niedziela, 3 maja 2015

Part 62 .

Kilka godzin później.

- Dobrze że chłopaki już wrócili, bo Martin nie jest sam. - zauważyła Eva.

- Teraz skupiamy się na Belli. - powiedziała stanowczo Lena.

- To będzie domówka, ale będzie dużo ludzi, więc taka bardziej impreza. - uśmiechnęłam się.

- Musisz wyglądać elegancko ale z klasą, żeby nie przesadzić, no i żeby nie było tego za mało. - dodała Eliza.

- To jak to Sobie wyobrażasz? - usiadłam na łóżko i czekałam, żeby coś mi dziewczyny skomponowały.

Ubrania latały po pokoju, siedziałam bezczynnie nie wiedząc na co mam się nastawić. I co takiego ma w tym Eliza. Ten pomysł bardzo mi się nie podobał. Trochę mnie to męczyło, siedziałam i nic nowego
nie wymyśliłam.

- Idź się pomaluj. - rozkazała Alice.

- Ale nie wiem, w co się ubiorę. - wzruszyłam ramionami i pokręciłam głową.

- Postaw na klasykę. - rozmarzyła się Lena. - Czerwone namiętne usta, podkreślone oko i niebiański uśmiech.

- Pofalowane włosy, opadające lekko na ramiona. - dołączyła się Eliza. - I masz Clarka w garści.

- Colton. - poprawiłam.

- Colton. Ach tak! - stuknęła się w czoło Alice. - Ubrania lekko przylegające do ciała, żeby mógł podziwiać Twoje uroki.

- Wariatki. - prychnęłam. - Pójdę do łazienki, a wy tutaj posprzątajcie i zróbcie coś. - machnęłam ręką.

Zamknęłam się w łazience. Nie wiem czy na pewno dobrze robię, może nie powinnam iść na tą imprezę, nie chcę aby James pomyślał że tak szybko się po Nim pocieszyłam, bo tak nie jest, wciąż mi na Nim zależy, no ale muszę też poukładać swoje życie.. Ale z drugiej strony to On już Sobie znalazł pocieszenie, więc dlaczego ja nie mogę być szczęśliwa. Nawet jak to nie wyjdzie, to chcę powoli o Nim zapomnieć. Nie wiedziałam co mam zrobić z włosami, ale po chwili przeglądania kilku stron w internecie lekko pofalowałam włosy prostownicą, makijaż też będzie prosty oczy lekko podkreślone tuszem i eyelinerem, usta musnęłam truskawkowym błyszczykiem, wyglądał dobrze, i w miarę delikatnie.

- I bardzo ładnie wyglądasz. Naprawdę świetnie, powinnaś uczyć makijażu. - klasnęła w dłonie Lena. 

- Ja się chętnie zapiszę. - pokiwała głową Alice. 

- Nic nie macie? - zgadywałam. 

- No nie wiemy, w co mamy Cię ubrać. Chciałyśmy żebyś dobrze wyglądała, ale nie wiemy. - powiedziała smutna Lena. 

- Dobra. Coś znajdę. - podeszłam do szafy. - Dobra. - pokiwałam głową i przez chwilę miałam obraz tego co założę. - Moment. - spojrzałam na Przyjaciółki. 

Uwielbiałam tą szafę, mimo że miałam nie wiele ciuchów ale zawsze mogłam Sobie coś skomponować. Wyciągnęłam ciemne niebieski marmurki, założyłam koszulę mgiełkę w kolorze beżowym, wyciągnęłam
z szafy moją ulubioną czarną ramoneskę i czarne platformy które wykończyły moje dzieło.

- No widzisz, co byś bez Nas zrobiła. - zaśmiała się Eliza. 

- Masz jeszcze perfumy i wszystko będzie zapięte na ostatni guzik. - Alice pogrzebała w kosmetyczne. 

- Idziemy i czekamy na dole. - Lena zabrała dziewczyny i wyszła. 

Wzięłam głęboki oddech, schowałam kilka potrzebnych rzeczy do torebki i zeszłam na dół. 

- uu. Siostra. A gdzie Ty się wybierasz? - Carlos zmienił wyraz twarzy. 

- Idę na imprezę. - uśmiechnęłam się niewinnie. 

- Gdzie? - Logan przejął inicjatywę. 

- Do Przyjaciela, spotkałam go ostatnio w centrum. 

- Wracasz dzisiaj? - odezwał się James.

- Będę pewnie późno, nie musicie czekać. - założyłam buty i poszłam do wyjścia, poprawiając makijaż. 

- No idź. - usłyszałam głos Elizy.

- Ale wychodzi. - jęknął James. - A Ty na co czekasz? - zapytał Blondynki. 

- Ja mam czas, jutro z Nią pogadam. 

- 5 minut jej nie zbawi. - pośpieszał go Carlos. - Szybko. 

- Wychodzę! - krzyknęłam, zabrałam klucze do torebki i wyszłam na zewnątrz.

- Bella.. - krzyknął James. - Poczekaj. - załapał mnie tuż przed bramą. 

- Co jest? - wypuściłam powietrze z płuc, i czekałam. 

- Bo ja chciałam pogadać. - kopnął kamyczek, a ten wyskoczył na ulicę. 

- Moment. - uniosłam dłoń do góry, mam telefon, zadzwonił Colton że już po mnie jedzie. - Przepraszam. Co mówiłeś? - spojrzałam na chłopaka. 

- Bo chciałem porozmawiać.. - bujał się lekko, i spojrzał na nadjeżdżający samochód który zatrzymał się tuż obok Nas. 

- Cześć Bella. - z samochodu wysiadł Colton. - Możemy jechać? - zapytał. - Jestem Colton. - podał rękę Jamesowi. 

- James. - uśmiechnął się mało przekonująco. - Porozmawiamy jutro. - odwrócił się. - Cześć Wam. 

- Cześć. - posmutniałam widząc na odchodzącego Jamesa. 

- Możemy jechać? - zapytał. 

- Jasne! - kiwnęłam głowa, ukradkiem spoglądając na Maslowa. 

Narrator. 

James wrócił do domu, był trochę zmieszany. Chciał porozmawiać z Bellą, ale ta go szybko zmyła. 

- Udało się? - Carlos czekał na odpowiedź. 

- Nie.. Przyjechał ten chłopak i pojechali. 

- Musicie porozmawiać, nie ma innego wyjścia. Trudno mi się pogodzić z tym że się rozstaliście, ale życie toczy się dalej. Nie chcę żebyście było w takim stosunku jak jesteście, więc możecie się pogodzić. Ale dzisiaj jest już za późno, więc jutro o to zadbam. Żebyście w spokoju pogadali. 

- A jak chcesz to zrobić? - wtrąciła Eliza. - Przecież z naszą dwójką w jednym pomieszczeniu nie wytrzyma. - Dziewczyna spojrzała na Jamesa. 

- Trzeba to jakoś wykombinować. - pokiwała głową Lena. - Ale moment, dzisiaj z Tobą w pokoju siedziała, więc dała radę. - uśmiechnęła się szeroko. 

- Może zabiorę ją na zakupy? - wzruszyła ramionami. 

- Pójdziemy razem. Pogadasz z Bell, no a my pod pretekstem szukania toalety pójdziemy gdzieś Sobie. - wzruszyła ramionami Alice. 

- Dobra. - zgodziła się. - A Ty James, co zrobisz? 

- Zobaczysz. - uśmiechnął się łobuzersko. 

Bella i Colton dojechali na miejsce. Dziewczyna była pod wrażeniem posiadłości. Colton kulturalnie otworzył drzwi dziewczynie. Słychać było muzykę i śmiech gości którzy dobrze się bawili. 

- Na pewno chcesz abym tutaj była? - zapytała nie pewnie. 

- No tak. - pocieszył ją. - Chodź, zapraszam. - chwycił ją za rękę. 

- Nie znam Twoich znajomych, trudno będzie mi się odnaleźć. - zatrzymała się przed drzwiami. 

- Zobaczysz, wszystko będzie dobrze. - uśmiechnął się. 

Bella wraz z Coltonem weszli do środka, ucieszyła się gdy zobaczyła znajome twarze. 

- No nie wierzę. - spojrzała na chłopaka. - Jak tutaj wszystkich zebrałeś? 

- Co roku w wakacje, zbieramy się tutaj i robimy imprezę. Znaczy dopiero od roku, bo wcześniej nie było kiedy, nie mogliśmy łapać ze Sobą kontaktu. - posmutniał. 

- No paczka prawie w komplecie. - podszedł do Nas Nate. - Jak ja Cię dawno nie widziałem. - przytulił blondynkę. 

- No Carlosa nie było na liście. - Bella pomyślała o bracie, i zaśmiała się. 

- Widocznie nie mógł. - odpowiedziała Ann. 

- No niestety.. - pokiwała głową. - Mają teraz próby z zespołem i brak czasu. 

Pół godziny później do Coltona wpadło jeszcze trochę znajomych, impreza się rozkręciła kolorowe drinki rozlewały się wszędzie, atmosfera była gorąca. Bella bardzo dobrze bawiła się w towarzystwie Coltona, zbliżyli się do Siebie. Impreza skończyła się około 2 nad ranem. Bella obudziła się, w łóżku obok Niej leżał a raczej spał Colton. Nie pamiętała dokładnie wszystkiego, ale wie że dobrze się bawiła i nie żałowała alkoholu. 

- Nie śpisz? - do pokoju wszedł Colton. 

- Nie, nie śpię. - pokręciła głową. 

- Jest mały problem, bo wczoraj ktoś przez przypadek pobrudził Twoją bluzkę, więc jedyne ciuchy jakie mam i mogę Ci pożyczyć to moje. - uśmiechnął się. 

- Nie. Dziękuję, skorzystam z łazienki jak mogę, i wrócę do Siebie. 

- Jasne. Odwiozę Ciebie! - uśmiechnął się. 

- mhm. - mruknęła. 

Bella skorzystała z łazienki i wyszła od chłopaka, kierując się w stronę domu, próbowała złożyć całą imprezę w całość. W domu Carlos co chwilę sprawdzał telefon, ale nie dostał żadnych wieści od Belli. Oprócz SMSa że zostaję na noc u Coltona.

- Gdzie byłaś tyle czasu?! - Los wyglądał na zdenerwowanego. 

- Jestem dorosła. - uciszyła go.

- Idź się wykąp i chodź na śniadanie. - poprosił ją. 

- mhm. - mruknęła i zrobiła to o co prosił ją brat. 

- Będziemy mogły porozmawiać? - Eliza spojrzała na Bellę. 

- ok. - kiwnęła głową. - O co chodzi? - jej uśmiech wyjaśniał wszystko. 

- Chodź na taras, dopóki nie ma śniadania. - poprosiła ją dziewczyna. 

Oczami Belli i Carlosa.

Bella. 

- Mów o co chodzi, bo mi trochę zimno a dopiero co umyłam głowę. 

- Chciałam Cię bardzo przeprosić, wiem że może nie przyjmiesz przeprosin ale chociaż spróbuję i może nie wrócimy do tego co było wcześniej. Może nie wrócimy do przyjaźni ale wiem że kiedyś przyjdzie taki dzień, i będziesz mogła nazwać mnie swoją przyjaciółką. 

- Od kiedy się spotykacie? - zapytałam.

- Jak byłaś w trasie, spotkaliśmy się w Nevadzie. A potem to samo poleciało.. 

- aha. - kiwnęłam głową i wyszłam. - Skoczę wysuszyć włosy i zaraz wracam. 

- Jasne. - powiedział Los. 

- Porozmawiajmy. - zza drzwi wyskoczył James. 

- Nie mam czasu, muszę wysuszyć włosy. Może później. - zamknęłam się w pokoju i byłam ciekawa czy James sam przyjdzie. - Tak myślałam. - powiedziałam głośniej i wróciłam do suszenia włosów. 

- Wyłącz to! - James wszedł do pokoju jak petarda. - Usiądź musimy porozmawiać. 

- Nie nie muszę, mogę porozmawiać ale za moment. Daj mi chwilę. - zaniosłam suszarkę i zrobiłam Sobie warkocz. - Mów o co chodzi, usiadłam na łóżku. 

- To nie miało tak być, chciałem Ci powiedzieć że spotykam się z kimś innym, ale nie było kiedy. Wyjechałaś w trasę a potem to porwanie, i ta ucieczka no i jakoś wyszło. 

- Jakoś wyszło? - nie wierzyłam w jego słowa. - Jakoś? - zaśmiałam się nerwowo. 

- No tak. A co mam zrobić? Po prostu jak spotkałem się z Elizą, to od razu coś do Niej poczułem. Kochałem Ciebie ale Eliza też jest ważna, musiałem wybierać. I wybór padł na Nią. - tłumaczył. - Chciałem to jakoś wytłumaczyć, ale nie umiałem. Byliście na obozie to wtedy też mnie odwiedziła. 

- Spałeś z Nią? W naszym łóżku? - zapytałam. 

- Tak. 

- To było tylko spanie razem, czy coś więcej? 

- Coś więcej. - odparł. 

- aha. - wstałam z łóżka i wyjrzałam przez okno. - Wiesz że ja nadal coś do Ciebie czuję? Nie mogę zapomnieć naszej pierwszej randki, tej nocy w hotelu. 

- Przepraszam. - wydusił. - Może zostaniemy Przyjaciółmi? 

- Przepraszam? Tak myślisz, że teraz ot tak pstryknę palcami i Ci wybaczę? - pokręciłam głową. - Ktoś kiedyś powiedział bardzo ciekawą rzecz.

- Jaką? - zaciekawił się. 

- Kochając jednocześnie dwie osoby, wybierz te drugą, bo jeśli kochałbyś pierwszą, nigdy nie zakochałbyś się w drugiej. 

- Wybaczysz mi? - wyprostował się i z nadzieją zapytał. 

- Wyjdź. - wskazałam palcem na drzwi. 

- Wybaczysz mi? 

- Wyjdź. - spojrzałam na chłopaka, stał w osłupieniu a spod moich powiek leciała słona woda, ogarnęłam się i zeszłam na śniadanie. 

Carlos.

Słyszałem jak James niemalże wyrywa drzwi do pokoju Belli z nawiasów, ale nie wchodziłem na górę. 

- James i Bella strasznie cicho rozmawiają. - powiedział Logan. 

- Zbyt cicho. - odezwała się Lena. - To jest jakieś straszne.. - wzdrygła się. 

- Jak w horrorze. - uśmiechałem się. 

- Spokojnie. Może Bella go tylko zadźgała, a teraz próbuję ukryć jego zwłoki w pokoju. - zaśmiał się Kendall. 

- Zwariowałeś. - szturchnął go łokciem Logan. 

- Dzieci.. - skomentowała Alice. 

- Udało się? - zapytałem, gdy do kuchni wszedł James. 

James zamknął oczy i pokiwał głową. - To będzie trudne. 

- U mnie było podobnie, ale chyba nic z tej przyjaźni nie będzie. - posmutniała Eliza. 

Bella. 

Nie wierzę, że mu to powiedziałam a On Sobie nic z tego nie zrobił. Ja nadal coś do Niego czuję, ale On tego nie zauważa. Popamięta mnie, oj bardzo popamięta. Ogarnęłam się do końca i zeszłam na dół. Nie 
bardzo pamiętam co się wczoraj działo, ale musiało być dobrze. 

- Zróbmy Sobie transparenty, z napisami dla chłopaków! - zaproponowała Lena. 

- To świetny pomysł. - poparła ja Eliza. - A kiedy koncert? - zapytała. 

- Powienien być za kilka dni, dzisiaj też będziemy do późna, - przęłknął kanapkę Logan. - Ale nie wiem dokładnie. 

- Musimy ogarnąć temat z Martinem. - powiedział James. 

- A właśnie gdzie Martin? - rozejrzałam się po kuchni. 

- Wyszedł wcześnie rano, bo musiał pozałatwiać i ogarnąć wszystko. - uśmiechnął się Kendall. - Mamy do Was prośbę. 

- Możecie pojeździć po mieście, i porozwieszać plakaty? - zapytał Carlos. 

- Odpadam. - podniosłam rękę do góry. - Głowa mi pęka, zostanę dzisiaj w domu. 

- To my jedziemy. - Alice wzięła plakaty i dziewczyny wyszły. 

Zostałam z Kendallem i Loganem w kuchni, ich spojrzenia mnie przerażały..

- Masz problem. - wtrącił mi Kendall. 

- Problem? - zaśmiałam się. - Nie, nie mam problemu. - pokiwałam głową. 

- Zaczęłaś pić. - szepnął Logan. 

- Kilka drinków to nie alkoholizm. 

- Ale po rozstaniu z Jamesem, zmieniłaś się. -  zauważył Kendall. - Jesteś oschła z stosunku do Niego i Elizy. No i tak obojętnie do nich mówisz. 

- Wasze relacje się popsuły, to źle działa też na Nas. - chłopaki próbowali ciągnąć dalej to kazanie. 

- Stop! - krzyknęłam. - To boli, to cholernie boli. Ja wciąż coś do Niego czuję, ale On woli Elizę. Może się kiedyś z tym pogodzę, ale nie teraz. Bo nie umiem. - westchnęłam głośno. - Pójdę się położyć. 

- Pomyśl. - powiedział Kendall. 

Może rzeczywiście jestem trochę wredna, ale nie mogę Sobie tego wyobrazić Oni tacy szczęśliwi. A ja zostałam sama, nie życzę im źle ale chcę z powrotem mojego Jamesa. Tego który był tylko dla mnie. Był
przy mnie blisko, i miał czas żeby się ze mną wygłupiać, wysłuchać i zawsze miałam się do kogo przytulić. 

- Bella. Masz gościa. - do pokoju zapukał Carlos. 

- Już idę. - podniosłam się z łóżka. - oo. - uśmiechnęłam się. - Cześć. Wejdź. - wpuściłam Coltona do środka. 

- Coś się stało? - zapytałam. 

- Nie. Chciałem Cię odwiedzić, zapytać jak się czujesz. 

- Dobrze. - pokiwałam głową. 

Porozmawialiśmy chwilę i Colton wrócił do domu, prawie cały dzień spędziłam w domu. Nie miałam ochoty na nic, położyłam się wcześniej. 

* - Colton - Nowy bohater, jak Wam się podoba, jak go oceniacie. Jego postać została zaczerpnięta z mojego ulubionego serialu, okazało się to nie dawno, że go lubię :). Więc ten mój serial to Arrow. Takie trochę science-fiction , akcja i dramat. Nie lubiłam tego serialu, aż do połowy pierwszego sezonu :). Trzymajcie się, słonecznego weekendu! ;)

- true. 

4 komentarze:

  1. Tak myślałam, że ten cytat jest mi znany. Gdzieś już go spotkałam, a teraz już wiem i to jest true. Colton jest ok. Nic do niego nie mam. Przez te jedną chwilę kiedy James chciał pogadać z Bellą zanim wsiadła do auta Coltona.. myślałam, że się nawrócił i powie, że bardzo ją kocha. Przeliczyłam się. To serio koniec :( Wgl Colton przypomina mi cotton, a wiemy co znaczy cotton :D Super rozdział :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha ten cytat xd mnie nie wkrecisz z Jamesem xd nie będą razem, można to bardzo łatwo pokalkulować, ale rozdiał super! A co do coltona to nw zobacze jeszcze :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś mi się wydaje, że James będzie zazdrosny. Ciekawe, czy słusznie. Jeśli chodzi o Green Arrowa, to po trzech odcinka mi się znudziło. Pewnie przez odtwórcę. szkoda, że to nie Justin Hartley. Uwielbiałam go w tej roli w "Tajemnicach Smallville". Notka super! czekam na nn! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawie sie dalsza historia zapowiada xd
    Ja bym nigdy chłopakowi nie wybaczyła. Chuj i tyle! Tej elizie też nie .. Wnerwia mnie! Bardzo. Jprdl
    Emma z Jamesem już nigdy nie będzie i fajnie xp a co do tego Coltona to może coś będzie ;)
    Czekam na nn
    The Unforgiven

    OdpowiedzUsuń