niedziela, 28 września 2014

Part 33 . Część 2.

Nie rozumiem, ja chciałem się tylko z Nimi zabawić. A tutaj proszę jakaś koperta? Z ciekawości zajrzałem..

- No nie wierzę. - szczęka mi opadła, w środku znalazłem okrągły tysiąc.. - Czy ja jestem tym kim myślę? - zastanawiałem się głośno. - Pena, Pena. Obudź się. - ubrałem się i poszedłem na dół, myśląc cały czas o tych pieniądzach. - Może to i dobry interes? Przyjemność i łatwa kasa w jednym. - mruczałem cicho Sobie pod nosem.

- Cześć. - od progu przywitała mnie z kawą Eva. - Pomyślałam że będziesz miał ochotę na kawę. - podała mi kubek z napojem.

- Dziękuję. Nie wiesz może co to jest? - pokazałem jej kopertę. - Zauważyłem to na stoliku, podpisane moim imieniem.

- Ach.. To. - machnęła dłonią. - To od Natalie, mówiła że poleci Cię swoim koleżankom, bo jesteś całkiem dobry w te klocki. - uniosła lekko brew.

- Ale..

- Bez żadnego ale. A to jest ode mnie. - wręczyła mi kopertę. - Nic nie mów, tylko weź i pamiętaj, zawsze możesz na Nas liczyć. - cmoknęła mnie w policzek. - Przepraszam ale muszę już iść. - powiedziała i wyszliśmy.

Poszedłem do samochodu i nie wierzyłem własnym oczom, w jedną noc zarobić 2 tysiące.. To może trochę i dziwne ale mi się chyba spodobało.. Łatwa kasa, no i nie muszę się dużo męczyć a ile przyjemności. Cieszyłem się sam do Siebie. Wracając do domu postanowiłem zajechać do piekarni i kupić coś na śniadanie. Szybko pojechałem do domu i zrobiłem małe śniadanie.

- Cześć. - do kuchni weszła Alice. - Gdzie byłeś w nocy? - spytała spoglądając na stół. - Sam to zrobiłeś?

- Tak. Smacznego, siadaj. - uśmiechnąłem się. - Kawy czy herbaty? - zaproponowałem.

- Kawy chętnie. Ale gdzie byłeś w nocy? - drążyła temat.

- Na randce. - uśmiechnąłem się na samą myśl o kasie.

- aa.. - mruknęła.

- Cześć Kochanie. - z góry zszedł Logan całując Alice. - Carlos. Zrobiłeś śniadanie? - zdziwił się.

- Tak. Miałem taką ochotę. - zaśmiałem się.

Po chwili przyszli także James i Kendall, byli zaskoczeni śniadaniem. Ale zajadali je ze smakiem. Nie powiedziałem im za jaką przyjemność mają to śniadanie.. Może niech nie wiedzą.

- Może byśmy wypożyczyli rowery, no i pojechali gdzieś na wycieczkę? - zaproponował Kendall.

- Ok. Świetny pomysł. - ucieszyłem się, ale radość przerwał mi telefon.. - Nie znam tego numeru. Przepraszam Was na chwilę.. - poszedłem do salonu, aby dowiedzieć się kto dzwoni.

Po chwili zrozumiałem że to musiała być sprawka Natalie.. Zadzwoniła jakaś Babka i zaproponowała mi wyjątkowy wieczór. Podesłała mi SMS-a z dokładnym adresem i godziną.

- Przepraszam.. Ale wypadło mi coś ważnego i nie mogę z Wami jechać. - wytłumaczyłem no i  po czym znowu dostałem telefon i następnie jeszcze dwa, wziąłem jakiś kalendarzyk z pokoju i zaczęłam zapisać kiedy z kim się spotykam. Nie wiedziałem że mam aż takie powodzenie..

Tymczasem w Nowym Jorku - Oczami Belli. 

Cały swój czas poświęcałam próbom, nie wiedziałam że tym tak można uszczęśliwić samą Siebie, starałam się jak najbardziej mogłam. Dzisiaj mieliśmy zagrać w Brooklynie miałam straszną tremę, tak bardzo chciałam móc mieć przy Sobie Jamesa, żeby mnie wsparł i dodał otuchy, dzisiaj miała być audycja w TV. Mam nadzieję że wszyscy będą mogli ją obejrzeć..

- Mam tremę , boje się. - mówiłam do Pablo.

- Będzie dobrze Bella! - pocieszał mnie ile mógł.

- Mam świetny pomysł, przebierz się za mnie i zaśpiewaj ! - zadowolona udałam się w stronę przebieralni.

- Stój. - usłyszałam znajomy głos, bałam się odwrócić.

- Eric? - zadałam Sobie pytanie. - Co Ty tutaj robisz? - przytuliłam chłopaka.

- Miałem problemy i musiałem się tutaj przeprowadzić.. - posmutniał.

- Co to takiego? - zapytałam zdziwiona.

- Pogadamy o tym później, a teraz będę stał za kulisami i Cię dopingował! - poklepał mnie po ramieniu. - Idź. To Twoja szansa. - uśmiechnął się i sprzedał mi lekkiego kopniaka na szczęście.

 - Jak się bawi Brooklyn ? - publiczność zabawiali prezenterzy. - Zróbcie hałas ! - krzyknął mężczyzna. - Przed Wami Isabella Pena ! Brawo !

Spoglądałam jeszcze chwilę na Erica, miał jakąś smutną minę.. Musiałam z Nim chwilę porozmawiać ale to po występie, szybko pobiegłam na scenę. - Cześć Kochani ! - weszłam na scenę, wszystkie światła skierowane były na mnie. - Cieszę się że mogę tutaj z wami być, nie wiecie jak bardzo się stresuję, ale mam nadzieję że mi pomożecie i wesprzecie mnie? - zaśmiałam się. - Bardzo chciałam podziękować wszystkim dzięki którym się tutaj znalazłam, nie wiecie jak bardzo się cieszę że mogę tutaj z Wami być! Zapraszam do wspólnej zabawy.. - klasnęłam w dłonie i zaczęłam śpiewać.

Późnym wieczorem.

Podziękowałam publiczności i udałam się w stronę hotelu, po drodze rozdałam kilka autografów i zrobiłam parę zdjęć z fanami. Całkowicie zapomniałam o Ericu bo szybko zasnęłam, ale postanowiłam że spotkam się z Nim następnego dnia, może będzie luźniejszy. 

Tymczasem w LA - Oczami Logana. 

Carlos co chwilę odbierał jakieś dziwne telefony, postanowiłem że zajrzę do jego pokoju i zobaczę co On tam kryje. Los zszedł na dół, a ja wymknąłem się na górę.. Zajrzałem do jego pokoju na stoliku leżał kalendarzyk. Przekartkowałem kilka stron i zauważyłem coś bardzo ciekawego. 

' Mona - 17.30 dzisiaj hotel Brillant ' . ' Carmen 18.00 jutro hotel Shine '  . 

Nie wiem co to było, może jakieś wywiady albo coś.. Usłyszałem czyjeś kroki i szybko opuściłem jego pokój, udając że wychodzę od Siebie. 

- Co tam? - zapytałem Carlosa, nie odpowiedział nic, przeszedł obok mnie obojętnie. poszedłem na dół. - Nie uwierzycie co widziałem w kalendarzu Losa.. - zbliżyłem się do przyjaciół. 

- No co tam może być ciekawego? - zapytał James popijając sok. 

- Miał jakieś umówione spotkania z jakimiś Dziewczynami w hotelach. - odpowiedziałem. 

- Może to tylko jakieś wywiady, albo sesje. No Martin zawsze coś załatwia. - odpowiedział Kendall. 

- W hotelu! - naskoczyłem na Niego. - W hotelu? - powtórzyłem. 

- No a gdzie? - zaśmiał się James. 

- Nie wiem ale to jest jakieś dziwne. - staliśmy tak chwilę i zaraz przyszedł Los. - Wybierasz się gdzieś? - zapytałem. 

- Tak. - odpowiedział dumny. 

- Elegancko wyglądasz. - zauważyła Alice. - Randka? - zapytała nieśmiało. 

- Można tak powiedzieć. - zaśmiał się. 

- Wylałeś na Siebie połowę perfum. - zatkał nos Maslow. 

- Widocznie tak trzeba. - otrzepał kurz z marynarki. - Muszę iść, nie czekajcie na mnie! Na razie! - zabrał klucze od domu i wyszedł.

- Coś mi tu śmierdzi.. - powiedziałem patrząc na Siebie. 

- No, to mógł być Carlos. - zaśmiał się Kendall i przybił żółwika z Maslowem. 

- Nie, nie. To coś innego.. Czuję tutaj jakiś romans.. - stwierdziłem. - Ale nie czas teraz na to, zaraz ma być emisja występu Belli. Chodźcie. - zaprosiłem wszystkich do salonu. 

Włączyliśmy wskazany kanał i czekaliśmy na występ Belli, minęło trochę czasu ale jej nie było. Za to pokazali wywiad z Nią. 

- Bella jak się czujesz po takim występie? - zapytał prowadzący patrząc na dziewczynę. 

- Świetnie, miałam lekką tremę ale pokonałam ją.. Mam taką nadzieję. - zaśmiała się. - Nie tak na serio, nie wiem czy dobrze wyszło, jak zobaczę gdzieś mój występ to będę pewniejsza. 

- Komu dedykowałaś ten występ? - zadał następne pytanie. 

- Przyjaciołom, Managerowi.. Chłopakowi i bratu. - posłała buziaka. 

- Twoim wybrankiem jest James Maslow z zespołu Big Time Rush? - zadał kolejne pytanie. 

- Tak. - zarumieniła się. - Dzięki Niemu i bratu mogłam tutaj być. - uśmiechnęła się, i wsłuchiwała w kolejne pytanie. 

- Oni mieli coś wspólnego z Twoim występem? 

- Dzięki Nim, no a może przez Nich moje prywatne nagranie wyciekło do internetu i tak zaczęła się moja przygoda z muzyka. Oczywiście jestem im bardzo wdzięczna, cieszę się że ich mam.. - łza zakręciła jej się w oku. - Mam nadzieję że przy następnym wyjeździe będą mogli być tutaj ze mną, bo strasznie mi ich brakuję i bardzo za Nimi tęsknię. - opowiadała. 

- Dziękuję za te kilka słów. Życzę udanego wieczoru. - powiedział i podał mikrofon Bell. 

- Ja też dziękuję. - powiedziała i puściła oczko. 

- Zapomnieliśmy.. - klepnęła się w czoło Alice. 

- Ona Nas zamorduję. - powiedział Maslow, zgniatając poduszkę. 

-  Jak obejrzymy powtórkę jej występu, to nie powinna być zła. - odezwał się Kendall. 

- Nie puszczą powtórki! - uderzyłem go lekko. 

- Logan, niby taki mądry a czasem naprawdę jesteś głupiutki.. - zaśmiał się. - Zobaczymy jej występ na YouTubie.. tam będzie na pewno. 

- Ok. Ale jutro, bo dzisiaj jestem zmęczona. - ziewnęła Alice. 

- Ok. Jutro przy śniadaniu zobaczymy.. - klasnąłem w dłonie, i porozchodziliśmy się do łóżek. 

Oczami Carlosa. 

Podjechałem pod hotel, zaparkowałem i od razu poczekałem przed samochodem na Monę. Trochę się spóźniała, albo ja przyjechałem za wcześnie. Pod hotel podjechała limuzyna.

- Przepraszam. - zapytał kierowca wysiadając zza kierownicy. - Pan Carlos Pena? - zmierzył mnie wzrokiem.

- Tak. - odpowiedziałem niepewnie.

- W takim razie zapraszam do środka. - otworzył mi drzwi i wsiadłem do środka.

- Carlos, Carlos Pena.. - odpowiedziała kobieta. - Nie spodziewałam się że to Ty. - mrugnęła.

- Znamy się? - zapytałem.

- Nie pamiętasz? - zdjęła okulary. - Nie poznajesz? - zapytała. - Jestem Mona Clinst. - uśmiechnęła się.

- O w mordę.. - szczęka mi opadła. - To Ty? Nie spodziewałem się tego, że będziesz to akurat Ty. - spoglądałem na Nią. - Przecież, ale. Się zmieniłaś.. - zaniemówiłem. Okazało się że to dziewczyna w której się wszyscy podkochiwaliśmy, jest od Nas starsza.. Była kapitanem szkolnej drużyny Cheerleaderek.

- No właśnie. - uśmiechnęła się. - Ile ? - zapytała prosto z mostu.

- Nie wiem.. - odpowiedziałem. - Ja nie wiedziałem że tak będę robił.

- Ach.. - zaśmiała się i odpaliła papierosa. - Nowy? - zapytała i poczęstowała mnie papierosem.

- Nie dziękuję. Ale jestem nowy.. - odpowiedziałem.

- Tak myślałam. Jeżeli nie chcesz aby Twoja kariera na tym ucierpiała musisz zmienić styl.. Musimy kupić Ci jakąś perukę, trochę zmienić styl ubierania no i może lepszy samochód. - wyliczała na palcach a ja siedziałem i słuchałem.

- Ale jak to? - zapytałem niepewnie.

- Normalnie. Fani i reporterzy nie mogą wiedzieć że Ty to Ty, musisz być zagadką. - zaśmiała się. - Ale powoli mamy na to czas.. Lecz na razie załóż tą perukę, bo recepcjonistka może Cię poznać.

Zrobiłem to co mi kazała, założyłem jakąś perukę i ruszyliśmy do hotelu. Podeszliśmy do recepcji, dostaliśmy najlepszy pokój ze śniadaniem do łózka. Poszliśmy do pokoju.

- Wow.. - zaniemówiłem.

- Robi wrażenie, ale bywałam w lepszych hotelach. - machnęła ręką. - Siadaj nie zrobię Ci krzywdy. - poklepała miejsce koło Siebie.

- Niesamowicie pachniesz. - zaciągnąłem się zapachem jej perfum.

- Dziękuję. - odwzajemniła uśmiech, rozluźniła się i zrobiła się już normalniejsza. Nie zgrywała takiej damy. - Może kąpiel? - zaproponowała.

- Czemu nie. - uśmiechnąłem się.

- Ech. - westchnęła głośno, podała mi zeszyt i długopis. - Pisz. - powiedziała. - Musisz wiedzieć co masz robić z kobietami, inaczej nici z pieniędzy to jest podstawa. - tłumaczyła mi co mam robić a czego nie, było tego tyle że zastanawiałem się jak mam to zapamiętać. - Rozumiesz? To przejdźmy do praktyki.. - zachichotała i zaczęła się powoli rozbierać.

Postępowałem według podanej mi instrukcji, próbowałem niczego nie schrzanić. Byłem z Siebie dumny, chociaż taki sposób zarabiania pieniędzy to nie jest coś wyjątkowego.. Ale zawsze dodatkowa kasa. Chociaż do CV Sobie tego nie zapiszę. Po długiej lekcji praktycznej, zasnęliśmy w objęciach. Rano wstałem dumny z Siebie. Mony już nie było, dostałem kopertę i mogłem wrócić do domu. Na szczęście była poranna pora więc ekipa pewnie spała.. Cicho wróciłem do domu i poszedłem pod prysznic.. Musiałem udawać nie wyspanego, aby niczego się nie spodziewali. Poszedłem na dół na śniadanie.

- Cześć. - przeciągnąłem się. - Jak tam? - zapytałem Jamesa i Kendalla.

- Zapomnieliśmy o Belli, no i o jej występie. - wymamrotał Kendall.

- Cholera. - podrapałem się po głowie. - Zapomniałem całkowicie, wiecie że będziemy musieli obejrzeć następny występ. - uświadomiłem chłopaków.

- No tak. - powiedział James. - Jadę do Niej! - wyskoczył tak nagle.

- Ale jak to? - zawiesił się Kendall. - Nie możesz, mówiła że nie mogła nikogo zabrać.

- Wiem, ale chcę ją zobaczyć. - posmutniał.

- No cóż.. Musimy czekać. - powiedziałem. - Nie ma innego wyjścia.


Uf. Wyrobiłam się, piszcie jak wrażenia! :). Podobało się Wam? Jak oceniacie sposób zarabiania Carlosa? Czy Loganowi uda się odkryć jego tajemnicę? Życzę miłego czytania ! :). Następny rozdział już za tydzień 5 Października. Zapraszam gorąco ♥ .  

czwartek, 25 września 2014

Part 33.

Oczami Kendalla .

Kto mógł się tak o tej porze wymknąć z domu? Trochę mnie to przeraża.. Ale bardziej mnie zastanawia co robię pod jednym kocem z Maslowem?

- Pobudka ! - krzyknąłem.

- Co się stało? - James spadł na podłogę.

- Nic, nic. Śniadanie zaraz zrobię no i już jest późno. - spojrzałem na zegarek, była 10 a o 12 mieliśmy być w studio.. Na zdjęcia. - James. Nie że coś do Ciebie mam, ale dlaczego spałeś ze mną pod jednym kocem?? - spojrzałem na kumpla.

- No wiesz.. - podszedł do mnie i pogłaskał po brodzie. - Belli nie ma.. A ja potrzebuję trochę rozrywki. - poruszył brwiami.

- Co? - nie ogarnąłem. - Odczep się ! Geju Ty, Ty. - wrzasnąłem aż obudziłem Logana.

- Gej? Pablo przyszedł? - wstał na równe nogi i okrył się kocem.

- Niee.. - odpowiedziałem. - James ma jakieś chore jazdy. - zaśmialiśmy się.

- Uff.. - oprzytomniał. - A już się bałem, haha.

- Śniadanie. - powiedział Carlos wychylając głowę zza kuchni. - Chodźcie bo wystygnie.

- Ok. - ruszyliśmy w drogę.

- Może zadzwonimy do Belli? - zapytała Alice rozkładając sztućce.

- Ok. Biegnę po laptopa. - krzyknąłem i poleciałem na górę. - Jestem !

Postawiliśmy laptopa przed Sobą i czekaliśmy na odebranie połączenia od Belli.

- Cześć ! - krzyknęliśmy chórem!

- Hej, hej. - odezwała się Blondynka. - Przepraszam za taki strój, ale dopiero wstałam i wzięłam prysznic, bo zaraz mamy próby. - zaśmiała się poprawiając ręcznik.

- Orient ! - krzyknęła jakaś dziewczyna w stronę Belli. - Przepraszam nie wiedziałam że rozmawiasz. Łazienka wolna? - zapytała.

- Tak. Ale poczekaj, muszę tylko założyć jakieś ciuchy i wychodzę. Minuta i jestem z powrotem muszę się ubrać.

- Ok. - odpowiedział Carlos. - No niech się ubierze, bo się przeziębi.

- Jestem. Przepraszam ale współlokatorka, ma trochę nie równo pod sufitem.. - zaśmiała się. - Co tam u Was? - zapytała.

- Właśnie jemy śniadanie, a wczoraj oglądaliśmy dobrą komedię. Po tym jak Carlos opowiedział Nam straszny horror.. - opowiedział James. - Więcej nie obejrzę żadnego horroru!

- To dlatego ze mną spałeś?! - wtrąciłem.

- Nie. Sam mi wskoczyłeś do łóżka. - powiedział James wymachując dłońmi.

- Nikomu nie wskakiwałem, sam tam siedziałem ale później Ty się tam znalazłeś! - odpowiedziałem.

- Jasne. Zgoń wszystko na mnie! - tupnął nogą. - Nie bawię się tak. Bell co tam u Ciebie?

- Dzisiaj będą próby, a wieczorem występ. - włączcie wieczorem około 20 kanał 56 występuję tam. - ucieszyła się.

- Dobra, dobra. - kiwnęliśmy głowami na znak tak.

- Muszę kończyć, zaraz mam próby. Kocham Was ! - wysłała kilka buziaków, i się rozłączyła.

Szybko zjedliśmy śniadanie a potem pojechaliśmy wszyscy do studia. Alice mogła z Nami siedzieć bo nie miała akurat żadnego castingu ani innych poważniejszych rzeczy.

Oczami Carlosa. 

- Carlos zmień te ciuchy. - powiedziała Eva. - Załóż to. - podała mi koszulę, i się szybko przebrałem.

- Ależ jesteś umięśniony. - przejechała dłonią po moim brzuchu. - Może się jakoś umówimy? - uśmiechnęła się tak kusząco.

- Pogadamy o tym później.. - uśmiechnąłem się. - Wracajmy do zdjęć.

- Chłopaki. Pomyślcie że jesteście na plaży, jest gorąco.. Wokół Was piękne kobiety które podają Wam drinki z parasolką. Ogarnęliście? - zapytała Eva.

- O tak.. - rozmarzył się James.

- To teraz się ustawcie tak, aby zdjęcia wyszły idealnie. - zachichotała.

Fotograf robił zdjęcia a ja cały czas myślałem o randce z Evą.. Po skończonej pracy, postanowiłem z Nią zagadać.

- Randka nadal aktualna? - zapytałem wyrastając jej zza pleców.

- Carlos. - podskoczyła. - Przestraszyłeś mnie. - zaśmiała się. - No aktualna, aktualna. - rozpromieniała.

- Ok. Będę dzisiaj u Ciebie o 17 jakiś mały wypad do baru, może dyskoteka a potem się zobaczy. - powiedziałem.

- Będę gotowa. - szepnęła mi na ucho, po czym opuściła studio.

- Umówiłeś się z Nią? - zapytał Kendall spoglądając na dziewczynę.

- Tak. Zabronisz?

- Nie. Skądże. - odparł i się wycofał.

- Coś z Nim nie tak. - szepnęła Alice.

- Co? - odwróciłem się.

- Nic, nic. Baw się dobrze. - uśmiechnęli się.

- Dzięki..

Opuściłem studio i udałem się do domu, nie miałem ochoty przebywać z chłopakami. Jakoś czułem że nasza przyjaźń nie jest już taka jak wcześniej. Obawiałem się najgorszego że któregoś dnia obudzę się bez Przyjaciół. Wziąłem szybki prysznic, ogoliłem się no i jak nigdy popracowałem nad włosami, poczułem że dzisiejszego wieczoru może być gorąco. Założyłem ciemne jeansy i czarną koszulę. Była lekko obcisła więc wszystkie moje mięśnie się mogły ładnie odznaczyć.

