w czubek głowy. – Jak tam pierwszy dzień pracy? – zapytałem.

- Świetnie. Artur jest naprawdę miły.

- Artur? – zapytaliśmy wszyscy razem.

- Tak mój Szef. – odpowiedziała. – Jest jeszcze Pablo jego asystent. Świetny Facet, musicie go poznać. Jest uroczy. – miała taki uśmiech gdy o Nim mówiła.

- Pablo.. ? – pomyślałem.

- Tak. A coś się stało? – zapytała.

- hum.. – mruknąłem. – Nie będę owijał w bawełnę! – podniosłem głos.

- James.. – wszystkie oczy zwróciły się w moją stronę. – Co jest? – zapytał Los.

- Siostrzyczki o to zapytaj.. – spojrzałem na Nią jakbym chciał ją zabić.

- Co? O co Ci chodzi? – zapytała z lekkim szokiem. – Nie rozumiem.

- Nie udawaj niewiniątka! – krzyknąłem. – Logan widział Cię dzisiaj z jakimś chłopakiem w kawiarni.. Śmialiście się, gadaliście i w ogóle! Co to ma być? Już mnie zdradzasz?

- Co? To jakieś nieporozumienie! – krzyknęła. – Ten chłopak..

- Nie będziesz mydliła mi oczu! Śpię dzisiaj na kanapie w salonie! – krzyknąłem i poszedłem po pościel i poduszkę na górę.

- James. – powiedziała Bella. – To nie jest to o czym myślisz!

- Jasne.. – parsknąłem. – Od dzisiaj śpię na kanapie, i zastanawiam się czy nie zerwać z Tobą!

- Co?! – spojrzała na mnie swoimi wielkimi niebieskimi oczami, przez które zaczęły lecieć łzy.

 – Jak możesz mnie oceniać w ten sposób?! – krzyknęła i uderzyła mnie w twarz. – Nigdy bym Cię nie zdradziła! – krzyknęła. -  A Ty Logan?  Myślisz że mogłabym zrobić coś takiego? – spojrzała na Niego i pobiegła na górę..

- Jakie przedstawienie. – powiedziała Alice.

 – Logan.. westchnęła ramionami i pokręciła głową.

Zegarek wskazywał już 21 z minutami.. Postanowiłem się położyć, lecz nie mogłem zasnąć myśląc o Belli. 

Podobało się? ;). W skali od 1-10 jakbyście oceniły opowiadanie ? :)). Jak już przeczytałaś to zostaw komentarz, nie każdy to robi.. A chciałabym znać wasze zdanie na ten temat. Wysyłam za każdym razem mnóstwo linków, lecz komentuję to tylko garstka osób.. :(. Więc proszę o Komentarze.