czwartek, 10 lipca 2014

Part 27 . Część 1 .

Gdy wyszliśmy z pokoju James od razu mnie zapytał o co chodzi..

- Dowiesz się wszystkiego na dole. - wytłumaczyłam mu.

- Ale po co Ci ja? - zapytał.

- Dowiesz się w swoim czasie. - rzekłam.

Na dole zjawili się także już Logan i Alice. I teraz przede mną wyrosły schody.. Czułam się jakby mnie osaczyło stado hien, już wiem co czują zwierzęta gdy dopadają je drapieżniki..

- Carlos możemy pogadać? - zapytałam Brata.

- No mów. - odpowiedział nie odrywając wzroku od konsoli.

- Carlos. - tupnęłam nogą.

- Zachowujesz się jak Mała dziewczynka. - zaśmiał się z chłopakami.

- Pena! - krzyknęłam. - Chodź tutaj, chcę Ci powiedzieć coś ważnego.

- Co? - zapytał z niedowierzaniem. - Już się coś szykuję.. - szepnął do Kendalla.

- Skąd wiesz? - zapytał.

- No zawsze gdy coś się dzieje, mówi do mnie po nazwisku.

- aha. - odparł i zostawił grę, aby zobaczyć co się teraz będzie działo.

- No jestem. Mów. - stanął swobodnie opierając się o kanapę.

- Kurde. Nie wiem od czego zacząć.. - powiedziałam.

- Od początku. - zaśmiał się i przybił żółwika z Jamesem.

- Przestań. - powiedziałam, westchnęłam głośno i zaczęłam mówić. - Tej nocy której wróciliście ze szpitala, lekarz dał mi dla Was specjalną dietę.. I  tam było mnóstwo rzeczy których nie możecie robić. James się chociaż do części dostosował, Kendall też może trochę tego utrzymuję. Ale Ty? No niestety nie bardzo..

- No i co z tego? - westchnął Carlos. - Możesz dojść do sedna sprawy? - zapytał.

- Ok.. Więc wpadłam na pomysł abyś zaczął o Siebie dbać.

- Wpadliśmy na to wspólnie z Bell i Alice. - wtrącił Logan.

- Co?! - zdenerwował się Carlos. - Możecie mówić? - zapytał nerwowo.

- Ok. Tak więc gdy po kolacji poszedłeś do swojego pokoju, my zaczęliśmy naszą akcję. Przebraliśmy się za klauny i czekaliśmy aż przyjdziesz do kuchni. Już uprzedzam Twoje pytanie. Skąd wiedzieliśmy że przyjdziesz coś zjeść? To było proste do przewidzenia, nigdy nie idziesz spać z pustym żołądkiem. Więc czekaliśmy na Ciebie..

- Czyli? Że? Wy? - Carlos zadawał mnóstwo pytań.

- Tak. - zaczął Logan. - Przebraliśmy się za klauny i Cię przestraszyliśmy. - powiedział.

- Żartujecie? - zaśmiał się..

- Nie. - odpowiedziała Alice.

- Nie, nie. To jest nie możliwe, żeby moja własna siostra zrobiła coś takiego. - spojrzał na mnie z wrogą miną.

- Zrobiłam to dla Twojego dobra! - krzyknęłam mu prosto w twarz. A moje oczy napełniły się łzami niczym szklanka.

- Dla mojego dobra? - zapytał.

- Tak. Już nie pamiętasz? - zapytałam ze smutnym wyrazem twarzy.

- Przestań! - krzyknął.

- Nie.. Przypomnij Sobie. Miałeś kilka lat 7 albo 8. Już nie pamiętam..

- Zamknij się! - krzyknął.

- Nie! Mam już tego dosyć! Całe życie będę to pamiętała, jak leżałeś w tym szpitalu.. - łzy same leciały mi z oczu. - Cały czas tylko ten sam widok, kroplówka za kroplówką.. Co chwilę pielęgniarki sprawdzały Ci tętno czy jeszcze żyjesz. Już nie pamiętasz? Carlos.. O mały włos aby Cię teraz tutaj nie było.

- Skończ! - krzyknął i się odwrócił.

