niedziela, 19 kwietnia 2015

Part 60.

Oczami Belli.

Dlaczego? Co ja takiego zrobiłam. Przecież byłam grzeczna. Nigdy więcej nie lecę z Nimi.

- Przepraszam. - zaczepiłam Stewardessę. - Mogę poprosić o wodę? - zapytałam.

- Za chwileczkę przyniosę. - uśmiechnęła się szeroko. - Proszę. - podała mi butelkę. - Coś jeszcze?

- Mogę się przesiąść? - uśmiechnęłam się szeroko.

- Przykro mi, niestety nie ma wolnych miejsc.

- A zamiana? - zapytałam z nadzieją.

- Niestety nie. Życzę przyjemnej podróży. - posłała mi ciepły uśmiech.

- Pocałuj mnie, w przyjemną podróż. - mruknęłam..

- Coś się stało? - zapytał siedzący obok James.

- Nie. - warknęłam na chłopaka.

- Nie musisz być taka wredna, to że zerwaliśmy nie oznacza że nie możemy spokojnie rozmawiać.. - chciał załagodzić sytuację.


- No przestań. - parsknęłam. - Nie będę z Tobą rozmawiała, nie mamy o czym. Muszę tutaj siedzieć, więc to już wystarczająca kara. - odwróciłam się w stronę okna.

- Przepraszam. - szepnął. - Nie chciałem żeby to tak wyszło.

- Wysiądę z tego samolotu, to będziesz miał okazję porozmawiać, a teraz głowa w drugą stronę i zamilcz. - spiorunowałam go wzrokiem.

Zamknęłam oczy, no i chciałam jak najszybciej opuścić to miejsce i być z daleka od Jamesa.. Ale nie mogę. Wciąż go kocham, i chcę być z Nim ale chce aby był jak najdalej ode mnie! Musiał mi się śnić, jakiś straszny sen, bo jak się obudziłam to poczułam czyjąś dłoń. Zerknęłam lekko, i zobaczyłam że James też zasnął, i trzymał moją dłoń. Tak jak kiedyś, tak jak wcześniej. Udawałam że śpię, żeby jej nie zabierał. Ale mieliśmy wysiadać, więc zostałam obudzona.. I szybko zabrałam rękę.

- Wstawaj. - szturchnęłam Maslowa. - Wysiadamy.

- Przepraszam, zasnąłem. - uśmiechnął się.

Dlaczego mi to robisz? Dlaczego! Gotowałam się w środku, chciałam poczuć jego ciepło i mocno go przytulić..

- Bella, Bella. - szturchnął mnie Carlos.

- Co jest? - zapytałam.

- Weź swój bagaż. - podał mi walizkę.

- Przepraszam zamyśliłam się. Już ją zabieram.

- Co jest? - zapytał.

- Nie, nic. - pokiwałam głowa. - Jedziemy?

- Tak, tak. Ekipa! - krzyknął. - Taksówki na Nas czekają. Chodźcie, bo nie ma czasu.

- Przecież zdążymy. - uspokoił Carlosa Logan.

- Dobra, ale chcę się zdrzemnąć. - skrzywił się i zaprowadził Nas do wyjścia.

- Jedziemy do domu? - zapytałam brata.

- Tak. - ucieszyłam się.

Cieszyłam się bardzo, że jedziemy do domu. Tyle wspomnień. Eliza chciała żebyśmy zatrzymali się u Niej. Ale Carlos nie chciał się zgodzić. Sama bym ją chętnie wyrzuciła.. Ale nie mogłam. A taka szkoda. Dojechaliśmy. Znalazłam wzięłam klucze od Carlosa, chciała tam wejść pierwsza. Musiałam mieć pewność że nic się nie zmieniło, że wszystko jest tak jak dawniej. Weszłam do środka, zamknęłam drzwi reszta jeszcze się zbierała. Rozejrzałam się po domu, wszystko było na swoim miejscu. Chyba. Meble i cała reszta została przykryta materiałami. Zamknęłam oczy i wciągnęłam powietrze. Poczułam ten zapach, taki przyjemny. Chciałabym zostać tutaj na zawsze. Czułam jak ktoś się przepycha.

- Carlos. - mruknęłam.

- Przepraszam. Ach. - zaciągnął się powietrzem. - Czy tutaj nie jest pięknie? - zapytał.

- Zamknij oczy, i zrób to jeszcze raz. - poprosiłam brata.

- Masz rację. Jest cudownie.

Wzięłam swoją walizkę i wciągnęłam ją na górę. Stanęłam przed drzwiami, położyłam dłoń na klamce, i nie pewnie weszłam do pokoju. Wszystko było na swoim miejscu, zdjęcie z Elizą na komodzie, plakaty na ścianie i moje pudełko które zostawiłam na łóżku. Usiadłam. Odstawiłam walizkę, i otworzyłam pudełko. Tyle wspomnień, zdjęć. Na samą myśl łza mi się zakręciła. Otworzyłam stary album. Pierwsze zdjęcia mnie wzruszyły, byłam na Nich z Elizą, nasze spotkania i wspólne wyjazdy i Przyjaciele. Otworzyłam stary pamiętnik. Śmiałam się z moich wpisów. Nie pomyślałam że to aż tyle lat.

- Mogę wejść? - zapukał James.

- Jak musisz. - zaczęłam chować rzeczy do pudełka. - Proszę. Usiądź.

- Możemy porozmawiać? - zapytał.

- Mów. - wzięłam walizkę i zaczęłam wyciągać rzeczy.

- Boli mnie.. - spojrzał na mnie.

- Jak Cię coś, boli to weź Sobie tabletkę.

- Humor Ci się poprawił. - zaśmiał się. - Boli mnie to, że nie możesz mi wybaczyć. Musimy porozmawiać. - wstał i podszedł do mnie.

- Wyjdź zanim zrobię coś, czego będę mogła żałować. - wskazałam mu drzwi. - Proszę. Opuść to pomieszczenie.

- Nie. Bella nie. Nie wyjdę dopóki nie pogadamy.

- Idź stąd. - krew zaczęła mi buzować w żyłach. - Idź. Bo zrobię coś, czego będę żałowała.

- Co chcesz zrobić? - spojrzał na mnie.

Popatrzyłam na Niego, wbiłam wzrok w podłogę i mocno zacisnęłam pięść. - Chcę Cię pocałować. Więc wyjdź. Błagam.

- Porozmawiajmy. - upierał się. - Jeżeli mnie kochasz, to zamień ze mną parę słów.

- Jeżeli mnie kochasz, zostań ze mną. Wróć do mnie. - rzuciłam bez namysłu.

Wyszedł. Opuścił mój pokój, zamknęłam drzwi i upadłam bezradnie, oczy mi się zaszkliły.

- Kocham Cię James. Kocham Cię. - szepnęłam przez słone łzy.

o chwili usłyszałam jak ktoś schodzi na dół, serce zabiło mi mocniej, moja klatka piersiowa poruszała się szybciej.. Mój oddech był głośny i szybki. Bałam się, bałam się że zaraz eksploduje. Otworzyłam
okno, uderzyła mnie fala ciepłego powietrza, to było takie przyjemne i uspokajające. Wzięłam głęboki oddech, zamknęłam oczy i znowu myślałam o Jamesie. Idiotka.

- Zejdziesz na dół? - usłyszałam ciepły głos Alice.

- Tak, tak. - pokiwałam głową.

- Musimy skoczyć do sklepu po jakieś jedzenie, bo lodówka świeci pustkami. - pokiwał głową Carlos. - Ale trzeba też tutaj posprzątać, ogarnąć trochę.

- Dziewczyny mogą skoczyć po zakupy, no a chłopaki tutaj ogarniecie. - powiedziała Lena.

- Dobra. Ale możemy się podzielić. Dwie dziewczyny skoczą po zakupy i trzech chłopaków z Wami. - poruszył brwiami Kendall.

- Mogę jechać po zakupy. - odpowiedziałam, bez większej chęci.

- Ja zostanę w domu. - zaklepał Carlos. - Pojedzie jeszcze Alice z Loganem.

- Mogę jechać. - ucieszył się chłopak. - A kto z Nami? - rozejrzał się po pomieszczeniu.

- Pojadę. - odezwał się James.

- Co? - szepnęłam.

- Gotowi? - zapytała Lena. - Porządki czas zacząć.

Zabrałam torebkę i pieniądze. Nie chciałam aby James jechał z Nami.. Przed chwilą ta rozmowa, a teraz jeszcze podróż z Nim w jednym samochodzie.

- Kierowca! - krzyknęłam, i podniosłam kluczyki do góry z wielkim uśmiechem.

- Mogę usiąść z przodu? - zapytał James.

- Jak musisz. - spojrzałam na chłopaka. - Będzie Wam przeszkadzało, jak włączę polskie radio?

- Nie, lubię poznawać nowe języki. - uśmiechnęła się Alice.

- mhm.. - uśmiechnął się zalotnie Logan. - Nowe języki mówisz? - zaśmiał się.

- Głupek. - Alice szturchnęła go w ramię.

- Przynajmniej będzie wesoło. - włączyłam jakąś stację. - Nie wiem, co bym zrobiła gdybym Was nie poznała.

- No nie miałabyś innego wyjścia. - skomentował James.

- Dlaczego?

- Carlos jest w zespole, więc to by było dziwne jakbyśmy się nie poznali. - powiedział Logan.

- No ale Carlos, wcale nie musiał mnie poznawać z Wami. Gdybym była z Jack`iem to by było inaczej. A tak dzięki temu że zerwaliśmy, to Was poznałam. Chociaż mogłam też od razu być u Rodziców a nie zwalać się Wam na głowę. - skomentowałam.

- Nie zwaliłaś się nikomu na głowę. Jakby nie Carlos, to bym nie miała takiej przyjaciółki.

- Fakt. Ale mogłyśmy się poznać na koncercie, lub za kulisami.

- Daleko jeszcze do tego sklepu? - Logan zaczął marudzić.

- Chwila. - mruknęłam.

- Ale mój pęcherz może nie wytrzymać. - wiercił się na siedzeniu.

- Logan. - westchnęłyśmy z Alice. - Kilka minut Cię nie zbawi, a jak nie wytrzymasz to wysadzę Cie tutaj. - wskazałam na jakieś garaże.

- Poczekam. - odpowiedział ze spokojem.

Chwilę później dojechaliśmy do centrum, zaparkowałam w podziemnym garażu. Logan naprawdę musiał już iść do toalety, wskazałam mu kierunek. Nie ominęło się oczywiście bez kilku autografów.  Chłopaki chętnie je rozdawali. Alice też znalazła swoje fanki, była w bardzo wielkim szoku. Usiadłam na chwilę na ławce,gdyż wiedziałam że to chwilę potrwa. Rozejrzałam się po centrum, zauważyłam grupkę chłopaków. Przyglądałam im się chwilę, jeden bardzo mi przypominał dawnego kolegę, można powiedzieć że bliskiego Przyjaciela. Ale nie do końca byłam pewna.. Podniosłam się i poprawiłam z nadzieją że chłopak mnie zauważy. Bingo! Chłopak powiedział coś do kumpli i ruszył w moją stronę.

- Cześć.  Ale zauważyłem, wraz z kolegami że Nam się przyglądasz. - spojrzał na kumpli i na mnie.

- Przepraszam. - zawstydziłam się lekko. - Po prostu jesteś bardzo podobny, do mojego Przyjaciela.

- Bella! Idziesz? - krzyknęła Alice.

- Tak, tak. - kiwnęłam głową w stronę koleżanki. - Przepraszam jeszcze raz. - odwróciłam się lekko i chciałam dogonić Przyjaciół.

- Bella? - chłopak się zastanowił. - Isabella Pena? - wymówił moje nazwisko.

Odwróciłam się ponownie.. - Tak. - kiwnęłam wolno głową.

- Bella to Ty? - zdziwił się.

- Przepraszam na momencik. - wyciągnęłam telefon i dałam znać Alice, żeby dała mi jeszcze chwilę. - Jeżeli Ty jesteś Colton Warren to ja z pewnością Bella Pena. - uśmiechnęłam się.

- W całej okazałości to ja. - uśmiechnął się szeroko. - Zmieniłaś się, dawno Cię nie widziałem. Co tutaj robisz?

- Przyjechałam z Carlosem jego zespołem i Przyjaciółmi na koncerty, bo mają grać. No i teraz jestem na zakupach a później wracam do LA. Dalej tutaj mieszkasz? - zapytałam.

- Wakacje u brata. - wskazał na Bruneta w zielonej koszulce, który bacznie Nam się przyglądał. - Ale wracam do LA nie długo.

- Świetnie. Musimy się spotkać, tyle czasu minęło. Jak wyjechaliśmy to bardzo tęskniłam za Tobą. Twoja dziewczyna nie będzie miała, nic przeciwko że się spotkamy? - zapytałam.

- Nie. Nie mam dziewczyny, na razie nie angażuję się w związki, wolę zająć się karierą. Ale spotkania z Tobą nie odmówię. - uśmiechnął się zalotnie.

- Świetnie. - podałam mu swój numer. - Przepraszam ale znajomi czekają, jak wrócę do LA to odezwij się. Buźka. - pomachałam chłopakowi i wróciłam do Przyjaciół.

Poszliśmy w końcu na zakupy, kupiliśmy zaopatrzenie do lodówki. Alice chciała konieczni zajść do kosmetyczki. Po powrocie do domu, byliśmy zaskoczeni. Wszystko było wysprzątane i mogliśmy
zająć się robieniem obiadu.

- Cześć.  Ale zauważyłem, wraz z kolegami że Nam się przyglądasz. - spojrzał na kumpli i na mnie.

- Przepraszam. - zawstydziłam się lekko. - Po prostu jesteś bardzo podobny, do mojego Przyjaciela.

- Bella! Idziesz? - krzyknęła Alice.

- Tak, tak. - kiwnęłam głową w stronę koleżanki. - Przepraszam jeszcze raz. - odwróciłam się lekko i chciałam dogonić Przyjaciół.

- Bella? - chłopak się zastanowił. - Isabella Pena? - wymówił moje nazwisko.

Odwróciłam się ponownie.. - Tak. - kiwnęłam wolno głową.

- Bella to Ty? - zdziwił się.

- Przepraszam na momencik. - wyciągnęłam telefon i dałam znać Alice, żeby dała mi jeszcze chwilę. - Jeżeli Ty jesteś Colton Warren to ja z pewnością Bella Pena. - uśmiechnęłam się.

- W całej okazałości to ja. - uśmiechnął się szeroko. - Zmieniłaś się, dawno Cię nie widziałem. Co tutaj robisz?

- Przyjechałam z Carlosem jego zespołem i Przyjaciółmi na koncerty, bo mają grać. No i teraz jestem na zakupach a później wracam do LA. Dalej tutaj mieszkasz? - zapytałam.

- Wakacje u brata. - wskazał na Bruneta w zielonej koszulce, który bacznie Nam się przyglądał. - Ale wracam do LA nie długo.

- Świetnie. Musimy się spotkać, tyle czasu minęło. Jak wyjechaliśmy to bardzo tęskniłam za Tobą. Twoja dziewczyna nie będzie miała, nic przeciwko że się spotkamy? - zapytałam.

- Nie. Nie mam dziewczyny, na razie nie angażuję sie w związki, wolę zająć się karierą. Ale spotkania z Tobą nie odmówię. - uśmiechnął się zalotnie.

- Świetnie. - podałam mu swój numer. - Przepraszam ale znajomi czekają, jak wrócę do LA to odezwij się. Buźka. - pomachałam chłopakowi i wróciłam do Przyjaciół.

Poszliśmy w końcu na zakupy, kupiliśmy zaopatrzenie do lodówki. Alice chciała konieczni zajść do kosmetyczki. Po powrocie do domu, byliśmy zaskoczeni. Wszystko było wysprzątane i mogliśmy
zająć się robieniem obiadu.

Oczami Alice i Logana.

Alice.

- Obiad! - powiadomiłam Przyjaciół.

- No ale dlaczego ten strych jest zamknięty? - zapytał Kendall zajmując miejsce obok Leny.

- Bo to jest świątynia Belli. - zgiął palce w cudzysłów chłopak.

- Świątynia? - zdziwiłam się lekko i wszyscy spojrzeli na Bellę.

- No co? - chwyciła szklankę z napojem. - Uwielbiam to miejsce, tam robię to co lubię.

- A co takiego? - poruszył brwiami Eric.

- Są tam moje zdjęcia, płyty z wszelkimi nagraniami, jest kilka scenariuszy do krótkich filmów. I takie tam. - uśmiechnęła się.

- A może pokażesz Nam to później? - zapytałam.

- Zastanowię się.

Logan. 

- A możesz Nam powiedzieć co to był za chłopak z którym dzisiaj rozmawiałaś? - wtrąciłem.

- Przyjaciel.. - zaczęła grzebać w talerzu.

- Przyjaciel mówisz? - do rozmowy wtrącił się Carlos.

- Tak. Spotkałam dzisiaj Coltona. - spojrzała na brata.

- Colton, Colton?? Warren? - zadał pytanie.

Bella pokiwała głową, nie odrywając wzroku od talerza.

- No nie wierzę, a co On tutaj robi?

- Przyjechał do Dziadków, ale wraca do Los Angeles. - odpowiedziała.

- I Ty tak spokojnie, się z Nim spotkałaś? Bez żadnego ale.

- Wpadłam na Niego, przez przypadek. Znaczy czekaliśmy na Logana, a ja przyjrzałam sie grupie chłopaków i On do mnie podszedł, porozmawialiśmy chwilę i koniec. - skomentowała.

- Rozumiem.. - kiwnął głową.

- Carlos. - uśmiechnęła się tak szczerze.

- Dobra. To my posprzątamy i zaprosisz Nas do swojej jaskini? - zapytał Eric.

- Owszem, pójdę znaleźć kluczyk i zaraz się widzimy na górze.

Bella poszła na górę, a my posprzątaliśmy. Dziewczyny poszły się rozpakować. Może i miały rację aby to zrobić, bo Belli szukanie klucza naprawdę długo schodziło..

- Zapraszam! - usłyszeliśmy z góry.

- Pozwólcie że pójdę pierwszy, nie to że jestem nie kulturalny ale znam ten dom dobrze. - Carlos się odwrócił. - Cholera! - krzyknął. - Kto tutaj to zostawił. - złapał się za nogę, bo uderzył się w róg kanapy.

- Znam ten dom dobrze. - śmiał się Kendall.

- Nie było mnie tutaj kilka lat.. Hello! - podniósł ręce do góry.

Zabraliśmy dziewczyny z pokoi. Bella wskazała nam schodki po których mamy iść. Wyciągnęła z kieszonki kluczyk, którym otworzyła drzwi. Pokój był naprawdę bardzo dobrze urządzony. Stało tam
nie wielkie łóżko, kilka puf i mały stolik z dywanem który miał ciekawe wzory. Całość dopełniała gitara która stała w rogu. Teczki walały się po podłodze, panował tam wielki bałagan, ale to tylko
dodawało uroku temu miejscu. Bardzo mnie zachwyciło wielkie okno, było zasłonięte białą zasłoną.

- wow.. - usiadłem na pufie. - Tutaj jest naprawdę świetnie, sama to urządziłaś?

- Tak. Jeszcze chcę to dopracować, ale na razie nie mam bardzo jak. - spojrzała na Nas. - Poczekajcie, wybiegła z pokoju.

- Tutaj jest naprawdę fajnie. - rozglądała się po pomieszczeniu Eliza.

- Bella Cię nie zapraszała? - zdziwiłem się.

- Nie. Bo jak to powstawało, to nikt nie mógł tutaj zaglądać. - wytłumaczyła.

- Nawet ja. - załamał się Carlos.

- Jestem. I mam świetny pomysł. - posłała Nam swój uśmiech, znowu ten prawdziwy. - Zrobimy małą sesję, później kupię korkową tablice i powieszę ją tutaj. Będzie to naprawdę świetna zabawa. Zgadzacie się?

- No jasne! - krzyknął Kendall.

- Chcecie to mogę Wam udostępnić mój magiczny kuferek.. - wyciągnęła zza drzwi wielki drewniany kufer.

- Skąd to masz? - zdziwił się James.

- Nie musisz się o to martwić. - otworzyła skrzynię. - Proszę. Tutaj macie co chcecie, od drobiazgów po różne inne rzeczy. - Gdy będziecie gotowi zapraszam.

Każdy wziął to co chciał i zrobiliśmy, niesamowitą sesję.. Zbliżał się wieczór, więc każdy poszedł do pokoju w którym miał spać. Bella chciała koniecznie spać na strychu, więc tam też się udała. Mogłem już spokojnie położyć się spać.


Rozdział zdecydowanie za długi! Ale mnie wena wzięła i pisałam, pisałam. Mamy znowu nowego bohatera, mam już na Niego swoją wizję. Zaczerpnęłam go z mojego jednego z wielu lubianych przeze mnie seriali. Wątek dramatyczny wiąże się a akcją i science-fiction! Mieszanka wybuchowa, tak więc. Colton jest nowym bohaterem, jego postać zobaczycie już za tydzień! Postaram się pisać krótsze rozdziały, albo dzielić je na 2 części! Także, tego jakby tak to miłego weekendu i dużo Słońca ! ♥ .

5 komentarzy:

  1. super! niech sobie życie poukłada ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Droga Liso, przeczytam rozdział we wtorek, bo kolokwium i multicultural day, na którym tańcze układ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest wtorek, więc jak mówiłam, przeczytam. I przeczytałam, Alice jest jak matka dla swoich przyjaciół. Przygotuje posiłki dla nich wszystkich i woła: "Obiad". No i fakt Logan zachowuje się jak zazsrosny chłopak jak to Mrta napisała, ale to chyba zupełnie normalne. Czy nie? Jeśli go to rusza, to właśnie dobrze. Gorzej by było gdyby nie ruszało. Super rozdział

      Usuń
  3. Gatka Logan przypomina mi jakiegoś zazdrosnego chłopaka. "Kto to był?! Gadaj!" Ni może nie tak gwałtownie, ale sens ten sam... Wiesz o co mi chodzi. Właściwie... Ej, nie mam natchnienia, okey? Notka cudna. czekam na nn! Pozdrawiam! Bywaj z Magnusem!

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział :) Bella widać bardzo przeżyła to rozstanie, ale myśle ze sie pozbiera xD
    Czekam na nn :)
    The Unforgiven

    OdpowiedzUsuń