poniedziałek, 30 czerwca 2014

Part 26.



- Logan jesteś pewny że Carlos śpi? - zapytała Alice. 

- W stu procentach. - odpowiedział pewny Siebie. - Ale dlaczego dzisiaj Carlos?  zapytał. 

- Bo nie wiem co zrobić dla Jamesa i Kendalla. - odpowiedziałam. 

- Ok.. Zaczynamy? - zapytała Alice. 

- Ok. - uśmiechnęliśmy się szeroko i zaczęliśmy przygotowania...

Nie wiedzieliśmy od czego zacząć. Lecz Logan jeden z najbardziej poukładanych chłopaków jakich znam, sporządził listę i przeczytał ją Nam w punktach.. 

- Mogę? - zapytał. 

- Tak. - od powiedziała Alice ziewając z nudów. 

- Zaczynam. - oznajmił. 
1. Upewnić się że ' ofiara ' śpi. - rozejrzał się po pokoju i odhaczył punkt. 
2. Przygotować niezbędne narzędzia. - odhaczył punkt.
3.  Zasiąść wygodnie w salonie by przygotować zasadzkę. 
4. Wystylizować się. 
5. Przestraszyć ' ofiarę ' . 
- Skończyłem. Podoba się? - zapytał z nadzieją. 

- Co? - ocknęłyśmy się z Al. 

- No jasne Kochanie. - Alice cmoknęła Logana w policzek. 

- Dobra. Wiem że to było beznadziejne. - westchnął głośno. - Możemy zaczynać? - zapytał. 

- Jasne.. - odpowiedziałam. - Znacie plan? - zapytałam. 

- Tak. 

Kwadrans później.  - Oczami Carlosa. 

Nie mogłem zasnąć, kiszki grały mi marsza. Musiałem zejść na dół.. Żeby coś zjeść, chociaż wiem że jedzenie w nocy źle działa ale mój brzuch domagał się wręcz czegoś do jedzenia. Nawet jakby to miało być coś ' zdrowego ' . Głupia dieta! 

And I was like Baby, baby, baby, oh Like Baby, baby, baby, no Like.. - podśpiewując Sobie Biebera schodziłem do kuchni, pech chciał że nie wziąłem ze Sobą latarki.. Tylko telefon. Ale zapaliłem w przedpokoju na górze światło. - Lodówko, lodóweczko Ty moja.. Hum. Co mu tutaj mamy? - zajrzałem do środka. - Nic ciekawego.. Zielenina, kiełki, zielenina, pseudo-kotlety.. Jogurt. Może być. - wziąłem mały jogurt i łyżeczkę i udałem się na górę.

- Carlos.. Carlos. - ktoś wypowiedział moje imię. 

- Jest ktoś tutaj? - zapytałem wracając się do salonu. - Halo. - powtórzyłem ponownie, lecz nikogo nie zauważyłem. Chociaż po chwili się ogarnąłem, no i postanowiłem poświecić w stronę kanapy. - Boże! - krzyknąłem. 

- Nie bój się. - powiedziało to ' COŚ ' . 

- Nie, nie, nie. To nie może być prawdą.. To tylko sen. - uszczypnąłem się w ramie. - Au.. - syknąłem z bólu. - To nie może być prawdą. 

- Nie bój się.. - zza firanki wyszedł następny. - Nie zrobimy Ci nic złego. - zaśmiał się tak jak w horrorze. 

- Zostawcie mnie! - podniosłem głos i udałem się na schody. 

- Wybierasz się gdzieś? - nagle na schodach wyłonił się następny. 

- Zostawcie mnie. - szybkim krokiem wróciłem do salonu, skuliłem się i poczekałem aż Klauny odejdą.. 

- Nie bój się. Nie zrobimy Ci krzywdy. - zaśmiał się jeden. 

- Zrobię wszystko co chcecie, ale nie zabijajcie mnie laserowymi oczami i siekierami! - krzyknął z przerażenia. 

- Czy aby na pewno wszystko? - zapytał jeden. 

- Tak. Przysięgam z ręką na sercu. 

- Przysięgnij że nie sięgniesz po alkohol ani po inne używki dopóki nie wyzdrowiejesz! - pogroził mi jeden. 

- Przysięgam.. - odpowiedziałem z drżącym głosem. - Puśćcie mnie już, bo się boję. - wybłagałem. 

- Jasne.. 

- Szybko opuściłem salon i pobiegłem do pokoju.. Co za noc? Nie przypuszczałem że coś takiego mnie spotka. Wchodząc do pokoju, zamknąłem go szybko i położyłem się do łóżka. Jednak coś nie dało mi zasnąć.. Zapaliłem lampkę koło łóżka.. Przeraziłem się nie na żarty! 

- Obiecaliście ! - krzyknąłem z przerażenia. - Zostawcie mnie! 

Z mroku wyłoniła się maska klauna.. 
 - Obiecaj że nie będziesz pił dopóki nie wyzdrowiejesz.. Inaczej tutaj wrócimy i wtedy się policzymy. 

- Obiecuję! - krzyknąłem i wziąłem do ręki to co miałem pod ręką. - Co jest? - zadałem Sobie pytanie. Klaun w mgnieniu oka zniknął.. A ja nie mogłem zasnąć przez większość nocy. 

Następnego dnia rano - Oczami Logana. 

Nie mogłem uwierzyć że Carlos aż tak się przerazi.. Pomysł Bell może i był wredny, straszny ale zapewne skuteczny. Nie wiem co nakłoniło dziewczyny do takiego posunięcia, żeby Losa aż tak straszyć.. 

- Logan. Możesz mi podać masło? - zapytała Alice. - Logan! - krzyknęła. 


- Co? - spojrzałem na dziewczynę. - Przepraszam zamyśliłem się. 


- A o czym tak myślałeś? - zapytał Kendall wchodząc do kuchni. - Cześć tak w ogóle. - machnął ręką. 


- O niczym.. - wzruszyłem ramionami. 


Chwilę później przyszła Bella z Jamesem i Carlosem. 


- Nie wiecie co mi się przytrafiło. - zaczął mówić. 


- No nie wiemy, ale możesz spokojnie opowiedzieć jak zjesz śniadanie? - zapytała Bell. 


- Zaraz, zaraz. Poczekajcie. Chłopak poszedł po szklankę i nalał Sobie soku. Po czym wypił ją jednym przechyleniem. Ponownie nalał soku i usiadł do stołu. - Mogę mówić? - zapytał. 


- Dawaj. - uśmiechnął się Maslow. 


- Dobra. Nie zjadłem wczoraj kolacji, bo nie miałem ochoty na zieleninę. - powiedział. - Ale w nocy trochę mi zaczęło grać w brzuchu. Postanowiłem zejść na dół i wziąć coś do jedzenia. Wychodząc z kuchni zauważyłem, że w salonie na kanapie ' coś ' siedzi. 


- Coś? - Kendall spojrzał na Niego lekko zdziwiony. 


- Tak coś. - powtórzył. - Ale słuchajcie dalej.. 



Kwadrans później. 

Gdy tylko Carlos skończył opowiadać swoją historię, Bell chyba ruszyło sumienie.. Widziałem w jej oczach lekkie przerażenie i trochę smutku. Ale może miała jakiś powód? 

- Był w pokoju też? - dopytywałem żeby nie było, iż coś wiem. 

- No mówię Ci serio. Z ręką na sercu. - odpowiedział Carlos. - Ostatni raz tak się przestraszyłem gdy miałem może 6 lat.. Wtedy popłakałem się ze strachu, chciałem zrobić Sobie zdjęcie z Klaunem, ale gdy tylko się odwrócił to od razu chciałem uciec. Ale nie mogłem. 

- Co się stało? - zapytała Alice. 

- Facet miał nóż i na nim ketchup, a ja myślałem że to krew i jeszcze nie zmył z twarzy do końca makijażu a ja zacząłem płakać i gdy tylko do mnie podszedł z nożem to zwiałem z tego cyrku.. I  później chodziłem do Psychologa aby mi pomógł.. Naprawdę się przestraszyłem. 

- Serio? - zapytała Bell kończąc kanapkę. 

- To mało powiedziane. - podniósł głos, prawie krzycząc. - Myślałem że zejdę na zawał! - odpowiedział. 

- Ech.. - westchnęła dziewczyna. 

- Coś się stało? - zapytał. 

- Nie, nie. Muszę lecieć do studia, całymi dniami tylko tam będę siedziała. Artur chcę jak najszybciej wydać płytę. I wyjechać na wakacje. Wiem że wakacje już tuż, tuż. Ale On chcę już mieć wszystko za Sobą. Tak więc, będę się zbierała. - wzięły łyk kawy, zabrała wszystkie rzeczy cmoknęła Jamesa w policzek i wybiegła z kuchni niczym strzała. 

- Jak dobrze że my mamy chociaż wolne. - powiedział Kendall i zaczął sprzątać ze stołu. 

- No dobra. To co dzisiaj robimy? - zapytał James i w tym momencie do drzwi zadzwonił dzwonek. 

- Ja otworzę drzwi, a Wy się zastanówcie. - zaśmiałem się i poszedłem do drzwi. 

- Dzień Dobry. - w drzwiach stanęła jakaś Kobieta. W wieku około 30 lat. - Czy ja dobrze trafiłam? - zapytała. 

- No nie wiem. - zaśmiałem się. - Zależy gdzie chciała Pani trafić. 

- Czy w tym domu mieszkają chłopcy z Big Time Rush? - zapytała. 

- Tak. A o co chodzi? - miałem mieszane uczucia.. Fanka? A może przez przypadek Chłopaki ją zgwałcili? Zaśmiałem się pod nosem. 

- Czy mogę wejść? - zapytała. 

- A tak proszę. Gdzie moje maniery. - palnąłem się w czoło. - Proszę zapraszam. Prosto i w prawo, pójdziemy do salonu. 

- Dziękuję. 

Weszliśmy do salonu, była już tam cała ekipa. 

- Chłopaki to jest Pani.. Pani. - zastanawiałem się chwilę. I przypomniało mi się że Kobieta mi się nie przedstawiła. 

- Przepraszam. Nazywam się Sabin Moon. Jestem z fundacji Gwiezdne Harcerki.. - zaczęła opowiadać o co chodzi.. 

- Więc mamy rozumieć.. - zaczął myślenie Kendall. - Że chcę Pani abyśmy pomogli sprzedawać dziewczynkom ciasteczka, aby mogły pojechać na wycieczkę do Disneylandu? - powiedział. 

- Tak. Dostałam wasz adres od Waszego Szefa Martina. Powiedział że dzięki temu, wasza popularność wzrośnie. I do tego będziecie mogli zwiedzić Paryż i zagrać tam koncert. 

- Taak! - krzyknął Carlos. - Zwiedzę Paryż ! - zachwycał się. - Ja w to wchodzę a Wy? - spojrzał na Nas. 

- No ja też. - odpowiedział Maslow. 

- No ok. Chyba nie mamy nic do gadania. - zwróciłem się do Kendalla. 

- No.. - powiedział. - Załatwione. 

- Cieszę się. - uśmiechnęła się Kobieta. - Jeżeli Pani chce to też może pomóc. - zwróciła się do Alice. 

- Ja? - dziewczyna spojrzała na Nią lekko zdziwiona. 

- Tak. Będzie Pani taką jakby.. Hm. Jak to nazwać. - zastanowiła się. - Będzie Pani koordynowała sprzedaż ciasteczek. - uśmiechnęła się.

- Dobrze. Cieszę się. To od kiedy zaczynamy? - zapytała Al.

- Możemy od poniedziałku? - zapytała. 

- Oczywiście. Pasuję Nam. - odpowiedział Kendall. 

- To dziękuje. Podam Wam jeszcze adres, i zapraszam do współpracy. - uśmiechnęła się. 

- Odprowadzę Panią. - powiedziała Alice. 

Gdy kobieta wyszła, sprawdziliśmy stronę tych Harcerek. Dużo gwiazd z Nimi pracowało, więc mają dużo szczęścia. 


Tymczasem w studio - Oczami Belli. 

- Dziewczyno ! - krzyczał Artur. - Już tak dużo zrobiliśmy, więc czekając nas tylko zdjęcia do teledysku. 

- Serio? - zapytałam. 

- No nie. Żartuję.. - odparł z ironia. - Jasne że serio! - uśmiechnął się. 

- To fajnie. - odpowiedziałam. 

- Coś Cie gryzie? - spytał i usiadł obok mnie. 

- Nie. - próbowałam się wymigać od odpowiedzi. 

- No powiedz. Może poczujesz się lepiej. - położył mi dłoń na ramieniu.

- Ok. - westchnęłam i wszystko powiedziałam.. 

Później Artur ze mną porozmawiał i skończyliśmy pracę.. Było już dosyć późno więc postanowiłam że będę już wracała do domu. 

- Bella. Poczekaj odwiozę Cię. - zaproponował. 

- Nie dziękuję. Przejdę się, muszę przemyśleć to i owo. - powiedziałam i wyszłam. 

Wyszłam z budynku i powoli udałam się do domu, nie powiem było ciemno a ja się trochę bałam, no latarnie świeciły ale co z tego.. Nie lubiłam chodzić sama po mieście, czułam na plecach jakby ktoś mnie obserwował.. Ale nie odwracałam się tylko przyspieszyłam kroku, w ciemnych uliczkach kątem oka zauważałam jak bezdomni palą Sobie ogniska. Patrząc w niebo zauważyłam że jest puste, żadnej chmury tylko piękny księżyc, piękna pogoda lecz cholernie zimna..  Uwielbiałam taką pogodę, lecz nie zawsze mogłam ją obserwować. Szłam powoli rozmyślając co powiem Carlosowi. Usłyszałam jak ktoś idzie za mną, myślałam tylko o najgorszym, ale moje przeczucie się pomyliło. 

- Bella. - ktoś dotknął mojego ramienia. 

- Kim jesteś? - szybko się odwróciłam i machnęłam torebką, lecz ' ten ktoś ' był szybszy i uniknął ciosu. 

- Spokojnie. To tylko ja Eric. - zdjął kaptur i na jego twarzy pokazał się łobuzerski uśmiech. 

- Boże.. Nie musiałeś mnie tak straszyć. - odetchnęłam w ulgą. 

- Przepraszam. - spuścił głowę. - Co tutaj robisz? O tak późnej porze? - zapytał. 

- Wracam do domu, miałam dużo pracy. Ale to się pewnie niedługo opłaci. - uśmiechnęłam się. - A Ty co tutaj robisz? - zapytałam chłopaka. 

- Wracam od kumpla. Mogę Ci towarzyszyć w drodze do domu? - zapytał. 

- Było by miło. - uśmiechnęłam się. 

Czas minął Nam w miłej atmosferze. Poczułam się tak, jak na pierwszej randce, jak nastolatka która zaczęła się spotykać z chłopakiem..  Trochę porozmawialiśmy i znaleźliśmy się w końcu pod moim domem. Trochę było mi dziwnie, gdy Eric podał mi swoją bluzę abym nie zmarzła. Było to miłe ale i krępujące.. 

- No cóż. - odpowiedziałam. - Jesteśmy. - oddałam chłopakowi bluzę. - Miło było Ciebie spotkać. 

- Mi również było miło. - uśmiechnął się po czym oddalił się w swoją stronę. 

W tym momencie, poczułam że czegoś mi brakuję, jakiejś bliskości ze strony Jamesa, postanowiłam to zmienić. 

- Wróciłam. - odpowiedziałam zdejmując buty. 

- Jesteśmy w salonie. - odpowiedział Carlos. 

Weszłam do salonu i zauważyłam że nie ma Jamesa, Logana i Alice. 

- Widział może ktoś Jamiego? - zapytałam. 

- Jest w pokoju. - odpowiedział Carlos grając w jakąś grę na konsoli z Kendallem. 

- Ok. 

Poszłam na górę. James siedział i grał coś na keyboardzie . 

- Cześć Kochanie. - podeszłam do Niego i mocno się przytuliłam. - Ach.. - westchnęłam. - Brakowało mi tego. 

- Co się stało? - zapytał i przytulił mnie. 

- Nic. Po prostu, zrozumiałam że bardzo Cię kocham. I przepraszam za to co zrobiłam głupiego. 

- Miałaś powód aby się zdenerwować. - odpowiedział. 

- Zagraj mi coś. - powiedziałam. 

- Ok. - powiedział. - Ale może pójdziesz się wykąpać, bo pewnie jesteś zmęczona. 

- Jasne. To świetny pomysł. 

Wzięłam ubrania i poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic zmyłam makijaż i przebrałam się w coś lżejszego.. Po czym wróciłam do pokoju. James już wszystko ustawił. Zgasił światło i zapalił małą lampkę.. 

I know your insides are feeling so hollow
And it's a hard pill for you to swallow
But if I fall for you, I'll never recover
If I fall for you, I'll never be the same

I really wanna love somebody
I really wanna dance the night away
I know we're only half way there
But you can take me all the way, you can take me all the way
I really wanna touch somebody
I think about you every single day
I know we're only half way there
But you can take me all the way, you can take me all the way...


- Kochanie. - podeszłam do Niego. - To było cudowne. - przytuliłam go. 

- Dziękuję. - uśmiechnął się. 

- Przepraszam ale muszę coś zrobić.  - założyłam sweterek i podeszłam do drzwi. 

- Coś się stało? - zapytał James. 

Odwróciłam się do Niego. - Stało, oj stało. - odpowiedziałam. - Możesz pójść ze mną? - zapytałam. 

- Jasne. - odpowiedział.. 


No Kochani! Miało to wyglądać inaczej, ale wyszło inaczej.  Jak Wam się podobało? Jak myślicie Czy Bella zdradzi Jamesa z ich Przyjacielem? Czy może chłopak sam ją do tego zmusi? Co Bella chcę zrobić, domyślacie się macie może jakieś podejrzenia?  Huhu.. Już się nie mogę doczekać, waszych komentarzy. Z góry Was przepraszam, że nie czytam regularnie waszych blogów. Ale pracuję, i robię to tylko jak mam chwilę czasu. Nadrobię wszystko, chociaż myślę że nie mam zaległości? :). Postaram się dodawać rozdziały jak tylko będę mogła ;3.  Ach.. Tak! Zapomniałabym. Życzę Wszystkim udanych Wakacji ! ♥ . 



♥ . 

wtorek, 24 czerwca 2014

Part 25 .

Oczami Alice. 

Wstałam rano, od razu przygotowałam śniadanie dla Logana i dla Siebie a później siedziałam w kuchni i czekałam na Bellę. Mam nadzieję że szybko się zjawi, bo nie chcę sama jechać po naszych ' agentów ' . Logana nie będę ciągała, bo już i tak chłopak się nacierpiał.. Siedziałam w kuchni i rozmyślałam nad karą dla chłopaków. Lecz nic nie przyszło mi do głowy. 

- buu.. ! - ktoś złapał mnie i wbił palce w żebra. 

- Matko ! - krzyknęłam i odwróciłam się. Ni uwierzyłam że to tak szybko się stanie. - Co Ty tutaj robisz? Miałaś być później. - zaśmiałam się. 

- Wiem, wiem. Ale nie mogłam się doczekać. - zaśmiała się Bella. - Przepraszam że tak późno, ale nie dałam rady wcześniej. Mam trochę wałówki, bo zjechały się Mamuśki.  - zaśmiała się Blondynka. 

- oo. - uśmiechnęłam się. - Poczekaj, pomogę Ci przynieść. - wstałam i udałyśmy się w stronę drzwi. Trochę tego było, ale dałyśmy radę. 

- Same pyszności. - zaśmiała się Bell. Pakując rzeczy do lodówki. 

- Już widzę miny chłopaków, jak odbieramy ich ze szpitala. - zaśmiałam się. 

- Właśnie.. - spuściła głowę Bell. - Możesz mi dokładnie powiedzieć co się stało? - zapytała trzymając w ręku słoik z bigosem. 

- Może usiądźmy. - wskazałam na krzesło. 

20 minut później. 

- grr.. - Bella się lekko zdenerwowała. - Pożałują tego. - wysyczała przez zęby. 

- Nie denerwuj się. - poklepał ją po ramieniu Logan. - Wszystko pewnie można wyjaśnić. - uśmiechnął się. 

- Logan.. - przerwałam mu. 

- Co jest? - zapytał z szerokim uśmiechem. 

- Idź do łazienki, na zębach została Ci sałata. - zaśmiałam się. 

- Oj.. - zrobił się cały czerwony i szybkim krokiem udał się do łazienki.

- Nie denerwuj się tak. - pocieszyłam koleżankę. 

- Wczoraj spotkałam Erica i wszystko mi opowiedział, a teraz jak usłyszałam to też z Twoich ust to muszę się głęboko zastanowić nad związkiem z Jamesem.. - powiedziała to z pełną powagą. 

- Co?! - spojrzałam na Nią z przerażeniem. - Czy Ty chcesz z Nim zerwać? - zapytałam cicho. 

- Nie. Ale jak tak dalej będzie to jest nieuniknione. - westchnęła. 

