czwartek, 8 maja 2014

Part 20 .

Oczami Kendalla.

Poszedłem do pokoju Belli w którym była razem z Ali.

- Można ? – zapukałem cicho.

- Wejdź.. – odpowiedziała drżącym głosem Blondynka.

- Może ja pójdę? – powiedziała Alice. – Idę się rozliczyć z Loganem. – uśmiechnęła się i wyszła.

- Kendall.. – szepnęła. – Nigdy bym nie zdradziła Jamesa, ale On tego nie rozumie. – mówiła.

- On już taki jest, musimy to zaakceptować. Niestety nie mogę nic na to poradzić. Ale spróbuję z Nim pogadać.

- Nie, nie mów mu że rozmawialiśmy jeszcze posądzi Nas o to że my się spotykamy. – westchnęła.

- Dobra. Idę się położę, bo jest późno. – wstałem i podszedłem do drzwi.

- Kendall. – odezwała się Bell podchodząc do mnie. – Dziękuję za tą rozmowę. Jesteś wspaniałym Przyjacielem.

- Nie ma sprawy. – nacisnąłem klamkę i wyszedłem.


Poszedłem do swojego pokoju, położyłem się i zasnąłem.. 

Jeziorko w lesie.. Uwielbiam ten stan, uwielbiam to miejsce. Cała ekipa znowu razem. Nie wiem, co by było gdyby nie było teraz Big Time Rush. Kariera solo? Hum.. To może być dobry pomysł..

- Schmidt ! – krzyknął Carlos. – Ruszaj tyłek i chodź! Nie możesz cały czas leżeć na kocu. Woda jest świetna.

- Jasne. – mruknąłem i poszedłem do kumpli. – Potknąłem się i przewróciłem, zanurzyłem się lekko w wodzie.

- Łapcie go! – usłyszałem krzyk Jamesa. – Stary! Żyjesz?

Chłopaki wyciągnęli mnie na koc.

- Nie. Gdzie Bella ? – zapytałem.

- Jaka Bella? – spoważniał. – O kim Ty mówisz?

 - Isabella Pena! Siostra Carlita.

- Nigdy o Niej nie mów! – usłyszałem głos Losa. – Nigdy! Zrozumiałeś! Carlos zrobił groźną minę.

- O co Ci chodzi? – zapytałem.

- To już nie pamiętasz?! – Los wziął ręcznik i wytarł twarz.

- Czego nie pamiętam? – zastanawiałem się. 

- Bella nie żyje.. – powiedziała Ali. – Już nie pamiętasz? – z pod jej powiek spłynęła łza.

- Jak to nie żyje?! – usiadłem z wrażenia.

- Chyba mocno się uderzyłeś w głowę.. powiedział Loggie.

- Jak to nie żyje? – zamarłem.. – Przecież to dziewczyna Jamesa.

- Zrozum to! – podniósł głos Carlos. – Gdy James podejrzewał ją o zdradę to Ona następnego dnia, jechała do studia i miała wypadek.. – Carlosowi zaszkliły się oczy. – Powiedzieliście że jesteście razem..

- Jak to? – wypytywałem  dalej. 

- Wysiadała z samochodu, ktoś ją potrącił i zginęła na miejscu. Byłeś tam ze mną. – mówił Los. – Zmarła na moich rękach, zanim udało się przyjechać karetce. Ktoś ją potrącił, odleciała na 2 metry przed Siebie. Wpadła na znak, który przebił jej się przez udo, krwawiła potwornie.. Zanim przyjechała karetka. Lecz później okazała się, że jeszcze jakiś odłamek wbił jej się w szyję. I wykrwawiła się na miejscu.. Lekarze powiedzieli że i tak nie miała szans na przeżycie.

- Jak to? – oczy mi się zaszkliły. – To moja wina.

- Tak Twoja! – krzyknął James i podbiegł do mnie po czym dostałem w twarz i upadłem.. Logan pomógł mi wstać, a Los trzymał Jamesa.

- Uspokójcie się! – krzyknęła Alice. – To niczyja wina.

- Ale.. – James spojrzał na Nas i odszedł.

- Przepraszam James! – krzyczałem najgłośniej jak potrafiłem. Lecz On nie słuchał, odszedł dalej przyłożył pistolet do skroni.. 

- Nie rób tego! – krzyknęliśmy.

- Przepraszam! – strzelił Sobie w skroń, i spadł z urwiska.

- James! – krzyknąłem.

- Kendall! Obudź się! – słyszałem głos Jamesa.

- CO?! – zerwałem się z krzykiem.

- Krzyczysz coś cały czas.. – zaśmiał się Maslow. – Wstawaj już po 11, śniadanie i jedziemy do studia.

- Co? – spojrzałem na zegarek. – Ok. Ty żyjesz! – uścisnąłem kumpla.

- No a czemu by miało być inaczej? – zapytał i zaśmiał się.

- Moment. – nałożyłem szybko spodnie, pobiegłem do pokoju Belli nie było jej tam. Szybko zbiegłem na dół, siedziała przy stole i piła sok. – Bella! – uścisnąłem Przyjaciółkę. – Nie wiesz jak się cieszę, że żyjesz. 

- Co? – spojrzała na mnie jak na wariata. – Dobrze się czujesz?

- Tak. I nie. Spadam na górę. Zaraz wracam. – pobiegłem na górę. Przeprosiłem Jamesa i poszedłem do łazienki. 

Oczami Belli.

- Co to  było? – zaśmiałam się.

- Kendall.. Chyba się źle czuje.. – zaśmiała się Alice.

- No tak. – odparłam i chwyciłam kanapkę.

W tym samym czasie do domu zadzwonił dzwonek.

- Otworzę! – krzyknął Logan.

- Cześć! – usłyszałam znajomy głos. – Jest Isabella ? – zapytał.

- Proszę.. – Logan wpuścił gościa.

- Oj. Chyba przeszkodziłem. – do kuchni wszedł Pablo. – Cześć Bell. Cmoknął mnie w policzek. – Może przeszkadzam? – zapytał.

- Nie.. – odparłam patrząc na Niego z uśmiechem. – Dobrze że jesteś. Pomożesz mi.

- W czym? Podrapał się po głowie.

Z góry szedł James.

- Z Nim. – wskazałam na chłopaka.

- ouu.. Ciasteczko. – uśmiechnął się.

- Ja? – James spojrzał na mnie i Pablo całkowicie zdezorientowany. – Co jeszcze ode mnie chcesz? – zapytał z wielką obrazą.

- Posłuchaj Nas uważnie proszę. – spojrzałam mu głęboko w oczy. - Daj mi wszystko wytłumaczyć, i wtedy możesz robić co Ci się podoba.

- Jasne. – kiwnął głową.

- Ja już wiesz, spotkałam się wczoraj z tym chłopakiem. – wskazałam na Pablo, a On się uśmiechnął. – To jest Pablo asystent Artura. Nie mnie z Nim nie łączy.. – mówiłam.

- Jasne.. – wzruszył ramionami.

- Pozwól że Pablo Ci wszystko wytłumaczy.

- Niech Ci będzie. – odpowiedział tak na ‘ odpierdol się ‘ .

- Jestem Pablo Morris. – wyciągnął dłoń do Jamesa. Nie mnie nie łączy z Bell. Bo jestem Gejem. – odpowiedział. 

- Gejem, Gejem.. Co że gejem! – podniósł głos i odwrócił się na pięcie. – Stop! Ale jak to Gejem?! -  Wytrzeszczył oczy ze zdziwienia.

- Tak i dziewczyny mnie nie interesują. Przepraszam jak coś się stało.. Moja wina. – wytłumaczył.

- Oj.. – James spojrzał na mnie.

- Bell. Kochana. Musimy lecieć… Papatki ! – wzięłam z blatu torbę, telefon i jabłko po czym wyszliśmy..

- Bell.. ! – krzyknął James. – Przepraszam.

Wsiedliśmy do limuzyny z  Pablo i odjechaliśmy, jakoś nie lubiłam pokazywać się w takich autach.. Przerażało mnie to.

- Twój chłopak też gra w zespole? – zapytał Pablo.

- Tak. Big Time Rush. Kojarzysz? – zapytałam spoglądając w szybę.

- Oczywiście. – pstryknął palcami. – Jestem Rusherem. – uśmiechnął się. – Tak to się mówi tak?

- Jasne. 

Dojechaliśmy do studia, miałam tremę tak jak poprzedniego dnia. Lecz Pablo mnie szybko uspokoił. Weszliśmy do studia. Artur rozmawiał przez telefon, i coś zapisywał na kartce.

- Oczywiście! – krzyknął z uśmiechem do słuchawki. Moment, przejrzę kalendarz.. Tak może być o 11. – wskazał na Pablo a On szybko do Niego podszedł. – Dobra, dobra. Jesteśmy umówienie. Cześć! – rozłączył się i powiedział coś Pablo na ucho.

- Niemożliwe ! – krzyknął i podskoczył.

- Coś się stało? – zapytałam cicho, podnosząc się z kanapy.

- Coś? – zaśmiał się nerwowo Artur. – Stało się dużo! Jako moja gwiazda, z którą pracuję nigdy czegoś takiego nie było. – zaśmiał się.

- Ale czego? Dowiem się.. – nerwowo splotłam palce.

- Więc.. – zaczął nie pewnie. – Masz występ w telewizji, Twój pierwszy teledysk już obejrzało pół miliona widzów! – uścisnął mi dłoń.

- CO? – usiadłam ze zdziwienia. – Jaki teledysk?

- Śpiewałaś wczoraj, a ja to nagrałem i taki mało znaczny ale jednak wielki teledysk powstał przez przypadek.

- Nie wierzę.. – usiadłam ze zdziwienia. – Szok.

- Żaden szok! Genialne ! – zaśmiał się Pablo.

- Jutro o 11 wystąpisz w Star Show ! – pokazał krótką reklamę na laptopie. 

- Nie wierzę, nie wierzę. – powtarzałam.

- Dobra. Bierzemy się do pracy, mamy dzisiaj zmontować kilka piosenek, i skończymy późno, ale już nie długo, będzie można kręcić teledyski.

Praca jest ciężka, ale w takim tempie płytę wydam szybciej niż myślę..

Kilka godzin później.

- Padam.. – westchnęłam do Pablo.

- No tak, jest już dosyć późno.. – powiedział spoglądając na zegarek.

- Dzisiaj kończymy, jutro przyjdziesz na 10 skręcimy teledysk więc możemy skończyć później. A w piątek masz wywiad więc też Cię przygotujemy. A dzisiaj to koniec. Dobranoc.

- Dobranoc. – odpowiedziałam wychodząc.

Zadzwonię po Jamesa, może po mnie przyjedzie.. Która to godzina? Jejku.. Już 22 ! Szok.  Wyciągnęłam telefon, wybrałam numer Jamesa i czekałam aż odbierze..

- słucham. – odpowiedział głos w słuchawce.

- Carlos? – zapytałam ze zdziwieniem. – A gdzie James? – zapytałam.

- Zasnął, czekając na Ciebie. – Coś chciałaś? – zapytał.

- Możesz mnie odebrać ze studia? – zapytałam. – Boję się wracać sama.

- Ok. Zaraz będę. Nie ruszaj się nigdzie. – zaśmiał się i odłożył słuchawkę..

Kwadrans później.

- Cześć ! – z samochodu wyskoczył Los. – Masz bluzę, bo widzę że Ci zimno. – rzucił mi kawałek materiału.

- Nie dzięki, dam Sobie radę. – powiedziałam udając że to mnie nie rusza.

- Jak chcesz. Ale potem nie mów że jesteś chora. – pogroził mi palcem. Droga wieczorem wydaje się krótsza, może dlatego że były korki? – zapytał otwierając mi drzwi.

- Dziękuje. – odpowiedziałam i zapięłam pas. – Po południu korki są makabryczne, a teraz może mniej ludzi i dlatego tak szybko jesteś.

- Mogę Cię o coś zapytać. – zapytał Carlos skręcając w naszą uliczkę.

- Jasne. Co jest? – odparłam.

- Dlaczego nie lubisz Jade? - zapytał spoglądając na mnie. – I czego pokazałaś ten filmik? – drążył dalej temat.. 

- Carlos. – spojrzałam na brata. Zasługujesz na kogoś lepszego, nie na Jade. Ona do Ciebie nie pasuję. – tłumaczyłam mu jak dziecku. – Znajdziesz jeszcze kogoś, i będziesz szczęśliwy. Obiecuję. 

Oczami Carlosa.

Jade nie jest dla mnie.. Pff. Też mi coś. A może.. ? Nie sam już nie wiem.

- Carlos! – krzyknęła Bell. – Słyszysz?! – powtórzyła ponownie.

- Co? – odparłem.

- Jesteśmy już pod domem od.. 30 minut! – podniosłą głos. – A Ty nawet nie wysiadasz. Dobrze się czujesz? – zapytała.

- Tak. Dobrze. Przepraszam, ale się zamyśliłem. – wysiadłem z auta i udaliśmy się do domu.
Jamesa już nie było, pewnie poszedł się położyć do pokoju. A ja postanowiłem jeszcze pogadać z Bell.

-  Możemy pogadać? – zapytałem wchodząc do kuchni.

- Jasne. – uśmiechnęła się. – Soku? – zapytała podając mi szklankę.

- Ok. Ech.. – westchnąłem głośno.  

- Mów Co Ci leży na sercu.. – poczułem palce Bell w moich żebrach.

- Jade i ja.. My się chyba wypaliliśmy. – westchnąłem i uroniłem łzę. – Nie wiem dlaczego, ale Ona jest jakaś obojętna wobec mnie.

- Carlos.. – Bell mnie przytuliła. – Może już najwyższy czas się rozstać? – Siostra spojrzała na mnie.

- Nie wiem.. – westchnąłem. – Idę się położyć, Dobranoc. Kocham Cię Mała. – cmoknąłem siostrę w czoło i poszedłem do pokoju. Jade już spała, więc cicho położyłem się obok Niej.

Następnego dnia.

Obudziłem się dosyć wcześnie. Jade jeszcze spała, postanowiłem wziąć prysznic, zajęło mi to kilka minut.. Szybko wskoczyłem w jakieś ciuchy i wróciłem do pokoju. Zauważyłem że Jade chowa coś do szuflady..

- Co to jest? – złapałem ją z tyłu za biodra.

- Carlos! – krzyknęła i od razu podniosła się z łóżka. – Nie strasz mnie tak. – odparła i zaczęła mnie całować…

- Już myślałem że między Nami coś się psuje. – szepnąłem.

- Nie. Skądże. – uśmiechnęła się i poszła do łazienki. Chciałem sprawdzić co tam jest, lecz zamknęła szufladę na kluczyk. 

Chwilę później dostała SMS-a z ciekawości zajrzałem..

Mam nadzieję że wszystko załatwisz! I gwiazdeczki dostaną za swoje. Tylko nic nie spieprz! Dzięki za kasę.. ‘

Co do jasnej cholery to jest? Nie wiedziałem co mam o tym myśleć.. Poczekamy, zobaczymy..

- Jestem gotowa.. – powiedziała wychodząc z łazienki.

- Ok. – usiadłem na łóżku. – Możemy porozmawiać? – zapytałem.

- Jasne. – Jade usiadła mi na kolanach.. – Co jest?

- Od jakiegoś czasu, dziwnie się zachowujesz. I jeszcze ten SMS.. – wskazałem na telefon.

- Czytasz moje SMS-y ? – krzyknęła i szybko wstała.

- Nie.. Ale co to w ogóle jest? – podniosłem głos. – Jesteśmy razem, i nie powinno być w tym związku tajemnic!

- Nie mam tajemnic ! – powiedziała. – Muszę wyjść.. wyszła i trzasnęła drzwiami, lecz po chwili wróciła. – Ten proszek, to dla Babci! Jest chora. I muszę to trzymać w ciemnym miejscu! – krzyknęła. – Nie wiedziałam, że mi nie ufasz! Wrócę późno.. – wyszła i trzasnęła drzwiami.

- Może byłem zbyt ostry? – zastanawiałem się. – Ale skąd mogłem wiedzieć, że to dla jej Babci.. Idiota! – krzyknąłem sam na Siebie.

- Cześć.. – do pokoju weszła Bell. – Zejdziesz na śniadanie?

- Jasne.. Już idę. – wstałem i poszedłem za siostrą.

- Coś Cię gryzie? – zapytała mnie Blondynka łapiąc mnie za ramię.

- Nie. Zdaje Ci się. – powiedział oschle.

Kilka minut później.

- Przepraszam ale muszę już iść. – mówiła Bell biorąc łyk herbaty. – Śpieszę się. Dzisiaj mam zdjęcia do teledysku, jestem mega szczęśliwa. – podskoczyła i zaczęła wlewać kawę do termosu.

- Czego się spokojnie nie napijesz kawy? – powiedział Kend.

- Jak nie zjem rano śniadania, i wypiję kawę to się źle czuję.. – mówiła. – Sorry, muszę spadać. Kocham Was. – powiedziała i wybiegła..

Oczami Jade.

Grr.. Co za debil ! Pożałujesz tego Pena.. Oj pożałujesz.

- Cześć ! – krzyknęła z oddali Kate. – Coś się stało? – podeszła do mnie i się przywitałyśmy.

- Cześć, cześć. Pena zauważył że chowałam dzisiaj do szuflady dragi.. – powiedziałam odpalają papieros. – Wkurza mnie..

- Ej. Co mu powiedziałaś? – zapytała zaciągając się dymem. 

- Że to leki dla Babci, łyknął to.. – zaśmiałam się.

- Ale Twoja Babcia nie żyje. – odparła i uśmiechnęła się.

- Wiem, ale On z miłości zrobi wszystko.. – zaśmiałyśmy się.

Postanowiłyśmy obmyślić zemstę, lecz do tego będzie potrzebny Black. Udałyśmy się do jego baru..

- Cześć Piękne ! – przywitał się z Nami i powiedziałyśmy o co chodzi.

- hum. – wziął łyk whisky. – To może być trudne, ale zobaczymy co da się zrobić.

- Ej.. – wstałam i podeszłam do Niego. – Nie po to się ślinie do tego gnojka, wyciągam kasę i w ogóle na to abyś mi odmawiał.

- Ok. Postaram się. Coś zrobić. – powiedział. – Ale kto Ci to zrobi?

- No jak to kto? – spojrzałam na Kate. – Ona! – kiwnęłam palcem.

- Ja? – spojrzała lekko wystraszona. – Ja nie chcę..

- Musisz, i tak wszystko pójdzie na tą małą ździrę! – zaśmiałam się i udaliśmy się na zaplecze. 

Kilka minut później.

- Kurwa! – krzyknęłam. Miałaś mi rozwalić wargę a nie zabijać komary! – powiedziałam a Black się tylko zaśmiał. – Coś w tym śmiesznego? – spiorunowałam go wzrokiem.

- Nie.. Przepraszam. – spuścił głowę.

- Dobra. Spróbuję jeszcze raz.

Kwadrans później.

- Pięknie. – spojrzałam w lustro, dobrze to wyglądało więc mogłam być zadowolona. – Teraz Ona będzie miała przechlapane, później ściemnię jakąś bajeczkę, że to nie Ona.. – gestykulowałam rękami i mówiłam dalej. – A następnie z Nim zerwę! I podłoże mu dragi! – zaśmiałam się.

- No, no.. – podszedł do mnie Black. – Skarbie świetnie to wymyśliłaś, podziwiam Cię.

- No wiem.

Zważając na to że Bella dzisiaj będzie później, musiałam wrócić do domu nieco wcześniej przed Nią.. Więc powoli się zbierałyśmy, udawałam że kuleję aby Carlos naprawdę we wszystko uwierzył..

9 komentarzy:

  1. Matko, jaki sen... Aż dziwne, że nie usłyszał: "Krzyczałeś jak mała dziewczynka. Strasznie wysoko." Nie wiem, czy mam to wsiąść na poważnie, czy odebrać to jako chwilową histerię. Ale mam złe przeczucia. Taki sen nie wróży za dobrze. Notka świetna! Czekam na nn! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Super. Nie wierze, że Carlos jest aż tak naiwny!? Czekam xo

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakoś po tym śnie Kemdalla mam przeczucie że może chociaż w kawałku się spełnić ;__; Oby nie bo bym zwariowała, a co do rozdziału to wow! Mega! Super się czyta takie rozdziały :) Czekam na next ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oesu ile sie dzieje. Ten koszmar Kendalla byl straszny, a Pablo jest Rusher :d dobrze ze James przejrzal na oczy. Cudowny rozdzial :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten sen Kendalla był straszny. Fajnie ,że James się dowiedział ,że Pablo jest gejem. Czekam na nexta ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sen Kendalla straszny
    Carlos, jak można być tak naiwnym??
    Pablo już cię uwielbiam *.*
    Rozdział świetny, czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
  7. Znalazłam się tutaj przypadkowo i wcale nie żałuje bo blog jest świetny, a co do samego rozdziału to jest Mega ! *-* Kiedy czytałam ten sen Kendalla szczerze troche się przstraszyłam go :O Czekam na nn :* Zapraszam do siebie :) http://feelthelove3.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Super rozdział !
    Ten sen Kendalla ;o
    Uwielbiam twój blog :)

    OdpowiedzUsuń