- I`m sexy and I know it. - powiedziałem do swojego odbicia w lustrze. - No, no Carlos. Gdybym nie był Sobą, to brałbym się za Siebie. - mrugnąłem do swojego odbicia i wyszedłem.

Wsiadłem do samochodu i udałem się do domu Evy. Dojechałem i dałem o Sobie znać, wciskając kilka razy klakson. Za chwilę światło w pokoju zgasło i po chwili przyszła Eva. Wyglądała niesamowicie, miała na Sobie piękną czarną krótką sukienkę z wyciętymi plecami. Aww.. Wyglądała nieziemsko seksownie, twarz też miała nie najgorszą. Czułem że dzisiejszego wieczoru będzie się działo.

- Cześć piękna! - wysiadłem z samochodu i czekałem na ten Cud.

- Cześć. Nie poznałam Cię. - zachichotała tak słodko, że miałem ochotę zrzucić z Niej tą sukienkę. - Gdzie jedziemy?

- Znam świetny klub, można potańczyć, napić się. - mówiłem. - To nie daleko stąd. - nie odrywałem od Niej wzroku.

- Zostaw samochód u mnie, przejdziemy się. A potem wrócimy do mnie. - zaproponowała i oddaliłem samochód do garażu.

Szliśmy z nadzieją na dobrą zabawę. Po chwili  byliśmy pod klubem, ochroniarz wpuścił Nas bez żadnego ale. Zajęliśmy stolik w lekkim zaciszu, tak aby nikt Nam nie przeszkadzał. Zamówiliśmy Sobie drinki i mogliśmy spokojnie porozmawiać.

- Co Cię skłoniło aby się ze mną umówić? - zapytałem.

- Wydajesz mi się być fajnym facetem, ale jest w Tobie coś co mnie do Ciebie przyciąga. Dzisiaj na zdjęciach poczułam że czuję coś do Ciebie. - zaśmiała się.

- Szukasz kogoś do poważnego związku, czy do przygody? - zapytałem popijając drinka. - Ja jestem otwarty na wszystkie propozycje. - zaśmiałem się.

- Nie szukam poważnego związku, interesuje mnie na razie przygoda.. Chcę korzystać z życia. - mrugnęła do mnie, i wyciągnęła papierosa z torebki. - Pozwolisz? - zapytała.

- Jasne, nie krępuj się. Czyli ze mną to też przygoda? - spojrzałem na Nią z niepewną miną.

- Słuchaj.. Nie obraź się. Ale..

- Nie, nie obrażam się, tylko się chciałem dowiedzieć. - mrugnąłem w stronę blondynki.

- To jak? - rozejrzała się. - Idziemy na taki układ? - poruszyła brwiami.

- hum.. - zamyśliłem się. - Ok. Nie mam nikogo, więc mała przygoda zawsze się przyda. Zatańczymy? - zaproponowałem Evie.

- Oczywiście. - kiwnęła głową.

Dzisiejszy parkiet należał do Nas. Nasze ciała się stykały i oddalały. Eva wiła się jak wąż, kręciła całym ciałem, wszyscy kolesie w klubie ślinili się na jej widok. Sam miałem ochotę zabrać się za Nią gdzieś na zapleczu. Po kilku kawałkach wróciliśmy do stolika, wypiliśmy kilka drinków po chwili do stolika doszła jakaś Panienka, ociekała seksem..

- Co Ty tutaj robisz? - Eva do Niej wstała i przywitała.

- Nudziłam się w domu, więc pomyślałam że wpadnę do jakiegoś klubu. - uśmiechnęła się. - Może przeszkadzam? - zapytała.

- Nie skądże. - Eva spojrzała na mnie i się zawadiacko uśmiechnęła. - Carlos to jest Natalia.. Moja przyjaciółka.

- Cześć. - przywitałem się z dziewczyną. - Napijesz się czegoś? - zapytałem.

- Chętnie. - uśmiechnęła się.

- Skoczę po coś mocniejszego. - mrugnąłem do dziewczyn.

Poszedłem po coś co obudzi dziewczyny do działania.. Byłem z Siebie dumny, poderwałem 2 Kocice..

- No to co? Pijemy ? - podniosłem kieliszek w górę. - Zdrowie Pięknych Pań.

- Zdrowie. - uśmiechnęły się i porozmawialiśmy..

Kwadrans później. 

Zabawa była świetna, gdy wyszliśmy na parkiet, znowu go owładnęliśmy tańczyłem z dwiema nieziemskimi dziewczynami, jednak trochę alkoholu zrobiło swoje i wyszliśmy na dwór. 

- Lepiej Ci Nat? -zapytałem dziewczyny.

- Tak, tak. Musiałam wyjść na chwilę na dwór. Już wszystko ok. 

- Idziemy do mnie? - zaproponowała Eva? - Tam dokończymy imprezę. - przygryzła wargę. 

- Kusisz, oj Kusisz. - przysunąłem się bliżej dziewczyny. 

- A ja? - zapytała lekko smutnym głosem Nat. 

- No chodź. - przytuliłem ją również, bujaliśmy się do domu Evy. 

Wróciliśmy i wypiliśmy jeszcze trochę a później poszliśmy do sypialni.. Miałem 2 wspaniałe dziewczyny przy Sobie, noc zapowiadała się pełna rozkoszy.

- Gdzie jest łazienka? - zapytałem Evę.

- W korytarzu po prawej, ale nie każ Nam długo czekać. - zachichotały.

- Po prawej.. O jest. - spojrzałem w lustro na swoje odbicie i przemyłem twarz. - Dzisiaj będzie gorąco, oby wszystko poszło zgodnie z moimi oczekiwaniami, nie chcę niczego spieprzyć. - spojrzałem jeszcze raz w lustro i wróciłem do dziewczyn. - Jestem. - oznajmiłem wchodząc do pokoju, leciała tam cicha spokojna muzyka a dziewczyny schowały się do małej garderoby.

- Poczekaj jeszcze chwilę.. - odpowiedziała Natalie.

Miałem chwilę aby móc jeszcze ustawić kamerkę.. Chciałem to wszystko nagrać, aby móc potem mieć czym się chwalić.. Ustawiłem kamerę i włączyłem wszystko tak żeby mogła także nagrywać po ciemku. Po czym szybko wróciłem na łóżko, rozpiąłem koszulę i czekałem na moje Skarby.

- Już.. - odpowiedziała tak namiętnie Evę. - Jesteśmy gotowe.

Do pokoju weszły w satynowych szlafrokach, powolnym krokiem podchodziły do mnie. Eva zaczęła mnie całować, a Nat powoli rozpinając koszulę i jeździć dłonią po moim torsie. Następnie szybko zdjąłem spodnie i czekałem na ich ruch. Leżałem w samych bokserkach a dziewczyny stanęły przede mną i powoli zdejmowały z Siebie szlafroki pod którymi nie miały nic.. Ich piękne ciała pobudziły moją wyobraźnię, poczułem w bokserkach jak ustawia mi się mały namiocik.. Dziewczyny także to zauważyły więc szybko do mnie podeszły i zaczęliśmy się kochać, mój język na przemian wędrował z ust Evy do Natalie, mogłem poznać zakątki ciała dziewczyn..

Następnego dnia. 

Obudziłem się w wyśmienitym humorze, jednak byłem w pokoju sam. Zastanawiałem się gdzie poszły dziewczyny. Postanowiłem wziąć prysznic, chwila moment i zacząłem się szykować do wyjścia, zabrałem tylko kamerę. Na stoliku obok mojego zegarka leżała karteczka. 

' Carlos dziękuję za tą noc, na pewno jej nie zapomnę.. Jesteś niesamowity w łóżku, chętnie to powtórzę a tymczasem to musi Ci wystarczyć.. Zajrzyj do koperty. Buziaki. Nat. ' 


Dam , dam ! No i nie zabijajcie.. Postaram się aby rozdziały pojawiały się co tydzień w niedzielę wieczorem. Dzisiejszy to taki wyjątek od reguły, ale staram się dopisuję codziennie coś nowego, mam miliony pomysłów ale nie umiem z Nich korzystać, bo się boję że powiecie iż to już było, ale może warto zaryzykować? Na razie musicie czekać do 2 części :). Postaram się go napisać do 28 września, jak się uda to będzie a jak nie to dodam go 5 października. aby zacząć nowy miesiąc.. 
Dziękuję że czytacie te moje wypociny, zdaje mi się że ilość komentarzy zmalała.. Mam 9 obserwatorów, lecz nie wszyscy się udzielacie.. Jak widzicie że komentuję i czytam waszego bloga, to proszę o to samo :). Z góry dziękuję. 


niedziela, 21 września 2014

Carlos i Jessica - Zakazana miłość.

Wpis do pamiętnika. 
Nowa klasa, nowi znajomi.. Już się boję. Nie wiem co mnie czeka w tym roku ale wiem, że nie chce tutaj być. Przytłacza mnie to wszystko, nie wiem czy dam Sobie radę w nowym otoczeniu bez starych znajomych na których mogłam liczyć. Ale ja nie miałam znajomych, ani nawet przyjaciół - Jessica.

Wstałam kilka minut przed 7, żeby móc coś wybrać do szkoły i skorzystać z łazienki. Powoli się szykowałam, wzięłam krótki prysznic, włosy szybko wysuszyłam i rozłożyłam na ramiona, tak żeby fale spokojnie opadały. Rzuciłam na Siebie jakieś ubrania z szafy i byłam gotowa zejść na śniadanie. Nasz dom wydawał się być mały ale w środku, był ogromny wyglądał jak dom w serialu Arrow. Piękna wielka budowla, naprawdę zapierał dech w piersiach. 

- Już nie śpisz? - zapytała Sam nasza kucharka, mam z Nią dobry kontakt, bo Rodziców nie ma często w domu, więc Ona jest moją najlepszą przyjaciółką. 

- Nie mogłam spać, pierwszy dzień w nowej szkole, nowi znajomi, nowe twarze i w ogóle. Mały stres. - zaśmiałam się, i sięgnęłam po ciastko. 

- Proszę to Twoje tosty, oraz sok. - uśmiechnęła się i usiadła na przeciwko, uśmiechając się. - Pobrudziłam się? - zapytałam i spojrzałam w lustro obok. 

- Nie, nie. Przypominasz mi Siebie kilkanaście lat temu, też się stresowałam pierwszym dniem w pracy. 

- Ale to było co innego, nie musiałaś zmieniać otoczenia ani Przyjaciół. A ja, jestem nowa i się boję. 

- Skarbie. - pogłaskała mnie po głowie. - Wszystko będzie dobrze, dasz Sobie radę wierzę w Ciebie. - pocieszyła mnie. - Ale już się pośpiesz, bo nie możesz się spóźnić pierwszego dnia. - cmoknęła mnie w policzek i poszłam na autobus. 

Idąc przez drogę poczułam zapach jesieni, nie wiem jak go opisać ale jest cudowny uwielbiam go, wszędzie były złote liście i babie lato. Idąc przez miasto zauważyłam stojącego na przystanku Latynosa, pewnie mieszka w okolicy bo jedzie tym samym autobusem pewnie do szkoły. To był jedyny przystanek na mojej ulicy który rozwoził uczniów do szkoły. Niestety po chwili doszli do Niego kumple, a ja stanęłam nie opodal. Autobus przyjechał a Oni wbiegli do Niego jak stado baranów.. Oczywiście nie obyło się bez przepychanek, po czym oczywiście ja wylądowałam na ziemi. 

- Przepraszam najmocniej, nie chciałem. - podał mi rękę chłopak. - Jestem Carlos. Carlos Pena, chodzę tutaj nie daleko do szkoły, jestem w pierwszej klasie liceum, profil muzyka. A Ty? - spojrzał na mnie swoimi brązowymi tęczówkami, które idealnie się odbijały w porannym słońcu. 

- Ja.. Ja też chodzę na ten sam profil co Ty. - zachichotałam cicho. - Jeszcze wzięłam zajęcia z fotografii. - uśmiechnęłam się. 

- Jak masz na imię? - szybko zmienił temat.

- Jessica. Jessica Van. Dziękuję. - podniosłam się i znalazłam miejsce w autobusie. 

- Miło mi Cię poznać Jessico. - mrugnął do mnie. 

- Pena! - krzyknął jakiś chłopak. - Chodź, mamy wolne miejsca. 

- Idę już. Nie gorączkuj się tak. - machnął mi i odszedł do znajomych. 

Carlos Pena.. Rozmyślałam o tym chłopaku przez całą drogę do szkoły, już wiem jaki Przystojniak będzie ze mną chodził do klasy, ale gdzie mi do Niego. On jest z wyższej półki, a ja. Szara myszka, która boi się własnego cienia. A gdzie mi do bycia jego dziewczyną. Dojazd do szkoły nie trwa długo. 15 minut i jest się na miejscu, szkoła wyglądała bardzo nowocześnie. Tuż przy wejściu był niewielki park, w którym było kilka ławek i drzew. Standardowe liceum jak każde, będę miała gdzie leniuchować między lekcjami. Dużo przyrody to coś dla mnie, będę mogła zająć się swoją pasją.. Wszystkie pierwsze klasy musiały udać się do sali gimnastycznej, aby dostać plan pierwszego dnia, i poznać nauczycieli.. Tak też zrobiłam, poszłam w stronę sali.. Carlos siedział gdzieś na końcu ze swoimi kumplami, czy On ich nie odpuszcza na krok?

- Uwaga, uwaga. - powiedziała elegancka Kobieta na oko około 40 lat. Wyglądała na miłą, ale to pewnie pozory. - Już zapewne wiecie po co Was tutaj ściągnęliśmy, podzielimy Was na klasy, a następnie każdy z Was uda się do sali i tam dostaniecie plan lekcji a później wpiszecie się na korytarzu na listy do zajęć na które chcecie uczęszczać. - powiedziała.

I tak zaczął się pierwszy dzień w szkole, udałam się do sali numer 25 zajęłam miejsce blisko ławki nauczycielki tuż na przeciwko Niej. Siedziałam sama, bo cała reszta się do Siebie po dosiadała. Ale to mi nie robiło żadnej różnicy, zazwyczaj byłam bardziej samotna. Jestem raczej nie śmiała, i nie umiem nawiązywać kontaktów.. Może to z jednej strony dobrze, ale kto by też chciał się zadawać z dziewczyną która nosi wielkie okulary, aparat na zęby i nie ubiera się zbyt modnie, babcine sweterki w tym nie pomogą, ale przez całe życie nie będę odludkiem.

- Ale chyba jeszcze mamy się zapisać na zajęcia? - zapytał wysoki Przystojny szatyn z brązowo-zielonymi oczami.

- Tak. Owszem. Zaraz obok pokoju nauczycielskiego wisi lista, proszę się zapisać. - powiedziała nauczycielka.

Wszyscy ruszyli z klasy aby zająć najlepsze miejsca, na liście.

- Zdążyłam. - odsapnęłam gdy złożyłam podpis na liście.

- Gdzie się zapisałaś? - podszedł Carlos i spojrzał na listę. - Oo. Fotografia, wysoko mierzysz. - zaśmiał się.

- Lubię robić zdjęcia, to wszystko. - uśmiechnęłam się.

- Mnie to jakoś nie kręci ale wolałem to bo chłopaki się uparli.. Niema tutaj zajęć z hokeja, ale fotografia to też zawsze coś.

- Grasz w hokeja? - zapytałam aby rozkręcić rozmowę.

- Tak. Z chłopakami zawsze graliśmy, jak tylko mogliśmy. - rozmarzył się. - Ale jak się tutaj przeprowadziliśmy to nie możemy. Mieszkaliśmy w Minnesocie. - obdarzył mnie śnieżnobiałym uśmiechem.

- hihi.. - zachichotałam cicho. - Przepraszam ale muszę iść. - spuściłam głowę i odeszłam.

Szybkim krokiem poszłam w stronę wyjścia..

Carlos. 


- Kto to był? - podszedł do mnie James. - A może raczej co? - zaśmiał się.

- Jessica. - odparłem. - Nie musisz się z Niej śmiać, to że nosi okulary i nie wygląda dobrze to nie znaczy że nie jest fajna. - uderzyłem go w ramie.

- Co? No a może Ci się podoba? - zażartował.

- Nie. - spojrzałem na Niego i zastanowiłem się jakim cudem On jest moim Przyjacielem.

- Coś nie tak ze mną, że mi się przyglądasz? - szybko zaczął poprawiać włosy.

- Nie, nie . Skądże. Zastanawiam się jakim cudem jesteś moim Przyjacielem. - uśmiechnąłem się.

- Usiądź to Ci opowiem. - usiedliśmy w autobusie. - Moja Mamusia i Mój Tatuś kilkanaście lat temu poszli razem do łóżka. Tatuś zaczął..

- STÓJ ! - krzyknąłem na cały autobus. - Nie o to mi chodziło.. - otarłem pot z czoła.

- aa.. - podrapał się po głowie i usiadł z powrotem.

Dojechaliśmy na właściwy przystanek wszyscy zaczęli wysiadać z autobusu, nie widziałem Jess ale po chwili wynurzyła się z tłumu, szła w przeciwną stronę do naszej..

- Idziesz Carlos. - szturchnął mnie Logan.

- Dogonię Was. - powiedziałem i pobiegłem w stronę Jess. - Jessica! - krzyczałem. - Stój. - odwróciła się i zatrzymała.

- Odprowadzę Cię. - zaproponowałem, na co dziewczyna odwzajemniła uśmiechem.

- Miło z Twojej strony, ale nie musisz ze mną iść jak nie chcesz. - poprawiła okulary.

- Ale chcę, po prostu chcę Cię bliżej poznać. Tyle. - uśmiechnąłem się. - Opowiedz mi coś o Sobie. - zaproponowałem.

- A co chcesz wiedzieć? - spojrzała na mnie lekko, lecz nie odrywając wzroku od chodnika.

- Co lubisz, czym się zajmujesz, jakie jest Twoje hobby i marzenie.

- Ogólnie jestem nieśmiała, i nie miałam dużo znajomych, a wręcz może wcale. Odkąd pamiętam byłam odludkiem, nie umiałam się z Nikim dogadać.. - posmutniała. - Zawsze chciałam móc z kimś porozmawiać tak szczerze i w ogóle. - spojrzała na mnie na moment. - O już widać mój dom. - wskazała dłonią na wielką willę.

- Tutaj mieszkasz? - zrobiłem wielkie oczy.

- Tak. Mieszkam tutaj z Rodzicami, ponieważ mój brat już się ożenił więc jestem tutaj tylko z Rodzicami. No i ludźmi którzy pracują, taka służba. Ale to moi jedyni Przyjaciele. - posmutniała i spojrzała w stronę domu. - Przepraszam ale muszę iść. - spojrzała na mnie i się uśmiechnęła. - Cześć Carlos. - pomachała mi dłonią.

- Cześć. - odparłem i patrzyłem jak odchodzi w kierunku wielkich drzwi, po chwili wróciłem na przystanek.

- Wróciłem! - krzyknąłem, i od razu uderzył mnie zapach z kuchni. - Co tam dobrego gotujecie? - zapytałem Mamy i młodszej siostry.

- Upiekłam Ci żeberka. - pochwaliła się Betty. - I zrobiłam pyszną sałatkę. - uśmiechnęła się dziewczynka.

- Dziękuję idę umyje ręce i wracam.

Po obiedzie postanowiłem się spotkać z chłopakami, zawsze się spotykaliśmy w ulubionej kawiarence..

- Sorry za spóźnienie. - wydyszał Logan. - Musiałem jechać rowerem, rowerem a do tego prawie nie potrąciłem pary Staruszków.

- Jak ? - zdziwił się James.

- Normalnie. Jechałem a Oni wyszli na ulicę, no szlak mnie mógł trafić na miejscu. - zaśmiali się wszyscy, oprócz mnie.

- Co jest? - zapytał Kendall. - Zawsze byś się śmiał, a teraz co? - zdziwił się chłopak.

- Zamyśliłem się. Wiecie że Jessica nie ma Przyjaciół.. Mieszka w tej willi z Rodzicami i służbą. To Oni są jej Przyjaciółmi.. - spojrzałem na chłopaków, a Oni? Wybuchli głośnym śmiechem.

- A może pożycza ciuchy od Sprzątaczki?! - śmiał się Kendall.

- Tak, tak. I może.. - nie odpuszczał James. - Może kucharka uczy ją jak przyrządzać miksturę piękności! - śmiał się do łez. - No to taka Brzydula Jessica ! - chłopaki śmiali się razem z Nim.

- Zamknijcie się ! - oderwałem się od stołu. - Jesteście okropni, to że dziewczyna nie jest ładna to nie znaczy że nie ma nic do zaoferowania. Jest miła i można z Nią porozmawiać. A Wy oceniacie ludzi po wyglądzie.. - chłopaki spojrzeli na mnie jak na idiotę. - Już nie pamiętacie? - spojrzałem na każdego z Nich. - Kendall nie pamiętasz jak byłeś młodszy gdy przezywali Cię Barbie, z powodu Twoich dłuższych włosów? A Ty Logan? Jak nosiłeś te wielkie okulary? Kujonek- Hendersonek! Nie jest Ci głupio? - śmiał się jedynie James z Logana. - No co Maslow? Nie pamiętasz jak na lekcjach WF-u nie umiałeś zrobić przewrotu bo miałeś problemy z wagą? I co? Nadal mam wymieniać?? - zdenerwowałem się.

- Nie no Sorry.. - spuścili głowy. - To było wredne. - powiedział Logan.

- Musze iść. Sorry chłopaki, ale mam coś do załatwienia.

- Ok. - powiedział Kendall.

Zacząłem powoli wychodzić, lecz nagle zatrzymał mnie James.

- Idziesz do Jess? - zapytał, drapiąc się w głowę.

- Może tak a co?

- Możemy iść z Tobą? - zapytał Logan.

- Może innym razem. Na razie!

Wsiadłem do samochodu i dojechałem pod wskazany adres. Podszedłem w stronę wielkich drzwi i zadzwoniłem dzwonkiem. Otworzył mi Lokaj..

- W czym mogę pomóc? - zapytał.

- Dzień Dobry. Czy zastałem Jessicę? - zapytałem lekko przerażony.

- Proszę poczekać.

Postałem tak około 2 minut aż zjawiła się Jess była ubrana.. Lepiej niż w szkole, miała na Sobie lepsze ciuchy.

- Cześć. Co tutaj robisz? - zapytała zdziwiona.

- Przyjechałem Cię odwiedzić, nie można? - zaśmiałem się.

- Można, można. Wejdź. - zaprosiła mnie do środka. - Sam będę u Siebie. - krzyknęła jak mniemam do Kucharki. - Chodź zapraszam. - poszedłem nie pewnie. - Co Cię do mnie sprowadza? - zapytała siadając na łóżko.

- Byłem nie daleko, więc postanowiłem że wpadnę. - uśmiechnąłem się i rozejrzałem po pokoju był inny niż mi się wydawało, taki oryginalny, nie podobny do Jess.. - Myślałem że Twój pokój będzie wyglądał inaczej.

- No jednak nie wygląda. - rozejrzała się.

Pogawędziliśmy jeszcze trochę, aż zrobiło się późno.

- Będę leciał. - spojrzałem na zegarek. - Do zobaczenia jutro w szkole. - powiedziałem i  podszedłem do Niej i cmoknąłem ją w policzek, sam nie wiedziałem dlaczego to zrobiłem. - Przepraszam. - szybko wybiegłem z jej pokoju i udałem się do domu.

Następnego dnia normalnie poszedłem do szkoły, jakby nigdy nic się nie zdarzyło. Omijałem Jess szerokim łukiem aż w końcu udało Nam się porozmawiać.

- Carlos. - zaczepiła mnie. - To co się wczoraj stało.. - powiedziała.

- Przepraszam nie powinienem tego robić. - zaczerwieniłem się.

- To było miłe. - uśmiechnęła się.

- Dziękuję. Muszę spadać, chłopaki mnie wołają. Cześć! - oddaliłem się.

Jessica. Kilka dni później. 

Cały czas myślę o Carlosie i tym jego pocałunku, nie mogę o tym przestać.. Opowiedziałam o tym Sam.

- Może ten chłopak coś do Ciebie czuje? - zapytała podając mi talerz.

- Wątpię w to. - spojrzałam przez okno. - On jest z zupełnie innej ligi niż ja, no i poza tym w szkole pojawiła się nowa uczennica, a chłopaki lecą do Niej jak pszczoły do miodu.

- Carlos też? - Sam spojrzała na mnie.

- Tak. On też. - westchnęłam. - Ale się tym nie przejmuję. Zakochałam się w chłopaku bez wzajemności, ale to u mnie normalne. - odwróciłam wzrok i poleciała mi jedna łza.

- Skarbie. - przytuliła mnie Sam. - W życiu tak musi być, nie zawsze dostajemy to co możemy, gdzieś na świecie ktoś na Ciebie czeka.


- Wątpię w to. Będę się zbierała do szkoły. Do zobaczenia po południu. - powiedziałam i wyszłam.

Udałam się na przystanek, pod słyszałam tam rozmowę jakiś chłopaków ze szkoły rozmawiali o nowej dziewczynie.

- Podobno Pena z Nią chodzi! - zaśmiał się jeden.

- Żartujesz? To ma chłopak klasę, każdy chcę z Nią być. Jest początkującą modelką, wszyscy za Nią biegają a jedynie Penie udało się ją zwabić do Siebie.

- Carlos i ta nowa? - zamarłam. A ja głupia myślałam że On mnie lubi.. - powtarzałam Sobie w myślach.

Cały dzień myślałam o Carlosie, no i przez Niego o mało co bym nie wysadziła szkoły w powietrze..

- Jessica! - krzyknęła koleżanka z ławki.

- Przepraszam. Zamyśliłam się.. - spojrzałam w stronę Carlosa i tej Nowej.. Alexa Vega, strasznie ładna dziewczyna ma powodzenie..

- To uważaj. - uśmiechnęła się.

- Dziękuję za uwagę, to koniec na dzisiaj.

- Uwaga! - w głośniku odezwał się głos dyrektorki. - Kochanie uczniowie, pamiętajcie o balu któy ma się odbyć za 3 tygodnie. Zapraszamy wszystkich! Dziękuję miłego weekendu.

- Jess idziesz na bal? - zapytała Angie koleżanka z ławki.

- Nie, nie. Bale nie są dla mnie, z resztą nie mam z kim iść. - odeszłam do wyjścia.

3 tygodnie później. 

Bal miał się odbyć dzisiaj wieczorem, oczywiście nigdzie się nie ruszałam z domu.

- Nie masz dzisiaj balu ? - zapytał Bernard, siedząc obok mnie w kuchni.

- Mam. - odpowiedziałam smętnie. - Ale nie idę, nie mam z kim. Zostanę w domu z Wami. - przytuliłam się do ramienia Bernarda.

- O nie! - powiedziała Sam. - Nie będziesz siedziała ze starymi piernikami. Chodź. - Sam zaprowadziła mnie do Siebie do pokoju.

Poszłam razem z Nią, założyłam śliczną sukienkę, potem Sam poprawiła mi włosy żeby fale lekko opadały, i mogłam iść. Nie zdejmowałam okularów, i ruszyłam powoli.
Nasz kierowca zawiózł mnie do szkoły..

- Jak będziesz chciała wracać zadzwoń. - powiedział a ja weszłam do środka.

Było pełno ludzi. Carlos i Alexa już byli, tańczyli ze Sobą przytulali się i w ogóle.. Musiałam skoczyć do łazienki, i podsłuchałam rozmowę dziewczyn w środku doszła też Alexa.

- Jesteście wspaniałą parą z Carlosem. - powiedziała jedna z dziewczyn do Alexy.

- Dziękuję. Kochamy się bardzo, i zamierzamy się pobrać. - uśmiechnęła się.

- Ale słyszałaś że On kiedyś pocałował Brzydulę Jess.

- To był zwykły przelotny całus, nic więcej.. - powiedziała Alexa. - Teraz jest tylko mój..

Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Wyszłam z łazienki i wyszłam na dwór..

- Słyszałeś że Carlos pocałował Brzydulę Jess? - powiedział James do jakiegoś chłopaka.

- Wiem. Ale to był przypadek bo się potknął.

- Serio? - wyszłam dalej.. - To był przypadek? - miałam łzy w oczach.. - Ale co się mogłam spodziewać.. - pobiegłam szybko przed Siebie. - Mark przyjedź. - zadzwoniłam do szofera.

- Już jadę. - powiedział.

Minęło kilka dni od balu, nie rozmawiałam z Carlosem.. Omijałam go szerokim łukiem, ale nadal coś do Niego czułam..

- Jak się czujesz? - zapytała Mama budząc mnie w sobotę rano.

- Mamo.. Co? Dlaczego mnie budzisz? - zapytałam.

- Mamy dla Ciebie niespodziankę z Ojcem. - powiedziała. - Ogarnij się i chodź do salonu. - cmoknęła mnie w czoło.

Wzięłam szybki prysznic, uczesałam włosy w koka i zeszłam na dół.

- Co to za niespodzianka? - zapytałam, siadając na kanapie.

- Dzisiaj czeka Cie niesamowita metamorfoza! - oznajmiła Mama. - Fryzjer, okulista, manicure i całą reszta. Przestaniesz nosić aparat, wybielimy Ci zęby! Będziesz miała teraz soczewki kontaktowe. Skarbie będziesz niesamowicie wyglądała! - powiedziała dumna Mama.

- Naprawdę? - nie mogłam wydusić słowa.. - Łzy napływały mi do oczu.

- Płaczesz. - zapytał Tata.

- To ze szczęścia, cieszę się że coś takiego mnie spotkało. - skakałam ze szczęścia.

Kilka godzin później. 

Byłam już prawie po metamorfozie. Brzydkie kaczątko zmieniło się w łabędzia. Włosy falami opadały mi na ramiona, paznokcie były idealnie pomalowane, twarz rozjaśniała, brwi zostały wyregulowane, byłam zupełnie inna.. A to zaledwie w kilka godzin..

- Kochanie chodź się Nam pokaż. - powiedział Tata.

- Już, już. I jak? - okręciłam się kilka razy.

- Wyglądasz niesamowicie! - krzyknęła Mama.

- Chodź, do domu pochwal się wszystkim.

Pojechaliśmy do domu, wszyscy byli w szoku, ale tym pozytywnym. Sama się cieszyłam. Weszłam na Twittera aby ogarnąć co się dzieję.. Zobaczyłam zdjęcia z zaręczyn
Carlosa i Alexy, coś we mnie pękło. I się rozpłakałam. Wiedziałam że to Zakazana Miłość, czułam coś do Niego ale musiałam przestać o Nim myśleć.

W szkole. 

Idąc korytarzem wszystkie spojrzenia były zwrócone ku mojej osobie, nie byłam do tego przyzwyczajona.. Chłopaki od Carlosa także mi się przyglądali, widocznie mnie nie poznali, po kilku lekcjach, była przerwa na obiad postanowiłam zjeść na świeżym powietrzu dookoła siedzieli ludzie i bacznie mi się przyglądali..

- Wolne? - zapytała Angie podchodząc.

- Jasne. Siadaj. - uśmiechnęłam się.

- Jestem Angie Monroe. A Ty jesteś nowa? - zapytała nieśmiało.

- Jessica Van. - podałam jej rękę. - Miło Cię poznać. - jej mina, była bezcenna.

- To Ty? Ale jak to? - zdziwiła się. - Niemożliwe.

- A jednak. To Rodzice zafundowali mi to, też się zdziwiłam.

Zadzwonił dzwonek i zaczęły się lekcje.. Muzyka. Lubiłam ją, bo w końcu mogłam się wykazać.. Do sali weszła nauczycielka i czytała listę.

- Jessica Van. - rozejrzała się po klasie.

- Jestem. - podniosłam rękę do góry.

- Niemożliwe! - odezwał się Carlos z ekipą. - To Ona. - zachwycił się James.

- James spokój, zaraz będziesz mógł się wykazać talentem.. - spiorunowała go wzrokiem. - Kto zacznie? - zapytała.

- Ja mogę. - odpowiedziałam.. - Zaśpiewam to. - podałam tekst nauczycielce i płytę z podkładem



Zaśpiewałam tą piosenkę patrząc na Carlosa i jego ekipę.. Myślałam o Nim cały czas, do końca dnia.. 

Po skończonych lekcjach opuściłam szkołę. Angie zabrała Mama a do mnie podszedł Carlos. 

- Jess.. - powiedział. - Wyglądasz niesamowicie. Możemy się spotkać, i pogadać? - zapytał. 

- Nie. Chcesz spowodować następny wypadek? Tak wiem o wszystkim, daruj Sobie swoje tłumaczenia. Nie chcę Cię znać! - krzyknęłam mu to prosto w twarz. 

- Ale.. - wyjąkał. 

- Zostaw mnie w spokoju. Ta znajomość, i w ogóle. To wszystko, to była zakazana miłość! - Nie chcę Cię znać! Zostaw mnie w spokoju..

Od tego wydarzenia minęło kilka dobrych miesięcy.. Zaczęłam patrzeć inaczej na Carlosa, ale nasza przyjaźń nie wytrzymała.. Próbujemy ją zacząć od nowa, chociaż nie będzie tak samo jak wcześniej. Ja jednak zauważyłam w kimś innym prawdziwego Przyjaciela.. Okazał się Nikt inny jak Kendall, Przyjaciel Carlosa.. Nie wiem dlaczego On, ale kiedyś na Siebie wpadliśmy i zaprosił mnie na kawę.. Jesteśmy parą dopiero od 2 miesięcy ale wiem że to chłopak dla mnie.. 

Koniec. Jak wrażenia? Pisać ! ♥ . 
Dobranoc Mordeczki :). 

Marla przyzwyczajaj się ! Musiałam :* . 




czwartek, 18 września 2014

Part 32.

Oczami Kendalla. 

Coś mi się tutaj nie podoba.. Nie mogłem zasnąć, zmrużyć oka. Spojrzałem na zegarek 3.17..  Coś jest nie tak.. Czy Carlos coś ukrywa, może On i Bella nie są Rodziną? Nie wiem, nie wiem. Ale tego się dowiem. Przez te przemyślenia, oczy same mi się zamknęły. Zasnąłem. 

Salon - Śniadanie. 

Postanowiliśmy że śniadanie zjemy w salonie, w końcu Bella zaraz wyjeżdża w trasę, i musi jeszcze pojechać na zakupy. Nikt nie chciał się z Nią rozstawać. A szczególnie James. Ale nie rozmawiała z Nim. Siedzieliśmy i jedliśmy śniadanie. 

- No to jedziesz? - spróbowałem zacząć rozmowę.

- Tak. - odpowiedziała z lekkim grymasem na twarzy. - Widział ktoś Jamesa? - Bell rozejrzała się lecz go nie było. 

- Wyszedł rano biegać, ale nie wiem gdzie jest. - odpowiedział Logan pijąc herbatę. 

Śniadanie przebiegło w krótkiej i dość drętwej atmosferze. Tak jak i reszta dnia, jakoś nikomu nie było do śmiechu, ani żartów. Jamesa nie było prawie cały dzień.. Widać było że Bella się o Niego martwiła, lecz nie mówiła o tym. Co chwilę zerkała na telefon, lub siedziała na balkonie. 

- Zaraz na pewno przyjdzie. - pocieszył ją Carlos przysiadając się do Nas na tarasie. 

- Jasne.. - rzekła. - Już jest 17. Widzisz go tutaj? - spiorunowała go wzrokiem. 

- Nie. Ale wiem że wróci. - posłał jej uśmiech. 

- Martwię się o Niego, a jak po naszej wczorajszej kłótni się do mnie nie odezwie? - zapytała ze świetlikami w oczach. 

- Na pewno nie będzie tak źle. - pocieszyła ją Alice. 

- Po wypadku by zadzwonili. - zażartował Logan, po czy dostał poduszką od Al. 

Usłyszeliśmy cichą melodie dochodzącą z kuchni, wszyscy tam pobiegliśmy. Nie było nikogo, światła zgasły.. I powoli zapalały się małe świeczki które prowadziły Nas do ogrodu. Tam było naprawdę przepięknie, wszędzie świeciły się lampiony i inne unoszące się ozdoby. 

- No idź. - pochnęła lekko Bellę Alice.

- Ale co? Gdzie? - zapytała zdziwiona. 

- Przed Siebie. - dodałem i mrugnąłem do Niej. 

Bella poszła krótką ścieżką, i dotarła we właściwe miejsce.. A my z chłopakami pobiegliśmy zająć swoje miejsca. Trochę mnie to zezłościło.. Bo James nawet nie podziękował, i wykorzystał mój pomysł...

- Wiem że często się kłócimy, ale zawsze jakoś z tego wychodzimy.. Może to nie jest najlepszy dowód mojej miłości ale posłuchaj.. 



Alice nagrała całą sytuację i widać było że sprawiło jej to przyjemność, pomogła Nam w całym tym przedstawieniu. 

- Bella. - podszedł do Niej James i chwycił ją za dłonie. - Wiem że może nie jestem idealny, nie zawsze się ze Sobą zgadzamy. Ale w jedno mogę Ci obiecać. Będę Cię zawsze kochał, bez względu na wszystko. Nieważne czy wyjedziesz w trasę, czy ja też to zrobię ale zawsze będziemy razem. 

Dziewczyna patrzyła na Niego swoimi pięknymi oczami, w których miałem okazję się wpatrywać cały czas.. Jej oczy zaszkliły się i mocno wtuliła się w chłopaka nie odpowiadając mu ani słowem.. Postanowiliśmy zostawić ich samych. Nie mogliśmy jednak opuścić ich całkiem, więc schowaliśmy się tak aby nie było Nas widać. 

- Ej. Jesteście wredni, zostawcie ich w spokoju. - pogoniła Nas Al. - Już do salonu! 

- Dobra. 

Uczyniliśmy to co chciała Al. I poszliśmy do salonu, nie czekaliśmy długo na Jamesa i Bell. Po krótkiej chwili dołączyli do Nas, cali w skowronkach. 

- Co Was tak cieszy? - zapytałem z lekkim zniechęceniem, i uśmiechem. 

- Doszliśmy do porozumienia. - powiedziała Bella. - James nie będzie stał na drodze do mojej kariery, ale będzie mnie wspierał i liczę na to też z waszej strony. Jestem świeża w tych sprawach, więc mam nadzieję że mi pomożecie? - rozejrzała się po salonie i czekała na odpowiedź. 

- No jasne! - krzyknęła Alice i uścisnęła Przyjaciółkę. 

- Też jesteśmy z Tobą. - powiedzieliśmy równo z Loganem, a po chwili przyszedł Carlos. 

- Wiem że jeszcze nie jedziesz, ale weź to. - podał jej łańcuszek z literką ' I ' . - Ja mam podobny, gdy jechałem w pierwszą trasę to dostałem taki od Rodziców na szczęście. Więc mam nadzieję że Tobie też się uda. 

- Nigdy mi o tym nie mówiłeś. - zrobiła krok w tył. 

- Nigdy nie pytałaś.. - odpowiedział. 

Chwilę jeszcze porozmawialiśmy i w końcu poszliśmy spać. Następny dzień był bardzo męczący, pakowanie się, zakupy i wyjazd Bell. Nikt tego nie chciał a przeważnie James, Carlos no i.. Reszta. Położyłem się do łóżka i rozmyślałem. Wstałem około 8 nie mogłem spać, udałem się do łazienki i poszedłem na dół na kawę. Siedziała już tam Bella i wpatrywała się w kubek z herbatą. 

- Cześć. - machnąłem ręką i nalałem Sobie kawy. 

- Hej, hej. - powiedziała. - Jak myślisz, czy dam Sobie radę? - zapytała patrząc na mnie z nadzieją. 

- No a dlaczego nie? Głos masz dobry, nie wyglądasz najgorzej. Dasz rade. - zaśmiałem się. 

- No dzięki. To mnie naprawdę podbudowało. - poderwała się z krzesła. 

- Ej, ej. Poczekaj. - złapałem ją za dłoń i spojrzałem w oczy. - yy.. Przepraszam. Siadaj chodź pogadamy. 

- Ok. - zapadła niezręczna cisza, Bella zabrała a może wyrwała swoją dłoń, i ponownie usiedliśmy do stołu. 

- To.. - zacząłem. - Kto Cie odwozi na lotnisko? - zapytałem. 

- Zapewne wszyscy pojedziemy, bo nie chcę aby kogoś zabrakło. - odpowiedziała i zanurzyła nos w herbacie. - Nie chcę sama jechać, chcę żebyście wszyscy pojechali i z każdym z osobna muszę się też pożegnać. 

- Naprawdę? - odpowiedziałem zaskoczony. 

Kiwnęła tylko głową, i więcej nic nie mówiła. Do kuchni powoli schodzili się domownicy. Wszyscy zaczęliśmy rozmawiać o karierze Belli. Carlos zachowywał się każdego dnia inaczej, z godziny na godzinę wydawał się dziwniejszy. Czy nikt tego nie zauważał? 

- O której masz lot? - zapytał Carlos. - spoglądając na zegarek. 

- O 18 , będziemy tam wieczorem więc jeszcze zdążę się wyspać. A rano będziemy zaczynać próby, bo wszystko ma być przygotowane. 

- Świetnie. Możesz odwiedzić moich Rodziców. - zaśmiał się James. 

- Żartujesz? - zapytała patrząc na Niego jak na idiotę. - Może jeszcze mi podasz adres. - zaśmiała się. 

- No jasne. Już Ci zapisuję.  - podał jej kartkę z zapisanym adresem. 

- Ok.. - powiedziała lekko zszokowana. - Dziękuję. - uśmiechnęła się. - Muszę lecieć się spakować, no i posprzątać pokój. - wymknęła się na górę.. 

Oczami Belli.

- On chyba zwariował, jeszcze mam odwiedzać jego Rodziców. - mamrotałam Sobie pod nosem, ścierając kurze. - Ten chłopak mnie zadziwia. - zaśmiałam się pod nosem. 

- Mogę? - do pokoju zapukał Carlos. 

- Jasne. Co tam? - zapytałam i uśmiechnęłam się. 

- No wiesz. Nie mogę, pojechać z Tobą na lotnisko, strasznie mi przykro, muszę załatwić kilka ważnych spraw. - wyjaśnił. 

- Och. - westchnęłam głośno. - No cóż, nie mogę Ci kazać ze mną jechać, jak to coś ważnego to dobrze. - przytuliłam brata, lecz ten nagle się odsunął. - Co jest? - zapytałam zdziwiona. 

- Nic, nic. Po prostu źle się czuję. Przepraszam. - wyszedł. 

- Dziwne. - wzruszyłam ramionami. 

Lotnisko.

- Gdzie Carlos? - zapytał James podając mi podręczny bagaż. 

- Nie mógł, przyjechać, miał coś ważnego do załatwienia. 

- Ale co jest ważniejszego od Siostry? - podrapał się po głowie Kendall. 

- No widocznie coś jest. - odpowiedział mu Logan. 

- Pasażerowie lotu Los Angeles - Nowy Jork. Proszeni są do wyjścia numer 25. 

Z głośników wydobył się komunikat, i jak w szeregu wszyscy się ustawiliśmy do pożegnania. 

- Będę za Wami tęskniła, chociaż to tylko pół roku, ale dla mnie to jak wieczność. Może trochę przesadzam, ale co tam. Nie lubię się żegnać. - tylko nie płacz, powtarzałam to Sobie w myślach, podchodziłam do Nich osobno i przy każdym miałam inne odczucia. Gdy podeszłam do Kendalla aby go przytulic, jego serce zaczęło mocniej bić.

- Będę tęsknił. - szepnął mi na ucho, i słodko się uśmiechnął. 

- Ej, ej. Nie podrywaj Belli. - pogroził mu James. 

- Nie podrywam nie martw się o to. - zaśmialiśmy się oboje.

- Nie przedłużajmy dłużej tego.. - zaśmiałam się i poleciało mi kilka łez. - Będę tęsknić. pa.. ! - pomachałam znajomym i poszłam. 

Oczami Kendalla. 

Serce zaczęło mi mocniej bić, gdy tylko Bella się do mnie przytuliła, czy to coś znaczy? Mam mętlik w głowie, nie wiem co o tym myślem. Ale Ona i James to świetna para, a je jestem jej Przyjacielem. Stop! Nie możesz tak myśleć, może coś kiedyś zaświta. 

- No, no. Jak tak możesz? - usłyszałem głos w mojej głowie. - Hola! Tutaj jestem. 

Na moim lewym ramieniu stał.. Mały Kendall, znaczy ja ale w rozmiarze bardzo małym, totalny gość, ubrany na czarno.. A takie rzeczy dzieją się tylko w filmach.. 

- Nie słuchaj go. - odpowiedział drugi w nieskazitelnie białym wdzianku. 

- Słuchaj, słuchaj. Bella jest dobrą partią dla Ciebie. Ale przeszkadza Ci James Maslow. - zaśmiał się złowrogo. 

- Kendall. Znajdziesz kogoś innego, nie pozwól aby ON sprowadził Cię na złą drogę. - powiedziała moja dobra strona. 

- Biegnij za Nią. Pocałuj ją i ucieknijcie razem! 

- Kendall. Kendall. - machał mi przed twarzą Logan. - Chodź. - pociągnął mnie. 

- Co? - odpowiedziałem wyrwany jakby z transu. Zamyśliłem się. Przepraszam. 

Nie wiem co się dzieję, mam jakieś dziwne przeczucia dotyczące Carlosa i sam się dziwię Sobie.. Może się zakochałem? Ale jak? Człowiek od tak się nie zakochuje, ale to może być tylko zauroczenie.. TAK. To tylko zauroczenie nic więcej. 

- Zamawiamy pizzę? - krzyknął uradowany Logan. 

- Z podwójnym serem i na grubym cieście, jestem mega głodny. - zaśmiał się Carlos, podchodząc do lodówki. 

- Ja podziękuję. Wolę coś zdrowego, może jakąś lekką sałatkę. - powiedział James. 

- Ale nie bój się, Bella pojechała się musisz się martwić o figurę, jutro pójdziesz na siłkę i spalisz tą pizzę. - zaśmiała się Alice. 

- Bardzo śmieszne.. - zmrużył oczy.

- Oj no weź. - klepnął go Carlos. - Już nie udawaj takiego świętoszka, możemy raz na jakiś czas zjeść coś nie zdrowego. 

- No Carlos ma rację. - poparła go Alice. 

- No dobra. 

Poszedłem do kuchni i zamówiłem coś dobrego i do tego wzięliśmy jakiś film na DVD.. Na początku nie ogarniałem ale Carlos powoli wszystko opowiedział. 

- Ogólnie to jest jakiś dramat z nutą filmu na faktach.. - zaczęło się ciekawie. - Opowiada on o perypetiach Rodziny, spokojni ludzie. Rodzice pracują, dzieci się uczą i wszystko gra. Ale któregoś pięknego dnia, podczas jakiegoś wypadu na wakacje, giną Rodzice dwójki dzieci. I Oni sami muszą o Siebie zadbać.. Dziewczyna miała na imię chyba Arlett a chłopak Daniel. Byli rodzeństwem dzieliło ich 3 lata różnicy. Gdy zostali już sami poszli na imprezę do znajomych i tam się dopiero działo.. 

- Może nie włączajmy tego filmu, tylko jakąś dobrą komedię. A Carlos to Nam streści. - zaśmiałem się. 

- Ok. - przytaknęła reszta. 

- Więc. - Carlos kontynuował. - Idąc na tą zabawę nie spodziewali się że będą mieli tyle atrakcji. Arlett wyszła z koleżankami na spacer, no i jakby to powiedzieć.. Dziewczynom przytrafiła się nie miła sytuacja, ktoś je zgwałcił.. Minęło kilka miesięcy, a sprawcy nie ujawnili się, lecz po krótkich i trwałych poszukiwaniach sprawcy się odnaleźli. Arlett była w wielkim szoku, jak się dowiedziała kto to zrobił. Okazał się to jej brat. Nie mogła uwierzyć że jej brat ją zgwałcił, był po prostu zazdrosny o to że Rodzice poświęcali jej dużo czasu.. To przez Niego Oni zginęli, nabroił coś w ich samochodzie, a na tej imprezie upił siostrę i jej koleżanki. Arlett nie mogła w to uwierzyć. On gdy tylko jej to powiedział popełnił samobójstwo, powiesił się w jej pokoju. Dołączył filmik z jej gwałtu, oraz zdjęcia jak się powiesił.

' Arlett. Przepraszam za to co Cię spotkało, lecz nie mogłem tak dłużej żyć. Zawsze byłaś oczkiem w głowie Rodziców, ja spadałem na drugi tor. Nie mogłem już tak dłużej żyć, to przeze mnie Rodzice zginęli i to ja Cię zgwałciłem. Tak ja. Twój własny brat, ale nie martw się już nie zrobię tego więcej. Możesz być o to spokojna.. '
Twój kochający Daniel.



- Nie zasnę. - odpowiedziała Alice. - Oglądałeś cały film? - zapytała Carlosa wtulając się w Logana. 

- Tak. A treść listu pamiętam prawie na pamięć. - rzekł pękając z dumy. 

- No, no. Chylę czoła.- klasnął w dłonie James. 

- Dziękuję, dziękuję. - zaśmiał się. 

- Oglądamy tą komedię? - pokazał płytę z filmem. 

- Jasne, coś na odmóżdżenie się przyda. - kiwnąłem głową. 

Zaczęliśmy oglądać jakąś komedię, ale w końcu wszyscy zasypialiśmy, jednak ja byłem jeszcze trochę kojarzący i zauważyłem jakąś postać która opuszcza Nasz dom.. Niestety nie wiem kto to mógł być, chciałem śledzić ' to coś ' ale nie miałem na to siły.. 

No i się napisał! Huhu.. Jestem z Siebie dumna, bo mam  już jeden pomysł na może ostatni odcinek bloga, ale do tego czasu jeszcze trzeba będzie poczekać. 
huhu ♥ . 


Makijaż jak zawsze by ślady łez zatrzeć
Niech nie widzą, że płaczę
Powieki są po to, żeby nie patrzeć
Jak odchodzisz na zawsze..
♥ . 

piątek, 5 września 2014

Part 31.

Oczami Carlosa. 


Miałem jakieś dziwne przeczucie, że dzisiaj się coś wydarzy, ale nie do końca byłem pewien co. Dojechaliśmy na miejsce, to był ogromny las wszędzie pełno drzew i różnych dziwnych budowli. Facet który Nas zaprowadził,  pokazał Nam stroje w które mamy się ubrać. Gdy byliśmy prawie gotowi, do zespołu dziewczyn dołączyły jakieś 2 osoby. Wyglądały na nieśmiałe, ale spróbowałem do nich zagadać.. 

- Cześć! - wyciągnąłem dłoń do dziewczyn. - Jestem Carlos. A Wy? 

- Ja jestem Nicole a to moja koleżanka Rosemary, w skrócie Mary. - odpowiedziały z uśmiechem jak przypuszczam. 

- Miło Was poznać, może umówimy się później na kawę? - zapytałem.. - Auu.. - krzyknąłem. - Co to miało być? - zdenerwowałem się. 

- Sorry.. - odpowiedział Logan. - Sprawdzałem tylko czy pistolet działa. 

- No świetnie. I spłoszyłeś dziewczyny. Grr.. - odwróciłem się na pięcie, i wróciłem do ekipy, żeby posłuchać co koleś ma do powiedzenia.

- Witam wszystkich. Nazywam się Daniel Breem. Będę Wam wyjaśniał zasady gry..

- Bla, bla, bla.. - Koleś konkretnie przynudzał. Po kilkuminutowej ' opowieści ' mogliśmy zacząć grę. - Będziecie żałowały.. - krzyknąłem do dziewczyn.

- Carlos jeszcze się nie nauczyłeś, że wygrywam? - zaśmiała się Bella i podeszła do dziewczyn się naradzić.

- Jaką mamy strategię? - zapytałem Kendalla, który był kapitanem.

- Trzeba tak je zajść, aby nie wiedziały z której strony leci pocisk..

Kendall wszystko wytłumaczył i rozbiegliśmy się w cztery strony świata.. Tak żeby rozproszyć uwagę dziewczyn..  Na marne, zostaliśmy przegraną drużyną a dziewczyny odniosły pełen sukces.

- Gdzie się tak nauczyliście grać? - zapytał zasapany Logan.

- Musiałam się nauczyć, różnych trików do filmu. - zaśmiała się Alice.

- To nie fair.. - odparł James. - Mogłaś Nam powiedzieć. - tupnął nogą.

- Nie pytaliście.. - zaśmiałyśmy się z dziewczynami.

- Dobra.. - westchnąłem. - To co? Tydzień sprzątania, prania i usługiwania?

- Nie odwołujemy zakład.

- Jak to? - stanęliśmy zszokowani. - Ale.. Przecież umowa i w ogóle. - jąkał się Logan.

- Jeszcze trochę przez swoje życie nabroicie, więc wtedy przypomnimy Sobie ten dzień i będziemy myśleć. - uśmiechnęła się Al. - A teraz chodźcie na coś dobrego, zapraszamy Was na obiad. - machnęła dłonią i poszliśmy się przebrać.

Nie wiedziałem gdzie mamy iść. Alice i Bella mając na myśli ' zapraszamy was na obiad ' zaprowadziły Nas do pierwszego sklepu jaki był najbliżej. Okazało się że robienie obiadu spadło na Nas. Tego się nie spodziewaliśmy, ale cóż.

- Co na obiad? - zapytała Bell przeglądając czasopismo.

- No właśnie  nie wiem. - odpowiedziała jej Al. - Chłopaki co proponujecie?

- Ale przecież to wy zapraszacie Nas na obiad. - zaśmiałem się.

- Nie myśleliście że tak Wam oddamy naszą wygraną.

- Ale.. - zaczął się jąkać Logan.

- No cóż.. Takie życie. - zaśmiał się James.

- I Ty przeciwko Nam? - odparliśmy robiąc mur z chłopakami.

- No co? - szturchnął Kendalla. - Jeszcze nie raz wygramy, a teraz chodźmy zrobimy im tą przyjemność i zaprosimy je na domowy prawdziwy obiadek.. - szyderczo się zaśmiał.

- Co masz na myśli? - zdziwiłem się na jego słowa.

- Zobaczysz, oj zobaczysz.

Jeszcze trochę szwendaliśmy się po sklepie. Pakując zakupy do auta, Kendall miał niezwykle dziwny uśmieszek.. Coś mnie przerażało, ale nie wiem co nawet kombinował. Wróciliśmy do domu, zabraliśmy się za robienie kolacji, bo chodzenie po sklepach było dosyć długie i męczące. Po kilku godzinnej bitwie w kuchni kolacja zapełniła stół.

- Dziewczyny chodźcie. - zawołałem.

Przyszły po krótkiej chwili, Kendall z pomocą Jamesa ustawili naczynia i postawili przyprawy.

- Carlos.. tss. Słyszysz? - szepnął James.

- No co? - odwróciłem się.

- Tutaj jest sól a tam pieprz a to specjalna przyprawa. - powiedział.

- Czyli co? - zapytałem.

- Dziewczynom ją podaj.. - podsunął ją bliżej talerza.

- Ale.. No ok.

Usiedliśmy do stołu, dziewczyny zachwycały się naszym obiadem, przyprawa Jamesa i Kendall zrobiła furorę nawet Logan, jej spróbował.

- Smakowała kolacja? - zapytałem.

- Była pyszna. - uśmiechnął się Logan. - Przeproszę Was i pójdę spać, jestem strasznie zmęczony. - Dobranoc.

- Dobranoc. - odpowiedzieliśmy chórem.

Dziewczyny pomogły Nam sprzątać, a potem wszyscy poszli do swoich pokoi.

Kilka godzin później.. Oczami Alice. 

Obudziłam się około 3 rano. W moim brzuchu rodziła się jakaś rewolucja, nie wiedziałam co się dzieję, nie byłam głodna, ale tak jakby mi burczało.. Lecz w złym tego słowa znaczeniu, szybko pobiegłam do łazienki ale nic.. Napiłam się wody i wróciłam do Siebie, po chwili Logan wybiegł jak oszalały z pokoju i popędził do łazienki, nie było go około 30 minut. 

- Logan. - zapukałam. - Dobrze się czujesz? 

- Taak. - odpowiedział głośno i ciężko. 

- Co się dzieję? - zapytałam. 

- Chyba zaszkodziła mi kolacja, ale jest już lepiej. Połóż się spać, ja zaraz przyjdę. 

- Jasne. - kiwnęłam głową i się położyłam. 

Chwilę później przyszła Bella. 

- Mogę wejść? - zapukała lekko. 

- Jasne. Co się stało? 

- Usłyszałam u Was jakieś szmery w pokoju, coś się stało? - zapytała siadając na rogu łóżka.

- To chyba Logan. Boje się że chłopaki coś dodali.. - powiedziałam.

- Ale że co? - zapytała podnosząc się powoli.

- No nie wiem, coś może żeby no wiesz.. - zawstydziłam się.

- Żeby Nas przeczyściło? - zapytała prosto z mostu.

- No tak. Ale dlaczego?

- Nie wiem, ja się idę położyć. - powiedziała. - Osobiście się dobrze czuję, ale widzę że Logana nie ma.

- To mnie nie pokoi, ale poczekam chwilę i też się położę. Dobranoc. - powiedziałam i poczekałam chwilę..

A ja jakoś zasnęłam.. Obudziłam się około 9. Logana nadal nie było w pokoju, a łazienka była zamknięta. 

- Logan?! - zapukałam. 

- Żyję. - wymamrotał.  

- Mogę wejść? 

- Proszę.

Weszłam i oniemiałam. Logan leżał skulony w wannie pod ręcznikami, i kocem? Jak On go tam znalazł. Ale nie ważne, wyglądał jak siedem nieszczęść. Musiałam otworzyć okno bo w łazience był nieprzyjemny zapach.. Odrzucający wręcz. Poprosiłam chłopaka aby wyszedł i wziął prysznic na dole w łazience, bo ja muszę tutaj ogarnąć..

30 minut później. 

Uf. Otarłam pot z czoła bo wreszcie skończyłam, mogłam spokojnie wziąć prysznic i zejść na dół do kuchni. Logan siedział skulony i popijał herbatę. 

- Jak się czujesz? - zapytałam przytulając chłopaka od tyłu. 

- Herbata mnie rozgrzała. - powiedział popijając ciepły napój. 

Chłopaki spojrzeli tylko na mnie i Logana. Czułam że w ich wzroku coś się ukrywa. 

- Dobra. Bez owijania w bawełnę, powiedzcie mi co dodaliście wczoraj do kolacji?! - podniosłam lekko głos bo bardzo mnie to zdenerwowało. 

- Na mnie nie patrz. - skrócił Carlos. - Ja o tym nic nie wiem, zapytaj Jamesa i Kendalla to był ich pomysł z tą przyprawą. Ja Ci nic nie powiem. 

- Dziękuję. Ale już powiedziałeś. - uśmiechnęłam się od ucha do ucha. 

- Pena ! - krzyknęli razem Maslow i Schmidt . 

- Co?! - odezwali się równo Bella i Carlos. 

- Starszy Pena. - skarcił go Logan. - Co Wy zrobiliście? Męczyłem się pół nocy, dopadła mnie biegunka i wymioty.. - skarżył się. 

- Chcieliśmy odegrać się na Bell za to że Nas tak wrobiła znaczy mnie i Carlosa, ale za to też że przegraliśmy. - James mówił jak nakręcony. 

- Co? - Bell zachłysnęła się herbatą.. - Za to że nie chciałam żebyście, robili głupstwa po pijaku i za to że przegraliście wczoraj to tak się odegrać? Widzicie w jakim stanie jest Logan? Nie mógł przez Was spać, a Wy oczywiście macie to gdzieś.. - nakręciła się. - Jesteście idiotami! - oburzyła się i poszła na górę. - Jak wrócę do domu, to ma się tutaj lśnić.. Idę do studia, nie mam ochoty na Was patrzeć. 

- Logan chodź na górę, położysz się i odpoczniesz. - powiedziałam. 

Carlos czuł się winny i cały dzień biegał przy Loganie. Ja mogłam nadzorować chłopaków.. Wieczorem do domu przyszła Bella całą w skowronkach z winem. 

- Chodźcie. - zaprosiła wszystkich na dół. - Mam dobre wieści, a może i wspaniałe. - odpowiedziała i męczyła się z otworzeniem butelki. 

- Daj pomogę Ci. - zaoferował się Carlos. - Opowiadaj co się stało. 

- Więc za 3 dni jadę w trasę koncertową! - krzyczała z radości a Nam opadły szczęki z wrażenia. 

- Musimy za to wypić. - uśmiechnęłam się i nalałam każdemu wina. 

- Też się cieszę, to ma być na jakimś festiwalu mamy być na Florydzie, w Nowym Jorku i wielu innych. A co najlepsze jedziemy do Miami! - podskoczyła radości.

- Świetnie ! - krzyknął Carlos. - Pojadę do Miami! - uśmiechnął się.

- No właśnie. To już zła wiadomość, nie mogę zabrać nikogo. - spuściła wzrok.

- Jak to? - odezwał się James. - Jak to Sobie wyobrażasz?! - podniósł głos. - I mam Cię puścić samą? 

- To dla mnie wielka szansa.. - uśmiech zszedł jej z twarzy. - To tylko pół roku.. - powiedziała i jednym łykiem wypiła wino. 

- Pół roku?! - podniósł się James i spojrzał złowrogo na Bell. - Nie jedziesz nigdzie! - krzyknął. 

- Nie jesteś moim Ojcem! - zdenerwowała się. 

- Ale jestem Twoim Facetem! - odpowiedział jej w gniewie. - I zabraniam Ci jechać! 

- Nie masz prawa mi niczego zabraniać, mogę robić co chcę! Moja kariera się rozwija więc mam szansę. A jak masz z tym problem to trudno. Specjalnie dla Ciebie nie będę rezygnowała z moich marzeń! - krzyknęła. - Nikt mi w tym nie przeszkodzi, żebym mogła zrobić karierę nawet Ty! Zrobię co zechcę.. - odwróciła się na pięcie i wyszła. James zrobił to samo. 

- No i wyszło na jaw, na czym zależy bardziej Belli. - skomentował Kendall. 

- Sugerujesz że Belli zależy bardziej na karierze niż na Jamesie? - zapytałam. 

- Widziałaś jak się zachowała. - rzekł. 

- No i co z tego? To że jest w związku to nie oznacza, że ma pozostać przy Jamesie cały czas chce się rozwijać i ma do tego prawo. 

- Ale James jest teraz załamany. - odpowiedział 

- A myślisz że gdyby przed Nim, stanęła taka szansa jak przed Bell to by to zaprzepaścił? - wtrącił Carlos. - James też by tak postąpił jak Bella. Chciałby aby jego kariera się rozwijała, może za bardzo oboje wybuchli.. Ale w końcu jedno zrozumie drugiego i dadzą Sobie szansę. - po tej przemowie Carlos poszedł do Siebie na góre.. A ja poszłam pogadać z Jamesem. 

Wyszłam na taras, chłopak oparł się o balustradę i wpatrywał się we wzgórza.. Wyglądał tak niewinnie, a zarazem groźnie.. Podeszłam bliżej aby zagaić rozmowę.

- Jak się czujesz? - zapytałam spoglądając przed Siebie.

- A jak ma się czuć? Nie wiem co mam o tym myśleć. Ona jest dla mnie całym światem, dopiero teraz zauważyłem jak bardzo mi na Niej zależy, i nie chcę aby opuszczała mnie na krok. A do dopiero że ma wyjechać, na pół roku?! Wyobrażasz to Sobie? - zapytał spuszczając wzrok.

- Tak wiem rozstania są trudne, ale postaw się na jej miejscu.

- Jak? - spojrzał na mnie i zaczął wsłuchiwać się w moje słowa.

- Jesteśmy młodzi, całe życie przed Nami.. Pozwól jej rozwijać swoją karierę, nie zawsze będzie mogła Nas ze Sobą zabierać, to jej pierwsza taka wielka trasa. Przypomnij Sobie jak pierwszy raz wystąpiliście w telewizji, a później sesje i wywiady. A pierwsza trasa BTR-u. Pamiętasz? - zapytałam. - To musiało być wspaniałe uczucie, i ta chwila jak wyszedłeś na scenę z chłopakami. Pamiętasz to uczucie? Przypomnij to Sobie, było naprawdę świetnie. Bella też chciała z Wami pojechać, a nie mogła. Pokłóciła się wtedy z Carlosem.. Tak ja Ty teraz z Nią.

Chłopak westchnął głośno i spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem. Po czym wrócił do środka.

- To było piękne. - odezwał się znajomy głos.

- Mówiłam to co myślę i to co czuję. - zza drzwi wyszli po kolei Logan , Kendall i Carlos.

- Nie spodziewaliśmy się że tak to ujmiesz, i porównasz mnie z Bellą. - zaśmiał się Carlos.

- Musiałam podać przykład.. - zaśmiałam się.

- Pogodzą się? - zapytał Kendall spoglądając w gwiaździste niebo.

- Tak. - zapewnił Carlos, patrząc na wzgórza.

- Skąd wiesz? - zapytaliśmy równocześnie.

- Znam moją.. - zrobił pauzę. - Siostrę. - i wydusił to z Siebie, po czym odwrócił wzrok i wrócił do Siebie.

- Coś nie tak jest z Carlosem.. - powiedziałam.

- Też to zauważyliście? - wtrącił Logan. - Jest jakiś dziwny, mówi coś a potem to cofa. Albo filozofuję. A teraz ta pauza.

- Coś jest nie tak.. - odpowiedział Kendall.

- Pewnie jest przemęczony, tak jak wszyscy. A teraz ta trasa, chodźcie spać, zrobiło się późno.. zaczęłam drżeć z zimna i poszliśmy do środka.

- Ja się dowiem o co chodzi. - szepnął Kendall.

- Mówiłeś coś? - zapytałam.

- Dobranoc.. Tylko Dobranoc.

I cóż. Napisało się, można? Można. Jakoś coś mnie wena opuściła, może za dużo problemów.. Ale postaram się aby było więcej akcji, mam w zeszycie kilka albo kilkanaście pomysłów, część się mogła pojawić w innych blogach ale to urozmaicę. Postaram się chociaż, nie wiem też ile rozdziałów będzie liczył mój blog 50 , 60 , a może uda mi się dojść do 100? Zobaczymy.