niedziela, 22 lutego 2015

Part 52 .

Narrator. 

Kendall i Lena spędzili romantyczny wieczór we dwoje. Kendall bardzo się cieszył że trafił na dziewczynę która bardzo mu się podoba, i przy której może się czuć swobodnie. Chłopak już myślał o przyszłości, ale Lena nie sięgała planami tak daleko.

- O czym tak myślisz? - zapytała, spoglądając na chłopaka.

- O Nas. - westchnął. - Myślę o tym co będzie później, i jak się ułoży nasz związek, gdzie będziemy mieszkać, kiedy poznamy swoich Rodziców. - wymieniał na palcach.

- Kochanie. - podniosła głowę. - Nie przesadzasz? - zdziwiła się. - Marzenia, marzeniami ale wiesz, życie może potoczyć się całkowicie inaczej.

- Inaczej? Co masz na myśli? - zdziwił się.

- Nie mam czasu na rodzinne życie, bo często wyjeżdżam na różne pokazy. Ty też jeździsz w trasy, więc czasy mamy nie wiele. A ja też nie wiem, czy odpowiada mi związek z mężczyzną czy kobietą. - powiedziała.

- Jak to nie wiesz? - czuł się zmieszany. - Przecież wiesz co do mnie czujesz. Kocham Cię, więc w czym problem?

- We wszystkim. - podniosła się i wyszła do łazienki.

Dom - Narrator.

- Możesz wyjąć sok z lodówki? - zapytał Logan, stojącego obok Carlosa. 

- Proszę. - podał sok Przyjacielowi. - Muszę iść. - spojrzał na zegarek.

- Ale dopiero co chciałeś sok, a teraz wychodzisz? Zdecyduj się.

- Muszę skoczyć do studia, odebrać wypłatę. A jutro nie mogę, bo Rodzice mają przyjechać.

- Twoi Rodzice przyjeżdżają? - zdziwiła się Alice. - Ale to ostatnie dni wakacji, i chciałam żebyśmy spędzili je razem. Później wy będziecie koncertować, pracować w studio no a a my z Bellą też pracujemy. I wtedy nie znajdziemy dla Siebie czasu. - dodała z grymasem.

- Wszystko się ułoży. - pocałował ją w czubek nosa i wyszedł z domu.

- Cześć. - w kuchni zawitał James. - Jak się spało? Bo mi świetnie. - przytulił Bellę. - Zabieram Cię dzisiaj na kolację. Tylko my we dwoje, nikt więcej. Ja, Ty i spacer po plaży w świetle księżyca. Albo nie.. Gorąca kąpiel tylko we dwoje, lub? - rozmyślał. - Nie ważne co będzie ważne abym był z Tobą! Coś wymyśle, więc się szykuj. - musnął jej szyję i wyszedł na dwór.

- Co to miało być? - zdziwiła się Blondynka. - Przecież od kilku dni, był jakiś nie obecny. Nie zwracał na mnie uwagi, a teraz? Nie rozumiem go. - zmartwiła się.

- Ma wahania nastrojów, ostatnio miał uderzenia gorąca.. Zmienia się! Staje się kobietą! Dopadła go menopauza! - śmiał się Carlos. - Siostra.. Gorszego Faceta to nie mogłaś znaleźć.

- Dziękuję. - uśmiechnęła się. - Jeżeli Rodzice Logana mają przyjechać, to trzeba coś ugotować. - Blondynka zajrzała do lodówki.

- Poczekaj, poczekaj. Dostałam SMS-a od Logana. Że Rodzice przyjeżdżają i chcę abyśmy zostali w domu sami. Przepraszam Was ale musicie się gdzieś ulotnić. - miała skwaszoną minę.

- Dobra. Ja skoczę do kumpla, obiecałem mu że wpadnę jakoś. - uśmiechnął się Carlos.

- Kendall pewnie zostanie u Leny. No a Ty Bella?

- Wróciłem! - krzyknął uradowany James. - Szykuj się Mała, jutro jedziemy do hotelu i to będzie najwspanialsza noc w Twoim życiu!

- Ok. - Bella nie była przekonana, ale postanowiła że się skusi i pojedzie.

Lena zaproponowała Kendallowi aby został jeszcze u Niej, na noc. Chciała się Nim nacieszyć. Logan kręcił się po mieście i nie mógł znaleźć tego czego szuka. W końcu wrócił do domu, był zmęczony ciągłymi poszukiwaniami, ale nie poddawał się. Wrócił do domu i nie miał ochoty na nic, no może tylko na gorącą kąpiel i łóżko. Cały dzień spędził na poszukiwaniach.

Oczami Logana. 

Obudziłem się rano, Alice nie było w łóżku. Zdziwiłem się gdyż było bardzo wcześnie, zegarek wskazywał 8 a Ona była już zapewne na nogach. Poszedłem na dół, szatynka krzątała się po kuchni, co chwilę zaglądając do innego garnka. Zapewne coś dobrego szykowała. 

- Co tam robisz? - zapytałem. 

- Ugotuję moje popisowe dania. - pochwaliła się. - Zrobię risotto z owocami morza no i jakiś deser. Ale nie wiem co, bo nie znam gustu Twoich Rodziców. No a nie chcę się spalić ze wstydu.. - przeglądała przepisy w książce kucharskiej. - Pomóż. 

- Zrób szarlotkę, mój Tata ją uwielbia. - uśmiechnąłem się. 

- To jest bardzo łatwe, a chcę coś takiego naprawdę wykwintnego zrobić. - kartki w książce o mały włos nie wyleciały. - Wiem! - krzyknęła. - Muszę lecieć szybko na zakupy, bo zabrakło mi kilku rzeczy. - zabrała torebkę i wybiegła.

- Po co się tak śpieszyć? - głośno się zastanawiałem. - Kolacja dopiero o 17 a Ona biega, jak kurczak bez głowy.

- O czym tak rozmyślasz? - do kuchni wszedł Carlos.

- Mamy dzisiaj kolację z moimi Rodzicami, no a Alice jest zabiegana.

- Chcę dobrze wypaść na kolacji, nie znasz jej? Każda dziewczyna taka jest? - zaśmiał się Los.

- Jaka jest? - w kuchni pojawiła się Bella.

- No a jakby Rodzice Jamesa mieli się pojawić na kolacji, też byś biegała od rana, żeby ich dobrze ugościć?

- Przygotowałabym coś wcześniej, no a potem powoli bym się organizowała. Chociaż nie wiem kiedy poznam jego Rodziców, ale bym bardzo chciała. - uśmiechnęła się. - A tak właściwie to gdzie jest James? Widzieliście go? - zapytała.

- No a w pokoju go nie ma?

- No nie, wstałam to go nie było.

- Może wyszedł. - powiedział Carlos. - Przygotowuję pewnie wasz romantyczny wieczór.

- Już się boję.. - westchnęła i usiadła przy blacie.

- Co jest? - zainteresował się Los.

- Przed wyjazdem, był jakiś dziwny. No a teraz kolację? Coś mi nie pasuję. - posmutniała.

- Stęsknił się. Nie wiesz jak to jest? Tyle czasu bez dziewczyny, każdy na jego miejscu by się cieszył. - szturchnąłem Losa w ramię.

- To niech się cieszy, ale ja nie mam ochoty na nic. - wyskoczył jej grymas na twarzy. - Źle się czuję, wszystko mnie boli.

- Nie masz gorączki. - Carlos sprawdził jej czoło.

- To nie gorączka, w ciąży też nie jestem. - uprzedziła. - Po prostu okres mi się zaczął, ale postaram się doprowadzić do porządku do wieczora. - uśmiechnęła się.

- No jasne. James byłby zawiedziony. - uprzedził ją Logan.

- Dobra. Wezmę tabletkę i mi przejdzie. - sięgnęła po tabletki i poszła na górę.

- Wróciłam! - do domu wbiegła Alice. - Mogę zacząć robić deser, ale mam tremę że coś nie wyjdzie. Trochę się boję, ale mam nadzieję że ogarnę wszystko. - krzątała się po kuchni.

- Wychodzę! - oznajmiłem. - Wrócę nie długo.

- Nie zostawiaj mnie samej. - oburzyła się Alice.

- Wrócę za godzinę albo dwie. - posłałem jej buziaka.

Wyszedłem z domu, udałem się w kilka miejsc. Chciałem znaleźć coś odpowiedniego, i pasującego do Alice. Chciałem pojechać gdzieś dalej, ale wiedziałem że Alice nie da mi żyć jak wyjadę poza teren LA. Musiałem szukać tutaj, przypomniałem Sobie że kiedyś Ojciec był tutaj i znalazł świetny prezent u jednego Jubilera. Musiałem tylko przypomnieć Sobie adres, po krótkich próbach doszedłem do wniosku że kilkakrotnie mijałem to ulicę. Wróciłem się tam ponownie. Po wielkim trudzie znalazłem to czego szukałem, byłem najszczęśliwszy pod słońcem. Chociaż tremę miałem jak przed pierwszym występem.

Kilka godzin później. 

- Zaraz będą tutaj Twoi Rodzice. - uprzedziła mnie Alice, kończąc sałatkę. 

- No i? - odpowiedziałem bez żadnych emocji. 

- Logan! - zezłościła się. - Przebierz się, bo wyglądasz źle. Masz na górze ubrania, więc tyłek do góry i się przebieraj. 

- Dobrze. Już idę. - poszedłem na górę. 

No nie wierzę, jeszcze nie jest moją Żoną a już się rządzi. Co za kobieta! Wskoczyłem w ciuchy które leżały na łóżku, poprawiłem fryzurę i schowałem pierścionek do kieszeni w marynarce. Wróciłem na dół, Rodzice właśnie weszli do domu. Alice bardzo miło ich przywitała. 

- Logan Kochanie! - przywitała mnie Mama. - Wydoroślałeś. - pochwaliła mój strój. 

- Synu. - Ojciec też się ucieszył. - Proszę. To do kolacji. - podał mi wino.

- Proszę. Niech Państwo usiądą. - Alice poprosiła wszystkich do salonu. 

Gdy wszyscy zajęli swoje miejsca, w domu rozległ się dźwięk dzwonka. Bardzo mnie to zaskoczyło. 

- Spodziewałeś się kogoś? - zapytała Alice. 

- Nie, właśnie nie. - poszedłem otworzyć. 

Nie mogłem uwierzyć własnym oczom, w drzwiach stali Rodzice Alice. Oczywiście wpuściłem ich do środka, nasi Rodzice mieli się poznać. Ale nie wiedziałem że to nadejdzie tak szybko. 

- Dobry wieczór. - przywitali się. - Chyba wpadliśmy nie w porę. - zauważył Tata Alice. 

- Nie skądże. - odpowiedziała Alice. - Chciałam Was zaprosić, ale dzisiaj był wieczór Rodziców Logana, ale cieszę się że jesteście. 

- Naprawdę nie chcemy Wam przeszkadzać. - powiedziała Mama Alice. 

- Niech Państwo usiądą w końcu i tak byśmy się poznali. Cieszymy się że to będzie już dzisiaj. - powiedziała Moja Mama, co bardzo mnie zdziwiło. 

2 godziny później. 

- To było naprawdę niesamowite! - śmiała się Alice. 

- No własnie. Ale nie pamiętam jak On się nazywał. - zastanawiała się moja Mama. 

- Chyba grał na perkusji, jak dobrze pamiętam. - wtrącił Tata. - Ale po tym to już chyba opuścił zespół. 

- Przepraszam że przerywam, ale chciałem coś powiedzieć. - wziąłem głęboki oddech. - Więc.. - chciałem zacząć. 

- Dobry wieczór. - do domu weszła Bella. - Przepraszam że przeszkadzam, wiem miało mnie nic być, ale plany wyszły inaczej. - miała smutną minę. - Pójdę do Siebie na górę, nie będę przeszkadzała. Dobranoc. Jeszcze raz przepraszam. -

- Chodź do Nas. - zaprosiła ją Alice. 

- Nie, pójdę na górę. - wspomniała. 

- No zostań. Nie daj się prosić. - powiedziała moja Mama. 

