niedziela, 25 stycznia 2015

Kendall i Rose - Szkolna miłość.

Słońce pieściło moje policzki, lekki wiatr ciepły wiatr przedarł się przez uchylone okno. Kolejny dzień, kolejna porażka.. Nienawidziłam tej szkoły, chciałam aby wszystko się już skończyło. Ostatnie tygodnie
czerwca, były bardzo ciepłe. Cieszyłam się że w końcu będą wakacje..

- Rose. Wstawaj, śniadanie. - do pokoju zapukała Mama.

Moja Mama już zdradziła moje imię, więc wiecie z kim macie do czynienia.. Teraz opiszę Wam moją historię. Jestem Rosalia Smith. Miło Was poznać! Zaczynamy..



- Już, już. - przeciągnęłam się i przejrzałam w lusterku. - Kolejny dzień, kolejne upokorzenia.. - westchnęłam głośno i poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic i wróciłam do pokoju się przebrać, było ciepło Założyłam legginsy i ulubioną bokserkę a do tego wzięłam dłuższy sweterek.

- Siadaj Kochanie. - powiedziała Mama i podała mi sok.

- Denis. Nie baw się jedzeniem, tylko zjedz grzecznie i zaraz Tata odwiezie Was do szkoły.

- Ok. - odpowiedział mały chłopiec.

Denis - mój młodszy brat, jego szkoła znajduję się 2 ulice dalej od mojej, więc często go odbieram ze szkoły. Wszyscy się ze mnie śmieją, że to mój syn. Z resztą przyzwyczaiłam się do tego. Już nawet nie mam siły im czegokolwiek odpowiadać. Może kiedyś im się to znudzi, ale nie szybko. 

- Dzień Dobry. - do kuchni wszedł Tata, jak zawsze koszula i krawat. - Co my tutaj mamy dobrego. - spoglądał na stół.

- Denis dzisiaj wracasz do domu z Rose, nie dam rady Cię odebrać. - powiedziała Mama. - Mam dużo pracy w salonie. - Kochanie. Masz tutaj 50 dolarów będziecie mogli coś Sobie kupić do jedzenia, bo nie
wiem o której dzisiaj z Ojcem skończymy. 

- Jak zawsze. - szepnęłam. 

- Mówiłaś coś? - Ojciec wyjrzał zza gazety. 


- Nie. - odparłam. - Pójdę otworzyć drzwi, to pewnie Gabi przyszła. 

Gabriella Sonttag. - Moja jedyna i najlepsza Przyjaciółka, kumpluje się także z klasową elita.. Patricia , Evelin , Victoria i Sindy. To nasze cheerleaderki, no cóż, ja nie miałam takiego szczęścia jak Ona, ale źle też nie jest. Ważne że ktoś ze mną rozmawia.

- Cześć! - weszła jak zawsze rozpromieniona Gabi. - Gotowa? - zapytała. 

- Wejdź. Skoczę po książki na górę i możemy jechać. - pobiegłam na górę, zabrałam potrzebne książki i szybko zbiegłam na dół. - Gotowa! - wróciłam na dół. 

- Ja też jestem gotowy. - wyskoczył Dennis. - Tatusiu! Chodź. - krzyczał mały. 

Wyszliśmy z domu. Tata podwiózł nad pod szkołę, a potem odwiózł małego. Już chciałam wracać, jeszcze nie przekraczając progu tego znienawidzonego budynku, te same twarze i nowe jeszcze lepsze i 
bardziej wymyślne upokorzenia.. Już miałam tego dosyć. 

- Idziemy dzisiaj na shopping? - z zamyśleń wyrwała mnie Gabi. 

- Chciałabym. Ale nie mogę, muszę odebrać Denisa ze szkoły. - zmartwiłam się. - Ale może jutro? Mały jedzie z Rodzicami do dentysty, więc nie idzie do szkoły. Możemy iść. 

- Ok! - przybiłyśmy piątkę. - nie chciałam wchodzić do tego budynku, widziałam jak chłopaki się czają za murkiem. Wiedziałam że czeka mnie coś złego, i nie myliłam się. Zza niego wyskoczył jeden z tych którzy prześladują mnie już od początku gimnazjum.. 

- haha!! - głośny śmiech rozległ się po mojej głowie. - To było genialne! - krzyknął najbardziej dowcipny z całej ekipy Carlos.

Carlos Pena - chłopak o latynoskiej urodzie, jest mistrzem dowcipu. Co chwilę wymyśla jakieś nowe żarty, uwielbia się śmiać, do życia podchodzi bardzo luzacko. Dlatego rzadko jest brany na poważnie.

- Jesteś mistrzem! - poklepał go po plecach Lucas. 

Lucas Jerson - wysoki ciemnowłosy chłopak o niebieskich oczach. Lubiący nabijać się ze słabszych, jest w szkolnej drużynie. Lubi być w centrum uwagi tak jak jego koledzy. 

- Oszalałeś? - podniosłam się i otrzepałam kurz. - To nie było miłe! - zaczęłam kasłać. 

- Nic Ci nie jest? - podbiegła do mnie Gabi. 

- Nie. Wszystko w porządku, ale trochę boli mnie ręka. 

- Chodź do pielęgniarki. - Przyjaciółka zaprowadziła mnie do gabinetu. 

Półtorej godziny później.

Siedziałam i słuchałam jak nauczycielka opowiada Nam o jakiejś  głupiej lekturze. Słuchałam uważnie, notowałam każde słowo. Lubiłam się uczyć, ale nie w tej szkole.. Chciałam już przerwę, żeby móc odpocząć. Zadzwonił upragniony dzwonek, wszyscy wybiegli jak poparzeni. Poszłam i zajęłam Sobie miejsce obok ulubionego drzewa, zawsze był tam cień. Siedziałam i rozmyślałam o tym co nowego może mi się jeszcze przytrafić. Rozglądałam się po boisku, lecz nie mogłam znaleźć nigdzie Gabi. Próbowałam do Niej dzwonić, ale nic. Może się źle poczuła i się zwolniła. - pomyślałam. Siedziałam tak dłuższą chwilę, aż przypomniałam Sobie że muszę iść do biblioteki oddać książkę. Udałam się do szkoły i odnalazłam bibliotekę. 

- Dzień Dobry. - przywitałam się ze starszą kobietą. - Przyszłam oddać książkę. - wyciągnęłam ją z torby. 

- Dzień Dobry. - odpowiedziała. - Proszę o nazwisko i klasę. 

- Smith Rosalia 3B. - rozglądałam się po pomieszczeniu. 

- Smith, Smith. Mam. - uśmiechnęła się. - Jeżeli chcesz coś wypożyczyć to proszę. 

- Dziękuję. - rozglądałam się pomiędzy półkami, i natknęłam się na Gabi.. - Co Ona tutaj robi?- zastanowiłam się, nie była sama był z Nią sam James Maslow. 

James Maslow - klasowy przystojniak, lub i szkolny. Każda dziewczyna chcę z nim być. Jest w grupie tanecznej razem z kolegami, przyjaźni się z Carlosem i Lucasem oraz resztą. 

 Nie wierzysz mi? - zadał pytanie Gab. - Ja naprawdę Cię kocham. Proszę uwierz mi. 

- Nie wiem James, nie wiem. - Gabi kręciła głową. 

- Jak mam Ci to udowodnić? Krzyknąć na apelu. Kocham Cię Gabriella Sonttag! - zapytał. 

- Nie, nie. Ale nie chcę aby to były puste słowa. - zmartwiła się. 

- Nie są. Uwierz mi proszę. Zostałem już raz zraniony przez dziewczynę. Przecież dobrze wiesz. Nie zniósłbym tego drugi raz. - posmutniał. 

- Dobrze. - kiwnęła głową. - Jesteśmy oficjalnie parą? 

- Tak. - przybliżył się do Niej i złożył namiętny pocałunek na ustach. 

