niedziela, 23 listopada 2014

Part 41.

Oczami Carlosa. 

- Mogę ? - zapytałem kumpla, stojącego w fartuszku.

- Jasne. Wejdź. - odsunął się a ja wszedłem do środka, od razu poczułem kobiece perfumy. - Jeżeli masz gościa to przyjdę jutro, ogólnie chcieli wszyscy przyjść ale jest późno i jestem sam.

- Nie, nic nie szkodzi. Czekam na Przyjaciółkę, umówiłem się. - wydukał. - Ale jeszcze nie przyszła. Więc chodź.

- Nie chcę przeszkadzać. - wycofałem się.

- Nie gadaj. Właź. - zaprosił mnie do środka. - Niczym się Panna wystroi to minie chwila. - zaśmiał się.

- Ok. - powędrowałem w stronę kuchni. - Widzę że będzie romantyczna kolacja. - spojrzałem na puste opakowanie po Lasagne.

- Takie coś na szybko. - machnął ręką. - Napijesz się czegoś?

- Nie dzięki, jestem samochodem. - powiedziałem. - Dobra. Może wpadnę jutro z ekipą, to pogadamy. - uśmiechnąłem się i przybiłem piątkę kumplowi. - Udanego wieczoru. - mrugnąłem porozumiewawczo.

- No dzięki. To do jutra. Na razie. - Eric poszedł za mną i zamknął drzwi.

Wracając do domu miałem ochotę się napić, ale postanowiłem że tego nie zrobię. I wróciłem prosto do mieszkania. Zaparkowałem. I udałem się do domu, gdzie czekała kolacja przygotowana przez Jamesa.

- Eric coś mówił? - zapytała Alice, rozstawiając szklanki.

- Nie. Miała go jakaś Panna odwiedzić, więc pójdziemy do Niego jutro. - kiwnąłem głową i nakładałem Sobie sałatkę.

- No dobra. - westchnął James. - Smacznego. - uśmiechnął się.

- Smacznego, smacznego.

Narrator - Mieszkanie Erica.

Gdy Carlos wyszedł Bella opuściła swoją kryjówkę. Ericowi wydawało się to trochę dziwne.

- Widziałaś to? - zapytał. - Czy to widziałaś? - zdenerwował się. - Widziałaś co ja musiałem ściemniać Carlosowi?

- Przepraszam. - splotła ręce i spojrzała w podłogę. - Ja to wszystko wytłumaczę, po prostu się boje co Sobie pomyślą o mnie. - szepnęła.

- Nic nie pomyślą. - podszedł do Niej i uniósł jej podbródek. - Wszystko będzie dobrze. - przytulił ją.

- Dziękuję. - powiedziała i odsunęła się od Niego. - Mogę wrócić do Nich po południu? - zapytała.

- Jasne. A teraz chodź na kolację. - powiedział i poszli do kuchni.

Eric i Bella spędzili trochę czasu ze Sobą. Dziewczyna poszła się położyć spać a Eric jeszcze posprzątał po kolacji i wrócił do Siebie.

Oczami Jamesa.

Pogrzebałem w talerzu i odniosłem go do kuchni. Napiłem się herbaty i poszedłem do pokoju. Odtworzyłem koncert Belli i wpatrywałem się jak w obrazek. 

- Co robisz? - do pokoju wślizgnął się Carlos. 

- Oglądam koncert Belli. - pokazałem koledze i usiadłem w wygodnej pozycji. - Możemy pogadać? 

- Zabawne. - zaśmiał się i spuścił głowę. - Miałem o to samo zapytać. 

- Może jutro dowiemy się więcej od Erica? - spojrzałem na Losa, a On bawił się piłką. 

- Spędził z Nią trochę czasu, ale nic nie wiadomo. - odwrócił głowę i podszedł do okna opierając dłonie na parapecie. - A ten wesoły gej? - wbił wzrok we mnie. - Może On coś wie? 

- Pablo? Oj wątpię. Nikt nie ma do Niego numeru, a do jej Managera też nikt. - jęknąłem i walnąłem się na łóżko. 

- To ja już nie wiem co mamy robić. - jego głos się załamał. 

- Będzie dobrze.. - za pauzowałem. - Chyba. - za jąkałem się. 

- Chyba? - powtórzył Los. - Ona żyje, na pewno. Przecież ją widzieliśmy w klubie. To była Ona. Taka skromna i żywa. - podkreślił ostatnie słowo. 

- No właśnie. Żywa. - zamyśliłem się. - A jak Ona została przez Niego pobita, albo skatowana na śmierć? - zapytałem cicho. 

- Maslow! - krzyknął. - Wróć do rzeczywistości! - uderzył mnie w ramię. - Bella żyje! - powiedział. - Ja to czuję.. - złapał się za serce i udał się do drzwi. - Trzymaj się Stary. Dobranoc. - wyszedł. 

- A może najlepiej będzie, jak ja zapomnę o Niej? Może nie żyje? - zastanowiłem się. - Stój! - powiedziałem do Siebie. - Ocknij się Ona żyje. Jest cała i zdrowa. Czasami się zastanawiam, dlaczego jestem taki głupi.. - poszedłem do łazienki i spojrzałem w lustro. - Maslow. - mówiłem do idioty który stał przede mną. - Bella żyje. Nie masz prawa mówić że jest inaczej. Ona czeka na Ciebie, jest cała i zdrowa.
Walczy do samego końca, nie opuściła by nigdy mnie i Carlosa. - obmyłem twarz i wróciłem do pokoju, spojrzałem przez okno. - Bella. Gdziekolwiek jesteś wiedz że Cię kocham i będę czekał na jakiś 
znak od Ciebie. Chcę wiedzieć że żyjesz. Proszę. - spojrzałem w niebo. Było piękne pełne gwiazd. Zauważyłem spadającą gwiazdę i pomyślałem życzenie, chociaż wiem że takie rzeczy zdarzają się tylko
w romantycznych komediach. Ale to już jakiś znak. - Dobranoc Kochanie. Dobranoc. - Położyłem się i zasnąłem. 


Narrator. Mieszkanie chłopaków.

Już o 7 chłopcy byli na nogach. Logan musiał jechać do studia nagrać swój wokal, Kendall wziął sie za trening, James postanowił iść na siłownię aby odreagować stres. A Carlos. Carlos nie mógł spać. 
Zdążył już wypić kawę, posprzątać w domu i zanim się obejrzał była już późniejsza godzina. 

- Alice. - przywitał się z koleżanką. - Chodź ze mną, pójdziemy na jakieś zakupy, nie mamy bardzo nic w lodówce. - spojrzał i się załamał. - A mam przeczucie że dzisiaj się coś wydarzy. 

- Przeczucie? - dziewczyna się zachichotała i wzięła łyk kawy. - No dobra. Zrobimy listę potrzebnych rzeczy i możemy jechać. 

- Dobra. Pójdę wyprowadzić samochód. - uśmiechnął się. 

Carlos i Alice udali się do marketu na zakupy, wzięli koszyk i przesuwali się pomiędzy alejkami.. 

- Wczoraj rozmawiałem z Jamesem. - powiedział biorąc z półki czekoladę. 

- O czym? - zapytała. 

- O Belli. - zatrzymał się i spojrzał przed Siebie. 

- Ej. - pogłaskała go po ramieniu. - Ona się odnajdzie. Jestem tego pewna, przecież się z Nią widzieliście. 

- No i co z tego? - wziął do ręki batonik. - A jak ten Skurwiel ją gdzieś zabrał? - zgniótł ze złości zawartość opakowania i odłożył na miejsce, czerwieniąc się. 

- Nigdzie jej nie zabrał. Ona się znajdzie.  pocieszyła go. - Zobaczysz, za kilka dni wróci do Nas. - poklepała go i ruszyli dalej. 

- Dobra. - otrząsnął się. - Ona żyje i wróci do Nas nie długo. - uśmiechnął się i poszli dalej. 

Po zakupach wrócili do domu. Kendall już zdążył wrócić więc pomógł rozpakowywać zakupy. Zaraz z siłownie wrócił James w dobrej formie i około 13 przyszedł Logan. 

- Idziemy do Erica? - zapytał Carlos. 

- Ale tak bez zapowiedzi? - wtrącił James. 

- Nie zajmiemy mu dużo czasu, godziną może trochę mniej a później wrócimy do domu. - powiedział Logan. 

- Godzina? - zapytał zdziwiony Kendall. 

- No. Zapomniałem Wam powiedzieć. - podrapał się po głowie chłopak. 

- Co? - zapytała Alice.

- Jedziemy na wakacje, zero pracy tylko luz i odpoczynek. 

- A gdzie? - zapytał zaciekawiony Kendall. 

- Tutaj mam wszystko napisane. - pomachał kopertą Henderson. 

- Pokaż, pokaż. - wtrąciła Alice. - Nie wierzę. - uśmiechnęła się, czytając. 

- Gdzie jedziemy? Mów! - krzyknęli chłopcy.

- Miami ! - podskoczyła z radości. 

- Woo hoo ! - krzyknęli chórem. 

- Skoczę pod prysznic, i pójdziemy  do Erica. - powiedział Maslow.

Prysznic James trwał, trwał i trwał. Po 2 godzinach Carlos postanowił do Niego pójść. 

- James. - zapukał do drzwi łazienki. Ale nic nie odpowiadało. Zdenerwował się, i wziął z jego pokoju spinkę Bell. Szybkim sposobem wtargnął do łazienki. - James. - szturchnął go. 

- Co? - otworzył oczy. - Sorry.. - powiedział. - Ale mi się przysnęło, postanowiłem wziąć kąpiel. Zaraz wychodzę. - oznajmił. 

- Ok. - Carlos poszedł na dół i powiedział wszystko znajomym, wszyscy byli ubawieni tą historią. 

James nie za bardzo się spieszył, więc z domu wyszliśmy około 17. Szliśmy wolnym krokiem i nabijaliśmy się z Maslowa. 

- To nie jest śmieszne. - powiedział po raz setny i zaśmiał się ze swojej głupoty. 

Carlos znowu chciał się pośmiać z chłopaka i pokazać jego minę jak się obudził, postanowił więc odwrócić się do Przyjaciół i iść przodem do Nich.. 

- Uważaj jak chodzisz! - krzyknął do przechodzącej obok dziewczyny, którą potrącił. 

Dziewczyna spojrzała na Niego zza ciemnych okularów i szybko go wyminęła. A On dziwnie na Nią spojrzał.. 

- Znasz ją? - zapytał Kendall. 

- Nie. Ale możesz uważać jak chodzisz! - krzyknął a dziewczyna pobiegła przed Siebie. 

- Uspokój się. - powiedział Logan. - Nie psuj wieczoru przez jakąś dziewczynę. Chodźcie. - powiedział i szli dalej. 

Eric bardzo się zdziwił wizytą gości, ale ucieszył się że jednak przyszli. 

- No niestety ale nie mam żadnych ciasteczek. - zaśmiał się. - Ale mogę Was poczęstować czymś mocniejszym. - poruszył brwiami. 

- Spoko, spoko. - ucieszył się Logan. 

Przyjaciele siedzieli, rozmawiali i popijali piwo. 

Oczami Belli.

Wyszłam z domu i postanowiłam się przejść, może nikt mnie nie pozna. No w tej peruce to raczej nie możliwe. Nie zwracałam na Siebie żadnej większej uwagi. Więc mogłam spokojnie Sobie iść. 
Nagle wpadłam na jakiegoś chłopaka.. O Matko. Przeraziłam się. To Carlos, ale co On tutaj robi? - zadałam pytanie sama Sobie. 

- Uważaj jak chodzisz! - krzyknął. Ten głos odbijał się w mojej głowie jak echo..

Zamarłam stanęłam chwilę patrząc na Niego i pobiegłam jak najdalej od Niego. Chciałam się zatrzymać i powiedzieć mu całą prawdę. Ale się strasznie bałam. Pobiegłam nie daleko domu, usiadłam na chodniku i siedziałam tak dłuższą chwilę. Gdy trochę zmarzłam wracałam do Erica. Gdy podeszłam do drzwi usłyszałam jakieś śmiechy. Może zaprosił kumpli. - pomyślałam. Bez zastanowienia weszłam, zobaczyłam na wieszaku kurtkę..

- O nie. - szepnęłam. - Cholera. James. - powiedziałam i zatrzasnęłam mocniej drzwi. 

- Eric chyba ktoś przyszedł. - powiedziała Alice. 

- Przepraszam. - odstawił butelkę z piwem. - Co Ty tutaj robisz? - zdziwił się na mój widok. - Przecież wszyscy tutaj są. - powiedział i wskazał na salon.

- I co mam wyjść? - zapytałam ze złością. 

- Nie.. Poczekaj. - uśmiechnął się. - Chodź. - złapał mnie za rękę. - To jest moja kuzynka, jest u mnie kilka dni bo jej Rodzice wyjechali, a ja się Nią zaopiekowałem. - powiedział. 

- Cześć. - powiedzieli wszyscy. 

- To jest Carlos, Kendall, Logan, James i Alice. - wskazał na wszystkich. 

- Hej. - zmieniłam głos, aby wydawał się trochę zachrypnięty. - Jestem Rozalia. - machnęłam dłonią. 

- To na Ciebie dzisiaj wpadłem. - zorientował się Carlos. - Przepraszam najmocniej. 

- Nic się nie stało. - powiedziałam.. Zamordowałabym Cię jakbyś coś schrzanił. 

- Może usiądziesz z Nami? - powiedział James. 

- Nie, nie chcę Wam przeszkadzać. - uśmiechnęłam się. 

- Oj chodź. - zaproponował Eric. - Siadaj.

Chciałam zabić go wzrokiem, ale postanowiłam że pogadamy później.. Usiadłam obok Jamesa, ten cały czas mi się przyglądał.

- Coś się stało? - zapytałam. 

- Nie. Ale dlaczego nie zdejmiesz okularów? - zapytał i chciał mi je zdjąć. 

- Mam zapalenie spojówek. - hm. Dobre kłamstwo, pochwaliłam się sama w myślach. - Muszę chodzić w okularach. - Przepraszam ale położę. Miło było Was poznać. Dobranoc. - pożegnałam się i poszłam
na górę. 

- No.. My też będziemy się zbierać. - wstał James. - Trochę się zasiedzieliśmy. - spojrzał na zegarek, który wskazywał 20.

- No ok. 

Chłopaki pożegnali się z Ericiem, gdy już wyszli postanowiłam do Niego zejść. I patrzyłam jak odchodzą.. 

Oczami Erica.

- Tęsknisz za Nimi? - zapytałem Eric. - podając jej kubek z herbatą. 

- A jak myślisz. - odwróciła się  w moją stronę. - Już bym chciała przytulić Jamesa, powygłupiać się z Carlosem i chłopakami i popieprzyć głupoty z Al. - westchnęła.

- Jutro z rana do Nich idziesz! - poszedłem na górę.

Oj. Trochę się zdenerwowałem. Ale musi ich powiadomić że nic jej nie jest. 

Eric. - zapukała do jego pokoju. - Mogę wejść? - zapytała. 

- Jasne. - otworzyłem jej drzwi. - Co chcesz? 

- Chce abyś zadzwonił do Carlosa i pogadam z Nim. - szepnęła. 

- Serio? - zdziwiłem się. 

- Tak. Nie, nie, nie. To za wcześnie. - plątała się. 

- Za późno dzwonie. - pokazałem na telefon. 

Eric - Carlos.
- Eric : No siema, jesteście w domu? - wziąłem na głośnik. 
- Carlos : No właśnie wszedłem do pokoju. Stało się coś? - przejął się, czułem to w jego głosie. 
- Eric : Nie, nie. Ale chciałem abyś z kimś porozmawiał. 
- Carlos : Z kim? 
- Eric : To ja Was zostawię samych. - uśmiechnąłem się i podałem telefon Blondynce, a sam wyszedłem z pokoju.

Carlos - Bella.

- Carlos : Halo. - powiedział. 
- Bella : Cześć. - powiedziała łamiącym i delikatnym głosem.
- Carlos : Bella? - zapytał nie pewnie.
- Bella : Przepraszam. - wydusiła z Siebie. - Nie denerwuj się, wrócę do domu. Wytłumaczę Wam wszystko. Ale nie przychodź do Erica. 
- Carlos : Nie ruszaj się stamtąd! - krzyknął. - Ja zaraz tam będę. 
- Bella : Nie. Carlos. Ja jestem tutaj na chwilę, chciałam aby ktoś użyczył mi telefonu, wrócę do domu niebawem. Nie martw się o mnie. Przepraszam. Kocham Cię. - rozłączyła się.
- Carlos : Bella!! 


- Zadowolony jesteś z Siebie!! - krzyczała. - Teraz nie da mi żyć! 

- Uspokój się. - chwyciłem ją za ramiona. - Otrząsnij się. Jutro wszystko wróci do normy. 

- Gówno wiesz! Nic nie będzie takie samo, nigdy. On zaraz tutaj będzie, bo chcę się upewnić czy mnie tutaj nie ma. 

- Co?! - otworzyłem usta ze zdziwienia. - Jak to? 

- No normalnie. Chcę tutaj przyjechać i sprawdzić czy jestem. 

- Nie może tutaj przyjechać, bo nie może. - patrzyłem jej prosto w oczy. 

- Co mam zrobić? - osunęła się lekko na podłogę, ja chcę im to wszystko wytłumaczyć jutro.. 

- Eric ! - do mieszkania wszedł Carlos. - Gdzie jesteś? Wiem że Bella jest z Tobą. - krzyczał. 

- Widzisz? - powiedziała. - Co mam zrobić?

- Schowaj się gdzieś. - podrapałem się po głowie. 

- Gdzie? - zapytała. 

- Wyjdź przez balkon, i schowaj się gdzieś. - wskazałem na drzwi balkonowe. - To takie banalne, ale nie mam innego pomysłu.. - potarłem ręce. - Normalnie należy mi się Oscar. - uświadomiłem to Sobie i pomogłem wyjść Belli z domu..

- Należy Ci się wizyta u lekarza! - lekko się zdenerwowała.

- Ok.

- Stringer! Gdzie jesteś? - denerwował się Los. 

- W pokoju. - odpowiedziałem na luzie.

Carlos wpadł do pokoju jak oszalały. A ja spokojnie siedziałem i czytałem gazetę. 

- Gdzie Ona jest? - zapytał 

- Była na moment, powiedziała że musi skorzystać z telefonu i nie wiem gdzie jest. Chciałem ją zatrzymać, ale się nie udało. Nawaliłem. - odłożyłem gazetę i schowałem twarz w dłoniach. 

- Przepraszam. - usiadł - Przepraszam. Wrócę do domu i będziemy czekać dalej. - powiedział i wyszedł. 

Gdy Carlos opuścił moje mieszkanie, Bella wróciła do środka. 

- Widzisz? - zapytał. - Nie chcę Cię obrazić ale muszę.. - to nie brzmiało dobrze. 

- Przepraszam. - spuściłam głowę, coraz częściej Przepraszałam i się tak zachowywałam. 

- Nie Przepraszaj mnie. Tylko swoich Przyjaciół.. Zaraz, zaraz. To nadal Twoi Przyjaciele? - zapytał z ironią. - Bo śmiem wątpić, ukrywasz się przez Nimi. Nie dajesz znaku życia. Zachowujesz się jak 
rozkapryszona gówniara! Żal mi Ciebie, jesteś gorsza niż. W ogóle po co ja się tutaj produkuję? Do Ciebie to i tak nie dotrze, ciągle mówisz że pójdziesz tam a Ty nic. Siedzisz tylko na dupie i nic nie robisz. Jesteś wyblakłą gwiazdką, której nie udało się wybić i która skończyła w burdelu i stała się ponownie dziwką.. Która boi się stanąć twarzą w twarz z ludźmi którzy się o Nią naprawdę martwią. Rozumiem to że masz problem, ale wrócić do domu cała i zdrowa, wiedzieć że ktoś tam na Ciebie czeka to nie jest żaden wyczyn.. Ktoś mi kiedyś powiedział.. A z resztą po co ja się tak produkuję? - zadałem pytanie Sobie. - Jak i tak zrobisz to co zechcesz.

