piątek, 13 lutego 2015

Logan i Julia - Kocham Cię. - powiedział.

- Kocham Cie. - szepnął brunet, dziewczyna lekko wzdrygła. - Słyszysz? - ścisnął jej dłoń. - Proszę. Odezwij się. Proszę. - z jego oczu, popłynęło kilka słonych łez. - Nie opuszczę Cię. Obiecuję. 

- Musi Pan wyjść. - powiedziała pielęgniarka. - Czas odwiedzin minął. - Proszę wyjść. 

- Nie.. Ja muszę zostać! - krzyknął. - Ona mnie potrzebuję. 

- Przyjdziemy jutro. - powiedział Blondyn. - Obiecuję. 

- Kocham Cię. - szepnął i wyszedł.

Julia Clark. Jutro są moje 21 urodziny, bardzo się cieszę że spędzę je z Rodziną i Przyjaciółmi. Mieszkam z Rodzicami i bratem. Tworzymy zgrany zespół.  Od 2 lat jestem w szczęśliwym związku z Loganem. Uczęszczamy do jednej szkoły. Co mogę więcej o Sobie napisać?  Może zacznę od początku..



Kolejne leniwe popołudnie, wylegiwałam się na leżaku za domem w ogródku. Nie miałam ochoty na zupełnie żadne zabawy, lecz spotkania z Loganem nie odmówić. Tegoroczne wakacje trochę mnie nudziły. Chciałam już mieć Logana przy Sobie. Usłyszałam dzwonek do drzwi, z nadzieją pobiegłam otworzyć. Ujrzałam Przyjaciółkę. Zaprosiłam ją do środka, poszłyśmy do mojego pokoju.

- Leniwe popołudnie? - zapytała. 

- Tak. Czekam na Logana, ale nie przychodzi. - westchnęłam. 

- Przyjdzie. Na pewno. - pocieszyła mnie. - Rodziców nie ma? 

- Pojechali na zakupy. - miałam skwaszoną minę. 

- Zapomniałabym! - podskoczyła do góry i sięgnęła do torebki. - Proszę. - wyciągnęła kwadratowe pudełeczko. - Może to nie jest wymarzony prezent, ale wiem że też Ci się spodoba! 

- Co to? - zdziwiłam się. - Urodziny mam dopiero jutro. 

- Zobacz. - z zaciekawieniem czekała na moją reakcję. 

- Są śliczne! - przytuliłam Przyjaciółkę. - Uwielbiam Cię! - od razu założyłam. - Są piękne. Przyjaciółki na zawsze! 

- Jeszcze raz wszystkiego Najlepszego! - uśmiechnęła się. - Muszę lecieć. - powiedziała. 

- Ale dopiero co przyszłaś. - posmutniałam. 

- Mam coś do załatwienia. - odprowadziłam Przyjaciółkę do drzwi. - Wszystkiego Najlepszego! - ponownie mnie uściskała. 

- Już to mówiłaś wariatko! - skarciłam ją. 

- Będę to mówiła cały dzień, dzisiaj i jutro Kochana! - odwróciła się.

Pół godziny później wrócili Rodzice. 

- Kochanie. Zabieramy Cię dzisiaj na kolację. - oznajmił Tata. 

- Świetnie. - wzruszyłam ramionami. 

- Widzieliśmy Logana. - wtrącił Oliver. - Mówił coś że wpadnie za kilka minut. 

- Co? - wrzasnęłam. - Ja muszę się przebrać, nie będę siedziała w piżamie, za ile będzie? - zapytałam. 

- Podjechał na podjazd. - Mama wychyliła głowę przez okno. 

- Co?! - przestraszyłam się. - Jestem na górze. Zaraz będę! - pobiegłam na górę aby zmienić ciuchy. - Uf. - zbiegłam na dół. - Logan siedział z Rodzicami w kuchni  z Oliverem. - Cześć. - przywitałam się. 

- Zostawię Was. - Oli poszedł na górę. 

- Myślałam że nie przyjdziesz. - zmartwiłam się. 

- Nie zostawiłbym Cię w dniu urodzin. - pocałował mnie. - Dzisiaj o 18 zapraszam Cię na kolację. 

- Ale.. - spojrzałam w bok. - Rodzice mnie zaprosili. - posmutniałam. - O ile dobrze pamiętam, to urodziny mam jutro. 

- Wiem. Sam im to zaproponowałem, będą też chłopaki no i Jasmine. - uśmiechnął się, jego dołeczki powodowały że się rumienię.

- Więc wybierz coś ładnego i widzimy się o 18 w Vicenzie. - pocałował mnie i wyszedł.

Zastanawiałam się co mam założyć, nie miałam żadnej ładnej sukienki musiałam śmignąć na zakupy. Poprosiłam Rodziców o samochód. Skoczyłam do pobliskiego centrum, nie wiedziałam jaka to ma być 
okazja. Błąkałam się po sklepach z nadzieją że coś znajdę. W jednym ze sklepów podeszła do mnie ekspedientka.

- W czymś pomóc? - zapytała. 

- Szukam sukienki na wieczór. - powiedziałam. 

- Jakaś specjalna okazja? - spojrzała na mnie i ciuchy. 

- Kolacja z Rodzicami, Przyjaciółmi i Chłopakiem. - uśmiechnęłam się. - Kolacja w restauracji. 

- Rozumiem. - kiwnęła głową. 

Dziewczyna wybrała sukienkę, i kilka dodatków. Od razu założyłam strój na Siebie, byłam zachwycona. Kupiłam zestaw od razu, wracałam do domu bardzo szczęśliwa. Pokazałam strój Mamie, była bardzo
szczęśliwa. W jej oczach pojawiła się jedna pojedyncza łza. 

- Mamuś. Nie płacz. - przytuliłam Rodzicielkę. - Coś się stało? 

- Wiem że będziesz wyglądała ślicznie w tym stroju dzisiaj. - uśmiechnęła się. - Zbieraj się. - powiedziała po chwili. 

- Jeszcze mamy czas. - spojrzałam na zegarek. 

- Jedziemy do Babci, Oni też będą na kolacji. 

- Bardzo się cieszę. - kiwnęłam głową. - Ale mam zabrać sukienkę? - zapytałam. 

- Tak. I tutaj masz jeszcze jedną rzecz. - podała mi torbę. 

- Co to jest? - zdziwiłam się. - Urodziny mam jutro. 

- To na jutrzejszą imprezę. - szepnęła mi na ucho Mama. 

- Jutro impreza? - zdziwiłam się. - Dzisiaj kolacja. Co jest? 

- Dzisiaj to tak z Rodziną, bo Dziadkowie jutro jadą do Sanatorium. Więc dzisiaj chcą spędzić z Tobą dzień. - wytłumaczyła mi Mama. 

- Dziękuję. Już zabieram się na górę. - pobiegłam na górę. 

Zabrałam swoje rzeczy i czym prędzej zbiegłam na dół. Dojechaliśmy do Dziadków. Dostałam prezent od Dziadków, tłumaczyłam że nie musieli mi nic kupować, ale się uparli. Zaczęliśmy się powoli szykować. Założyłam sukienkę, poprawiłam włosy i pokazałam się Rodzinie. Babcia się wzruszyła tak jak i Mama. Tata też uronił jedną łzę. 

- O co Wam chodzi? - zdenerwowałam się. - Płaczecie jakbym miała zaraz Was opuścić. - zażartowałam. 

- Przestań. - wtrącił Oli. - Za kwadrans musimy być w restauracji. 

- Idziemy! - oznajmił Dziadek i zabrał marynarkę. 

Dojechaliśmy do restauracji, weszliśmy do środka na tarasie siedział już Logan z chłopakami i Jasmine. Przywitałam się ze wszystkimi. Usiedliśmy do kolacji, śmialiśmy się i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszyłam z dzisiejszego dnia. Nie wiedziałam czego mam się obawiać..

- Mogę coś ogłosić? - Logan podniósł się z krzesła i wstał. - Więc chciałem powiedzieć że bardzo się cieszę, że możemy się tutaj spotkać. W małym ale dużym gronie. 

- Co? - James nie bardzo zrozumiał. 

- Małe ale duże grono? - spytał Carlos. - Przejdź do rzeczy. - pośpieszył go. 

- Więc jak już zacząłem.. - sięgnął do kieszeni i podszedł do mnie, za chwilę dostałam bukiet róż i zza parawanu pojawił się skrzypek. 

- Co się tutaj dzieję? - spojrzałam na Mamę która była już gotowa do płaczu, Jasmine wtuliła się w ramie Jamesa. 

- Uch.. - Logan otarł pot z czoła. - Julia. Wiesz że bardzo Cię kocham, i nie wyobrażam Sobie życia bez Ciebie. - klęknął. - Julia. Wyjdziesz za mnie? - zapytał. 

Nie wiedziałam co powiedzieć, stałam wpatrzona w pierścionek, Logana i resztę. 

- Nie chcę Wam przerywać, tak uroczej chwili, ale zaraz zacznie padać. - Oliver spojrzał w górę. - Więc jakbyś się mogła zgodzić, to byłbym wdzięczny, bo nie chcę zmoknąć. - uśmiechnął się. 

- Tak? - spojrzałam na brata. 

- Zgadzasz się? - zapytał Logan. 

- Przepraszam? - otrząsnęłam się. - Tak zgadzam się! - przytulił mnie mocno i pocałował. 

- Strasznie się cieszymy Kochanie! - powiedzieli Rodzice. 

- Będę bajerował Laski na to że mój Szwagier, gra w zespole. - uśmiechnął się Oli. 

- Tak się cieszę! - przytuliła mnie Jasmine. 

Świętowaliśmy jeszcze trochę, dzisiejszą noc spędziłam u Logana. Nie zapomniany wieczór. 

Następnego dnia. 

Obudziłam się we wspaniałym humorze, tak dawno nie spało mi się tak dobrze. Już od rana Logan zaczął kursować z domu na plaże, chciał żeby moje urodziny były niezapomniane. Śniadanie zjadłam w towarzystwie telewizora. 

- Wszystkiego Najlepszego Julia, wszystkiego Naj.. - zdmuchnęłam świeczkę na babeczce. 

Loganowi zdążyło się wrócić na obiad, więc ten mogliśmy spędzić razem. Przebrałam się w strój na wieczór. 

Pojechałam jeszcze do domu, aby zabrać kilka rzeczy. Poprosiłam Jasmine aby pojechała ze mną. 

Kwadrans później. 

- Nie spodziewałam się tych zaręczyn, to było takie niespodziewane. - uśmiechałam się. 

- Miałaś świetną minę. - zaśmiała się. - Chodź szybciej, bo zaraz będzie padać.

- Nie będzie. - machnęłam ręką. 

W kilka minut, pogoda zrobiła się nie przyjemna. Zaczął wiać mocny wiatr i padało coraz mocniej. Pioruny były coraz bliżej, a błyskawice prześwietlały miasto. 

- Chodźcie tutaj. - jakiś mężczyzna zaprosił Nas do małego sklepiku. - Tutaj będziecie bezpieczne. - powiedział. 

- Może jednak nie. - wycofałam się, ale chwycił mnie za rękę. - To boli! - krzyknęłam. 

- Proszę ją puścić. - odezwała się Jasmine. 

- Zjeżdżaj stąd! - uderzył ją w twarz. 

- Jas.. - krzyknęłam. - Teraz się zabawimy. - pociągnął mnie do środka, razem z Jasmine.

- Pomocy! - krzyczałam. - Niech ktoś Nas zabierze! - moje krzyki były na marne, nikt mnie nie słyszał. 

- Zamknij się! - krzyknął i uderzył mnie w głowę. 

Obudziłam się z wielkim bólem głowy, czułam się wykorzystana.

- Julia, Julia. - słyszałam znajomy głos, otworzyłam oczy i ujrzałam Jasmine. - Uciekajmy stąd, ten facet może wrócić. - pomogła mi wstać. 

Pozbierałyśmy się i uciekłyśmy, biegłyśmy ile sił w nogach. Usłyszałam strzał.Poczułam jak moje ciało wiotczeje jak tracę siły. 

- Nie poddawaj się. - Jesteśmy już blisko. - powiedziała Jasmine i pomogła mi wstać. 

- Stójcie! - ten głos, przypomniał mi głos tamtego mężczyzny. - Nie skończyłem z Wami. 

Dogonił Nas, uderzył Jasmine i padła na ziemię, chciałam się bronić, ale nie mogłam. Dostawałam coraz mocniejsze ciosy w twarz, i okolice brzucha. Poczułam jak ktoś łamie mi rękę.. Ten dźwięk łamanych 
kości, ten nie wyobrażalny ból, moja kostka była dziwnie skręcona, nie mogłam jej ruszyć. Byłam cała zakrwawiona, miałam pełno siniaków, na koniec znowu padł strzał. Tym razem mocniejszy, w okolice brzucha, bałam się że zaraz umrę. Moje urodziny nie miały tak wyglądać.. Miało być inaczej. Zamknęłam oczy i nie wiedziałam co się dzieję. 

- Pomóż. Proszę. - słyszałam zanikający głos Jasmine. 

- Jest cała posiniaczona, i pobita. Wezwę lekarza. - powiedział nie znajomy mi wcześniej głos. 

Otworzyłam oczy, białe światło drażniło moje źrenice, było bardzo mocne. Mrużyłam oczy aby cokolwiek zobaczyć. 

- Doktorze. Pacjentka się budzi. - powiedziała zapewne pielęgniarka.

- Julio. Słyszysz mnie? - zapytał mężczyzna. 

- Gdzie jestem? - próbowałam złapać oddech. 

- Spokojnie. Jesteś w szpitalu. - uspokoił mnie. - Gdzie Jasmine? - zapytałam. 

- Jest w sali obok. Czuje się lepiej. 

- Co ze mną? - zapytałam. 

- Zostałaś zgwałcona, pobita i postrzelona. - wytłumaczył mi. - Zostawimy Cię w szpitalu. 

- Dobrze. 

Lekarz wyszedł a ja zalałam się łzami. Dlaczego ja? Dlaczego mnie to spotkało, co takiego zrobiłam. W moje urodziny? Zalałam się łzami, oddychało mi się ciężej.. Czułam się zmęczona, zasnęłam. 

- Serce się zatrzymało! - krzyczała pielęgniarka. 

- Szybko. Reanimujemy! 

3 godziny później. 

- Kocham Cie. - szepnął brunet, dziewczyna lekko wzdrygał. - Słyszysz? - ścisnął jej dłoń. - Proszę. Odezwij się. Proszę. - z jego oczu, popłynęło kilka słonych łez. - Nie opuszczę Cię. Obiecuję. 

- Musi Pan wyjść. - powiedziała pielęgniarka. - Czas odwiedzin minął. - Proszę wyjść. 

- Nie.. Ja muszę zostać! - krzyknął. - Ona mnie potrzebuję. 

- Przyjdziemy jutro. - powiedział Blondyn. - Obiecuję. 

- Kocham Cię. - powiedział. 

Tydzień później. 

Moje urodziny zapowiadały się świetnie, dzień spędzony z chłopakiem marzeń. Zaręczyny. Wszystko wyglądało tak pięknie. Pogoda może popsuć największe plany, teraz czuję się świetnie. Nic mnie nie 
boli, nie martwię się niczym. Żałuję że zostawiłam wszystko na dole, że nie dokończyłam niektórych spraw. Wszystko mogło potoczyć się inaczej.. 

- Moja córeczka. - płakała Mama. 

- Nie wierzę. - kiwał głową Oliver. - To za wcześnie. - uronił jedną łzę. - Julia. Za wcześnie. 

- Moja mała Kruszynka.. - Ojciec otarł łzę. 

- To moja wina. - oskarżał się Logan. - To moja wina. 

- Zebraliśmy się tutaj aby pożegnać Julię Clark....
-Może ktoś powie coś o Julii? - zapytał Ksiądz.

- Ja.. - wstała Jasmine. - Przypomniałam Sobie przeddzień Twoich urodzin. - uśmiechnęła się. - Gdy dostałaś ode mnie ten naszyjnik, złożyłam Ci życzenia i nazwałaś mnie wariatką. - uroniła łzę. - Nie zapomnę tego dnia, mam nadzieję że ten naszyjnik będzie z Tobą cały czas, bo ja o Tobie nie zapomnę. - wróciła na miejsce.

- Może nie zawsze się dogadywaliśmy, ale będę strasznie tęsknił! Chciałem mieć brata, ale siostra też nie była zła, chociaż dzieliły Nas 3 lata, to i tak będziesz moją młodszą kochaną siostrzyczką! Kocham Cię! - powiedział Oliver i jego oczy zmieniły się w morze łez.

- Nie przygotowaliśmy żadnej przemowy. - zaczął Kendall. - Byłaś naszą Przyjaciółką, taka dobra duszyczka. Pamiętam jak zerwała ze mną dziewczyna, pocieszałaś mnie i dzięki Tobie stanąłem na nogi.

- Lubiłem z Tobą przebywać, zawsze byłaś roześmiana i radosna. Zawsze w trudnych chwilach dla Nas podnosiłaś Nas na duchu. - skończył Carlos.

- Co prawda nie byłaś moją siostrą, ale zawsze Cię za Nią uważałem. - powiedział James.

- Moje życie nie będzie już takie samo, nie spotkam tego pięknego uśmiechu, niebiańskich oczu i zabawnych gestów. - wymieniał Logan. - Mam dużo pamiątek związanych z Tobą, dopiero co się Tobie oświadczyłem, a teraz kupuję Ci kwiaty na grób. Twoje ulubione róże. Ty byłaś moją różą, rozkwitałaś z nowym dniem coraz piękniej. Twoje kolce czasami sprawiały ból, ale nigdy mocno nie raniły. Dzisiaj wiem że nigdy nie spotkam takiej dziewczyny jak Ty. Kocham Cię. - powiedział.

- Nasza mała Kruszynka. Zawsze byłaś roześmiana, w pełni korzystałaś z życia w każdej chwili mogliśmy na Ciebie liczyć. - zaczął Tata.

- Nie umiem wyrazić tego co teraz czuję, wiem że tam gdzie teraz jesteś będzie Ci lepiej. Kocham Cię! - Mama nie wytrzymała i zalała się łzami.

Trumna miała zostać zamknięta, lecz każdy chciał coś jeszcze dodać od Siebie jakieś zdjęcie, pamiątkę i inne drobiazgi. Logan stał nad otwartą trumną, spojrzał na bladą twarz. Pochylił się nad zimnym ciałem i złożył ostatni pocałunek.. Na ustach. Trumna powoli została spuszczana w dół, wszyscy opłakiwali to zimne i blade ciało. Nie mogłam nic zrobić, patrzyłam na Nich chciałam się obudzić ale nie mogłam. Moje życie się skończyło. Wiem że Logan znajdzie kogoś kto pokocha jego serce. To nie wasza wina. Spotkamy się nie długo, wtedy opowiem Wam co się naprawdę stało..

4 lata później.  

Logan jak co roku w rocznicę śmierci Julii chodził na cmentarz, tego dnia też tam poszedł. Rodzice Julii już tam byli.. 

- Dzień Dobry. - kiwnął głową. - Przyszedłem odwiedzić Julię. Przeszkadzam? 

- Nie. Zawsze będziesz dla Nas kimś ważnym. - powiedział Ojciec. 

- Logan. To już 4 lata, a Ty ciągle jesteś sam. Dlaczego nikogo nie znalazłeś? - Mama spojrzała na chłopaka. Przepraszam. Nie chciałam. 

- Nic się nie stało, po prostu nie pokocham nikogo tak jak Julii. - zapalił świeczkę. 

- Ona by chciała żebyś kogoś poznał. - poklepał go po ramieniu Ojciec. - Będziemy szli, zostawimy Cie samego. Do widzenia. - pożegnali się. 

Logan jeszcze chwilę został przy grobie ukochanej, wrócił do domu i napił się herbaty. Oglądał telewizje i zasnął. Obudził go jakiś szmer.. Przestraszył się i zapalił światło.

- Nie bój się. Nie chciałam Cię obudzić, Przepraszam. - powiedziała dziewczyna siedząca na blacie kuchennym. - Dobrze wyglądasz. - kiwnęła głową. - Nadal ćwiczysz? Rób to dalej. - uśmiechnęła się. 

- Julia? - zapytał nie śmiało. - Ale jak? - przestraszył się. 

- Nie mogę patrzeć jak się męczysz, znajdź kogoś. Chcę żebyś był szczęśliwy, masz moje Błogosławieństwo życzę Ci szczęścia! Logan. Jeżeli Ci na mnie zależy, znajdź kogoś. Nie bądź sam, obiecaj mi że znajdziesz kogoś. Będę mogła odejść szczęśliwa. Inaczej moja dusza, będzie cały czas się błąkała.. 

- Ale ja Cię Kocham! - krzyknął. - Nie mogę Cię zostawić. Kocham Cię! 

- Henderson! - krzyknęła głośniej, jej głos odbił się w jego uszach i po pomieszczeniu. - Proszę Cie. Cały czas Cię obserwuję, nie przejdę na drugą stronę jak nie znajdziesz miłości. Moja dusza nie zazna spokoju, cały czas będę tutaj na dole, nigdy nie zostanę Tam wpuszczona. Dopóki Twoje serce nie zabije ponownie dla kogoś innego. Moja dusza krzyczy i pragnie spokoju, to boli gdy za każdym razem gdy widzę Cię samego. Słyszysz to? - zapytała. - Skup się. 

- Co to jest? Co to za przeraźliwie jęki, jak ja to mogę słyszeć? - zdziwił się. 

- To moja dusza, błaga o litość. Chcę żebyś znalazł kogoś kto Cię pokocha, nie mogę odejść na drugą stronę. Od tych 4 lat, ciągle Cię obserwuję.. Jestem Twoim Aniołem Stróżem. Masz wielkie szczęście, gdyby nie ja już dawno byś nie żył. Moja pomoc się skończy gdy kogoś pokochasz.

- Nie umiem. - usiadł i zakrył twarz w dłoniach. 

- Twoja sąsiadka tylko czeka aż ją zaprosisz.. Camille Evans ta miła Blondynka. Ona czeka na Ciebie, zaproś ją na randkę. Podkochuję się w Tobie, ma podobne życie do Twojego, tylko że ją zostawił narzeczony dla innej w walentynki. A Ty? Tobie narzeczona umarła. Obiecaj mi to, obiecaj że się z Nią umówisz.. Moja dusza odpocznie. 


Logan umówił się z Camille, dziewczyna była zachwycona. Dusza Julii mogła spokojnie odejść na druga stronę. Zaręczyli się urodziła im się córka, dali jej na imię Julia. Była piękna. Logan i Camille w rocznicę śmierci Julii odwiedzają ją na cmentarzu. Są szczęśliwym małżeństwem. Chłopak nigdy nie zapomniał o Julii, czasami dziewczyna go odwiedza. Ale tylko żeby zobaczyć czy jest szczęśliwy.. 


Happy End? Zależy dla kogo, napisałam jednorazówkę wczoraj, myśląc że walentynki są w piątek. Dokończyłam ją, i dopisałam kilka zdań więcej. Sami ocenicie czy Wam się podobało. Mi osobiście podoba się koniec.. Ale ocena należy do Was.

3 komentarze:

  1. Po pierwsze, jak na Walentynki to mnie zabiło, ale nie uznawaj tego za zły komentarz ;) Było to bardzo romantyczne, ale ze smutne.
    Po drugie, zabiję Cię przy najbliższej okazji, bo poleciały mi łzy, a ja się tak dziś starałam z makijażem. Dawno mnie nic nie wzruszyło.
    Dla mnie to ma ulubiona jednorazówka Twojego autorstwa ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! Nie moge sie doczekac kolejenej !

    OdpowiedzUsuń
  3. To było prze-prze słodkie. W prawdzie walentynki uważam za przereklamowane, ale co tam... Nasze zwyczaje (anty)Walentynkowe odbiegają od tych standardowych. Ale to było taakie sweet! Te zaręczyny i w ogóle... Jej! Notka suuper!

    OdpowiedzUsuń