niedziela, 8 marca 2015

Part 54.

Wieczorem.

- Jesteśmy. - krzyknął Logan.

- Znaleźliśmy zgubę. - powiedział Kendall.

- Kochanie. - rzuciłam się na szyję Jamesowi. - Z Babcią wszystko w porządku? - zapytałam.

- Tak. Będę musiał ją odwiedzać, co kilka dni ale dam radę. Jeszcze raz przepraszam za tą randkę. - posmutniał. - Chcę Ci to jakoś wynagrodzić.

- Nie musisz. - uśmiechnęłam się. - Najważniejsze że z Babcią wszystko w porządku.

- No ale, chciałem coś dla Ciebie zrobić.

- Nie musisz. - uśmiechnęłam się. - Chodź zrobimy jakąś kolację i się położymy.

Oczami Carlosa. 

- Wpadłem na wspaniały pomysł. 

- Jaki? - zapytał Kendall. 

- Logan i Alice się zaręczyli, można więc zaprosić naszych Przyjaciół i zorganizować małą imprezę, w końcu Nas przy tym nie było. - posmutniał. 

- No a kiedy? - zainteresował się Logan. 

- Dzisiaj? - zaproponowałem. 

- Nie, dzisiaj nie. Wszyscy jesteśmy zmęczeni. Może jutro, zaprosimy wszystkich znajomych i zorganizujemy małe przyjęcie. - uśmiechnąłem się pod nosem. 

- Świetnie. - zgodził się James. 

- No, no. Będzie elegancka impreza. - powiedział zainteresowany Logan. 

- Ej.. - posmutniałem. - Miała być impreza! Taka wielka, a nie elegancka. 

- No przecież będzie. Nie martw się tak. - Logan poklepał mnie po ramieniu. 

- Będzie impreza, będzie impreza. - cieszyłem się na najbliższą zabawę. 

Następnego Dnia - Przygotowania do imprezy. 

- Mamy już wszystko. - odpowiedziałem, odhaczając kolejny punkt. 

- Carlos. Jesteś pewny, że wszystko jest? - Alice rozejrzała się po pomieszczeniu. 

- No tak. - kiwnąłem głową. - Alkohol, napoje, chipsy. Wszystko jest. 

Westchnęła głośno. - Nie chcę nic sugerować, i mówić że źle organizujesz imprezy. No ale jakieś sałatki, albo inne małe przekąski. 

- No ale to ma być impreza, a nie podwieczorek.. - spojrzałem błagalnie na dziewczyny. 

- Nie no jasne. Ty wszystko organizujesz, napijmy się piwa i wódki. Najedzmy się nie zdrowych chipsów, i popijmy to litrami coli. A potem umierajmy gdzieś w kącie. 

- Jesteście wredne! - wyrwałem kartkę z zeszytu. - Co Wam potrzebne do tych sałatek i reszty? 

Dziewczyny przybiły piątkę z radości. - Sałata, ogórek, pomidor... - wymieniała Brown. 

- Pojedziecie do sklepu, a mu z chłopakami jeszcze wszystko ogarniemy. 

- Coś Ty zrobił? - skrzywił się Logan. 

- No co? Wiesz ile by potem było gadania? Oszczędziłem tego Sobie i Wam. - sprostowałem. 

- No ok.. - westchnęli. 

Dziewczyny pojechały po zakupy, a my zaczęliśmy dalej robić swoje. Maslow co chwilę odbierał telefon, aż w końcu poszedłem za Nim i podsłuchałem jego rozmowy.. 

- Dzisiaj będzie impreza, ale nie martw się. Jak tylko każdy wypiję swoją porcję alkoholu, to nic nikt nie będzie wiedział, a ja się do Ciebie wymknę. Wrócę nad ranem, położę się gdzieś na kanapie w salonie
i udam że mocno spałem. Już się tak nie martw, wszystko pójdzie jak z płatka. To Twój ostatni wieczór tutaj, potem lecisz do Polski więc chcę to wykorzystać jak najlepiej. 

Coś tam jeszcze mówił, ale wróciłem do przygotowań.. Nie miałem ochoty go dalej słuchać, muszę w końcu powiedzieć Belli z kim się zadaję. Nie pozwolę aby ktoś tak okłamywał moją siostrę.. Nawet jak to jest mój najlepszy Przyjaciel. Jeżeli Ona mu nic nie powie, to ja mu wszystko wygarnę. Nie pozwolę na to, aby znowu płakała przez jakiegoś palanta! 

2 godziny później. 

- Po drodze, zabrałyśmy Lenę. - poinformowała Nas Bella. 

- Cześć Kochanie. - przywitał się Kendall. 

- Zaraz zwymiotuję.. - wymamrotała Bella. 

- Mówiłaś coś? - zapytała Alice. 

- Zaraz zabieramy się do sałatek. Lena! - krzyknęła na koleżankę Bella. - Chodź Nam pomóż. - uśmiechnęła się. 

- Bella możemy zamienić słowo? - zapytałem. 

Wyszliśmy na taras, to chyba nasze ulubione miejsce do rozmów.. Każdy tutaj przychodzi jak ma problem. 

- Co się stało? - zapytała. 

- Czujesz coś do Kendalla? - zapytałem wprost, żeby nie owijać w bawełnę. 

- No coś Ty.. - machnęła dłonią. 

- Nie udawaj, coś jest na rzeczy. Mów. 

- Nie. Kocham Jamesa! Nie wiem skąd Ci to przyszło do głowy. - wyszła bez żadnego słowa. 

- Mnie nie oszukasz.. Kochasz Maslowa i Schmidta, znam Cię od dziecka. - mruczałem pod nosem.

- Co? - Kendall dziwnie na mnie spojrzał. 

- Myślę! - warknąłem. - Chodź zrobimy porządek. 

Gdy wszystko było gotowe, goście powoli się schodzili. Muzyka cicho grała. 

- No w końcu, jakieś normalne jedzenie.. A nie tylko chipsy i reszta. - ucieszyła się Lisa. 

- No tak. - odpowiedziałem z ciężkim sercem. - Myślałem że będzie więcej osób. - spojrzałem na drzwi. 

- Miał przyjść Martin i Eva, no i Pablo z Davidem. - Logan spojrzał na zegarek. - Może to Oni? - usłyszał dzwonek do drzwi, poszedł otworzyć. - No już myślałem że nie przyjdziecie. 

- Hello! - krzyknął Pablo. - Nie mógł bym odpuścić tak wielkiej imorezy.. - ucieszył się. - Mam nadzieję że się nie obrazicie, ale zaprosiłem naszych starych znajomych. - spojrzał na Bellę. 

- Nie wierzę własnym oczom. - podskoczyła z łóżka, po kolei wchodzili znajomi z trasy i wszyscy którzy pracowali z Bellą. - Tak się cieszę że was widzę! - wyściskała wszystkich. 

Impreza powoli się rozkręcała, Lisa zadzwoniła po swoich znajomych wszyscy bawiliśmy się świetnie. Obiecałem Sobie że nie będę pił, aby pilnować Jamesa. 

Oczami Belli. 

Tak się cieszę że są tutaj wszyscy, nie mogę uwierzyć w moje szczęście. Logan i Alice są bardzo szczęśliwi, zazdroszczę im tego szczęścia, może i mnie to nie długo spotka i zostanę Panią Maslow. Jakie to by było piękne. Isabella Pena Maslow, albo nie.. Isabella Maslow. Tak. To pięknie brzmi. 

- O czym tak myślisz? - zapytał James, który wyrósł jakby z ziemi. 

- O Nas. Myślisz że my też będziemy taką szczęśliwą parą jak Logan i Alice? 

- Oczywiście Kochanie, oczywiście. - spojrzał mi w oczy. - Skarbie. - odsunął się kawałek. - Muszę iść do Babci. Nie pogniewasz się, jak Cię opuszczę? - jego oczy, mnie zahipnotyzowały. 

- No jasne że nie. - pogładziłam jego policzek. - Leć, jak trzeba to zostań na noc. - puściłam jego dłoń. - Ucałuj i pozdrów Babcię ode mnie. 

- Jesteś najlepsza! - przytulił mnie. - Na pewno to zrobię. - założył kurtkę i wybiegł z domu. 

Jaki On jest kochany i opiekuńczy. Ciepło mi się zrobiło na sercu, taki Facet jak On to skarb. Uwielbiam go. Rozejrzałam się po salonie, wszyscy się dobrze bawili. Muzyka grała, alkohol się lał a ja byłam w siódmym niebie. Nigdzie bym nie znalazła lepszego chłopaka od Jamesa. W domu było dość ciepło, wyszłam na taras aby się przewietrzyć. Zauważyłam jakiś parkujący samochód, obok naszego domu. 
Nie bardzo wiedziałam kto to może być, więc ruszyłam do drzwi głównych. Czekałam aż tajemnicza postać się ukaże. Nie mogłam bardzo nic zobaczyć bo ten ktoś był w kapturze, ale zapaliłam przed drzwiami światło. Usłyszałam pukanie i dźwięk dzwonka, od razu otworzyłam. Gdy zobaczyłam kto to, cieszyłam się jak dziecko. 

- Co Ty tutaj robisz?! - zapytałam, chłopaka uwalniając go z uścisku. 

- Przyjechałem na kilka dni, a może zostanę na dłużej. - odpowiedział. 

- Cieszę się że Cię widzę. - wejdź do środka. - Hej, hej! - krzyknęłam. - Patrzcie kto przyjechał. - wskazywałam palcem na chłopaka. 

- Stary! Cześć! - przywitał się Carlos. - Na długo przyjechałeś? - zapytał wręczając chłopakowi kieliszek.

- No może trochę. - uśmiechnął się. - Na razie chcę zrobić Sobie wakacje, i pomyślałem że wpadnę do LA. 

- Gdzie się tyle podziewałeś? - zapytał Logan, polewając kolejne kieliszki. 

- Tu i tam.. - odpowiedział krótko. - Na razie zawitam tutaj na dłużej. - uśmiechnął się. 

- Nie wierzę.. - powiedziała przechodząca obok Lena. - Jak ja się stęskniłam. - powiedziała przytulając chłopaka. 

- Co?! - Kendall strasznie się oburzył, widząc tulącą się Lenę z innym chłopakiem. - Co się tutaj wyprawia? - zdenerwował się. - Znacie się? To Twój jakiś były? - zakasał rękawy. 

- Nie głuptasie. - chwyciła go za ręce. - To mój brat. - uśmiechnęła się. 

- Co?! - wszystkim opadły szczęki. - Twój Brat? - zdziwiłam się. 

- Tak. Lena ma nazwisko Mamy a ja Ojca, i tak to się stało. 

- Ale dlaczego? - wgłębił się w temat Carlos. 

- Gdy byłem Mały Ojciec chciał się rozwieść z Mamą więc dał mi swoje nazwisko, ale po roku zmienił zdanie. No i po zgodzie.. Wyrosła Lena, więc Ona nosi nazwisko Mamy a ja Ojca. - wytłumaczył. 

- To dla mnie sklo.. skolp... spolm... - plątał się Carlos. 

- Tak to dla Ciebie skomplikowane. - poprawił go Logan. - Za dużo alkoholu. - zabrał mu butelkę. 

- Mam jeszcze jedną. - uciekł. 

- No ale dlaczego nie odezwałeś się, że będziesz w LA? - zapytała brata. 

- Chciałem Ci zrobić niespodziankę. A tak przy okazji, mógłbym się u Ciebie zatrzymać na kilka dni? 

- No jasne. - uściskała brata jeszcze raz. - Cieszę się że przyjechałeś. Musimy tyle czasu nadrobić. 

- Ja dalej nie rozumiem. - wrócił Carlos. - To Wasi Rodzice są razem? - zapytał. 

- Tak. - rodzeństwo kiwnęło głową. 

- Ale wcale nie widać w Was podobieństwa. - pogładził podbródek. - Nie, nadal nic nie widzę. - odwrócił się na pięcie i wyszedł. 

James - Narrator. 

- Strasznie szkoda że musisz już jutro jechać, myślałem że będziemy jeszcze kilka dni ze Sobą. - pogładził Elizę po włosach, zmieniając kanały w telewizorze.

- Też tak myślałam. - wtuliła się w jego tors. 

- Jak pierwszy raz Cię ujrzałem to od razu zapaliła mi sie mała lampka, która mówiła że jesteś dziewczyną dla mnie. 

- Jesteś kochany. - pogłaskała go po policzku. - Może zrobię coś do jedzenia, włączymy jakiś film i coś obejrzymy? - zapytała. 

- Pomogę Ci. - uśmiechnął się i poszli do kuchni, James zaczął całować Elizę po szyi. 

- Na nic nie licz Kochanie. - pogroziła mu palcem. - Mam dzisiaj zły dzień, źle się czuję. - odpowiedziała. 

- Co to jakaś zmowa? - zdenerwował się. - Bella ma okres a Ty też? - zapytał. 

- Ej. - skrzyżowała ręce na piersiach. - Czy Ty coś z Bellą? - zdziwiła się. 

- Skarbie. - objął ją. - Musiałem coś jej ściemnić, żeby się nie zorientowała że ją zdradzam i w ogóle. 

- Ale ją zdradzasz. - zachichotała wrednie. 

- No wiem, ale jeszcze trochę ją pomęcze i potem z Nią zerwę. - powiedział. 

- Ale tak po prostu? - zdziwiła się. - Musisz mieć jakiś plan. 

- Za kogo Ty mnie masz? - spojrzał na dziewczynę. - Będę oschły, aż sama ze mną zerwie. Albo nie.. To ma być z mojej winy, zapomnę o rocznicy albo coś takiego. - podsumował. 

- A kiedy macie rocznicę? - zapytała. 

- Nie wiem. - wzruszył ramionami. - Nie pamiętam, już. Teraz mam Ciebie i tylko Ty się liczysz. - objął ją w pasie i pocałował. 

- Ale o naszych pamiętasz? -zapytała z nadzieja. 

- No tak. - kiwnął głową. - Urodziny masz 7 marca, pierwszy Twój SMS do mnie miał treść ' Chętnie się z Tobą umówię ' . - uśmiechnął się szeroko i wymieniał wszyskie daty po kolei. 

- Jesteś szalony! - pocałowała go. 

- Nie, jestem zakochany. - pomógł kończyć dziewczynie kolacje. 

Impreza. 

Musiałam wyjść na taras, gdyż było mi bardzo gorąco. Lena z bratem ciągle rozmawiali, Kendall i Carlos nakręcali imprezę. Zmęczona Alice poszła na górę położyć się spać, nikt nie miał tam wstępu. Gdyż to był nasz prywatny teren, usiadłam na huśtawce tak że byłam niezauważalna przez resztę. Wzięłam ze Sobą pełną butelkę z winem i pusty kieliszek. Usiadłam wygodnie. Pech chciał że nie wzięłam ze Sobą żadnego Faceta, który by otworzył ten napój i go ze mną wypił. 

- Powodzenia! - pogratulowałam Sobie. - Jak bierzesz wino to i weź korkociąg. - stuknęłam się w czoło. 

- Jestem. - odpowiedział Logan. 

- Widzisz jak chcesz to potrafisz. - spojrzała w niebo. - Jest i Facet. Dziękuję. - odpowiedziałam. 

- Co tam widzisz? - zapytał. 

- Modliłam się o cud, no i się stało. Zjawiłeś się z prawie pustym kieliszkiem wina, a mi potrzeba kogoś kto wypije to ze mną. - wskazałam na butelkę. - No i otworzy. - uśmiechnęłam się. 

- Przyda się? - w drugiej ręce, chłopak miał korkociąg. 

- Jesteś wspaniały. - miałam ochotę go uściskać. - Proszę. - podałam chłopakowi butelkę w winem. 

Sprawnie rozprawił się z butelką. I mogłam się cieszyć smakiem. 

- Gdzie się podział James? - zapytał Logan, spoglądając w niebo. 

- Musiał jechać do Babci, zostanie u Niej na noc. - rozsiadłam się wygodnie, opierając się o Logana. - Jak tam Alice się czuję? - zapytałam. 

- Głowa ją bolała, i wymiotowała. Może się czymś zatruła, miała gorączkę więc położyła się spać. - Logan objął mnie ramieniem. 

- Bardzo się cieszę z waszego szczęścia, jesteście taką świetną parą. Bardzo do Siebie pasujecie. 

- Kocham ją, nie wyobrażam Sobie bez Niej życia. Te oświadczyny, były dla mnie bardzo ważne. - opowiadał. - Myślałem o tych oświadczynach kilka dni. Wczorajsza wizyta u jubilera, mnie przekonała do
tego że Cię kocham, a ten pierścionek miał być znakiem mojej miłości. - odpowiedział. 

- Co?! - zerwałam się na równe nogi. - Ale Ty kochasz Alice a nie mnie. - szepnęłam. - Jesteśmy tylko Przyjaciółmi, nic więcej. 

- Przepraszam. Nie chciałem tego powiedzieć, miałem na myśli Alice a nie Ciebie. - przetarł oczy. - Kocham Alice. - powiedział. - Przepraszam. 

Logan bardzo mnie zaskoczył tym co powiedział, nie spodziewałam się tego. Nalał Sobie kieliszek wina, aby uwolnić się od tego co powiedział przed chwilą. Szybkim łykiem wypiłam wino.. Ocknęłam się. Powtarzałam Sobie w myślach że Logan się tylko przejęzyczył.. 

- To moja wina. To przez ten pocałunek. - zbliżyłam się do Niego. - Nie chciałam aby to tak wyszło. - im bardziej się tłumaczyłam, tym bliżej Logana się znajdowałam, w końcu nie mogłam i pocałowałam go, chłopakowi to chyba nie przeszkadzało, gdyż odwzajemnił mój pocałunek. 

- Stop! - odskoczył ode mnie. - Kocham Alice! Nie Ciebie, nie mogę w to uwierzyć. Że znowu to samo.. - Logan wyrzucił kieliszek i wrócił do domu. 

Usiadłam na ławce, obwiniałam się za To co zrobiłam przed chwilą.. Miała Sobie za złe, że pocałowałam narzeczonego mojej Przyjaciółki. Tak nie powinno się stać. To moja wina.. To chyba moja głupota, moja czysta głupota.. Nie wiele myśląc rozbiłam kieliszek i biorąc mały kawałek szkła przejechałam Nim Sobie po ręce. Ból chyba sprawił mi przyjemność. Poczułam jak cała wina ze mnie spływa.. Jak opuszcza mnie i moje ciało, kilka kresek wystarczy. Dokończyłam pić wino i wróciłam do domu. Szybko skierowałam się na górę, i obmyłam rękę. Tak aby nie było widać że coś robiłam..  Impreza na dole chyba dobiegała końca, bo części osób nie było. No trudno. Ważne że ja się dobrze bawiłam! 


- Siostra. - Carlos zawiesił się na moim ramieniu.  - Ja wiem, nie jestem idealny, może nie najmądrzejszy. Ale Cię bardzo kocham. - uścisnął mnie i rzucił się na kanapę. 

- Dobra.. - przechyliłam głowę. - Nie wiem o co mu chodziło.  

- My będziemy już szli do domu. - powiedziała Lisa. 

- Nie, nie. - pokiwałam głową. - Mamy na górze pokoje gościnne, zostańcie na noc. Rano zjemy śniadanie, no a potem może pójdziemy na plaże razem. Przecież jeszcze jest kawałek wakacji, trochę słońca no 
i trzeba to wykorzystać. - uśmiechnęłam się. 

- Nie chcemy Wam sprawiać kłopotu. - wtrącił Carlos. 

- Co? - spojrzałam na Niego. - Jesteś pijany, nie pij więcej. - skomentowałam. 

- Powiem Ci że jestem trzeźwy, a Twój brat zabrudził łazienkę na dole.. - powiedział ciszej. - Nie chcesz tego oglądać. - uśmiechnął się. 

- To dlatego był taki kochany.. - zaśmiałam się. - Przekaż mu że jutro sprząta całą łazienkę. - pogroziłam mu palcem. - No a Wy zostajecie. - tupnęłam noga. 

- No patrz. - powiedziała Lisa. - Jaki zbieg okoliczności, wzięłam jakieś ciuchy. - zaśmiała się. - No jestem niesamowita. 

Zaprowadziłam wszystkich na górę, i sama położyłam się do łóżka. Ból głowy, dał o Sobie znać wcześnie rano. Nie mogąc spać, wstałam i zaczęłam sprzątać. Ogarnęłam powoli salon i mniej więcej pokoje. Carlosowi zostawiłam łazienkę, a niech ma! Gdy się obejrzałam była już 10 , no i poszłam po jakieś zakupy. Wychodząc z domu, wpadłam na Jamesa. 

- Cześć Kochanie. - przywitał mnie promienym uśmiechem. - Gdzie się wybierasz? - zapytał. 

- Idę na zakupy, muszę coś kupić na śniadanie. Pójdziesz ze mną? - zapytałam. 

- Jasne. - kiwnął głową. - Impreza się udała? - zapytał. 

- Było świetnie, obawiam się że Carlos nie będzie nic pamiętał.. - zaśmiałam się na samą myśl. 

- Chyba popsuję Ci humor. - posmutniał. 

- Coś się stało z Babcią? - zainteresowałam się. 

- Nie, nie. Z Babcią wszystko dobrze. Ale muszę pojechać na kilka dni do Rodziców. - posmutniał. 

- Dlaczego? Nie możesz tego przełożyć? - zapytałam z nadzieja. 

- Nie mogę, niestety. - westchnął głośno. - Muszę jechać dzisiaj po południu. 

- Już? - spuściłam głowę w dół. 

- Tak. Miałem wrócić do domu, i się spakować, ale chciałaś żeby jechać z Tobą na zakupy. - odpowiedział szybko. 

- No dobra. - spojrzałam na chłopaka. - Jedź do domu, spakuj się i pozdrów Rodziców ode mnie. - uściskałam chłopaka. 

- Naprawdę? - ucieszył się. 

- Tak. Jedź. - kiwnęłam głową. 

- Dziękuję Ci! - mocno mnie przytulił. - Jesteś wspaniała. - pocałował mnie. - Już jadę. - pobiegł w stronę domu. - Pozdrów wszystkich! - zdążył jeszcze krzyknąć. 

- Też Cię kocham.. - powiedziałam do Siebie i weszłam do sklepu. 

Zrobiłam zakupy i wróciłam do domu. Wyłożyłam wszystkie zakupy, i zabrałam się za śniadanie. Wszystko było już gotowe, trzeba było czekać aż przyjaciele się obudzą. Poszłam na górę żeby się trochę odświeżyć. Obok nocnej lampki leżała karteczka.  ' Jesteś wspaniała! Dziękuję. Wrócę nie długo. James ' . No dobra. Ogarnęłam się trochę i zeszłam na dół. Zaparzyłam herbatę, a Przyjaciele powoli się  schodzili.. Ten dzień zapowiadał się świetnie. 

5 komentarzy:

  1. Jaki świania, zró wreszcie konfrontacje, Proszę !! CZekam xo

    OdpowiedzUsuń
  2. Pozwól, że przeczytam później. Mam masę rzeczy, a jutro kolokwium!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałam sobie oblukać jeszcze raz, bo za pierwszym razem to wszystko dotarło do mojego mózgu tak chaotycznie. Taki przypływ wielu informacji. James jest skończony w moich oczach. On jest świnią! I po co jeszcze udawac ten związek? Nie najlepiej żeby od razu go zakończy niż ją krzywdzić? Bo widzę , że nie ma jak ratować tego związku. Nie warto. I taki jest jego plan? żeby to ona go rzuciła? Do tego dąży? żeby być tym złym chłopakiem i ona powie papa, a oon ok? I pójdzie do innej żeby na legalu mógł sobie z nią być i się nie ukrywać. Brak słów... Super rozdział :)

      Usuń
  3. Moje zdanie o Jamesie się nie zmieniło. Mimo to, mam nadzieję, że będzie szczęśliwy, ale tak, żeby nikogo nie zranić. Notka super! Czekam na nn! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. James to zwyczajny, poukładany chłopak z bogatej rodziny. Inni nazywają go typowym kujonem, pochłoniętym w książkach. Zakochany jest w "złej" dziewczynie, korzystającej z życia jak najlepiej. Jednak tylko on widzi w niej anioła. Wie, że w rzeczywistości jest inna, niż mówią pozory. Kiedy Kate zrywa z Evanem – najpopularniejszym chłopakiem w szkole, który gra w drużynie koszykarskiej, wszystko się zmienia. Zaczyna traktować Jamesa jak kolegę, do którego zawsze może się zwrócić o pomoc. Chłopakowi to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, jest tak zauroczony w ciemnowłosej, że nie zwraca uwagi na otaczający go świat. Nawet nie zauważa, jak pod jej wpływem się zmienia, co bardzo przeszkadza jego rodzicom. Uważają oni, że dziewczyna jest dla niego nieodpowiednia. James nie traktuje słów swoich wychowanków zbyt poważnie, ponieważ jako jedyny wie, że Kate wcale nie jest taka, jak wszyscy uważają. Broni dziewczyny za wszelką cenę. Jednak czy rodzice nie będą na tyle zdolni, aby zakończyć(według nich)ten toksyczny związek?
    Zapraszam na http://stuckinlovefanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń