czwartek, 18 września 2014

Part 32.

Oczami Kendalla. 

Coś mi się tutaj nie podoba.. Nie mogłem zasnąć, zmrużyć oka. Spojrzałem na zegarek 3.17..  Coś jest nie tak.. Czy Carlos coś ukrywa, może On i Bella nie są Rodziną? Nie wiem, nie wiem. Ale tego się dowiem. Przez te przemyślenia, oczy same mi się zamknęły. Zasnąłem. 

Salon - Śniadanie. 

Postanowiliśmy że śniadanie zjemy w salonie, w końcu Bella zaraz wyjeżdża w trasę, i musi jeszcze pojechać na zakupy. Nikt nie chciał się z Nią rozstawać. A szczególnie James. Ale nie rozmawiała z Nim. Siedzieliśmy i jedliśmy śniadanie. 

- No to jedziesz? - spróbowałem zacząć rozmowę.

- Tak. - odpowiedziała z lekkim grymasem na twarzy. - Widział ktoś Jamesa? - Bell rozejrzała się lecz go nie było. 

- Wyszedł rano biegać, ale nie wiem gdzie jest. - odpowiedział Logan pijąc herbatę. 

Śniadanie przebiegło w krótkiej i dość drętwej atmosferze. Tak jak i reszta dnia, jakoś nikomu nie było do śmiechu, ani żartów. Jamesa nie było prawie cały dzień.. Widać było że Bella się o Niego martwiła, lecz nie mówiła o tym. Co chwilę zerkała na telefon, lub siedziała na balkonie. 

- Zaraz na pewno przyjdzie. - pocieszył ją Carlos przysiadając się do Nas na tarasie. 

- Jasne.. - rzekła. - Już jest 17. Widzisz go tutaj? - spiorunowała go wzrokiem. 

- Nie. Ale wiem że wróci. - posłał jej uśmiech. 

- Martwię się o Niego, a jak po naszej wczorajszej kłótni się do mnie nie odezwie? - zapytała ze świetlikami w oczach. 

- Na pewno nie będzie tak źle. - pocieszyła ją Alice. 

- Po wypadku by zadzwonili. - zażartował Logan, po czy dostał poduszką od Al. 

Usłyszeliśmy cichą melodie dochodzącą z kuchni, wszyscy tam pobiegliśmy. Nie było nikogo, światła zgasły.. I powoli zapalały się małe świeczki które prowadziły Nas do ogrodu. Tam było naprawdę przepięknie, wszędzie świeciły się lampiony i inne unoszące się ozdoby. 

- No idź. - pochnęła lekko Bellę Alice.

- Ale co? Gdzie? - zapytała zdziwiona. 

- Przed Siebie. - dodałem i mrugnąłem do Niej. 

Bella poszła krótką ścieżką, i dotarła we właściwe miejsce.. A my z chłopakami pobiegliśmy zająć swoje miejsca. Trochę mnie to zezłościło.. Bo James nawet nie podziękował, i wykorzystał mój pomysł...

- Wiem że często się kłócimy, ale zawsze jakoś z tego wychodzimy.. Może to nie jest najlepszy dowód mojej miłości ale posłuchaj.. 



Alice nagrała całą sytuację i widać było że sprawiło jej to przyjemność, pomogła Nam w całym tym przedstawieniu. 

- Bella. - podszedł do Niej James i chwycił ją za dłonie. - Wiem że może nie jestem idealny, nie zawsze się ze Sobą zgadzamy. Ale w jedno mogę Ci obiecać. Będę Cię zawsze kochał, bez względu na wszystko. Nieważne czy wyjedziesz w trasę, czy ja też to zrobię ale zawsze będziemy razem. 

Dziewczyna patrzyła na Niego swoimi pięknymi oczami, w których miałem okazję się wpatrywać cały czas.. Jej oczy zaszkliły się i mocno wtuliła się w chłopaka nie odpowiadając mu ani słowem.. Postanowiliśmy zostawić ich samych. Nie mogliśmy jednak opuścić ich całkiem, więc schowaliśmy się tak aby nie było Nas widać. 

- Ej. Jesteście wredni, zostawcie ich w spokoju. - pogoniła Nas Al. - Już do salonu! 

- Dobra. 

Uczyniliśmy to co chciała Al. I poszliśmy do salonu, nie czekaliśmy długo na Jamesa i Bell. Po krótkiej chwili dołączyli do Nas, cali w skowronkach. 

- Co Was tak cieszy? - zapytałem z lekkim zniechęceniem, i uśmiechem. 