- Nie, nie mogę. - odpowiedziałam. - Twoje serce się zatrzymało, trwało to chwilę ale dla mnie było to jak wieczność. Mój świat się zatrzymał, ja stałam i patrzyłam ze łzami w oczach. Patrzyłam jak próbują Cię odratować.. Co chwila Twoje serce się zatrzymywało i od nowa ruszało do życia.. Już nie pamiętasz? Carlos..  Ja chcę abyś żył, nie zniosę tego więcej. Od tego momentu gdy tylko się dowiedziałam co zrobiłeś ten koszmar powraca, znowu się boję że stracę mojego Brata i najlepszego Przyjaciela jakiego bym mogła Sobie tylko wymarzyć! Nie rozumiesz że w ten sposób się niszczysz? - spojrzałam na Carlosa.. W jego oczach był smutek, a jedna jedyna pojedyncza łza spłynęła mu po policzku.

- Przepraszam. - powiedział tak cicho że chyba nikt tego nie usłyszał. - Przepraszam. - szybkim krokiem wybiegł z domu..

- Carlos! - krzyknął James. - Stój.

- Nie. - powiedziałam. - Zostawcie go.. - spojrzałam na Przyjaciół.

- Ale.. - wtrącił się Kendall. - Gdzie On pobiegł.

- Ja wiem. - odparłam. - Nie długo wrócę. - powiedziałam i wyszłam za Nim.

- Nie możesz sama iść. - powiedział Logan.

- Mogę uwierz mi że mogę. Wiem gdzie On jest i zaraz tutaj z Nim wrócę.

Oczami Carlosa.

Wybiegłem z domu, chcąc jak najszybciej pozbyć się tego nie przyjemnego wspomnienia, chciałem tego uniknąć, lecz nie myślałem że to tak się skończy. Wyszedłem z domu i udałem się w stronę pobliskiego skate parku za którym,  jest mały domek na drzewie który kiedyś z Bell zbudowaliśmy. Jest nie daleko, naszego domu w którym się wychowywaliśmy 2 przecznice dalej. Zawsze się tam chowaliśmy gdy coś przeskrobaliśmy. Dotarłem na miejsce, po czym zapaliłem mała świeczka, która zawsze stała w oknie.. Wszedłem  na górę. Usiadłem w kącie i od razu przytuliłem moją zabawkę.. Niewielkiego pluszowego misia bez jednego oka i w niebieskiej czapeczce. Pamiętam jak się Nim bawiłem, nazwałem go Roberto. Nie wiem dlaczego o Nim zapomniałem, zawsze mi pomagał z trudnych chwilach..


- Pamiętasz ten domek? - zapytałem się Bell, oglądając gwiazdy.

- Jakbym mogła go zapomnieć? - odpowiedziała. - Pamiętam jak go malowaliśmy z Rodzicami. Zawsze tutaj przychodziliśmy jak coś przeskrobaliśmy. - zaśmiała się.

- heh. No tak. - uśmiechnąłem się. - Przepraszam. - powiedziałem. - Nie chciałem żeby to tak wyszło, możesz teraz mnie uderzyć. - wręczyłem siostrze mały plastikowy młotek. - Masz niech Ci ulży. - zaśmiałem się. Bella wzięła młotek do ręki, i uderzyła mnie kilka razy w ramię. Zaczęliśmy się oboje śmiać.

- Ech. - westchnęła. - Ja też przepraszam. - odpowiedziała rozglądając się po domku. - Nie powinnam tak na Ciebie naskakiwać dzisiaj. I robić tego cyrku z tym Klaunem. Wiem że boisz się takich rzeczy. Obiecuję z ręką na sercu że to się więcej nie powtórzy.

- Z ręką na sercu? - zapytałem, i uśmiechnąłem się podejrzliwie.

- Nie.. - Bell spojrzała na mnie swoim błagalnym wzrokiem. - Tylko nie to. - odparła.

- O tak! - klasnąłem w ręce. - Pamiętasz? - zapytałem.

- Niestety.

Oboje przyłożyliśmy ręce do serca i powiedzieliśmy : Przysięgam z ręką na sercu, na mój bananowy shake który stoi w lodówce. Pustkę w głowie, ostatniego batona i Misia Roberta oraz Kota Alberta że nigdy więcej nie przestraszę swojego kochanego brata  żadnym Klaunem i innym złym stworzeniem które grasuję w ciemnościach mojego pokoju. Obiecuję! Obiecuję! Obiecuję! .

Po tej obietnicy, zawsze musieliśmy splunąć przez prawe ramie i przysięgnąć że nic takiego więcej się nie zdarzy. Niestety pisaliśmy ją jak mieliśmy zaledwie kilka lat, na nasze szczęście kartkę z tym jeszcze zachowaliśmy w domku.

- No to możemy iść do domu. - stwierdziłem.

- Jasne. - odpowiedziała Bell i schodziła powoli na dół.

Wracając do domu, powiedzieliśmy że nikt nie może się dowiedzieć o naszej obietnicy.. I tym wierszyku.

- Gdzie byłeś? - zapytał Logan witając Nas w pokoju.

- Musiałem coś przemyśleć. - uśmiechnąłem się do Bell. - Między Nami jest zgoda, i tak już powinno zostać. - Przytuliłem się do siostry.

- oo.. - skomentował Logan. - Jakie to słodkie. - uśmiechnął się.

Wszyscy spojrzeliśmy na Niego miną ' Co jest grane ' . Zaczęliśmy się śmiać. A Biedny Logan nie wiedział co ma ze Sobą zrobić.

- No co? - zapytał. - Też mam uczucia ! - tupnął nogą jak mała dziewczynka i poszedł na górę.

- heh. - zakończyłem. - Nie wiem jak Wy. - zacząłem ziewać. - Ale ja idę spać. Dobranoc.

- No ok. Też się położę. - Bell zwróciła się w stronę drzwi.

Dzisiejszy dzień uważam za udany, albo też i nie. Ech. Było trochę strachu, ale może i było to potrzebne. Cóż. Ważne że idę spać, i nie martwię się już o żadne Klauny i inne stworzenia.

Następnego dnia. 

- Bella. - zapukałem cicho do pokoju Maslowa. - Bella.. - zajrzałem przez drzwi. 

- Co? - mruknęła pod nosem. - Co chcesz? - zapytała.

- Chodź na moment. - machnąłem ręką. 

- No jestem. - odpowiedziała ziewając. - Co jest takiego ważnego, że mnie budzisz o 5? - zapytała spoglądając na zegarek na mojej dłoni. 

- Mam pomysł.. Jak chcesz się zemścić na Maslowie. - zatarłem ręce. 

- Mów. - powiedziała lekko ożywiona. 

- Przebierz się, ogarnij i zejdź na dół. Zrobię Ci kawę. - powiedziałem i poszedłem na dół. 

- Ech.. - westchnęła.

Kwadrans później.

- Żartujesz? - zapytała biorąc łyk kawy. 

- No właśnie nie. - zaśmiałem się. - Podoba Ci się ? - zapytałem. 

- Ale się uda? - zapytała drapiąc się po głowie. 

- Jeżeli wkręcimy w to Logana z Alice i Kendalla to na pewno! 

- Nie krzycz. - Bell lekko uderzyła mnie w ramię. 

- Co się tutaj dzieję? - zapytał zaspany Kendall wchodząc do kuchni.

- Usiądź i posłuchaj co wymyślił Carlos.. - powiedziała Bell. 

35 minut później. 

- Żartujesz? - powiedział Logan. krztusząc się sokiem. 

- Powoli. - poklepał go Kendall. 

- To nawet niezłe. - uśmiechnęła się Alice.

- Dobra. - powiedziała Bell wstając i nerwowo chodzić po kuchni. - Ale.. 

- Zawsze jest jakieś ale. - westchnąłem. 

- Słuchaj. Wszystko wszystkim powiedziałeś, ale musimy się zastanowić jak to zrobić aby było to w telewizji, no może nie tak żeby chłopak miał jakiś przypał.. I żeby tego nikt nie obejrzał bo będzie afera że BTR robi jakieś lewe akcje. 

- Wiem. Już zadzwoniłem do odpowiednich ludzi. - uśmiechnąłem się. No i to będzie pokazane, ale tylko w naszym telewizorze tak żeby James pomyślał, że to się dzieje naprawdę. - zaśmiałem się. 

- Dobra, dobra. - kiwnął głową Ken. - Ale jaką dziewczynę do tego weźmiemy? - zapytałem. 

- Więc.. zatarłem dłonie. - Będzie to.. Emma Watson. 

- Co?! Logan i Kendall od razu podnieśli się z krzesełek. 

- Jak to zrobiłeś? - zapytał Ken. 

- Ma się te znajomości. - zaśmiałem się. - Ale na serio, to znajomy wisi mi poważną przysługę i chcę to teraz wykorzystać. 

- Świetnie ! - ucieszyła się Bell. - Kiedy zaczynamy? - zapytała. 

- Musimy wykurzyć Jamesa z domu, tak żeby wszystko przygotować.

- Ok. - powiedziała reszta chórem. 

Siedzieliśmy w kuchni i rozmyślaliśmy nad zemstą. Aż w końcu przyszedł James. 

- Cześć! Co tam? - zapytał. 

- Cortez dzwonił bo chciał żebyś przyjechał do studia, musisz nagrać coś do dubbingu. - wytłumaczył Logan. 

- No ok. - odpowiedział po chwili namysłu. - Pozwolicie że napije się kawy, no i wtedy pójdę? - zapytał. 

- No jasne. Nawet Ci zrobię ! - powiedział Loggie. 

- Ok. 

Oczami Kendalla.

Nie wiedziałem że James da się tak nabrać. Muszę teraz szybko zadzwonić do Martina aby go ostrzec przed Maslowem.. Inaczej będzie nie ciekawie. Wymknąłem się do łazienki, wykonałem telefon i wróciłem po chwili. James już nie było. Uf. Wyrobiłem się. 

- Zadzwoniłeś? - zapytała Al. 

- No tak. Martin coś tam wymyśli. 

- Ok. To zaczynamy. - powiedział Carlos. 

Chłopaki ze sprzętem już przyszli, znalazła się też zmyślona dziennikarka. 

- Emma już jest? - zapytała Bell. 

- Zaraz się powinna pojawić. - wyglądał jej niecierpliwie Carlos. - Spóźnia się.. - westchnął. 

- Zaraz pewnie będzie. - uspokoiłem go. 

Pod dom w jednej sekundzie podjechał jakiś biały samochód, no a z Niego wysiadła nasza gwiazda.. Carlos od razu pobiegł do drzwi i zaprosił naszego gościa.

- Proszę. Prosto i w prawo do salonu. - Los prowadził Emmę do pokoju.

- Cześć. - powiedziała drobna dziewczyna o ładnych oczach i smuklej figurze. - Może się przedstawimy? - zaproponowała.

- Jestem Carlos. - Pena wystąpił z szeregu. I zaczął się cieszyć jak dziecko.

- Carlos.. - szturchnąłem kumpla.

- Co? - zapytał nie odwracając wzroku od naszego gościa.

- Masz chusteczkę. - podałem kumplowi.

- Po co? - zapytał lekko zdezorientowany. - Emma potrzebuję? - zapytał.

- Nie. Ty ! - zaśmiałem się. - Za bardzo się ślinisz. - wybuchliśmy śmiechem.

- Emma jak już poznałaś to jest Kendall wybawia Nas z kłopotów. - zaśmiał się.

- Dziękuję. - odpowiedziała dziewczyna. - To jest zapewne Logan. - wskazała na chłopaka.

- Tak. Logan Henderson. Miło poznać. - ujął jej dłoń, i lekko pocałował jak przystało na Gentlemana.

- Uroczo.. - uśmiechnęła się i przestawiłem resztę.

Dziewczyny od razu przypadły Sobie do gustu, polubiły się. Od razu omówiliśmy ' plan działania ' . Bella i Emma mają udawać kłótnie, jak tylko James wpadnie w sidła Emmy.. Miejmy nadzieję że to się wszystko uda, nie obyło się bez kilku prób.. Mamy nadzieję że wszystko wyjdzie po naszej myśli.

Półtorej godziny później. Oczami Jamesa. 

Padam, normalnie padam. Gardło mnie boli, trzeba zażyć jakieś proszki o ile coś znajdę w domu. Wysiadłem z samochodu dość wolnym lecz pewnym krokiem udałem się do domu, z nadzieją że jest coś do jedzenia. 

- Wróciłem! - oznajmiłem wchodząc do środka. 

