środa, 20 sierpnia 2014

Part 30.

James.. Och James..! Nie zrobimy Ci nic złego, chcemy tylko pogadać.... Nie uciekaj. 

- Nie ! - obudziłem się z krzykiem.. - Co za koszmar. - byłem cały mokry, musiałem się przebrać. Spojrzałem na zegarek, 3.18 . Jeszcze za wcześnie na pobudkę,  poszedłem do kuchni napić się wody i wróciłem do pokoju. Ponownie zamknąłem oczy.

Przed państwem młody, przystojny, utalentowany i jeden z członków nieistniejącego już zespołu Big Time Rush James Maslow ! Zapraszamy ! - zapowiedziała mnie prezenterka jakiegoś show. - James zaprosiliśmy Cię tutaj, abyś opowiedział Nam o Twojej nowej płycie.

- Mojej płycie? - zdziwiłem się gdy usłyszałem te słowa. 

- Tak. Nie pamiętasz już? - zapytała prezenterka. 

- Nie. - podrapałem się po głowie.. 

- James! - krzyknął ktoś z widowni. - Twoja płyta jest genialna! Ale szkoda że nie z BTR ! 

- Bez Big Time Rush? Oni, znaczy My? Co się stało? - rozejrzałem się po studio. 

- Czytaj. - dostałem przed swój nos gazetę.. - ''James Maslow który rozstał się z Isabellą Peną, postanowił także skończyć z zespołem BTR. Nie spodobało się to jednak chłopakom i zrobili mu wielką aferę. James nie wytrzymał i pobił swojego Przyjaciela Carlosa do nieprzytomności, potem zaciągnął go do opuszczonego budynku i podpalił go. Reszta znajomych odwróciła się od Niego, chłopak został sam, lecz po kilku latach milczenia postanowił uczcić Przyjaciół i nagrał dla Nich pożegnalne piosenki. ''  Ja? - zrobiło mi się sucho w ustach.. Nie mogłem złapać tchu. 

- Tak. Jak się dowiedziałeś że Bella Cię zdradza, postanowiłeś ją zabić, ale nie wiedziałeś że tylko na chwilę straciła przytomność. . Uniewinnili Cie, bo działałeś pod mocnymi środkami odurzającymi, które zostały Ci przepisane tuż po śmierci Twoich Rodziców.  Kendall i Logan odwrócili się od Ciebie, lecz Ty nie darowałeś im tego.. Logan przez Ciebie jest inwalidą, a Kendall wylądował w szpitalu Psychiatrycznym. - wyliczała na palcach co robiłem znajomym.. - Ale to nie wszystko.. - powiedziała. 

- Co jeszcze? - przeraziłem się. 

- Zaprosiliśmy do studia Twoich znajomych Logana Hendersona i Kendalla Schmidta, oraz Isabellę Penę.. Nigdy nie będzie już taka sama. 

- Logan! Kendall.. - poszedłem do Przyjaciół. - Oni złowrogo na mnie spojrzeli, a zza ich pleców wyszła Bella.. 

- Usiądźcie. - wskazała prezenterka na wolne miejsca. 

- Dziękujemy. - odpowiedzieli razem. 

- Bella czy możesz w końcu Nam się pokazać w całości. - poprosiła dziewczynę. 

- Wolałabym nie, ale tabloidy i internet już znają prawdę przed operacją, a teraz wyglądam chyba lepiej. - odpowiedziała drobna Blondynka. 

- Jesteśmy z Tobą. - Kendall złapał ją za dłoń. 

- Puszczaj ją! - krzyknąłem. 

- Nie zbliżaj się do mnie Maslow! - uniosła się.. - Wtedy w tym domu, to przez Ciebie cierpiałam, przez lata nie wychodziłam z domu.. Bałam się, moi jedyni Przyjaciele to Kendall i Logan. Ale nie Ty. Nie zbliżaj się do mnie, zabiłeś mojego brata. Powinieneś zgnić w więzieniu! - krzyczała. 

- Csii.. - uspokój się. - Przytulił ją Kendall. - Udowodnij mu że jesteś twarda. 

Bella odsłoniła chustkę którą miała na twarzy, miała pół wypalonej twarzy i przełyk. Wyglądała okropnie, lecz mnie coś poruszyło, chciałem do Niej podejść, lecz wyciągnęła jakąś małą buteleczkę i zwróciła się w moją stronę.. 


- Nie! - podniosłem się z łóżka z krzykiem.

- James co Ci się stało? - zapytała siedząca obok Bella.

- Zły sen, która godzina?

- Za piętnaście dziesiąta. - odpowiedziała ze spokojem. - Co Ci się śniło?

- Nic, nic. Nic takiego. - otarłem pot z czoła. - Wierzysz w sny ? - zapytałem siadając na łóżku.

- W sny? - spojrzała na mnie z pod oka, i zaśmiała się. - Kochanie. Kiedyś może tak, ale nie teraz. Idź do łazienki, weź zimny prysznic i chodź na śniadanie. - podskoczyła do mnie i ucałowała mnie w policzek.

- Jasne, jasne.

Poszedłem do łazienki i wziąłem szybki zimny prysznic, aby się obudzić. Wskoczyłem w jakieś ciuchy i zszedłem na dół, gdzie siedzieli już wszyscy. Bella była strasznie podekscytowana.

- Nie uwierzysz co się stało! - radośnie machała rękami.

- Powiedz. - usiadłem obok Niej nalewając Sobie kawy.

- Jutro o 9 wystąpię u April w programie ' Młode gwiazdy ' - cieszyła się jak dziecko, któremu dano cukierki, oczy jej się świeciły jak małe brylanciki.

- Ale w takim stanie? - zapytałem.

- Dam radę. David będzie tutaj godzinę przed, i pomoże mi dotrzeć do studia.

- No ok. Ale może przełóż wywiad, wszyscy zrozumieją.. - spojrzałem na Bell.

- Jak to? - spojrzała na mnie i wyjęła telefon z kieszonki. - Przepraszam. - odebrała i mina jej zrzedła..

- Coś się stało? - zapytałem jak skończyła rozmawiać.

- Ukończyłeś jakieś specjalne studia? Czy co?! - naskoczyła na mnie. - Przenieśli mi wywiad, na kilka tygodnia dalej.. - spiorunowała mnie wzrokiem.

- Ale przynajmniej noga Ci się wyleczy. - powiedział Logan.

- Może.. - westchnęła.

Kilka tygodnia później. ( Nie chciało mi się opisywać całego dnia, więc przeskoczyłam kilka dni dalej )


Oczami Belli. 

- Jesteś gotowa? - zza drzwi do można było usłyszeć głos zniecierpliwionego Pablo. 

- Moment! - krzyknęłam. - Muszę założyć inne buty. 

- Kobiety. - westchnął Logan. 

- Henderson.. - warknęłam pod nosem. - Idę! - krzyknęłam. 


















- Pasuję? - zapytałam i okręciłam się w około własnej osi. 

- No, no.. - klasnął w dłonie Pablo. - Wyglądasz cudownie! - podskoczył z radości. - Kochanie musimy iść, wywiad nie będzie czekał! Buziaczki! - pomachał reszcie i wyszliśmy. 

Całą drogę zastanawiałam się co mam powiedzieć, i nic nie przychodziło mi do głowy. Niby moja kariera się rozwija, ale to mój pierwszy wywiad z publicznością.. Więc mam prawo się bać, i boje się cholernie. Ale wszystko powinno być dobrze, powtarzałam to Sobie w myślach. Gdy dojechaliśmy na miejsce, studio wyglądało jak wielki wieżowiec.. Miałam jeszcze większą tremę niż wcześniej, udaliśmy się z Pablo na 6 piętro, tam od razu skierowano Nas do garderoby a tam krótka poprawa makijażu. David poszedł ze mną do studia, lecz usiadł na widowni w pierwszym rzędzie..

- Witam Los Angeles! - do studia weszła April. - Jak się macie? - pomachała do publiczności. - Dzisiaj w naszym studio gościmy młodą gwiazdę wypromowaną przed znanego producenta muzycznego Davida Dasha, który dzisiaj za siaduje na widowni. - wskazała na Davida. - Zapraszamy do studia Isabellę Pena! - rozbrzmiały głośne brawa i okrzyki.

- Dzień Dobry. - weszłam do studia i przywitałam się z April.

- Witaj, witaj. Usiądź proszę. - wskazała mi miejsce. - Jak się czujesz? - zapytała.

- Dziękuję dobrze. - uśmiechnęłam się.

- Mam do Ciebie mnóstwo pytań.. - zaśmiała się. - Zacznę od początku. Kiedy narodziła się u Ciebie pasja do muzyki?

- To było dawno, kiedyś pojechałam na obóz muzyczny, po którym całkowicie się zmieniłam. Była to historia podobna do Camp Rock. - zaśmiałam się.

- Spotkałaś tam swojego Shane`a? - poruszyła znacząco brwiami.

- Trudno w to uwierzyć, ale nie. - zaśmiałam się. - Ale poznałam prawdziwych Przyjaciół, z którymi przyjaźnie się do dziś.

- Dzisiaj jesteś już młodą gwiazdą, jak się z tym czujesz? Nie krępuje Cię to że idąc przez miasto, podąża za Tobą stado Paparazzi?

- Nie. Mając sławnego brata mogłam się do tego przyzwyczaić, zawsze byłam Sobą i tak też pozostanie, nie czuje się jakoś inaczej. To że nagrałam płytę, to nie zmienia stylu mojego życia. Nadal jestem tą samą osobą którą byłam wcześniej.

- A jeżeli byś nie została piosenkarką? To jaki byłby Twój cel w życiu?

- Chciałabym być stylistką albo zająć się robieniem zdjęć. Chociaż fotografia i tak jest w moim życiu. - zaśmiałam się.

- Gdyby nie Carlos to nigdy byś nie poznała chłopaków? - zapytała i wyczekiwała odpowiedzi.

- Odkąd pamiętam to gdy Carlos spotykał się z chłopakami, ja zawsze chciałam się z Nimi bawić, lubiłam ich towarzystwo. - uśmiechnęłam się.

- Carlos nie miał nic przeciwko temu?

- Oj.. - machnęłam ręka. - Ile razy próbował mi uciekać, tyle razy musiał mnie ze Sobą zabierać. - April zrobiła dziwną minę. - Już tłumaczę.. Carlos gdy tylko miał kumpli przy Sobie, zawsze się zmywał gdy byłam w pobliżu, a ja go szantażowałam i niestety musiał mnie ze Sobą zabierać. Więc teraz Carlos Przepraszam że nie dawałam Ci żyć. - posłałam mu buziaka.

- Przyjaźnisz się z aktorami, albo celebrytami? - zapytała z uśmiechem.

- Trzeba zjeść beczkę soli, aby nazwać kogoś Przyjacielem. Lecz ja mam chłopaków i Alice z którą przyjaźnie się od kilku dobrych lat, może to nie jest gromada znajomych, ale kilku prawdziwych Przyjaciół zastępuje całe miliony fałszywych twarzy.

- Jesteś nieśmiała?

- Zależy od sytuacji. Bywają chwilę gdy onieśmiela mnie uśmiech Faceta, i wtedy nie ruszę się wcale, ale zdarzają się sytuacje gdy wystrzelam jak z armaty i nawijam makaron na uszy.

- Jak już nadszedł temat Facetów..

Wywiad trwał jeszcze jakiś czas, aż w końcu musieliśmy powoli kończyć, i April zadała serię kilku pytań..

- Teraz odpowiadaj bez namysłu. - zaśmiała się.

- Jasne.

- Wybierasz szpilki i sukienki? Czy dżinsy i trampki..?

- To zależy od sytuacji, ale lubię luz i elegancję. - zaśmiałam się.

- Twoje popisowe danie..?

- Lubię eksperymentować w kuchni. - zarumieniłam się.

- Chciałabym nauczyć się..?

- Wierzyć w Siebie i ufać ludziom.

- Płaczę..?

- Jak mam powód, gdy ktoś mnie zrani albo ze szczęścia!

- Kłamię wtedy gdy..?

- Gdy muszę.

- Wymarzona randka..?

- Już się odbyła.

- I moje ostatnie pytanie.. - Jakie jest Twoje motto ?

- Pamiętaj bądź Sobą, bo wszystkie inne role są już zajęte!

- Dziękuję. Dzisiaj moim i Waszym gościem była Isabella Pena! Gorąca brawa !

Wywiad się skończył i musieliśmy wracać do domu, szczęśliwa lecz nie co zmieszana powolnym krokiem udałam się do auta z Pablo i Davidem.

- Wiecie co? - zapytałam chłopaków. - Jakoś ten wywiad nie wydaje mi się udany. - powiedziałam i czekałam na reakcję chłopaków.

- Było dobrze. - rzucił Dav po czym szykował następny.

- No właśnie.. Nie było, sknociłam go całkiem. - westchnęłam.

- Skarbie. - odezwał się Pablo. - Każdy pierwszy wywiad nie musi być najlepszy, poczekaj na inne, będzie jeszcze lepiej.  - pocieszył mnie.

- Ech. - spoglądałam w okno..

Reszta drogi przebiegła w milczeniu, no i w końcu mój przystanek.. Wysiadłam i udałam się do domu. Wszyscy tam czekali aby złożyć mi gratulację, lecz wiedziałam że wyszło do bani.

- Już nie musicie tak ściemniać, wiem że wyszło nie najlepiej.. Ale się starałam. Wychodzimy gdzieś? - rzuciłam szybko.

- Jasne. - kiwnął głową Carlos.

- Chodźcie do Parku Rozrywki podobno otworzyli jakiś w Beverly Hills. Jest świetny! - zasugerował Kendall.

- No to jedziemy! - krzyknęliśmy.

- A potem możemy skoczyć na Paintball! - odezwał się Loggie.

- Świetny pomysł! - dodałyśmy z Al. - Rozwalimy Was ! - dodała Brunetka.

- Nie bądźcie tego takie pewne. - skomentował James. - Będziecie musiały się rozdzielić, ponieważ jest tylko 6 osób, a Wy jesteście we dwie.. I nie dacie rady. - skomentował.

- Jeszcze się okaże.. - skomentowała cicho, lecz tajemniczo Al. - Was jest 4 ale jak zawołamy do Nas posiłki, to nie dacie Sobie szans.

- Jakie posiłki? - załamał się Carlos.

- Normalne. - odparłam. - Weźmiemy z Al jakieś 2 koleżanki, i wtedy będziecie cienko śpiewać. - zaśmiałyśmy się szyderczo.

- Jeszcze się okaże, kto będzie nisko śpiewał. - zagroził Kendall.

- Zakładzik? - spojrzałyśmy na Siebie z Al.

- Jasne! - wesoło krzyknęli. - Kto przegra to przez okrągły tydzień. Przez okrągły powtarzam usługuje wygranym. - dodał Kendall i zapisał to na kartce, po czym wszyscy musieli to podpisać.

- Ok.

- Przepraszam ! - krzyknął Carlos i stanął na krześle. - Ogłaszam że jeżeli pokonamy dziewczyny to zostajemy na tydzień ich służbą. Lecz w przeciwnym przypadku, to dziewczyny Nam będą wszystko przynosić, odnosić i sprzątać. Podpisano Carlos, James, Logan i Kendall.

- Ok.. - odparłyśmy z wielkim grymasem.

- W drogę! - krzyknęli chłopcy i wyszliśmy z domu.

Jakiś taki krótki, nie ciekawy i w ogóle wyszedł mi ten rozdział, bo wyszedł. Postaram się aby akcja się trochę ruszyła.. I mam na to parę sposobów... ^^. 

środa, 6 sierpnia 2014

Part 29.

Po wczorajszej imprezie, wstałam rano wcześnie chwilę przed 7. Próbowałam wstać z łóżka, lecz na marne ból kostki nie pozwalał mi nic zrobić.

- James. - szturchnęłam chłopaka. - Wstawaj.

- Co jest? - przetarł oczy i spojrzał na mnie. - Która godzina?

- 7 . - odparłam. - Ale to nie jest ważne, spójrz na moją kostkę! - podniosłam nogę.

- Cholera! - złapał się za głowę, wstał z łóżka i zaczął się szybko ubierać.

- Co robisz? - spojrzałam na Niego jak na wariata.

Oczami Jamesa. 

Spojrzałem na kostkę Bell wyglądała tragicznie, była spuchnięta i widać że to ją bolało. Szybkim krokiem skorzystałem z toalety i ubrałem się. To samo uczyniła Bella. Powoli zeszliśmy na dół tak aby nikogo nie obudzić. 

- Napij się kawy. - zaproponowała Bell podskakując do ekspresu. 

- Co Ty robisz? No co? Pytam się! - podniosłem głos. - Siedź sam to zrobię, nie przemęczaj się. 

- Mówisz jakbym co najmniej była w ciąży. - zaśmiała się. 

- Siedź tutaj i się nie ruszaj, poproszę Carlosa o pomoc. - szybko pobiegłem na górę do Latynosa. - Carlos wstawaj, musisz mi pomóc. - powiedziałem. 

- Co jest? - zapytał zaspany i ledwo skacowany. 

- Wstawaj i za chwilę widzę Cię na dole. - szybko mu powiedziałem i poszedłem na dól do Bell. 

- Gdzie Carlos? - spytała Bell popijając wiśniową herbatę, jej aromat roznosił się po całej kuchni. 

- Zaraz przyjdzie, jak tam kostka? Boli? - podszedłem do dziewczyny i przytuliłem ją. - Może nie będzie tak źle, jak Ci ją nastawią. - pocieszyłem ją. 

- Co?! - wzdrygła się. - Ale to boli, ja wolę w gips. - skomentowała. - Cholera! Przecież jak na wywiady będę chodziła? - zmartwiła się i odstawiła kubek z herbatą na bok. 

- Damy radę, zawsze dajemy. - pocałowałem ją w policzek. - Carlos. - klasnąłem w dłonie. - Musisz mi pomóc zaprowadzić Bellę do szpitala, zobacz na jej kostkę. 

- ouu.. - skomentował Los. - Było tak nie szaleć w nocy. - zaśmiał się. - James nie wiedziałem że z Ciebie taki Ogier. - wybuchł śmiechem. 

- Carlos.. - Bella zmierzyła go wzrokiem. - Wczoraj wieczorem, się przewróciłam bo biegłeś do domu i, lekko mnie szturchnąłeś. Więc teraz jazda do szpitala! - podniosła głos i pomogliśmy jej dojść do samochodu.

Jechałem jak na złamanie karku, niby to tylko noga ale jednak trzeba jechać. Nie obyło się bez Policji.. Przejechałem na czerwonym świetle a zza krzaków wyskoczył Policjant. No Sorry, ale musiałem się śpieszyć. Podwiozłem Bell pod szpital, Carlos pomógł jej dojść do środka a ja poczekałem przed szpitalem, ze spuszczoną głową na Policjanta aż zrobi mi awanturę..

- Czy Pan nie widział czerwonego światła?! - krzyknął a ja spojrzałem na Niego.

- Cameron? - zdziwiłem się. - Cameron Strip? - powtórzyłem.

- A Paa.. - spojrzał na mnie. - James? James Maslow? - zapytał.

- No cześć ! - przywitaliśmy się. - Co Ty tutaj robisz? - zapytałem mega zdziwiony.

- Jestem na stażu. Przeprowadziłem się tutaj, i zaczynam nowe życie! - podskoczył z radości. - Gdzie tak pędziłeś? - zapytał.

- Pamiętasz Carlosa i jego siostrę? - zapytałem.

- Carlosa? I jego Kluchę - Puchatka? - zaśmiał się.

- No tak! Zawoziłem ją do szpitala, coś Sobie w nogę zrobiła. - odpowiedziałem i czekam na Nią.

- Poczekam z Tobą. - zaproponował i oparł się o samochód.

Tymczasem w szpitalu.

Bella i Carlos czekali na jakiegoś lekarza, w końcu korytarzem szedł młody lekarz. 

- Przepraszam. - zaczepił go Latynos. - Mógłby Pan Nas przyjąć? - spojrzał na Bell, blondynka się lekko uśmiechnęła. 

- Coś się stało? - zapytał spoglądając zalotnie na Bellę. 

- Siostra miała mały wypadek, kostka jej bardzo spuchła i nie może chodzić. Niech Pan zobaczy sam. 

Lekarz podszedł z w stronę Belli obejrzał jej kostkę i zaprowadził na prześwietlenie. Po kilku minutach znaleźli się w jego gabinecie.. 

- Więc ma Pani skręcenie, zwichnięcie i naderwanie stawu skokowego. - wyjaśnił. - Zakładamy gips. - powiedział i kazał jej się położyć, tak żeby było wygodnie wykonać zabieg. 

Lekarz w szybkim czasie zrobił to co do Niego należało, fachowo założył gips a dziewczyna musiała z Nim siedzieć przez 3 tygodnie. 

- Proszę oszczędzać nogę, i nie wychodzić na słońce. - zaczął wypisywać receptę, i spojrzał na Bellę. - No będzie Pani musiała wypoczywać, i oszczędzać nogę. 

- Ale ja mam właśnie, teraz najważniejszy okres w moim życiu.. - zaczęła tłumaczyć. - Zaczynam swoją karierę, więc będę musiała trochę podróżować. - wytłumaczyła i spojrzała błagalnie na lekarza. 

- Ech.. - westchnął. - Wypiszę Pani jakieś tabletki, jeżeli noga zacznie Panią boleć proszę wziąć tabletkę. Nie chcemy aby stała się Pani krzywda. - uśmiechnął się tajemniczo.

- Jasne.. - dziewczyna odpowiedziała z lekkimi obawami.

- Proszę przestrzegać moich rad. W sklepie proszę kupić Kule łokciowe, aby lepiej się Pani chodziło.

-Dobrze. Dziękuję. - odpowiedziała i wyszła. Carlos czekał na Nią przed salą.

- Chodź muszę kupić kule, żeby mi się chodziło lepiej. - powiedziała.

- Poczekaj to ja zaraz skoczę do sklepu. - powiedział i szybko się udał na zakupy.

Bella czekała na brata, nie opodal zauważyła Amandę.. Dziewczynę Jack`a jej byłego chłopaka.. Udała że jej nie zauważyła, lecz Ona do Niej podeszła i zaczęła rozmowę.

- Bella co Ci się stało? - podeszła i zapytała dziewczynę z wielkim smutkiem.

- Nic mały wypadek. - odpowiedziała niechętnie i zaczęła rozglądać się za bratem.

- Czekasz na kogoś? - zapytała z ciekawością.

- Carlos poszedł mi kupić kule, żeby lepiej mi się chodziło. - powiedziała i uśmiechnęła się do Amandy, zauważyła że dziewczynę coś gryzie.. - Coś się stało? - zapytała.

- Nic takiego. - westchnęła i spojrzała na telefon który kluczowo trzymała w dłoniach.

- Może nie jesteśmy najlepszymi Przyjaciółkami, ale widzę że coś Cię gryzie.. - wydusiła to z Siebie z niechęcią. - Wpadnij dzisiaj do mnie, to porozmawiamy. - zaproponowała Pena.

- Dziękuję. - odpowiedziała i na jej ustach pojawił się mały uśmiech.

- Przepraszam ale właśnie idzie Carlos, odezwij się. Numer znasz. - kiwnęła głową i wstała.

- Jasne. Dzięki, Pa!

Kilka minut później. Oczami Jamesa. 

- Pamiętam to dobrze ! - śmiał się Strip. - No może nie była cudowna. 

- Ale teraz jest inaczej. - pokiwałem głowa. 

- Co to za dziewczyna obok Carlosa? - Strip spojrzał w stronę Carlosa, przeczesał palcami włosy i poprawił strój. 

- Co tak długo? - zapytałem, gdy Bell i Carlos podeszli. 

- Przepraszam bardzo że musieli założyć mi gips. - oburzyła się Blondynka. 

- Cameron?? - zdziwił się Pena. - Co Ty tutaj robisz? - zapytał drapiąc się w głowę. 

- Jestem na stażu. - uśmiechnął się i poprawił włosy. - Może przedstawicie mnie koleżance? - patrzył na Bell jak zahipnotyzowany. 

- Cameron.. - zacząłem ją przedstawiać. - To jest Bella siostra Carlosa. - mrugnąłem porozumiewawczo. 

- Kluu.. - zaczął. - Znaczy Bella? - wybałuszył oczy. - Zmieniłaś się, na lepsze. - uśmiechnął się łobuzersko. 

- Tak. Klucha - Puchatek już dorosła.. - odpowiedziała zadowolona. - Widzisz jednak nie jestem już taka duża jak wcześniej. - dodała. - Kochanie możemy jechać? - podeszła do mnie i przyssała się do moich ust. 

- To Wy? Że razem? - dodał zszokowany Cam. 

- Tak. A teraz przepraszamy, ale musimy jechać. - machnęła Bell. - Mam kilka spraw do załatwienia.. Na razie.. Jak tam Ci leciało? Aaa.. Cameron. Prawda. - zgrywała się z Niego.

- Kurde. - palnął się w czoło. - Przegiąłem?

- Może trochę.. - skrzywił się Carlos. - Wpadnij wieczorem do Nas, pogadamy jak za dawnych czasów. - podał mu rękę i pojechaliśmy.

Bell siedziała i ostro pisała z kimś SMS-y. Była strasznie skupiona, bo nie odezwała się ani słowem do Nas. Gdy dojechaliśmy do domu, powoli wysiadła z samochodu.

- Jak tam? - zapytał przejęty Kendall, pomagając usiąść Bell na krześle.

- W porządku. - odparła z uśmiechem, spoglądając na Jamesa. - Dostałam jakieś tabletki, w razie jakby mnie noga bolała.

- Kochana. - do kuchni przybiegła zmartwiona Al. - Co tam z nogą? - zapytała i usiadła uważnie słuchając co mówi Bell.

- Skręcenie, zwichnięcie i naderwanie stawu skokowego. - powiedziała. - Ale nie jest tak źle, dzisiaj przychodzi moja znajoma. Więc zrobimy babski wieczór. - klasnęła wesoło w dłonie.

- To świetnie. - odpowiedziała Al. - Ale dzisiaj nie mogę, obiecałam Loganowi że pojedziemy do jego Dziadków.. - westchnęła. - Ale bawcie się dobrze. - przytuliła ją, i poszła się pakować na górę.

- No cóż. Pójdę ogarnąć pokój. - powiedziała i powoli szła na górę.

- Może Ci pomóc? - zaproponowałem.

- Nie dziękuje. Dam Sobie radę. - cmoknęła mnie w policzek i poszła na górę.

Oczami Belli. 


Strasznie mnie zdziwiła reakcja Amandy, nie miałyśmy stosunków Przyjacielskich, a teraz taka zmiana kto by pomyślał? Dziwnie się czuję, źle mi z tą nogą tak.. Ciężko? Tak to właściwe porównanie, a może gorzej? Czuje się jakbym miał kamienie w tej nodze, spać nie wygodnie, kąpać się też nie.. Ech. A Mama mówiła " Kochanie uważaj na schodach, jak pada deszcz albo śnieg. Możesz Sobie zrobić krzywdę  " . No ale jajko musi być mądrzejsze od kury. Postanowiłam że trochę się ogarnę, i zejdę na dół. Ciekawe co Amanda ode mnie chcę.. 

Kwadrans później. 

- A jakieś ciastka są? - zaczęłam nerwowo szukać czegoś po szafkach, lecz na marne Carlos wszystko zjadł. 

 - Zaraz pojadę z Jamesem po jakieś zakupy, tylko napisz listę. - powiedział Kendall. 

- Ale Carlos zjadł ciastka, więc niech On jedzie. - wskazałam palcem na brata. 

- Pojadę z Nimi. - odpowiedział, i ruszał się jakby miał jakiś złom w spodenkach, szedł wolnym i nie pewnym krokiem. - A kto zostanie w domu z Tobą? - zapytał. 

- Jest Jeszcze Loggie i Al. - uśmiechnęłam się. 

- Jasne. 

Gdy chłopaki wyszli z domu spoglądałam co chwilę na telefon aby sprawdzić za ile wrócą, minęło jakieś 10 minut i na dół zeszli Państwo Henderson..

- Bell my musimy już iść. - powiedział Logan spoglądając ukradkiem na Alice, która wyglądała oszałamiająco.

- Jasne, dam Sobie radę. - uśmiechnęłam się.

- To idziemy.. - odpowiedziała ciężko Alice.

- Idź. - kiwnęłam głową. - Będzie dobrze, szepnęłam jej na ucho i wyszli.

Chwilę po Nich w domu rozległ się dźwięk dzwonka, podeszłam do drzwi przez Judasza zauważyłam Amandę.

- Wejdź. - otworzyłam drzwi.

- Dziękuję. - kiwnęła głową i weszła do salonu.

- Siadaj. - wskazałam na kanapę. - Chłopaki zaraz powinni przynieść coś dobrego.

- Dlaczego mnie zaprosiłaś? - podniosła głowę i spojrzała mi prosto w oczy.

- Powiedz co Cię dręczy, widziałam w szpitalu że coś jest nie tak.

- Bo.. - zaczęła mówić lecz do domu weszli chłopcy.

- Wróciliśmy ! - krzyknęli zadowoleni. - Mamy wszystko co potrzebne. Bella! - odezwał się Carlos.

- Jestem w salonie.

- Może przeszkadzam? - zapytała Am.

- Przestań. - kiwnęłam ręką.

- Ja też jestem. - krzyknął uradowany Cameron.

- Jeszcze tego tutaj brakowało. - westchnęłam ciężko..

- Bell.. - wszedł Carlos. - Cześć Amanda. Słuchaj, jest dzisiaj mecz. Możecie iść do pokoju? - zapytał robiąc minę szczeniaka.

- Ech. - spojrzałam na Am. - Chodź może do kuchni, tam będziemy miały wszystko pod ręką.

- ok. - zaśmiała się i pomogła mi wstać..

Udałyśmy się do kuchni, zrobiłam nam czekoladę i mogłyśmy spokojnie porozmawiać..

- Co się stało? - zapytałam Amandę.

 - GOOL..! - z pokoju rozległ się krzyk chłopaków.

- Przepraszam za Nich. - spaliłam buraka..

- Ok. Chodzi o to że to było podczas imprezy u kolegi był Jack, no i powróciły dawne wspomnienia.. Niestety wróciliśmy do Siebie. - spuściła głowę, jakby to było coś strasznego.

- To świetnie. Cieszę się waszym szczęściem. - uśmiechnęłam się.

- Ale to nie koniec. - odpowiedziała. - Teraz zaczynają się schody. Trochę wypiłam i wyszłam z Abramowskim.. Poszliśmy do jego domu, lecz nagle przyszło mu na wspomnienia. Wrócił do mnie i tego dnia zrobiliśmy to.

Nie mogłam wypowiedzieć żadnego słowa, w gardle powstała mi wielka gula, nie mogłam przełknąć śliny.. Świat mi się zatrzymał.

- I co później? - otrząsnęłam się z szoku.

- Jestem w ciąży, 3 miesiąc. - pokazała mi USG.

Oczy mi się zaszkliły, serce zaczęło szybciej bić i cała rozpromieniałam.

- Gratuluję! - uściskałam koleżankę.

- Dziękuję. - na jej twarzy zagościł smutek. - Ale chyba muszę usunąć ciąże. - powiedziała stanowczo.

- Nie możesz! - podniosłam głos. - A jak Jack się o tym dowie?

- On wyjeżdża, nie powiedziałam mu o tym. - szepnęła.

- To powiedz. - podałam jej telefon.

- Nie mogę.. - odpowiedziała.

- Zadzwonię sama do Niego i zaraz się z Nim spotkamy, tutaj nie daleko w kawiarence. - powiedziałam i zadzwoniłam do chłopaka.

Kilka minut później. 

- Chłopaki wychodzę ! - krzyknęłam i założyłam bluzę.

- Gdzie? - przybiegł Carlos.

- Mam coś ważnego do załatwienia, za godzinę góra dwie będę w domu.

- Przyjadę po Ciebie. - powiedział i wrócił biegiem do pokoju.

Amanda nie chętnie szła na to spotkanie, co chwilę nerwowo bawiła się paznokciami. Dotarłyśmy na miejsce, usiadłyśmy w oddali sali. Tak żeby nie zwracać na Siebie wielkiej uwagi.

- Myślisz że przyjdzie? - zapytała przeglądając kartę.

- No a jakby inaczej? - dodałam.

- Co podać? - do stolika podeszła młoda dziewczyna, widać że dopiero się uczyła, bo niezdarnie trzymała notatnik.

- Sok pomarańczowy, dwa razy poprosimy.

Skinęła głową i odeszła. Chwilę później na horyzoncie pojawił się Jack..

- Cześć Bella.. - otworzył usta ze zdziwienia gdy zobaczył Amandę. - Co Ona tutaj robi? - zapytał siadając na krześle.

- Amanda musi Ci coś powiedzieć. - spojrzałam na dziewczynę, była blada jak ściana. - Możesz zaczynać. - kiwnęłam głową.

- Proszę o to soki. - kelnerka postawiła je, i odeszła.

- No słucham. - złożył ręce i spojrzał na dziewczynę.

Wzięła głęboki oddech.. - Jack wiesz że po ostatniej imprezie, trochę wypiłeś i zebrało Ci się na zwierzenia, a później.. zatrzymała się.

- Mów. - spojrzał na Nią i na zegarek.

- Śpieszysz się gdzieś? - skarciłam go wzrokiem.

- Nie. Już nie. - odpowiedział, spuścił głowę i słuchał Amandy.

- Po tym jak zaczęliśmy rozmawiać, zacząłeś mi wyznawać swoje uczucia i wtedy wylądowaliśmy razem w łóżku.

- Co? - zachłysnął się powietrzem, wziął łyk soku od Amandy.

- Tak! - podniosła głos. - Proszę patrz. - pokazała mu zdjęcie USG.

- Czy to? Czy Ty? - spoglądał na mnie, Amandę i zdjęcie.

- Tak. Jestem w ciąży, będziemy mieli dziecko, a Ty jesteś Ojcem. - uśmiechnęła się, wzięła jego dłoń i przyłożyła do brzucha.

- Będę Ojcem.. - na jego policzkach ukazały się łzy, lecz nadal się uśmiechał.

- Gratuluję Wam! - szeroko się uśmiechnęłam.

- Ale mamy problem. - otrząsnął się Jack.

- Co się stało? - zapytałam równocześnie z Am.

- Dostałem rolę w jakimś filmie i będziemy musieli wyjechać.. - otarł łzy i spojrzał na Nas.

- Mówi się trudno, jak mus to mus. Będziemy się zbierać? - zapytała Jack`a.

- Ale wesele zrobimy tutaj! - krzyknął i klęknął przed Amandą.

- Co?! - zapytała zdziwiona. - Jack wstawaj, nie rób z Siebie głupka.

- Nie robię. Amanda wyjdziesz na mnie? - zapytał i naszym oczom ukazał się piękny pierścionek.

Spoglądałyśmy z Amandą na Siebie.

- Powiedz Tak!

- Tak! - krzyknęła i Jack włożył jej palec na pierścionek.

- oo.. - można było to usłyszeć, zza lady. - Romantyk! - mówiły dziewczyny.

- Nie chcę Wam przeszkadzać w takiej chwili, ale muszę już iść do domu.

- Jasne, jasne. - odpowiedzieli i patrzyli Sobie prosto w oczy, a ja cicho się zmyłam i udałam do domu..

Szczęście moje że trafiłam na Carlosa który podjeżdżał samochodem z moją stronę.

- Podwieźć gdzieś? - zapytał żartobliwie.

Zaśmiałam się i udaliśmy się do domu, chłopaki jeszcze oglądali mecz, a ja udałam się na górę i od razu rzuciłam na łóżku. Szalony lecz romantyczny koniec dnia..