niedziela, 21 września 2014

Carlos i Jessica - Zakazana miłość.

Wpis do pamiętnika. 
Nowa klasa, nowi znajomi.. Już się boję. Nie wiem co mnie czeka w tym roku ale wiem, że nie chce tutaj być. Przytłacza mnie to wszystko, nie wiem czy dam Sobie radę w nowym otoczeniu bez starych znajomych na których mogłam liczyć. Ale ja nie miałam znajomych, ani nawet przyjaciół - Jessica.

Wstałam kilka minut przed 7, żeby móc coś wybrać do szkoły i skorzystać z łazienki. Powoli się szykowałam, wzięłam krótki prysznic, włosy szybko wysuszyłam i rozłożyłam na ramiona, tak żeby fale spokojnie opadały. Rzuciłam na Siebie jakieś ubrania z szafy i byłam gotowa zejść na śniadanie. Nasz dom wydawał się być mały ale w środku, był ogromny wyglądał jak dom w serialu Arrow. Piękna wielka budowla, naprawdę zapierał dech w piersiach. 

- Już nie śpisz? - zapytała Sam nasza kucharka, mam z Nią dobry kontakt, bo Rodziców nie ma często w domu, więc Ona jest moją najlepszą przyjaciółką. 

- Nie mogłam spać, pierwszy dzień w nowej szkole, nowi znajomi, nowe twarze i w ogóle. Mały stres. - zaśmiałam się, i sięgnęłam po ciastko. 

- Proszę to Twoje tosty, oraz sok. - uśmiechnęła się i usiadła na przeciwko, uśmiechając się. - Pobrudziłam się? - zapytałam i spojrzałam w lustro obok. 

- Nie, nie. Przypominasz mi Siebie kilkanaście lat temu, też się stresowałam pierwszym dniem w pracy. 

- Ale to było co innego, nie musiałaś zmieniać otoczenia ani Przyjaciół. A ja, jestem nowa i się boję. 

- Skarbie. - pogłaskała mnie po głowie. - Wszystko będzie dobrze, dasz Sobie radę wierzę w Ciebie. - pocieszyła mnie. - Ale już się pośpiesz, bo nie możesz się spóźnić pierwszego dnia. - cmoknęła mnie w policzek i poszłam na autobus. 

Idąc przez drogę poczułam zapach jesieni, nie wiem jak go opisać ale jest cudowny uwielbiam go, wszędzie były złote liście i babie lato. Idąc przez miasto zauważyłam stojącego na przystanku Latynosa, pewnie mieszka w okolicy bo jedzie tym samym autobusem pewnie do szkoły. To był jedyny przystanek na mojej ulicy który rozwoził uczniów do szkoły. Niestety po chwili doszli do Niego kumple, a ja stanęłam nie opodal. Autobus przyjechał a Oni wbiegli do Niego jak stado baranów.. Oczywiście nie obyło się bez przepychanek, po czym oczywiście ja wylądowałam na ziemi. 

- Przepraszam najmocniej, nie chciałem. - podał mi rękę chłopak. - Jestem Carlos. Carlos Pena, chodzę tutaj nie daleko do szkoły, jestem w pierwszej klasie liceum, profil muzyka. A Ty? - spojrzał na mnie swoimi brązowymi tęczówkami, które idealnie się odbijały w porannym słońcu. 

- Ja.. Ja też chodzę na ten sam profil co Ty. - zachichotałam cicho. - Jeszcze wzięłam zajęcia z fotografii. - uśmiechnęłam się. 

- Jak masz na imię? - szybko zmienił temat.

- Jessica. Jessica Van. Dziękuję. - podniosłam się i znalazłam miejsce w autobusie. 

- Miło mi Cię poznać Jessico. - mrugnął do mnie. 

- Pena! - krzyknął jakiś chłopak. - Chodź, mamy wolne miejsca. 