- Ech.. - wykrztusiłam to z Siebie.

Siedzieliśmy tak jeszcze dłuższy czas, lecz musieliśmy też pojechać po naszych ' agentów ' . Widziałam że Bella miała minę jakby miała zaraz ich zamordować, lecz czułam że nie będzie tak źle.. Trochę ogarnęliśmy w domu, żeby później było przyjemniej do Niego wracać. Udaliśmy się do samochodów ja jechałam z Loganem. I postanowiliśmy pozwolić Bell jechać samej, żeby mogła wracać z Jamesem i wszystko Sobie wytłumaczyć.. 

W szpitalu. 

Odnaleźliśmy Doktora Mitchella i zaprowadził Nas do chłopaków. Byli w niezłym szoku jak zobaczyli Bellę.. 

- Proszę aby chłopcy na razie przestrzegali diety. - podał papierek Bell. 

- Dobrze Doktorze. Zajmę się tym. - uśmiechnęła się bardzo podejrzanie. Ale już się bałam tej ich diety.. 

Chłopaki przebrali się w swoje ciuchy i udaliśmy się po wypis, nie trwało to długo. W drodze do samochodu natknęliśmy się na poznaną Pielęgniarkę. Chłopaki od razu spuścili głowy, bo dali ciała a Ona szła pewna Siebie, lecz musiała Nas zaczepić. 

- Już wychodzicie? - spytała chłopaków. 

- mhm.. - Cała trójka ze spuszczonymi głowami tylko tyle z Siebie wykrztusiła. 

- Jaka szkoda. - uśmiechnęła się. - Ale jakbyście chcieli, to możemy się umówić. - spojrzała zalotnie na Jamesa, widząc jego klatkę piersiową przez nie zapiętą koszulę. 

- Nie dziękuję. - odpowiedział. 

- Jaka szkoda.. - spojrzała na Bellę. - Siostra powinna zrozumieć, że ma takiego Przystojnego brata. 

- ehmm.. - chrząknęła i spojrzała spod byka na Pielęgniarkę. 

- No nie będę Wam przeszkadzała. - uśmiechnęła się i podrzuciła Jamesowi swoją wizytówkę. Chłopak spalił buraka, a my mieliśmy z Niego niezły ubaw. Nawet Bella która uznała to za żart. Wychodząc ze szpitala Bella ani słowem nie odezwała się do Jamesa. Kara? Kto tam to wie..

W domu - oczami Jamesa.

Bella całą drogę się do mnie nie odezwała, może powinienem jej powiedzieć co się stało? Ech.. Zachciało mi się imprez, teraz mam za swoje. Muszę się wykąpać, inaczej zwariuję. 

Wszyscy siedzieli na dole, chłopaki wyglądali już lepiej, lecz nadal nie czuli się tak dobrze jak wcześniej. 

- Bella. Możemy porozmawiać? - podszedłem do dziewczyny. 

- Jasne. Mów. - mruknęła pod nosem, popijając sok z Alice. 

- Ale tak na osobności. - szepnąłem jej na ucho. 

- Al przepraszam. Zaraz wracam. - uśmiechnęła się do koleżanki.

Wyszliśmy na dwór, i od razu mi się dostało... 

- Nie możesz na razie siedzieć na słońcu! - krzyknęła i kazała mi usiąść pod parasolem a sama wskoczyła do basenu aby się ochłodzić. 

- Dlaczego? - zapytałem z miną zbitego psiaka. 

- Po pierwsze: Nie możecie przebywać na słońcu, ani solarium. Po drugie: Żadnego nie zdrowego jedzenia.. Tzn. Chipsy, słodycze, napoje gazowane, alkoholowe. Po trzecie: Macie się zdrowo odżywiać. I to chyba tyle z tej diety, więc siedź spokojnie i mów. - uśmiechnęła się i położyła a materacu, lekko odpychając się od wody. 

- Ech.. - wzruszyłem ramionami. 

- Na bombę ! - usłyszeliśmy krzyk Carlosa. 

- Stój ! - krzyknąłem. - Nie wolno Nam. 

- Ale to nasz basen, więc wolno. - Los zaczął szykować się do skoku. 

- Carlos! - z basenu wyszła zdenerwowana Bell. - Wskocz tylko do tego basenu, a pożałujesz.. - Dziewczyna pogroziła mu palcem. Ale On nic z tego Sobie nie zrobił.. I wskoczył do basenu. 

- Możemy porozmawiać? - zaczepiłem Bell. 

- Ok. Chodź pójdziemy do pokoju. - machnęła ręką i udaliśmy się na górę. - Więc o czym chciałeś rozmawiać? - zapytała.

- Chciałem Ci to wszystko wytłumaczyć, no i wrócić do tej wróżki. 

- James. - westchnęła. - Zapomnijmy o tej wróżce.. Wiem też co się działo na imprezie, i wiem że te narkotyki to nie była wasza sprawa.. Ktoś Wam je podłożył. - mówiła i mówiła. - Już ja się o to postaram, aby się dowiedzieć czyja to sprawka. 

- Ale.. - próbowałem coś powiedzieć. 

- Żadnego ale. Jasne? - zapytała. - Może i między Nami się na razie nie układa, ale bądźmy dobrej myśli. 

- Bądźmy dobrej myśli? - spojrzałem na dziewczynę nie dowierzając co do mnie mówi. - Bądźmy dobrej myśli? Co to ma znaczyć? - zapytałem. 

- Nie chcę z Tobą zrywać. Kocham Cię. Ale zapamiętaj że mam Cię na oku.. - spojrzała na mnie mrużąc oczy. 

- Jasne. Przepraszam jeszcze raz. Wybaczysz mi? - zapytałem z nadzieją że odpowie ' Tak ' . 

- James, Kochanie. - I tego się obawiałem.. Gdy zaczęła tak mówić to wiem że coś knuję. - Oj.. Słodki James Maslow.. Już Ci wybaczyłam. - uśmiechnęła się zdradziecko i zeszła na dół. 

- No cóż Maslow. - westchnąłem głośno. Nie wiem jak to będzie, bez opalania, solarium, słodyczy.. Ciężkie nasze życie. Carlos się załamie.. Jak się o tym dowie. Zejdę na dół, spędzę trochę czasu z ekipą. Dawno ich nie widziałem..

- Żartujesz? - zaśmiała się Bell.

- No nie. - uśmiechnęła się dziewczyna. - Może to trochę wredne, ale czegoś się nauczy.

- Co kto się nauczy? - zapytałem dziewczyn wchodząc do kuchni.

- Nie strasz. - podskoczyła Bell.

- Przepraszam Kochanie. - przytuliłem ją. - Co knujecie? - zapytałem opierając głowę o jej ramie.

- Nic.. - strasznie to przedłużyła. - Oj. - westchnąłem i poszedłem na dwór do chłopaków.

Dzień zleciał Nam bardzo szybko, zanim się obejrzeliśmy to dziewczyny zawołały już Nas na kolację..

- Co to ma być?! - wrzasnął zdenerwowany Carlos. - Nie jestem królikiem, nie będę jadł sałaty ani żadnej zieleniny! - założył ręce na piersi i się obraził.

- No a nie możemy jakiegoś małego kotlecika? - zapytał z miną dziecka Kendall.

- Możecie. - uśmiechnęła się szeroko Alice.

I po chwili podała kotlety. Wszyscy się na nie rzuciliśmy. Każdy wziął kęsa lecz zaraz kotlety wróciły na talerze.

- Co to jest?! - krzyknęliśmy razem.

- Chcieliście kotlety. - powiedziała Blondynka.

- Kotlety! - krzyknąłem. - A nie jakieś pseudo-mielone. - oburzyłem się.

- Nie to nie. Ale to dla waszego dobra. - wtrącił Logan.

- Dla naszego dobra? - odezwał się Carlos. - Mam jeść sałatę, kiełki i inną zieleninę. No i do tego jakieś pseudo-mielone! - krzyknął, odwrócił się na pięcie i poszedł do pokoju.

- Ja też podziękuję. - odezwał się Kendall. - Jakoś nie mam ochoty na jedzenie. - powiedział i spojrzał na Bell.

- No dobra. Nie wiecie co tracicie. - krzyknęła Alice.

Kwadrans później. - Oczami Belli. 

Zrobiłyśmy porządek z Alice w kuchni, pozmywałyśmy i trochę ogarnęłyśmy. Gdy już było pewne że wszyscy śpią. Prawie wszyscy, Logan został z Nami.. Trochę było Nam głupio że w taki sposób a nie inny chcemy wybić chłopakom z głowy ostre imprezowanie. Cóż.. Życie! 

- Logan jesteś pewny że Carlos śpi? - zapytała Alice. 

- W stu procentach. - odpowiedział pewny Siebie. - Ale dlaczego dzisiaj Carlos?  zapytał. 

- Bo nie wiem co zrobić dla Jamesa i Kendalla. - odpowiedziałam. 

- Ok.. Zaczynamy? - zapytała Alice. 

- Ok. - uśmiechnęliśmy się szeroko i zaczęliśmy przygotowania...


Jak myślicie co wymyśliła Bella , Logan i Alice? Jak chcą się zemścić na chłopakach? Nie wiem dlaczego, ale jakoś spodobał mi się ten pomysł z zemstą na Carlosie. Mam do Was wielką prośbę! Pomóżcie wymyślić zemstę nie koniecznie złą, ale śmieszną dla Jamesa i Kendalla. Tak aby przestraszyli się i zapomnieli o ' dzikich imprezach ' . Liczę na waszą kreatywność :d. 
Lisa ;3. 

czwartek, 19 czerwca 2014

Part 24.

Alice około 1 rano obudziły dziwne dźwięki. Podłoga lekko skrzypiała, a firanka w oknie lekko zadrżała.. Dziewczyna usiadła na łóżku i chciała zapalić lampkę. Lecz na próżno, nie mogła dosięgnąć gniazdka. Przypomniała Sobie że koło łóżka w półce zawsze jest kij bejsbolowy.. Wzięła go i stanęła obok drzwi. Drzwi się lekko uchyliły. I dziewczyna bez namysłu uderzyła ' nieznaną osobę ' .

Tymczasem w klubie.

Chłopaki byli już mocno ciepli. Ledwo trzymali się na nogach, na szczęście był z Nimi ich dobry kumpel Eric oraz Jack.. Chłopaki już nie mogąc trzymać się na nogach postanowili pomóc Przyjaciołom. Zamówili taksówkę i pojechali prosto do domu..

Kwadrans później. 

- Dlaczego mi to zrobiłaś? - złapał się za głowę Logan.

- Przepraszam! - odezwała się Al. - Nie wiedziałam że to Ty, było napisać że wracasz wcześniej. Ale po co?! - zdenerwowała się.

- Dzwoniłem! - wskazał na telefon dziewczyny.

- Już nie odpowiadaj mi takich.. - spojrzała na telefon. - No prawda dzwoniłeś. - pocałowała go w policzek. - Poczekaj pójdę po lód. - wskazała na kuchnię.

- Ok.

- Hey ! Hey ! - krzyczał a raczej bełkotał Carlos.

- Cicho! - uciszył go Eric. - Może ktoś już śpi! - lekko go stuknął.

- Co się im stało? - z kuchni wyszła Alice i spojrzała na chłopaków.

- Trochę się zabawili. - odezwał się Jack. - Pomożecie zaprowadzić ich do pokoi? - zapytał podrzucając Sobie Kendalla.

- Jasne.

Eric, Jack i Logan z Alice pomogli zaprowadzić chłopaków do ich pokoi, po czym sami się udali do Siebie. Logan i Alice też postanowili się położyć. Był to bardzo męczący dzień, wieczór i poranek dla wszystkich..

Następnego dnia. Oczami Alice. 

Biedny Logan. Skąd ja miałam wiedzieć że to On? Miał zostać w szpitalu u brata.

- Nie śpisz? - zapytał Logan wychodząc z łazienki.

- Nie. Właśnie idę zrobić śniadanie. Idziesz ze mną ? - zapytała.

Zeszliśmy na dół z Loganem i trochę ogarnęliśmy. Zrobiłam kanapki i zaparzyłam herbatę. Zaraz na dół zszedł Carlos i Kendall.

- No, no. - odezwałam się. - Jak się czujesz? - zapytałam Latynosa podając mu herbatę.

- Świetnie. - spojrzał na mnie. Oczy miał czerwone, jakby przez pół nocy płakał. - Przepraszam Was. - podniósł się i szybko pobiegł do łazienki.

- Nic Ci nie jest ? - zapukał Logan.

- Nie.. - odpowiedział lekko zmęczonym głosem. - Wszystko ok. Zaraz przyjdę.

Logan wrócił do mnie. James siedział przy stole i trząsł się z zimna, lecz na dworze było naprawdę ciepło. Był blady jak ściana. Kendall który zaraz przyszedł też się trząsł lecz jemu było raz gorąco a raz zimno.

- Może her.. - nie zdążyłam dokończyć zdania bo Kendall złapał się za usta i pobiegł na górę.

- Ja poproszę. - odezwał się nie pewnym głosem James.

- Ok. - uśmiechnęłam się i podałam mu kubek z napojem.

- Co wy wczoraj robiliście? - zapytał Logan.

- Byliśmy w klubie, trochę popiliśmy i ogólnie się bawiliśmy. - mówił popijając herbatę.

- No to musiało być ostro.. - zaśmiał się Logan.

- Nic nie mów, nie pamiętam wszystkiego co się działo. - złapał się za głowę Maslow.

- Jak Bella się o tym dowie, to się będzie działo.

- Co? - z łazienki wyszedł ledwo żywy Carlos.

- Co Ci się stało? - zapytałam.

- Oj.. - westchnął. - Więcej nie piję, mam to gdzieś. - powiedział i wyjął butelkę wody z lodówki. - oo.. Tego mi było trzeba. - uśmiechnął się.

- Nie wchodźcie do łazienki. - westchnął zmęczony Carlos.

- Dlaczego? - spojrzał na Niego James.

- Wolisz nie wiedzieć. - zaśmiał się, lecz później znowu szybko znalazł się w łazience.

- Dobra! - podniósł głos Logan. - Dzwonię do Erica i niech wszystko opowie.

Tymczasem u Rodziców Belli. - Bella. 

Wakacje Rodziców były naprawdę niesamowite, zdjęcia i kilka filmów oraz wspaniałe pamiątki. Każdy by chciał przeżyć takie wakacje jak Oni. Moje przemyślenia przerwała mi Mama. 

- Bella. - otwórz proszę drzwi. 

- Jasne. - poszłam do drzwi. A tam Mamy : Logana , Kendalla , Alice i Jamesa.. Przeraziłam się. - Dzień Dobry. 

- Dzień Dobry. - powiedzieli chórem. - Są Rodzice? - zapytała Mama Kendalla.

- Tak. Proszę wejść. - zaprosiłam wszystkich do domu. 

- Mamo. - krzyknęłam. - Goście przyszli. 

Wszyscy poszli do salonu. A Tata zaraz wyszedł bo umówił się z chłopakami na mecz. Babski wieczór.. Oj. - wzdrygnęłam się na samą myśl. 

- Mamo. - przerwałam krótką rozmowę. - Może ja pójdę do studia. - uśmiechnęłam się. 

- Nie, nie. - odezwała się Pani Maslow. - Zostań z Nami. - uśmiechnęła się. 

- Nie chcę przeszkadzać. - powiedziałam. 

- Nie, nie przeszkadzasz. - odwzajemniły uśmiechy. - A tak właściwie dlaczego jesteś tutaj u Rodziców? - to pytanie od Mamy Jamesa wmurowało mnie w ziemie.. 

- Ja? - zapytałam jak głupia.. Myślałam żeby coś powiedzieć, wpadłam na coś na szybko. - Mam bliżej do studia. - machnęłam ręką. 

- Ok. - Zostań z Nami. - powiedziała Mama z uśmiechem. 

Kilka godzin później. 

Rozmowa była bardzo ciekawa, uśmiałam się do łez. Wyszłam na dwór, chciałam odetchnąć wyszłam przed dom i zauważyłam Erica. 

- Eric! - machnęłam do chłopaka. - Cześć. Co tutaj robisz? - zapytałam. 

- No cześć. - kiwnął głową z uśmieszkiem typowego podrywacza. - Byłem u Was, bo wczoraj trochę z chłopakami zabalowaliśmy. - uśmiechnął się. 

- Z chłopakami? Tzn? . - słuchałam zaciekawiona. 

- No ja , Jack , Kendall , Carlos no i James. - wyliczał na palcach. 

- James? - zapytałam zdziwiona. 

- No tak. A teraz chorują. - zaśmiał się. 

- aa.. - zadrżałam z zimna, bo zawiał lekki wiatr. 

- Może chcesz bluzę? - zapytał. 

- Dziękuję. - odmówiłam. 

- Ok. - lecz On był szybszy i jego bluza znalazła się zaraz na moich ramionach. 

- Nie musiałeś. - uśmiechnęłam się. - Możesz mi coś więcej powiedzieć co się wczoraj wydarzyło? - zapytałam zaciekawiona. 

- Jasne. - kiwnął głową. 

Podeszliśmy pod jakąś ławkę aby usiąść. Po kilkuminutowej ' pogawędce ' zrozumiałam że czas najwyższy poważnie porozmawiać z Jamesem.. 

- Dziękuję. - powiedziałam. - Muszę już iść. - wstałam i oddaliłam się do domu. Było już późno, nawet nie wiedziałam że tak dużo czasu minęło. 

- Bella! - krzyknął Eric. - Może wyskoczymy gdzieś kiedyś razem na kawę? - zapytał z nadzieja. 

- Ok. Czemu nie. - uśmiechnęłam się i szybkim krokiem poszłam do domu. 

Tymczasem u chłopaków.

- Musicie Sobie zrobić badania! - powiedział przerażony Logan. - On zawsze w grupie był rozsądny. 

- Ale nie dzisiaj. - powiedział Kendall, który był już blady jak ściana. 

- Dzisiaj. - Alice pomóż mi ich zawieźć do szpitala, musimy wiedzieć co się stało. 

- Nie. - powiedział ledwo co stojąc na nogach Los. 

- Tak! - Alice krzyknęła. - Nie obchodzi mnie to czy chcecie jechać czy nie, zaraz wpakuję Was do samochodu i jedziemy! - krzyknęła. 

Chłopaki nagle się wyprostowali i zrobili to co chciała Al. Po kilkuminutowym ogłoszeniu Alice wszyscy siedzieli w samochodzie. Logan docisnął gaz i w kilka minut wszyscy znaleźli się w szpitalu. Jakaś pielęgniarka zauważyła grupkę młodych osób i szybko postanowiła powiadomić jakiegoś lekarza.. W krótkim czasie chłopaki leżeli już na sali.. 

- Przepraszam że się nie przedstawiłem. - powiedział Lekarz. - Jestem Gustav Mitchell. - podał dłoń Loganowi. 

- Witam. Jestem Logan Henderson a oto moja dziewczyna Alice Brown. 

- Ej. - wtrącił Carlos. - Logan ma na nazwisko Mitchell w serialu. - zaśmiał się. 

- No. A ma Pan imię jak nasz producent w serialu Gustavo Rock. - zaśmiał się James. 

- Cicho. - wtrąciła Alice. - Przepraszamy za Nich, po wczorajszej imprezie tak mają.. Carlos ma całe czerwone oczy i biega do toalety. - wytłumaczyła Alice. 

- A James jest cały blady i cały czas mu zimno, natomiast Kendallowi jest zimno i gorąco.. - wytłumaczył Logan. - Co im jest? - zapytał. 

- Zrobimy badania. Pobierzemy krew i może to starczy. - wytłumaczył Doktor Mitchell. 

- Dużo to zajmie czasu? - zapytała Al. 

- Nie. Pielęgniarki już pobrały krew, więc wyniki zaraz powinny być. 

- A to nie powinno trwać dłużej? - zapytała Szatynka. 

- Nie. W naszym szpitalu wszystko jest robione szybko. - uśmiechnął się.

- Przepraszam. Panie Doktorze są już wyniki krwi. - do pokoju weszła atrakcyjna pielęgniarka krótka spódniczka i dekolt podziałał na chłopaków. 

- uu.. ! - spojrzał na Nią James. - Umówisz się ze mną? - zapytał. 

- Nie! - krzyknął Kendall i Carlos jednocześnie. - Ja ją pierwszy zobaczyłem! 

- Przepraszam ale mam już kogoś. - uśmiechnęła się i wyszła. 

Chłopaki obeszli się tylko smakiem. 

- Mam złe i dobre wieści. - powiedział Doktor. 

- Poprosimy złe.. - odrzekli razem Alice i Logan. 

- Złe to takie że w ich krwi znajduję się niewielka ilość narkotyków. - pokiwał głową. - Ale potrzymamy ich do jutra po południu i powinni już dojść do Siebie. 

Logan i Alice spojrzeli na Siebie. Dziewczyna troszkę zbladła więc usiadła na łóżku.. 

- Co ja powiem Belli? - szepnęła. 

- A ta dobra to taka że wyjdą z tego i nie będzie żadnych powikłań. - powiedział i wyszedł. 

- Co wyście najlepszego zrobili! - krzyknął oburzony Logan. - Jesteście idiotami!! - krzyknął. - Zastanówcie się nad Sobą. Alice chodź, przyjedziemy po Nich jutro.. - pożegnali się z chłopakami i poszli do domu. 

Oczami Belli. 

Nie mogę dodzwonić się do Alice.. Coś się musiało stać.. 

- Słucham. - dziewczyna odebrała. 

- Co się dzieję? - zapytałam. 

- Przepraszam. Ale byliśmy w szpitalu, i nie mogłam odebrać. 

- Co? - zawiesiłam się. 

- Chłopaki byli wczoraj na imprezie, i zatruli się narkotykami ale wyjdą z tego. - uśmiechnęła się. - Bella.. Jesteś tam? Halo? - mówiła do słuchawki. - Chyba się rozłączyła. - powiedziała do Logana. - Wezmę na głośnik. - Bella! - krzyknęli razem do słuchawki. 

- C-co? - odezwałam się. 

- Kochana. Przyjedź w końcu do domu! - powiedziała dziewczyna. 

- Jutro wrócę.. - odpowiedziałam zdecydowana. - James, Carlos i Kendall dostaną szkołę. - zagotowałam się w środku.

- Ale nie bij ich mocno. - zaśmiał się Logan. 

- Nie.. - uśmiechnęłam się. Kochani. Nie będę Wam przeszkadzała Dobranoc. Odezwę się jutro. Kocham Was. Dobranoc. - powiedziałam i rozłączyłam się.. 

Poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic, po czym położyłam się do łóżka.. Już ja im dam dyskoteki, picie i narkotyki.. Oj. Pożałują tego. 




Jak Wam się podoba bardziej pisanie.. Jak piszę jako narrator? Czy może jak piszę ' oczami bohaterów ' ? Jestem ciekawa odpowiedzi ;). Może krótki, może nie ciekawy. Ale wzorowałam się na rozdziale który napisałam wcześniej, lecz Word mi się popsuł.. Miłego czytania !
Kocham Was ♥ . 

wtorek, 10 czerwca 2014

Part 23.

Oczami Jamesa. 

Nie spałem dobre pół nocy, zastanawiając się gdzie mogła się podziać Bell. Cały czas w słuchawce to samo: Cześć. Pewnie nie mogę odebrać, więc zostaw wiadomość a na pewno oddzwonię. Buźka. 
Już mam dosyć tej sekretarki, nawet nie wiem gdzie Ona się podziewa.. Ech. Załamany poszedłem na dół, postanowiłem przeprosić wszystkich. Zaczynając od Carlosa, chociaż powinienem od Belli. Ale nie zastałem jej.

- Cześć. - podałem dłoń Latynosowi.

- Cześć. - burknął pod nosem, wpatrując się w płatki. - Coś chciałeś? - zapytał oschle.

- Przeprosić. - wydukałem.

- Nie masz za co mnie przepraszać, mi nic nie zrobiłeś. Ale powinieneś dostać ode mnie tak że zapamiętasz.. - stanął naprzeciwko mnie.

- Jasne. Uderz. Może C i ulży. - powiedziałem i nadstawiłem policzek.

- Z wielką chęcią, lecz to mi nie ulży. Powinieneś być szczery w stosunku do Nas. I nie okłamywać Przyjaciół. - powiedział odchodząc. - Powiem Ci coś jeszcze James.

- Co? - zapytałem z nadzieją że może przyjmie przeprosiny.

- Jesteś moim Przyjacielem, ale powiem Ci że żal mi Ciebie. Przykro mi że to mówię, ale naprawdę jest mi Ciebie żal. I to ogromnie. Zawiodłem się na Tobie.

Zawiódł się na mnie, tak jak i cała reszta pewnie. Nie wiedziałem co mam ze Sobą zrobić, snułem się po domu, jakby mi ktoś umarł. Zero życia w człowieku..

Oczami Belli. 

Nie wiem jak On mógł mi to zrobić.. Zawiodłam się na Nim. Scenariusz mojego życia, ciągle się zmienia, cały czas dobrze nie będzie. Są wzloty i upadki..

- Kto to do cholery? - spojrzałam na wyświetlacz Artur. - grr.. Czego On teraz chcę?

Rozmowa Artur - Bella. 

A- Cześć. Mogłabyś wpaść do studia? - zapytał. 
B- em..- zawiesiłam się.
A- Możesz czy nie? To bardzo ważne! - podniósł głos. 
B- Nie ma nie teraz w domu, jestem w drodze do Rodziców.. Mała sprzeczka w domu, mogę być. Ale na która? - zapytałam z nadzieją że zdążę przed Rodzicami. 
A- Za 15 minut? 
B- Kurde.. - westchnęłam. - Ok. Zaraz będę, jestem w okolicy więc pojawię się. 
A- No ja myślę. - zaśmiał się. - Czekam. Na razie! 
B - No cześć, pa. 

No świetnie, chciałam odwiedzić Rodziców a tutaj taki pech..

- Kurde! Znowu? Ludzie nie macie co robić tylko dzwonić? - zdenerwowałam się. Ponieważ nowe połączenie, znowu się nasunęło. - James..

Rozmowa James - Bella. 

J- Bella? 
B- Słucham? - odpowiedziałam. 
J- Gdzie jesteś martwię się! - krzyknął do słuchawki.
B- Nie krzycz, i idę do studia. Coś chcesz? - zapytałam spokojnie.
J- Wróć do mnie, do Nas proszę! - poprosił mnie.  
B- Przepraszam. Ale na razie nie wracam, chcę odpocząć kilka dni. 
J- Nie. To ja przepraszam, zachowałem się jak ostatni idiota, pobiłem Przyjaciela i dałem Twoją bieliznę obcej kobiecie! Przepraszam wróć proszę! - słyszałam w jego głosie smutek. 
B- James. Kocham Cię. Ale muszę odpocząć, odezwę się. To porozmawiamy spokojnie. Do zobaczenia.. - rozłączyłam się. 

Oczy mi się zaszkliły, kocham go ale nie może mnie okłamywać. Znalazłam się pod budynkiem studia, wielki wieżowiec. Weszłam do środka, i szybko wskoczyłam do windy która miała za chwilę odjeżdżać. Uff. Zdążyłam w ostatniej chwili, wjechałam na swoje piętro i szybkim krokiem udałam się do pokoju Artura.

- Mogę? - zapukałam do drzwi.

- Wejdź. Czekamy na Ciebie.

W pokoju z Arturem siedział Pablo, który coś notowała z swoim zeszycie. Nie zauważył mnie chyba, bo cały czas przepisywał coś z laptopa do zeszytu.

- Padł nam jeden z laptopów, i nie możemy ogarnąć wszystkiego. - wytłumaczył Producent.

- Jasne, jasne. Nie przeszkadzajcie Sobie. - zaśmiałam się i usiadłam wygodnie.

- Masz rację usiądź. Dostałem telefon że pewna stacja telewizyjna chcę z Tobą przeprowadzić wywiad.. - zatarł ręce. - Więc mam nadzieję że się zgodzisz? - zapytał z nadzieją.

- No jasne że się zgadzam! - podskoczyłam z radości. - A kiedy to będzie? - zapytałam lekko spokojniej.

- Nie mamy jeszcze ustalonego terminu, ale będę Cię na bieżąco informował. Będziesz miała kilkudniową przerwę, bo muszę pojeździć i pozałatwiać kilka ważnych i mniej ważnych spraw. - zaśmiał się.

- Dobrze. Będę mogła spędzić trochę czasu z Rodzicami, no i pozałatwiać sprawy z wróż.. Znaczy z Jamesem. - w tym momencie Pablo podniósł głowę zza zeszytu, i spojrzał na mnie porozumiewawczo. - Mogę już iść? - zapytałam Artura. Na co On tylko kiwnął głową, i wyszłam.

- Bella! - krzyknął Pablo. - Poczekaj. - wpadł do windy zdyszany. - Co mówiłaś o wróżce? - zapytał zaciekawiony.

- Wróżka? hah.. - zaśmiałam się nieco piskliwym głosem. - Jaka wróżka, chyba się przesłyszałeś. - zaśmiałam się.

- NIE! - podniósł lekko głos. - No powiedz o co Ci chodzi, przecież jesteśmy Przyjaciółmi. Tak?

- No tak. Nie wiem jak zacząć, chodź może przejdziemy się do kawiarenki i wszystko Ci opowiem..

Kwadrans później.

- O nie! - krzyknął oburzony Pablo. - Ta cała Amelia, to jest.. Adam.

- Co?! - zachłysnęłam się sokiem. - Niemożliwe! - wybałuszyłam na Niego oczy.

- Naprawdę. - powiedział. - Któregoś dnia.. - zaczął.

Kwadrans później. 

- I wtedy się okazało że to Adam Roll. Kiedyś Artur z Nim pracował, udawał wróżbitę, a teraz ma trochę nie równo pod sufitem, upodabnia się do Kobiet. Jest w tym całkiem dobry.

- Żartujesz?! - zapytałam lekko zdezorientowana.

- Nie. Nie żartuję. - mówił. - Robi Sobie makijaż, zakłada sukienki i w ogóle.. Zrobił to po śmierci żony.

- Żony? - zdziwiłam się.

- Tak. Kiedyś był normalnym facetem, a teraz.. Sama wiesz. - oznajmił. - Stwierdził że jak On nie ma szczęścia w miłości, to nikt nie będzie miał.

- Ech.. A James zaniósł mu moją bieliznę. - westchnęłam.

- Co? - Pablo podskoczył z wrażenia, i zaśmiał się. - Zaniósł tam Twoją bieliznę?! - zapytał i zatkał usta dłonią.. Martwiłam się, lecz On zaraz wybuchł śmiechem.

- Bardzo śmieszne, naprawdę. - mówiłam. - Nie wiem co zrobić.

- Porozmawiaj z Jamesem. - odparł.

- Jasne. Ale nie dzisiaj, chce odpocząć i pomyśleć.

Minęło kilka minut, i razem z Pablo opuściliśmy małą kawiarenkę. Udałam się prosto do Rodziców. Zapukałam do drzwi..

- Już otwieram ! - usłyszałam ten głos. - Bella?! - mina Mamy była bezcenna. - Co tutaj robisz? - zapytała.

- Przyjechałam na kilka dni. - odpowiedziałam. - Mogę wejść?

- Co? - Mama się lekko zamyśliła. - A tak wejdź! Mark! Zobacz kto Nas odwiedził. - krzyczała Mama.

- Bella?! - zdziwił się Tato. - Kochanie bym Cię przytulił, ale mam całe ręce w smarze. - Gdzie Carlos? I chłopcy? - zapytał.

- Chciałam posiedzieć z Wami.. Trochę się posprzeczałam z Jamesem.

- To coś poważnego? - zapytała Mama.

- Nie. Takie tam bzdury, nie będę Wam zawracała głowy tym. Lepiej powiedzcie co u Was? Jak tam wakacje? - zmieniłam szybko temat.

- Więc... - zaczęła Mama.

Tymczasem w domu. 

James cały czas chodził struty, nie miał na nic bardzo ochoty. Chłopaki starali się go jakoś pocieszyć, więc postanowili wyjść do klubu, lecz bez Logana. On natomiast, poświęcił swój czas Alice. Dzisiejszy wieczór był dla Nich wyjątkowy, byli ze Sobą już i zaledwie dopiero 2 lata. Ich miłość kwitła w najlepsze..

- To gdzie idziemy? - zapytał Kendall.

- Tam gdzie będzie można się dobrze bawić. - krzyknął uradowany Los.

- Czekajcie, czekajcie.. - podrapał się po głowie James. - Chodźmy do Star. Tam jest świetna muzyka, dobry balet i w ogóle. - zatarł ręce.

- Jasne! - krzyknęli chórem.

Po kilku minutach chłopaki byli już gotowi, a Logan mógł spokojnie zasiąść w spokoju z Alice..

- No to Kochanie.. - zaczął nieśmiało Logan. - Możemy zaczynać? - otworzył butelkę szampana i nalał Sobie i Alice. - Nie wiem co powiedzieć.

- Csii.. - Alice położyła mu palec na ustach. Nic nie mów. Tylko mnie pocałuj. - szepnęła.

Tak jak Alice powiedziała, tak i Logan zrobił, zatonęli w namiętnym pocałunku.. Nie trwało to długo gdyż do Logana zadzwonił telefon..

- Bez żartów ! - uniósł się Logan.

- No odbierz. - odsunęła się Alice.

- Ok. - Logan odebrał telefon.

Chwilę później. 

- Przepraszam Cię najmocniej, ale muszę jechać do szpitala. Przywieźli tam mojego brata, bo wbił mu się kawałek szyby w nogę i muszę tam być. Bo Tata jest w delegacji, a On został sam z kumplami.

- Oj. - westchnęła Alice.

- Kochanie. Postaram się wrócić jak najszybciej, to będzie możliwe. - powiedział i pocałował ją w czubek nosa. - aa. Prawie bym zapomniał. - stuknął się lekko w czoło. - Pamiętaj na czym skończyliśmy. - przesłała jej buziaka.

- Nie zapomnę. - odwzajemniła mu uśmiechem.

Sytuacja w klubie. 

Chłopaki siedzieli w większym gronie Przyjaciół. Wszyscy się dobrze bawili. Alkohol lał się litrami.

- Wiecie co Wam powiem. - próbował się wysłowić James.

- Co? - spojrzał na Niego zalany Carlos.

- Bella! Chyba mnie nie kocha! - powoli zaczął się rozklejać.

- Nie płacz! - poklepał go Kendall.

- Ale Ona się wyprowadziła, a ja tęsknię! Nie wróci, to znajdę inną! - krzyknął.

- CO?! - zdziwił się Carlos.

Godzinę później..

Alice czekając na Logana, zasnęła na kanapie. A chłopcy? Szczęśliwie wrócili do domu, lecz następnego dnia męczył ich nie tylko Kac.