poniedziałek, 26 grudnia 2016

Part 71 .

Kilka dni później. 

- Dzisiaj Twój wielki dzień! - Alice uściskała przyjaciółkę. 

- Wiem, mam lekkie obawy, boje się trochę ale myślę, że wszystko się uda. - uśmiechnęła się pod nosem. - Myślałam, że Colton może przyjedzie na kilka dni, chciałabym żeby był też na premierze. Ale nici z tego. - posmutniała i spuściła wzrok. 

- Nie martw się, może my Ci wystarczymy, chociaż to nie to samo jakby przytulił Cię Twój Colton ale zawsze coś. - Carlos wyciągnął ręce w stronę siostry. 

- On nie jest mój. To tylko zwykła przyjaźń. 

- Jasne. - Carlos przewrócił oczami. - Watpie w to, że to tylko przyjaźn, po wycieczce do wesołego miasteczka wyglądało to inaczej. 

- No proszę Cię.. Na razie nie mam szczęścia w miłości. Nie obraźcie się, ale muszę już lecieć. Nie chcę aby coś poszło źle. Widzimy się na premierze, a potem na imprezie! Cześć! 

Pół godziny później. 

- Musimy dzisiaj w końcu powiedzieć Belli prawdę. 

- Oszalałeś! - Alice ochrzaniła Kendalla. 

- Nie możemy nic zrobić, bo się totalnie załamie. 

- Już prawie od kilku dni nie sięgnęła po alkohol. Nie chcę aby to się powtórzyło. - powiedział James. 

- Co?! - przyjaciele byli mega zdziwieni. 

- Ty nie chcesz? - wyśmiał go Kendall. - Przecież sam ją zostawiłeś, więc jakby to przez Ciebie zaczęła pić.

- Przeze mnie? - oburzył się. - Nie kazałem jej pić. 

- Zerwałeś z Nią dla jej Przyjaciółki która teraz Ciebie zostawiła! - wstał od stołu. 

- Nie przeginaj. Życie takie jest, nie obiecywałem jej żadnego dłuższego związku! 

- Ale zdradziłeś ją! - Kendall podszedł do kolegi i spojrzał mu głęboko w oczy. 

- A może Ty coś do Niej czujesz? - James ściągnął brwi. 

- To tylko moja Przyjaciółka nic więcej. - pokiwał przecząco głową.

- Uspokójcie się! - Alice nie wytrzymała. - W ten sposób wcale jej nie pomożecie, Bella ma dzisiaj ważną premierę, a Wy teraz się kłócicie? 

Chłopaki opuścili pomieszczenie w złych nastrojach. Bella co chwilę sprawdzała czy wszystko aby na pewno jest dopięte na ostatni guzik, zaprosiła wszystkich Przyjaciół.

- Co On Sobie w ogóle wyobraża? Może i racja, ja chyba coś do Niej czuję. - James i Kendall pomyśleli i dziewczynie jednocześnie.

Kendall podszedł do drzwi, ale po chwili się wrócił chciał przeprosić Jamesa za swoje zachowanie, ale jednak zwątpił w swoje siły, James miał podobny pomysł ale wycofał się w ostatniej chwili. Carlos bardzo się ucieszył, że będzie mógł pójść na premierę ze Scarlett, dziewczyna miała za chwilę się u Niego pojawić chłopak odliczał tylko minuty do jej przyjścia.

- Wow.. - Carlos zaniemówił. - Wyglądasz niesamowicie! - wyszczerzył się.

- Dziękuję. Ty również świetnie wyglądasz.

- Proszę, wejdź. - chłopak otworzył drzwi. - Musimy jeszcze poczekać aż wszyscy przyjdą, i będziemy mogli jechać.

- Mogę wejść? - Kendall zajrzał do pokoju Jamesa.

- Spoko. - odpowiedział obojętnie. - Coś Ci potrzeba?

Chłopak podrapał się po głowie. - Chciałem Cię przeprosić, za tą sprzeczkę. Wiem, że trochę przesadziłem, czasu i słów nie cofnę. Więc mogę Cię tylko przeprosić.

- Dobra. Teraz chodź, bo zaraz się spóźnimy na premierę! - poklepał Przyjaciela po ramieniu.

Gdy wszyscy byli gotowi Martin z Evą przyjechali po Przyjaciół. Bella na miejscu nie mogła się doczekać aż wszyscy będą razem z Nią w tej trudnej dla Niej chwili. Premiera wszystkim się bardzo podobała, choć Bella usłyszała też kilka słów krytyki, wzięła to także pod uwagę przy następnej produkcji. Po premierze nadszedł czas na bankiet, pojawiło się też kilka sław.

- Carlos, dzwoniłam do Rodziców ale nie odbierają.. A mieli być na premierze. - Bella skrzywiła się lekko.

- Pewnie jeszcze nie wrócili z wycieczki, ale możemy jutro do Nich podjechać.

- Naprawdę? Byłabym Ci wdzięczna, możemy jutro po obiedzie skoczyć?

- A może pojedziemy do Nich na śniadanie?

- No, no. To może być, dobra okej. Jutro na śniadanie do Rodziców jedziemy.

- Zgoda! - Bella uśmiechnęła się szeroko.

Po hucznej premierze i wyśmienitym bankiecie Przyjaciele pojechali do domu, Logan i Alice od razu poszli do pokoju po męczącym dniu. Bella usiadła w salonie przed telewizorem jako, że Carlos pojechał odwieźć swoją partnerkę Bella została z Kendallem i Jamesem ale Oni też udali się na górę.

- ech. Jak dobrze usiąść po całym dniu. - dziewczynę przeciągnęła się i otuliła w koc.

- Zmęczona? - zapytał Kendall.

- Trochę. - uśmiechnęła się pod nosem. - Nie śpisz jeszcze?

- Nie, bo chciałem Ci coś powiedzieć.

- Słucham Cię uważnie.

- Wiesz, że Cię lubię i mi się podobasz, a po ostatniej imprezie zauważyłem, że pasujemy do Siebie. Może wybierzemy się jutro razem do kina? - uśmiechnął się.

- Czy proponujesz mi randkę? - Bella przygryzła wargę.

- Tak!

- Miło z Twojej strony, ale jeszcze się zastanowię.

- Okej. Czekam na wiadomość Słońce! - Kendall szeroko się uśmiechnął i poszedł na górę.

- Wariat. - Bella szepnęła pod nosem.

- Słucham? - zapytał James.

- Nic, nic. Nie śpisz?

- Możemy porozmawiać?

- Jasne, siadaj.

-  Wiem, że to nasze zerwanie było takie, takie nie fajne. - skrzywił się. - Wiesz też, że rozstałem się z Elizą.. Oczywiście nie odbieraj tego tak jakbym chciał Cię Nią zastąpić, ale przemyślałem to i chyba rozumiałem swój błąd.

- Jaki błąd, bo chyba nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi.

- To, że związałem się z Elizą, to był widocznie związek który miał nie przetrwać. Wiem to wygląda na to jakbym był zdesperowany i nie miał powodzenia u dziewczyn, ale ostatniej nocy zrozumiałem, że coś do Ciebie czuję. Może moglibyśmy zacząć od nowa, i jeżeli się zgodzisz to zapraszam Cię jutro na spacer? - uśmiechnął się grzecznie.

- Proponujesz mi randkę?

- Szczerze? Tak, proponuję Ci randkę.

- Zabawne. - szepnęła. - Zastanowię się i dam znać Ci jutro.

- No, dobrze. W takim bądź razie Dobranoc!

- Dobranoc. Oni chyba oszaleli. To musi być jakiś głupi żart, przecież James co dopiero ze mną zerwał a Kendall, to jest po prostu Kendall.

Następnego dnia Alice już od rana szukała tabletek od bólu głowy, nie chcała obudzić reszty więc robiła to jak najciszej.

- Co Ty tutaj robisz? - zapytała ziewająca Bella.

- Szukam czegoś od bólu głowy. - odwróciła się.

- Alice. Ty od jakiegoś czasu ciągle bierzesz tabletki, może idź do lekarza bo to źle wygląda.

- Nie, nie muszę nigdzie iść. To może być zwykła migrena. - uśmiechnęła się.

- Pójdziesz czy tego chcesz czy nie bo wiem, że to nie są tylko tabletki od bólu głowy, od jakiegoś czasu jesteś rozkojarzona i nie czujesz się dobrze.

- Dobra. Może i od jakiegoś czasu nie czuje się dobrze, więc mogę dzisiaj skoczyć do lekarza. Akurat będę na mieście i zajrzę.

- Trzymam Cię za słowo.

- Dobra, moze ja już pójdę bo jak się zaczną schodzić ludzie, to nie będę czekała.

- Jasne. Idź, idź. My też z Carlosem niedługo jedziemy do Rodziców, więc nie będzimy się zatrzymywały.

Dziewczyny zebrały się i każda poszła w swoją stronę. Carlos wyszedł z domu i odpalił samochód po czym pojechali do pobliskiej piekarni po świeże pieczywo na śniadanie. Wizyta u Rodziców przebiegła bardzo miło, Carlos i Bella po południu wracali do domu, chętnie by zostali na obiedzie ale mieli już dużo innych planów.

- Możemy porozmawiać?

- Pytanie. - zaśmiał się. - No jasne, że tak. Co chcesz wiedzieć?

- Wczoraj w salonie przyszedł do mnie Kendall i zaprosił mnie na randkę.

- No to chyba dobrze, no jeżeli Colton się na razie nie odzywa to na randki możesz chodzić. - uśmiechnął się.

- Ale jest jeszcze jedna wiadomość, bo James zrobił to samo. - jęknęła.

- Nie wiem co Ci powiedzieć, musisz z Nimi porozmawiać.

- Dziękuję.

Mimo, że Carlos poradził siostrze aby porozmawiała z chłopakami, trochę się obawiała. Gdy tylko Alice wróciła do domu Bella od razu musiała z Nią porozmawiać.

- Co Ci powiedział lekarz? - Bella złapała Alice w pokoju.

- To migrena i lekka grypa. - skrzywiła się. - Tydzień z życia wyjęty, nie mogę nigdzie wychodzić i czuję się okropnie, chyba mam gorączkę.

- Odwołam wszystkie spotkania i zostanę z Tobą w domu.

- Nie, nie trzeba. Chłopaki jeszcze będą w domu, więc nie będzie takiej potrzeby abyś zostawała.

- Naprawdę? Dasz Sobie radę z Nimi? - uśmiechnęła się.

- Na pewno, jeżeli będzie jakiś problem od razu do Ciebie dzwonię.

- Świetnie. - dziewczyny przytuliły się do Siebie. - Ale teraz ja mam problem. Nie wiem co się dzieje, ale Kendall i James zaprosili mnie na randkę i nie wiem co mam zrobić.

- Uff. To dopiero coś. - zaśmiała się. - Nie byłam nigdy w takiej sytuacji nie wiem co Ci powiedzieć. Porozmawiaj z Nimi.

Bella po rozmowie z Alice wróciła do pokoju, przemyła twarz wodą i poszła w kierunku pokoju Kendalla.

- Można? - zapukała do drzwi i po chwili weszła. - Możemy porozmawiać? - zapytała.

- Chcesz odwołać randkę. - zapytał.

- Nie, nie. Ale chciałam zapytać dlaczego mnie zaprosiłeś?

- Lubię Cie, ale na początku bałem się z Tobą umówić bałem się, że jeżeli byśmy zerwali to relacja moja i Carlosa by się lekko zmieniła. Gramy razem na planie, w zespole i boje się, że jeżeli bym Cię zranił to niestety ale to by się mogło źle skończyć. Ale teraz wiem, że jak jesteśmy starsi to nic nie stoi mi na drodze. Więc gdy już wiesz, że Cię lubię to możemy spróbować, jedna randka nie oznacza ślubu. Jeżeli to nie może być randka, to chociaż zwykłe Przyjacielskie wyjście. - uśmiechnął się.

- Kendall możemy przełożyć randkę na jutro, wiem to może sie wydawać dziwne, że ją przekładam ale mam jeszcze kilka obowiązków do załatwienia. - uśmiechnęła się do chłopaka.

- No dobra, bo i tak dzisiaj nie ma nic ciekawego w kinie a na jutro znalazłem świetny film.

- Super. To ja lecę. Pa! - Bella odetchnęła z ulgą. - Uf. Jeszcze James, tego się obawiam najbardziej. - Bella poszła do pokoju Jamesa. - Cześć, mogę wejść?

- Zawsze. - uśmiechnął się. Proszę. - zaprosił dziewczynę do pokoju i zamknął drzwi.

- W sprawie tej randki, przełóżmy ją na inny dzień, może za kilka dni? Dzisiaj jestem potwornie zmęczona i chciałabym odetchnąć.

- Jasne, nie ma sprawy. Poczekam.

- Ale możesz mi powiedzieć dlaczego chcesz się ze mną umówić?

- Pamiętam nasz związek był naprawdę dobry, mogę powiedzieć też, że idealny. Nie chciałem aby to nasze zerwanie jakoś wpłynęło na naszą dalszą relację, co było to było. Chciałem spróbować może jeszcze raz, być może następnym razem się uda, wiesz jak to mówią. Do trzech razy sztuka. - uśmiechnął sie.

- Oj James, James. Jak zwykle uroczy. Zabawny jesteś, ale randka to może jeszcze poczekać.

Bella odmówiła chłopakom, martwiła się o zdrowie Alice i randki nie były na razie jej po drodze. Nowy rok się zaczął a dziewczyna miała na Niego wiele planów, myślała o nowych filmach ale też i chciała zacząć śpiewać. 

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Part 70 .

Sylwester. Dzisiaj będzie ta wielka impreza, każdy miał wolne. Dziewczyny chciały dobrze wyglądać więc musiały od rana zacząć się szykować a chłopaki którym strojenie nie miało zająć dużo czasu wzięli się za przygotowanie jedzenia. Bella wstając rano włączyła laptopa i poszła do łazienki, gdy wróciła zobaczyła powiadomienie i od razu zadzwoniła do Coltona.. 

- Cześć! - pomachała wesoło do ekranu. - Jak tam u Ciebie? - zapytała chłopaka.

- Wszystko w porządku, strasznie dużo pracy. Nie mam czasu na nic prawie, rano wychodzę z domu a wieczorem wracam.

- U mnie podobnie, nie długo premiera mojego filmu, tuż po Sylwestrze. Bardzo bym chciała zebyś się tam pojawił. - spuściła wzrok.

- Też bym chciał to zobaczyć. Ale nie wiem czy się uda. Stęskniłem się. Świetnie się bawiłem w wesołym miasteczku, to była świetna zabawa.

- Tak. - rozmarzyła się.

- Colton! - po drugiej stronie odezwał się damski głos.

- Kto to? - serce Belli zabiło mocniej. - To Twoja dziewczyna? - poczuła się zazdrosna.

- Nie, nie. - wypierał się. - Gram z Nią w filmie, jest starsza o jakieś 10 lat.. - skrzywił się i zaśmiał. - Przepraszam, ale muszę lecieć! Na razie! - wysłał dziewczynie buziaka i rozłaczył się.

- Cześć. - zamknęła laptop. - Pomogę chłopakom.

- Nie siedzisz przed lustrem, bo dziewczyny już zamknęły się w łazience a ja jak tylko wszedłem do pokoju, to odrzucił mnie zapach perfum. - wytłumaczył Logan.

- Nie, nie mam ochoty się stroić, znajdę coś w szafie i będzie dobrze. - uśmiechnęła się.

- Bella. Może razem spędzimy tego Sylwestra? - zapytał cicho Kendall.

- Jasne. - odpowiedziała z uśmiechem. - Braciszku a Scarlett kiedy będzie?

- Powiedziała, że przyjdzie jeszcze przed wszystkimi, żeby móc Was poznać.

- Świetnie.

Bella pomagała chłopakow, dziewczyny hurtem wybiegły z domu aby zdążyć jeszcze do kosmetyczki, fryzjerki i na inne zabiegi. Do Sylwestrowej zabawy zostało jeszcze 2 godziny, Bella postanowiła, że pójdzie do pokoju i będzie się trochę szykowała. Carlos nie mógł się doczekać, aż przedstawi znajomym nową dziewczynę, sam lekko się obawiał tego jak zostanie przyjęta. Bał się, że mogą krążyć plotki na temat jej wyglądu. Lecz chłopakowi to nie przeszkadzało, według niego Scarlett i tak jest najpiękniejszą dziewczyną pod słońcem.

- Zaraz przyjdzie, zaraz tutaj będzie. - Carlos niecierpliwie krążył po domu.

- Nie stresuj się tak, wszystko będzie dobrze. - pocieszył go James. - oo.. - uśmiechnął się szeroko. - Pójdę otworzyć.

- Nie! Ja to zrobię. - Carlos wyskczył jak z procy.  - Ja to zrobię, ja. - Carlos otworzył drzwi i przywitał się ze Scarlett. - Zapraszam. - otworzył szeroko drzwi i wpuścił dziewczynę do środka, po czym weszli do środka.

- Cześć. - Scarlett unisołą dłoń do góry i przywitała się z nowymi znajomymi.

- Sarlett poznaj moich przyjaciół, lokatorów jak i kumpli z zespołu. To jest Kendall, James i Logn. - chłopak przedstawił kumpli, tuż po chwili dziewczyny zeszły na dół.

- Czyżby to była ta słynna Scarlett o której ciągle mówisz? - zaśmiała się Alice.

- Słynna? - Scarlett spojrzała na Carlosa.

- Może coś powiedziałem raz czy dwa. - zawstydził się.

- Jestem Alice dziewczyna Logana, a to jest Eliza dziewczyna Jamesa.

- Carlos a gdzie Twoja siostra? - zapytała dziewczyna.

- Pewnie zaraz przyjdzie, cały dzień Nam pomagała, więc musi znaleźć chwilę dla Siebie.

- Jasne.

Goście schodzili się powoli, każdy znalazł coś dla Siebie. Bella zeszła na dół nie chciała zwracać na Siebie uwagi, nie miała dobrego humoru przez kilka ostatnich godzin myślała o Coltonie.. Nie wiedziała czy mówił serio czy tylko chciał ją uspokoić. Blondynka przywitała się z gośćmi i szukała nie opodal Carlosa.. Lecz nie mogła go wytropić. W tłumie zauważyła zielonooką szatynkę która rozmawiała z Alice zmierzyła ją wzrokiem i podeszła do Nich. 

- Bella! W końcu jesteś! To jest Scarlett dziewczyna Twojego brata.

- uhmm. - uśmiechnęła się. - Więc to Ty jesteś Bella, miło Cię poznać. - dziewczyna wyciągnęła dłoń w kierunku Blondynki. - Scarlett jestem, mło Cię poznać.

- Isabella, dla Przyjaciół Bella. - uśmiechnęła się. - Carlos dużo o Tobie opowiadał, czym się zajmujesz?

- Jestem modelką XXL lub jak kto woli plus size, mam też za Sobą kilka ról filmowych i dużo sesji w kostiumach albo w różnych kampaniach. - opowiadała.

Impreza trwała w najlepsze, tuż przed północą Bella próbowała dodzwonić się do Coltona ale na marne, nic z tego nie wyszło wszystkie linie były przeciążone. Dziewczyna nie mogła nic zrobić, więc podesłała chłopakowi SMS-a. 

- Szczęśliwego Nowego Roku! - krzyknęli przyjaciele i każdy wziął łyk zimnego szampana.

Zabawa trwała dalej, nikt nie odmawiał Sobie alkoholu, każdy czuł, że tego dnia może trochę poszaleć. Bella była w siódmym niebie, mogła pić ile chciała. Przed końcem imprezy, postanowiła zajrzeć do pokoju Kendalla. 

- Jesteś sam? - zapukała trzymając za Sobą butelkę wina.

- Już nie bawisz się na dole? - zapytał.

- Wolę tutaj. - podeszła do chłopaka i usiadła obok Niego. - Wiesz, cieszyłam się, że chciałeś ze mną dzisiaj spędzić ten dzień. Ale się jeszcze nie skończył. - pomachała butelką Blondynowi. - Napijmy się! - podniosła głos. - Napijmy się za ten cały spieprzony rok naszego życia, chcę o Nim zapomnieć i zacząć życie od Nowa! - podniosła butelkę do góry.

Chłopak nie miał nic przeciwko temu wiedział, że ten dzień może być dla Niego wspaniały. Skoro okazja przyszła do Niego sama, nie mógł nie skorzystać, chciał aby ta noc była wspaniała. Bella wiedziała, że Colton już się nie odezwie chciała się na Nim odegrać. Pod wpływem emocji oboje wylądowali w łóżku, chłopak był świadomy tego co robi. Następnego dnia Bella obudziła się w łóżku Kendalla, szybko wstała i wyjrzała z pokoju nikogo nie widziała, więc wymknęła się do swojego pokoju. Wzięła szybki prysznic i zdrzemnęła się na chwilę.. 


Scarlett Lynn 23 lata. 
Brązowe lśniące włosy, piękne hipnotyzujące zielone oczy. 
Jest modelką XXL chociaż woli określenie plus size. 
Ma za sobą kilka sesji w kostiumach, ale i także w wielu kampaniach.  
Nie lubi chodzić na zakupy, w młodości miała wiele kompleksów ale z czasem zaczęła akceptować Siebie i swoje ciało. Carlos od razu jej się spodobał, również z wzajemnością.
Jest otwartą i ciepłą osobą, uwielbia Alice i Bellę.



Musiałam sporo poszperać w internecie, aby znaleźć pasującą mi osobę do opisu. Ale się chyba udało :). Nie widziałam w żadnym blogu bohaterki, która by nie była szczupłą, piękną blondynką/brunetką o nie nagannej cerze i w ogóle. Postawiłam na tą postać. Także, tak. 

poniedziałek, 28 listopada 2016

Part 69 .

Carlos bardzo dobrze dogadywał się ze Scarlett, mieli dużo wspólnych tematów. Nie chcieli się bardzo rozstawać, ale czas ich do tego zmusił. 

- No to chyba będę się zbierał. - przygryzł wargę. 

- Było naprawdę miło! - uśmiechnęła się szeroko. - Może spotkamy się ponownie jutro? 

- Z miłą chęcią. - chłopak w duszy skakał ze szczęścia.

- Niestety nie mogę, jadę do Rodziców na święta. Ale dziękuję za propozycję. 

- To może chociaż będę mógł zaprosić Cię do Nas na sylwestra? 

- To bardzo miła propozycja, przemyślę to i dam Ci znać. 

Scarlett i Carlos pożegnali się i chłopak poszedł do Siebie cały w skowronkach. Cieszył się, że sylwestra będą mogli spędzić razem. Bella wracała do domu, w niezbyt dobrym humorze. Można było powiedzieć, że humor miała popsuty do szpiku. Tak bardzo chciała nie słyszeć, tego co usłyszała.

- Ona jest taka piękna. Chyba się zakochałem. 

- Mówiłeś coś? - zapytał wytrącony z myślenia Logan. 

- Ona jest piękna, i w ogóle zakochałem się chyba. - Carlos rozłożył się na fotelu. 

- Życzę Ci szczęścia! - poklepał go po ramieniu Logan. 

- Spędzimy razem wspaniałego Sylwestra. - rozmarzył się chłopak. 

- Kto? 

- Ja, Scarlett i szampan. To będzie piękny a może i nawet najpiękniejszy Sylwester. 

- Oczywiście już raz tak mówiłeś. - uśmiechnął się James. 

- Wiem, ale teraz to będzie lepszy Sylwester. 

Carlos obmyślał plan Sylwestra, chciał żeby wszystko się udało. Późnym popołudniem dziewczyny wróciły do domu, jednak Belli nadal nie było. 

- W blondzie Ci do twarzy, wyglądasz świetnie.

- Czyli w ciemnych włosach nie wyglądałam dobrze? - Brown się skrzywiła.

- Uwielbiam Cię w każdym kolorze włosów, ale ten blond jest naprawdę oszałamiający.

- Dobra dość o włosach. Sylwester w naszym gronie, czy zapraszamy kilkoro Przyjaciół? - wtrącił Carlos, odkadając telefon na bok.

- No wiecie, będzie nasza paczka, zaprosimy Martina i Evę. Carlos zaprosi swoją Damę. - James zabawnie poruszył brwiami.

- Poznacie ją, obiecuję Wam, ale uprzedzam Ona jest inna niż wszyskie. - rozmarzył się.

- Jest mężczyzną! - zażartował Kendall.

- Idiota! - Carlos rzucił w przyjaciela poduszką. Scarlett jest normalną zwykłą dziewczyną, ale ma w Sobie to coś co mnie do Niej przyciąga, nie wiem ale czuję, że ta dziewczyna jest tą jedyną.

- To samo mówiłeś jak byłeś w związku z Alison.

- To było dawno temu, ten związek i tamta dziewczyna to historia. Głupi byłem, ale teraz wiem, że trafił mi się Skarb. Poznacie ją to zrozumiecie.

- No dobra. To chociaż powiedz jak minęła Ci randka. - dziewczyny obskoczyły Carlosa z dwóch stron.

- Moment! Odbiorę i możesz kontynuuować. - do kuchni poszła Eliza odebrać telefon. - Colton właśnie dzwonił, ale powiedziałam mu, że Belli nie ma.

- Co chciał? - zainteresował się Kendall.

- Powiedział, że nie ma dobrych wiadomości, chodzi o to, że nie będzie mógł przyjechać na Sylwestra bo będzie nagrywał jakiś film na Hawajach.. I zostanie tam trochę.

- No to się Belli nie spodoba. - pokiwała głową Alice. - A tak w ogóle, to od rana jej nie widziałam. - skrzywiła się. - Może trzeba do Niej zadzwonić, albo czas jej poszukać! Znowu się gdzieś upija..

Alice już chciała wstawać i iść szukać Przyjaciółki, ale ta już właśnie otwierała drzwi i ściągała buty ze zmęczonych stóp. Przeszła małym korytarzem, i poszła do salonu w którym siedzieli Przyjaciele. Do Jamesa wróciły dawne uczucia, a Kendall poznał dziewczynę od nowa. 

- No, no. Świetnie wyglądasz! - zachwycił się Carlos.

- Nie poznałbym Cię na ulicy, taka zmiana.

- Dziękuję, naprawdę Wam się podoba? - uśmiechnęła się szeroko, nie myślała już o dzisiejszej wizycie u lekarza.

- Pamiętacie, że w Boże Narodzenie jedziemy do Naszych Rodziców, zapraszają wszystkich, więc nie ma żadnej odmowy! - wygłosił Carlos.

- No raczej, ale Sylwester jest u Nas i to dopiero będzie gorąca impreza! - James miał w głowie idealny plan.

- W święta wszyscy rozjeżdzają się do domów? - zapytała Bella.

- No niestety, ale jest jeden plus w Boże Narodzenie jedziemy do Waszych Rodziców! - ucieszyła się Alice.

- Świetnie. - powiedział Kendall.

- Coś się stało? - zapytał James.

- Odkąd moi Rodzice się rozwiedli, oboje spędzają święta osobno. Każde w swojej Rodzinie, a ja znowu będę siedział w domu sam przed telewizorem i oglądał Kevina.

- Przyjedź do Nas! - zaproponował Carlos. - Rodzice nie będą mieli nic przeciwko temu, ucieszą się, im Nas więcej tym weselej.

Kendall trochę się obawiał. Nie był pewny, czy rodzice jego Przyjaciół zgodzą się na taki pomysł. Carlos chciał zaprosić także Scarlett, ale nie był pewny czy dziewczyna się zgodzi. Odsunął się lekko na bok, i napisał wiadomość do dziewczyny. 

- Może zrobimy tematycznego Sylwestra? - zaproponowała Eliza.

- Tematyczny? - Przyjaciele spojrzeli lekko skrzywieni na dziewczynę.

- Możesz wytłumaczyć jak to ma wyglądać?

- No normalnie. Wybieramy jakąś epokę muzyczną, lata 70, 80 albo 90! Wiecie to będzie świetna impreza, taki inny sylwester.

- Jakoś nie mam wizji na takiego sylwestra. - James się skrzywił.

- Taka impreza to będzie dobra, ale nie teraz już mam kreację więc nie chcę już niczego zmieniać. - uśmiechnęła się Alice.

- No dobra, ale już mam pomysł na następną imprezę.

- Pewnie będzie dużo osób. Trzeba podzwonić po znajomych, żeby nic nie planowali .

- Skoczę zadzwonić do Coltona. - Bella szykowała się do pójscia na górę.

- Coltona nie będzie, musi kręcić film na Hawajach, więc nie będzie mógł przyjechać.

- Dziękuje za wiadomość. - dziewczyna posmutniała. - Dobra, ja będę szła na górę. Jestem zmęczona. Na razie.

Kilka dni później wszyscy już od samego rana pakowali się w nieziemsko szybkim tempie, aby dotrzeć do Rodziców. Kendall miał pewne obawy, przed tymi świętami. 

- Cześć. Możemy pogadać?

- Jasne. Wchodź. - Bella spakowała się w małą torbę.

- To Twoje bagaże? - zdziwił się Blondyn.

- No tak. Nie jedziemy tam na baardzo długo, więc dużo rzeczy też mi nie potrzeba. No dobra, o czym chciałeś porozmawiać? - zapytała, przeglądając ciuchy.

- Nie jestem pewny, czy mogę z Wami jechać. To są wasze święta, a ja nie chcę się wam wpychać. - nerwowo bawił się palcami.

- Uprzedziłam już Rodziców, że przyjedziesz nie mają nie przeciwko temu. Zgodzili się.

- Dzięki. - Kendall posłał dziewczynie szeroki uśmiech, gdy wstawał zauważył kartkę ze szpitala, zerknął jednym okiem ale nie przeczytał dokładnie tego co było tam napisane.

Bella widząc to, szybkim ruchem ręki zabrała kartkę jak najdalej wzroku Kendalla. Nie chciała, żeby chłopak widział co tam jest napisane.. Chociaż z drugiej strony chciała komuś o tym powiedzieć. 

- Widziałam, że patrzyłeś na kartkę. - zgniotła ją lekko w ręce.

- Nie nie. Tak tylko zerknąłem, nie chce być wścibski. - odwrócił wzrok.

- Proszę. przeczytaj Sobie. - Bella podsunęła mu zmiętą kartkę.

- Ale przecież to.. - spoglądał na Bellę i na kartkę. - Jak to możliwe? - zdziwił się.

- Tak. Nie mogę mieć dzieci. To boli ale nie wiem jak ja Sobie z tym poradzę.. - Bella posmutniała. - Widocznie musiało tak być, może i są na to jakieś leki albo sposób żeby Sobie z tym poradzić, ale ja nie umiem. - łza spłynęła po policzku dziewczyny. - Nie chcę myśleć o tym teraz, mamy święta więc musimy się pakować i jechać do Rodziców. - dziewczyna rzucała wszystko co popadnie do torby.

- Dobra, to ja już pójde. - Kendall zostawił dziewczynę w spokoju i wyszedł.

Bella rzuciła część ubrań na podłogę i zsunęła się na podłogę. Schowała twarz w dłoniach i zaczęła płakać. Kendall obrócił się na pięcie i wrócił do pokoju, Belli. Stanął w drzwiach, tak bardzo chciał ją przytulić i pocieszyć ale wiedział, że nie może tego zrobić. Więc z powrotem wrócił do pokoju i zaczął się pakować. Po skończonym pakowaniu, przyjaciele zeszli na dół wszyscy chcieli podzielić się jeszcze opłatkiem zanim rozjadą się po domach. 

* Naprawdę nie mam czasu, żeby wstawiać rozdziały regularnie.. Ale staram się, także odwiedzać wasze blogi, czasami zapomnę napisać komentarz ale czytam. I obiecuję, że się poprawie! Jak mijają ostatnie dni Listopada? Czujecie już magię świąt? ^^ .

środa, 9 listopada 2016

Part 68.

Carlos połamał opłatek i położyć na małym śnieżnobiałym talerzu, wszyscy podeszli i wzięli kawałek. W tle leciała kolęda, można było poczuć klimat świąt. Nikt nie chciał przerywać takiej ciszy, ale w końcu Logan zabrał głos. 

- Chciałem wam powiedzieć, że ten rok był naprawdę świetny! Mam cudowną narzeczoną, wspaniałych kumpli bez których ten rok nie byłby tak świetny jak inne, no nie wiem co mam Wam jezcze powiedzieć. Oprócz tego, że życzę Wam Wesołych Świąt!

- To nie jest jeszcze Sylwester, więc po co takie wyznania? - zaśmiał się James.

- Zapewne można powiedzieć coś jeszcze do tego co mówił Loggie. - powiedział Kendall i zmierzył wzrokiem Jamesa. - Ten rok był bardzo dobry, chciałbym aby było więcej takich i oby było. Nadszedł czas aby podzielić się opłatkiem i ruszać w drogę, w końcu przed nami daleka podróż. 

Gdy nikt więcej nie chciał nic mówić, wszyscy zaczęli łamać się opłatkiem, Bella podchodząc do Jamesa czuła się lepiej, ale nie wiedziała co ma powiedzieć chłopakowi, chciała życzyć mu wszystkiego co dobre, ale lekko się obawiała. 

- Alice. - Carlos uśmiechnął się do dziewczyny. - Chciałem Cię przeprosić za ten pocałunek. - szepnął na tyle cicho aby dziewczyna usłyszała. 

- To nie jest niczyja wina, tylko chwila słabości. - uśmiechnęła się nieśmiało. - Gdybym tego nie chciała, to bym uciekła, ale zostałam. Cieszę się, że możemy to Sobie wytłumaczyć i zamknąć ten rok. - Wesołych Świąt Carlos. 

- Wesołych Świąt Alice. - połamali się opłatkiem. 

- No i nie wiem co mam Ci powiedzieć. - powiedziała Bella podchodząc do Kendalla. 

- Wesołych Swiąt! - szepnął i musnął jej policzek.

Po podzieleniu się opłatkiem, każdy rozjechał się w swoją stronę, w samochodzie Carlosa leciały kolędy, chłopaki siedzieli z przodu a Bella znalazła miejsce z tyłu. Nie mówiła nic za to chłopaki nie mogli się nagadać. Cały czas o czymś mówili, w końcu Bella przysnęła.. 

- Coś cię łączy z moją siostrą? - niespodziewanie zapytał Blondyna Carlos.

- Nie, skądże? - odpowiedział jednym tchem. - Lubię ją i to wszystko. - spojrzał przez okno na migające światła.

- Mnie tam nic do tego, ja chcę aby była jedynie szczęśliwa. - zerknął w lusterko sprawdzić czy śpi. - Wiem, że dużo przeszła, związek z Jamesa do końca ją rozbił. - zmartwił się. - Ale nie chcę zeby znowu coś przykrego ją spotkało.

- A Colton? Co z Nim?

- Nie może na razie przyjechać, ma kilka ważnych kontraktów. Ale piszą do Siebie, podobno ma wyjechać na drugi koniec świata, jakaś wielka produkcja. - wzruszył ramionami. - Obudź Bellę, jesteśmy na miejscu.

- Jasne. - Kendall kiwnął głową i ujrzał bardzo ładny dom, ozdobiony mnóswtem lampeczek, widać go było z daleka. - Bella, wstawaj jesteśmy na miejscu.

- Tak? - powiedziała zaspanym głosem i wyszła z samochodu.

Gdy Bella, Kendall i Carlos przeszli przez drzwi od razu poczuli zapach świątecznych pierników. Kendall też poczuł się jak we własnym domu, za czasów dzieciństwa gdy razem z braćmi ubierali choinkę a Mama piekła ciastka które Tata pomagał jej dekorować. Lecz odkąd się rozwiedli Kendall rzadko do Nich jeździ odkąd Kenneth nie żyje Kevin także przestał odwiedzać Rodziców. Oni także rzadko kontaktują się z synami, ale Kendallowi to nie przeszkadza. Podczas kolacji było mnóstwo śmiechu, nikt nie narzekał, każdy się uśmiechał. A Kendall poczuł się jak w domu. 

- Zaśpiewajmy coś! - krzyknęła Rose, najmłodsza uczestniczka Wigilii. - A potem zobaczymy czy Mikołaj coś przyniósł.

- A byłaś grzeczna? - zapytała Bella.

- Tak! - wstała na krześle. - Mamusia moja Ci powie. - wskazała na Ciotkę Lauren.

Gdy Rose zaczęła śpiewać Carlos i Kendall poszli do auta, żeby zabrać prezenty i położyć je pod choinkę, tak aby nikt nic nie widział. Chciał zrobić niespodziankę małej Rose, która wyczekiwała Mikołąja. Świąteczna atmosfera trwała do późnej godziny niestety Rose nie doczekała się Mikołąja, i zasnęła. Wszystkie Panie zaczęły sprzątać po kolacji, gdyż następnego dnia miała się zjechać cała ekipa. Rodzice rodzeństwa też się cieszyli, że zobaczą znowu Przyjaciół. Po skończonym sprzątaniu Bella zarzuciła na Siebie duży szal i wyszła na taras odetchnąć świeżym powietrzem. 

- mhmm. - mruknęla. - Tak. To jest wspaniały wieczór. - spojrzała na małą świecącą gwiazdkę i szepnęła. - Wesołych Świąt Colton, Wesołych Świąt. - uśmiechnęła się po czym dostała SMS-a z życzeniami od Coltona. - uśmiechnęła się i zrobiło jej się cieplej na sercu.

Spojrzała jeszcze raz na gwiazdkę i pomyślała tym razem o Kendallu i Jamesie. 

- Dziękuję jeszcze raz za zaproszenie. - powiedział wyłaniający się Kendall.

- Przestraszyłeś mnie. - podskoczyła do góry. - Czego nie śpisz? - zapytała.

- Chciałem zaczerpnąć świeżego powietrza przed snem, a Ty co tutaj robisz?

- To samo co Ty. - spojrzała na chłopaka, a w jego oczach odbijały się gwiazdy. - Cieszę się, że jesteś z Nami tutaj. - przytuliła chłopaka. - Ale czas już chyba spać, jutro przed nami ciężki dzień, zjedzie się cała ekipa.. - zaśmiała sie. - Dobranoc Kendall. - wspięła się na palcach i cmoknęła chłopaka w policzek.

Kilka dni później. 

- Kiedy my to wszystko zjemy? - załamał się James. 

- Ja się cieszę, że przyjechaliście do Nas! A jedzenie poszło szybko. - ucieszył się Carlos. 

- Carlos. A zapraszasz swoją dziewczynę na Sylwestra?

- To nie jest moja dziewczyna. Na sylwestrze będzie. Obiecuję. - ucieszył się na samą myśl. - Wychodzisz? - Carlos otrząsnął się i zobaczył Bellę która ubierała bluzę. 

- Tak. Idę na casting, do filmu stram się o główną rolę. - poprawiła włosy. 

- Co to za film? 

- Dziewczyna z biednej rodziny chcę zostać gwiazdą muzyki, ale jej Ojciec alkoholik i tyran nie pozwala jej zrobić kariery, rodzeństwo dawno się wyprowadziło a Ona ma dopiero 16 lat, jej Matka umiera za co Ojciec ją obwinia. Biję ją i znęca się nad Nią a do tego jest prześladowana w szkole. Gdy Ojciec znajduje Sobie nową kobietę dziewczynę wyrzuca z domu.

- To muszę obejrzeć. - powiedziała Alice. 

- Jeżeli dostanę rolę, macie miejsce w pierwszym rzędzie. 

Kilka dni przed Sylwestrem chłopaki mieli trochę wolnego czasu, a Bella chodziła na plan zdjęciowy była szczęśliwa, bo udało jej się dostać rolę. Jej film powoli dobiegał końca postanowiła zmienić tytuł na coś bardziej innego. Nowy tytuł miał brzmieć inaczej niż wszystkie chciała zachęcić widza, aby wracał do Niego co jakiś czas. W drodze na plan zdjęciowy wpadł jej do głowy świetny tytuł, który od razu zapisałą na telefonie.. ' Życie - podróż do śmierci ' . Bella uśmiechęła się pod nosem i dalej szybkim krokiem poszła do studia. 

Cześć,
Myślę, że wrócę do starej nazwy bloga.. Ponieważ, może część zapomniała albo nie chce już czytać mojego bloga, ponieważ jest nudny i nic się nie dzieję. No cóż, każdy ma jakieś swoje wyobrażenia.. Ale stara nazwa powraca..
http://in-the-spotlight-with-bigtimerush.blogspot.com/ .
Dziękuję, tym którzy zostali i tym którzy wracają!
♥.

niedziela, 16 października 2016

Part 67 .

Przyjaciele po koncercie w Polsce powrócili do swojego szarego życia w Los Angeles. Bella jak zapowiadała, tak też zrobiła. Zaczęła pisać swoje teksty, i chciała zacząć od nowa. Myślała nad wyjazdem gdzieś dalej, ale nie chciała zostawiać Przyjaciół.

Bella. 

Chciałam z Wami porozmawiać, ale nie wiem od czego zacząć.. Nie to jest zbyt banalne, przecież Oni chcieli ze mną porozmawiać a nie ja z Nimi. Nie ma co się spinać, no pójdę do Rodziców, to będzie najlepsze rozwiązanie.

- Bądź za kilka minut na dole, chcemy powiedzieć coś ważnego wszystkim. - Alice szybko i krótko oświadczyła, że chcę mnie widzieć na dole.

- Jasne. - uśmiechnęłam się szeroko. - Dobra. Wezmę tylko torebkę, i zaraz będę schodziła. - pomyślałam. - No i przy okazji odwiedzę Rodziców.

Na dole byli już wszyscy, nie spodziewałam się niczego o co może chodzić Alice i Loganowi. Miałam przeczucie, że może chcą się wyprowadzić, no nie. Tego bym nie przeżyła.. Załamała bym się, moja ulubiona przyjaciółka chcę mnie zostawić? Szok. Mam jeszcze Elizę ale Ona nie jest taką prawdziwą przyjaciółką, szczególnie teraz jak jest z Jamesem.. Moment, mam jeszcze Evę i Lisę. One też są, ale jednak Alice to Alice.

- Jako, że są już wszyscy to chcieliśmy Wam coś powiedzieć. - przyspieszony oddech Logana i zbyt śmiała mina Alice, były przerażające. - Zaczniesz? - Logan szturchnął dziewczynę.

- Okej. - szepnęła. - Słuchajcie. Jako, że jesteśmy wszyscy razem chcemy Wam powiedzieć, że ustaliliśmy datę ślubu jak na razie cywilny ale to zawsze coś. Będzie małe przyjęcie, oczywiście liczymy na wasze przyjście.

- No świetnie! Cieszymy się! - wszyscy zaczęliśmy gratulować Alice i Logana. - No a kiedy to przyjęcie, bo nic nie wiemy. - zapytał James siadając z powrotem na swoim miejscu.

- Datę już mamy, jest to 28 sierpień, końcówka lata ale początek naszego wspólnego życia. - powiedział dumny z Siebie Logan.

- Gratuluję Wam z całego serca, ale  muszę Was przeprosić bo mam wizytę u Rodziców a potem następna wizyta z Mamą u lekarza. Przepraszam Was, ale już muszę lecieć. Jeszcze raz wszystkiego Najlepszego!

Cieszę się, że Al i Loganowi się powoli udaje, cieszę się ich szczęściem. Szkoda, że ja nie będę mogła mieć takiego szczęścia z chłopakiem którego kocham. No nie, przecież ja go nie kocham, w sumie nie mam kogo kochać a każdy powinien kogoś mieć. Odkąd spotkałam Coltona to wiem, że może z Nim mi się uda.

- Cześć. - weszłam do Rodziców.

- Hej Kochanie! - przywitała mnie Mama. - Taty nie ma, wróci pewnie wieczorem ale chodź usiądź. Napijesz się czegoś? - zapytała zatroskana Mama.

- Nie dziękuję, może później. Miałyśmy iść do lekarza, więc na co czekamy? - zapytałam z niecierpliwością.

- Już, już. Poczekaj niech tylko zrzucę ten fartuch i skoczę po torebkę.

Czekając na Mamę dostałam wiadomość od Coltona, lekko się zmieszałam bo był w LA ale nawet nie zajrzał, a taką miałam ochotę się z Nim spotkać.

- Jestem gotowa, możemy iść.

Nie wiedziałam po co mam iść do tego ginekologa, przecieć ze mną wszystko w porządku.. Ale jak się Mama uprze, to już nie ma zlituj. Więc chcąc czy nie poszłam. Chociaż nie lubię jak jakiś obcy facet zagląda mi tu i tam.. Na samą myśl, miałam ochotę oddać ostatni posiłek, no bo co w tym jest ciekawego. Jak ludzie mogą pracować w takim zawodzie, a jeszcze na dodatek jak jest to stary zboczeniec. Ughh. Aż nie mam ochoty tam wchodzić.

- Pani Isabella Pena, proszona do gabinetu. - powiedziała miła kobieta, a ja od razu przełknęłam ślinę.

Kendall. 


No i niestety, mój zwiazek z Leną dobiegł końca, więc zaczynam życie od nowa. Może nie trwało to długo, no ale zdążyłem się przyzwyczaić, że kogoś mam.

- Robimy dzisiaj imprezę, więc musicie się przygotować. - powiedział Logan.

- Jaką imprezę? - zdziwiłem się.

- Z okazji zaręczyn, no przecież to trzeba jakoś uczcić. - pokiwał głową Carlos.

- Myślisz, że tak szybko uda Ci się zaprosić ludzi i zorganizować jakieś jedzenie i całą resztę? - odpowiedziałem nie pewnie.

- No wiesz. - Logan poruszył brwiami. - Ma się znajomości to i ma się całą resztę. Impreza jest dzisiaj o 19, więc mamy dużo czasu do zorganizowania jeszcze trochę jedzenia i ogarnięcia wystroju.

Impreza, imprezą ale to może i dobry pomysł i sposób na poznanie nowej dziewczyny. Tak się też składa, że będą znajomi Alice no i jeszcze wiele innych osób, a to jest dobra okazja aby poznać miłą dziewczynę.

Bella.

- Zapraszam po wyniki jutro bądź pojutrze, a na dzisiaj to koniec. - powiedział lekarza. - Dziękuję i Do widzenia. 


- Do widzenia. - wstałam i wyszłam z gabinetu. - Mamo teraz Ty. - uśmiechnęłam się szeroko. - Będę czekała na dole w aucie. 

Zeszłam na dół do samochodu. Wiedziałam, że badanie chwile potrwa postanowiłam zadzwonić do Coltona, ale nie odbierał, próbowałam kilka razy, ale nic. Gdy Mama szła w stronę samochodu dostałam wiadomość, ucieszyłam się, że w końcu mógł się odezwać.

- Coś się stało? - zapytała Mama. 

- Nie, nic takiego jedziemy? - spojrzałam na kierownicę. 

- Tak, tak. To jakiś chłopak? - zapytała zerkając w moją stronę. 

- Colton. Pamiętasz go pewnie, przyjechał na wakacje ale teraz znowu wyjechał, bo kręci film a najgorsze jest to, że nie będziemy się widzieć kilka tygodni bo jest teraz we Włoszech. - posmutniałam. 

- Może zostaniesz dzisiaj na noc? Mam takie małe spotkanie, przyjdą Mamy chłopaków, chcemy porozmawiać i w ogóle. 

- No dziękuje, ale jednak wrócę do domu, nie chcę Wam przeszkadzać. - powiedziałam i udałam się do drzwi wyjściowych.

- Kochanie, jeżeli masz jakiś problem to możemy porozmawiać.

- Mamo nie mam żadnych problemów, a jeżeli coś powiedział Ci Carlos to gorzko tego pożałuje.. - skrzywiłam się. - Zostanę w domu w Przyjaciółmi, no to będę leciała. Cześć.

Problem? No czy każdy myśli, że mam jakiś problem? Kurde. Nie mam żadnego problemu. Nie spieszyło mi się bardzo. ale chciałam wrócić zanim zrobi się ciemno. Z daleka można było usłyszeć muzykę, powoli wczuwałam się w rytm.

- Bella?! - krzyknął Logan. - Co Ty tutaj robisz? - mocno się zdziwił.

- Mieszkam. - spojrzałam na Niego z gniewem. - Przeszkodziłam Wam w czymś?

- Nie. Ale lekko się zdziwiłem, bo miałaś zostać u Mamy.

- Aha. Czyli jednak przeszkadzam. Przepraszam, zamknę się w pokoju i nie będę nigdzie wychodziła, jeżeli to taki problem. - podniosłam głos.

- Co się dzieję? - Alice zajrzała do przedpokoju.

- Chyba Wam w czymś pzeszkodziłam, bo Loganowi przeszkadza, że wróciłam. Ale nie martw się mogę zamknąć się w pokoju i położyć się spać. - uprzejmie odpowiedziałam.

- Logan po prostu się lekko stresuję, bo zrobiliśmy małą imprezę a nie chciał żeby przyszedł ktoś kogo nie zaprosił.. Jak na przykład jego kuzyn który teraz przyjechał. Nie przepada za Nim bardo. - wytłumaczyła Alice. - Ale Ty teraz skocz się przebrać, bo zaraz zacznie się impreza.

- No dobra.

Kendall. 

No, no nie spodziewałem się tak dużej liczby osób, ale lepiej dla mnie. Cieszę się, że poznam nowe osoby i jeszcze lepiej, że będa to nowe i miłe dziewczyny. Alkohol lał się strumieniami, a ja też mogłam Sobie pozwolić. 

- Mogę? - zapytałem Belli która siedziała na huśtawce. 

- Jasne, siadaj. - powiedziała i napełniła kolejny kieliszek wódką. - Co tam? - zapytała przechylając kieliszek. 

- Wszystko w porządku, a u Ciebie? 

- Rozstałem się z Leną i myślałem, że nie będzie tak źle, ale może teraz coś jakąś puskę odczuwam. Trochę mi szkoda. A Ty jak się czujesz po rozstaniu z Jamesem? 

- Jakoś Sobie radzę, jak nikt nie widzi płacze ale cicho żeby nikt nie słyszał. Ciągle chyba za Nim tęsknię, ale nie mogę z Nim porozmawiać bo cały czas jest obok niego Eliza.A tak bym chciała, mu powiedzieć, że nadal coś do Niego czuję. Wiesz jak to jest? Jeżeli nie możesz z kimś być, a bardzo byś chciał chociaż spędzić chwilę w jego objęciach, poczuć smak jego ust. 

- Wiem jak to jest. - kiwnąłem głową. 

- Skąd? - zdziwiłam się. 

- Myślisz, że nie miałem ochoty nigdy z Tobą nigdzie pójść. - zawstydziłem się. 

- Zabawny jesteś, ja tyle razy chciałam Cię gdzieś zaprosić, to głupie ale bałam się, że mi odmówisz. - zaśmiała się. 

- Tutaj jesteście! - Alice wybiegła na dwór. - Chodźcie bo zaraz będziemy pić nasze zdrowie! 

- Już idziemy. - weszliśmy do środka, muzyka trochę ucichła i Logan zaczął swoje przemówienie.

Logan opowiadał jak to się poznali z Alice, o ich związku i całej historii. Wszyscy byli zachwyceni ale Belli chyba się trochę nudziło więc wymknęła się cicho na świeże powietrze. Chyba nie wyszła sama, bo była w towarzystwie zgrabnej i czystej jak łza pięknej butelki wódki. Możliwe, że za dużo wypiłem, ale mam dobry humor.

- Znudziło Ci się przemówienie Logana?

- Słyszałam wersję Alice kilka razy, więc wersja Logana jest podobna. - westchnęła głośno. - Chociaż chętnie bym ich posłuchała, lubię jak opowiadają o swojej miłości. W ogóle lubię jak ktoś mówi o swojej miłości, jak się poznali i takie różne to takie miłe słuchać jak ktoś jest szczęśliwy, chociaż nie każdego stać na takie szczęście jak teraz na przykład mnie. Chociaż bardzo chętnie bym porozmawiała szczerze z Jamesem.. Ale nie wiem czy ta szczera rozmowa nie spowoduje u mnie jakichś uczuć do Niego.

- Powinniście Sobie wszystko wytłumaczyć jeszcze raz.

- Już raz to zrobiliśmy. - spojrzała na mnie. - Nie chcę powtarzać tego błędu jeszcze raz.

- Ale On ma dużo do powiedzenia.

- O wilku mowa. - zaśmiałem się i spojrzałem na Bellę, miała wielką ochotę odejść.

- Zostawię Was samych. - poszedłem i dodałem otuchy Belli, ale chciałem podsłuchać o czym rozmawiają.

- Możemy porozmawiać? - zapytali równocześnie. - Zacznij. - James odezwał się pierwszy.

- Chciałeś pogadać więc mów. - Bella spojrzała na chłopaka, po czym poszli na krótki spacer.

- Zacznij pierwsza. Bo zazwyczaj jest tak, że Facet zaczyna a potem wychodzi coś całkowicie na opak.. Chciałaś powiedzieć pierwsza a ja Cię wyprzedziłem. A jak będę miał coś do powiedzenia, to pozwolisz. że Ci przerwę.

- Wiem, że już o tym rozmawialiśmy ale ostatnio dużo myślałam o Nas. - spojrzała na Jamesa. - Tak wiem, nie ma Nas ale ja jednak chcę to jeszcze raz wytłumaczyć. W głębi serca nadal Cię kocham, ale to nic nie znaczy bo Ty jesteś już z Elizą. Cieszyłam się na początku, że ma kogoś. Ale jak się dowiedziałam, że tą osobą jesteś Ty załamałam się. Nie chciałam żebyście byli razem, to boli jak Przyjaciółka spotyka się z Twoim byłym chłopakiem i to w tak szybkim czasie. Ale to i tak inna historia, bo związałeś się z Nią jak byliśmy razem. Ja Ciebie nigdy nie zdradziłam, a Ty?

- Ja Cię bardzo Przepraszam, wiem, że źle zrobiłem ale to była chwila dla mnie to miało być jednorazowe, jak plastikowe kubeczki. Mogłem to później zgnieść i odpowiednio wyrzucić do specjalnego pojemnika, ale potem ten plastik stał się mocniejszy.. Nie dał się tak łatwo wyrzucić, został ze mną, chciałem zapomnieć ale się nie dało. To było mocniejsze ode mnie.

- Ze mną też tak było? - spojrzała na chłopaka zaszklonymi oczami.

- Z Tobą było inaczej, jak tylko Cię zobaczyłem zrozumiałem, że kocham Cię ponad życie i chcę być z Tobą, byłaś moją Bellą, moją kruchą i delikatną Bellą. Kobietą z która chciałem spędzić reszte życia. Wiem, że to nie odpowiedni moment ale chciałem Ci się oświadczyć. Chciałem. Ale nie umiałem, wszystko było przygotowane nawet to.. - sięgnął do kieszeni bluzy i wyciągnął małe złote pudełeczko w kształcie bombki.

- Co to jest? - zmarszczyła brwi z ciekawości.

- Proszę. Otwórz. - podał jej pudełeczko.

- Jest piękny. - zahipnotyzowana wpatrywała się w pierścionek. - Piękny. - zamknęła pudełko i wręczyła je Jamesowi.

- Nie. Zatrzymaj to dla Siebie, nie chcę aby ktoś inny go nosił. Jest wyjątkowy jak Ty i chcę żebyś go zatrzymała. Nie musisz go nosić, ale zatrzymaj go, będę mógł spokojnie spać wiedząc, że jest w dobrych rękach.

- Czuję się, jakby to była propozycja do dalszego życia w którym ujmujesz także mnie. Pamiętaj, że zawsze będziesz dla mnie kimś ważnym bez względu na to jaką podejmiesz decyzję. Możesz spełnić jeszcze moje ostatnie życzenie? - spojrzała i zapytała z nadzieją.

- Słucham. - zastanowił się zanim to powiedział.

- Nie. To jednak głupie. - pokręciła głową.

- Powiesz jak już zaczęłaś. - uśmiechnął się i spojrzał na dziewczynę.

- Jeżeli będę chciała, to pocałujesz mnie ostatni raz? - przekręciłą głowę na bok i czekała na odpowiedź.

- Jak to jest Twoje życzenie to zgadzam się. - uśmiechnął się. - Jeżeli już wszystko mamy wyjaśnione, to może chodźmy do domu zanim ktoś się zorientuję, że Nas nie ma.

Powoli się zastanawiałem gdzie to Oni poszli, na szczęście wrócili niebawem zanim goście i reszta zaczęli się o Nich wypytywać. James wrócił do Elizy a Bella ponownie usiadła na huśtawce i wróciła do poprzedniego zajęcia. Wyciągnęła butelkę wódki, otworzyła ją i łapiąc za szyjkę brała głębokie łyki co chwilę łapiąc oddech. Widząc jej minę byłem lekko oszołomiony tym, że ciezyła się jak małe dziecko. Każdy łyk widocznie ją uspokajał, ale i z każdym łykiem chwiała się coraz bardziej.. Impreza powoli się kończyła a nasza Bella miała coraz bardziej chwiejny krok.

- Bella jak jeszcze coś wypiję to nie będzie dobrze. - szepnąłem do Alice.

- Wiem, chodź pomożesz mi ją zaprowadzić do pokoju.

Razem z Alice poszliśmy po Bellę, dziewczyna ledwo co stała na nogach a to co mówiła nie miało najmniejszego sensu.

- Alice. Pójdziesz jutro ze mną do lekarza. byłam z Mamą ale idziesz ze mną bo musisz. I pójdziemy na zakupy, a ja muszę iść do fryzjera chcę wyglądać lepiej, muszę poderwać chłopaka. - spojrzała na mnie. - Kendall zatkaj uszy bo mówię o chłopaku. - bełkotała pod nosem. - Idziemy chodź.

Zaprowadziliśmy Bell na górę po czym zeszliśmy na dół. Chwila sprzątania trochę śmiechu i mogliśmy też spokojnie pójść spać.

Chyba część czytelniczek nie wie, że wróciłam.. Ale JESTEM! Podkreślam to grubą kreską. Cieszę się, że jestem i mogę coś zawsze skrobnąć. Odwiedzam Was na ask`u zawsze zostawię znak, ale to może nikt już tego ni używa. Tak czy siak, ze względu na to czy czytacie czy też nie, to i tak poprowadzę historię do końca. A potem spróbuję kontynuować drugiego bloga którego kiedyś miałam.. Ale to inna historia.
Wattpad - Bardzo fajna aplikacja, polecam ! 
♥.

piątek, 30 września 2016

Part 65.

Narrator.

Chłopaki zaczęli próbę, a raczej ją kontynuowali. Każdy z nich chciał wypaść jak najlepiej. Logan prawie nie skręcił Sobie kostki, robiąc salto ale to wina Carlosa który był w nie odpowiednim miejscu, chłopak nie fortunnie podszedł za blisko kolegi. Od razu wybuchła awantura..

- Uspokójcie się! - krzyknęła Eva. - Nie mamy czasu na kłótnie, jeżeli chcecie aby wszystko wyszło dobrze musicie się zgrać, a nie urządzać cyrk. Martin jakby to widział, to nie chcę nawet mówić co by się działo. Więc wracamy do prób..

Chłopaki spuścili głowy w dół i wrócili do próby, chcieli aby wszystko wyszło jak najlepiej. Po kilku godzinach ciężkich starań zmęczeni i wykończenie wrócili do domu jedyne o czym marzyli to prysznic i łóżko.

- Może coś do jedzenia? - odezwała się Alice.

- Nie dzięki. Martin nas totalnie wykończył, nie mam nawet siły jeść. - skarżył się Carlos.

- Dobra. To idźcie się położyć, a ja to zaraz schowam. - kiwnęła głową Alice.

- A gdzie Bella? - rozejrzał się Logan. - Nie pomoże Ci? - zastanowił się.

- Wyszła na spacer. - powiedziała wchodząca Lena. - Kochanie masz już gotową kąpiel. - uśmiechnęła się szeroko do Kendalla.

- Dziękuję. Ja będę leciał. - wstał i poszedł na górę.

Chłopaki bez namysły zrobili to samo co ich kumpel, ociężale ruszyli po schodach na górę mimo, że było to zaledwie kilka schodków to dał nich był to sam czubek góry.

- Wiesz, że Bella wcale nie jest na żadnym spacerze? - pokiwała głową Alice.

- No a co miała powiedzieć? Że po tym jak Colton pojechał upiła się i śpi zalana w trupa w pokoju? No przestań. - machnęła dłonią Eliza.

- Ona ma problem.. I trzeba jej to powiedzieć! Ona sama Sobie z tym nie poradzi, musimy pogadać o tym z Carlosem. Ale to już po koncercie, bo teraz nie mają do tego głowy.

- Laski! Idziemy spać przed nami ciężki dzień, także ja się zmywam a z Bellą jeszcze porozmawiamy. - uśmiechnęła się Alice. - Jak rano wytrzeźwieje to wtedy porozmawiamy..

Wszyscy byli na maksa zmęczeni, ale to dopiero początek. Koncert chłopaków w Polsce to naprawdę wielki sukces. Carlos wstając rano zajrzał do Belli. Nie chciał jej obudzić więc tylko podszedł do Niej i lekko pocałował ją w czoło. Ale nagle jeden wielki smród odrzucil chłopaka od siostry.. Z nie smakiem zszedł na dół.

- Od Belli czuć alkohol. - poskarżył się do siedzącego Jamesa.

- Niemożliwe. - pokiwał przecząco głową.

- To idź do Niej do pokoju i podstaw nos pod usta. Poczujesz.

Dziękuję. - uśmiechnął się szeroko. - Ale możesz z Nią porozmawiać, może ma jakiś problem?

- Wątpię. - zaśmiał się. 

Chłopaki porozmawiali chwilę o Belli, miał nadzieję, że to jest tylko jeden mały wybryk. Ale to tylko początek góry lodowej.. Sprawa jest znacznie większa. Bella otworzyłą oczy, przeciągnęła się i głośno westchnęła. Po czym poszła ogarnąć się do łazienki. W wyśmienitym nastroju zeszła na dół gdzie siedział już Carlos i James.

- Cześć! - uśmiechnęła się szeroko i zajrzała do lodówki. - Jak tam próby? - zamknęła lodówkę.

- Musimy porozmawiać. - Carlos wziął głęboki oddech.

- Oj. Brzmisz groźnie. - zaśmiała się. - Co się dzieję? - zapytała.

- Masz problem. - powiedział James.

- Jaki?

- Alkoholowy. - powiedział poważnie i usiadł obok Niej.

- haha.. - wybuchła głośnym śmiechem. - Alkoholowy? No proszę Cię, nie mam żadnego problemu a to, że czasami lubię Sobie wypić to nie znaczy, że mam jakiś problem. - spoważniała. - Jesteście zabawni. Nie mam czasu, muszę iść. Na razie. - poszła na górę i zamknęła się w swoim pokoju. - No co za pomysł.. dziewczyna wzruszyła ramionami i sięgnęła po małą butelkę którą chowa za poduszką. - Uch. Czas ruszać na zdjęcia. - podniosła się, wzięła swoją kurtkę ale przerwał jej dźwięk dzwonka.

- Wyśmiała Nas. - Carlos lekko się skrzywił.

- Cześć. - na dół zeszła Alice i Logan. - Co się dzieje?

- Rozmawialiśmy z Bell, a Ona nie daje Sobie nic wytłumaczyć. Po prostu wszystko ignoruję, i nie wie, że ma prawdziwy problem.

- Ona ma problem. - powtórzył Logan.

- Nie wiem co Sobie wyobrażasz ale to koniec! - krzyknęła rozchisteryzowana Lena.

- Świetnie! - krzyknął schodzący Kendall. - Resztę ciuchów mozesz odebrać, jak mnie nie będzie w domu!

- Świetnie! - Lena wyszła trzaskając drzwiami.

- Rozstaliście się? - delikatnie zapytał James.

- Tak. I bardzo dobrze, bo już miałem tego dosyć. Jej agent z którym się spotkała zaoferował jej długi kontrakt, no a Ona go przyjęła. Bo dużo zarobi, ale najlepsze z tego wszystkiego jest to, że Ona przez dłuższy czas z Nim utrzymywała kontakt . Ździra. - podsumował.

- Wybaczcie Sobie, byliście fajną parą.

- Nie ma mowy.. - pokiwał przecząco głową.

- Szlak! - z góry zeszła zdenerwowana Bella.

- A tej co się stało? - zapytał Kendall.

- Zaraz się dowiemy. - podrapał się po głowie Logan.

- Co się stało? - zapytał z ciekawości James.

- Żadnego filmu nie będzie, bo wszyscy którzy się zaangażowali teraz się wycofali, no a nie będę sama na to tyrała.. - spuściłą głowę. - Lecz jest jeden plus, bo odzyskam swoje pieniądze. A z filmu nici. - głośno westchnęła. Ale to nic, wracam do muzyki i zacznę zajmować się fotografią. Więc odpuszczam film.

- Dlaczego? Przecież tak dobrze Ci szło. - powiedziała Alice.

- No może znajdzie się ktoś jeszcze, kto Ci w tym pomoże.

- Dobra. Ja śmigam mam wizytę u kosmetyczki. Sorry.

- Wracając do naszych problemów. - rozpoczął Logan. - Jako, że nie chcę się wymądrzać ale mam większe doświadczenie w sprawach prowadzących to pozwolicie, że zacznę od sprawy która była na początku. Chodzi Nam teraz o Bellę, która popadła w alkoholizm. Jest na to kilka wytłumaczeń. Choćby na przykład związek z Jamesem, problem z filmem albo no cóż nic więcej nie mogę wymyślić. Ale gdy tylko coś wymyślę to na pewno dam wam znać.

- Obwiniasz też mnie? - James się oburzył. - Nie mogę nic na to poradzić, że moje serce pokochało kogoś innego.

- Nikt Ciebie nie obwinia. - Kendall poklepał kolegę po ramieniu.

- Ale Bella teraz koresponduję z Coltonem, chociaż wyjechał na potrzeby jakiegoś filmu więc nie bardzo mają jakiś kontakt.

- No tak.

-Hello! - do domu weszła Eva. - Przepraszam, że Wam przeszkadzam, ale musimy jechać na próbę bo inaczej z koncertu nici. A nie chcemy aby nasi fani się rozmyślili.

- Już idziemy. - chłopaki zebrali się razem i wyszli.

Kolejne dni mijały w podobny sposób, a Bella od czasu do czasu sięgała po alkohol. Koncert chłopaków udał się świetnie, a sami artyści byli w wielkim szoku, że publika ich tak miło przygotowała.

* Cześć , cześć.
Mam duuże zaległości w blogach także prosze podajcie mi swoje aktualne blogi będę mogła zacząć się z Nimi poznawać w wolnej chwili. Oczywiście zwracam się do stałych czytelniczek jak i tych 'świeżaków' których mam nadzieję, że będę miała. ( Zapraszam was! Chodźcie do mnie! ) - Taa.. Zawiało desperacją, ale no co? Chcę żeby ktoś poczuł to co czują bohaterowie, wiele cech bohaterów ściągam z życia, ale chyba o to mi chodziło. Stop! Nie będę się tak rozpisywała, może powinnam aktywować photobloga żeby tam opisywać codzienne życie? Stop.. Nie mogę się powstrzymać, przeleję ten potok myśli  i słów na następne rozdziały.
Chyba część czytelniczek, totalnie nie wie, że wróciłam. Powiadomiłam was na ask`u.. Ale to chyba nie wystarczyło. Ale będę pisać dalej!
Piąteczka ! 

piątek, 29 lipca 2016

Part 64.

Kendall. 

Tyle było przed nami prób, a ja nadal czuję wielki stres. Nie umiem tego opisać, graliśmy wiele koncertów ale ten tutaj będzie chyba jednym z tych ważniejszych, można było nauczyć się czegoś po Polsku. Moment, moment. Carlos i Bella coś tam znają. Może by mi coś pomogli, Logan ma też trochę polskich korzeni. Jedynie ja i James to młotki.

- Kendall! - krzyknęła Lena, wchodząc do pokoju. 

- Czego krzyczysz? - zapytałem. - Głuchy nie jestem. 

- Od pół godziny, próbuje zabrać Cię na śniadanie, przychodziłam kilka razy ale nie słuchałeś mnie. 

- Naprawdę? Przepraszam, zamyśliłem sie. - podrapałem się w głowę. - Idę już. - podniosłem się z łóżka. 

- Kochanie. - zatrzymała mnie Lena. - Może załóż na Siebie jakieś spodnie, bo w samych bokserkach nie pójdziesz. 

- oo. - spojrzałem na dół. - Rzeczywiście, to przez ten koncert. - założyłem spodenki i poszedłem na dół. 

- Stresujesz się? - zapytała Eliza. 

- Widać? - zapytałem zdenerwowany. 

- Nie, nie. Ale James ma obawy, że zapomni tekstu i w ogóle. 

- A jak fanki zadadzą nam pytanie, po polsku to jak mamy odpowiadać? - zapytał James.

- Carlos zna polski, Logan też więc nie będzie problemu. - uśmiechęła się szeroko Alice. 

- No ale my też chcemy, coś powiedzieć fankom po Polsku. - oburzyłem się. 

- No a może będą mówiły po angielsku, to będzie lepiej. - pocieszyła Nas Lena. 

- Moment. - zastanowił się Logan. - Przecież Eliza zna Polski, to będzie z Jamesem. Masz problem z głowy. - spojrzał na Jamesa. 

- A ja? - zmartwiłem się. 

- ekhm.. - chrząknęła Lena. 

- Co? - spojrzałem na dziewczynę. 

- Nie zapytałeś mnie o zdanie, czy znam jakieś inne języki i od razu postawiłeś się na przegranej pozycji. - posmutniała. 

- Chiński znasz? - wystrzeliłem. 

- Po co Ci chiński? - zastanowiła się. - Nie ważne, znam mniej więcej Polski. Ze mną nie zginiesz! - poklepała mnie po plecach. 

- Uratowałaś mi życie! - uściskałem mocno dziewczynę. i pocałowałem ją czule. 

- No przestańcie. - pokiwał głową Carlos. - Nie przy jedzeniu. - skrzywił się. 

- Nie szykujecie się do koncertu? - na dół zeszła Bella. - Tak w ogóle to cześć. - machnęła ręką i usiadła. 

- Nie, no musimy coś zjeść, a potem jedziemy na próbę, już Nas wyganiasz? - zaśmiałem się.

- Nie, ale jak się spóźnicie to będzie nie miło. - pokiwała głową. - A tak w ogóle to o której koncert? 

- O 16 miał być, ale Martin uparł się żeby był później, bo musimy wszystko przygotować. - wytłumaczył James. 

- A ja też mam zaproszenie? - zapytała Bella. 

- No tak! Proszę, o to wejściówka za kulisy. 

- Nie jedziesz na lotnisko do Coltona? - zmieniła temat Eliza. 

- Nie. Bo nie lubię pożegnań. - uśmiechnęła się, ale było widać też smutek.

- To kiedy Twój chłopak znowu Cię odwiedzi? 

- To nie mój chłopak! - lekko się zdenerwowała. - Wczoraj byliśmy w wesołym miasteczku, ale to nic nie znaczyło. Dzisiaj wyjeżdżał więc chciała go trochę pocieszyć. 