- Idę już. Nie gorączkuj się tak. - machnął mi i odszedł do znajomych. 

Carlos Pena.. Rozmyślałam o tym chłopaku przez całą drogę do szkoły, już wiem jaki Przystojniak będzie ze mną chodził do klasy, ale gdzie mi do Niego. On jest z wyższej półki, a ja. Szara myszka, która boi się własnego cienia. A gdzie mi do bycia jego dziewczyną. Dojazd do szkoły nie trwa długo. 15 minut i jest się na miejscu, szkoła wyglądała bardzo nowocześnie. Tuż przy wejściu był niewielki park, w którym było kilka ławek i drzew. Standardowe liceum jak każde, będę miała gdzie leniuchować między lekcjami. Dużo przyrody to coś dla mnie, będę mogła zająć się swoją pasją.. Wszystkie pierwsze klasy musiały udać się do sali gimnastycznej, aby dostać plan pierwszego dnia, i poznać nauczycieli.. Tak też zrobiłam, poszłam w stronę sali.. Carlos siedział gdzieś na końcu ze swoimi kumplami, czy On ich nie odpuszcza na krok?

- Uwaga, uwaga. - powiedziała elegancka Kobieta na oko około 40 lat. Wyglądała na miłą, ale to pewnie pozory. - Już zapewne wiecie po co Was tutaj ściągnęliśmy, podzielimy Was na klasy, a następnie każdy z Was uda się do sali i tam dostaniecie plan lekcji a później wpiszecie się na korytarzu na listy do zajęć na które chcecie uczęszczać. - powiedziała.

I tak zaczął się pierwszy dzień w szkole, udałam się do sali numer 25 zajęłam miejsce blisko ławki nauczycielki tuż na przeciwko Niej. Siedziałam sama, bo cała reszta się do Siebie po dosiadała. Ale to mi nie robiło żadnej różnicy, zazwyczaj byłam bardziej samotna. Jestem raczej nie śmiała, i nie umiem nawiązywać kontaktów.. Może to z jednej strony dobrze, ale kto by też chciał się zadawać z dziewczyną która nosi wielkie okulary, aparat na zęby i nie ubiera się zbyt modnie, babcine sweterki w tym nie pomogą, ale przez całe życie nie będę odludkiem.

- Ale chyba jeszcze mamy się zapisać na zajęcia? - zapytał wysoki Przystojny szatyn z brązowo-zielonymi oczami.

- Tak. Owszem. Zaraz obok pokoju nauczycielskiego wisi lista, proszę się zapisać. - powiedziała nauczycielka.

Wszyscy ruszyli z klasy aby zająć najlepsze miejsca, na liście.

- Zdążyłam. - odsapnęłam gdy złożyłam podpis na liście.

- Gdzie się zapisałaś? - podszedł Carlos i spojrzał na listę. - Oo. Fotografia, wysoko mierzysz. - zaśmiał się.

- Lubię robić zdjęcia, to wszystko. - uśmiechnęłam się.

- Mnie to jakoś nie kręci ale wolałem to bo chłopaki się uparli.. Niema tutaj zajęć z hokeja, ale fotografia to też zawsze coś.

- Grasz w hokeja? - zapytałam aby rozkręcić rozmowę.

- Tak. Z chłopakami zawsze graliśmy, jak tylko mogliśmy. - rozmarzył się. - Ale jak się tutaj przeprowadziliśmy to nie możemy. Mieszkaliśmy w Minnesocie. - obdarzył mnie śnieżnobiałym uśmiechem.

- hihi.. - zachichotałam cicho. - Przepraszam ale muszę iść. - spuściłam głowę i odeszłam.

Szybkim krokiem poszłam w stronę wyjścia..

Carlos. 


- Kto to był? - podszedł do mnie James. - A może raczej co? - zaśmiał się.

- Jessica. - odparłem. - Nie musisz się z Niej śmiać, to że nosi okulary i nie wygląda dobrze to nie znaczy że nie jest fajna. - uderzyłem go w ramie.

