niedziela, 22 lutego 2015

Part 52 .

Narrator. 

Kendall i Lena spędzili romantyczny wieczór we dwoje. Kendall bardzo się cieszył że trafił na dziewczynę która bardzo mu się podoba, i przy której może się czuć swobodnie. Chłopak już myślał o przyszłości, ale Lena nie sięgała planami tak daleko.

- O czym tak myślisz? - zapytała, spoglądając na chłopaka.

- O Nas. - westchnął. - Myślę o tym co będzie później, i jak się ułoży nasz związek, gdzie będziemy mieszkać, kiedy poznamy swoich Rodziców. - wymieniał na palcach.

- Kochanie. - podniosła głowę. - Nie przesadzasz? - zdziwiła się. - Marzenia, marzeniami ale wiesz, życie może potoczyć się całkowicie inaczej.

- Inaczej? Co masz na myśli? - zdziwił się.

- Nie mam czasu na rodzinne życie, bo często wyjeżdżam na różne pokazy. Ty też jeździsz w trasy, więc czasy mamy nie wiele. A ja też nie wiem, czy odpowiada mi związek z mężczyzną czy kobietą. - powiedziała.

- Jak to nie wiesz? - czuł się zmieszany. - Przecież wiesz co do mnie czujesz. Kocham Cię, więc w czym problem?

- We wszystkim. - podniosła się i wyszła do łazienki.

Dom - Narrator.

- Możesz wyjąć sok z lodówki? - zapytał Logan, stojącego obok Carlosa. 

- Proszę. - podał sok Przyjacielowi. - Muszę iść. - spojrzał na zegarek.

- Ale dopiero co chciałeś sok, a teraz wychodzisz? Zdecyduj się.

- Muszę skoczyć do studia, odebrać wypłatę. A jutro nie mogę, bo Rodzice mają przyjechać.

- Twoi Rodzice przyjeżdżają? - zdziwiła się Alice. - Ale to ostatnie dni wakacji, i chciałam żebyśmy spędzili je razem. Później wy będziecie koncertować, pracować w studio no a a my z Bellą też pracujemy. I wtedy nie znajdziemy dla Siebie czasu. - dodała z grymasem.

- Wszystko się ułoży. - pocałował ją w czubek nosa i wyszedł z domu.

- Cześć. - w kuchni zawitał James. - Jak się spało? Bo mi świetnie. - przytulił Bellę. - Zabieram Cię dzisiaj na kolację. Tylko my we dwoje, nikt więcej. Ja, Ty i spacer po plaży w świetle księżyca. Albo nie.. Gorąca kąpiel tylko we dwoje, lub? - rozmyślał. - Nie ważne co będzie ważne abym był z Tobą! Coś wymyśle, więc się szykuj. - musnął jej szyję i wyszedł na dwór.

- Co to miało być? - zdziwiła się Blondynka. - Przecież od kilku dni, był jakiś nie obecny. Nie zwracał na mnie uwagi, a teraz? Nie rozumiem go. - zmartwiła się.

- Ma wahania nastrojów, ostatnio miał uderzenia gorąca.. Zmienia się! Staje się kobietą! Dopadła go menopauza! - śmiał się Carlos. - Siostra.. Gorszego Faceta to nie mogłaś znaleźć.

- Dziękuję. - uśmiechnęła się. - Jeżeli Rodzice Logana mają przyjechać, to trzeba coś ugotować. - Blondynka zajrzała do lodówki.

- Poczekaj, poczekaj. Dostałam SMS-a od Logana. Że Rodzice przyjeżdżają i chcę abyśmy zostali w domu sami. Przepraszam Was ale musicie się gdzieś ulotnić. - miała skwaszoną minę.

- Dobra. Ja skoczę do kumpla, obiecałem mu że wpadnę jakoś. - uśmiechnął się Carlos.

- Kendall pewnie zostanie u Leny. No a Ty Bella?

- Wróciłem! - krzyknął uradowany James. - Szykuj się Mała, jutro jedziemy do hotelu i to będzie najwspanialsza noc w Twoim życiu!

- Ok. - Bella nie była przekonana, ale postanowiła że się skusi i pojedzie.

Lena zaproponowała Kendallowi aby został jeszcze u Niej, na noc. Chciała się Nim nacieszyć. Logan kręcił się po mieście i nie mógł znaleźć tego czego szuka. W końcu wrócił do domu, był zmęczony ciągłymi poszukiwaniami, ale nie poddawał się. Wrócił do domu i nie miał ochoty na nic, no może tylko na gorącą kąpiel i łóżko. Cały dzień spędził na poszukiwaniach.

Oczami Logana. 

Obudziłem się rano, Alice nie było w łóżku. Zdziwiłem się gdyż było bardzo wcześnie, zegarek wskazywał 8 a Ona była już zapewne na nogach. Poszedłem na dół, szatynka krzątała się po kuchni, co chwilę zaglądając do innego garnka. Zapewne coś dobrego szykowała. 

- Co tam robisz? - zapytałem. 

- Ugotuję moje popisowe dania. - pochwaliła się. - Zrobię risotto z owocami morza no i jakiś deser. Ale nie wiem co, bo nie znam gustu Twoich Rodziców. No a nie chcę się spalić ze wstydu.. - przeglądała przepisy w książce kucharskiej. - Pomóż. 

- Zrób szarlotkę, mój Tata ją uwielbia. - uśmiechnąłem się. 

- To jest bardzo łatwe, a chcę coś takiego naprawdę wykwintnego zrobić. - kartki w książce o mały włos nie wyleciały. - Wiem! - krzyknęła. - Muszę lecieć szybko na zakupy, bo zabrakło mi kilku rzeczy. - zabrała torebkę i wybiegła.

- Po co się tak śpieszyć? - głośno się zastanawiałem. - Kolacja dopiero o 17 a Ona biega, jak kurczak bez głowy.

- O czym tak rozmyślasz? - do kuchni wszedł Carlos.

- Mamy dzisiaj kolację z moimi Rodzicami, no a Alice jest zabiegana.

- Chcę dobrze wypaść na kolacji, nie znasz jej? Każda dziewczyna taka jest? - zaśmiał się Los.

- Jaka jest? - w kuchni pojawiła się Bella.

- No a jakby Rodzice Jamesa mieli się pojawić na kolacji, też byś biegała od rana, żeby ich dobrze ugościć?

- Przygotowałabym coś wcześniej, no a potem powoli bym się organizowała. Chociaż nie wiem kiedy poznam jego Rodziców, ale bym bardzo chciała. - uśmiechnęła się. - A tak właściwie to gdzie jest James? Widzieliście go? - zapytała.

- No a w pokoju go nie ma?

- No nie, wstałam to go nie było.

- Może wyszedł. - powiedział Carlos. - Przygotowuję pewnie wasz romantyczny wieczór.

- Już się boję.. - westchnęła i usiadła przy blacie.

- Co jest? - zainteresował się Los.

- Przed wyjazdem, był jakiś dziwny. No a teraz kolację? Coś mi nie pasuję. - posmutniała.

- Stęsknił się. Nie wiesz jak to jest? Tyle czasu bez dziewczyny, każdy na jego miejscu by się cieszył. - szturchnąłem Losa w ramię.

- To niech się cieszy, ale ja nie mam ochoty na nic. - wyskoczył jej grymas na twarzy. - Źle się czuję, wszystko mnie boli.

- Nie masz gorączki. - Carlos sprawdził jej czoło.

- To nie gorączka, w ciąży też nie jestem. - uprzedziła. - Po prostu okres mi się zaczął, ale postaram się doprowadzić do porządku do wieczora. - uśmiechnęła się.

- No jasne. James byłby zawiedziony. - uprzedził ją Logan.

- Dobra. Wezmę tabletkę i mi przejdzie. - sięgnęła po tabletki i poszła na górę.

- Wróciłam! - do domu wbiegła Alice. - Mogę zacząć robić deser, ale mam tremę że coś nie wyjdzie. Trochę się boję, ale mam nadzieję że ogarnę wszystko. - krzątała się po kuchni.

- Wychodzę! - oznajmiłem. - Wrócę nie długo.

- Nie zostawiaj mnie samej. - oburzyła się Alice.

- Wrócę za godzinę albo dwie. - posłałem jej buziaka.

Wyszedłem z domu, udałem się w kilka miejsc. Chciałem znaleźć coś odpowiedniego, i pasującego do Alice. Chciałem pojechać gdzieś dalej, ale wiedziałem że Alice nie da mi żyć jak wyjadę poza teren LA. Musiałem szukać tutaj, przypomniałem Sobie że kiedyś Ojciec był tutaj i znalazł świetny prezent u jednego Jubilera. Musiałem tylko przypomnieć Sobie adres, po krótkich próbach doszedłem do wniosku że kilkakrotnie mijałem to ulicę. Wróciłem się tam ponownie. Po wielkim trudzie znalazłem to czego szukałem, byłem najszczęśliwszy pod słońcem. Chociaż tremę miałem jak przed pierwszym występem.

Kilka godzin później. 

- Zaraz będą tutaj Twoi Rodzice. - uprzedziła mnie Alice, kończąc sałatkę. 

- No i? - odpowiedziałem bez żadnych emocji. 

- Logan! - zezłościła się. - Przebierz się, bo wyglądasz źle. Masz na górze ubrania, więc tyłek do góry i się przebieraj. 

- Dobrze. Już idę. - poszedłem na górę. 

No nie wierzę, jeszcze nie jest moją Żoną a już się rządzi. Co za kobieta! Wskoczyłem w ciuchy które leżały na łóżku, poprawiłem fryzurę i schowałem pierścionek do kieszeni w marynarce. Wróciłem na dół, Rodzice właśnie weszli do domu. Alice bardzo miło ich przywitała. 

- Logan Kochanie! - przywitała mnie Mama. - Wydoroślałeś. - pochwaliła mój strój. 

- Synu. - Ojciec też się ucieszył. - Proszę. To do kolacji. - podał mi wino.

- Proszę. Niech Państwo usiądą. - Alice poprosiła wszystkich do salonu. 

Gdy wszyscy zajęli swoje miejsca, w domu rozległ się dźwięk dzwonka. Bardzo mnie to zaskoczyło. 

- Spodziewałeś się kogoś? - zapytała Alice. 

- Nie, właśnie nie. - poszedłem otworzyć. 

Nie mogłem uwierzyć własnym oczom, w drzwiach stali Rodzice Alice. Oczywiście wpuściłem ich do środka, nasi Rodzice mieli się poznać. Ale nie wiedziałem że to nadejdzie tak szybko. 

- Dobry wieczór. - przywitali się. - Chyba wpadliśmy nie w porę. - zauważył Tata Alice. 

- Nie skądże. - odpowiedziała Alice. - Chciałam Was zaprosić, ale dzisiaj był wieczór Rodziców Logana, ale cieszę się że jesteście. 

- Naprawdę nie chcemy Wam przeszkadzać. - powiedziała Mama Alice. 

- Niech Państwo usiądą w końcu i tak byśmy się poznali. Cieszymy się że to będzie już dzisiaj. - powiedziała Moja Mama, co bardzo mnie zdziwiło. 

2 godziny później. 

- To było naprawdę niesamowite! - śmiała się Alice. 

- No własnie. Ale nie pamiętam jak On się nazywał. - zastanawiała się moja Mama. 

- Chyba grał na perkusji, jak dobrze pamiętam. - wtrącił Tata. - Ale po tym to już chyba opuścił zespół. 

- Przepraszam że przerywam, ale chciałem coś powiedzieć. - wziąłem głęboki oddech. - Więc.. - chciałem zacząć. 

- Dobry wieczór. - do domu weszła Bella. - Przepraszam że przeszkadzam, wiem miało mnie nic być, ale plany wyszły inaczej. - miała smutną minę. - Pójdę do Siebie na górę, nie będę przeszkadzała. Dobranoc. Jeszcze raz przepraszam. -

- Chodź do Nas. - zaprosiła ją Alice. 

- Nie, pójdę na górę. - wspomniała. 

- No zostań. Nie daj się prosić. - powiedziała moja Mama. 

- Chodź. Będzie Nam miło, na pewno Ci się spodoba.. - uśmiechnąłem się łobuzersko i poszedłem do Belli. - No chodź. - spróbowałem ją zaprosić. - Nie będziesz żałowała, tego nie można przegapić. - szepnąłem ciszej. - Proszę chodź. - uśmiechnąłem się. 

- Dziękuję za zaproszenie, ale pójdę na górę nie czuję się dobrze. Kobiece sprawy. - uśmiechnęła się i poszła na górę. 

- Dobranoc. - powiedziała i poszła na górę. 

- Mam nadzieję że to wszyscy, teraz moja kolej. Mamo, Tato. Państwo Brown. - stresowałem się jak przed pierwszym koncertem. - Alice. - wyciągnąłem małe pudełeczko i uklęknąłem przed dziewczyną. - Alice Brown. Kocham Cię najmocniej na świecie, nie wyobrażam Sobie bez Ciebie życia! Każda moja myśl przed snem to Ty, gdy Cię nie widzę czuję że coś tracę. Czuję wewnętrzną pustkę, każdego poranka jak Cię widzę to moje życie nabiera tempa. Cieszę się każdą chwilą spędzoną z Tobą, jesteś moim słońcem w pochmurny dzień, tęczą na niebie i kropelką rosy. Moim skowronkiem który budzi mnie każdego poranka. Cieszę się że są Twoi i Moi Rodzice. Więc mam świadków gdybyś odmówiła. - zaśmiałem się nerwowo. - Więc. Alice Brown czy zgodzisz się wyjść za mnie? 

- Logan. - w jej oczach pojawiły się małe iskierki, a potem po jej policzku spłynęła pojedyncza łza. - Zgadzam się. - pocałowała mnie. 

Wsunąłem pierścionek na jej palec, pasował idealnie. Cieszyłem się jak małe dziecko. 

- Jesteśmy tacy zadowoleni! - Rodzice dziewczyny skakali ze szczęścia. 

- Logan. Jesteś taki dzielny! - Mama bardzo mnie rozbawiła. 

- No to możemy przejść Sobie na Ty. - zaproponował Tata. 

Reszta wieczoru przebiegła w bardzo miłej atmosferze, nie wiedziałem że zwykłe oświadczyny tyle wniosą w nasze życie. Byłem bardzo zadowolony.. A Rodzice? Rodzice byli pod ogromnym wrażeniem. 


# . Wena mnie opuściła, nie wiem co mam pisać, ale coś się wymyśli. Jak myślicie czego Bella wróciła tak szybko z randki? Czy nowy świeży związek Kendall, ma szanse przetrwać, a może szybko się rozpadnie ze względu na orientację Leny? . 
Miłego weekendu ! 

3 komentarze:

  1. Hmm Bella dowiedziała sie, że James ją zdradza, Kendall nie będzie z Lena tylko z Bellą, ale potem sie pokłócą , a James zmadrzeje, i w końcu sie chajtną ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie wiem co z tą Leną. Sama chyba nie umie określić czego ona tak naprawdę chce. Kocha go czy nie w końcu? A James pewnie ją rzucił. Tak myślę. Gratulacje dla Logana za odwagę. Zrobiłeś to :) Alice to szczęściara. Super rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Logan, gratulacje... Nie przewidywałam, ze to powiem, ale... jesteś mężczyzną. Jeśli kiedyś twierdziłam, ze jest inaczej... odwołuję. A Jamesa chcę trzepnąć przez łeb poduszką z żelazkiem w środku. Żałuj, synu! Notka świetna! czekam na nn! Pozdrawiam i sorry, ze tak długo.

    OdpowiedzUsuń