niedziela, 7 grudnia 2014

Part 42.

Byłem spokojny o Bellę, w końcu wróci do domu i powie chłopakom co się wydarzyło. Odwiedzę ich, może nie dzisiaj ale już jutro. Niech się Sobą nacieszą. Mogłem w spokoju usiąść przed telewizorem z piwem i na spokojnie bez żadnego zbędnego natłoku myśli. Zmęczony ciągłym proszeniem Belli o powrót, nawet nie zauważyłem że nie mam nic w lodówce. Czas na zakupy, nie lubię tego robić ale muszę. Czas znaleźć Sobie dziewczynę bo życie samemu jest trudne..

Oczami Alice.

Strasznie się cieszę nas te wakacje, ale jak chłopaki chcą wyjechać bez Belli? Tego Sobie nie wyobrażam. Pewnie będą czekali z jej powrotem. 

- Logan? - szepnęłam do śpiącego chłopaka. 

- mhmm.. - mruknął. - Nie śpię jak Ci o to chodzi. 

- haha.. - zaśmiałam się. - Jak wyobrażacie Sobie wakacje bez Belli? - wyskoczyłam z pytanie znienacka. 

- Nie wiem. - otworzył oczy. - Carlos chyba nie chętnie pojedzie.. Będzie chciał zostać i czekać na siostrę. 

- Ale.. - przerwałam i podniosłam głowę. 

- Coś się stało? - zapytał Logan. 

- Słyszałam trzaśnięcie drzwiami, chodź to sprawdzimy. - pociągnęłam chłopaka na dół. 

- Założę spodenki i pójdziemy.

Zeszliśmy na dół i zobaczyliśmy mocno zdenerwowanego Losa otwierającego wódkę.. 

- Co jest? - zapytał Logan. 

- Serio chcesz wiedzieć? Serio? -  zapytał zdenerwowany. 

- No tak. - odpowiedziałam. 

- Eric się stał! - przechylił kieliszek z zawartością, nie zmieniając swojej miny. 

- Co? - nie wiedziałam o co chodzi chłopakowi. 

- Bella była u Erica. - powtórzył. 

- I nic Nam nie powiedział? - Logan zacisnął pięści.

- Chciała skorzystać z telefonu i powiedzieć że żyje. - odpowiedział i zabrał wódkę ze Sobą. 

Długo się zastanawiałam nad tym co mówił Carlos, z ciekawości spróbowałam zadzwonić na numer Belli.. 

- Szlak! - krzyknęłam. - Teraz możemy zapomnieć o jakimkolwiek kontakcie z Nią.. - Nie ma co. Nie będę się nad tym zastanawiała, położę się. Jedziemy na wakacje i pozostawię swój umysł czysty.

Kręciłam się z jednej strony na drugą, nie mogąc zasnąć. Wiedziałam że Bella żyje ale nie wiedziałam gdzie jest.. A jak Nas opuściła? Co ja zrobię? James się załamie, a Carlos? On tego nie przeżyję przecież to jego siostra.. Nie mogą bez Siebie żyć. Wstałam późno ale było warto.

- Kochanie. Przyniosłem Ci śniadanie. - do pokoju wszedł Logan z tacą na której było śniadanie. 

- Dziękuję. Ale co się stało? - zapytałam rozbawiona. 

- Wyjeżdżamy dzisiaj wieczorem. 

- Ale mieliśmy jechać jutro rano. Dlaczego zmieniliście plany? - odstawiłam tacę.

- Chłopaki chcą wyjechać dzisiaj, zanocować gdzieś i żeby rano być na miejscu. A poza tym, mamy kierowcę. - uśmiechnął się triumfalnie. 

- O nie! - podniosłam się z łóżka. - Nie będę całą noc prowadziła, bo też chcę odpocząć. 

- Nie, nie. Jedzie z Nami Dan nasz kierowca, zawiezie Nas a potem po Nas wróci.

- To co chcesz ode mnie? - przekręciłam głowę i spojrzałam na Logana. 

- Pomożesz mi się spakować. - wystawił rząd swoich śnieżnobiałych zębów. 

- Oj Logan. - klepnęłam go w ramię, było mówić tak od razu.. 

Pomogłam się pakować Loganowi później zajrzałam do Carlosa.

- Jak tam? - zapytałam siadając na łóżku. 

- Kończę się pakować, jak widzisz. - spojrzał na niewielką walizkę. - A Wy jak tam? Spakowani? - zapytał. 

- Tak, tak. - kiwnęłam głową. 

- To dobrze. Ja też już kończę. - wrzucił do środka ostatnią koszulkę. - Możemy jechać. - dodał ze sztucznym uśmiechem. 

- Carlos. Co Ci jest? - spojrzałam na chłopaka, gdy siadał na kawałku łóżka. 

- Nic. Dlaczego pytasz? - spojrzał na mnie z dołu. 

- Widzę. Chodzi o Bellę? Że nie ma jej z Nami. Tak? - chyba uderzyłam w jego czuły punkt. 

- Nie rozumiem dlaczego nie chcę się pojawić.. Co my jej takiego zrobiliśmy? Przecież wie że tęsknimy. Co ja mam powiedzieć Rodzicom? Dzwonią co drugi dzień a ja nie mówię nic, cały czas kłamię. W końcu się domyślą że coś jest nie tak. A jak nie wróci? 

- Wróci. - uśmiechnęłam się. - Musimy dać jej czas. 

- Ile potrzebuje tego czasu? Dzień, dwa, trzy, cztery? Czy może tydzień? - wyliczał na palcach. 

- Musisz odpocząć, teraz musisz się oderwać od tych myśli. Jak wrócimy to Ona już tutaj będzie, na pewno. Wróci. 

- Zostawię jej kartkę na stole w kuchni, jak wróci to na pewno ją odczyta. Będzie wiedziała gdzie jesteśmy. Może się odezwie. - chłopak złapał kartkę i długopis. 

- Bądźmy dobrej myśli. - zerknęłam na zdjęcie Losa i Belli, które stało na biurku. 

Dan przyjechał po południu, więc wyjechaliśmy wcześniej niż planowaliśmy. Atmosfera która panowała była dość dziwna.. Carlos się więcej uśmiechał, jakby zapomniał że nie ma Belli, to trochę niepokojące. 

- Wszystko ok? - spojrzałam na Carlosa. 

- Nie chcę psuć wyjazdu. Problemy zostawiłem w domu. - uspokoił mnie i patrzył przez okno. 

- Gdzie mam Was zawieźć? - krzyknął Dan. - Bo nie bardzo wiem do jakiego hotelu jedziemy.. - zaśmiał się. 

- Nie jedziemy do hotelu, moja kuzynka Nas przenocuję. - odezwał się Kendall. 

- To świetnie. - ucieszyliśmy się. 

- Podaj adres. - wtrącił Dan. 

- Już, już. - Kendall podyktował adres do Dana. 

Oczami Kendalla.

Dan dostał ode mnie konkretny adres i dojechaliśmy szybko, kuzynka bardzo się ucieszyła że ją odwiedziłem. Dan odjechał a my poszliśmy w stronę domu. Zapukałem ale nikt nie otwierał, dzwoniłem
dzwonkiem ale też cisza. Chciałem już iść do jakiegoś hotelu, ale zamek w drzwiach się przekręcił. 

- Kendall. - drzwi otworzyła moja kuzynka. - Już chciałeś wracać? - zaśmiała się. - Zapraszam do środka, czekaliśmy na Was. 

- Właśnie widziałem, zamknięte drzwi i głucha cisza. - uśmiechnąłem się. 

- Brad wszystko zamknął, ostatnio były włamania i woli się zabezpieczyć. - zamknęła drzwi. 

- Rozumiem. - kiwnąłem głową. - Nie będziemy przeszkadzać? 

- Nie. Goście u Nas są zawsze miło widziani. Dawno się nie widzieliśmy. Chodźcie pokaże Wam pokoje i coś zjemy. Jesteście głodni? - zapytała. 

- Bardzo. - kiwnąłem głową, i mój brzuch dał o Sobie znać. - Przepraszam. - zaczerwieniłem się. 

- Nic nie szkodzi, chodźcie rozpakujecie się i zapraszam na taras. Będzie mała uczta. - powiedziała Jenny. 

Poszliśmy do swoich pokoi żeby się rozpakować, i zeszliśmy na dół. Brad rozpalił już grilla, posiedzieliśmy chwilę przekąsiliśmy coś i Jenny wraz z Bradem chcieli pokazać Nam miasto, ale byliśmy
zmęczeni podróżą więc postanowiliśmy zostać w domu. 

- Młodzież. - odezwał się Brad. - My jutro z Jenny musimy iść do pracy, więc zostaniecie sami. Wieczorem możemy wyskoczyć na miasto. Co wy na to? 

Spojrzeliśmy się na Siebie. - No jasne! - powiedział James. - Nie mamy nic innego do roboty, więc możemy zwiedzić Miami! 

- Ok. To jesteśmy umówieni. - przybiliśmy piątkę. 

- Widzę że jesteście zmęczeni, więc chodźcie spać. - zmartwiła się Jenny. 

- Dobranoc. - powiedziała. - My tutaj jeszcze posprzątamy i zaraz się kładziemy. - odpowiedział Brad. 

- Może pomożemy? - zapytała Alice. 

- Idźcie spać, jesteście zmęczeni. Jutro po śniadaniu posprzątacie i będziemy mieli wyrównany rachunek. - zaśmiała się dziewczyna. 

- No ok. To dobranoc. - powiedzieliśmy i poszliśmy do pokoi. 

Los Angeles - Oczami Belli. 

Odkąd opuściłam mieszkanie Erica, błąkam się bez celu po mieście.. Znalazłam jakiś nocleg, zostałam tam na noc, ale co teraz zrobię to nie wiem.. Mogłabym wrócić do domu, ale to będzie zbyt łatwe. Muszę poczekać, ochłonąć. Ogarnąć to wszystko. 

- Zaraz, zaraz. Przecież nie daleko tutaj mieszka Lisa. - westchnęłam ciężko. - Raz się żyje, może się z Nią dogadam. 

Poszłam pod duży dom i zapamiętany adres. Bałam się trochę tego spotkania, ale nie mam nikogo bliżej u kogo bym się mogła zatrzymać, podeszłam pod wielką bramę i zadzwoniłam domofonem..

- Tak? - usłyszałam miły głos. 

- Lisa? - zapytałam nieśmiało.

- Tak. A kto pyta? - odezwała się. 

- Bella Pena.. - ściszyłam głos. - Pamiętasz mnie? - zapytałam, lecz nic nie odpowiedziała i odłożyła słuchawkę. - Cóż. Widocznie nie jestem mile widziana.. - odwróciłam się na pięcie. 

- Stój. - krzyknęła biegnąc do bramy. - Wejdź. - otworzyła. 

Posłusznie weszłam i powędrowałam zaraz za dziewczyną. Weszłyśmy do środka i Lisa zaprowadziła mnie do salonu.. 

- Przepraszam że Cię nachodzę, ale nie mam gdzie się podziać. - wydukałam patrząc w podłogę, była ładna miała ciekawy wzór.

- Ale za co mnie przepraszasz? - zaśmiała się.- To ja powinnam Cię przeprosić za tą akcję z dragami, to była też moja wina. Ale jestem Ci wdzięczna za to że nie sprzedałaś mnie na Psy i w sądzie. Ale co Cię tutaj sprowadza, w te moje skromne progi? - zaśmiała się. 

- Skromne? - rozejrzałam się po wnętrzu. - To długa historia, ale mogę Ci ją skrócić. - kiwnęłam głową.

- Zaparzę nam herbaty i opowiesz co się stało. - poszła do kuchni wstawiając wodę, po chwili przyszła z ciepłym napojem. - Mów co się stało.

- Zajęłam się śpiewaniem i odkryła mnie jedna z lepszych wytwórni muzycznych, moja kariera się rozwijała. Aż wyjechałam w trasę koncertową, było naprawdę świetnie. Ale do czasu gdy się dowiedziałam że mój Szef.. Zbankrutował musiałam wrócić do LA. Chcieliśmy uczcić mój powrót więc postanowiliśmy wybrać się na imprezę, ale że pech chciał i moja przeszłość wróciła..

- Twoja przeszłość? - Lisa wsłuchiwała się w każde słowo. 

- Tak. Kiedyś jak chciałam śpiewać, najęłam się do klubu ale tam robiłam za tanią rozrywkę. W końcu mój były Szef mnie odnalazł i na oczach Przyjaciół zabrał mnie z powrotem do swojej nory.. No chcieli mnie ratować ale na marne. Facet tak mnie urządził że straciłam pamięć, i tańczyłam dla Niego.. Poznałam tam jedną dziewczynę, działała pod przykryciem i mogłam się spotkać z Jamesem i Carlosem. Ale później ktoś nasłał na Nas policję, i ochroniarz kazał Nam uciekać. Więc to zrobiłam, znalazłam schronienie u Erica. Powiedziałam mu że wracam do domu, ale się bałam i takim oto sposobem trafiłam do Ciebie. - westchnęłam i upiłam łyk napoju. 

- Niesamowite.. - pokręciła głową. - Ta historia jest świetna. - uśmiechnęła się. 

- Co? - zburzyłam się. 

- Chodzi o to że świetna pod względem że fascynująca, powinnaś to opublikować. - uśmiechała się. 

- Chciałam zrobić film o wyblakłej gwiazdce która skończyła karierę i zaczęła zarabiać jako Prostytutka. - spojrzałam na kominek. 

- Świetny pomysł. Chodź jutro ze mną do studia, opowiem to mojemu Managerowi i może pomożemy Ci zrobić film! - podskoczyła z radości. 

- Serio? - wpatrywałam się w dziewczynę. 

- No tak. - uściskała mnie. - Jutro o 10 mam być w studio, więc idziesz ze mną, A teraz chodź, pokaże Ci pokój. - chwyciła mnie za rękę i poszłyśmy na górę. 

- Ok. 

Nie spodziewałam się luksusów ale był to pokój gościnny. Mały przytulny, dla mnie w sam raz. Może pobędę tutaj kilka dni, więc mi starczy. Rozpakowałam swoje rzeczy a Lisa wyszła na chwilę, bo dostała jakiś ważny telefon. Po chwili do mnie przyszła. 

- Mam dobrą wiadomość. - powiedziała. - Mój narzeczony a zarazem Manager się zgodził, i jutro to wszystko obgadamy. Znowu powrócisz na scenę, będziesz śpiewała i nakręcisz film. 

- Nie wiem jak mam Ci podziękować. - cieszyłam się jak dziecko. - Nie wiem, naprawdę nie wiem. 

- Dziękować będziesz jutro. - kiwnęła głową. - Połóżmy się spać a jutro punkt 10 idziemy do studia. 

- Jasne. - podeszłam do łóżka. - Lisa. - szepnęłam. 

- Tak? - odwróciła się gdyż miała wychodzić. 

- Dziękuję za to że mogę u Ciebie zostać. Postaram się coś na szybko znaleźć. 

- Nie musisz. - machnęła ręką. - Zostań ile potrzebujesz. W końcu będę miała z kim pogadać, dziewczyny mnie odwiedzają ale rzadko a tak to chociaż mam Ciebie. - puściła mi oczko i wyszła. 

Och.. Jak się cieszę, mogę odetchnąć z ulgą. Chyba powinnam zadzwonić do Carlosa i powiedzieć mu żeby się nie martwił. Mam tremę. Jeden sygnał, drugi, trzeci i nic. Cisza. Ale może spróbuję jeszcze raz. Zapomniałam. Los zmienił numer telefonu, ale gdzieś go mam.. Ech. Boje się. 

- Słucham. - odebrał. - Halo.. Jest tam ktoś. - dopytywał. 

- Jestem. - powiedziałam cichym głosem. - Nie krzycz, nie mów głośno nic. Wysłuchaj mnie, nie mów nikomu że dzwoniłam. Proszę. 

- Wyjdę na balkon poczekaj. - powiedział. - Bella! Co z Tobą się dzieję? Czego nie dawałaś znaku życia?! Dlaczego nie wróciłaś do domu? Co się z Tobą dzieję? - zapytał. 

- Jestem u Przyjaciółki. Wrócę do domu, jestem cała i bezpieczna. Ale daj mi czas. Proszę. 

- Jesteśmy w Miami. Będziemy tutaj kilka dni, może wrócę do LA? - zapytał. 

- Nie, nie. Baw się dobrze. Ja jestem w dobrych rękach. Nie martw się, masz się dobrze bawić. Jak wrócisz to obiecuję że wrócę. Nadrobimy ten stracony czas. Nie mów nikomu że dzwoniłam. Proszę.
Obiecaj mi to, odezwę się nie długo. Tęsknię za Wami. Do usłyszenia. 

- Poczekaj. Obiecaj że jak wrócisz to nie będziesz już Nas opuszczała. Dobrze? - zapytał. 

- Obiecuję. Pilnuj Jamesa.. - zaśmiałam się. Do usłyszenia Carlos. Do usłyszenia. 

Uf. Strasznie się bałam tej rozmowy, ale poszła o wiele lepiej niż przypuszczałam. Mogę w końcu spokojnie zasnąć i nie martwić się o to że dzieję im się coś złego. Muszę mieć dobrą formę na jutro. Ach. Cieszę się bardzo.. Nie mogłam spać już od 7 zeszłam na dół i zrobiłam małe śniadanie, czekałam na Lisę w kuchni, aż się zdrzemnęłam. 

- Hej. - poczułam jak ktoś mnie klepie po plecach. - Wstawaj. - zobaczyłam rozbawioną Lisę. 

- Przepraszam. Ale musiałam zasnąć, zrobiłam kanapki. Zjemy i możemy jechać. 

- Ja zrobię herbatę i potem się przebierzesz no i w drogę. - uśmiechnęła się. 

- Ok. 

Studio było niesamowite, pojechałyśmy do podziemnego garażu. Po czym później wjechałyśmy na 8 piętro i udałyśmy się do danego pokoju. To studio było lepsze od mojego poprzedniego. Było naprawdę niesamowite. Sofy, meble i sprzęt były genialne. W pomieszczeniu wisiały plakaty i złote płyty wielu zespołów, tyle złotych płyt na oczy nie widziałam. Zachwycałam się wszystkim, każdy zakątek robił na mnie wrażenie. Pokój był pomalowany na złoto i fiolet gdzieniegdzie z domieszką czerni i bieli. 

- Cześć Kochanie. - powiedział wchodzący brunet, witając się z Lisą. - Kto to? - spojrzał na mnie. 

- To jest Bella. Moja Przyjaciółka, zatrzymała się u mnie na kilka dni. Ma trudną sytuację, chcę nagrać film. Jej historia jest niesamowita. - zachwycała się. 

- Cześć. Isabella Pena. Miło mi poznać. - wyciągnęłam dłoń w stronę mężczyzny. 

- Witam. - przywitał się. - Jestem Thomas Link, dla przyjaciół Tom. - uśmiechnął się. - Siadajcie. A Ty Bella opowiedz tą swoją historię. 

Usiedliśmy a ja ze szczegółami opowiedziałam swoją historię, Tom widocznie był zafascynowany bo wsłuchiwał się w każde moje słowo. Czasami miał minę taką że aż sama się przerażałam. Ale koniec końców chyba mu się spodobało.

- Muszę to przemyśleć. - powiedział i wyszedł z pomieszczenia. 

- Chyba mu sie nie spodobało. - spuściłam głowę. 

- Nie martw się, bądź dobrej myśli. - Lisa podniosła mnie na duchu..

Tom gdy wyszedł z pokoju nie miał najlepszej miny, ale co się można spodziewać po takiej historii.

- Chyba moją karierę mogę zakończyć. 

- Ej. Nie mów tak, to że Tom wyszedł to nie musi znaczyć że jesteś zła.

- Wątpię. 

- Dostałam SMS-a od Niego. - Lisa spojrzała na wyświetlacz. - Przeczytam, słuchaj. ' Musiałem pojechać i załatwić kilka spraw, powiedz Belli żeby się nie martwiła. Przyjadę wieczorem to omówimy sprawy dotyczące filmu i sporządzimy listę rzeczy które musimy załatwić! Buziaki. ' Udało się! - podskoczyła z radości. 

- Nie wierzę. - uśmiechnęłam się. 

- Chodź pojedziemy do domu i zrobimy coś na kolację, bo Tom pewnie nie będzie sam, więc trzeba iść na zakupy. 

- Jasne. 

Wyszłyśmy ze studia i pojechałyśmy do sklepu, na zakupy wróciłyśmy do domu i zaczęłyśmy gotować. Poczułam że Lisa jest dla mnie Przyjaciółką. Mogłam spokojnie z Nią porozmawiać. Alice i tak będzie na pierwszym miejscu ale Lisa też jest ważna. Ucieszyłam się że to co było wcześniej jest już za nami, daleko w tyle.. 

4 komentarze:

  1. Świetny rozdział ;)
    Chciałabym ,żeby Bella już wróciła ;)
    Czekam na nn :**

    OdpowiedzUsuń
  2. O której mi przyszlo pisac koma. Najpierw chcialam w nocy po polnocy ale nie dalam rady a teraz z samego ranka.To Bell jeszcze do nich nie wrocila? Niech sie ogarnie. Nie no niech wraca poku nie jest za pozno. Carlos sie martwi. Swietny rozdzial :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bella, pocekaj, pocekaj. Carlos się martwi i w sumie mnie to nie dziwi. Brat, co nie? A to już jest coś, jakieś nieformalne zobowiązanie. Ona wiadomo, jest w dość ciężkiej sytuacji i to wymaga małych kroczków. Tylko żeby ten gostek, który ją przygarnął nie okazał się typem Devisa Bloome... Jak nie wiesz, kto to i co zrobił, to proszę: http://smallville.wikia.com/wiki/Davis_Bloome Tam masz cały jego serialowy życiorys, co z tego, że po angielsku. Notka jak zwykle super, czekam na nn! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. hej, zapraszam na mojego bloga, mam nadzieję, że wpadniesz i zostawisz po sobie ślad ;) http://classic-love-with-btr.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń