niedziela, 25 stycznia 2015

Kendall i Rose - Szkolna miłość.

Słońce pieściło moje policzki, lekki wiatr ciepły wiatr przedarł się przez uchylone okno. Kolejny dzień, kolejna porażka.. Nienawidziłam tej szkoły, chciałam aby wszystko się już skończyło. Ostatnie tygodnie
czerwca, były bardzo ciepłe. Cieszyłam się że w końcu będą wakacje..

- Rose. Wstawaj, śniadanie. - do pokoju zapukała Mama.

Moja Mama już zdradziła moje imię, więc wiecie z kim macie do czynienia.. Teraz opiszę Wam moją historię. Jestem Rosalia Smith. Miło Was poznać! Zaczynamy..



- Już, już. - przeciągnęłam się i przejrzałam w lusterku. - Kolejny dzień, kolejne upokorzenia.. - westchnęłam głośno i poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic i wróciłam do pokoju się przebrać, było ciepło Założyłam legginsy i ulubioną bokserkę a do tego wzięłam dłuższy sweterek.

- Siadaj Kochanie. - powiedziała Mama i podała mi sok.

- Denis. Nie baw się jedzeniem, tylko zjedz grzecznie i zaraz Tata odwiezie Was do szkoły.

- Ok. - odpowiedział mały chłopiec.

Denis - mój młodszy brat, jego szkoła znajduję się 2 ulice dalej od mojej, więc często go odbieram ze szkoły. Wszyscy się ze mnie śmieją, że to mój syn. Z resztą przyzwyczaiłam się do tego. Już nawet nie mam siły im czegokolwiek odpowiadać. Może kiedyś im się to znudzi, ale nie szybko. 

- Dzień Dobry. - do kuchni wszedł Tata, jak zawsze koszula i krawat. - Co my tutaj mamy dobrego. - spoglądał na stół.

- Denis dzisiaj wracasz do domu z Rose, nie dam rady Cię odebrać. - powiedziała Mama. - Mam dużo pracy w salonie. - Kochanie. Masz tutaj 50 dolarów będziecie mogli coś Sobie kupić do jedzenia, bo nie
wiem o której dzisiaj z Ojcem skończymy. 

- Jak zawsze. - szepnęłam. 

- Mówiłaś coś? - Ojciec wyjrzał zza gazety. 


- Nie. - odparłam. - Pójdę otworzyć drzwi, to pewnie Gabi przyszła. 

Gabriella Sonttag. - Moja jedyna i najlepsza Przyjaciółka, kumpluje się także z klasową elita.. Patricia , Evelin , Victoria i Sindy. To nasze cheerleaderki, no cóż, ja nie miałam takiego szczęścia jak Ona, ale źle też nie jest. Ważne że ktoś ze mną rozmawia.

- Cześć! - weszła jak zawsze rozpromieniona Gabi. - Gotowa? - zapytała. 

- Wejdź. Skoczę po książki na górę i możemy jechać. - pobiegłam na górę, zabrałam potrzebne książki i szybko zbiegłam na dół. - Gotowa! - wróciłam na dół. 

- Ja też jestem gotowy. - wyskoczył Dennis. - Tatusiu! Chodź. - krzyczał mały. 

Wyszliśmy z domu. Tata podwiózł nad pod szkołę, a potem odwiózł małego. Już chciałam wracać, jeszcze nie przekraczając progu tego znienawidzonego budynku, te same twarze i nowe jeszcze lepsze i 
bardziej wymyślne upokorzenia.. Już miałam tego dosyć. 

- Idziemy dzisiaj na shopping? - z zamyśleń wyrwała mnie Gabi. 

- Chciałabym. Ale nie mogę, muszę odebrać Denisa ze szkoły. - zmartwiłam się. - Ale może jutro? Mały jedzie z Rodzicami do dentysty, więc nie idzie do szkoły. Możemy iść. 

- Ok! - przybiłyśmy piątkę. - nie chciałam wchodzić do tego budynku, widziałam jak chłopaki się czają za murkiem. Wiedziałam że czeka mnie coś złego, i nie myliłam się. Zza niego wyskoczył jeden z tych którzy prześladują mnie już od początku gimnazjum.. 

- haha!! - głośny śmiech rozległ się po mojej głowie. - To było genialne! - krzyknął najbardziej dowcipny z całej ekipy Carlos.

Carlos Pena - chłopak o latynoskiej urodzie, jest mistrzem dowcipu. Co chwilę wymyśla jakieś nowe żarty, uwielbia się śmiać, do życia podchodzi bardzo luzacko. Dlatego rzadko jest brany na poważnie.

- Jesteś mistrzem! - poklepał go po plecach Lucas. 

Lucas Jerson - wysoki ciemnowłosy chłopak o niebieskich oczach. Lubiący nabijać się ze słabszych, jest w szkolnej drużynie. Lubi być w centrum uwagi tak jak jego koledzy. 

- Oszalałeś? - podniosłam się i otrzepałam kurz. - To nie było miłe! - zaczęłam kasłać. 

- Nic Ci nie jest? - podbiegła do mnie Gabi. 

- Nie. Wszystko w porządku, ale trochę boli mnie ręka. 

- Chodź do pielęgniarki. - Przyjaciółka zaprowadziła mnie do gabinetu. 

Półtorej godziny później.

Siedziałam i słuchałam jak nauczycielka opowiada Nam o jakiejś  głupiej lekturze. Słuchałam uważnie, notowałam każde słowo. Lubiłam się uczyć, ale nie w tej szkole.. Chciałam już przerwę, żeby móc odpocząć. Zadzwonił upragniony dzwonek, wszyscy wybiegli jak poparzeni. Poszłam i zajęłam Sobie miejsce obok ulubionego drzewa, zawsze był tam cień. Siedziałam i rozmyślałam o tym co nowego może mi się jeszcze przytrafić. Rozglądałam się po boisku, lecz nie mogłam znaleźć nigdzie Gabi. Próbowałam do Niej dzwonić, ale nic. Może się źle poczuła i się zwolniła. - pomyślałam. Siedziałam tak dłuższą chwilę, aż przypomniałam Sobie że muszę iść do biblioteki oddać książkę. Udałam się do szkoły i odnalazłam bibliotekę. 

- Dzień Dobry. - przywitałam się ze starszą kobietą. - Przyszłam oddać książkę. - wyciągnęłam ją z torby. 

- Dzień Dobry. - odpowiedziała. - Proszę o nazwisko i klasę. 

- Smith Rosalia 3B. - rozglądałam się po pomieszczeniu. 

- Smith, Smith. Mam. - uśmiechnęła się. - Jeżeli chcesz coś wypożyczyć to proszę. 

- Dziękuję. - rozglądałam się pomiędzy półkami, i natknęłam się na Gabi.. - Co Ona tutaj robi?- zastanowiłam się, nie była sama był z Nią sam James Maslow. 

James Maslow - klasowy przystojniak, lub i szkolny. Każda dziewczyna chcę z nim być. Jest w grupie tanecznej razem z kolegami, przyjaźni się z Carlosem i Lucasem oraz resztą. 

 Nie wierzysz mi? - zadał pytanie Gab. - Ja naprawdę Cię kocham. Proszę uwierz mi. 

- Nie wiem James, nie wiem. - Gabi kręciła głową. 

- Jak mam Ci to udowodnić? Krzyknąć na apelu. Kocham Cię Gabriella Sonttag! - zapytał. 

- Nie, nie. Ale nie chcę aby to były puste słowa. - zmartwiła się. 

- Nie są. Uwierz mi proszę. Zostałem już raz zraniony przez dziewczynę. Przecież dobrze wiesz. Nie zniósłbym tego drugi raz. - posmutniał. 

- Dobrze. - kiwnęła głową. - Jesteśmy oficjalnie parą? 

- Tak. - przybliżył się do Niej i złożył namiętny pocałunek na ustach. 

Szybko wybiegłam z tej sali. Nie chciałam patrzeć na Nich. Do końca przerwy zostały 2 minuty, udałam się na salę gimnastyczną. Aby się przebrać, nie chętnie pokazywałam swoje nogi. Ale że było ciepło to nie miałam innego wyjścia. Założyłam krótkie spodenki i zmieniłam bluzkę. 

- O proszę. - odezwały się dziewczyny. - W końcu pokazałaś te przeszczepy. - zaśmiała się Patricia a razem z Nią reszta jej koleżanek. 

Paricia Johannes - klasowa piękność, lubi być w centrum uwagi. Może nie uczy się najlepiej, ale jej Rodzice nadrabiają pieniędzmi za jej naukę, dziewczyna Lucasa.

Evelin Faron - zarozumiała i wstrętna dziewczyna, lubiąca dopiec każdemu w każdej chwili jedyne co ją obchodzi to wygląd.

Victoria Belce - niezbyt mądra dziewczyna, lecz należy do grupy Patrici, w której musi się jej słuchać, uwielbia być w towarzystwie chłopaków. 

Sindy Schultz - ukrywa swoją inteligencję, aby tylko przypodobać się Patrici, wybiera się do dobrego liceum, ale boi się o tym mówić dziewczynom. 

- Odczep się! Zachowaj te mądrości dla koleżanek! - warknęłam, zachowałam się jak nigdy dotąd, chciałam żeby się w końcu odczepiły.

- Słucham?! - naskoczyła na mnie. - Jak śmiesz się tak do mnie zwracać? Ja tutaj rządzę, więc masz być miła! Bo to się źle skończy! - krzyknęła i odepchnęła mnie. 

- Dziewczyny! Zapraszam na boisko! - do szatni weszła Trenerka. Pani Dawson. 

Wszystkie wyszłyśmy, ale Gabi nawet mi nie pomogła tylko poszła za dziewczynami. Boląca ręka dała mi się we znaki. 

- Pani Trener. - pobiegłam do kobiety. - Mogę się zwolnić i nie ćwiczyć, boli mnie ręka. Nie dam rady. 

- Dobrze. Usiądź na ławce i siedź. - uśmiechnęła się przyjacielsko. 

- Dziękuję. - przytaknęłam i usiadłam. 

-  Cześć. - spojrzałam w bok, nie wierzyłam własnym oczom. Obok mnie usiadł Kendall.. Sam Kendall Schmidt. Przywódca wielkiej ekipy! 

- Cześć. - odpowiedziałam nieśmiało. - Nie pomyliłeś ławek?

- Chciałem Cię przeprosić za zachowanie chłopaków, nie powinni tego robić. - zrobiło mu się przykro, w jego głosie było słychać skruchę i żal. 

- Nic się nie stało. - odpowiedziałam. - Nie musisz oszukiwać i ściemniać, że Ci przykro. 

- Ale chciałem być miły. - kąciki jego ust się podniosły. - Naprawdę. 

- Nie trzeba. Patrz. Twoi kumple tutaj idą. Możesz już iść. - odsunęłam się. 

Kendall Schmidt - Przywódca ekipy dowcipnisiów, uczęszcza na zajęcia taneczno-wokalne. Ma niesamowity głos, jest dobrym uczniem. Wysoki przystojny blondyn, z zabójczym spojrzeniem i zniewalającym boskim uśmiechem. Ideał. 


- No, no, Kendall. Znowu bajerujesz laski? - wybuchł śmiechem James. 

- Nie obraź się stary, ale idź do okulisty. Bo może nie dowidzisz że to Rosalia Smith. - odezwał się Lucas. 

- No Luca ma rację. - poprawił go Carlos. - Ale jakby założyć jej torbę na głowę, to reszta nie jest taka zła. 

- Masz rację! - przybił mu piątkę James. 

- Chłopaki! - krzyknął trener. - Do mnie biegiem! 

- Idziemy! - popędził ich Logan. 

Kendall poszedł z Nimi, odwracając się co chwilę. Te przeprosiny na nic się się nie nadały.. On jest taki sam jak reszta. A ja głupia, myślałam że jest inny. Tak bardzo mi się podoba, ale gdzie mi do Niego i do bycia jego dziewczyną. Siedziałam ze spuszczoną głową, pojedyncze łzy spływały mi po policzkach. Nie wytrzymam tutaj nerwowo. Załamię się. Zaraz koniec lekcji, cieszyłam się że wrócę do domu, ale jeszcze muszę iść po Denisa.

Logan Henderson - Następny z paczki Pana Schmidta, jest dobrym uczniem chłopaki mogą na Nim polegać. Razem z Kendallem, Jamesem i Carlosem uczęszcza na zajęcia wokalno-taneczne. Jest nawet i czasami miły. Ale to zdarza mu się rzadko. 

Wieczorem. 

Siedziałam z Denisem i przygotowywaliśmy kolację jego ulubione spaghetti. 

- auć.. - krzyknęłam, na co mały szybko zjawił sie w kuchni. 

- Co Ci się stało?! - przestraszył się.

- Poparzyłam się gorącą wodą. - próbowałam zachować spokój. - Wzięłam rękę pod zimną wodę. 

- To moja wina.. - Denis się rozpłakał. - Gdybym nie chciał tego to by Ci się nic nie stało, to przeze mnie. - uciekł do salonu. 

- Denis. - pobiegłam za Nim. - Szkrabie. To nie Twoja wina, zamyśliłam się. - uśmiechnęłam się do Niego. - Chodź dokończymy kolację. 

- Dobrze. 

Po kolacji pozmywałam i położyłam się spać, śnił mi się Kendall. Piękny sen, ale rano znowu obudziła mnie Mama. 

Poranek. 

- Cześć. - powiedziałam schodząc na dół. 

- Pokaż rękę. - powiedziała Mama. 

- Po co? - nie chętnie pokazałam. 

- Denis wszystko powiedział. Poparzyłaś Sobie przedramię, teraz to przemyję i zabandażuję Ci rękę. 

- Nie trzeba, założę długi rękaw. - spojrzałam na Mamę. 

- Jest bardzo ciepło, wręcz gorąco. Wskakuj w krótkie spodenki, możesz założyć mgiełkę. Będzie przewiewna i wygodna. Gabi jeszcze nie ma? - zapytała się Mama. 

- Nie. Nie przyjaźnimy się już, wolała inne dziewczyny. Nie martw się dam Sobie radę. - poszłam na górę założyłam krótkie dżinsowe spodenki, mgiełkę i upięłam włosy w koka. - To będzie nowe stulecie.. zaśmiałam się. - Ja w takim stroju do szkoły. 

- A któż to? - zachwyciła się Mama. - Wyglądasz ładnie. Dzisiaj jedziemy do dentysty i do Dziadków więc masz cały dzień wolny, wrócimy bardzo późno. 

- Dobrze. Ja już będę szła. - pomachałam domownikom i wyszłam. 

Uf. Za 2 tygodnie koniec szkoły, bardzo się cieszę. Więcej już nie będę musiała spotykać tych wszystkich twarzy. Pójdę do nowej szkoły i wszystko się zmieni. 

- Rose! - ktoś za mną krzyczał. - Poczekaj! - podbiegł do mnie nikt inny jak sam Kendall. - Myślałem że Cię nie dogonię. - złapał zadyszkę. 

- Czego chcesz?! - warknęłam. - Gdzie masz swoich kumpli?! Zgubili się, poczekaj założę torbę na głowę, to nie będzie takiego wstydu.. - odpowiedziałam. 

- Chciałem Cię przeprosić. - stanął przede mną. - Powinienem ich zatrzymać, żeby nie wygadywali takich głupot. - jego słowa płynęły prosto z serca. - Przepraszam. Wiem że masz uczulenie na niektóre 
kwiatki, więc przyjmij to ode mnie. - wyciągnął z torby bukiet z lizaków chupa- chups. - Proszę i przepraszam. - uśmiechnął sie, a ja mało się nie rozpłynęłam. 


- Dziękuję. - zarumieniłam się. - Czekaj, czekaj. Skąd mam wiedzieć że to nie jest kolejna głupia zagrywka, z waszej strony? - zapytałam aby się upewnić. 

- Przyrzekam na moich Rodziców. Nie żartuję. - jego uśmiech był powalający. - Chodź pójdziemy razem do szkoły. 

- Ale że my? Razem? - zdziwiłam się. 

- No a co w tym złego? - zaśmiał się. - Przecież chodzimy do jednej klasy. Oj chodź. 

Zgodziłam się, dzień dzisiejszy był naprawdę świetny. Wróciłam do domu i położyłam bukiet na łóżko.Myśląc cały czas o Kendallu. Zeszłam na dół i gapiłam się w telewizor, usłyszałam dzwonek do drzwi. 
Byłam sama więc się bałam, ale zauważyłam że to Kendall. Więc go wpuściłam.

- Mogę wejść? - zapytał. 

- Co Ty tutaj robisz? - zdziwiłam się. 

- Postanowiłem że wpadnę. Nigdy u Ciebie nie byłem, więc chciałem zajrzeć. Po dzisiejszym dniu bardzo Cię polubiłem. Mogę wejść? Czy będziemy tak stać? 

- Przepraszam. Wejdź, zdejmij kurtkę i wchodź. - powiesiłam kurtkę chłopaka i poszliśmy do salonu. - Napijesz się czegoś? 

- Soku chętnie. - kiwnął. 

- Już idę. - poszłam po 2 szklanki i wróciłam przy okazji wzięłam ciastka. - Proszę. - postawiłam na stoliku. Bardzo mnie zdziwiło to że przyszedłeś. 

- Chciałem Cię jeszcze raz przeprosić, no i zaprosić na bal.. 

- Co?! - zakrztusiłam się sokiem. - Żartujesz? - zdziwiłam się. 

- Jeżeli chciałaś powiedzieć Nie.. To bym zrozumiał. - posmutniał. 

- Naprawdę się cieszę. - byłam w szoku. - Ale zdziwiłeś mnie tym, oczywiście pozytywnie. 

- Jesteśmy umówieni? - wyczekiwał na moją odpowiedź. 

- Tak. - odpowiedziałam. 

- Będę u Ciebie o 17.30 - spojrzał na zegarek. 

- Ale co Twoi kumple powiedzą? - zmartwiłam się. 

- Nie interesuję mnie to! - Ja wybieram z kim się umawiam. 

Godzinę później. 

- Już późno. - spojrzał na zegarek. - Muszę lecieć. Rodzice nie lubią jak późno wracam do domu. Będę się zbierał. - wstał i udał się do drzwi. 

- Ok. - odprowadziłam go. - No to cześć. 

- Cześć. zbliżył się do mnie i pocałował mnie w policzek. - Dobranoc. 

- Dobranoc. - zamknęłam drzwi i strasznie się ucieszyłam, wyjrzałam przez okienko Kendall także się cieszył. 

2 tygodnie później - Bal. 

- Rose! Chodź i się pokaż. - nalegał Tata. - Szybko to zrobimy Ci zdjęcie. 

- Łatwo Ci mówić! Sam byś zszedł w takich butach. - lekko się zdenerwowałam. - Zdejmę ję. - zdjęłam buty i zeszłam boso. - I jak? 

- wow.. - powiedział Denis. - Księżniczka! 

- Dzięki mały. - potargałam jego włosy. 

- Skarbie wyglądasz pięknie. - powiedzieli Rodzice. 

- Dzwonek! - krzyknął Denis. - Otworzę! - pobiegł do drzwi. 

- Cześć. - powiedział Kendall. - Jest Rose? - zapytał Denisa. 

- Rose. Chłopak przyszedł. - zaśmiał się mały. - Chodź. Robią zdjęcia. 

- Nie mam chłopaka! - zdenerwowałam się. 

- wow.. - Kendallowi opadła szczęka. - Wyglądasz niesamowicie. - chłopak poszedł do mnie i zrobiliśmy Sobie zdjęcie. 

- Poproszę jedno na pamiątkę. - uśmiechął sie.

- Proszę. Tato podał mu zdjęcie. 

- Dziękuję. Rose możesz się podpisać? - zapytał. 

- Jasne. - złożyłam podpis. Więc ja też poproszę. - uśmiechnął się. 

Bal. 

Wszystkim opadły szczęki. Nawet Patricii i jej koleżankom, Gabi przestała się do mnie odzywać. A Logan, Carlos i James przeprosili mnie i zostaliśmy przyjaciółmi. Po balu Kendall odprowadził mnie do domu. 

- Rose. - zaczął nie pewnie Kendall. - Strasznie Cię lubię, podobasz mi się. - chwycił moją dłoń. 

- Kendall.. - moje oczy się uśmiechnęły, ale usta nie. - Nie chcę aby to była tylko chwila, więc przepraszam ale ja Cię tylko lubię. - odpowiedziałam. 

- Kocham Cię. - szepnął. 

- Proszę.. Nie obiecuj tego, czego nie możesz spełnić. Zostańmy Przyjaciółmi. A jeżeli naprawdę mnie kochasz, to zrozumiesz że ja potrzebuję czasu. Przepraszam. 

- Nie przepraszaj. Rozumiem. - zbliżył się do mnie i pocałował mnie w policzek.

Nie mogłam zasnąć tej nocy, na zakończeniu roku nie widziałam nawet Kendalla. Poczułam że straciłam kogoś bliskiego. Chłopaki tuż po zakończeniu wrócili do domów, ja też to zrobiłam.. Próbowałam sie
skontaktować z Kendallem lecz na próżno.. Nie odpisywał na moje wiadomości, nie odbierał telefonów. Rozpłynął się. 

3 lata później.

Nadszedł w końcu ten dzień! Wielki dzień. Koncert Big Time Rush. Uwielbiałam ich słuchać, lecz nie miałam okazji zobaczyć ich na żywo. Nie wiedziałam kto to jest, tyle się o Nich mówiło a ja jedyna chyba nie wiedziałam jak wyglądają.. Moja kariera też nabrała tempa, występowałam w kilku spektaklach i nagrałam kilka demo. Chciałam zacząć karierę piosenkarki, lecz się bałam. 

- Mamo! Tato! Wychodzę, muszę już jechać. Mam bilet pod samą sceną, więc muszę być pierwsza. 

- Jasne. Miłego wieczoru. Baw się dobrze. Babcia i Dziadek już wiedzą że będziesz u Nich. 

- Dobrze. - wybiegłam z domu jak torpeda. 

Koncert. 

Tłumy fanek stały już i krzyczały głośno, miałam wielkie szczęście że stałam przy samej scenie. Światła zgasły i na scenę weszła czwórka chłopaków. Byłam mega ciekawa jak wyglądają, nie miałam okazji ich widzieć. Tylko słyszałam, ale mogę stwierdzić że ich uwielbiam. Nie mogłam uwierzyć jak zobaczyłam kto wszedł na scenę.. 

- Carlos , James , Logan.. Kendall. - powtórzyłam. - Chyba oszalałam. - nie mogłam wyjść z szoku. 

Chłopaki zagrali kilka piosenek aż w końcu nadszedł czas na Worldwide. Wiedziałam że za każdym razem chłopaki wybierają dziewczynę, która z Nimi zaśpiewa. Lecz na początek Kendall coś ogłosił. 

- Wiemy że chcecie usłyszeć już piosenkę, ale mam tutaj coś. - wyciągnął z kieszeni portfel a z jego zdjęcie. - To jest moja Przyjaciółka. Proszę o powiększenie. - kamerzyści się tym zajęli. - Przez kilka lat ja i moi kumple, nie byliśmy dla Niej mili.. - spuścił głowę. - Ale później zrozumiałem że się w Niej zakochałem. 

- aww.. - rozległ się wielki szum. 

- No mów dalej. - popędził go Los. 

- Jak już mówiłem zakochałem się w Niej! Odpowiedziała mi coś takiego ' Proszę.. Nie obiecuj tego, czego nie możesz spełnić. Zostańmy Przyjaciółmi. A jeżeli naprawdę mnie kochasz, to zrozumiesz że ja 
potrzebuję czasu. Przepraszam. ' Dziewczyna ma na imię Rosalia Smith ale mówiliśmy do Niej Rose. 

- Rusherki! - zawołał James. - Jeżeli wiecie gdzie się znajduję, lub ją znacie dajcie Nam znać. 

-Będziemy Wam bardzo wdzięczni. - powiedział Logan. 

Zapadła cisza.. Lecz nagle jedna z dziewczyn razem z koleżankami podniosły mnie do góry. 

- Kendall! - krzyczały i świeciły w moją stronę. 

- Rose. - szepnął James. 

- To Ona? - zastanowił się Carlos. 

- Tak! To Ona. - kamera skierowała się na mnie. - Te oczy poznam wszędzie. - uśmiechnął się. - Rose chodź do Nas. 

Powoli wyszłam do chłopaka, nie wierzyłam że go spotkam i że jest moim idolem. 

- Usiądź. - podsunął mi krzesło. 

Chłopaki także znaleźli swoje fanki, wpatrywałam się w Kendalla. Nie mogłam oderwać od Niego oczu. Gdy skończyli śpiewać, chłopaki odprowadzili swoje dziewczyny na miejsca. Też chciałam schodzić ale Kendall mnie zatrzymał. 

- Poczekaj. - powiedział. 

- Po co? - rozejrzałam się po scenie, a chłopaki nie wiedzieli co się dzieję. 

- Gdy po balu kazałaś mi czekać. To czekałem. Jak na złość zgubiłem telefon, zmieniłem numer a chłopaki nie mieli z Tobą kontaktu. Nie umiałem się z Tobą skontaktować, nie wiedziałem czy wyjechałaś czy nie. Teraz Cię odnalazłem. 

- Nie zmieniam adresu, ani nic. Po prostu zaczęłam karierę, trochę śpiewam i występuję w filmach. Bałam się że może chciałeś zerwać kontakt. - spuściłam głowę. 

- aww.. - rozległo się znowu. 

- Rose. Ja cały czas czekałem i czekam. - powiedział. - Kocham Cię. 

Zapadła cisza, nie wiedziałam co powiedzieć. Spoglądałam co chwilę na chłopaków, Rusherki i Kendalla. 

- Kendall. - zaczęłam. - Kocham Cię. - powtórzyłam. 

Rozległ się wielki krzyk radości, na wszystkich poleciało confetti, a my z Kendallem złączyliśmy się w długim pocałunku. Przez następne koncerty towarzyszyłam mojemu chłopakowi, i jego kumplom. Byłam bardzo szczęśliwa, że chłopak w którym byłam zakochana w końcu odwzajemnił moje uczucia. 

Part 48.

Oczami Belli. 

Wskoczyłam w bardziej stosowne ciuchy, i szybko pobiegłyśmy z Al na dół, aby udać się na przesłuchanie.

- Daj znać jak poszło przesłuchanie! - zwrócił mi uwagę Los.

- Będziesz najlepsza. - pocieszył mnie Jamie. - Trzymamy kciuki!

- oo.. - zrobiłam maślane oczy.

- Co? - wszyscy się zdziwili, ich mina była bezcenna.

- W mojej głowie brzmiało to lepiej. - przymrużyłam oczy i kiwnęłam głową. - Powodzenia! - krzyknęłam i wybiegłyśmy z domu.

- Prowadź. - rzuciłam kluczyki Alice. - Nie mam do tego głowy.

- Jasne. - wzruszyła ramionami i wsiadłyśmy.

Zapięłam pas, i ruszyłyśmy w radiu grali same letnie hity. A my darłyśmy się na całe gardło. Miałyśmy niezły ubaw, z tego przyjemnego hałasu wytrącił mnie dzwonek SMS-a.

' Jesteś najlepsza :* ! Na pewno Ci się uda. ' 

- Coś się stało? - Alice zatrzymała się na świetle.

- Nie.. Nic. - odparłam i zamyśliłam się.

Ruszyłyśmy dalej, po krótkiej jeździe dotarłyśmy na miejsce. Było mnóstwo ludzi, ale ja w Siebie wierzyłam, liczyłam że mi się uda.

- Wątpię że mi się uda. - zmieniłam zdanie.

- Uda się. Chodź usiądziemy i poczekamy.

Siedziałam z Alice w niewielkim korytarzu, między nami krzątały się różne osoby. Od pewnych Siebie Laleczek po szare myszki, każdy chciał zdobyć chociaż najmniejszą rolę w filmie. Nie wiedziałam za bardzo o czym to ma być, ale trzeba próbować wszystkiego.  Bałam się, ze strachu prawie obgryzałam paznokcie..

- Uspokój się. - Alice mnie skarciła, jak małe dziecko. 

- Co? Denerwuję się. - spuściłam wzrok. 

-  No przestań. Występowałaś przed wielką publicznością, ludzie Cię znają nie bój się. 

- Jasne.. - spojrzałam na kilka osób. - Co z tego że występowałam, ale przecież wiesz jak to się skończyło. 

- No wiem. Ale będzie dobrze. 

- Isabella Pena! - zawołała mnie młoda dziewczyna. - Zapraszam. 

- Uch.. - źle się czuję. - Idę. 

Weszłam do pokoju, przywitałam się z reżyserem zapewne to był On. Całość zaczęliśmy krótką rozmową. 

- Isabella Pena. - powtórzył. - Twój brat Carlos mówił że jesteś uzdolniona, robisz coś? - zapytał. 

- No chyba Sobie gościu kpisz? - pomyślałam. - Śpiewam. Ale chcę zająć się także aktorstwem, jestem w trakcie robienia filmu.. - Po co to mówiłaś?? Skarciłam się w myślach. 

- Ach. Tak? - usiadł wygodnie na fotelu i słuchał. - Więc o czym to film? Kto go reżyseruję? - wypytywał. 

- Thomas Link i David Dash. - skomentowałam. 

- David jest dobrym producentem, no a Tom. Cóż mogę o Nim powiedzieć, uczyłem go kiedyś, Życzę sukcesu. - pogratulował mi. - A jaki tytuł nosi Twój film, no i o czym opowiada? 

- Mariott - Ostatnia minuta. Więcej nie mogę zdradzić. - uśmiechnęłam się.

Reżyser długo się na mnie patrzył, bałam się co powie. Byłam trochę przerażona. Zasłonił się scenariuszem i szepnął coś do asystentki. 

- Przeczytaj ten tekst, i zobaczymy co będzie dalej. - podał mi tekst, wczułam się w to i przeczytałam. 

Pół Godziny Później.

- Na pewno się nie uda. - mamrotałam pod nosem, ludzie powoli wychodzili a ja czułam że nici z roli. 

-Bella. Zapraszam. - powiedziała młoda asystentka. 

Otarłam kropelki potu z czoła i weszłam, przed drzwiami głośno westchnęłam i weszłam. Stałam na przeciwko mojej szansy na sukces, ręce mi się pociły wycierałam je dyskretnie o spodnie.. 

- Długo się zastanawialiśmy. Ale dostaniesz tą rolę. Wesprę Cię także w tworzeniu Twojego filmu.. - powiedział. 

- Zaraz, zaraz. - pokiwałam znacząco głową. - Wesprze mnie Pan tylko dlatego że mój brat, o mnie coś wspomniał? - wzburzyłam się. - Dziękuję. Wolę pozostać na lodzie, nie chcę aby ktoś mi pomagał dlatego że mam sławnego brata! - krzyknęłam.

- Ale dzięki moim pieniądzom wybijesz się! - Facet podniósł głos. 

Odwróciłam się do Niego.. 

- Wsadź Sobie te pieniądze w dupę! Mam to gdzieś, to mój film i sama go wyreżyseruję. - rzuciłam scenariusz. - Żegnam! - krzyknęłam. - Wracamy do  domu. - uśmiechnęłam się do Alice. 

- Nie skończyłem z Tobą rozmawiać! - wybiegł z pokoju i krzyknął. 

Nie odwracając się pokazałam mu środkowy palec.. 

- Co to było? - zdziwiła się Alice. 

- Opowiem Ci po drodze.. 

Kwadrans później.

- Jesteś niemożliwa, przecież ten gościu może Ci zniszczyć karierę.. 

- Nie przejmuję się tym. - rzuciłam kluczyki na stół. - Jest ktoś w domu? Halo? - cisza. 

- Haha..! - krzyczał Logan i Carlos.

- Basen. - odpowiedziałyśmy równocześnie. - Chodź, opowiemy chłopakom co się stało. 

- Jak tam przeprowadzka? - zapytała Alice usiadając na leżaku. 

- Świetnie. Jutro mają Nam przywieźć resztę rzeczy, no i trzeba będzie wystawić dom. - poprawił włosy Kendall. 

- No i świetnie. Idziemy coś zjeść? Padam z głodu. - skrzywiła się Al. 

Chłopaki poszli się przebrać. A my z Alice próbowałyśmy zrobić coś do jedzenia, lodówka nie była pełna świeciła pustkami ale zawsze się się coś wymyśli.. 

Późnym wieczorem. 

Zrobiłyśmy z Alice naleśniki, może niektórym wychodziły bokiem.. Mi. Naleśniki tylko i wyłącznie na śniadanie, cudów nie ma. Czarować nie umiem, więc słabo to widzimy. O przesłuchaniu nie było  mowy, więc nie musiałam się tłumaczyć. No i szczęście, bo nawet bym nie chciała.. Z resztą czym się chwalić? Sama bym chciała coś znaleźć, ale to nie jest takie łatwe. Nikt nie podejdzie do mnie na ulicy i nie zaproponuję roli.


- Zrobiło się późno, pójdę się położyć głowa mnie boli. Dobranoc. - wyminęłam wszystkich i poszłam na górę. - Ugh.. - rozciągnęłam się. - Nie mam na nic siły, jak ja wyglądam. - spojrzałam w lusterko. 

Wskoczyłam w piżamę, nie miałam siły na kąpiel. Nie czułam jak James przyszedł, spałam jak zabita.. 

Następnego dnia - Oczami Kendalla.

- No tak. Lodówka świeci pustkami.. - podrapałem się w tył głowy. - Skoczę po jakieś bułki, a później się zrobi zakupy.

Wyszedłem z domu, musiałem poznać nową okolice. Nie daleko była mała piekarnia więc zajrzałem. Pachniało świetnie, kupiłem to co miałem kupić chciałem wychodzić lecz natknąłem się na znajomą twarz.. 

- Kendall? - zapytała dziewczyna. - Pamiętasz mnie? Wczoraj na imprezie razem się bawiliśmy.. Lena. Pamiętasz? 

- No tak. - uśmiechnąłem się. - Widzę że poranne zakupy? 

- Co? aa.. - spojrzałem na reklamówkę. - Tak. Coś trzeba zjeść, lodówka pusta dopiero co się wprowadziliśmy. 

- Nowicjusze. - uśmiechnęła się. - No okolica jest naprawdę fajna, dużo osób tu mieszka jest miło. 

- No, no widzę. Zapraszam na śniadanie. - powiedziałem gdy wychodziliśmy ze sklepu. 

- Nie dziękuję. Wpadnę później jeżeli zaproszenie jest nadal aktualne. - zachichotała i poszła w swoją stronę. 

Zadowolony poszedłem do domu, cieszyłem się że może i ja znajdę kogoś bliskiego. 

- Właśnie miałem wychodzić po bułki. - natknąłem się w przedpokoju na Logana. - Widzę że mnie uprzedziłeś. - wskazał na siatkę. 

- No tak. Trzeba zrobić jakieś śniadanie. A wstałem wcześniej, i pomyślałem że pójdę na zakupy. 

- No i dobrze. Już mam dosyć naleśników. - narzekała Bella. 

Po wspólnym śniadaniu udaliśmy się na dwór aby popływać w basenie i nabrać koloru. 

- Zaprosiłem dzisiaj do Nas Lenę.. 

- Kto to? - zapytał Logan. 

- Była wczoraj na imprezie, nie za wysoka, niebieskie oczy,  kruczo-czarne włosy i fajna figura. - uśmiechnąłem się do chłopaków.

- Poczekaj, poczekaj.. - zamyślił się Carlos. - Pamiętam! Olśniło mnie. - zaśmiał się. - No, no Kendall. Gratulację, dziewczyna ma czym oddychać. 

- No to musisz Nam ją przedstawić.  - powiedział James. 

- Przyjdzie tutaj? Kiedy? - Logan zaczął poprawiać swoją fryzurę. 

- Jesteście wredni. - odezwała się Alice. 

- Ech.. - - westchnęła Bell. - Strasznie mi Was szkoda. - oo. - Bell podniosła rękę. Pójdę otworzyć, to pewnie Twoja wybranka.. - uśmiechnęła się pod nosem i wyszła. 

Za chwilę Bella przyprowadziła gościa. Opadła mi szczęka na jej widok. Krótki szorty które idealnie komponowały się z jej opalonymi nogami. Mogłem na Nią patrzeć cały czas. 

- Cześć. - powiedziała nieśmiało. - Jestem Lena. - przedstawiła się. 

- To są moi kumple od lewej Logan, James i Carlos. - chłopaki się przywitali. - Bellę już zapewne poznałaś, a tutaj jest Alice. 

- Cześć Wam. Miło was znowu widzieć. - uśmiechnęła się. 

- Siadaj proszę. - udostępniłem jej leżak. - Może się czegoś napijesz? 

- Nie dziękuję. - pokiwała głową. 

- Od dawna tu mieszkasz? - zapytała Al. 

- Prawie od urodzenia, rodzice się tutaj przeprowadzili bo mają lepszą pracę. 

- aa. Może wskocz w kostium kąpielowy, będzie Ci wygodniej. - zaproponowała Bell. 

- Miło z waszej strony, tak się akurat składa że mam na Sobie strój. - zaśmiała się tak słodko. 

- Czym się zajmujesz? - zainteresował się James. 

- Jestem modelką bielizny. - odgarnęła kosmyk włosów z twarzy. - Lubię to pracę, jest miła atmosfera każdy z każdym się lubi. 

- Miałaś problemy z dostaniem się? - przerwał jej Carlos. 

- Nie.. - przeciągnęła. - Trzeba mieć dobre wymiary. - spojrzała na dziewczyny z dołu od góry. - No, ale nie każdy się nadaję. 

- Chcecie się czegoś napić? - lekko poddenerwowana Bella wstała i udała się do kuchni. 

- Lemoniadę zrobimy. - Alice poszła za Nią. 

Sytuacja w Kuchni.

- Spokojnie.. Bo się skaleczysz. - Al zabrała nóż dziewczynie. 

- ugh.. - warknęła. - Jak mnie denerwuje ten chodzący silikon. - wrzucała kostki lodu do szklanek. 

- Nie przejmuj się. - machnęła ręka. 

- Ale widziałaś jak Oni się ślinią na jej widok? Oni widzą tylko u Niej cycki i tyłek? Ugh.. 

- Spokojnie. Uspokój się, to tylko chwila. Zaraz im przejdzie. 

- Ale widziałaś jak Kendall i James są w Nią wpatrzeni? - zdenerwowała się. 

- Nie przejmuj się. To jest.. 

- Pomóc Wam? - do kuchni weszła Lena. 

- Nie dziękujemy. Damy radę. - Bella wzięła tacę i lemoniadę. - Alice weź słomki. - powiedziała do koleżanki. 

- Już zaraz. 

- Alice tak? - upewniła się Lena. 

- Tak. - odpowiedziała nie pewnie. 

- Kendall mnie zaprosił, ale nie przyszłam dla Niego. - podeszła bliżej Al. - Przyszłam bo bardzo mi się spodobałaś. Chciałabym się z Tobą umówić. 

- Co? - dziewczyna wytrzeszczyła oczy i nie wierzyła w to co usłyszała. - Chcesz się ze mną umówić? Kendall Ci się nie podoba? 

- Podoba. Jestem Bi. Ale widzę że masz wspaniałe ciało, i naprawdę mi się podobasz, nigdy nie czułam czegoś takiego jak do Ciebie. 

- Gorąco się zrobiło, muszę wyjść. Przepraszam. - Alice wybiegła do Przyjaciół. 

Oczami Kendalla.

- Gdzie tak długo byłaś? - spytała Bell. 

- Nie mogłam znaleźć słomek. - otarła pot z czoła. 

- Przepraszam Was. - Lena wróciła na basen. - Muszę już jechać, mam spotkanie. - założyła ciuchy. - Na razie! Cześć Wam. - machnęła ręką. 

- Odprowadzę Cię. - zaoferowałem. 

- Nie trzeba trafię sama. Cześć. 

- No pa. Co tak szybko się zmyła? - spojrzałem na dziewczyny. 

- Nie patrz na Nas, nic jej nie zrobiłyśmy. - wytłumaczyła Al. - Dostała telefon i musiała iść. 

- Chodźcie lecą informacje, może będzie coś ciekawego. - poinformował nas Carlos i włączył telewizor. 

Wczoraj w budynku domu kultury doszło do zabawnego incydentu. Młoda gwiazda Isabella Pena po przesłuchaniu do roli w filmie ' Czas buntu ' odmówiła reżyserowi! Gary Gaz Barret był w wielkim szoku, nie spodziewał się takiej reakcji. O to co się działo w trakcie przesłuchania, jak i po. Nasz informator dostarczył Nam nagranie.

- Długo się zastanawialiśmy, Ale dostaniesz tą rolę. Wesprę Cię także w tworzeniu Twojego filmu. - oznajmił reżyser. 

- Zaraz, zaraz. - dziewczyna pokiwała głową. - Wesprze mnie Pan tylko dlatego, że mój brat o mnie coś wspomniał. - zdenerwowanie pojawiło się na jej twarzy. - Dziękuję. Wolę pozostać na lodzie, nie chcę aby ktoś mi pomagał dlatego, że mam sławnego brata! - krzyknęła i wyszła z pokoju.

- Długo się zastanawialiśmy. Ale dostaniesz tą rolę. Wesprę Cię także w tworzeniu Twojego filmu.. - powiedział. 

- Zaraz, zaraz. - pokiwałam znacząco głową. - Wesprze mnie Pan tylko dlatego, że mój brat o mnie coś wspomniał? - wzburzyłam się. - Dziękuję. Wolę pozostać na lodzie, nie chcę aby ktoś mi pomagał dlatego, że mam sławnego brata! - krzyknęłam.

- Ale dzięki moim pieniądzom się wybijesz! - Facet krzyknął, wychodząc za Bellą. 

W tym momencie dziewczyna odwróciła się do Gaza i pokazała mu środkowy palec, reżyser był w wielkim szoku. Nigdy nie spotkał się z takim jak sam stwierdził ' wieśniackim chamstwem ' . Dziewczyna zdążyła jeszcze odpowiedzieć reżyserowi.. 

- Wsadź Sobie te pieniądze w dupę! Mam to gdzieś, to mój film i sama fo wyreżyseruję. - dziewczyna rzuciła scenariuszem i wyszła z domu kultury.

- Nie skończyłem z Tobą rozmawiać! - reżyser wybiegł z pokoju i krzyknął za oddalającą się postacią.

Dziewczyna nie wiele myśląc pokazała mu środkowy palec. Dzisiaj dostaliśmy wiele telefonów od gwiazd które współpracowały z Gazem.. - odpowiedziała prowadząca program. 

- Pracowałam z Gazem, początkowo wydawał się być miły. Ale później gdy chciałam wprowadzić zmiany, nie wyszło to na dobre ponieważ Gaz wszystko przypisał Sobie. - powiedziała Nam znana z małych agentów Alexa Vega. 

- Byłem w spół reżyserem w filmie ' Zakochany w Paryżu ' . Świetny film! Musicie obejrzeć. - zaśmiał się Zac Efron. - Niestety nie zostałem wymieniony w ramówce. 

-Jestem początkującym piosenkarzem, chciałem spróbować swoich sił. Lecz gdy Gaz usłyszał moją piosenkę stwierdził ' Moja 5 letnia córka pisze ładniejsze wierszyki ' . Wyśmiał mnie z tego powodu, ale pod jego ostatnim filmem usłyszałem swój kawałek ale śpiewał go inny koleś. - żali się Troy McLines. 

- Zagrałam w horrorze u Gaza, była moja scena niestety nie mogłam krzyczeć ponieważ, nie robiłam tego jak profesjonalistka. A przyznam że aktorką jestem dobrą, musiał mnie zastąpić nagraniem z Playbacku. - odważyła się powiedzieć Laura Bulls. 

- Do naszej redakcji przyszło wiele więcej skarg na tego reżysera, wszyscy popierają młodą gwiazdę, tak czy inaczej dzięki Niej wszyscy poznali kim naprawdę jest Gary Gaz Barret. Aktorzy i jego współpracownicy dopiero teraz otworzyli oczy i zaczęli oczerniać Reżysera. Krótko mówiąc, czasami naprawę warto posłuchać kogoś młodszego i dowiedzieć się z kim mamy do czynienia. Tak jak zrobiła
to Isabella. Telefony się urywają, no a wszystkie gwiazdy zerwały jakiekolwiek stosunki z tym Reżyserem, wszystkie kontrakty posypały się w drobny mak. A Gary ucieka przed fotoreporterami jak tylko
najdalej może.

- Stój! - Carlos wyłączył telewizor. - Nie ruszaj się. Coś Ty zrobiła? - zabijał ją wzrokiem. 

- No co? Miałam się cieszyć z tego powodu? Że jakiś koleś, chcę wykorzystać mój pomysł na film? O nie! Nie będę taka, nie chcę żeby podpisywał się pod moim dziełem. Chcę sama pisać swój scenariusz, no i żaden taki Reżyserek nie będzie wykorzystywał mojego pomysłu. I gówno mnie to obchodzi, co o tym myślisz! - Bella tylko czekała na reakcję Carlosa. 

- Brawo.. - zaczął klaskać w dłonie. - Nie wiedziałem że jesteś taka zdolna. - uścisnął ją. - Jestem z Ciebie dumny! Idziemy dzisiaj to oblać! 

- Impreza! - krzyknąłem z Jamesem. 

- No świetnie! Szykujmy się. - Logan dokończył lemoniadę i pobiegł na górę z Losem. 

- Impreza? - Alice spojrzała na Bell. 

- Impreza. - Blondynka kiwnęła głową. 


Beznadziejne zakończenie mi wyszło.. Nie miałam co wymyślić. Nie długo pewnie, pojawi się pierwsza jednorazówka na Photoblogu.. Mam taką nadzieję. Oby się udało, a jak nie będę tam pisała to coś dodam tutaj. Lecz na razie brak pomysłu.. Ale myślę nad tym bardzo mocno. 
Miłego weekendu! 

niedziela, 18 stycznia 2015

Part 47.

- Bella. - opadła mi szczęka. - Dobrze wyglądasz. - powiedziałem po chwili. - Jej makijaż, włosy opadające na ramiona i strój dodawały jej szyku.



- Wyjąłeś mi to z ust. - zaśmiała się. - Wejdź do środka, nie będziemy rozmawiać na dworze.

- Ale wino, butelki. - tłumaczyłem, drapiąc się po głowie.

- Wejdź. Zaraz to posprzątam. - powiedziała i pobiegła po mop, minęła mnie i wyszła.

- James! - krzyknął Logan. - Chodź. Daj to wino, tak mi zaschło w ustach.

- Co? - ocknąłem się, nie mogąc wyjść z szoku.

- Gdzie Bella? - zapytała Lisa, podchodząc do Nas.

- Poszła pozbierać szkło, bo zbiłem butelkę z winem.

- James, James. - poklepał mnie po ramieniu Carlos. - Było powiedzieć, to bym Ci pomógł. - zaśmiał się.

- Ale to nie moja wina. Zdziwiłem się jak zobaczyłem Bellę. Zdziwiłem się. - powtórzyłem.

- Jestem. - w salonie zjawiła się wspomniana.

- O wilku mowa, właśnie o Tobie rozmawialiśmy. - zaśmiał się Logan.

- Właśnie. Chciałabym Wam coś powiedzieć. - powiedziała głośniej, aby wszyscy ją usłyszeli.

- Cisza! - krzyknął Carlos. - Bella teraz mówi. - klasnął w dłonie. - Proszę. Mów.

- Dziękuję. - uśmiechnęła się. - Nie wiem od czego zacząć.. - wzięła głęboki oddech. - Na początek strasznie mi przykro, chciałam Was przeprosić, za to że się tyle nie odzywałam. Wiem mogliście się o mnie bardzo martwić, to wszystko moja wina. Tylko moja. Powinnam Wam dać jakiś znak. Wtedy jak Carlos i James byli w tym klubie, to naprawdę miałam zanik pamięci.. Ale później wszystko wróciło do normy. Pamiętałam każdy moment, chwilę. Musiałam mieć coś dosypane do napoju który podał mi Marcus. - opowiadała a ja nie wiedziałem co mam myśleć. - Gdy poznałam Jenny, nie chciałam też jej wierzyć, myślałam że to wszystko ściema. Ale jak przyjechała policja uciekłam, chciałam wrócić do domu ale się bałam.. - w jej oczach widać było smutek i żal, oczy zaczęły robić jej się mokre, ale nie dawała po Sobie tego poznać. - Gdy opuściłam tamten klub.. Burdel. Bardzo chciałam do Was wrócić, ale nie umiałam. Próbowałam znaleźć jakieś miejsce na nocleg.. Byłam u Erica. A później u Lisy. Chciałam stanąć na równe nogi, no i potem do Was wrócić.. A teraz proszę. Jesteśmy tutaj wszyscy razem, jeszcze raz bardzo Was przepraszam. Nie musicie mi od razu wybaczać, ale powoli i małymi kroczkami odbuduję wasze zaufanie, taką mam nadzieję.. - spojrzała mi głęboko w oczy i się szeroko uśmiechnęła.

- Bella! - Alice rzuciła się dziewczynie na szyję, i strasznie mocno ją przytuliła. - Tęskniłam bardzo. Nawet nie wiesz, jak smutno było bez Ciebie. - przytuliła ją mocno.

- Starczy Ci.. - zaśmiał się Carlos. - Bo jeszcze ją Nam udusisz i będzie zaraz nowa okazja do picia. - wybuchł śmiechem, a my za Nim.

- No ok. Oddaję już ją Jamesowi. - rzuciła i poszła do Logana.

- No to idźcie Sobie porozmawiajcie, a ja się zajmę gośćmi. - uprzedził nas Carlos.

- Ok. - Bella spojrzała na mnie. - No to chodź, wyjdziemy i porozmawiamy.

Później zaczęli przychodzić znajomi, a ja mogłem poprosić Bellę aby wyszła ze mną na dwór, aby spokojnie porozmawiać.. Nie wiedziałem jak mamy zacząć, staliśmy wpatrzeni w niebo, bałem się jej dotknąć, nie wiedziałem jak zareaguję. Chciałem ją przytulić, pocałować.

- Dlaczego śledziłeś Carlosa? - Bella wyskoczyła tak nagle z tym pytaniem.

- Miałem złe przeczucia, nie chciałem żeby wpakował się w gorsze tarapaty.

- Słucham? Jakie tarapaty? - zmarszczyła czoło i czekała na moją reakcję.

- Powiedziałem tarapaty? - przygryzłem wargę, wiedziałem że wkopałem się w niezłe bagno, zacząłem się pocić nie wiedziałem jak wybrnąć z tej sytuacji. - Carlosa nie znasz? - zażartowałem. - On zawsze się w coś wpakuję. - zaśmiałem się.

- No dobra.. - nie przekonałem jej. - Dlaczego nie wróciłaś do Nas po tej ucieczce? - zmieniłem szybko temat.

- Nie wiem, bałam się. Chciałam wrócić, jak tylko stamtąd uciekłam, ale nie umiałam. Byłem u Erica przez kilka dni.

- Nie widziałem żebyś tam była. - zdenerwowałem się.

- Pamiętasz tą dziewczynę która u Niego była, w ciemnych okularach? - wróciłem pamięcią do tamtego dnia. - Rozalia, dziewczyna w okularach z zapaleniem spojówek.

- Pamiętam, pamiętam. Miła dziewczyna, może trochę nie śmiała ale.. Czekaj. To byłaś Ty!! - krzyknąłem. - Ale jak to? Nie poznałem Cię. Dlaczego nie powiedziałaś że Ty to Ty. Dlaczego?

- Bałam się, nie wiedziałam jak zareagujecie. - tłumaczyła.

- Kochanie. - dotknąłem jej dłoni i przytuliłem ją do Siebie. - Tak bardzo mi Ciebie brakowało.. - pocałowałem ją w czubek głowy i przytuliłem ją mocniej.

- Brakowało mi tego. - wtuliła się mocniej i staliśmy tak dłuższą chwilę. - Wejdziemy do środka? - zapytała. - Trochę zimno się robi. - wiatr zaczął lekko wiać i pogoda zrobiła się nie przyjemna.

- Dobrze. To chodźmy. - weszliśmy do środka, impreza trwała w najlepsze, poszliśmy do Carlosa który bawił się w barmana.

- Dobrze Ci to idzie. - poklepałem kumpla po ramieniu.

- Jak mi kariera nie wyjdzie, to zostanę Barmanem! Teraz na poważnie. - poprosił o ściszenie muzyki. - Za co pijemy? - zaśmiał się i wyciągnął kolejne butelki wódki.

- Za wszystko! - ogłosił Kendall, przytulając jakąś dziewczynę.- Carlos polewaj!

2 godziny później. 

Impreza trwała w najlepsze. Bawiliśmy się już tylko w naszym gronie. Pablo i David już poszli, zostaliśmy z Lisą i Tomem. Niektórzy przesadzili z alkoholem dlatego opuścili dom. Usiedliśmy w salonie, muzyka cicho grała a my rozmawialiśmy. 

- Mówiłem to wcześniej, ale powtórzę. Ten dom jest naprawdę świetny! - rozglądał się Logan. 

- Ale w raz nie wiemy do kogo należy. - zastanowił się Kendall. - Możecie powiedzieć czyj jest? 

- Słuchajcie. Ten dom jest Nasz. - powiedziała spokojnie Bella, popijając wino. 

- Co?! - razem z Kendallem i Loganem opluliśmy się na wzajem. - Jak to? 

- Normalnie. - uśmiechnęła się. - Miałam odłożone pieniądze na lokacie, więc chciałam je wykorzystać. I postanowiłam kupić nowy dom.

- Przecież mi mówiłaś że praca z Davidem, oszczędności no i teraz lokata? - Carlos wyglądał na zdziwionego. - To skąd naprawdę miałaś pieniądze.

- Mówiłam. Praca z Davidem się opłaciła, miałam też jakieś oszczędności no i lokata. Starczyło na wszystko. - uśmiechnęła się sztucznie, zauważyłem to. Miała jakiś problem..

- Ale co z filmem, jak na to weźmiesz pieniądze, żeby wszystko opłacić?! - podniósł głos.

- Wezmę kredyt.. - napiła się wina. - No to wasze zdrowie! - podniosła lampkę do góry i wypiła całą zawartość.

- Zdrowie.. - uśmiechnął się Logan.

- Nie, nie. Nie zmieniajcie tematu. Żadnego kredytu nie będzie! - krzyknął Carlos.

- To będzie mój kredyt! - odpowiedziała krzykiem. - Nie mam więcej pieniędzy, zainwestowałam je w dom. Muszę znaleźć pracę, żeby zarobić na ten film. A nikt mnie nie przyjmie od tak. Muszę znaleźć nowego Managera, wezmę kredyt i wszystko spłacę. Nie martw się. - pocieszyła go. - Dam Sobie radę. - spojrzała mu głęboko w oczy.

- Ale ja się martwię. Wszystkie oszczędności wydałaś na ten film. Pomogę Ci. - zaproponował.

- Nie. Nie wezmę od Ciebie żadnych pieniędzy! To mój film więc sama go zrealizuję. Teraz czas na zabawę, później będziemy myśleć o filmie. - posłała promienny uśmiech. - Mówcie co u Was. - zmieniła temat.

Carlos spojrzał na Bellę, ale nie chciał zaczynać dalej tematu. Wiedział że i tak nic z tego nie wyjdzie.. Próbował skrywać wszystko pod uśmiechem, ale nie wychodziło mu to za dobrze.

- To kiedy się przeprowadzamy? - zaciekawił się Logan.

- No jak najszybciej, chcę abyśmy zrobili to nawet i jutro. Tamten dom, przynosi złe wspomnienia a ja chcę o tym zapomnieć. - wytłumaczyła Bell.

- No jasne. - uśmiechnął się Kendall. - A nasze pokoje? - bujał się z nogi na nogę.

- No ok. Chodźcie to wam pokażę.

Wszyscy poszliśmy na górę, do pokoi i całej reszty prowadził korytarz z wielkim oknem, które było równocześnie na dole.

- Jak to będziemy myć? - przeraził się Kendall.

- To jest strasznie dużo pracy. - Logan przetarł czoło.

- Nie martwcie się, Wy tego nie będziecie robić. - podsumowała ich Alice.

- No ale może by takie wielkie zasłony zawiesić. - zastanowił się Kendall.

- Nie, nie. To nie jest dobry pomysł.. - pokiwała głową Alice.

- Dlaczego by nie? - chłopaki się zatrzymali.

- Powiesicie to ok, my do tego ręki nie przyłożymy. - zaśmiała się Bella.

- Nie wiem, dlaczego wpadliście na taki głupi pomysł. - Logan postukał się w czoło. - Oj chłopaki. - zaśmiał się.

Szliśmy dalej, korytarz nie był takie długi. W jednej części były sypialnie, każda z Nich była wspaniała. Każdy poszedł do swojego pokoju, były naprawdę fascynujące. Własna garderoba i łazienka. Nie mogłem się nadziwić, przecież to musiało kosztować majątek.

- To musi być strasznie drogie. - zaniemówiłem i rozglądałem się po pomieszczeniu.

- Nie martw się.. - przytuliła się do mnie. - Cieszę się że znowu możemy być razem.

- Nawet nie wiesz jak mi Ciebie brakowało. - spojrzałem jej w oczy. - Piękna jesteś. - uśmiechnąłem się. Wpiłem się w jej delikatne różowe wargi, smakowały tak słodko. Przeszliśmy do bardziej odważnych pocałunków.

- Cicho.. - odezwał się znajomy głos, lecz nie zważałem na to, liczyła się tylko Ona.

- Nie przeszkadzajmy im. - sytuacja się powtórzyła.

- Zwiedzamy dalej? - zaśmiał się Kendall.

- ups. - Bella szybko wstała i się poprawiła. - No chodźcie. - wstała i prowadziła Nas dalej. - No to jedną część mamy za Sobą. Teraz idziemy do następnej.

- To jest jeszcze następna? - wybałuszyłem oczy.

- No tak. Tam były sypialnie, a teraz następna część. Więc. Tutaj mamy 2 pokoje dla gości, ale i także. Salę kinową z różnymi gatunkami filmów.

- To jest pałac nie dom.. - Alice okręciła się wokół własnej osi. - Ten dom.. Jest nie wiem jak to wyrazić. Brak mi słów. Bella jesteś niesamowita.

- Żyje się raz. - skomentowała Blondynka.

Zwiedzaliśmy dom dalej, wszyscy byli w lekkim szoku. Zachwycałem się każdym kątem, każda nawet najmniejsza rzecz podobała mi się bardzo od wycieraczki przed po własną łazienkę. Tam też czułem się jak Król.. Wszystko było nieziemsko cudowne.

- Basen też starałam się wybrać taki, żeby każdy znalazł coś dla Siebie. Ale to może jutro, bo teraz jest późno.. - Bella spowolniła nasz zapęd.

- Faktycznie późno. - spojrzałem na zegarek i wywołałem ziewnięcie. - Jestem zmęczony, chcę się położyć spać. - ziewałem już na siłę.

- Zrozumieliśmy.. - oburzył się Logan. - Idziemy spać. Chodźcie. - Logan i reszta rozeszli się po pokojach.

Ucieszyłem się że znowu jestem sam na sam z Bellą. Tak bardzo się za Nią stęskniłem. Tyle czasu do nadrobienia mamy.

- Idziemy spać? - przejechała dłonią, po moim policzku. - Jestem zmęczona. - ziewnęła.

- Chodź, mamy dużo do nadrobienia.. - poruszyłem brwiami.

Wróciliśmy do pokoju nie czekaliśmy ani chwili dłużej, nie interesowało mnie to czy reszta śpi czy nie. Szybko odechciało mi się spać, tak jak i Belli. Poszliśmy wziąć wspólny prysznic, cieszyłem się że w końcu mogę zobaczyć ukochaną.

Następnego dnia - Rano. 

Przeciągnąłem się, otworzyłem oko najpierw jedno a potem drugie. Wstałem i poszedłem do łazienki. Przypomniałem Sobie wczorajszą noc, uśmiechnąłem się do Siebie i wróciłem do pokoju. Schodząc na dół poczułem jak pięknie pachną naleśniki.

- mm.. - rozmarzyłem się. - Już gotujesz? - cmoknąłem dziewczynę w policzek.

- Chciałam zrobić śniadanie. Siadaj reszta pewnie zaraz przyjdzie. - usiadłem i zastałem przed Sobą naleśniki.

- Kochanie. - przerwałem jej. - Zapomniałaś chyba o czymś.

- Przepraszam. - stuknęła się w czoło. - W lodówce jest dżem, serek i nutella. Bierz co chcesz i smacznego. - puściła mi oczko.

- Naleśniki! - krzyknął na całe gardło Carlos.

- Nie krzycz! - ochrzaniłem go. - Reszta jeszcze śpi. Nie budź ich.

- Nie śpimy.. - do kuchni weszła Alice i Logan z Kendallem. - Carlos zrobił Nam pobudkę no i nie tylko On.. - zerknęła na mnie i Bellę.

- Ups.. - Bella się zaczerwieniła i wróciła do smażenia naleśników.

- No co? - spojrzałem na Przyjaciół. - Dajcie Sobie spokój. Bella chodź, bo Ci wystygnie. - nalałem Sobie soku do szklanki.

- Idę, idę. - wyłożyła ostanie sztuki na talerz i przyszła do Nas.

- Smacznego! - powiedziałem i zaczęliśmy jeść, nie przestając się śmiać i żartować. Żarty przerwał Nam dzwonek do drzwi.

- Otworzę. - Bella odskoczyła od stołu i poszła otworzyć.

- Co tam? - zapytał ciekawy Logan.

- Dostałam list od domu kultury? - zdziwiła się.

- Otwórz. - powiedziałem.

Bella lekko ruszała głową i czytała zdanie po zdaniu, wszyscy byliśmy ciekawi co tam było napisane. Lecz nikt nie miał odwagi zapytać co to było.

- Niemożliwe.. - wydukała.

- Co jest? - naskoczyliśmy na Nią.

- Piszą że dzisiaj się odbywają się castingi, no i mam przyjść, bo jest jakiś nowy film i chcą żebym zagrała.

- Ale skąd znają nasz adres?? - przestraszyła się Alice.

- Nie denerwujcie się.. - wydukał Carlos. - To moja wina. - podrapał się po głowie. - Poprosiłem znajomego reżysera żeby dał Ci szansę. To podobno jakaś duża produkcja. Masz szansę.

- Ale mój film.. - zmartwiła się.

- Przecież ja mam tyle pracy. Co ja teraz zrobię?

- Na film masz czas. We wszystkim Ci pomożemy. - kiwnął głową i spojrzał na Nas.

- Pomożemy Ci. - spoglądałem na Przyjaciół.

- No jasne. Damy radę, nie opuścimy Cię. - pocieszyła ją Alice. - Na którą casting masz? - zmieniła temat.

- Na 10. - machnęła ręką.

- Co?! - Masz tylko godzinę. Szybko! Szybko! - pośpieszał ją Logan.

- Biegnę się ogarnąć, i mogę jechać. Alice, pojedź ze mną. A chłopaki zajmą się resztą.

- Dobrze. Idę z Tobą.

Dziewczyny pobiegły na górę, a my posprzątaliśmy po śniadaniu i zajęliśmy się załatwianiem przeprowadzki..

niedziela, 11 stycznia 2015

Part 46.

Lisa smacznie spała, podczas gdy Bella już od rana próbowała załatwić wszystkie formalności związane z nowym domem. Lecz na początek musiała zadzwonić do Carlosa.

- Słucham. - powiedział zaspanym głosem.

- Musisz mi pomóc, chcę abyś przyjechał do Lisy. Natychmiast. - poprosiła go. - Tylko nic nikomu nie mów. - rozłączyła się.

Po chwili rozległ się dźwięk dzwonka, dziewczyna szybko pobiegła do drzwi. Już od progu mocno uściskała brata, ciesząc się że znowu go widzi.

- Carlos. Bardzo przepraszam za mój ostatni wybryk, ale chcę Ci to wynagrodzić. - powiedziała i pobiegła na górę. - Lisa.. - szturchnęła koleżankę.

- Co jest? - spojrzała na zegarek, i rzuciła się na łóżko.

- Muszę pożyczyć samochód. - szepnęła.

- Kluczyki są na blacie w kuchni. - powiedziała do poduszki.

- Dziękuję. - odpowiedziała i szybko opuściła pokój. - Chodź. - chwyciła brata za rękę i wyszli z domu.

- Gdzie jedziemy? - rozglądał się po okolicy.

- Niespodzianka. - uśmiechnęła się i skupiła się na drodze, po chwili dojechali w dane miejsce.

- wow.. - wykrztusił z Siebie.

- Podoba Ci się? - zerknęła na brata.

- Wydaje się być ładny, ale czyj to dom? - zerknął na siostrę.

- Chodź. - machnęła dłonią i poszła przed Siebie.

Weszli do środka, otworzyli drzwi a Carlos nie mógł się napatrzeć na dom, był naprawdę ogromny. Na zewnątrz nie wyglądał na taki okazały, ale w środku było dużo miejsca. Bella oprowadziła Carlosa, chłopak nie mógł wyjść z szoku. Był zachwycony.

- Chcesz powiedzieć, że to nasz nowy dom? - spytał nie pewnie, rozglądając się po wnętrzu.

- Tak. - odpowiedziała dość cicho, żeby chłopak nie zmienił zdania.

- Przecież musiał kosztować majątek. Skąd wzięłaś na to pieniądze? - zdziwił się.

- Miałam trochę oszczędności, współpraca z Davidem się opłaciła.. Więc powoli się udało.

- Ale co teraz? Przecież nie masz grosza przy duszy. - spojrzał na siostrę.

- No nie mam. - wzruszyła ramionami. - Ale wiadomość tego że będziemy mieli nowy dom, jakoś mnie pociesza. - otarła łzę, aby nie zauważył tego Carlos.

- A co z filmem? Przecież na to też trzeba pieniędzy! - oburzył się. - Ciekawe jak na to wszystko zarobisz? - oburzył się.

- Wezmę kredyt. - spuściła głowę.

- O nie.. Żadnego kredytu. Nie będziesz później tego spłacała, nie wiadomo ile. - oburzył się i wyszedł na dwór.

- Ale Carlos. - Bella wybiegła za Nim. - Dobra. Nie wezmę kredytu, mam jeszcze jedno wyjście. - zmrużyła oczy.

Pół godziny później - Bank. 

Bella wyszła z samochodu i czekała na brata, lecz ten nie miał zamiaru opuszczać samochodu. 

- Idziesz? - zapytała. 

- Nie. Nie chcę się z Tobą kłócić więc zostanę. 

- Ok. Jak uważasz. 

Bella poszła do banku. Carlos siedział sam i czekał aż siostra wyjdzie, nudził się i to bardzo. Po długim czasie wyszła z budynku.

- Co tam tak długo robiłaś? - oderwał się od radia. 

- Załatwiałam formalności.. - odparła. 

- Wzięłaś kredyt?! - spiorunował ją wzrokiem. 

- Oszalałeś? - machnęła ręką. - Nie oszalałam. - westchnęła. - Pamiętasz jak Rodzice założyli Nam konta, jak byliśmy mali?

- Tak. - kiwnął głową. 

- No i właśnie tego użyłam, może nie było tego tak dużo, ale wystarczy jak dla mnie, aby wszystko opłacić. - uśmiechnęła się i zapięła pas. - Odwiozę samochód Lisy, zabiorę swoje rzeczy i możemy wracać do Domu. - podkreśliła wyraźnie słowo Dom. 

- Wracasz? - Carlos przekręcił głowę w jej stronę. 

- Tak. - kiwnęła głową. - Wracam do domu. - ucieszyła się i ruszyła w stronę domu Lisy.

Oczami Carlosa. 

- Wracam do domu. - echo odbijało mi w głowie to krótkie zdanie, cały czas nie mogę w to uwierzyć że Bella wraca. - Trzeba coś zrobić. - powiedziałem do Siebie. 

- hm? - spojrzała kątem oka w moją stronę. 

- Wybierzmy się na zakupy, zróbmy kolację. - uśmiechnąłem się, odpinając pas. 

- Nie. Wole nie. - jej mina mówiła sama za Siebie. - Może jakieś wino i dobry humor wystarczy. - podniosła kąciki ust. 

- No ok. - kiwnąłem głową. 

- Skoczę oddać klucze, no i możemy wracać do domu. - powiedziała i pobiegła na górę. 

- Jasne. - kiwnąłem głową. - Nie spiesz się. - pomachałem.

W trybie natychmiastowym Bella wróciła z powrotem, nie myślałem że to tak szybko nastąpi. Myślałem że potrwa to dłużej. 

- 18 ? - Lisa wystawiła głowę przez drzwi. 

- Tak. Jutro, szczegóły Ci podam przez SMS. - krzyknęła Bella. 

- Co jutro? - zapytałem zainteresowany. 

- Chcę zrobić małe przyjęcie, taką parapetówę. - wyjaśniła. 

- Myślisz że się wyrobimy? - zapytałem gdy oddalaliśmy się od domu Lisy. 

- Jeżeli się zbierzemy wszyscy razem to na pewno. - powiedziała i się zatrzymała. - Mam genialny pomysł. - klasnęła w dłonie.

- Boje się.. - spuściłem głowę. 

- Nie bój się. Pojedź do domu po jakieś rzeczy, wrócimy do nowego domu i tam zaczniemy wszystko przygotowywać aby było na jutro gotowe. - uśmiechnęła się. 

- No nie wiem.. - zawahałem się. 

- No proszę. - uśmiechnęła się tak niewinnie. - No Carlos.

- Ech. No dobra. Chodź. 

Wróciliśmy do Lisy i opowiedzieliśmy wszystko co i jak ma być, dziewczyna się zgodziła. Następnego dnia już od rana trwały przygotowania, zaangażowaliśmy Davida i Pablo oraz Lisę i Toma. Dziewczyny zajęły się kuchnią a my wystrojem domu i zakupami. Telefon nie przestawał dzwonić, chciałem go wyłączyć, ale nie chciałem wzbudzać podejrzeń. 

- Która godzina? - zapytał Pablo. 

- 16 . - odpowiedział szybko Tom. 

- Carlos. Trzeba napisać do wszystkich. - uprzedziła mnie Bella. 

- Napisałem. Teraz zadają mi mnóstwo pytań.. - zmartwiłem się. 

- Niech nie zadają pytań, tylko niech przyjeżdżają. - tupnęła nogą i kończyła przygotowania. 

Czas zleciał strasznie szybko, dziewczyny pobiegły do łazienki aby się przygotować. A my z chłopakami kończyliśmy ustawianie mebli.. 

Łazienka - Lisa i Bella. Narrator. 

Dziewczyny zaczęły wyjmować swoje kosmetyki, można powiedzieć że nie było końca. Bella chciała wypaść jak najlepiej, chciała pokazać się jak z najlepszej strony, z takiej jaką ją zapamiętali. 

- Zastanawiam się jak zareagują na mój widok. - zaczęła Bella. 

- Obawiałabym się reakcji Jamesa.. Może się zdenerwować, albo wręcz przeciwnie. 

- Pocieszyłaś mnie. - uśmiechnęła się, i zaczęła tuszować rzęsy. 

- Nie przesadzaj z makijażem. - zachichotała pod nosem. 

- Dlaczego? - zapytała z niesmakiem i odłożyła tusz. 

- Bo jak się popłaczesz, to Ci wszystko spłynie. - wybuchła śmiechem. 

- Zabawne, bardzo zabawne. - szturchnęła ją łokciem.

- Ej.. - oburzyła się, ale wciąż miała uśmiecha na ustach.

- Dobra. Skończę się malować, no i biegnę na górę się przebrać. Tylko nie wiem postawić na skromną elegancję, elegancję czy skromność? - czekała na zdanie Lisy.

- Poczekaj skończę się malować. I pobiegniemy na górę, na pewno coś znajdziemy.

Dziewczyny pobiegły na górę, i zaczęły przebierać w kilku ciuchach które Bella miała do dyspozycji. Wybór był nie duży, ale zawsze coś mogły połączyć.

Oczami Carlosa.  


- Gdzie?? - zauważyłem biegnące dziewczyny i postanowiłem je zatrzymać. 

- Na górę. Musimy przebrać Bellę, żeby James odpowiednio zareagował. 

- Co? - zdziwiłem się i spojrzałem na chłopaków, ale Oni tylko wzruszyli ramionami. - Wiecie o co chodzi? - zapytałem. 

- Bella się obawia reakcji Jamesa.- powiedział Pablo. 

- Skąd wiesz? - zapytał Tom. 

- Moja dziewczyna też tak kiedyś zrobiła, byłem na wyjeździe a jak wróciłem to czekałem, czekałem..

- Stop. Przerwę Ci. - podniosłem dłoń w górę. - Miałeś dziewczynę? - zdziwiłem się, tak ja i chłopaki. 

- No tak. I wyszło wszystko na jaw, powiem Wam że nie jestem gejem. Jestem Bi. Ale jak się dowiedziałem że Bella ma kogoś, to zmieniłem zdanie. - wytłumaczył. 

Staliśmy i wpatrywaliśmy się w mówiącego Pablo. Nie wierzyliśmy własnym oczom. 

- No co? - westchnął ramionami. 

- Ale czasami zachowywałeś się.. No wiesz. 

- Tak wiem. Jak wesoły gej, ale takie jest życie. - parsknął śmiechem. - Zaraz będą goście, trzeba zawołać dziewczyny. 

- Bella! Lisa! - krzyczał Tom. - Idziecie? - zapytał. 

- I jak? - Lisa zeszła na dół i zrobiła obrót wokół własnej osi. - Podoba się?

- No jasne. Świetnie wyglądasz Kochanie. - skomplementował ją Tom. - A gdzie Bella? 

- Już idzie, musiała poprawić włosy. Bella! Chodź, bo wszyscy się niecierpliwią. - zawołała ją Lisa. 

Słychać było z góry stukot obcasów, już się nie mogłem doczekać reakcji Przyjaciół. Oczywiście na widok Belli, i także jak dowiedzą się że to nasz dom. Byliśmy zajęci rozmową, że nawet nie zauważyliśmy jak Bella zeszła do Nas. Musiała zdjąć buty, bo nie było jej słychać. 

- Też tak myślę. - powiedziała i zaśmiała się. 

- Nie słyszeliśmy jak idziesz. - przerwał Tom. 

- Zdjęłam buty, żeby było wejście. - zaśmiała się. 

- Wyglądasz zjawiskowo, tak dawno nie widziałem Cię w takim wydaniu. - uśmiechnąłem się. 

- Boje się reakcji Jamesa, że zacznie krzyczeć albo coś. Bo tyle mnie nie widział.. - jej wyraz twarzy uległ wielkiej zmianie. 

- Będzie dobrze. - przytuliłem siostrę, muzyka cicho grała i rozległ się dźwięk dzwonka. 

Oczami Jamesa. 

Nie miałem ochoty iść na żadną imprezę, ale Carlos tak nalegał że nie mogłem się wycofać.. Nie chętnie wysiadłem z samochodu i ruszyliśmy w stronę pięknego domu.

- Niezła chata! - zachwycił się Logan. - Czyje to mieszkanie? - zastanawiał się. 

- Może Carlos w końcu ujawni swoją skrytą dziewczynę. - zaśmiał się Kendall. 

- No przestańcie się z Niego naśmiewać. Chłopak miał ciężki okres w swoim życiu, więc ma teraz prawo zaszaleć. - skarciła Nas Alice. 

- No ok, ale niech się znowu nie wpakuje w jakieś kłopoty. - spojrzałem na znajomych i zadzwoniłem dzwonkiem. 

- Dobra. Nie przesadzajmy. - zaśmiał się Logan. 

- Cholera! - podrapałem się w głowę. - Zapomniałem wziąć win z samochodu, zaraz przyjdę. - szybko pobiegłem do samochodu. 

Przyjaciele już poszli, a ja szybko poszedłem do samochodu, zabrałem asortyment i wróciłem. Zadzwoniłem dzwonkiem, rozległa się bardzo miła melodia bujałem się z nogi na nogę. Nawet nie zauważyłem jak drzwi się otworzyły.. Z wrażenia upuściłem butelkę wina, takiego widoku się nie spodziewałem.


Napisałam.. Cieszę się że mogę liczyć na maałe grono osób które komentują.. Co tydzień podsyłam Wam link z rozdziałem, myśląc że moje staranie się doprowadzi do większej ilości komentarzy. Inne blogi cieszą się większą popularnością, niż mój. A może robię coś źle? hum. Nad tym się nie zastanawiałam. Dobra. Założyłam Photobloga, zamierzam pisać tam jednorazówki ;). Mam nadzieję że mi się uda, na razie zastanawiam się nad pierwszą o czym napisać, w jakim klimacie i w ogóle.
Chcę przenieść bloga.. Na onet.pl . Blogger uniemożliwia mi odpisywanie na niektóre komentarze, więc spróbuję tam.. Ale nie wiem.. Posiada ktoś w Was może tam bloga?

PS. Jeżeli nie chcecie otrzymywać powiadomień na ask.fm . To po prostu napiszcie, nie będę Wam zawracała głowy.. Dziękuję :).

niedziela, 4 stycznia 2015

Part 45.

Czekałam aż wróci Lisa. Lecz chyba nocowała poza domem. Wzięłam się w garść i na spokojnie czytałam o poprawiałam swój scenariusz.. Cieszyłam się że w tak krótkim czasie mogłam go napisać. Ucieszyłam się gdy tylko go zakończyłam. Może scenariusz trochę pod koniec pokolorowałam, ale chciałam żeby to wyglądało inaczej. Główna bohaterka, traci wszystko.. Miła ekspedientka zrobiła to bardzo szybko. Zadowolona udałam się do domu.

- Gdzie byłaś? - zapytała zmartwiona Lisa.

- Wydrukowałam scenariusz. Stało się coś?

- Nie. Ale potrzeba żebyście zaczęli już, szukać aktorów bo mamy dzisiaj iść do studia. Pablo zrobił plakaty, więc trzeba je rozwiesić i zaczynamy.

- Ok. Nie ma sprawy.

Kilka minut później.

Udałyśmy się do Toma. Miałam lekką tremę, ręce mi drżały, ocierałam pot z czoła. Lisa chyba to zauważyła i chwyciła mnie za dłoń. Trochę się uspokoiłam, ale nadal byłam przerażona. 

- Mam! - do środka wbiegł uradowany Pablo. 

Serce podskoczyło mi do gardła. Mocniej ścisnęłam Lisę. 

- Spokojnie. - uśmiechnęła się. -Nie będzie źle. - Pablo. Świetne plakaty! - pochwaliła go. 

- No przestań, bo się zarumienię. - zakrył twarz i odwrócił się na pięcie. - Ja śmigam na miasteczko, rozwieszę plakaty. Mówię Wam takie tłumy tutaj będą że szok. - wyszedł. - Zapomniałbym. - wrócił ponownie. - Papatki moje Słodziaki. - przesłał buziaki i wyszedł. 

- A jak to nie wypali? - zapytałam Toma. - Może powinnam wcale tego nie pisać? - zmartwiłam się. 

- No przestań. Uda Ci się na pewno. Wiem że nie powinienem się wtrącać, ale spotkałem dzisiaj Twoich Przyjaciół.. 

- Masz rację, nie wtrącaj się. - odezwała się Lisa. 

- Za późno.. - wstał i podszedł do drzwi. Pojawił się w Nich Carlos. 

- Tom! - podniosłam głos. - Dlaczego to zrobiłeś? - zapytałam. - Po co go tutaj przyprowadziłeś, przecież nikt go tutaj nie zapraszał! - chciałam go wyminąć, ale zostałam zatrzymana. 

- Posłuchaj mnie. - powiedział Los. - To już trwa za długo.

- Proszę? - nie wiedziałam o co chodzi. 

- Trasa. Ok. To mogę zrozumieć, nie było Cię. Ale teraz jak nie wrócisz, to nie masz po co w ogóle do Nas wracać. - jego mina mówiła wszystko. 

- Ale ja teraz mam film, nie mogę tego tak zostawić. - próbowałam się wywinąć. 

-Odpuszczam. - powiedział. - Rób co chcesz. Zmarnowałem tylko czas, wiedziałem że to nic nie da. 

Spuściłam głowę. Nie chciałam patrzeć jak Carlos odchodzi, ale nie mogłam też wrócić teraz do domu. Bardzo chciałam wrócić do domu. Lecz bałam się reakcji domowników. Co Przyjaciele powiedzą jak mnie zobaczą. Może nie będą chcieli zamienić ze mną żadnego słowa? Trudno. 

- Lisa. Możemy dzisiaj wcześniej wrócić do domu? - spojrzałam na dziewczynę i Toma. 

- Nie mamy już nic na dzisiaj do pracy, więc możecie wracać. - odezwał się Tom.

Zebrałam się z Lisą do domu, udałyśmy się na mały obiad i do domu. Mogłam tam przemyśleć to co mi powiedział Carlos.

- Może On ma rację. - kiwnęła głową, otwierając nowe wino.

- Postanowiłam. - wstałam, lekko się chwiejąc. - Wracam do domu! Podjęłam decyzję, może to będzie trudne. Może mnie nie zaakceptują, ale wiem że ja i Oni bardzo tęsknią. Czas wrócić do normalnego życia i stawić czoło światu i problemom.

Lisa bardzo mi pomogła, bez jej pomocy nic bym nie osiągnęła, dlatego jestem jej dłużniczką. Będę musiała dzielić teraz wszystko, może to nie będzie takie łatwe ale powoli wszystko się uda. Czuję to. Mój scenariusz, dopiero się zaczyna. Pełna sił i pozytywnej energii poszłam na górę się spakować. Czułam w środku, motyle jak przed pierwszą randką. Nie wiedziałam jak mam zacząć rozmowę.. Stanęłam przed lustrem i długo ćwiczyłam.

- Przepraszam że nie dawałam znaku życia. Chciałam Was chronić, nie umiem wytłumaczyć przed czym. Musimy się przeprowadzić. Nie chcę mieszkać w tej dzielnicy, za dużo problemów jest z Nią związanych. Znalazłam nowy dom. - w tym momencie stuknęłam się w czoło. - No tak! Zrobię im świetny prezent, znajdę dom który im się na pewno spodoba. Muszę tylko poprosić Lisę.

Narrator - Dom Przyjaciół. 

- Idioto! Jesteś skończonym kretynem! - Carlos rzucał wyzwiskami i przekleństwami w stronę Przyjaciela. - Jak mogłeś to zrobić?! - oskarżał kolegę. 

- Nie chciałem. Musiałem ją zobaczyć. Tęskniłem za Nią! - krzyczał a Przyjaciele próbowali ich rozdzielić bo Carlos szykował pięści. 

- Mogłeś mi powiedzieć! Bym zrozumiał, a nie bawić się w podchody. Teraz mi nie wybaczy! 

- Stary zrozum ja ją kocham! - tłumaczył się James. - Musiałem ją zobaczyć. - ochłonął i spuścił głowę. 

- Tym razem masz szczęście. Ale następnym, nie ręczę za Siebie. 

Atmosfera w domu nieco zgęstniała. Przyjaciele nie zamienili ze Sobą ani słowa. Ciszę przerwał dźwięk telefonu. Carlos niechętnie podniósł słuchawkę.. 

- Słucham. - powiedział ze słyszalnym smutkiem w głosie. 

- Niebawem się zobaczymy. - usłyszał głos Belli. 

- Kiedy? - kąciki jego ust, powoli się podniosły. - Jak? Powiedz coś więcej.

- Niespodzianka. Nie mów nikomu, proszę. To jest najlepsze wyjście. - rozłączyła się.

- Kto dzwonił. - zaciekawiła się Alice, widząc uśmiech Carlosa.

- Niespodzianka. - odłożył słuchawkę i poszedł na górę.

Mieszkanie Lisy. 

Bella zbiegła na górę, i szybko usiadła obok Przyjaciółki cała w skowronkach. 

- Coś się stało? - Blondynka spojrzała na Bellę lekko zdziwiona. 

- Gdy ze Sobą rozmawiałam. Wpadłam na genialny pomysł! - okrzyknęła radośnie. 

- Rozmawiałaś ze Sobą? - spojrzała na Nią z wielkim zdziwieniem. 

- Nie teraz, później Ci to wytłumaczę. - usiadła wygodnie na łóżku. - Muszę znaleźć ładny dom, chcę się przeprowadzić! Razem z Przyjaciółmi, tamta dzielnica przynosi złe wspomnienia. - posmutniała. 

- Poczekaj, poczekaj. - zamyśliła się i wyciągnęła telefon aby zadzwonić. 

Lisa wyszła na chwilę z pomieszczenia, Bella nie za bardzo się orientowała w danej sytuacji, więc włączyła Sobie telewizor i natknęła się na teledysk chłopaków. Przyglądała im się uważnie, każdy ruch wydawał jej się nowy, gesty, uśmiech. Tak bardzo chciała być przy Nich. 

- Jestem! - obudziła się z transu, gdy wróciła Lisa. - Proszę zadzwoń. - podała jej kartkę z numerem. 

- Co to? - zapytała zdziwiona, spoglądając na kartkę. 

- Mój znajomy, zajmuje się sprzedawaniem domów. Dokładniej mój Tata. - uśmiechnęła się. - Zadzwoń do Niego, na pewno znajdzie dom który Ci się spodoba. - powiedziała. 

- Zadzwonię do Niego jutro. - kiwnęła głową. 

- Pójdziemy do jego biura. Na pewno znajdziesz dom, który Ci się podoba. - wskoczyła na łóżko i przejęła pilot. 

- Kochana jesteś. - uściskała Przyjaciółkę. 

Dziewczyny oglądały teledysk za teledyskiem i wspominały dobre czasy. Zasnęły nie wiadomo kiedy. 
Następnego dnia, wstały wcześnie żeby jak najszybciej znaleźć nowy dom. 

- Gotowa?! - krzyknęła Lisa czekając na Bellę. 

- Idę. - dziewczyna zbiegł na dół. 

- Powoli, bo zrobisz Sobie krzywdę. - uprzedziła koleżankę. 

- Cholera! - krzyknęła. - Widzisz? - zmartwiła się. - Patrz. No patrz co zrobiłam. - wskazała na palec u stopy. 

- Ostrzegałam. - zaśmiała się. - Chodź. - dziewczyny poszły do kuchni, Bella obmyła lekko zakrwawioną nogę. - Poleję to wodą utlenioną i zakleimy to plastrem. 

Dziewczyny szybko to zrobiły i udały się w drogę. Po 20 minutach zajechały na miejsce. Weszły do budynku i pojechały windą na 3 piętro. 

- Dzień Dobry Lisa. - powiedziała sekretarka. - Tata jest u Siebie. Proszę wejdź. - wskazała na drzwi. 

- Dziękuję Pani Smalt. - powiedziała i weszła do środka. 

- Tak. Tak. - Mężczyzna rozmawiał przez telefon. - Już sprawdzam. - spojrzał na kalendarz i machnął do Lisy, dając jej tym znak że zaraz skończy rozmowę. - Mam czas, więc jutro o 12. Dziękuję. Do widzenia. - powiedział i się rozłączył. - Kochanie. Czekałem na Ciebie. - przytulił córkę.

- Też się cieszę że Cię widzę. - uśmiechnęła się na jego widok. - To Bella opowiadałam Ci o Niej. - wskazała na koleżankę. 

- Dzień Dobry. - kiwnęła głową. 

- Witam, witam. - przywitał się. - Usiądźcie proszę. Czego potrzebujesz? - zwrócił się do Belli. 

- Poszukuję dużego domu, dla 6 osób. - pomyślała i czekała na propozycję. 

- Hm? - zastanowił się i podszedł do półki po segregator. - Proszę przejrzyj oferty, może coś Ci się spodoba. - podał dziewczynie niebieski segregator, wraz z Przyjaciółką przeglądała oferty. 

- Ten! - podskoczyła z radości na krześle. - Kiedy możemy pojechać go zobaczyć? - zapytała. 

- Możemy już teraz, nie mam żadnych planów więc możemy jechać. - powiedział Ojciec Lisy. 

Okolica była spokojna i cicha. Bella była zachwycona. Gdy weszli do środka, zaparło jej dech w piersiach. Dom bardzo jej się podobał, był taki jak Sobie wyobrażała. Od razu chciała podpisać umowę, lecz musieli wrócić do biura i dopełnić formalności. Bella nie chciała dłużej czekać, od razu przeszła do spraw finansowych. 

- Wystarczy Ci pieniędzy? - cicho zapytała Lisa. 

- Tak. Tylko mam nadzieję, że spodoba się reszcie. - posmutniała. 

- Na pewno. - pocieszyła ją Przyjaciółka. 

- Możemy podpisać umowę? I dokończyć formalności? - wtrącił Ojciec Lisy. 

- Tak. Proszę. - kiwnęła głową dziewczyna. 

Po kilkuminutowej transakcji Bella wyszła szczęśliwa i udała się do nowego domu. Lisa pomogła jej wszystko ogarnąć. Zeszło im się to dość szybko. Bella przewiozła część rzeczy do nowego domu i poprosiła Lisę aby mogła jeszcze przenocować ją jedną noc. Przyjaciółka się zgodziła i wróciły do Niej. 


Bardzo Was Przepraszam, tak mało się udzielałam ale postanowię o nadrobić. Poprawie się na pewno. Tamten rok był pełen wydarzeń, ale liczę że w tym roku będzie lepiej. Życzę Wam wszystkiego dobrego w tym roku, dużo, dużo zdrowia, ponieważ tego nie można kupić. Oby wszystkie Wasze marzenia się Wam spełniły, duużo czytelników i czytelniczek życzę! Aby wasze pomysły rosły w siłę, mnóstwo inspiracji na nowe blogi i ciekawe historie! 
Sobie życzę, aby więcej osób komentowało tego bloga, i większej weny:).