niedziela, 29 marca 2015

Part 57 .

- Kocham Cię.- powtórzyła.

- Nie..! - obudziłem się z krzykiem.

- Co Ci się stało? - zapytała siedząca obok Bella.

- Nie, nic. Miałem zły sen, zły sen. Też Cię kocham. - zaciekawiłem się co robi i spojrzałem jej przez ramię.

- Miło że to mówisz. - uśmiechnęła się. - Oglądam właśnie jakieś stare filmiki, miałam coś na laptopie i przeglądam.

- Idę spać, jakoś nie mam ochoty na żadne oglądanie.. - odwróciłem się na drugą stronę i zasnąłem.

Narrator. 

Dzisiejszego dnia, w domu miała się zjawić Eliza. Bella była bardzo zadowolona tym faktem, ponieważ już długo nie widziała Przyjaciółki i bardzo się za Nią stęskniła. Chciała jak najszybciej już ją zobaczyć, miała jej tyle do powiedzenia. Przygotowywała mały poczęstunek, chciała jakoś ją ugościć. Do kuchni weszła Alice. 

- Może Ci pomogę? - zaproponowała. 

- Dziękuję. Na chłopaków nie mogę liczyć, a chciałam zrobić jakiś mały poczęstunek. 

- Może zróbmy imprezę, w naszym gronie. Ale znając życie, jeszcze zaprosimy większą liczbę osób. No i będzie to naprawdę wielka impreza! - ucieszyła się.

- No jasne. Im więcej ludzi tym lepiej. - ucieszyły się. 

Gdy chłopaki usłyszeli tylko słowo Impreza, od razu pojawili się na dole. Pomogli dziewczynom w przygotowaniach, przyszedł nawet James który nigdy nie bardzo chciał pomagać. Dziewczyny postanowiły
że jeszcze mają czas aby wybrać odpowiednie ciuchy. James nie mógł się na niczym skupić, musiał się przygotować na spotkanie z Elizą, zadzwonił do Niej aby opracować jakiś plan. Bardzo sprawnie im 
to poszło. Zaniepokojona Blondynka siedziała jak na szpilkach, wyczekując tylko jakiegoś SMS-a albo chociaż sygnału że jej przyjaciółka już dotarła. 

- Nie denerwuj się, może lot się opóźnił. - pocieszał ją Carlos. - Na pewno przyjedzie. - spojrzał na Jamesa. 

- Kochanie. Wszystko będzie dobrze. - przytulił ją James, był pewny Siebie, lecz jak tylko usłyszał dźwięk dzwonka. Zbladł. 

- Otworzę! - Blondynka wyrwała mu się z uścisku i pobiegła do drzwi.. - aa! Elizka! - krzyknęła uradowana. - Wejdź. 

- Dziękuję. - odpowiedziała. 

- Gdzie masz walizki? - zapytała. 

- Przyjechałam dzisiaj rano, zostawiłam je u Dziadków, mieszkają nie daleko. I przyjechałam. 

- Dlaczego nic nie mówiłaś? - oburzyła się. - Mogłam po Ciebie pojechać, a ja się tak martwiłam. Nie mogłam spać w nocy, bo myślałam kiedy tylko wylądujesz. 

- No tak. Mogłam dać Ci znać, ale nie wiedziałam. - przytulia Przyjaciółkę. - No dobra, to może mnie przedstawisz? 

- Głupia. - palnęła się w czoło. - Carlosa już znasz, no i Jamesa. - wskazała na chłopaków. - To jest Kendall i jego dziewczyna Lena, a tutaj mamy następną słodką parę. Logana i Alice. 

- Bardzo miło mi Was poznać. - uśmiechnęła się ciepło. - Jamesa chyba pamiętam, jak przyjechał kiedyś do Polski po Ciebie. 

- Tak. Jest naprawdę kochany, uwielbiam go. - przytuliła się do chłopaka. 

Po ogólnym przywitaniu Elizy część gości zaczęła się schodzić. Bella bardzo się cieszyła, leczy musiała przywitać resztę osób. Impreza powoli się rozkręcała. Wszyscy bardzo dobrze się bawili, z głośników
poleciała wolna muzyka.

- James. Mogę porwać Twoją dziewczynę? - zaśmiał się Eric. 

- Jeżeli tylko się zgodzi, to proszę bardzo. 

Oczami Belli i Carlosa.

Bella. 

Zatańczyłam wolny kawałek z Ericiem, bardzo go lubię. Ale może aż za bardzo, w sumie nie zastanawiałam się nad tym podczas powrotu z imprezy. 

- Bardzo się cieszę że mogę z Tobą zatańczyć. - szepnął mi do ucha Eric. 

- Mi też jest miło. - odruchowo bardziej się do Niego przytuliłam, na co ten cicho mruknął. 

Carlos.

Impreza trwała w najlepsze, wódka, i drinki lały się strumieniami. Myślałem że poznam kogoś wartego mojej uwagi, ale dzisiejszej nocy bawiłem się na trzeźwo. Spotkałem naszego Menagera. Zdziwiłem się że przyszedł ze swoją asystentką Evą. Naprawdę fajna z Niej sztuka, gdyby nie Eric to może by coś z tego wyszło. 

- Carlos. Jak dobrze że chociaż Ty jesteś trzeźwy, mogę z Tobą pogadać chwilę. - zapytał. 

- No mów o co chodzi. - wyszliśmy z domu. - Kończą się wakacje, no a ja chciałem żebyście zagrali gdzieś koncert. - uśmiechnął się. 

- Takie zakończenie wakacji, to naprawdę świetny pomysł. Ale gdzie chcesz Nas zabrać? - zapytałem. 

- Miałem na myśli coś fajnego, ale nie wiem co wybrać. - powiedział. 

- My chcieliśmy pojechać na kilka dni do Polski, do Wrocławia. Mieliśmy wam o tym powiedzieć, ale nie było kiedy. 

- No to mamy załatwione jedziemy do Wrocławia, ale koncert odbędzie się w Warszawie. Także będziemy musieli przeprowadzić kilka prób. Szykujcie się na ostre próby. 

Po wszystkim mieliśmy się jeszcze wstawić jutro do biura Martina, żeby omówić wszystko na spokojnie. Nigdzie nie mogłem znaleźć Jamesa, widziałem że Bella bawi się z Ericiem, przy Nim odżywała. Czuła się szczęśliwsza. Zauważyłem bardzo atrakcyjną dziewczynę, lecz zniknęła mi nagle z oczu. Poszedłem na górę, aby może ją znaleźć. Szukałem we wszystkich możliwych miejscach, lecz gdy zobaczyłem Maslowa który kochał się z Elizą w łóżku Belli to myślałem że zaraz go rozniosę.. Ale nie chciałem im przeszkadzać. Wyciągnąłem telefon i nagrałem ich przypadkową rozmowę, usłyszałem że Maslow chcę zerwać z Bellą. Zamarłem. 

Bella.

Wyszliśmy z Ericiem na dwór, chciałam zaczerpnąć świeżego powietrza. Wypiłam trochę alkoholu, procenty uderzyły mi do głowy. 

- Może usiądziemy? - zapytał Eric. 

- Jasne. - chwiałam się na nogach. - Naprawdę bardzo Cię lubię, jesteś mega uroczym facetem. 

- Bella. Za dużo wypiłaś, opanuj się. Oddychaj spokojnie. - ciepło się uśmiechnął. 

- Pocałuj mnie! - rozkazałam mu i czekałam na jego reakcję. 

- Nie mogę. - powiedział i wrócił do domu. 

Chciałam spróbować go zatrzymać, ale było już za późno. Erica nie było nawet w domu. 

Następnego dnia - Carlos. 

Już przy śniadaniu, musiałem powiedzieć chłopakom na co się szykują, chciałem aby jak najszybciej się o tym dowiedzieli. 

- Mamy dzisiaj jechać do Martina. Bo wyjeżdżamy do Polski dokładnie do Warszawy i Wrocławia na koncert. Ale dzisiaj musimy jechać do studia, i wszystko omówić z Martinem. 

- Jedziemy? - zapytał James. 

- Dobra. - kiwnął głową Logan. 

Wyszliśmy z domu i pojechaliśmy do studia. Martin siedział w biurze i wykonywał milion czynności na minutę. Weszliśmy i usiedliśmy na kanapie, gdy skończył rozmawiać podszedł do Nas. 

- Cześć. - usiadł przed nami na biurko, a obok stała Eva wszystko notując. - Wakacje dobiegają końca, więc chcę abyście zagrali jeszcze koncert. To taka wasza, końcówka wakacji. Rozmawiałem wczoraj z Carlosem. 

- Ze mną rozmawiał. - wskazałem na Siebie. 

- Nie przerywaj. - wtrącił Kendall. 

- Carlos mi powiedział że jedziecie na kilka dni do Wrocławia, postanowiłem skorzystać z okazji i zagramy koncert w Warszawie jak i Wrocławiu. Oczywiście ja płacę za podróż w obie strony. Dam Wam jeszcze kieszonkowe, które powinno Wam starczyć na wakacje. Zaczniemy próby od jutra może. Żeby się dobrze przygotować. Pasuję Wam? 

Bella.

Wstałam z bólem głowy i udałam się do łazienki. Chciałam jak najszybciej zapomnieć o tym co powiedziałam Ericowi. Nie chciałam go zranić w żaden sposób, muszę się z Nim skontaktować.. Na dole 
zastałam tylko Alice, Lenę i Elizę które rozmawiały. 

- Cześć. - przywitałam się z koleżankami. 

- Kawy? - zaproponowała Alice. 

- Nie dziękuję. Boli mnie głowa, nie jadłam nic a poza tym nie piję kawy na pusty żołądek. - skomentowałam. - Gdzie są chłopaki? 

- Poszli do biura, bo mieli się spotkać z Martinem aby dogadać wakacje i koncerty. - poinformowała mnie Eliza. 

- Jakie koncerty? - zapytałam. - Dobra. Nie ważne. Muszę wyjść, za nie długo wrócę. Mam pewną sprawę do załatwienia.. Coś bardzo ważnego. 

Wzięłam łyk soku i wyszłam z domu, zadzwoniłam do Erica, żeby się spotkać. Wybrałam park, nie miałam na głowie nic innego. 

- Cześć. - przywitałam się z chłopakiem. - Dziękuję że przyszedłeś. - usiadłam obok. 

- Nie ma sprawy. - uśmiechnął się. 

- Gdzie się wczoraj ulotniłeś?

- Musiałem wyjść. Nie wróciłem na noc, bo byłem u kumpla. Chciałem to przemyśleć. To co mi powiedziałaś. Nie możemy być razem Bella. 

- Przepraszam. Za dużo wczoraj wypiłam, poniosło mnie. - uśmiechnęłam się. 

- Nic się nie stało. Przecież nikt się nie zakochał. - spojrzałam na Niego, i pomyślałam o Loganie.. 

- Masz rację. - kiwnęłam głową. - Wracasz ze mną  do domu? 

- Nie. Umówiłem się z jednym gościem w sprawie pracy nad nowym filmem. Więc będę leciał. - chłopak wstał, chciałam go chociaż pocałować w policzek, ale podał mi tylko dłoń. 

Wróciłam do domu, rozmyślałam nad tym wszystkim.. Nie mogłam się pogodzić z tym co wczoraj wyprawiałam na imprezie, nie mogłam też przestać myśleć o ostatniej imprezie i Loganie. Moje uczucia były mieszane. Kocham Jamesa ale kocham też Erica i Logana. Pogubiłam się we wszystkim. 

Późnym popołudniem - Carlos.

Siedzieliśmy w salonie. Lena musiała wyskoczyć do pracy, no a Eric jeszcze nie wrócił. Oglądaliśmy wiadomości, był urywek z lotniska. Spojrzałem na Logana i Kendalla. Wiedziałem co się będzie święciło,
ale wolałem nic nie mówić.. Czekałem na reakcję Jamesa. 

- Przełączmy te informacje. - James chciał zabrać mi pilot. 

- Nie. Chcę się coś dowiedzieć. - warknął Kendall.

- Moment, moment. - powiedziała Alice. - James to przecież Ty i Eliza, trzymacie się za ręce i dajesz jej całusa. 

- To nie ja. - odezwała się Blondynka. - Nie jestem podobna do tej dziewczyny. - wypierała się. 

- Logan zatrzymaj na chwilę. 

- To Ty! Przecież się odwróciłaś, razem z Jamesem.. 

- Ja to wszystko wytłumaczę. - wtrącił się James. - Ale błagam nie mówcie nic Belli. - spojrzał na Nas. 

- Dlaczego? - zdziwiłem się. - Niech się dowie, jakiego ma parszywego faceta. Jakiego tchórza, który za jej plecami bzyka jej najlepszą Przyjaciółkę którą zna wiele lat! No powiedz jej tchórzu! 

- Carlos. - James podniósł się. - Nie waż się tak mówić o Elizie! 

- Bo co? - ruszył w jego stronę. 

- Bo ona taka nie jest, między mną a Bellą już nie ma takiego uczucia! To się wypaliło! Nie kocham jej.. Mam teraz Elizę, to na Niej mi zależy. Z Nią chcę być do końca mojego życia, Bella po tym porwaniu stała się jakaś inna. Już nie zachowuję się tak jak kiedyś. 

- Skurwysyn z Ciebie. - zabrała głos Alice. - spojrzeliśmy wszyscy na Nią. - Ona Cię kocha! Martwiła się o Ciebie, jak byliśmy na tym obozie cały czas o Tobie mówiła. Chciała wrócić jak najszybciej. Ona Cię naprawę kocha, a Ty wykręcasz jej taki numer? Zostawiłeś taką dziewczynę dla Niej. - wskazała palcem na Elizę. 

- Nie odzywaj się do Jamesa w taki sposób. - wtrąciła Eliza. 

- Nie wtrącaj się! - warknęła Alice. - Ty śmiesz się nazywać Przyjaciółką Belli? Ty? Przyjaciółki tak nie robią, nie odbijają Sobie chłopaków. Zachowałaś się jak ostatnia szmata, nie masz wcale uczuć. Bella kocha tego chłopaka. 

- Nie rusza mnie to. - wzruszyła ramionami. - Biorę co chcę, a Wam nic do tego. - zaśmiała się. - James idziemy. 

- Maslow jak teraz wyjdziesz, to okażesz się totalnym gnojkiem. 

- Przykro mi..  - spojrzał na Nas.

Jego wzrok, był dziwny. Wyszedł z Eliza, mocno trzymając ją za dłoń. Wyszedł i zostawił Nas. 

Bella.

- Cześć. - wróciłam w końcu do domu i pobiegłam na górę. - Nie ma Jamesa? - zapytałam z góry. 

- Pojechał do Babci, pomóc jej w pakowaniu bo jedzie do jego Rodziców. - wymyślił na poczekaniu Kendall.

- A gdzie Eliza? - zapytałam. 

- Do jej Dziadków przyjechała jakaś rodzina, no i musiała pojechać, 

- Ok. To ja się położę spać, jestem mega zmęczona. Dobranoc. 

Poszłam na górę, wzięłam ciepłą kąpiel, i wskoczyłam do łóżka. Miałam naprawdę ciężki dzień. Rano wstałam w cudownym nastroju, szybko się ogarnęłam i zeszłam na dół. 

- Co taka szczęśliwa jesteś ? - zapytał Logan. 

- A nie wiem, mam jakiś dobry dzień. Słońce świeci, i jest cudownie. - uśmiechałam się cały czas, spojrzałam na wyświetlacz. - I moje Kochanie, już dzwoni. 

- Nie mogę.. - Carlos wyszedł z kuchni. 

- Muszę was przeprosić. - powiedziałam. - James chcę się ze mną spotkać, więc muszę ładnie wyglądać. 

- Już? - zdziwiła się Alice. 

- Nie, nie. - pokiwałam głową. - Po południu, mam być na plaży. Więc idę wybrać jakiś ładny strój. 

- I wodoodporny tusz. - mruknęła Alice. 

Wesoła poszłam na górę, przygotowałam kilka ciuchów. Przebrałam się i przeglądałam internet. Czas bardzo szybko mi zleciał. 

- Będę leciała. Trzymajcie kciuki! 

Słońce świeciło, było bardzo ciepło. Powoli szłam na plaże, nie widziałam nigdzie Jamesa, chociaż może przyszłam za wcześnie. Usiadłam przy barze, i czekałam na chłopaka. 

- Cześć. - podszedł do mnie Brunet. - Możemy się przejść? - zapytał. 

- Jasne. - kiwnęłam głową, szliśmy w ciszy aż w końcu usiedliśmy nie daleko skał. - O czym chciałeś pogadać? - przerwałam niezręczną ciszę. 

- O tym co Nas łączy. - wziął głęboki oddech, spojrzał w morze i chyba szukał odpowiednich słów. 

- Mów. - niecierpliwiłam się. 

- Nie kocham Cię. - powiedział. - Sorry, ale to co było między Nami już wygasło. Przynajmniej z mojej strony. W końcu w moim życiu zjawił się ktoś, kogo pokocham prawdziwie i gorąco. 

- Żartujesz? - zapytałam. - To jakiś program tak? Gdzieś są ukryte kamery? - zachichotałam nerwowo. 

- Nie Isabell. To nie żaden program, to szara rzeczywistość. Z Nami koniec. 

- James. - zbliżyłam się do chłopaka. - Bądź ze mną, po prostu bądź nie zawiodę Ciebie. Zacznijmy wszystko od nowa. - Cześć. Jestem Isabella, dla Przyjaciół Bella. - wyciągnęłam dłoń. 

- Zapomnij. - odsunął się kawałek. 

- Cześć Kochanie. - podeszła do Nas Eliza i czule przywitała się z Jamesem. 

- Kochanie? - zdziwiłam się. - Jakie kochanie, co Ty do cholery mówisz! - krzyknęłam. 

- James jest ze mną, przykro mi.  - spuściła głowę. - Chciałam Ci to powiedzieć, ale to było silniejsze ode mnie. 

- Bella. Ja wiem że Cię zawiodłem, ale nie mogłem dłużej z Tobą być, to co było między nami już straciło ważność. - podszedł bliżej. 

Nie dotykaj mnie Skurwielu! - warknęłam. - Jesteś skończonym Frajerem! Pieprzonym egoistą bez żadnych uczuć, nic się dla Ciebie nie liczy! Tylko Ty i Twoja kariera. Pieprzyłeś tą dziwkę za moimi plecami, jak tylko mogłeś. Nie obchodziło Ciebie to że zależy mi. Podczas gdy ja przeżywałam katusze, Ty obracałeś tamtą szmatę! 

- Bella. To nie tak, chciałam Ci powiedzieć, ale nie umiałam. To trwało za długo, na początku miał być wakacyjny romans. Ale zakochałam się w Nim. - spojrzała na chłopaka, z wielkim uczuciem. 

- Byłaś moją najlepszą Przyjaciółką, mogłam Ci się zwierzyć z każdego problemu, zawsze mnie wysłuchałaś. Byłyśmy jak siostry. A Ty wykręcasz mi taki numer?

- Wybacz mi proszę. 

- Nienawidzę Was! - do oczu napłynęły mi łzy. 

- Isabella. - odezwał się James. - Poczekaj, chcę Ci coś powiedzieć. 

- Czego jeszcze chcesz?

- Isabella. Jedynie za czym będę tęsknił To za tymi dniami, kiedy Cię nie znałem... - powiedział i poszli w przeciwną stronę. 

Patrzyłam jak odchodzą, tacy szczęśliwi. James chwycił Elizę za rękę i odeszli. Szczęśliwi. Nie zwracali na nikogo uwagi, liczyli się tylko Oni. Może powinnam zapomnieć? O Nim, o tych wszystkich wspaniałych chwilach.. Ale tak się nie da, nie mogę. Para oddalała się coraz dalej, a ja czekałam, czekałam i czekałam. Aż może On wróci, weźmie mnie w swoje ramiona i oświadczy że to mnie najbardziej kocha, że nie chcę żadnej innej. Tylko mnie. Taką zwykłą mnie, która kocha go bezgranicznie, z każdą minutą coraz bardziej, z każdą sekundą czeka na jego uśmiech. Mogę codziennie słuchać Twojego głosu, czuć dotyk Twoich rąk, słyszeć każdy oddech i cichy szept. Godziny mijały, stałam jak słup soli. Umarłam. Telefon przerywał dźwięk ciszy, nie miałam ochoty go odbierać. Moje serce rozpadło się na miliony kawałków, próbowałam je posklejać ale to nic nie dało..


#.  Uf.. Napisałam, nie wiedziałam że to wyjdzie aż tak. Długi, to fakt ale zerwanie miało inaczej wyglądać. Nie chce się chwalić, ale bardzo mi się spodobało to jak Bella opisuje koniec swojego związku. Szukałam odpowiednich słów, ale nie mogłam nic znaleźć. Wymyśliłam jedynie to. I oby się Wam podobało. Próbuję nadrobić kilka rozdziałów, zacznę je pisać tak żeby być na przód i regularnie czytać wasze blogi. Mam także w planach, założyć bloga z jednorazówkami, mam kilka pomysłów. ( blog powstał ;d. ) .  I chcę je wykorzystać, a tego bloga zostawię do opowiadania. Zacznę nie długo publikować, więc liczę na Was moje Kochane! 

niedziela, 22 marca 2015

Part 56 .

Narrator. 

Przyjaciele zaczęli się szykować na imprezę, chcieli zając miejsca i zaklepać najlepsze drinki. Carlos liczył na podryw, jako że sam był singlem poprosił o pomoc Erica, który także chciał kogoś poznać..

- Już się nie mogę doczekać. - powtarzał Los. - Tak się cieszę, może poznam jakąś miłą dziewczynę. Chciałbym mieć kogoś na stałe.

- Nie wierzę. - zakrztusił się Logan. - Carlos dorósł i chcę się zmienić. To szok.

- Oj dajcie mu spokój! - machnęła ręką Alice.

- Może jak James wróci, to zaprosimy Elizę? - wystrzelił niespodziewanie Kendall.

- Znasz ją? - Bella się zdziwiła.

- Carlos mi kiedyś o Niej opowiadał, mówił że jest miła. Fajnie by było poznać, Twoich Przyjaciół. - uśmiechnął się.

- Pojedźmy na kilka dni do Polski. - poruszył brwiami Blondyn. - To będzie fajna wycieczka, co wy na to?

- No. - zamyśliła się Bella. - Mamy przecież tam dom we Wrocławiu, to możemy pojechać. Ale chcę żeby James wrócił, no i wtedy się pomyśli.

- Impreza! - wybiegł z domu Carlos.

- No to idziemy. - powiedział Logan.

Wszyscy wyszli z domu, zamykając za Sobą drzwi, udali się na plaże. Carlosa nie było już widać, bardzo się śpieszył.. Przyjaciele podążyli za Nim, wszyscy byli w dobrych humorach. Nawet Bella która została bez pary, ale mogła liczyć na Erica.

Polska - Wrocław. 

James obudził się rano, lecz nie zastał w łóżku dziewczyny, wziął szybko prysznic i udał się do kuchni. Czekała już tam na Niego Eliza, była cała w skowronkach. Cieszyła się że jest w Polsce, i ma kochającego chłopaka. Wiedziała że będą razem, chciała się pochwalić wszystkim swoim szczęściem, lecz wiedziała jakie mogą być tego konsekwencje.

- Wcześnie wstałaś. - przeciągnął się chłopak.

- Nie umiem długo spać, zrobiłam śniadanie. - nalała soku do szklanki. - Możemy potem pójść na zakupy. Jeżeli chcesz zmienić styl.. - dziewczyna się lekko zamyśliła. - Mam świetny pomysł, z tym zarostem wyglądasz mega seksownie a do tego kupimy Ci okulary Kujonki i to dopełni całość.

- Serio? - skrzywił się.

- Tak. Uwierz mi. Jestem początkującą modową blogerką. I ja stosuje nowe trendy. - zachichotała.

Para zjadła śniadanie i udali się na zakupy, James nie chciał aby polskie fanki go poznały, kamuflował się jak może. Odwiedzili najbliższe centra handlowe, wrócili z torbami pełnymi zakupów, Eliza była w swoim żywiole, w końcu mogła odwiedzić swojego bloga..

Los Angeles - Impreza. - Logan. 

- Musimy tutaj częściej przychodzić. - szturchnąłem Kendalla, bujającego się w rytm muzyki.

- Masz rację. - kiwnął głową. - Jest naprawdę fajnie. - Nawet Bella się dobrze bawi.

Spojrzeliśmy na blondynkę, śmiała się i żartowała z Ericiem, była szczęśliwa.

- Oni powinni być razem. - zauważył Carlos.

- Przecież ma Jamesa. - skomentowałem.

- No i co z tego? - naskoczyłem na kumpla.

- Muszę Ci coś powiedzieć.. - Latynos rozejrzał się, sprawdzając czy ma czysty teren.

- Mów. - pogoniłem go.

- James nie poleciał do Rodziców, tylko z Elizą gdzieś. Widzieliśmy to z Kendallem w tv, nie chcieliśmy nikomu tego mówić, a tym bardziej Belli. Poczekamy aż Maslow sam powie.

- Ale musimy, to jej uświadomić! - krzyknąłem. - Ona się musi o tym dowiedzieć, teraz. - chciałem wyminąć kolegów ale się nie udało.

- Henderson! - krzyknął Kendall. - Nie możemy nic mówić, wróci to się wszystko załatwi.

- No dobra. - westchnąłem ciężko, nie chcę aby ktoś ją zranił.

Bella i Eric dołączyli do Nas, Alice i Lena także wróciły. Usiedliśmy przy stoliku. Mogliśmy porozmawiać, bawiliśmy się bardzo fajnie. Lisa z narzeczonym wcześniej wyszli, ponieważ blondynka się źle poczuła, Eric spotkał znajomego. Kendall zechciał zatańczyć z Alice, no a Carlos porwał Lenę. Zostałem sam z Bellą. Mogłem Sobie z Nią wszystko wytłumaczyć..

- Słuchaj. Ja nie wiem jak zacząć.. - podrapałem się w tył głowy. - To co się stało ostatnio. To ja wiem, byliśmy pijani. Ale ja nie chciałem.

- Nic się nie stało. - powiedziała spokojnie. - To był tylko zwykły pocałunek, nie znaczący nic. Chwila słabości. - powiedziała.

Chwila słabości? Zdziwiłem się, chwila słabości to wzięcie kostki czekolady przy odchudzaniu a nie pocałunek. Nie to że coś dla mnie znaczył, ale nie nazwałbym tego chwilą.. To był moment, długa chwila. Gdybym nie chciał tego, to bym wyszedł. Ale ja chciałem.

- Masz rację. - odetchnąłem z ulgą. - Przecież nikt z Nas się nie zakochał. - zaśmiałem się, ale dziewczynie nie było do śmiechu. - Czy Ty chcesz mi coś powiedzieć? - zapytałem.

- Tak. - wstała. - Zakochałam się, ale to nie ma żadnego znaczenia. jesteś narzeczonym mojej Przyjaciółki.

- Ale.. - zaciąłem się.

- Co się stało? - z parkietu wrócił Carlos.

- Źle się czuję, wrócę do domu. Bawcie się dobrze. - Bella pożegnała się z Nami.

- Odprowadzę Cię. - powiedział Carlos.

- Nie, nie trzeba. - machnęła dłonią. - Poproszę Erica, może On się ze mną przejdzie.

- Ok.

Oczami Belli. 

Przecież nikt się nie zakochał.. To zdanie chodziło mi po głowie, tak chciałam o tym zapomnieć. Chcę to wymazać z głowy, potrzebuję wielkiej gumki aby to zetrzeć. Nie mogę o tym myśleć. Mam Jamesa. I to jego kocham.

- Eric. - zaczepiłam chłopaka, który rozmawiał z kumplem. - Przepraszam że Ci przeszkadzam, ale chciałam się pożegnać. Wracam do domu, bo się źle czuję.

- Poczekaj sekundę. - spojrzał na mnie. - Josh to moja Przyjaciółka Bella. - przywitałam się z chłopakiem.

- Cześć. - podałam mu dłoń. - Bella, miło Cię poznać. - uśmiechnęłam się.

- No cześć. Ładne masz przyjaciółki. - zlustrował mnie wzrokiem. - Gdyby była Twoją dziewczyna.. To naprawdę Stary byś miał szczęście. - zaśmiał się.

- Spotkamy się jeszcze, a teraz wybacz ale obowiązki Przyjaciela same się nie wykonają. - pożegnał się z kumplem i poszliśmy do domu. Latarnie oświetlały Nam drogę, a ja nadal się bałam.. Chociaż miałam obok Siebie Erica. Zatrzymałam się, przy ławce i usiadłam na chwilę.

- Coś się stało? Źle się czujesz? Chcesz może wody? - zadawał mnóstwo pytań.

- Nie, nie. - pokręciłam głową.. - Mogłeś przecież zostać, nikt nie kazał Ci wracać ze mną.

- Wiem. Ale chciałem pójść z Tobą, jestem bardzo zmęczony. A przy Tobie się rozluźniam.

Czułam że się rumienię, poczułam ciepło w środku. Chciałam żeby ta chwila trwała jak najdłużej, kąciki ust uniosły się do góry. Chyba się zakochałam, ale to nie może być możliwe. Nie mogę kochać trzech mężczyzn na raz.

- Boje się. - pomyślałam.

- Przecież jesteś ze mną, nic Ci się nie stanie. - objął mnie ramieniem.

- Powiedziałam to na głos? - zamyśliłam się.

- Tak. Coś Cię gryzie? Mi możesz powiedzieć wszystko, przyjmę to na klatę. - oboje wybuchliśmy śmiechem.

- Nie, to nic ważnego. - wstałam. - Możemy iść do domu, jestem zmęczona. - wyciągnęłam dłoń w stronę Erica.

Szliśmy w ciszy. Pasowało mi to, nie musiałam się tłumaczyć z tego co do Niego czuję. Dotarliśmy do domu, nalałam Sobie soku do szklanki. I poszłam na górę, wyjrzałam przez okno balkonowe na dwór. Zauważyłam Erica, który wszedł do basenu. Zerkałam na Niego co chwilę, chowając się za zasłoną. Jego wyrzeźbione ciało kusiło mnie coraz bardziej. Miałam ochotę zbiec na dół, i wtulić się w Niego. Już teraz wiedziałam że się w Nim zakochałam. Muszę porozmawiać z Jamesem.

2 dni później. 

Carlos dostał telefon od Jamesa aby odebrał go z lotniska, byłam podekscytowana. Cieszyłam się, że znowu zobaczę mojego Jamesa.. Niecierpliwiłam się i wyczekiwałam jego przyjazdu. Gdy zadzwoniła moja komórka, od razu myślałam że to chłopak. Myliłam się, dzwoniła Eliza. Oznajmiła mi że będzie studiowała w Los Angeles. Od razu zaprosiłam ją do Siebie. 

- Dzisiaj jest mój szczęśliwy dzień! - zbiegłam na dół krzycząc. 

- Dlaczego? - zapytali Przyjaciele. 

- Przyjeżdża James i moja Przyjaciółka będzie tutaj studiowała. - podskoczyłam z radości, cieszyłam się jak dziecko. 

Pół godziny później. 

Gdy tylko James przekroczył próg domu, od razu rzuciłam mu się na szyję. Tak się za Nim stęskniłam, że postanowiłam podzielić się z Nim moją nowiną. 

- Tęskniłam. - szepnęłam mu na ucho. - Bardzo się cieszę, że znowu Cię widzę. Jest jeszcze jedna niespodzianka, dzisiaj przyjeżdża też Eliza! - podskoczyłam z radości. - Pamiętasz ją? - zapytałam dla pewności. - Poznaliście się jak wyjechałam do Polski, to ta urocza Blondynka. - przytuliłam chłopaka. 

- Tak. Pamiętam. - odpowiedział niechętnie. - Pójdę się położyć, jestem zmęczony. 

- Jasne. 

Oczami Jamesa.

Nie, nie, nie. Ona nie może przyjechać, przecież to zrujnuje nasze życie. Ja mam żyć w trójkącie. Z jednej strony dziewczyna na której zależy mi jak na nikim innym, zrobię dla Niej wszystko a z drugiej Bella. Tego nie można pogodzić, ale już wiem co zrobię.. Gdy tylko Eliza przyjedzie, powiem Belli całą prawdę, opowiem jej to co się działo. Tak. Powiem jej że ją zdradzałem, niech się wszyscy dowiedzą.. 

- Śpisz? - do pokoju zapukał Carlos.

- Wejdź. - podniosłem się z łóżka. - Przez całą drogę nic nie mówiłeś. Coś się stało? 

- Skurwysyn z Ciebie. - powiedział obojętnie, nie patrząc nawet na mnie. 

- Proszę? - zdziwiłem się. - Co się stało? 

- pff. - parsknął śmiechem. - Maslow. Nie udawaj że nie wiesz, jesteś takim idiotą? - wkurzał się coraz bardziej. - Ten lakier Ci zaszkodził? Czy żel wyprał Ci ostatnie resztki mózgu?? 

- Carlos. - wstałem. - O co Ci chodzi Stary? - podniosłem ręce w geście poddania się. 

- Gdyby nie to że jesteś moim Przyjacielem, już dawno byś dostał po ryju! Brzydzę się Tobą.. - odwrócił się i miał wychodzić, ale to był zły znak, dostałem mocno w twarz. 

- Złamałeś mi nos! - krzyknąłem. 

- A Ty serce mojej siostrze! - podszedł.

- Carlos. Bella o niczym nie musi wiedzieć.. - próbowałem załagodzić sytuację. - Jeżeli przyjdzie czas, to jej powiem. Ale proszę, nie mów nic, chcę to sam załatwić.

- Przykro mi. - szepnął. 

- Nic się nie stało. - odpowiedziałem.

- Nie rozumiesz. Przykro mi że mój Przyjaciel to taki Skurwysyn. - odwrócił się na pięcie i wyszedł. 

Spojrzałem na swoje odbicie w lustrze, nos był cały na szczęście. Chociaż bolał jak złamany, wyszedłem z pokoju i cicho udałem się na pogotowie. Na szczęście był tylko stłuczony. Ale to przy tym jak potraktuję mnie Bella to pikuś.. Nie chcę tego robić, ale muszę powiedzieć całą prawdę.. Wróciłem do domu załamany, nie chciałem się nikomu pokazywać, ale wszyscy byli na dole. 

- Co Ci się stało? - zapytał zatroskany Carlos. 

- Nie zauważyłem że w łazience otworzyłem szafkę, i się uderzyłem. Na szczęście nos mam tylko stłuczony. Ale mi przejdzie. - przytuliłem się do Bell. 

- Oj. Biedactwo. - pocieszyła mnie Bell. - Zrobić Ci coś do jedzenia? - zapytała. 

- Nie dziękuję. Położę się, głowa mnie boli. Dobranoc. 

Poszedłem na górę, minąłem Erica po drodze. 

- Cześć. - przywitał się. - Co Ci się stało? - wskazał na mój nos. 

- Wypadek. A Ty co tutaj robisz? - zapytałem. 

- Chwilowo się zatrzymałem, mam nadzieję że coś znajdę i się wyprowadzę. 

- Nie, nie musisz. Dom jest duży zmieści się w Nim wiele osób. Przepraszam ale pójdę się położę.

Położyłem się na łóżku i rozmyślałem o tym co mam powiedzieć Belli i w jaki sposób, aby jej nie zranić. Bałem się tej rozmowy jak niczego innego na świecie. Nie wiedziałem jak mam to zrobić. Po cichu wyszedłem z pokoju, i spojrzałem na wszystkich siedzieli w salonie. Śmiali się i żartowali. Bella ciągle się uśmiechała, wyglądała na bardzo zadowoloną. Patrząc na Nią wiedziałem że nic do Niej nie czuję oprócz szacunku którym zawsze ją darzyłem. Poza tym to nic, zero. Wypaliło się, pomyślałem o Elizie i wiedziałem że to Ona jest tą jedyną. Wróciłem do pokoju i zasnąłem. 

- Kochanie. - obudził mnie słodki szept, przeciągnąłem się i zauważyłem Elizę. 

- Cześć Kochanie. - pocałowałem ją. - Dzisiaj nasz wielki dzień. - szepnęła i wstała z łóżka. 

- Ślub? - zdziwiłem się. 

- Nie pamiętasz? - odwróciła się. 

- Przepraszam, nie wiedziałem że to tak szybko. 

- Wstawaj, bo nie ma czasu. - zajęła łazienkę. 

Poszedłem na dół, tam skorzystałem z łazienki, była wolna. Wychodząc zauważyłem Bellę która przytulała się z Ericiem. Bylem zaskoczony, chciałem ich rozdzielić.

- Bella?! - zdziwiłem się. - Co Ty z Nim robisz? - naskoczyłem na dziewczynę. - Odsuń się od Niego! 

- Oszalałeś?! - zdenerwowała się. - Zostaw mojego Męża! - warknęła. 

- Męża? - zdziwiłem się.

- Tak. Jesteśmy razem od 2 lat, za dużo chyba wczoraj wypiłeś. Chcesz zobaczyć zdjęcia usg naszego dziecka? - podeszła bliżej. 

- Dziecka?! - zbladłem. 

- Usiądź. Eric podaj wodę. - powiedziała. - Proszę, napij się. 

- Ale co z nami? Pogodziłaś się z tym, że Cię zdradziłem?

- Co? - wybuchła niekontrolowanym śmiechem. - Nie byliśmy razem nigdy.. 

-   Nie byliśmy razem nigdy.. nigdy, nigdy. - echo odbijało mi się w głowie. - Przepraszam pójdę na górę. 

Wróciłem na górę, Eliza zabierała się za ostatnie czynności. Ja miałem już tylko pojechać pod kościół i tam czekać na pannę młodą. Chłopaki zabrali mnie ze Sobą. Czekaliśmy pod kościołem, przyjechali wszyscy. Bardzo się stresowałem, nie wiedziałem że to tak szybko nadejdzie. 

- Na początek chciałbym zapytać, czy wśród zebranych jest ktoś, kto sprzeciwia się temu związkowi. Jeśli tak, niechaj przemówi teraz lub zamilknie na zawsze. - Ksiądz tak samo jak i My rozejrzeliśmy się po tłumie., lecz nikt nic nie powiedział. Zwrócił się do Nas w wielkim uśmiechem i kontynuował. W takim razie.. 

- Stop! - przerwała mu Bella. - Nie będzie żadnego ślubu! Jak jakaś uroczystość ma być, to już Pogrzeb! - zaśmiała się głośno. 

- Co Ty wyprawiasz? - zdziwiłem się. 

- Maslow, Maslow. - pomachała palcem i podeszła do mnie. - Nie zbliżać się! - pogroziła pistoletem który wyjęła z torebki. - Ruszcie się tylko, a odstrzelę tej Suce łeb! - warknęła, no a takiej pięknej buźki szkoda. - spojrzała na Elizę. 

- Uspokój się. - podniósł się Logan.

- Stul pysk! - warknęła na chłopaka. - Ani kroku dalej Logan. - Ciebie też kochałam, ale wolałeś Alice! A teraz przykro mi.. - dziewczyna wycelowała w stronę Przyjaciółki i dostała kulkę prosto w głowę. 

- Co Ty zrobiłaś?! - krzyknął Henderson. 

- Jeżeli Ona Cię nie może mieć to nikt. - zrobiła to samo z Loganem. 

- Przecież jesteś z Ericiem, to Twój mąż, a wasze dziecko? 

- Nie ma żadnego dziecka, zdjęcia są z internetu. A Eric był pomyłką. - chłopak skończył tak samo jak Logan i Alice. 

- Bella.. - pisnęła Eliza. - Nie chcesz tego robić, masz obsesję, jesteś chora musisz się leczyć. 

- Możesz powtórzyć? - przybliżyła twarz do dziewczyny. - Skarbie. James był mój, no a Ty mi go perfidnie odebrałaś.. - wyciągnęła nóż z torebki i wbiła go dziewczynie w brzuch a ta upadła. - Teraz patrz jak umiera, tak jak moje serce, zabiłeś tą miłość Maslow. Nie radzę Ci podchodzić. 

- Jesteś psychopatką! - krzyknąłem. 

- Skarbie. - Przybliżyła pistolet, do głowy dziewczyny. - Jeszcze coś? - zapytała z uśmiechem. 

- Niech ktoś zadzwoni po karetkę i policję! - krzyknął. 

- ups. - pistolet wystrzelił, a Eliza upadła na ziemię. - No patrz jaki. Widziałeś? Sam wystrzelił, oj. Nie ładnie tak. 

- Jesteś chora! Lecz się psychopatko. -  krzyczałem na dziewczynę, schyliła się do zwłok Elizy, dźgnęła ją jeszcze kilka razy nożem i wyrwała jej serce, po czym zaczęła je jeść.. Spoglądając na mnie, miała w oczach dzikość i przyjemność. - Odsuń się ode mnie. - wycofałem się kilka kroków dalej. 

- Nie bój się. - jej twarz była we krwi, ręce i ubranie też, patrzyła na gości.

 Strzelała do wszystkich, nawet do Carlosa, robiła to z zimną krwią, dźgała nożem wszystkich wyrwała serce także Loganowi i zrobiła to samo co z sercem Elizy. Potem wróciła do Elizy, wydłubała jej oczy.. 

- Będzie miała Cię zawsze na oku. - zadrwiła ze mnie. 

- POLICJA! - do środka wtargnęła grupa antyterrorystów. - Nie ruszaj się! - mieli ją na celowniku. 

- To wariatka! - krzyknął Ksiądz. 

- Kochanie. Nasłałeś na mnie Policję? - zmartwiła się. - Nie ładnie, oj nie ładnie. 

- Nie ruszaj się! - krzyknął jeden z policjantów. 

- Kocham Cię! - krzyknęła do mnie. - Kocham Cię James. - przyłożyła pistolet do skroni i strzeliła..


Nie wiem co napisać. Ten rozdział nie powala na kolana, w sumie następny może też nie. Nie wiem co mi odbiło, opisując to co się przyśniło Jamesowi.. Ale może za dużo filmów oglądam, albo moja wyobraźnia za bardzo szwankuje. Przeczytałam ten sen, przeanalizowałam go i doszłam do wniosku.. W sumie do żadnego nie doszłam ;D. Ale zerwanie tuż, tuż. Trzymajcie się! 

niedziela, 15 marca 2015

Part 55.

Oczami Jamesa.

Zamówiłem taksówkę, pod dom Elizy. Czekałem tam na Nią. Wyszła z niewielką walizką. Byłem zadowolony że pojadę znowu do Polski.

- Możemy jechać? - wziąłem walizkę od dziewczyny.

- Tak. - kiwnęła głową i wsiedliśmy do walizki. - Może źle robimy? - posmutniała.

- Słucham? - nie dowierzałem co powiedziała i przestraszyłem się. - Za ile będziemy na lotnisku? - zapytałem kierowcę.

- Za pół godziny, jeżeli nie będzie korków. - odpowiedział starszy Facet.

- Dziękuję. Masz wyrzuty sumienia? - wróciłem do rozmowy z Elizą.

- Bella to moja Przyjaciółka. - spojrzała za okno. - No i wiesz.. - jej wzrok zrobił się smutniejszy.

- Jasne, rozumiem. - pokręciłem głową. - Bez względu na wszystko i tak będę Cię kochał, moja miłość do Belli się wypaliła. Ale czuję że Ty jesteś tą jedyną i mówię prawdę. Jak pojawiłaś się w Nevadzie to wiedziałem, że z Bellą to będzie nie długo koniec. Bardzo mi na Tobie zależy, wiązałem plany już na przyszłość. Ale jeżeli tak, stawiasz sprawę to zrozumiem. Odstawię Cię na lotnisko i pojadę na kilka dni do Rodziców. - ścisnąłem mocniej ręce.

- James. - szepnęła Eliza.

- Nic nie mów. - spuściłem wzrok. - To było zbyt piękne, żeby było możliwe. - odwróciłem wzrok w stronę dziewczyny. - Płaczesz? - zapytałem.

- Mówisz tak pięknie, zastanawiam się czy to nie sen. - kąciki jej ust się lekko podniosły. - Ja chcę z Tobą być, nie mogłabym pozwolić aby jakaś inna dziewczyna mi Ciebie odbiła! Kocham Cię i naprawdę chcę z Tobą być. Czuję do Ciebie to samo co Ty do mnie.

- Mówisz serio? - zapytałem.

- Tak. Chciałam Cię sprawdzić. Przepraszam, ale nie wiedziałam czy Twoje uczucia do mnie są prawdziwe.

- Są bardzo prawdziwe! Nigdy w życiu, się tak nie bałem, jak teraz. - cały stres ze mnie zszedł, odetchnąłem z ulgą. - Nigdy więcej mnie tak nie strasz. - rozluźniłem się.

- Teraz wiem, że bardzo Ci na mnie zależy.

- Bardzo mi zależy. Moje plany są wielkie. Cieszę się, że będziemy razem. Ale mamy problem. - powiedziałem.

- Co się stało?

- Nie chcę aby fanki w Polsce mnie rozpoznały. - wyjrzałem za okno. - Dojechaliśmy. - zabrałem walizki i zapłaciłem taksówkarzowi.

- Jak tylko dolecimy do Polski, pójdziemy na zakupy. Po prostu będziesz musiał mieć jakąś perukę i stać się niewidocznym dla fanek.

- Dobrze. Dla Ciebie mogę nawet ogolić się na łyso, chodzić w sukienkach i we wszystkim co mi karzesz. Ale najważniejsze jest to żebym był z Tobą. - pocałowałem dziewczynę i udaliśmy się do naszego samolotu, zajęliśmy miejsca i czekaliśmy na lot.

Oczami Kendalla. 

- Wstawaj śpiochu. - obudził mnie słodki głos Lenki. 

- Która to godzina? - przetarłem oczy. 

- Już 11. Trzeba posprzątać, i zrobić jakieś śniadanie. - rzuciła poduszką. - Czekam na dole. 

Ogarnąłem się i poszedłem na dół. - To już posprzątałyście? - zdziwiłem się. 

- Nie, Bella rano wstała i zabrała się za sprzątanie. - dodała z grymasem. 

- Przecież byśmy Ci pomogli! - zdenerwowałem się. 

- Nie mogłam spać, obudziłam się i postanowiłam posprzątać, potem poszłam na zakupy. Herbata czy kawa? - zapytała. 

- Może kawa, muszę się obudzić. - poklepałem się po twarzy. - A gdzie Carlos? - zapytałem. 

- Sprząta łazienkę, sam się zaoferował. - zachichotała. 

- Poproszę herbatę. - Carlos cicho wszedł do kuchni. 

- Zawsze piłeś kawę, na rozbudzenie. - zdziwił się Logan. 

- To co zobaczyłem, rozbudziło mnie totalnie. - usiadł obok Alice. - Postaram się następnym razem, skorzystać z trawnika Sąsiadki. - uśmiechnął się. 

- Jasne. - kiwnął głową Loggie. - A James jeszcze nie wrócił? 

- Przepraszam. - przełknęła kawałek kanapki. - Macie pozdrowienia od Jamesa, musiał pojechać do Rodziców. 

- ooo.. - zainteresował się Los. - Naprawdę? 

- No tak. - odpowiedziała. 

- Dobra, dobra. - zmieniłem temat. - Plaża dzisiaj aktualna?

- No tak. Jak najbardziej. - powiedziała Lisa. 

- Po śniadaniu możemy jechać? - zapytał Eric. 

- Oczywiście. - odpowiedzieliśmy chórem. 

- Dzisiaj się niczym nie martwimy! - wydałem mały rozkaz. 

- Bawimy się, i nie zamartwiamy. - powiedział Los. 

- Jedziemy! - krzyknęliśmy chórem.

Bardzo się cieszyłem, że dzisiejszy dzień spędzimy tak jak kiedyś, Bez żadnego stresu i nie przyjemnych spotkań, Bardzo chciałem aby  ten dzień był wolny od wszystkiego. Bez żadnych zmartwień, no i musieliśmy się odmóżdżyć. Dojechaliśmy na plażę. Udaliśmy się w okolice baru, przynajmniej wszystko będzie blisko Nas. Chcieliśmy się rozłożyć, ale kierownik baru kazał Nam się przenieść.. 

- Przykro mi, ale dzisiaj plaża będzie zamknięta. - odpowiedział. 

- Co się stało? - zmartwiła się Lisa. 

- Nic się nie stało, ale dzisiaj jest impreza na pożegnanie wakacji! - zakręcił biodrami, co było w jego wykonaniu dziwne. 

- No a taką miałem ochotę, po wylegiwać się na plaży. - posmutniał nasz Latynos. 

- Zapraszam na imprezę, wstęp wolny. Będzie ognisko, pokaz sztucznych ogni i wiele innych atrakcji. - wyliczał na palcach. 

- O której impreza? - zapytałem. 

- Planujemy na 17. - kiwnął głową. - Zapraszam gorąco. Będzie świetna zabawa. 

- Przyjdziemy na pewno. - zdecydowałem i wróciliśmy do domu. 

Dom. 

- A tak chciałem się wylegiwać na plaży. - załamał się Logan. 

- Wiem co czujesz. - poklepał go Los. - Piękna plaża, śliczne dziewczyny i szum morza. - Ach. - westchnął. 

- Nie martw się. - chciałem ich pocieszyć. - Mamy basen, idziemy. 

- Ale impreza. - Carlos i Logan się zmartwili. 

- Zdążymy. - machnąłem dłonią. 

Po kilku minutach zmieniliśmy zdanie, nie chciało Nam się siedzieć nad basenem. Wróciliśmy do środka. Siedzieliśmy w domu, w kompletnej ciszy. 

- Buum! - krzyknął Carlos wprost nad moim uchem. 

- Oszalałeś?! - spojrzałem na Latynosa. 

- Co? Była taka cisza, że musiałem coś zrobić. - zaśmiał się.

Zostałem w salonie sam z Carlosem, poszedłem do kuchni po coś do picia. Włączyliśmy wiadomości, może nie było nic ciekawego ale jak pokazali lotnisko bardzo się zdziwiliśmy z Carlosem. 

- Ty to widziałeś? - spojrzał na mnie Pena

- No tak. - nie mogłem wyjść z szoku. - Ale jak? - zastanowił się. 

- Sam nie wiem, ale trzeba komuś o tym powiedzieć. 

- Oszalałeś Schmidt?? - zerwał się z łóżka. - Nie możemy nikomu o tym powiedzieć, a Belli na pewno nie. Załamie się. 

- No ale.. - próbowałem coś wymyślić. 

- Zadzwonimy do Maslowa, i się dowiemy co i jak. - Carlos wyciągnął telefon z kieszonki. - Dzwonię. 

- Nie! Poczekaj. Jutro to zrobimy, nie psujmy nikomu dzisiaj imprezy. Niech się dziewczyna pobawi. - uśmiechnął się. 

- No dobra. Jak wolisz..


#.  Krótki, dzisiaj a ja nie mam nic na swoje wytłumaczenie.. No może gdybym siedziała w domu, to bym była kilka rozdziałów do przodu. Postaram się nadrobić, no a na dzisiaj to tyle. Bywało lepiej z rozdziałami i czytelnikami. 

* Heartbreaker. Jeżeli nie czytasz mojego opowiadania, to proszę nie wciskaj swojego do komentarzy, i nie próbuj zdobywać czytelników na siłę. Byłabym wdzięczna, jeżeli Sobie odpuścisz streszczanie swojego opowiadania. Dziękuję. 

niedziela, 8 marca 2015

Part 54.

Wieczorem.

- Jesteśmy. - krzyknął Logan.

- Znaleźliśmy zgubę. - powiedział Kendall.

- Kochanie. - rzuciłam się na szyję Jamesowi. - Z Babcią wszystko w porządku? - zapytałam.

- Tak. Będę musiał ją odwiedzać, co kilka dni ale dam radę. Jeszcze raz przepraszam za tą randkę. - posmutniał. - Chcę Ci to jakoś wynagrodzić.

- Nie musisz. - uśmiechnęłam się. - Najważniejsze że z Babcią wszystko w porządku.

- No ale, chciałem coś dla Ciebie zrobić.

- Nie musisz. - uśmiechnęłam się. - Chodź zrobimy jakąś kolację i się położymy.

Oczami Carlosa. 

- Wpadłem na wspaniały pomysł. 

- Jaki? - zapytał Kendall. 

- Logan i Alice się zaręczyli, można więc zaprosić naszych Przyjaciół i zorganizować małą imprezę, w końcu Nas przy tym nie było. - posmutniał. 

- No a kiedy? - zainteresował się Logan. 

- Dzisiaj? - zaproponowałem. 

- Nie, dzisiaj nie. Wszyscy jesteśmy zmęczeni. Może jutro, zaprosimy wszystkich znajomych i zorganizujemy małe przyjęcie. - uśmiechnąłem się pod nosem. 

- Świetnie. - zgodził się James. 

- No, no. Będzie elegancka impreza. - powiedział zainteresowany Logan. 

- Ej.. - posmutniałem. - Miała być impreza! Taka wielka, a nie elegancka. 

- No przecież będzie. Nie martw się tak. - Logan poklepał mnie po ramieniu. 

- Będzie impreza, będzie impreza. - cieszyłem się na najbliższą zabawę. 

Następnego Dnia - Przygotowania do imprezy. 

- Mamy już wszystko. - odpowiedziałem, odhaczając kolejny punkt. 

- Carlos. Jesteś pewny, że wszystko jest? - Alice rozejrzała się po pomieszczeniu. 

- No tak. - kiwnąłem głową. - Alkohol, napoje, chipsy. Wszystko jest. 

Westchnęła głośno. - Nie chcę nic sugerować, i mówić że źle organizujesz imprezy. No ale jakieś sałatki, albo inne małe przekąski. 

- No ale to ma być impreza, a nie podwieczorek.. - spojrzałem błagalnie na dziewczyny. 

- Nie no jasne. Ty wszystko organizujesz, napijmy się piwa i wódki. Najedzmy się nie zdrowych chipsów, i popijmy to litrami coli. A potem umierajmy gdzieś w kącie. 

- Jesteście wredne! - wyrwałem kartkę z zeszytu. - Co Wam potrzebne do tych sałatek i reszty? 

Dziewczyny przybiły piątkę z radości. - Sałata, ogórek, pomidor... - wymieniała Brown. 

- Pojedziecie do sklepu, a mu z chłopakami jeszcze wszystko ogarniemy. 

- Coś Ty zrobił? - skrzywił się Logan. 

- No co? Wiesz ile by potem było gadania? Oszczędziłem tego Sobie i Wam. - sprostowałem. 

- No ok.. - westchnęli. 

Dziewczyny pojechały po zakupy, a my zaczęliśmy dalej robić swoje. Maslow co chwilę odbierał telefon, aż w końcu poszedłem za Nim i podsłuchałem jego rozmowy.. 

- Dzisiaj będzie impreza, ale nie martw się. Jak tylko każdy wypiję swoją porcję alkoholu, to nic nikt nie będzie wiedział, a ja się do Ciebie wymknę. Wrócę nad ranem, położę się gdzieś na kanapie w salonie
i udam że mocno spałem. Już się tak nie martw, wszystko pójdzie jak z płatka. To Twój ostatni wieczór tutaj, potem lecisz do Polski więc chcę to wykorzystać jak najlepiej. 

Coś tam jeszcze mówił, ale wróciłem do przygotowań.. Nie miałem ochoty go dalej słuchać, muszę w końcu powiedzieć Belli z kim się zadaję. Nie pozwolę aby ktoś tak okłamywał moją siostrę.. Nawet jak to jest mój najlepszy Przyjaciel. Jeżeli Ona mu nic nie powie, to ja mu wszystko wygarnę. Nie pozwolę na to, aby znowu płakała przez jakiegoś palanta! 

2 godziny później. 

- Po drodze, zabrałyśmy Lenę. - poinformowała Nas Bella. 

- Cześć Kochanie. - przywitał się Kendall. 

- Zaraz zwymiotuję.. - wymamrotała Bella. 

- Mówiłaś coś? - zapytała Alice. 

- Zaraz zabieramy się do sałatek. Lena! - krzyknęła na koleżankę Bella. - Chodź Nam pomóż. - uśmiechnęła się. 

- Bella możemy zamienić słowo? - zapytałem. 

Wyszliśmy na taras, to chyba nasze ulubione miejsce do rozmów.. Każdy tutaj przychodzi jak ma problem. 

- Co się stało? - zapytała. 

- Czujesz coś do Kendalla? - zapytałem wprost, żeby nie owijać w bawełnę. 

- No coś Ty.. - machnęła dłonią. 

- Nie udawaj, coś jest na rzeczy. Mów. 

- Nie. Kocham Jamesa! Nie wiem skąd Ci to przyszło do głowy. - wyszła bez żadnego słowa. 

- Mnie nie oszukasz.. Kochasz Maslowa i Schmidta, znam Cię od dziecka. - mruczałem pod nosem.

- Co? - Kendall dziwnie na mnie spojrzał. 

- Myślę! - warknąłem. - Chodź zrobimy porządek. 

Gdy wszystko było gotowe, goście powoli się schodzili. Muzyka cicho grała. 

- No w końcu, jakieś normalne jedzenie.. A nie tylko chipsy i reszta. - ucieszyła się Lisa. 

- No tak. - odpowiedziałem z ciężkim sercem. - Myślałem że będzie więcej osób. - spojrzałem na drzwi. 

- Miał przyjść Martin i Eva, no i Pablo z Davidem. - Logan spojrzał na zegarek. - Może to Oni? - usłyszał dzwonek do drzwi, poszedł otworzyć. - No już myślałem że nie przyjdziecie. 

- Hello! - krzyknął Pablo. - Nie mógł bym odpuścić tak wielkiej imorezy.. - ucieszył się. - Mam nadzieję że się nie obrazicie, ale zaprosiłem naszych starych znajomych. - spojrzał na Bellę. 

- Nie wierzę własnym oczom. - podskoczyła z łóżka, po kolei wchodzili znajomi z trasy i wszyscy którzy pracowali z Bellą. - Tak się cieszę że was widzę! - wyściskała wszystkich. 

Impreza powoli się rozkręcała, Lisa zadzwoniła po swoich znajomych wszyscy bawiliśmy się świetnie. Obiecałem Sobie że nie będę pił, aby pilnować Jamesa. 

Oczami Belli. 

Tak się cieszę że są tutaj wszyscy, nie mogę uwierzyć w moje szczęście. Logan i Alice są bardzo szczęśliwi, zazdroszczę im tego szczęścia, może i mnie to nie długo spotka i zostanę Panią Maslow. Jakie to by było piękne. Isabella Pena Maslow, albo nie.. Isabella Maslow. Tak. To pięknie brzmi. 

- O czym tak myślisz? - zapytał James, który wyrósł jakby z ziemi. 

- O Nas. Myślisz że my też będziemy taką szczęśliwą parą jak Logan i Alice? 

- Oczywiście Kochanie, oczywiście. - spojrzał mi w oczy. - Skarbie. - odsunął się kawałek. - Muszę iść do Babci. Nie pogniewasz się, jak Cię opuszczę? - jego oczy, mnie zahipnotyzowały. 

- No jasne że nie. - pogładziłam jego policzek. - Leć, jak trzeba to zostań na noc. - puściłam jego dłoń. - Ucałuj i pozdrów Babcię ode mnie. 

- Jesteś najlepsza! - przytulił mnie. - Na pewno to zrobię. - założył kurtkę i wybiegł z domu. 

Jaki On jest kochany i opiekuńczy. Ciepło mi się zrobiło na sercu, taki Facet jak On to skarb. Uwielbiam go. Rozejrzałam się po salonie, wszyscy się dobrze bawili. Muzyka grała, alkohol się lał a ja byłam w siódmym niebie. Nigdzie bym nie znalazła lepszego chłopaka od Jamesa. W domu było dość ciepło, wyszłam na taras aby się przewietrzyć. Zauważyłam jakiś parkujący samochód, obok naszego domu. 
Nie bardzo wiedziałam kto to może być, więc ruszyłam do drzwi głównych. Czekałam aż tajemnicza postać się ukaże. Nie mogłam bardzo nic zobaczyć bo ten ktoś był w kapturze, ale zapaliłam przed drzwiami światło. Usłyszałam pukanie i dźwięk dzwonka, od razu otworzyłam. Gdy zobaczyłam kto to, cieszyłam się jak dziecko. 

- Co Ty tutaj robisz?! - zapytałam, chłopaka uwalniając go z uścisku. 

- Przyjechałem na kilka dni, a może zostanę na dłużej. - odpowiedział. 

- Cieszę się że Cię widzę. - wejdź do środka. - Hej, hej! - krzyknęłam. - Patrzcie kto przyjechał. - wskazywałam palcem na chłopaka. 

- Stary! Cześć! - przywitał się Carlos. - Na długo przyjechałeś? - zapytał wręczając chłopakowi kieliszek.

- No może trochę. - uśmiechnął się. - Na razie chcę zrobić Sobie wakacje, i pomyślałem że wpadnę do LA. 

- Gdzie się tyle podziewałeś? - zapytał Logan, polewając kolejne kieliszki. 

- Tu i tam.. - odpowiedział krótko. - Na razie zawitam tutaj na dłużej. - uśmiechnął się. 

- Nie wierzę.. - powiedziała przechodząca obok Lena. - Jak ja się stęskniłam. - powiedziała przytulając chłopaka. 

- Co?! - Kendall strasznie się oburzył, widząc tulącą się Lenę z innym chłopakiem. - Co się tutaj wyprawia? - zdenerwował się. - Znacie się? To Twój jakiś były? - zakasał rękawy. 

- Nie głuptasie. - chwyciła go za ręce. - To mój brat. - uśmiechnęła się. 

- Co?! - wszystkim opadły szczęki. - Twój Brat? - zdziwiłam się. 

- Tak. Lena ma nazwisko Mamy a ja Ojca, i tak to się stało. 

- Ale dlaczego? - wgłębił się w temat Carlos. 

- Gdy byłem Mały Ojciec chciał się rozwieść z Mamą więc dał mi swoje nazwisko, ale po roku zmienił zdanie. No i po zgodzie.. Wyrosła Lena, więc Ona nosi nazwisko Mamy a ja Ojca. - wytłumaczył. 

- To dla mnie sklo.. skolp... spolm... - plątał się Carlos. 

- Tak to dla Ciebie skomplikowane. - poprawił go Logan. - Za dużo alkoholu. - zabrał mu butelkę. 

- Mam jeszcze jedną. - uciekł. 

- No ale dlaczego nie odezwałeś się, że będziesz w LA? - zapytała brata. 

- Chciałem Ci zrobić niespodziankę. A tak przy okazji, mógłbym się u Ciebie zatrzymać na kilka dni? 

- No jasne. - uściskała brata jeszcze raz. - Cieszę się że przyjechałeś. Musimy tyle czasu nadrobić. 

- Ja dalej nie rozumiem. - wrócił Carlos. - To Wasi Rodzice są razem? - zapytał. 

- Tak. - rodzeństwo kiwnęło głową. 

- Ale wcale nie widać w Was podobieństwa. - pogładził podbródek. - Nie, nadal nic nie widzę. - odwrócił się na pięcie i wyszedł. 

James - Narrator. 

- Strasznie szkoda że musisz już jutro jechać, myślałem że będziemy jeszcze kilka dni ze Sobą. - pogładził Elizę po włosach, zmieniając kanały w telewizorze.

- Też tak myślałam. - wtuliła się w jego tors. 

- Jak pierwszy raz Cię ujrzałem to od razu zapaliła mi sie mała lampka, która mówiła że jesteś dziewczyną dla mnie. 

- Jesteś kochany. - pogłaskała go po policzku. - Może zrobię coś do jedzenia, włączymy jakiś film i coś obejrzymy? - zapytała. 

- Pomogę Ci. - uśmiechnął się i poszli do kuchni, James zaczął całować Elizę po szyi. 

- Na nic nie licz Kochanie. - pogroziła mu palcem. - Mam dzisiaj zły dzień, źle się czuję. - odpowiedziała. 

- Co to jakaś zmowa? - zdenerwował się. - Bella ma okres a Ty też? - zapytał. 

- Ej. - skrzyżowała ręce na piersiach. - Czy Ty coś z Bellą? - zdziwiła się. 

- Skarbie. - objął ją. - Musiałem coś jej ściemnić, żeby się nie zorientowała że ją zdradzam i w ogóle. 

- Ale ją zdradzasz. - zachichotała wrednie. 

- No wiem, ale jeszcze trochę ją pomęcze i potem z Nią zerwę. - powiedział. 

- Ale tak po prostu? - zdziwiła się. - Musisz mieć jakiś plan. 

- Za kogo Ty mnie masz? - spojrzał na dziewczynę. - Będę oschły, aż sama ze mną zerwie. Albo nie.. To ma być z mojej winy, zapomnę o rocznicy albo coś takiego. - podsumował. 

- A kiedy macie rocznicę? - zapytała. 

- Nie wiem. - wzruszył ramionami. - Nie pamiętam, już. Teraz mam Ciebie i tylko Ty się liczysz. - objął ją w pasie i pocałował. 

- Ale o naszych pamiętasz? -zapytała z nadzieja. 

- No tak. - kiwnął głową. - Urodziny masz 7 marca, pierwszy Twój SMS do mnie miał treść ' Chętnie się z Tobą umówię ' . - uśmiechnął się szeroko i wymieniał wszyskie daty po kolei. 

- Jesteś szalony! - pocałowała go. 

- Nie, jestem zakochany. - pomógł kończyć dziewczynie kolacje. 

Impreza. 

Musiałam wyjść na taras, gdyż było mi bardzo gorąco. Lena z bratem ciągle rozmawiali, Kendall i Carlos nakręcali imprezę. Zmęczona Alice poszła na górę położyć się spać, nikt nie miał tam wstępu. Gdyż to był nasz prywatny teren, usiadłam na huśtawce tak że byłam niezauważalna przez resztę. Wzięłam ze Sobą pełną butelkę z winem i pusty kieliszek. Usiadłam wygodnie. Pech chciał że nie wzięłam ze Sobą żadnego Faceta, który by otworzył ten napój i go ze mną wypił. 

- Powodzenia! - pogratulowałam Sobie. - Jak bierzesz wino to i weź korkociąg. - stuknęłam się w czoło. 

- Jestem. - odpowiedział Logan. 

- Widzisz jak chcesz to potrafisz. - spojrzała w niebo. - Jest i Facet. Dziękuję. - odpowiedziałam. 

- Co tam widzisz? - zapytał. 

- Modliłam się o cud, no i się stało. Zjawiłeś się z prawie pustym kieliszkiem wina, a mi potrzeba kogoś kto wypije to ze mną. - wskazałam na butelkę. - No i otworzy. - uśmiechnęłam się. 

- Przyda się? - w drugiej ręce, chłopak miał korkociąg. 

- Jesteś wspaniały. - miałam ochotę go uściskać. - Proszę. - podałam chłopakowi butelkę w winem. 

Sprawnie rozprawił się z butelką. I mogłam się cieszyć smakiem. 

- Gdzie się podział James? - zapytał Logan, spoglądając w niebo. 

- Musiał jechać do Babci, zostanie u Niej na noc. - rozsiadłam się wygodnie, opierając się o Logana. - Jak tam Alice się czuję? - zapytałam. 

- Głowa ją bolała, i wymiotowała. Może się czymś zatruła, miała gorączkę więc położyła się spać. - Logan objął mnie ramieniem. 

- Bardzo się cieszę z waszego szczęścia, jesteście taką świetną parą. Bardzo do Siebie pasujecie. 

- Kocham ją, nie wyobrażam Sobie bez Niej życia. Te oświadczyny, były dla mnie bardzo ważne. - opowiadał. - Myślałem o tych oświadczynach kilka dni. Wczorajsza wizyta u jubilera, mnie przekonała do
tego że Cię kocham, a ten pierścionek miał być znakiem mojej miłości. - odpowiedział. 

- Co?! - zerwałam się na równe nogi. - Ale Ty kochasz Alice a nie mnie. - szepnęłam. - Jesteśmy tylko Przyjaciółmi, nic więcej. 

- Przepraszam. Nie chciałem tego powiedzieć, miałem na myśli Alice a nie Ciebie. - przetarł oczy. - Kocham Alice. - powiedział. - Przepraszam. 

Logan bardzo mnie zaskoczył tym co powiedział, nie spodziewałam się tego. Nalał Sobie kieliszek wina, aby uwolnić się od tego co powiedział przed chwilą. Szybkim łykiem wypiłam wino.. Ocknęłam się. Powtarzałam Sobie w myślach że Logan się tylko przejęzyczył.. 

- To moja wina. To przez ten pocałunek. - zbliżyłam się do Niego. - Nie chciałam aby to tak wyszło. - im bardziej się tłumaczyłam, tym bliżej Logana się znajdowałam, w końcu nie mogłam i pocałowałam go, chłopakowi to chyba nie przeszkadzało, gdyż odwzajemnił mój pocałunek. 

- Stop! - odskoczył ode mnie. - Kocham Alice! Nie Ciebie, nie mogę w to uwierzyć. Że znowu to samo.. - Logan wyrzucił kieliszek i wrócił do domu. 

Usiadłam na ławce, obwiniałam się za To co zrobiłam przed chwilą.. Miała Sobie za złe, że pocałowałam narzeczonego mojej Przyjaciółki. Tak nie powinno się stać. To moja wina.. To chyba moja głupota, moja czysta głupota.. Nie wiele myśląc rozbiłam kieliszek i biorąc mały kawałek szkła przejechałam Nim Sobie po ręce. Ból chyba sprawił mi przyjemność. Poczułam jak cała wina ze mnie spływa.. Jak opuszcza mnie i moje ciało, kilka kresek wystarczy. Dokończyłam pić wino i wróciłam do domu. Szybko skierowałam się na górę, i obmyłam rękę. Tak aby nie było widać że coś robiłam..  Impreza na dole chyba dobiegała końca, bo części osób nie było. No trudno. Ważne że ja się dobrze bawiłam! 


- Siostra. - Carlos zawiesił się na moim ramieniu.  - Ja wiem, nie jestem idealny, może nie najmądrzejszy. Ale Cię bardzo kocham. - uścisnął mnie i rzucił się na kanapę. 

- Dobra.. - przechyliłam głowę. - Nie wiem o co mu chodziło.  

- My będziemy już szli do domu. - powiedziała Lisa. 

- Nie, nie. - pokiwałam głową. - Mamy na górze pokoje gościnne, zostańcie na noc. Rano zjemy śniadanie, no a potem może pójdziemy na plaże razem. Przecież jeszcze jest kawałek wakacji, trochę słońca no 
i trzeba to wykorzystać. - uśmiechnęłam się. 

- Nie chcemy Wam sprawiać kłopotu. - wtrącił Carlos. 

- Co? - spojrzałam na Niego. - Jesteś pijany, nie pij więcej. - skomentowałam. 

- Powiem Ci że jestem trzeźwy, a Twój brat zabrudził łazienkę na dole.. - powiedział ciszej. - Nie chcesz tego oglądać. - uśmiechnął się. 

- To dlatego był taki kochany.. - zaśmiałam się. - Przekaż mu że jutro sprząta całą łazienkę. - pogroziłam mu palcem. - No a Wy zostajecie. - tupnęłam noga. 

- No patrz. - powiedziała Lisa. - Jaki zbieg okoliczności, wzięłam jakieś ciuchy. - zaśmiała się. - No jestem niesamowita. 

Zaprowadziłam wszystkich na górę, i sama położyłam się do łóżka. Ból głowy, dał o Sobie znać wcześnie rano. Nie mogąc spać, wstałam i zaczęłam sprzątać. Ogarnęłam powoli salon i mniej więcej pokoje. Carlosowi zostawiłam łazienkę, a niech ma! Gdy się obejrzałam była już 10 , no i poszłam po jakieś zakupy. Wychodząc z domu, wpadłam na Jamesa. 

- Cześć Kochanie. - przywitał mnie promienym uśmiechem. - Gdzie się wybierasz? - zapytał. 

- Idę na zakupy, muszę coś kupić na śniadanie. Pójdziesz ze mną? - zapytałam. 

- Jasne. - kiwnął głową. - Impreza się udała? - zapytał. 

- Było świetnie, obawiam się że Carlos nie będzie nic pamiętał.. - zaśmiałam się na samą myśl. 

- Chyba popsuję Ci humor. - posmutniał. 

- Coś się stało z Babcią? - zainteresowałam się. 

- Nie, nie. Z Babcią wszystko dobrze. Ale muszę pojechać na kilka dni do Rodziców. - posmutniał. 

- Dlaczego? Nie możesz tego przełożyć? - zapytałam z nadzieja. 

- Nie mogę, niestety. - westchnął głośno. - Muszę jechać dzisiaj po południu. 

- Już? - spuściłam głowę w dół. 

- Tak. Miałem wrócić do domu, i się spakować, ale chciałaś żeby jechać z Tobą na zakupy. - odpowiedział szybko. 

- No dobra. - spojrzałam na chłopaka. - Jedź do domu, spakuj się i pozdrów Rodziców ode mnie. - uściskałam chłopaka. 

- Naprawdę? - ucieszył się. 

- Tak. Jedź. - kiwnęłam głową. 

- Dziękuję Ci! - mocno mnie przytulił. - Jesteś wspaniała. - pocałował mnie. - Już jadę. - pobiegł w stronę domu. - Pozdrów wszystkich! - zdążył jeszcze krzyknąć. 

- Też Cię kocham.. - powiedziałam do Siebie i weszłam do sklepu. 

Zrobiłam zakupy i wróciłam do domu. Wyłożyłam wszystkie zakupy, i zabrałam się za śniadanie. Wszystko było już gotowe, trzeba było czekać aż przyjaciele się obudzą. Poszłam na górę żeby się trochę odświeżyć. Obok nocnej lampki leżała karteczka.  ' Jesteś wspaniała! Dziękuję. Wrócę nie długo. James ' . No dobra. Ogarnęłam się trochę i zeszłam na dół. Zaparzyłam herbatę, a Przyjaciele powoli się  schodzili.. Ten dzień zapowiadał się świetnie. 

niedziela, 1 marca 2015

Part 53 .

Nie sądziłem że Nasi Rodzice się polubią. Państwo Brown już zaprosili moich Rodziców do Siebie na kilkudniowe wakacje, będą mogli odpocząć od pracy.

- Kiedy możemy do Państwa wpaść? - zapytała Mama.

- Proszę mówić Nam po imieniu. - uśmiechnęła się Mama Alice. -Laura miło mi, i mój Mąż Joseph w skrócie Joe. - Rodzice uścisnęli Sobie dłonie.

- Alexandra i mój Mąż Daniel, ale łatwiej będzie Alex i Dan. Tak się cieszymy, że w końcu możemy mówić Sobie po imieniu, no i nasze dzieci są takie szczęśliwe.

- Daniel. Może pojedziecie do Nas na wakacje, byłoby Nam bardzo miło. Co wy na to? - zapytał Tata Alice.

- Czemu nie, mam kilkudniowy urlop, więc czego go nie wykorzystać. - uśmiechnął się.

- Możemy jechać już i jutro. - zaprosił Tata Alice.

Rodzice już ustalili Sobie dzień wyjazdu, co prawda nie byli aż tak długo u Nas ale co za dużo to nie zdrowo. Alice posłała łóżka w pokojach gościnnych a ja powoli zabierałem się za sprzątanie. Byłem tak zmęczony, dzisiejszym dniem ale musiałem posprzątać aby nie zostawiać nic na jutro. W sumie to i na dzisiaj, bo zegarek dawno już wybił północ.

- Zmęczony? - podeszła do mnie Alice przytulając mnie.

- Trochę. Ale już to kończę i się położę spać. - odwróciłem się. - Możesz iść na górę, zaraz do Ciebie przyjdę.

- Dobrze. - Alice wzięła wodę i poszła na górę.

Cicho wszedłem do pokoju, tak żeby nie obudzić dziewczyny. Przebrałem się i wskoczyłem do łóżka w którym już smacznie spała moja Narzeczona. Jak to pięknie brzmi.

Rano. 

Obudziły mnie hałasy dochodzące z kuchni, wziąłem szybki prysznic i udałem się na dół. W kuchni krzątała się moja Mama i Pani Laura. 

- Dzień Dobry. - kiwnąłem głową. - Co się tutaj dzieję? 

- Chcemy zrobić śniadanie, ale nie orientujemy się za bardzo co gdzie jest. - wytłumaczyła Mama. 

- Zaraz wszystko pokaże. 

- Siadaj Kochanie. My tutaj z Laurą zaraz zrobimy śniadanie, a potem jedziemy do Nevady. Na wakacje. Tak się cieszę. - powiedziała Mama. 

- A gdzie Tata? - zapytałem. 

- Poszedł biegać. Zaraz pewnie wróci, a teraz idź obudź Alice bo śniadanie zaraz będzie gotowe. - uśmiechnęła się Mama. 

- Obudź też chłopców i Bellę. - powiedziała Pani Laura. - Zjedzą z Nami. 

- Chłopaków nie ma, ale Bellę mogę obudzić. - skierowałem się na górę, tuż do naszego pokoju. - Kochanie. Śpisz? - zapytałem. 

- Właśnie miałam wstać. - uśmiechnęła się. - Obudź Bellę to zrobimy śniadanie. 

- Moja Mama mi to samo powiedziała, pójdę do Niej.. - wyszedłem z pokoju. Cicho zapukałem do pokoju Belli. 

- Proszę. - usłyszałem za drzwiami. 

- Cześć. Chodź na śniadanie, bo Rodzice właśnie zrobili. 

- Logan. - spojrzała na mnie, zapuchniętymi oczami. - Możesz na chwilę usiąść? - zapytała. 

- Jasne. Co się stało? Płakałaś. - stwierdziłem. 

- Nie.. No może trochę, ale to nic takiego. Bardzo się rozczarowałam zachowaniem Jamesa. Zawiódł mnie. - jej oczy się zaszkliły, w jednym momencie wtuliła się we mnie. 

Nie wiedziałem co mam zrobić. Czekałem na jakąś inną reakcję, nie wiedziałem że aż tak ją zranił. Nie mogłem zostawić jej samej, więc odwzajemniłem uścisk. 

- Bardzo mi przykro. - wydukałem po chwili. 

- Logan. - spojrzała na mnie zapłakanymi oczami. - Co jest ze mną nie tak? - zapytała i po chwili zbliżyła swoje usta do moich, poczułem jej miękkie malinowe wargi. 

Odwzajemniłem pocałunek. Poczułem ciepło w środku, ale zaraz szybko się odsunąłem. 

- Nie chciałam. - odskoczyła jak poparzona. - Dziękuję za zaproszenie na śniadanie, chętnie skorzystam. Zaraz będę gotowa. - zniknęła w łazience. 

Zdezorientowany tym co się przed chwilą stało, poszedłem na dół. Nie mogłem uwierzyć w to co zrobiłem.. Bałem się mówić o tym komukolwiek, a tym bardziej Alice której się wczoraj oświadczyłem. Próbowałem zachować spokój, chciałem o tym zapomnieć. 

- Dzień Dobry. - przywitała się Alice. - Logan, gdzie jest Bella? 

- Zaraz przyjdzie, była w łazience. - powiedziałem. 

Usiedliśmy z Rodzicami do śniadania. Bella nie przychodziła do Nas, może było je głupio z powodu tego pocałunku.. Trochę się zmartwiłem, ale nie chciałem tego pokazywać.

- No cóż. - westchnęła Mama. - Może innym razem porozmawiamy z Bellą, no a teraz musimy już jechać jeżeli chcemy tam dotrzeć na wieczór. - powiedział Tata.

- Pozdrówcie od Nas Bellę i chłopaków. A tymczasem musimy już jechać. - powiedziała Pani Laura.

- Udanych wakacji Mamo! - powiedziała Alice.

- Jak dojedziecie na miejsce, to dajcie znać żebyśmy się nie martwili.

- Dobrze. Jeszcze raz Wam gratulujemy! - uściskali Nas Rodzice, po czym wyszli.

Kwadrans później. 

Kendall i Carlos właśnie wrócili do domu, a zaraz za Nimi na dół zeszła Bella. 

- Cześć! - przywitali się Los i Kendall. - Jak tam spotkanie z Rodzicami? - zapytał Los. 

- Bardzo dobrze, właśnie teraz pojechali do moich Rodziców na wakacje. - uśmiechnęła się szatynka. 

- A ja się oświadczyłem Alice! - pochwaliłem się. 

- Co?! - Bella wypluła sok, który właśnie piła. 

- Żartujesz? - zapytali prawie równocześnie Kendall i Carlos. 

- Gratuluję! - uściskał ich Kendall. 

- No, no. - pogratulował Los. - Wyfruwasz z naszego gniazdka. - westchnął. 

- Bardzo się cieszę, waszym szczęściem. - uśmiechnęła się Bella. - Bardzo Wam gratuluję!

- Ja też się cieszę, myślałam że już wcale mi się nie oświadczysz. - zaśmiała się. - Strasznie się cieszę, już muszę myśleć o weselu, ślubie i całej reszcie. - zamyśliła się.

- Jeszcze masz czas Skarbie. - przytuliłem ją. - Wybaczysz mi na chwilę? - puściłem ją z objęć. - Muszę zamienić słowo z Bellą. - uśmiechnąłem się.

- Jasne. - odwróciła się do chłopaków.

Bella chyba czuła co się święci, więc wyszła na taras. Bałem się tej rozmowy, albo nie. Może nie tyle co bałem, ale nie wiedziałem co mam mówić. Ta sytuacja mnie przerosła.

- Musimy porozmawiać o tym co się stało dzisiaj rano. - usiadłem na ławce.

- Przepraszam.. - wydukała. - To chwila słabości. - podrapała się w głowę. - Dawno nie byłam z nikim blisko, chciałam się poczuć chociaż przez chwilę wyjątkowo. James jest jakiś oschły, nie rozumiem go. Raz jest romantyczny, a w drugiej chwili wcale nie zwraca na mnie uwagi. - posmutniała. - Czy On mnie zdradza? - zapytała.

- James? - zdziwiłem się. - Nie. On nigdy by Cię nie zdradził, jest zakochany w Tobie po uszy. Świata poza Tobą nie widzi, ale mogę z Nim porozmawiać jak chcesz.

- Na prawdę? - jej kąciki ust, się lekko podniosły. - Jesteś wspaniałym Przyjacielem.

- Dziękuję. Ale powiedz mi prawdę, dlaczego rano mnie pocałowałaś? - mówiłem pół szeptem.

Spojrzała w niebo. - Kocham Was wszystkich jak braci, no i każdego z osobna na swój sposób. Lubię spędzać z Wami czas. - mówiła mocząc stopy w basenie. - Każdy z Was podoba mi się na inny sposób. Wiem że to nie będzie realne i nie jest abym mogła się w Tobie zakochać, ale.. - zacięła się.

- Ale co? - zdenerwowałem się.

- Ale ja po prostu nie umiem inaczej. Może kiedyś, będzie taka szansa. - uśmiechnęła się i wróciła do domu.

Nie rozumiem kobiet, a tym bardziej tych które ze mną mieszkają. Ale są zabawne i urocze. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić że je kocham, szczerą i prawdziwą miłością. Z rozmyśleń wyrwał mnie telefon.

- Słucham? - odebrałem.

- Przyjdźcie dzisiaj do studia, bo musimy zrobić kilka projektów. - powiedział szybko Martin.

- Ale nie ma Jamesa. - odpowiedziałem.

- O to się nie martw, już ustaliłem z Nim spotkanie. - powiedział. - Bądźcie gdzieś za 2-3 godziny. Liczę na Was.

- Jasne. - rozłączyłem się i poszedłem do domu. - Martin dzwonił, mamy być za 2-3 godziny w studio.

- Jasne. - kiwnął głową Los.

- Nie ma sprawy. A gdzie James? - zapytał Kendall. - Bella. Chyba z Nim byłaś, prawda?

- Musiał załatwić jakąś sprawę, jego Babcia wylądowała w szpitalu. - skomentowała krótko.

- Ok. - kiwnął głową Carlos.

2 godziny później. Oczami Belli. 

Chłopaki poszli do studia, zostałam w domu sama z Alice. Usiadłyśmy przed telewizorem i zaczęłyśmy oglądać wszystkie sezony serialu chłopaków. Uśmiechałam się pod nosem, wyglądali tak słodko kilka lat temu. 

- Mogłabym się zakochać w Nich jeszcze raz. - powiedziała Alice, nie odrywając wzroku od telewizora. 

- Słodcy są, ale wtedy też byli. - zaśmiałam się. - W którym się podkochiwałaś? 

- Podobał mi się Carlos, był takim słodkim łobuzem. Potem zaczarował mnie Kendall i Logan. Tacy spokojni i opanowani, ale najbardziej przykuł moją uwagę James. - po tych słowach zakryła usta. - Nie chciałam tego mówić. Przepraszam. 

- Nic się nie stało. - uśmiechnęłam się.

- Właściwie to gdzie jest James? - zatrzymała video. 

- Mówiłam że u Babci. - włączyłam ponownie. 

- Nie kłam. Przecież widziałam jak wróciłaś, jaką miałaś minę. Co się stało?  Powiedz. 

- Ech.. - westchnęłam. - Jak się dowiedziałam że Twoi Rodzice przyjeżdżają, to James od razu zaproponował mi randkę nie powiem, że byłam w szoku. Ciągle mi o tym opowiadał, ale nie chciałam w to wierzyć że będzie idealnie. No ale dobra. Zaczęłam przeszukiwać szafę w poszukiwaniu czegoś wygodnego i fajnego. Mieliśmy spędzić razem fajny wieczór, tylko we dwoje. Bez żadnych restauracji i tego typu. Bardzo się cieszyłam, bo od dawna nigdzie nie byliśmy razem. Wszystko się pięknie zapowiadało, dotarłam pod wskazane miejsce. Nie widziałam nigdzie Jamesa, trochę się zdenerwowałam bo kazał mi przyjść ale go nie było. Poczekałam kilka minut, w końcu dotarł z pięknym bukietem róż..

- Proszę Kochanie. - wręczył mi róże. - Przepraszam że musiałaś czekać, ale były korki a nie miałem gdzie zaparkować auta. - wytłumaczył. 

- W porządku. - pocałowałam go w policzek. - Gdzie się wybieramy? - zapytałam. 

- W sumie, to na początek spacer po parku, później przejażdżka na plaże a następnie to się przekonasz. Nie mogę wszystkiego zdradzić. - uśmiechnął się pod nosem. 

- Cieszę się że możemy spędzić trochę czasu razem, tak mało go mamy. Po tym jak miałam problemy wcale nie miałam ochoty na nic, później ten obóz dla dzieciaków no i Ty byłeś chory. Dobrze że chociaż teraz mamy trochę czasu dla Siebie. 

- Wiem, ja też się tym martwię. Ale trzeba w końcu nadrobić ten czas. - pocałował mnie w czubek głowy i szliśmy dalej przez park. 

- Ty jesteś dla mnie taki dobry, a ja zapomniałam o Twoich urodzinach.. - spuściłam głowę w dół. 

- Ale to nie Twoja wina.. Musiałaś jechać w tą trasę, dzięki temu Twoja kariera rozkwitła. - pocieszył mnie. 

- Ale urodziny Carlosa też były, a ja nie pamiętałam. To przez ten obóz. - skarciłam się w myślach. - I Tobie ani jemu nie kupiłam nic, no i nie zrobiłam żadnej imprezy. Nie zasługuję żeby z Tobą być. Wy zawsze o mnie pamiętacie, a ja? Jestem wredna. - zatrzymałam się i usiadłam na ławce. 

- Kochanie. - uklęknął przede mną. - To nie Twoja wina, w następnym roku będzie lepiej. Ten nie jest na razie Twoim najlepszym. Dla mnie jest ważne, żeby być z Tobą. Nie potrzebuję żadnych prezentów ani niczego innego. Najważniejsze że jestem z Tobą. 

- Dziękuję że tak myślisz. - uśmiechnęłam się. - Ale teraz będę miała jeszcze mniej czasu, startuję do nowego filmu, a potem robię swój no i jeszcze chcę nagrać płytę. Tyle mam rzeczy do zrobienia, i chcę zdawać do szkoły aktorskiej. 

- Chodź moja Mała wariatko. - James chwycił mnie za dłoń i poszliśmy dalej. - Pomogę Ci we wszystkim. 

Spacerowaliśmy tak dłuższą chwilę, aż pojechaliśmy na plażę. Tam podziwialiśmy zachód słońca, morze muskało nasze stopy, czułam się wspaniale jak pierwszego dnia gdy tylko James spędził go ze mną. To było uczucie nie do opisania, romantyczka ze mnie, z duszą wariatki. Poczułam że kocham Jamesa jeszcze bardziej, niż na początku naszego związku. Cieszyłam się każdą chwilą spędzoną z Nim. Po kilkugodzinnej wizycie na plaży, do Jamesa zadzwonił telefon. 

- Kochanie. Zadzwonili do mnie ze szpitala, moja Babcia tam jest. Musze jechać. - zerwał się na równe nogi. 

- Pojadę z Tobą. - zaoferowałam. 

- Kochanie. To pewnie zajmie długo czasu, nie ma sensu abyś jechała ze mną. - powiedział. 

- Pojadę i koniec. - uparłam się. 

- No dobrze. Chodź. 

Poszliśmy w stronę samochodu, udaliśmy się do szpitala. James jechał szybko i nie zważał na żadne światła. Dojechaliśmy do szpitala, pobiegł jak strzała. Czekałam koło tego szpitala, aż wyjdzie. Zrobiło mi się zimno więc weszłam do środka, chciałam zapytać recepcjonistki czy go widziała ale nie było nikogo. Udałam się do automatu aby napić się czegoś ciepłego. Czekałam tam bardzo długo, aż w końcu przysnęłam. Obudziła mnie pielęgniarka. 

- Przepraszam. Ale czas odwiedzin się już dawno skończył. Proszę opuścić teren szpitala. - chciała mnie wyprosić. 

- Ale ja tutaj jestem z chłopakiem. Przywieźli tutaj jego Babcię. 

- Poproszę imię i nazwisko. - poprosiła. 

- Isabella Pena jestem. - odpowiedziałam szybko, po czym się zorientowałam że chodziło o nazwisko Babci, pielęgniarka spojrzała na mnie dziwnie. - Przepraszam. Nie znam imienia Babci ale nazwisko to Maslow. - powiedziałam. 

- Proszę za mną. - podeszła do recepcji. - Maslow, Maslow. - sunęła palcem w dół. - Nikogo takiego tutaj nie mamy.. Zaraz, zaraz. Była taka osoba, ale została wypisana. 

- Jak to wypisana? - wybałuszyłam oczy. - Przecież dzisiaj przyjechała. - oburzyłam się. 

- Przyjechała kilka dni temu, może dzisiaj się źle poczuła. - powiedziała. - Przepraszam. Pomyliłam się. Dzisiaj miała wypis ze szpitala, tak był jeden młodzieniec. I zabrał ją do domu. - wyjaśniła. 

- Dziękuję.. - odpowiedziałam. - W takim razie, Dobranoc. Do widzenia. 

Wyszłam otępiała z tego szpitala, już nie wiem co miałam robić. Zadzwoniłam do Jamesa ale ten nie odbierał. Poczułam się źle i marnie. Zniesmaczona randką powoli wracałam do domu. Nie miałam ochoty na nic. Szłam bo szłam. Czułam się źle, nie miałam humoru, a James nie odbierał telefonu.. 

- Nie ma co. Randka udana. - skomentowała Alice.

- Nie chcę o tym myśleć. - posmutniałam. - Niech tylko wróci.. Ja się z Nim rozprawię. - kiwnęłam głową i dostałam SMS-a, spojrzałam na wyświetlacz i odechciało się wszystkiego..

' Przepraszam za tą randkę. To nie miało tak wyglądać, ale musiałem odebrać Babcię ze szpitala. Nie pamiętałem o tym że Ty tam wciąż jesteś. Przepraszam. '

- Coś się stało? - zapytała Al.

- Popatrz na wyświetlacz.. - pokazałam jej telefon.

- No co za świnia! - krzyknęła. - Może to tylko ściema?

- No przecież opowiadałam Ci że sama pielęgniarka, mi to powiedziała.

- No ale.. - dziewczyna się zacięła.

- Kocham Jamesa, i wiem że by mnie nie okłamał. Jestem tego na sto procent pewna. - uśmiechnęłam się. - A jedna nie udana randka, to jeszcze nic straconego. Będą następne. - uśmiechnęłam się pod nosem.