niedziela, 16 listopada 2014

Part 40.

- Oddawaj mi tą zabawkę. - zaśmiał się mały chłopczyk z brązowymi oczami o puszystej buzi. 

- Nie. - mała dziewczynka zaczęła uciekać. 

- Mamo ! - krzyknął chłopak. 

- Uspokójcie się dzieci. - powiedziała młoda kobieta. 

- Ale Ona zabrała mi moje auto. - oburzył się chłopiec. 

- Kochanie. - kobieta spojrzała na małą dziewczynkę. - Oddaj bratu zabawkę. - poprosiła. 

Mała spojrzała z wielkim nie zadowoleniem, ale w końcu oddała zabawkę bratu. 

- Masz. - tupnęła nogą i odeszła. 

- Dzieci jesteście już duzi więc, możecie się dzielić zabawkami. - powiedział wysoki mężczyzna. - No więc? - zapytał. 

Dzieciaki spojrzeli na Siebie. 

- Dobra. - przybili piątkę. - Obiecuję że jak będę duży to kupię taki samochód i będziemy nim jeździć. - zaśmiał się i przytulił siostrę. 

- Ok. - odwzajemniła uścisk. - Carlos a będę mogła też prowadzić? - zaśmiała się. 

- Ale jak Ci pozwolę. - odpowiedział i zachichotał.  - Chodź Bella! - krzyknął. - Mama rozdaje lody. - pociągnął siostrę za rękę i pobiegli do domu.

- Matko.. - zerwałam się z łóżka.

- Co się stało? - zapytała Jenn. - Jest 1. Dlaczego nie śpisz? - zapytała.

- Miałam sen.. O mnie i o Carlosie, jak bawiliśmy się w ogródku. - otarłam pot z czoła.

- Przypomina Ci się coś? - zapytała.

- Może. - odpowiedziałam.


Misty spojrzała na telefon ponownie miała wiadomość, lecz już spała jak ją dostała..

- Mam dla Ciebie dobrą wiadomość. - podeszła do Bell. - Dostałaś jakąś większą dawkę tabletki gwałtu i coś jeszcze, więc pamięć Ci powinna powrócić. - przytuliła dziewczynę.

- Mówisz serio? - zapytałam.

- Tak. - wracasz do normy. - uśmiechnęła się.

Jeszcze chwilę pogadałyśmy i poszłyśmy spać.. Budziłam się w nocy kilkakrotnie, nie mogąc spać. Co chwilę śniły mi się jakieś dziwne sny..

- Pobudka ! - krzyknął ochroniarz i rzucił Nam do pokoju nasze rzeczy, które zostały schowane.

- Co się stało? - zapytałam i rozejrzałam się po pokoju, w którym nie było Jenny.

- Uciekaj stąd! - krzyknął. - Ktoś na nas nasłał policję! - krzyczał. - Masz tutaj rzeczy i uciekaj jak najdalej, w środku masz pieniądze. Wyjedź stąd.

- A co z Marcusem?! - szukałam ciuchów w pośpiechu.

- Zapomnij o Nim! To koniec! - krzyczał.

Szybko się przebrałam, zabrałam swoje ciuchy.. Nie mogłam pobiec na dół i po prostu wyjść, no mogę. Przecież jest tam tylne wyjście, może jeszcze tam nie dotarli. Uchyliłam drzwi, wychyliłam głowę. Nie było żywej duszy, szybko i cicho przeszłam korytarzem, usłyszałam że ktoś idzie i postanowiłam się schować. Później się rozpędziłam i ukradkiem wyszłam tylnym wyjściem. Schowałam się za drzewem i obserwowałam akcję.

- Ale to nie prawda! - krzyczał Marcus. - Ktoś mnie wrobił! To Ona! - wskazał palcem na Jenny. 

- Co Ona tutaj robi? - zastanowiłam się. 

- Misty dziękuję. - pogratulował jej Policjant. 

- Gdyby nie obawa Carlosa o życie Belli to nie dalibyśmy rady. - odpowiedziała. 

- Carlos, Misty? Co Oni mają z tym wspólnego? - popatrzyłam jeszcze chwilę. I moim oczom ukazał się Carlos i jak dobrze pamiętam James. 

- On też? - zdziwiłam się. - Trzeba stąd uciekać. - założyłam kaptur na głowę i odeszłam. 

Poszłam do sklepu z perukami.. Kupiłam jakąś i od razu jej użyłam. Musiałam kupić jakieś inne ciuchy, chociaż żeby ja nałożyć. Nie mogłam pokazać się w domu, bo nie znałam adresu.. 

- Zaraz, zaraz. - usiadłam na ławce. - Przecież oddał Nam nasze rzeczy. - zajrzałam do plecaka, odnalazłam swój portfel i wszystkie rzeczy. Był tam też telefon. Włączyłam go i od razu dostałam wiadomość od Erica? - Kto to jest? - próbował się ze mną połączyć. - Zadzwonię.. 

Eric- W końcu się odezwałaś! - naskoczył na mnie. - Gdzie się podziewałaś? - pytał.
Bella- Spotkajmy się. - powiedziałam i się rozłączyłam. 
Eric - Gdzie? - zapytał. 
Bella - Jestem obok wejścia do parku, nie daleko stoiska z lodami. - rozejrzałam się. 
Eric - Już idę. - rozłączył się. 

Usiadłam na ławce, zauważyłam jakiegoś chłopaka który podszedł pod budkę, wyciągnął telefon i zadzwonił do mnie. 

- Gdzie jesteś? - zapytał, rozglądając się po parku. 

- Siedzę na ławce. - opisałam swój strój, no i chłopak podszedł. - Możemy porozmawiać gdzieś w miejscu.. Hum? Mniej publicznym? - spojrzałam na Niego spod ciemnych okularów. 

- Może jeżeli Ci to nie przeszkadza, to chodźmy do mnie do mieszkania? - zaproponował.

- Ok. - zgodziłam się i poszliśmy. 

Po chwili byliśmy u Erica, nie wielkie mieszkanie ale zawsze to swój kąt. Usiadłam w kuchni przy stole,chłopak zrobił herbatę i mogliśmy spokojnie pogadać. 

- Bella to Ty ? - zapytał i wskazał na moją perukę. 

- Tak to ja. - podeszłam do okna i zasłoniłam firanki. - Nie chcę aby ktoś Nas zobaczył. 

- Dlaczego nie wróciłaś do domu, tylko spotkałaś się od razu ze mną? - zapytał. 

- Muszę gdzieś się pozbierać,nie chce wracać do domu na razie. Mogę zostać u Ciebie kilka dni, aż sprawa ucichnie? - spojrzałam na chłopaka. 

- No dobra. - powiedział nie chętnie. - Ale opowiesz co się stało? Wyglądasz inaczej. 

- To przez perukę. - zdjęłam ją. - Dostałam podobno dużą dawkę tabletek gwałtu, to zatrzymało u mnie pamięć.. Ale minęło to już. Wszystko pamiętam. Ale chcę pobyć trochę w spokoju, za kilka dni wrócę do domu.. Tylko pozwól mi tutaj zostać. 

- Ale wszyscy się martwią. - powiedział. 

- Rodzice wyjechali. Carlos może się pomartwić, nie interesuję się tym, Jamesowi też nie zaszkodzi to. Nie interesuję mnie to teraz, muszę odpocząć od tego zgiełku. To mnie przytłacza. nie chcę wracać do domu, moja psychika jest jeszcze jak świeża rana. Nie mogę się opanować, mam jakieś dziwne sny.. Boje się. 

- Ale Oni się martwią! - podniósł głos. 

- No i co z tego? - zrobiłam to samo. - Jak pocierpią to nic im się nie stanie! Może i myślisz że jestem zimną suką, ale nie poradzę nic na to! Muszę odpocząć od tego, a nie mogę pójść nigdzie indziej.. 

- Opowiedz co się stało. - złapał mnie za dłoń. - Tak na spokojnie. - uśmiechnął się. 

Opowiedziałam mu całą historię, częściowo słuchał tego co mówię ale jak mówiłam mu co robiłam to wzdrygał się i oddalał trochę. No tak. A co się można spodziewać, po usłyszeniu czegoś takiego. Koleżanka, Przyjaciółka czy jak już tam woli, pracowała jako.. Grzecznie mówiąc Striptizerka. W CV tego nie napiszę, więc nie mam się czym chwalić. 

- Mogę spać na kanapie. - odezwałam się, aby przerwać ciszę. 

- Ja będę tutaj spał, no a Ty idź do pokoju. 

- Nie, nie. - lekko się uśmiechnęłam. - Dam Sobie tutaj radę. 

- Na pewno? - spojrzał na mnie. 

- Tak. Na pewno. 

Dlaczego mi to robisz? Dlaczego nie wrócisz do mnie, nie ukrywaj się. Znajdę Cię i będziesz moja już na zawsze, zawsze, zawsze.. Nieznajomy głos zamilkł. Obudziłam się sama nie do końca wiem gdzie. Było ciemno, a ja siedziałam na środku jakiegoś pokoju, przede mną był stolik i lampka która się zapaliła. Na przeciwko usiadła jakaś postać w kapturze.. Nie bardzo wiedziałam o co tutaj chodzi. Lekko się przestraszyłam, chciałam zamknąć oczy lecz nie mogłam. Miałam je na siłę jakby trzymane, chciałam oderwać wzrok także się nie udało. Siedziałam przerażona czekając na jakiś znak, czy gest. 

- No, no. - do stolika podszedł James. - Nie ładnie tak uciekać. - zaśmiał się. - Nie na darmo zapłaciłem.. - kiwnął głową. 

- O czym Ty mówisz? - spojrzałam na Niego. - Kochanie. Dobrze się czujesz? - zapytałam, nie widziałam jego oczu, miał je jakby ukryte. 

- Kochanie? - wybuchł niekontrolowanym śmiechem. - Mówisz do mnie Kochanie? - zaśmiał się. 

- A jak mam mówić? - przestraszyłam się, i chciałam wykonać krok do tyłu, który mogłam bo już stałam na nogach. 

- Oj. Oj. - pogroził mi palcem. - Uciekłaś do Marcusa, a teraz wracasz do mnie? - uderzył mnie w twarz. - Dla mnie nie istniejesz. - ponownie to zrobił. 

- James ! - krzyknęłam. - Opanuj się! 

- Maslow.. - powiedział Carlos który wszedł do pokoju. - Csii.. Przyjacielu. Nie warto. - podszedł do mnie. - Ona zginie z moich rąk. - wyjął ostry nóż i wbił mi go prosto w brzuch. 

Poczułam że moje ciało robi się zimne, byłam blada zupełnie blada. Jakby ktoś wyssał ze mnie całą moją energię życiową. Nie upadłam stałam dalej na nogach, chłopaki się odwrócili a ja zaczęłam biec.  
Biegłam ile sił w nogach, z mojego brzucha sączyła się gorąca krew. Czułam jak rozgrzewa moje chłodne ciało. Po chwili dotarłam do domu, usiadłam na kanapie. Do środka weszła Alice. 


- Pomóż mi. - poprosiłam. 

- Nie mogę. - powiedziała oschle. - Zostawiłaś mnie. Uciekłaś z Marcusem. James zaczął brać narkotyki, Carlos i Logan popadli w alkoholizm. A najgorsze jest to że Big Time Rush nie istnieje! 

- CO?! - czas się zatrzymał. 

- Ty Suko ! Cały świat kręcił się tylko wokół Ciebie! To przez Ciebie chłopaki rozwiązali zespół, to przez Ciebie Logan mnie zostawił. Chcę abyś zgniła. - powiedziała mi to z pustym wyrazem twarzy. 

W jednej sekundzie w domu znaleźli się Logan z Kendallem i James z Carlosem. 

- Przepraszam Was. - powiedziałam. - Widzieliście co się stało, to nie moja wina. - powiedziałam. 

W odpowiedzi dostałam tylko mocne uderzenie ze strony Alice.. Poczułam jak z moich ust płynie ciepła ciecz, to znowu moja krew, czuję jej smak jest słodki a zarazem cholernie gorzki. Poczułam zimno 
i ujrzałam znowu jak ktoś wbija mi ostre narzędzie w brzuch. Poczułam się lekko, jakby moje ciało odpływało. Z mojego brzucha cieknie ciemna wręcz czarna krew, a ja leże na zimnej podłodze wyciągam 
ręce do Przyjaciół. Ale Oni zostawiają mnie w spokoju.. Po chwili podchodzi mała dziewczynka, z blond włosami. 


- Kim jesteś? - zapytałam postaci. 

- Bella. Jestem Tobą. - uśmiechnęła się. 

- Pomóż mi. - wyjąkałam. - Proszę, nie pozwól mi umrzeć. - patrzyłam jak mała Ja odchodzi a za Nią idzie Carlos. - Błagam. - wyciągnęłam rękę do brata.

- Zrób to. - powiedział.

Dziewczynka wzięła do ręki pistolet, podeszła do mnie i wycelowała mi prosto w głowę. - zaśmiała się uroczo i odeszła.. 



Patrzyłam jak wszyscy podchodzą do mnie i śmieją mi się prosto w twarz. Nie czułam już nic, wszyscy odetchnęli z ulga. Chłopaki przestali korzystać z używek. Kendall wznowił pracę zespołu. Później
zobaczyłam Siebie samą, jak leżę w czarnych ubraniach z białą różą w wielkiej trumnie.. 

- Stop ! - krzyczałam, lecz nikt nie zwracał na mnie uwagi, widziałam samą Siebie jak leżę w trumnie, a ja byłam duchem. 

- Kochałem Cię, ale Ty tego nie zauważyłaś. - powiedział Kendall.

- Byłaś moją Najlepszą Przyjaciółką, zostawiłaś mnie chciałaś innego życia. - otarła łzę Alice. 

- Zawsze pozostaniesz w moim sercu. Rodzice nigdy Sobie tego nie wybaczą. Matka zwariowała. A Ojciec popadł w alkoholizm.. - skomentował Carlos. 

- Byłaś dla mnie wszystkim, nie pamiętam że był ktoś inny. Starałem się jak najbardziej, ale wolałaś Marcusa. - skomentował James. - Teraz żegnaj. - sypnął garść ziemi..

- NIE ! - krzyknęłam.

- Obudź się! - powiedział Eric. - Słyszysz? - zapytał. 

- Żyję? - pomacałam się po całym ciele. - Ale przecież. Carlos, James i Ja, znaczy moja mała Ja. - plątałam się. 

- To był zły sen. - przytulił mnie do Siebie. - Csii.. Zaśnij będę przy Tobie. - powiedział. 

Zasnęłam. Eric siedział przy mnie do rana.. 

- Zrobiłem Ci kawę. - zaprosił mnie do kuchni. 

- Dziękuję. - usiadłam przy stoliku. - Miałam jakiś koszmar w nocy. Carlos i James tam byli i w ogóle zabiła mnie Mała Bella. - powiedziałam a Eric słuchał uważnie. 

- Musisz wrócić do domu. - wstał i odstawił kubek. 

- Ale.. - za jąkałam się. 

- Żadnego ale. - powiedział stanowczo. - Wracasz dzisiaj. Zaraz Cię zawiozę. 

- Nie. Nie chcę aby ktoś Nas zauważył, możesz mnie wysadzić uliczkę przed domem? - zapytałam. 

- Ok. - kiwnął głowa. 

Wzięłam mój plecak i wyszliśmy. Eric przekręcił klucz w drzwiach i udaliśmy się do samochodu. Jechaliśmy w ciszy, aż chłopak włączył radio.

- Stój. - powiedziałam po ciszy. - Dziękuję. Dalej pójdę sama. - sięgnęłam do plecaka aby założyć perukę. 

- Po co to robisz? - zapytał. 

- Bo.. - spojrzałam na Niego i nie mogłam wydusić z Siebie słowa. - Muszę iść. Dziękuję. - zbliżyłam się do Niego i dałam mu całusa w policzek. 

- A to? - zdziwił się. 

- Dziękuję. - kiwnęłam głową i wysiadłam. 

Patrzyłam jak Eric odjeżdża i szłam w stronę domu, zatrzymałam się przed bramą lecz nie miałam odwagi wejść. Poszłam kilka kroków dalej.. I zadzwonił mój telefon. 

- Słucham? - odebrałam nie pewnie, ponieważ numer był zastrzeżony.

- Dlaczego to robisz? - głos w słuchawce był znajomy. 

- Kim jesteś? - zapytałam i rozejrzałam się dookoła. 

- Wróć do tego domu. Oni tam na Ciebie czekają. - szepnął. - Idź do Nich. - powtórzył. 

- Ale. - zrobiłam krok do tyłu.

- Wróć do Nich! - głos stawał się coraz głośniejszy i bliższy.  

- Co Ty tutaj robisz?! - odwróciłam się do Erica. - Przecież wracałeś do domu. - powiedziałam. 

- Wiedziałem że tam nie wrócisz.. - chwycił mnie za rękę. - Jeżeli Ci zależy, to wrócisz do Nich. - jego usłyszałam łomot jego serca. - Zrób to, idź do Nich. 

- Nie umiem. Nie umiem im teraz spojrzeć w oczy, boje się że zaczną mi wytykać moje błędy. - usiadłam na chodniku. - Carlos i tak już kiedyś mi to wytykał, że pracowałam u Niego. Że się sprzedałam i miał rację.. Byłam tanią dziwką. Więc teraz też nie zmieni zdania. - spuściłam głowę a chłopak kucnął na przeciwko mnie. 

- Nikt tak nie myśli. Carlos strasznie przeżywa to Twoje porwanie. Nie zdajesz Sobie sprawy z tego jak bardzo im Ciebie brakuję.

- Proszę. Przenocuj mnie jeszcze jeden dzień, jutro na pewno wrócę do domu. Ale nie dzisiaj.. - spojrzałam w stronę chłopaka. 

- Ech. - spuścił głowę. - Chodź. - pomógł mi wstać i poszliśmy.

Wróciliśmy późnym popołudniem, a może wieczorem. Nie liczyłam czasu, szwendaliśmy się po mieście i trochę po sklepach. Kupiliśmy coś na kolację i wróciliśmy jeszcze raz do jego mieszkania. Usiadłam w salonie i czekałam na Erica, który był w kuchni i robił coś do jedzenia, w momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Podeszłam zobaczyć kto to. Odskoczyłam natychmiast. 

- Eric. - szepnęłam.  - Carlos przyszedł do Ciebie. - ręce zaczęły mi drżeć. - Idę się schowam gdzieś, tak żeby mnie nie zauważył.. - udałam się do ucieczki. 

- Stój. - złapał mnie za dłoń. - Jesteś tego pewna? - zapytał.

- Proszę.. - spojrzałam na Niego i puścił moją dłoń.

Wszyscy dzielą swoje blogi na 2 części, też o tym myślałam ale zastanawiam się.. Może dojdę do 50 rozdziału i chłopaki opuszczą Los Angeles.. Tak żeby poznali więcej światu.. ♥ . 

5 komentarzy:

  1. Super rozdział! Czeaam xo PS A końcówka boska

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie nie tylko koncowka byla boska. Caly rozdzial byl boski. Ten sen na poczatku jak Bella i Carlos byli mali. Cos jej sie przypomina. A dalej? W pewnych momentach mialam dreszcze brr :) Swietny roz

    OdpowiedzUsuń
  3. Podobał mi się ten flashback. On był taki... fajny. Czasy dzieciństwa, takie sweet i sentymentalne. Ja wiem, Bella będzie odzyskiwała pamięć etapami. Trochę mam do Ciebie żal, bo chętnie przeczytałabym kilka notek o tym jak Bella przez jakiś tydzień, czy dwa funkcjonuje z ludźmi, których wydaje się, ze nie zna. Bez żadnych snów, czy przebłysków. Wiesz, co mam na myśli. Ale to moje zdanie. Trudno. Zrobiłaś, jak uważasz. Notka świetna. czekam na nn! Pozdrawiam. Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam nadzieję, że Bella wróci i będzie musiała patrzeć na jednoczesny uśmiech chłopców wywołany jej powrotem, a jednocześnie smutek, że ich nie pamięta.
    Byłoby znacznie ciekawiej. Ale i teraz robi się zabawnie, bo Carlito przyszedł.
    Czekam! :*
    I zapraszam ;d http://this-love-is-forbidden.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział i ta końcówka <3
    Czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń