niedziela, 26 października 2014

Part 37.

Nevada - Oczami Jamesa. 

Nie wierzyłem własnym oczom, no i co ważniejsze uszom.. Może coś źle zrozumieliśmy? Ale to nie możliwe. Nie wiem, naprawdę nie wiem, muszę do Niej zadzwonić..

- Cześć. Nie odbieram, a to pech. No to widocznie jestem zajęta, ale zostaw wiadomość na pewno oddzwonię.

- grr.. - rzuciłem telefonem o łóżko.

- James! - krzyczał Carlos. - Gdzie się podziewasz?

- Jestem w pokoju. - powiedziałem sucho.

- Chodź. Rodzice Alice zrobili wielkie ognisko, będzie fajnie rozluźnimy się trochę. - Carlos mnie pocieszał.


Spojrzałem na telefon. - No dobra. Idziemy. - zabrałem bluzę i wyciszyłem komórkę.

Rodzice Al są naprawdę świetni, przy ognisku mogliśmy pogadać, pośmiać się i w ogóle była mega zabawa. Następnego dnia mieliśmy zwiedzić miejsce w którym Alice dorastała, Logan jeszcze był trochę zestresowany  ale powoli się rozluźniał. Wstaliśmy około 9, byłem w pokoju z Losem ale jego już nie było. Pewnie siedział już na śniadaniu. Postanowiłem się ogarnąć i zejść na dół, lecz nie było go tam.

- Dzień Dobry. - przywitałem się ze wszystkimi, przy stole siedziała Mama Alice, Logan i oczywiście Alice, Kendall jeszcze pewnie spał.

- Siadaj proszę. - Pani Brown podała mi talerz i kubek.

- Dziękuję. - odpowiedziałem. - Carlos śpi ? - zapytałem.

- Nie. Już od rana, pomaga mojemu Tacie. - zaśmiała się Szatynka. - Od wczoraj chcę mieć małe ranczo. I zwierzęta. - zaśmiała się.

- On? No nie wierzę. - zaśmiałem się. - Ale przecież On jest.. - ugryzłem się w język.

- Mama o wszystkim wie, powiedziałam Rodzicom. - kiwnęła głową.

- Ale jak się Carlos dowie, że coś powiedzieliśmy? - zapytałem ciszej.

- O to się nie martw, lepiej niech moi Rodzice wiedzą. A jeżeli, mają być później jakieś problemy.. - powiedziała. No i o wilku mowa.

Do kuchni szybko przyszedł Tata Alice..

- Daj jakieś bandaże. - powiedział do Mamy Al i się lekko zaśmiał.

- Co się stało? - zapytała zdziwiona i zmieszana.

- Carlos.. - zaśmiał się.

- Co z Nim? - zapytała przerażona.

- Chciał nakarmić nasze kury.. - odpowiedział. - I wiesz co dalej było.

- No nie.. - tupnęła nogą. - Ale było mu powiedzieć. - pogroziła palcem i poszła do chłopaka.

- Co to miało znaczyć? - zapytał zdezorientowany Logan.

- U Nas jest taka kura, która nie lubi jak ktoś obcy ją karmi.. Bo zawsze kogoś dziobie, no i Carlos musiał na Nią natrafić. A ma taki charakter, że nie lubi obcych to są straty.. - zaśmiała się.

Zaraz do kuchni przyszła Pani Brown i zabrała coś z apteczki, po czym przyszedł Carlos w owiniętym palcem. No a kura wyszła z tego cało, i chłopak już się do Niej nie zbliżał. Siedzieliśmy i śmialiśmy się z Losa lecz przerwała Nam to komórka Alice.

- O Bella dzwoni. - powiedziała i wzięła na głośnik. - Cześć. Jak tam? - zapytała z uśmiechem.

- Pogadajmy na skype.. - powiedziała Bell i się rozłączyła.

Poszliśmy do pokoju i szybko się zalogowaliśmy.

- Co jest? - zapytałem jak tylko zobaczyłem Bell na ekranie.

- Nie obraź się, ale chciałam pogadać na razie z Alice. - odpowiedziała a ja się wycofałem z chłopakami z pokoju.

- No co jest? - zapytała dziewczyny.

- David zbankrutował. - odpowiedziała i otarła łzę. - Dzisiaj mam wracać do LA. Nie wiem, może powinnam wrócić do Rodziców, albo poszukać gdzieś szkoły i zrobić studia? - zapytała.

- Nie. Jesteśmy u moich Rodziców, możemy wrócić w każdej chwili. - szybko powiedziała.

- Nie, nie. - kiwnęła głową. - Nie zaprzątajcie Sobie mną głowy. Pojadę do domu, odpocznę. Może spotkam się z Rodzicami, a później będę siedziała i się nad Sobą użalała, zachciało mi się śpiewać. - stuknęła się w czoło.

- Nie mów tak. To że David zbankrutował, to nie znaczy że masz kończyć karierę.. Wręcz przeciwnie, rozpoczynaj ją. - uśmiechnęła się.

- Jasne, jasne. Teraz ja muszę kończyć, bo zaraz mam samolot. - uśmiechnęła się. - Uściskaj ode mnie wszystkich.

Dziewczyna się rozłączyła i Alice wróciła do Nas. 

- David zbankrutował. - powiedziała zdziwiona Alice. - I Bella chcę skończyć karierę. - usiadła z wrażenia. 

- Co?! - zdziwił się Logan. - Ale przecież zawsze chciała śpiewać. 

- Próbowała sił..  wspomniał James.

- Zróbcie miejsce Carlosowi.. - do kuchni weszła Mama Alice, która przerwała Jamesowi. - Jest w szoku, że zaatakowała go kura. - zachichotała cicho. 

- No, no Pena.. - poklepał go Kendall. - Biedaku Ty. Kura musiała być w większym szoku. - zaśmiał się, po wysłuchaniu zabawnej historyjki. 

- Śmiejcie się. - burknął Carlos. - Pan Adam mnie ostrzegał. - spojrzał na Tatę Al. - Ale chciałem być mądrzejszy. - zaśmiał się. 

- No tak. Jajko musi być mądrzejsze od kury. - skomentował Pan Adam i wszyscy się śmialiśmy, oprócz Carlosa. 

Oczami Alice.

Śmialiśmy się z Carlos jeszcze większą połowę dnia, postanowiłam zaprosić chłopaków na wycieczkę po moim małym miasteczku. Nie obyło się oczywiście od tłumu fanek. Chłopaki musieli rozdać kilka autografów. Cały dzień spędziliśmy na świeżym powietrzu. Wieczorem Rodzice postanowili zrobić ognisko, i zaprosić moich ' starych znajomych ' . Późnym popołudniem, powoli zaczęli się schodzić ludzie. Było nas trochę, więc Rodzice zostawili nas samych.. 

- Alice ! - krzyknęła moja Przyjaciółka Lena. - Nie pamiętam kiedy Cię widziałam. Tak się stęskniłam. - przytuliłyśmy się. 

- No właśnie. - zaśmiałam się. - Poznaj moich Przyjaciół i chłopaka. - wskazałam na chłopaków. - To Logan mój chłopak. 

- Cześć. - podał dłoń dziewczynie. 

- A To Kendall, James i Carlos. - wskazałam kolejno na chłopaków.

- No cześć. - podszedł bliżej Carlos. - Jestem Carlos. Miły, i zabójczo Przystojny.  - poruszył brwiami i podszedł do Leny. 

- Nasz Carlos dorasta. - otarł sztuczną łzę. 

- Nasz mały Słodziak. - powiedział James. 

- Chodźcie poznam Was z resztą. - machnęłam do chłopaków. 

Poznałam ekipę z Przyjaciółmi, Kendall też zniknął z jakąś dziewczyną. Jamesa też nie mogłam znaleźć, ale może poszedł do domu.. Osobiście świetnie się bawiliśmy, było dużo śmiechu i mnóstwo zabawy, trochę alkoholu i Carlos nie opuszczał Leny, cały czas ją przytulał i potajemnie kradł jej buziaki. Uroczy jest. 

