niedziela, 12 października 2014

Part 35.

Kilka dni później. Oczami Carlosa. 

Musiałem trochę zmienić swój styl, nie chciałem aby media mnie rozpoznały.. No i dziewczyny nie mogły mieć problemów, musiałem chodzić w głupiej peruce.. Nie pasowała mi. Ale czego się nie robi dla pieniędzy..

- A może  ? - Mona pokazała mi zegarek, był naprawdę ekstra.

- Nie jest za drogi? - zapytałem, spoglądając na dość dużą cenę.

- Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych. - dodała z głośnym śmiechem.

- Jak Ci się podoba, to bierzemy. - kiwnąłem głową.

Wyszliśmy ze sklepu, zauważyłem Logana i Alice.. Muszę coś wymyślić aby mnie nie rozpoznali.. Myśl, myśl. Poszedłem do Mony i pocałowałem ją. Była w szoku, aż odwzajemniła pocałunek.

- Co to było ? - zapytała, odsuwając się i uderzając mnie w twarz.

- Logan i Alice.. Nie chciałem żeby mnie rozpoznali. - wytłumaczyłem się.

- Nie rób tego nigdy więcej ! A teraz wracaj do domu !

Wróciłem do domu. Postanowiłem z tym skończyć, zadzwoniłem do Mony i jej wszystko opowiedziałem. Nie była zła, nie chciała zwrotu żadnej rzeczy, tylko mam się od Niej trzymać z daleka. Ok. Jasne tak zrobię. Nie miałem ochoty na nic, leżałem na łóżku i rozmyślałem. Zadzwonił telefon, zastrzeżony. Nie odebrałem za pierwszym razem, ale zadzwonił drugi raz. Cisza. Pewnie chłopaki robią Sobie żarty.

- Carlos! - krzyknęła Alice. - Paczka do Ciebie. 

- Do mnie? - zdziwiłem się, ciekawe kto to, poszedłem na dół. - Dziękuję. - odpowiedziałem listonoszowi i poszedłem na górę.. 

W pudełku była płyta, z liścikiem.. Obejrzałem nagranie, byłem tam ja jak się kocham z jakąś kobietą. Nie pamiętam z jaką, było ich dużo. I ten liścik.. 

' Mam tego więcej, zapłać 5 tysięcy, a nikt się o tym nie dowie.. Janette. ' 

Telefon znowu zadzwonił, odebrałem to Janette chciała się spotkać. Więc tak zrobiłem, poszedłem się z Nią spotkać, lecz to czego się dowiedziałem przeraziło mnie.. 

- To niemożliwe! - podniosłem głos. 

- Morda! - krzyknęła. - Jak się przespaliśmy, to znaczy że od teraz to też Twój problem, było się tak nie pchać mi do łóżka.. - zaśmiała się złowrogo.  - Przebadaj się i wszystko będzie wiadomo. 

Po tym spotkaniu szybko poszedłem do lekarza, miałem nadzieję że to wszystko to tylko zły sen.. Myliłem się. 

Kilka godzin później. 

- Pan Carlos Pena? - z gabinetu wyszła pielęgniarka. - Zapraszam. 

- Chciałem zrobić badania na HIV.. Boje się że moja ostatnia partnerka mogła mnie zarazić.. - spuściłem głowę. 

- Nie ma się czego wstydzić. Proszę wypełnić test, pobierzemy krew i wyniki powinny być jutro około południa. Także zapraszam jutro. 

- Dobrze. 

Wróciłem do domu, chciałem wszystko opowiedzieć w domu.. 

- Muszę z Wami pogadać. - powiedziałem gdy wszyscy byli w salonie. 

- No zaczynaj. - usiadł Kendall. 

- Nie wiem jak zacząć.. - jąkałem się. - Wiecie że ostatnio często wychodziłem z domu, i narobiłem Sobie kłopotów. 

- Twoje Panienki Ci nie płacą? - zażartował Logan. 

- Co?! - podniosłem głos. 

- No tak! - podniósł się chłopak. - Wiemy o wszystkim, sprzedawałeś się jak Dziwka! 

- Logan.. - uspokoiła go Alice. 

- No co? Trzeba nazywać rzeczy po imieniu. - zdenerwował się. - Carlos jest po prostu męską dziwką! - krzyknął. 

- Masz rację, ale to nie wszystko.. Mogę być zarażony wirusem HIV. - spojrzałem na znajomych, myślałem że wszyscy wyjdą ale zostali ze mną. 

- Carlos.. - Logan zwrócił się w moją stronę. - Może to głupio zabrzmi, ale chciałem Cię przeprosić za to co mówiłem, jesteśmy Przyjaciółmi i nie chcę aby coś Ci się stało. 

W tle było można usłyszeć ' ooo.. ' Kendall , James i Alice zrobili Nam chórek.. Trochę to było zabawne, ale też i urocze. 

- Musimy to powiedzieć Belli. - postanowiłem siadając na przeciwko Przyjaciół. 

- Jak to Sobie wyobrażasz? ' Cześć Bella! Słuchaj spałem z kilkoma dziewczynami, i mogę być nosicielem wirusa HIV? ' - powiedziała Alice. 

- No.. To może głupie. - jęknąłem. - Ale musi się dowiedzieć. 

- Powiemy jej jak wróci z trasy, teraz się musi skupić na karierze.. 

- Jasne. 

Siedzieliśmy w głuchej ciszy, nikomu nie chciało się odzywać. Godziny mijały a my siedzieliśmy w kompletnej głuszy. Po kolei wszyscy wychodzili do Siebie, ja też zrezygnowałem i poszedłem do pokoju. Przebrałem się i czytałem w necie różne historie o tej chorobie, postanowiłem że muszę zaznaczyć swoje rzeczy.. Podpisać sztućce i wszystko.  Nie chcę aby reszta miała taki problem jak ja.. Nie wiedziałem w co się wplątałem, bałem się następnego dnia.
Następnego dnia. Oczami Alice. 

Martwiłam się o Logana, cały wczorajszy dzień chodził struty, dzisiaj też nie jest lepiej.. 

- Napij się czegoś. - poklepałam go po ramieniu. 

- Nie dziękuję. Już chcę znać wyniki. - jęknął i usiadł bez ruchu. 

- Skąd wiesz kiedy masz przyjść? - zapytał Logan przechodząc obok. 

- Mam dostać telefon.. - nerwowo sprawdzał komórkę. - Dzwoni ! - krzyknął. - Witam.. Tak to ja.. Dobrze. Dziękuję.  - rozłączył się. - Mam jechać po wyniki. 

- Szybko. - odpowiedział Logan.

Logan pojechał z Carlosem do szpitala, a my siedzieliśmy w domu jak na szpilkach. Mijały minuty, godziny a ich nie było.. Martwiliśmy się. 

- Może zadzwonimy? - wyrwał Nas z zamyśleń Kendall. 

- Nie, pewnie zaraz przyjadą. - pomyślałam. - Wszystko będzie dobrze. - szepnęłam. 

Nagle w drzwiach pojawił się Logan z Carlosem. A w ręce miał dużą białą kopertę. Widać jeszcze jej nie otworzył. Ręce mu się trzęsły niemiłosiernie.. Wszyscy byliśmy przerażenie. 

- Otworzysz to?! - krzyknął James. - Nie trzymaj Nas w niepewności. 

- Ok. - wziął głęboki oddech i otworzył.. - Nie mogę przeczytaj to. - podał kartkę Loganowi. 

- Uch.. - powiedział, przejrzał papier i spojrzał na Losa. - Wynik pozytywny. - spuścił głowę. 

- Cholera.. - Carlos się załamał, usiadł na fotelu i zakrył twarz dłońmi. - To nie możliwe, jaki ja byłem głupi.. - jedna pojedyńcza łza spłynęła mu po policzku. 

- Carlos.. - podeszłam do Niego. -  Carlos. Nie martw się, zrobisz jeszcze jeden test. Taki wynik nie musi być wcale ostateczny. Musi zostać potwierdzony testem potwierdzenia. A wtedy się okaże czy jesteś zarażony. Wszystko będzie dobrze. - uścisnęłam go. 

- Przepraszam Was.. - wstał. - Wolę zostać sam. Przepraszam. 

Carlos wyszedł a my postanowiliśmy coś zrobić, aby go pocieszyć. Jednak na marne, chłopak zamknął się u Siebie w pokoju i nie wpuszczał nikogo. Martwiliśmy się o Niego. Następny test miał zrobić za 3 miesiące, jest jeszcze czas zanim Bella wróci z trasy.. Może niczego się nie dowie, ale czy dochowamy tajemnicy? To się okaże. 

- Musimy coś zrobić aby Carlos przestał o tym myśleć. - powiedział Kendall wyglądając przez okno. 

- Ale co? - zapytałam. 

- Pojedźmy gdzieś na wycieczkę. - zaproponował James. - Znam kilka fajnych miejsc. 

- Poczekajcie, poczekajcie.. - chwyciłam telefon do ręki i wyszłam na chwilę z pomieszczenia. 

- Gdzie Ona poszła? - zapytał James drapiąc się po głowie. 

- Nie wiem, ale może coś wymyśliła. No Logan, może coś wiesz? - zapytał Kendall. 

- Nie nic nie wiem. Nie mówiła mi nic. 

- Mam świetny pomysł. - wbiegłam do salonu. - Właśnie zadzwoniłam do moich Rodziców i powiedzieli że możemy przyjechać, mamy niewielkie ranczo małą agroturystykę i wszyscy wypoczniemy. A jak wróci Bella to możemy pojechać jeszcze raz. - klasnęłam w dłonie.

- Do Twoich Rodziców? - Logan ciężko przełknął ślinę.

- No tak. W końcu będzie okazja że ich poznasz. - uśmiechnęłam się. - Chodźcie powiemy Carlosowi.

Poszliśmy na górę do pokoju chłopaka, podeszłam pod drzwi chłopaka usłyszałam cichy płacz. On płacze? Zastanowiłam się, zapukałam.

- Można? - zapytałam przez drzwi.

- Wejdź. - usłyszałam cichy głos.

- Nie jestem sama, przyszłam z chłopakami coś Ci powiedzieć.

- Moment, tylko się ogarnę. - odpowiedział.

Poczekaliśmy chwile i Carlos wpuścił nas do środka.

- Mamy dla Ciebie świetną wiadomość. - powiedział Kendall, ale zaraz automatycznie się poprawił. - Znaczy Alice ma. - Teraz Twoja kolej. - zaśmiał się.

- Zadzwoniłam do Rodziców i się zgodzili żebyśmy do Nich przyjechali na kilka dni, mają tam agroturystykę i niewielkie ranczo. - wymieniałam na palcach. - Zostaniemy tam kilka dni, będzie fajnie.

- Nie wiem.. - zastanawiał się. - A jak ktoś się dowie że jestem chory? Mogą mnie odrzucić.

- Nie mów tak, nikt Cię nie odrzuci. - zapewniłam go. - Jedziemy? - zapytałam i spojrzałam na chłopaków, oczywiście wszyscy kiwnęli głowami na ' tak ' . Pozostał jeszcze Carlos.

- No dobra.. Nie napierajcie tak na mnie. - zaśmiał się i odsunął kawałek. - Pojadę. - kiwnął głowa.

Zaczęliśmy się pakować. Postanowiliśmy że pojedziemy na kilka dni, jeszcze nie wiem na ile ale małe wakacje Nam nie zaszkodzą.

- Żel ! Widział ktoś mój żel ? - krzyczał James.

- Po co Ci żel? - zapytałam, wychylając głowę zza drzwi.

- Bo.. Bo lubię go mieć przy Sobie. - pokazał mi język i schował się w pokoju.

Pakowanie zajęło Nam trochę czasu.. Ale się wyrobiliśmy, droga zajmie Nam 6 godzin, ale jakoś może damy radę, jeszcze nie jest tak późno..

- Jedziemy dzisiaj? - zapytał Logan.

- Możemy dzisiaj, albo jutro rano jak wolicie? - spojrzałam na chłopaków którzy byli gotowi.

- Może rano, jeszcze się wyśpię, i będę piękniejszy. - zaśmiał się James, poprawiając włosy.

- Maslow ! - Carlos rzucił go poduszką. - Mam Twój żel. Panie Piękniejszy już nie będę. - delikatnie się uśmiechnął.

- No to jedziemy jutro. - Logan klasnął w dłonie. - Zrobię kanapki na drogę.

Oczami Belli. 

Nie wiem co się dzieję.. Ericowi trochę się coś pomieszało, ale dlaczego On to zrobił? Nie rozumiem tego, nie chcę na razie z Nim rozmawiać.. No niestety, będę zmuszona do krótkiej rozmowy, mój telefon ciągle dzwoni.. 

- Słucham. - mówię nie pewnie do słuchawki. 

- Musimy porozmawiać, proszę nie rozłączaj się. - słyszę błagalny głos chłopaka. 

- Masz 5 minut, więc się musisz zmieścić w tym czasie. - spoważniałam. 

- Przepraszam za to co się stało dzisiaj, nie chciałem aby tak wyszło..  To taki impuls, po prostu miałem chwilę słabości, każdemu się zdarza. Wiem że jesteś z Jamesem ale może On mi wybaczy. - powiedział i mnie zatkało. 

- Stój ! - krzyknęłam do słuchawki. - Nie mów nic Jamesowi, nie może się o tym dowiedzieć. Nie rób mi tego, nie możesz mu powiedzieć. - próbowałam być stanowcza. - Spotkajmy się koło hotelu za 5 minut. 

- Jasne. - odpowiedział i się rozłączył. 

Zarzuciłam na Siebie bluzę i szybkim krokiem pobiegłam na dół.. Poczekałam chwilę i zaraz pojawił się Eric.

- Dziękuję że chciałaś się spotkać. - zaczął. 

- Posłuchaj mnie uważnie, bo dwa razy nie będę powtarzała.. James nie może się o tym dowiedzieć, zależy mi na Nim i żaden głupi pocałunek nie może tego zepsuć. - tłumaczyłam mu. 

- Ale to był wypadek.. - jęknął. 

- Mnie to nie interesuję, mogę mu to powiedzieć bo to Twoja wina.. Ale pamiętaj że jak to mi zniszczy życie, to odegram się na Tobie w bardzo zły sposób. Więc to co się tutaj stało, nie może ujrzeć światła dziennego.. Zrozumiałeś? - zapytałam i spojrzałam na chłopaka. 

- Tak. Przepraszam. - powiedział i odszedł.

Może źle postąpiłam.. Ale nie mogę stracić Jamesa, za bardzo go kocham. Muszę mu o tym powiedzieć. Szybko wróciłam do domu, włączyłam laptopa i zalogowałam się na skype. James jest dostępny, muszę do Niego zadzwonić..

- Cześć Mała. - przywitał się zadowolony James. - Co tam ? Stało się coś? - zapytał.

- Wiesz że zależy mi na Tobie, i kocham Cię bardzo .. - mówiłam a gardło zaciskało mi się bardziej.

- Kochanie co się dzieję? - zapytał poważniejszym tonem.

- Eric jest w Nowym Jorku, no i się ze mną spotkał. Żeby pogadać no i w ogóle. Byłam z Nim na spacerze, bo chciałam z kimś pogadać.. - opowiadałam coraz bardziej przejęta.

- Mów. - lekko się zdenerwował.

- On mnie pocałował! - krzyknęłam i schowałam twarz w dłoniach, bo czułam że łzy same mi lecą.. - Ja tego nie chciałam, odepchnęłam go i uciekłam. - Przepraszam. On tak nagle z tym wyskoczył. Przepraszam. - czułam jego wzrok na Sobie, nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy.

- Bella. - odpowiedział ze spokojem w głosie. - Popatrz na mnie. - powiedział. - Wiem o tym. Eric do mnie dzwonił i wszystko mi powiedział.

- Co?! - krzyknęłam głośniej. - To dlaczego do mnie nie zadzwoniłeś, nic nie powiedziałeś?? - zdenerwowałam się.

- Nie chciałem nic mówić, myślałem że mi powiesz. Eric mówił że bardzo się tym przejęłaś.. - opowiadał. - Dziękuję że powiedziałaś mi prawdę, że tego nie ukrywałaś. Kocham Cię i wiem że to nic dla Ciebie nie znaczyło.

- To znaczy że.. - bałam się mówić dalej.

- No tak. Nie gniewam się, wybaczam Ci. - puścił mi oczko.

- Jakbym chciała teraz być przy Tobie, przytulić się.

- Kochanie. Już nie długo. Muszę kończyć, bo jedziemy jutro do Rodziców Alice, na ranczo.

- Do Nevady? Oj. Ale Wam zazdroszczę. - uśmiechnęłam się.

- Jeszcze będzie okazja. - uśmiechnął się. - Bell pogadamy jeszcze. Kocham Cię.

- Pozdrów wszystkich, miłych wakacji. pa. - rozłączyłam się i mogłam w spokoju zasnąć.


Los Angeles - W domu - Narrator. 

James wyszedł zadowolony z pokoju, pozdrowił wszystkich i udał się do kuchni pomóc przy kanapkach Loganowi.. 

- Martwię się. - szepnął do Jamesa Logan. 

- Dlaczego? - zapytał. 

- Mamy jechać do Rodziców Alice, a ja się stresuję że źle wypadnę. - powiedział i zawinął kanapkę. 

- Będzie dobrze. - poklepał go po ramieniu James. - Kończymy ten jarmark i idziemy spać, musimy być w formie, bo jedziemy na zmianę. Nikt nie przesiedzi tylu godzin przed kółkiem. - powiedział i poklepał kumpla po ramieniu. - Na razie Logan, Dobranoc. Trzymaj się, wszystko będzie dobrze. 

- Dobranoc. - odpowiedział chłopak i udał się do pokoju.. 

Męczył się, nie mogąc zasnąć. Ale w końcu po przemyśleniach zasnął spokojnie.. 

7 komentarzy:

  1. Mam nadzieje, że Carlos nie bd miał jednak HIV...
    Dobrze że Bela powiedziała Jamesowi o tym pocałunku :)
    Czekam na nn ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Prosze powiedz mi, że te wyniki są podmienione.
    Nie wiem czy miałabym taka odwagę jak Bella.
    Czekam <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Omg! Carlito nie może być chory! Ludzie, którzy świadomie zarażają są potworami! Oby ten wyniknie był pewny. I dobrze, że Bella powiedziała prawdę. Czekam na nn!

    OdpowiedzUsuń
  4. Biedny Carlos. Współczuję mu :(
    Rozdział jak zawsze cudny ;)
    Czekam na nn :**

    OdpowiedzUsuń
  5. Carlos, Carlos, Carlos... Ja wiedziałam, że to się źle skończy. No wiedziałam. Z drugiej strony... Z wirusem HIV można żyć przez wiele lat. Trzeba tylko przyjmować leki i bardzo na siebie uważać. Oj ty, ty, ty... Co ja się z Tobą mam? Rozdział oczywiście świetny. czekam na nn! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Hohoh w końcu nadrobiłam zaległości ;D
    Współczuję Carlosowi ;c
    Trochę się działo w poprzednich ;)
    Czeeekam na nn ^^

    OdpowiedzUsuń