- Chodź. Będzie Nam miło, na pewno Ci się spodoba.. - uśmiechnąłem się łobuzersko i poszedłem do Belli. - No chodź. - spróbowałem ją zaprosić. - Nie będziesz żałowała, tego nie można przegapić. - szepnąłem ciszej. - Proszę chodź. - uśmiechnąłem się. 

- Dziękuję za zaproszenie, ale pójdę na górę nie czuję się dobrze. Kobiece sprawy. - uśmiechnęła się i poszła na górę. 

- Dobranoc. - powiedziała i poszła na górę. 

- Mam nadzieję że to wszyscy, teraz moja kolej. Mamo, Tato. Państwo Brown. - stresowałem się jak przed pierwszym koncertem. - Alice. - wyciągnąłem małe pudełeczko i uklęknąłem przed dziewczyną. - Alice Brown. Kocham Cię najmocniej na świecie, nie wyobrażam Sobie bez Ciebie życia! Każda moja myśl przed snem to Ty, gdy Cię nie widzę czuję że coś tracę. Czuję wewnętrzną pustkę, każdego poranka jak Cię widzę to moje życie nabiera tempa. Cieszę się każdą chwilą spędzoną z Tobą, jesteś moim słońcem w pochmurny dzień, tęczą na niebie i kropelką rosy. Moim skowronkiem który budzi mnie każdego poranka. Cieszę się że są Twoi i Moi Rodzice. Więc mam świadków gdybyś odmówiła. - zaśmiałem się nerwowo. - Więc. Alice Brown czy zgodzisz się wyjść za mnie? 

- Logan. - w jej oczach pojawiły się małe iskierki, a potem po jej policzku spłynęła pojedyncza łza. - Zgadzam się. - pocałowała mnie. 

Wsunąłem pierścionek na jej palec, pasował idealnie. Cieszyłem się jak małe dziecko. 

- Jesteśmy tacy zadowoleni! - Rodzice dziewczyny skakali ze szczęścia. 

- Logan. Jesteś taki dzielny! - Mama bardzo mnie rozbawiła. 

- No to możemy przejść Sobie na Ty. - zaproponował Tata. 

Reszta wieczoru przebiegła w bardzo miłej atmosferze, nie wiedziałem że zwykłe oświadczyny tyle wniosą w nasze życie. Byłem bardzo zadowolony.. A Rodzice? Rodzice byli pod ogromnym wrażeniem. 


# . Wena mnie opuściła, nie wiem co mam pisać, ale coś się wymyśli. Jak myślicie czego Bella wróciła tak szybko z randki? Czy nowy świeży związek Kendall, ma szanse przetrwać, a może szybko się rozpadnie ze względu na orientację Leny? . 
Miłego weekendu ! 

niedziela, 15 lutego 2015

Part 51 .

Obóz. Oczami Carlosa.

Wszyscy dojechaliśmy bezpiecznie, musieliśmy się zgłosić do głównego Szefa. Żeby mógł Nam rozdzielić domki. Długo nie musieliśmy szukać, bo gość sam się napatoczył. Od razu mi się przypomniał..

- Przepraszam. - odwrócił się. - Wy jesteście.. - podrapał się po głowie i przekartkował kartki. - Zaraz, zaraz. - spojrzał na mnie. - Carlos Pena? - zapytał nieśmiało.

- Tak. - kiwnąłem głową. - Pan Adam Folls? - przybliżyłem się do Faceta. - Tak!

- No, no. Carlos. - przyjrzał mi się dokładnie. - Wyrobiłeś się. - klepnął mnie lekko w ramię. - Już nie jesteś tym małym łobuzem, który..

- Proszę nie kończyć. - zawstydziłem się.

- No to może przedstaw swoich Przyjaciół. - spojrzał na grupkę za mną.

- Przepraszam. To moja siostra Bella, przyjaciółka Alice i Lena. Oraz Kendall i Logan. Niestety nie ma z Nami Jamesa ponieważ jest chory.

- Miło Was poznać. - uścisnął dłonie wszystkim. - Tak. Zapraszam Was do pokoi. Mam niestety domki 4 i 5 osobowe. Bo 3-osobowe są zajęte. - rozłożył ręce. - No to może jak ktoś dojedzie, to do Was dołączy.
I jak się rozpakujecie, to zapraszam Was na kuchnię, tam zrobimy harmonogram zajęć, żeby było wiadomo kto się czym zajmuję. - powiedział i poszedł przywitać resztę gości.

- Widzimy się na stołówce. - zabrałem chłopaków i poszliśmy do swojego domku.

Nie sądziłem że w środku będzie tak fajnie. Domek miał pełne wyposażenie. Cieszyłem się już na pierwszy dzień. Ogarnęliśmy się i poszliśmy w kierunku kuchni, dziewczyny już tam były. Bella nerwowo ściskała telefon. Kendall od razu poszedł do Leny a Logan do Al. Do środka przyszło jeszcze parę osób, pewnie instruktorzy.

- Bardzo miło Was znowu widzieć ciesze się, że niektórych z Was widzę ponownie. Jak wiecie potrzebni będą instruktorzy, oczywiście nie pracujecie tutaj za darmo. Wynagrodzenie dostaniecie na koniec pobytu. Dostaniecie ode mnie takie jakby ankiety, które trzeba wypełnić. Będę wiedział kto w czym jest dobry. Carlos rozdaj proszę.

- Jasne. - odebrałem kartki i każdy dostał swoją.

- Wypełnicie to, i zaraz się dowiemy co komu przydzielę.

Pan Adam rozdzielił wszystkim zajęcia, bardzo się cieszyłem. Poszedłem do jednego z domków w którym miały odbywać się moje zajęcia, była tam mała grupka dzieciaków. Jeden mały chłopiec szczególnie przykuł moją uwagę. Siedział w kącie, miał minę jakby nie chciał tutaj być.

- Cześć. - machnąłem ręką. - Nazywam się Carlos, miło was poznać. Będę instruktorem od pływania.

- Cześć Carlos. - dzieciaki odparły chórem.

- Umiesz pływać? - zapytała mała dziewczynka z warkoczami.

- No umiem. - uśmiechnąłem się. - Musiałem się nauczyć. - spojrzałem ślepo w stół. - Dobra. Może na początek coś o Sobie opowiecie?

Dzieciaki opowiadały swoje historie, byłem bardzo zaciekawiony. Cały czas próbowałem dotrzeć do małego Blondynka, ale to było dość trudne.

- Poznałem Was więc, teraz możemy zabrać się za podstawowe ruchy.

3 godziny później. 

Opowiadałem wszystko dzieciom co i jak, trochę się denerwowałem.  Gdy skończyliśmy wróciłem do domku.

- Jak tam Ci poszło? - zapytał Logan, zapinając koszulę.

- Nie było źle. Wybierasz się gdzieś?

- No idziemy, na ognisko. Ma być poznawcze, więc się szykujmy. - wyjaśnił Kendall, poprawiając swoje włosy.

Wszyscy byliśmy gotowi, poszliśmy do dziewczyn. One jeszcze były w rozsypce.

- Co tak wolno? My już gotowi. - dał im do zrozumienia Logan.

- Ja tylko czekam. One się nie mogą ubrać. - powiedziała znudzona Bella.

- Dobra. Już kończę. - wychyliła się z łazienki Lena.

- Gotowa! - klasnęła w dłonie Alice. - Jaki czas? - zapytała.

- Szybki. - odpowiedziałem i zaczęliśmy się śmiać z chłopakami.

Ognisko było nie daleko jeziora, usiedliśmy w kółku. Kendall wziął gitarę, zaczęliśmy śpiewać. Widziałem jak Bella kątem oka zerka na Niego. Czułem że między Nimi może się urodzić jakieś uczucie. Ale nie byłem pewien. On jednak wpatrywał się w Lenę, z resztą z wzajemnością.

Los Angeles - Narrator. 

James miał dosyć siedzenia w pokoju, zszedł na dół. Włączył telewizor i oglądał jakieś filmy. Chciał zaprosić chłopaków, ale nie zrobił tego. Ciągle rozmyślał czy dobrze robi, spotykając się z Elizą. Czuł coś do Niej, ale Bella była dla Niego równie ważna. Nie mógł się zdecydować. Jak tylko zobaczył po raz pierwszy Elize, od razu poczuł coś do Niej. Siedział owinięty w koc, ktoś zadzwonił do drzwi. Poszedł pociągając nosem. Za drzwiami stała Eliza. Wpuścił dziewczynę do środka.

- Cześć Kochanie. - cmoknęła go w policzek. - Jak się czujesz? - zapytała zmartwiona.

- Wcale się nie czuję. - odparł. - Zapraszam, wejdź. - poszli do salonu.

- Będę musiała nie długo wyjechać do Polski. Muszę załatwić kilka spraw. - zmartwiła się.

- Ale będziesz tutaj jeszcze ze mną? - uśmiechnął się.

- Oczywiście. - pocałowała go czule. - Może się czegoś napijemy? - zaproponowała i wyciągnęła wino.

- Nie wiem czy mogę. - opuścił głowę.

- To zostawmy to na jutro, a teraz chodź na górę. - zaczęła rozpinać bluzkę a James poczuł się od razu lepiej.

Po upojnej nocy Eliza została u chłopaka na noc. Następne dni wyglądały podobnie, James z dnia na dzień czuł się coraz lepiej. Eliza czuła że coraz bardziej jest zakochana w chłopaku. Mogła z Nim przebywać

codziennie.

James miał dosyć siedzenia w pokoju, zszedł na dół. Włączył telewizor i oglądał jakieś filmy. Chciał zaprosić chłopaków, ale nie zrobił tego. Ciągle rozmyślał czy dobrze robi, spotykając się z Elizą. Czuł coś
do Niej, ale Bella była dla Niego równie ważna. Nie mógł się zdecydować. Jak tylko zobaczył po raz pierwszy Elize, od razu poczuł coś do Niej. Siedział owinięty w koc, ktoś zadzwonił do drzwi. Poszedł 
pociągając nosem. Za drzwiami stała Eliza. Wpuścił dziewczynę do środka. 

- Cześć Kochanie. - cmoknęła go w policzek. - Jak się czujesz? - zapytała zmartwiona. 

- Wcale się nie czuję. - odparł. - Zapraszam, wejdź. - poszli do salonu. 

- Będe musiała nie długo wyjechać do Polski. Muszę załatwić kilka spraw. - zmartwiła się. 

- Ale będziesz tutaj jeszcze ze mną? - uśmiechnął się. 

- Oczywiście. - pocałowała go czule. - Może się czegoś napijemy? - zaproponowała i wyciągnęła wino. 

- Nie wiem czy mogę. - opuścił głowę. 

- To zostawmy to na jutro, a teraz chodź na górę. - zaczęła rozpinać bluzkę a James poczuł się od razu lepiej.  

Po upojnej nocy Eliza została u chłopaka na noc. Następne dni wyglądały podobnie, James z dnia na dzień czuł się coraz lepiej. Eliza czuła że coraz bardziej jest zakochana w chłopaku. Mogła z Nim przebywać
codziennie. 

Obóz - Oczami Kendalla. 

- Idziecie na śniadanie? - zapytałem chłopaków, gdyż byłem już gotowy. 

- Tak. Możemy iść. - kiwnął głową Logan.

- Kendall? - do domku weszła smutna Lena. - Chciałam z Nim pogadać. - spojrzała na chłopaków a Oni wyszli.

- Co się stało? - usiedliśmy na łóżku. 

- Muszę wyjechać. - zmartwiła się. - Dostałam telefon, że mam ważną sesję zdjęciową i nie może czekać.

- Myślałem że spędzimy trochę czasu razem, no bo wiesz. - przygryzłem wargę. - No ja się zakochałem w Tobie. - spojrzałem na dziewczynę i czekałem jej reakcji. 

- Kendall. - uśmiechnęła się. - Ja też Cię kocham. - zbliżyła swoje usta do moich, w końcu poczułem smak miłości. - Muszę już jechać. Widzimy się w LA! - pomachała mi ręką. 

- No tak. - wstałem i odprowadziłem dziewczynę. 

Trochę było mi ciężko, ale nie chciałem dawać po Sobie znać. Wiem że jak wrócę Lena będzie na mnie czekała, już sie nie mogę doczekać. Poszedłem w stronę stołówki, usiadłem obok przyjaciół. 

- Zakochałem sie. - uświadomiłem ich. 

- Gratulację. - Logan poklepał mnie po ramieniu. 

- No, no. Oby tym razem Ci się udało. - pocieszył mnie Carlos. - Szczęścia Panie Schmidt. 

- Przepraszam że tak późno. - do stołówki przyszła Al i Bella. - Byłybyśmy wcześniej, ale tak wyszło. - tłumaczyła się Bella. 

- Kendall się zakochał. - ogłosił to Logan. 

- No to świetnie! - ucieszyła się Alice. - Gratuluję! Może w końcu Ci się uda. - uśmiechnęła się i usiadła przy stoliku. 

- Kurde. Nie ma miejsca. - zorientowałem się że Bella stoi. 

- Nic nie szkodzi, pójdę usiąde indziej. - kiwnęła głową. - Tam widzę wolne miejsce. - szybko udała się w jakiś kąt. 

- Poczekaj. - podniosłem tyłek. - Mogłem Ci przynieść krzesło. - posmutniałem. - Co jej się stało? 

- Płakała w nocy i coś mówiła do Siebie. - szepnęła Alice. 

- Dlaczego? - zdziwiłem się. 

- Pewnie coś jej się śniło. - kiwnął głową Los. - Kiedyś tak miała, a potem nie pamiętała nic. - Takie wspomnienia z dzieciństwa. 

- To ja pójdę z Nią pogadam. - chciałem odejść od stołu. 

- Nie, nie lepiej nie. Może sama Nam powie. - zatrzymała mnie Alice. 

Po śniadaniu, każdy z Nas się rozszedł, próbowałem szukać Belli ale na marne. Chciałem z Nią pogadać. Zapytać się co takiego jej się śniło. Nie mogąc jej znaleźć, udałem się nad jezioro. Zadzwoniłem do Leny, tak bardzo się za Nią stęskniłem. Nie odbierała, ale mogła być w drodze. Zrozumiałem i dałem Sobie spokój. Dzisiaj mieliśmy dzień wolny, chciałem już wracać do domu i do Leny, zaproszę ją na randkę. Jeszcze nie wiem gdzie ale musi być romantycznie.

NARRATOR. 

Przyjaciele bardzo dobrze bawili się na wyjeździe, Kendall z dnia na dzień coraz bardziej darzył uczuciem Lenę. Logan i Alice nie mieli wcale dla Siebie czasu, Carlos poprawił swoje relacje z siostrą. Po powrocie do domu, Kendall od razu musiał się spotkać z Leną, nie widział jej tak długo. 

- Nie czekajcie na mnie z kolacją. - powiedział szybko Schmidt, zakładając kurtkę. 

- Gdzieś się wybierasz? - zaciekawił się Logan. 

- Umówiłem się z Leną. - w jego oczach pojawiły się iskierki. - Bardzo się cieszę. 

- No my też. Pozdrów ją od Nas. - powiedział Carlos. 

Chłopak umówił się z dziewczyną w pobliskim parku, usiadł na ławce nie opodal fontanny i czekał. W jego stronę szła urocza blondynka, lecz Kendall nawet na Nią nie spojrzał. Czekał cierpliwie na Lenę. Dziewczyna postanowiła przejść się jeszcze raz, ale znowu nic. W końcu Kendall nie wytrzymał i ruszył w stronę domu. 

- Poczekaj. - krzyknęła za Nim młoda dziewczyna. 

- Znamy się? - odwrócił się, i czekał aż postać podejdzie bliżej. 

- Nie poznałeś mnie? - zaśmiała się Lena. - To nadal ta sama ja. - wyszczerzyła się. 

- Skarbie. Wyglądasz świetnie, nie poznałem Cię w tych włosach. - zaśmiał się. - Pasują Ci. 

- Dziękuję. - przytaknęła. - Zostawiłam samochód, nie daleko pojedźmy do mnie, zrobię jakąś kolację, no a od Ciebie oczekuję śniadania. - mrugnęła. 

- Świetnie. 

Para zrobiła zakupy w markecie i udali się do dziewczyny. Kendall pomógł przyrządzić Lenie kolację, w domu panował romantyczny nastrój. Zapachowe świece, rozsypane płatki róż i muzyka w której ich ciała odbijały się od Siebie. Kendall nie dowierzał wciąż w to, że udało mu się to tak dobre zorganizować. Chwalił się sam Siebie w myślach, zawsze wiedział że jest dobry w te klocki ale ta kolacja wyszła mu wyśmienicie. Po kolacji odbyła się romantyczna pogawędka przy świetle księżyca i blasku gwiazd. Spędzili trochę czasu w jacuzzi a potem zmęczeni całym dniem zasnęli w swoich objeciach. 

Jak już wiecie, mamy nową postać Lena Dillion. 23 lata. 
Blondynka z niebieskimi oczami bardzo miła dziewczyna. Jest aktorką i modelką, jej sesje są różne w zależności od zamówienia. Lubi nowe wyzwania, jest otwarta na ludzi mieszkała kiedyś w Nowym Jorku ale zrozumiała że w LA zrobi większą karierę. Ma wielu adoratorów, ale ma słabość do jednego. Bardzo spodobał jej się Kendall, nie odmówi także randki z dziewczyną. Jest Bi. Bardzo podoba jej się także Alice, lecz dziewczyna jest tym bardzo speszona. 


Lena miała wyglądać inaczej, ale później zmieniłam jej postać. I mamy tutaj piękną Blondynkę. Zamiast Szatynki. Ale oby Wam się spodobało. 

piątek, 13 lutego 2015

Logan i Julia - Kocham Cię. - powiedział.

- Kocham Cie. - szepnął brunet, dziewczyna lekko wzdrygła. - Słyszysz? - ścisnął jej dłoń. - Proszę. Odezwij się. Proszę. - z jego oczu, popłynęło kilka słonych łez. - Nie opuszczę Cię. Obiecuję. 

- Musi Pan wyjść. - powiedziała pielęgniarka. - Czas odwiedzin minął. - Proszę wyjść. 

- Nie.. Ja muszę zostać! - krzyknął. - Ona mnie potrzebuję. 

- Przyjdziemy jutro. - powiedział Blondyn. - Obiecuję. 

- Kocham Cię. - szepnął i wyszedł.

Julia Clark. Jutro są moje 21 urodziny, bardzo się cieszę że spędzę je z Rodziną i Przyjaciółmi. Mieszkam z Rodzicami i bratem. Tworzymy zgrany zespół.  Od 2 lat jestem w szczęśliwym związku z Loganem. Uczęszczamy do jednej szkoły. Co mogę więcej o Sobie napisać?  Może zacznę od początku..



Kolejne leniwe popołudnie, wylegiwałam się na leżaku za domem w ogródku. Nie miałam ochoty na zupełnie żadne zabawy, lecz spotkania z Loganem nie odmówić. Tegoroczne wakacje trochę mnie nudziły. Chciałam już mieć Logana przy Sobie. Usłyszałam dzwonek do drzwi, z nadzieją pobiegłam otworzyć. Ujrzałam Przyjaciółkę. Zaprosiłam ją do środka, poszłyśmy do mojego pokoju.

- Leniwe popołudnie? - zapytała. 

- Tak. Czekam na Logana, ale nie przychodzi. - westchnęłam. 

- Przyjdzie. Na pewno. - pocieszyła mnie. - Rodziców nie ma? 

- Pojechali na zakupy. - miałam skwaszoną minę. 

- Zapomniałabym! - podskoczyła do góry i sięgnęła do torebki. - Proszę. - wyciągnęła kwadratowe pudełeczko. - Może to nie jest wymarzony prezent, ale wiem że też Ci się spodoba! 

- Co to? - zdziwiłam się. - Urodziny mam dopiero jutro. 

- Zobacz. - z zaciekawieniem czekała na moją reakcję. 

- Są śliczne! - przytuliłam Przyjaciółkę. - Uwielbiam Cię! - od razu założyłam. - Są piękne. Przyjaciółki na zawsze! 

- Jeszcze raz wszystkiego Najlepszego! - uśmiechnęła się. - Muszę lecieć. - powiedziała. 

- Ale dopiero co przyszłaś. - posmutniałam. 

- Mam coś do załatwienia. - odprowadziłam Przyjaciółkę do drzwi. - Wszystkiego Najlepszego! - ponownie mnie uściskała. 

- Już to mówiłaś wariatko! - skarciłam ją. 

- Będę to mówiła cały dzień, dzisiaj i jutro Kochana! - odwróciła się.

Pół godziny później wrócili Rodzice. 

- Kochanie. Zabieramy Cię dzisiaj na kolację. - oznajmił Tata. 

- Świetnie. - wzruszyłam ramionami. 

- Widzieliśmy Logana. - wtrącił Oliver. - Mówił coś że wpadnie za kilka minut. 

- Co? - wrzasnęłam. - Ja muszę się przebrać, nie będę siedziała w piżamie, za ile będzie? - zapytałam. 

- Podjechał na podjazd. - Mama wychyliła głowę przez okno. 

- Co?! - przestraszyłam się. - Jestem na górze. Zaraz będę! - pobiegłam na górę aby zmienić ciuchy. - Uf. - zbiegłam na dół. - Logan siedział z Rodzicami w kuchni  z Oliverem. - Cześć. - przywitałam się. 

- Zostawię Was. - Oli poszedł na górę. 

- Myślałam że nie przyjdziesz. - zmartwiłam się. 

- Nie zostawiłbym Cię w dniu urodzin. - pocałował mnie. - Dzisiaj o 18 zapraszam Cię na kolację. 

- Ale.. - spojrzałam w bok. - Rodzice mnie zaprosili. - posmutniałam. - O ile dobrze pamiętam, to urodziny mam jutro. 

- Wiem. Sam im to zaproponowałem, będą też chłopaki no i Jasmine. - uśmiechnął się, jego dołeczki powodowały że się rumienię.

- Więc wybierz coś ładnego i widzimy się o 18 w Vicenzie. - pocałował mnie i wyszedł.

Zastanawiałam się co mam założyć, nie miałam żadnej ładnej sukienki musiałam śmignąć na zakupy. Poprosiłam Rodziców o samochód. Skoczyłam do pobliskiego centrum, nie wiedziałam jaka to ma być 
okazja. Błąkałam się po sklepach z nadzieją że coś znajdę. W jednym ze sklepów podeszła do mnie ekspedientka.

- W czymś pomóc? - zapytała. 

- Szukam sukienki na wieczór. - powiedziałam. 

- Jakaś specjalna okazja? - spojrzała na mnie i ciuchy. 

- Kolacja z Rodzicami, Przyjaciółmi i Chłopakiem. - uśmiechnęłam się. - Kolacja w restauracji. 

- Rozumiem. - kiwnęła głową. 

Dziewczyna wybrała sukienkę, i kilka dodatków. Od razu założyłam strój na Siebie, byłam zachwycona. Kupiłam zestaw od razu, wracałam do domu bardzo szczęśliwa. Pokazałam strój Mamie, była bardzo
szczęśliwa. W jej oczach pojawiła się jedna pojedyncza łza. 

- Mamuś. Nie płacz. - przytuliłam Rodzicielkę. - Coś się stało? 

- Wiem że będziesz wyglądała ślicznie w tym stroju dzisiaj. - uśmiechnęła się. - Zbieraj się. - powiedziała po chwili. 

- Jeszcze mamy czas. - spojrzałam na zegarek. 

- Jedziemy do Babci, Oni też będą na kolacji. 

- Bardzo się cieszę. - kiwnęłam głową. - Ale mam zabrać sukienkę? - zapytałam. 

- Tak. I tutaj masz jeszcze jedną rzecz. - podała mi torbę. 

- Co to jest? - zdziwiłam się. - Urodziny mam jutro. 

- To na jutrzejszą imprezę. - szepnęła mi na ucho Mama. 

- Jutro impreza? - zdziwiłam się. - Dzisiaj kolacja. Co jest? 

- Dzisiaj to tak z Rodziną, bo Dziadkowie jutro jadą do Sanatorium. Więc dzisiaj chcą spędzić z Tobą dzień. - wytłumaczyła mi Mama. 

- Dziękuję. Już zabieram się na górę. - pobiegłam na górę. 

Zabrałam swoje rzeczy i czym prędzej zbiegłam na dół. Dojechaliśmy do Dziadków. Dostałam prezent od Dziadków, tłumaczyłam że nie musieli mi nic kupować, ale się uparli. Zaczęliśmy się powoli szykować. Założyłam sukienkę, poprawiłam włosy i pokazałam się Rodzinie. Babcia się wzruszyła tak jak i Mama. Tata też uronił jedną łzę. 

- O co Wam chodzi? - zdenerwowałam się. - Płaczecie jakbym miała zaraz Was opuścić. - zażartowałam. 

- Przestań. - wtrącił Oli. - Za kwadrans musimy być w restauracji. 

- Idziemy! - oznajmił Dziadek i zabrał marynarkę. 

Dojechaliśmy do restauracji, weszliśmy do środka na tarasie siedział już Logan z chłopakami i Jasmine. Przywitałam się ze wszystkimi. Usiedliśmy do kolacji, śmialiśmy się i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszyłam z dzisiejszego dnia. Nie wiedziałam czego mam się obawiać..

- Mogę coś ogłosić? - Logan podniósł się z krzesła i wstał. - Więc chciałem powiedzieć że bardzo się cieszę, że możemy się tutaj spotkać. W małym ale dużym gronie. 

- Co? - James nie bardzo zrozumiał. 

- Małe ale duże grono? - spytał Carlos. - Przejdź do rzeczy. - pośpieszył go. 

- Więc jak już zacząłem.. - sięgnął do kieszeni i podszedł do mnie, za chwilę dostałam bukiet róż i zza parawanu pojawił się skrzypek. 

- Co się tutaj dzieję? - spojrzałam na Mamę która była już gotowa do płaczu, Jasmine wtuliła się w ramie Jamesa. 

- Uch.. - Logan otarł pot z czoła. - Julia. Wiesz że bardzo Cię kocham, i nie wyobrażam Sobie życia bez Ciebie. - klęknął. - Julia. Wyjdziesz za mnie? - zapytał. 

Nie wiedziałam co powiedzieć, stałam wpatrzona w pierścionek, Logana i resztę. 

- Nie chcę Wam przerywać, tak uroczej chwili, ale zaraz zacznie padać. - Oliver spojrzał w górę. - Więc jakbyś się mogła zgodzić, to byłbym wdzięczny, bo nie chcę zmoknąć. - uśmiechnął się. 

- Tak? - spojrzałam na brata. 

- Zgadzasz się? - zapytał Logan. 

- Przepraszam? - otrząsnęłam się. - Tak zgadzam się! - przytulił mnie mocno i pocałował. 

- Strasznie się cieszymy Kochanie! - powiedzieli Rodzice. 

- Będę bajerował Laski na to że mój Szwagier, gra w zespole. - uśmiechnął się Oli. 

- Tak się cieszę! - przytuliła mnie Jasmine. 

Świętowaliśmy jeszcze trochę, dzisiejszą noc spędziłam u Logana. Nie zapomniany wieczór. 

Następnego dnia. 

Obudziłam się we wspaniałym humorze, tak dawno nie spało mi się tak dobrze. Już od rana Logan zaczął kursować z domu na plaże, chciał żeby moje urodziny były niezapomniane. Śniadanie zjadłam w towarzystwie telewizora. 

- Wszystkiego Najlepszego Julia, wszystkiego Naj.. - zdmuchnęłam świeczkę na babeczce. 

Loganowi zdążyło się wrócić na obiad, więc ten mogliśmy spędzić razem. Przebrałam się w strój na wieczór. 

Pojechałam jeszcze do domu, aby zabrać kilka rzeczy. Poprosiłam Jasmine aby pojechała ze mną. 

Kwadrans później. 

- Nie spodziewałam się tych zaręczyn, to było takie niespodziewane. - uśmiechałam się. 

- Miałaś świetną minę. - zaśmiała się. - Chodź szybciej, bo zaraz będzie padać.

- Nie będzie. - machnęłam ręką. 

W kilka minut, pogoda zrobiła się nie przyjemna. Zaczął wiać mocny wiatr i padało coraz mocniej. Pioruny były coraz bliżej, a błyskawice prześwietlały miasto. 

- Chodźcie tutaj. - jakiś mężczyzna zaprosił Nas do małego sklepiku. - Tutaj będziecie bezpieczne. - powiedział. 

- Może jednak nie. - wycofałam się, ale chwycił mnie za rękę. - To boli! - krzyknęłam. 

- Proszę ją puścić. - odezwała się Jasmine. 

- Zjeżdżaj stąd! - uderzył ją w twarz. 

- Jas.. - krzyknęłam. - Teraz się zabawimy. - pociągnął mnie do środka, razem z Jasmine.

- Pomocy! - krzyczałam. - Niech ktoś Nas zabierze! - moje krzyki były na marne, nikt mnie nie słyszał. 

- Zamknij się! - krzyknął i uderzył mnie w głowę. 

Obudziłam się z wielkim bólem głowy, czułam się wykorzystana.

- Julia, Julia. - słyszałam znajomy głos, otworzyłam oczy i ujrzałam Jasmine. - Uciekajmy stąd, ten facet może wrócić. - pomogła mi wstać. 

Pozbierałyśmy się i uciekłyśmy, biegłyśmy ile sił w nogach. Usłyszałam strzał.Poczułam jak moje ciało wiotczeje jak tracę siły. 

- Nie poddawaj się. - Jesteśmy już blisko. - powiedziała Jasmine i pomogła mi wstać. 

- Stójcie! - ten głos, przypomniał mi głos tamtego mężczyzny. - Nie skończyłem z Wami. 

Dogonił Nas, uderzył Jasmine i padła na ziemię, chciałam się bronić, ale nie mogłam. Dostawałam coraz mocniejsze ciosy w twarz, i okolice brzucha. Poczułam jak ktoś łamie mi rękę.. Ten dźwięk łamanych 
kości, ten nie wyobrażalny ból, moja kostka była dziwnie skręcona, nie mogłam jej ruszyć. Byłam cała zakrwawiona, miałam pełno siniaków, na koniec znowu padł strzał. Tym razem mocniejszy, w okolice brzucha, bałam się że zaraz umrę. Moje urodziny nie miały tak wyglądać.. Miało być inaczej. Zamknęłam oczy i nie wiedziałam co się dzieję. 

- Pomóż. Proszę. - słyszałam zanikający głos Jasmine. 

- Jest cała posiniaczona, i pobita. Wezwę lekarza. - powiedział nie znajomy mi wcześniej głos. 

Otworzyłam oczy, białe światło drażniło moje źrenice, było bardzo mocne. Mrużyłam oczy aby cokolwiek zobaczyć. 

- Doktorze. Pacjentka się budzi. - powiedziała zapewne pielęgniarka.

- Julio. Słyszysz mnie? - zapytał mężczyzna. 

- Gdzie jestem? - próbowałam złapać oddech. 

- Spokojnie. Jesteś w szpitalu. - uspokoił mnie. - Gdzie Jasmine? - zapytałam. 

- Jest w sali obok. Czuje się lepiej. 

- Co ze mną? - zapytałam. 

- Zostałaś zgwałcona, pobita i postrzelona. - wytłumaczył mi. - Zostawimy Cię w szpitalu. 

- Dobrze. 

Lekarz wyszedł a ja zalałam się łzami. Dlaczego ja? Dlaczego mnie to spotkało, co takiego zrobiłam. W moje urodziny? Zalałam się łzami, oddychało mi się ciężej.. Czułam się zmęczona, zasnęłam. 

- Serce się zatrzymało! - krzyczała pielęgniarka. 

- Szybko. Reanimujemy! 

3 godziny później. 

- Kocham Cie. - szepnął brunet, dziewczyna lekko wzdrygał. - Słyszysz? - ścisnął jej dłoń. - Proszę. Odezwij się. Proszę. - z jego oczu, popłynęło kilka słonych łez. - Nie opuszczę Cię. Obiecuję. 

- Musi Pan wyjść. - powiedziała pielęgniarka. - Czas odwiedzin minął. - Proszę wyjść. 

- Nie.. Ja muszę zostać! - krzyknął. - Ona mnie potrzebuję. 

- Przyjdziemy jutro. - powiedział Blondyn. - Obiecuję. 

- Kocham Cię. - powiedział. 

Tydzień później. 

Moje urodziny zapowiadały się świetnie, dzień spędzony z chłopakiem marzeń. Zaręczyny. Wszystko wyglądało tak pięknie. Pogoda może popsuć największe plany, teraz czuję się świetnie. Nic mnie nie 
boli, nie martwię się niczym. Żałuję że zostawiłam wszystko na dole, że nie dokończyłam niektórych spraw. Wszystko mogło potoczyć się inaczej.. 

- Moja córeczka. - płakała Mama. 

- Nie wierzę. - kiwał głową Oliver. - To za wcześnie. - uronił jedną łzę. - Julia. Za wcześnie. 

- Moja mała Kruszynka.. - Ojciec otarł łzę. 

- To moja wina. - oskarżał się Logan. - To moja wina. 

- Zebraliśmy się tutaj aby pożegnać Julię Clark....
-Może ktoś powie coś o Julii? - zapytał Ksiądz.

- Ja.. - wstała Jasmine. - Przypomniałam Sobie przeddzień Twoich urodzin. - uśmiechnęła się. - Gdy dostałaś ode mnie ten naszyjnik, złożyłam Ci życzenia i nazwałaś mnie wariatką. - uroniła łzę. - Nie zapomnę tego dnia, mam nadzieję że ten naszyjnik będzie z Tobą cały czas, bo ja o Tobie nie zapomnę. - wróciła na miejsce.

- Może nie zawsze się dogadywaliśmy, ale będę strasznie tęsknił! Chciałem mieć brata, ale siostra też nie była zła, chociaż dzieliły Nas 3 lata, to i tak będziesz moją młodszą kochaną siostrzyczką! Kocham Cię! - powiedział Oliver i jego oczy zmieniły się w morze łez.

- Nie przygotowaliśmy żadnej przemowy. - zaczął Kendall. - Byłaś naszą Przyjaciółką, taka dobra duszyczka. Pamiętam jak zerwała ze mną dziewczyna, pocieszałaś mnie i dzięki Tobie stanąłem na nogi.

- Lubiłem z Tobą przebywać, zawsze byłaś roześmiana i radosna. Zawsze w trudnych chwilach dla Nas podnosiłaś Nas na duchu. - skończył Carlos.

- Co prawda nie byłaś moją siostrą, ale zawsze Cię za Nią uważałem. - powiedział James.

- Moje życie nie będzie już takie samo, nie spotkam tego pięknego uśmiechu, niebiańskich oczu i zabawnych gestów. - wymieniał Logan. - Mam dużo pamiątek związanych z Tobą, dopiero co się Tobie oświadczyłem, a teraz kupuję Ci kwiaty na grób. Twoje ulubione róże. Ty byłaś moją różą, rozkwitałaś z nowym dniem coraz piękniej. Twoje kolce czasami sprawiały ból, ale nigdy mocno nie raniły. Dzisiaj wiem że nigdy nie spotkam takiej dziewczyny jak Ty. Kocham Cię. - powiedział.

- Nasza mała Kruszynka. Zawsze byłaś roześmiana, w pełni korzystałaś z życia w każdej chwili mogliśmy na Ciebie liczyć. - zaczął Tata.

- Nie umiem wyrazić tego co teraz czuję, wiem że tam gdzie teraz jesteś będzie Ci lepiej. Kocham Cię! - Mama nie wytrzymała i zalała się łzami.

Trumna miała zostać zamknięta, lecz każdy chciał coś jeszcze dodać od Siebie jakieś zdjęcie, pamiątkę i inne drobiazgi. Logan stał nad otwartą trumną, spojrzał na bladą twarz. Pochylił się nad zimnym ciałem i złożył ostatni pocałunek.. Na ustach. Trumna powoli została spuszczana w dół, wszyscy opłakiwali to zimne i blade ciało. Nie mogłam nic zrobić, patrzyłam na Nich chciałam się obudzić ale nie mogłam. Moje życie się skończyło. Wiem że Logan znajdzie kogoś kto pokocha jego serce. To nie wasza wina. Spotkamy się nie długo, wtedy opowiem Wam co się naprawdę stało..

4 lata później.  

Logan jak co roku w rocznicę śmierci Julii chodził na cmentarz, tego dnia też tam poszedł. Rodzice Julii już tam byli.. 

- Dzień Dobry. - kiwnął głową. - Przyszedłem odwiedzić Julię. Przeszkadzam? 

- Nie. Zawsze będziesz dla Nas kimś ważnym. - powiedział Ojciec. 

- Logan. To już 4 lata, a Ty ciągle jesteś sam. Dlaczego nikogo nie znalazłeś? - Mama spojrzała na chłopaka. Przepraszam. Nie chciałam. 

- Nic się nie stało, po prostu nie pokocham nikogo tak jak Julii. - zapalił świeczkę. 

- Ona by chciała żebyś kogoś poznał. - poklepał go po ramieniu Ojciec. - Będziemy szli, zostawimy Cie samego. Do widzenia. - pożegnali się. 

Logan jeszcze chwilę został przy grobie ukochanej, wrócił do domu i napił się herbaty. Oglądał telewizje i zasnął. Obudził go jakiś szmer.. Przestraszył się i zapalił światło.

- Nie bój się. Nie chciałam Cię obudzić, Przepraszam. - powiedziała dziewczyna siedząca na blacie kuchennym. - Dobrze wyglądasz. - kiwnęła głową. - Nadal ćwiczysz? Rób to dalej. - uśmiechnęła się. 

- Julia? - zapytał nie śmiało. - Ale jak? - przestraszył się. 

- Nie mogę patrzeć jak się męczysz, znajdź kogoś. Chcę żebyś był szczęśliwy, masz moje Błogosławieństwo życzę Ci szczęścia! Logan. Jeżeli Ci na mnie zależy, znajdź kogoś. Nie bądź sam, obiecaj mi że znajdziesz kogoś. Będę mogła odejść szczęśliwa. Inaczej moja dusza, będzie cały czas się błąkała.. 

- Ale ja Cię Kocham! - krzyknął. - Nie mogę Cię zostawić. Kocham Cię! 

- Henderson! - krzyknęła głośniej, jej głos odbił się w jego uszach i po pomieszczeniu. - Proszę Cie. Cały czas Cię obserwuję, nie przejdę na drugą stronę jak nie znajdziesz miłości. Moja dusza nie zazna spokoju, cały czas będę tutaj na dole, nigdy nie zostanę Tam wpuszczona. Dopóki Twoje serce nie zabije ponownie dla kogoś innego. Moja dusza krzyczy i pragnie spokoju, to boli gdy za każdym razem gdy widzę Cię samego. Słyszysz to? - zapytała. - Skup się. 

- Co to jest? Co to za przeraźliwie jęki, jak ja to mogę słyszeć? - zdziwił się. 

- To moja dusza, błaga o litość. Chcę żebyś znalazł kogoś kto Cię pokocha, nie mogę odejść na drugą stronę. Od tych 4 lat, ciągle Cię obserwuję.. Jestem Twoim Aniołem Stróżem. Masz wielkie szczęście, gdyby nie ja już dawno byś nie żył. Moja pomoc się skończy gdy kogoś pokochasz.

- Nie umiem. - usiadł i zakrył twarz w dłoniach. 

- Twoja sąsiadka tylko czeka aż ją zaprosisz.. Camille Evans ta miła Blondynka. Ona czeka na Ciebie, zaproś ją na randkę. Podkochuję się w Tobie, ma podobne życie do Twojego, tylko że ją zostawił narzeczony dla innej w walentynki. A Ty? Tobie narzeczona umarła. Obiecaj mi to, obiecaj że się z Nią umówisz.. Moja dusza odpocznie. 


Logan umówił się z Camille, dziewczyna była zachwycona. Dusza Julii mogła spokojnie odejść na druga stronę. Zaręczyli się urodziła im się córka, dali jej na imię Julia. Była piękna. Logan i Camille w rocznicę śmierci Julii odwiedzają ją na cmentarzu. Są szczęśliwym małżeństwem. Chłopak nigdy nie zapomniał o Julii, czasami dziewczyna go odwiedza. Ale tylko żeby zobaczyć czy jest szczęśliwy.. 


Happy End? Zależy dla kogo, napisałam jednorazówkę wczoraj, myśląc że walentynki są w piątek. Dokończyłam ją, i dopisałam kilka zdań więcej. Sami ocenicie czy Wam się podobało. Mi osobiście podoba się koniec.. Ale ocena należy do Was.

niedziela, 8 lutego 2015

Part 50.

Następnego Dnia.

Piżama party się udało. Przetarłam oczy i natychmiastowo się obudziłam. Byłam w szoku, jak zobaczyłam kto obok mnie śpi. Zauważyłam śpiącą Lenę. Przestraszyłam się, nie wiedziałam czy coś między nami było czy nie. Bałam się tego. Powoli wstałam i udałam się do łazienki.

Pół godziny później. 

- My się zbieramy. Musimy skontrolować chłopaków. - zaśmiała się Bella. - Impreza była świetna. Widzimy się na następnej! - pożegnała się z Leną. 

- No na pewno, gdzieś się jakąś zrobi. - puściła mi oczko. - To do zobaczenia! - pomachała Nam a my wracałyśmy do domu, przeszłyśmy się spacerkiem. Musiałam opowiedzieć wszystko Bell. - Możemy porozmawiać? - zapytałam.

- Mów. - spojrzała na mnie. 

- Chodź może przejdziemy się. I powoli Ci opowiem. 

Tymczasem w domu.

James zachowywał się dziwnie, co chwilę wyglądał z pokoju aby upewnić się że nikogo nie ma na korytarzu. Zerknął do pokoi chłopaków, gdy zauważył że jeszcze śpią wyszedł spokojnie ze swojego pokoju z Elizą. Odprowadził ją na dół i obdarzył pocałunkiem. 

- Dziękuję. - próbowała oderwać się od jego ust, ale ten nie przestawał jej całować. - Przestań. Może ktoś Nas zobaczyć. - zachichotała. 

- Dziewczyn nie ma, no a chłopaki jeszcze śpią. - powrócił do pocałunków. 

- No ok. Ale muszę już lecieć, nie chcę aby Dziadkowie się martwili. - pocałowała go ostatni raz i wyszła. 

- Uwielbiam Cię. - posłał jej jeden ze swoich uśmiechów. 

Po upojnej nocy, zabrał się za robienie śniadania. Po chwili na dół zaczęli się schodzić koledzy. 

- Maslow, Maslow. - naśmiewał się Logan. - Nie ładnie tak. Wiemy co robiłeś. 

- Co?! - James zbladł na twarzy. - Jak to wiecie? Skąd? 

- Słyszeliśmy. - naśmiewał się Kendall. 

- Jak? - James zaczął szybciej oddychać, czuł jak ciśnienie mu rośnie. 

- Nie ładnie to tak. - pogroził mu palcem Logan. - Powiemy Belli. 

- Nie, proszę Was. - chłopak czuł się ugotowany. 

- Ale to żaden wstyd. - poklepał go Logan. 

- Co?! - James bardzo się zdziwił. - Jak nie wstyd? 

- No każdy z Nas kiedyś, oglądał takie filmy. - Kendall spojrzał na Logana, i znowu na Jamesa. 

- Filmy? - zmrużył oczy. - Ach. Tak! No oglądałem jakiś film, zasnąłem i pewnie później coś leciało. - zaczerwienił się. 

Oczami Alice. 

Weszłyśmy do domu z Bellą, chłopaki siedzieli i naśmiewali się z Jamesa, który był cały czerwony. 

- Stało się coś? - zapytałam, a chłopaki nie mogli przestać się śmiać.

- Nie, nie. - odpowiedział Logan. - Cześć Skarbie. Jak tam Party? - zapytał. 

- Dobrze. - uśmiechnęłam się, spoglądając na Bellę która tylko się uśmiechała. 

- Co tam u Was? Jak minęła noc? - przytuliła Jamesa, lecz On stał nie ruchomo. 

- Zapytaj Jamesa. - wtrącił Kendall i wybuchł śmiechem, po czym pobiegł na górę. 

- Co mu się stało? - zapytałam.

- No James zasnął przy oglądaniu jakiegoś filmu, no a potem włączył mu się film dla dorosłych. 

- aa.. - kiwnęłyśmy głową z Bellą.

- Tęskniłeś? - dziewczyna zapytała Jamesa, na co ten kiwnął głową. - Pójdę się przebiorę. 

- Cześć. - na dół zszedł Carlos. - Co się stało Bell? 

- Nie wyspała się. - odpowiedział szybko James. 

- Jasne. - kiwnął głową, jakby coś wiedział i ukrywał. 

- Zaraz będzie herbata. Siadajcie. - James rozłożył talerze, a ja poszłam się przebrać. 

Zostawiłam chłopaków samych i poszłam do pokoju, usłyszałam jakieś szepty w pokoju Belli, przybliżyłam się nie co bliżej do drzwi lecz nie dane było mi cokolwiek usłyszeć. Cóż. Przebiorę się i zejdę na dół. 

- Przepraszam. - wyminął mnie zabiegany Maslow. 

- A temu co? - zakręciłam się. 

- Ktoś zadzwonił do drzwi i pobiegł na górę. - wytłumaczył mi Kendall. - Chciałem otworzyć drzwi, ale przechytrzył mnie i poszedł. 

- Kto to może być? - Logan próbował podejrzeć kim jest postać, która stoi za drzwiami. 

- Przestań. - skarciłam go. - To jego sprawy, a nie Twoje. Nie mieszaj się w to. 

- Ok. - wrócił do swojego talerza. - 

- Nie wierzę. Żartujesz prawda? - Bella zeszła na dół rozmawiając przez telefon. - haha.. To jest nie wiarygodne, ale gdzie? Kiedy? - śmiała się do słuchawki. - Oddzwonię później. Obgadam szczegóły z Przyjaciółmi i dam Ci znać. To na razie. 

- Coś Ty taka szczęśliwa? - zapytał Logan. 

- Dostałam telefon od Davida który zadzwonił do kolegi który z kolei ma wytwórnię płytową, no i zaproponowali mi kontrakt. - skakała z radości, nie zauważył tego James który szybko pobiegł w stronę
drzwi. - Mam dzisiaj iść zanieść swoje demo. No i jest jeszcze jedna wiadomość. Może nie taka dobra ale jest. 

- No to powiedz. - pospieszał ją Kendall, który za wszelką cenę chciał się dowiedzieć. 

- Więc David i Tom organizują obozy dla dzieci, w tym roku też taki wypada. Więc zaprosili mnie na Niego. Jest to obóz taneczno-wokalny. Na koniec dzieciaki pokazują czego się nauczyły, no wiecie taki mały koncert powiązany z tańcem i krótkometrażowymi filmami. Tom chciał abym zabrała chłopaków no i mam mu dać znać. 

- Do kiedy masz czas? - zainteresował się Carlos. 

- Do wieczora. - odpowiedziała. 


- Co do wieczora? - do kuchni wszedł James. 

- Dostałam zaproszenie na obóz dla dzieciaków, taneczno- wokalny. Macie okazję pojechać ze mną, ale to od Was zależy czy chcecie. 

- Ja chętnie! - ucieszył się Carlos a za Nim Logan i Kendall. - Będzie fajnie. 

- A Ty James? - zapytał się Kend. 

- Nie mogę.. - spuścił głowę. - Źle się czuję od rana, chyba będę chory. - zakaszlał. 

- To ja zostanę, odmówię. - zaproponowała mu Bella. - Zadzwonię i powiem że nie pojadę. 

- Nie, nie trzeba. - zakasłał. - Jedźcie dam Sobie radę. Zostanę w domu wychoruje się. Jak się Mama dowie że jestem chory to przyjedzie, albo mi wyślę kogoś. - tłumaczył się. - Nie chcę Wam psuć wyjazdu
jedźcie sami. - uśmiechnął się. 

- No ale.. - Bella zwątpiła. 

- Skarbie. Nie chcę żebyś Sobie popsuła wyjazd, jedźcie sami. Dam Sobie radę. 

Chłopaki pomogli Nam sprzątać. Zabrałam Logana na zakupy, razem z Nami poszedł Carlos który chciał wzbogacić swoją garderobę o kilka potrzebnych rzeczy na obóz. Bella została sama z chłopakami.. 

Oczami Belli.

Gdy Alice poszła na zakupy nie miałam z kim jechać do studia. 

- James. - przybliżyłam się do chłopaka. - Źle byś się czuł, jakbym pojechała z Kendallem zawieźć demo, no i poznać tego kolegę Davida? 

- Chętnie bym z Tobą pojechał, ale chyba mam gorączkę. - przyłożyłam mu dłoń do czoła. - I jak? 

- Jesteś rozpalony. Idź się połóż. Zaraz Ci zrobię herbatę i się prześpisz. 

- Jasne. - chłopak owinął się w koc i poszedł na górę. 

- Kendall możesz ze mną pojechać? Zostałeś mi tylko Ty. - patrzyłam błagalnie na Blondyna. 

- 10 minut i jestem gotowy. - kiwnął głową. 

- Ok. - zrobiłam Jamesowi herbatę i zaniosłam mu do pokoju. - Jak się czujesz? - zapytałam. 

- Zimno mi, głowa mnie boli. - wyglądał marnie.

- Będę wracała do domu, to zajadę do apteki coś Ci kupię. - pocałowałam go w czoło. - Spróbuj zasnąć. 

- Dobrze. - odpowiedział. - Bella. Możesz mi kupić jakieś owoce, sok i czekoladę. 

- W ciąży jesteś? - zdziwiłam się. 

- Nie. Ale Mamusia zawsze mi takie rzeczy kupowała. - uśmiechnął się i schował pod kocem. 

- Jasne. - kiwnęłam głową i wyszłam. - Dziwne masz te zachcianki.. - mruknęłam pod nosem. 

- Gotowa? - z pokoju wyszedł Kendall. 

- Jasne, możemy jechać. 

Całkiem miły facet z tego kumpla Davida, załatwiliśmy sprawy dość szybko. Od razu uprzedziłam go, o moim wyjeździe na obóz. Zgodził się dał mi kilka dni wolnego. Musiałam uporządkować swoje sprawy
no i powiadomić chłopaków o zgodzie na wyjazd. 

- Musimy jeszcze skoczyć po małe zakupy dla Jamesa. 

- Jasne. - odpowiedział obojętnie. - Możemy porozmawiać? - zapytał gdy wychodziliśmy z budynku. 

Kiwnęłam głową na znak że się zgadzam, nie miałam pojęcia co ma mi do powiedzenia. Kendall wszystko mi wyjaśnił, nie wiedziałam co mam mu powiedzieć. Zależy mi na Nim, ale nie mogę go pokochać. Mam Jamesa, którego kocham. 

- I jeszcze raz chciałem Cię przeprosić za ten pocałunek. - spojrzał na mnie. 

- Nie masz za co przepraszać. - położyłam swoją dłoń na jego. - Ja też się do tego przyczyniłam. - uśmiechnęłam się, miałam ochotę znów go pocałować, ale przeszkodził Nam telefon. - Logan dzwoni, wezmę na głośnik i dowiem się co chce. 

- Cześć. Przeszkadzam? - zapytał. 

- Nie, właśnie wyszłam z Kendallem.. 

- Super. Świetnie. - powiedział szybko. Chciałem abyś Nas zabrała z centrum, bo pojechaliśmy autobusem no i mamy trochę zakupów, więcej nikt mnie na zakupy nie namówi! - krzyknął do telefonu. 

- Ok. Zaraz tam będziemy. Cześć. - załamałam się. - Zapinaj pasy jedziemy. 

- No ok. 

Próbowałam odpalić auto, ale nie chciało reagować. 

- Kendall. - spojrzał błagalnie na chłopaka. - Co się stało?

- Powiedz że masz benzynę? Bo nie pojedziemy nigdzie. - uśmiechnął się. 

- Coś tam mam, wystarczy aby dojechać i zatankować. Więc musimy zrobić koło.. - spojrzał na zegarek i rozejrzał się po okolicy. - Damy radę. 

Udało się, i jakoś dojechaliśmy pod stację benzynową. Logan co chwilę wydzwaniał, ale nie miałam czasu aby odebrać. 

Tymczasem w domu.

- Tak. Właśnie pojechali, chodź szybko. - James szybko opuścił łóżko i czekał na Elizę. Poprawił włosy, i pościelił łóżko. Po chwili usłyszał dzwonek do drzwi, szybko zbiegł na dół. 

- Jesteś sam? - Blondynka lekko się zmartwiła. 

- Tak. Alice jest z Loganem i Carlosem na zakupach, no a Kendall pojechał z Bellą na jakieś durne przesłuchanie. Więc mamy trochę czasu dla Siebie. - zaczął ją obdarowywać pocałunkami. 

- James. Ale skąd wiesz, że zaraz nie wrócą? - próbowała złapać oddech. 

- Skarbie. Wiem i koniec, ale najlepsze jest to że jadą na jakiś durny obóz, i nie będzie ich kilka dni. Więc mamy dla Siebie cały dom. - ucieszył się. 

- Świetnie. - zaczęła obsypywać go pocałunkami. - To kiedy jadą? Już się nie mogę doczekać! - ucieczyła się. 

- Nie wiem, ale dam Ci znać. - zakasłał. - Przepraszam. 

- Jesteś chory? - zmartwiła się. 

- Chwilowe przeziębienie, ale jak się mną zajmiesz to od razu wyzdrowieję. - uśmiechnął się łobuzersko. - Nie marnujmy czasu, chodź szybko. 

- Kocham Cię. - szepnęła mu do ucha. 

- Ja Ciebie też. - przytulił ją do Siebie. 

- Kiedy zerwiesz z Bellą? 

- Już nie długo. Nie martw się, powiem jej to delikatnie. - całował ją dalej. 

Oczami Logana. 

- No gdzie Ona jest? - denerwowało mnie to już powoli. 

- Zaraz przyjedzie, na pewno. Nie denerwuj się. - pocieszał mnie Los. 

- Jadą. - Alice zauważyła samochód. 

- Co tak długo?! - naskoczyłem na Bellę i Kendalla. - Jakbym umierał, to byście nie przyjechali. 

- Musiałem zatankować. Już, spokojnie Loggie. Oddychaj. - zażartował Kendall. 

- Dobra, dobra. Możemy wracać do domu? - zapytała Alice. 

- Musimy skoczyć do marketu, bo coś tam James chciał. Ale jeszcze zadzwonię. - Bella poszła zadzwonić do Maslowa. 

- A wiecie co my mamy robić na tym obozie? - zapytał Carlos. - Bo nie jestem pewny, co mam wziąć. Podręcznik harcerza? A może nauczyć się jakiegoś specjalnego przywitania? 

- Jasne.. - zacząłem się z Niego nabijać. - Musisz mieć gaz przeciwko niedzwiedziom, namiot własny no i śpiwór. A jeść będziemy tylko chleb i to co znajdziemy w lesie albo złowimy. Więc weź też wędkę
bo będziemy łowić ryby. 

- Serio? - wyczuwałem w jego głosie przerażenie. 

- No tak. Ale musisz sam nazbierać robaków, żeby nałożyć je na haczyki. 

- Logan. - Alice spojrzała na mnie. 

- Co? - uśmiechnąłem się. 

- Carlos. Logan Cię wkręca, no a Ty mu wierzysz. - zaśmiał się Schmidt. 

- Możemy jechać? - wróciła Bell. 

- Jasne. - kiwnął głową Kendall. 

Wracaliśmy do domu, skoczyliśmy jeszcze do marketu. Gdy byliśmy bliżej domu, Carlos coraz dziwniej się zachowywał.. Był jakiś podejrzliwie zamyślony. 

- Coś się stało? - zapytałem chłopaka wchodząc do domu. 

- Nie, nie. Wszystko jest ok. - odparł. 

- Kochanie. Wróciliśmy. - Bella oznajmiła Jamesowi że jest już w domu, ten po chwili zszedł na dół owinięty w sazlik i ciepły szlafrok. 

- W końcu. - odparł, wyraźnie było widać że jest chory i nie symuluję. - Kupiłaś chusteczki? 

- Proszę. Masz tutaj wszystko co Ci bylo potrzebnę. - wyłożyła wszystkie rzeczy, w międzyczasie odbierając telefon, spoglądała na Jamesa i miała mieszany wyraz twarzy. - Wyjeżdzamy pojutrze rano tak
w okolicach 8 żeby tam dojechać na 12. Więc bądźcie gotowi, ja jeszcze muszę zrobić kilka rzeczy, żeby James nie musiał sam gotować. 

- A co mamy wziąć? Gdzie będziemy mieszkać? Co będziemy jeść? - zastnawiał się Carlos. 

- Ubrania weź. Mamy domki, no a o jedzenie się nie martw. Bo będzie tam kucharka. Damy radę. - uśmiechnęła się. 

- Uf.. - odetchnął z ulgą. 

Wyjazd. 

Dziewczyny wstały wcześniej, chciały zrobić kanapki na drogę. Bella była zmieszana, czuła że powinna zostać w domu z chłopakiem. Chciała się wycofać, ale obiecała Jamesowi że będzie się dobrze bawić. Bella i Alice krzątały się po kuchni, gdy pakowały kanapki usłyszały dzwonek do drzwi. 

- Kto to może być? - Alice spojrzała na zegarek. - Otworzę. 

- Cześć. - w drzwiach pojawiła się Lena z małą walizką. - Mogę wejść? - zapytała. 

- Proszę. - Alice zszedł uśmiech z twarzy. 

- Cześć Bella. - dziewczyna przytuliła przyjaciółkę. - Pomóc Wam w czymś? - zapytała. 

- Co Ty tutaj robisz?? - była bardzo zdziwiona. 

- Kendall zaproponował mi że mogę jechać z Wami, to jakiś fajny obóz więc dlaczego by nie skorzystać? - uśmiechnęła się i postawiła walizkę. 

- Przepraszam na chwilę. - Bella pobiegła na górę, do pokoju Schmidta. - Oszalałeś? - weszła bez pukania, gdy Kendall zapinał suwak w spodniach. 

- Co ja zrobiłem? - przestraszył się. 

- Lena stoi na dole z walizką, i poinformowała Nas że jedzie z Nami! - zdenerwowała się. - Dlaczego nic nie powiedziałeś?? - czuła jak się gotuje w środku. 

- Już jest. - uśmiechnął się niewinnie. 

- Kendall. - wrzasnęła, ale spróbowała zrobić to cicho. - Dlaczego nic nie mówiłeś? 

- Chciałem Wam powiedzieć, ale zapomniałem. - podrapał się po głowie. 

- Przesadziłeś.. - pogrozila mu palcem. - Chciałam spędzić te wakacje z Przyjaciółmi. Bez Twojej dziewczyny. - głos jej złagodniał. - Nie chciałam żeby był z Nami ktoś trzeci. - Szkoda gadać.. - opuściła pokój. 

- Naprawdę mogę wrócić do domu, jeżeli nie pasuje Wam moje towarzysto. - Lena trochę posmutniała.

- Mhm.. - wydukała Alice. - No nie wiem. - przekręciła oczami. 

- Nie, nie musisz jechać. - wróciła na dół Bella. - Pojedź z Nami. Co umiesz robić? - zainteresowała się. 

- Ale w jakim sensie? - nie zrozumiała pytania. 

- Belli chodziło o jakieś zdolności plastyczne, muzyczne lub inne. - wytłumaczyła jej Alice. 

- aa.. - machnęła ręką i się zaśmiała. - Potrafię robić origami nauczyłam się. 

- Przyda się ktoś z nowymi pomysłami. - pocieszyła się Bell. - Coś jeszcze? - zapytała. 

- Niech pomyślę. Śpiewanie nie jest moją mocną stroną, taniec różnie. No nie pamiętam, może coś wyjdzie. - uśmiechnęła się i wzruszyła ramionami. 

- Cześć Lena. - z góry zeszli spakowani i gotowi do wyjazdu Logan i Carlos. - Jedziesz z Nami? - zapytał Loggie. 

- Tak. - kiwnęła głową. 

- Możesz pójść po Kendalla? Nie długo trzeba będzie jechać, a ja muszę zajść do Jamesa. - poprosiła ją Bella. 

- Ok. 

Dziewczyny poszły na górę. Bella zajrzała po pokoju. 

- Chodź. Nie śpię. - powiedział Szatyn, uśmiechając sie. 

- Przepraszam jeżeli Cię obudziłam. Ale chciałam tylko skraść Ci buziaka. - podeszła do łóżka. - Jak się czujesz? Może Ci czegoś potrzeba? - dziewczyna wypytywała o wszystko. 

- Nie, nie. Mam wszystko czego potrzebuję, no ale? - zastanowił się. - Może coś bym chciał. - poruszył brwiami i uśmiechał się łobuzersko. 

- Co Ci potrzeba? - wsłuchała się. 

- Ciebie. - posłał jej ciepły uśmiech. 

- Głupek. - cmoknęła go w nos. - Muszę lecieć, bo zaraz jedziemy. W lodówce masz rosół i zrobiłam Ci trochę jedzenia. Nie umrzesz z głodu. - uśmiechnęła się. - Muszę iść, bo słyszę że po Nas przyjechali. 

- Dobrze. - przytulił ją i pocałował. 

- Bella!! - krzyczał Carlos. 

Blondynka zbiegła na dół, zabrała swoje rzeczy i pobiegli do autobusu w którym mają jechać. Carlos cieszył się jak dziecko. Przyjaciele śmiali się i rozmawiali, słuchali piosenek BTR-u . Bella była trochę zła na Kendalla, ale ukrywała to. Chciała już dojechać na miejsce i dowiedzieć się co będą mieli robić. Tymczasem w domu James trochę posprzątał. Miał wyrzuty sumienia że zaprosił do Siebie Elizę..Nie chciał stracić jednej i drugiej dziewczyny, ale poczuł że między Nim a Bellą od czasu tego wypadku jego uczucie wygasło.. Nie chciał jej zranić, więc ukrywał to wszystko w tajemnicy przed Nią. 


Wena mnie opuściła. Muszę przewietrzyć rozum, chyba za dużo myślę. Moja głowa a szczególnie mózg nie wytrzymują natłoku myśli. A zeszyt z pomysłami wcale tego nie ułatwia :). Ech. Przydałoby się chociaż kilka dni odmóżdżenia.. Miłego czytania !

niedziela, 1 lutego 2015

Part 49.

Chciałem jak najlepiej wyglądać dla Leny, musiałem założyć jakieś najlepsze ciuchy żeby jej zaimponować. Starałem się. Poszedłem po radę do Alice i Belli. Wiedziałem że będą się razem szykowały więc udałem się do pokoju Alice. Ale zatrzymałem się na chwilę bo usłyszałem kawałek rozmowy dziewczyn.

- Żartujesz? - wybuchła śmiechem Bella.

- Śmieszy Cię to?! - zdenerwowała się. - No dziękuję bardzo.

- Nie. Przepraszam. Ale poważnie mówisz?

- Tak. Przysięgam, tak powiedziała. Martwię się. - Szatynka usiadła na łóżku.

- Nie martw się, nie będzie źle. Jak będziemy tylko sami to się uda. - pocieszyła ją dziewczyna.

- Mogę Ci zadać pytanie w sprawie Kendalla? - zapytała Al, no i przybliżyłem się do drzwi aby lepiej usłyszeć.

- mhm. - kiwnęła głową.

- Widziałam jak się zachowywałaś w kuchni, jak o Niej rozmawiałyśmy. - ściszyła ton głosu. - Czujesz coś do Niego?

- Może trochę. - przygryzła wargę. - Zanim zaczęłam spotykać się z Jamesem, strasznie podobał mi się Kendall. Ale jak zaczął się spotykać z Kate, to stwierdziłam że odpuszczam.. Ale jakoś nie umiem się przemóc.

- W czym?

- No w tych związkach.. Kocham Jamesa ale zależy mi na Kendallu i.. - nie dokończyła bo Alice chyba mnie zauważyła. 

- Kendall! - krzyknęła. 

- Ja właśnie przyszedłem. Pasują spodnie?

- Tak. Dobrze w Nich wyglądasz. - uśmiechnęły się ciepło. 

- Cieszę się. Długo jeszcze Wam to zajmie? Bo pewnie zaraz przyjadą taksówki. 

- Nie, nie. 20 minut i jesteśmy gotowe. 

Wróciłem do pokoju, szczęśliwy. Poprawiłem włosy i szczęśliwy mogłem zejść na dół. 

- Coś Cię gryzie? - zagadał James. 

- Nie Dlaczego pytasz? Wszystko jest w porządku. - wziąłem łyk soku. - Taksówki już są. Dziewczyny! - krzyknąłem. 

Bardzo się cieszyłem że znowu zobaczę Lenę. Ta dziewczyna tak na mnie działa.. Gdy tylko dojechaliśmy, miałem ochotę wyskoczyć z tej taksówki i od razu przytulić Lenę, widziałem ją rano ale co z tego. Nie mogę przestać o Niej myśleć. Weszliśmy do klubu, poszliśmy od razu na górę żeby nie było aż tak głośno. Zamówiliśmy drinki. 

- Jest i Lena. - Logan zauważył dziewczynę, wchodzącą do klubu. 

- Zejdę po Nią. - poszedłem na dół i zaprosiłem ją do naszego stolika. 

- Cześć Wam. - przywitała się z Nami. - Miło Was widzieć. - uśmiechnęła się ciepło do wszystkich. 

- Przyniosę Ci drinka. - zaoferowałem się. 

- Dziękuję.

Nie mogłem oderwać wzroku od Leny, mogłem się cały czas w Nią wpatrywać. Zakochałem się. 

- Zatańczymy ? - zaproponowałem dziewczynie. 

- Chętnie. poszła ze mną na parkiet. 

Ekipa świetnie się bawiła, nawet Carlos poderwał jakąś dziewczynę. Wieczór mogliśmy zaliczyć do udanych. 

Oczami Carlosa.


Kendall chyba wrócił do domu z Leną, przeciągnąłem się i obok Siebie zauważyłem jakąś dziewczynę. Nie pamiętam żebym kogoś przyprowadzał do domu. 

- Cześć. - przebudziła się Rudowłosa. - Wyspałeś się? 

- Heej. - zaniemówiłem. - Czy my? - spojrzałem pod koc. 

- Nie. Byłeś zbyt pijany, ale nie zaszkodzi spróbować. 

- No cóż? - pomyślałem. - Kusząca propocyzja. Nie odmówię. - wstałem i przekręciłem kluczyk w drzwiach. 

Nie sądziłem że ten wieczór okaże się tak świetny, no a poranek jeszcze lepszy. 

- Skoczę do łazienki. - odpowiedziała Rudowłosa. 

- Jasne. - poleżałem jeszcze chwilę, po 15 minutach wróciła. - Moja kolej. - zaśmiałem się i zniknąłem za drzwiami. 

Pół godziny później. 

- Jestem. - z zawiązanym ręcznikiem wyszedłem z łazienki. - Halo? - zmartwiłem się. - No i koleżanka poszła. Nawet nie wiem jak ma na imię.. - rozejrzałem się po pokoju, wziąłem koszulkę i zauważyłem liścik. 

' Dziękuję za świetną imprezę, i gorący poranek.. Jesteś uroczy, może się jeszcze spotkamy. Mieszkam nie daleko w okolicy, pracuję w 24shot! . Jak szukasz wrażeń to pytaj o Angel. Buziaki. Angel. ' 

- Nie, nie, nie. To nie może być prawda, ja już z tym skończyłem. - chodziłem po pokoju. 

- Carlos.. - usłyszałem głos Kendalla. - Dobrze się czujesz? 

- Mam problem. - powiedziałem przez zamknięte drzwi. - Możemy pogadać? Wejdź. 

- Co jest? - zainteresował się. 

- Pamiętasz tą dziewczynę z którą wczoraj tańczyłem?

- No pamiętam. - kiwnął głową. - Okazała się Facetem. - wybuchł śmiechem. 

- Nie. Ale po dzisiejszym poranku, zapłaciła mi.. - zawstydziłem się. 

- Co?! Nie skończyłeś z tym? - zdziwił się. 

- Skończyłem! - uniosłem głos. - Ale coś Sobie ubzdurała.. Patrz. - wyłożyłem wszystko na stół. 

- Stary.. Nie wierzę. - zaśmiał się. 

- No to uwierz. Chyba pójdę i oddam jej te pieniądze. - poszukałem spodni. - Tak będzie najlepiej. 

Przeprosiłem kumpla, szybko się ubrałem i wyszedłem z domu. Udałem się w stronę klubu, może akurat będzie otwarte. Poszedłem klub wydawał się całkiem normalny. Udałem się do baru i zapytałem o Angel. Kelner wskazał mi pomieszczenie do którego mam się udać. 

- Przepraszam. - zapytałem ochroniarza. - Czy znajdę Angel? 

- Moment. - odwrócił się. - Wejdź. 

- Dzięki. - kiwnąłem głową. - Angel. 

- Carlos. Wróciłeś. - uśmiechnęła się. - Jednak wróciłeś. 

- Nie. Chciałem Ci to oddać. - położyłem kopertę na stoliku. - Nie wiem dlaczego mi to dałaś, ale chcę to oddać.. - odwróciłem się. 

- Carlos to nie tak. - zatrzymała mnie. - Słyszałam o Twoim problemie, myślałam że dalej to robisz.

- To był przypadek. Nie chciałem żeby to tak wyglądało.. Trafiłem na złą drogę. Na razie. - opuściłem pomieszczenie. 

Zachaczyłem o pobliską piekarnię, kupiłem pieczywo i wróciłem do domu.

- Carlos. Jaki zbieg okoliczności. - zauważyła mnie Lena.

- Cześć. Co słychać? 

- Wszystko w porządku. Mógłbyś przekazać Belli i Alice żeby do mnie wpadły, robię babski wieczór. I chciała zaprosic nowe sąsiadki. 

- To chodź ze mną, sama je zaprosisz. - zaproponowałem. 

- Chętnie. Ale muszę jeszcze zaprosić kilka osób, no i jakieś małe zakupy. Rozumiesz, takie piżama party. - machnęłą ręką. - Muszę lecieć. 

Dziwna dziewczyna. No cóż. Wróciłem do domu, trzbea ogarnąć trochę kuchnię. Zrobiłem kanapki, no i na razie na tyle możemy liczyć. 

- No to ja zostanę w domu. Alice Ci bardziej pomoże. - powtarzał James. 

- Oszalałeś! Nie będziemy same nosiły tych toreb z zakupami! - krzyknęła Bell. 

- Chciałem iść na siłownię. - zmienił temat. 

- O nie. Na żadną siłownię nie pójdziesz! Jedziemy na zakupy i koniec. 

- Nie byłem tam dłuzsze czas.. Zrozum to. 

- Jasne. Jedź Sobie. - odpowiedziała z niesmakiem. 

- Dziękuję. Kocham Cię! - cmoknął ją w policzek, i wybiegł z domu. 

- Ech.. - zdenerwowała się. - Carlos. Pojedziesz z Nami na zakupy? 

- Ok. Między Tobą a Jamesem sie nie układa? 

- Jak wróciłam to wszystko było świetnie, po imprezie też było dobrze. A teraz marudzi że na siłownię nie może chodzić. Nie ogarniam tego. 

- Nie przejmuj się. - pocieszyłem siostrę. - Wszystko się ułoży. - szepnąłem. 

- Co? 

- Nic, nic. - uśmiechnąłem się. - Zjemy śniadanie i możemy jechać.

Logan też dał się przekonać, a Kendalla nie chcieliośmy ruszać bo odsypiał po imprezie.

- Zapomniałbym. - stuknąłem się w czoło. - Spotkałem dzisiaj Lenę. Zaprosiła Was na piżama party dzisiaj. 

- Świetnie. - Bella odparła ze sztucznym uśmiechem. - Jakoś nie mam ochoty tam iść. - mruknęła. 

- Ja też. - poparła ją Al. 

- Idźcie. Przyda Wam się odpoczynek, rozerwiecie się trochę. - Logan próbował je przekonać. 

- Dostałam SMS-a od Lisy. ' Dzisiaj o 18 piżama party u Leny, wpadnę po was. Nie zawiedźcie mnie.  ' - mruknęła Bell. - Nie. Nie mam ochoty tam iść. 

- Ja też. - dziewczyny mrugnęły do Siebie porozumiewawczo. - Ech. Niech już stracę, pójdę ale nie będę się dobrze bawiła. - burknęła Alice. 

- Ech. Chodźcie na zakupy, trzeba w końcu coś kupić, a nie cały czas żyć na pustej lodówce. 

Przemierzaliśmy uliczki w sklepie, musiałem skoczyć po moje ulubione płatki a resztę zostawiłem. Gdy szukałem opakowania płatków zauważyłem Jamesa rozmawiającego z jakąś dziewczyną. Nie miałem pojęcia kto to jest. Zgrabna blondynka, gdy ujrzałem twarz nie mogłwem uwierzyć w to co widzę. Maslow spotyka się z Elizą? Szok. Przybliżyłem się i chciałem podsłuchać nie co rozmowy.. Szlak! Takie rzeczy tylko przytrafiają się w filmach.. Część produktów spadła z półek. Zabrałem to co moje i uciekłem. 

- Gdzie byłeś tak długo? - zainteresowała się Alice. 

- Po płatki, mówiłem. Chodźcie skoczymy w tamtą stronę. - skierowałem Przyjaciół w odwrotnym kierunku. 

- Coś się stało? Spotkałeś kogoś? - zapytał Logan. 

- To przesłuchanie?! - zdenerwowałem się. - Idziemy.

Po zakupach cały czas rozglądałem się czy nie ma gdzieś Jamesa. Na szczęście nie znalazłem go. 

- Wróciliśmy! - krzyknąłem żeby Kendall mnie usłyszał. 

- Widziałem dzisiaj Jamesa jak szedł.. 

- Na siłownię! - mrugnęłam do Niego porozumiewawczo. 

- Siłownię. - odparł, kiwając głową że zrozumiał. - Pomogę Wam z tymi zakupami. 

- Jasne. Pogadamy potem. - szepnąłem. 

Pół godziny później - Oczami Kendalla.

- Nie mów nic Belli, zobaczymy jak Maslow to rozegra. - zamyślił się Carlos. 

- Ale jak? Przecież On ją ewidentnie zdradza.. - wzburzyłem się.

- Nie mamy na to dowodów jeszcze, ale pożyjemy zobaczymy. 

- Poczekaj. Przecież On jak byliśmy w Miami spotkał się z Elizą.. Więc może coś wtedy zaiskrzyło. 

- No nie wiem, ale jakby tak było to może by powiedział. - zamyślił się. - Kłótni nie słyszałem. 

- Tu jesteście. - na taras wyszła Bella. - Szukałam Was, no a konkretniej Ciebie Kendall. 

- To Was zostawię. - Los szybko się wywinął.

- Coś się stało? 

- Nie. Ale odkąd wróciłam to nie zamieniłeś ze mną słowa. Stęskniłam się za Wami, ale jakoś nie widziałam żebyś się cieszył z mojego powodu. - posmutniała. 

- Bardzo się cieszę, ale wiesz. Jesteś z Jamesem, a ja nie chcę aby Sobie coś pomyślał. - podrapałem się w głowę.

- Nic Sobie nie pomyśli. Przecież wie że jesteśmy Przyjaciółmi. - zaśmiała się, tak bardzo mi brakowało jej śmiechu. - Pewnie dużo się działo jak mnie nie było? Ominęło mnie coś? 

- Niech pomyślę. - głęboko się zastanowiłem. - Choroba Carlosa, wyjazd do Rodziców Alice i wakacje w Miami. - powiedziałem a potem pomyślałem. 

- Co?! - zdenerwowała się. - Jaka choroba?

- Usiądź. Uspokój się. Opowiem Ci. - powiedziałem wszystko od początku do końca. 

- Niemożliwe, no i nic mi nie powiedział? - załamała się. 

- Może nie chciał Cię martwić. - objąłem ją. - Wszystko będzie dobrze. - spojrzałem na dziewczynę, po chwili nasze usta się złączyły, nie chciałem przerywać pocałunku. 

- Stop! Przepraszam. - oderwała się. - Nie powinnam. Przepraszam. Masz Lenę.. Przepraszam. - wyszła a mi zrobiło się strasznie głupio. 

- Idiota. - pomyślałem. - Kompletny idiota, nie powinienem tego robić. 

Pół dnia chodziłem struty, nie miałem ochoty na nic. Myślałem tylko o tym co zrobiłem Belli. Co ze mnie za idiota.. 

- Cześć. - do kuchni weszła Lisa. - Bella i Al gotowe? 

- Gotowe do czego? - zapytałem. 

- Idziemy do Leny na imprezę.. - podniosła ręce do góry. - Piżama party! - ucieszyła się. 

- Pewnie zaraz przyjdą. - uśmiechnąłem się. 

- Już jesteś? - Al spojrzała na zegarek. - Bella! Chodź. Lisa czeka. Pewnie zabiera jeszcze rzeczy. 

- Poczekamy na Nią w samochodzie. Chodź. Kend powiedz Belli że jesteśmy w aucie. 

- Jasne. Nie ma sprawy. - ucieszyłem się. 

- Już idę. - z góry pędziła Bell. - Gdzie dziewczyny? - rozglądała się po salonie. 

- Musiały po coś skoczyć do sklepu. Zaraz będą. - zmyśliłem. - Możemy porozmawiać chwilę? 

- Przepraszam. Nie mam czasu, muszę lecieć. Spieszę się. 

- Poczekaj, nie wyjdziesz póki mi nie odpowiesz. - zatrzymałem ją. - Dlaczego odwzajemniłaś mój pocałunek?

- Przestań. Nie chcę o tym mówić, wygłupiłam się. Przepraszam. Przepraszam. - otworzyła drzwi. - Już są. Cześć. 

Świetnie. Walnąłem pięścią w drzwi. Po co ja w ogóle się do Niej zbliżyłem? 

- Rozwalisz drzwi.. - usłyszałem śmiech Jamesa. - Chodź. Włączymy jakiś meczyk, napijemy się piwa i będzie fajnie. 

- No ok. 

Oczami Alice. 

Bałam się jak cholera. Nie chciałam być tak blisko u Leny. Przecież Ona się zakochała, no ale ja nie.. Przecież ja mam Logana! Nie jestem Bi. Możemy być przyjaciółkami, ale nie do takiego stopnia żeby aż
z Nią być. Martwię się.. 

- Dojechałyśmy. Chodźcie. - powiedziała Lisa. 

- Jasne. - wysiadłam z samochodu. 

- Źle się czujesz? - zmartwiła się Lisa. 

- Dlaczego? 

- Blado wyglądasz, może odwołamy dzisiejszy wieczór? - zapytała. 

- Nie. Trochę się stresuję, nie znam Leny dobrze. Może to przez to że mało dzisiaj zjadłam. - uśmiechnęłam się. 

- Będzie dobrze. - przytuliła mnie Bell. - Chodź. Poznamy ją bliżej, to będzie fajnie. 

- Ale Tobie też nie odpowiada. - szepnęłam. 

- Spróbuję się przełamać. 

Lisa zadzwoniła dzwonkiem do drzwi. Czekałyśmy aż ktoś otworzy. W drzwiach pojawiła się Lena. 

- Zapraszam! - otworzyła drzwi. - Zaraz pewnie przyjdą jeszcze moje koleżanki, będziemy się dobrze bawić. Zapraszam do salonu. 

Weszłyśmy w głąb domu, był przytulny. Nad kominkiem stało dużo zdjęć, zapewne Rodziców i rodzeństwa. Oraz reszty Rodziny. 

- Twoi Rodzice nie mają nic przeciwko? - zapytała Lisa. 

- Nie. Pojechali do Ciotki, więc mam wolny weekend. Strasznie się cieszę. Dzwonek! - podniosła rękę do góry. - Rozgośćcie się a ja pójdę otworzyć drzwi. 

2 godziny później. 

Siedziałyśmy i opowiadałyśmy o Sobie, przekonałam się do Leny. Pewnie Bella też. Minuty mijały a my coraz bardziej się zaprzyjaźniałyśmy. 

- Zagrajmy w butelkę! - zaproponowała Sissy i sięgnęła po butelkę. - Ja kręcę. - zakręciła i wybór padł na Lisę. - Odbiłabyś Przyjaciółce chłopaka, tylko po to żeby się na Niej zemścić? 

- Myślę że to nie jest fair, nie lubię się mścić na ludziach. Nawet jak wyrządzą mi największą krzywdę. - odpowiedziała i zakręciła butelką. - Alice! 

- Już się boję. - zaśmiałam się. - Słucham? 

- Kiedy przeżyłaś swój pierwszy raz? - dziewczyny czekały na odpowiedź. 

- W dniu moich 20 urodzin. Z Loganem. - czułam na Sobie wzrok Leny.. Nie wiedziałam o co jej chodzi. - Moja kolej. - wzięłam rękę do butelki. - Carmen. Twoja kolej. Który z członków Big Time Rush
podoba Ci się najbardziej, no i dlaczego? 

- Nie jestem typową ich fanką, słucham ich piosenek, ale nie szaleję na koncertach. Jakbym miała wybierać.. Carlos. Jest miłym gościem, może trochę nieśmiałym. Ale jak go poznałam to wiedziałam że ma powera.. Dynamit nie Facet. 

- Znudziła mi się ta gra.. - musiałam szybko zareagować, aby Bella nie rozpoczęła awantury. 

- To zróbmy coś innego. Mam fajne filmy, możemy obejrzeć. - zaproponowała Lena. 

- Ok. Chodźcie. 

Następnego dnia. 

Piżama party się udało. Przetarłam oczy i natychmiastowo się obudziłam. Byłam w szoku, jak zobaczyłam kto obok mnie śpi. Zauważyłam śpiącą Lene. Przestraszyłam się, nie wiedziałam czy coś między nami było czy nie. Bałam się tego. Powoli wstałam i udałam się do łazienki. 

Pół godziny później. 

- My się zbieramy. Musimy skontrowolać chłopaków. - zaśmiała się Bella. - Impreza była świetna. Widzimy sie na następnej! - pożegnała się z Leną. 

- No na pewno, gdzieś się jakąś zrobi. - puściła mi oczko. - To do zobaczenia! - pomachała Nam a my wracałyśmy do domu, przeszłyśmy się spacerkiem. Musiałam opowiedzieć wszystko Bell.



Przynudzam trochę w tych rozdziałach, tak moim zdaniem. Ale myślę że jak zajrzę do zeszytu z pomysłami, to coś się rozkręci.. :d. Bohaterowie zostali zaktualizowani. Więc możecie zobaczyć. Mam nadzieję że się podobają. Za dużo oglądam filmów, bo udziela mi się co chwilę nowy pomysł ;>. 
Miłego weekendu! Udanych Ferii, jak już ktoś zaczął :).