- Doszliśmy do porozumienia. - powiedziała Bella. - James nie będzie stał na drodze do mojej kariery, ale będzie mnie wspierał i liczę na to też z waszej strony. Jestem świeża w tych sprawach, więc mam nadzieję że mi pomożecie? - rozejrzała się po salonie i czekała na odpowiedź. 

- No jasne! - krzyknęła Alice i uścisnęła Przyjaciółkę. 

- Też jesteśmy z Tobą. - powiedzieliśmy równo z Loganem, a po chwili przyszedł Carlos. 

- Wiem że jeszcze nie jedziesz, ale weź to. - podał jej łańcuszek z literką ' I ' . - Ja mam podobny, gdy jechałem w pierwszą trasę to dostałem taki od Rodziców na szczęście. Więc mam nadzieję że Tobie też się uda. 

- Nigdy mi o tym nie mówiłeś. - zrobiła krok w tył. 

- Nigdy nie pytałaś.. - odpowiedział. 

Chwilę jeszcze porozmawialiśmy i w końcu poszliśmy spać. Następny dzień był bardzo męczący, pakowanie się, zakupy i wyjazd Bell. Nikt tego nie chciał a przeważnie James, Carlos no i.. Reszta. Położyłem się do łóżka i rozmyślałem. Wstałem około 8 nie mogłem spać, udałem się do łazienki i poszedłem na dół na kawę. Siedziała już tam Bella i wpatrywała się w kubek z herbatą. 

- Cześć. - machnąłem ręką i nalałem Sobie kawy. 

- Hej, hej. - powiedziała. - Jak myślisz, czy dam Sobie radę? - zapytała patrząc na mnie z nadzieją. 

- No a dlaczego nie? Głos masz dobry, nie wyglądasz najgorzej. Dasz rade. - zaśmiałem się. 

- No dzięki. To mnie naprawdę podbudowało. - poderwała się z krzesła. 

- Ej, ej. Poczekaj. - złapałem ją za dłoń i spojrzałem w oczy. - yy.. Przepraszam. Siadaj chodź pogadamy. 

- Ok. - zapadła niezręczna cisza, Bella zabrała a może wyrwała swoją dłoń, i ponownie usiedliśmy do stołu. 

- To.. - zacząłem. - Kto Cie odwozi na lotnisko? - zapytałem. 

- Zapewne wszyscy pojedziemy, bo nie chcę aby kogoś zabrakło. - odpowiedziała i zanurzyła nos w herbacie. - Nie chcę sama jechać, chcę żebyście wszyscy pojechali i z każdym z osobna muszę się też pożegnać. 

- Naprawdę? - odpowiedziałem zaskoczony. 

Kiwnęła tylko głową, i więcej nic nie mówiła. Do kuchni powoli schodzili się domownicy. Wszyscy zaczęliśmy rozmawiać o karierze Belli. Carlos zachowywał się każdego dnia inaczej, z godziny na godzinę wydawał się dziwniejszy. Czy nikt tego nie zauważał? 

- O której masz lot? - zapytał Carlos. - spoglądając na zegarek. 

- O 18 , będziemy tam wieczorem więc jeszcze zdążę się wyspać. A rano będziemy zaczynać próby, bo wszystko ma być przygotowane. 

- Świetnie. Możesz odwiedzić moich Rodziców. - zaśmiał się James. 

- Żartujesz? - zapytała patrząc na Niego jak na idiotę. - Może jeszcze mi podasz adres. - zaśmiała się. 

- No jasne. Już Ci zapisuję.  - podał jej kartkę z zapisanym adresem. 

- Ok.. - powiedziała lekko zszokowana. - Dziękuję. - uśmiechnęła się. - Muszę lecieć się spakować, no i posprzątać pokój. - wymknęła się na górę.. 

Oczami Belli.

- On chyba zwariował, jeszcze mam odwiedzać jego Rodziców. - mamrotałam Sobie pod nosem, ścierając kurze. - Ten chłopak mnie zadziwia. - zaśmiałam się pod nosem. 

- Mogę? - do pokoju zapukał Carlos. 

- Jasne. Co tam? - zapytałam i uśmiechnęłam się. 

- No wiesz. Nie mogę, pojechać z Tobą na lotnisko, strasznie mi przykro, muszę załatwić kilka ważnych spraw. - wyjaśnił. 

- Och. - westchnęłam głośno. - No cóż, nie mogę Ci kazać ze mną jechać, jak to coś ważnego to dobrze. - przytuliłam brata, lecz ten nagle się odsunął. - Co jest? - zapytałam zdziwiona. 

- Nic, nic. Po prostu źle się czuję. Przepraszam. - wyszedł. 

- Dziwne. - wzruszyłam ramionami. 

Lotnisko.

- Gdzie Carlos? - zapytał James podając mi podręczny bagaż. 

- Nie mógł, przyjechać, miał coś ważnego do załatwienia. 

- Ale co jest ważniejszego od Siostry? - podrapał się po głowie Kendall. 

- No widocznie coś jest. - odpowiedział mu Logan. 

- Pasażerowie lotu Los Angeles - Nowy Jork. Proszeni są do wyjścia numer 25. 

Z głośników wydobył się komunikat, i jak w szeregu wszyscy się ustawiliśmy do pożegnania. 

- Będę za Wami tęskniła, chociaż to tylko pół roku, ale dla mnie to jak wieczność. Może trochę przesadzam, ale co tam. Nie lubię się żegnać. - tylko nie płacz, powtarzałam to Sobie w myślach, podchodziłam do Nich osobno i przy każdym miałam inne odczucia. Gdy podeszłam do Kendalla aby go przytulic, jego serce zaczęło mocniej bić.

- Będę tęsknił. - szepnął mi na ucho, i słodko się uśmiechnął. 

- Ej, ej. Nie podrywaj Belli. - pogroził mu James. 

- Nie podrywam nie martw się o to. - zaśmialiśmy się oboje.

- Nie przedłużajmy dłużej tego.. - zaśmiałam się i poleciało mi kilka łez. - Będę tęsknić. pa.. ! - pomachałam znajomym i poszłam. 

Oczami Kendalla. 

Serce zaczęło mi mocniej bić, gdy tylko Bella się do mnie przytuliła, czy to coś znaczy? Mam mętlik w głowie, nie wiem co o tym myślem. Ale Ona i James to świetna para, a je jestem jej Przyjacielem. Stop! Nie możesz tak myśleć, może coś kiedyś zaświta. 

- No, no. Jak tak możesz? - usłyszałem głos w mojej głowie. - Hola! Tutaj jestem. 

Na moim lewym ramieniu stał.. Mały Kendall, znaczy ja ale w rozmiarze bardzo małym, totalny gość, ubrany na czarno.. A takie rzeczy dzieją się tylko w filmach.. 

- Nie słuchaj go. - odpowiedział drugi w nieskazitelnie białym wdzianku. 

- Słuchaj, słuchaj. Bella jest dobrą partią dla Ciebie. Ale przeszkadza Ci James Maslow. - zaśmiał się złowrogo. 

- Kendall. Znajdziesz kogoś innego, nie pozwól aby ON sprowadził Cię na złą drogę. - powiedziała moja dobra strona. 

- Biegnij za Nią. Pocałuj ją i ucieknijcie razem! 

- Kendall. Kendall. - machał mi przed twarzą Logan. - Chodź. - pociągnął mnie. 

- Co? - odpowiedziałem wyrwany jakby z transu. Zamyśliłem się. Przepraszam. 

Nie wiem co się dzieję, mam jakieś dziwne przeczucia dotyczące Carlosa i sam się dziwię Sobie.. Może się zakochałem? Ale jak? Człowiek od tak się nie zakochuje, ale to może być tylko zauroczenie.. TAK. To tylko zauroczenie nic więcej. 

- Zamawiamy pizzę? - krzyknął uradowany Logan. 

- Z podwójnym serem i na grubym cieście, jestem mega głodny. - zaśmiał się Carlos, podchodząc do lodówki. 

- Ja podziękuję. Wolę coś zdrowego, może jakąś lekką sałatkę. - powiedział James. 

- Ale nie bój się, Bella pojechała się musisz się martwić o figurę, jutro pójdziesz na siłkę i spalisz tą pizzę. - zaśmiała się Alice. 

- Bardzo śmieszne.. - zmrużył oczy.

- Oj no weź. - klepnął go Carlos. - Już nie udawaj takiego świętoszka, możemy raz na jakiś czas zjeść coś nie zdrowego. 

- No Carlos ma rację. - poparła go Alice. 

- No dobra. 

Poszedłem do kuchni i zamówiłem coś dobrego i do tego wzięliśmy jakiś film na DVD.. Na początku nie ogarniałem ale Carlos powoli wszystko opowiedział. 

- Ogólnie to jest jakiś dramat z nutą filmu na faktach.. - zaczęło się ciekawie. - Opowiada on o perypetiach Rodziny, spokojni ludzie. Rodzice pracują, dzieci się uczą i wszystko gra. Ale któregoś pięknego dnia, podczas jakiegoś wypadu na wakacje, giną Rodzice dwójki dzieci. I Oni sami muszą o Siebie zadbać.. Dziewczyna miała na imię chyba Arlett a chłopak Daniel. Byli rodzeństwem dzieliło ich 3 lata różnicy. Gdy zostali już sami poszli na imprezę do znajomych i tam się dopiero działo.. 

- Może nie włączajmy tego filmu, tylko jakąś dobrą komedię. A Carlos to Nam streści. - zaśmiałem się. 

- Ok. - przytaknęła reszta. 

- Więc. - Carlos kontynuował. - Idąc na tą zabawę nie spodziewali się że będą mieli tyle atrakcji. Arlett wyszła z koleżankami na spacer, no i jakby to powiedzieć.. Dziewczynom przytrafiła się nie miła sytuacja, ktoś je zgwałcił.. Minęło kilka miesięcy, a sprawcy nie ujawnili się, lecz po krótkich i trwałych poszukiwaniach sprawcy się odnaleźli. Arlett była w wielkim szoku, jak się dowiedziała kto to zrobił. Okazał się to jej brat. Nie mogła uwierzyć że jej brat ją zgwałcił, był po prostu zazdrosny o to że Rodzice poświęcali jej dużo czasu.. To przez Niego Oni zginęli, nabroił coś w ich samochodzie, a na tej imprezie upił siostrę i jej koleżanki. Arlett nie mogła w to uwierzyć. On gdy tylko jej to powiedział popełnił samobójstwo, powiesił się w jej pokoju. Dołączył filmik z jej gwałtu, oraz zdjęcia jak się powiesił.

' Arlett. Przepraszam za to co Cię spotkało, lecz nie mogłem tak dłużej żyć. Zawsze byłaś oczkiem w głowie Rodziców, ja spadałem na drugi tor. Nie mogłem już tak dłużej żyć, to przeze mnie Rodzice zginęli i to ja Cię zgwałciłem. Tak ja. Twój własny brat, ale nie martw się już nie zrobię tego więcej. Możesz być o to spokojna.. '
Twój kochający Daniel.



- Nie zasnę. - odpowiedziała Alice. - Oglądałeś cały film? - zapytała Carlosa wtulając się w Logana. 

- Tak. A treść listu pamiętam prawie na pamięć. - rzekł pękając z dumy. 

- No, no. Chylę czoła.- klasnął w dłonie James. 

- Dziękuję, dziękuję. - zaśmiał się. 

- Oglądamy tą komedię? - pokazał płytę z filmem. 

- Jasne, coś na odmóżdżenie się przyda. - kiwnąłem głową. 

Zaczęliśmy oglądać jakąś komedię, ale w końcu wszyscy zasypialiśmy, jednak ja byłem jeszcze trochę kojarzący i zauważyłem jakąś postać która opuszcza Nasz dom.. Niestety nie wiem kto to mógł być, chciałem śledzić ' to coś ' ale nie miałem na to siły.. 

No i się napisał! Huhu.. Jestem z Siebie dumna, bo mam  już jeden pomysł na może ostatni odcinek bloga, ale do tego czasu jeszcze trzeba będzie poczekać. 
huhu ♥ . 


Makijaż jak zawsze by ślady łez zatrzeć
Niech nie widzą, że płaczę
Powieki są po to, żeby nie patrzeć
Jak odchodzisz na zawsze..
♥ . 

6 komentarzy:

  1. Przez Kendalla też mam pewne podejrzenia. I Carlos jest jakiś podejrzany. I co tu się dzieje? Kend się zakochał w Belli ? O niee.. Ten moment z Kendallami na ramionach przypomina mi odcinek Big Time Lies :)
    Ty już madz pomysł na ostatni, ale ja nir chcę końca. Rozdział super! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszyscy jacyś podejrzani są ;)
    Rozdział super ;) Ciekawa jestem jak się uda trasa Belli ;)
    Czekam na nn :**

    OdpowiedzUsuń
  3. To było... Łał... Pokomplikowało się nie na żarty. Nie spodziewałam sie, że tak to się... zrobi. Rety. Jeden cierpi na bezsenność, drugi... E tam! Mają się czym martwić, owszem... mam tylko nadzieję, że nie wrócą do epizodu z prochami. Notka świetna! czekam na nn! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ostatni odcinek bloga ? ;c
    Nieeee ;[
    Rozdział świetny i ta piosenka.. Pasuje idealnie <3
    Czekam na nn ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. nie kończ, plosseeee!! Super rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń