niedziela, 26 kwietnia 2015

Part 61.

Alice. 

Otworzyłam oczy i spojrzałam w sufit, zapatrzyłam się. Nie wiem co tam jest takiego ciekawego, ale bardzo mnie zachwycił. Przeciągnęłam się i poszłam do łazienki, nigdzie nie mogłam znaleźć swojej kosmetyczki, a była mi bardzo potrzebna. Skorzystałam z kosmetyków które były w szafce, po porannej toalecie zeszłam na dół. W salonie siedziała Bella z laptopem i aparatem, była mocno zajęta więc nie chciałam jej przeszkadzać. Poszłam do kuchni, siedział w Niej Logan i wraz z Carlosem przygotowywali śniadanie.

- Cześć chłopaki. - przywitałam się z Nimi i usiadłam przy stole. - Martin dzisiaj będzie?

- Tak. Powinien pojawić się na obiedzie. - odwrócił się Carlos. 

- To ja może pójdę porozmawiać z Bellą. - wzięłam jabłko i poszłam do Przyjaciółki. - Co robisz? - usiadłam na przeciwko.

- Ogarniam zdjęcia. - mruknęła, nie odrywając wzroku od laptopa. 

- Możemy porozmawiać? - zapytałam. 

- Jasne, mów. O co chodzi? - spojrzała na mnie. 

- Masz problem z alkoholem. - powiedziałam wprost. 

- Nie. spojrzała na mnie z pod byka. - Nie mam żadnego problemu, zapewniam Cie. Tamte butelki to tylko chwila zapomnienia. - machnęła dłonią.

- No jakoś mi się nie wydaję, może to przez zerwanie z Jamesem sięgnęłaś po alkohol. 

- On nie ma tutaj nic, do tego. - pokręciła głową. 

- Coś mi się nie wydaję. - szepnęłam. 

- Co? - zapytała. 

- Nic, nic. Idziemy na śniadanie? - zapytałam. - Reszta powoli się już schodzi. 

- Martin do mnie dzwonił, i powiedział że mamy pojechać do jakiegoś gimnazjum i tam się przygotowywać. - powiedział schodzący Kendall. 

- Do jakiego gimnazjum? - zapytał Carlos. 

- Nie pamiętam nazwy, ale mówił że to jest taki duży budynek pomalowany na zielono z jakimś pomnikiem, - podrapał się po głowie. 

- Zjemy śniadanie, i możemy jechać. - kiwnął głową Logan. - A na śniadanie mamy pyszne omlety! 

- uu.. - gwizdnął pod nosem James. - No to super. - ucieszył się. 

- Smacznego! - usiedliśmy do stołu. 

- Bierzemy ze Sobą Erica, a Wy możecie zrobić Sobie babski dzień. - powiedział Logan. 

- mhm. - skrzywiła się Bella. 

- Miałaś jakieś inne plany? - zapytałam. 

- Nie, nie. - pokiwała głową. - Możemy pójść na spacer po rynku, do zoo. Jest dużo miejsc, na pewno nie będziemy się nudzić. 

- Idziemy do zoo! - ucieszyła się Lena i Eliza. 

- Zabierz mnie ze Sobą. - Bella chwyciła Carlosa za rękaw. - Ja tego nie przeżyję.. - wycedziła przez zęby. 

- Wszystko będzie dobrze. - uśmiechnął się szeroko. 

- Oczywiście. Lwy albo tygrysy, skuszą się małą przekąską, z drobnej Blondynki. - poruszyła brwiami. 

- Kobieto, opanuj się. - zaśmiał się nerwowo. 

- Odwiedzimy dzisiaj też drapieżne kotki.. - uśmiechnęła się Bella. - Szkoda że nie możecie iść z Nami chłopaki. 

- No szkoda. - westchnął James. - Ale my już się zbieramy. 

Chłopaki poszli na górę się przebrać, a my z dziewczynami posprzątałyśmy. Bella przyglądała się Elizie, co chwilę mrużąc oczy. Pomysł z zoo, wcale nie spodobał się Belli. Po ogarnięciu kuchni poszłam na górę się przebrać. Poszłam na strych bo wiedziałam że Bella tam będzie. 

- Już gotowa. - zapukałam. 

- Jasne. - wyszła z pokoju, zamykając go na klucz i schodząc na dół. 

- Kierunek zoo? - ucieszyła się Eliza.

- W zoo nie byłaś? - zapytałam. 

- Jakoś nie miałam okazji. - posmutniała. - Rodzice nie chcieli tam chodzić, bo zwierzęta śmierdzą. Tak mówiła Mama. 

- Pomieszkasz z Nami, to jest dopiero zoo. - zaśmiała się Elena. 

- Nie chcę przerywać, ale wycieczkę do zoo możemy odbyć jutro. - Bella pozbawiła Nas humoru. 

- Dlaczego? - Lena i Eliza opadły na łóżko. 

- Muszę jechać na lotnisko, po Martina i Evę. - skrzywiła się. - Więc wybaczcie. 

- Ale mieli być na obiad. - przypomniałam Sobie. 

- Ale są wcześniej. Muszę jechać. - pobiegła na górę po kluczyki. 

- To co robimy? - zapytałam. 

- Chodźcie się opalać. - zaproponowała Eliza. 

Dziewczyny bardzo się ucieszyły na wieść, że pójdą do zoo. Lecz telefon od Carlosa, popsuł Nam plany. Trochę było szkoda, ale wyszłyśmy na taras aby nabrać koloru. A lato było bardzo gorące. Szybko
pozbyłyśmy się ciuchów, i rozłożyłyśmy leżaki. 

- Uważajcie na swoich chłopaków. - zajrzała do Nas Bella. 

- Dlaczego? - zapytałam. 

- Eva która jest asystentką chłopaków, bardzo lubi flirtować.. - poruszyła brwiami Bella. - Raczę Wam trzymać ich blisko. Ja spadam pa. 

 Bella. 

Wyszłam z domu, odpaliłam silnik i nagle wyskoczył mi Eric. 

- Życie Ci nie miłe? - nakrzyczałam na chłopaka. 

- Zawieź mnie na lotnisko, muszę wracać do domu. - westchnął. 

- Dlaczego? 

- Zadzwonił Adam, który organizuje castingi, że tam co byłem to dostałem główną rolę. I muszę jechać. - wytłumaczył. 

- To leć po ciuchy i jedziemy. - popędziłam chłopaka. 

- Jasne! - szybko poszedł do domu, i po chwili wrócił. - Możemy jechać. 

- Zapinaj pasy. 

Jechaliśmy w kompletnej ciszy, nikt się do nikogo nie odezwał. Radio cicho grało, a ja mogłam skupić się tylko na jeździe. Dojechaliśmy bez żadnych problemów, pożegnałam się z Ericiem i i czekałam na Martina i Evę. Samolot miał zaraz wylądować, miałam chwilę aby ogarnąć SMS-y które dostałam. Uśmiechnęłam się, jak zobaczyłam że jednym z nadawców jest Colton. Zaprosił mnie na imprezę do Siebie, taka zwykła domówka ale będzie dużo osób więc można powiedzieć, że to jest impreza. Chciałam wyglądać dobrze, ale nie tak żeby wyglądało to na randkę. Elegancko ale z klasą.  Zgodziłam się oczywiście, ale chciał żebym wpadła sama. Więc dla mnie lepiej. Ogarnęłam Martina i Evę. Bardzo się ucieszyłam jak ją zobaczyłam, mimo komplikacji mogłam śmiało stwierdzić że Eva nie jest zła i uważam ją za swoją Przyjaciółkę. 

- Cześć. - podszedł Martin i zaciągnął się powietrzem.

- Hej. - Eva machnęła ręką. - Bardzo mi przykro, że James z Tobą zerwał. - posmutniała. 

- Życie. - rzekłam. - Jedźmy do domu, pewnie jesteście głodni. 

- Nawet nie wiesz jak. - pokręciła głową Eva. 

- Daleko mamy? - zapytał Martin. 

- Nie, nie. Pół godziny drogi, może trochę więcej, ale zanim się obejrzycie a już będziemy w domu. - uśmiechnęłam się. 

Ruszyliśmy w stronę samochodu, było bardzo ciepło więc dziewczyna ściągnęła z Siebie sweterek i założyła okulary, Martin chował bagaże, a ja mogłam porozmawiać z Evą. 

- Muszę Ci coś powiedzieć. - szepnęła Eva. 

- Coś sie stało? - zaniepokoiłam się. 

- Ja i Martin jesteśmy parą, i zamieszkamy razem. - podskoczyła z radości, i ucałowała Martina. 

- Gratuluję Wam! Cieszę się, że jesteście szczęśliwi. 

- Nie będzie Ci głupio, jak w koło Ciebie będzie tyle par? - zapytał Martin, zapinając pasy. 

- Nie. pokręciłam głową. - Jakoś to przeżyję, a tak poza tym to dzisiaj idę na imprezę do kolegi, z którym nie widziałam się dłuższy czas. Odpocznę od Jamesa i jego nowej dziewczyny, czyli mojej dawnej 
Przyjaciółki. 

- Co? - Eliza i Martin odpowiedzieli równocześnie. - James jest z Twoją Przyjaciółką? - zapytała Eva. 

- Życie bywa brutalne ale cóż. Może kiedyś to zaakceptuję, a na razie jakoś nie mam ochoty o tym rozmawiać. - skierowałam wzrok na kierownicę. - I dojechaliśmy, mówiłam że to szybko zleci. 

- A chłopaki są w domu? - zapytał. 

- Powinni być na próbie. Zapraszam do środka. - pomogłam z bagażami. - Wróciliśmy. 

- Eva! - ucieszyła się Alice. - Stęskniłam się za Tobą! 

- Nawet nie wiesz, jak mi Ciebie brakowało. - odwzajemniła uścisk Alice. 

- Poznaj to jest Lena dziewczyna Kendalla, a to Eliza dziewczyna Jamesa. - Alice przedstawiła Sobie dziewczyny. 

- Bardzo miło Was poznać. - uśmiechnęła się. - To mój chłopak. - spojrzała na Martina i podkreśliła słowo chłopak. - Martin. 

- Cześć dziewczyny. Możemy zanieść gdzieś te bagaże? - rozejrzał się po pokoju.

- Już, już. Zaprowadzę Was. Zapraszam. - zaprowadziłam Przyjaciół do pokoju i wróciłam na dół.

- Co jesteś taka zadowolona? - zauważyła Lena. 

- Idę dzisiaj, się spotkać z kolegą, dawno się nie widzieliśmy. - kąciki ust lekko mi się podniosły. 

- To ten który był z centrum? - przybliżyła się Alice. 

- Tak. Ten. Zaprosił mnie dzisiaj do Siebie na małą imprezę, więc pójdę. - uśmiechnęłam się. 

Krótszy? Zdecydowanie, było go więcej ale część odjęłam. Impreza odbędzie się w następnej części. A teraz poznajmy nowego bohatera. Której mniej więcej, ogarnęłam w poprzednim rozdziale. Krótki opis i zdjęcie nowego bohatera.

Colton Worren - 23 lata. 
Początkujący aktor i model, często zmieniał miejsca zamieszkania ze względu na swoich Rodziców. Bellę i Carlosa poznał dzięki Rodzicom którzy pracują podobnej samej branży co rodzice Rodzeństwa.Carlos i Colton chodzili razem do klasy, lecz później ich drogi się rozeszły. Colton jest miłym chłopakiem, przyciąga uwagę wielu dziewczyn, nie zwraca na to zbytnio uwagi. Jest ciekawym i miłym chłopakiem. James z wielką niechęcią podchodzi do Niego, ale z czasem to się zmienia. 



niedziela, 19 kwietnia 2015

Part 60.

Oczami Belli.

Dlaczego? Co ja takiego zrobiłam. Przecież byłam grzeczna. Nigdy więcej nie lecę z Nimi.

- Przepraszam. - zaczepiłam Stewardessę. - Mogę poprosić o wodę? - zapytałam.

- Za chwileczkę przyniosę. - uśmiechnęła się szeroko. - Proszę. - podała mi butelkę. - Coś jeszcze?

- Mogę się przesiąść? - uśmiechnęłam się szeroko.

- Przykro mi, niestety nie ma wolnych miejsc.

- A zamiana? - zapytałam z nadzieją.

- Niestety nie. Życzę przyjemnej podróży. - posłała mi ciepły uśmiech.

- Pocałuj mnie, w przyjemną podróż. - mruknęłam..

- Coś się stało? - zapytał siedzący obok James.

- Nie. - warknęłam na chłopaka.

- Nie musisz być taka wredna, to że zerwaliśmy nie oznacza że nie możemy spokojnie rozmawiać.. - chciał załagodzić sytuację.


- No przestań. - parsknęłam. - Nie będę z Tobą rozmawiała, nie mamy o czym. Muszę tutaj siedzieć, więc to już wystarczająca kara. - odwróciłam się w stronę okna.

- Przepraszam. - szepnął. - Nie chciałem żeby to tak wyszło.

- Wysiądę z tego samolotu, to będziesz miał okazję porozmawiać, a teraz głowa w drugą stronę i zamilcz. - spiorunowałam go wzrokiem.

Zamknęłam oczy, no i chciałam jak najszybciej opuścić to miejsce i być z daleka od Jamesa.. Ale nie mogę. Wciąż go kocham, i chcę być z Nim ale chce aby był jak najdalej ode mnie! Musiał mi się śnić, jakiś straszny sen, bo jak się obudziłam to poczułam czyjąś dłoń. Zerknęłam lekko, i zobaczyłam że James też zasnął, i trzymał moją dłoń. Tak jak kiedyś, tak jak wcześniej. Udawałam że śpię, żeby jej nie zabierał. Ale mieliśmy wysiadać, więc zostałam obudzona.. I szybko zabrałam rękę.

- Wstawaj. - szturchnęłam Maslowa. - Wysiadamy.

- Przepraszam, zasnąłem. - uśmiechnął się.

Dlaczego mi to robisz? Dlaczego! Gotowałam się w środku, chciałam poczuć jego ciepło i mocno go przytulić..

- Bella, Bella. - szturchnął mnie Carlos.

- Co jest? - zapytałam.

- Weź swój bagaż. - podał mi walizkę.

- Przepraszam zamyśliłam się. Już ją zabieram.

- Co jest? - zapytał.

- Nie, nic. - pokiwałam głowa. - Jedziemy?

- Tak, tak. Ekipa! - krzyknął. - Taksówki na Nas czekają. Chodźcie, bo nie ma czasu.

- Przecież zdążymy. - uspokoił Carlosa Logan.

- Dobra, ale chcę się zdrzemnąć. - skrzywił się i zaprowadził Nas do wyjścia.

- Jedziemy do domu? - zapytałam brata.

- Tak. - ucieszyłam się.

Cieszyłam się bardzo, że jedziemy do domu. Tyle wspomnień. Eliza chciała żebyśmy zatrzymali się u Niej. Ale Carlos nie chciał się zgodzić. Sama bym ją chętnie wyrzuciła.. Ale nie mogłam. A taka szkoda. Dojechaliśmy. Znalazłam wzięłam klucze od Carlosa, chciała tam wejść pierwsza. Musiałam mieć pewność że nic się nie zmieniło, że wszystko jest tak jak dawniej. Weszłam do środka, zamknęłam drzwi reszta jeszcze się zbierała. Rozejrzałam się po domu, wszystko było na swoim miejscu. Chyba. Meble i cała reszta została przykryta materiałami. Zamknęłam oczy i wciągnęłam powietrze. Poczułam ten zapach, taki przyjemny. Chciałabym zostać tutaj na zawsze. Czułam jak ktoś się przepycha.

- Carlos. - mruknęłam.

- Przepraszam. Ach. - zaciągnął się powietrzem. - Czy tutaj nie jest pięknie? - zapytał.

- Zamknij oczy, i zrób to jeszcze raz. - poprosiłam brata.

- Masz rację. Jest cudownie.

Wzięłam swoją walizkę i wciągnęłam ją na górę. Stanęłam przed drzwiami, położyłam dłoń na klamce, i nie pewnie weszłam do pokoju. Wszystko było na swoim miejscu, zdjęcie z Elizą na komodzie, plakaty na ścianie i moje pudełko które zostawiłam na łóżku. Usiadłam. Odstawiłam walizkę, i otworzyłam pudełko. Tyle wspomnień, zdjęć. Na samą myśl łza mi się zakręciła. Otworzyłam stary album. Pierwsze zdjęcia mnie wzruszyły, byłam na Nich z Elizą, nasze spotkania i wspólne wyjazdy i Przyjaciele. Otworzyłam stary pamiętnik. Śmiałam się z moich wpisów. Nie pomyślałam że to aż tyle lat.

- Mogę wejść? - zapukał James.

- Jak musisz. - zaczęłam chować rzeczy do pudełka. - Proszę. Usiądź.

- Możemy porozmawiać? - zapytał.

- Mów. - wzięłam walizkę i zaczęłam wyciągać rzeczy.

- Boli mnie.. - spojrzał na mnie.

- Jak Cię coś, boli to weź Sobie tabletkę.

- Humor Ci się poprawił. - zaśmiał się. - Boli mnie to, że nie możesz mi wybaczyć. Musimy porozmawiać. - wstał i podszedł do mnie.

- Wyjdź zanim zrobię coś, czego będę mogła żałować. - wskazałam mu drzwi. - Proszę. Opuść to pomieszczenie.

- Nie. Bella nie. Nie wyjdę dopóki nie pogadamy.

- Idź stąd. - krew zaczęła mi buzować w żyłach. - Idź. Bo zrobię coś, czego będę żałowała.

- Co chcesz zrobić? - spojrzał na mnie.

Popatrzyłam na Niego, wbiłam wzrok w podłogę i mocno zacisnęłam pięść. - Chcę Cię pocałować. Więc wyjdź. Błagam.

- Porozmawiajmy. - upierał się. - Jeżeli mnie kochasz, to zamień ze mną parę słów.

- Jeżeli mnie kochasz, zostań ze mną. Wróć do mnie. - rzuciłam bez namysłu.

Wyszedł. Opuścił mój pokój, zamknęłam drzwi i upadłam bezradnie, oczy mi się zaszkliły.

- Kocham Cię James. Kocham Cię. - szepnęłam przez słone łzy.

o chwili usłyszałam jak ktoś schodzi na dół, serce zabiło mi mocniej, moja klatka piersiowa poruszała się szybciej.. Mój oddech był głośny i szybki. Bałam się, bałam się że zaraz eksploduje. Otworzyłam
okno, uderzyła mnie fala ciepłego powietrza, to było takie przyjemne i uspokajające. Wzięłam głęboki oddech, zamknęłam oczy i znowu myślałam o Jamesie. Idiotka.

- Zejdziesz na dół? - usłyszałam ciepły głos Alice.

- Tak, tak. - pokiwałam głową.

- Musimy skoczyć do sklepu po jakieś jedzenie, bo lodówka świeci pustkami. - pokiwał głową Carlos. - Ale trzeba też tutaj posprzątać, ogarnąć trochę.

- Dziewczyny mogą skoczyć po zakupy, no a chłopaki tutaj ogarniecie. - powiedziała Lena.

- Dobra. Ale możemy się podzielić. Dwie dziewczyny skoczą po zakupy i trzech chłopaków z Wami. - poruszył brwiami Kendall.

- Mogę jechać po zakupy. - odpowiedziałam, bez większej chęci.

- Ja zostanę w domu. - zaklepał Carlos. - Pojedzie jeszcze Alice z Loganem.

- Mogę jechać. - ucieszył się chłopak. - A kto z Nami? - rozejrzał się po pomieszczeniu.

- Pojadę. - odezwał się James.

- Co? - szepnęłam.

- Gotowi? - zapytała Lena. - Porządki czas zacząć.

Zabrałam torebkę i pieniądze. Nie chciałam aby James jechał z Nami.. Przed chwilą ta rozmowa, a teraz jeszcze podróż z Nim w jednym samochodzie.

- Kierowca! - krzyknęłam, i podniosłam kluczyki do góry z wielkim uśmiechem.

- Mogę usiąść z przodu? - zapytał James.

- Jak musisz. - spojrzałam na chłopaka. - Będzie Wam przeszkadzało, jak włączę polskie radio?

- Nie, lubię poznawać nowe języki. - uśmiechnęła się Alice.

- mhm.. - uśmiechnął się zalotnie Logan. - Nowe języki mówisz? - zaśmiał się.

- Głupek. - Alice szturchnęła go w ramię.

- Przynajmniej będzie wesoło. - włączyłam jakąś stację. - Nie wiem, co bym zrobiła gdybym Was nie poznała.

- No nie miałabyś innego wyjścia. - skomentował James.

- Dlaczego?

- Carlos jest w zespole, więc to by było dziwne jakbyśmy się nie poznali. - powiedział Logan.

- No ale Carlos, wcale nie musiał mnie poznawać z Wami. Gdybym była z Jack`iem to by było inaczej. A tak dzięki temu że zerwaliśmy, to Was poznałam. Chociaż mogłam też od razu być u Rodziców a nie zwalać się Wam na głowę. - skomentowałam.

- Nie zwaliłaś się nikomu na głowę. Jakby nie Carlos, to bym nie miała takiej przyjaciółki.

- Fakt. Ale mogłyśmy się poznać na koncercie, lub za kulisami.

- Daleko jeszcze do tego sklepu? - Logan zaczął marudzić.

- Chwila. - mruknęłam.

- Ale mój pęcherz może nie wytrzymać. - wiercił się na siedzeniu.

- Logan. - westchnęłyśmy z Alice. - Kilka minut Cię nie zbawi, a jak nie wytrzymasz to wysadzę Cie tutaj. - wskazałam na jakieś garaże.

- Poczekam. - odpowiedział ze spokojem.

Chwilę później dojechaliśmy do centrum, zaparkowałam w podziemnym garażu. Logan naprawdę musiał już iść do toalety, wskazałam mu kierunek. Nie ominęło się oczywiście bez kilku autografów.  Chłopaki chętnie je rozdawali. Alice też znalazła swoje fanki, była w bardzo wielkim szoku. Usiadłam na chwilę na ławce,gdyż wiedziałam że to chwilę potrwa. Rozejrzałam się po centrum, zauważyłam grupkę chłopaków. Przyglądałam im się chwilę, jeden bardzo mi przypominał dawnego kolegę, można powiedzieć że bliskiego Przyjaciela. Ale nie do końca byłam pewna.. Podniosłam się i poprawiłam z nadzieją że chłopak mnie zauważy. Bingo! Chłopak powiedział coś do kumpli i ruszył w moją stronę.

- Cześć.  Ale zauważyłem, wraz z kolegami że Nam się przyglądasz. - spojrzał na kumpli i na mnie.

- Przepraszam. - zawstydziłam się lekko. - Po prostu jesteś bardzo podobny, do mojego Przyjaciela.

- Bella! Idziesz? - krzyknęła Alice.

- Tak, tak. - kiwnęłam głową w stronę koleżanki. - Przepraszam jeszcze raz. - odwróciłam się lekko i chciałam dogonić Przyjaciół.

- Bella? - chłopak się zastanowił. - Isabella Pena? - wymówił moje nazwisko.

Odwróciłam się ponownie.. - Tak. - kiwnęłam wolno głową.

- Bella to Ty? - zdziwił się.

- Przepraszam na momencik. - wyciągnęłam telefon i dałam znać Alice, żeby dała mi jeszcze chwilę. - Jeżeli Ty jesteś Colton Warren to ja z pewnością Bella Pena. - uśmiechnęłam się.

- W całej okazałości to ja. - uśmiechnął się szeroko. - Zmieniłaś się, dawno Cię nie widziałem. Co tutaj robisz?

- Przyjechałam z Carlosem jego zespołem i Przyjaciółmi na koncerty, bo mają grać. No i teraz jestem na zakupach a później wracam do LA. Dalej tutaj mieszkasz? - zapytałam.

- Wakacje u brata. - wskazał na Bruneta w zielonej koszulce, który bacznie Nam się przyglądał. - Ale wracam do LA nie długo.

- Świetnie. Musimy się spotkać, tyle czasu minęło. Jak wyjechaliśmy to bardzo tęskniłam za Tobą. Twoja dziewczyna nie będzie miała, nic przeciwko że się spotkamy? - zapytałam.

- Nie. Nie mam dziewczyny, na razie nie angażuję się w związki, wolę zająć się karierą. Ale spotkania z Tobą nie odmówię. - uśmiechnął się zalotnie.

- Świetnie. - podałam mu swój numer. - Przepraszam ale znajomi czekają, jak wrócę do LA to odezwij się. Buźka. - pomachałam chłopakowi i wróciłam do Przyjaciół.

Poszliśmy w końcu na zakupy, kupiliśmy zaopatrzenie do lodówki. Alice chciała konieczni zajść do kosmetyczki. Po powrocie do domu, byliśmy zaskoczeni. Wszystko było wysprzątane i mogliśmy
zająć się robieniem obiadu.

- Cześć.  Ale zauważyłem, wraz z kolegami że Nam się przyglądasz. - spojrzał na kumpli i na mnie.

- Przepraszam. - zawstydziłam się lekko. - Po prostu jesteś bardzo podobny, do mojego Przyjaciela.

- Bella! Idziesz? - krzyknęła Alice.

- Tak, tak. - kiwnęłam głową w stronę koleżanki. - Przepraszam jeszcze raz. - odwróciłam się lekko i chciałam dogonić Przyjaciół.

- Bella? - chłopak się zastanowił. - Isabella Pena? - wymówił moje nazwisko.

Odwróciłam się ponownie.. - Tak. - kiwnęłam wolno głową.

- Bella to Ty? - zdziwił się.

- Przepraszam na momencik. - wyciągnęłam telefon i dałam znać Alice, żeby dała mi jeszcze chwilę. - Jeżeli Ty jesteś Colton Warren to ja z pewnością Bella Pena. - uśmiechnęłam się.

- W całej okazałości to ja. - uśmiechnął się szeroko. - Zmieniłaś się, dawno Cię nie widziałem. Co tutaj robisz?

- Przyjechałam z Carlosem jego zespołem i Przyjaciółmi na koncerty, bo mają grać. No i teraz jestem na zakupach a później wracam do LA. Dalej tutaj mieszkasz? - zapytałam.

- Wakacje u brata. - wskazał na Bruneta w zielonej koszulce, który bacznie Nam się przyglądał. - Ale wracam do LA nie długo.

- Świetnie. Musimy się spotkać, tyle czasu minęło. Jak wyjechaliśmy to bardzo tęskniłam za Tobą. Twoja dziewczyna nie będzie miała, nic przeciwko że się spotkamy? - zapytałam.

- Nie. Nie mam dziewczyny, na razie nie angażuję sie w związki, wolę zająć się karierą. Ale spotkania z Tobą nie odmówię. - uśmiechnął się zalotnie.

- Świetnie. - podałam mu swój numer. - Przepraszam ale znajomi czekają, jak wrócę do LA to odezwij się. Buźka. - pomachałam chłopakowi i wróciłam do Przyjaciół.

Poszliśmy w końcu na zakupy, kupiliśmy zaopatrzenie do lodówki. Alice chciała konieczni zajść do kosmetyczki. Po powrocie do domu, byliśmy zaskoczeni. Wszystko było wysprzątane i mogliśmy
zająć się robieniem obiadu.

Oczami Alice i Logana.

Alice.

- Obiad! - powiadomiłam Przyjaciół.

- No ale dlaczego ten strych jest zamknięty? - zapytał Kendall zajmując miejsce obok Leny.

- Bo to jest świątynia Belli. - zgiął palce w cudzysłów chłopak.

- Świątynia? - zdziwiłam się lekko i wszyscy spojrzeli na Bellę.

- No co? - chwyciła szklankę z napojem. - Uwielbiam to miejsce, tam robię to co lubię.

- A co takiego? - poruszył brwiami Eric.

- Są tam moje zdjęcia, płyty z wszelkimi nagraniami, jest kilka scenariuszy do krótkich filmów. I takie tam. - uśmiechnęła się.

- A może pokażesz Nam to później? - zapytałam.

- Zastanowię się.

Logan. 

- A możesz Nam powiedzieć co to był za chłopak z którym dzisiaj rozmawiałaś? - wtrąciłem.

- Przyjaciel.. - zaczęła grzebać w talerzu.

- Przyjaciel mówisz? - do rozmowy wtrącił się Carlos.

- Tak. Spotkałam dzisiaj Coltona. - spojrzała na brata.

- Colton, Colton?? Warren? - zadał pytanie.

Bella pokiwała głową, nie odrywając wzroku od talerza.

- No nie wierzę, a co On tutaj robi?

- Przyjechał do Dziadków, ale wraca do Los Angeles. - odpowiedziała.

- I Ty tak spokojnie, się z Nim spotkałaś? Bez żadnego ale.

- Wpadłam na Niego, przez przypadek. Znaczy czekaliśmy na Logana, a ja przyjrzałam sie grupie chłopaków i On do mnie podszedł, porozmawialiśmy chwilę i koniec. - skomentowała.

- Rozumiem.. - kiwnął głową.

- Carlos. - uśmiechnęła się tak szczerze.

- Dobra. To my posprzątamy i zaprosisz Nas do swojej jaskini? - zapytał Eric.

- Owszem, pójdę znaleźć kluczyk i zaraz się widzimy na górze.

Bella poszła na górę, a my posprzątaliśmy. Dziewczyny poszły się rozpakować. Może i miały rację aby to zrobić, bo Belli szukanie klucza naprawdę długo schodziło..

- Zapraszam! - usłyszeliśmy z góry.

- Pozwólcie że pójdę pierwszy, nie to że jestem nie kulturalny ale znam ten dom dobrze. - Carlos się odwrócił. - Cholera! - krzyknął. - Kto tutaj to zostawił. - złapał się za nogę, bo uderzył się w róg kanapy.

- Znam ten dom dobrze. - śmiał się Kendall.

- Nie było mnie tutaj kilka lat.. Hello! - podniósł ręce do góry.

Zabraliśmy dziewczyny z pokoi. Bella wskazała nam schodki po których mamy iść. Wyciągnęła z kieszonki kluczyk, którym otworzyła drzwi. Pokój był naprawdę bardzo dobrze urządzony. Stało tam
nie wielkie łóżko, kilka puf i mały stolik z dywanem który miał ciekawe wzory. Całość dopełniała gitara która stała w rogu. Teczki walały się po podłodze, panował tam wielki bałagan, ale to tylko
dodawało uroku temu miejscu. Bardzo mnie zachwyciło wielkie okno, było zasłonięte białą zasłoną.

- wow.. - usiadłem na pufie. - Tutaj jest naprawdę świetnie, sama to urządziłaś?

- Tak. Jeszcze chcę to dopracować, ale na razie nie mam bardzo jak. - spojrzała na Nas. - Poczekajcie, wybiegła z pokoju.

- Tutaj jest naprawdę fajnie. - rozglądała się po pomieszczeniu Eliza.

- Bella Cię nie zapraszała? - zdziwiłem się.

- Nie. Bo jak to powstawało, to nikt nie mógł tutaj zaglądać. - wytłumaczyła.

- Nawet ja. - załamał się Carlos.

- Jestem. I mam świetny pomysł. - posłała Nam swój uśmiech, znowu ten prawdziwy. - Zrobimy małą sesję, później kupię korkową tablice i powieszę ją tutaj. Będzie to naprawdę świetna zabawa. Zgadzacie się?

- No jasne! - krzyknął Kendall.

- Chcecie to mogę Wam udostępnić mój magiczny kuferek.. - wyciągnęła zza drzwi wielki drewniany kufer.

- Skąd to masz? - zdziwił się James.

- Nie musisz się o to martwić. - otworzyła skrzynię. - Proszę. Tutaj macie co chcecie, od drobiazgów po różne inne rzeczy. - Gdy będziecie gotowi zapraszam.

Każdy wziął to co chciał i zrobiliśmy, niesamowitą sesję.. Zbliżał się wieczór, więc każdy poszedł do pokoju w którym miał spać. Bella chciała koniecznie spać na strychu, więc tam też się udała. Mogłem już spokojnie położyć się spać.


Rozdział zdecydowanie za długi! Ale mnie wena wzięła i pisałam, pisałam. Mamy znowu nowego bohatera, mam już na Niego swoją wizję. Zaczerpnęłam go z mojego jednego z wielu lubianych przeze mnie seriali. Wątek dramatyczny wiąże się a akcją i science-fiction! Mieszanka wybuchowa, tak więc. Colton jest nowym bohaterem, jego postać zobaczycie już za tydzień! Postaram się pisać krótsze rozdziały, albo dzielić je na 2 części! Także, tego jakby tak to miłego weekendu i dużo Słońca ! ♥ .

niedziela, 12 kwietnia 2015

Part 59.

Nie mogłam spać, myślałam o Belli ale Logan też głośno chrapał..

- Przestań! - szturchnęłam go w ramię.

- Co się dzieję? - przebudził się szybko.

- Połóż się na bok, bo bardzo chrapiesz.

- Seksownie mruczę. - odpowiedział, zaszył się pod kołdrą.

Zarzuciłam na Siebie koc i zeszłam na dół, po szklankę mleka. Zastałam tam siedzącą Bellę.

- Dlaczego nie śpisz? - podeszłam bliżej. - Znowu pijesz?! - podniosłam głos.

- Przepraszam. - spuściła głowę. - Ale wcale nie zasnęłam, położyłam się i zalałam łzami, potem jak wszyscy zasnęli to przyszłam tutaj.

- Dlaczego to robisz? zapytałam.

- Co? Piję? - zaśmiała się. - Bo nie wiem co to miłość, nie wierzę w to. A ciągle jestem zakochana.

- Miłość to wielkie uczucie, między ludźmi! Nie można tego opisać słowami, gdy kochasz właściwą osobę poznajesz ją każdego dnia na nowo, wiesz że to uczucie będzie trwało wiecznie. Wiesz że nie zrezygnujesz z tej osoby nigdy! Kochasz ją, walczysz każdego dnia, czekasz aż wróci do domu i znowu Cię przytuli, pocałuje. Opowie banalny kawał, ale Ty i tak będziesz się śmiać cały czas, będzie na  każde Twoje zawołanie, jest sensem Twojego życia, każdego dnia, godziny i minuty i sekundy, podnosi Cię kiedy upadasz. I to jest prawdziwa Miłość. - powiedziałam w skrócie. 

- Nie znasz definicji miłości.. - wstała od stołu, lekko się chwiejąc podeszła do okna. - Miłości nie ma, to głupia Dziwka która daje przelotne szczęście, i uczucie na chwilę.. Najgorsze jest to że myślisz iż spotykasz właściwą osobę dla Siebie, a później się okazuję że jesteś dla Niego nie właściwa, nie idealna, za głupia, i taka inna. - wzięła butelkę i przechyliła jej całość, po czym wydała z Siebie dźwięk zadowolenia. 

- Kochasz go jeszcze? - spojrzałam na Przyjaciółkę, zapalając małą lampkę. 

- Nie. - jej głos zadrżał.

- Wiem że jest inaczej, dlaczego z Nim nie porozmawiasz? 

- Gdy go widzę czuję się jak w niebie. Serce mi szybciej bije, motyle w moim brzuchu ożywają a ja odpływam.. Te jego oczy, uwielbiam ich wzrok, Te usta, pamiętam ich smak, były takie słodki z lekką 
nutą maliny. Jego włosy, uwielbiałam się nimi bawić. Kocham go. 

- Powiedz mu to. 

- Nie. - odstawiła pustą butelkę. - Nie mogę. Wiesz że moje serce go kocha? - zaśmiała się, przez łzy. - Ale ja nie. 

- Nie rozumiem? - zdziwiłam się. 

- Ja go nie kocham, moje serce tak, mój mózg o Nim myśli. Moje myśli kręcą się wokół Niego. 

- Musisz z Nim porozmawiać. - poprosiłam Przyjaciółkę. - Jutro, a może dzisiaj już, Pogadasz z Nim. 

- Idziemy na zakupy dzisiaj, to wielka przyjemność, była i aktualna dziewczyna Jamesa. Jakie to zabawne. 

- Idź spać. Dobrze Ci radzę. Dobranoc. - poszłam na górę. 

- Tak, tak. Już się kładę. 

Narrator. 

Bella położyła się w salonie, nie mogła zasnąć kręciła sie z boku na bok. Śniła o Jamesie, chciała go mieć przy Sobie. Rankiem wstała i przygotowała śniadanie, do domu przyszedł Kendall z Leną, a z Nimi James i Eliza. 

- Cześć. - przywitała ich słonecznym uśmiechem. - Siadajcie, reszta pewnie zaraz przyjdzie. 

- No, no. - Lena rozejrzała się po stole. - Śniadanie mistrzów. - zaśmiała się. 

Po chwili na dół zeszła cała reszta. 

- Co to za okazja? - podrapał się w głowę Carlos. 

- Żadna. Jedziecie w trasę, więc jakieś takie lepsze śniadanie się przyda. 

- No ale przecież w Polsce też będziemy, mogli takie śniadania robić. - uśmiechnął się Eric. 

- Smacznego. - Bella usiadła przy stole. - No, nie czekajcie tylko jedzcie. Musicie mieć siłę na trasę, a my na zakupy. Eric jedziesz z Nami? 

- Nie. Mam kilka spraw do załatwienia, i chcę to zrobić teraz przed wyjazdem. 

- Po koncercie też takie śniadanie dostaniemy? -  zapytał Logan. 

- Jasne. - kiwnęła głową Alice. 

- To świetnie. - uśmiechnął się Henderson. - Kochanie, ale masz śliskie i zimne nóżki, rozgrzać Ci? - zaśmiał się.

- To nie moje nogi.. - odsunęła się. 

- Logan, tak nie wolno.. - zaśmiał się Carlos i spojrzał pod stół, wyjął butelki po wódce. - Co to jest? - zdziwił się, tak samo jak i reszta. 

- Wyniosę. - Bella przychwyciła butelki i wyniosła je na dwór. 

- Co to było? - James cicho zapytał. 

- To były butelki, ale czyje? - zdziwił się Eric. 

- Belli. - wyznała Alice. - Wczoraj jak zeszłam na dół, to zastałam Bellę z butelką. 

- Dlaczego? - zdziwili się znajomi. 

- Ona chyba zaczęła pić. - szepnęła. - Pogadamy później razem, bo idzie. 

- Butelki pewnie po imprezie zostały. - machnęła  dłonią. - Jak śniadanie? - uśmiechnęła się. 

- Pyszne. - odpowiedzieli wszyscy, a James zmierzył ją wzrokiem. 

- Cieszę się. Muszę kupić tyle rzeczy, a te co mam to je wyrzucę.. - uśmiechnęła się. 

Pół godziny później.

Chłopaki poszli do studia, Eric załatwiał sprawy a dziewczyny pojechały na zakupy. 

- Jedziemy do podziemnego parkingu, bo tutaj nic nie będzie. - powiedziała Eliza. 

- Bella, tam na pewno będą miejsca. - powiedziała Alice. 

Miejsce parkingowe szybko się znalazło. Przyjaciółki zabrały swoje rzeczy i udały się do windy. W centrum było mnóstwo sklepów, a wybór ogromny. Od drobiazgów po bardzo eleganckie rzeczy. Chciały zajrzeć do każdego sklepu, zaczęły od tych na dole i pięły się ku górze. 

- Co tak w ogóle potrzebujemy? - zatrzymała się Alice. 

- Teraz pewnie będzie jeszcze w Polsce ciepło, nie musimy ogarniać ciepłych rzeczy. - uświadomiła dziewczyny Eliza. 

- Ja biorę to co teraz kupię, ale coś ciepłego też wezmę. - pokiwała głową Lena. 

- Zrobię podobnie do Leny, ale w Polsce w domu mam też swoje ciuchy, więc o zimowe kreacje się nie martwię. No chyba że jakaś impreza, się trafi.. 

- A no to trzeba coś zakupić. - obudziła się Alice. 

-  We Wrocławiu coś znajdziemy, tam też są centra handlowe. - uśmiechnęłam się. - Kluby też są dobre. 

- No to ruszamy na zakupy! - radośnie oznajmiła Lena. - Woo hoo! Lecimy dziewczyny. 

- Musimy tutaj skoczyć. - wskazała palcem Eliza. 

- Po co? - Alice chciała zobaczyć, jaki sklep ma na myśli. 

- Tam są świetne bransoletki przyjaźni. - uśmiechnęła się przyjaźnie do Belli. 

- Aha. - skomentowała Blondynka. 

Dziewczyny jeszcze długo spacerowały po sklepach, najmniej zakupów zrobiła tylko Bella, nie kupiła mnóstwa rzeczy tak jak Lena. Która miała kilka toreb z ciuchami. Spodenki czy sukienka, musiała mieć
wszystko, chciała uzupełnić swoją szafę. Minęło kilka dobrych godzin.. 

- Muszę do toalety. - krzywiła się Lena. 

- Pójdę z Tobą. - uśmiechnęła się Eliza. - Dziewczyny popilnujecie zakupów? - spojrzała na koleżanki. 

- Tak. - Alice kiwnęła głową. - Bella masz jakiś problem? 

- Dlaczego? - grzebała coś w telefonie. - Nie mam żadnego problemu. 

- Wczoraj się inaczej wydawało, ten alkohol no i dzisiaj także. Co się z Tobą dzieję? - zapytała. 

- Nic. - odparła nerwowo. - Wszystko jest ok. 

- Jedziemy? - z łazienki wyszła Lena. 

- Tak, tak. - kiwnęła głową Blondynka. 

Oczami Kendalla.

Wróciliśmy zmęczeni, padałem na twarz. Chciałem się tylko położyć, ale Carlos zaczął swoje..

- Chciałem z  Wami porozmawiać.. O Belli. Ona ma problem. 

- Jaki problem? - zapytałem. 

- Tych butelek nie było na imprezie.. - pokiwał głową. 

- Skąd możesz wiedzieć, jakie butelki były? - zapytał James. 

- Wiem. To były inne. - stawiał przy swoim. - Ona zaczęła pić. 

- Bella? - zdziwił się Logan. - Niemożliwe.. Ale. - zamyślił się. - Poczekaj, poczekaj. Ostatnio jak James był u Babci, i była impreza to Bella wzięła butelekę wina i napiłem się z Nią. Ale potem wróciłem do 
środka, a Ona tam została sama.

- No właśnie. Więc jak to mi wytłumaczycie? - złożył ręce. 

- No może masz rację, ale musisz zapytać o to siostrę. - powiedziałem.

- Ale ich jeszcze nie ma, a jest późna godzina. Zakupy zakupami, ale nie aż tak długo.. - zmartwił się James. 

- Nie pozabijały się.. - uśmiechnął się Logan. - Ale.. Nie, no nie da rady. - Słyszeliście? - zapytał Logan. 

- Co? - zdziwiłem się. 

- No Lena.. Już wróciły. - zaśmiał się James.

- Jesteśmy! - do salonu weszła Lena, z kilkom,a torbami ciuchów. 

- Na co Ci to? - podniosłem się z wrażenia. 

- No wiesz.. Po prostu, wyjeżdżamy i chcę mieć nowe rzeczy. 

- No ale bez przesady. - spojrzałem na ciuchy. - Jak Logan i James zobaczą torby dziewczyn, to też będą w szoku pewnie. 

- Nie mamy tego dużo. - uśmiechnęły się wchodzące Eliza i Alice. 

- No rzeczywiście nie dużo. - pokiwał głową James. - Zgubiłyście Bellę? 

- Nie. Parkuję i zaraz będzie. Ona ma mniejszy zapas. 

Bella przyszła po chwili i od razu powiedziała że jest zmęczona, i udała się do pokoju. Następnego dnia, mieliśmy pojechać do studia po bilety i pieniądze. Martin miał do Nas dojechać, udało mu się załatwić
ostatnie bilety.. Więc dla Niego nie starczyło. Musieliśmy sie jeszcze spakować, no i na nic więcej nie było czasu. Wstaliśmy wcześnie rano, żeby dolecieć na konkretną godzinę. Nie chcieliśmy dłużej czekać. Szybko dojechaliśmy do lotniska, samolot miał się opóźnić, więc odetchnęliśmy z ulgą. Bo wszyscy się bali że się spóźnimy. Miejsca w samolocie były od Siebie w oddalone, więc nie każdy mógł siedzieć
z osobą którą chciał.. Ale mimo to i tak było warto. 

sobota, 4 kwietnia 2015

Part 58.

Oczami Carlosa.

- Zostaw tego papierosa! - warknął Kendall.

- Nie mogę. - zaciągnąłem się kolejny raz dymem. - Maslow mnie denerwuję.

- On i Bella muszą to Sobie w końcu wyjaśnić, sytuacja musi być jasna. Dajmy im spokój. - Kendall przemawiał do mnie jak do dziecka.

- Jest już późno, a Belli ciągle nie ma. - patrzyłem nerwowo na zegarek.

- Zaraz wróci.. - pocieszał mnie Kend. - Zadzwoń do Jamesa.

- Oszalałeś?! Nie będę z Nim rozmawiał.. - oburzyłem się.

- Carlos. Oni zerwali, ale nie Ty. Nie wtrącaj się w ich życie, my nadal jesteśmy kumplami.

- Ale to moja siostra. - zamyśliłem się. - Więc.. Chociaż może masz rację, nie powinienem się kłócić z Jamesem. Chyba czas się z Nim pogodzić.

Wyciągnąłem telefon z kieszonki i zadzwoniłem do Jamesa, nie odbierał. Spojrzałem na Kendalla, po czym telefon zadzwonił.

- Wpadnij do Nas.. Musimy pogadać. - rozłączyłem się.

- To się nagadałeś. - zaśmiał się Kendall.

Na dworze, zrobiło się szaro i zaczęło padać. James po chwili zjawił się z Elizą.

- Napijecie się czegoś?

- Nie dzięki. Coś się stało? - zapytał James.

- Chciałem Ciebie przeprosić, no a raczej Was. Zachowałem się ostatnio jak idiota.. Nie powinienem się tak o Was wyrażać. To było nie smaczne. Przepraszam Was. Troszczę się o Bellę, dlatego mnie tak poniosło. Jeszcze raz Przepraszam. Zgoda? - wyciągnąłem dłoń do Maslowa.

- ech. - głośno westchnął, echo odbiło mi się w uszach. - Zawsze byliśmy Przyjaciółmi więc to się teraz nie zmieni.

- No ja też Przepraszam.. Nie chciałam tak wybuchać. Bardzo mi przykro, że to tak wyszło. - tłumaczyła Eliza.

- No i w końcu zgoda! - zza ściany wyskoczył Logan. - Mówiłem Alice że się w końcu pogodzicie. - klasnął w dłonie.

- Co Ty tam robiłeś? - zdziwił się James.

- Czyściłem ściany, takie brudne. Oj nie ładnie. - przetarł kurz. - Fu..! - skrzywił się.

- Cześć. - do domu weszła Lena z Ericiem. - Co knujecie? - zapytała.

- Pogodziliśmy się z Jamesem. - wytłumaczyłem.

- Pokłóciliście się? - zapytał Eric, wieszając kurtkę.

- Rozstaliśmy się z Bellą, i jestem z Elizą. A tego wyszła sprzeczka.. Resztę Sobie dośpiewaj.

- Jak zniosła to Bella? - zapytała Lena. - Może pójdę z Nią porozmawiam?

- Nie ma jej w domu. - powiedział Kendall.

- Jak to jej nie ma? - zdziwiła się Eliza.

- Widzicie jaka jest pogoda? Nie wiadomo gdzie teraz jest. - zmartwił się Carlos.

- Zadzwoń do Niej! - krzyknęły równocześnie Alice i Eliza.

- Nie odbiera. Gdzie widziałeś ją ostatnio? - zapytałem.

- No na plaży, nie daleko tych skałek. - powiedział.

- Jedziemy.

Oczami Belli.

Siedziałam w tym klubie, piłam drinka za drinkiem. Zawsze w filmach po zerwaniu wszyscy się upijają, więc ja nie będę gorsza. Znudziłam się tym klubem i wyszłam. Padało strasznie, a domu miałam ochotę wrócić autobusem. Ale żadnego nie było, szłam chodnikiem a to ulicą. Nie jeździły żadne samochody. Jako że nikt nie chciał mi sprzedać alkoholu ze względu na mój stan. Poprosiłam przechodzącą obok dziewczynę z chłopakiem.

- Przepraszam. - zaczepiłam parę. - Mogłabym Was prosić o pomoc?

- Jasne. - uśmiechnęła się dziewczyna.

- Wiem że to głupie, ale możesz pójść mi kupić wódkę albo jakiś alkohol tylko w dużych ilościach.. - spojrzała na mnie dziwnie. - Uwierz mi wyglądam lepiej, ale dopiero co rozstałam się z chłopakiem, może
znasz, gra w zespole. James Maslow. - na samą myśl chciało mi się płakać. - Kretyn jakich mało.

- Dobrze. - dałam jej pieniądze i za chwilę wracałam szczęśliwa do domu.

Nogi odmawiały mi posłuszeństwa, ale szłam dalej. Otwierając bramkę, wywaliłam się i zdarłam kolana. Dziecko. - pomyślałam i wstałam. Nie mogłam trafić w dziurkę od klucza, ale powoli i trafiłam. Zdjęłam mokre ubranie, i zaniosłam je do łazienki aby wyschło, a sama poszłam na górę. Założyłam na Siebie jakiś dres, włączyłam laptopa i otworzyłam wódkę.

- Pamiętam to! Pamiętam. - skakałam z radości na łóżku. -I do kogo się tak cieszysz idiotko?  Jesteś tu sama, nie ma nikogo. Żaliłam się, piłam sama ze Sobą.. James mnie rzucił, a ja zostałam sama. Bez chłopaka, który mnie przytuli, pocałuje w czoło na Dobranoc. Przechyliłam butelkę i wypiłam całość. Schowałam ją pod łóżko. Położyłam się i zasnęłam.. Zaledwie kilka minut później, obudziły mnie hałasy dochodzące z dołu. Nie miałam ochoty wstawać.

- Możecie być cicho? - grzecznie zapytałam. - Nie wiem jak Wy, ale ja chcę spać! Miałam ciężki dzień i chcę o tym zapomnieć! - odwróciłam się na pięcie.

- Bella! - krzyknął Carlos. - Gdzie Ty byłaś? Martwiłem się, znaczy my się martwiliśmy. Szukaliśmy Ciebie. - tłumaczył.

- Byłam na plaży, i w klubie i wszędzie.

- Jesteś pijana. - zauważył Eric.

- Jestem szczęśliwa! - podskoczyłam z radości i upadłam na kanapę. - Już nie jestem szczęśliwa, wódka się skończyła. A ja chcę więcej! Więcej rozumiesz?! - krzyczałam w stronę Carlosa.

- Uspokój się, to tylko przejściowe. - powiedziała spokojnym głosem Eliza.

- Przyjacielem trzeba być, a nie udawać! Zejdź mi w oczu! - warknęłam.

- Ochłoń. Jutro porozmawiamy na spokojnie.. - zbliżył się Maslow.

- Skurwiel. - szepnęłam. - Nie dotykaj mnie, nie chcę Cię znać. Zostawiłeś mnie dla mojej najlepszej Przyjaciółki. Wynoś się z mojego pokoju, domu i w szczególności z mojego życia! - powiedziałam i wróciłam do Siebie na górę.

- Zostań tutaj, przecież mamy wolne pokoje, wszyscy się zmieszczą. - zapewnił Carlos.

- Nie chciałbym żeby Bella się denerwowała.. Znajdę gdzieś jakąś stancję.

- Nie! - powiedział Logan. - Jesteśmy zespołem, musimy trzymać się razem. Będziesz tutaj mieszkał i koniec, jak komuś nie pasuje to mogę też się wyprowadzić. - chłopak wstawił się za Jamesem.

- Ale.. - spojrzał na wszystkich.

- Jesteśmy kumplami znamy się od dziecka prawie, więc siedzisz z Nami i koniec!

- Tak. To już postanowione.

Otworzyłam szafę, spakowałam wszystkie rzeczy Jamesa. Wystawiłam torbę za drzwi. I wróciłam ponownie do pokoju..

Oczami Jamesa. 

Źle się poczułem z tym jak postąpiłem z Bellą. Ale to dłużej nie miało sensu, poszedłem na górę i zabrałem swoją torbę. Zająłem pokój jak najdalej od jej prywatności. Chciałem żeby Eliza się wprowadziła ze
mną, ale to by było za wcześnie.. Jednak tą noc jeszcze spędzi u mnie, a rano wróci do Dziadków. Rozmyślaliśmy z Elizą jak to dalej będzie, czy może jednak Bella zrozumie i Nam wybaczy..

Następnego dnia rano. 

Przeciągnąłem się, a na łóżku nie było już Elizy. Wróciła do Dziadków.

- Wstawaj! Śniadanie. - do pokoju zapukał Logan. - Szybko, bo za godzinę mamy być u Martina. Omówić trasę i wszystko.

- Już idę. - powiedziałem. - Logan. Jest Bella na dole?

- Stary. Boisz się jej? - zakrył usta dłonią, abym nie usłyszał jak się śmieje. - Chodź. Nie martw się.

- Daj mi 3 minuty. - odpowiedziałem po czym wziąłem głęboki oddech i skierowałem się do kuchni. - Cześć. - przywitałem się ze wszystkimi.

- Siadaj. - Carlos zrobił mi miejsce.

Bella nie zwracała na mnie uwagi, traktowała mnie jak powietrze.

- To kiedy jest ten wyjazd do Polski? - zapytała Alice.

- Dzisiaj się wszystkiego dowiemy. - powiedziałem.

- Życzę powodzenia! - uśmiechnęła się Bella. - Obejrzę wszystko w tv!

- Nie jedziesz? - zdziwił się Kendall.

- Ktoś się musi zająć domem, to chyba logiczne. - odwróciła wzrok, patrząc w okno.

- Nie. - odezwał się Logan. - Lena, Alice Eric, Eliza i Ty jedziecie z Nami! - powiedział.

- No ja wolę jednak zostać w domu, i się wszystkim zaopiekować. - Bella stawiała na swoim.

- Nie rób mi tego. - szepnęła Alice. - Pojedź proszę.

- Zastanowię się.

- Zbieramy się! - krzyknął Kendall. - Pogadamy w domu. Na razie!

Ogarnęliśmy się, i wyszliśmy. W aucie panowała wielka cisza. Nikt nie chciał się odezwać.

- Nie mogę. - nie wytrzymał Carlos. - Tak nie może być, James musisz pogadać z Bellą.

- O czym mam z Nią gadać, przecież zerwaliśmy. - rzuciłem.

- No to powiedz Elizce aby pogadała, no nie możemy zostawić Belli w domu. - oburzył się Logan.

- Ale Ona ze mną nie rozmawia, traktuję mnie jak powietrze. Elizę też. - spojrzałem przez okno.

- Poproszę Lenę aby pogadała z Alice i żeby się dogadały z Bellą, jakaś impreza albo coś. Wspólne zakupy, tak się Laski dogadają. - pstryknął palcami.

- Można spróbować. - wyciągnęliśmy telefony i napisaliśmy do dziewczyn.

Dojechaliśmy pod studio Martina. Wygodnie usiedliśmy i czekaliśmy.

- W końcu! - krzyknął. - Słuchajcie. Jedziemy za 3 dni. Będziemy grać na Rynku we Wrocławiu i Warszawie, próby będą się odbywały w pobliskiej szkole.

- Dlaczego nie gramy w szkole? - zapytałem.

- Tamtejsze sale są mniejsze, a na rynku więcej miejsca no i sprzedamy więcej biletów. - wtrąciła sie Eva.

- No ok.. - zaryzykował pytanie Carlos. - A jak będzie zimno, zacznie padać deszcz, albo będzie burza z piorunami? A ktoś dostanie kulką gradową, albo uderzy Jamesa piorun?

- Dlaczego mnie? - skrzywiłem się.

- Tak. tylko powiedziałem. - Carlos wyszczerzył zęby.

- Nic takiego nie będzie, widziałem pogodę w Polsce. Jest mega ciepło, nie martwcie się. - pocieszył Martin.

- Kulki gradowe nie spadną, a żaden piorun nikogo nie uderzy. - wytłumaczyła Eva.

- No dobra.. - Carlos nie był przekonany.

Martin wytłumaczył Nam jeszcze kilka rzeczy, w końcu Carlos chyba wszystko zrozumiał. Wracaliśmy do domu w dobrych humorach. Zajechaliśmy do cukierni, po coś słodkiego. Ciągle pamiętałem że Bella uwielbia kruche babeczki, kupiłem je aby choć trochę osłodzić jej to zerwanie. W domu panowała cisza, ale na dworze dziewczyny Sobie odpoczywały. Co prawda, nie było jeszcze Elizy, ale to nie problem. Podesłałem jej SMS-a.

- Już wróciliście? - zauważyła Lena. - Czego się dowiedzieliście?

- Chodźcie do domu, mamy coś słodkiego. - Carlos podniósł siatkę ze słodyczami.

- Nie musicie mnie długo namawiać. - Alice zarzuciła ręcznik i przyszła.

Oczami Alice.

Zarzuciłam ręcznik i poszłam na górę założyć coś luźniejszego, po czym zbiegłam na dół.

- Cześć Eliza. - przywitałam się z dziewczyną.

- Cześć. Pukałam, ale nikt nie słyszał.. - speszyła się. - Tak więc pozwoliłam Sobie wejść.

- Nie ma sprawy. - uśmiechnęłam się. - Zapraszam do salonu. - dziewczyna udała się do pomieszczenia

- Cześć Kochanie. - James przywitał się z dziewczyną.

- Cześć. - cmoknęła go w policzek.

- A gdzie Bella?

- W kuchni, przygotowuję napoje. - powiedział Logan.

- Pójdę jej pomogę. - wyszłam, nie chciałam patrzeć na Maslowa. Lubię Elizę, miła dziewczyna. Ale James mógł od razu wszystko powiedzieć. - Co robisz?

- Nie strasz.. - odskoczyła szybko od lodówki. - Nie lubię jak mi to robicie.

- Ups. Pomogę Ci. - wzięłam sok od dziewczyny.

- Ok. Zaraz przyjdę.

- Jasne. - zabrałam się z kuchni.

- Chodźcie na dwór, jest taka ładna pogoda, nie będziemy siedzieć w domu. - szybko wstała i zabrała tacę.

Chłopaki już nie mogli wytrzymać, a najbardziej chyba Carlos. Palił się aby powiedzieć czego się dowiedział, dałam mu znak aby zaczął mówić, bo inaczej byśmy nie wytrzymali.

-  Jedziemy za 3 dni. Będziemy grać na Rynku we Wrocławiu i Warszawie, będzie mega super! Dziewczyny, my nie będziemy mieli czasu, tak więc z chłopakami postanowiliśmy żebyście poszły na zakupy. Tak razem, musicie mieć jakieś świetne ciuchy na koncert.

- No to bardzo fajny pomysł, ale może nie dzisiaj. Jakoś nie mam ochoty. - rzuciła Lena.

- No ja też nie, wolę zostać w domu. - odezwałam się.

- A Ty Bella? - zapytał Kendall.

- Świetna sprawa te zakupy. - uśmiechnęła się sztucznie, miała ten uśmiech wyćwiczony do perfekcji. - Jutro, owszem chętnie. Mogę iść. - wzruszyła ramionami.

- Super! Babski wypad, będzie świetnie. Ciuchy, kosmetyki i faceci! - krzyknęła Lena.

- Faceci? - Logan i Kendall spiorunowali wzrokiem Lenę.

- Kurde. Spotkam dawnego kolegę, albo kogoś to już mi porozmawiać nie można? - obroniłam ją.

- Można, można. - kiwnął głową Logan.

- Kurde.. - Bella się obudziła. - Ja muszę lecieć, łyknęła napoju i pobiegła na górę.

- Co jej się stało? - zdziwiła się Eliza.

- Nie wiem.. - pokiwałam niepokojąco głową, po chwili na dół zbiegła Bella.

- Gdzie się śpieszysz? - zapytał Logan.

- Przepraszam. Ale muszę lecieć, umówiłam się w sprawie tego filmu. - mówiła bardzo szybko. - Ja lecę. Pa!

- To nie za późno? - zdziwiłam się trochę.

- Nie jest tak późno. Godzina 16 to jest jeszcze wcześnie, to duża dziewczynka i da Sobie radę. - pocieszył Nas Carlos.

- No ale jednak 3 Facetów to coś.. - wtrąciła Eliza. - Ja bym się o Nią martwiła.

- Nie musisz. - odezwał się Carlos. - Ona da Sobie radę.

Pół godziny później James i Eliza wyszli z domu, pojechali do dziewczyny. Wrócił także Eric, któremu wszystko opowiedzieliśmy. Był zachwycony że jedzie do Polski, bardzo się cieszył. Kendall i Lena też wyszli z domu, zostałam sama z chłopakami. Około 19 zaczęłam się martwić że Bella nie wraca, dzwoniłam ale nic.

- Może nie ma czasu, i obgadują co i jak. - wytłumaczył ze spokojem Eric.

- Martwię się. - powiedziałam.

Późnym południem. 

Usłyszeliśmy jak ktoś przekręca zamek w drzwiach, później postać weszła do salonu.

- Gdzie byłaś? - naskoczyłam na Przyjaciółkę.

- Nie było spotkania. - dziewczyna ledwo co stała na nogach. - Ale była impreza. - kiwała głową. - Bawiłam się świetnie. Światła, wszędzie światła. Różowe, zielone, niebieskie. - gestykulowała rękami.

- Z kim byłaś? - chciałam się dowiedzieć, Bella rozejrzała się uważnie po pokoju.

- Eric ze mną był. - wyszczerzyła zęby.

- Jestem tutaj. - chłopak pojawił się znikąd.

- To z kim się bawiłam? - spojrzała za Siebie, i posmutniała. - Ale było warto, ciacha były. Nie podrywałam nikogo, bo wciąż go kocham. - bełkotała bez sensu.

- Kochasz Jamesa? - zapytał Carlos.

- Nie. On jest inny. Miły, spokojny i przystojny. Jest ich kilku. Ale nie pamiętam imion. - zachwiała się. - Muszę iść, niedobrze mi. - zamknęła oczy.

- Chodź, chodź. - Carlos zaprowadził ją do łazienki i zaraz wyszedł.

- Czego z Nią nie zostałeś? - zapytał Logan.

- Jestem zbyt delikatny. - skomentował. - Nie lubię oglądać takich rzeczy. - wzdrygnął.

- Pójdę do Niej. Nie zostawię Przyjaciółki samej. - wkroczyłam do łazienki.

Wyglądała strasznie, włosy każdy w inną stronę. I ten wyraz twarzy, mina zbitego szczeniaka. Pomogłam dziewczynie dojść do Siebie.

- Umyj zęby. - poprosiłam.

- Śmierdzi mi z ust? - chuchnęła mi prosto w nos.

- mhm.. - skomentowałam. - Umyj zęby 2 razy, albo i 3. - pokiwałam głową i wyszłam.

Bella zrobiła to co jej kazałam. poprosiłam Erica aby pomógł mi ją zaprowadzić na górę.. Zasnęła jak dziecko. Oby nigdy więcej nie tknęła alkoholu.

* - Zaczynam pisać chyba krótsze rozdziały.. Albo będę je dzieliła na części. Co do bloga z jednorazówkami mam kilka pomysłów na historie, ciągle wymyślam nowe. Na początek tytuł a później cała historia i bohaterowie. Zacznę starać się je pisać, w zeszycie mam kilka historii.. Teraz muszę je tylko udostępnić ;).

Życzę Wam wesołych i pogodnych świąt, spędzonych z Rodziną i najbliższymi! Dużo słońca! Przyda się :). Smacznego jajka, mokrego dyngusa i nie wiem co jeszcze, ale ogólnie żeby te święta były wesołe i bardzo udane! Wesołych Świąt Króliczki ♥ .