niedziela, 15 marca 2015

Part 55.

Oczami Jamesa.

Zamówiłem taksówkę, pod dom Elizy. Czekałem tam na Nią. Wyszła z niewielką walizką. Byłem zadowolony że pojadę znowu do Polski.

- Możemy jechać? - wziąłem walizkę od dziewczyny.

- Tak. - kiwnęła głową i wsiedliśmy do walizki. - Może źle robimy? - posmutniała.

- Słucham? - nie dowierzałem co powiedziała i przestraszyłem się. - Za ile będziemy na lotnisku? - zapytałem kierowcę.

- Za pół godziny, jeżeli nie będzie korków. - odpowiedział starszy Facet.

- Dziękuję. Masz wyrzuty sumienia? - wróciłem do rozmowy z Elizą.

- Bella to moja Przyjaciółka. - spojrzała za okno. - No i wiesz.. - jej wzrok zrobił się smutniejszy.

- Jasne, rozumiem. - pokręciłem głową. - Bez względu na wszystko i tak będę Cię kochał, moja miłość do Belli się wypaliła. Ale czuję że Ty jesteś tą jedyną i mówię prawdę. Jak pojawiłaś się w Nevadzie to wiedziałem, że z Bellą to będzie nie długo koniec. Bardzo mi na Tobie zależy, wiązałem plany już na przyszłość. Ale jeżeli tak, stawiasz sprawę to zrozumiem. Odstawię Cię na lotnisko i pojadę na kilka dni do Rodziców. - ścisnąłem mocniej ręce.

- James. - szepnęła Eliza.

- Nic nie mów. - spuściłem wzrok. - To było zbyt piękne, żeby było możliwe. - odwróciłem wzrok w stronę dziewczyny. - Płaczesz? - zapytałem.

- Mówisz tak pięknie, zastanawiam się czy to nie sen. - kąciki jej ust się lekko podniosły. - Ja chcę z Tobą być, nie mogłabym pozwolić aby jakaś inna dziewczyna mi Ciebie odbiła! Kocham Cię i naprawdę chcę z Tobą być. Czuję do Ciebie to samo co Ty do mnie.

- Mówisz serio? - zapytałem.

- Tak. Chciałam Cię sprawdzić. Przepraszam, ale nie wiedziałam czy Twoje uczucia do mnie są prawdziwe.

- Są bardzo prawdziwe! Nigdy w życiu, się tak nie bałem, jak teraz. - cały stres ze mnie zszedł, odetchnąłem z ulgą. - Nigdy więcej mnie tak nie strasz. - rozluźniłem się.

- Teraz wiem, że bardzo Ci na mnie zależy.

- Bardzo mi zależy. Moje plany są wielkie. Cieszę się, że będziemy razem. Ale mamy problem. - powiedziałem.

- Co się stało?

- Nie chcę aby fanki w Polsce mnie rozpoznały. - wyjrzałem za okno. - Dojechaliśmy. - zabrałem walizki i zapłaciłem taksówkarzowi.

- Jak tylko dolecimy do Polski, pójdziemy na zakupy. Po prostu będziesz musiał mieć jakąś perukę i stać się niewidocznym dla fanek.

- Dobrze. Dla Ciebie mogę nawet ogolić się na łyso, chodzić w sukienkach i we wszystkim co mi karzesz. Ale najważniejsze jest to żebym był z Tobą. - pocałowałem dziewczynę i udaliśmy się do naszego samolotu, zajęliśmy miejsca i czekaliśmy na lot.

Oczami Kendalla. 

- Wstawaj śpiochu. - obudził mnie słodki głos Lenki. 

- Która to godzina? - przetarłem oczy. 

- Już 11. Trzeba posprzątać, i zrobić jakieś śniadanie. - rzuciła poduszką. - Czekam na dole. 

Ogarnąłem się i poszedłem na dół. - To już posprzątałyście? - zdziwiłem się. 

- Nie, Bella rano wstała i zabrała się za sprzątanie. - dodała z grymasem. 

- Przecież byśmy Ci pomogli! - zdenerwowałem się. 

- Nie mogłam spać, obudziłam się i postanowiłam posprzątać, potem poszłam na zakupy. Herbata czy kawa? - zapytała. 

- Może kawa, muszę się obudzić. - poklepałem się po twarzy. - A gdzie Carlos? - zapytałem. 

- Sprząta łazienkę, sam się zaoferował. - zachichotała. 

- Poproszę herbatę. - Carlos cicho wszedł do kuchni. 

- Zawsze piłeś kawę, na rozbudzenie. - zdziwił się Logan. 

- To co zobaczyłem, rozbudziło mnie totalnie. - usiadł obok Alice. - Postaram się następnym razem, skorzystać z trawnika Sąsiadki. - uśmiechnął się. 

- Jasne. - kiwnął głową Loggie. - A James jeszcze nie wrócił? 

- Przepraszam. - przełknęła kawałek kanapki. - Macie pozdrowienia od Jamesa, musiał pojechać do Rodziców. 

- ooo.. - zainteresował się Los. - Naprawdę? 

- No tak. - odpowiedziała. 

- Dobra, dobra. - zmieniłem temat. - Plaża dzisiaj aktualna?

- No tak. Jak najbardziej. - powiedziała Lisa. 

- Po śniadaniu możemy jechać? - zapytał Eric. 

- Oczywiście. - odpowiedzieliśmy chórem. 

- Dzisiaj się niczym nie martwimy! - wydałem mały rozkaz. 

- Bawimy się, i nie zamartwiamy. - powiedział Los. 

- Jedziemy! - krzyknęliśmy chórem.

Bardzo się cieszyłem, że dzisiejszy dzień spędzimy tak jak kiedyś, Bez żadnego stresu i nie przyjemnych spotkań, Bardzo chciałem aby  ten dzień był wolny od wszystkiego. Bez żadnych zmartwień, no i musieliśmy się odmóżdżyć. Dojechaliśmy na plażę. Udaliśmy się w okolice baru, przynajmniej wszystko będzie blisko Nas. Chcieliśmy się rozłożyć, ale kierownik baru kazał Nam się przenieść.. 

- Przykro mi, ale dzisiaj plaża będzie zamknięta. - odpowiedział. 

- Co się stało? - zmartwiła się Lisa. 

- Nic się nie stało, ale dzisiaj jest impreza na pożegnanie wakacji! - zakręcił biodrami, co było w jego wykonaniu dziwne. 

- No a taką miałem ochotę, po wylegiwać się na plaży. - posmutniał nasz Latynos. 

- Zapraszam na imprezę, wstęp wolny. Będzie ognisko, pokaz sztucznych ogni i wiele innych atrakcji. - wyliczał na palcach. 

- O której impreza? - zapytałem. 

- Planujemy na 17. - kiwnął głową. - Zapraszam gorąco. Będzie świetna zabawa. 

- Przyjdziemy na pewno. - zdecydowałem i wróciliśmy do domu. 

Dom. 

- A tak chciałem się wylegiwać na plaży. - załamał się Logan. 

- Wiem co czujesz. - poklepał go Los. - Piękna plaża, śliczne dziewczyny i szum morza. - Ach. - westchnął. 

- Nie martw się. - chciałem ich pocieszyć. - Mamy basen, idziemy. 

- Ale impreza. - Carlos i Logan się zmartwili. 

- Zdążymy. - machnąłem dłonią. 

Po kilku minutach zmieniliśmy zdanie, nie chciało Nam się siedzieć nad basenem. Wróciliśmy do środka. Siedzieliśmy w domu, w kompletnej ciszy. 

- Buum! - krzyknął Carlos wprost nad moim uchem. 

- Oszalałeś?! - spojrzałem na Latynosa. 

- Co? Była taka cisza, że musiałem coś zrobić. - zaśmiał się.

Zostałem w salonie sam z Carlosem, poszedłem do kuchni po coś do picia. Włączyliśmy wiadomości, może nie było nic ciekawego ale jak pokazali lotnisko bardzo się zdziwiliśmy z Carlosem. 

- Ty to widziałeś? - spojrzał na mnie Pena

- No tak. - nie mogłem wyjść z szoku. - Ale jak? - zastanowił się. 

- Sam nie wiem, ale trzeba komuś o tym powiedzieć. 

- Oszalałeś Schmidt?? - zerwał się z łóżka. - Nie możemy nikomu o tym powiedzieć, a Belli na pewno nie. Załamie się. 

- No ale.. - próbowałem coś wymyślić. 

- Zadzwonimy do Maslowa, i się dowiemy co i jak. - Carlos wyciągnął telefon z kieszonki. - Dzwonię. 

- Nie! Poczekaj. Jutro to zrobimy, nie psujmy nikomu dzisiaj imprezy. Niech się dziewczyna pobawi. - uśmiechnął się. 

- No dobra. Jak wolisz..


#.  Krótki, dzisiaj a ja nie mam nic na swoje wytłumaczenie.. No może gdybym siedziała w domu, to bym była kilka rozdziałów do przodu. Postaram się nadrobić, no a na dzisiaj to tyle. Bywało lepiej z rozdziałami i czytelnikami. 

* Heartbreaker. Jeżeli nie czytasz mojego opowiadania, to proszę nie wciskaj swojego do komentarzy, i nie próbuj zdobywać czytelników na siłę. Byłabym wdzięczna, jeżeli Sobie odpuścisz streszczanie swojego opowiadania. Dziękuję. 

6 komentarzy:

  1. Oh, wkurza mnie James, czkeam xo

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurwa James jest zjebany! Jak on mógł?
    Nie lubie go już -,-
    Świetne, czekam na nexta :))
    Weronika

    OdpowiedzUsuń
  3. Sorry, że tak długo, wczoraj się nie wyrobiłam. No, to przechodząc do rzeczy... James, nie ogarniam Cię mężczyzno! Co ty do diaska wyczyniasz? Chcesz być brutalnie zlinczowany przez hordę wściekłych dziewczyn, czy jak? Zrób coś z tym, dobra?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta. Już nie długo James wyjdzie na prostą, i postaram się zmienić jego postać.

      Usuń
  4. Nie zostawiłam tu koma? Wydawało mi się, że tak. Chciałam zobaczyć czy ktoś coś napisał i się zorinetowałam. Coraz gorzej ze mną. To nieprawdopodbne jak łatwo znienawidzić bohatera w jakimkolwiek opowoadaniu. Tu chodzi o Jamesa. Czy masz jakiś swój cel w tym? Jesteś na niego zła, że robisz z niego drania? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie. Nie jestem zła, tylko tak wypadło, nie sądziłam że wyjdzie z tego taka afera ;d. Uwielbiam Jamesa, a tutaj pokazuje go w innej odsłonie. Carlos oddawał się za Pieniądze, no a James jest świnią, dla Logana i Kendall coś też wymyślę, mam taką nadzieję.

      Usuń