niedziela, 1 marca 2015

Part 53 .

Nie sądziłem że Nasi Rodzice się polubią. Państwo Brown już zaprosili moich Rodziców do Siebie na kilkudniowe wakacje, będą mogli odpocząć od pracy.

- Kiedy możemy do Państwa wpaść? - zapytała Mama.

- Proszę mówić Nam po imieniu. - uśmiechnęła się Mama Alice. -Laura miło mi, i mój Mąż Joseph w skrócie Joe. - Rodzice uścisnęli Sobie dłonie.

- Alexandra i mój Mąż Daniel, ale łatwiej będzie Alex i Dan. Tak się cieszymy, że w końcu możemy mówić Sobie po imieniu, no i nasze dzieci są takie szczęśliwe.

- Daniel. Może pojedziecie do Nas na wakacje, byłoby Nam bardzo miło. Co wy na to? - zapytał Tata Alice.

- Czemu nie, mam kilkudniowy urlop, więc czego go nie wykorzystać. - uśmiechnął się.

- Możemy jechać już i jutro. - zaprosił Tata Alice.

Rodzice już ustalili Sobie dzień wyjazdu, co prawda nie byli aż tak długo u Nas ale co za dużo to nie zdrowo. Alice posłała łóżka w pokojach gościnnych a ja powoli zabierałem się za sprzątanie. Byłem tak zmęczony, dzisiejszym dniem ale musiałem posprzątać aby nie zostawiać nic na jutro. W sumie to i na dzisiaj, bo zegarek dawno już wybił północ.

- Zmęczony? - podeszła do mnie Alice przytulając mnie.

- Trochę. Ale już to kończę i się położę spać. - odwróciłem się. - Możesz iść na górę, zaraz do Ciebie przyjdę.

- Dobrze. - Alice wzięła wodę i poszła na górę.

Cicho wszedłem do pokoju, tak żeby nie obudzić dziewczyny. Przebrałem się i wskoczyłem do łóżka w którym już smacznie spała moja Narzeczona. Jak to pięknie brzmi.

Rano. 

Obudziły mnie hałasy dochodzące z kuchni, wziąłem szybki prysznic i udałem się na dół. W kuchni krzątała się moja Mama i Pani Laura. 

- Dzień Dobry. - kiwnąłem głową. - Co się tutaj dzieję? 

- Chcemy zrobić śniadanie, ale nie orientujemy się za bardzo co gdzie jest. - wytłumaczyła Mama. 

- Zaraz wszystko pokaże. 

- Siadaj Kochanie. My tutaj z Laurą zaraz zrobimy śniadanie, a potem jedziemy do Nevady. Na wakacje. Tak się cieszę. - powiedziała Mama. 

- A gdzie Tata? - zapytałem. 

- Poszedł biegać. Zaraz pewnie wróci, a teraz idź obudź Alice bo śniadanie zaraz będzie gotowe. - uśmiechnęła się Mama. 

- Obudź też chłopców i Bellę. - powiedziała Pani Laura. - Zjedzą z Nami. 

- Chłopaków nie ma, ale Bellę mogę obudzić. - skierowałem się na górę, tuż do naszego pokoju. - Kochanie. Śpisz? - zapytałem. 

- Właśnie miałam wstać. - uśmiechnęła się. - Obudź Bellę to zrobimy śniadanie. 

- Moja Mama mi to samo powiedziała, pójdę do Niej.. - wyszedłem z pokoju. Cicho zapukałem do pokoju Belli. 

- Proszę. - usłyszałem za drzwiami. 

- Cześć. Chodź na śniadanie, bo Rodzice właśnie zrobili. 

- Logan. - spojrzała na mnie, zapuchniętymi oczami. - Możesz na chwilę usiąść? - zapytała. 

- Jasne. Co się stało? Płakałaś. - stwierdziłem. 

- Nie.. No może trochę, ale to nic takiego. Bardzo się rozczarowałam zachowaniem Jamesa. Zawiódł mnie. - jej oczy się zaszkliły, w jednym momencie wtuliła się we mnie. 

Nie wiedziałem co mam zrobić. Czekałem na jakąś inną reakcję, nie wiedziałem że aż tak ją zranił. Nie mogłem zostawić jej samej, więc odwzajemniłem uścisk. 

- Bardzo mi przykro. - wydukałem po chwili. 

- Logan. - spojrzała na mnie zapłakanymi oczami. - Co jest ze mną nie tak? - zapytała i po chwili zbliżyła swoje usta do moich, poczułem jej miękkie malinowe wargi. 

Odwzajemniłem pocałunek. Poczułem ciepło w środku, ale zaraz szybko się odsunąłem. 

- Nie chciałam. - odskoczyła jak poparzona. - Dziękuję za zaproszenie na śniadanie, chętnie skorzystam. Zaraz będę gotowa. - zniknęła w łazience. 

Zdezorientowany tym co się przed chwilą stało, poszedłem na dół. Nie mogłem uwierzyć w to co zrobiłem.. Bałem się mówić o tym komukolwiek, a tym bardziej Alice której się wczoraj oświadczyłem. Próbowałem zachować spokój, chciałem o tym zapomnieć. 

- Dzień Dobry. - przywitała się Alice. - Logan, gdzie jest Bella? 

- Zaraz przyjdzie, była w łazience. - powiedziałem. 

Usiedliśmy z Rodzicami do śniadania. Bella nie przychodziła do Nas, może było je głupio z powodu tego pocałunku.. Trochę się zmartwiłem, ale nie chciałem tego pokazywać.

- No cóż. - westchnęła Mama. - Może innym razem porozmawiamy z Bellą, no a teraz musimy już jechać jeżeli chcemy tam dotrzeć na wieczór. - powiedział Tata.

- Pozdrówcie od Nas Bellę i chłopaków. A tymczasem musimy już jechać. - powiedziała Pani Laura.

- Udanych wakacji Mamo! - powiedziała Alice.

- Jak dojedziecie na miejsce, to dajcie znać żebyśmy się nie martwili.

- Dobrze. Jeszcze raz Wam gratulujemy! - uściskali Nas Rodzice, po czym wyszli.

Kwadrans później. 

Kendall i Carlos właśnie wrócili do domu, a zaraz za Nimi na dół zeszła Bella. 

- Cześć! - przywitali się Los i Kendall. - Jak tam spotkanie z Rodzicami? - zapytał Los. 

- Bardzo dobrze, właśnie teraz pojechali do moich Rodziców na wakacje. - uśmiechnęła się szatynka. 

- A ja się oświadczyłem Alice! - pochwaliłem się. 

- Co?! - Bella wypluła sok, który właśnie piła. 

- Żartujesz? - zapytali prawie równocześnie Kendall i Carlos. 

- Gratuluję! - uściskał ich Kendall. 

- No, no. - pogratulował Los. - Wyfruwasz z naszego gniazdka. - westchnął. 

- Bardzo się cieszę, waszym szczęściem. - uśmiechnęła się Bella. - Bardzo Wam gratuluję!

- Ja też się cieszę, myślałam że już wcale mi się nie oświadczysz. - zaśmiała się. - Strasznie się cieszę, już muszę myśleć o weselu, ślubie i całej reszcie. - zamyśliła się.

- Jeszcze masz czas Skarbie. - przytuliłem ją. - Wybaczysz mi na chwilę? - puściłem ją z objęć. - Muszę zamienić słowo z Bellą. - uśmiechnąłem się.

- Jasne. - odwróciła się do chłopaków.

Bella chyba czuła co się święci, więc wyszła na taras. Bałem się tej rozmowy, albo nie. Może nie tyle co bałem, ale nie wiedziałem co mam mówić. Ta sytuacja mnie przerosła.

- Musimy porozmawiać o tym co się stało dzisiaj rano. - usiadłem na ławce.

- Przepraszam.. - wydukała. - To chwila słabości. - podrapała się w głowę. - Dawno nie byłam z nikim blisko, chciałam się poczuć chociaż przez chwilę wyjątkowo. James jest jakiś oschły, nie rozumiem go. Raz jest romantyczny, a w drugiej chwili wcale nie zwraca na mnie uwagi. - posmutniała. - Czy On mnie zdradza? - zapytała.

- James? - zdziwiłem się. - Nie. On nigdy by Cię nie zdradził, jest zakochany w Tobie po uszy. Świata poza Tobą nie widzi, ale mogę z Nim porozmawiać jak chcesz.

- Na prawdę? - jej kąciki ust, się lekko podniosły. - Jesteś wspaniałym Przyjacielem.

- Dziękuję. Ale powiedz mi prawdę, dlaczego rano mnie pocałowałaś? - mówiłem pół szeptem.

Spojrzała w niebo. - Kocham Was wszystkich jak braci, no i każdego z osobna na swój sposób. Lubię spędzać z Wami czas. - mówiła mocząc stopy w basenie. - Każdy z Was podoba mi się na inny sposób. Wiem że to nie będzie realne i nie jest abym mogła się w Tobie zakochać, ale.. - zacięła się.

- Ale co? - zdenerwowałem się.

- Ale ja po prostu nie umiem inaczej. Może kiedyś, będzie taka szansa. - uśmiechnęła się i wróciła do domu.

Nie rozumiem kobiet, a tym bardziej tych które ze mną mieszkają. Ale są zabawne i urocze. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić że je kocham, szczerą i prawdziwą miłością. Z rozmyśleń wyrwał mnie telefon.

- Słucham? - odebrałem.

- Przyjdźcie dzisiaj do studia, bo musimy zrobić kilka projektów. - powiedział szybko Martin.

- Ale nie ma Jamesa. - odpowiedziałem.

- O to się nie martw, już ustaliłem z Nim spotkanie. - powiedział. - Bądźcie gdzieś za 2-3 godziny. Liczę na Was.

- Jasne. - rozłączyłem się i poszedłem do domu. - Martin dzwonił, mamy być za 2-3 godziny w studio.

- Jasne. - kiwnął głową Los.

- Nie ma sprawy. A gdzie James? - zapytał Kendall. - Bella. Chyba z Nim byłaś, prawda?

- Musiał załatwić jakąś sprawę, jego Babcia wylądowała w szpitalu. - skomentowała krótko.

- Ok. - kiwnął głową Carlos.

2 godziny później. Oczami Belli. 

Chłopaki poszli do studia, zostałam w domu sama z Alice. Usiadłyśmy przed telewizorem i zaczęłyśmy oglądać wszystkie sezony serialu chłopaków. Uśmiechałam się pod nosem, wyglądali tak słodko kilka lat temu. 

- Mogłabym się zakochać w Nich jeszcze raz. - powiedziała Alice, nie odrywając wzroku od telewizora. 

- Słodcy są, ale wtedy też byli. - zaśmiałam się. - W którym się podkochiwałaś? 

- Podobał mi się Carlos, był takim słodkim łobuzem. Potem zaczarował mnie Kendall i Logan. Tacy spokojni i opanowani, ale najbardziej przykuł moją uwagę James. - po tych słowach zakryła usta. - Nie chciałam tego mówić. Przepraszam. 

- Nic się nie stało. - uśmiechnęłam się.

- Właściwie to gdzie jest James? - zatrzymała video. 

- Mówiłam że u Babci. - włączyłam ponownie. 

- Nie kłam. Przecież widziałam jak wróciłaś, jaką miałaś minę. Co się stało?  Powiedz. 

- Ech.. - westchnęłam. - Jak się dowiedziałam że Twoi Rodzice przyjeżdżają, to James od razu zaproponował mi randkę nie powiem, że byłam w szoku. Ciągle mi o tym opowiadał, ale nie chciałam w to wierzyć że będzie idealnie. No ale dobra. Zaczęłam przeszukiwać szafę w poszukiwaniu czegoś wygodnego i fajnego. Mieliśmy spędzić razem fajny wieczór, tylko we dwoje. Bez żadnych restauracji i tego typu. Bardzo się cieszyłam, bo od dawna nigdzie nie byliśmy razem. Wszystko się pięknie zapowiadało, dotarłam pod wskazane miejsce. Nie widziałam nigdzie Jamesa, trochę się zdenerwowałam bo kazał mi przyjść ale go nie było. Poczekałam kilka minut, w końcu dotarł z pięknym bukietem róż..

- Proszę Kochanie. - wręczył mi róże. - Przepraszam że musiałaś czekać, ale były korki a nie miałem gdzie zaparkować auta. - wytłumaczył. 

- W porządku. - pocałowałam go w policzek. - Gdzie się wybieramy? - zapytałam. 

- W sumie, to na początek spacer po parku, później przejażdżka na plaże a następnie to się przekonasz. Nie mogę wszystkiego zdradzić. - uśmiechnął się pod nosem. 

- Cieszę się że możemy spędzić trochę czasu razem, tak mało go mamy. Po tym jak miałam problemy wcale nie miałam ochoty na nic, później ten obóz dla dzieciaków no i Ty byłeś chory. Dobrze że chociaż teraz mamy trochę czasu dla Siebie. 

- Wiem, ja też się tym martwię. Ale trzeba w końcu nadrobić ten czas. - pocałował mnie w czubek głowy i szliśmy dalej przez park. 

- Ty jesteś dla mnie taki dobry, a ja zapomniałam o Twoich urodzinach.. - spuściłam głowę w dół. 

- Ale to nie Twoja wina.. Musiałaś jechać w tą trasę, dzięki temu Twoja kariera rozkwitła. - pocieszył mnie. 

- Ale urodziny Carlosa też były, a ja nie pamiętałam. To przez ten obóz. - skarciłam się w myślach. - I Tobie ani jemu nie kupiłam nic, no i nie zrobiłam żadnej imprezy. Nie zasługuję żeby z Tobą być. Wy zawsze o mnie pamiętacie, a ja? Jestem wredna. - zatrzymałam się i usiadłam na ławce. 

- Kochanie. - uklęknął przede mną. - To nie Twoja wina, w następnym roku będzie lepiej. Ten nie jest na razie Twoim najlepszym. Dla mnie jest ważne, żeby być z Tobą. Nie potrzebuję żadnych prezentów ani niczego innego. Najważniejsze że jestem z Tobą. 

- Dziękuję że tak myślisz. - uśmiechnęłam się. - Ale teraz będę miała jeszcze mniej czasu, startuję do nowego filmu, a potem robię swój no i jeszcze chcę nagrać płytę. Tyle mam rzeczy do zrobienia, i chcę zdawać do szkoły aktorskiej. 

- Chodź moja Mała wariatko. - James chwycił mnie za dłoń i poszliśmy dalej. - Pomogę Ci we wszystkim. 

Spacerowaliśmy tak dłuższą chwilę, aż pojechaliśmy na plażę. Tam podziwialiśmy zachód słońca, morze muskało nasze stopy, czułam się wspaniale jak pierwszego dnia gdy tylko James spędził go ze mną. To było uczucie nie do opisania, romantyczka ze mnie, z duszą wariatki. Poczułam że kocham Jamesa jeszcze bardziej, niż na początku naszego związku. Cieszyłam się każdą chwilą spędzoną z Nim. Po kilkugodzinnej wizycie na plaży, do Jamesa zadzwonił telefon. 

- Kochanie. Zadzwonili do mnie ze szpitala, moja Babcia tam jest. Musze jechać. - zerwał się na równe nogi. 

- Pojadę z Tobą. - zaoferowałam. 

- Kochanie. To pewnie zajmie długo czasu, nie ma sensu abyś jechała ze mną. - powiedział. 

- Pojadę i koniec. - uparłam się. 

- No dobrze. Chodź. 

Poszliśmy w stronę samochodu, udaliśmy się do szpitala. James jechał szybko i nie zważał na żadne światła. Dojechaliśmy do szpitala, pobiegł jak strzała. Czekałam koło tego szpitala, aż wyjdzie. Zrobiło mi się zimno więc weszłam do środka, chciałam zapytać recepcjonistki czy go widziała ale nie było nikogo. Udałam się do automatu aby napić się czegoś ciepłego. Czekałam tam bardzo długo, aż w końcu przysnęłam. Obudziła mnie pielęgniarka. 

- Przepraszam. Ale czas odwiedzin się już dawno skończył. Proszę opuścić teren szpitala. - chciała mnie wyprosić. 

- Ale ja tutaj jestem z chłopakiem. Przywieźli tutaj jego Babcię. 

- Poproszę imię i nazwisko. - poprosiła. 

- Isabella Pena jestem. - odpowiedziałam szybko, po czym się zorientowałam że chodziło o nazwisko Babci, pielęgniarka spojrzała na mnie dziwnie. - Przepraszam. Nie znam imienia Babci ale nazwisko to Maslow. - powiedziałam. 

- Proszę za mną. - podeszła do recepcji. - Maslow, Maslow. - sunęła palcem w dół. - Nikogo takiego tutaj nie mamy.. Zaraz, zaraz. Była taka osoba, ale została wypisana. 

- Jak to wypisana? - wybałuszyłam oczy. - Przecież dzisiaj przyjechała. - oburzyłam się. 

- Przyjechała kilka dni temu, może dzisiaj się źle poczuła. - powiedziała. - Przepraszam. Pomyliłam się. Dzisiaj miała wypis ze szpitala, tak był jeden młodzieniec. I zabrał ją do domu. - wyjaśniła. 

- Dziękuję.. - odpowiedziałam. - W takim razie, Dobranoc. Do widzenia. 

Wyszłam otępiała z tego szpitala, już nie wiem co miałam robić. Zadzwoniłam do Jamesa ale ten nie odbierał. Poczułam się źle i marnie. Zniesmaczona randką powoli wracałam do domu. Nie miałam ochoty na nic. Szłam bo szłam. Czułam się źle, nie miałam humoru, a James nie odbierał telefonu.. 

- Nie ma co. Randka udana. - skomentowała Alice.

- Nie chcę o tym myśleć. - posmutniałam. - Niech tylko wróci.. Ja się z Nim rozprawię. - kiwnęłam głową i dostałam SMS-a, spojrzałam na wyświetlacz i odechciało się wszystkiego..

' Przepraszam za tą randkę. To nie miało tak wyglądać, ale musiałem odebrać Babcię ze szpitala. Nie pamiętałem o tym że Ty tam wciąż jesteś. Przepraszam. '

- Coś się stało? - zapytała Al.

- Popatrz na wyświetlacz.. - pokazałam jej telefon.

- No co za świnia! - krzyknęła. - Może to tylko ściema?

- No przecież opowiadałam Ci że sama pielęgniarka, mi to powiedziała.

- No ale.. - dziewczyna się zacięła.

- Kocham Jamesa, i wiem że by mnie nie okłamał. Jestem tego na sto procent pewna. - uśmiechnęłam się. - A jedna nie udana randka, to jeszcze nic straconego. Będą następne. - uśmiechnęłam się pod nosem.

4 komentarze:

  1. po takim czyms żadnemu chłopakowi nie powinna ufać :P

    OdpowiedzUsuń
  2. co za su****yn. Jak on mne wkurza. Pewnie gdy ona płakała to on się z tą laską pieprzył. Sorki za słowa, ale no wpienia mnie :) Mam nadzieję, że James się ogarnie. A tak przy okazji. Założyłam bloga niedawno i gdyby ktoś mógł wejść, wyrazić swoje zdanie na temat jego byłabym wdzięczna ;) lenamaslow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. No tego się nie spodziewam! Ja wiem, że faceci czasami mają coś nieteges, ale błagam... Nie można tak! Z resztą, po Ci Ci to mówię? I tak to pewnie wiesz. Notka super! Czekam na nn! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Dlaczego on to robi? James próbuje być taki romantyczny. Tu randka i kwiatki, a potem babcia. Nie wiem czy ta historia jest w pełni prawdziwa. raczej nie. Jeśli ją zdradza to powinien to powiedzieć Belli, a nie udawać, że nic się nie stało. Co? Chce mieć dwie dziewczyny na raz? To się nie udaje... Super rozdział i czekam na nn :) Przy okazji zapraszam do siebie. Wiesz gdzie mnie szukać :D

    OdpowiedzUsuń