niedziela, 26 października 2014

Part 37.

Nevada - Oczami Jamesa. 

Nie wierzyłem własnym oczom, no i co ważniejsze uszom.. Może coś źle zrozumieliśmy? Ale to nie możliwe. Nie wiem, naprawdę nie wiem, muszę do Niej zadzwonić..

- Cześć. Nie odbieram, a to pech. No to widocznie jestem zajęta, ale zostaw wiadomość na pewno oddzwonię.

- grr.. - rzuciłem telefonem o łóżko.

- James! - krzyczał Carlos. - Gdzie się podziewasz?

- Jestem w pokoju. - powiedziałem sucho.

- Chodź. Rodzice Alice zrobili wielkie ognisko, będzie fajnie rozluźnimy się trochę. - Carlos mnie pocieszał.


Spojrzałem na telefon. - No dobra. Idziemy. - zabrałem bluzę i wyciszyłem komórkę.

Rodzice Al są naprawdę świetni, przy ognisku mogliśmy pogadać, pośmiać się i w ogóle była mega zabawa. Następnego dnia mieliśmy zwiedzić miejsce w którym Alice dorastała, Logan jeszcze był trochę zestresowany  ale powoli się rozluźniał. Wstaliśmy około 9, byłem w pokoju z Losem ale jego już nie było. Pewnie siedział już na śniadaniu. Postanowiłem się ogarnąć i zejść na dół, lecz nie było go tam.

- Dzień Dobry. - przywitałem się ze wszystkimi, przy stole siedziała Mama Alice, Logan i oczywiście Alice, Kendall jeszcze pewnie spał.

- Siadaj proszę. - Pani Brown podała mi talerz i kubek.

- Dziękuję. - odpowiedziałem. - Carlos śpi ? - zapytałem.

- Nie. Już od rana, pomaga mojemu Tacie. - zaśmiała się Szatynka. - Od wczoraj chcę mieć małe ranczo. I zwierzęta. - zaśmiała się.

- On? No nie wierzę. - zaśmiałem się. - Ale przecież On jest.. - ugryzłem się w język.

- Mama o wszystkim wie, powiedziałam Rodzicom. - kiwnęła głową.

- Ale jak się Carlos dowie, że coś powiedzieliśmy? - zapytałem ciszej.

- O to się nie martw, lepiej niech moi Rodzice wiedzą. A jeżeli, mają być później jakieś problemy.. - powiedziała. No i o wilku mowa.

Do kuchni szybko przyszedł Tata Alice..

- Daj jakieś bandaże. - powiedział do Mamy Al i się lekko zaśmiał.

- Co się stało? - zapytała zdziwiona i zmieszana.

- Carlos.. - zaśmiał się.

- Co z Nim? - zapytała przerażona.

- Chciał nakarmić nasze kury.. - odpowiedział. - I wiesz co dalej było.

- No nie.. - tupnęła nogą. - Ale było mu powiedzieć. - pogroziła palcem i poszła do chłopaka.

- Co to miało znaczyć? - zapytał zdezorientowany Logan.

- U Nas jest taka kura, która nie lubi jak ktoś obcy ją karmi.. Bo zawsze kogoś dziobie, no i Carlos musiał na Nią natrafić. A ma taki charakter, że nie lubi obcych to są straty.. - zaśmiała się.

Zaraz do kuchni przyszła Pani Brown i zabrała coś z apteczki, po czym przyszedł Carlos w owiniętym palcem. No a kura wyszła z tego cało, i chłopak już się do Niej nie zbliżał. Siedzieliśmy i śmialiśmy się z Losa lecz przerwała Nam to komórka Alice.

- O Bella dzwoni. - powiedziała i wzięła na głośnik. - Cześć. Jak tam? - zapytała z uśmiechem.

- Pogadajmy na skype.. - powiedziała Bell i się rozłączyła.

Poszliśmy do pokoju i szybko się zalogowaliśmy.

- Co jest? - zapytałem jak tylko zobaczyłem Bell na ekranie.

- Nie obraź się, ale chciałam pogadać na razie z Alice. - odpowiedziała a ja się wycofałem z chłopakami z pokoju.

- No co jest? - zapytała dziewczyny.

- David zbankrutował. - odpowiedziała i otarła łzę. - Dzisiaj mam wracać do LA. Nie wiem, może powinnam wrócić do Rodziców, albo poszukać gdzieś szkoły i zrobić studia? - zapytała.

- Nie. Jesteśmy u moich Rodziców, możemy wrócić w każdej chwili. - szybko powiedziała.

- Nie, nie. - kiwnęła głową. - Nie zaprzątajcie Sobie mną głowy. Pojadę do domu, odpocznę. Może spotkam się z Rodzicami, a później będę siedziała i się nad Sobą użalała, zachciało mi się śpiewać. - stuknęła się w czoło.

- Nie mów tak. To że David zbankrutował, to nie znaczy że masz kończyć karierę.. Wręcz przeciwnie, rozpoczynaj ją. - uśmiechnęła się.

- Jasne, jasne. Teraz ja muszę kończyć, bo zaraz mam samolot. - uśmiechnęła się. - Uściskaj ode mnie wszystkich.

Dziewczyna się rozłączyła i Alice wróciła do Nas. 

- David zbankrutował. - powiedziała zdziwiona Alice. - I Bella chcę skończyć karierę. - usiadła z wrażenia. 

- Co?! - zdziwił się Logan. - Ale przecież zawsze chciała śpiewać. 

- Próbowała sił..  wspomniał James.

- Zróbcie miejsce Carlosowi.. - do kuchni weszła Mama Alice, która przerwała Jamesowi. - Jest w szoku, że zaatakowała go kura. - zachichotała cicho. 

- No, no Pena.. - poklepał go Kendall. - Biedaku Ty. Kura musiała być w większym szoku. - zaśmiał się, po wysłuchaniu zabawnej historyjki. 

- Śmiejcie się. - burknął Carlos. - Pan Adam mnie ostrzegał. - spojrzał na Tatę Al. - Ale chciałem być mądrzejszy. - zaśmiał się. 

- No tak. Jajko musi być mądrzejsze od kury. - skomentował Pan Adam i wszyscy się śmialiśmy, oprócz Carlosa. 

Oczami Alice.

Śmialiśmy się z Carlos jeszcze większą połowę dnia, postanowiłam zaprosić chłopaków na wycieczkę po moim małym miasteczku. Nie obyło się oczywiście od tłumu fanek. Chłopaki musieli rozdać kilka autografów. Cały dzień spędziliśmy na świeżym powietrzu. Wieczorem Rodzice postanowili zrobić ognisko, i zaprosić moich ' starych znajomych ' . Późnym popołudniem, powoli zaczęli się schodzić ludzie. Było nas trochę, więc Rodzice zostawili nas samych.. 

- Alice ! - krzyknęła moja Przyjaciółka Lena. - Nie pamiętam kiedy Cię widziałam. Tak się stęskniłam. - przytuliłyśmy się. 

- No właśnie. - zaśmiałam się. - Poznaj moich Przyjaciół i chłopaka. - wskazałam na chłopaków. - To Logan mój chłopak. 

- Cześć. - podał dłoń dziewczynie. 

- A To Kendall, James i Carlos. - wskazałam kolejno na chłopaków.

- No cześć. - podszedł bliżej Carlos. - Jestem Carlos. Miły, i zabójczo Przystojny.  - poruszył brwiami i podszedł do Leny. 

- Nasz Carlos dorasta. - otarł sztuczną łzę. 

- Nasz mały Słodziak. - powiedział James. 

- Chodźcie poznam Was z resztą. - machnęłam do chłopaków. 

Poznałam ekipę z Przyjaciółmi, Kendall też zniknął z jakąś dziewczyną. Jamesa też nie mogłam znaleźć, ale może poszedł do domu.. Osobiście świetnie się bawiliśmy, było dużo śmiechu i mnóstwo zabawy, trochę alkoholu i Carlos nie opuszczał Leny, cały czas ją przytulał i potajemnie kradł jej buziaki. Uroczy jest. 

- Alice. - podszedł do mnie kolega. - Ten Wasz James zniknął z gdzieś z Sabriną. - wyglądał na zdenerwowanego. 

- Co? - zdenerwowałam się. - On nie może zdradzić Belli. - wycedziłam przez zęby.

- Spokojnie.. - odpowiedział chwiejąc się Logan. - Nie stuknie jej. - zaśmiał się. - Ma tą.. No, jak jej tam. - próbował Sobie przypomnieć. 

- Bella to jest Bella. ! - krzyknęłam. - Zostaw już ten alkohol. - odebrałam mu kieliszek, i poszłam poszukać Jamesa. 


Chłopak był nie daleko siedział z Sabriną obok małego jeziorka, no i żalił jej się strasznie. 

- Moja dziewczyna jest w LA. I tęsknię za Nią. - trzymał w ręku butelkę wódki. - Ja ją kocham, i nie chcę jej stracić, bo zależy mi na Niej. - mówił Sabrinie. 

- James ! - krzyknęłam w jego stronę. - Co Ty wyprawiasz? - podeszłam w jego stronę. 

- Rozmawiam z koleżanką. - westchnął. - Nie wiem jak Ty, ale ja muszę się oddalić. - wstał i odszedł chwiejnym krokiem.. 

- W końcu przyszliście.. - uśmiechnęła się. - James może i jest fajny, ale po alkoholu robi się nudny. Alice fajnie było, ale będziemy się zmywać. Cześć. 

- No hej. - odpowiedziałam. 

- Dobrze że nie pił więcej.. - mruknął Logan. - Później jest gorzej, mówi wszystko co myśli. - westchnął. - Chodź może pójdziemy po Niego. - powiedział. 

- Tam jest. - wskazałam na jakieś krzaki. - James.. - odsunęłam się. - Łap! - rzuciłam mu chusteczki, aby się ogarnął. - Logan weź go do domu, niech pójdzie spać, a ja pożegnam gości.

- Ok. - chłopak poszedł po Jamesa. - Chodź.. Położysz się spać, i będzie Ci lżej. 

James i Logan poszli do domu, ja powoli pożegnałam gości. Oby Carlos nie zrobił żadnej głupoty. Martwiłam się o Niego, więc poprosiłam Kendalla aby mi pomógł. Znaleźliśmy jego i Lenę za domem, na szczęście nie robili nic złego. 

- Tam są. - szepnęłam do Kendalla. 

- Widzę, ale nie wiem co robią. - westchnął. - Oby nie pokazał jej swojej kolekcji znaczków. - zaśmiał się dziwnie. 

- Carlos kolekcjonuję znaczki? - spojrzałam na Niego. 

- Musisz się dużo nauczyć.. - zaśmiał się. - Carlos tak mówi, jak ma do czegoś dojść między ludźmi. - zaśmiał się ponownie. 

- Kendall. - szturchnęłam go w ramię. 

- Carlos.. - Lena chwyciła jego dłoń. - Słyszałeś? - zapytała spoglądając w naszą stronę. - Coś tam w krzakach się rusza.

Szybko z Kendallem opuściliśmy dane miejsce i poszukaliśmy innego. Aby obserwować dalsze losy, spotkania. 

- Nic tam nie ma, musiałaś się przesłyszeć. - zaśmiał się. 

- Może. Oj. - spojrzała na zegarek i głośno westchnęła. - Muszę już iść. Rodzice mogą się martwić, że długo nie wracam. - pocałowała go i szybko poszła, 

- Cześć. - nie zdążył jej powiedzieć bo już poszła. 

- Szybko. - pogonił mnie Kendall. - Chodź do domu, bo Nas zauważy. - poszliśmy do domu. 

Tymczasem w drodze do Los Angeles - Oczami Belli. 


Już miałam dosyć siedzenia w tym samolocie, nudziło mnie to. Spojrzałam na Erica tak słodko spał, że nie miałam serca go budzić. Ale musiałam bo zaraz mieliśmy wysiadać. 

- Pobudka. - szturchnęłam go w ramię. - Wstawaj, koniec lotu. - zaśmiałam się. 

- Co? - zapytał lekko nie ogarnięty. 

- Wstawaj. - powiedziałam. 

- Jasne, jasne. - obudził się i wyszliśmy. 

W drodze po bagaże czułam się jakby ktoś mnie obserwował, nie chciałam nic mówić Ericowi bo zaraz by stwierdził że to tylko fani, ale czułam się nie zręcznie. 

- Eric. - szepnęłam cicho. 

- Co jest? - spojrzał na mnie. 

- Czuję się jakby ktoś Nas obserwował. - powiedziałam mu dyskretnie. - Tylko się nie rozglądaj. - poprosiłam. 

- Zdaje Ci się. Chodź po bagaże. - burknął. 

- Gdzie się zatrzymasz ? - zapytałam. 

- Może gdzieś u kumpla, zaraz zadzwonię i się dowiem. 

Eric wziął bagaż i odszedł kawałek, czułam się sama. Ale wokół tyle ludzi, lecz ogarniała mnie samotność, czułam jak czyiś wzrok na mnie spoczywa.. Przeszły mnie ciarki. Usiadłam na walizce i siedziałam. Poczułam na ramieniu czyjąś dłoń, przestraszyłam się i odwróciłam ale to tylko głupie żarty Erica. 

- Przestraszyłeś mnie. - uderzyłam go i szybko się odsunęłam.

- To tylko ja. - odpowiedział i uniósł ręce w geście obronnym. - Przepraszam nie chciałem Cię przestraszyć. 

- Nie rób tego więcej. - wzięłam walizkę, i udałam się w stronę wyjścia. 

- Poczekaj, - krzyknął chłopak. - Przepraszam, nie chcialem. Chodź odprowadzę Cię do domu. 

- Jadę do Rodziców. - uśmiechnęłam się dyskretnie. - Zostanę u Nich na kilka dni, aż nie wróci ekipa. - uśmiechnęłam się. - Ale możemy się jutro spotkać, bo i tak nie mam co robić. - westchnęłam i podyktowałam mu adres.

- No ok. Nie ma sprawy. - powiedział i zamówił taksówkę. 

Kilka minut później.

- Tutaj wysiadam. - wyjrzałam przez okno, i kierowca się zatrzymał po po czym Eric pomógł mi z bagażami. - Także tego.. - bujałam się lekko do przodu i tyłu. - Odezwę się jutro. - posłałam mu uśmiech. - Cześć. - machnęłam dłonią i zapukałam do drzwi. 

- Akwizytorom dziękujemy ! - krzyknął Tata, a ja po cichu weszłam. - Mówiłem coś! - krzyknął i przyszedł do salonu. - Bella ? - zdziwił się i podszedł mnie przytulić. - Co Ty tutaj robisz? - zapytał kiedy mnie puścił. 

- Kogo tam niesie? - z kuchni rozległ się krzyk Mamy. - Bella! - uścisnęła mnie. - Co Ty tutaj robisz? Miałaś być w trasie.

- Nie oglądaliście mojego występu? No tak. - stuknęłam się w czoło. - Nie mówiłam Wam. 

- Ostatniego nie widzieliśmy. - westchnął. - Chodź nie będziemy tutaj rozmawiać, właśnie zrobiłem kolację. 

- Własnie nie stójmy tak, chodź. - Mama zaprowadziła Nas do kuchni. - Opowiadaj. 

- Po moim koncercie w Nowym Jorku, dowiedziałam się że mam sama wracać do LA bo David zbankrutował i niestety moja kariera raczej się skończyła. - uśmiechnęłam się na silę. 

- Nie martw się Kochanie. - pocieszyła mnie Mama. - Znajdziesz coś lepszego, albo lepszego Managera. - pocieszyła mnie Mama. 

- Znajdę, albo i nie znajdę, może jestem tylko na chwilę sławna. - uśmiechnęłam się. - Wiecie że Carlos, Kendall, James i Alice z Loganem pojechali do Nevady? Odwiedzić Rodziców Alice. - zmieniłam temat. 

- No Carlos nic Nam nie mówił. - oburzył się Tata. 

- No ja też się dowiedziałam ostatnio, chcieli wrócić ale powiedziałam im żeby nie zawracali Sobie mną głowy, odwiedzę Was i spędzę z Wami trochę czasu. Prawda? - spojrzałam na Rodziców. 

- No własnie Kochanie. - mruknął Tata. - My chcieliśmy wyjechać z Mamą na kilkudniowe wakacje. - powiedział i spojrzał na walizki. - Mieliśmy zaraz jechać, żeby chociaż zdążyć na samolot. - posmutniał. 

- Jedźcie. - odparłam śmiało. - Ja dam Sobie radę. - uśmiechnęłam się. - Spotkam się ze znajomymi, trochę zadbam o swoją formę. Jedźcie. - uspokoiłam ich i nagle rozpromienili.

- Na pewno? - zapytała Mama. 

- Nie jestem Małą dziewczynką. - wstałam. - Pośpieszcie się, bo się spóźnicie. - poganiałam Rodziców. 

- W lodówce jest trochę jedzenia które zrobiłam, miałam do Was dzwonić abyście tutaj przychodzili i podlewali kwiatki no i zabrali obiadki. - mówiła biegając po domu. 

- Nie martwcie się. - uspokoiłam moją rodzicielkę. 

- Chyba mamy wszystko. - spojrzała na Ojca, który stał gotowy do wyjścia. 

- Tak. Chodź bo się spóźnimy. 

- Pa córeczko. - Rodzice cmoknęli mnie i wyszli. 

Nie chciałam siedzieć sama w domu, więc z braku towarzystwa położyłam się spać na kanapie w salonie.

Kilka dni później.

Przyjaciele w końcu mieli wrócić, wróciłam do domu zrobiłam pyszny obiad i wyczekiwałam znajomych.. Usłyszałam że ktoś przekręca zamek w drzwiach postanowiłam że nie będę wstawała tylko udam że ich nie widzę.. 

- Szkoda że nie ma Belli. - westchnęła Alice wchodząc do kuchni. - Chłopaki.. - powiedziała nie pewnie. 

- Co jest? - zapytał Logan. 

- Ktoś tutaj był. - zrobiła krok do tyłu. 

- I jadł z naszych talerzy? I spał w łóżeczkach? - zaśmiał się Carlos. 

- Przestań. - powiedziała. - Ktoś zrobił obiad. - rozejrzała się po kuchni. 

- Bella ! - krzyknął mi prosto do ucha Kendall i przytulił mnie. 

- Bella? - spojrzeli na Siebie Logan, Alice i James. 

- Cześć Wam ! - krzyknęłam i rzuciłam się na Przyjaciół. - Stęskniłam się za Wami. - powiedziałam. 

- My bardziej. - usmiechnęła się Alice. 

- Wróciłaś. - podszedł do mnie James i mocno mnie przytulił. 

- W końcu. - mruknęłam i zaciągnęłam się jego perfumami. - Chodźcie na obiad. - poszłam do kuchni. 

Spędziliśmy cały dzień w domu, na rozmowach i zabawie. Postanowilismy wyjść wieczorem do klubu.. Gdy wszyscy byli gotowi udaliśmy się do wyjścia, to co się tam stało miało wyglądać inaczej...

niedziela, 19 października 2014

Part 36.

Rano budziki zadzwoniły. Przyjaciele zerwali się na równe nogi, Logana już od rana niecierpliwiło spotkanie Rodziców Alice. Bardzo się stresował, ale nie dał po Sobie tego poznać. Alice siedziała na przednim siedzeniu, bo tylko Ona znała drogę, Logan był lekko przestraszony, co chwilę musieli się zatrzymywać na stacji, bo źle się czuł. Trochę się o Niego martwili, ale później mu przeszło. I mógł w spokoju poznać Rodziców swojej dziewczyny..

Oczami Alice.

- Mamo , Tato ! - pobiegłam do moich Staruszków, i mocno ich przytuliłam. - Jak się za Wami stęskniłam.

- My za Tobą tez. - odpowiedzieli równocześnie. - Zapraszamy do środka. - powiedział Tato i chłopaki weszli.

- To jest Logan mój chłopak. A to Carlos , Kendall i James. - chłopaki się przywitali. - No niestety nie ma Belli, bo wyjechała w trasę, ale następnym razem przyjedziemy razem z Nią. - uśmiechnęłam się.

- No dobra, miło jest ale muszę iść i trochę popracować. - powiedział Tato i zaczął się ubierać w ciuchy bardziej do pracy.

- Może Panu pomożemy? - zaproponował Logan, byłam w lekkim szoku.

- Odpocznijcie Sobie. - powiedział.

- Ale my chętnie. - odpowiedział i szturchnął stojącego obok Carlosa który to potwierdził i wszyscy poszli pomóc.

Zostałam z Mamą sama, w końcu mogłam pogadać z Nią. Dowiedziałam się że moje rodzeństwo jest w pracy, więc Rodzice zatrudnili kilka osób i dzięki temu dali im pracę..

- Mamo. - zaczęłam cicho. - Muszę Ci coś powiedzieć.

- Jesteś w ciąży? - usiadła z wrażenia.

- Nie, nie. To nie to, jeszcze nie. - wytłumaczyłam. - Jest problem z Carlosem, obiecaliśmy że nic nie powiemy.. - szepnęłam. - On jest prawdopodobnie zarażony HIV.  - uspokoiłam od razu Mamę, bo wiem że już się nakręciła.  - Zanim go ocenisz, to wiedz że to dobry chłopak tylko popadł w złe towarzystwo. - wytłumaczyłam. - Nie zarazisz się od Niego przebywając w tym samym pomieszczeniu, przez uścisk dłoni czy też przez picie z tej samej szklanki.

- To jak? - Mama była zaciekawiona tym tematem.

- Dajmy przykład. Jeżeli On się skaleczy, no i może ktoś jeszcze i jak choćby kropelka krwi chorego zetknie się z osobą zdrową to wtedy można się zarazić.

- Musimy uważać. - powiedziała i spojrzała przez okno, na chłopaków.

- Dlatego zabraliśmy ich tutaj aby Carlos mógł odpocząć. Jesteście źli? - zapytałam i posmutniałam.

- Nie. Skarbie cieszymy się że możemy pomóc. Powiem wszystko Ojcu. Zawołam go i mu to wytłumaczę, a Ty idź zanieś chłopakom coś do picia bo źle wyglądają. - zaśmiała się.

Wzięłam lemoniadę i poszłam do chłopaków, dałam znak Tacie żeby poszedł do domu do Mamy.

- Lemoniada ! - krzyknęłam i chłopacy od razu przyszli.

- Skąd wiedziałaś że chce Nam się pić? - zapytał Kendall lekko ubrudzony w błocie.

- Mama Was obserwowała i zauważyła, że jesteście zmęczeni. - podałam chłopakom chłodny napój.-  Chodźcie przebierzecie się i oprowadzę Was po Naszym ranczu. - uśmiechnęłam się.

- Ok. - odparli chórem.

Wracając do domu zaczepił mnie Tata i opowiedział wszystko, nie ma nic przeciwko temu że Carlos jest tutaj i cieszy się że może mu pomóc. A Logan bardzo mu przypadł do gustu...

Oczami Belli. 

Dzisiaj znowu mała wycieczka, jestem tutaj kilka dni ale się cieszę że coś osiągnęłam w tak krótkim czasie. Już nie mogę się doczekać kolejnego występu, przygotowywałam się do kolejnego wyjazdu, niecierpliwiłam się trochę. Ale wiedziałam że wszystko jest w dobrych rękach. 

- Mam dla Ciebie dobrą wiadomość, albo i złą zależy jak to odbierzesz. - powiedział David 

- Zamieniam się w słuch. - usiadłam wygodnie i słuchałam co ma mi do powiedzenia David.

- Więc.. Trasa się skraca, ale nie powiem o ile.  I dzisiaj dajesz ostatni koncert, ale to nie oznacza że już wracasz do domu. Co to, to nie. Więc szykuj się na wielki finał Twojej trasy, część organizatorów odwołała Twój występ.. 

- Dlaczego? - zapytałam zniesmaczona. 

- Po prostu odwołali. - powiedział i odwrócił głowę w drugą stronę. 

- David.. Co się stało? - zapytałam przerażona. - Chcę wiedzieć, bo widzę że Pablo nie jest już taki wesoły. 

- To nic ważnego. - wzruszył ramionami..

- Powiedz proszę. - podeszłam do Niego. 

- Ech. Usiądź proszę. - podsunął mi krzesło i usiadłam. - Organizatorzy wcale nie odwołali Twoich występów, tylko ja. 

- Co?! - podniosłam się z krzesła. - Ale jak to! - krzyknęłam. 

- Usiądź, porozmawiajmy spokojnie. - wstał i podszedł do okna. - Zbankrutowałem, po prostu nie mam pieniędzy. Mój Szef źle postawił na kilka gwiazdek, i niestety ale musimy rozwiązać naszą umowę.. Dzisiaj jedziemy do Bostonu, no i tam dasz koncert a później wrócimy do LA. - powiedział z lekkim zdenerwowaniem. - Proszę o to cała prawda. Przepraszam. Pojedziemy do Bostonu a z tamtąd wrócisz samolotem do LA. 

- Sama? - zapytałam. 

- Tak. Musisz sama, bo ja na razie tam nie mogę wrócić Szef wypłaci mi moje pieniądze i zrobię karierę na nowo.. Będę fotografem, może jeszcze Nam się uda kiedyś spotkać. A teraz proszę.. - wręczył mi kopertę. 

- Co to jest? - spojrzałam na białą kopertę, dość grubą. 

- To Twoje wynagrodzenie, zrób z Nim co chcesz. A i musisz sama za bilet zapłacić na powrót do domu. Przepraszam. - odpowiedział. - A teraz się spakuj i jedziemy do Bostonu.. 

Ech. Poszłam się spakować do pokoju, moje marzenia o karierze legły w gruzach, byłam taka szczęśliwa że może coś się uda.. Widocznie się przeliczyłam. Chociaż świat o mnie usłyszał, czas się spakować. Pakowałam wszystko tak byle jak. Chciałam w końcu opuścić to miejsce.. 

KILKA GODZIN PÓŹNIEJ.

Do Bostonu dotarliśmy późnym popołudniem. Scena była już przygotowana, więc mogliśmy zacząć przygotowania. Koncert miał lecieć na żywo, już o 19 miałam lekką tremę, ale zobaczyłam w oddali Erica to humor mi się poprawił.. 

- Co tutaj robisz? - podeszłam do chłopaka. 

- Mówiłem że będę z Tobą do końca trasy, tak jak obiecałem Jame.. - zakrył twarz dłońmi. 

- Jamesowi? - zapytałam go. - Obiecałeś coś mu?! - zapytałam lekko zdenerwowana. 

-Przepraszam miałem nic nie mówić, ale James mnie poprosił abym Cię pilnował, aby nikt Cię nie podrywał. - wytłumaczył.

- Bella ! - krzyknął Pablo. - Chodź na chwilę zaczynamy, a później jeszcze mały krótki wywiad. 

- Już idę.. - odpowiedziałam. - Napisz do Jamesa aby włączyli kanał 56 bo ja występuję. 

- Bella ! - krzyknął Pablo. 

- Idę ! - krzyknęłam i wyszłam. - Cześć Boston ! - przywitałam się z publicznością. - Cieszę się że mogę tutaj z Wami być ! - cieszyłam się i koncert się zaczął. 

- Dostałem wiadomość od znajomego że na 56 leci koncert Belli w Bostonie. - powiedział James do znajomych, a Oni szybko włączyli tv. - Tym razem musimy go obejrzeć, i zapewne będzie wywiad. 

Koncert nie trwał długo, może 2 godziny, ale było warto dla takiej publiczności. Kilka osób weszło za kulisy i mogli ze mną porozmawiać i zrobić kilka zdjęć. Potem przyszedł czas na wywiad. 

Wywiad. 

- Dzisiaj z naszą kamerą gościmy w Bostonie. Jest z Nami David Dash znany producent z Los Angeles. - powiedział dziennikarz. - Witaj David. 

- Dobry Wieczór. - przywitał się. 

- Witaj, witaj. Słyszeliśmy że dzisiejszy koncert jest ostatnim koncertem Twojej podopiecznej Isabelli Pena? - zapytał, i przekazał mikrofon Davidowi. 

- Tak. Niestety tak. - odpowiedział ze smutkiem. 

- Co się stało? Byłeś jednym z lepiej zarabiających producentów. 

- Niestety, nadszedł czas końca mojej kariery. Przyszła i pora na mnie, czas zmienić branżę. - zaśmiał się. 

- No niestety takie życie jest okrutne. - powiedział i uśmiechnął się do kamery. - Proszę Państwa dołączyła do Nas Isabella.  Witaj Bella. Mogę tak do Ciebie mówić? 

- Tak. Jasne. - uśmiechnęłam się. 

- To Twój ostatni występ, co zamierzasz później robić? 

- No niestety. Może zmienię branże, ale szkoda mi zostawiać muzykę. Dopiero co zaczęłam z Nią przygodę. - odpowiedziałam i czekałam na następne pytanie. 

- Jak jesteś już bez producenta, to może ktoś Cię zauważy i przygarnie? - zaśmiał się. 

- Może. Ale chciałam bardzo podziękować że David mnie zauważył i że mogłam, zacząć tutaj swoją przygodę. Będzie mi go brakowało, ale kontakt zostanie. Więc może jeszcze kiedyś nasza praca wróci, a na razie trzymam na Niego kciuki. 

- Widzą Państwo że drogi Belli i Davida się nie rozchodzą, ale nasza młoda Gwiazdka poszukuję producenta. Więc zgłaszać się! - zareklamował dziennikarz. - A tymczasem dziękujemy i do usłyszenia. Cześć ! 

David i Pablo ruszyli w swoją stronę. Pożegnałam się z Nimi i spokojnie wróciłam do hotelu. Eric był ze mną, miał pokój obok. Samolot miałam następnego dnia, więc musiałam się wyspać.. Na powrót bardzo się cieszyłam.

niedziela, 12 października 2014

Part 35.

Kilka dni później. Oczami Carlosa. 

Musiałem trochę zmienić swój styl, nie chciałem aby media mnie rozpoznały.. No i dziewczyny nie mogły mieć problemów, musiałem chodzić w głupiej peruce.. Nie pasowała mi. Ale czego się nie robi dla pieniędzy..

- A może  ? - Mona pokazała mi zegarek, był naprawdę ekstra.

- Nie jest za drogi? - zapytałem, spoglądając na dość dużą cenę.

- Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych. - dodała z głośnym śmiechem.

- Jak Ci się podoba, to bierzemy. - kiwnąłem głową.

Wyszliśmy ze sklepu, zauważyłem Logana i Alice.. Muszę coś wymyślić aby mnie nie rozpoznali.. Myśl, myśl. Poszedłem do Mony i pocałowałem ją. Była w szoku, aż odwzajemniła pocałunek.

- Co to było ? - zapytała, odsuwając się i uderzając mnie w twarz.

- Logan i Alice.. Nie chciałem żeby mnie rozpoznali. - wytłumaczyłem się.

- Nie rób tego nigdy więcej ! A teraz wracaj do domu !

Wróciłem do domu. Postanowiłem z tym skończyć, zadzwoniłem do Mony i jej wszystko opowiedziałem. Nie była zła, nie chciała zwrotu żadnej rzeczy, tylko mam się od Niej trzymać z daleka. Ok. Jasne tak zrobię. Nie miałem ochoty na nic, leżałem na łóżku i rozmyślałem. Zadzwonił telefon, zastrzeżony. Nie odebrałem za pierwszym razem, ale zadzwonił drugi raz. Cisza. Pewnie chłopaki robią Sobie żarty.

- Carlos! - krzyknęła Alice. - Paczka do Ciebie. 

- Do mnie? - zdziwiłem się, ciekawe kto to, poszedłem na dół. - Dziękuję. - odpowiedziałem listonoszowi i poszedłem na górę.. 

W pudełku była płyta, z liścikiem.. Obejrzałem nagranie, byłem tam ja jak się kocham z jakąś kobietą. Nie pamiętam z jaką, było ich dużo. I ten liścik.. 

' Mam tego więcej, zapłać 5 tysięcy, a nikt się o tym nie dowie.. Janette. ' 

Telefon znowu zadzwonił, odebrałem to Janette chciała się spotkać. Więc tak zrobiłem, poszedłem się z Nią spotkać, lecz to czego się dowiedziałem przeraziło mnie.. 

- To niemożliwe! - podniosłem głos. 

- Morda! - krzyknęła. - Jak się przespaliśmy, to znaczy że od teraz to też Twój problem, było się tak nie pchać mi do łóżka.. - zaśmiała się złowrogo.  - Przebadaj się i wszystko będzie wiadomo. 

Po tym spotkaniu szybko poszedłem do lekarza, miałem nadzieję że to wszystko to tylko zły sen.. Myliłem się. 

Kilka godzin później. 

- Pan Carlos Pena? - z gabinetu wyszła pielęgniarka. - Zapraszam. 

- Chciałem zrobić badania na HIV.. Boje się że moja ostatnia partnerka mogła mnie zarazić.. - spuściłem głowę. 

- Nie ma się czego wstydzić. Proszę wypełnić test, pobierzemy krew i wyniki powinny być jutro około południa. Także zapraszam jutro. 

- Dobrze. 

Wróciłem do domu, chciałem wszystko opowiedzieć w domu.. 

- Muszę z Wami pogadać. - powiedziałem gdy wszyscy byli w salonie. 

- No zaczynaj. - usiadł Kendall. 

- Nie wiem jak zacząć.. - jąkałem się. - Wiecie że ostatnio często wychodziłem z domu, i narobiłem Sobie kłopotów. 

- Twoje Panienki Ci nie płacą? - zażartował Logan. 

- Co?! - podniosłem głos. 

- No tak! - podniósł się chłopak. - Wiemy o wszystkim, sprzedawałeś się jak Dziwka! 

- Logan.. - uspokoiła go Alice. 

- No co? Trzeba nazywać rzeczy po imieniu. - zdenerwował się. - Carlos jest po prostu męską dziwką! - krzyknął. 

- Masz rację, ale to nie wszystko.. Mogę być zarażony wirusem HIV. - spojrzałem na znajomych, myślałem że wszyscy wyjdą ale zostali ze mną. 

- Carlos.. - Logan zwrócił się w moją stronę. - Może to głupio zabrzmi, ale chciałem Cię przeprosić za to co mówiłem, jesteśmy Przyjaciółmi i nie chcę aby coś Ci się stało. 

W tle było można usłyszeć ' ooo.. ' Kendall , James i Alice zrobili Nam chórek.. Trochę to było zabawne, ale też i urocze. 

- Musimy to powiedzieć Belli. - postanowiłem siadając na przeciwko Przyjaciół. 

- Jak to Sobie wyobrażasz? ' Cześć Bella! Słuchaj spałem z kilkoma dziewczynami, i mogę być nosicielem wirusa HIV? ' - powiedziała Alice. 

- No.. To może głupie. - jęknąłem. - Ale musi się dowiedzieć. 

- Powiemy jej jak wróci z trasy, teraz się musi skupić na karierze.. 

- Jasne. 

Siedzieliśmy w głuchej ciszy, nikomu nie chciało się odzywać. Godziny mijały a my siedzieliśmy w kompletnej głuszy. Po kolei wszyscy wychodzili do Siebie, ja też zrezygnowałem i poszedłem do pokoju. Przebrałem się i czytałem w necie różne historie o tej chorobie, postanowiłem że muszę zaznaczyć swoje rzeczy.. Podpisać sztućce i wszystko.  Nie chcę aby reszta miała taki problem jak ja.. Nie wiedziałem w co się wplątałem, bałem się następnego dnia.
Następnego dnia. Oczami Alice. 

Martwiłam się o Logana, cały wczorajszy dzień chodził struty, dzisiaj też nie jest lepiej.. 

- Napij się czegoś. - poklepałam go po ramieniu. 

- Nie dziękuję. Już chcę znać wyniki. - jęknął i usiadł bez ruchu. 

- Skąd wiesz kiedy masz przyjść? - zapytał Logan przechodząc obok. 

- Mam dostać telefon.. - nerwowo sprawdzał komórkę. - Dzwoni ! - krzyknął. - Witam.. Tak to ja.. Dobrze. Dziękuję.  - rozłączył się. - Mam jechać po wyniki. 

- Szybko. - odpowiedział Logan.

Logan pojechał z Carlosem do szpitala, a my siedzieliśmy w domu jak na szpilkach. Mijały minuty, godziny a ich nie było.. Martwiliśmy się. 

- Może zadzwonimy? - wyrwał Nas z zamyśleń Kendall. 

- Nie, pewnie zaraz przyjadą. - pomyślałam. - Wszystko będzie dobrze. - szepnęłam. 

Nagle w drzwiach pojawił się Logan z Carlosem. A w ręce miał dużą białą kopertę. Widać jeszcze jej nie otworzył. Ręce mu się trzęsły niemiłosiernie.. Wszyscy byliśmy przerażenie. 

- Otworzysz to?! - krzyknął James. - Nie trzymaj Nas w niepewności. 

- Ok. - wziął głęboki oddech i otworzył.. - Nie mogę przeczytaj to. - podał kartkę Loganowi. 

- Uch.. - powiedział, przejrzał papier i spojrzał na Losa. - Wynik pozytywny. - spuścił głowę. 

- Cholera.. - Carlos się załamał, usiadł na fotelu i zakrył twarz dłońmi. - To nie możliwe, jaki ja byłem głupi.. - jedna pojedyńcza łza spłynęła mu po policzku. 

- Carlos.. - podeszłam do Niego. -  Carlos. Nie martw się, zrobisz jeszcze jeden test. Taki wynik nie musi być wcale ostateczny. Musi zostać potwierdzony testem potwierdzenia. A wtedy się okaże czy jesteś zarażony. Wszystko będzie dobrze. - uścisnęłam go. 

- Przepraszam Was.. - wstał. - Wolę zostać sam. Przepraszam. 

Carlos wyszedł a my postanowiliśmy coś zrobić, aby go pocieszyć. Jednak na marne, chłopak zamknął się u Siebie w pokoju i nie wpuszczał nikogo. Martwiliśmy się o Niego. Następny test miał zrobić za 3 miesiące, jest jeszcze czas zanim Bella wróci z trasy.. Może niczego się nie dowie, ale czy dochowamy tajemnicy? To się okaże. 

- Musimy coś zrobić aby Carlos przestał o tym myśleć. - powiedział Kendall wyglądając przez okno. 

- Ale co? - zapytałam. 

- Pojedźmy gdzieś na wycieczkę. - zaproponował James. - Znam kilka fajnych miejsc. 

- Poczekajcie, poczekajcie.. - chwyciłam telefon do ręki i wyszłam na chwilę z pomieszczenia. 

- Gdzie Ona poszła? - zapytał James drapiąc się po głowie. 

- Nie wiem, ale może coś wymyśliła. No Logan, może coś wiesz? - zapytał Kendall. 

- Nie nic nie wiem. Nie mówiła mi nic. 

- Mam świetny pomysł. - wbiegłam do salonu. - Właśnie zadzwoniłam do moich Rodziców i powiedzieli że możemy przyjechać, mamy niewielkie ranczo małą agroturystykę i wszyscy wypoczniemy. A jak wróci Bella to możemy pojechać jeszcze raz. - klasnęłam w dłonie.

- Do Twoich Rodziców? - Logan ciężko przełknął ślinę.

- No tak. W końcu będzie okazja że ich poznasz. - uśmiechnęłam się. - Chodźcie powiemy Carlosowi.

Poszliśmy na górę do pokoju chłopaka, podeszłam pod drzwi chłopaka usłyszałam cichy płacz. On płacze? Zastanowiłam się, zapukałam.

- Można? - zapytałam przez drzwi.

- Wejdź. - usłyszałam cichy głos.

- Nie jestem sama, przyszłam z chłopakami coś Ci powiedzieć.

- Moment, tylko się ogarnę. - odpowiedział.

Poczekaliśmy chwile i Carlos wpuścił nas do środka.

- Mamy dla Ciebie świetną wiadomość. - powiedział Kendall, ale zaraz automatycznie się poprawił. - Znaczy Alice ma. - Teraz Twoja kolej. - zaśmiał się.

- Zadzwoniłam do Rodziców i się zgodzili żebyśmy do Nich przyjechali na kilka dni, mają tam agroturystykę i niewielkie ranczo. - wymieniałam na palcach. - Zostaniemy tam kilka dni, będzie fajnie.

- Nie wiem.. - zastanawiał się. - A jak ktoś się dowie że jestem chory? Mogą mnie odrzucić.

- Nie mów tak, nikt Cię nie odrzuci. - zapewniłam go. - Jedziemy? - zapytałam i spojrzałam na chłopaków, oczywiście wszyscy kiwnęli głowami na ' tak ' . Pozostał jeszcze Carlos.

- No dobra.. Nie napierajcie tak na mnie. - zaśmiał się i odsunął kawałek. - Pojadę. - kiwnął głowa.

Zaczęliśmy się pakować. Postanowiliśmy że pojedziemy na kilka dni, jeszcze nie wiem na ile ale małe wakacje Nam nie zaszkodzą.

- Żel ! Widział ktoś mój żel ? - krzyczał James.

- Po co Ci żel? - zapytałam, wychylając głowę zza drzwi.

- Bo.. Bo lubię go mieć przy Sobie. - pokazał mi język i schował się w pokoju.

Pakowanie zajęło Nam trochę czasu.. Ale się wyrobiliśmy, droga zajmie Nam 6 godzin, ale jakoś może damy radę, jeszcze nie jest tak późno..

- Jedziemy dzisiaj? - zapytał Logan.

- Możemy dzisiaj, albo jutro rano jak wolicie? - spojrzałam na chłopaków którzy byli gotowi.

- Może rano, jeszcze się wyśpię, i będę piękniejszy. - zaśmiał się James, poprawiając włosy.

- Maslow ! - Carlos rzucił go poduszką. - Mam Twój żel. Panie Piękniejszy już nie będę. - delikatnie się uśmiechnął.

- No to jedziemy jutro. - Logan klasnął w dłonie. - Zrobię kanapki na drogę.

Oczami Belli. 

Nie wiem co się dzieję.. Ericowi trochę się coś pomieszało, ale dlaczego On to zrobił? Nie rozumiem tego, nie chcę na razie z Nim rozmawiać.. No niestety, będę zmuszona do krótkiej rozmowy, mój telefon ciągle dzwoni.. 

- Słucham. - mówię nie pewnie do słuchawki. 

- Musimy porozmawiać, proszę nie rozłączaj się. - słyszę błagalny głos chłopaka. 

- Masz 5 minut, więc się musisz zmieścić w tym czasie. - spoważniałam. 

- Przepraszam za to co się stało dzisiaj, nie chciałem aby tak wyszło..  To taki impuls, po prostu miałem chwilę słabości, każdemu się zdarza. Wiem że jesteś z Jamesem ale może On mi wybaczy. - powiedział i mnie zatkało. 

- Stój ! - krzyknęłam do słuchawki. - Nie mów nic Jamesowi, nie może się o tym dowiedzieć. Nie rób mi tego, nie możesz mu powiedzieć. - próbowałam być stanowcza. - Spotkajmy się koło hotelu za 5 minut. 

- Jasne. - odpowiedział i się rozłączył. 

Zarzuciłam na Siebie bluzę i szybkim krokiem pobiegłam na dół.. Poczekałam chwilę i zaraz pojawił się Eric.

- Dziękuję że chciałaś się spotkać. - zaczął. 

- Posłuchaj mnie uważnie, bo dwa razy nie będę powtarzała.. James nie może się o tym dowiedzieć, zależy mi na Nim i żaden głupi pocałunek nie może tego zepsuć. - tłumaczyłam mu. 

- Ale to był wypadek.. - jęknął. 

- Mnie to nie interesuję, mogę mu to powiedzieć bo to Twoja wina.. Ale pamiętaj że jak to mi zniszczy życie, to odegram się na Tobie w bardzo zły sposób. Więc to co się tutaj stało, nie może ujrzeć światła dziennego.. Zrozumiałeś? - zapytałam i spojrzałam na chłopaka. 

- Tak. Przepraszam. - powiedział i odszedł.

Może źle postąpiłam.. Ale nie mogę stracić Jamesa, za bardzo go kocham. Muszę mu o tym powiedzieć. Szybko wróciłam do domu, włączyłam laptopa i zalogowałam się na skype. James jest dostępny, muszę do Niego zadzwonić..

- Cześć Mała. - przywitał się zadowolony James. - Co tam ? Stało się coś? - zapytał.

- Wiesz że zależy mi na Tobie, i kocham Cię bardzo .. - mówiłam a gardło zaciskało mi się bardziej.

- Kochanie co się dzieję? - zapytał poważniejszym tonem.

- Eric jest w Nowym Jorku, no i się ze mną spotkał. Żeby pogadać no i w ogóle. Byłam z Nim na spacerze, bo chciałam z kimś pogadać.. - opowiadałam coraz bardziej przejęta.

- Mów. - lekko się zdenerwował.

- On mnie pocałował! - krzyknęłam i schowałam twarz w dłoniach, bo czułam że łzy same mi lecą.. - Ja tego nie chciałam, odepchnęłam go i uciekłam. - Przepraszam. On tak nagle z tym wyskoczył. Przepraszam. - czułam jego wzrok na Sobie, nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy.

- Bella. - odpowiedział ze spokojem w głosie. - Popatrz na mnie. - powiedział. - Wiem o tym. Eric do mnie dzwonił i wszystko mi powiedział.

- Co?! - krzyknęłam głośniej. - To dlaczego do mnie nie zadzwoniłeś, nic nie powiedziałeś?? - zdenerwowałam się.

- Nie chciałem nic mówić, myślałem że mi powiesz. Eric mówił że bardzo się tym przejęłaś.. - opowiadał. - Dziękuję że powiedziałaś mi prawdę, że tego nie ukrywałaś. Kocham Cię i wiem że to nic dla Ciebie nie znaczyło.

- To znaczy że.. - bałam się mówić dalej.

- No tak. Nie gniewam się, wybaczam Ci. - puścił mi oczko.

- Jakbym chciała teraz być przy Tobie, przytulić się.

- Kochanie. Już nie długo. Muszę kończyć, bo jedziemy jutro do Rodziców Alice, na ranczo.

- Do Nevady? Oj. Ale Wam zazdroszczę. - uśmiechnęłam się.

- Jeszcze będzie okazja. - uśmiechnął się. - Bell pogadamy jeszcze. Kocham Cię.

- Pozdrów wszystkich, miłych wakacji. pa. - rozłączyłam się i mogłam w spokoju zasnąć.


Los Angeles - W domu - Narrator. 

James wyszedł zadowolony z pokoju, pozdrowił wszystkich i udał się do kuchni pomóc przy kanapkach Loganowi.. 

- Martwię się. - szepnął do Jamesa Logan. 

- Dlaczego? - zapytał. 

- Mamy jechać do Rodziców Alice, a ja się stresuję że źle wypadnę. - powiedział i zawinął kanapkę. 

- Będzie dobrze. - poklepał go po ramieniu James. - Kończymy ten jarmark i idziemy spać, musimy być w formie, bo jedziemy na zmianę. Nikt nie przesiedzi tylu godzin przed kółkiem. - powiedział i poklepał kumpla po ramieniu. - Na razie Logan, Dobranoc. Trzymaj się, wszystko będzie dobrze. 

- Dobranoc. - odpowiedział chłopak i udał się do pokoju.. 

Męczył się, nie mogąc zasnąć. Ale w końcu po przemyśleniach zasnął spokojnie.. 

niedziela, 5 października 2014

Part 34.

James czekał aby tylko Bella wróciła, Carlos zajął się nowym zajęciem. Logan próbował za wszelką cenę dowiedzieć się co On takiego robi, chciał nawet się skontaktować z tajemniczymi kobietami z jego kalendarza ale Carlos co chwilę odbierał telefon..

Oczami Logana. 

- No i co mamy zrobić? - zapytałem chłopaków.

- Nic nie rób, przecież On jest dorosły i wie co robi, nie możemy nic zrobić. - westchnął James i podszedł do okna.

- Tęsknisz za Nią? - zapytałem.

- Jak cholera! Czuję że to dziewczyna z moich snów, że będę z Nią całe życie.

- ekhh.. - Kendall zachłysnął się napojem.

Poklepałem go po plecach. - Lepiej? - zapytał Maslow.

- Tak. Nic się nie stało, musiałem zachłysnąć się powietrzem. Już wszystko ok. - nerwowo chwycił za szklankę.

- Mam ! - krzyknął James. - Wiem co zrobimy aby dowiedzieć się co wyprawia Carlos.

- No co? Zainstalujemy mu podsłuch w telefonie. - zaśmiałem się.

- Nie, nie. - przejrzał się w szybie. - Pojedziemy tam do hotelu, na spotkanie i Alice poda się za nową sprzątaczkę, trochę ją zmienimy i się uda.. - poruszył brwiami.

- Jasne. Uważaj bo to się uda.. - parsknął śmiechem Kendall i grzebał coś w telefonie.

- Tak się składa że przeglądałem coś w internecie i natknąłem się na to ogłoszenie. - pokazał info na laptopie. - Alice na pewno się zgodzi. Załóżmy się.. - poruszył brwiami.

- Ok. Alice ! - zawołałem dziewczynę na dół..

- Co jest? - zeszła z laptopem. - Co się stało? - zapytała się.

- Musimy pomóc Loganowi w sprawie rozwiązania zagadki, dlaczego Carlos codziennie wieczorem wychodzi na spotkania, no i musisz Nam pomóc. Posłuchaj teraz uważnie.. Pójdziesz do tego hotelu. - pokazałem jej ogłoszenie. - Powiesz że chcesz tam zacząć pracować, no i się dowiemy co robi Pena.

- A jak mnie pozna? - zrzedła jej mina.

- Nasza mała nie mądra Alice. - przytulił ją Kendall. - James zabierze Cię do studia, a tam zrobią Ci szybką metamorfozę. - zaśmiał się.

- hum. - zaczęła się zastanawiać. - No ok. Ale jak mnie pozna, to nie ręczę za Siebie.

- Nie pozna, nie pozna. - zaśmiałem się.

Zabrałem Jamesa i Alice do studia, tam dziewczyny się Nią zajęły. Po godzinnej metamorfozie mogliśmy wyjść..

- Wyglądasz nieźle. - zachwycałem się Nią.

- Wiem. - zaśmiała się. - Ale jakieś CV albo co, to dostanę? - spojrzała na Jamesa.

- Tak, tak. Proszę. Od teraz nazywasz się Rozalia Arana. Proszę o to Twoje CV. - James wręczył papierek ale zdziwienie Alice było ogromne.

- Francuski? - oszalałeś?? - wytrzeszczyła oczy. - Nie znam Francuskiego! - krzyknęła.

- Oj tam. Nie będą pytać, a jak już to. No oglądałaś telenowele no to coś tam powiesz. - zaśmiał się niepewnie.

- Zamorduje Cię.. - odeszła zdenerwowana.

Czekaliśmy przed hotelem kilka minut, aż w końcu Alice wyszła.

- I jak? - zapytaliśmy.

- Dzisiaj idę na dzień próbny. I mam nadzieję że znajdę Carlosa, i dowiem się czegoś. Ale więcej mnie o nic takiego nie proście. Teraz Carlos nie może mnie w domu zobaczyć..

- To da się zrobić. - zapewniłem ją.

Oczami Alice. 

Byłam mega zaskoczona tą metamorfozą, ale miałam nadzieję że plan wypali. Chcę pomóc chłopakom, aby dowiedzieli się co ukrywa Carlos.. A może On.. Nie, nie. To nie możliwe. Carlos jest męską prostytutką? Nie wiem, nie wiem. Boje się co zobaczę. Wracaliśmy do domu, i na szczęście nigdzie nie było Carlosa. Uf. Dzień się dłużył nie miłosiernie długo, w końcu wybiła godzina mojego wyjścia. Udałam się do hotelu, koło recepcji natknęłam się na pewną kobietę, z tego co pamiętam to była umówiona z Carlosem.. 

- Rozalio. - krzyknęła recepcjonistka i zawołała mnie do Siebie. 

- Słucham. - przyjrzałam się kobiecie obok. 

- To Pani Carmen Pedro. - wskazała na kobietę. - Dzisiaj będziesz jej służyć w pokoju. 

- Rozumiem. - Tia.. Dziewczynka na posyłki. - Miło mi Panią poznać, mam nadzieję że spełnię Pani oczekiwania.

- Dobrze. Chodź za mną teraz, weź moją torebkę. 

Cholera jasna! Służbę Sobie znalazła, wielka mi Dama.. Ech. Jaka byłam głupia że się na to zgodziłam, ale cóż.. W międzyczasie dostałam SMS-a od Logana. 

' W torebce masz dyktafon, nagraj wszytko tak żeby można było usłyszeć rozmowę.. Trzymamy za Ciebie kciuki ' . 

Ech. Niech tylko ich dopadnę w swoje ręce. Gdy Pani Pedro poszła do łazienki, podłożyłam dyktafon na oknie, tak żeby nie było go widać. Ogarnęłam trochę w pokoju i doznałam szoku. Do środka wszedł Carlos. Matko! Udawałam że sprzątam, z łazienki wyszła kobieta. 

- Rozalio. - powiedziała dostojnym głosem. - Możesz iść. - dała mi napiwek i wyszłam, poszłam do recepcji. Nie musiałam dużo robić, i mogłam później iść do domu.

Zadzwoniłam po Logana, nie chciałam sama wracać.. Gdy wróciłam wszystko opowiedziała chłopakom, musiałam następnego dnia tam wrócić żeby odebrać nagranie. Postanowiłam że wrócę i wymyśle jakąś bajkę że zostawiłam coś w pokoju i muszę to zabrać. Może się nabiorą, a może nie.. 

Oczami Belli. 

Zapomniałam o Ericu, na szczęście następnego dnia miałam więcej czasu wolnego i mogliśmy się spotkać i porozmawiać. Umówiliśmy się w pobliskiej kawiarence. Doszłam na miejsce, czekał tam już Eric. 

- Cześć. - przywitaliśmy się buziakiem w policzek. - Długo czekasz? - zapytałam. 

- Nie, nie. Przed chwilą przyszedłem. - uśmiechnął się. - Zamówić Ci coś? - zapytał spoglądając w stronę kelnerki. 

- Może herbatę wiśniową. - rzekłam i Eric złożył zamówienie. - Przepraszam że nie mogliśmy wczoraj porozmawiać, ale skończyłam późno a Ciebie już nie widziałam później. 

- Nic się nie stało, dzisiaj się spotkaliśmy to możemy chwilę porozmawiać. - nerwowo pocierał ręce. - Nie wiem jak zacząć. - odpowiedział. 

- No mów. Nie krępuj się. - dodałam mu otuchy, kładąc mu swoją dłoń na jego.

- Pamiętasz tą akcję z narkotykami? Miałem podobno w tym udział i muszę zapłacić karę.

- Ile pieniędzy potrzebujesz? - zapytałam prosto z mostu. 

- 5 tysięcy. Ale to nie o pieniądze - posmutniał. - Chodzi o to że ja muszę pójść jeszcze siedzieć 2 tygodnie za kratkami, a nie miałem w tym żadnego udziału! - zdenerwował się. - Ktoś mnie wkopał, po prostu no i muszę.

- Dlaczego nie powiedziałeś tego w sądzie? - zapytałam. - Dziękuję. - uśmiechnęłam się do kelnerki, która przyniosła napój. 

- Mówiłem. Ale zażądali alibi, a ja wtedy byłem w szpitalu, lecz nikt tego nie może potwierdzić. - uderzył pięścią w stół. 

- Uspokój się. - chwyciłam go za dłoń. - A jakiś wpis do księgi? - próbowałam ratować sytuację. 

- Nie było nikogo na recepcji, no i musiałem czekać, a za godzinę kończył się czas odwiedzin, prosiłem pielęgniarki o jakiś papierek żeby napisać że byłem no i nic.. 

- Było iść do ordynatora. - zasugerowałam. 

- Nie było go, no i tak muszę płacić i siedzieć.. - zakrył twarz dłońmi. 

- Przykro mi że nie mogę Ci pomóc.. - spojrzałam na Niego. 

- Cóż.. Muszę wrócić do LA i odbyć karę. - posmutniał. - Mam jeszcze jedną prośbę. 

- Tak? - czekałam aż coś powie. 

- Może to ostatni dzień tutaj. Chciałabyś pójść ze mną dzisiaj na spacer wieczorem? - zapytał wychylając głowę. 

- Jasne. Ale to nie randka? - zapytałam, aby się upewnić. 

- Zwykły przyjacielski spacer, bez żadnych randek i innych tego typu związków. 

- Ok. Zgadzam się. - odpowiedziałam popijając napój. 

- O 18 pasuje Ci? - zapytał. 

- Ok. - uśmiechnęłam się, po czym Eric odprowadził mnie do hotelu.. 

Kilka godzin później. 

Wróciłam do środka, wzięłam kąpiel i później powoli się szykowałam na ' nie randkę ' . Nie musiałam się zbytnio stroić, ale chciałam wyglądać ładnie.. Postawiłam na prostą stylizację, nie chciałam wyglądać wystrzałowo, to tylko zwykłe pożegnalne spotkanie założyłam legginsy i tunikę. Byłam gotowa do wyjścia, spojrzałam na wyświetlacz i powoli wyszłam z pokoju, przed hotelem czekał już Eric.

- Cześć. - przywitaliśmy się, ponownie.  - Gdzie idziemy? - zapytałam.

- Pokaże Ci moją ulubioną miejscówkę. - szliśmy kawałek od hotelu, do niewielkiego ogrodu, było tam cicho i spokojnie, można było porozmawiać.

- Ładnie tutaj jest. - rozejrzałam się dookoła. - Tak spokojnie.

- Lubię tu przychodzić, mam dla Ciebie świetną nowinę. - klasnął w dłonie, i ptaki odleciały z drzew. - Nie muszę siedzieć w tym więzieniu, mam do zapłacenia tylko karę. Sędzia odwołał wyrok, bo to podobno jakiś znajomy mojego Ojca. - uśmiechnął się a w jego oczach skakały małe iskierki.

- To cudownie! - uścisnęłam go, tak odruchowo.

- I mogę zostać tutaj do końca Twojej trasy. - ucieszył się.

- Ale ja jeszcze jeżdżę w inne miejsca, więc nie pobędę tutaj długo. - posmutniałam.

- Ale to nie szkodzi, gadałem z Twoim managerem, i pozwolił mi z Tobą jeździć. Cieszysz się? - zapytał.

- Tak.. - dodałam z udawanym uśmiechem.

Posiedzieliśmy tak trochę, trochę pospacerowaliśmy no i wracałam do hotelu.

- No to będę się zbierała. - powiedziałam. - Dziękuję za ten miły wieczór.

- Polecam się na przyszłość. - uśmiechnął się.

Chciałam pocałować go w policzek, lecz On był szybszy i w sekundzie jego pełne usta dotknęły moich. Oderwałam się natychmiast i uciekłam do hotelu. Co On Sobie myślał, całując mnie. To miało być zwykłe spotkanie, a nie randka. Byłam zmęczona dzisiejszym dniem, i położyłam się spać. Lecz nie mogłam zasnąć, co chwilę mój telefon dawał mi znaki o nowym połączeniu albo wiadomości. Wyłączyłam go i zasnęłam.. Nie chciałam myśleć o tym dniu dłużej..