niedziela, 19 października 2014

Part 36.

Rano budziki zadzwoniły. Przyjaciele zerwali się na równe nogi, Logana już od rana niecierpliwiło spotkanie Rodziców Alice. Bardzo się stresował, ale nie dał po Sobie tego poznać. Alice siedziała na przednim siedzeniu, bo tylko Ona znała drogę, Logan był lekko przestraszony, co chwilę musieli się zatrzymywać na stacji, bo źle się czuł. Trochę się o Niego martwili, ale później mu przeszło. I mógł w spokoju poznać Rodziców swojej dziewczyny..

Oczami Alice.

- Mamo , Tato ! - pobiegłam do moich Staruszków, i mocno ich przytuliłam. - Jak się za Wami stęskniłam.

- My za Tobą tez. - odpowiedzieli równocześnie. - Zapraszamy do środka. - powiedział Tato i chłopaki weszli.

- To jest Logan mój chłopak. A to Carlos , Kendall i James. - chłopaki się przywitali. - No niestety nie ma Belli, bo wyjechała w trasę, ale następnym razem przyjedziemy razem z Nią. - uśmiechnęłam się.

- No dobra, miło jest ale muszę iść i trochę popracować. - powiedział Tato i zaczął się ubierać w ciuchy bardziej do pracy.

- Może Panu pomożemy? - zaproponował Logan, byłam w lekkim szoku.

- Odpocznijcie Sobie. - powiedział.

- Ale my chętnie. - odpowiedział i szturchnął stojącego obok Carlosa który to potwierdził i wszyscy poszli pomóc.

Zostałam z Mamą sama, w końcu mogłam pogadać z Nią. Dowiedziałam się że moje rodzeństwo jest w pracy, więc Rodzice zatrudnili kilka osób i dzięki temu dali im pracę..

- Mamo. - zaczęłam cicho. - Muszę Ci coś powiedzieć.

- Jesteś w ciąży? - usiadła z wrażenia.

- Nie, nie. To nie to, jeszcze nie. - wytłumaczyłam. - Jest problem z Carlosem, obiecaliśmy że nic nie powiemy.. - szepnęłam. - On jest prawdopodobnie zarażony HIV.  - uspokoiłam od razu Mamę, bo wiem że już się nakręciła.  - Zanim go ocenisz, to wiedz że to dobry chłopak tylko popadł w złe towarzystwo. - wytłumaczyłam. - Nie zarazisz się od Niego przebywając w tym samym pomieszczeniu, przez uścisk dłoni czy też przez picie z tej samej szklanki.

- To jak? - Mama była zaciekawiona tym tematem.

- Dajmy przykład. Jeżeli On się skaleczy, no i może ktoś jeszcze i jak choćby kropelka krwi chorego zetknie się z osobą zdrową to wtedy można się zarazić.

- Musimy uważać. - powiedziała i spojrzała przez okno, na chłopaków.

- Dlatego zabraliśmy ich tutaj aby Carlos mógł odpocząć. Jesteście źli? - zapytałam i posmutniałam.

- Nie. Skarbie cieszymy się że możemy pomóc. Powiem wszystko Ojcu. Zawołam go i mu to wytłumaczę, a Ty idź zanieś chłopakom coś do picia bo źle wyglądają. - zaśmiała się.

Wzięłam lemoniadę i poszłam do chłopaków, dałam znak Tacie żeby poszedł do domu do Mamy.

- Lemoniada ! - krzyknęłam i chłopacy od razu przyszli.

- Skąd wiedziałaś że chce Nam się pić? - zapytał Kendall lekko ubrudzony w błocie.

- Mama Was obserwowała i zauważyła, że jesteście zmęczeni. - podałam chłopakom chłodny napój.-  Chodźcie przebierzecie się i oprowadzę Was po Naszym ranczu. - uśmiechnęłam się.

- Ok. - odparli chórem.

Wracając do domu zaczepił mnie Tata i opowiedział wszystko, nie ma nic przeciwko temu że Carlos jest tutaj i cieszy się że może mu pomóc. A Logan bardzo mu przypadł do gustu...

Oczami Belli. 

Dzisiaj znowu mała wycieczka, jestem tutaj kilka dni ale się cieszę że coś osiągnęłam w tak krótkim czasie. Już nie mogę się doczekać kolejnego występu, przygotowywałam się do kolejnego wyjazdu, niecierpliwiłam się trochę. Ale wiedziałam że wszystko jest w dobrych rękach. 

- Mam dla Ciebie dobrą wiadomość, albo i złą zależy jak to odbierzesz. - powiedział David 

- Zamieniam się w słuch. - usiadłam wygodnie i słuchałam co ma mi do powiedzenia David.

- Więc.. Trasa się skraca, ale nie powiem o ile.  I dzisiaj dajesz ostatni koncert, ale to nie oznacza że już wracasz do domu. Co to, to nie. Więc szykuj się na wielki finał Twojej trasy, część organizatorów odwołała Twój występ.. 

- Dlaczego? - zapytałam zniesmaczona. 

- Po prostu odwołali. - powiedział i odwrócił głowę w drugą stronę. 

- David.. Co się stało? - zapytałam przerażona. - Chcę wiedzieć, bo widzę że Pablo nie jest już taki wesoły. 

- To nic ważnego. - wzruszył ramionami..

- Powiedz proszę. - podeszłam do Niego. 

- Ech. Usiądź proszę. - podsunął mi krzesło i usiadłam. - Organizatorzy wcale nie odwołali Twoich występów, tylko ja. 

- Co?! - podniosłam się z krzesła. - Ale jak to! - krzyknęłam. 

- Usiądź, porozmawiajmy spokojnie. - wstał i podszedł do okna. - Zbankrutowałem, po prostu nie mam pieniędzy. Mój Szef źle postawił na kilka gwiazdek, i niestety ale musimy rozwiązać naszą umowę.. Dzisiaj jedziemy do Bostonu, no i tam dasz koncert a później wrócimy do LA. - powiedział z lekkim zdenerwowaniem. - Proszę o to cała prawda. Przepraszam. Pojedziemy do Bostonu a z tamtąd wrócisz samolotem do LA. 

- Sama? - zapytałam. 

- Tak. Musisz sama, bo ja na razie tam nie mogę wrócić Szef wypłaci mi moje pieniądze i zrobię karierę na nowo.. Będę fotografem, może jeszcze Nam się uda kiedyś spotkać. A teraz proszę.. - wręczył mi kopertę. 

- Co to jest? - spojrzałam na białą kopertę, dość grubą. 

- To Twoje wynagrodzenie, zrób z Nim co chcesz. A i musisz sama za bilet zapłacić na powrót do domu. Przepraszam. - odpowiedział. - A teraz się spakuj i jedziemy do Bostonu.. 

Ech. Poszłam się spakować do pokoju, moje marzenia o karierze legły w gruzach, byłam taka szczęśliwa że może coś się uda.. Widocznie się przeliczyłam. Chociaż świat o mnie usłyszał, czas się spakować. Pakowałam wszystko tak byle jak. Chciałam w końcu opuścić to miejsce.. 

KILKA GODZIN PÓŹNIEJ.

Do Bostonu dotarliśmy późnym popołudniem. Scena była już przygotowana, więc mogliśmy zacząć przygotowania. Koncert miał lecieć na żywo, już o 19 miałam lekką tremę, ale zobaczyłam w oddali Erica to humor mi się poprawił.. 

- Co tutaj robisz? - podeszłam do chłopaka. 

- Mówiłem że będę z Tobą do końca trasy, tak jak obiecałem Jame.. - zakrył twarz dłońmi. 

- Jamesowi? - zapytałam go. - Obiecałeś coś mu?! - zapytałam lekko zdenerwowana. 

-Przepraszam miałem nic nie mówić, ale James mnie poprosił abym Cię pilnował, aby nikt Cię nie podrywał. - wytłumaczył.

- Bella ! - krzyknął Pablo. - Chodź na chwilę zaczynamy, a później jeszcze mały krótki wywiad. 

- Już idę.. - odpowiedziałam. - Napisz do Jamesa aby włączyli kanał 56 bo ja występuję. 

- Bella ! - krzyknął Pablo. 

- Idę ! - krzyknęłam i wyszłam. - Cześć Boston ! - przywitałam się z publicznością. - Cieszę się że mogę tutaj z Wami być ! - cieszyłam się i koncert się zaczął. 

- Dostałem wiadomość od znajomego że na 56 leci koncert Belli w Bostonie. - powiedział James do znajomych, a Oni szybko włączyli tv. - Tym razem musimy go obejrzeć, i zapewne będzie wywiad. 

Koncert nie trwał długo, może 2 godziny, ale było warto dla takiej publiczności. Kilka osób weszło za kulisy i mogli ze mną porozmawiać i zrobić kilka zdjęć. Potem przyszedł czas na wywiad. 

Wywiad. 

- Dzisiaj z naszą kamerą gościmy w Bostonie. Jest z Nami David Dash znany producent z Los Angeles. - powiedział dziennikarz. - Witaj David. 

- Dobry Wieczór. - przywitał się. 

- Witaj, witaj. Słyszeliśmy że dzisiejszy koncert jest ostatnim koncertem Twojej podopiecznej Isabelli Pena? - zapytał, i przekazał mikrofon Davidowi. 

- Tak. Niestety tak. - odpowiedział ze smutkiem. 

- Co się stało? Byłeś jednym z lepiej zarabiających producentów. 

- Niestety, nadszedł czas końca mojej kariery. Przyszła i pora na mnie, czas zmienić branżę. - zaśmiał się. 

- No niestety takie życie jest okrutne. - powiedział i uśmiechnął się do kamery. - Proszę Państwa dołączyła do Nas Isabella.  Witaj Bella. Mogę tak do Ciebie mówić? 

- Tak. Jasne. - uśmiechnęłam się. 

- To Twój ostatni występ, co zamierzasz później robić? 

- No niestety. Może zmienię branże, ale szkoda mi zostawiać muzykę. Dopiero co zaczęłam z Nią przygodę. - odpowiedziałam i czekałam na następne pytanie. 

- Jak jesteś już bez producenta, to może ktoś Cię zauważy i przygarnie? - zaśmiał się. 

- Może. Ale chciałam bardzo podziękować że David mnie zauważył i że mogłam, zacząć tutaj swoją przygodę. Będzie mi go brakowało, ale kontakt zostanie. Więc może jeszcze kiedyś nasza praca wróci, a na razie trzymam na Niego kciuki. 

- Widzą Państwo że drogi Belli i Davida się nie rozchodzą, ale nasza młoda Gwiazdka poszukuję producenta. Więc zgłaszać się! - zareklamował dziennikarz. - A tymczasem dziękujemy i do usłyszenia. Cześć ! 

David i Pablo ruszyli w swoją stronę. Pożegnałam się z Nimi i spokojnie wróciłam do hotelu. Eric był ze mną, miał pokój obok. Samolot miałam następnego dnia, więc musiałam się wyspać.. Na powrót bardzo się cieszyłam.

6 komentarzy:

  1. Rozdział świetny jak zawsze ;)
    Nie spodziewałam się ,że kariera Belli się tak potoczy. Szkoda ,ale mam nadzieję ,że jeszcze coś z tego później wyjdzie ;)
    Czekam na nn :**

    OdpowiedzUsuń
  2. A juz myslalam ze w tym rozdziale dowiem sie czy Carlos jest faktycznie chory. A Ty nas trzymasz w niepewnosci. Nieladnie. Rozdzial swietny. Sorki ze taki krotki ale jestem zmeczona po pracy. Czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No kariera Belki coś szybko się skończyła, ale jestem pewna, że ktoś ją zauważy.
    Ciekawi mnie jak zareaguje na fakt, że w domu nikogo nie będzie, bo znając ciebie właśnie ten scenariusz jest najbardziej oczywisty.
    Czekam ☺

    OdpowiedzUsuń
  4. Carlos, biedaku... Szkoda, że jesteś chory, ale wierzę że dasz sobie radę. Wierzę w Ciebie. Bella. Zgadzam się z przedmócami. Szybko rozwija się jej kariera. Na razie jest tzw. "sensacją". Oby nie spadła tak szybko, jak się wzniosła. Notka super. czekam na nn! Pozdrawiam. Całuski!

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda że Bella będzie chciała zmienić branżę ;c
    Jest w tym świetna. Rozdział także cudny i czekam na następny :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Oby ktoś się odezwał od Belli :) Trzymam kciuki ;D
    No i fajnie, że tacie spodobał się Logan, to najważniejsze ;)
    Rozdział świetny i czekam na nn ;3

    OdpowiedzUsuń