niedziela, 8 lutego 2015

Part 50.

Następnego Dnia.

Piżama party się udało. Przetarłam oczy i natychmiastowo się obudziłam. Byłam w szoku, jak zobaczyłam kto obok mnie śpi. Zauważyłam śpiącą Lenę. Przestraszyłam się, nie wiedziałam czy coś między nami było czy nie. Bałam się tego. Powoli wstałam i udałam się do łazienki.

Pół godziny później. 

- My się zbieramy. Musimy skontrolować chłopaków. - zaśmiała się Bella. - Impreza była świetna. Widzimy się na następnej! - pożegnała się z Leną. 

- No na pewno, gdzieś się jakąś zrobi. - puściła mi oczko. - To do zobaczenia! - pomachała Nam a my wracałyśmy do domu, przeszłyśmy się spacerkiem. Musiałam opowiedzieć wszystko Bell. - Możemy porozmawiać? - zapytałam.

- Mów. - spojrzała na mnie. 

- Chodź może przejdziemy się. I powoli Ci opowiem. 

Tymczasem w domu.

James zachowywał się dziwnie, co chwilę wyglądał z pokoju aby upewnić się że nikogo nie ma na korytarzu. Zerknął do pokoi chłopaków, gdy zauważył że jeszcze śpią wyszedł spokojnie ze swojego pokoju z Elizą. Odprowadził ją na dół i obdarzył pocałunkiem. 

- Dziękuję. - próbowała oderwać się od jego ust, ale ten nie przestawał jej całować. - Przestań. Może ktoś Nas zobaczyć. - zachichotała. 

- Dziewczyn nie ma, no a chłopaki jeszcze śpią. - powrócił do pocałunków. 

- No ok. Ale muszę już lecieć, nie chcę aby Dziadkowie się martwili. - pocałowała go ostatni raz i wyszła. 

- Uwielbiam Cię. - posłał jej jeden ze swoich uśmiechów. 

Po upojnej nocy, zabrał się za robienie śniadania. Po chwili na dół zaczęli się schodzić koledzy. 

- Maslow, Maslow. - naśmiewał się Logan. - Nie ładnie tak. Wiemy co robiłeś. 

- Co?! - James zbladł na twarzy. - Jak to wiecie? Skąd? 

- Słyszeliśmy. - naśmiewał się Kendall. 

- Jak? - James zaczął szybciej oddychać, czuł jak ciśnienie mu rośnie. 

- Nie ładnie to tak. - pogroził mu palcem Logan. - Powiemy Belli. 

- Nie, proszę Was. - chłopak czuł się ugotowany. 

- Ale to żaden wstyd. - poklepał go Logan. 

- Co?! - James bardzo się zdziwił. - Jak nie wstyd? 

- No każdy z Nas kiedyś, oglądał takie filmy. - Kendall spojrzał na Logana, i znowu na Jamesa. 

- Filmy? - zmrużył oczy. - Ach. Tak! No oglądałem jakiś film, zasnąłem i pewnie później coś leciało. - zaczerwienił się. 

Oczami Alice. 

Weszłyśmy do domu z Bellą, chłopaki siedzieli i naśmiewali się z Jamesa, który był cały czerwony. 

- Stało się coś? - zapytałam, a chłopaki nie mogli przestać się śmiać.

- Nie, nie. - odpowiedział Logan. - Cześć Skarbie. Jak tam Party? - zapytał. 

- Dobrze. - uśmiechnęłam się, spoglądając na Bellę która tylko się uśmiechała. 

- Co tam u Was? Jak minęła noc? - przytuliła Jamesa, lecz On stał nie ruchomo. 

- Zapytaj Jamesa. - wtrącił Kendall i wybuchł śmiechem, po czym pobiegł na górę. 

- Co mu się stało? - zapytałam.

- No James zasnął przy oglądaniu jakiegoś filmu, no a potem włączył mu się film dla dorosłych. 

- aa.. - kiwnęłyśmy głową z Bellą.

- Tęskniłeś? - dziewczyna zapytała Jamesa, na co ten kiwnął głową. - Pójdę się przebiorę. 

- Cześć. - na dół zszedł Carlos. - Co się stało Bell? 

- Nie wyspała się. - odpowiedział szybko James. 

- Jasne. - kiwnął głową, jakby coś wiedział i ukrywał. 

- Zaraz będzie herbata. Siadajcie. - James rozłożył talerze, a ja poszłam się przebrać. 

Zostawiłam chłopaków samych i poszłam do pokoju, usłyszałam jakieś szepty w pokoju Belli, przybliżyłam się nie co bliżej do drzwi lecz nie dane było mi cokolwiek usłyszeć. Cóż. Przebiorę się i zejdę na dół. 

- Przepraszam. - wyminął mnie zabiegany Maslow. 

- A temu co? - zakręciłam się. 

- Ktoś zadzwonił do drzwi i pobiegł na górę. - wytłumaczył mi Kendall. - Chciałem otworzyć drzwi, ale przechytrzył mnie i poszedł. 

- Kto to może być? - Logan próbował podejrzeć kim jest postać, która stoi za drzwiami. 

- Przestań. - skarciłam go. - To jego sprawy, a nie Twoje. Nie mieszaj się w to. 

- Ok. - wrócił do swojego talerza. - 

- Nie wierzę. Żartujesz prawda? - Bella zeszła na dół rozmawiając przez telefon. - haha.. To jest nie wiarygodne, ale gdzie? Kiedy? - śmiała się do słuchawki. - Oddzwonię później. Obgadam szczegóły z Przyjaciółmi i dam Ci znać. To na razie. 

- Coś Ty taka szczęśliwa? - zapytał Logan. 

- Dostałam telefon od Davida który zadzwonił do kolegi który z kolei ma wytwórnię płytową, no i zaproponowali mi kontrakt. - skakała z radości, nie zauważył tego James który szybko pobiegł w stronę
drzwi. - Mam dzisiaj iść zanieść swoje demo. No i jest jeszcze jedna wiadomość. Może nie taka dobra ale jest. 

- No to powiedz. - pospieszał ją Kendall, który za wszelką cenę chciał się dowiedzieć. 

- Więc David i Tom organizują obozy dla dzieci, w tym roku też taki wypada. Więc zaprosili mnie na Niego. Jest to obóz taneczno-wokalny. Na koniec dzieciaki pokazują czego się nauczyły, no wiecie taki mały koncert powiązany z tańcem i krótkometrażowymi filmami. Tom chciał abym zabrała chłopaków no i mam mu dać znać. 

- Do kiedy masz czas? - zainteresował się Carlos. 

- Do wieczora. - odpowiedziała. 


- Co do wieczora? - do kuchni wszedł James. 

- Dostałam zaproszenie na obóz dla dzieciaków, taneczno- wokalny. Macie okazję pojechać ze mną, ale to od Was zależy czy chcecie. 

- Ja chętnie! - ucieszył się Carlos a za Nim Logan i Kendall. - Będzie fajnie. 

- A Ty James? - zapytał się Kend. 

- Nie mogę.. - spuścił głowę. - Źle się czuję od rana, chyba będę chory. - zakaszlał. 

- To ja zostanę, odmówię. - zaproponowała mu Bella. - Zadzwonię i powiem że nie pojadę. 

- Nie, nie trzeba. - zakasłał. - Jedźcie dam Sobie radę. Zostanę w domu wychoruje się. Jak się Mama dowie że jestem chory to przyjedzie, albo mi wyślę kogoś. - tłumaczył się. - Nie chcę Wam psuć wyjazdu
jedźcie sami. - uśmiechnął się. 

- No ale.. - Bella zwątpiła. 

- Skarbie. Nie chcę żebyś Sobie popsuła wyjazd, jedźcie sami. Dam Sobie radę. 

Chłopaki pomogli Nam sprzątać. Zabrałam Logana na zakupy, razem z Nami poszedł Carlos który chciał wzbogacić swoją garderobę o kilka potrzebnych rzeczy na obóz. Bella została sama z chłopakami.. 

Oczami Belli.

Gdy Alice poszła na zakupy nie miałam z kim jechać do studia. 

- James. - przybliżyłam się do chłopaka. - Źle byś się czuł, jakbym pojechała z Kendallem zawieźć demo, no i poznać tego kolegę Davida? 

- Chętnie bym z Tobą pojechał, ale chyba mam gorączkę. - przyłożyłam mu dłoń do czoła. - I jak? 

- Jesteś rozpalony. Idź się połóż. Zaraz Ci zrobię herbatę i się prześpisz. 

- Jasne. - chłopak owinął się w koc i poszedł na górę. 

- Kendall możesz ze mną pojechać? Zostałeś mi tylko Ty. - patrzyłam błagalnie na Blondyna. 

- 10 minut i jestem gotowy. - kiwnął głową. 

- Ok. - zrobiłam Jamesowi herbatę i zaniosłam mu do pokoju. - Jak się czujesz? - zapytałam. 

- Zimno mi, głowa mnie boli. - wyglądał marnie.

- Będę wracała do domu, to zajadę do apteki coś Ci kupię. - pocałowałam go w czoło. - Spróbuj zasnąć. 

- Dobrze. - odpowiedział. - Bella. Możesz mi kupić jakieś owoce, sok i czekoladę. 

- W ciąży jesteś? - zdziwiłam się. 

- Nie. Ale Mamusia zawsze mi takie rzeczy kupowała. - uśmiechnął się i schował pod kocem. 

- Jasne. - kiwnęłam głową i wyszłam. - Dziwne masz te zachcianki.. - mruknęłam pod nosem. 

- Gotowa? - z pokoju wyszedł Kendall. 

- Jasne, możemy jechać. 

Całkiem miły facet z tego kumpla Davida, załatwiliśmy sprawy dość szybko. Od razu uprzedziłam go, o moim wyjeździe na obóz. Zgodził się dał mi kilka dni wolnego. Musiałam uporządkować swoje sprawy
no i powiadomić chłopaków o zgodzie na wyjazd. 

- Musimy jeszcze skoczyć po małe zakupy dla Jamesa. 

- Jasne. - odpowiedział obojętnie. - Możemy porozmawiać? - zapytał gdy wychodziliśmy z budynku. 

Kiwnęłam głową na znak że się zgadzam, nie miałam pojęcia co ma mi do powiedzenia. Kendall wszystko mi wyjaśnił, nie wiedziałam co mam mu powiedzieć. Zależy mi na Nim, ale nie mogę go pokochać. Mam Jamesa, którego kocham. 

- I jeszcze raz chciałem Cię przeprosić za ten pocałunek. - spojrzał na mnie. 

- Nie masz za co przepraszać. - położyłam swoją dłoń na jego. - Ja też się do tego przyczyniłam. - uśmiechnęłam się, miałam ochotę znów go pocałować, ale przeszkodził Nam telefon. - Logan dzwoni, wezmę na głośnik i dowiem się co chce. 

- Cześć. Przeszkadzam? - zapytał. 

- Nie, właśnie wyszłam z Kendallem.. 

- Super. Świetnie. - powiedział szybko. Chciałem abyś Nas zabrała z centrum, bo pojechaliśmy autobusem no i mamy trochę zakupów, więcej nikt mnie na zakupy nie namówi! - krzyknął do telefonu. 

- Ok. Zaraz tam będziemy. Cześć. - załamałam się. - Zapinaj pasy jedziemy. 

- No ok. 

Próbowałam odpalić auto, ale nie chciało reagować. 

- Kendall. - spojrzał błagalnie na chłopaka. - Co się stało?

- Powiedz że masz benzynę? Bo nie pojedziemy nigdzie. - uśmiechnął się. 

- Coś tam mam, wystarczy aby dojechać i zatankować. Więc musimy zrobić koło.. - spojrzał na zegarek i rozejrzał się po okolicy. - Damy radę. 

Udało się, i jakoś dojechaliśmy pod stację benzynową. Logan co chwilę wydzwaniał, ale nie miałam czasu aby odebrać. 

Tymczasem w domu.

- Tak. Właśnie pojechali, chodź szybko. - James szybko opuścił łóżko i czekał na Elizę. Poprawił włosy, i pościelił łóżko. Po chwili usłyszał dzwonek do drzwi, szybko zbiegł na dół. 

- Jesteś sam? - Blondynka lekko się zmartwiła. 

- Tak. Alice jest z Loganem i Carlosem na zakupach, no a Kendall pojechał z Bellą na jakieś durne przesłuchanie. Więc mamy trochę czasu dla Siebie. - zaczął ją obdarowywać pocałunkami. 

- James. Ale skąd wiesz, że zaraz nie wrócą? - próbowała złapać oddech. 

- Skarbie. Wiem i koniec, ale najlepsze jest to że jadą na jakiś durny obóz, i nie będzie ich kilka dni. Więc mamy dla Siebie cały dom. - ucieszył się. 

- Świetnie. - zaczęła obsypywać go pocałunkami. - To kiedy jadą? Już się nie mogę doczekać! - ucieczyła się. 

- Nie wiem, ale dam Ci znać. - zakasłał. - Przepraszam. 

- Jesteś chory? - zmartwiła się. 

- Chwilowe przeziębienie, ale jak się mną zajmiesz to od razu wyzdrowieję. - uśmiechnął się łobuzersko. - Nie marnujmy czasu, chodź szybko. 

- Kocham Cię. - szepnęła mu do ucha. 

- Ja Ciebie też. - przytulił ją do Siebie. 

- Kiedy zerwiesz z Bellą? 

- Już nie długo. Nie martw się, powiem jej to delikatnie. - całował ją dalej. 

Oczami Logana. 

- No gdzie Ona jest? - denerwowało mnie to już powoli. 

- Zaraz przyjedzie, na pewno. Nie denerwuj się. - pocieszał mnie Los. 

- Jadą. - Alice zauważyła samochód. 

- Co tak długo?! - naskoczyłem na Bellę i Kendalla. - Jakbym umierał, to byście nie przyjechali. 

- Musiałem zatankować. Już, spokojnie Loggie. Oddychaj. - zażartował Kendall. 

- Dobra, dobra. Możemy wracać do domu? - zapytała Alice. 

- Musimy skoczyć do marketu, bo coś tam James chciał. Ale jeszcze zadzwonię. - Bella poszła zadzwonić do Maslowa. 

- A wiecie co my mamy robić na tym obozie? - zapytał Carlos. - Bo nie jestem pewny, co mam wziąć. Podręcznik harcerza? A może nauczyć się jakiegoś specjalnego przywitania? 

- Jasne.. - zacząłem się z Niego nabijać. - Musisz mieć gaz przeciwko niedzwiedziom, namiot własny no i śpiwór. A jeść będziemy tylko chleb i to co znajdziemy w lesie albo złowimy. Więc weź też wędkę
bo będziemy łowić ryby. 

- Serio? - wyczuwałem w jego głosie przerażenie. 

- No tak. Ale musisz sam nazbierać robaków, żeby nałożyć je na haczyki. 

- Logan. - Alice spojrzała na mnie. 

- Co? - uśmiechnąłem się. 

- Carlos. Logan Cię wkręca, no a Ty mu wierzysz. - zaśmiał się Schmidt. 

- Możemy jechać? - wróciła Bell. 

- Jasne. - kiwnął głową Kendall. 

Wracaliśmy do domu, skoczyliśmy jeszcze do marketu. Gdy byliśmy bliżej domu, Carlos coraz dziwniej się zachowywał.. Był jakiś podejrzliwie zamyślony. 

- Coś się stało? - zapytałem chłopaka wchodząc do domu. 

- Nie, nie. Wszystko jest ok. - odparł. 

- Kochanie. Wróciliśmy. - Bella oznajmiła Jamesowi że jest już w domu, ten po chwili zszedł na dół owinięty w sazlik i ciepły szlafrok. 

- W końcu. - odparł, wyraźnie było widać że jest chory i nie symuluję. - Kupiłaś chusteczki? 

- Proszę. Masz tutaj wszystko co Ci bylo potrzebnę. - wyłożyła wszystkie rzeczy, w międzyczasie odbierając telefon, spoglądała na Jamesa i miała mieszany wyraz twarzy. - Wyjeżdzamy pojutrze rano tak
w okolicach 8 żeby tam dojechać na 12. Więc bądźcie gotowi, ja jeszcze muszę zrobić kilka rzeczy, żeby James nie musiał sam gotować. 

- A co mamy wziąć? Gdzie będziemy mieszkać? Co będziemy jeść? - zastnawiał się Carlos. 

- Ubrania weź. Mamy domki, no a o jedzenie się nie martw. Bo będzie tam kucharka. Damy radę. - uśmiechnęła się. 

- Uf.. - odetchnął z ulgą. 

Wyjazd. 

Dziewczyny wstały wcześniej, chciały zrobić kanapki na drogę. Bella była zmieszana, czuła że powinna zostać w domu z chłopakiem. Chciała się wycofać, ale obiecała Jamesowi że będzie się dobrze bawić. Bella i Alice krzątały się po kuchni, gdy pakowały kanapki usłyszały dzwonek do drzwi. 

- Kto to może być? - Alice spojrzała na zegarek. - Otworzę. 

- Cześć. - w drzwiach pojawiła się Lena z małą walizką. - Mogę wejść? - zapytała. 

- Proszę. - Alice zszedł uśmiech z twarzy. 

- Cześć Bella. - dziewczyna przytuliła przyjaciółkę. - Pomóc Wam w czymś? - zapytała. 

- Co Ty tutaj robisz?? - była bardzo zdziwiona. 

- Kendall zaproponował mi że mogę jechać z Wami, to jakiś fajny obóz więc dlaczego by nie skorzystać? - uśmiechnęła się i postawiła walizkę. 

- Przepraszam na chwilę. - Bella pobiegła na górę, do pokoju Schmidta. - Oszalałeś? - weszła bez pukania, gdy Kendall zapinał suwak w spodniach. 

- Co ja zrobiłem? - przestraszył się. 

- Lena stoi na dole z walizką, i poinformowała Nas że jedzie z Nami! - zdenerwowała się. - Dlaczego nic nie powiedziałeś?? - czuła jak się gotuje w środku. 

- Już jest. - uśmiechnął się niewinnie. 

- Kendall. - wrzasnęła, ale spróbowała zrobić to cicho. - Dlaczego nic nie mówiłeś? 

- Chciałem Wam powiedzieć, ale zapomniałem. - podrapał się po głowie. 

- Przesadziłeś.. - pogrozila mu palcem. - Chciałam spędzić te wakacje z Przyjaciółmi. Bez Twojej dziewczyny. - głos jej złagodniał. - Nie chciałam żeby był z Nami ktoś trzeci. - Szkoda gadać.. - opuściła pokój. 

- Naprawdę mogę wrócić do domu, jeżeli nie pasuje Wam moje towarzysto. - Lena trochę posmutniała.

- Mhm.. - wydukała Alice. - No nie wiem. - przekręciła oczami. 

- Nie, nie musisz jechać. - wróciła na dół Bella. - Pojedź z Nami. Co umiesz robić? - zainteresowała się. 

- Ale w jakim sensie? - nie zrozumiała pytania. 

- Belli chodziło o jakieś zdolności plastyczne, muzyczne lub inne. - wytłumaczyła jej Alice. 

- aa.. - machnęła ręką i się zaśmiała. - Potrafię robić origami nauczyłam się. 

- Przyda się ktoś z nowymi pomysłami. - pocieszyła się Bell. - Coś jeszcze? - zapytała. 

- Niech pomyślę. Śpiewanie nie jest moją mocną stroną, taniec różnie. No nie pamiętam, może coś wyjdzie. - uśmiechnęła się i wzruszyła ramionami. 

- Cześć Lena. - z góry zeszli spakowani i gotowi do wyjazdu Logan i Carlos. - Jedziesz z Nami? - zapytał Loggie. 

- Tak. - kiwnęła głową. 

- Możesz pójść po Kendalla? Nie długo trzeba będzie jechać, a ja muszę zajść do Jamesa. - poprosiła ją Bella. 

- Ok. 

Dziewczyny poszły na górę. Bella zajrzała po pokoju. 

- Chodź. Nie śpię. - powiedział Szatyn, uśmiechając sie. 

- Przepraszam jeżeli Cię obudziłam. Ale chciałam tylko skraść Ci buziaka. - podeszła do łóżka. - Jak się czujesz? Może Ci czegoś potrzeba? - dziewczyna wypytywała o wszystko. 

- Nie, nie. Mam wszystko czego potrzebuję, no ale? - zastanowił się. - Może coś bym chciał. - poruszył brwiami i uśmiechał się łobuzersko. 

- Co Ci potrzeba? - wsłuchała się. 

- Ciebie. - posłał jej ciepły uśmiech. 

- Głupek. - cmoknęła go w nos. - Muszę lecieć, bo zaraz jedziemy. W lodówce masz rosół i zrobiłam Ci trochę jedzenia. Nie umrzesz z głodu. - uśmiechnęła się. - Muszę iść, bo słyszę że po Nas przyjechali. 

- Dobrze. - przytulił ją i pocałował. 

- Bella!! - krzyczał Carlos. 

Blondynka zbiegła na dół, zabrała swoje rzeczy i pobiegli do autobusu w którym mają jechać. Carlos cieszył się jak dziecko. Przyjaciele śmiali się i rozmawiali, słuchali piosenek BTR-u . Bella była trochę zła na Kendalla, ale ukrywała to. Chciała już dojechać na miejsce i dowiedzieć się co będą mieli robić. Tymczasem w domu James trochę posprzątał. Miał wyrzuty sumienia że zaprosił do Siebie Elizę..Nie chciał stracić jednej i drugiej dziewczyny, ale poczuł że między Nim a Bellą od czasu tego wypadku jego uczucie wygasło.. Nie chciał jej zranić, więc ukrywał to wszystko w tajemnicy przed Nią. 


Wena mnie opuściła. Muszę przewietrzyć rozum, chyba za dużo myślę. Moja głowa a szczególnie mózg nie wytrzymują natłoku myśli. A zeszyt z pomysłami wcale tego nie ułatwia :). Ech. Przydałoby się chociaż kilka dni odmóżdżenia.. Miłego czytania !

6 komentarzy:

  1. Powinna czegoś zapomnieć i wrócić i ich nakryc. Czekam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. James ma takie nieszczęscie. Przez przypadek "przyłapany" na filamch dla dorosłych. Potem gorączka. Ale nie współczuje mu. Jak to chce zerwać z Bellą? Niech ta menda zniknie. James i Bella mają być razem! Super rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. To już 50-ty. Jeszcze druga połowa przed Tb do seteczki :D

      Usuń
  3. "Przestraszyłam się, nie wiedziałam czy coś między nami było czy nie." i taki homoseksualny klimat na samym początku. Chłopaki są głupi. I to przynajmniej. Jak można pomylić film erotyczny z realnym bara-bara. Najlepszym elementem dzisiejszej części był brak benzyny w samochodzie. Głupie, nie? James w coś gra. Wydaje mi się, że ta gorączka jest skutkiem ubocznym. Sumienia. Notka świetna! Czekam na nn! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie mogą zerwać ;c
    Czekam nn

    OdpowiedzUsuń