środa, 18 listopada 2015

Part 66 .

Alice. 

Czy ludzie muszą być tacy wredni? Dlaczego, dlaczego ja muszę słyszeć tylko ten głupi telefon, nie lubię go. Ale grzecznie odebrałam, po czym rozejrzałam się po salonie, nawet ładnie to wyszło. Posprzątane elegancko. No i skoro już nie śpię, to zrobię kawę tak na dobry początek dnia.

- Cześć, jest może kawa? Bo się śpieszę, mam wizytę u fryzjera na 9 a nie chcę się spóźnić.

- Ja też idę do fryzjera. - uśmiechnęłam się do Belli. - Gdzie się wybierasz? - zapytałam.

- Pamiętam, że fryzjerka to Laetti, znam wiem tylko tyle. - skróciła szybko.

- Zabawne, bo idę do Niej także ale mam na 11 dopiero. - uśmiechnęłam się.

- Świetnie. A dlaczego tak wcześnie wstałaś? - zapytała.

- Właśnie. Dzwonili ze szpitala, masz odebrać dzisiaj wyniki, mówili zebyś była około 10-11.

- Świetnie. - klasnęła w dłonie. - Dziękuje, także ja będę zaraz leciała tylko się przebiorę i łyknę kawy.

Bella poszła na górę, a ja zostałam sama. Wkrótce Przyjaciele zaczęli się schodzić na dół, jako, że nie było Belli mogliśmy spokojnie porozmawiać.

- Rozmawiałem wczoraj z Bellą. - powiedział James.

- Co się dowiedziałeś? - zapytał z ciekawości Kendall.

- Wytłumaczyliśmy Sobie wszystko i jest między nami dobrze. - zamyślił się.

- Ze mną też rozmawiała, jak wyszliśmy żeby nie słuchać Twojego przemówienia Logan. Nie obraź się, chciałem posłuchać ale musiałem odpocząć.

- Od czego? - zapytałam zdziwiona.

- Od wyznać zakochanych osób, jak na razie mam tego dosyć, chcę mieć przerwę. No ale nie wiem czy mi się uda, bo jeszcze wczoraj chciałem się umówić z Bellą.. - kątem oka spojrzał na Carlosa.

- Ale Ona spotyka się z Coltonem. - wtrąciłam.

- Na razie go nie ma.. Więc może mam szansę? - uśmiechnął sie.

- Życzę powodzenia Tobie, Belli i wszystkim którzy szukają swojej drugiej połówki. - mrugnęłam do Blondyna.

- Mam dzisiaj randkę. - odezwał się Carlos. - Poznałem ostatnio fajną dziewczynę, ma na imię Scarlett. Jest naprawdę cudowna, spotykamy się dzisiaj tutaj nie daleko w kawiarence a później idziemy do kina a potem na spacer. - chłopak się rozmarzył.

- Pokaż zdjęcie. - poprosiłam chłopaka.

- Zaproszę ją kiedyś do Nas, zobaczycie ją na żywo.

- No a możesz coś więcej powiedzieć? - zainteresował się Logan.

- Scarlett jest modelką..

- To powodzenia Ci życzę! - Kendall postawił krzyżyk na związku kolegi. - Nie ufaj modelkom, ja na tym źle wyszedłem więc Tobie nie polecam. - skrzywił się.

- To, że Tobie nie wyszło z Leną, to znaczy, że mi też ma się nie powodzić. Zaproszę ją jutro na obiad, i wtedy porozmawiamy.

- Poczekaj dopiero się poznaliście, więc na oświadczyny jeszcze za wcześnie. Dopiero co się jedni zaręczyli a Ty już teraz zaczynasz? - chłopaki śmiali się z Carlosa.

- Stop! - podniosłam się z krzesła. - Zaraz się spóźnię, idę do fryzjera a my tu gadu gadu. Niby chwila rozmowy, a ja już zaraz będę spóźniona. - skrzywiłam się i pobiegłam na górę.

Carlos.

Alice z prędkością światła udała się do fryzjera. Wziąłem Sobie na dzisiaj wolne chciałem się przygotować do randki, ale nie wiedziałem co mam ze Sobą zrobić.

- Pena! Coś taki spięty?

-Nic nie mów, mam dzisiaj randkę i lekko się obawiam.

- Ty? No proszę, dasz Sobie radę. Wszystko się uda.

- Wątpie.

- Nie ma co, muszę się zbierać.

- Zachowujesz się jak Baba.. Zabawne, stresujesz się przed randką jak nigdy. - głośno zaśmiał się James.

Może i ma rację. Zerknąłem na chłopaka wchodząc na górę, trochę przesadzam. Ale nie mam co zrobić innego. No Scarlett pewnie się tak nie stresuję jak ja. Już zaraz wybiję godzina zero, czuję się jakbym brał ślub. A chcę tylko dobrze wypaść, bo czuję, że to dziewczyna dla mnie. A moje przeczucie nie może się mylić.

Bella. 

Boje się, ale nie mam innego wyjścia. A może lekarz się pomyli, i ze mną będzie wszystko w porządku. Zaczynam się martwić.

- Przepraszam która z Pań ostatnia? - zapytałam, wchodząc do poczekalni.

- Ja. - odezwała się kobieta w średnim wieku.

Siedziałam jak na szpilkach, nie miałam co ze Sobą zrobić. Nie chciałam dłużej czekać. Pielęgniarka wezwała mnie do gabinetu. Wzięłam głęboki oddech.

- Pani Isabella Pena. - lekarz spojrzał zza okularów i przejrzał wyniki, po czym spojrzał na mnie. - Mam wyniki badań.

- Słucham. - zmrużyłam oczy i zaczęłam słuchać.

- Pani wyniki badań są ogólnie dobre. Kiedy ostatnio Pani miesiączkowała?

- Ostatni raz 3 miesiące temu, ale wie Pan Doktor stres i różne inne sytuacje spowodowały, że nie mam okresu.

- A czy odczuwała Pani zmęczenie, depresję, problemy ze snem?

- Zdarzyło się to kilka razy, ale dlaczego Pan o to pytaa? - zdziwiłam się.

- Odnotowano kilka przypadków takich jak Pani, ale dawno takiego nie widziałem. Przechodzi Pani menopauzę, i nie będzie mogła też Pani mieć dzieci.

- Słucham?! - zdziwiłam się i wybałuszyłam oczy ze zdziwienia. - Ale jak to możliwe? - nie wierzyłam w to co usłyszałam.

- Badania nie kłamią, prawdopodobnie ktoś z Pani Rodziny też miał taki problem. Bardzo mi przykro. Naprawdę Pani współczuję. - lekarz wstał i pożegnał się.

Bella wyszła od lekarza z wielkim smutkiem, wiadomość o menopauzie totalnie ją rozbiła od środka. Nie wiedziała jak może Sobie poradzić z tym faktem, nie chciała nikomu o tym mówić. Ale postanowiła zwierzyć się Mamie. Długo czasu spędziły ze Sobą, Mama wszystko jej wytłumaczyła. Bella odetchnęła z ulgą, tak to wyglądało chociaż wszystko dusiła w środku. Nie chciała opowiadać Przyjaciołom tego co jej się przydażyło, więc od razu udała się do swojego pokoju.. Dużo czytała na temat swojego problemu, musiała pogodzić się z tą sytuacją i wrócić do normalnego życia.

* Wattpad - Świetna aplikacja, darmowe książki do czytania znajdziecie pewnie też jakieś opowiadania, właśnie jestem w trakcie czytania książki ' Mowa wilków ' - gorąco polecam. Ogólnie nie wiem czy jest sens dalej prowadzić tego bloga, ponieważ liczba czytelników spadła.. Ale, że mam jakąś wenę to piszę!
♥. 

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Cześć.

Cześć. 

Tak na początku, od razu napiszę, że bardzo mi przykro ale musicie jeszcze trochę poczekać.. Bateria w laptopie mi się spaliła.. Buu! Więc, muszę kupić nową, i zgubiłam gdzieś Pendrive`a a miałam tam rozdział.. Także tego, nic dobrego to nie wniosło do sprawy. Ale postaram się jak najszybciej kupić baterię.. Oby się udało, a do tego czasu niestety, muszę jakoś funkcjonować, zostaje mi tylko telefon. Może mi się uda, jakoś wrzucić rozdział, ale nie obiecuję. Lecz jeżeli rozdział zostanie dodany, to i tak nie z mojego komputera, ale z pożyczonego. Więc później też trzeba będzie czekać. Masarka. Powiem Wam, a reszcie życzę udanych i słonecznych Wakacji! 
;D.
Kontynuując powiadamiam Was, że Pendrive na którym miałam ważne dokumenty, i wszystkie zdjęcia zostały chyba skasowane.. Przez głupotę, ponieważ lekko się przekrzywił.. Wynika to z tego, że nie wiem czy uda mi się coś odzyskać. Tak więc problemów technicznych ciąg dalszy. A ja się stęskniłam za blogiem. Miałam okazję pojechać na koncert zespołu Lemon! Ale nie mam jak wrócić do domu.. :(.
Gorącego weekendu!
(: .

niedziela, 10 maja 2015

Part 63.

Carlos.  

Pojechaliśmy na próbę, Martin i Eva czekali na Nas już lekko zdenerwowani.

- Macie małe spóźnienie. - Eva spojrzała na zegarek.

- Ale jest jeden plus, że plakaty są już w trakcie rozwieszania. - pochwalił się Logan.

- Dobra to już jest jeden plus. Ale teraz musimy się, wziąć do pracy i to ostro. - popędził Nas Martin.

- No ok.

Próba powoli wychodziła, było kilka spięć ale jakoś daliśmy radę. Chłopaki i ja bardzo się napracowaliśmy ale efekty były świetne. Już tak chciałem żeby ten koncert się odbył ale przed Nami jeszcze kilka dni pracy i ciężkich prób. Do domu wróciliśmy późno, chciałem porozmawiać z Bellą ale już spała.

- Pogadajmy. - do kuchni weszła Alice.

- Czego nie śpisz? - zapytałem.

- Chciałam pogadać o Belli, to zerwanie z Jamesem naprawdę ją zmieniło. Nie chcę powiedzieć czegoś, co może być negatywnie odebrane. Ale Ona zaczęła częściej sięgać po alkohol. Na tej imprezie u tego chłopaka, też pewnie piła. No i ostatnio jak z Nią rozmawiałam to te butelki pod stołem były jej.

- Ja nie wiem co mam o tym myśleć. Ona ma problem. Jak tylko wrócimy, to musimy znaleźć jej jakieś zajęcie, aby nie miała czasu na żadne imprezy ani nic.

- Jasne. Pomyślimy o tym jutro, a teraz połóż się spać. Dobranoc Carlos. - Alice poszła na górę.

- Dobranoc Al.

Sam chwilę posiedziałem, wypiłem szklankę mleka i poszedłem do Siebie na górę. Przed Nami bardzo ciężki dzień. Musze być pełny sił. Nie chciałem, nie mogłem zasnąć usłyszałem jak ktoś schodzi na dół. Cicho, ale jednak podłoga dawała o Sobie znać, jej lekkie skrzypienie było piękne. Urok tego miejsca. Uchyliłem drzwi zauważyłem Bellę która schodziła schodami w dół, chciałem do Niej pójść. Pewnie nie może spać, i poszła napić się mleka. Po kilkuminutowej warcie przy drzwiach oczy same mi się zamknęły. Obudziłem się około 3 rano, cicho zajrzałem do pokoju Belli, ale jej tam nie było. Założyłem szlafrok i cicho zszedłem na dół. Zauważyłem śpiącą na blacie Bellę, podszedłem do Niej kawałek, ale usłyszałem jak ktoś podśpiewuje Sobie coś pod nosem. Zauważyłem Jamesa po czym, szybko się schowałem, tak żeby mnie nie zauważył.

- Co Ty robisz? - zapytał James, siadając na przeciwko. - Bella. - szturchnął ją lekko.

- Nie śpię. - obudziła się.

- Co tutaj robisz? - złapał za prawie pustą butelkę.

- Zostaw to. - podniosła głos.

- Właśnie. Zostaw to! - krzyknął. - Tak nie można. Co Ty robisz?

- Nic. - mamrotała.

- Jesteś kompletnie pijana, chodź wyjdź na dwór przewietrz się. - James wyprowadził dziewczynę na dwór.

No nie, teraz nic nie usłyszę. Pobiegłem na górę do pokoju, z mojego okna można wszystko dobrze usłyszeć. Otworzyłem okno i wychyliłem się aby usłyszeć i zobaczyć rozmowę.

- Nie możesz tak robić. - zdenerwował się.

- A jak można? Wytłumacz mi! - podniosła głos. - No jak?! - krzyczała na chłopaka.

- Uspokój się. - chwycił ją za ramiona, nie wyrywała się.

- Nie mogę. - zrobiła krok do tyłu. - Zostaw mnie. - poprosiła i przechyliła butelkę, patrząc Jamesowi prosto w oczy.

- Wiem że nie chcesz tego robić. Zostaw to. - podszedł do Niej.

- Nie wiesz co ja chcę, nigdy nie będziesz wiedział, nie interesuję Ciebie moja osoba. Zostaw mnie w świętym spokoju.

-Zawsze będziesz mnie obchodziła, bez względu na wszystko. - podszedł do Niej. - Zawsze będziesz dla mnie ważna.

- Wróć do mnie. - poprosiła.

- Nie mogę. - pokiwał głową. - Ale jakaś część mnie, zawsze będzie o Ciebie dbała.

- Przestań pieprzyć! - warknęła. - Zostaw moje serce w spokoju, opuść je. I nigdy więcej mnie nie rań.

- Nie myślisz trzeźwo. Jesteś pijana.

- Nie. - kiwała się na boki. - Nie dobrze mi. - odwróciła się w stronę starego skalniaka.

- Jak się czujesz? - zainteresował się szatyn.

- Chcę się położyć. - odwróciła głowę.

- Jasne. Chodź.

W tym momencie szybko wyszedłem z pokoju, i poszedłem na dół.

- Co tutaj robicie? - zapytałem wchodzącego Jamesa i ledwo przytomną Bellę.

- Siostra Ci się popsuła. - kiwnął głowa.

Pomogłem zaprowadzić Jamesowi Bellę do pokoju, położyła się spać i mam nadzieję że zaśnie. Poprosiłem Jamesa o chwilę rozmowy, ale był zmęczony więc poszedł od razu spać. Posiedziałem chwilę aby zasnęła spokojnie. Wstałem rano, ogarnąłem się szybko i razem z chłopakami pojechaliśmy na próbę.

Alice. 

Nie wiem dokładnie co się działo wczoraj wieczorem, ale jak tylko zobaczyłam Bellę, to od razu wiedziałam że coś jest nie tak. Co prawda, wyglądała strasznie ale była bardzo szczęśliwa. 

- Stało się coś o czym nie wiemy? - zaczęła rozmowę Lena. 

- Dostałam rano telefon, że Tom i David mają już zebrane fundusze na mój film. Muszę zrobić tylko casting, chłopaki mi pomogą. Więc będziemy mogli już nie długo powoli nagrywać. I jestem mega szczęśliwa
bo w końcu nie będę siedziała w domu. 

- To świetnie! - przytuliłyśmy Bellę. 

- Też się cieszę, mam nadzieję że wszystko się uda. Nie chciałabym aby znowu coś popsuło mi plany. 

- A co by miało to być? - zmarszczyła brwi Eliza. 

- No nie wiem, może Przyjaciółka która odbija mi Faceta? - pogroziła jej palcem. 

- Rozmawiałyśmy o tym już. 

- Wiem, wiem. Przepraszam ale umówiłam się z Coltonem, będzie za jakieś kilka minut, ja w tym czasie się pójdę i ogarnę.

- Zajmiemy się Twoim gościem. - zaśmiałam się. - Bella coś przed nami ukrywa. 

- Do mnie chyba tylko urazę. - posmutniała Eliza. 

- Powiem Wam, że wczoraj albo dzisiaj nad ranem widziałam jak była na dworze z Jamesem, rozmawiali. Nie była trzeźwa mówiła, że chcę aby On do Niej wrócił ale nie chciał tego zrobić, bo teraz kocha Elizę. - Lena zwróciła się do Blondynki. 

- Oni musieli w końcu porozmawiać. - spojrzałam przez okno i ktoś zadzwonił do drzwi. - Otworzę. - powiedziałam. 

- Cześć. - w drzwiach stał przystojny chłopak. - Zastałem Bellę. - zapytał. 

- Colton? - zapytałam z uśmiechem. - Wejdź Bella powinna zaraz przyjść. - zaprosiłam chłopaka do środka. - Lena, Eliza to jest Colton. 

- Cześć. - Lena zatrzepotała rzęsami. - Lena. - wyciągnęła dłoń. - Miło Cię poznać. 

- Hej. - pomachała mu Blondynka. - Eliza jestem. 

- Cześć. - uśmiechnął się. - Wakacje w Polsce? - zapytał. 

- Tak. Chłopaki grają tutaj koncert. Więc przyjechaliśmy na kilka dni. Może wpadniesz na koncert? - zaproponowałam. 

- Z miłą chęcią, ale nie wiem czy będę miał czas. - podrapał się w głowę. - Jutro wyjeżdżam z powrotem do Los Angeles, i chyba nie dam rady. 

- To dzisiaj masz randkę z Bellą? - zgadywała Eliza. 

- Nie, nie. To za wcześnie dla Niej na randki. - posmutniał. 

- Cześć. - z góry zeszła Bella. - Przynudzały? - zaśmiała się. 

- Nie. Masz bardzo miłe koleżanki, ale szkoda że nie możemy dłużej porozmawiać. - puścił do Nas oczko. - Na Nas czas, ale odprowadzę Bellę pod same drzwi. Cześć. - pomachał. 

- pa. - westchnęła Lena. - Ciacho. - rozmarzyła się. 

Narrator. 

Bella i Colton wyszli, udali się do wesołego miasteczka, chłopak chciał aby dziewczyna trochę odpoczęła i się wyluzowała. 

- Cieszę się, że się zgodziłaś ze mną wyjść. 

- Zawsze lubiłam spędzać z Tobą czas, ale mieliśmy do nie wiele. - uśmiechnęła się nie śmiało. 

- Zapraszam do wesołego miasteczka! Ta-daam! - rozłożył ręce. 

- Świetnie, będziemy się na pewno dobrze bawić. - uśmiechnęła się. 

- Dzisiaj ostatni dzień jestem tutaj, a jutro wyjeżdżam więc obiecuję Ci dobrą zabawę! 

- Wyjeżdżasz? - zmartwiłam się.

- Przykro mi, ale muszę. Spotkamy się jak już wrócisz, obiecuję że nadrobimy te wszystkie lata. - ciepło się uśmiechnął.

- Cieszę się, że dzisiaj możemy spędzić razem Twój ostatni dzień tutaj. - lekko przysunęła swoją dłoń do chłopaka. 

- Też się cieszę. - Colton splótł swoją dłoń razem z dłonią Belli i ruszyli do dobrej zabawy. - Pierwszy kierunek? Co wybierasz na początek? 

- Nie mam zielonego pojęcia, nigdy nie byłam w wesołym miasteczku. 

- Naprawdę? - zdziwił się chłopak. 

- Przepraszam, byłam prawie raz ale jak Carlos dowiedział się gdzie jedziemy to zmienił zdanie, bo boi się Claunów więc odpuszczaliśmy. Do cyrku też bał się jeździć. - posmutniała. 

- W każdym bądź razie, musimy zrobić Sobie wspólnie zdjęcia. - uśmiechnął się. 

- Tak, tak. Później Sobie je powiększę i powieszę nad łóżkiem. Taka pamiątka. - uśmiechnęłam się. 

- Chodź. 

Bella i Colton spacerowali po całym wesołym miasteczku. Reszta Przyjaciół siedziała w domu. 

- Koncert będzie nieziemski! - uśmiechał się Kendall. 

- Skąd możesz wiedzieć? - zapytała go Alice. 

- Polskie dziewczyny są najpiękniejsze, a Rusherki są na pewno nieziemskie! - ucieszył się Carlos. - Może znajdę kogoś dla Siebie. 

- Chcesz się umawiać z fanką? - skrzywiła się Lena. 

- No a dlaczego by nie? 

- No słyszałam o kilku takich akcjach.. Może i to nie były fanki, ale znam takie osoby. Znajoma mojej koleżanki umawiała się z muzykiem, to na początku wszystko pięknie. A potem dziewczynę pobili była
na koncercie, ale za kulisami gdy chciała do Niego wrócić to została pobita przez fanki. Nie sądzę aby takie związki były dobre. - skrzywiła się. - Znajdziesz Sobie kogoś innego. 

- Wiem! - uśmiechnął się Martin. - Przy Worldwide gdy wybieracie dziewczynę, zabieracie ją ze Sobą na jeden dzień. 

- Po co? - zastanawiał się Maslow. 

- Każda fanka pragnie spędzić jeden dzień z Wami. Więc to będzie taka jakby randka, oczywiście dziewczyny nie bądźcie zazdrosne. - uprzedziła je Eva. 

- Z mojej strony to nie grozi. - uśmiechnęła się Alice.

- Możecie także pójść z chłopakami, to będzie taki bonus do koncertu. 

- A co jak ja nie mam dziewczyny? - posmutniał Carlos. 

- Weźmiesz Bellę, będzie to jeden dzień z rodzeństwem Pena! - klasnął w dłonie Martin.

- Świetny pomysł. - uśmiechnął się. 

- No a gdzie Bella? - zainteresowała się Eva. 

- Wyszła z Coltonem. - powiedziała Eliza, na co James trochę posmutniał. 

- Kto to Colton? - zapytała. 

- Przyjaciel Belli. Bardzo dobrze się dogadywali, kiedyś spędzali ze Sobą dużo czasu. Ale Colton wyjechał i nie kontaktowali się ze Sobą. 

- Coś ich łączyło? - zainteresował się Logan. 

- Przyjaźń. Przynajmniej tak mi mówili. 

- Pasują do Siebie. - uśmiechnął się szeroko James. - Życzę im szczęścia! - kiwnął głową. 

- Już nic do Niej nie czujesz? - zapytał głośno Kendall. 

- Szacunek i przyjaźń, ale Ona tego nie dostrzega. - zmartwił się. 

- Wszystko między Wami się ułoży. - poklepała go po plecach Eliza. 

- Skąd to możecie wiedzieć? - zapytał. 

- Na pewno tak będzie. - uśmiechnęła się Eva. 

- Ona wciąż coś do mnie czuję. - spuścił głowę. 

- Co? - wszyscy byli w szoku. - Ale jak to? - ocknął się Logan. 

- Mówiła mi ostatnio. - zmarszczył nos. - Ja jej nie kocham, chcę abyśmy byli tylko Przyjaciółmi. Lecz Ona tego nie rozumie. 

- I przez to zaczęła pić. - Alice wbiła wzrok w pustą szklankę po soku. 

- Pije? - zainteresował się Martin. - Nie spodziewałem się tego po Niej. 

- Ja też nie. - pokręcił głową Carlos. - Nie wiem co mam zrobić, nie umiem z Nią o tym pogadać. - łza zakręciła mu się w oku. 

- Carlos. - Alice przytuliła chłopaka. - Damy radę. Musimy z Nią szczerze pogadać, ale nie dzisiaj Ona żyje dzisiejszym dniem z Coltonem.

- Mam patrzeć jak moja siostra się stacza?! - zdenerwował się. - Nie długo jeszcze zaczną o tym pisać w internecie! - wkurzył się. 

- Kto ma pisać? - zapytał Martin. 


- Wcześniej mogłabym to zrobić, ale teraz już nie. Zależy mi na Was i nie chcę zrobić Wam żadnej krzywdy. Jesteśmy jedną wielką Rodziną, chłopaki są przyjaciółmi. Martin jest waszym managerem a ja go kocham teraz zrozumiałam, że nie ma po co się sprzeczać. Musimy pomóc Belli, bo inaczej może się to źle skończyć. - wypowiedziała się Eva. 

- Szczerze? - odezwał się Kendall. - Myślałem, że jesteś wredną osobą ale teraz wiem, że można na Tobie polegać. 

- Tak wiem. Może i jestem bardzo powierzchowna, ale bardzo zależy mi na Belli i na waszej przyjaźni. Teraz wiem, co to znaczy prawdziwa przyjaźń i Rodzina. - uśmiechnęła się przez zaszklone oczy. 

- No przestań, bo zaraz się wszystkie popłaczemy. - Alice pociągnęła nosem. 

- Dobra. Bo zaraz się dziewczyny popłaczą, a tego nie chcemy. - zaśmiał się James. 

- No jasne! - uśmiechnął się Martin. 

- No to Bella jest na randce z Coltonem? - zmienił temat James.

- Nie. Bella mi napisała wcześniej wiadomość, że Colton dzisiaj wyjeżdża i są w wesołym miasteczku. - poinformowała ich Alice. 

- Chodźcie! - powiedział Carlos. - Pojedziemy ich szpiegować. - uśmiechnął się. 

- Oszalałeś? - stuknął go w czoło Logan. 

- No co, nie mówcie, że nie chcecie zobaczyć co się dzieję. 

- W sumie.. - pokręcił głową James. - Kto jedzie ręka w górę. 

James razem z Carlosem ponieśli ręce w górę, razem z Nimi zabrała się Alice reszta wolała zostać w domu. Ale Oni chcieli się dowiedzieć co robi jej Przyjaciółka. James musiał zobaczyć co Bella i Colton tam robią, może coś do Niej czuł ale nie był pewien, odtrącał tą myśl od Siebie. Carlos musiał się upewnić, że Belli nic nie jest jak przystało na starszego brata musiał jej pilnować. Cała trójka udała się do samochodu. Udali się w dane miejsce. Wędrowali między uliczkami, znaleźli ich przy strzelnicy. Ukryli się tak blisko, aby widzieć co robią. 

- Widzisz to? - Alice szepnęła do Carlosa. - Oni się trzymają za rękę. - powiedziała jak szli w inne miejsce. 

- Są parą? - zdziwił się James. 

- Nie. Nie pozbierała się tak szybko. - pokiwał głową Carlos. 

- To jak to wytłumaczysz? - James wskazał na odchodzącą parę. 

- Nie wiem, ale idziemy dalej. - Alice pociągnęła ich za ręce. 

Przyjaciele chodzili ze Bellą i Coltonem cały czas, gdy robiło się ciemno wrócili do domu. Wszyscy czekali na Bellę w domu. Colton i Bella też wrócili, stali jeszcze chwilę pod domem. Blondynka nie chciała się rozstać z chłopakiem, mogła czuć do Niego coś więcej ale nie była pewna. 

- Strasznie szkoda że musisz już jechać. - powiedziała i lekko zatrzęsła się z zimna. 

- Mi też szkoda. - Colton zdjął z Siebie kurtkę i zarzucił na zimne ciało Belli. 

- Zmarzniesz. - pociągnęła nosem. 

- Nie, nie. Najważniejsze żebyś się nie rozchorowała. - uśmiechnął się.  

- Ja zaraz pójdę do domu i zrobię Sobie herbatę, a Ty masz kawałek do Dziadków. 

- Nie martw się, pojadę samochodem nie zmarznę. Jest już późno, będę się zbierał. Nie chcę aby Dziadkowie się martwili. 

- Masz rację, ja też już pójdę. Bo wiem, że dostanę wykład od Carlosa. - zaśmiał się. - Także tego, będę się zbierała. 

- Zapomniałbym. Proszę o to zdjęcia. - podarował dziewczynie zdjęcia w białej kopercie. - Dobranoc Mała. - pocałował ją w policzek na pożegnanie. 

- Dziękuję za dzisiaj. - uśmiechnęła się. - Dobranoc. 

Bella otworzyła bramkę i poszła w stronę drzwi, Colton stał przy samochodzie i patrzył jak odchodzi. Blondynka odwróciła się jeszcze na chwilę i pomachała chłopakowi, ten odwzajemnił gest. Weszła do środka i głośno westchnęła ze szczęścia. Spojrzała jeszcze przez okienko, żeby upewnić się, że chłopak na pewno odjechał. Szczęśliwa weszła do kuchni gdzie Przyjaciele już siedzieli przy stole. 

- Randka się udała? - zapytał Logan. 

- To nie była randka. 

- Na pewno Bella? Na pewno? - poruszył brwiami Carlos. 

- To nie była randka. - powtórzyła się. 

- A skąd masz kurtkę Coltona? - zapytał James. 

- Kurcze. Nie oddałam mu jej, muszę do Niego zadzwonić. - pobiegła na górę. 

Colton - Stęskniłaś się? - zapytał odbierając. 
Bella - Nie, ale nie oddałam Ci kurtki. 
Colton - Nic nie szkodzi, wrócisz do domu to mi oddasz. 
Bella - Ale.
Colton - Żadnego ale. - wymusił. - Wrócisz do domu, to mi ją oddasz. Dobranoc Mała. Śpij słodko. Dobranoc. 
Bella - Dobranoc. - uśmiechnęła się. 

Bella odetchnęła z ulgą, i mogła spokojnie zasnąć. 

*- Rozdział zdecydowanie za długi, ale tak mnie wena złapała. Alice, Carlos i James w roli szpiegów. Czyżby James mówił prawdę, mówiąc, że czuję do Belli tylko szacunek i przyjaźń? No wcześniejsze kłótnie między Carlosem i Bellą, zostały zażegnane, a teraz brat się o Nią martwi. Przypomnijmy jak wcześniej wyzywał ją od szmat, dziwek itd. Widać chłopak wszystko zrozumiał.. I mam złą wiadomość, przez jakiś czas.. Miesiąc, może krócej nie będę dodawała postów, ze względu na leczenie Laptopa. Wyjdziesz z tego! Więc, odpoczniecie ;). Ale będę śledziła, wasze blogi. 
Słonecznego dnia! :).

niedziela, 3 maja 2015

Part 62 .

Kilka godzin później.

- Dobrze że chłopaki już wrócili, bo Martin nie jest sam. - zauważyła Eva.

- Teraz skupiamy się na Belli. - powiedziała stanowczo Lena.

- To będzie domówka, ale będzie dużo ludzi, więc taka bardziej impreza. - uśmiechnęłam się.

- Musisz wyglądać elegancko ale z klasą, żeby nie przesadzić, no i żeby nie było tego za mało. - dodała Eliza.

- To jak to Sobie wyobrażasz? - usiadłam na łóżko i czekałam, żeby coś mi dziewczyny skomponowały.

Ubrania latały po pokoju, siedziałam bezczynnie nie wiedząc na co mam się nastawić. I co takiego ma w tym Eliza. Ten pomysł bardzo mi się nie podobał. Trochę mnie to męczyło, siedziałam i nic nowego
nie wymyśliłam.

- Idź się pomaluj. - rozkazała Alice.

- Ale nie wiem, w co się ubiorę. - wzruszyłam ramionami i pokręciłam głową.

- Postaw na klasykę. - rozmarzyła się Lena. - Czerwone namiętne usta, podkreślone oko i niebiański uśmiech.

- Pofalowane włosy, opadające lekko na ramiona. - dołączyła się Eliza. - I masz Clarka w garści.

- Colton. - poprawiłam.

- Colton. Ach tak! - stuknęła się w czoło Alice. - Ubrania lekko przylegające do ciała, żeby mógł podziwiać Twoje uroki.

- Wariatki. - prychnęłam. - Pójdę do łazienki, a wy tutaj posprzątajcie i zróbcie coś. - machnęłam ręką.

Zamknęłam się w łazience. Nie wiem czy na pewno dobrze robię, może nie powinnam iść na tą imprezę, nie chcę aby James pomyślał że tak szybko się po Nim pocieszyłam, bo tak nie jest, wciąż mi na Nim zależy, no ale muszę też poukładać swoje życie.. Ale z drugiej strony to On już Sobie znalazł pocieszenie, więc dlaczego ja nie mogę być szczęśliwa. Nawet jak to nie wyjdzie, to chcę powoli o Nim zapomnieć. Nie wiedziałam co mam zrobić z włosami, ale po chwili przeglądania kilku stron w internecie lekko pofalowałam włosy prostownicą, makijaż też będzie prosty oczy lekko podkreślone tuszem i eyelinerem, usta musnęłam truskawkowym błyszczykiem, wyglądał dobrze, i w miarę delikatnie.

- I bardzo ładnie wyglądasz. Naprawdę świetnie, powinnaś uczyć makijażu. - klasnęła w dłonie Lena. 

- Ja się chętnie zapiszę. - pokiwała głową Alice. 

- Nic nie macie? - zgadywałam. 

- No nie wiemy, w co mamy Cię ubrać. Chciałyśmy żebyś dobrze wyglądała, ale nie wiemy. - powiedziała smutna Lena. 

- Dobra. Coś znajdę. - podeszłam do szafy. - Dobra. - pokiwałam głową i przez chwilę miałam obraz tego co założę. - Moment. - spojrzałam na Przyjaciółki. 

Uwielbiałam tą szafę, mimo że miałam nie wiele ciuchów ale zawsze mogłam Sobie coś skomponować. Wyciągnęłam ciemne niebieski marmurki, założyłam koszulę mgiełkę w kolorze beżowym, wyciągnęłam
z szafy moją ulubioną czarną ramoneskę i czarne platformy które wykończyły moje dzieło.

- No widzisz, co byś bez Nas zrobiła. - zaśmiała się Eliza. 

- Masz jeszcze perfumy i wszystko będzie zapięte na ostatni guzik. - Alice pogrzebała w kosmetyczne. 

- Idziemy i czekamy na dole. - Lena zabrała dziewczyny i wyszła. 

Wzięłam głęboki oddech, schowałam kilka potrzebnych rzeczy do torebki i zeszłam na dół. 

- uu. Siostra. A gdzie Ty się wybierasz? - Carlos zmienił wyraz twarzy. 

- Idę na imprezę. - uśmiechnęłam się niewinnie. 

- Gdzie? - Logan przejął inicjatywę. 

- Do Przyjaciela, spotkałam go ostatnio w centrum. 

- Wracasz dzisiaj? - odezwał się James.

- Będę pewnie późno, nie musicie czekać. - założyłam buty i poszłam do wyjścia, poprawiając makijaż. 

- No idź. - usłyszałam głos Elizy.

- Ale wychodzi. - jęknął James. - A Ty na co czekasz? - zapytał Blondynki. 

- Ja mam czas, jutro z Nią pogadam. 

- 5 minut jej nie zbawi. - pośpieszał go Carlos. - Szybko. 

- Wychodzę! - krzyknęłam, zabrałam klucze do torebki i wyszłam na zewnątrz.

- Bella.. - krzyknął James. - Poczekaj. - załapał mnie tuż przed bramą. 

- Co jest? - wypuściłam powietrze z płuc, i czekałam. 

- Bo ja chciałam pogadać. - kopnął kamyczek, a ten wyskoczył na ulicę. 

- Moment. - uniosłam dłoń do góry, mam telefon, zadzwonił Colton że już po mnie jedzie. - Przepraszam. Co mówiłeś? - spojrzałam na chłopaka. 

- Bo chciałem porozmawiać.. - bujał się lekko, i spojrzał na nadjeżdżający samochód który zatrzymał się tuż obok Nas. 

- Cześć Bella. - z samochodu wysiadł Colton. - Możemy jechać? - zapytał. - Jestem Colton. - podał rękę Jamesowi. 

- James. - uśmiechnął się mało przekonująco. - Porozmawiamy jutro. - odwrócił się. - Cześć Wam. 

- Cześć. - posmutniałam widząc na odchodzącego Jamesa. 

- Możemy jechać? - zapytał. 

- Jasne! - kiwnęłam głowa, ukradkiem spoglądając na Maslowa. 

Narrator. 

James wrócił do domu, był trochę zmieszany. Chciał porozmawiać z Bellą, ale ta go szybko zmyła. 

- Udało się? - Carlos czekał na odpowiedź. 

- Nie.. Przyjechał ten chłopak i pojechali. 

- Musicie porozmawiać, nie ma innego wyjścia. Trudno mi się pogodzić z tym że się rozstaliście, ale życie toczy się dalej. Nie chcę żebyście było w takim stosunku jak jesteście, więc możecie się pogodzić. Ale dzisiaj jest już za późno, więc jutro o to zadbam. Żebyście w spokoju pogadali. 

- A jak chcesz to zrobić? - wtrąciła Eliza. - Przecież z naszą dwójką w jednym pomieszczeniu nie wytrzyma. - Dziewczyna spojrzała na Jamesa. 

- Trzeba to jakoś wykombinować. - pokiwała głową Lena. - Ale moment, dzisiaj z Tobą w pokoju siedziała, więc dała radę. - uśmiechnęła się szeroko. 

- Może zabiorę ją na zakupy? - wzruszyła ramionami. 

- Pójdziemy razem. Pogadasz z Bell, no a my pod pretekstem szukania toalety pójdziemy gdzieś Sobie. - wzruszyła ramionami Alice. 

- Dobra. - zgodziła się. - A Ty James, co zrobisz? 

- Zobaczysz. - uśmiechnął się łobuzersko. 

Bella i Colton dojechali na miejsce. Dziewczyna była pod wrażeniem posiadłości. Colton kulturalnie otworzył drzwi dziewczynie. Słychać było muzykę i śmiech gości którzy dobrze się bawili. 

- Na pewno chcesz abym tutaj była? - zapytała nie pewnie. 

- No tak. - pocieszył ją. - Chodź, zapraszam. - chwycił ją za rękę. 

- Nie znam Twoich znajomych, trudno będzie mi się odnaleźć. - zatrzymała się przed drzwiami. 

- Zobaczysz, wszystko będzie dobrze. - uśmiechnął się. 

Bella wraz z Coltonem weszli do środka, ucieszyła się gdy zobaczyła znajome twarze. 

- No nie wierzę. - spojrzała na chłopaka. - Jak tutaj wszystkich zebrałeś? 

- Co roku w wakacje, zbieramy się tutaj i robimy imprezę. Znaczy dopiero od roku, bo wcześniej nie było kiedy, nie mogliśmy łapać ze Sobą kontaktu. - posmutniał. 

- No paczka prawie w komplecie. - podszedł do Nas Nate. - Jak ja Cię dawno nie widziałem. - przytulił blondynkę. 

- No Carlosa nie było na liście. - Bella pomyślała o bracie, i zaśmiała się. 

- Widocznie nie mógł. - odpowiedziała Ann. 

- No niestety.. - pokiwała głową. - Mają teraz próby z zespołem i brak czasu. 

Pół godziny później do Coltona wpadło jeszcze trochę znajomych, impreza się rozkręciła kolorowe drinki rozlewały się wszędzie, atmosfera była gorąca. Bella bardzo dobrze bawiła się w towarzystwie Coltona, zbliżyli się do Siebie. Impreza skończyła się około 2 nad ranem. Bella obudziła się, w łóżku obok Niej leżał a raczej spał Colton. Nie pamiętała dokładnie wszystkiego, ale wie że dobrze się bawiła i nie żałowała alkoholu. 

- Nie śpisz? - do pokoju wszedł Colton. 

- Nie, nie śpię. - pokręciła głową. 

- Jest mały problem, bo wczoraj ktoś przez przypadek pobrudził Twoją bluzkę, więc jedyne ciuchy jakie mam i mogę Ci pożyczyć to moje. - uśmiechnął się. 

- Nie. Dziękuję, skorzystam z łazienki jak mogę, i wrócę do Siebie. 

- Jasne. Odwiozę Ciebie! - uśmiechnął się. 

- mhm. - mruknęła. 

Bella skorzystała z łazienki i wyszła od chłopaka, kierując się w stronę domu, próbowała złożyć całą imprezę w całość. W domu Carlos co chwilę sprawdzał telefon, ale nie dostał żadnych wieści od Belli. Oprócz SMSa że zostaję na noc u Coltona.

- Gdzie byłaś tyle czasu?! - Los wyglądał na zdenerwowanego. 

- Jestem dorosła. - uciszyła go.

- Idź się wykąp i chodź na śniadanie. - poprosił ją. 

- mhm. - mruknęła i zrobiła to o co prosił ją brat. 

- Będziemy mogły porozmawiać? - Eliza spojrzała na Bellę. 

- ok. - kiwnęła głową. - O co chodzi? - jej uśmiech wyjaśniał wszystko. 

- Chodź na taras, dopóki nie ma śniadania. - poprosiła ją dziewczyna. 

Oczami Belli i Carlosa.

Bella. 

- Mów o co chodzi, bo mi trochę zimno a dopiero co umyłam głowę. 

- Chciałam Cię bardzo przeprosić, wiem że może nie przyjmiesz przeprosin ale chociaż spróbuję i może nie wrócimy do tego co było wcześniej. Może nie wrócimy do przyjaźni ale wiem że kiedyś przyjdzie taki dzień, i będziesz mogła nazwać mnie swoją przyjaciółką. 

- Od kiedy się spotykacie? - zapytałam.

- Jak byłaś w trasie, spotkaliśmy się w Nevadzie. A potem to samo poleciało.. 

- aha. - kiwnęłam głową i wyszłam. - Skoczę wysuszyć włosy i zaraz wracam. 

- Jasne. - powiedział Los. 

- Porozmawiajmy. - zza drzwi wyskoczył James. 

- Nie mam czasu, muszę wysuszyć włosy. Może później. - zamknęłam się w pokoju i byłam ciekawa czy James sam przyjdzie. - Tak myślałam. - powiedziałam głośniej i wróciłam do suszenia włosów. 

- Wyłącz to! - James wszedł do pokoju jak petarda. - Usiądź musimy porozmawiać. 

- Nie nie muszę, mogę porozmawiać ale za moment. Daj mi chwilę. - zaniosłam suszarkę i zrobiłam Sobie warkocz. - Mów o co chodzi, usiadłam na łóżku. 

- To nie miało tak być, chciałem Ci powiedzieć że spotykam się z kimś innym, ale nie było kiedy. Wyjechałaś w trasę a potem to porwanie, i ta ucieczka no i jakoś wyszło. 

- Jakoś wyszło? - nie wierzyłam w jego słowa. - Jakoś? - zaśmiałam się nerwowo. 

- No tak. A co mam zrobić? Po prostu jak spotkałem się z Elizą, to od razu coś do Niej poczułem. Kochałem Ciebie ale Eliza też jest ważna, musiałem wybierać. I wybór padł na Nią. - tłumaczył. - Chciałem to jakoś wytłumaczyć, ale nie umiałem. Byliście na obozie to wtedy też mnie odwiedziła. 

- Spałeś z Nią? W naszym łóżku? - zapytałam. 

- Tak. 

- To było tylko spanie razem, czy coś więcej? 

- Coś więcej. - odparł. 

- aha. - wstałam z łóżka i wyjrzałam przez okno. - Wiesz że ja nadal coś do Ciebie czuję? Nie mogę zapomnieć naszej pierwszej randki, tej nocy w hotelu. 

- Przepraszam. - wydusił. - Może zostaniemy Przyjaciółmi? 

- Przepraszam? Tak myślisz, że teraz ot tak pstryknę palcami i Ci wybaczę? - pokręciłam głową. - Ktoś kiedyś powiedział bardzo ciekawą rzecz.

- Jaką? - zaciekawił się. 

- Kochając jednocześnie dwie osoby, wybierz te drugą, bo jeśli kochałbyś pierwszą, nigdy nie zakochałbyś się w drugiej. 

- Wybaczysz mi? - wyprostował się i z nadzieją zapytał. 

- Wyjdź. - wskazałam palcem na drzwi. 

- Wybaczysz mi? 

- Wyjdź. - spojrzałam na chłopaka, stał w osłupieniu a spod moich powiek leciała słona woda, ogarnęłam się i zeszłam na śniadanie. 

Carlos.

Słyszałem jak James niemalże wyrywa drzwi do pokoju Belli z nawiasów, ale nie wchodziłem na górę. 

- James i Bella strasznie cicho rozmawiają. - powiedział Logan. 

- Zbyt cicho. - odezwała się Lena. - To jest jakieś straszne.. - wzdrygła się. 

- Jak w horrorze. - uśmiechałem się. 

- Spokojnie. Może Bella go tylko zadźgała, a teraz próbuję ukryć jego zwłoki w pokoju. - zaśmiał się Kendall. 

- Zwariowałeś. - szturchnął go łokciem Logan. 

- Dzieci.. - skomentowała Alice. 

- Udało się? - zapytałem, gdy do kuchni wszedł James. 

James zamknął oczy i pokiwał głową. - To będzie trudne. 

- U mnie było podobnie, ale chyba nic z tej przyjaźni nie będzie. - posmutniała Eliza. 

Bella. 

Nie wierzę, że mu to powiedziałam a On Sobie nic z tego nie zrobił. Ja nadal coś do Niego czuję, ale On tego nie zauważa. Popamięta mnie, oj bardzo popamięta. Ogarnęłam się do końca i zeszłam na dół. Nie 
bardzo pamiętam co się wczoraj działo, ale musiało być dobrze. 

- Zróbmy Sobie transparenty, z napisami dla chłopaków! - zaproponowała Lena. 

- To świetny pomysł. - poparła ja Eliza. - A kiedy koncert? - zapytała. 

- Powienien być za kilka dni, dzisiaj też będziemy do późna, - przęłknął kanapkę Logan. - Ale nie wiem dokładnie. 

- Musimy ogarnąć temat z Martinem. - powiedział James. 

- A właśnie gdzie Martin? - rozejrzałam się po kuchni. 

- Wyszedł wcześnie rano, bo musiał pozałatwiać i ogarnąć wszystko. - uśmiechnął się Kendall. - Mamy do Was prośbę. 

- Możecie pojeździć po mieście, i porozwieszać plakaty? - zapytał Carlos. 

- Odpadam. - podniosłam rękę do góry. - Głowa mi pęka, zostanę dzisiaj w domu. 

- To my jedziemy. - Alice wzięła plakaty i dziewczyny wyszły. 

Zostałam z Kendallem i Loganem w kuchni, ich spojrzenia mnie przerażały..

- Masz problem. - wtrącił mi Kendall. 

- Problem? - zaśmiałam się. - Nie, nie mam problemu. - pokiwałam głową. 

- Zaczęłaś pić. - szepnął Logan. 

- Kilka drinków to nie alkoholizm. 

- Ale po rozstaniu z Jamesem, zmieniłaś się. -  zauważył Kendall. - Jesteś oschła z stosunku do Niego i Elizy. No i tak obojętnie do nich mówisz. 

- Wasze relacje się popsuły, to źle działa też na Nas. - chłopaki próbowali ciągnąć dalej to kazanie. 

- Stop! - krzyknęłam. - To boli, to cholernie boli. Ja wciąż coś do Niego czuję, ale On woli Elizę. Może się kiedyś z tym pogodzę, ale nie teraz. Bo nie umiem. - westchnęłam głośno. - Pójdę się położyć. 

- Pomyśl. - powiedział Kendall. 

Może rzeczywiście jestem trochę wredna, ale nie mogę Sobie tego wyobrazić Oni tacy szczęśliwi. A ja zostałam sama, nie życzę im źle ale chcę z powrotem mojego Jamesa. Tego który był tylko dla mnie. Był
przy mnie blisko, i miał czas żeby się ze mną wygłupiać, wysłuchać i zawsze miałam się do kogo przytulić. 

- Bella. Masz gościa. - do pokoju zapukał Carlos. 

- Już idę. - podniosłam się z łóżka. - oo. - uśmiechnęłam się. - Cześć. Wejdź. - wpuściłam Coltona do środka. 

- Coś się stało? - zapytałam. 

- Nie. Chciałem Cię odwiedzić, zapytać jak się czujesz. 

- Dobrze. - pokiwałam głową. 

Porozmawialiśmy chwilę i Colton wrócił do domu, prawie cały dzień spędziłam w domu. Nie miałam ochoty na nic, położyłam się wcześniej. 

* - Colton - Nowy bohater, jak Wam się podoba, jak go oceniacie. Jego postać została zaczerpnięta z mojego ulubionego serialu, okazało się to nie dawno, że go lubię :). Więc ten mój serial to Arrow. Takie trochę science-fiction , akcja i dramat. Nie lubiłam tego serialu, aż do połowy pierwszego sezonu :). Trzymajcie się, słonecznego weekendu! ;)

- true. 

niedziela, 26 kwietnia 2015

Part 61.

Alice. 

Otworzyłam oczy i spojrzałam w sufit, zapatrzyłam się. Nie wiem co tam jest takiego ciekawego, ale bardzo mnie zachwycił. Przeciągnęłam się i poszłam do łazienki, nigdzie nie mogłam znaleźć swojej kosmetyczki, a była mi bardzo potrzebna. Skorzystałam z kosmetyków które były w szafce, po porannej toalecie zeszłam na dół. W salonie siedziała Bella z laptopem i aparatem, była mocno zajęta więc nie chciałam jej przeszkadzać. Poszłam do kuchni, siedział w Niej Logan i wraz z Carlosem przygotowywali śniadanie.

- Cześć chłopaki. - przywitałam się z Nimi i usiadłam przy stole. - Martin dzisiaj będzie?

- Tak. Powinien pojawić się na obiedzie. - odwrócił się Carlos. 

- To ja może pójdę porozmawiać z Bellą. - wzięłam jabłko i poszłam do Przyjaciółki. - Co robisz? - usiadłam na przeciwko.

- Ogarniam zdjęcia. - mruknęła, nie odrywając wzroku od laptopa. 

- Możemy porozmawiać? - zapytałam. 

- Jasne, mów. O co chodzi? - spojrzała na mnie. 

- Masz problem z alkoholem. - powiedziałam wprost. 

- Nie. spojrzała na mnie z pod byka. - Nie mam żadnego problemu, zapewniam Cie. Tamte butelki to tylko chwila zapomnienia. - machnęła dłonią.

- No jakoś mi się nie wydaję, może to przez zerwanie z Jamesem sięgnęłaś po alkohol. 

- On nie ma tutaj nic, do tego. - pokręciła głową. 

- Coś mi się nie wydaję. - szepnęłam. 

- Co? - zapytała. 

- Nic, nic. Idziemy na śniadanie? - zapytałam. - Reszta powoli się już schodzi. 

- Martin do mnie dzwonił, i powiedział że mamy pojechać do jakiegoś gimnazjum i tam się przygotowywać. - powiedział schodzący Kendall. 

- Do jakiego gimnazjum? - zapytał Carlos. 

- Nie pamiętam nazwy, ale mówił że to jest taki duży budynek pomalowany na zielono z jakimś pomnikiem, - podrapał się po głowie. 

- Zjemy śniadanie, i możemy jechać. - kiwnął głową Logan. - A na śniadanie mamy pyszne omlety! 

- uu.. - gwizdnął pod nosem James. - No to super. - ucieszył się. 

- Smacznego! - usiedliśmy do stołu. 

- Bierzemy ze Sobą Erica, a Wy możecie zrobić Sobie babski dzień. - powiedział Logan. 

- mhm. - skrzywiła się Bella. 

- Miałaś jakieś inne plany? - zapytałam. 

- Nie, nie. - pokiwała głową. - Możemy pójść na spacer po rynku, do zoo. Jest dużo miejsc, na pewno nie będziemy się nudzić. 

- Idziemy do zoo! - ucieszyła się Lena i Eliza. 

- Zabierz mnie ze Sobą. - Bella chwyciła Carlosa za rękaw. - Ja tego nie przeżyję.. - wycedziła przez zęby. 

- Wszystko będzie dobrze. - uśmiechnął się szeroko. 

- Oczywiście. Lwy albo tygrysy, skuszą się małą przekąską, z drobnej Blondynki. - poruszyła brwiami. 

- Kobieto, opanuj się. - zaśmiał się nerwowo. 

- Odwiedzimy dzisiaj też drapieżne kotki.. - uśmiechnęła się Bella. - Szkoda że nie możecie iść z Nami chłopaki. 

- No szkoda. - westchnął James. - Ale my już się zbieramy. 

Chłopaki poszli na górę się przebrać, a my z dziewczynami posprzątałyśmy. Bella przyglądała się Elizie, co chwilę mrużąc oczy. Pomysł z zoo, wcale nie spodobał się Belli. Po ogarnięciu kuchni poszłam na górę się przebrać. Poszłam na strych bo wiedziałam że Bella tam będzie. 

- Już gotowa. - zapukałam. 

- Jasne. - wyszła z pokoju, zamykając go na klucz i schodząc na dół. 

- Kierunek zoo? - ucieszyła się Eliza.

- W zoo nie byłaś? - zapytałam. 

- Jakoś nie miałam okazji. - posmutniała. - Rodzice nie chcieli tam chodzić, bo zwierzęta śmierdzą. Tak mówiła Mama. 

- Pomieszkasz z Nami, to jest dopiero zoo. - zaśmiała się Elena. 

- Nie chcę przerywać, ale wycieczkę do zoo możemy odbyć jutro. - Bella pozbawiła Nas humoru. 

- Dlaczego? - Lena i Eliza opadły na łóżko. 

- Muszę jechać na lotnisko, po Martina i Evę. - skrzywiła się. - Więc wybaczcie. 

- Ale mieli być na obiad. - przypomniałam Sobie. 

- Ale są wcześniej. Muszę jechać. - pobiegła na górę po kluczyki. 

- To co robimy? - zapytałam. 

- Chodźcie się opalać. - zaproponowała Eliza. 

Dziewczyny bardzo się ucieszyły na wieść, że pójdą do zoo. Lecz telefon od Carlosa, popsuł Nam plany. Trochę było szkoda, ale wyszłyśmy na taras aby nabrać koloru. A lato było bardzo gorące. Szybko
pozbyłyśmy się ciuchów, i rozłożyłyśmy leżaki. 

- Uważajcie na swoich chłopaków. - zajrzała do Nas Bella. 

- Dlaczego? - zapytałam. 

- Eva która jest asystentką chłopaków, bardzo lubi flirtować.. - poruszyła brwiami Bella. - Raczę Wam trzymać ich blisko. Ja spadam pa. 

 Bella. 

Wyszłam z domu, odpaliłam silnik i nagle wyskoczył mi Eric. 

- Życie Ci nie miłe? - nakrzyczałam na chłopaka. 

- Zawieź mnie na lotnisko, muszę wracać do domu. - westchnął. 

- Dlaczego? 

- Zadzwonił Adam, który organizuje castingi, że tam co byłem to dostałem główną rolę. I muszę jechać. - wytłumaczył. 

- To leć po ciuchy i jedziemy. - popędziłam chłopaka. 

- Jasne! - szybko poszedł do domu, i po chwili wrócił. - Możemy jechać. 

- Zapinaj pasy. 

Jechaliśmy w kompletnej ciszy, nikt się do nikogo nie odezwał. Radio cicho grało, a ja mogłam skupić się tylko na jeździe. Dojechaliśmy bez żadnych problemów, pożegnałam się z Ericiem i i czekałam na Martina i Evę. Samolot miał zaraz wylądować, miałam chwilę aby ogarnąć SMS-y które dostałam. Uśmiechnęłam się, jak zobaczyłam że jednym z nadawców jest Colton. Zaprosił mnie na imprezę do Siebie, taka zwykła domówka ale będzie dużo osób więc można powiedzieć, że to jest impreza. Chciałam wyglądać dobrze, ale nie tak żeby wyglądało to na randkę. Elegancko ale z klasą.  Zgodziłam się oczywiście, ale chciał żebym wpadła sama. Więc dla mnie lepiej. Ogarnęłam Martina i Evę. Bardzo się ucieszyłam jak ją zobaczyłam, mimo komplikacji mogłam śmiało stwierdzić że Eva nie jest zła i uważam ją za swoją Przyjaciółkę. 

- Cześć. - podszedł Martin i zaciągnął się powietrzem.

- Hej. - Eva machnęła ręką. - Bardzo mi przykro, że James z Tobą zerwał. - posmutniała. 

- Życie. - rzekłam. - Jedźmy do domu, pewnie jesteście głodni. 

- Nawet nie wiesz jak. - pokręciła głową Eva. 

- Daleko mamy? - zapytał Martin. 

- Nie, nie. Pół godziny drogi, może trochę więcej, ale zanim się obejrzycie a już będziemy w domu. - uśmiechnęłam się. 

Ruszyliśmy w stronę samochodu, było bardzo ciepło więc dziewczyna ściągnęła z Siebie sweterek i założyła okulary, Martin chował bagaże, a ja mogłam porozmawiać z Evą. 

- Muszę Ci coś powiedzieć. - szepnęła Eva. 

- Coś sie stało? - zaniepokoiłam się. 

- Ja i Martin jesteśmy parą, i zamieszkamy razem. - podskoczyła z radości, i ucałowała Martina. 

- Gratuluję Wam! Cieszę się, że jesteście szczęśliwi. 

- Nie będzie Ci głupio, jak w koło Ciebie będzie tyle par? - zapytał Martin, zapinając pasy. 

- Nie. pokręciłam głową. - Jakoś to przeżyję, a tak poza tym to dzisiaj idę na imprezę do kolegi, z którym nie widziałam się dłuższy czas. Odpocznę od Jamesa i jego nowej dziewczyny, czyli mojej dawnej 
Przyjaciółki. 

- Co? - Eliza i Martin odpowiedzieli równocześnie. - James jest z Twoją Przyjaciółką? - zapytała Eva. 

- Życie bywa brutalne ale cóż. Może kiedyś to zaakceptuję, a na razie jakoś nie mam ochoty o tym rozmawiać. - skierowałam wzrok na kierownicę. - I dojechaliśmy, mówiłam że to szybko zleci. 

- A chłopaki są w domu? - zapytał. 

- Powinni być na próbie. Zapraszam do środka. - pomogłam z bagażami. - Wróciliśmy. 

- Eva! - ucieszyła się Alice. - Stęskniłam się za Tobą! 

- Nawet nie wiesz, jak mi Ciebie brakowało. - odwzajemniła uścisk Alice. 

- Poznaj to jest Lena dziewczyna Kendalla, a to Eliza dziewczyna Jamesa. - Alice przedstawiła Sobie dziewczyny. 

- Bardzo miło Was poznać. - uśmiechnęła się. - To mój chłopak. - spojrzała na Martina i podkreśliła słowo chłopak. - Martin. 

- Cześć dziewczyny. Możemy zanieść gdzieś te bagaże? - rozejrzał się po pokoju.

- Już, już. Zaprowadzę Was. Zapraszam. - zaprowadziłam Przyjaciół do pokoju i wróciłam na dół.

- Co jesteś taka zadowolona? - zauważyła Lena. 

- Idę dzisiaj, się spotkać z kolegą, dawno się nie widzieliśmy. - kąciki ust lekko mi się podniosły. 

- To ten który był z centrum? - przybliżyła się Alice. 

- Tak. Ten. Zaprosił mnie dzisiaj do Siebie na małą imprezę, więc pójdę. - uśmiechnęłam się. 

Krótszy? Zdecydowanie, było go więcej ale część odjęłam. Impreza odbędzie się w następnej części. A teraz poznajmy nowego bohatera. Której mniej więcej, ogarnęłam w poprzednim rozdziale. Krótki opis i zdjęcie nowego bohatera.

Colton Worren - 23 lata. 
Początkujący aktor i model, często zmieniał miejsca zamieszkania ze względu na swoich Rodziców. Bellę i Carlosa poznał dzięki Rodzicom którzy pracują podobnej samej branży co rodzice Rodzeństwa.Carlos i Colton chodzili razem do klasy, lecz później ich drogi się rozeszły. Colton jest miłym chłopakiem, przyciąga uwagę wielu dziewczyn, nie zwraca na to zbytnio uwagi. Jest ciekawym i miłym chłopakiem. James z wielką niechęcią podchodzi do Niego, ale z czasem to się zmienia. 



niedziela, 19 kwietnia 2015

Part 60.

Oczami Belli.

Dlaczego? Co ja takiego zrobiłam. Przecież byłam grzeczna. Nigdy więcej nie lecę z Nimi.

- Przepraszam. - zaczepiłam Stewardessę. - Mogę poprosić o wodę? - zapytałam.

- Za chwileczkę przyniosę. - uśmiechnęła się szeroko. - Proszę. - podała mi butelkę. - Coś jeszcze?

- Mogę się przesiąść? - uśmiechnęłam się szeroko.

- Przykro mi, niestety nie ma wolnych miejsc.

- A zamiana? - zapytałam z nadzieją.

- Niestety nie. Życzę przyjemnej podróży. - posłała mi ciepły uśmiech.

- Pocałuj mnie, w przyjemną podróż. - mruknęłam..

- Coś się stało? - zapytał siedzący obok James.

- Nie. - warknęłam na chłopaka.

- Nie musisz być taka wredna, to że zerwaliśmy nie oznacza że nie możemy spokojnie rozmawiać.. - chciał załagodzić sytuację.


- No przestań. - parsknęłam. - Nie będę z Tobą rozmawiała, nie mamy o czym. Muszę tutaj siedzieć, więc to już wystarczająca kara. - odwróciłam się w stronę okna.

- Przepraszam. - szepnął. - Nie chciałem żeby to tak wyszło.

- Wysiądę z tego samolotu, to będziesz miał okazję porozmawiać, a teraz głowa w drugą stronę i zamilcz. - spiorunowałam go wzrokiem.

Zamknęłam oczy, no i chciałam jak najszybciej opuścić to miejsce i być z daleka od Jamesa.. Ale nie mogę. Wciąż go kocham, i chcę być z Nim ale chce aby był jak najdalej ode mnie! Musiał mi się śnić, jakiś straszny sen, bo jak się obudziłam to poczułam czyjąś dłoń. Zerknęłam lekko, i zobaczyłam że James też zasnął, i trzymał moją dłoń. Tak jak kiedyś, tak jak wcześniej. Udawałam że śpię, żeby jej nie zabierał. Ale mieliśmy wysiadać, więc zostałam obudzona.. I szybko zabrałam rękę.

- Wstawaj. - szturchnęłam Maslowa. - Wysiadamy.

- Przepraszam, zasnąłem. - uśmiechnął się.

Dlaczego mi to robisz? Dlaczego! Gotowałam się w środku, chciałam poczuć jego ciepło i mocno go przytulić..

- Bella, Bella. - szturchnął mnie Carlos.

- Co jest? - zapytałam.

- Weź swój bagaż. - podał mi walizkę.

- Przepraszam zamyśliłam się. Już ją zabieram.

- Co jest? - zapytał.

- Nie, nic. - pokiwałam głowa. - Jedziemy?

- Tak, tak. Ekipa! - krzyknął. - Taksówki na Nas czekają. Chodźcie, bo nie ma czasu.

- Przecież zdążymy. - uspokoił Carlosa Logan.

- Dobra, ale chcę się zdrzemnąć. - skrzywił się i zaprowadził Nas do wyjścia.

- Jedziemy do domu? - zapytałam brata.

- Tak. - ucieszyłam się.

Cieszyłam się bardzo, że jedziemy do domu. Tyle wspomnień. Eliza chciała żebyśmy zatrzymali się u Niej. Ale Carlos nie chciał się zgodzić. Sama bym ją chętnie wyrzuciła.. Ale nie mogłam. A taka szkoda. Dojechaliśmy. Znalazłam wzięłam klucze od Carlosa, chciała tam wejść pierwsza. Musiałam mieć pewność że nic się nie zmieniło, że wszystko jest tak jak dawniej. Weszłam do środka, zamknęłam drzwi reszta jeszcze się zbierała. Rozejrzałam się po domu, wszystko było na swoim miejscu. Chyba. Meble i cała reszta została przykryta materiałami. Zamknęłam oczy i wciągnęłam powietrze. Poczułam ten zapach, taki przyjemny. Chciałabym zostać tutaj na zawsze. Czułam jak ktoś się przepycha.

- Carlos. - mruknęłam.

- Przepraszam. Ach. - zaciągnął się powietrzem. - Czy tutaj nie jest pięknie? - zapytał.

- Zamknij oczy, i zrób to jeszcze raz. - poprosiłam brata.

- Masz rację. Jest cudownie.

Wzięłam swoją walizkę i wciągnęłam ją na górę. Stanęłam przed drzwiami, położyłam dłoń na klamce, i nie pewnie weszłam do pokoju. Wszystko było na swoim miejscu, zdjęcie z Elizą na komodzie, plakaty na ścianie i moje pudełko które zostawiłam na łóżku. Usiadłam. Odstawiłam walizkę, i otworzyłam pudełko. Tyle wspomnień, zdjęć. Na samą myśl łza mi się zakręciła. Otworzyłam stary album. Pierwsze zdjęcia mnie wzruszyły, byłam na Nich z Elizą, nasze spotkania i wspólne wyjazdy i Przyjaciele. Otworzyłam stary pamiętnik. Śmiałam się z moich wpisów. Nie pomyślałam że to aż tyle lat.

- Mogę wejść? - zapukał James.

- Jak musisz. - zaczęłam chować rzeczy do pudełka. - Proszę. Usiądź.

- Możemy porozmawiać? - zapytał.

- Mów. - wzięłam walizkę i zaczęłam wyciągać rzeczy.

- Boli mnie.. - spojrzał na mnie.

- Jak Cię coś, boli to weź Sobie tabletkę.

- Humor Ci się poprawił. - zaśmiał się. - Boli mnie to, że nie możesz mi wybaczyć. Musimy porozmawiać. - wstał i podszedł do mnie.

- Wyjdź zanim zrobię coś, czego będę mogła żałować. - wskazałam mu drzwi. - Proszę. Opuść to pomieszczenie.

- Nie. Bella nie. Nie wyjdę dopóki nie pogadamy.

- Idź stąd. - krew zaczęła mi buzować w żyłach. - Idź. Bo zrobię coś, czego będę żałowała.

- Co chcesz zrobić? - spojrzał na mnie.

Popatrzyłam na Niego, wbiłam wzrok w podłogę i mocno zacisnęłam pięść. - Chcę Cię pocałować. Więc wyjdź. Błagam.

- Porozmawiajmy. - upierał się. - Jeżeli mnie kochasz, to zamień ze mną parę słów.

- Jeżeli mnie kochasz, zostań ze mną. Wróć do mnie. - rzuciłam bez namysłu.

Wyszedł. Opuścił mój pokój, zamknęłam drzwi i upadłam bezradnie, oczy mi się zaszkliły.

- Kocham Cię James. Kocham Cię. - szepnęłam przez słone łzy.

o chwili usłyszałam jak ktoś schodzi na dół, serce zabiło mi mocniej, moja klatka piersiowa poruszała się szybciej.. Mój oddech był głośny i szybki. Bałam się, bałam się że zaraz eksploduje. Otworzyłam
okno, uderzyła mnie fala ciepłego powietrza, to było takie przyjemne i uspokajające. Wzięłam głęboki oddech, zamknęłam oczy i znowu myślałam o Jamesie. Idiotka.

- Zejdziesz na dół? - usłyszałam ciepły głos Alice.

- Tak, tak. - pokiwałam głową.

- Musimy skoczyć do sklepu po jakieś jedzenie, bo lodówka świeci pustkami. - pokiwał głową Carlos. - Ale trzeba też tutaj posprzątać, ogarnąć trochę.

- Dziewczyny mogą skoczyć po zakupy, no a chłopaki tutaj ogarniecie. - powiedziała Lena.

- Dobra. Ale możemy się podzielić. Dwie dziewczyny skoczą po zakupy i trzech chłopaków z Wami. - poruszył brwiami Kendall.

- Mogę jechać po zakupy. - odpowiedziałam, bez większej chęci.

- Ja zostanę w domu. - zaklepał Carlos. - Pojedzie jeszcze Alice z Loganem.

- Mogę jechać. - ucieszył się chłopak. - A kto z Nami? - rozejrzał się po pomieszczeniu.

- Pojadę. - odezwał się James.

- Co? - szepnęłam.

- Gotowi? - zapytała Lena. - Porządki czas zacząć.

Zabrałam torebkę i pieniądze. Nie chciałam aby James jechał z Nami.. Przed chwilą ta rozmowa, a teraz jeszcze podróż z Nim w jednym samochodzie.

- Kierowca! - krzyknęłam, i podniosłam kluczyki do góry z wielkim uśmiechem.

- Mogę usiąść z przodu? - zapytał James.

- Jak musisz. - spojrzałam na chłopaka. - Będzie Wam przeszkadzało, jak włączę polskie radio?

- Nie, lubię poznawać nowe języki. - uśmiechnęła się Alice.

- mhm.. - uśmiechnął się zalotnie Logan. - Nowe języki mówisz? - zaśmiał się.

- Głupek. - Alice szturchnęła go w ramię.

- Przynajmniej będzie wesoło. - włączyłam jakąś stację. - Nie wiem, co bym zrobiła gdybym Was nie poznała.

- No nie miałabyś innego wyjścia. - skomentował James.

- Dlaczego?

- Carlos jest w zespole, więc to by było dziwne jakbyśmy się nie poznali. - powiedział Logan.

- No ale Carlos, wcale nie musiał mnie poznawać z Wami. Gdybym była z Jack`iem to by było inaczej. A tak dzięki temu że zerwaliśmy, to Was poznałam. Chociaż mogłam też od razu być u Rodziców a nie zwalać się Wam na głowę. - skomentowałam.

- Nie zwaliłaś się nikomu na głowę. Jakby nie Carlos, to bym nie miała takiej przyjaciółki.

- Fakt. Ale mogłyśmy się poznać na koncercie, lub za kulisami.

- Daleko jeszcze do tego sklepu? - Logan zaczął marudzić.

- Chwila. - mruknęłam.

- Ale mój pęcherz może nie wytrzymać. - wiercił się na siedzeniu.

- Logan. - westchnęłyśmy z Alice. - Kilka minut Cię nie zbawi, a jak nie wytrzymasz to wysadzę Cie tutaj. - wskazałam na jakieś garaże.

- Poczekam. - odpowiedział ze spokojem.

Chwilę później dojechaliśmy do centrum, zaparkowałam w podziemnym garażu. Logan naprawdę musiał już iść do toalety, wskazałam mu kierunek. Nie ominęło się oczywiście bez kilku autografów.  Chłopaki chętnie je rozdawali. Alice też znalazła swoje fanki, była w bardzo wielkim szoku. Usiadłam na chwilę na ławce,gdyż wiedziałam że to chwilę potrwa. Rozejrzałam się po centrum, zauważyłam grupkę chłopaków. Przyglądałam im się chwilę, jeden bardzo mi przypominał dawnego kolegę, można powiedzieć że bliskiego Przyjaciela. Ale nie do końca byłam pewna.. Podniosłam się i poprawiłam z nadzieją że chłopak mnie zauważy. Bingo! Chłopak powiedział coś do kumpli i ruszył w moją stronę.

- Cześć.  Ale zauważyłem, wraz z kolegami że Nam się przyglądasz. - spojrzał na kumpli i na mnie.

- Przepraszam. - zawstydziłam się lekko. - Po prostu jesteś bardzo podobny, do mojego Przyjaciela.

- Bella! Idziesz? - krzyknęła Alice.

- Tak, tak. - kiwnęłam głową w stronę koleżanki. - Przepraszam jeszcze raz. - odwróciłam się lekko i chciałam dogonić Przyjaciół.

- Bella? - chłopak się zastanowił. - Isabella Pena? - wymówił moje nazwisko.

Odwróciłam się ponownie.. - Tak. - kiwnęłam wolno głową.

- Bella to Ty? - zdziwił się.

- Przepraszam na momencik. - wyciągnęłam telefon i dałam znać Alice, żeby dała mi jeszcze chwilę. - Jeżeli Ty jesteś Colton Warren to ja z pewnością Bella Pena. - uśmiechnęłam się.

- W całej okazałości to ja. - uśmiechnął się szeroko. - Zmieniłaś się, dawno Cię nie widziałem. Co tutaj robisz?

- Przyjechałam z Carlosem jego zespołem i Przyjaciółmi na koncerty, bo mają grać. No i teraz jestem na zakupach a później wracam do LA. Dalej tutaj mieszkasz? - zapytałam.

- Wakacje u brata. - wskazał na Bruneta w zielonej koszulce, który bacznie Nam się przyglądał. - Ale wracam do LA nie długo.

- Świetnie. Musimy się spotkać, tyle czasu minęło. Jak wyjechaliśmy to bardzo tęskniłam za Tobą. Twoja dziewczyna nie będzie miała, nic przeciwko że się spotkamy? - zapytałam.

- Nie. Nie mam dziewczyny, na razie nie angażuję się w związki, wolę zająć się karierą. Ale spotkania z Tobą nie odmówię. - uśmiechnął się zalotnie.

- Świetnie. - podałam mu swój numer. - Przepraszam ale znajomi czekają, jak wrócę do LA to odezwij się. Buźka. - pomachałam chłopakowi i wróciłam do Przyjaciół.

Poszliśmy w końcu na zakupy, kupiliśmy zaopatrzenie do lodówki. Alice chciała konieczni zajść do kosmetyczki. Po powrocie do domu, byliśmy zaskoczeni. Wszystko było wysprzątane i mogliśmy
zająć się robieniem obiadu.

- Cześć.  Ale zauważyłem, wraz z kolegami że Nam się przyglądasz. - spojrzał na kumpli i na mnie.

- Przepraszam. - zawstydziłam się lekko. - Po prostu jesteś bardzo podobny, do mojego Przyjaciela.

- Bella! Idziesz? - krzyknęła Alice.

- Tak, tak. - kiwnęłam głową w stronę koleżanki. - Przepraszam jeszcze raz. - odwróciłam się lekko i chciałam dogonić Przyjaciół.

- Bella? - chłopak się zastanowił. - Isabella Pena? - wymówił moje nazwisko.

Odwróciłam się ponownie.. - Tak. - kiwnęłam wolno głową.

- Bella to Ty? - zdziwił się.

- Przepraszam na momencik. - wyciągnęłam telefon i dałam znać Alice, żeby dała mi jeszcze chwilę. - Jeżeli Ty jesteś Colton Warren to ja z pewnością Bella Pena. - uśmiechnęłam się.

- W całej okazałości to ja. - uśmiechnął się szeroko. - Zmieniłaś się, dawno Cię nie widziałem. Co tutaj robisz?

- Przyjechałam z Carlosem jego zespołem i Przyjaciółmi na koncerty, bo mają grać. No i teraz jestem na zakupach a później wracam do LA. Dalej tutaj mieszkasz? - zapytałam.

- Wakacje u brata. - wskazał na Bruneta w zielonej koszulce, który bacznie Nam się przyglądał. - Ale wracam do LA nie długo.

- Świetnie. Musimy się spotkać, tyle czasu minęło. Jak wyjechaliśmy to bardzo tęskniłam za Tobą. Twoja dziewczyna nie będzie miała, nic przeciwko że się spotkamy? - zapytałam.

- Nie. Nie mam dziewczyny, na razie nie angażuję sie w związki, wolę zająć się karierą. Ale spotkania z Tobą nie odmówię. - uśmiechnął się zalotnie.

- Świetnie. - podałam mu swój numer. - Przepraszam ale znajomi czekają, jak wrócę do LA to odezwij się. Buźka. - pomachałam chłopakowi i wróciłam do Przyjaciół.

Poszliśmy w końcu na zakupy, kupiliśmy zaopatrzenie do lodówki. Alice chciała konieczni zajść do kosmetyczki. Po powrocie do domu, byliśmy zaskoczeni. Wszystko było wysprzątane i mogliśmy
zająć się robieniem obiadu.

Oczami Alice i Logana.

Alice.

- Obiad! - powiadomiłam Przyjaciół.

- No ale dlaczego ten strych jest zamknięty? - zapytał Kendall zajmując miejsce obok Leny.

- Bo to jest świątynia Belli. - zgiął palce w cudzysłów chłopak.

- Świątynia? - zdziwiłam się lekko i wszyscy spojrzeli na Bellę.

- No co? - chwyciła szklankę z napojem. - Uwielbiam to miejsce, tam robię to co lubię.

- A co takiego? - poruszył brwiami Eric.

- Są tam moje zdjęcia, płyty z wszelkimi nagraniami, jest kilka scenariuszy do krótkich filmów. I takie tam. - uśmiechnęła się.

- A może pokażesz Nam to później? - zapytałam.

- Zastanowię się.

Logan. 

- A możesz Nam powiedzieć co to był za chłopak z którym dzisiaj rozmawiałaś? - wtrąciłem.

- Przyjaciel.. - zaczęła grzebać w talerzu.

- Przyjaciel mówisz? - do rozmowy wtrącił się Carlos.

- Tak. Spotkałam dzisiaj Coltona. - spojrzała na brata.

- Colton, Colton?? Warren? - zadał pytanie.

Bella pokiwała głową, nie odrywając wzroku od talerza.

- No nie wierzę, a co On tutaj robi?

- Przyjechał do Dziadków, ale wraca do Los Angeles. - odpowiedziała.

- I Ty tak spokojnie, się z Nim spotkałaś? Bez żadnego ale.

- Wpadłam na Niego, przez przypadek. Znaczy czekaliśmy na Logana, a ja przyjrzałam sie grupie chłopaków i On do mnie podszedł, porozmawialiśmy chwilę i koniec. - skomentowała.

- Rozumiem.. - kiwnął głową.

- Carlos. - uśmiechnęła się tak szczerze.

- Dobra. To my posprzątamy i zaprosisz Nas do swojej jaskini? - zapytał Eric.

- Owszem, pójdę znaleźć kluczyk i zaraz się widzimy na górze.

Bella poszła na górę, a my posprzątaliśmy. Dziewczyny poszły się rozpakować. Może i miały rację aby to zrobić, bo Belli szukanie klucza naprawdę długo schodziło..

- Zapraszam! - usłyszeliśmy z góry.

- Pozwólcie że pójdę pierwszy, nie to że jestem nie kulturalny ale znam ten dom dobrze. - Carlos się odwrócił. - Cholera! - krzyknął. - Kto tutaj to zostawił. - złapał się za nogę, bo uderzył się w róg kanapy.

- Znam ten dom dobrze. - śmiał się Kendall.

- Nie było mnie tutaj kilka lat.. Hello! - podniósł ręce do góry.

Zabraliśmy dziewczyny z pokoi. Bella wskazała nam schodki po których mamy iść. Wyciągnęła z kieszonki kluczyk, którym otworzyła drzwi. Pokój był naprawdę bardzo dobrze urządzony. Stało tam
nie wielkie łóżko, kilka puf i mały stolik z dywanem który miał ciekawe wzory. Całość dopełniała gitara która stała w rogu. Teczki walały się po podłodze, panował tam wielki bałagan, ale to tylko
dodawało uroku temu miejscu. Bardzo mnie zachwyciło wielkie okno, było zasłonięte białą zasłoną.

- wow.. - usiadłem na pufie. - Tutaj jest naprawdę świetnie, sama to urządziłaś?

- Tak. Jeszcze chcę to dopracować, ale na razie nie mam bardzo jak. - spojrzała na Nas. - Poczekajcie, wybiegła z pokoju.

- Tutaj jest naprawdę fajnie. - rozglądała się po pomieszczeniu Eliza.

- Bella Cię nie zapraszała? - zdziwiłem się.

- Nie. Bo jak to powstawało, to nikt nie mógł tutaj zaglądać. - wytłumaczyła.

- Nawet ja. - załamał się Carlos.

- Jestem. I mam świetny pomysł. - posłała Nam swój uśmiech, znowu ten prawdziwy. - Zrobimy małą sesję, później kupię korkową tablice i powieszę ją tutaj. Będzie to naprawdę świetna zabawa. Zgadzacie się?

- No jasne! - krzyknął Kendall.

- Chcecie to mogę Wam udostępnić mój magiczny kuferek.. - wyciągnęła zza drzwi wielki drewniany kufer.

- Skąd to masz? - zdziwił się James.

- Nie musisz się o to martwić. - otworzyła skrzynię. - Proszę. Tutaj macie co chcecie, od drobiazgów po różne inne rzeczy. - Gdy będziecie gotowi zapraszam.

Każdy wziął to co chciał i zrobiliśmy, niesamowitą sesję.. Zbliżał się wieczór, więc każdy poszedł do pokoju w którym miał spać. Bella chciała koniecznie spać na strychu, więc tam też się udała. Mogłem już spokojnie położyć się spać.


Rozdział zdecydowanie za długi! Ale mnie wena wzięła i pisałam, pisałam. Mamy znowu nowego bohatera, mam już na Niego swoją wizję. Zaczerpnęłam go z mojego jednego z wielu lubianych przeze mnie seriali. Wątek dramatyczny wiąże się a akcją i science-fiction! Mieszanka wybuchowa, tak więc. Colton jest nowym bohaterem, jego postać zobaczycie już za tydzień! Postaram się pisać krótsze rozdziały, albo dzielić je na 2 części! Także, tego jakby tak to miłego weekendu i dużo Słońca ! ♥ .

niedziela, 12 kwietnia 2015

Part 59.

Nie mogłam spać, myślałam o Belli ale Logan też głośno chrapał..

- Przestań! - szturchnęłam go w ramię.

- Co się dzieję? - przebudził się szybko.

- Połóż się na bok, bo bardzo chrapiesz.

- Seksownie mruczę. - odpowiedział, zaszył się pod kołdrą.

Zarzuciłam na Siebie koc i zeszłam na dół, po szklankę mleka. Zastałam tam siedzącą Bellę.

- Dlaczego nie śpisz? - podeszłam bliżej. - Znowu pijesz?! - podniosłam głos.

- Przepraszam. - spuściła głowę. - Ale wcale nie zasnęłam, położyłam się i zalałam łzami, potem jak wszyscy zasnęli to przyszłam tutaj.

- Dlaczego to robisz? zapytałam.

- Co? Piję? - zaśmiała się. - Bo nie wiem co to miłość, nie wierzę w to. A ciągle jestem zakochana.

- Miłość to wielkie uczucie, między ludźmi! Nie można tego opisać słowami, gdy kochasz właściwą osobę poznajesz ją każdego dnia na nowo, wiesz że to uczucie będzie trwało wiecznie. Wiesz że nie zrezygnujesz z tej osoby nigdy! Kochasz ją, walczysz każdego dnia, czekasz aż wróci do domu i znowu Cię przytuli, pocałuje. Opowie banalny kawał, ale Ty i tak będziesz się śmiać cały czas, będzie na  każde Twoje zawołanie, jest sensem Twojego życia, każdego dnia, godziny i minuty i sekundy, podnosi Cię kiedy upadasz. I to jest prawdziwa Miłość. - powiedziałam w skrócie. 

- Nie znasz definicji miłości.. - wstała od stołu, lekko się chwiejąc podeszła do okna. - Miłości nie ma, to głupia Dziwka która daje przelotne szczęście, i uczucie na chwilę.. Najgorsze jest to że myślisz iż spotykasz właściwą osobę dla Siebie, a później się okazuję że jesteś dla Niego nie właściwa, nie idealna, za głupia, i taka inna. - wzięła butelkę i przechyliła jej całość, po czym wydała z Siebie dźwięk zadowolenia. 

- Kochasz go jeszcze? - spojrzałam na Przyjaciółkę, zapalając małą lampkę. 

- Nie. - jej głos zadrżał.

- Wiem że jest inaczej, dlaczego z Nim nie porozmawiasz? 

- Gdy go widzę czuję się jak w niebie. Serce mi szybciej bije, motyle w moim brzuchu ożywają a ja odpływam.. Te jego oczy, uwielbiam ich wzrok, Te usta, pamiętam ich smak, były takie słodki z lekką 
nutą maliny. Jego włosy, uwielbiałam się nimi bawić. Kocham go. 

- Powiedz mu to. 

- Nie. - odstawiła pustą butelkę. - Nie mogę. Wiesz że moje serce go kocha? - zaśmiała się, przez łzy. - Ale ja nie. 

- Nie rozumiem? - zdziwiłam się. 

- Ja go nie kocham, moje serce tak, mój mózg o Nim myśli. Moje myśli kręcą się wokół Niego. 

- Musisz z Nim porozmawiać. - poprosiłam Przyjaciółkę. - Jutro, a może dzisiaj już, Pogadasz z Nim. 

- Idziemy na zakupy dzisiaj, to wielka przyjemność, była i aktualna dziewczyna Jamesa. Jakie to zabawne. 

- Idź spać. Dobrze Ci radzę. Dobranoc. - poszłam na górę. 

- Tak, tak. Już się kładę. 

Narrator. 

Bella położyła się w salonie, nie mogła zasnąć kręciła sie z boku na bok. Śniła o Jamesie, chciała go mieć przy Sobie. Rankiem wstała i przygotowała śniadanie, do domu przyszedł Kendall z Leną, a z Nimi James i Eliza. 

- Cześć. - przywitała ich słonecznym uśmiechem. - Siadajcie, reszta pewnie zaraz przyjdzie. 

- No, no. - Lena rozejrzała się po stole. - Śniadanie mistrzów. - zaśmiała się. 

Po chwili na dół zeszła cała reszta. 

- Co to za okazja? - podrapał się w głowę Carlos. 

- Żadna. Jedziecie w trasę, więc jakieś takie lepsze śniadanie się przyda. 

- No ale przecież w Polsce też będziemy, mogli takie śniadania robić. - uśmiechnął się Eric. 

- Smacznego. - Bella usiadła przy stole. - No, nie czekajcie tylko jedzcie. Musicie mieć siłę na trasę, a my na zakupy. Eric jedziesz z Nami? 

- Nie. Mam kilka spraw do załatwienia, i chcę to zrobić teraz przed wyjazdem. 

- Po koncercie też takie śniadanie dostaniemy? -  zapytał Logan. 

- Jasne. - kiwnęła głową Alice. 

- To świetnie. - uśmiechnął się Henderson. - Kochanie, ale masz śliskie i zimne nóżki, rozgrzać Ci? - zaśmiał się.

- To nie moje nogi.. - odsunęła się. 

- Logan, tak nie wolno.. - zaśmiał się Carlos i spojrzał pod stół, wyjął butelki po wódce. - Co to jest? - zdziwił się, tak samo jak i reszta. 

- Wyniosę. - Bella przychwyciła butelki i wyniosła je na dwór. 

- Co to było? - James cicho zapytał. 

- To były butelki, ale czyje? - zdziwił się Eric. 

- Belli. - wyznała Alice. - Wczoraj jak zeszłam na dół, to zastałam Bellę z butelką. 

- Dlaczego? - zdziwili się znajomi. 

- Ona chyba zaczęła pić. - szepnęła. - Pogadamy później razem, bo idzie. 

- Butelki pewnie po imprezie zostały. - machnęła  dłonią. - Jak śniadanie? - uśmiechnęła się. 

- Pyszne. - odpowiedzieli wszyscy, a James zmierzył ją wzrokiem. 

- Cieszę się. Muszę kupić tyle rzeczy, a te co mam to je wyrzucę.. - uśmiechnęła się. 

Pół godziny później.

Chłopaki poszli do studia, Eric załatwiał sprawy a dziewczyny pojechały na zakupy. 

- Jedziemy do podziemnego parkingu, bo tutaj nic nie będzie. - powiedziała Eliza. 

- Bella, tam na pewno będą miejsca. - powiedziała Alice. 

Miejsce parkingowe szybko się znalazło. Przyjaciółki zabrały swoje rzeczy i udały się do windy. W centrum było mnóstwo sklepów, a wybór ogromny. Od drobiazgów po bardzo eleganckie rzeczy. Chciały zajrzeć do każdego sklepu, zaczęły od tych na dole i pięły się ku górze. 

- Co tak w ogóle potrzebujemy? - zatrzymała się Alice. 

- Teraz pewnie będzie jeszcze w Polsce ciepło, nie musimy ogarniać ciepłych rzeczy. - uświadomiła dziewczyny Eliza. 

- Ja biorę to co teraz kupię, ale coś ciepłego też wezmę. - pokiwała głową Lena. 

- Zrobię podobnie do Leny, ale w Polsce w domu mam też swoje ciuchy, więc o zimowe kreacje się nie martwię. No chyba że jakaś impreza, się trafi.. 

- A no to trzeba coś zakupić. - obudziła się Alice. 

-  We Wrocławiu coś znajdziemy, tam też są centra handlowe. - uśmiechnęłam się. - Kluby też są dobre. 

- No to ruszamy na zakupy! - radośnie oznajmiła Lena. - Woo hoo! Lecimy dziewczyny. 

- Musimy tutaj skoczyć. - wskazała palcem Eliza. 

- Po co? - Alice chciała zobaczyć, jaki sklep ma na myśli. 

- Tam są świetne bransoletki przyjaźni. - uśmiechnęła się przyjaźnie do Belli. 

- Aha. - skomentowała Blondynka. 

Dziewczyny jeszcze długo spacerowały po sklepach, najmniej zakupów zrobiła tylko Bella, nie kupiła mnóstwa rzeczy tak jak Lena. Która miała kilka toreb z ciuchami. Spodenki czy sukienka, musiała mieć
wszystko, chciała uzupełnić swoją szafę. Minęło kilka dobrych godzin.. 

- Muszę do toalety. - krzywiła się Lena. 

- Pójdę z Tobą. - uśmiechnęła się Eliza. - Dziewczyny popilnujecie zakupów? - spojrzała na koleżanki. 

- Tak. - Alice kiwnęła głową. - Bella masz jakiś problem? 

- Dlaczego? - grzebała coś w telefonie. - Nie mam żadnego problemu. 

- Wczoraj się inaczej wydawało, ten alkohol no i dzisiaj także. Co się z Tobą dzieję? - zapytała. 

- Nic. - odparła nerwowo. - Wszystko jest ok. 

- Jedziemy? - z łazienki wyszła Lena. 

- Tak, tak. - kiwnęła głową Blondynka. 

Oczami Kendalla.

Wróciliśmy zmęczeni, padałem na twarz. Chciałem się tylko położyć, ale Carlos zaczął swoje..

- Chciałem z  Wami porozmawiać.. O Belli. Ona ma problem. 

- Jaki problem? - zapytałem. 

- Tych butelek nie było na imprezie.. - pokiwał głową. 

- Skąd możesz wiedzieć, jakie butelki były? - zapytał James. 

- Wiem. To były inne. - stawiał przy swoim. - Ona zaczęła pić. 

- Bella? - zdziwił się Logan. - Niemożliwe.. Ale. - zamyślił się. - Poczekaj, poczekaj. Ostatnio jak James był u Babci, i była impreza to Bella wzięła butelekę wina i napiłem się z Nią. Ale potem wróciłem do 
środka, a Ona tam została sama.

- No właśnie. Więc jak to mi wytłumaczycie? - złożył ręce. 

- No może masz rację, ale musisz zapytać o to siostrę. - powiedziałem.

- Ale ich jeszcze nie ma, a jest późna godzina. Zakupy zakupami, ale nie aż tak długo.. - zmartwił się James. 

- Nie pozabijały się.. - uśmiechnął się Logan. - Ale.. Nie, no nie da rady. - Słyszeliście? - zapytał Logan. 

- Co? - zdziwiłem się. 

- No Lena.. Już wróciły. - zaśmiał się James.

- Jesteśmy! - do salonu weszła Lena, z kilkom,a torbami ciuchów. 

- Na co Ci to? - podniosłem się z wrażenia. 

- No wiesz.. Po prostu, wyjeżdżamy i chcę mieć nowe rzeczy. 

- No ale bez przesady. - spojrzałem na ciuchy. - Jak Logan i James zobaczą torby dziewczyn, to też będą w szoku pewnie. 

- Nie mamy tego dużo. - uśmiechnęły się wchodzące Eliza i Alice. 

- No rzeczywiście nie dużo. - pokiwał głową James. - Zgubiłyście Bellę? 

- Nie. Parkuję i zaraz będzie. Ona ma mniejszy zapas. 

Bella przyszła po chwili i od razu powiedziała że jest zmęczona, i udała się do pokoju. Następnego dnia, mieliśmy pojechać do studia po bilety i pieniądze. Martin miał do Nas dojechać, udało mu się załatwić
ostatnie bilety.. Więc dla Niego nie starczyło. Musieliśmy sie jeszcze spakować, no i na nic więcej nie było czasu. Wstaliśmy wcześnie rano, żeby dolecieć na konkretną godzinę. Nie chcieliśmy dłużej czekać. Szybko dojechaliśmy do lotniska, samolot miał się opóźnić, więc odetchnęliśmy z ulgą. Bo wszyscy się bali że się spóźnimy. Miejsca w samolocie były od Siebie w oddalone, więc nie każdy mógł siedzieć
z osobą którą chciał.. Ale mimo to i tak było warto. 

sobota, 4 kwietnia 2015

Part 58.

Oczami Carlosa.

- Zostaw tego papierosa! - warknął Kendall.

- Nie mogę. - zaciągnąłem się kolejny raz dymem. - Maslow mnie denerwuję.

- On i Bella muszą to Sobie w końcu wyjaśnić, sytuacja musi być jasna. Dajmy im spokój. - Kendall przemawiał do mnie jak do dziecka.

- Jest już późno, a Belli ciągle nie ma. - patrzyłem nerwowo na zegarek.

- Zaraz wróci.. - pocieszał mnie Kend. - Zadzwoń do Jamesa.

- Oszalałeś?! Nie będę z Nim rozmawiał.. - oburzyłem się.

- Carlos. Oni zerwali, ale nie Ty. Nie wtrącaj się w ich życie, my nadal jesteśmy kumplami.

- Ale to moja siostra. - zamyśliłem się. - Więc.. Chociaż może masz rację, nie powinienem się kłócić z Jamesem. Chyba czas się z Nim pogodzić.

Wyciągnąłem telefon z kieszonki i zadzwoniłem do Jamesa, nie odbierał. Spojrzałem na Kendalla, po czym telefon zadzwonił.

- Wpadnij do Nas.. Musimy pogadać. - rozłączyłem się.

- To się nagadałeś. - zaśmiał się Kendall.

Na dworze, zrobiło się szaro i zaczęło padać. James po chwili zjawił się z Elizą.

- Napijecie się czegoś?

- Nie dzięki. Coś się stało? - zapytał James.

- Chciałem Ciebie przeprosić, no a raczej Was. Zachowałem się ostatnio jak idiota.. Nie powinienem się tak o Was wyrażać. To było nie smaczne. Przepraszam Was. Troszczę się o Bellę, dlatego mnie tak poniosło. Jeszcze raz Przepraszam. Zgoda? - wyciągnąłem dłoń do Maslowa.

- ech. - głośno westchnął, echo odbiło mi się w uszach. - Zawsze byliśmy Przyjaciółmi więc to się teraz nie zmieni.

- No ja też Przepraszam.. Nie chciałam tak wybuchać. Bardzo mi przykro, że to tak wyszło. - tłumaczyła Eliza.

- No i w końcu zgoda! - zza ściany wyskoczył Logan. - Mówiłem Alice że się w końcu pogodzicie. - klasnął w dłonie.

- Co Ty tam robiłeś? - zdziwił się James.

- Czyściłem ściany, takie brudne. Oj nie ładnie. - przetarł kurz. - Fu..! - skrzywił się.

- Cześć. - do domu weszła Lena z Ericiem. - Co knujecie? - zapytała.

- Pogodziliśmy się z Jamesem. - wytłumaczyłem.

- Pokłóciliście się? - zapytał Eric, wieszając kurtkę.

- Rozstaliśmy się z Bellą, i jestem z Elizą. A tego wyszła sprzeczka.. Resztę Sobie dośpiewaj.

- Jak zniosła to Bella? - zapytała Lena. - Może pójdę z Nią porozmawiam?

- Nie ma jej w domu. - powiedział Kendall.

- Jak to jej nie ma? - zdziwiła się Eliza.

- Widzicie jaka jest pogoda? Nie wiadomo gdzie teraz jest. - zmartwił się Carlos.

- Zadzwoń do Niej! - krzyknęły równocześnie Alice i Eliza.

- Nie odbiera. Gdzie widziałeś ją ostatnio? - zapytałem.

- No na plaży, nie daleko tych skałek. - powiedział.

- Jedziemy.

Oczami Belli.

Siedziałam w tym klubie, piłam drinka za drinkiem. Zawsze w filmach po zerwaniu wszyscy się upijają, więc ja nie będę gorsza. Znudziłam się tym klubem i wyszłam. Padało strasznie, a domu miałam ochotę wrócić autobusem. Ale żadnego nie było, szłam chodnikiem a to ulicą. Nie jeździły żadne samochody. Jako że nikt nie chciał mi sprzedać alkoholu ze względu na mój stan. Poprosiłam przechodzącą obok dziewczynę z chłopakiem.

- Przepraszam. - zaczepiłam parę. - Mogłabym Was prosić o pomoc?

- Jasne. - uśmiechnęła się dziewczyna.

- Wiem że to głupie, ale możesz pójść mi kupić wódkę albo jakiś alkohol tylko w dużych ilościach.. - spojrzała na mnie dziwnie. - Uwierz mi wyglądam lepiej, ale dopiero co rozstałam się z chłopakiem, może
znasz, gra w zespole. James Maslow. - na samą myśl chciało mi się płakać. - Kretyn jakich mało.

- Dobrze. - dałam jej pieniądze i za chwilę wracałam szczęśliwa do domu.

Nogi odmawiały mi posłuszeństwa, ale szłam dalej. Otwierając bramkę, wywaliłam się i zdarłam kolana. Dziecko. - pomyślałam i wstałam. Nie mogłam trafić w dziurkę od klucza, ale powoli i trafiłam. Zdjęłam mokre ubranie, i zaniosłam je do łazienki aby wyschło, a sama poszłam na górę. Założyłam na Siebie jakiś dres, włączyłam laptopa i otworzyłam wódkę.

- Pamiętam to! Pamiętam. - skakałam z radości na łóżku. -I do kogo się tak cieszysz idiotko?  Jesteś tu sama, nie ma nikogo. Żaliłam się, piłam sama ze Sobą.. James mnie rzucił, a ja zostałam sama. Bez chłopaka, który mnie przytuli, pocałuje w czoło na Dobranoc. Przechyliłam butelkę i wypiłam całość. Schowałam ją pod łóżko. Położyłam się i zasnęłam.. Zaledwie kilka minut później, obudziły mnie hałasy dochodzące z dołu. Nie miałam ochoty wstawać.

- Możecie być cicho? - grzecznie zapytałam. - Nie wiem jak Wy, ale ja chcę spać! Miałam ciężki dzień i chcę o tym zapomnieć! - odwróciłam się na pięcie.

- Bella! - krzyknął Carlos. - Gdzie Ty byłaś? Martwiłem się, znaczy my się martwiliśmy. Szukaliśmy Ciebie. - tłumaczył.

- Byłam na plaży, i w klubie i wszędzie.

- Jesteś pijana. - zauważył Eric.

- Jestem szczęśliwa! - podskoczyłam z radości i upadłam na kanapę. - Już nie jestem szczęśliwa, wódka się skończyła. A ja chcę więcej! Więcej rozumiesz?! - krzyczałam w stronę Carlosa.

- Uspokój się, to tylko przejściowe. - powiedziała spokojnym głosem Eliza.

- Przyjacielem trzeba być, a nie udawać! Zejdź mi w oczu! - warknęłam.

- Ochłoń. Jutro porozmawiamy na spokojnie.. - zbliżył się Maslow.

- Skurwiel. - szepnęłam. - Nie dotykaj mnie, nie chcę Cię znać. Zostawiłeś mnie dla mojej najlepszej Przyjaciółki. Wynoś się z mojego pokoju, domu i w szczególności z mojego życia! - powiedziałam i wróciłam do Siebie na górę.

- Zostań tutaj, przecież mamy wolne pokoje, wszyscy się zmieszczą. - zapewnił Carlos.

- Nie chciałbym żeby Bella się denerwowała.. Znajdę gdzieś jakąś stancję.

- Nie! - powiedział Logan. - Jesteśmy zespołem, musimy trzymać się razem. Będziesz tutaj mieszkał i koniec, jak komuś nie pasuje to mogę też się wyprowadzić. - chłopak wstawił się za Jamesem.

- Ale.. - spojrzał na wszystkich.

- Jesteśmy kumplami znamy się od dziecka prawie, więc siedzisz z Nami i koniec!

- Tak. To już postanowione.

Otworzyłam szafę, spakowałam wszystkie rzeczy Jamesa. Wystawiłam torbę za drzwi. I wróciłam ponownie do pokoju..

Oczami Jamesa. 

Źle się poczułem z tym jak postąpiłem z Bellą. Ale to dłużej nie miało sensu, poszedłem na górę i zabrałem swoją torbę. Zająłem pokój jak najdalej od jej prywatności. Chciałem żeby Eliza się wprowadziła ze
mną, ale to by było za wcześnie.. Jednak tą noc jeszcze spędzi u mnie, a rano wróci do Dziadków. Rozmyślaliśmy z Elizą jak to dalej będzie, czy może jednak Bella zrozumie i Nam wybaczy..

Następnego dnia rano. 

Przeciągnąłem się, a na łóżku nie było już Elizy. Wróciła do Dziadków.

- Wstawaj! Śniadanie. - do pokoju zapukał Logan. - Szybko, bo za godzinę mamy być u Martina. Omówić trasę i wszystko.

- Już idę. - powiedziałem. - Logan. Jest Bella na dole?

- Stary. Boisz się jej? - zakrył usta dłonią, abym nie usłyszał jak się śmieje. - Chodź. Nie martw się.

- Daj mi 3 minuty. - odpowiedziałem po czym wziąłem głęboki oddech i skierowałem się do kuchni. - Cześć. - przywitałem się ze wszystkimi.

- Siadaj. - Carlos zrobił mi miejsce.

Bella nie zwracała na mnie uwagi, traktowała mnie jak powietrze.

- To kiedy jest ten wyjazd do Polski? - zapytała Alice.

- Dzisiaj się wszystkiego dowiemy. - powiedziałem.

- Życzę powodzenia! - uśmiechnęła się Bella. - Obejrzę wszystko w tv!

- Nie jedziesz? - zdziwił się Kendall.

- Ktoś się musi zająć domem, to chyba logiczne. - odwróciła wzrok, patrząc w okno.

- Nie. - odezwał się Logan. - Lena, Alice Eric, Eliza i Ty jedziecie z Nami! - powiedział.

- No ja wolę jednak zostać w domu, i się wszystkim zaopiekować. - Bella stawiała na swoim.

- Nie rób mi tego. - szepnęła Alice. - Pojedź proszę.

- Zastanowię się.

- Zbieramy się! - krzyknął Kendall. - Pogadamy w domu. Na razie!

Ogarnęliśmy się, i wyszliśmy. W aucie panowała wielka cisza. Nikt nie chciał się odezwać.

- Nie mogę. - nie wytrzymał Carlos. - Tak nie może być, James musisz pogadać z Bellą.

- O czym mam z Nią gadać, przecież zerwaliśmy. - rzuciłem.

- No to powiedz Elizce aby pogadała, no nie możemy zostawić Belli w domu. - oburzył się Logan.

- Ale Ona ze mną nie rozmawia, traktuję mnie jak powietrze. Elizę też. - spojrzałem przez okno.

- Poproszę Lenę aby pogadała z Alice i żeby się dogadały z Bellą, jakaś impreza albo coś. Wspólne zakupy, tak się Laski dogadają. - pstryknął palcami.

- Można spróbować. - wyciągnęliśmy telefony i napisaliśmy do dziewczyn.

Dojechaliśmy pod studio Martina. Wygodnie usiedliśmy i czekaliśmy.

- W końcu! - krzyknął. - Słuchajcie. Jedziemy za 3 dni. Będziemy grać na Rynku we Wrocławiu i Warszawie, próby będą się odbywały w pobliskiej szkole.

- Dlaczego nie gramy w szkole? - zapytałem.

- Tamtejsze sale są mniejsze, a na rynku więcej miejsca no i sprzedamy więcej biletów. - wtrąciła sie Eva.

- No ok.. - zaryzykował pytanie Carlos. - A jak będzie zimno, zacznie padać deszcz, albo będzie burza z piorunami? A ktoś dostanie kulką gradową, albo uderzy Jamesa piorun?

- Dlaczego mnie? - skrzywiłem się.

- Tak. tylko powiedziałem. - Carlos wyszczerzył zęby.

- Nic takiego nie będzie, widziałem pogodę w Polsce. Jest mega ciepło, nie martwcie się. - pocieszył Martin.

- Kulki gradowe nie spadną, a żaden piorun nikogo nie uderzy. - wytłumaczyła Eva.

- No dobra.. - Carlos nie był przekonany.

Martin wytłumaczył Nam jeszcze kilka rzeczy, w końcu Carlos chyba wszystko zrozumiał. Wracaliśmy do domu w dobrych humorach. Zajechaliśmy do cukierni, po coś słodkiego. Ciągle pamiętałem że Bella uwielbia kruche babeczki, kupiłem je aby choć trochę osłodzić jej to zerwanie. W domu panowała cisza, ale na dworze dziewczyny Sobie odpoczywały. Co prawda, nie było jeszcze Elizy, ale to nie problem. Podesłałem jej SMS-a.

- Już wróciliście? - zauważyła Lena. - Czego się dowiedzieliście?

- Chodźcie do domu, mamy coś słodkiego. - Carlos podniósł siatkę ze słodyczami.

- Nie musicie mnie długo namawiać. - Alice zarzuciła ręcznik i przyszła.

Oczami Alice.

Zarzuciłam ręcznik i poszłam na górę założyć coś luźniejszego, po czym zbiegłam na dół.

- Cześć Eliza. - przywitałam się z dziewczyną.

- Cześć. Pukałam, ale nikt nie słyszał.. - speszyła się. - Tak więc pozwoliłam Sobie wejść.

- Nie ma sprawy. - uśmiechnęłam się. - Zapraszam do salonu. - dziewczyna udała się do pomieszczenia

- Cześć Kochanie. - James przywitał się z dziewczyną.

- Cześć. - cmoknęła go w policzek.

- A gdzie Bella?

- W kuchni, przygotowuję napoje. - powiedział Logan.

- Pójdę jej pomogę. - wyszłam, nie chciałam patrzeć na Maslowa. Lubię Elizę, miła dziewczyna. Ale James mógł od razu wszystko powiedzieć. - Co robisz?

- Nie strasz.. - odskoczyła szybko od lodówki. - Nie lubię jak mi to robicie.

- Ups. Pomogę Ci. - wzięłam sok od dziewczyny.

- Ok. Zaraz przyjdę.

- Jasne. - zabrałam się z kuchni.

- Chodźcie na dwór, jest taka ładna pogoda, nie będziemy siedzieć w domu. - szybko wstała i zabrała tacę.

Chłopaki już nie mogli wytrzymać, a najbardziej chyba Carlos. Palił się aby powiedzieć czego się dowiedział, dałam mu znak aby zaczął mówić, bo inaczej byśmy nie wytrzymali.

-  Jedziemy za 3 dni. Będziemy grać na Rynku we Wrocławiu i Warszawie, będzie mega super! Dziewczyny, my nie będziemy mieli czasu, tak więc z chłopakami postanowiliśmy żebyście poszły na zakupy. Tak razem, musicie mieć jakieś świetne ciuchy na koncert.

- No to bardzo fajny pomysł, ale może nie dzisiaj. Jakoś nie mam ochoty. - rzuciła Lena.

- No ja też nie, wolę zostać w domu. - odezwałam się.

- A Ty Bella? - zapytał Kendall.

- Świetna sprawa te zakupy. - uśmiechnęła się sztucznie, miała ten uśmiech wyćwiczony do perfekcji. - Jutro, owszem chętnie. Mogę iść. - wzruszyła ramionami.

- Super! Babski wypad, będzie świetnie. Ciuchy, kosmetyki i faceci! - krzyknęła Lena.

- Faceci? - Logan i Kendall spiorunowali wzrokiem Lenę.

- Kurde. Spotkam dawnego kolegę, albo kogoś to już mi porozmawiać nie można? - obroniłam ją.

- Można, można. - kiwnął głową Logan.

- Kurde.. - Bella się obudziła. - Ja muszę lecieć, łyknęła napoju i pobiegła na górę.

- Co jej się stało? - zdziwiła się Eliza.

- Nie wiem.. - pokiwałam niepokojąco głową, po chwili na dół zbiegła Bella.

- Gdzie się śpieszysz? - zapytał Logan.

- Przepraszam. Ale muszę lecieć, umówiłam się w sprawie tego filmu. - mówiła bardzo szybko. - Ja lecę. Pa!

- To nie za późno? - zdziwiłam się trochę.

- Nie jest tak późno. Godzina 16 to jest jeszcze wcześnie, to duża dziewczynka i da Sobie radę. - pocieszył Nas Carlos.

- No ale jednak 3 Facetów to coś.. - wtrąciła Eliza. - Ja bym się o Nią martwiła.

- Nie musisz. - odezwał się Carlos. - Ona da Sobie radę.

Pół godziny później James i Eliza wyszli z domu, pojechali do dziewczyny. Wrócił także Eric, któremu wszystko opowiedzieliśmy. Był zachwycony że jedzie do Polski, bardzo się cieszył. Kendall i Lena też wyszli z domu, zostałam sama z chłopakami. Około 19 zaczęłam się martwić że Bella nie wraca, dzwoniłam ale nic.

- Może nie ma czasu, i obgadują co i jak. - wytłumaczył ze spokojem Eric.

- Martwię się. - powiedziałam.

Późnym południem. 

Usłyszeliśmy jak ktoś przekręca zamek w drzwiach, później postać weszła do salonu.

- Gdzie byłaś? - naskoczyłam na Przyjaciółkę.

- Nie było spotkania. - dziewczyna ledwo co stała na nogach. - Ale była impreza. - kiwała głową. - Bawiłam się świetnie. Światła, wszędzie światła. Różowe, zielone, niebieskie. - gestykulowała rękami.

- Z kim byłaś? - chciałam się dowiedzieć, Bella rozejrzała się uważnie po pokoju.

- Eric ze mną był. - wyszczerzyła zęby.

- Jestem tutaj. - chłopak pojawił się znikąd.

- To z kim się bawiłam? - spojrzała za Siebie, i posmutniała. - Ale było warto, ciacha były. Nie podrywałam nikogo, bo wciąż go kocham. - bełkotała bez sensu.

- Kochasz Jamesa? - zapytał Carlos.

- Nie. On jest inny. Miły, spokojny i przystojny. Jest ich kilku. Ale nie pamiętam imion. - zachwiała się. - Muszę iść, niedobrze mi. - zamknęła oczy.

- Chodź, chodź. - Carlos zaprowadził ją do łazienki i zaraz wyszedł.

- Czego z Nią nie zostałeś? - zapytał Logan.

- Jestem zbyt delikatny. - skomentował. - Nie lubię oglądać takich rzeczy. - wzdrygnął.

- Pójdę do Niej. Nie zostawię Przyjaciółki samej. - wkroczyłam do łazienki.

Wyglądała strasznie, włosy każdy w inną stronę. I ten wyraz twarzy, mina zbitego szczeniaka. Pomogłam dziewczynie dojść do Siebie.

- Umyj zęby. - poprosiłam.

- Śmierdzi mi z ust? - chuchnęła mi prosto w nos.

- mhm.. - skomentowałam. - Umyj zęby 2 razy, albo i 3. - pokiwałam głową i wyszłam.

Bella zrobiła to co jej kazałam. poprosiłam Erica aby pomógł mi ją zaprowadzić na górę.. Zasnęła jak dziecko. Oby nigdy więcej nie tknęła alkoholu.

* - Zaczynam pisać chyba krótsze rozdziały.. Albo będę je dzieliła na części. Co do bloga z jednorazówkami mam kilka pomysłów na historie, ciągle wymyślam nowe. Na początek tytuł a później cała historia i bohaterowie. Zacznę starać się je pisać, w zeszycie mam kilka historii.. Teraz muszę je tylko udostępnić ;).

Życzę Wam wesołych i pogodnych świąt, spędzonych z Rodziną i najbliższymi! Dużo słońca! Przyda się :). Smacznego jajka, mokrego dyngusa i nie wiem co jeszcze, ale ogólnie żeby te święta były wesołe i bardzo udane! Wesołych Świąt Króliczki ♥ .