- Alice. - podszedł do mnie kolega. - Ten Wasz James zniknął z gdzieś z Sabriną. - wyglądał na zdenerwowanego. 

- Co? - zdenerwowałam się. - On nie może zdradzić Belli. - wycedziłam przez zęby.

- Spokojnie.. - odpowiedział chwiejąc się Logan. - Nie stuknie jej. - zaśmiał się. - Ma tą.. No, jak jej tam. - próbował Sobie przypomnieć. 

- Bella to jest Bella. ! - krzyknęłam. - Zostaw już ten alkohol. - odebrałam mu kieliszek, i poszłam poszukać Jamesa. 


Chłopak był nie daleko siedział z Sabriną obok małego jeziorka, no i żalił jej się strasznie. 

- Moja dziewczyna jest w LA. I tęsknię za Nią. - trzymał w ręku butelkę wódki. - Ja ją kocham, i nie chcę jej stracić, bo zależy mi na Niej. - mówił Sabrinie. 

- James ! - krzyknęłam w jego stronę. - Co Ty wyprawiasz? - podeszłam w jego stronę. 

- Rozmawiam z koleżanką. - westchnął. - Nie wiem jak Ty, ale ja muszę się oddalić. - wstał i odszedł chwiejnym krokiem.. 

- W końcu przyszliście.. - uśmiechnęła się. - James może i jest fajny, ale po alkoholu robi się nudny. Alice fajnie było, ale będziemy się zmywać. Cześć. 

- No hej. - odpowiedziałam. 

- Dobrze że nie pił więcej.. - mruknął Logan. - Później jest gorzej, mówi wszystko co myśli. - westchnął. - Chodź może pójdziemy po Niego. - powiedział. 

- Tam jest. - wskazałam na jakieś krzaki. - James.. - odsunęłam się. - Łap! - rzuciłam mu chusteczki, aby się ogarnął. - Logan weź go do domu, niech pójdzie spać, a ja pożegnam gości.

- Ok. - chłopak poszedł po Jamesa. - Chodź.. Położysz się spać, i będzie Ci lżej. 

James i Logan poszli do domu, ja powoli pożegnałam gości. Oby Carlos nie zrobił żadnej głupoty. Martwiłam się o Niego, więc poprosiłam Kendalla aby mi pomógł. Znaleźliśmy jego i Lenę za domem, na szczęście nie robili nic złego. 

- Tam są. - szepnęłam do Kendalla. 

- Widzę, ale nie wiem co robią. - westchnął. - Oby nie pokazał jej swojej kolekcji znaczków. - zaśmiał się dziwnie. 

- Carlos kolekcjonuję znaczki? - spojrzałam na Niego. 

- Musisz się dużo nauczyć.. - zaśmiał się. - Carlos tak mówi, jak ma do czegoś dojść między ludźmi. - zaśmiał się ponownie. 

- Kendall. - szturchnęłam go w ramię. 

- Carlos.. - Lena chwyciła jego dłoń. - Słyszałeś? - zapytała spoglądając w naszą stronę. - Coś tam w krzakach się rusza.

Szybko z Kendallem opuściliśmy dane miejsce i poszukaliśmy innego. Aby obserwować dalsze losy, spotkania. 

- Nic tam nie ma, musiałaś się przesłyszeć. - zaśmiał się. 

- Może. Oj. - spojrzała na zegarek i głośno westchnęła. - Muszę już iść. Rodzice mogą się martwić, że długo nie wracam. - pocałowała go i szybko poszła, 

- Cześć. - nie zdążył jej powiedzieć bo już poszła. 

- Szybko. - pogonił mnie Kendall. - Chodź do domu, bo Nas zauważy. - poszliśmy do domu. 

Tymczasem w drodze do Los Angeles - Oczami Belli. 


Już miałam dosyć siedzenia w tym samolocie, nudziło mnie to. Spojrzałam na Erica tak słodko spał, że nie miałam serca go budzić. Ale musiałam bo zaraz mieliśmy wysiadać. 

- Pobudka. - szturchnęłam go w ramię. - Wstawaj, koniec lotu. - zaśmiałam się. 

- Co? - zapytał lekko nie ogarnięty. 

- Wstawaj. - powiedziałam. 

- Jasne, jasne. - obudził się i wyszliśmy. 

W drodze po bagaże czułam się jakby ktoś mnie obserwował, nie chciałam nic mówić Ericowi bo zaraz by stwierdził że to tylko fani, ale czułam się nie zręcznie. 

- Eric. - szepnęłam cicho. 

- Co jest? - spojrzał na mnie. 

- Czuję się jakby ktoś Nas obserwował. - powiedziałam mu dyskretnie. - Tylko się nie rozglądaj. - poprosiłam. 

- Zdaje Ci się. Chodź po bagaże. - burknął. 

- Gdzie się zatrzymasz ? - zapytałam. 

- Może gdzieś u kumpla, zaraz zadzwonię i się dowiem. 

Eric wziął bagaż i odszedł kawałek, czułam się sama. Ale wokół tyle ludzi, lecz ogarniała mnie samotność, czułam jak czyiś wzrok na mnie spoczywa.. Przeszły mnie ciarki. Usiadłam na walizce i siedziałam. Poczułam na ramieniu czyjąś dłoń, przestraszyłam się i odwróciłam ale to tylko głupie żarty Erica. 

- Przestraszyłeś mnie. - uderzyłam go i szybko się odsunęłam.

- To tylko ja. - odpowiedział i uniósł ręce w geście obronnym. - Przepraszam nie chciałem Cię przestraszyć. 

- Nie rób tego więcej. - wzięłam walizkę, i udałam się w stronę wyjścia. 

- Poczekaj, - krzyknął chłopak. - Przepraszam, nie chcialem. Chodź odprowadzę Cię do domu. 

- Jadę do Rodziców. - uśmiechnęłam się dyskretnie. - Zostanę u Nich na kilka dni, aż nie wróci ekipa. - uśmiechnęłam się. - Ale możemy się jutro spotkać, bo i tak nie mam co robić. - westchnęłam i podyktowałam mu adres.

- No ok. Nie ma sprawy. - powiedział i zamówił taksówkę. 

Kilka minut później.

- Tutaj wysiadam. - wyjrzałam przez okno, i kierowca się zatrzymał po po czym Eric pomógł mi z bagażami. - Także tego.. - bujałam się lekko do przodu i tyłu. - Odezwę się jutro. - posłałam mu uśmiech. - Cześć. - machnęłam dłonią i zapukałam do drzwi. 

- Akwizytorom dziękujemy ! - krzyknął Tata, a ja po cichu weszłam. - Mówiłem coś! - krzyknął i przyszedł do salonu. - Bella ? - zdziwił się i podszedł mnie przytulić. - Co Ty tutaj robisz? - zapytał kiedy mnie puścił. 

- Kogo tam niesie? - z kuchni rozległ się krzyk Mamy. - Bella! - uścisnęła mnie. - Co Ty tutaj robisz? Miałaś być w trasie.

- Nie oglądaliście mojego występu? No tak. - stuknęłam się w czoło. - Nie mówiłam Wam. 

- Ostatniego nie widzieliśmy. - westchnął. - Chodź nie będziemy tutaj rozmawiać, właśnie zrobiłem kolację. 

- Własnie nie stójmy tak, chodź. - Mama zaprowadziła Nas do kuchni. - Opowiadaj. 

- Po moim koncercie w Nowym Jorku, dowiedziałam się że mam sama wracać do LA bo David zbankrutował i niestety moja kariera raczej się skończyła. - uśmiechnęłam się na silę. 

- Nie martw się Kochanie. - pocieszyła mnie Mama. - Znajdziesz coś lepszego, albo lepszego Managera. - pocieszyła mnie Mama. 

- Znajdę, albo i nie znajdę, może jestem tylko na chwilę sławna. - uśmiechnęłam się. - Wiecie że Carlos, Kendall, James i Alice z Loganem pojechali do Nevady? Odwiedzić Rodziców Alice. - zmieniłam temat. 

- No Carlos nic Nam nie mówił. - oburzył się Tata. 

- No ja też się dowiedziałam ostatnio, chcieli wrócić ale powiedziałam im żeby nie zawracali Sobie mną głowy, odwiedzę Was i spędzę z Wami trochę czasu. Prawda? - spojrzałam na Rodziców. 

- No własnie Kochanie. - mruknął Tata. - My chcieliśmy wyjechać z Mamą na kilkudniowe wakacje. - powiedział i spojrzał na walizki. - Mieliśmy zaraz jechać, żeby chociaż zdążyć na samolot. - posmutniał. 

- Jedźcie. - odparłam śmiało. - Ja dam Sobie radę. - uśmiechnęłam się. - Spotkam się ze znajomymi, trochę zadbam o swoją formę. Jedźcie. - uspokoiłam ich i nagle rozpromienili.

- Na pewno? - zapytała Mama. 

- Nie jestem Małą dziewczynką. - wstałam. - Pośpieszcie się, bo się spóźnicie. - poganiałam Rodziców. 

- W lodówce jest trochę jedzenia które zrobiłam, miałam do Was dzwonić abyście tutaj przychodzili i podlewali kwiatki no i zabrali obiadki. - mówiła biegając po domu. 

- Nie martwcie się. - uspokoiłam moją rodzicielkę. 

- Chyba mamy wszystko. - spojrzała na Ojca, który stał gotowy do wyjścia. 

- Tak. Chodź bo się spóźnimy. 

- Pa córeczko. - Rodzice cmoknęli mnie i wyszli. 

Nie chciałam siedzieć sama w domu, więc z braku towarzystwa położyłam się spać na kanapie w salonie.

Kilka dni później.

Przyjaciele w końcu mieli wrócić, wróciłam do domu zrobiłam pyszny obiad i wyczekiwałam znajomych.. Usłyszałam że ktoś przekręca zamek w drzwiach postanowiłam że nie będę wstawała tylko udam że ich nie widzę.. 

- Szkoda że nie ma Belli. - westchnęła Alice wchodząc do kuchni. - Chłopaki.. - powiedziała nie pewnie. 

- Co jest? - zapytał Logan. 

- Ktoś tutaj był. - zrobiła krok do tyłu. 

- I jadł z naszych talerzy? I spał w łóżeczkach? - zaśmiał się Carlos. 

- Przestań. - powiedziała. - Ktoś zrobił obiad. - rozejrzała się po kuchni. 

- Bella ! - krzyknął mi prosto do ucha Kendall i przytulił mnie. 

- Bella? - spojrzeli na Siebie Logan, Alice i James. 

- Cześć Wam ! - krzyknęłam i rzuciłam się na Przyjaciół. - Stęskniłam się za Wami. - powiedziałam. 

- My bardziej. - usmiechnęła się Alice. 

- Wróciłaś. - podszedł do mnie James i mocno mnie przytulił. 

- W końcu. - mruknęłam i zaciągnęłam się jego perfumami. - Chodźcie na obiad. - poszłam do kuchni. 

Spędziliśmy cały dzień w domu, na rozmowach i zabawie. Postanowilismy wyjść wieczorem do klubu.. Gdy wszyscy byli gotowi udaliśmy się do wyjścia, to co się tam stało miało wyglądać inaczej...

5 komentarzy:

  1. Super rozdział ;)
    Fajnie ,że Bella już wróciła choć szkoda ,że David zbankrutował :(
    Czekam na nn :**

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaach Bella wróciła. Nareszcie. Tylko szkoda, że w takich okolicznościach. Biednemu Carlosowi ciągle dzieje się krzywda. Tym razem dziobnęła go kura :) Hehehe super rozdział

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwsze co pomyślałam po wejściu na stronę to "O, inna czcionka". Mam talent, nie? David... współczuję... rozkręcić nowy biznes i będzie fajnie. Bella... Fajnie, a teraz gadaj z chłopakami. Macie sobie duużo do powiedzenia. Notka świetna. czekam na nn! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie, że Bella już wróciła, przynajmniej bd z przyjaciółmi.
    Carlos mądrzejszy i poszedł do tej kury xd ach..
    Jestem ciekawa co to bd w tym klubie ;D
    Czekam na nn ;)

    OdpowiedzUsuń