Szybko wybiegłam z tej sali. Nie chciałam patrzeć na Nich. Do końca przerwy zostały 2 minuty, udałam się na salę gimnastyczną. Aby się przebrać, nie chętnie pokazywałam swoje nogi. Ale że było ciepło to nie miałam innego wyjścia. Założyłam krótkie spodenki i zmieniłam bluzkę. 

- O proszę. - odezwały się dziewczyny. - W końcu pokazałaś te przeszczepy. - zaśmiała się Patricia a razem z Nią reszta jej koleżanek. 

Paricia Johannes - klasowa piękność, lubi być w centrum uwagi. Może nie uczy się najlepiej, ale jej Rodzice nadrabiają pieniędzmi za jej naukę, dziewczyna Lucasa.

Evelin Faron - zarozumiała i wstrętna dziewczyna, lubiąca dopiec każdemu w każdej chwili jedyne co ją obchodzi to wygląd.

Victoria Belce - niezbyt mądra dziewczyna, lecz należy do grupy Patrici, w której musi się jej słuchać, uwielbia być w towarzystwie chłopaków. 

Sindy Schultz - ukrywa swoją inteligencję, aby tylko przypodobać się Patrici, wybiera się do dobrego liceum, ale boi się o tym mówić dziewczynom. 

- Odczep się! Zachowaj te mądrości dla koleżanek! - warknęłam, zachowałam się jak nigdy dotąd, chciałam żeby się w końcu odczepiły.

- Słucham?! - naskoczyła na mnie. - Jak śmiesz się tak do mnie zwracać? Ja tutaj rządzę, więc masz być miła! Bo to się źle skończy! - krzyknęła i odepchnęła mnie. 

- Dziewczyny! Zapraszam na boisko! - do szatni weszła Trenerka. Pani Dawson. 

Wszystkie wyszłyśmy, ale Gabi nawet mi nie pomogła tylko poszła za dziewczynami. Boląca ręka dała mi się we znaki. 

- Pani Trener. - pobiegłam do kobiety. - Mogę się zwolnić i nie ćwiczyć, boli mnie ręka. Nie dam rady. 

- Dobrze. Usiądź na ławce i siedź. - uśmiechnęła się przyjacielsko. 

- Dziękuję. - przytaknęłam i usiadłam. 

-  Cześć. - spojrzałam w bok, nie wierzyłam własnym oczom. Obok mnie usiadł Kendall.. Sam Kendall Schmidt. Przywódca wielkiej ekipy! 

- Cześć. - odpowiedziałam nieśmiało. - Nie pomyliłeś ławek?

- Chciałem Cię przeprosić za zachowanie chłopaków, nie powinni tego robić. - zrobiło mu się przykro, w jego głosie było słychać skruchę i żal. 

- Nic się nie stało. - odpowiedziałam. - Nie musisz oszukiwać i ściemniać, że Ci przykro. 

- Ale chciałem być miły. - kąciki jego ust się podniosły. - Naprawdę. 

- Nie trzeba. Patrz. Twoi kumple tutaj idą. Możesz już iść. - odsunęłam się. 

Kendall Schmidt - Przywódca ekipy dowcipnisiów, uczęszcza na zajęcia taneczno-wokalne. Ma niesamowity głos, jest dobrym uczniem. Wysoki przystojny blondyn, z zabójczym spojrzeniem i zniewalającym boskim uśmiechem. Ideał. 


- No, no, Kendall. Znowu bajerujesz laski? - wybuchł śmiechem James. 

- Nie obraź się stary, ale idź do okulisty. Bo może nie dowidzisz że to Rosalia Smith. - odezwał się Lucas. 

- No Luca ma rację. - poprawił go Carlos. - Ale jakby założyć jej torbę na głowę, to reszta nie jest taka zła. 

- Masz rację! - przybił mu piątkę James. 

- Chłopaki! - krzyknął trener. - Do mnie biegiem! 

- Idziemy! - popędził ich Logan. 

Kendall poszedł z Nimi, odwracając się co chwilę. Te przeprosiny na nic się się nie nadały.. On jest taki sam jak reszta. A ja głupia, myślałam że jest inny. Tak bardzo mi się podoba, ale gdzie mi do Niego i do bycia jego dziewczyną. Siedziałam ze spuszczoną głową, pojedyncze łzy spływały mi po policzkach. Nie wytrzymam tutaj nerwowo. Załamię się. Zaraz koniec lekcji, cieszyłam się że wrócę do domu, ale jeszcze muszę iść po Denisa.

Logan Henderson - Następny z paczki Pana Schmidta, jest dobrym uczniem chłopaki mogą na Nim polegać. Razem z Kendallem, Jamesem i Carlosem uczęszcza na zajęcia wokalno-taneczne. Jest nawet i czasami miły. Ale to zdarza mu się rzadko. 

Wieczorem. 

Siedziałam z Denisem i przygotowywaliśmy kolację jego ulubione spaghetti. 

- auć.. - krzyknęłam, na co mały szybko zjawił sie w kuchni. 

- Co Ci się stało?! - przestraszył się.

- Poparzyłam się gorącą wodą. - próbowałam zachować spokój. - Wzięłam rękę pod zimną wodę. 

- To moja wina.. - Denis się rozpłakał. - Gdybym nie chciał tego to by Ci się nic nie stało, to przeze mnie. - uciekł do salonu. 

- Denis. - pobiegłam za Nim. - Szkrabie. To nie Twoja wina, zamyśliłam się. - uśmiechnęłam się do Niego. - Chodź dokończymy kolację. 

- Dobrze. 

Po kolacji pozmywałam i położyłam się spać, śnił mi się Kendall. Piękny sen, ale rano znowu obudziła mnie Mama. 

Poranek. 

- Cześć. - powiedziałam schodząc na dół. 

- Pokaż rękę. - powiedziała Mama. 

- Po co? - nie chętnie pokazałam. 

- Denis wszystko powiedział. Poparzyłaś Sobie przedramię, teraz to przemyję i zabandażuję Ci rękę. 

- Nie trzeba, założę długi rękaw. - spojrzałam na Mamę. 

- Jest bardzo ciepło, wręcz gorąco. Wskakuj w krótkie spodenki, możesz założyć mgiełkę. Będzie przewiewna i wygodna. Gabi jeszcze nie ma? - zapytała się Mama. 

- Nie. Nie przyjaźnimy się już, wolała inne dziewczyny. Nie martw się dam Sobie radę. - poszłam na górę założyłam krótkie dżinsowe spodenki, mgiełkę i upięłam włosy w koka. - To będzie nowe stulecie.. zaśmiałam się. - Ja w takim stroju do szkoły. 

- A któż to? - zachwyciła się Mama. - Wyglądasz ładnie. Dzisiaj jedziemy do dentysty i do Dziadków więc masz cały dzień wolny, wrócimy bardzo późno. 

- Dobrze. Ja już będę szła. - pomachałam domownikom i wyszłam. 

Uf. Za 2 tygodnie koniec szkoły, bardzo się cieszę. Więcej już nie będę musiała spotykać tych wszystkich twarzy. Pójdę do nowej szkoły i wszystko się zmieni. 

- Rose! - ktoś za mną krzyczał. - Poczekaj! - podbiegł do mnie nikt inny jak sam Kendall. - Myślałem że Cię nie dogonię. - złapał zadyszkę. 

- Czego chcesz?! - warknęłam. - Gdzie masz swoich kumpli?! Zgubili się, poczekaj założę torbę na głowę, to nie będzie takiego wstydu.. - odpowiedziałam. 

- Chciałem Cię przeprosić. - stanął przede mną. - Powinienem ich zatrzymać, żeby nie wygadywali takich głupot. - jego słowa płynęły prosto z serca. - Przepraszam. Wiem że masz uczulenie na niektóre 
kwiatki, więc przyjmij to ode mnie. - wyciągnął z torby bukiet z lizaków chupa- chups. - Proszę i przepraszam. - uśmiechnął sie, a ja mało się nie rozpłynęłam. 


- Dziękuję. - zarumieniłam się. - Czekaj, czekaj. Skąd mam wiedzieć że to nie jest kolejna głupia zagrywka, z waszej strony? - zapytałam aby się upewnić. 

- Przyrzekam na moich Rodziców. Nie żartuję. - jego uśmiech był powalający. - Chodź pójdziemy razem do szkoły. 

- Ale że my? Razem? - zdziwiłam się. 

- No a co w tym złego? - zaśmiał się. - Przecież chodzimy do jednej klasy. Oj chodź. 

Zgodziłam się, dzień dzisiejszy był naprawdę świetny. Wróciłam do domu i położyłam bukiet na łóżko.Myśląc cały czas o Kendallu. Zeszłam na dół i gapiłam się w telewizor, usłyszałam dzwonek do drzwi. 
Byłam sama więc się bałam, ale zauważyłam że to Kendall. Więc go wpuściłam.

- Mogę wejść? - zapytał. 

- Co Ty tutaj robisz? - zdziwiłam się. 

- Postanowiłem że wpadnę. Nigdy u Ciebie nie byłem, więc chciałem zajrzeć. Po dzisiejszym dniu bardzo Cię polubiłem. Mogę wejść? Czy będziemy tak stać? 

- Przepraszam. Wejdź, zdejmij kurtkę i wchodź. - powiesiłam kurtkę chłopaka i poszliśmy do salonu. - Napijesz się czegoś? 

- Soku chętnie. - kiwnął. 

- Już idę. - poszłam po 2 szklanki i wróciłam przy okazji wzięłam ciastka. - Proszę. - postawiłam na stoliku. Bardzo mnie zdziwiło to że przyszedłeś. 

- Chciałem Cię jeszcze raz przeprosić, no i zaprosić na bal.. 

- Co?! - zakrztusiłam się sokiem. - Żartujesz? - zdziwiłam się. 

- Jeżeli chciałaś powiedzieć Nie.. To bym zrozumiał. - posmutniał. 

- Naprawdę się cieszę. - byłam w szoku. - Ale zdziwiłeś mnie tym, oczywiście pozytywnie. 

- Jesteśmy umówieni? - wyczekiwał na moją odpowiedź. 

- Tak. - odpowiedziałam. 

- Będę u Ciebie o 17.30 - spojrzał na zegarek. 

- Ale co Twoi kumple powiedzą? - zmartwiłam się. 

- Nie interesuję mnie to! - Ja wybieram z kim się umawiam. 

Godzinę później. 

- Już późno. - spojrzał na zegarek. - Muszę lecieć. Rodzice nie lubią jak późno wracam do domu. Będę się zbierał. - wstał i udał się do drzwi. 

- Ok. - odprowadziłam go. - No to cześć. 

- Cześć. zbliżył się do mnie i pocałował mnie w policzek. - Dobranoc. 

- Dobranoc. - zamknęłam drzwi i strasznie się ucieszyłam, wyjrzałam przez okienko Kendall także się cieszył. 

2 tygodnie później - Bal. 

- Rose! Chodź i się pokaż. - nalegał Tata. - Szybko to zrobimy Ci zdjęcie. 

- Łatwo Ci mówić! Sam byś zszedł w takich butach. - lekko się zdenerwowałam. - Zdejmę ję. - zdjęłam buty i zeszłam boso. - I jak? 

- wow.. - powiedział Denis. - Księżniczka! 

- Dzięki mały. - potargałam jego włosy. 

- Skarbie wyglądasz pięknie. - powiedzieli Rodzice. 

- Dzwonek! - krzyknął Denis. - Otworzę! - pobiegł do drzwi. 

- Cześć. - powiedział Kendall. - Jest Rose? - zapytał Denisa. 

- Rose. Chłopak przyszedł. - zaśmiał się mały. - Chodź. Robią zdjęcia. 

- Nie mam chłopaka! - zdenerwowałam się. 

- wow.. - Kendallowi opadła szczęka. - Wyglądasz niesamowicie. - chłopak poszedł do mnie i zrobiliśmy Sobie zdjęcie. 

- Poproszę jedno na pamiątkę. - uśmiechął sie.

- Proszę. Tato podał mu zdjęcie. 

- Dziękuję. Rose możesz się podpisać? - zapytał. 

- Jasne. - złożyłam podpis. Więc ja też poproszę. - uśmiechnął się. 

Bal. 

Wszystkim opadły szczęki. Nawet Patricii i jej koleżankom, Gabi przestała się do mnie odzywać. A Logan, Carlos i James przeprosili mnie i zostaliśmy przyjaciółmi. Po balu Kendall odprowadził mnie do domu. 

- Rose. - zaczął nie pewnie Kendall. - Strasznie Cię lubię, podobasz mi się. - chwycił moją dłoń. 

- Kendall.. - moje oczy się uśmiechnęły, ale usta nie. - Nie chcę aby to była tylko chwila, więc przepraszam ale ja Cię tylko lubię. - odpowiedziałam. 

- Kocham Cię. - szepnął. 

- Proszę.. Nie obiecuj tego, czego nie możesz spełnić. Zostańmy Przyjaciółmi. A jeżeli naprawdę mnie kochasz, to zrozumiesz że ja potrzebuję czasu. Przepraszam. 

- Nie przepraszaj. Rozumiem. - zbliżył się do mnie i pocałował mnie w policzek.

Nie mogłam zasnąć tej nocy, na zakończeniu roku nie widziałam nawet Kendalla. Poczułam że straciłam kogoś bliskiego. Chłopaki tuż po zakończeniu wrócili do domów, ja też to zrobiłam.. Próbowałam sie
skontaktować z Kendallem lecz na próżno.. Nie odpisywał na moje wiadomości, nie odbierał telefonów. Rozpłynął się. 

3 lata później.

Nadszedł w końcu ten dzień! Wielki dzień. Koncert Big Time Rush. Uwielbiałam ich słuchać, lecz nie miałam okazji zobaczyć ich na żywo. Nie wiedziałam kto to jest, tyle się o Nich mówiło a ja jedyna chyba nie wiedziałam jak wyglądają.. Moja kariera też nabrała tempa, występowałam w kilku spektaklach i nagrałam kilka demo. Chciałam zacząć karierę piosenkarki, lecz się bałam. 

- Mamo! Tato! Wychodzę, muszę już jechać. Mam bilet pod samą sceną, więc muszę być pierwsza. 

- Jasne. Miłego wieczoru. Baw się dobrze. Babcia i Dziadek już wiedzą że będziesz u Nich. 

- Dobrze. - wybiegłam z domu jak torpeda. 

Koncert. 

Tłumy fanek stały już i krzyczały głośno, miałam wielkie szczęście że stałam przy samej scenie. Światła zgasły i na scenę weszła czwórka chłopaków. Byłam mega ciekawa jak wyglądają, nie miałam okazji ich widzieć. Tylko słyszałam, ale mogę stwierdzić że ich uwielbiam. Nie mogłam uwierzyć jak zobaczyłam kto wszedł na scenę.. 

- Carlos , James , Logan.. Kendall. - powtórzyłam. - Chyba oszalałam. - nie mogłam wyjść z szoku. 

Chłopaki zagrali kilka piosenek aż w końcu nadszedł czas na Worldwide. Wiedziałam że za każdym razem chłopaki wybierają dziewczynę, która z Nimi zaśpiewa. Lecz na początek Kendall coś ogłosił. 

- Wiemy że chcecie usłyszeć już piosenkę, ale mam tutaj coś. - wyciągnął z kieszeni portfel a z jego zdjęcie. - To jest moja Przyjaciółka. Proszę o powiększenie. - kamerzyści się tym zajęli. - Przez kilka lat ja i moi kumple, nie byliśmy dla Niej mili.. - spuścił głowę. - Ale później zrozumiałem że się w Niej zakochałem. 

- aww.. - rozległ się wielki szum. 

- No mów dalej. - popędził go Los. 

- Jak już mówiłem zakochałem się w Niej! Odpowiedziała mi coś takiego ' Proszę.. Nie obiecuj tego, czego nie możesz spełnić. Zostańmy Przyjaciółmi. A jeżeli naprawdę mnie kochasz, to zrozumiesz że ja 
potrzebuję czasu. Przepraszam. ' Dziewczyna ma na imię Rosalia Smith ale mówiliśmy do Niej Rose. 

- Rusherki! - zawołał James. - Jeżeli wiecie gdzie się znajduję, lub ją znacie dajcie Nam znać. 

-Będziemy Wam bardzo wdzięczni. - powiedział Logan. 

Zapadła cisza.. Lecz nagle jedna z dziewczyn razem z koleżankami podniosły mnie do góry. 

- Kendall! - krzyczały i świeciły w moją stronę. 

- Rose. - szepnął James. 

- To Ona? - zastanowił się Carlos. 

- Tak! To Ona. - kamera skierowała się na mnie. - Te oczy poznam wszędzie. - uśmiechnął się. - Rose chodź do Nas. 

Powoli wyszłam do chłopaka, nie wierzyłam że go spotkam i że jest moim idolem. 

- Usiądź. - podsunął mi krzesło. 

Chłopaki także znaleźli swoje fanki, wpatrywałam się w Kendalla. Nie mogłam oderwać od Niego oczu. Gdy skończyli śpiewać, chłopaki odprowadzili swoje dziewczyny na miejsca. Też chciałam schodzić ale Kendall mnie zatrzymał. 

- Poczekaj. - powiedział. 

- Po co? - rozejrzałam się po scenie, a chłopaki nie wiedzieli co się dzieję. 

- Gdy po balu kazałaś mi czekać. To czekałem. Jak na złość zgubiłem telefon, zmieniłem numer a chłopaki nie mieli z Tobą kontaktu. Nie umiałem się z Tobą skontaktować, nie wiedziałem czy wyjechałaś czy nie. Teraz Cię odnalazłem. 

- Nie zmieniam adresu, ani nic. Po prostu zaczęłam karierę, trochę śpiewam i występuję w filmach. Bałam się że może chciałeś zerwać kontakt. - spuściłam głowę. 

- aww.. - rozległo się znowu. 

- Rose. Ja cały czas czekałem i czekam. - powiedział. - Kocham Cię. 

Zapadła cisza, nie wiedziałam co powiedzieć. Spoglądałam co chwilę na chłopaków, Rusherki i Kendalla. 

- Kendall. - zaczęłam. - Kocham Cię. - powtórzyłam. 

Rozległ się wielki krzyk radości, na wszystkich poleciało confetti, a my z Kendallem złączyliśmy się w długim pocałunku. Przez następne koncerty towarzyszyłam mojemu chłopakowi, i jego kumplom. Byłam bardzo szczęśliwa, że chłopak w którym byłam zakochana w końcu odwzajemnił moje uczucia. 

5 komentarzy:

  1. nareszcie jednorazówka :) Ostatnio była ta o wilkach, prawda? Będe oszczędna w słowach, ponieważ muszę odrobić lekcje i się wyrobić do północy. Chyba, że potem coś dopiszę. świetne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No i się skasował komentarz! ten będzie krótszy, sorry. Więc opowiadanie jest cudne. Mogę śmiało powiedzieć, że przecudne. Zaczęło się niewinnie, a potem wielka miłość. I to jest fajne. Świetnie to napisałaś. A ja czekam na następną część (opowiadania). Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna! O Boże ta jednorazówka jest taka piękna!
    Przeczytałam ją 2 razy! Jest cudowna!
    Przestraszyłam się ,że naprawdę zerwali kontakt ,a tu taka niespodzianka!
    Cudowna i jeszcze raz cudowna :**

    OdpowiedzUsuń
  4. To było świetne ! Wszystko bosko się ułożyło, czytałam wiele jednorazówek ale ta przebiła wszystkie *,* Jest genialna ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Super! Czekam. Przepraszam, ze tak komentuję, ale no jakos nie umiem nic wiecej napisać ;)

    OdpowiedzUsuń