piątek, 5 września 2014

Part 31.

Oczami Carlosa. 


Miałem jakieś dziwne przeczucie, że dzisiaj się coś wydarzy, ale nie do końca byłem pewien co. Dojechaliśmy na miejsce, to był ogromny las wszędzie pełno drzew i różnych dziwnych budowli. Facet który Nas zaprowadził,  pokazał Nam stroje w które mamy się ubrać. Gdy byliśmy prawie gotowi, do zespołu dziewczyn dołączyły jakieś 2 osoby. Wyglądały na nieśmiałe, ale spróbowałem do nich zagadać.. 

- Cześć! - wyciągnąłem dłoń do dziewczyn. - Jestem Carlos. A Wy? 

- Ja jestem Nicole a to moja koleżanka Rosemary, w skrócie Mary. - odpowiedziały z uśmiechem jak przypuszczam. 

- Miło Was poznać, może umówimy się później na kawę? - zapytałem.. - Auu.. - krzyknąłem. - Co to miało być? - zdenerwowałem się. 

- Sorry.. - odpowiedział Logan. - Sprawdzałem tylko czy pistolet działa. 

- No świetnie. I spłoszyłeś dziewczyny. Grr.. - odwróciłem się na pięcie, i wróciłem do ekipy, żeby posłuchać co koleś ma do powiedzenia.

- Witam wszystkich. Nazywam się Daniel Breem. Będę Wam wyjaśniał zasady gry..

- Bla, bla, bla.. - Koleś konkretnie przynudzał. Po kilkuminutowej ' opowieści ' mogliśmy zacząć grę. - Będziecie żałowały.. - krzyknąłem do dziewczyn.

- Carlos jeszcze się nie nauczyłeś, że wygrywam? - zaśmiała się Bella i podeszła do dziewczyn się naradzić.

- Jaką mamy strategię? - zapytałem Kendalla, który był kapitanem.

- Trzeba tak je zajść, aby nie wiedziały z której strony leci pocisk..

Kendall wszystko wytłumaczył i rozbiegliśmy się w cztery strony świata.. Tak żeby rozproszyć uwagę dziewczyn..  Na marne, zostaliśmy przegraną drużyną a dziewczyny odniosły pełen sukces.

- Gdzie się tak nauczyliście grać? - zapytał zasapany Logan.

- Musiałam się nauczyć, różnych trików do filmu. - zaśmiała się Alice.

- To nie fair.. - odparł James. - Mogłaś Nam powiedzieć. - tupnął nogą.

- Nie pytaliście.. - zaśmiałyśmy się z dziewczynami.

- Dobra.. - westchnąłem. - To co? Tydzień sprzątania, prania i usługiwania?

- Nie odwołujemy zakład.

- Jak to? - stanęliśmy zszokowani. - Ale.. Przecież umowa i w ogóle. - jąkał się Logan.

- Jeszcze trochę przez swoje życie nabroicie, więc wtedy przypomnimy Sobie ten dzień i będziemy myśleć. - uśmiechnęła się Al. - A teraz chodźcie na coś dobrego, zapraszamy Was na obiad. - machnęła dłonią i poszliśmy się przebrać.

Nie wiedziałem gdzie mamy iść. Alice i Bella mając na myśli ' zapraszamy was na obiad ' zaprowadziły Nas do pierwszego sklepu jaki był najbliżej. Okazało się że robienie obiadu spadło na Nas. Tego się nie spodziewaliśmy, ale cóż.

- Co na obiad? - zapytała Bell przeglądając czasopismo.

- No właśnie  nie wiem. - odpowiedziała jej Al. - Chłopaki co proponujecie?

- Ale przecież to wy zapraszacie Nas na obiad. - zaśmiałem się.

- Nie myśleliście że tak Wam oddamy naszą wygraną.

- Ale.. - zaczął się jąkać Logan.

- No cóż.. Takie życie. - zaśmiał się James.

- I Ty przeciwko Nam? - odparliśmy robiąc mur z chłopakami.

- No co? - szturchnął Kendalla. - Jeszcze nie raz wygramy, a teraz chodźmy zrobimy im tą przyjemność i zaprosimy je na domowy prawdziwy obiadek.. - szyderczo się zaśmiał.

- Co masz na myśli? - zdziwiłem się na jego słowa.

- Zobaczysz, oj zobaczysz.

Jeszcze trochę szwendaliśmy się po sklepie. Pakując zakupy do auta, Kendall miał niezwykle dziwny uśmieszek.. Coś mnie przerażało, ale nie wiem co nawet kombinował. Wróciliśmy do domu, zabraliśmy się za robienie kolacji, bo chodzenie po sklepach było dosyć długie i męczące. Po kilku godzinnej bitwie w kuchni kolacja zapełniła stół.

- Dziewczyny chodźcie. - zawołałem.

Przyszły po krótkiej chwili, Kendall z pomocą Jamesa ustawili naczynia i postawili przyprawy.

- Carlos.. tss. Słyszysz? - szepnął James.

- No co? - odwróciłem się.

- Tutaj jest sól a tam pieprz a to specjalna przyprawa. - powiedział.

- Czyli co? - zapytałem.

- Dziewczynom ją podaj.. - podsunął ją bliżej talerza.

- Ale.. No ok.

Usiedliśmy do stołu, dziewczyny zachwycały się naszym obiadem, przyprawa Jamesa i Kendall zrobiła furorę nawet Logan, jej spróbował.

- Smakowała kolacja? - zapytałem.

- Była pyszna. - uśmiechnął się Logan. - Przeproszę Was i pójdę spać, jestem strasznie zmęczony. - Dobranoc.

- Dobranoc. - odpowiedzieliśmy chórem.

Dziewczyny pomogły Nam sprzątać, a potem wszyscy poszli do swoich pokoi.

Kilka godzin później.. Oczami Alice. 

Obudziłam się około 3 rano. W moim brzuchu rodziła się jakaś rewolucja, nie wiedziałam co się dzieję, nie byłam głodna, ale tak jakby mi burczało.. Lecz w złym tego słowa znaczeniu, szybko pobiegłam do łazienki ale nic.. Napiłam się wody i wróciłam do Siebie, po chwili Logan wybiegł jak oszalały z pokoju i popędził do łazienki, nie było go około 30 minut. 

- Logan. - zapukałam. - Dobrze się czujesz? 

- Taak. - odpowiedział głośno i ciężko. 

- Co się dzieję? - zapytałam. 

- Chyba zaszkodziła mi kolacja, ale jest już lepiej. Połóż się spać, ja zaraz przyjdę. 

- Jasne. - kiwnęłam głową i się położyłam. 

Chwilę później przyszła Bella. 

- Mogę wejść? - zapukała lekko. 

- Jasne. Co się stało? 

- Usłyszałam u Was jakieś szmery w pokoju, coś się stało? - zapytała siadając na rogu łóżka.

- To chyba Logan. Boje się że chłopaki coś dodali.. - powiedziałam.

- Ale że co? - zapytała podnosząc się powoli.

- No nie wiem, coś może żeby no wiesz.. - zawstydziłam się.

- Żeby Nas przeczyściło? - zapytała prosto z mostu.

- No tak. Ale dlaczego?

- Nie wiem, ja się idę położyć. - powiedziała. - Osobiście się dobrze czuję, ale widzę że Logana nie ma.

- To mnie nie pokoi, ale poczekam chwilę i też się położę. Dobranoc. - powiedziałam i poczekałam chwilę..

A ja jakoś zasnęłam.. Obudziłam się około 9. Logana nadal nie było w pokoju, a łazienka była zamknięta. 

- Logan?! - zapukałam. 

- Żyję. - wymamrotał.  

- Mogę wejść? 

- Proszę.

Weszłam i oniemiałam. Logan leżał skulony w wannie pod ręcznikami, i kocem? Jak On go tam znalazł. Ale nie ważne, wyglądał jak siedem nieszczęść. Musiałam otworzyć okno bo w łazience był nieprzyjemny zapach.. Odrzucający wręcz. Poprosiłam chłopaka aby wyszedł i wziął prysznic na dole w łazience, bo ja muszę tutaj ogarnąć..

30 minut później. 

Uf. Otarłam pot z czoła bo wreszcie skończyłam, mogłam spokojnie wziąć prysznic i zejść na dół do kuchni. Logan siedział skulony i popijał herbatę. 

- Jak się czujesz? - zapytałam przytulając chłopaka od tyłu. 

- Herbata mnie rozgrzała. - powiedział popijając ciepły napój. 

Chłopaki spojrzeli tylko na mnie i Logana. Czułam że w ich wzroku coś się ukrywa. 

- Dobra. Bez owijania w bawełnę, powiedzcie mi co dodaliście wczoraj do kolacji?! - podniosłam lekko głos bo bardzo mnie to zdenerwowało. 

- Na mnie nie patrz. - skrócił Carlos. - Ja o tym nic nie wiem, zapytaj Jamesa i Kendalla to był ich pomysł z tą przyprawą. Ja Ci nic nie powiem. 

- Dziękuję. Ale już powiedziałeś. - uśmiechnęłam się od ucha do ucha. 

- Pena ! - krzyknęli razem Maslow i Schmidt . 

- Co?! - odezwali się równo Bella i Carlos. 

- Starszy Pena. - skarcił go Logan. - Co Wy zrobiliście? Męczyłem się pół nocy, dopadła mnie biegunka i wymioty.. - skarżył się. 

- Chcieliśmy odegrać się na Bell za to że Nas tak wrobiła znaczy mnie i Carlosa, ale za to też że przegraliśmy. - James mówił jak nakręcony. 

- Co? - Bell zachłysnęła się herbatą.. - Za to że nie chciałam żebyście, robili głupstwa po pijaku i za to że przegraliście wczoraj to tak się odegrać? Widzicie w jakim stanie jest Logan? Nie mógł przez Was spać, a Wy oczywiście macie to gdzieś.. - nakręciła się. - Jesteście idiotami! - oburzyła się i poszła na górę. - Jak wrócę do domu, to ma się tutaj lśnić.. Idę do studia, nie mam ochoty na Was patrzeć. 

- Logan chodź na górę, położysz się i odpoczniesz. - powiedziałam. 

Carlos czuł się winny i cały dzień biegał przy Loganie. Ja mogłam nadzorować chłopaków.. Wieczorem do domu przyszła Bella całą w skowronkach z winem. 

- Chodźcie. - zaprosiła wszystkich na dół. - Mam dobre wieści, a może i wspaniałe. - odpowiedziała i męczyła się z otworzeniem butelki. 

- Daj pomogę Ci. - zaoferował się Carlos. - Opowiadaj co się stało. 

- Więc za 3 dni jadę w trasę koncertową! - krzyczała z radości a Nam opadły szczęki z wrażenia. 

- Musimy za to wypić. - uśmiechnęłam się i nalałam każdemu wina. 

- Też się cieszę, to ma być na jakimś festiwalu mamy być na Florydzie, w Nowym Jorku i wielu innych. A co najlepsze jedziemy do Miami! - podskoczyła radości.

- Świetnie ! - krzyknął Carlos. - Pojadę do Miami! - uśmiechnął się.

- No właśnie. To już zła wiadomość, nie mogę zabrać nikogo. - spuściła wzrok.

- Jak to? - odezwał się James. - Jak to Sobie wyobrażasz?! - podniósł głos. - I mam Cię puścić samą? 

- To dla mnie wielka szansa.. - uśmiech zszedł jej z twarzy. - To tylko pół roku.. - powiedziała i jednym łykiem wypiła wino. 

- Pół roku?! - podniósł się James i spojrzał złowrogo na Bell. - Nie jedziesz nigdzie! - krzyknął. 

- Nie jesteś moim Ojcem! - zdenerwowała się. 

- Ale jestem Twoim Facetem! - odpowiedział jej w gniewie. - I zabraniam Ci jechać! 

- Nie masz prawa mi niczego zabraniać, mogę robić co chcę! Moja kariera się rozwija więc mam szansę. A jak masz z tym problem to trudno. Specjalnie dla Ciebie nie będę rezygnowała z moich marzeń! - krzyknęła. - Nikt mi w tym nie przeszkodzi, żebym mogła zrobić karierę nawet Ty! Zrobię co zechcę.. - odwróciła się na pięcie i wyszła. James zrobił to samo. 

- No i wyszło na jaw, na czym zależy bardziej Belli. - skomentował Kendall. 

- Sugerujesz że Belli zależy bardziej na karierze niż na Jamesie? - zapytałam. 

- Widziałaś jak się zachowała. - rzekł. 

- No i co z tego? To że jest w związku to nie oznacza, że ma pozostać przy Jamesie cały czas chce się rozwijać i ma do tego prawo. 

- Ale James jest teraz załamany. - odpowiedział 

- A myślisz że gdyby przed Nim, stanęła taka szansa jak przed Bell to by to zaprzepaścił? - wtrącił Carlos. - James też by tak postąpił jak Bella. Chciałby aby jego kariera się rozwijała, może za bardzo oboje wybuchli.. Ale w końcu jedno zrozumie drugiego i dadzą Sobie szansę. - po tej przemowie Carlos poszedł do Siebie na góre.. A ja poszłam pogadać z Jamesem. 

Wyszłam na taras, chłopak oparł się o balustradę i wpatrywał się we wzgórza.. Wyglądał tak niewinnie, a zarazem groźnie.. Podeszłam bliżej aby zagaić rozmowę.

- Jak się czujesz? - zapytałam spoglądając przed Siebie.

- A jak ma się czuć? Nie wiem co mam o tym myśleć. Ona jest dla mnie całym światem, dopiero teraz zauważyłem jak bardzo mi na Niej zależy, i nie chcę aby opuszczała mnie na krok. A do dopiero że ma wyjechać, na pół roku?! Wyobrażasz to Sobie? - zapytał spuszczając wzrok.

- Tak wiem rozstania są trudne, ale postaw się na jej miejscu.

- Jak? - spojrzał na mnie i zaczął wsłuchiwać się w moje słowa.

- Jesteśmy młodzi, całe życie przed Nami.. Pozwól jej rozwijać swoją karierę, nie zawsze będzie mogła Nas ze Sobą zabierać, to jej pierwsza taka wielka trasa. Przypomnij Sobie jak pierwszy raz wystąpiliście w telewizji, a później sesje i wywiady. A pierwsza trasa BTR-u. Pamiętasz? - zapytałam. - To musiało być wspaniałe uczucie, i ta chwila jak wyszedłeś na scenę z chłopakami. Pamiętasz to uczucie? Przypomnij to Sobie, było naprawdę świetnie. Bella też chciała z Wami pojechać, a nie mogła. Pokłóciła się wtedy z Carlosem.. Tak ja Ty teraz z Nią.

Chłopak westchnął głośno i spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem. Po czym wrócił do środka.

- To było piękne. - odezwał się znajomy głos.

- Mówiłam to co myślę i to co czuję. - zza drzwi wyszli po kolei Logan , Kendall i Carlos.

- Nie spodziewaliśmy się że tak to ujmiesz, i porównasz mnie z Bellą. - zaśmiał się Carlos.

- Musiałam podać przykład.. - zaśmiałam się.

- Pogodzą się? - zapytał Kendall spoglądając w gwiaździste niebo.

- Tak. - zapewnił Carlos, patrząc na wzgórza.

- Skąd wiesz? - zapytaliśmy równocześnie.

- Znam moją.. - zrobił pauzę. - Siostrę. - i wydusił to z Siebie, po czym odwrócił wzrok i wrócił do Siebie.

- Coś nie tak jest z Carlosem.. - powiedziałam.

- Też to zauważyliście? - wtrącił Logan. - Jest jakiś dziwny, mówi coś a potem to cofa. Albo filozofuję. A teraz ta pauza.

- Coś jest nie tak.. - odpowiedział Kendall.

- Pewnie jest przemęczony, tak jak wszyscy. A teraz ta trasa, chodźcie spać, zrobiło się późno.. zaczęłam drżeć z zimna i poszliśmy do środka.

- Ja się dowiem o co chodzi. - szepnął Kendall.

- Mówiłeś coś? - zapytałam.

- Dobranoc.. Tylko Dobranoc.

I cóż. Napisało się, można? Można. Jakoś coś mnie wena opuściła, może za dużo problemów.. Ale postaram się aby było więcej akcji, mam w zeszycie kilka albo kilkanaście pomysłów, część się mogła pojawić w innych blogach ale to urozmaicę. Postaram się chociaż, nie wiem też ile rozdziałów będzie liczył mój blog 50 , 60 , a może uda mi się dojść do 100? Zobaczymy. 



8 komentarzy:

  1. Rozdział świetny ;)
    Popieram Belle James nie może zabronić jej jechać.
    Czekam na nn :**

    OdpowiedzUsuń
  2. O jakie świnie z chłopaków. Logan się tak namęczył przez nich. I jeszcze Jamrs zabrania Bell jechać. Ah... super rozdział. Nie wiem co jeszcze napisać. Ostatnio mój mózg jest w fazie zaćmienia

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj James, nei jesteś ojcem Belli, nie zakażesz jej xd
    Świetny rozdział <3
    Czekam ;*
    I zapraszam ^^
    http://this-love-is-forbidden.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Moje poparcie wędruje w stronę Belli. Wybacz James, ale ma prawo do spełniania marzeń.
    Osobjście zabiłabym chłopaków na miejscu Logana. Swoją drogą ile on zjadł tej przyprawy skoro jemu zaszkodziła, a dziewczynom nie.
    Rozdział świetny, czekam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejka :) Nominuję cię do LBA, więcej u mnie: http://opowiadaniaobigtimerush.blogspot.com/2014/09/liebster-blog-award.html

      Usuń
  5. Logan ty sprawdzał, czy pistolet działa... No oczywiście. Ale chyba wybrał sobie do tego mało odpowiednie miejsce. Podobała mi się ta troska Jamesa o Bellę. To dość słodkie. A rozdział jak zwykle cudny. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. James trochę jak taki tatuś ;D
    No ale jak bd chciała to pojedzie :)
    Rozdział oczywiście super ;)
    Czekam na nn ;3

    OdpowiedzUsuń