Bella spojrzała na mnie, i w jej oczach pojawił się smutek. Przegiąłem, ale musiałem powiedzieć co o tym myślę. Zdałem Sobie po chwili sprawę, co takiego powiedziałem.

- Przepraszam. - próbowałem ją przytulić.

- Jest ok. - powiedziała. - Jestem wyblakłą gwiazdą i dziwką bez aspiracji, to nie mój pierwszy raz gdy wylądowałam w takim miejscu więc masz prawo tak myśleć. - zaśmiała się z Siebie. - Nie mam co tutaj szukać. Może się wyprowadzę, a karierę zostawię bardziej utalentowanym. Pójdę się położyć. - wstała i wyszła.

- Bella.. - szepnąłem. - Nie chciałem. - wychyliłem się zza drzwi.

- Spoko. - odpowiedziała. - Wezmę się za Siebie i spróbuję wyjść na prostą. - posłała mi uśmiech. 

Nie mogłem zasnąć przez pół nocy, spoglądałem co chwilę na zegarek. Aż w końcu zmęczyłem się i zasnąłem. Rano szybko wziąłem prysznic, po czym wesoło zszedłem na dół, łóżko było pościelone. A na stoliku widniała kartka.

' Przepraszam. Wróciłam do domu, chcę wszystko naprawić. Twoja produkcja na coś się przydała, przez noc przemyślałam kilka spraw. Masz rację. Może i skończyłam w burdelu jako tania zabawka.
Ale postaram się to naprawić. Dziękuję! ' 

Ucieszyłem się bo mogę się skupić na Sobie i zacząć swoją karierę. - Hollywood nadchodzę !

Jeszcze może Was trochę pomęczę sytuacją z Bellą.. Ale będą też inne wątki, zostałam zainspirowana ♥ . Szkoda że tak mało osób to komentuję, ale może większość nie chcę dodawać swojego zdania.


niedziela, 16 listopada 2014

Part 40.

- Oddawaj mi tą zabawkę. - zaśmiał się mały chłopczyk z brązowymi oczami o puszystej buzi. 

- Nie. - mała dziewczynka zaczęła uciekać. 

- Mamo ! - krzyknął chłopak. 

- Uspokójcie się dzieci. - powiedziała młoda kobieta. 

- Ale Ona zabrała mi moje auto. - oburzył się chłopiec. 

- Kochanie. - kobieta spojrzała na małą dziewczynkę. - Oddaj bratu zabawkę. - poprosiła. 

Mała spojrzała z wielkim nie zadowoleniem, ale w końcu oddała zabawkę bratu. 

- Masz. - tupnęła nogą i odeszła. 

- Dzieci jesteście już duzi więc, możecie się dzielić zabawkami. - powiedział wysoki mężczyzna. - No więc? - zapytał. 

Dzieciaki spojrzeli na Siebie. 

- Dobra. - przybili piątkę. - Obiecuję że jak będę duży to kupię taki samochód i będziemy nim jeździć. - zaśmiał się i przytulił siostrę. 

- Ok. - odwzajemniła uścisk. - Carlos a będę mogła też prowadzić? - zaśmiała się. 

- Ale jak Ci pozwolę. - odpowiedział i zachichotał.  - Chodź Bella! - krzyknął. - Mama rozdaje lody. - pociągnął siostrę za rękę i pobiegli do domu.

- Matko.. - zerwałam się z łóżka.

- Co się stało? - zapytała Jenn. - Jest 1. Dlaczego nie śpisz? - zapytała.

- Miałam sen.. O mnie i o Carlosie, jak bawiliśmy się w ogródku. - otarłam pot z czoła.

- Przypomina Ci się coś? - zapytała.

- Może. - odpowiedziałam.


Misty spojrzała na telefon ponownie miała wiadomość, lecz już spała jak ją dostała..

- Mam dla Ciebie dobrą wiadomość. - podeszła do Bell. - Dostałaś jakąś większą dawkę tabletki gwałtu i coś jeszcze, więc pamięć Ci powinna powrócić. - przytuliła dziewczynę.

- Mówisz serio? - zapytałam.

- Tak. - wracasz do normy. - uśmiechnęła się.

Jeszcze chwilę pogadałyśmy i poszłyśmy spać.. Budziłam się w nocy kilkakrotnie, nie mogąc spać. Co chwilę śniły mi się jakieś dziwne sny..

- Pobudka ! - krzyknął ochroniarz i rzucił Nam do pokoju nasze rzeczy, które zostały schowane.

- Co się stało? - zapytałam i rozejrzałam się po pokoju, w którym nie było Jenny.

- Uciekaj stąd! - krzyknął. - Ktoś na nas nasłał policję! - krzyczał. - Masz tutaj rzeczy i uciekaj jak najdalej, w środku masz pieniądze. Wyjedź stąd.

- A co z Marcusem?! - szukałam ciuchów w pośpiechu.

- Zapomnij o Nim! To koniec! - krzyczał.

Szybko się przebrałam, zabrałam swoje ciuchy.. Nie mogłam pobiec na dół i po prostu wyjść, no mogę. Przecież jest tam tylne wyjście, może jeszcze tam nie dotarli. Uchyliłam drzwi, wychyliłam głowę. Nie było żywej duszy, szybko i cicho przeszłam korytarzem, usłyszałam że ktoś idzie i postanowiłam się schować. Później się rozpędziłam i ukradkiem wyszłam tylnym wyjściem. Schowałam się za drzewem i obserwowałam akcję.

- Ale to nie prawda! - krzyczał Marcus. - Ktoś mnie wrobił! To Ona! - wskazał palcem na Jenny. 

- Co Ona tutaj robi? - zastanowiłam się. 

- Misty dziękuję. - pogratulował jej Policjant. 

- Gdyby nie obawa Carlosa o życie Belli to nie dalibyśmy rady. - odpowiedziała. 

- Carlos, Misty? Co Oni mają z tym wspólnego? - popatrzyłam jeszcze chwilę. I moim oczom ukazał się Carlos i jak dobrze pamiętam James. 

- On też? - zdziwiłam się. - Trzeba stąd uciekać. - założyłam kaptur na głowę i odeszłam. 

Poszłam do sklepu z perukami.. Kupiłam jakąś i od razu jej użyłam. Musiałam kupić jakieś inne ciuchy, chociaż żeby ja nałożyć. Nie mogłam pokazać się w domu, bo nie znałam adresu.. 

- Zaraz, zaraz. - usiadłam na ławce. - Przecież oddał Nam nasze rzeczy. - zajrzałam do plecaka, odnalazłam swój portfel i wszystkie rzeczy. Był tam też telefon. Włączyłam go i od razu dostałam wiadomość od Erica? - Kto to jest? - próbował się ze mną połączyć. - Zadzwonię.. 

Eric- W końcu się odezwałaś! - naskoczył na mnie. - Gdzie się podziewałaś? - pytał.
Bella- Spotkajmy się. - powiedziałam i się rozłączyłam. 
Eric - Gdzie? - zapytał. 
Bella - Jestem obok wejścia do parku, nie daleko stoiska z lodami. - rozejrzałam się. 
Eric - Już idę. - rozłączył się. 

Usiadłam na ławce, zauważyłam jakiegoś chłopaka który podszedł pod budkę, wyciągnął telefon i zadzwonił do mnie. 

- Gdzie jesteś? - zapytał, rozglądając się po parku. 

- Siedzę na ławce. - opisałam swój strój, no i chłopak podszedł. - Możemy porozmawiać gdzieś w miejscu.. Hum? Mniej publicznym? - spojrzałam na Niego spod ciemnych okularów. 

- Może jeżeli Ci to nie przeszkadza, to chodźmy do mnie do mieszkania? - zaproponował.

- Ok. - zgodziłam się i poszliśmy. 

Po chwili byliśmy u Erica, nie wielkie mieszkanie ale zawsze to swój kąt. Usiadłam w kuchni przy stole,chłopak zrobił herbatę i mogliśmy spokojnie pogadać. 

- Bella to Ty ? - zapytał i wskazał na moją perukę. 

- Tak to ja. - podeszłam do okna i zasłoniłam firanki. - Nie chcę aby ktoś Nas zobaczył. 

- Dlaczego nie wróciłaś do domu, tylko spotkałaś się od razu ze mną? - zapytał. 

- Muszę gdzieś się pozbierać,nie chce wracać do domu na razie. Mogę zostać u Ciebie kilka dni, aż sprawa ucichnie? - spojrzałam na chłopaka. 

- No dobra. - powiedział nie chętnie. - Ale opowiesz co się stało? Wyglądasz inaczej. 

- To przez perukę. - zdjęłam ją. - Dostałam podobno dużą dawkę tabletek gwałtu, to zatrzymało u mnie pamięć.. Ale minęło to już. Wszystko pamiętam. Ale chcę pobyć trochę w spokoju, za kilka dni wrócę do domu.. Tylko pozwól mi tutaj zostać. 

- Ale wszyscy się martwią. - powiedział. 

- Rodzice wyjechali. Carlos może się pomartwić, nie interesuję się tym, Jamesowi też nie zaszkodzi to. Nie interesuję mnie to teraz, muszę odpocząć od tego zgiełku. To mnie przytłacza. nie chcę wracać do domu, moja psychika jest jeszcze jak świeża rana. Nie mogę się opanować, mam jakieś dziwne sny.. Boje się. 

- Ale Oni się martwią! - podniósł głos. 

- No i co z tego? - zrobiłam to samo. - Jak pocierpią to nic im się nie stanie! Może i myślisz że jestem zimną suką, ale nie poradzę nic na to! Muszę odpocząć od tego, a nie mogę pójść nigdzie indziej.. 

- Opowiedz co się stało. - złapał mnie za dłoń. - Tak na spokojnie. - uśmiechnął się. 

Opowiedziałam mu całą historię, częściowo słuchał tego co mówię ale jak mówiłam mu co robiłam to wzdrygał się i oddalał trochę. No tak. A co się można spodziewać, po usłyszeniu czegoś takiego. Koleżanka, Przyjaciółka czy jak już tam woli, pracowała jako.. Grzecznie mówiąc Striptizerka. W CV tego nie napiszę, więc nie mam się czym chwalić. 

- Mogę spać na kanapie. - odezwałam się, aby przerwać ciszę. 

- Ja będę tutaj spał, no a Ty idź do pokoju. 

- Nie, nie. - lekko się uśmiechnęłam. - Dam Sobie tutaj radę. 

- Na pewno? - spojrzał na mnie. 

- Tak. Na pewno. 

Dlaczego mi to robisz? Dlaczego nie wrócisz do mnie, nie ukrywaj się. Znajdę Cię i będziesz moja już na zawsze, zawsze, zawsze.. Nieznajomy głos zamilkł. Obudziłam się sama nie do końca wiem gdzie. Było ciemno, a ja siedziałam na środku jakiegoś pokoju, przede mną był stolik i lampka która się zapaliła. Na przeciwko usiadła jakaś postać w kapturze.. Nie bardzo wiedziałam o co tutaj chodzi. Lekko się przestraszyłam, chciałam zamknąć oczy lecz nie mogłam. Miałam je na siłę jakby trzymane, chciałam oderwać wzrok także się nie udało. Siedziałam przerażona czekając na jakiś znak, czy gest. 

- No, no. - do stolika podszedł James. - Nie ładnie tak uciekać. - zaśmiał się. - Nie na darmo zapłaciłem.. - kiwnął głową. 

- O czym Ty mówisz? - spojrzałam na Niego. - Kochanie. Dobrze się czujesz? - zapytałam, nie widziałam jego oczu, miał je jakby ukryte. 

- Kochanie? - wybuchł niekontrolowanym śmiechem. - Mówisz do mnie Kochanie? - zaśmiał się. 

- A jak mam mówić? - przestraszyłam się, i chciałam wykonać krok do tyłu, który mogłam bo już stałam na nogach. 

- Oj. Oj. - pogroził mi palcem. - Uciekłaś do Marcusa, a teraz wracasz do mnie? - uderzył mnie w twarz. - Dla mnie nie istniejesz. - ponownie to zrobił. 

- James ! - krzyknęłam. - Opanuj się! 

- Maslow.. - powiedział Carlos który wszedł do pokoju. - Csii.. Przyjacielu. Nie warto. - podszedł do mnie. - Ona zginie z moich rąk. - wyjął ostry nóż i wbił mi go prosto w brzuch. 

Poczułam że moje ciało robi się zimne, byłam blada zupełnie blada. Jakby ktoś wyssał ze mnie całą moją energię życiową. Nie upadłam stałam dalej na nogach, chłopaki się odwrócili a ja zaczęłam biec.  
Biegłam ile sił w nogach, z mojego brzucha sączyła się gorąca krew. Czułam jak rozgrzewa moje chłodne ciało. Po chwili dotarłam do domu, usiadłam na kanapie. Do środka weszła Alice. 


- Pomóż mi. - poprosiłam. 

- Nie mogę. - powiedziała oschle. - Zostawiłaś mnie. Uciekłaś z Marcusem. James zaczął brać narkotyki, Carlos i Logan popadli w alkoholizm. A najgorsze jest to że Big Time Rush nie istnieje! 

- CO?! - czas się zatrzymał. 

- Ty Suko ! Cały świat kręcił się tylko wokół Ciebie! To przez Ciebie chłopaki rozwiązali zespół, to przez Ciebie Logan mnie zostawił. Chcę abyś zgniła. - powiedziała mi to z pustym wyrazem twarzy. 

W jednej sekundzie w domu znaleźli się Logan z Kendallem i James z Carlosem. 

- Przepraszam Was. - powiedziałam. - Widzieliście co się stało, to nie moja wina. - powiedziałam. 

W odpowiedzi dostałam tylko mocne uderzenie ze strony Alice.. Poczułam jak z moich ust płynie ciepła ciecz, to znowu moja krew, czuję jej smak jest słodki a zarazem cholernie gorzki. Poczułam zimno 
i ujrzałam znowu jak ktoś wbija mi ostre narzędzie w brzuch. Poczułam się lekko, jakby moje ciało odpływało. Z mojego brzucha cieknie ciemna wręcz czarna krew, a ja leże na zimnej podłodze wyciągam 
ręce do Przyjaciół. Ale Oni zostawiają mnie w spokoju.. Po chwili podchodzi mała dziewczynka, z blond włosami. 


- Kim jesteś? - zapytałam postaci. 

- Bella. Jestem Tobą. - uśmiechnęła się. 

- Pomóż mi. - wyjąkałam. - Proszę, nie pozwól mi umrzeć. - patrzyłam jak mała Ja odchodzi a za Nią idzie Carlos. - Błagam. - wyciągnęłam rękę do brata.

- Zrób to. - powiedział.

Dziewczynka wzięła do ręki pistolet, podeszła do mnie i wycelowała mi prosto w głowę. - zaśmiała się uroczo i odeszła.. 



Patrzyłam jak wszyscy podchodzą do mnie i śmieją mi się prosto w twarz. Nie czułam już nic, wszyscy odetchnęli z ulga. Chłopaki przestali korzystać z używek. Kendall wznowił pracę zespołu. Później
zobaczyłam Siebie samą, jak leżę w czarnych ubraniach z białą różą w wielkiej trumnie.. 

- Stop ! - krzyczałam, lecz nikt nie zwracał na mnie uwagi, widziałam samą Siebie jak leżę w trumnie, a ja byłam duchem. 

- Kochałem Cię, ale Ty tego nie zauważyłaś. - powiedział Kendall.

- Byłaś moją Najlepszą Przyjaciółką, zostawiłaś mnie chciałaś innego życia. - otarła łzę Alice. 

- Zawsze pozostaniesz w moim sercu. Rodzice nigdy Sobie tego nie wybaczą. Matka zwariowała. A Ojciec popadł w alkoholizm.. - skomentował Carlos. 

- Byłaś dla mnie wszystkim, nie pamiętam że był ktoś inny. Starałem się jak najbardziej, ale wolałaś Marcusa. - skomentował James. - Teraz żegnaj. - sypnął garść ziemi..

- NIE ! - krzyknęłam.

- Obudź się! - powiedział Eric. - Słyszysz? - zapytał. 

- Żyję? - pomacałam się po całym ciele. - Ale przecież. Carlos, James i Ja, znaczy moja mała Ja. - plątałam się. 

- To był zły sen. - przytulił mnie do Siebie. - Csii.. Zaśnij będę przy Tobie. - powiedział. 

Zasnęłam. Eric siedział przy mnie do rana.. 

- Zrobiłem Ci kawę. - zaprosił mnie do kuchni. 

- Dziękuję. - usiadłam przy stoliku. - Miałam jakiś koszmar w nocy. Carlos i James tam byli i w ogóle zabiła mnie Mała Bella. - powiedziałam a Eric słuchał uważnie. 

- Musisz wrócić do domu. - wstał i odstawił kubek. 

- Ale.. - za jąkałam się. 

- Żadnego ale. - powiedział stanowczo. - Wracasz dzisiaj. Zaraz Cię zawiozę. 

- Nie. Nie chcę aby ktoś Nas zauważył, możesz mnie wysadzić uliczkę przed domem? - zapytałam. 

- Ok. - kiwnął głowa. 

Wzięłam mój plecak i wyszliśmy. Eric przekręcił klucz w drzwiach i udaliśmy się do samochodu. Jechaliśmy w ciszy, aż chłopak włączył radio.

- Stój. - powiedziałam po ciszy. - Dziękuję. Dalej pójdę sama. - sięgnęłam do plecaka aby założyć perukę. 

- Po co to robisz? - zapytał. 

- Bo.. - spojrzałam na Niego i nie mogłam wydusić z Siebie słowa. - Muszę iść. Dziękuję. - zbliżyłam się do Niego i dałam mu całusa w policzek. 

- A to? - zdziwił się. 

- Dziękuję. - kiwnęłam głową i wysiadłam. 

Patrzyłam jak Eric odjeżdża i szłam w stronę domu, zatrzymałam się przed bramą lecz nie miałam odwagi wejść. Poszłam kilka kroków dalej.. I zadzwonił mój telefon. 

- Słucham? - odebrałam nie pewnie, ponieważ numer był zastrzeżony.

- Dlaczego to robisz? - głos w słuchawce był znajomy. 

- Kim jesteś? - zapytałam i rozejrzałam się dookoła. 

- Wróć do tego domu. Oni tam na Ciebie czekają. - szepnął. - Idź do Nich. - powtórzył. 

- Ale. - zrobiłam krok do tyłu.

- Wróć do Nich! - głos stawał się coraz głośniejszy i bliższy.  

- Co Ty tutaj robisz?! - odwróciłam się do Erica. - Przecież wracałeś do domu. - powiedziałam. 

- Wiedziałem że tam nie wrócisz.. - chwycił mnie za rękę. - Jeżeli Ci zależy, to wrócisz do Nich. - jego usłyszałam łomot jego serca. - Zrób to, idź do Nich. 

- Nie umiem. Nie umiem im teraz spojrzeć w oczy, boje się że zaczną mi wytykać moje błędy. - usiadłam na chodniku. - Carlos i tak już kiedyś mi to wytykał, że pracowałam u Niego. Że się sprzedałam i miał rację.. Byłam tanią dziwką. Więc teraz też nie zmieni zdania. - spuściłam głowę a chłopak kucnął na przeciwko mnie. 

- Nikt tak nie myśli. Carlos strasznie przeżywa to Twoje porwanie. Nie zdajesz Sobie sprawy z tego jak bardzo im Ciebie brakuję.

- Proszę. Przenocuj mnie jeszcze jeden dzień, jutro na pewno wrócę do domu. Ale nie dzisiaj.. - spojrzałam w stronę chłopaka. 

- Ech. - spuścił głowę. - Chodź. - pomógł mi wstać i poszliśmy.

Wróciliśmy późnym popołudniem, a może wieczorem. Nie liczyłam czasu, szwendaliśmy się po mieście i trochę po sklepach. Kupiliśmy coś na kolację i wróciliśmy jeszcze raz do jego mieszkania. Usiadłam w salonie i czekałam na Erica, który był w kuchni i robił coś do jedzenia, w momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Podeszłam zobaczyć kto to. Odskoczyłam natychmiast. 

- Eric. - szepnęłam.  - Carlos przyszedł do Ciebie. - ręce zaczęły mi drżeć. - Idę się schowam gdzieś, tak żeby mnie nie zauważył.. - udałam się do ucieczki. 

- Stój. - złapał mnie za dłoń. - Jesteś tego pewna? - zapytał.

- Proszę.. - spojrzałam na Niego i puścił moją dłoń.

Wszyscy dzielą swoje blogi na 2 części, też o tym myślałam ale zastanawiam się.. Może dojdę do 50 rozdziału i chłopaki opuszczą Los Angeles.. Tak żeby poznali więcej światu.. ♥ . 

niedziela, 9 listopada 2014

Part 39.

Oczami Kendalla.

Wstałem i poszedłem do pokoju Carlosa. Chłopak leżał więc pewnie spał.

- Nie śpię. - powiedział i wstał. - Spałeś w ciuchach? - zdziwiłem się.

- Nie zauważyłem nawet że się nie przebrałem. - spojrzał na ciuchy. - Pójdę się przebrać. - wskazał na łazienkę.


- Skoczę zrobić kawę, pewnie się napijesz. - odpowiedziałem i wyszedłem.

Wstawiłem wodę na kawę, zaraz pojawił się James i Logan. Im także postawiłem kubki, po chwili przyszedł Carlos.

- Gdzie Alice? - zapytał. - Zawsze już by tutaj była. - odpowiedział.

- Nie wiem. - zastanowił się Logan, i spojrzał na zegarek. - Jest 11 a jej nie ma.. - zdenerwował się.

- Cześć. - do kuchni weszła Alice.

- O wilku mowa. - zaśmiałem się. - Własnie o Tobie rozmawialiśmy.

- Tak? - spojrzała Na nas i się uśmiechnęła. - Chcę Wam kogoś przedstawić. - powiedziała i poszła na chwilę do przedpokoju. - To moja koleżanka Misty. Znamy się ze szkoły. - powiedziała. - Misty Nam
pomoże, zaraz Wam wyjaśnię w jaki sposób.. - zachichotała. - Pójdzie do klubu tam gdzie jest Bella, oceni sytuację i wszystko będzie wiadomo.. Powie że chcę tam pracować.

- Skąd wiesz że to się uda? - zapytał James.

- Nie martw się. - uśmiechnęła się dziewczyna. - Szkoła do której chodziłam z Alice jest jedną z lepszych w LA. - mrugnęła do Jamesa. - Grałam różne role, więc rola prostytutki jest dla mnie łatwa.

- Ale mamy już detektywa i w ogóle. - odezwał się Carlos.

- Dobra. Ale chcemy wiedzieć coś więcej. - oburzyła się Alice.

- Może i masz rację.  powiedziałem. - Oby Bella się znalazła. - szepnąłem.

- No to co? - zapytał Logan. - Kiedy zaczynamy? - zapytał.

- Poczekaj.. - spojrzała na zegarek. - Zaraz ma przyjść wasz detektyw, musi zainstalować kamerę u Mis. Żebyśmy mieli podgląd, na to co się dzieję.

- O tym nie pomyślałem. - podrapał się w głowę Logan, po chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. - To.. To ja otworzę. - wyjąkał. - Jesteście. Zapraszam.

- Już myślałem że nie dotrzecie. - przywitał się James. - To jest..

- Misty. Co Ty tutaj robisz? - zaśmiał się Robert. - Nie wiedziałem że znasz tutaj chłopaków.

- Znam Alice uczęszczałyśmy do tej samej szkoły. Więc jej pomagam. Ona tyle razy ratowała mi tyłek. - zaśmiała się.

- No, no. Jest co ratować. - szepnął James.

- Co? - odezwał się Logan.

- Nic, mówię że dobrze że się znają. - zaczerwienił się.

- Możemy zaczynać? - zapytał zniecierpliwiony Carlos.

- Ok. Już moment. - powiedział Robert i zaczęliśmy akcję.

NARRATOR.

Misty została już wyposażona w kilka małych kamer i mogła spokojnie podjechać do klubu. Zaparkowała swoim autem nie daleko lokalu i dumnym krokiem szła przed Siebie.

- Misty. - w słuchawce odezwał się Carlos. - Jeżeli słyszysz, to coś powiedz.

- Zaraz będę w klubie.. Nazywam się Jenny. - uśmiechnęła się pod nosem.

Misty weszła do klubu, siadła przy barze i poprosiła o wodę. Rozglądała się co jakiś czas aby wypatrzeć Marcusa. Lecz po chwili zauważyła Bellę.

- To Ona. - powiedział Carlos, widząc podgląd w laptopie. - Bella. - wziął głęboki oddech.

- Dziekujęmy Sashy za występ. - klępnął ją w tyłek.

- Zabiję.. - syknął James.

- Spokój. - odpowiedziała Misty. - Cisza, będzie coś mówił. - powiedziała.

- Nasza piękna Lisiczka dopiero zaczyna, ale mam nadzieję że zostanie na dłużej. - zaśmiał się. - Jest na sali jakaś chętna dziewczyna, która chcę pokazać swój talent? - rozejrzał się po publiczności, lecz nikt się nie odważył.


Po kilku minutach ciszy zaczął schodzić ze sceny.

- Ja. - odezwała się Misty. - Ja zatańczę. - powiedziała stanowczo.

- uu.. - odezwał się. - Jak Cię zwą piękna? - zapytał.

- Jenny.. Kochanie. Jenny Vega. - przejechała palcem po jego torsie. - No to co? - zaczynamy. - odpowiedziała.

Misty radziła Sobie nieźle, miny mężczyzn były powalające. Marcus podszedł do Niej po występie i chwilę rozmawiali..

- Zgadzasz się? - zapytał. - Możesz już dzisiaj tutaj pracować. - powiedział.

- Pod jednym warunkiem. - przybliżyła się do Niego.

- Spełnię Twoje każde życzenie. - powiedział.

- Mogę wychodzić wieczorami, aby zbierać Ci klientów. - uśmiechnęła się. - I chcę mieć pokój z tą Blondyną, jak się nie mylę to Sasha? Tak? - spytała.

- Dobra. - odpowiedział po chwili zastanowienia. - Ale muszą być to nadziani kolesie. - odparł.

- Uwodzenie mam w małym paluszku, będziesz najlepszym Alfonsem w Los Angeles! - jej ręka powędrowała niżej. - Obiecuję że spełnię Twoją każdą zachciankę. - przytuliła go.

- Dobra dziewczynka. - klepnął ją w tyłek. - Idź do pokoju Maleńka, wpadnę wieczorem to się zabawimy.- poruszył brwiami.

- Oblech. - szepnęła.

- Było nie kręcić tak tyłkiem. - zaśmiał się Kendall.

- Musiałam mieć tą pracę. - odpowiedziała. - Idę do Belli.

Misty poszła do wskazanego pokoju, zastała tam Bellę która siedziała na parapecie i wpatrywała się w gwiazdy. Była zamyślona i zagubiona, widać było że brakuję jej kogoś do szczęścia. Siedziała taka smutna i nie ogarnięta.. Patrzyła w gwiazdy. Misty podeszła do Niej i zaczęła rozmowę.

- Cześć. - Jestem Misty. - szepnęła. - Koleżanka Alice, ale mów do mnie Jenny. To taki pseudonim. - puściła jej oczko.

- Alice? Nie znam takiej. - odpowiedziała. - Mylisz mnie z kimś. - powiedziała.

- Co?! - zaniemówili James i Carlos. - Ona nie pamięta swojej przyjaciółki.

- Moment. - odpowiedziała Mis. - Nie znasz Alice Brown? - zapytała.

- A powinnam? - zapytała zdziwiona. - Przepraszam ale może mnie z kimś pomyliłaś. - wstała i otuliła się kocem.

- Jesteś Isabella Pena. Twój brat to Carlos, gra w zespole Big Time Rush. - szepnęła. - Nie mogę mówić głośniej, bo ktoś może Nas usłyszeć. - Mam przy Sobie kamerkę, nie widoczną ale mam. Twoi
Przyjaciele się martwią. Proszę powiedz im coś. - wskazała jej kamerę i miejsce do którego ma mówić.

- Cześć. - zaczęła nie pewnie. - Nie wiem czy Jenny mówi prawdę, ale jak tak jest to wiedzcie że żyję.

- Słuchaj to żaden podstęp. - odpowiedziała Misty. - Jestem przyjaciółką Alice. Twój brat to Carlos, a Ty śpiewasz. Jesteś piosenkarką, początkującą ale jesteś. - podeszła bliżej. - Popatrz.

Misty pokazała Belli nagranie z jej trasy, potem kawałek wywiadu. Była w szoku, nie mogła wydusić z Siebie ani słowa.

- Ale jak to? - zapytała. - To ja? - spojrzała na Mis.

- Tak. Tylko ani słowa Marcusowi, nie zdradź się, muszę pobrać od Ciebie krew. - powiedziała. - Chcemy przeprowadzić badania, czy nie dosypał Ci czegoś do drinka. Piłaś coś? - zapytała.

- Odkąd się tutaj znalazłam to nic, chodzę głodna i nic więcej. - odpowiedziała.

Mis szybko się tym zajęła pobrała krew i schowała pod łóżkiem.

- Kolacja! - krzyknęła jakaś dziewczyna, po czym przyniosła Nam jakieś chińskie jedzenie.

- Opowiedz mi jeszcze coś o mnie. - wciągnęła się Bella.

Mis opowiadała Belli jeszcze przez kilka godzin o jej życiu, nie mogła uwierzyć że coś takiego ją spotkało, lecz musiała to chować w tajemnicy przed Marcusem, nie mógł się o niczym dowiedzieć. Inaczej by było z Nią źle. Dziewczyny zasnęły.

Tymczasem w domu.

- Nie wierzę że Ona mnie nie pamięta. - powiedział Carlos.

- Wszystko się wyjaśni. Nie martw się. - poklepał go po ramieniu Kendall. - Musimy wierzyć że wszystko się uda.

- Na pewno się uda, Misty Nam pomoże. - Alice lekko się uśmiechnęła.

- Nie bądźmy tego tego tacy pewni.. - odezwał się po chwili Robert. - Patrzcie. - wskazał na laptop.

Na ekranie pojawił się Marcus, dzięki Misty która stała nie opodal można było zauważyć całą sytuację. Facet podszedł do Belli i pogłaskał ją po policzku.

- Dzisiaj masz wolne. - powiedział do Blondynki. - Ale Twoja koleżanka nie pokazała na co ją stać. - otarł ślinę z kącika ust.

- Oblech! - oburzył się Carlos.

- Co mam robić? - zapytała zdezorientowana Misty.

- To co każda nowa dziewczyna, która tutaj przychodzi. - zaśmiał się.

- Zaraz, zaraz. Co On chcę robić? - zastanowił się Logan.

- Sasha.. Wyjdź. - rozkazał jej a dziewczyna opuściła pomieszczenie. - Teraz pokażesz na co Cię stać. - podszedł do Niej i zaczął całować w szyję. - Zaraz wracam, no a Ty masz być gotowa.

- O nie. - szepnęła. - Przepraszam Was, ale muszę wyłączyć kamerę, jutro się odezwę.


- Nie.. - jęknął James. - Co z Bellą? - gadał do ekranu, lecz pojawiła się tam czarna plama.

- No i na dzisiaj to koniec, jutro dowiemy się więcej. - powiedział asystent Roberta.

- Zostańcie na noc, będziemy mogli od rana przesłuchać Misty. - powiedział Logan.

- Nie chcemy sprawiać problemu. - odezwali się równocześnie.

- Spoko. Mamy dużo miejsca. - uśmiechnęła się Alice. - Pójdę zrobić kolację, i porozmawiamy.

- Jasne.

Wszyscy usiedli do kolacji. Alice posprzątała i poszła do pokoju, chłopaki siedzieli jeszcze w salonie. Poszła do łazienki wzięła prysznic i włączyła Sobie spokojną piosenkę.

- Bella. Ja wiem że mnie pamiętasz, musisz Sobie przypomnieć. - wspominała, stojąc w kabinie w której ciepłe krople opadały na jej ciało. - Ja wiem że pamiętasz. - rozpłakał się, łzy zmieszały się z wodą. 

Nie mogła powstrzymać płaczu, usiadła i płakała coraz bardziej, bała się że może więcej nie zobaczyć Przyjaciółki. Wspominała najlepsze chwile z ich Przyjaźni, jak pierwszy raz się spotkały, ich pierwszą kłótnię, pierwsze zauroczenie i inne drobnostki. Postanowiła wziąć się za Siebie i uwierzyć że Bella się odnajdzie. Wierzyła w to, nie dopuszczała do Siebie innej myśli. 

- Kochanie. - do łazienki zapukał Logan. - Jesteś tam? - zapytał. 

- Tak, tak. Już wychodzę. - przekręcił kluczyk w drzwiach i wyszła. - Przepraszam. Ale zamyśliłam się. Proszę już wolna. Dobranoc. - cmoknęła go w policzek i udałą się do łóżka. 

Następnego dnia.

Misty gdy zobaczyła że Marcus wyszedł postanowiła spotkać się z Carlosem, lecz przyszedł także James. Nie mogli odpuścić, musieli się spotkać w miejscu w którym nie znajdzie ich nikt.. Carlos podał Misty drogę do ich domku ustali tam spotkanie. 

- Fajne miejsce. - usiadła i rozejrzała się. 

- Dzięki. - uśmiechał się Carlos. - Opowiadaj co tam z Bellą. 

- Nie pamięta nic, nie wiem co On jej dał, ale nie mogła stracić pamięci na zawsze. - odpowiedziała. 

- Jak to? - wtrącił James.

- Coś musiał jej dać, coś co zadziała na dłuższy czas? Prawda? - spojrzał na Mis pytająco. 

- Nie mogła stracić pamięci na zawsze, musiał podać jej jakieś silne leki. - zasugerowała. 

- Tabletka gwałtu? - zapytał James.

- Nie, nie. To nie działa długo, to musi być coś mocniejszego. 

- To co? - przeraził się Carlos. 

- Mam próbkę jej krwi, oddałam to do analizy i wyniki powinny być dzisiaj, albo jutro po południu. - powiedziała. 

- Nie mogę tyle czekać! - krzyknął Carlos. - Muszę wiedzieć teraz. - zaczął spacerować po domku. 

- Mogę wykonać kilka telefonów, dowiem się co i jak.. - uśmiechnęła się Misty. - Ale powiem Wam później.. Bo muszę wracać do klubu, adres znacie możecie dzisiaj zajrzeć. 

- Ale Marcus Nas nie wpuści. - posmutniał Los. 

- Nie ma go dzisiaj, ale jak założycie jakieś inny ciuchy i peruki to możecie wejść. - powiedziała schodząc na dół. - Nie zapomnijcie o kasie, inaczej nici z wejścia. - powiedziała i wróciła do klubu. 

Wieczorem.

Bella siedziała w swoim pokoju, Jenny nie wróciła jeszcze więc martwiła się o Nią. 

- A może Ona mówiła prawdę? - rozmyślała.

- Carlos.. 

- Słucham? - do pokoju weszła Jenny. - Co powiedziałaś? - zapytała. 

- Carlos. Powiedziałam. - spojrzała na Nią pytająco. - Czy ja? 

- Pamiętasz? - zapytała. - Pamiętasz? - spróbowała ponownie. 

- Carlos, Carlos Pena. Mój starszy brat, gra w zespole.. Poczekaj, poczekaj. Big, Big. - zacięła się. - Nie pamiętam, 

- Nie szkodzi, ważne że pamiętałaś. - pocieszyła mnie. 

- Ja pamiętam.. - kąciki ust podniosły się do góry. - Przypomniałam Sobie coś. - spojrzała na Jenny.

- Co? Mów. - pospieszyła ją. 

- Carlos.. On. On mi coś powiedział. - jej wyraz twarzy się zmienił. 

- Ale co Ci powiedział. Bella przypomnij Sobie.. - poprosiła dziewczynę. 

- Przygotujcie się do występu. - do pokoju nagle wszedł Marcus. - Dzisiaj występujecie obie, chcę w tym występie widzieć pożądanie.. Musicie wyglądać nieziemsko. - odwrócił się i poszedł. 

- Przepraszam. - Bella spojrzała w okno. - Nie pamiętam, chciałabym Sobie przypomnieć, ale nie mogę. - czuła się winna, czuła że zawiodła. 

- Nie martw się, wszystko się ułoży. Dzisiaj w klubie będzie James i Carlos. Mają mi wysłać swoje zdjęcia, tak żebym ich rozpoznała.. - powiadomiła ją Jenny. 

- Ale jak? - zastanowiła się Bella. 

- To Oni. - pokazała ekran telefonu. - Przypatrz się im dobrze, to Oni. Musimy ich dzisiaj zaciągnąć do pokoju. 

- Ale żeby z Nimi? - krępowała się tą sytuacją.

- Nie. Marcus i tak tam nie wchodzi, więc możemy z Nimi pogadać, może coś Ci się przypomni. - poklepała ją po ramieniu. - Chodź musimy dać występ.. 

Chłopaki podeszli pod klub, obaj się lekko przerazili. 

Oczami Carlosa.

- A jak Nas rozpozna? - zapytał James. 

- Nie martw się o to, ja się sam w lustrze nie poznałem. - zaśmiałem się. - Pamiętaj jesteś David Ross, pamiętasz? - zapytał. 

- Może zapamiętam. - wzruszył ramionami James. 

- W razie braku pamięci, tu masz nowy tymczasowy dowód. - wręczyłem kumplowi daną rzecz. 

Bez problemu weszliśmy do klubu, musieliśmy udawać że znamy się na rzeczy, bo po chwili podszedł do Nas Marcus. 

- Witam. - przywitał się z Nami. - Nie widuję Was tutaj często. - odpowiedział i zamówił coś przy barze. 

- No dopiero co przyjechaliśmy, jesteśmy z Nowego Jorku, zatrzymałem się z tutaj z Przyjacielem. - odpowiedział James, na razie grał dobrze, co mnie ucieszyło. 

- Otwieramy właśnie nowy klub, i chcemy zapoznać się z panującymi tutaj tradycjami, może zabierzemy coś do Siebie. - zaśmiałem się. - Chcemy wiedzieć jak wyglądają wasze tancerki. - powiedział. 

- Dzisiaj mamy podwójny występ. A później licytacja. - poruszył brwiami, i szturchnął lekko Jamesa. - Wiecie o czym mówię. - zaśmiał się. - Mamy 2 świetne panny, wygrasz a masz godzinę z Nimi. 

- Widzisz Robert może po licytujemy, i zabawimy się z Paniami. - uśmiechnął się znacznie szerzej. 

- Jasne. - Carlos zrozumiał o co chodzi. 

- Przepraszam Was ale muszę ogłosić występ.. - powiedział Marcus i wskoczył na scenę. - Proszę o ciszę, po dzisiejszym występie Jenny i Sashy.. - powiedział. 

- Jenny. - spojrzeliśmy na Siebie równo z Jamesem. - To Misty. - szepnąłem. 

- Tak więc jak już wspomniałem po dzisiejszym występie Jenny i Misty odbędzie się licytacja.. - powiedział. - Będzie można wygrać Godzinne spotkanie z paniami, zero kamer i zero czegokolwiek. Możecie robić z Nimi co chcecie. - zaśmiał się szyderczo. - A teraz zapraszam na scenę Jenny Vega oraz Sashę Fox. - zaczął bić brawa. 

Na scenie pojawiła się Bella i Misty obie w mocnym makijażu, i skąpych ciuchach. Widziałem jak faceci ślinią się na ich widok, lecz czułem że musimy wygrać tą licytację.. Tak też się stało. 

- Dziękujemy Paniom. - Marcus klepnął Bellę po tyłku, a Maslow aż się gotował. 

- Spokój. - zatrzymałem kumpla. 

- Zaczynamy od 100 dolarów.. 

Kilka minut później.

- 100 tysięcy! - krzyknął James aby przebić gościa z przodu. 

- Sprzedane! - odezwał się Marcus. - Sasha idzie do Pana z numerem 15. - wskazał na Jamesa. - Teraz nasza nowa zdobycz, piękna Jenny Vega. - klasnął w dłonie. - Kto da tysiąc? - zapytał. 

- 150 tysięcy. - krzyknął Carlos, a reszta ucichła. - sprzedane Panu z numerem 20. - uśmiechnął się i podszedł do Nas. - O to wasze damy. - wyciągnął rękę po gotówkę. 

- Możemy być wszyscy w jednym pokoju? - zapytał James a Marcus przewrócił oczami. 

- Dołożymy obaj po 5 tysięcy. - spojrzał Carlos. 

- Ok. Róbcie Sobie co chcecie. - oczy mu błysnęły, jak zobaczył gotówkę. - Wszystkie chwyty dozwolone, macie wolną rękę i wszystkie fantazje jakie przychodzą Wam do głowy. - odszedł ze śmiechem. 

Poszliśmy do jednego z pokoi, było tam ciemno ale mogliśmy zapalić lampkę. Bella była trochę przerażona, usiadła na łózko i czekała na nasz ruch. 

- Zapłaciliście Marcusowi, możecie robić z Nami co chcecie! - krzyknęła. - No na co czekacie? Dlaczego Nas nie rozbieracie, dlaczego nie wkładacie Nam rąk do majtek? Dlaczego tego nie robicie? - lekko
puściły jej nerwy. - Możecie robić co chcecie, jakie macie fantazję.. - z oczu leciały jej łzy. - No już. - mówiła już ciszej ale wciąż szybko i ze złością w głosie. - No, dlaczego nic nie robicie? wstała. - No co
się tak gapicie? Mam Wam pomóc. - puściły jej nerwy. 

- Csii.. - przytuliła ją Misty. - Uspokój się, wiem przez co przechodzisz, ale nie martw się. Oni nic Nam nie zrobią, to jest.. - nie zdążyła powiedzieć. 

- Carlos. - spojrzała na mnie i  patrzyła mi w oczy. James. spojrzała na chłopaka, wpatrywała się w Nas. 

- Pamiętasz coś? - zapytał James dotykając jej dłoni. 

- Jestem Twoim bratem, musisz mnie pamiętać.. - powiedziałem. 

- Przepraszam. - szepnęła. 

Oczami Belli.

Poszłam z Jenny do pokoju, tam dłuższą chwilę siedziałyśmy nie mówiąc nic, wpatrywałyśmy się w jeden punkt w pokoju. W końcu odważyłam się odezwać. 

- Jenny. - powiedziałam cicho. - Nie wiem jak masz naprawdę na imię, ale dla mnie pozostaniesz Jenny. - uśmiechnęłam się. - Przypomniałam Sobie Carlosa, ale tylko jego. - posmutniałam. 

- Z czasem przypomni Ci się reszta. - uśmiechnęła się. 

Dzisiejszy dzień był strasznie zakręcony, poznałam swojego brata, którego nie pamiętam a znam całe życie.. Bałam się tego, że coś może się nie udać.. Ale na szczęście wszystko poszło zgodnie z planem.

Przepraszam że tak wcześnie :). Ale jadę na zakupy ;d. Huhu.
Widziałam że dodałyście rozdziały na blogi, postaram się to nadrobić jak najszybciej, na razie nie mam czasu, aby dokończyć rozdziały, ale próbuję chociaż coś dopisać. Jednak nic się nie zmieni, rozdziały nadal będą dodawane w niedzielę ! :).
Miłego dłuugiego weekendu ♥ .

niedziela, 2 listopada 2014

Part 38.

- Uważaj ! - krzyknął Logan i Alice szybko się odsunęła.

Ktoś chciał wjechać na chodnik rozpędzonym samochodem, potem auto zawróciło a z Niego wysiadł jakiś gość. Staliśmy i patrzyliśmy na Niego.

- Uważaj jak jeździsz! - krzyknął Carlos.

- Morda Szczylu ! - krzyknął i odepchnął Carlosa, pomogliśmy mu wstać.

- Zostaw go ! - krzyknął Kendall.

- Zamknij się Gnojku ! - krzyknął i wyciągnął pistolet.

Już zamykałam dom gdy zobaczyliśmy, jakiegoś gościa z Jamesem, szybko podbiegliśmy do Przyjaciół.

- Zostaw ich! - krzyknął James. 

- Zamknij się! - odpowiedział Facet i stał z wycelowanym pistoletem, po czym jeszcze wysiadło kilku gości.. 

Przestraszyliśmy się nie na żarty.. Aż w końcu wysiadł On.. Jego twarzy nigdy nie zapomnę. Marcus to dla Niego kiedyś byłam zmuszona pracować.. 

- Piękna Isabella. Nic się nie zmieniłaś. - zaśmiał się. 

- Czego chcesz?! - krzyknęłam. - Zostaw mnie w spokoju! - podniosłam głos, wszyscy staliśmy sparaliżowani. 

- Jesteś mi coś winna. - odparł i machnął na jednego gościa, który podszedł do mnie i złapał mnie za włosy i przyciągnął do Siebie. 

- To boli ! - krzyknęłam. 

- Zostaw ją! - krzyknął James. 

Jeden z gości uderzył chłopaka w twarz i upadł na ziemię, lecz powoli wstał.. Marcus przyłożył mi nóż go gardła.. Przełknęłam tylko ślinę a Oni patrzyli. 

- Zostaw ją! - krzyknął Carlos i podbiegł, lecz został odepchnięty. - Dzwońcie na policję! 

- Nie próbujcie! Albo Ona zginie. - zagroził. 

- Proszę.. - miałam łzy w oczach. - Proszę. Nie zostawiajcie mnie samej, pomóżcie mi. - wyszeptałam. 

- Uwolnię Cię. - otarł krew. 

- Odsuńcie się, albo poderżnę jej gardło..  - powiedział i przycisnął nóż do gardła. 

- Proszę. - poleciała mi łza. - Nie zostawiajcie mnie samej.. - spojrzałam na znajomych i dostałam w twarz. - Zrobię co zechcesz. szepnęłam. 

- Kusząca propozycja.. - uśmiechnął się. - Nie dzwońcie na policję, dobrze Wam radze. - powiedział i wepchał mnie do samochodu. 

Kwadrans później. Oczami Kendalla.

- Co robimy ? - zapytała Alice. 

- Musimy wezwać policję. - zasugerował Logan. 

- Nie możemy. Oni zrobią krzywdę Belli. - powiedział Carlos. - Nie pozwolę na to, aby coś jej się stało. - szepnął. 

- Ale coś musimy zrobić. - powiedziałem. 

- Nie wiemy nawet gdzie pojechali. - uświadomiła Nas Alice. - Może ktoś coś widział. 

- Zapisałem rejestrację. - powiedział James. - Pójdziemy z tym na policję. 

- Nie możemy ! - krzyknął Carlos. - Nie chcę żeby Ona zginęła! Musimy szukać jej sami.. - powiedział. 

- Jak chcesz to zrobić? - zapytałem zastanawiając się. 

- Jeszcze nie wiem, ale coś wymyślę. 

Była dość późna godzina, więc postanowiliśmy się położyć spać, a raczej próbowaliśmy chociaż nikomu to nie wychodziło, za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Przekręcałem się z boku na bok. Cały czas miałem przed oczami twarz Belli ' Nie zostawiajcie mnie samej, pomóżcie mi. ' Miałem silną potrzebę aby jej pomóc, chciałem coś dla Niej zrobić ale nie wiedziałem jak jej pomóc. Powoli w głowie układałem Sobie plan.. Lecz wciąż było o jeden szczegół za mało. Nie wiem kiedy zasnąłem.. Spojrzałem na zegarek była 6.38 wstałem bo i tak nie mogłem spać dłużej. Poszedłem na dół i zrobiłem kawę. Zaraz przyszedł James i Carlos. 

- Nie mogłeś spać? - zapytał James. 

- Cały czas myślałem jak spróbować uratować Bell, obmyślałem różne strategie ale nic. 

- Poczekaj, poczekaj. - wstał Los i poszedł szybko na górę. - Mam. - pokazał nam jakieś pudełko. 

- Co to jest? - zapytałem. 

- Tutaj Bella trzyma część swoich, takich bardziej ważnych rzeczy. - otworzył pudełko. - Mam, znalazłem. - wyciągnął jakiś duży zeszyt, otworzył go i było tam kilka zdjęć Carlosa z Bellą.. 

- Co to ? - zapytał zaciekawiony James. 

- Pamiętnik. Tutaj opisywała ważne rzeczy. - przekartkował kilka stron. - Tak myślałem. - pokazał Nam adres jednego z klubów Marcusa.. Miał ich kilka. 

- Tutaj może być Bella. - powiedział. 

- Ale nie możemy tam wejść, znają Nas. - odpowiedział James. 

- Nas tak.. Ale nie znają Roberta Porte.. - poruszył brwiami. 

- Do czego Ty dążysz? - zapytałem. 

- Proszę Cię. - kumpel ukończył szkołę policyjną, może wypożyczyć kilku znajomych i to będzie taka misja ratunkowa.

- Możemy spróbować.. - powiedział Kendall. - Ale wątpię że to się uda.

- Uda się, uda.  - wyszczerzył się Carlos. 

- No dobra. Musimy powiedzieć Loganowi co wymyśliłeś.. 

Opowiedzieliśmy wszystko Loganowi, jakoś nie bardzo mu się to spodobało ale nie miał innego wyjścia został przegłosowany.. 

Rano następnego dnia. Oczami Belli. 

Miałam zawiązane oczy, więc nie mogłam nic widzieć.. Słyszałam jakąś muzykę, to musi być jakiś klub. Próbowałam czegoś dotknąć, wyczuć zapach ale się nie dało. 

- Pij ! - krzyknął Marcus. 

- Zdejmij mi tą opaskę z oczu. - syknęłam. 

- Nie ma takiej opcji.. - odpowiedział i pogładził mnie po policzku. 

- Nie dotykaj mnie ! - krzyknęłam. - Brzydzę się Tobą. Zostaw mnie. - powiedziałam. 

- Zamilcz! - uderzył mnie w twarz. Po czym jeden z jego ochroniarzy złapał mnie i Marcus wlał mi jakąś dziwną substancję, a następnie zostałam uderzona w głowę.. 

Minęło kilka godzin, a ja się obudziłam nadal miałam opaskę na oczach. Lecz nie wiedziałam kim jestem.. Nie wiedziałam co robię, i gdzie się znajduję. 

- Halo.. - zapytałam. - Jest tu ktoś? - spytałam nie pewnie. 

- Kochanie. - usłyszałam męski przyjemny głos. - Nie bój się, jestem przy Tobie. - pogładził mnie po policzku. - Teraz odsłonię Ci oczy i porozmawiamy.. 

Poczułam ostry blask światła, i głośną muzykę.. Nie wiedziałam gdzie jestem. 

- Jak się czujesz? - zapytał wysoki mężczyzna w wieku około 25 lat. 

- Głowa mnie boli, i nie wiem kim jestem. I kim Ty jesteś? - odchyliłam głowę. - Rozwiąż mnie. - poprosiłam i zostałąm uwolniona, masując nadgarstki. - Możesz mi powiedzieć kim jestem? - zapytałam. 

- Jesteś moją dziewczyną, pracujesz tutaj jako kelnerka i tańczysz wieczorami.. - powiedział. - Sasha pamiętasz coś? - zapytał. 

- Sasha? - zdziwiłam się. - Tak mam na imię? - zapytałam. 

- Tak. Sasha Fox. - powiedział. - Dzisiaj jest Twój występ, będziesz pracowała z innymi dziewczynami. - zaśmiał się i odpalił cygaro. 

- To nie jestem jedyna? - zdziwiłam się. 

- Mam wiele kobiet, i to normalne.. - zaśmiał się i machnął do ochroniarza. - Idź z tym miłym Panem zaprowadzi Cię do pokoju. - powiedział. 

Wstałam i poszłam z jakimś gościem, do pokoju był na górze była tam jakaś dziewczyna która miała zaraz przyjąć klienta. Pokój był jeden duży, ale przedzielony ścianą z osobnymi wejściami, dzięki 
temu żadna Sobie nie przeszkadzała. Po chwili do pokoju wszedł Marcus..

- Co mam robić? - zaciekawiłam się. 

- Jesteś tylko dla mnie, i masz pięknie wyglądać bo będziesz twarzą tego klubu. - odpowiedział i podszedł do mnie, po czym namiętnie mnie pocałował. 

Nie ukrywam, ale jakoś nie poczułam do Niego nic, w trakcie tego pocałunku.. Jakbym całowała kogoś obcego. Czułam się dziwnie. 

- Skarbie. - zaczęłam nie pewnie. - Dzisiaj też mam występ? - zapytałam. 

- Tak. Załóż to.. - podał mi paczkę w której jak myślałam był strój. - Za 15 minut Cię widzę na dole.. 

- Mam to założyć? - spojrzałam na strój. - Ale jest południe, więc po co mam tańczyć? 

- Występ w zaciemnionej sali, to jest coś. 

Krótkie obcisłe skórzane szorty i bralet w panterkę, czułam się nieswojo. Przejrzałam się w lustrze, nie do końca czułam się komfortowo. Trochę się wstydziłam, ale nie mogłam zawieść swojego Faceta, tak na mnie liczył, odłożyłam wstyd na bok i pewnym krokiem zeszłam na dół. Miałam iść krótkim korytarzem, żeby wyjść na scenę i dać popisowy występ. Na widowni było mnóstwo osób, ale nie wiedziałam że przybędą też dziewczyny.. Zaskoczyło mnie to, byłam pod wrażeniem. Na początku czułam lekki dyskomfort, ale z czasem poczułam że to co robię jest moją pasją. Między brawami usłyszałam dźwięk  dzwonka, wydawał mi się znajomy, lecz jakoś nie mogłam go skojarzyć. Po występie zeszłam do Marcusa pogratulował mi i wręczył kopertę.

 Co to jest? - zapytałam lekko zdyszana. 

- Wynagrodzenie, albo jak wolisz ' kieszonkowe ' zrobił w powietrzu cudzysłów. 

- Dziękuję. - uśmiechnęłam się, i powiesiłam mu się na szyi. 

- Dobra, dobra. Koniec tych przyjemności. - odsunął się kawałek. 

- Jasne. - kiwnęłam głową. 

- Masz. Łap! - podrzucił mi perukę. 

- Po co to? - zapytałam. 

- Lepiej wyglądasz w tym kolorze. - uśmiechnął się. 

- Ok. - odeszłam do pokoju. 

Siedziałam tam sama, podeszłam do okna. - Hm. Nie wysoko, w razie problemów ucieknę. - zaśmiałam się w duchu. - Pokój wyglądał w miarę normalnie. Wygodne łóżko, jakaś nie wielka szafa no i obok leżał laptop. Pewnie mogę z Niego korzystać, ale dla pewności go zostawię. 

Tymczasem w domu.

Carlos siedział jak na skazanie, czekał tylko na jakiś znak, stukał palcami o blat stołu. James przyglądał mu się złowrogo.. 

- Przestaniesz Pena?! - poderwał się z krzesła. 

- Co Ci robię Maslow? - podszedł do chłopaka. 

- Domyśl się.. - spojrzał na Niego z góry. 

- Spokój.. - powiedziała Alice. - Ochłońcie, to nie czas na takie sprzeczki. - Każdy się martwi o Bellę, ale w taki sposób jej nie pomożemy. 

- Przepraszam. - powiedział James. - Wiem że się martwisz. Nie mogę tak dłużej czekać.

18.47 zegarek wcale się dzisiaj nie spieszył. Czas płynął wolno, a rozmowa wcale Nam się nie kleiła, chodziliśmy jak zombie. Każdy się o Siebie obijał, i nikomu nie przyszło do głowy gdzie mogłaby być Bella.

- Prywatny detektyw! - krzyknął Logan. 

- Co? - parsknął śmiechem Carlos. 

- Tak. Musimy kogoś takiego znaleźć. - włączył laptopa. 

- Ale na razie mamy pomysł z antyterrorystami. - oświadczył Kendall. 

- No i co z tego? - odezwała się w końcu Alice. - Detektyw namierzy Bellę, a później to już formalność. 

Chłopaki i Alice szukali dobrego detektywa który by mógł im pomóc, w międzyczasie do domu ktoś zapukał.. Carlos poszedł otworzyć. 

- Chłopaki i Alice przedstawiam Wam Roberta Porte. - przywitał się z chłopakami i Alice. 

- Carlos opowiedział mi całą historie.. Wierzcie mi, to co chcecie zrobić może się udać, ale musimy poprosić o to mojego Brata. - uśmiechnął się. 

- W jakim celu Nam Twój brat? - zapytał Logan. 

- Jest Szefem tutejszej policji, więc mamy gościa już w garści.. - uśmiechnął się. 

- A tak właściwie dlaczego chcesz Nam pomóc? - zapytał podejrzliwie James. 

- To trudna historia.. - powiedział Carlos i spojrzał na Roberta, ten tylko kiwnął głową żeby nic nie mówić. 

- Co się stało? - zapytała Alice. 

- To trudne. - Robert pociągnął nosem, a Carlos zrobił za chwilę to samo. 

- Dobra. Widać że to coś grubszego.. zauważył Kendall. - Ale teraz Nam opowiedz czy Twój brat się zgodzi? - zapytał. 

- Na pewno. - zatarł ręce. - Komu jak komu. Ale Belli nie odmówi. - zaśmiał się. 

- Ona musi mieć w Sobie coś. - pokiwała głową Alice. 

- I ma.. - odpowiedział delikatnie Carlos

- Gdyby nie Ona.. - zatrzymał się Robert. - Nie wracajmy do tego. - zakręciła mu się łza w oku. - Uch. - westchnął. - Dobra. Sorry, ale muszę lecieć zrobiło się późno. - spojrzał na zegarek. 

Godzina była już późna, 22.19 . Carlos odprowadził Roberta do drzwi, i wrócił do Nas. Wszyscy rozeszliśmy się do pokoi..




Kendall, Kendall. Chodzisz po tym świecie już 24 lata!
Ach.. Inspirujesz wszystkich swoją muzyką. 
Wszystkie Schmidterki i Rusherki życzą Ci wszystkiego Najlepszego :).
Wszystkiego Najlepszego, sto lat ♥ .