- A kto się wczoraj za ręce trzymał? - wtrącił Carlos. 

- To tylko taka chwila. - rozmarzyła się. - Co?! Skąd wiesz co robiliśmy? - otrząsnęła się i spojrzała na Carlosa. 

- Ostrzegałem. - kiwnąłem głową. 

- Coś tu jest nie tak. O co Wam chodzi? Ktoś mi to może wytłumaczyć? - zapytałam. 

- James wpadł na pomysł, żeby pojechać do wesołego miasteczka i zobaczyć co robicie. Logan tego odradzał, ale w końcu Ja i Carlos z Jamesem pojechaliśmy, bo musiałam zobaczyć co robisz z Coltonem. Martwiłam się o Ciebie, więc chciałam zobaczyć co robisz. - wytłumaczyła Alice. 

- No nie wierzę. - pokiwała głową. - Jak mogliście mnie podglądać? Nie mogliście, niby wpaść przypadkiem na Nas. To bym zrozumiała, bardziej od tego całego szpiegowania. - zaśmiała się. 

- Zła jesteś? - zapytał Carlos. 

- Nie. To trochę śmieszne, zabawni jesteście. - śmiała się. 

- Hej, hej! Nie ma czasu, a pracy jeszcze przed nami trochę. - powiedział Martin. - Kończymy śniadanie i śmigamy na próbę! 

- Ok! - krzyknęliśmy chórem i poszliśmy na górę, aby zabrać to co jest potrzebne. 

Logan. 


Drapałem się po głowie, bo nie wiedziałem co mam ze Sobą wziąć. Jedno wiem, że muszę się przebrać. Wskoczyć w wygodniejsze ciuchy no i śmigać na próbę. Obmyłem twarz wodą aby dobrze się obudzić, i przygotować się przed koncertem. Oprócz koncertu, muszę jeszcze wybrać dziewczynę z którą pójdę na kolację. Znaczy spędzę dzień. Zrobimy zapewne to jutro, ale i tak się stresuję. Znam słabo Polskę no a jeszcze mam tutaj ją oprowadzić.. A mówić, to już w ogóle. 

- Gotowy? - do pokoju weszła Alice. 

- Już prawie. Nie wiem co mam zabrać, bo nie wiem po prostu nie wiem. - usiadłem na łóżko. 

- Jeżeli jesteś gotowy, to możesz iść. Weź telefon i to co Ci potrzeba. - Alice wrzuciła mi kilka rzeczy do plecaka. - Możesz już iść, bo chłopaki zapewne czekają. - pośpieszyła mnie. 

- Idę. - pocałowałem Alice przelotnie w policzek i wyszedłem. 

- Poczekaj. - do pokoju zaciągnęła mnie Bella. 

- Spieszę się. Nie mam czasu, chłopaki pewnie czekają. - chwyciłem za klamkę. 

- Sekunda. - wyjrzała przez drzwi. - Wiem, że może dużo namieszałam w Twoim życiu, ale chcę to odkręcić. Jesteś moim Przyjacielem, i to jak mówiłam, że Cię kocham to mówiłam na prawdę. Ale teraz Sobie uświadomiłam, że kocham Cię jako Przyjaciela. Nie jako obiekt westchnień czy chłopaka, ale jako Przyjaciela. Zrozumiałam to nie dawno. Więc przepraszam. - wyciągnęła dłoń w moją stronę. 

- Rozumiem. Nie ma sprawy, ale teraz się śpieszę. Wybacz muszę lecieć. - otworzyłem drzwi i wybiegłem na dół. 


Razem z chłopakami szybko wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do szkoły na próbę. Odetchnąłem kilka razy, pokręciłem się w kółko i zrobiłem kilka ćwiczeń. 


James.

Przebrałem się w krótkie spodenki, aby lepiej się poruszać na scenie, kilka przysiadów trochę podskoków, wypuściłem powietrze z płuc i jeszcze na chwilę wyszedłem na dwór żeby odetchnąć świeżym powietrzem. Usiadłem na ławce, wiele koncertów już zagraliśmy ale przy tym stresowałem się bardziej niż zwykle. Może dlatego, że mam jeszcze wybrać fanką z którą następnego dnia spędzę kilka godzin. Nie znam okolicy, a i nie wiem o czym z taką dziewczyną rozmawiać, boje się reakcji Elizy, może będzie zazdrosna, albo nie będzie chciała mi pomóc, Jest opcja także, że Eliza zaprowadzi Nas w jakieś miejsce które będzie tak beznadziejnie głupie, że dziewczyna Sobie pójdzie a ja wyjdę na totalnego głupka i idiotę który nie umie normalnie Sobie poradzić. Teraz to się naprawdę przestraszyłem, bo nie chcę wiedzieć jak to będzie dalej. Spojrzałem w niebo, zamknąłem na chwilę oczy i głośno westchnąłem. 

- Co Ty tutaj robisz? - zapytał Martin.

- Przepraszam, musiałem się zrelaksować. - szybko wstałem. 

- Dobra. Ja muszę na chwilę wyskoczyć. Więc macie jeszcze tylko chwilę na odpoczynek. 

Ogarnąłem się i wróciłem do chłopaków. 

- Co się stało z Martinem? - zapytałem Logana. 

- Coś tam ze sceną jest nie tak, no i Martin musiał pojechać wszystko załatwić, a my mamy Sobie sprawdzić nasze wokale. 

- Aha. - kiwnąłem głową. - No to wezmę się za wokal. 

- Ale po co? - zdziwił się Kendall. 

- Martina nie ma, więc możesz się odprężyć. Usiądź, odpocznij, zrelaksuj się. - uśmiechnął się Carlos.

- Nie umiem. - pokiwałem głową. - Wolę poćwiczyć, a jak zapomnę tekstu? Albo pomylę kroki. - martwiłem się. 


- Poczekaj. - wstał. - Przećwiczę jeszcze z Tobą. 

Carlos.

No i co ja mam robić? Logan czyta książkę, Kendall nuci pod nosem piosenki a James gdzieś poszedł. Usiadłem i zrelaksowałem się. Trochę może byłem zestresowany, ale to nie strasznego. To tylko jeden z wielu koncertów. Gramy ich bardzo dużo, występujemy przed większą publicznością a fanki w Polsce to już coś więcej. Poza tym dziewczyny z Polski są podobno najpiękniejsze, tak się cieszę może i ja kogoś poznam. Ale tego nie jestem pewny w stu procentach. Może znajdę tutaj jakąś fajną dziewczynę, ale jak będą to jakieś małolaty to nie będzie tak super. Dobra. James wrócił, jakiś lekko zmieszany, zaproponowałem mu żeby się zrelaksował ale nie chciał, postanowiłem że przećwiczę z Nim choreografię. 

- Ja jestem po Loganie, więc później robię skok. - tłumaczyłem Kendallowi. 

- No ale muszę wyjść przed Jamesem i szybko zamienić Logana. - powiedziałem. 

- Dobra. Włączcie jakiś kawałek i zatańczymy. 

- Dobrze Wam idzie. - pochwalił Nas Martin. 

- Długo już tutaj jesteś? - zapytałem. 

- Nie, nie. Zatrzymajcie się na chwilę. Muszę Wam coś powiedzieć. 

- Odwołali koncert? - zbladł James. 

- Nie. Po całym występie, każdy z Was jeszcze zaśpiewa jedną piosenkę. - klasnęła w dłonie Eva. 

- Jaka to ma być piosenka? - zainteresował się Logan. 

- Każdy z Was pewnie ma gdzieś w zanadrzu jakiś swój kawałek, więc go zaśpiewacie. 

- No ale nigdy tak nie robiliśmy. - pokręciłem przecząco głową. 

- Wiem. Ale w Polsce jesteśmy bardzo rzadko, a mało naszych Polskich fanek może pojechać na koncert do Londynu czy Anglii. A to będzie kolejna niespodzianka, do waszego zaproszenia.

- aa. - pokiwał głową Logan. - Zgadzam się, coś na pewno znajdę. - uśmiechnął się.

- Mogą być covery? - zapytał nieśmiało James. 

- Jeżeli nie masz jakiegoś, kawałka który możesz zaśpiewać to skorzystaj z takiej opcji. - wytłumaczyła Eva. 

- Dobra. - odetchnął z ulgą Kendall. - Mogę tutaj jeszcze zostać. 

- Jak już Sobie wytłumaczyliśmy wszystko, to zabierajcie rzeczy i jedziemy na rynek tam skończymy próbę. 

- Ale jej nie zaczęliśmy. - zauważył Kendall. 

- Zaczniemy tam. Szybko! - krzyknął. - We Wrocławiu będziemy jeszcze kilka dni także każda z dziewczyn wybierze dzień który chce z Wami spędzić, a Wy się dostosujecie. Jasne? 

- Mogą wybrać jaki dzień chcą? - zapytałem. 

- Tak. Coś nie pasuje? 

- Wszystko jest ok. 

- Teraz próba, a potem przyjemności!


* - Wróciłam.. Pisałam ten rozdział jeszcze przed naprawą, więc mogłam napisać dużo różnych i dziwnych rzeczy, ale wróciłam nabrałam weny, no i zaczynam pisać. Tak się za blogiem stęskniłam. Ach. Dużo się działo w waszych blogach, mam nadzieję, że byłam na bieżąco albo chociaż miałam dzień opóźnienia, bo nie pamiętam wszystkiego a ogarnięcie tego w telefonie było TRAGEDIĄ! Nie polecam.. Chyba, że macie duży wyświetlacz. No i nie pamiętam jaka była czcionka, więc się męczycie z TĄ!  Wróciłam. Nareszcie, życzę miłego czytania. Jeżeli nie pamiętacie co się działo odcinek wcześniej, zapraszam do ponownego przeczytania. Trzymajcie się! ;*.
29.07 - Chyba się popsułam.. Co do pisania, ale uwierzcie mi staram się! Wena mnie się nie trzyma, co mam zapisuję w zeszycie! Znalazłam starego bloga z przed 2 lat, pisałam go z koleżanką, i postanowiłyśmy go aktualizować, fakt wcześniej nie byłśmy aż takie genialne, ale rozdział który zostawiłam poprawiłam, także pracuję nad nim także od nowa.. Postaram się, aby go dokończyć. No i chyba wracam.. (;.