niedziela, 23 listopada 2014

Part 41.

Oczami Carlosa. 

- Mogę ? - zapytałem kumpla, stojącego w fartuszku.

- Jasne. Wejdź. - odsunął się a ja wszedłem do środka, od razu poczułem kobiece perfumy. - Jeżeli masz gościa to przyjdę jutro, ogólnie chcieli wszyscy przyjść ale jest późno i jestem sam.

- Nie, nic nie szkodzi. Czekam na Przyjaciółkę, umówiłem się. - wydukał. - Ale jeszcze nie przyszła. Więc chodź.

- Nie chcę przeszkadzać. - wycofałem się.

- Nie gadaj. Właź. - zaprosił mnie do środka. - Niczym się Panna wystroi to minie chwila. - zaśmiał się.

- Ok. - powędrowałem w stronę kuchni. - Widzę że będzie romantyczna kolacja. - spojrzałem na puste opakowanie po Lasagne.

- Takie coś na szybko. - machnął ręką. - Napijesz się czegoś?

- Nie dzięki, jestem samochodem. - powiedziałem. - Dobra. Może wpadnę jutro z ekipą, to pogadamy. - uśmiechnąłem się i przybiłem piątkę kumplowi. - Udanego wieczoru. - mrugnąłem porozumiewawczo.

- No dzięki. To do jutra. Na razie. - Eric poszedł za mną i zamknął drzwi.

Wracając do domu miałem ochotę się napić, ale postanowiłem że tego nie zrobię. I wróciłem prosto do mieszkania. Zaparkowałem. I udałem się do domu, gdzie czekała kolacja przygotowana przez Jamesa.

- Eric coś mówił? - zapytała Alice, rozstawiając szklanki.

- Nie. Miała go jakaś Panna odwiedzić, więc pójdziemy do Niego jutro. - kiwnąłem głową i nakładałem Sobie sałatkę.

- No dobra. - westchnął James. - Smacznego. - uśmiechnął się.

- Smacznego, smacznego.

Narrator - Mieszkanie Erica.

Gdy Carlos wyszedł Bella opuściła swoją kryjówkę. Ericowi wydawało się to trochę dziwne.

- Widziałaś to? - zapytał. - Czy to widziałaś? - zdenerwował się. - Widziałaś co ja musiałem ściemniać Carlosowi?

- Przepraszam. - splotła ręce i spojrzała w podłogę. - Ja to wszystko wytłumaczę, po prostu się boje co Sobie pomyślą o mnie. - szepnęła.

- Nic nie pomyślą. - podszedł do Niej i uniósł jej podbródek. - Wszystko będzie dobrze. - przytulił ją.

- Dziękuję. - powiedziała i odsunęła się od Niego. - Mogę wrócić do Nich po południu? - zapytała.

- Jasne. A teraz chodź na kolację. - powiedział i poszli do kuchni.

Eric i Bella spędzili trochę czasu ze Sobą. Dziewczyna poszła się położyć spać a Eric jeszcze posprzątał po kolacji i wrócił do Siebie.

Oczami Jamesa.

Pogrzebałem w talerzu i odniosłem go do kuchni. Napiłem się herbaty i poszedłem do pokoju. Odtworzyłem koncert Belli i wpatrywałem się jak w obrazek. 

- Co robisz? - do pokoju wślizgnął się Carlos. 

- Oglądam koncert Belli. - pokazałem koledze i usiadłem w wygodnej pozycji. - Możemy pogadać? 

- Zabawne. - zaśmiał się i spuścił głowę. - Miałem o to samo zapytać. 

- Może jutro dowiemy się więcej od Erica? - spojrzałem na Losa, a On bawił się piłką. 

- Spędził z Nią trochę czasu, ale nic nie wiadomo. - odwrócił głowę i podszedł do okna opierając dłonie na parapecie. - A ten wesoły gej? - wbił wzrok we mnie. - Może On coś wie? 

- Pablo? Oj wątpię. Nikt nie ma do Niego numeru, a do jej Managera też nikt. - jęknąłem i walnąłem się na łóżko. 

- To ja już nie wiem co mamy robić. - jego głos się załamał. 

- Będzie dobrze.. - za pauzowałem. - Chyba. - za jąkałem się. 

- Chyba? - powtórzył Los. - Ona żyje, na pewno. Przecież ją widzieliśmy w klubie. To była Ona. Taka skromna i żywa. - podkreślił ostatnie słowo. 

- No właśnie. Żywa. - zamyśliłem się. - A jak Ona została przez Niego pobita, albo skatowana na śmierć? - zapytałem cicho. 

- Maslow! - krzyknął. - Wróć do rzeczywistości! - uderzył mnie w ramię. - Bella żyje! - powiedział. - Ja to czuję.. - złapał się za serce i udał się do drzwi. - Trzymaj się Stary. Dobranoc. - wyszedł. 

- A może najlepiej będzie, jak ja zapomnę o Niej? Może nie żyje? - zastanowiłem się. - Stój! - powiedziałem do Siebie. - Ocknij się Ona żyje. Jest cała i zdrowa. Czasami się zastanawiam, dlaczego jestem taki głupi.. - poszedłem do łazienki i spojrzałem w lustro. - Maslow. - mówiłem do idioty który stał przede mną. - Bella żyje. Nie masz prawa mówić że jest inaczej. Ona czeka na Ciebie, jest cała i zdrowa.
Walczy do samego końca, nie opuściła by nigdy mnie i Carlosa. - obmyłem twarz i wróciłem do pokoju, spojrzałem przez okno. - Bella. Gdziekolwiek jesteś wiedz że Cię kocham i będę czekał na jakiś 
znak od Ciebie. Chcę wiedzieć że żyjesz. Proszę. - spojrzałem w niebo. Było piękne pełne gwiazd. Zauważyłem spadającą gwiazdę i pomyślałem życzenie, chociaż wiem że takie rzeczy zdarzają się tylko
w romantycznych komediach. Ale to już jakiś znak. - Dobranoc Kochanie. Dobranoc. - Położyłem się i zasnąłem. 


Narrator. Mieszkanie chłopaków.

Już o 7 chłopcy byli na nogach. Logan musiał jechać do studia nagrać swój wokal, Kendall wziął sie za trening, James postanowił iść na siłownię aby odreagować stres. A Carlos. Carlos nie mógł spać. 
Zdążył już wypić kawę, posprzątać w domu i zanim się obejrzał była już późniejsza godzina. 

- Alice. - przywitał się z koleżanką. - Chodź ze mną, pójdziemy na jakieś zakupy, nie mamy bardzo nic w lodówce. - spojrzał i się załamał. - A mam przeczucie że dzisiaj się coś wydarzy. 

- Przeczucie? - dziewczyna się zachichotała i wzięła łyk kawy. - No dobra. Zrobimy listę potrzebnych rzeczy i możemy jechać. 

- Dobra. Pójdę wyprowadzić samochód. - uśmiechnął się. 

Carlos i Alice udali się do marketu na zakupy, wzięli koszyk i przesuwali się pomiędzy alejkami.. 

- Wczoraj rozmawiałem z Jamesem. - powiedział biorąc z półki czekoladę. 

- O czym? - zapytała. 

- O Belli. - zatrzymał się i spojrzał przed Siebie. 

- Ej. - pogłaskała go po ramieniu. - Ona się odnajdzie. Jestem tego pewna, przecież się z Nią widzieliście. 

- No i co z tego? - wziął do ręki batonik. - A jak ten Skurwiel ją gdzieś zabrał? - zgniótł ze złości zawartość opakowania i odłożył na miejsce, czerwieniąc się. 

- Nigdzie jej nie zabrał. Ona się znajdzie.  pocieszyła go. - Zobaczysz, za kilka dni wróci do Nas. - poklepała go i ruszyli dalej. 

- Dobra. - otrząsnął się. - Ona żyje i wróci do Nas nie długo. - uśmiechnął się i poszli dalej. 

Po zakupach wrócili do domu. Kendall już zdążył wrócić więc pomógł rozpakowywać zakupy. Zaraz z siłownie wrócił James w dobrej formie i około 13 przyszedł Logan. 

- Idziemy do Erica? - zapytał Carlos. 

- Ale tak bez zapowiedzi? - wtrącił James. 

- Nie zajmiemy mu dużo czasu, godziną może trochę mniej a później wrócimy do domu. - powiedział Logan. 

- Godzina? - zapytał zdziwiony Kendall. 

- No. Zapomniałem Wam powiedzieć. - podrapał się po głowie chłopak. 

- Co? - zapytała Alice.

- Jedziemy na wakacje, zero pracy tylko luz i odpoczynek. 

- A gdzie? - zapytał zaciekawiony Kendall. 

- Tutaj mam wszystko napisane. - pomachał kopertą Henderson. 

- Pokaż, pokaż. - wtrąciła Alice. - Nie wierzę. - uśmiechnęła się, czytając. 

- Gdzie jedziemy? Mów! - krzyknęli chłopcy.

- Miami ! - podskoczyła z radości. 

- Woo hoo ! - krzyknęli chórem. 

- Skoczę pod prysznic, i pójdziemy  do Erica. - powiedział Maslow.

Prysznic James trwał, trwał i trwał. Po 2 godzinach Carlos postanowił do Niego pójść. 

- James. - zapukał do drzwi łazienki. Ale nic nie odpowiadało. Zdenerwował się, i wziął z jego pokoju spinkę Bell. Szybkim sposobem wtargnął do łazienki. - James. - szturchnął go. 

- Co? - otworzył oczy. - Sorry.. - powiedział. - Ale mi się przysnęło, postanowiłem wziąć kąpiel. Zaraz wychodzę. - oznajmił. 

- Ok. - Carlos poszedł na dół i powiedział wszystko znajomym, wszyscy byli ubawieni tą historią. 

James nie za bardzo się spieszył, więc z domu wyszliśmy około 17. Szliśmy wolnym krokiem i nabijaliśmy się z Maslowa. 

- To nie jest śmieszne. - powiedział po raz setny i zaśmiał się ze swojej głupoty. 

Carlos znowu chciał się pośmiać z chłopaka i pokazać jego minę jak się obudził, postanowił więc odwrócić się do Przyjaciół i iść przodem do Nich.. 

- Uważaj jak chodzisz! - krzyknął do przechodzącej obok dziewczyny, którą potrącił. 

Dziewczyna spojrzała na Niego zza ciemnych okularów i szybko go wyminęła. A On dziwnie na Nią spojrzał.. 

- Znasz ją? - zapytał Kendall. 

- Nie. Ale możesz uważać jak chodzisz! - krzyknął a dziewczyna pobiegła przed Siebie. 

- Uspokój się. - powiedział Logan. - Nie psuj wieczoru przez jakąś dziewczynę. Chodźcie. - powiedział i szli dalej. 

Eric bardzo się zdziwił wizytą gości, ale ucieszył się że jednak przyszli. 

- No niestety ale nie mam żadnych ciasteczek. - zaśmiał się. - Ale mogę Was poczęstować czymś mocniejszym. - poruszył brwiami. 

- Spoko, spoko. - ucieszył się Logan. 

Przyjaciele siedzieli, rozmawiali i popijali piwo. 

Oczami Belli.

Wyszłam z domu i postanowiłam się przejść, może nikt mnie nie pozna. No w tej peruce to raczej nie możliwe. Nie zwracałam na Siebie żadnej większej uwagi. Więc mogłam spokojnie Sobie iść. 
Nagle wpadłam na jakiegoś chłopaka.. O Matko. Przeraziłam się. To Carlos, ale co On tutaj robi? - zadałam pytanie sama Sobie. 

- Uważaj jak chodzisz! - krzyknął. Ten głos odbijał się w mojej głowie jak echo..

Zamarłam stanęłam chwilę patrząc na Niego i pobiegłam jak najdalej od Niego. Chciałam się zatrzymać i powiedzieć mu całą prawdę. Ale się strasznie bałam. Pobiegłam nie daleko domu, usiadłam na chodniku i siedziałam tak dłuższą chwilę. Gdy trochę zmarzłam wracałam do Erica. Gdy podeszłam do drzwi usłyszałam jakieś śmiechy. Może zaprosił kumpli. - pomyślałam. Bez zastanowienia weszłam, zobaczyłam na wieszaku kurtkę..

- O nie. - szepnęłam. - Cholera. James. - powiedziałam i zatrzasnęłam mocniej drzwi. 

- Eric chyba ktoś przyszedł. - powiedziała Alice. 

- Przepraszam. - odstawił butelkę z piwem. - Co Ty tutaj robisz? - zdziwił się na mój widok. - Przecież wszyscy tutaj są. - powiedział i wskazał na salon.

- I co mam wyjść? - zapytałam ze złością. 

- Nie.. Poczekaj. - uśmiechnął się. - Chodź. - złapał mnie za rękę. - To jest moja kuzynka, jest u mnie kilka dni bo jej Rodzice wyjechali, a ja się Nią zaopiekowałem. - powiedział. 

- Cześć. - powiedzieli wszyscy. 

- To jest Carlos, Kendall, Logan, James i Alice. - wskazał na wszystkich. 

- Hej. - zmieniłam głos, aby wydawał się trochę zachrypnięty. - Jestem Rozalia. - machnęłam dłonią. 

- To na Ciebie dzisiaj wpadłem. - zorientował się Carlos. - Przepraszam najmocniej. 

- Nic się nie stało. - powiedziałam.. Zamordowałabym Cię jakbyś coś schrzanił. 

- Może usiądziesz z Nami? - powiedział James. 

- Nie, nie chcę Wam przeszkadzać. - uśmiechnęłam się. 

- Oj chodź. - zaproponował Eric. - Siadaj.

Chciałam zabić go wzrokiem, ale postanowiłam że pogadamy później.. Usiadłam obok Jamesa, ten cały czas mi się przyglądał.

- Coś się stało? - zapytałam. 

- Nie. Ale dlaczego nie zdejmiesz okularów? - zapytał i chciał mi je zdjąć. 

- Mam zapalenie spojówek. - hm. Dobre kłamstwo, pochwaliłam się sama w myślach. - Muszę chodzić w okularach. - Przepraszam ale położę. Miło było Was poznać. Dobranoc. - pożegnałam się i poszłam
na górę. 

- No.. My też będziemy się zbierać. - wstał James. - Trochę się zasiedzieliśmy. - spojrzał na zegarek, który wskazywał 20.

- No ok. 

Chłopaki pożegnali się z Ericiem, gdy już wyszli postanowiłam do Niego zejść. I patrzyłam jak odchodzą.. 

Oczami Erica.

- Tęsknisz za Nimi? - zapytałem Eric. - podając jej kubek z herbatą. 

- A jak myślisz. - odwróciła się  w moją stronę. - Już bym chciała przytulić Jamesa, powygłupiać się z Carlosem i chłopakami i popieprzyć głupoty z Al. - westchnęła.

- Jutro z rana do Nich idziesz! - poszedłem na górę.

Oj. Trochę się zdenerwowałem. Ale musi ich powiadomić że nic jej nie jest. 

Eric. - zapukała do jego pokoju. - Mogę wejść? - zapytała. 

- Jasne. - otworzyłem jej drzwi. - Co chcesz? 

- Chce abyś zadzwonił do Carlosa i pogadam z Nim. - szepnęła. 

- Serio? - zdziwiłem się. 

- Tak. Nie, nie, nie. To za wcześnie. - plątała się. 

- Za późno dzwonie. - pokazałem na telefon. 

Eric - Carlos.
- Eric : No siema, jesteście w domu? - wziąłem na głośnik. 
- Carlos : No właśnie wszedłem do pokoju. Stało się coś? - przejął się, czułem to w jego głosie. 
- Eric : Nie, nie. Ale chciałem abyś z kimś porozmawiał. 
- Carlos : Z kim? 
- Eric : To ja Was zostawię samych. - uśmiechnąłem się i podałem telefon Blondynce, a sam wyszedłem z pokoju.

Carlos - Bella.

- Carlos : Halo. - powiedział. 
- Bella : Cześć. - powiedziała łamiącym i delikatnym głosem.
- Carlos : Bella? - zapytał nie pewnie.
- Bella : Przepraszam. - wydusiła z Siebie. - Nie denerwuj się, wrócę do domu. Wytłumaczę Wam wszystko. Ale nie przychodź do Erica. 
- Carlos : Nie ruszaj się stamtąd! - krzyknął. - Ja zaraz tam będę. 
- Bella : Nie. Carlos. Ja jestem tutaj na chwilę, chciałam aby ktoś użyczył mi telefonu, wrócę do domu niebawem. Nie martw się o mnie. Przepraszam. Kocham Cię. - rozłączyła się.
- Carlos : Bella!! 


- Zadowolony jesteś z Siebie!! - krzyczała. - Teraz nie da mi żyć! 

- Uspokój się. - chwyciłem ją za ramiona. - Otrząsnij się. Jutro wszystko wróci do normy. 

- Gówno wiesz! Nic nie będzie takie samo, nigdy. On zaraz tutaj będzie, bo chcę się upewnić czy mnie tutaj nie ma. 

- Co?! - otworzyłem usta ze zdziwienia. - Jak to? 

- No normalnie. Chcę tutaj przyjechać i sprawdzić czy jestem. 

- Nie może tutaj przyjechać, bo nie może. - patrzyłem jej prosto w oczy. 

- Co mam zrobić? - osunęła się lekko na podłogę, ja chcę im to wszystko wytłumaczyć jutro.. 

- Eric ! - do mieszkania wszedł Carlos. - Gdzie jesteś? Wiem że Bella jest z Tobą. - krzyczał. 

- Widzisz? - powiedziała. - Co mam zrobić?

- Schowaj się gdzieś. - podrapałem się po głowie. 

- Gdzie? - zapytała. 

- Wyjdź przez balkon, i schowaj się gdzieś. - wskazałem na drzwi balkonowe. - To takie banalne, ale nie mam innego pomysłu.. - potarłem ręce. - Normalnie należy mi się Oscar. - uświadomiłem to Sobie i pomogłem wyjść Belli z domu..

- Należy Ci się wizyta u lekarza! - lekko się zdenerwowała.

- Ok.

- Stringer! Gdzie jesteś? - denerwował się Los. 

- W pokoju. - odpowiedziałem na luzie.

Carlos wpadł do pokoju jak oszalały. A ja spokojnie siedziałem i czytałem gazetę. 

- Gdzie Ona jest? - zapytał 

- Była na moment, powiedziała że musi skorzystać z telefonu i nie wiem gdzie jest. Chciałem ją zatrzymać, ale się nie udało. Nawaliłem. - odłożyłem gazetę i schowałem twarz w dłoniach. 

- Przepraszam. - usiadł - Przepraszam. Wrócę do domu i będziemy czekać dalej. - powiedział i wyszedł. 

Gdy Carlos opuścił moje mieszkanie, Bella wróciła do środka. 

- Widzisz? - zapytał. - Nie chcę Cię obrazić ale muszę.. - to nie brzmiało dobrze. 

- Przepraszam. - spuściłam głowę, coraz częściej Przepraszałam i się tak zachowywałam. 

- Nie Przepraszaj mnie. Tylko swoich Przyjaciół.. Zaraz, zaraz. To nadal Twoi Przyjaciele? - zapytał z ironią. - Bo śmiem wątpić, ukrywasz się przez Nimi. Nie dajesz znaku życia. Zachowujesz się jak 
rozkapryszona gówniara! Żal mi Ciebie, jesteś gorsza niż. W ogóle po co ja się tutaj produkuję? Do Ciebie to i tak nie dotrze, ciągle mówisz że pójdziesz tam a Ty nic. Siedzisz tylko na dupie i nic nie robisz. Jesteś wyblakłą gwiazdką, której nie udało się wybić i która skończyła w burdelu i stała się ponownie dziwką.. Która boi się stanąć twarzą w twarz z ludźmi którzy się o Nią naprawdę martwią. Rozumiem to że masz problem, ale wrócić do domu cała i zdrowa, wiedzieć że ktoś tam na Ciebie czeka to nie jest żaden wyczyn.. Ktoś mi kiedyś powiedział.. A z resztą po co ja się tak produkuję? - zadałem pytanie Sobie. - Jak i tak zrobisz to co zechcesz.

Bella spojrzała na mnie, i w jej oczach pojawił się smutek. Przegiąłem, ale musiałem powiedzieć co o tym myślę. Zdałem Sobie po chwili sprawę, co takiego powiedziałem.

- Przepraszam. - próbowałem ją przytulić.

- Jest ok. - powiedziała. - Jestem wyblakłą gwiazdą i dziwką bez aspiracji, to nie mój pierwszy raz gdy wylądowałam w takim miejscu więc masz prawo tak myśleć. - zaśmiała się z Siebie. - Nie mam co tutaj szukać. Może się wyprowadzę, a karierę zostawię bardziej utalentowanym. Pójdę się położyć. - wstała i wyszła.

- Bella.. - szepnąłem. - Nie chciałem. - wychyliłem się zza drzwi.

- Spoko. - odpowiedziała. - Wezmę się za Siebie i spróbuję wyjść na prostą. - posłała mi uśmiech. 

Nie mogłem zasnąć przez pół nocy, spoglądałem co chwilę na zegarek. Aż w końcu zmęczyłem się i zasnąłem. Rano szybko wziąłem prysznic, po czym wesoło zszedłem na dół, łóżko było pościelone. A na stoliku widniała kartka.

' Przepraszam. Wróciłam do domu, chcę wszystko naprawić. Twoja produkcja na coś się przydała, przez noc przemyślałam kilka spraw. Masz rację. Może i skończyłam w burdelu jako tania zabawka.
Ale postaram się to naprawić. Dziękuję! ' 

Ucieszyłem się bo mogę się skupić na Sobie i zacząć swoją karierę. - Hollywood nadchodzę !

Jeszcze może Was trochę pomęczę sytuacją z Bellą.. Ale będą też inne wątki, zostałam zainspirowana ♥ . Szkoda że tak mało osób to komentuję, ale może większość nie chcę dodawać swojego zdania.


7 komentarzy:

  1. Jezu czemu Bella tyle zwlekała z tym żeby wrócić do przyjaciół? Ciagle sb powtarzałam Nie zwlekaj. Zrób to szybko. Dobrze, że jednak Eric jej pocisnął. Warto było. Rozdział suuuper :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się, dobrze, że Erick jej wreszcie wszystko powiedział! Musi się dziewczyna ogarnąć, bo przyjaciele za nią tęsknią.
    Super rozdział i czekam na nn ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja Ci komentuję, przecież... I to calutki czas, o tak...
    Trochę się cieszę, że wątek Belli jest "długawy", bo jest bardzo ciekawy. Muszę przyznać, ze Eric zyskał w moich oczach niczym Peter Parker powracający na dobrą drogę. Wydawało mi się, że bardziej na rękę byłoby mu nowe kreowanie historii Belli. A tu proszę... Takie zaskoczenie. Chociaż z drugiej strony... "Dobrze, jak nie za dobrze." A może to dobry materiał na przyjaciela... Może... Czekam na nn! Notka jak zwykle świetna. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. O jejku, a ja wciąż nie skomentowałam.
    Nieporadna ja.
    Bardzo się cieszę, że napisałaś tak długi rozdział.
    A Eric zachował się jak facet.
    O jeju, Carlito przyszedł! Co teraz? Czekam! ;*
    I zapraszam ;d
    http://this-love-is-forbidden.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie jestem przyzwyczajona do czytania długich rozdziałów ale ten świetny ;3 Cały czas coś się dzieje i nie przynudzasz ;) Czekam na nn ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale emocjonujący ,cudowny rozdział <3
    Przepraszam ,że tak późno komentuję ,ale miałam problemy z internetem.
    Czekam na nn :**

    OdpowiedzUsuń