Nikt się nie odezwał. Zajrzałem do salonu nie było nikogo, dziwne. Pomyślałem i od razu poszedłem na górę się przebrać, założyłem spodenki i wróciłem na dół. Zajrzałem do lodówki wynalazłem coś do jedzenia i zasiadłem w kuchni. 

Sekundy nie można usiedzieć w spokoju, bo się już tłuką do drzwi. Było wziąć klucze! - krzyknąłem i poszedłem otworzyć. 

- Cześć. Przepraszam że zakłócam Twój spokój, jestem.. 

- Emma Watson. - powiedziałem wycierając twarz brudną od ilości majonezu. 

- Tak. Przepraszam że przeszkadzam, ale popsuł mi się samochód, może to głupie ale czy mogłabym się u Ciebie odświeżyć przyjechałam tutaj wczoraj, bo nagrywam nowy film a byłam w jakimś obskurnym hotelu i nie mam jak dojechać na najbliższą stację bo jak już mówiłam samochód mi się popsuł. 

- yy.. - zaciąłem się. - Jaasne. Proszę wejdź. - Przepraszam za mój strój, pójdę założyć coś na Siebie. 

- Nie, nie musisz. - zaśmiała się i przejechała palcem po moim torsie. - Jest dobrze tak jak jest. 

Nie powiem to było przyjemne, ale muszę się opanować mam Isabell. Muszę się opanować. Ale Emma Watson w moim domu?! Szok.. Skup się Maslow! - skarciłem się w myślach...

I jak? Może być ;). Na część 2 zapraszam za kilka dni.. ;D. Przepraszam, ale gdybym to miała wszystko pisać trochę by mi to zajęło. Więc muszę podzielić to na 2 części.
Miłego czytania ! 

9 komentarzy:

  1. Uwielbiam ten rozdzial. Tyle intryg i zagadkowosci :) to jak Carlos i Bell sie pogodzili i te przyrzeczenie takie sweet. Jestem ciekawa co Emma wytrzasnie Jamesowi za numer i reszta oczywiscie. Ciekawe co to za chytry plan zemsty :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudny rozdział. Bardzo fajna ta przysięga Losa i Belli. Taka zabawna ,a zarazem urocza. Nie mogę się doczekać tej zemsty na Jamesie.
    Czekam na nexta ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przysięga Losa i Belli powaliła mnie.
    Czekam na zemstę na Jemesie
    Czekam <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Stado hien? Niezłe porównanie. Carlos trochę sobie nagrabił, ale nie się, że twórcy numeru z klaunami przyznają się do winy. Byłam pewna, że to zostanie w tajemnicy. Przysięga mnie powaliła. Dosłownie, bo zanim zaczęłam czytać dalej, przeczytałam to pięć razy. A potem myślę: "Ciekawe, co takiego wymyślił Carlos...". Później te "Lewe akcje". Do tej pory zastanawiam się, dlaczego właśnie Emma Watson? I mój wzrok mimowolnie idzie do pełnej serii "Harry'ego Pottera" na DVD. James był najlepszy. Taki skonfundowany. Rozdział prze-prze-prze cudny! Czekam na nn. Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten wierszyk czy tam przysięga, którą mówili była świetna ;D Czytałam ją kilka razy, bo tak mi się spodobała xD
    Ciekawe jak to dalej bd z Emmą ;) Już przejechała mu ręką po torsie, to domyślam się, że ta upozorowana kłótnia bd niezła ;D
    Już się nie mogę doczekać 2 części, chyba nie wytrzymam ;)
    No ale muszę, więc czekam na nn :***

    OdpowiedzUsuń
  6. No i przerwałaś w najmniej odpowiednim momencie ;x
    Czekam na 2 część ^^
    P.S. Niezła ta przysięga :D

    OdpowiedzUsuń
  7. W takim momencie?! Nie no... Proszę daj szybko następny!

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudny wierszyk na przysięgę ;3
    Czemu przerwałaś w takim momencie? :c
    Pozdrawiam i czekam na nn ;3
    Roksyy xx
    Ps. Zapraszam do mnie :) http://historia-clarywilson.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej! Nominuję cię do LBA, więcej u mnie http://szczesliwy-zaklad.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń