niedziela, 10 maja 2015

Part 63.

Carlos.  

Pojechaliśmy na próbę, Martin i Eva czekali na Nas już lekko zdenerwowani.

- Macie małe spóźnienie. - Eva spojrzała na zegarek.

- Ale jest jeden plus, że plakaty są już w trakcie rozwieszania. - pochwalił się Logan.

- Dobra to już jest jeden plus. Ale teraz musimy się, wziąć do pracy i to ostro. - popędził Nas Martin.

- No ok.

Próba powoli wychodziła, było kilka spięć ale jakoś daliśmy radę. Chłopaki i ja bardzo się napracowaliśmy ale efekty były świetne. Już tak chciałem żeby ten koncert się odbył ale przed Nami jeszcze kilka dni pracy i ciężkich prób. Do domu wróciliśmy późno, chciałem porozmawiać z Bellą ale już spała.

- Pogadajmy. - do kuchni weszła Alice.

- Czego nie śpisz? - zapytałem.

- Chciałam pogadać o Belli, to zerwanie z Jamesem naprawdę ją zmieniło. Nie chcę powiedzieć czegoś, co może być negatywnie odebrane. Ale Ona zaczęła częściej sięgać po alkohol. Na tej imprezie u tego chłopaka, też pewnie piła. No i ostatnio jak z Nią rozmawiałam to te butelki pod stołem były jej.

- Ja nie wiem co mam o tym myśleć. Ona ma problem. Jak tylko wrócimy, to musimy znaleźć jej jakieś zajęcie, aby nie miała czasu na żadne imprezy ani nic.

- Jasne. Pomyślimy o tym jutro, a teraz połóż się spać. Dobranoc Carlos. - Alice poszła na górę.

- Dobranoc Al.

Sam chwilę posiedziałem, wypiłem szklankę mleka i poszedłem do Siebie na górę. Przed Nami bardzo ciężki dzień. Musze być pełny sił. Nie chciałem, nie mogłem zasnąć usłyszałem jak ktoś schodzi na dół. Cicho, ale jednak podłoga dawała o Sobie znać, jej lekkie skrzypienie było piękne. Urok tego miejsca. Uchyliłem drzwi zauważyłem Bellę która schodziła schodami w dół, chciałem do Niej pójść. Pewnie nie może spać, i poszła napić się mleka. Po kilkuminutowej warcie przy drzwiach oczy same mi się zamknęły. Obudziłem się około 3 rano, cicho zajrzałem do pokoju Belli, ale jej tam nie było. Założyłem szlafrok i cicho zszedłem na dół. Zauważyłem śpiącą na blacie Bellę, podszedłem do Niej kawałek, ale usłyszałem jak ktoś podśpiewuje Sobie coś pod nosem. Zauważyłem Jamesa po czym, szybko się schowałem, tak żeby mnie nie zauważył.

- Co Ty robisz? - zapytał James, siadając na przeciwko. - Bella. - szturchnął ją lekko.

- Nie śpię. - obudziła się.

- Co tutaj robisz? - złapał za prawie pustą butelkę.

- Zostaw to. - podniosła głos.

- Właśnie. Zostaw to! - krzyknął. - Tak nie można. Co Ty robisz?

- Nic. - mamrotała.

- Jesteś kompletnie pijana, chodź wyjdź na dwór przewietrz się. - James wyprowadził dziewczynę na dwór.

No nie, teraz nic nie usłyszę. Pobiegłem na górę do pokoju, z mojego okna można wszystko dobrze usłyszeć. Otworzyłem okno i wychyliłem się aby usłyszeć i zobaczyć rozmowę.

- Nie możesz tak robić. - zdenerwował się.

- A jak można? Wytłumacz mi! - podniosła głos. - No jak?! - krzyczała na chłopaka.

- Uspokój się. - chwycił ją za ramiona, nie wyrywała się.

- Nie mogę. - zrobiła krok do tyłu. - Zostaw mnie. - poprosiła i przechyliła butelkę, patrząc Jamesowi prosto w oczy.

- Wiem że nie chcesz tego robić. Zostaw to. - podszedł do Niej.

- Nie wiesz co ja chcę, nigdy nie będziesz wiedział, nie interesuję Ciebie moja osoba. Zostaw mnie w świętym spokoju.

-Zawsze będziesz mnie obchodziła, bez względu na wszystko. - podszedł do Niej. - Zawsze będziesz dla mnie ważna.

- Wróć do mnie. - poprosiła.

- Nie mogę. - pokiwał głową. - Ale jakaś część mnie, zawsze będzie o Ciebie dbała.

- Przestań pieprzyć! - warknęła. - Zostaw moje serce w spokoju, opuść je. I nigdy więcej mnie nie rań.

- Nie myślisz trzeźwo. Jesteś pijana.

- Nie. - kiwała się na boki. - Nie dobrze mi. - odwróciła się w stronę starego skalniaka.

- Jak się czujesz? - zainteresował się szatyn.

- Chcę się położyć. - odwróciła głowę.

- Jasne. Chodź.

W tym momencie szybko wyszedłem z pokoju, i poszedłem na dół.

- Co tutaj robicie? - zapytałem wchodzącego Jamesa i ledwo przytomną Bellę.

- Siostra Ci się popsuła. - kiwnął głowa.

Pomogłem zaprowadzić Jamesowi Bellę do pokoju, położyła się spać i mam nadzieję że zaśnie. Poprosiłem Jamesa o chwilę rozmowy, ale był zmęczony więc poszedł od razu spać. Posiedziałem chwilę aby zasnęła spokojnie. Wstałem rano, ogarnąłem się szybko i razem z chłopakami pojechaliśmy na próbę.

Alice. 

Nie wiem dokładnie co się działo wczoraj wieczorem, ale jak tylko zobaczyłam Bellę, to od razu wiedziałam że coś jest nie tak. Co prawda, wyglądała strasznie ale była bardzo szczęśliwa. 

- Stało się coś o czym nie wiemy? - zaczęła rozmowę Lena. 

- Dostałam rano telefon, że Tom i David mają już zebrane fundusze na mój film. Muszę zrobić tylko casting, chłopaki mi pomogą. Więc będziemy mogli już nie długo powoli nagrywać. I jestem mega szczęśliwa
bo w końcu nie będę siedziała w domu. 

- To świetnie! - przytuliłyśmy Bellę. 

- Też się cieszę, mam nadzieję że wszystko się uda. Nie chciałabym aby znowu coś popsuło mi plany. 

- A co by miało to być? - zmarszczyła brwi Eliza. 

- No nie wiem, może Przyjaciółka która odbija mi Faceta? - pogroziła jej palcem. 

- Rozmawiałyśmy o tym już. 

- Wiem, wiem. Przepraszam ale umówiłam się z Coltonem, będzie za jakieś kilka minut, ja w tym czasie się pójdę i ogarnę.

- Zajmiemy się Twoim gościem. - zaśmiałam się. - Bella coś przed nami ukrywa. 

- Do mnie chyba tylko urazę. - posmutniała Eliza. 

- Powiem Wam, że wczoraj albo dzisiaj nad ranem widziałam jak była na dworze z Jamesem, rozmawiali. Nie była trzeźwa mówiła, że chcę aby On do Niej wrócił ale nie chciał tego zrobić, bo teraz kocha Elizę. - Lena zwróciła się do Blondynki. 

- Oni musieli w końcu porozmawiać. - spojrzałam przez okno i ktoś zadzwonił do drzwi. - Otworzę. - powiedziałam. 

- Cześć. - w drzwiach stał przystojny chłopak. - Zastałem Bellę. - zapytał. 

- Colton? - zapytałam z uśmiechem. - Wejdź Bella powinna zaraz przyjść. - zaprosiłam chłopaka do środka. - Lena, Eliza to jest Colton. 

- Cześć. - Lena zatrzepotała rzęsami. - Lena. - wyciągnęła dłoń. - Miło Cię poznać. 

- Hej. - pomachała mu Blondynka. - Eliza jestem. 

- Cześć. - uśmiechnął się. - Wakacje w Polsce? - zapytał. 

- Tak. Chłopaki grają tutaj koncert. Więc przyjechaliśmy na kilka dni. Może wpadniesz na koncert? - zaproponowałam. 

- Z miłą chęcią, ale nie wiem czy będę miał czas. - podrapał się w głowę. - Jutro wyjeżdżam z powrotem do Los Angeles, i chyba nie dam rady. 

- To dzisiaj masz randkę z Bellą? - zgadywała Eliza. 

- Nie, nie. To za wcześnie dla Niej na randki. - posmutniał. 

- Cześć. - z góry zeszła Bella. - Przynudzały? - zaśmiała się. 

- Nie. Masz bardzo miłe koleżanki, ale szkoda że nie możemy dłużej porozmawiać. - puścił do Nas oczko. - Na Nas czas, ale odprowadzę Bellę pod same drzwi. Cześć. - pomachał. 

- pa. - westchnęła Lena. - Ciacho. - rozmarzyła się. 

Narrator. 

Bella i Colton wyszli, udali się do wesołego miasteczka, chłopak chciał aby dziewczyna trochę odpoczęła i się wyluzowała. 

- Cieszę się, że się zgodziłaś ze mną wyjść. 

- Zawsze lubiłam spędzać z Tobą czas, ale mieliśmy do nie wiele. - uśmiechnęła się nie śmiało. 

- Zapraszam do wesołego miasteczka! Ta-daam! - rozłożył ręce. 

- Świetnie, będziemy się na pewno dobrze bawić. - uśmiechnęła się. 

- Dzisiaj ostatni dzień jestem tutaj, a jutro wyjeżdżam więc obiecuję Ci dobrą zabawę! 

- Wyjeżdżasz? - zmartwiłam się.

- Przykro mi, ale muszę. Spotkamy się jak już wrócisz, obiecuję że nadrobimy te wszystkie lata. - ciepło się uśmiechnął.

- Cieszę się, że dzisiaj możemy spędzić razem Twój ostatni dzień tutaj. - lekko przysunęła swoją dłoń do chłopaka. 

- Też się cieszę. - Colton splótł swoją dłoń razem z dłonią Belli i ruszyli do dobrej zabawy. - Pierwszy kierunek? Co wybierasz na początek? 

- Nie mam zielonego pojęcia, nigdy nie byłam w wesołym miasteczku. 

- Naprawdę? - zdziwił się chłopak. 

- Przepraszam, byłam prawie raz ale jak Carlos dowiedział się gdzie jedziemy to zmienił zdanie, bo boi się Claunów więc odpuszczaliśmy. Do cyrku też bał się jeździć. - posmutniała. 

- W każdym bądź razie, musimy zrobić Sobie wspólnie zdjęcia. - uśmiechnął się. 

- Tak, tak. Później Sobie je powiększę i powieszę nad łóżkiem. Taka pamiątka. - uśmiechnęłam się. 

- Chodź. 

Bella i Colton spacerowali po całym wesołym miasteczku. Reszta Przyjaciół siedziała w domu. 

- Koncert będzie nieziemski! - uśmiechał się Kendall. 

- Skąd możesz wiedzieć? - zapytała go Alice. 

- Polskie dziewczyny są najpiękniejsze, a Rusherki są na pewno nieziemskie! - ucieszył się Carlos. - Może znajdę kogoś dla Siebie. 

- Chcesz się umawiać z fanką? - skrzywiła się Lena. 

- No a dlaczego by nie? 

- No słyszałam o kilku takich akcjach.. Może i to nie były fanki, ale znam takie osoby. Znajoma mojej koleżanki umawiała się z muzykiem, to na początku wszystko pięknie. A potem dziewczynę pobili była
na koncercie, ale za kulisami gdy chciała do Niego wrócić to została pobita przez fanki. Nie sądzę aby takie związki były dobre. - skrzywiła się. - Znajdziesz Sobie kogoś innego. 

- Wiem! - uśmiechnął się Martin. - Przy Worldwide gdy wybieracie dziewczynę, zabieracie ją ze Sobą na jeden dzień. 

- Po co? - zastanawiał się Maslow. 

- Każda fanka pragnie spędzić jeden dzień z Wami. Więc to będzie taka jakby randka, oczywiście dziewczyny nie bądźcie zazdrosne. - uprzedziła je Eva. 

- Z mojej strony to nie grozi. - uśmiechnęła się Alice.

- Możecie także pójść z chłopakami, to będzie taki bonus do koncertu. 

- A co jak ja nie mam dziewczyny? - posmutniał Carlos. 

- Weźmiesz Bellę, będzie to jeden dzień z rodzeństwem Pena! - klasnął w dłonie Martin.

- Świetny pomysł. - uśmiechnął się. 

- No a gdzie Bella? - zainteresowała się Eva. 

- Wyszła z Coltonem. - powiedziała Eliza, na co James trochę posmutniał. 

- Kto to Colton? - zapytała. 

- Przyjaciel Belli. Bardzo dobrze się dogadywali, kiedyś spędzali ze Sobą dużo czasu. Ale Colton wyjechał i nie kontaktowali się ze Sobą. 

- Coś ich łączyło? - zainteresował się Logan. 

- Przyjaźń. Przynajmniej tak mi mówili. 

- Pasują do Siebie. - uśmiechnął się szeroko James. - Życzę im szczęścia! - kiwnął głową. 

- Już nic do Niej nie czujesz? - zapytał głośno Kendall. 

- Szacunek i przyjaźń, ale Ona tego nie dostrzega. - zmartwił się. 

- Wszystko między Wami się ułoży. - poklepała go po plecach Eliza. 

- Skąd to możecie wiedzieć? - zapytał. 

- Na pewno tak będzie. - uśmiechnęła się Eva. 

- Ona wciąż coś do mnie czuję. - spuścił głowę. 

- Co? - wszyscy byli w szoku. - Ale jak to? - ocknął się Logan. 

- Mówiła mi ostatnio. - zmarszczył nos. - Ja jej nie kocham, chcę abyśmy byli tylko Przyjaciółmi. Lecz Ona tego nie rozumie. 

- I przez to zaczęła pić. - Alice wbiła wzrok w pustą szklankę po soku. 

- Pije? - zainteresował się Martin. - Nie spodziewałem się tego po Niej. 

- Ja też nie. - pokręcił głową Carlos. - Nie wiem co mam zrobić, nie umiem z Nią o tym pogadać. - łza zakręciła mu się w oku. 

- Carlos. - Alice przytuliła chłopaka. - Damy radę. Musimy z Nią szczerze pogadać, ale nie dzisiaj Ona żyje dzisiejszym dniem z Coltonem.

- Mam patrzeć jak moja siostra się stacza?! - zdenerwował się. - Nie długo jeszcze zaczną o tym pisać w internecie! - wkurzył się. 

- Kto ma pisać? - zapytał Martin. 


- Wcześniej mogłabym to zrobić, ale teraz już nie. Zależy mi na Was i nie chcę zrobić Wam żadnej krzywdy. Jesteśmy jedną wielką Rodziną, chłopaki są przyjaciółmi. Martin jest waszym managerem a ja go kocham teraz zrozumiałam, że nie ma po co się sprzeczać. Musimy pomóc Belli, bo inaczej może się to źle skończyć. - wypowiedziała się Eva. 

- Szczerze? - odezwał się Kendall. - Myślałem, że jesteś wredną osobą ale teraz wiem, że można na Tobie polegać. 

- Tak wiem. Może i jestem bardzo powierzchowna, ale bardzo zależy mi na Belli i na waszej przyjaźni. Teraz wiem, co to znaczy prawdziwa przyjaźń i Rodzina. - uśmiechnęła się przez zaszklone oczy. 

- No przestań, bo zaraz się wszystkie popłaczemy. - Alice pociągnęła nosem. 

- Dobra. Bo zaraz się dziewczyny popłaczą, a tego nie chcemy. - zaśmiał się James. 

- No jasne! - uśmiechnął się Martin. 

- No to Bella jest na randce z Coltonem? - zmienił temat James.

- Nie. Bella mi napisała wcześniej wiadomość, że Colton dzisiaj wyjeżdża i są w wesołym miasteczku. - poinformowała ich Alice. 

- Chodźcie! - powiedział Carlos. - Pojedziemy ich szpiegować. - uśmiechnął się. 

- Oszalałeś? - stuknął go w czoło Logan. 

- No co, nie mówcie, że nie chcecie zobaczyć co się dzieję. 

- W sumie.. - pokręcił głową James. - Kto jedzie ręka w górę. 

James razem z Carlosem ponieśli ręce w górę, razem z Nimi zabrała się Alice reszta wolała zostać w domu. Ale Oni chcieli się dowiedzieć co robi jej Przyjaciółka. James musiał zobaczyć co Bella i Colton tam robią, może coś do Niej czuł ale nie był pewien, odtrącał tą myśl od Siebie. Carlos musiał się upewnić, że Belli nic nie jest jak przystało na starszego brata musiał jej pilnować. Cała trójka udała się do samochodu. Udali się w dane miejsce. Wędrowali między uliczkami, znaleźli ich przy strzelnicy. Ukryli się tak blisko, aby widzieć co robią. 

- Widzisz to? - Alice szepnęła do Carlosa. - Oni się trzymają za rękę. - powiedziała jak szli w inne miejsce. 

- Są parą? - zdziwił się James. 

- Nie. Nie pozbierała się tak szybko. - pokiwał głową Carlos. 

- To jak to wytłumaczysz? - James wskazał na odchodzącą parę. 

- Nie wiem, ale idziemy dalej. - Alice pociągnęła ich za ręce. 

Przyjaciele chodzili ze Bellą i Coltonem cały czas, gdy robiło się ciemno wrócili do domu. Wszyscy czekali na Bellę w domu. Colton i Bella też wrócili, stali jeszcze chwilę pod domem. Blondynka nie chciała się rozstać z chłopakiem, mogła czuć do Niego coś więcej ale nie była pewna. 

- Strasznie szkoda że musisz już jechać. - powiedziała i lekko zatrzęsła się z zimna. 

- Mi też szkoda. - Colton zdjął z Siebie kurtkę i zarzucił na zimne ciało Belli. 

- Zmarzniesz. - pociągnęła nosem. 

- Nie, nie. Najważniejsze żebyś się nie rozchorowała. - uśmiechnął się.  

- Ja zaraz pójdę do domu i zrobię Sobie herbatę, a Ty masz kawałek do Dziadków. 

- Nie martw się, pojadę samochodem nie zmarznę. Jest już późno, będę się zbierał. Nie chcę aby Dziadkowie się martwili. 

- Masz rację, ja też już pójdę. Bo wiem, że dostanę wykład od Carlosa. - zaśmiał się. - Także tego, będę się zbierała. 

- Zapomniałbym. Proszę o to zdjęcia. - podarował dziewczynie zdjęcia w białej kopercie. - Dobranoc Mała. - pocałował ją w policzek na pożegnanie. 

- Dziękuję za dzisiaj. - uśmiechnęła się. - Dobranoc. 

Bella otworzyła bramkę i poszła w stronę drzwi, Colton stał przy samochodzie i patrzył jak odchodzi. Blondynka odwróciła się jeszcze na chwilę i pomachała chłopakowi, ten odwzajemnił gest. Weszła do środka i głośno westchnęła ze szczęścia. Spojrzała jeszcze przez okienko, żeby upewnić się, że chłopak na pewno odjechał. Szczęśliwa weszła do kuchni gdzie Przyjaciele już siedzieli przy stole. 

- Randka się udała? - zapytał Logan. 

- To nie była randka. 

- Na pewno Bella? Na pewno? - poruszył brwiami Carlos. 

- To nie była randka. - powtórzyła się. 

- A skąd masz kurtkę Coltona? - zapytał James. 

- Kurcze. Nie oddałam mu jej, muszę do Niego zadzwonić. - pobiegła na górę. 

Colton - Stęskniłaś się? - zapytał odbierając. 
Bella - Nie, ale nie oddałam Ci kurtki. 
Colton - Nic nie szkodzi, wrócisz do domu to mi oddasz. 
Bella - Ale.
Colton - Żadnego ale. - wymusił. - Wrócisz do domu, to mi ją oddasz. Dobranoc Mała. Śpij słodko. Dobranoc. 
Bella - Dobranoc. - uśmiechnęła się. 

Bella odetchnęła z ulgą, i mogła spokojnie zasnąć. 

*- Rozdział zdecydowanie za długi, ale tak mnie wena złapała. Alice, Carlos i James w roli szpiegów. Czyżby James mówił prawdę, mówiąc, że czuję do Belli tylko szacunek i przyjaźń? No wcześniejsze kłótnie między Carlosem i Bellą, zostały zażegnane, a teraz brat się o Nią martwi. Przypomnijmy jak wcześniej wyzywał ją od szmat, dziwek itd. Widać chłopak wszystko zrozumiał.. I mam złą wiadomość, przez jakiś czas.. Miesiąc, może krócej nie będę dodawała postów, ze względu na leczenie Laptopa. Wyjdziesz z tego! Więc, odpoczniecie ;). Ale będę śledziła, wasze blogi. 
Słonecznego dnia! :).

niedziela, 3 maja 2015

Part 62 .

Kilka godzin później.

- Dobrze że chłopaki już wrócili, bo Martin nie jest sam. - zauważyła Eva.

- Teraz skupiamy się na Belli. - powiedziała stanowczo Lena.

- To będzie domówka, ale będzie dużo ludzi, więc taka bardziej impreza. - uśmiechnęłam się.

- Musisz wyglądać elegancko ale z klasą, żeby nie przesadzić, no i żeby nie było tego za mało. - dodała Eliza.

- To jak to Sobie wyobrażasz? - usiadłam na łóżko i czekałam, żeby coś mi dziewczyny skomponowały.

Ubrania latały po pokoju, siedziałam bezczynnie nie wiedząc na co mam się nastawić. I co takiego ma w tym Eliza. Ten pomysł bardzo mi się nie podobał. Trochę mnie to męczyło, siedziałam i nic nowego
nie wymyśliłam.

- Idź się pomaluj. - rozkazała Alice.

- Ale nie wiem, w co się ubiorę. - wzruszyłam ramionami i pokręciłam głową.

- Postaw na klasykę. - rozmarzyła się Lena. - Czerwone namiętne usta, podkreślone oko i niebiański uśmiech.

- Pofalowane włosy, opadające lekko na ramiona. - dołączyła się Eliza. - I masz Clarka w garści.

- Colton. - poprawiłam.

- Colton. Ach tak! - stuknęła się w czoło Alice. - Ubrania lekko przylegające do ciała, żeby mógł podziwiać Twoje uroki.

- Wariatki. - prychnęłam. - Pójdę do łazienki, a wy tutaj posprzątajcie i zróbcie coś. - machnęłam ręką.

Zamknęłam się w łazience. Nie wiem czy na pewno dobrze robię, może nie powinnam iść na tą imprezę, nie chcę aby James pomyślał że tak szybko się po Nim pocieszyłam, bo tak nie jest, wciąż mi na Nim zależy, no ale muszę też poukładać swoje życie.. Ale z drugiej strony to On już Sobie znalazł pocieszenie, więc dlaczego ja nie mogę być szczęśliwa. Nawet jak to nie wyjdzie, to chcę powoli o Nim zapomnieć. Nie wiedziałam co mam zrobić z włosami, ale po chwili przeglądania kilku stron w internecie lekko pofalowałam włosy prostownicą, makijaż też będzie prosty oczy lekko podkreślone tuszem i eyelinerem, usta musnęłam truskawkowym błyszczykiem, wyglądał dobrze, i w miarę delikatnie.

- I bardzo ładnie wyglądasz. Naprawdę świetnie, powinnaś uczyć makijażu. - klasnęła w dłonie Lena. 

- Ja się chętnie zapiszę. - pokiwała głową Alice. 

- Nic nie macie? - zgadywałam. 

- No nie wiemy, w co mamy Cię ubrać. Chciałyśmy żebyś dobrze wyglądała, ale nie wiemy. - powiedziała smutna Lena. 

- Dobra. Coś znajdę. - podeszłam do szafy. - Dobra. - pokiwałam głową i przez chwilę miałam obraz tego co założę. - Moment. - spojrzałam na Przyjaciółki. 

Uwielbiałam tą szafę, mimo że miałam nie wiele ciuchów ale zawsze mogłam Sobie coś skomponować. Wyciągnęłam ciemne niebieski marmurki, założyłam koszulę mgiełkę w kolorze beżowym, wyciągnęłam
z szafy moją ulubioną czarną ramoneskę i czarne platformy które wykończyły moje dzieło.

- No widzisz, co byś bez Nas zrobiła. - zaśmiała się Eliza. 

- Masz jeszcze perfumy i wszystko będzie zapięte na ostatni guzik. - Alice pogrzebała w kosmetyczne. 

- Idziemy i czekamy na dole. - Lena zabrała dziewczyny i wyszła. 

Wzięłam głęboki oddech, schowałam kilka potrzebnych rzeczy do torebki i zeszłam na dół. 

- uu. Siostra. A gdzie Ty się wybierasz? - Carlos zmienił wyraz twarzy. 

- Idę na imprezę. - uśmiechnęłam się niewinnie. 

- Gdzie? - Logan przejął inicjatywę. 

- Do Przyjaciela, spotkałam go ostatnio w centrum. 

- Wracasz dzisiaj? - odezwał się James.

- Będę pewnie późno, nie musicie czekać. - założyłam buty i poszłam do wyjścia, poprawiając makijaż. 

- No idź. - usłyszałam głos Elizy.

- Ale wychodzi. - jęknął James. - A Ty na co czekasz? - zapytał Blondynki. 

- Ja mam czas, jutro z Nią pogadam. 

- 5 minut jej nie zbawi. - pośpieszał go Carlos. - Szybko. 

- Wychodzę! - krzyknęłam, zabrałam klucze do torebki i wyszłam na zewnątrz.

- Bella.. - krzyknął James. - Poczekaj. - załapał mnie tuż przed bramą. 

- Co jest? - wypuściłam powietrze z płuc, i czekałam. 

- Bo ja chciałam pogadać. - kopnął kamyczek, a ten wyskoczył na ulicę. 

- Moment. - uniosłam dłoń do góry, mam telefon, zadzwonił Colton że już po mnie jedzie. - Przepraszam. Co mówiłeś? - spojrzałam na chłopaka. 

- Bo chciałem porozmawiać.. - bujał się lekko, i spojrzał na nadjeżdżający samochód który zatrzymał się tuż obok Nas. 

- Cześć Bella. - z samochodu wysiadł Colton. - Możemy jechać? - zapytał. - Jestem Colton. - podał rękę Jamesowi. 

- James. - uśmiechnął się mało przekonująco. - Porozmawiamy jutro. - odwrócił się. - Cześć Wam. 

- Cześć. - posmutniałam widząc na odchodzącego Jamesa. 

- Możemy jechać? - zapytał. 

- Jasne! - kiwnęłam głowa, ukradkiem spoglądając na Maslowa. 

Narrator. 

James wrócił do domu, był trochę zmieszany. Chciał porozmawiać z Bellą, ale ta go szybko zmyła. 

- Udało się? - Carlos czekał na odpowiedź. 

- Nie.. Przyjechał ten chłopak i pojechali. 

- Musicie porozmawiać, nie ma innego wyjścia. Trudno mi się pogodzić z tym że się rozstaliście, ale życie toczy się dalej. Nie chcę żebyście było w takim stosunku jak jesteście, więc możecie się pogodzić. Ale dzisiaj jest już za późno, więc jutro o to zadbam. Żebyście w spokoju pogadali. 

- A jak chcesz to zrobić? - wtrąciła Eliza. - Przecież z naszą dwójką w jednym pomieszczeniu nie wytrzyma. - Dziewczyna spojrzała na Jamesa. 

- Trzeba to jakoś wykombinować. - pokiwała głową Lena. - Ale moment, dzisiaj z Tobą w pokoju siedziała, więc dała radę. - uśmiechnęła się szeroko. 

- Może zabiorę ją na zakupy? - wzruszyła ramionami. 

- Pójdziemy razem. Pogadasz z Bell, no a my pod pretekstem szukania toalety pójdziemy gdzieś Sobie. - wzruszyła ramionami Alice. 

- Dobra. - zgodziła się. - A Ty James, co zrobisz? 

- Zobaczysz. - uśmiechnął się łobuzersko. 

Bella i Colton dojechali na miejsce. Dziewczyna była pod wrażeniem posiadłości. Colton kulturalnie otworzył drzwi dziewczynie. Słychać było muzykę i śmiech gości którzy dobrze się bawili. 

- Na pewno chcesz abym tutaj była? - zapytała nie pewnie. 

- No tak. - pocieszył ją. - Chodź, zapraszam. - chwycił ją za rękę. 

- Nie znam Twoich znajomych, trudno będzie mi się odnaleźć. - zatrzymała się przed drzwiami. 

- Zobaczysz, wszystko będzie dobrze. - uśmiechnął się. 

Bella wraz z Coltonem weszli do środka, ucieszyła się gdy zobaczyła znajome twarze. 

- No nie wierzę. - spojrzała na chłopaka. - Jak tutaj wszystkich zebrałeś? 

- Co roku w wakacje, zbieramy się tutaj i robimy imprezę. Znaczy dopiero od roku, bo wcześniej nie było kiedy, nie mogliśmy łapać ze Sobą kontaktu. - posmutniał. 

- No paczka prawie w komplecie. - podszedł do Nas Nate. - Jak ja Cię dawno nie widziałem. - przytulił blondynkę. 

- No Carlosa nie było na liście. - Bella pomyślała o bracie, i zaśmiała się. 

- Widocznie nie mógł. - odpowiedziała Ann. 

- No niestety.. - pokiwała głową. - Mają teraz próby z zespołem i brak czasu. 

Pół godziny później do Coltona wpadło jeszcze trochę znajomych, impreza się rozkręciła kolorowe drinki rozlewały się wszędzie, atmosfera była gorąca. Bella bardzo dobrze bawiła się w towarzystwie Coltona, zbliżyli się do Siebie. Impreza skończyła się około 2 nad ranem. Bella obudziła się, w łóżku obok Niej leżał a raczej spał Colton. Nie pamiętała dokładnie wszystkiego, ale wie że dobrze się bawiła i nie żałowała alkoholu. 

- Nie śpisz? - do pokoju wszedł Colton. 

- Nie, nie śpię. - pokręciła głową. 

- Jest mały problem, bo wczoraj ktoś przez przypadek pobrudził Twoją bluzkę, więc jedyne ciuchy jakie mam i mogę Ci pożyczyć to moje. - uśmiechnął się. 

- Nie. Dziękuję, skorzystam z łazienki jak mogę, i wrócę do Siebie. 

- Jasne. Odwiozę Ciebie! - uśmiechnął się. 

- mhm. - mruknęła. 

Bella skorzystała z łazienki i wyszła od chłopaka, kierując się w stronę domu, próbowała złożyć całą imprezę w całość. W domu Carlos co chwilę sprawdzał telefon, ale nie dostał żadnych wieści od Belli. Oprócz SMSa że zostaję na noc u Coltona.

- Gdzie byłaś tyle czasu?! - Los wyglądał na zdenerwowanego. 

- Jestem dorosła. - uciszyła go.

- Idź się wykąp i chodź na śniadanie. - poprosił ją. 

- mhm. - mruknęła i zrobiła to o co prosił ją brat. 

- Będziemy mogły porozmawiać? - Eliza spojrzała na Bellę. 

- ok. - kiwnęła głową. - O co chodzi? - jej uśmiech wyjaśniał wszystko. 

- Chodź na taras, dopóki nie ma śniadania. - poprosiła ją dziewczyna. 

Oczami Belli i Carlosa.

Bella. 

- Mów o co chodzi, bo mi trochę zimno a dopiero co umyłam głowę. 

- Chciałam Cię bardzo przeprosić, wiem że może nie przyjmiesz przeprosin ale chociaż spróbuję i może nie wrócimy do tego co było wcześniej. Może nie wrócimy do przyjaźni ale wiem że kiedyś przyjdzie taki dzień, i będziesz mogła nazwać mnie swoją przyjaciółką. 

- Od kiedy się spotykacie? - zapytałam.

- Jak byłaś w trasie, spotkaliśmy się w Nevadzie. A potem to samo poleciało.. 

- aha. - kiwnęłam głową i wyszłam. - Skoczę wysuszyć włosy i zaraz wracam. 

- Jasne. - powiedział Los. 

- Porozmawiajmy. - zza drzwi wyskoczył James. 

- Nie mam czasu, muszę wysuszyć włosy. Może później. - zamknęłam się w pokoju i byłam ciekawa czy James sam przyjdzie. - Tak myślałam. - powiedziałam głośniej i wróciłam do suszenia włosów. 

- Wyłącz to! - James wszedł do pokoju jak petarda. - Usiądź musimy porozmawiać. 

- Nie nie muszę, mogę porozmawiać ale za moment. Daj mi chwilę. - zaniosłam suszarkę i zrobiłam Sobie warkocz. - Mów o co chodzi, usiadłam na łóżku. 

- To nie miało tak być, chciałem Ci powiedzieć że spotykam się z kimś innym, ale nie było kiedy. Wyjechałaś w trasę a potem to porwanie, i ta ucieczka no i jakoś wyszło. 

- Jakoś wyszło? - nie wierzyłam w jego słowa. - Jakoś? - zaśmiałam się nerwowo. 

- No tak. A co mam zrobić? Po prostu jak spotkałem się z Elizą, to od razu coś do Niej poczułem. Kochałem Ciebie ale Eliza też jest ważna, musiałem wybierać. I wybór padł na Nią. - tłumaczył. - Chciałem to jakoś wytłumaczyć, ale nie umiałem. Byliście na obozie to wtedy też mnie odwiedziła. 

- Spałeś z Nią? W naszym łóżku? - zapytałam. 

- Tak. 

- To było tylko spanie razem, czy coś więcej? 

- Coś więcej. - odparł. 

- aha. - wstałam z łóżka i wyjrzałam przez okno. - Wiesz że ja nadal coś do Ciebie czuję? Nie mogę zapomnieć naszej pierwszej randki, tej nocy w hotelu. 

- Przepraszam. - wydusił. - Może zostaniemy Przyjaciółmi? 

- Przepraszam? Tak myślisz, że teraz ot tak pstryknę palcami i Ci wybaczę? - pokręciłam głową. - Ktoś kiedyś powiedział bardzo ciekawą rzecz.

- Jaką? - zaciekawił się. 

- Kochając jednocześnie dwie osoby, wybierz te drugą, bo jeśli kochałbyś pierwszą, nigdy nie zakochałbyś się w drugiej. 

- Wybaczysz mi? - wyprostował się i z nadzieją zapytał. 

- Wyjdź. - wskazałam palcem na drzwi. 

- Wybaczysz mi? 

- Wyjdź. - spojrzałam na chłopaka, stał w osłupieniu a spod moich powiek leciała słona woda, ogarnęłam się i zeszłam na śniadanie. 

Carlos.

Słyszałem jak James niemalże wyrywa drzwi do pokoju Belli z nawiasów, ale nie wchodziłem na górę. 

- James i Bella strasznie cicho rozmawiają. - powiedział Logan. 

- Zbyt cicho. - odezwała się Lena. - To jest jakieś straszne.. - wzdrygła się. 

- Jak w horrorze. - uśmiechałem się. 

- Spokojnie. Może Bella go tylko zadźgała, a teraz próbuję ukryć jego zwłoki w pokoju. - zaśmiał się Kendall. 

- Zwariowałeś. - szturchnął go łokciem Logan. 

- Dzieci.. - skomentowała Alice. 

- Udało się? - zapytałem, gdy do kuchni wszedł James. 

James zamknął oczy i pokiwał głową. - To będzie trudne. 

- U mnie było podobnie, ale chyba nic z tej przyjaźni nie będzie. - posmutniała Eliza. 

Bella. 

Nie wierzę, że mu to powiedziałam a On Sobie nic z tego nie zrobił. Ja nadal coś do Niego czuję, ale On tego nie zauważa. Popamięta mnie, oj bardzo popamięta. Ogarnęłam się do końca i zeszłam na dół. Nie 
bardzo pamiętam co się wczoraj działo, ale musiało być dobrze. 

- Zróbmy Sobie transparenty, z napisami dla chłopaków! - zaproponowała Lena. 

- To świetny pomysł. - poparła ja Eliza. - A kiedy koncert? - zapytała. 

- Powienien być za kilka dni, dzisiaj też będziemy do późna, - przęłknął kanapkę Logan. - Ale nie wiem dokładnie. 

- Musimy ogarnąć temat z Martinem. - powiedział James. 

- A właśnie gdzie Martin? - rozejrzałam się po kuchni. 

- Wyszedł wcześnie rano, bo musiał pozałatwiać i ogarnąć wszystko. - uśmiechnął się Kendall. - Mamy do Was prośbę. 

- Możecie pojeździć po mieście, i porozwieszać plakaty? - zapytał Carlos. 

- Odpadam. - podniosłam rękę do góry. - Głowa mi pęka, zostanę dzisiaj w domu. 

- To my jedziemy. - Alice wzięła plakaty i dziewczyny wyszły. 

Zostałam z Kendallem i Loganem w kuchni, ich spojrzenia mnie przerażały..

- Masz problem. - wtrącił mi Kendall. 

- Problem? - zaśmiałam się. - Nie, nie mam problemu. - pokiwałam głową. 

- Zaczęłaś pić. - szepnął Logan. 

- Kilka drinków to nie alkoholizm. 

- Ale po rozstaniu z Jamesem, zmieniłaś się. -  zauważył Kendall. - Jesteś oschła z stosunku do Niego i Elizy. No i tak obojętnie do nich mówisz. 

- Wasze relacje się popsuły, to źle działa też na Nas. - chłopaki próbowali ciągnąć dalej to kazanie. 

- Stop! - krzyknęłam. - To boli, to cholernie boli. Ja wciąż coś do Niego czuję, ale On woli Elizę. Może się kiedyś z tym pogodzę, ale nie teraz. Bo nie umiem. - westchnęłam głośno. - Pójdę się położyć. 

- Pomyśl. - powiedział Kendall. 

Może rzeczywiście jestem trochę wredna, ale nie mogę Sobie tego wyobrazić Oni tacy szczęśliwi. A ja zostałam sama, nie życzę im źle ale chcę z powrotem mojego Jamesa. Tego który był tylko dla mnie. Był
przy mnie blisko, i miał czas żeby się ze mną wygłupiać, wysłuchać i zawsze miałam się do kogo przytulić. 

- Bella. Masz gościa. - do pokoju zapukał Carlos. 

- Już idę. - podniosłam się z łóżka. - oo. - uśmiechnęłam się. - Cześć. Wejdź. - wpuściłam Coltona do środka. 

- Coś się stało? - zapytałam. 

- Nie. Chciałem Cię odwiedzić, zapytać jak się czujesz. 

- Dobrze. - pokiwałam głową. 

Porozmawialiśmy chwilę i Colton wrócił do domu, prawie cały dzień spędziłam w domu. Nie miałam ochoty na nic, położyłam się wcześniej. 

* - Colton - Nowy bohater, jak Wam się podoba, jak go oceniacie. Jego postać została zaczerpnięta z mojego ulubionego serialu, okazało się to nie dawno, że go lubię :). Więc ten mój serial to Arrow. Takie trochę science-fiction , akcja i dramat. Nie lubiłam tego serialu, aż do połowy pierwszego sezonu :). Trzymajcie się, słonecznego weekendu! ;)

- true.