- Co? No a może Ci się podoba? - zażartował.

- Nie. - spojrzałem na Niego i zastanowiłem się jakim cudem On jest moim Przyjacielem.

- Coś nie tak ze mną, że mi się przyglądasz? - szybko zaczął poprawiać włosy.

- Nie, nie . Skądże. Zastanawiam się jakim cudem jesteś moim Przyjacielem. - uśmiechnąłem się.

- Usiądź to Ci opowiem. - usiedliśmy w autobusie. - Moja Mamusia i Mój Tatuś kilkanaście lat temu poszli razem do łóżka. Tatuś zaczął..

- STÓJ ! - krzyknąłem na cały autobus. - Nie o to mi chodziło.. - otarłem pot z czoła.

- aa.. - podrapał się po głowie i usiadł z powrotem.

Dojechaliśmy na właściwy przystanek wszyscy zaczęli wysiadać z autobusu, nie widziałem Jess ale po chwili wynurzyła się z tłumu, szła w przeciwną stronę do naszej..

- Idziesz Carlos. - szturchnął mnie Logan.

- Dogonię Was. - powiedziałem i pobiegłem w stronę Jess. - Jessica! - krzyczałem. - Stój. - odwróciła się i zatrzymała.

- Odprowadzę Cię. - zaproponowałem, na co dziewczyna odwzajemniła uśmiechem.

- Miło z Twojej strony, ale nie musisz ze mną iść jak nie chcesz. - poprawiła okulary.

- Ale chcę, po prostu chcę Cię bliżej poznać. Tyle. - uśmiechnąłem się. - Opowiedz mi coś o Sobie. - zaproponowałem.

- A co chcesz wiedzieć? - spojrzała na mnie lekko, lecz nie odrywając wzroku od chodnika.

- Co lubisz, czym się zajmujesz, jakie jest Twoje hobby i marzenie.

- Ogólnie jestem nieśmiała, i nie miałam dużo znajomych, a wręcz może wcale. Odkąd pamiętam byłam odludkiem, nie umiałam się z Nikim dogadać.. - posmutniała. - Zawsze chciałam móc z kimś porozmawiać tak szczerze i w ogóle. - spojrzała na mnie na moment. - O już widać mój dom. - wskazała dłonią na wielką willę.

- Tutaj mieszkasz? - zrobiłem wielkie oczy.

- Tak. Mieszkam tutaj z Rodzicami, ponieważ mój brat już się ożenił więc jestem tutaj tylko z Rodzicami. No i ludźmi którzy pracują, taka służba. Ale to moi jedyni Przyjaciele. - posmutniała i spojrzała w stronę domu. - Przepraszam ale muszę iść. - spojrzała na mnie i się uśmiechnęła. - Cześć Carlos. - pomachała mi dłonią.

- Cześć. - odparłem i patrzyłem jak odchodzi w kierunku wielkich drzwi, po chwili wróciłem na przystanek.

- Wróciłem! - krzyknąłem, i od razu uderzył mnie zapach z kuchni. - Co tam dobrego gotujecie? - zapytałem Mamy i młodszej siostry.

- Upiekłam Ci żeberka. - pochwaliła się Betty. - I zrobiłam pyszną sałatkę. - uśmiechnęła się dziewczynka.

- Dziękuję idę umyje ręce i wracam.

Po obiedzie postanowiłem się spotkać z chłopakami, zawsze się spotykaliśmy w ulubionej kawiarence..

- Sorry za spóźnienie. - wydyszał Logan. - Musiałem jechać rowerem, rowerem a do tego prawie nie potrąciłem pary Staruszków.

- Jak ? - zdziwił się James.

- Normalnie. Jechałem a Oni wyszli na ulicę, no szlak mnie mógł trafić na miejscu. - zaśmiali się wszyscy, oprócz mnie.

- Co jest? - zapytał Kendall. - Zawsze byś się śmiał, a teraz co? - zdziwił się chłopak.

- Zamyśliłem się. Wiecie że Jessica nie ma Przyjaciół.. Mieszka w tej willi z Rodzicami i służbą. To Oni są jej Przyjaciółmi.. - spojrzałem na chłopaków, a Oni? Wybuchli głośnym śmiechem.

- A może pożycza ciuchy od Sprzątaczki?! - śmiał się Kendall.

- Tak, tak. I może.. - nie odpuszczał James. - Może kucharka uczy ją jak przyrządzać miksturę piękności! - śmiał się do łez. - No to taka Brzydula Jessica ! - chłopaki śmiali się razem z Nim.

- Zamknijcie się ! - oderwałem się od stołu. - Jesteście okropni, to że dziewczyna nie jest ładna to nie znaczy że nie ma nic do zaoferowania. Jest miła i można z Nią porozmawiać. A Wy oceniacie ludzi po wyglądzie.. - chłopaki spojrzeli na mnie jak na idiotę. - Już nie pamiętacie? - spojrzałem na każdego z Nich. - Kendall nie pamiętasz jak byłeś młodszy gdy przezywali Cię Barbie, z powodu Twoich dłuższych włosów? A Ty Logan? Jak nosiłeś te wielkie okulary? Kujonek- Hendersonek! Nie jest Ci głupio? - śmiał się jedynie James z Logana. - No co Maslow? Nie pamiętasz jak na lekcjach WF-u nie umiałeś zrobić przewrotu bo miałeś problemy z wagą? I co? Nadal mam wymieniać?? - zdenerwowałem się.

- Nie no Sorry.. - spuścili głowy. - To było wredne. - powiedział Logan.

- Musze iść. Sorry chłopaki, ale mam coś do załatwienia.

- Ok. - powiedział Kendall.

Zacząłem powoli wychodzić, lecz nagle zatrzymał mnie James.

- Idziesz do Jess? - zapytał, drapiąc się w głowę.

- Może tak a co?

- Możemy iść z Tobą? - zapytał Logan.

- Może innym razem. Na razie!

Wsiadłem do samochodu i dojechałem pod wskazany adres. Podszedłem w stronę wielkich drzwi i zadzwoniłem dzwonkiem. Otworzył mi Lokaj..

- W czym mogę pomóc? - zapytał.

- Dzień Dobry. Czy zastałem Jessicę? - zapytałem lekko przerażony.

- Proszę poczekać.

Postałem tak około 2 minut aż zjawiła się Jess była ubrana.. Lepiej niż w szkole, miała na Sobie lepsze ciuchy.

- Cześć. Co tutaj robisz? - zapytała zdziwiona.

- Przyjechałem Cię odwiedzić, nie można? - zaśmiałem się.

- Można, można. Wejdź. - zaprosiła mnie do środka. - Sam będę u Siebie. - krzyknęła jak mniemam do Kucharki. - Chodź zapraszam. - poszedłem nie pewnie. - Co Cię do mnie sprowadza? - zapytała siadając na łóżko.

- Byłem nie daleko, więc postanowiłem że wpadnę. - uśmiechnąłem się i rozejrzałem po pokoju był inny niż mi się wydawało, taki oryginalny, nie podobny do Jess.. - Myślałem że Twój pokój będzie wyglądał inaczej.

- No jednak nie wygląda. - rozejrzała się.

Pogawędziliśmy jeszcze trochę, aż zrobiło się późno.

- Będę leciał. - spojrzałem na zegarek. - Do zobaczenia jutro w szkole. - powiedziałem i  podszedłem do Niej i cmoknąłem ją w policzek, sam nie wiedziałem dlaczego to zrobiłem. - Przepraszam. - szybko wybiegłem z jej pokoju i udałem się do domu.

Następnego dnia normalnie poszedłem do szkoły, jakby nigdy nic się nie zdarzyło. Omijałem Jess szerokim łukiem aż w końcu udało Nam się porozmawiać.

- Carlos. - zaczepiła mnie. - To co się wczoraj stało.. - powiedziała.

- Przepraszam nie powinienem tego robić. - zaczerwieniłem się.

- To było miłe. - uśmiechnęła się.

- Dziękuję. Muszę spadać, chłopaki mnie wołają. Cześć! - oddaliłem się.

Jessica. Kilka dni później. 

Cały czas myślę o Carlosie i tym jego pocałunku, nie mogę o tym przestać.. Opowiedziałam o tym Sam.

- Może ten chłopak coś do Ciebie czuje? - zapytała podając mi talerz.

- Wątpię w to. - spojrzałam przez okno. - On jest z zupełnie innej ligi niż ja, no i poza tym w szkole pojawiła się nowa uczennica, a chłopaki lecą do Niej jak pszczoły do miodu.

- Carlos też? - Sam spojrzała na mnie.

- Tak. On też. - westchnęłam. - Ale się tym nie przejmuję. Zakochałam się w chłopaku bez wzajemności, ale to u mnie normalne. - odwróciłam wzrok i poleciała mi jedna łza.

- Skarbie. - przytuliła mnie Sam. - W życiu tak musi być, nie zawsze dostajemy to co możemy, gdzieś na świecie ktoś na Ciebie czeka.


- Wątpię w to. Będę się zbierała do szkoły. Do zobaczenia po południu. - powiedziałam i wyszłam.

Udałam się na przystanek, pod słyszałam tam rozmowę jakiś chłopaków ze szkoły rozmawiali o nowej dziewczynie.

- Podobno Pena z Nią chodzi! - zaśmiał się jeden.

- Żartujesz? To ma chłopak klasę, każdy chcę z Nią być. Jest początkującą modelką, wszyscy za Nią biegają a jedynie Penie udało się ją zwabić do Siebie.

- Carlos i ta nowa? - zamarłam. A ja głupia myślałam że On mnie lubi.. - powtarzałam Sobie w myślach.

Cały dzień myślałam o Carlosie, no i przez Niego o mało co bym nie wysadziła szkoły w powietrze..

- Jessica! - krzyknęła koleżanka z ławki.

- Przepraszam. Zamyśliłam się.. - spojrzałam w stronę Carlosa i tej Nowej.. Alexa Vega, strasznie ładna dziewczyna ma powodzenie..

- To uważaj. - uśmiechnęła się.

- Dziękuję za uwagę, to koniec na dzisiaj.

- Uwaga! - w głośniku odezwał się głos dyrektorki. - Kochanie uczniowie, pamiętajcie o balu któy ma się odbyć za 3 tygodnie. Zapraszamy wszystkich! Dziękuję miłego weekendu.

- Jess idziesz na bal? - zapytała Angie koleżanka z ławki.

- Nie, nie. Bale nie są dla mnie, z resztą nie mam z kim iść. - odeszłam do wyjścia.

3 tygodnie później. 

Bal miał się odbyć dzisiaj wieczorem, oczywiście nigdzie się nie ruszałam z domu.

- Nie masz dzisiaj balu ? - zapytał Bernard, siedząc obok mnie w kuchni.

- Mam. - odpowiedziałam smętnie. - Ale nie idę, nie mam z kim. Zostanę w domu z Wami. - przytuliłam się do ramienia Bernarda.

- O nie! - powiedziała Sam. - Nie będziesz siedziała ze starymi piernikami. Chodź. - Sam zaprowadziła mnie do Siebie do pokoju.

Poszłam razem z Nią, założyłam śliczną sukienkę, potem Sam poprawiła mi włosy żeby fale lekko opadały, i mogłam iść. Nie zdejmowałam okularów, i ruszyłam powoli.
Nasz kierowca zawiózł mnie do szkoły..

- Jak będziesz chciała wracać zadzwoń. - powiedział a ja weszłam do środka.

Było pełno ludzi. Carlos i Alexa już byli, tańczyli ze Sobą przytulali się i w ogóle.. Musiałam skoczyć do łazienki, i podsłuchałam rozmowę dziewczyn w środku doszła też Alexa.

- Jesteście wspaniałą parą z Carlosem. - powiedziała jedna z dziewczyn do Alexy.

- Dziękuję. Kochamy się bardzo, i zamierzamy się pobrać. - uśmiechnęła się.

- Ale słyszałaś że On kiedyś pocałował Brzydulę Jess.

- To był zwykły przelotny całus, nic więcej.. - powiedziała Alexa. - Teraz jest tylko mój..

Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Wyszłam z łazienki i wyszłam na dwór..

- Słyszałeś że Carlos pocałował Brzydulę Jess? - powiedział James do jakiegoś chłopaka.

- Wiem. Ale to był przypadek bo się potknął.

- Serio? - wyszłam dalej.. - To był przypadek? - miałam łzy w oczach.. - Ale co się mogłam spodziewać.. - pobiegłam szybko przed Siebie. - Mark przyjedź. - zadzwoniłam do szofera.

- Już jadę. - powiedział.

Minęło kilka dni od balu, nie rozmawiałam z Carlosem.. Omijałam go szerokim łukiem, ale nadal coś do Niego czułam..

- Jak się czujesz? - zapytała Mama budząc mnie w sobotę rano.

- Mamo.. Co? Dlaczego mnie budzisz? - zapytałam.

- Mamy dla Ciebie niespodziankę z Ojcem. - powiedziała. - Ogarnij się i chodź do salonu. - cmoknęła mnie w czoło.

Wzięłam szybki prysznic, uczesałam włosy w koka i zeszłam na dół.

- Co to za niespodzianka? - zapytałam, siadając na kanapie.

- Dzisiaj czeka Cie niesamowita metamorfoza! - oznajmiła Mama. - Fryzjer, okulista, manicure i całą reszta. Przestaniesz nosić aparat, wybielimy Ci zęby! Będziesz miała teraz soczewki kontaktowe. Skarbie będziesz niesamowicie wyglądała! - powiedziała dumna Mama.

- Naprawdę? - nie mogłam wydusić słowa.. - Łzy napływały mi do oczu.

- Płaczesz. - zapytał Tata.

- To ze szczęścia, cieszę się że coś takiego mnie spotkało. - skakałam ze szczęścia.

Kilka godzin później. 

Byłam już prawie po metamorfozie. Brzydkie kaczątko zmieniło się w łabędzia. Włosy falami opadały mi na ramiona, paznokcie były idealnie pomalowane, twarz rozjaśniała, brwi zostały wyregulowane, byłam zupełnie inna.. A to zaledwie w kilka godzin..

- Kochanie chodź się Nam pokaż. - powiedział Tata.

- Już, już. I jak? - okręciłam się kilka razy.

- Wyglądasz niesamowicie! - krzyknęła Mama.

- Chodź, do domu pochwal się wszystkim.

Pojechaliśmy do domu, wszyscy byli w szoku, ale tym pozytywnym. Sama się cieszyłam. Weszłam na Twittera aby ogarnąć co się dzieję.. Zobaczyłam zdjęcia z zaręczyn
Carlosa i Alexy, coś we mnie pękło. I się rozpłakałam. Wiedziałam że to Zakazana Miłość, czułam coś do Niego ale musiałam przestać o Nim myśleć.

W szkole. 

Idąc korytarzem wszystkie spojrzenia były zwrócone ku mojej osobie, nie byłam do tego przyzwyczajona.. Chłopaki od Carlosa także mi się przyglądali, widocznie mnie nie poznali, po kilku lekcjach, była przerwa na obiad postanowiłam zjeść na świeżym powietrzu dookoła siedzieli ludzie i bacznie mi się przyglądali..

- Wolne? - zapytała Angie podchodząc.

- Jasne. Siadaj. - uśmiechnęłam się.

- Jestem Angie Monroe. A Ty jesteś nowa? - zapytała nieśmiało.

- Jessica Van. - podałam jej rękę. - Miło Cię poznać. - jej mina, była bezcenna.

- To Ty? Ale jak to? - zdziwiła się. - Niemożliwe.

- A jednak. To Rodzice zafundowali mi to, też się zdziwiłam.

Zadzwonił dzwonek i zaczęły się lekcje.. Muzyka. Lubiłam ją, bo w końcu mogłam się wykazać.. Do sali weszła nauczycielka i czytała listę.

- Jessica Van. - rozejrzała się po klasie.

- Jestem. - podniosłam rękę do góry.

- Niemożliwe! - odezwał się Carlos z ekipą. - To Ona. - zachwycił się James.

- James spokój, zaraz będziesz mógł się wykazać talentem.. - spiorunowała go wzrokiem. - Kto zacznie? - zapytała.

- Ja mogę. - odpowiedziałam.. - Zaśpiewam to. - podałam tekst nauczycielce i płytę z podkładem



Zaśpiewałam tą piosenkę patrząc na Carlosa i jego ekipę.. Myślałam o Nim cały czas, do końca dnia.. 

Po skończonych lekcjach opuściłam szkołę. Angie zabrała Mama a do mnie podszedł Carlos. 

- Jess.. - powiedział. - Wyglądasz niesamowicie. Możemy się spotkać, i pogadać? - zapytał. 

- Nie. Chcesz spowodować następny wypadek? Tak wiem o wszystkim, daruj Sobie swoje tłumaczenia. Nie chcę Cię znać! - krzyknęłam mu to prosto w twarz. 

- Ale.. - wyjąkał. 

- Zostaw mnie w spokoju. Ta znajomość, i w ogóle. To wszystko, to była zakazana miłość! - Nie chcę Cię znać! Zostaw mnie w spokoju..

Od tego wydarzenia minęło kilka dobrych miesięcy.. Zaczęłam patrzeć inaczej na Carlosa, ale nasza przyjaźń nie wytrzymała.. Próbujemy ją zacząć od nowa, chociaż nie będzie tak samo jak wcześniej. Ja jednak zauważyłam w kimś innym prawdziwego Przyjaciela.. Okazał się Nikt inny jak Kendall, Przyjaciel Carlosa.. Nie wiem dlaczego On, ale kiedyś na Siebie wpadliśmy i zaprosił mnie na kawę.. Jesteśmy parą dopiero od 2 miesięcy ale wiem że to chłopak dla mnie.. 

Koniec. Jak wrażenia? Pisać ! ♥ . 
Dobranoc Mordeczki :). 

Marla przyzwyczajaj się ! Musiałam :* . 




4 komentarze:

  1. Jak ja uwielbiam historie z metamorfozami. Była zakchana w Carlosie, ale dobrze mu tak. Teraz jak jest odmieniona to zachciało mu się rozmawiać z nią. Kendall skorzystał hahaha :D świetna jednorazówka. Czekałam na nią od dłuższego czasu.
    Co do tego gifa... śmiechłam :) Tak. W następnym wcieleniu zostanę świnką Kendalla. Ogłaszam niewtajemniczonych! :) Boże jaka beka :D

    OdpowiedzUsuń
  2. O tak! To lubię! Zakazana miłość i nic innego nas nie obchodzi. O tak! To jest ekstra. I... Cieszę się, że para głównych bohaterów nie popełniła samobójstwa, kończąc jak Romeo i Julia u Szekspira. Notka cuud miód i oranżada. Czekam na nn! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna ,ale nie przypuszczałam ,że tak się skończy ;)
    Jeszcze raz świetna i genialna ;)

    OdpowiedzUsuń