wtorek, 22 lipca 2014

Part 28.

Narrator. 

W domu od samego rana panowała napięta atmosfera, dziewczyny już od wczesnego ranka, nie mogły zasnąć i mierzyły swoje kreacje. W sumie, dla Belli stój był już wybrany, ale nie wiedziała co ją czeka.. Natomiast Alice cały czas szukała odpowiednich dodatków. Nie mogła pokazać się w byle czym. To coś ważnego.. Około godziny 9 w końcu spokojnie usiadły do śniadania,

Oczami Alice. 

- Na którą masz być w studio? - zapytałam Blondynkę pijąc kawę. 

- Na 13. - odpowiedziała przełykając rogalik. - Muszę jeszcze pomóc Jamesowi. 

- W czym? - wybuchłam śmiechem.

- Wyprasować garnitur. - odparła z kamiennym wyrazem twarzy. - Dobra, dobra. - uśmiechnęła się. 

- Cześć. - do kuchni weszli po kolei : James , Logan , Kendall i Carlos. - Możemy kawy? - zapytali chórem. 

- Co Wy tacy zgrani? - zaśmiała się Bell. 

- Tak wyszło. - odparł Logan. 

- Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. - odpowiedział dumny Carlos i usiadł do stołu. 

- Jesteście genialni. - zaśmiałam się. - Nie mamy dużo czasu, więc Smacznego! - powiedziałam i zaczęliśmy śniadanie. 

- No Bell. - zaczął Kendall. - Jak się czujesz? Przed pierwszą płytą? 

- Jestem strasznie zadowolona że mi się udało, mam nadzieję że nie będzie żadnej katastrofy. - uśmiechnęła się. - A jak coś pójdzie nie tak? - nagle zaczęła się strasznie stresować.

- Będzie dobrze. - Kendall chwycił Bell za dłoń, a ta posłała mu uśmiech, ale szybko się od Niego odsunęła.. Żeby nie zdenerwować Jamesa.

- Ech.. - westchnął Kendall.

 3 godziny później. 

- Dobra Kochani! - powiedziała. - Będę już szła, bo nie chcę się spóźnić. 

- Powodzenia. - krzyknęliśmy razem. 

- Nie dziękuję! - krzyknęła Blondynka, zabrała kluczyki i torbę z blatu w kuchni po czym szybko wyszła. 

Gdy Bella wyszła zaczęliśmy przygotowania. Już miała dosyć, tego widoku co chwilę na dole zjawiali się Kendall, Logan czy Carlos z Jamesem.. A to w samych bokserkach, lub spodniach i bez koszuli. Nie wiedzieli co im pasuję a co nie. 

- Alice ! - krzyczał albo raczej darł się Carlos. - Gdzie jesteś? 

- Na dole! - oznajmiłam. - Robię makijaż w kuchni. 

- Ok. 

Właśnie tuszowałam rzęsy, gdy w kuchni pojawił się Carlos w samym ręczniku.. Matko. Widok zawierający dech w piersiach.. 

- Która koszula lepsza? Jasno różowa? Czy błękitna? - zapytał unosząc koszule. 

- ee.. - moja odpowiedź. - Jasno błękitna. - palnęłam. 

- hah.. - zaśmiał się. - Ale była jasno różowa czy błękitna? - zapytał ponownie. 

- Różowa. - odpowiedziałam z rumieńcem. 

- Dziękuję. - odpowiedział. 

- Spoko, spoko. - zauważyłam że jestem moje policzku, pokryły się rumieńcem. 

- Alice. - na dół zbiegł James w bokserkach. - Garnitur czy na luzie? - zapytał. 

- Następny. - pomyślałam. - Jak Wam kazali się ubrać? - zapytałam nie spoglądając na Niego. 

- Luźno ale z klasą. - odpowiedział i podszedł bliżej. 

- Poczekaj. - wstałam z krzesła, podeszłam do lodówki i wzięłam wodę. - Załóż dżinsy i marynarkę. - odpowiedziałam, próbując nie patrzeć na Niego. 

- Dziękuję. - zabrał swoje rzeczy i wyszedł. 

Po kilkunastu doradztwach mogłam w spokoju się ubrać. Nie wiedziałam gdzie mam schować już oczy, chłopaki kursowali cały czas a ja mówiąc szczerze trochę się krępowałam.. Rozumiem gdyby to był tylko Logan, ale nie cała czwórka!

- Jesteśmy gotowi! - krzyknęli chłopcy schodząc na dół. 

- Ja też ! - odparłam. 

- Wow.. - powiedział Logan. - Wyglądasz.. wow. 

- Dziękuję. Możemy już jechać? Bella na pewno się stresuję, więc musimy jej dodać otuchy. 

- Jasne ! - krzyknęła cała czwórka i udaliśmy się do limuzyny.

Oczami Belli. 

- Usiądź spokojnie. - tłumaczyła mi Carmen. - Musisz wyglądać ładnie, i nie sztucznie. - zaśmiała się. 

- Tia. Wielkie dzięki. - odparłam ciężko. - Ale jak mam nie wyglądać sztucznie, kiedy moje usta są takie nienaturalnie ciemne jakbym wbiła się zębami w buraka. - parsknęłam ze złością. 

 - Chciałam sprawdzić czy pasuje Ci ten kolor. - odpowiedziała chłodnie. - Ale widzę że takie kolory, to tylko pod latarnie się nadają.. Dużo byś nie zarobiła. 

- Przepraszam? Bo jakoś nie dosłyszałam. - zwróciłam się w jej stronę. 

- No tak. - zaśmiała się. 

- Wyjdź! - krzyknęłam. I w jednej chwili, w mojej garderobie znalazł się David. 

- Co się stało? - zapytał. 

- Carmen powiedziała że większą karierę zrobię jako Dziwka. - zagotowałam się w środku. 

 - Zwalniam Cię! - krzyknął do makijażystki, a Ona tylko go opluła i wyszła. 

- No i zostaliśmy bez makijażystki.. - powiedział. 

- A jak Ci powiem, że moja Przyjaciółka szuka pracy? - zapytałam. 

- Kto? Znasz jakąś dziewczynę, która by chciała tutaj pracować, i obsługiwać gwiazdy aby robić im makijaż? 

- No Alice. Skończyła odpowiednie kursy i myślę że się nadaje.. - uśmiechnęłam się szeroko. 

- Będzie dzisiaj na gali? - zapytał. 

- Oczywiście. - kiwnęłam głową na tak. 

- Dziękuje. Ratujesz mi życie, a teraz się pomaluj i idź na przymiarkę stroju. 

- Okej ! - zabrałam się do robienia makijażu.

Nie wiedziałam jak dokładnie skomponować kosmetyki, żeby makijaż dobrze kontrastował ze stylizacją. Więc postawiłam na klasykę, eyeliner i dobrze skontrastowane usta. Nie miałam zielonego pojęcia, co zobaczę jako mój strój. A klasyka zawsze dobra.

- Bella Pena. - do garderoby wszedł Mike który informuję o wyjściu. - Za 2 minuty wychodzisz. - powiedział i trzasnął drzwiami.

Wdech i wydech.. Jakbym chciała żeby mnie ktoś przytulił. Mam tremę, boje się i nie wiem co jeszcze. Nigdy nie występowałam przed tak wielką publicznością. No chyba że występy w szkole się liczą.

- Gotowa? - do garderoby wszedł David, jak zawsze uśmiechnięty i wyluzowany.

- Tak. Ale się stresuję, boje się że coś wyjdzie źle..

- Chodź..

Półtorej godziny później. 

- Mówiłem nie będzie tak źle! - przytulił mnie i cmoknął w czoło. 

- No ok, ale i tak się bałam. 

- Dobra, dobra. Teraz śmigaj i jedziemy na imprezę !! - klasnął w dłonie, i podskoczył z radości po czym zmył się i poszedł w stronę limuzyny. 

Szybko przebrałam się w inny strój i szybkim krokiem, udałam się do auta które już na mnie czekało. Wow.. Nie mogłam wydusić z Siebie słowa, limuzyna była niesamowita. To wnętrz zachwycałam się jak małe dziecko. Po kilkuminutowej jeździe byliśmy na miejscu, czerwony dywan jak dla gwiazd. Czułam się wspaniale, światła reflektorów wszędzie padały flesze aparatów fotografów.

- Gotowa? - zapytał mnie David.

- Jasne. - wzięłam głęboki oddech i wyszłam. Flesze nie co mnie oślepiły, tak że wpadłam prosto w ramiona Davida. Ta sytuacja mogła wyglądać dwuznacznie. - Przepraszam. - odparłam i udawałam że nic się nie stało.  Tuż przy ściance, złapała Nas jakaś dziennikarka i zaczęła z Nami chwilę rozmawiać.

- Isabella ! Wydałaś swój pierwszy album, jak się z tym czujesz? - zapytała, albo wręcz krzyknęła bo było dosyć głośno.

- Dziękuję. Czuje się świetnie, nareszcie będę rozpoznawalna co bardzo mnie cieszy, zawsze chciałam mieć swoje 5 minut, i teraz to się udało.

- A jak tam Twój chłopak? Też się cieszy z Twojego sukcesu? - spojrzała na Davida.

Zaśmiałam się. - David jako mój Manager cieszy się. A jak znosi to mój James to nie jestem pewna, ale raczej powinien być zadowolony. - uśmiechnęłam się.

- Właśnie idą w naszą stronę. - pomachała do chłopaków. - Ale nie widzę Jamesa.

Rozglądałam się chwilę, lecz nie zauważyłam Maslowa. David mnie szturchnął i wskazał mi chłopaka, który namiętnie przytulał jakąś fankę. Uśmiechnęłam się pod nosem, ponieważ strasznie się cieszę, jak Fani ich rozpoznają.

- Nie będę Ci przeszkadzała, mam jeszcze dużo gwiazd do zaczepienia! Życzę powodzenia w dalszej karierze. - uścisnęła mi dłoń.

Odeszliśmy wraz z Martinem i chłopaki wraz z Alice do Nas podeszli. 

- Bella.. - Alice zmierzyła mnie wzrokiem. - Porywam Cię na chwilę. - uśmiechnęła się słodko, i wyrwała mnie w kąt gdzie była chwila ciszy. - Nigdy więcej mi tego nie rób, nigdy więcej. - gadała jak nakręcona.

- Co Ci zrobiłam? - rozejrzałam się i słuchałam Alice.

- Jak tylko wyszłaś, to chłopaki po kolei przychodzili do mnie a to w bokserkach, samym ręczniku lub bez koszuli! - krzyknęła cicho ale donośnie.

- To musiałby być widoki.. - zaśmiałam się.

- Może i były, ale nie na moje serce! - zachichotała. - Myślałam że spalę się tam ze wstydu, ale cóż dałam radę. - uśmiechnęła się i zalotnie poprawiła włosy. - Chodź, i opowiesz jak było..

Kilka godzin później. 

- Dziękujemy że Państwo mogli tutaj być, to jedna z najmłodszych osób które promuję w tej branży. - mówił dumny z Siebie David. - Obiecuję że wszystkie wywiady, które będą chcieli Państwo przeprowadzić z Isabellą będą umawiane kilka dni przed, aby nasza Gwiazda mogła się przygotować. - powiedział. - Bell powiesz coś? - zapytał Dav.

- Ok. - wzięłam głęboki oddech, spojrzałam na wszystkich ludzi i się przemogłam. - Chciałam podziękować wszystkim którzy, ze mną współpracowali i dzięki którym teraz tutaj jestem. Gdyby nie moi cudowni Przyjaciele, którzy wrzucili nagranie do internetu, nie byłoby teraz tej całej akcji. - publiczność się zaśmiała a ja razem z Nimi. - Tak więc żeby nie przedłużać. Dziękuję bardzo.. - uśmiechnęłam się.

- Zapraszamy do śledzenia naszej strony oraz prywatnego bloga Isabell.. Wrzuca tam wszystkie cenne informacje. Zapraszam gorąco! - powiedział Dav.

Po skończonej przemowie, i kilku zrobionych zdjęć w końcu mogliśmy udać się do domu, byłam mega zmęczona.. A zegarek wskazywał już grubo po północy. Pogoda zrobiła się chłodna, a do tego zaczął padać deszcz. Chłopcy trochę wypili, ale dali radę iść do domu.. Poprosiliśmy aby Szofer wysadził nas jedną ulicę przed naszym mieszkaniem, aby chłopcy się lekko przewietrzyli.

- Daleko jeszcze ? - mamrotał Carlos idąc prawie na końcu.

- Już zaraz. - powiedziałam. - Widzę naszą bramę. - wskazałam.

Carlos wystrzelił jak rakieta, szybkim krokiem pobiegł do domu, było trochę ślisko od padającego deszczu.. I pech chciał że tuż, tuż pod schodami niechcący się wywróciłam..

- Auu..! - krzyknęłam z bólu i złapałam się za kostkę.

- Co się stało? - zapytała zmartwiona Alice, rzucając małą torebkę na ziemie.

- Przewróciłam się. - spojrzałam na nogę, ale nie wyglądała strasznie. - Dam radę dojść do łóżka.. - uśmiechnęłam się a koleżanka pomogła mi się doczołgać do pokoju.. Od razu rzuciłam się na łóżku, i od razu zasnęłam nie zwracając uwagi na kostkę.

Wyszło czy nie wyszło, to już sami ocenicie :). Właśnie, właśnie. To tak do ostatniej jednorazówki.. Dziękuję za szczerość, powinnam to napisać przy jednorazówce. Ale czytając komentarze, odpowiedziałam na te które mnie rozbawiły :).


Marta : Team Jacob raczej nie ;). Po prostu strasznie podobała mi się jego postać, w Zmierzchu :). Jak wiesz Wilki uwielbiam, i przypomniał mi się, 

mój pies którego kiedyś miałam taki Wilczur, i dlatego ' jaram się ' Wilkami ;). Ale to dlatego że podoba mi się także Zmierzch :).


Mei : Rozbroiłaś mnie tym komentarzem ;). Ale dziękuję i odbieram go pozytywnie ;D. 


Mrs.Schmidt : Zamiłowanie Zmierzchem i Wilkami jak najbardziej wskazane ;). Podobają mi się strasznie te zwierzęta, no i dlatego może go tutaj umieściłam, 
chociaż kiedyś chciałam zrobić bloga o BTR jako postaciach Wilkach. 

Ach.. Zapomniałabym. Dodaję stylizację Belli i Alice. 


Bella - Na promocji płyty. 

















Bella - na imprezie. 

















Alice - strój na imprezie. 
















Wiem, wiem. Stylizacje mogę dodać w formie linku, cały czas nad tym pracuję :). Ale wolę to robić w sposób bardziej bezpieczny :). 
PS. Stylizację robię sama :). Nie wiem, czy się podobają, ale się staram !
Buziaki ;* . 

piątek, 18 lipca 2014

Indiana i Kendall - Szczenięca miłość.

Pełnia.. Uwielbiam ten stan! Boje się że któregoś dnia, zabraknie mi Erici, została mi tylko Ona. Większa część Rodziny została wymordowana.. W sumie mogli mieć racje, ale bycie Wilkokrwistą nie oznacza zwykłego Psa, tylko coś więcej. Jestem 100% Wilkiem, a może raczej Wilczycą.. Lecz Wilkokrwistość to takie pół na pół ale nie w mojej Rodzinie. Moje życie jest pełne wrażeń, emocji i innych uczuć. Nie umiem się w tym odnaleźć, po tym jak Moi Rodzice zginęli mam tylko Przyjaciółkę i Babcię, bardzo dużo się od Niej nauczyłam, przekazała mi wszystkie sekrety rodziny Roberts. Moje 20 lat na tym świecie, dłuży się w nieskończoność..

- Kochanie. - podeszła do mnie Babcia. - Dzisiaj zostanę w domu, nie czuje się najlepiej.

- Ale jak to? - zmartwiłam się. - Mam sama wyjść? Tak dawno tego nie robiłam, już zapomniałam jak to jest. - spojrzałam na Babcię.

- Dasz radę Skarbie, będzie z Tobą Erica. Poradzicie Sobie. - mocno przytuliłam Staruszkę i wyszłam..

Księżyc nie zdążył dobrze wyjść zza chmur, szybkim krokiem poszłam do Eric, dziewczyna już na mnie czekała.. Spojrzała na Nią, jej oczy zmieniły kolor na żółty.. Moje nadal były normalnego koloru, gdy księżyc się ukazał w pełni krew w moich żyłach zaczęła buzować.. Poczułam w Sobie powera, i silną chęć na gorącą smakowitą krew. W sekundzie zmieniłam się, i czym prędzej udałyśmy się do pobliskiego lasu, cały czas w myślach miałam tą noc.. Pamiętną noc, Zac miał 7 lat, byłam od Niego o 5 lat starsza..

- Mamo , Mamo ! - krzyczałam. - Widzisz? - zachwycałam się moimi oczami. - Są takie piękne! 

- Widzę Skarbie. - Matka przytuliła mnie. - Spójrz na Alana. - wzrok podniosłam na brata, to dopiero szczeniak, ma zaledwie 7 lat. Chociaż między Nami różnica wieku była ogromna, to i tak uwielbiałam tego Dzieciaka. 

- Słyszałem! - odezwał się Al. 

- Przestań używać Eolas, to niebezpieczne. - powiedział Tata. 

- Ok. - westchnął Mały. 

- Carol już pełnia, musimy iść.. - powiedziała Mama do Taty. 

- Alan , Indiana uważajcie na Siebie. I podążajcie za Nami. - powiedział stanowczo Ojciec. 

- Jasne. - kiwnął głową brat. - A reszta gdzie? - zapytał. 

- Już są na polanie, szybko bo się spóźnisz. - zaśmiałam się. 

- Biegniemy.. - krzyknął Mały. 

Droga prowadziła przez las. Ciemny, cichy, zapuszczony. W postaci ludzkiej, bałabym się tam iść, lecz w Wilczej skórze mam więcej odwagi.. 

- Mamo ! Tato ! - krzyknął Alan. - Nasz język był ograniczony, musiało wystarczyć Nam czytanie w myślach, i nieme krzyki. 

- Mamo ! - krzyknął Al. - Będę pierwszy. - uśmiechał się i biegł dalej. 

- Dotarliśmy do polany, była piękna światło księżyca odbijało się w tafli jeziora, byli tam wszyscy.. Rodzina, przyjaciele.. I On.. Ten którego imienia nie można było Mi i bratu wymawiać, zjawiał się co pełnię. Rodzice dobrze go znali, był młody ale jak na swój wiek bardzo dojrzały Przedstawiał się jako Aruras. Zawsze się go bałam.. Podchodziłam do Niego z dużym dystansem.. Był Wielkim czarnym wilkiem, nigdy nie odważyłam się do Niego zbliżyć, lecz bardzo chciałam wiedzieć jak wygląda w Ludzkiej postaci.. W skórze wilka nie mogłam przeczytać jego myśli.. Nasz Ród miał kilka mocy : czytanie w myślach , niesamowity węch i słuch , szybkość , kontrola energii ciała , odtwarzanie przeszłości. Musieliśmy się z tym ukrywać, gdyż takie umiejętności działały tylko w ludzkiej postaci. 

- Indiana! - krzyknęła Eric.

- Co? - zapytałam zamyślona.

- Chodź, już się przejaśnia, a musimy iść do szkoły.

- Przepraszam. Zapomniałam się, rozmyśliłam się, powróciły wspomnienia. - wydukałam.

- Przykro mi z powodu Twoich Rodziców, dzisiaj mija 5 lat odkąd ich z Nami nie ma. - powiedziała Eric.

- Tak wiem.. Al miałby dzisiaj 12 lat, ale był za młody. - łza skapnęła mi po twarzy.

- To zdecydowanie za wcześnie.. - posmutniała. - Aruras.. Cię ocalił, gdyby nie On też bym Cię tutaj nie miała. - westchnęła.

- Wiem, chodź bo spóźnimy się do szkoły. - powiedziałam.

- Już.

Kendall. 


- Kendall. - powiedział Ojciec. - Zaraz się spóźnisz.

- Skarbie. Przez tą pełnię, całkowicie się wykończysz, musisz na razie odpocząć.

- Nie mogę, wczoraj zdawało mi się że ją widziałem. - rozmyśliłem się.

- Przestań o Niej myśleć, nie wiesz jak wygląda w postaci ludzkiej. - powiedział stanowczo Ojciec.

- Znajdę ją. - stwierdziłem. - Muszę iść. Na razie ! - machnąłem ręką i wybiegłem z domu.

Po drodze spotkałem Carlosa, który był bardziej nie przytomny niż ja. Ilekroć mu coś mówiłem On tylko kiwał głową.

- Stary. Te pełnie mnie wykończą. - powiedział jak dochodziliśmy do szkoły.

- Wiem.. - westchnąłem. - Ale nie możemy odpocząć, musimy pomścić Chłopaków.

- Nie wiesz nawet kto to zrobił.. - poklepał mnie po ramieniu, i udaliśmy się do szafek.

- Słuchaj.. - przybliżył się Pena. - Wieczorem pójdziemy do Arias. Ona na pewno będzie wiedziała. - uśmiechnął się pod nosem, i ruszył w stronę klasy.

Arias jest doświadczoną Wilczycą, zawsze do Niej chodzimy gdy nie znamy odpowiedzi pomaga Nam gdy chcemy dowiedzieć się kto kogo skrzywdził, lub kiedy ma się odbyć jakieś wielkie wydarzenie. Wchodząc do klasy, poczułem jakiś znajomy zapach..

- Czujesz? - zapytałem Latynosa.

- Sorry.. - odpowiedział. - Jadłem jeszcze Fasolę. - uśmiechnął się pod nosem.

- Nie to Durniu. - uderzyłem go lekko. - Jest tutaj jakaś Wilczyca.. Kojarzę jej zapach, skądś go znam.

- Zdaje Ci się. - powiedział i machnął na to ręką. - Skup się na lekcji, dzisiaj klasówka.

- Jasne.

Cały dzień, nie mogłem znaleźć tej Wilczycy, kojarzyłem ten zapach ale nie wiedziałem skąd. Bałem się że Ona może mnie rozpoznać. Miałem dosyć dzisiejszego dnia, lecz wieczorem musiałem spotkać się z Arias.. Carlos był oczywiście święcie przekonany że to będzie zwykła pogadanka, lecz gdy zobaczyłem tam Rodziców Carlosa i moich wiedziałem że coś będzie nie tak.

- Kendall. Carlos powstańcie. - wypowiedziała Arias. - Przed Wami bardzo ważny czas, jesteście już dorosłymi Wilkami i musicie przejść przez następny krok.

- Nie.. Proszę nie mów tego. - powtarzałem to Sobie w myślach.

- Już się boję.. - westchnął Carlos.

- Nadszedł czas abyście się w kogoś Wpoili. - powiedziała Arias.

- Co?! - odezwałem się gwałtownie. - Już? - zapytałem. - Ale dlaczego, przecież mamy jeszcze czas. - tłumaczyłem.

- Wiem. Ale musicie to zrobić teraz. Carlos. - zwróciła się do mojego kumpla. - Musisz znaleźć, tą jedyną.

- Jej wilcze imię to Saruo. Tylko tyle mogę Ci powiedzieć, resztę musisz znaleźć sam. - westchnęła.

- A ja? - zapytałem nieśmiało.

- Dla Ciebie nie widzę nikogo, Twoja przyszłość jest nie znana..

- Powiedz Nam przez kogo zginęli James i Logan? - zapytałem.

- Zabił ich.. zrobiła pauzę.

- Kto?! - naskoczyliśmy na Nią z Carlosem, oczy zmieniły kolor na żółte, krew zaczęła buzować w żyłach. - Kto? - zapytałem.

- Idźcie już, jest późno.. - powiedziała. - Zaraz będzie niebezpiecznie. Odejdźcie.

Wyszliśmy z małego namiotu.. I udaliśmy się w stronę domu.

W namiocie. 

- Dlaczego im nie powiedziałaś kto to zrobił? - zapytał Ojciec Kendalla. 

- Nie mogłam. - odpowiedziała Arias. - Bałam się. 

- Ale jak On wróci? - zapytał. 

- Nie wróci.. - wstała i wyszła z namiotu. - Shiru już dawno, nie żyje.. - pojedyncza łza spłynęła jej po policzku. -  Ojciec Indiany go zamordował, po tym jak On naskoczył na jego dziecko, zagryzł go na jego oczach.. Już nie pamiętacie?! 

- Pamiętam to dobrze. Biedna dziewczyna. - odpowiedziała Matka Kendalla. - Została sama, nie wiedząc kto to zrobił, na szczęście Kendall jej pomógł.. Gdyby nie On dziewczyny by już tutaj nie było. 

- Pozostała mi tylko Ona.. Musicie coś zrobić. - do namiotu podeszła cicho Haruna. Babcia wspomnianej. 

- Greto to Ty? - Arias podniosła głowę. 

- Tak to ja. Od tamtego czasu się nie widywałyśmy, już nie pamiętam dlaczego to się tak skończyło. - Indiana chcę odnaleźć Arurasa.. - westchnęła cicho i upadła. 

- Co Ci się stało?! - podbiegli do Niej Rodzice Kendalla. 

- Haruno! - krzyknęła Arias. - Nie rób Nam tego. Monashi i Aruras muszą się w Siebie wpoić ! Inaczej wszystko przepadnie! Ich przyszłość jest zapisana w gwiazdach! - krzyczała. - Proszę nie odchodź. 

W jej oczach pojawiły się łzy. Greta co chwilę zmieniała temperaturę ciała, była zimna i gorąca. Krew buzowała jej w żyłach jak wulkan. W jednej chwili wydała ostatnie tchnienie.. 

- Arias.. - szepnęła. - Monashi i Aruras muszą być razem. - ostatkiem sił wydała z Siebie głos upadającej Wilczyccy.. Jej wycie można było usłyszeć w obrębie kilkunastu kilometrów.. 

Indiana.

Siedziałyśmy w domu z Ericą. Babci jeszcze nie było. Martwiłam się, bo rzadko wychodziła z domu. Wyszłam na balkon, aby się trochę przewietrzyć, zrobiło mi się zimno gdy miałam wracać usłyszałam Wycie..

- Erica ! - krzyknęłam do Przyjaciółki. 

- Coś się stało? - zapytała. 

- Szybko ! Moja Babcia.. wybuchłam głośnym płaczem.

- Co? Co z Nią? - zapytała. 

- Biegiem. - powiedziałam. 

Biegłam ile sił w nogach, Erica zostawała a tyle.. Spotkałam na swojej drodze Kendalla znałam go ze szkoły, był w towarzystwie Carlosa.. Gdy zauważyli jak biegnę zatrzymali mnie. 

- Gdzie się tak śpieszysz? - zatrzymał mnie. 

- Nie mam czasu.. - odpowiedziałam i schowałam wzrok tak by moje oczy mu się nie ukazały. 

- Indiana! - krzyczała Erica. - Poczekaj. - Przyjaciółka dobiegła do mnie. 

- Wolniej. - oparła się o drzewo i w tym momencie spojrzała na Carlosa, a On na Nią. Jedno i drugie doznało wpojenia.. Od pierwszej chwili. Stali tak dłuższą chwilę.. 

Usłyszałam znowu wycie Babci.. 

- Haruno. - szepnęłam do oczu napłynęły mi łzy.. 

- Haruno? - zastanowił się Kendall. 

- Przepraszam. - odpowiedziałam. 

Biegłam ile sił w nogach, dobiegłam do namiotu Arias. Babcia była ledwo przytomna, pobiegłam do Niej mocno się w Nią wtuliłam i kolejne łzy napłynęły mi do oczu.. 

- Babciu. - powiedziałam. - Nie rób mi tego, nikt mi nie został.. Jestem sama, nie dam Sobie rady. Boje się. Proszę! - krzyczałam. 

- Indiana Monashi Roberts.. - jej ostatnie słowa.

- Babciu. - szepnęłam. Kobieta przestała oddychać, zamknęła oczy a jej dusza odeszła.. Była zimna jak lód, jej usta posiniały. 

Do namiotu przybiegli Carlos, Erica i Kendall.. Spojrzeli na mnie i na resztę. Klęczałam na kolanach a na moich rękach leżała Babcia. Nie mogłam wytrzymać dłużej. Zmieniłam się na oczach Kendalla i Carlosa. Spojrzałam na Nich, na Babcie i zawyłam jak najgłośniej potrafiłam. Po czym pobiegłam z las..

Kilka dni później. 

Dzisiaj jest pogrzeb Mojej Babci, przyszli wszyscy znajomi. Ceremonia odbyła się na ziemi Wilków.. Bez zbędnych ''osób trzecich'' . Sami Wilkokrwiści, Wilki. 

- Greta Haruno Roberts. - zaczął Artemis nasz Wilczy Brat, który zajmuje się przygotowaniem ceremonii Pogrzebowej. - Greta była mądrą, Wilczycą. Jako jedna z niewielu posiadała dar odsyłania dusz do Ziemi Świętej. Przekazała tą moc kilku osobowościom, dzisiaj ją żegnamy chcemy aby jej dusza znalazła odpowiednie miejsce... 

Ceremonia była dość długa, lecz bardzo piękna. Odeszłam stamtąd z wielkim smutkiem.. Wakacje czas zabawy, a ja muszę żegnać najbliższą osobę która mi została.. Nie mogłam się skupić na niczym innym, wróciłam do domu i usiadłam w pokoju.. Wróciły wspomnienia. 

- Mamo ! - krzyknął Al. - Będę pierwszy. - uśmiechał się i biegł dalej. 

Brat był w siódmym niebie, biegał po polanie aż nie wiadomo skąd niebo poszarzało, zerwał się wiatr i zaczęło robić się głośno.. Pioruny, błyskawice. W mroku pojawił się ogromny Szary wilk.. SHIRU. To przez Niego ginęło tyle młodych wilków, dzieci.. 

- Odejdź stąd ! - krzyknął Tata. 

- Ani mi się śni! - odezwał się. 

- Nie zadzieraj z Nami.. - wysunęła się Babcia. - Nie dasz Nam rady. 

- Mylisz się Haruno.. - powiedział. Za jego plecami, stanęła wielka wataha wilków. 

Bałam się, lecz nie mogłam stać na marne i się temu przyglądać.. Postanowiłam walczyć. 

- Myślisz że się boimy? - powiedziała Mama. 

- Przestraszycie się. - odezwał się. 

Jeden z jego podopiecznych, zaszedł Nas od tyłu.. 

- Mamo ! - krzyknął Alan. 

- Zostaw go! - Ojciec rzucił się na Shiru a On odwzajemnił atak.. 

Chciałam mu pomóc, lecz musiałam pomóc Alanowi nie zdążyłam.. Jeden z wilków już go pożerał, Alan zmienił się w ludzką postać. Wilk oderwał mu rękę, krew tryskała wszędzie. Inny podszedł i jednym ruchem szczęki złamał mu kręgosłup.. Miałam łzy w oczach, lecz nie mogłam mu już pomóc.. Powstała krwawa rzeź.. Wszędzie były szczątki ludzkie i zwierzęce.. I wtedy pojawił się ON. Aruras. Wielki czarny Wilk kazał mi biec za Nim, tak też zrobiłam chociaż nie mogła pozwolić na to aby ktoś pastwił się nad Moją Rodziną. 

- Dlaczego o tym nie mówiłaś? - na balkonie zjawił się Kendall. 

- Co Ty tutaj robisz? - przestraszyłam się. 

- Poszedłem za Tobą. - spojrzał mi głęboko w oczy. 

Spojrzałam w jego tęczówki, zobaczyłam w Nich JEGO..

- Aruras. - szepnęłam nie pewnie. 

- Skąd znasz to imię? - zapytał. 

- To Ty! - podniosłam głos. - Ten którego, zawsze się bałam, ten który mnie ocalił, ten który.. 

Nie zdążyłam odpowiedzieć gdyż jego gorące usta wpoiły się w moje wargi.. Zatonęliśmy w namietnym pocałunku, gdy się oderwaliśmy od Siebie poczułam coś w sercu czego nie czułam nigdy.. Wpoiłam się w Kendalla. 

- Też to poczułem. - odpowiedział. 

- Ale jak ? - zapytałam zdezorientowana. 

- Skarbie. To było Twoje przeznaczenie.. - usłyszałam głos Babci. - Szczenięca miłość. - powiedziała. 

- Babciu.. - poczułam ciepło w sercu. - Dziękuję. - szepnęłam i mocno wtuliłam się w Kendalla. 

Indiana i Kendall - Wilcza postać. 

Udało się ! Napisałam ! ;). Piszcie SZCZERZE  co o tym myślicie ;3. 
Dobranoc ♥ . 

środa, 16 lipca 2014

Part 27. Część 2 .

- Przepraszam. - odpowiedziałem i odsunąłem się. - Może czegoś się napijesz?

- Jeżeli nie sprawi Ci to kłopotu, to chętnie Latte Karmelowe. - odpowiedziała i podeszła do mnie. - Uwielbiam Mężczyzn w kuchni. - szepnęła mi do ucha.

Po moim ciele przeszła gęsia skórka. Emma Watson w moim domu. Cieszyłem się w duchu jak głupi.

- Już idę. - skierowałem się w stronę kuchni. Emma także tutaj przyszła.

- Masz ładny dom. - rozejrzała się po kuchni, po czym usiadła na blacie kuchennym.

- Dziękuję. To dom kumpla, ale mieszkamy tutaj wszyscy. - odpowiedziałem przygotowując napój.

- Mogę? - zapytała spoglądając na butelkę wina, która nie wiem jakim cudem się tutaj znalazła. - Wszyscy mieszkacie?

- Proszę. Tak mieszkam tutaj z chłopakami z zespołu i siostrą Carlosa oraz dziewczyną Logana.

- Ciekawe, ciekawe. - odpowiedziała popijając wino. - Masz kogoś? - wystrzeliła z tym pytaniem jak z armaty.

- jj..jja.? - za jąkałem się. - Jestem z Siostrą Carlosa Isabell. - powiedziałem.

- Och. - westchnęła. - Jaka szkoda, taki Przystojny Facet.

- Cóż. Proszę oto twoja Latte. - podałem jej napój.

- Może pójdziemy na dwór, poopalamy się? - zapytała.

- Czemu nie! - uśmiechnąłem się i wyszliśmy na dwór.

Kilka minut później..  

Dzień był dzisiaj naprawdę gorący, lecz ja nie mogłem jeszcze korzystać ze słońca. Ale kilka minut mi chyba nie zaszkodzi, Emma tak cudownie wyglądała w stroju więc nie mogłem jej się oprzeć i od razu wskoczyłem za Nią do basenu. Nagle zauważyłem że ma jakieś problemy, i zaczęła krzyczeć że łapie ją skurcz. Więc pomogłem jej wyjść z basenu. 

- Lepiej? - zapytałem gdy tylko otworzyła oczy. 

- ech.. ekhm. - męczył ją kaszel. - Przepraszam. Wyszłam na idiotkę, która nie potrafi normalnie się kąpać w basenie. 

- Nie. Wszystko jest ok. - uśmiechnąłem się. - Może wejdźmy do środka? - zaproponowałem. 

- James. Przepraszam że o to pytam, ale czy mógłbyś mi pożyczyć jakąś koszulkę? - spojrzała na mnie i na Siebie. 

- Ja? Jasne. Już idę. Poczekaj. - odwróciłem się do drzwi. - Co za maniery. - palnąłem się w czoło. - Wejdź. - zaprosiłem gościa do domu. 

Szybko pobiegłem na górę, wziąłem jakąś koszulkę i odruchowo znalazłem w szufladzie Bell jakąś bieliznę, nie mógłbym pozwolić aby Emma chodziła bez bielizny, chociaż to kusząca myśl. Ucieszyłem się w myślach..

- Proszę. - zbiegłem zdyszany na dół. - Przepraszam że tak długo, ale nie mogłem nic znaleźć. Oby pasowało.

Podałem dziewczynie rzeczy i wskazałem jej łazienkę, niczym się obejrzałem dziewczyna z Niej wyszła wyglądała nieziemsko w mojej koszulce, było może nieco dłuższa ale zakrywała to i owo.

- Może się czegoś napijemy? - zaproponowała.

- Sok? Woda? Herbata? - zacząłem wyliczankę.

- Szampan! - krzyknęła z radości i pobiegła do kuchni, szukać owego napoju w lodówce. - Mam! - krzyknęła.

- Skąd się to tutaj wzięło? - zapytałem sam Siebie. Ale nie ważne.

Wziąłem butelkę i wyszliśmy na dwór aby odpocząć.. Usiedliśmy wygodnie na leżakach i rozmawialiśmy tak że po jednej butelce szampana sięgnęliśmy po wino..

Tymczasem w domu obok. Oczami Carlosa.  

- Siostra.. - szturchnąłem Bell. 

- Co jest? - zapytała przerywając rozmowę z Kendallem. 

- Patrz. - wskazałem na Jamesa i Emmę, bawili się świetnie. 

- Widzę. - odpowiedziała tak obojętnie, może trochę przesadziłem.. Ale przynajmniej poprawię Sobie humor. 

- Zaraz powinna przyjść '' ekipa telewizyjna '' . I zaczynamy wielkie show! - zaśmiałem się złowieszczo. 

Czekaliśmy na ekipę ale w końcu przyjechał Martin ze ' swoimi ' ludźmi. 

- Cześć Wszystkim ! - przywitał się z Nami.

- Cześć. - odpowiedziałem. - Możemy zaczynać? - zapytałem. 

- No jak jesteście gotowi to czemu nie. - uśmiechnął się. 

Chłopaki zaczęli się przygotowywać a my mieliśmy wrócić do domu chwilę po ich wejściu. 

- Możemy zaczynać. - powiedział jeden z aktorów. 

- Ok. - kiwnął Martin. - To idziemy. 

Oczami Jamesa. 

Siedzieliśmy na dworze, i świetnie się bawiliśmy. Dobrą zabawę przerwał dzwonek do drzwi. 

- Przepraszam idę otworzyć. - opuściłem Emmę i poszedłem otworzyć. 

- Dzień Dobry ! - krzyknął jakiś Facet. - Jestem Adam Fitt. Z programu ' Gwiazdy na co dzień ' na kanale 9. Chodźcie. - zaprosił ekipę do domu. - Dzisiaj gościmy w domu Jamesa Maslowa. - pokazał dłonią pomieszczenie. 

- Przepraszam. - odezwałem się. - Ale kim jesteście i co tutaj robicie? - podrapałem się w głowę.

- Mówiłem już. ' Gwiazdy na co dzień ' . Odwiedzamy różne gwiazdy i, oglądamy ich mieszkania oraz sprawdzamy jak żyją. - uśmiechnął się. - Widzę że jest gorąco, przerwaliśmy w czymś? - zapytał. 

- James.. - odezwała się Emma. Jak na złość. 

- oo.. - zainteresował się Adam. - Czyżby to ' nowa ' zdobycz Jamesa Maslowa? - zachichotał. 

- Możecie tam nie wchodzić. - szybkim krokiem podszedłem do drzwi, i próbowałem je jakoś zasłonić, ale na marne. 

- Emma Watson! - podskoczył z wrażenia operator kamery.  - Kręcić to? - zapytał . 

- Kręć, kręć! - kiwnął głową i dał zbliżenie na twarz Emmy. 

- James.. - zdenerwowała się. - Kim Oni są? I co tutaj robią? - zapytała. - Nie chciałam żeby ktoś się dowiedział że tutaj jestem. - zdenerwowała się. 

- Nie martw się, niczym zawiozą to do telewizji to ja już dawno, im odbiorę taśmę. - potwierdziłem. 

- Niestety nie uda się. - odpowiedział Adam. - To leci na żywo. 

- Co?! - podskoczyłem z wrażenia. - Nie możliwe! - krzyknąłem i pobiegłem do środka aby włączyć telewizor.. - To nie możliwe. - pobiegłem do Emmy. 

- Haha.. - zwariowałeś. - usłyszałem głos Kendalla który wchodził do domu. - To naprawdę było zabawne. 

- Ale musiałaś wracać z bluzie Logana, a jest naprawdę ciepło. - śmiała się Bella. 

- Wyłączyłeś telewizor, jak wyszliśmy? - zapytał Kendalla Logan. 

- No tak. - odpowiedział. 

- To dlaczego widzę Jamesa? - podrapał się po głowie Kendall. 

- Jamesa ? - zaśmiały się dziewczyny. 

- Proszę, proszę. A o to i Isabella Pena , Kendall Schmidt , Logan Henderson , Alice Brown i Carlos Pena we własnej osobie. - powiedział dziennikarz. - Jestem Adam Fitt. 

- Co Pan tu robi? - zapytała Bell. 

- Wpadłem z wizytą, jestem z programu ' Gwiazdy na co dzień ' i odwiedzamy młode gwiazdy. W ich naturalnym środowisku. 

- W naturalnym środowisku to możesz Sobie oglądać, zwierzęta na sawannie! - parsknął śmiechem Carlos. 

- Bella! To nie tak jak myślisz! - wyskoczyłem jak poparzony do dziewczyny. 

- Ale co? - zapytała zdziwiona. - Przecież wszystko jest normalnie. - powiedziała ze spokojem. - Adam tylko Cię nagrywa, więc co w tym złego?

- James. - z tarasu odezwała się Emma. - Możesz przyjść posmarować mi plecy? - zapytała słodkim głosem.

- Co proszę? - Bell zrobiła się cała czerwona, ze złości odepchnęła mnie i poszła na taras. - Co to ma być?! Co to za ździra?! - krzyczała i wymachiwała rękami.

- To nie tak jak myślisz Kochanie. - próbowałem się wytłumaczyć.

- Ździra?! - odezwała się Emma. - Spójrz na Siebie. - wskazała palcem na Bell. - Spodenki takie że Twój tłusty tyłek Ci się wylewa, koszulka jak.. Ech. Szkoda mówić i te sandały. - skomentowała ją od góry do dołu. - Gdzie się ubierasz? W śmietniku? - zaśmiała się.

Bell tego nie wytrzymała, i rzuciła się na dziewczynę, szarpały się na trawie wciąż się wyzywając. Ja stałem  jak słup soli, a kamerzysta to wszystko kręcił.. Logan, Kendall, Carlos i Alice przybiegli na dwór i przyglądali się jak dziewczyny nawzajem się okładają. Nigdy bym nie pomyślał że Bella potrafi się tak bić.

5 minut później. 

- Ludzie ! - krzyknąłem ockną-cy się z tej całej sytuacji. - Weźcie pomóżcie Mi je rozdzielić. - krzyknąłem.

- No Siema ! - do domu wszedł Martin.

- No nie, jeszcze jego tutaj brakowało. - spojrzałem na Martina. - Co Ty tutaj robisz? - zapytałem.

- Widziałem to w TV. I musiałem szybko przyjechać, żeby nie było żadnej krzywej akcji z Big Time Rush! - powiedział albo krzyknął.

- Pomóż mi je rozdzielić! - krzyczałem do chłopaka, w nadziei że mi pomoże.

- Bella i Emma to koniec. - powiedział a dziewczyny tylko przybiły Sobie żółwika i otrzepały się z trawy.

Moja mina była bezcenna, szczęka mi opadła i nie wiedziałem co mam powiedzieć. Carlos już ze śmiechu płakał, a chłopaki nie mogli przestać się ze mnie nabijać..

- To był zwykły żart. - powiedziała Alice.

- Co?! Ale za co? - zapytałem.

- Za Twoje chodzenie na imprezy, picie i już dalej wiesz za co.. - powiedziała Bell lekko uderzając mnie w głowę.

- Nie wiem. - powiedziałem i usiadłem na fotelu.

- Wiem co się działo na tej imprezie, więc już Sobie musisz sam przypomnieć. - pogroziła mi palcem. - Emma dziękuję. - przytuliła dziewczynę.

- Ale że jak to? - zastanawiałem się.

- Oj. - otrząsnął się Latynos..

35 minut później. 

- Nie wierzę, no po prostu nie wierzę. Jak mogliście mi to zrobić? - zapytałem ekipy. 

- Ja już swoją karę dostałem. - odezwał się Pena. 

- Kochani. Przepraszam ale muszę już się zmywać, fajnie było Was poznać, dziękuję za trochę rozrywki. Pa! - powiedziała Emma i wyszła. 

Nie mogłem uwierzyć w to co zrobili mi Przyjaciele, ale z drugiej strony Carlos miał gorzej.. Po wszystkim zamówiliśmy chińskie żarełko i nabijaliśmy się z całej tej sytuacji. 

- Przepraszam. Ale muszę odebrać. - powiedziała Bell przerywając jedzenie. 

Rozmowa telefoniczna.  
Bella - Słucham? powiedziała do słuchawki. 
David - Mam dla Ciebie świetną wiadomość! 
Bella - Jaką? - zapytała. 
David - Udało Nam się złożyć całą Twoją płytę, no i teraz będzie premiera. Więc musisz na niej być. To będzie jutro, około 13 w naszym studio, a potem będzie mała impreza. 
Bella - Żartujesz? - odpowiedziała zdziwiona. - Tak szybko?! - uśmiechnęła się. 
David - No tak szybko. - odpowiedział Dav. 
Bella - A gdzie impreza? 
David - Będzie w małej salce konferencyjnej, coś koło 500 osób będzie w tym kilka młodych gwiazd oraz chłopaki z BTR! - powiedział. 
Bella - To Oni o tym wiedzą? - zapytała. 
David - Zaraz Martin miał im dać znać, więc musisz niestety ale znaleźć partnera nie może to być Jamesa. 
Bella - Dlaczego? 
David - Bo Oni są zaproszeni osobno, no a Ty osobno. 
Bella - Ech. - westchnęła. - Dobra. Będę sama, już niech będzie. - powiedziała ciężko.
David - Dobra. Ale musisz przyjechać jutro rano, żeby zrobić próbę. 
Bella - Jasne. Będę wcześniej, tak o której? - zapytała. 
David - Mniej więcej około 8 bo musimy zrobić kilka prób i, muszą Cie uczesać oraz wystroić. 
Bella - Zrozumiałam. - odpowiedziała z uśmiechem. 
David - No to do jutra! Pablo po Ciebie przyjedzie! Cześć. 
Bella - No ok. Cześć, pa. 
David - No, na razie. 

Bell wróciła do pokoju, i wszystko Nam opowiedziała. 

- No własnie.. - westchnęła. 

- Ale jak? - oburzyłem się. - Mam iść sam? - zapytał. 

- No przecież Martin dzwonił! - powiedział Kendall. 

- Dobra, dobra. Już się uspokójcie. - powiedziała Alice. - Mówi się trudno, chociaż macie zaproszenia z osobami towarzyszącymi to nie wypada aby Bella poszła z Jamesem.. - wytłumaczyła. 

- Ale później będziesz ze mną? - zapytałem dziewczynę. 

- Tak. - uśmiechnęła się. 

- No to ok. - pocałowałem ją w czoło. 

- Musimy iść na zakupy. - powiedziała Al do Belli. 

- No chodź! - krzyknęła. 

- Idziemy.. 

Dziewczyny poszły na zakupy, a my mogliśmy obmówić jutrzejszy dzień bo Martin akurat wpadł i wszystko Nam wytłumaczył. Jeszcze chwilę pogadaliśmy, i się zorientowaliśmy że zrobiło się już późno. Dziewczyny wróciły zmęczone i od razu padły spać. W końcu jutro wielki dzień Belli, więc musi się wyspać..

Schrzaniłam końcówkę, wiem. Ale chciałam skończyć rozdział jak najszybciej ! ;). Oby następny wyszedł lepiej :). 

Zapomniałabym ! ;). 

Nasza Seksowna Bestia obchodzi dzisiaj swoje 24 urodziny! <3. Z tej okazji, życzę Ci wszystkiego Najlepszego ! Zdrowia, szczęścia , dążenia do osiągnięcia wymarzonego celu , udanej dalszej kariery i w ogóle. ( Wiem że tego nie przeczytasz, ale chociaż się staram ). Sto Lat Jamie ♥ . Wszystkie Rusherki i Maslowerki życzą Ci wszystkiego Najlepszego ! ♥ . 




Sto lat ;* . 

czwartek, 10 lipca 2014

Part 27 . Część 1 .

Gdy wyszliśmy z pokoju James od razu mnie zapytał o co chodzi..

- Dowiesz się wszystkiego na dole. - wytłumaczyłam mu.

- Ale po co Ci ja? - zapytał.

- Dowiesz się w swoim czasie. - rzekłam.

Na dole zjawili się także już Logan i Alice. I teraz przede mną wyrosły schody.. Czułam się jakby mnie osaczyło stado hien, już wiem co czują zwierzęta gdy dopadają je drapieżniki..

- Carlos możemy pogadać? - zapytałam Brata.

- No mów. - odpowiedział nie odrywając wzroku od konsoli.

- Carlos. - tupnęłam nogą.

- Zachowujesz się jak Mała dziewczynka. - zaśmiał się z chłopakami.

- Pena! - krzyknęłam. - Chodź tutaj, chcę Ci powiedzieć coś ważnego.

- Co? - zapytał z niedowierzaniem. - Już się coś szykuję.. - szepnął do Kendalla.

- Skąd wiesz? - zapytał.

- No zawsze gdy coś się dzieje, mówi do mnie po nazwisku.

- aha. - odparł i zostawił grę, aby zobaczyć co się teraz będzie działo.

- No jestem. Mów. - stanął swobodnie opierając się o kanapę.

- Kurde. Nie wiem od czego zacząć.. - powiedziałam.

- Od początku. - zaśmiał się i przybił żółwika z Jamesem.

- Przestań. - powiedziałam, westchnęłam głośno i zaczęłam mówić. - Tej nocy której wróciliście ze szpitala, lekarz dał mi dla Was specjalną dietę.. I  tam było mnóstwo rzeczy których nie możecie robić. James się chociaż do części dostosował, Kendall też może trochę tego utrzymuję. Ale Ty? No niestety nie bardzo..

- No i co z tego? - westchnął Carlos. - Możesz dojść do sedna sprawy? - zapytał.

- Ok.. Więc wpadłam na pomysł abyś zaczął o Siebie dbać.

- Wpadliśmy na to wspólnie z Bell i Alice. - wtrącił Logan.

- Co?! - zdenerwował się Carlos. - Możecie mówić? - zapytał nerwowo.

- Ok. Tak więc gdy po kolacji poszedłeś do swojego pokoju, my zaczęliśmy naszą akcję. Przebraliśmy się za klauny i czekaliśmy aż przyjdziesz do kuchni. Już uprzedzam Twoje pytanie. Skąd wiedzieliśmy że przyjdziesz coś zjeść? To było proste do przewidzenia, nigdy nie idziesz spać z pustym żołądkiem. Więc czekaliśmy na Ciebie..

- Czyli? Że? Wy? - Carlos zadawał mnóstwo pytań.

- Tak. - zaczął Logan. - Przebraliśmy się za klauny i Cię przestraszyliśmy. - powiedział.

- Żartujecie? - zaśmiał się..

- Nie. - odpowiedziała Alice.

- Nie, nie. To jest nie możliwe, żeby moja własna siostra zrobiła coś takiego. - spojrzał na mnie z wrogą miną.

- Zrobiłam to dla Twojego dobra! - krzyknęłam mu prosto w twarz. A moje oczy napełniły się łzami niczym szklanka.

- Dla mojego dobra? - zapytał.

- Tak. Już nie pamiętasz? - zapytałam ze smutnym wyrazem twarzy.

- Przestań! - krzyknął.

- Nie.. Przypomnij Sobie. Miałeś kilka lat 7 albo 8. Już nie pamiętam..

- Zamknij się! - krzyknął.

- Nie! Mam już tego dosyć! Całe życie będę to pamiętała, jak leżałeś w tym szpitalu.. - łzy same leciały mi z oczu. - Cały czas tylko ten sam widok, kroplówka za kroplówką.. Co chwilę pielęgniarki sprawdzały Ci tętno czy jeszcze żyjesz. Już nie pamiętasz? Carlos.. O mały włos aby Cię teraz tutaj nie było.

- Skończ! - krzyknął i się odwrócił.

- Nie, nie mogę. - odpowiedziałam. - Twoje serce się zatrzymało, trwało to chwilę ale dla mnie było to jak wieczność. Mój świat się zatrzymał, ja stałam i patrzyłam ze łzami w oczach. Patrzyłam jak próbują Cię odratować.. Co chwila Twoje serce się zatrzymywało i od nowa ruszało do życia.. Już nie pamiętasz? Carlos..  Ja chcę abyś żył, nie zniosę tego więcej. Od tego momentu gdy tylko się dowiedziałam co zrobiłeś ten koszmar powraca, znowu się boję że stracę mojego Brata i najlepszego Przyjaciela jakiego bym mogła Sobie tylko wymarzyć! Nie rozumiesz że w ten sposób się niszczysz? - spojrzałam na Carlosa.. W jego oczach był smutek, a jedna jedyna pojedyncza łza spłynęła mu po policzku.

- Przepraszam. - powiedział tak cicho że chyba nikt tego nie usłyszał. - Przepraszam. - szybkim krokiem wybiegł z domu..

- Carlos! - krzyknął James. - Stój.

- Nie. - powiedziałam. - Zostawcie go.. - spojrzałam na Przyjaciół.

- Ale.. - wtrącił się Kendall. - Gdzie On pobiegł.

- Ja wiem. - odparłam. - Nie długo wrócę. - powiedziałam i wyszłam za Nim.

- Nie możesz sama iść. - powiedział Logan.

- Mogę uwierz mi że mogę. Wiem gdzie On jest i zaraz tutaj z Nim wrócę.

Oczami Carlosa.

Wybiegłem z domu, chcąc jak najszybciej pozbyć się tego nie przyjemnego wspomnienia, chciałem tego uniknąć, lecz nie myślałem że to tak się skończy. Wyszedłem z domu i udałem się w stronę pobliskiego skate parku za którym,  jest mały domek na drzewie który kiedyś z Bell zbudowaliśmy. Jest nie daleko, naszego domu w którym się wychowywaliśmy 2 przecznice dalej. Zawsze się tam chowaliśmy gdy coś przeskrobaliśmy. Dotarłem na miejsce, po czym zapaliłem mała świeczka, która zawsze stała w oknie.. Wszedłem  na górę. Usiadłem w kącie i od razu przytuliłem moją zabawkę.. Niewielkiego pluszowego misia bez jednego oka i w niebieskiej czapeczce. Pamiętam jak się Nim bawiłem, nazwałem go Roberto. Nie wiem dlaczego o Nim zapomniałem, zawsze mi pomagał z trudnych chwilach..


- Pamiętasz ten domek? - zapytałem się Bell, oglądając gwiazdy.

- Jakbym mogła go zapomnieć? - odpowiedziała. - Pamiętam jak go malowaliśmy z Rodzicami. Zawsze tutaj przychodziliśmy jak coś przeskrobaliśmy. - zaśmiała się.

- heh. No tak. - uśmiechnąłem się. - Przepraszam. - powiedziałem. - Nie chciałem żeby to tak wyszło, możesz teraz mnie uderzyć. - wręczyłem siostrze mały plastikowy młotek. - Masz niech Ci ulży. - zaśmiałem się. Bella wzięła młotek do ręki, i uderzyła mnie kilka razy w ramię. Zaczęliśmy się oboje śmiać.

- Ech. - westchnęła. - Ja też przepraszam. - odpowiedziała rozglądając się po domku. - Nie powinnam tak na Ciebie naskakiwać dzisiaj. I robić tego cyrku z tym Klaunem. Wiem że boisz się takich rzeczy. Obiecuję z ręką na sercu że to się więcej nie powtórzy.

- Z ręką na sercu? - zapytałem, i uśmiechnąłem się podejrzliwie.

- Nie.. - Bell spojrzała na mnie swoim błagalnym wzrokiem. - Tylko nie to. - odparła.

- O tak! - klasnąłem w ręce. - Pamiętasz? - zapytałem.

- Niestety.

Oboje przyłożyliśmy ręce do serca i powiedzieliśmy : Przysięgam z ręką na sercu, na mój bananowy shake który stoi w lodówce. Pustkę w głowie, ostatniego batona i Misia Roberta oraz Kota Alberta że nigdy więcej nie przestraszę swojego kochanego brata  żadnym Klaunem i innym złym stworzeniem które grasuję w ciemnościach mojego pokoju. Obiecuję! Obiecuję! Obiecuję! .

Po tej obietnicy, zawsze musieliśmy splunąć przez prawe ramie i przysięgnąć że nic takiego więcej się nie zdarzy. Niestety pisaliśmy ją jak mieliśmy zaledwie kilka lat, na nasze szczęście kartkę z tym jeszcze zachowaliśmy w domku.

- No to możemy iść do domu. - stwierdziłem.

- Jasne. - odpowiedziała Bell i schodziła powoli na dół.

Wracając do domu, powiedzieliśmy że nikt nie może się dowiedzieć o naszej obietnicy.. I tym wierszyku.

- Gdzie byłeś? - zapytał Logan witając Nas w pokoju.

- Musiałem coś przemyśleć. - uśmiechnąłem się do Bell. - Między Nami jest zgoda, i tak już powinno zostać. - Przytuliłem się do siostry.

- oo.. - skomentował Logan. - Jakie to słodkie. - uśmiechnął się.

Wszyscy spojrzeliśmy na Niego miną ' Co jest grane ' . Zaczęliśmy się śmiać. A Biedny Logan nie wiedział co ma ze Sobą zrobić.

- No co? - zapytał. - Też mam uczucia ! - tupnął nogą jak mała dziewczynka i poszedł na górę.

- heh. - zakończyłem. - Nie wiem jak Wy. - zacząłem ziewać. - Ale ja idę spać. Dobranoc.

- No ok. Też się położę. - Bell zwróciła się w stronę drzwi.

Dzisiejszy dzień uważam za udany, albo też i nie. Ech. Było trochę strachu, ale może i było to potrzebne. Cóż. Ważne że idę spać, i nie martwię się już o żadne Klauny i inne stworzenia.

Następnego dnia. 

- Bella. - zapukałem cicho do pokoju Maslowa. - Bella.. - zajrzałem przez drzwi. 

- Co? - mruknęła pod nosem. - Co chcesz? - zapytała.

- Chodź na moment. - machnąłem ręką. 

- No jestem. - odpowiedziała ziewając. - Co jest takiego ważnego, że mnie budzisz o 5? - zapytała spoglądając na zegarek na mojej dłoni. 

- Mam pomysł.. Jak chcesz się zemścić na Maslowie. - zatarłem ręce. 

- Mów. - powiedziała lekko ożywiona. 

- Przebierz się, ogarnij i zejdź na dół. Zrobię Ci kawę. - powiedziałem i poszedłem na dół. 

- Ech.. - westchnęła.

Kwadrans później.

- Żartujesz? - zapytała biorąc łyk kawy. 

- No właśnie nie. - zaśmiałem się. - Podoba Ci się ? - zapytałem. 

- Ale się uda? - zapytała drapiąc się po głowie. 

- Jeżeli wkręcimy w to Logana z Alice i Kendalla to na pewno! 

- Nie krzycz. - Bell lekko uderzyła mnie w ramię. 

- Co się tutaj dzieję? - zapytał zaspany Kendall wchodząc do kuchni.

- Usiądź i posłuchaj co wymyślił Carlos.. - powiedziała Bell. 

35 minut później. 

- Żartujesz? - powiedział Logan. krztusząc się sokiem. 

- Powoli. - poklepał go Kendall. 

- To nawet niezłe. - uśmiechnęła się Alice.

- Dobra. - powiedziała Bell wstając i nerwowo chodzić po kuchni. - Ale.. 

- Zawsze jest jakieś ale. - westchnąłem. 

- Słuchaj. Wszystko wszystkim powiedziałeś, ale musimy się zastanowić jak to zrobić aby było to w telewizji, no może nie tak żeby chłopak miał jakiś przypał.. I żeby tego nikt nie obejrzał bo będzie afera że BTR robi jakieś lewe akcje. 

- Wiem. Już zadzwoniłem do odpowiednich ludzi. - uśmiechnąłem się. No i to będzie pokazane, ale tylko w naszym telewizorze tak żeby James pomyślał, że to się dzieje naprawdę. - zaśmiałem się. 

- Dobra, dobra. - kiwnął głową Ken. - Ale jaką dziewczynę do tego weźmiemy? - zapytałem. 

- Więc.. zatarłem dłonie. - Będzie to.. Emma Watson. 

- Co?! Logan i Kendall od razu podnieśli się z krzesełek. 

- Jak to zrobiłeś? - zapytał Ken. 

- Ma się te znajomości. - zaśmiałem się. - Ale na serio, to znajomy wisi mi poważną przysługę i chcę to teraz wykorzystać. 

- Świetnie ! - ucieszyła się Bell. - Kiedy zaczynamy? - zapytała. 

- Musimy wykurzyć Jamesa z domu, tak żeby wszystko przygotować.

- Ok. - powiedziała reszta chórem. 

Siedzieliśmy w kuchni i rozmyślaliśmy nad zemstą. Aż w końcu przyszedł James. 

- Cześć! Co tam? - zapytał. 

- Cortez dzwonił bo chciał żebyś przyjechał do studia, musisz nagrać coś do dubbingu. - wytłumaczył Logan. 

- No ok. - odpowiedział po chwili namysłu. - Pozwolicie że napije się kawy, no i wtedy pójdę? - zapytał. 

- No jasne. Nawet Ci zrobię ! - powiedział Loggie. 

- Ok. 

Oczami Kendalla.

Nie wiedziałem że James da się tak nabrać. Muszę teraz szybko zadzwonić do Martina aby go ostrzec przed Maslowem.. Inaczej będzie nie ciekawie. Wymknąłem się do łazienki, wykonałem telefon i wróciłem po chwili. James już nie było. Uf. Wyrobiłem się. 

- Zadzwoniłeś? - zapytała Al. 

- No tak. Martin coś tam wymyśli. 

- Ok. To zaczynamy. - powiedział Carlos. 

Chłopaki ze sprzętem już przyszli, znalazła się też zmyślona dziennikarka. 

- Emma już jest? - zapytała Bell. 

- Zaraz się powinna pojawić. - wyglądał jej niecierpliwie Carlos. - Spóźnia się.. - westchnął. 

- Zaraz pewnie będzie. - uspokoiłem go. 

Pod dom w jednej sekundzie podjechał jakiś biały samochód, no a z Niego wysiadła nasza gwiazda.. Carlos od razu pobiegł do drzwi i zaprosił naszego gościa.

- Proszę. Prosto i w prawo do salonu. - Los prowadził Emmę do pokoju.

- Cześć. - powiedziała drobna dziewczyna o ładnych oczach i smuklej figurze. - Może się przedstawimy? - zaproponowała.

- Jestem Carlos. - Pena wystąpił z szeregu. I zaczął się cieszyć jak dziecko.

- Carlos.. - szturchnąłem kumpla.

- Co? - zapytał nie odwracając wzroku od naszego gościa.

- Masz chusteczkę. - podałem kumplowi.

- Po co? - zapytał lekko zdezorientowany. - Emma potrzebuję? - zapytał.

- Nie. Ty ! - zaśmiałem się. - Za bardzo się ślinisz. - wybuchliśmy śmiechem.

- Emma jak już poznałaś to jest Kendall wybawia Nas z kłopotów. - zaśmiał się.

- Dziękuję. - odpowiedziała dziewczyna. - To jest zapewne Logan. - wskazała na chłopaka.

- Tak. Logan Henderson. Miło poznać. - ujął jej dłoń, i lekko pocałował jak przystało na Gentlemana.

- Uroczo.. - uśmiechnęła się i przestawiłem resztę.

Dziewczyny od razu przypadły Sobie do gustu, polubiły się. Od razu omówiliśmy ' plan działania ' . Bella i Emma mają udawać kłótnie, jak tylko James wpadnie w sidła Emmy.. Miejmy nadzieję że to się wszystko uda, nie obyło się bez kilku prób.. Mamy nadzieję że wszystko wyjdzie po naszej myśli.

Półtorej godziny później. Oczami Jamesa. 

Padam, normalnie padam. Gardło mnie boli, trzeba zażyć jakieś proszki o ile coś znajdę w domu. Wysiadłem z samochodu dość wolnym lecz pewnym krokiem udałem się do domu, z nadzieją że jest coś do jedzenia. 

- Wróciłem! - oznajmiłem wchodząc do środka. 

Nikt się nie odezwał. Zajrzałem do salonu nie było nikogo, dziwne. Pomyślałem i od razu poszedłem na górę się przebrać, założyłem spodenki i wróciłem na dół. Zajrzałem do lodówki wynalazłem coś do jedzenia i zasiadłem w kuchni. 

Sekundy nie można usiedzieć w spokoju, bo się już tłuką do drzwi. Było wziąć klucze! - krzyknąłem i poszedłem otworzyć. 

- Cześć. Przepraszam że zakłócam Twój spokój, jestem.. 

- Emma Watson. - powiedziałem wycierając twarz brudną od ilości majonezu. 

- Tak. Przepraszam że przeszkadzam, ale popsuł mi się samochód, może to głupie ale czy mogłabym się u Ciebie odświeżyć przyjechałam tutaj wczoraj, bo nagrywam nowy film a byłam w jakimś obskurnym hotelu i nie mam jak dojechać na najbliższą stację bo jak już mówiłam samochód mi się popsuł. 

- yy.. - zaciąłem się. - Jaasne. Proszę wejdź. - Przepraszam za mój strój, pójdę założyć coś na Siebie. 

- Nie, nie musisz. - zaśmiała się i przejechała palcem po moim torsie. - Jest dobrze tak jak jest. 

Nie powiem to było przyjemne, ale muszę się opanować mam Isabell. Muszę się opanować. Ale Emma Watson w moim domu?! Szok.. Skup się Maslow! - skarciłem się w myślach...

I jak? Może być ;). Na część 2 zapraszam za kilka dni.. ;D. Przepraszam, ale gdybym to miała wszystko pisać trochę by mi to zajęło. Więc muszę podzielić to na 2 części.
Miłego czytania !