niedziela, 16 października 2016

Part 67 .

Przyjaciele po koncercie w Polsce powrócili do swojego szarego życia w Los Angeles. Bella jak zapowiadała, tak też zrobiła. Zaczęła pisać swoje teksty, i chciała zacząć od nowa. Myślała nad wyjazdem gdzieś dalej, ale nie chciała zostawiać Przyjaciół.

Bella. 

Chciałam z Wami porozmawiać, ale nie wiem od czego zacząć.. Nie to jest zbyt banalne, przecież Oni chcieli ze mną porozmawiać a nie ja z Nimi. Nie ma co się spinać, no pójdę do Rodziców, to będzie najlepsze rozwiązanie.

- Bądź za kilka minut na dole, chcemy powiedzieć coś ważnego wszystkim. - Alice szybko i krótko oświadczyła, że chcę mnie widzieć na dole.

- Jasne. - uśmiechnęłam się szeroko. - Dobra. Wezmę tylko torebkę, i zaraz będę schodziła. - pomyślałam. - No i przy okazji odwiedzę Rodziców.

Na dole byli już wszyscy, nie spodziewałam się niczego o co może chodzić Alice i Loganowi. Miałam przeczucie, że może chcą się wyprowadzić, no nie. Tego bym nie przeżyła.. Załamała bym się, moja ulubiona przyjaciółka chcę mnie zostawić? Szok. Mam jeszcze Elizę ale Ona nie jest taką prawdziwą przyjaciółką, szczególnie teraz jak jest z Jamesem.. Moment, mam jeszcze Evę i Lisę. One też są, ale jednak Alice to Alice.

- Jako, że są już wszyscy to chcieliśmy Wam coś powiedzieć. - przyspieszony oddech Logana i zbyt śmiała mina Alice, były przerażające. - Zaczniesz? - Logan szturchnął dziewczynę.

- Okej. - szepnęła. - Słuchajcie. Jako, że jesteśmy wszyscy razem chcemy Wam powiedzieć, że ustaliliśmy datę ślubu jak na razie cywilny ale to zawsze coś. Będzie małe przyjęcie, oczywiście liczymy na wasze przyjście.

- No świetnie! Cieszymy się! - wszyscy zaczęliśmy gratulować Alice i Logana. - No a kiedy to przyjęcie, bo nic nie wiemy. - zapytał James siadając z powrotem na swoim miejscu.

- Datę już mamy, jest to 28 sierpień, końcówka lata ale początek naszego wspólnego życia. - powiedział dumny z Siebie Logan.

- Gratuluję Wam z całego serca, ale  muszę Was przeprosić bo mam wizytę u Rodziców a potem następna wizyta z Mamą u lekarza. Przepraszam Was, ale już muszę lecieć. Jeszcze raz wszystkiego Najlepszego!

Cieszę się, że Al i Loganowi się powoli udaje, cieszę się ich szczęściem. Szkoda, że ja nie będę mogła mieć takiego szczęścia z chłopakiem którego kocham. No nie, przecież ja go nie kocham, w sumie nie mam kogo kochać a każdy powinien kogoś mieć. Odkąd spotkałam Coltona to wiem, że może z Nim mi się uda.

- Cześć. - weszłam do Rodziców.

- Hej Kochanie! - przywitała mnie Mama. - Taty nie ma, wróci pewnie wieczorem ale chodź usiądź. Napijesz się czegoś? - zapytała zatroskana Mama.

- Nie dziękuję, może później. Miałyśmy iść do lekarza, więc na co czekamy? - zapytałam z niecierpliwością.

- Już, już. Poczekaj niech tylko zrzucę ten fartuch i skoczę po torebkę.

Czekając na Mamę dostałam wiadomość od Coltona, lekko się zmieszałam bo był w LA ale nawet nie zajrzał, a taką miałam ochotę się z Nim spotkać.

- Jestem gotowa, możemy iść.

Nie wiedziałam po co mam iść do tego ginekologa, przecieć ze mną wszystko w porządku.. Ale jak się Mama uprze, to już nie ma zlituj. Więc chcąc czy nie poszłam. Chociaż nie lubię jak jakiś obcy facet zagląda mi tu i tam.. Na samą myśl, miałam ochotę oddać ostatni posiłek, no bo co w tym jest ciekawego. Jak ludzie mogą pracować w takim zawodzie, a jeszcze na dodatek jak jest to stary zboczeniec. Ughh. Aż nie mam ochoty tam wchodzić.

- Pani Isabella Pena, proszona do gabinetu. - powiedziała miła kobieta, a ja od razu przełknęłam ślinę.

Kendall. 


No i niestety, mój zwiazek z Leną dobiegł końca, więc zaczynam życie od nowa. Może nie trwało to długo, no ale zdążyłem się przyzwyczaić, że kogoś mam.

- Robimy dzisiaj imprezę, więc musicie się przygotować. - powiedział Logan.

- Jaką imprezę? - zdziwiłem się.

- Z okazji zaręczyn, no przecież to trzeba jakoś uczcić. - pokiwał głową Carlos.

- Myślisz, że tak szybko uda Ci się zaprosić ludzi i zorganizować jakieś jedzenie i całą resztę? - odpowiedziałem nie pewnie.

- No wiesz. - Logan poruszył brwiami. - Ma się znajomości to i ma się całą resztę. Impreza jest dzisiaj o 19, więc mamy dużo czasu do zorganizowania jeszcze trochę jedzenia i ogarnięcia wystroju.

Impreza, imprezą ale to może i dobry pomysł i sposób na poznanie nowej dziewczyny. Tak się też składa, że będą znajomi Alice no i jeszcze wiele innych osób, a to jest dobra okazja aby poznać miłą dziewczynę.

Bella.

- Zapraszam po wyniki jutro bądź pojutrze, a na dzisiaj to koniec. - powiedział lekarza. - Dziękuję i Do widzenia. 


- Do widzenia. - wstałam i wyszłam z gabinetu. - Mamo teraz Ty. - uśmiechnęłam się szeroko. - Będę czekała na dole w aucie. 

Zeszłam na dół do samochodu. Wiedziałam, że badanie chwile potrwa postanowiłam zadzwonić do Coltona, ale nie odbierał, próbowałam kilka razy, ale nic. Gdy Mama szła w stronę samochodu dostałam wiadomość, ucieszyłam się, że w końcu mógł się odezwać.

- Coś się stało? - zapytała Mama. 

- Nie, nic takiego jedziemy? - spojrzałam na kierownicę. 

- Tak, tak. To jakiś chłopak? - zapytała zerkając w moją stronę. 

- Colton. Pamiętasz go pewnie, przyjechał na wakacje ale teraz znowu wyjechał, bo kręci film a najgorsze jest to, że nie będziemy się widzieć kilka tygodni bo jest teraz we Włoszech. - posmutniałam. 

- Może zostaniesz dzisiaj na noc? Mam takie małe spotkanie, przyjdą Mamy chłopaków, chcemy porozmawiać i w ogóle. 

- No dziękuje, ale jednak wrócę do domu, nie chcę Wam przeszkadzać. - powiedziałam i udałam się do drzwi wyjściowych.

- Kochanie, jeżeli masz jakiś problem to możemy porozmawiać.

- Mamo nie mam żadnych problemów, a jeżeli coś powiedział Ci Carlos to gorzko tego pożałuje.. - skrzywiłam się. - Zostanę w domu w Przyjaciółmi, no to będę leciała. Cześć.

Problem? No czy każdy myśli, że mam jakiś problem? Kurde. Nie mam żadnego problemu. Nie spieszyło mi się bardzo. ale chciałam wrócić zanim zrobi się ciemno. Z daleka można było usłyszeć muzykę, powoli wczuwałam się w rytm.

- Bella?! - krzyknął Logan. - Co Ty tutaj robisz? - mocno się zdziwił.

- Mieszkam. - spojrzałam na Niego z gniewem. - Przeszkodziłam Wam w czymś?

- Nie. Ale lekko się zdziwiłem, bo miałaś zostać u Mamy.

- Aha. Czyli jednak przeszkadzam. Przepraszam, zamknę się w pokoju i nie będę nigdzie wychodziła, jeżeli to taki problem. - podniosłam głos.

- Co się dzieję? - Alice zajrzała do przedpokoju.

- Chyba Wam w czymś pzeszkodziłam, bo Loganowi przeszkadza, że wróciłam. Ale nie martw się mogę zamknąć się w pokoju i położyć się spać. - uprzejmie odpowiedziałam.

- Logan po prostu się lekko stresuję, bo zrobiliśmy małą imprezę a nie chciał żeby przyszedł ktoś kogo nie zaprosił.. Jak na przykład jego kuzyn który teraz przyjechał. Nie przepada za Nim bardo. - wytłumaczyła Alice. - Ale Ty teraz skocz się przebrać, bo zaraz zacznie się impreza.

- No dobra.

Kendall. 

No, no nie spodziewałem się tak dużej liczby osób, ale lepiej dla mnie. Cieszę się, że poznam nowe osoby i jeszcze lepiej, że będa to nowe i miłe dziewczyny. Alkohol lał się strumieniami, a ja też mogłam Sobie pozwolić. 

- Mogę? - zapytałem Belli która siedziała na huśtawce. 

- Jasne, siadaj. - powiedziała i napełniła kolejny kieliszek wódką. - Co tam? - zapytała przechylając kieliszek. 

- Wszystko w porządku, a u Ciebie? 

- Rozstałem się z Leną i myślałem, że nie będzie tak źle, ale może teraz coś jakąś puskę odczuwam. Trochę mi szkoda. A Ty jak się czujesz po rozstaniu z Jamesem? 

- Jakoś Sobie radzę, jak nikt nie widzi płacze ale cicho żeby nikt nie słyszał. Ciągle chyba za Nim tęsknię, ale nie mogę z Nim porozmawiać bo cały czas jest obok niego Eliza.A tak bym chciała, mu powiedzieć, że nadal coś do Niego czuję. Wiesz jak to jest? Jeżeli nie możesz z kimś być, a bardzo byś chciał chociaż spędzić chwilę w jego objęciach, poczuć smak jego ust. 

- Wiem jak to jest. - kiwnąłem głową. 

- Skąd? - zdziwiłam się. 

- Myślisz, że nie miałem ochoty nigdy z Tobą nigdzie pójść. - zawstydziłem się. 

- Zabawny jesteś, ja tyle razy chciałam Cię gdzieś zaprosić, to głupie ale bałam się, że mi odmówisz. - zaśmiała się. 

- Tutaj jesteście! - Alice wybiegła na dwór. - Chodźcie bo zaraz będziemy pić nasze zdrowie! 

- Już idziemy. - weszliśmy do środka, muzyka trochę ucichła i Logan zaczął swoje przemówienie.

Logan opowiadał jak to się poznali z Alice, o ich związku i całej historii. Wszyscy byli zachwyceni ale Belli chyba się trochę nudziło więc wymknęła się cicho na świeże powietrze. Chyba nie wyszła sama, bo była w towarzystwie zgrabnej i czystej jak łza pięknej butelki wódki. Możliwe, że za dużo wypiłem, ale mam dobry humor.

- Znudziło Ci się przemówienie Logana?

- Słyszałam wersję Alice kilka razy, więc wersja Logana jest podobna. - westchnęła głośno. - Chociaż chętnie bym ich posłuchała, lubię jak opowiadają o swojej miłości. W ogóle lubię jak ktoś mówi o swojej miłości, jak się poznali i takie różne to takie miłe słuchać jak ktoś jest szczęśliwy, chociaż nie każdego stać na takie szczęście jak teraz na przykład mnie. Chociaż bardzo chętnie bym porozmawiała szczerze z Jamesem.. Ale nie wiem czy ta szczera rozmowa nie spowoduje u mnie jakichś uczuć do Niego.

- Powinniście Sobie wszystko wytłumaczyć jeszcze raz.

- Już raz to zrobiliśmy. - spojrzała na mnie. - Nie chcę powtarzać tego błędu jeszcze raz.

- Ale On ma dużo do powiedzenia.

- O wilku mowa. - zaśmiałem się i spojrzałem na Bellę, miała wielką ochotę odejść.

- Zostawię Was samych. - poszedłem i dodałem otuchy Belli, ale chciałem podsłuchać o czym rozmawiają.

- Możemy porozmawiać? - zapytali równocześnie. - Zacznij. - James odezwał się pierwszy.

- Chciałeś pogadać więc mów. - Bella spojrzała na chłopaka, po czym poszli na krótki spacer.

- Zacznij pierwsza. Bo zazwyczaj jest tak, że Facet zaczyna a potem wychodzi coś całkowicie na opak.. Chciałaś powiedzieć pierwsza a ja Cię wyprzedziłem. A jak będę miał coś do powiedzenia, to pozwolisz. że Ci przerwę.

- Wiem, że już o tym rozmawialiśmy ale ostatnio dużo myślałam o Nas. - spojrzała na Jamesa. - Tak wiem, nie ma Nas ale ja jednak chcę to jeszcze raz wytłumaczyć. W głębi serca nadal Cię kocham, ale to nic nie znaczy bo Ty jesteś już z Elizą. Cieszyłam się na początku, że ma kogoś. Ale jak się dowiedziałam, że tą osobą jesteś Ty załamałam się. Nie chciałam żebyście byli razem, to boli jak Przyjaciółka spotyka się z Twoim byłym chłopakiem i to w tak szybkim czasie. Ale to i tak inna historia, bo związałeś się z Nią jak byliśmy razem. Ja Ciebie nigdy nie zdradziłam, a Ty?

- Ja Cię bardzo Przepraszam, wiem, że źle zrobiłem ale to była chwila dla mnie to miało być jednorazowe, jak plastikowe kubeczki. Mogłem to później zgnieść i odpowiednio wyrzucić do specjalnego pojemnika, ale potem ten plastik stał się mocniejszy.. Nie dał się tak łatwo wyrzucić, został ze mną, chciałem zapomnieć ale się nie dało. To było mocniejsze ode mnie.

- Ze mną też tak było? - spojrzała na chłopaka zaszklonymi oczami.

- Z Tobą było inaczej, jak tylko Cię zobaczyłem zrozumiałem, że kocham Cię ponad życie i chcę być z Tobą, byłaś moją Bellą, moją kruchą i delikatną Bellą. Kobietą z która chciałem spędzić reszte życia. Wiem, że to nie odpowiedni moment ale chciałem Ci się oświadczyć. Chciałem. Ale nie umiałem, wszystko było przygotowane nawet to.. - sięgnął do kieszeni bluzy i wyciągnął małe złote pudełeczko w kształcie bombki.

- Co to jest? - zmarszczyła brwi z ciekawości.

- Proszę. Otwórz. - podał jej pudełeczko.

- Jest piękny. - zahipnotyzowana wpatrywała się w pierścionek. - Piękny. - zamknęła pudełko i wręczyła je Jamesowi.

- Nie. Zatrzymaj to dla Siebie, nie chcę aby ktoś inny go nosił. Jest wyjątkowy jak Ty i chcę żebyś go zatrzymała. Nie musisz go nosić, ale zatrzymaj go, będę mógł spokojnie spać wiedząc, że jest w dobrych rękach.

- Czuję się, jakby to była propozycja do dalszego życia w którym ujmujesz także mnie. Pamiętaj, że zawsze będziesz dla mnie kimś ważnym bez względu na to jaką podejmiesz decyzję. Możesz spełnić jeszcze moje ostatnie życzenie? - spojrzała i zapytała z nadzieją.

- Słucham. - zastanowił się zanim to powiedział.

- Nie. To jednak głupie. - pokręciła głową.

- Powiesz jak już zaczęłaś. - uśmiechnął się i spojrzał na dziewczynę.

- Jeżeli będę chciała, to pocałujesz mnie ostatni raz? - przekręciłą głowę na bok i czekała na odpowiedź.

- Jak to jest Twoje życzenie to zgadzam się. - uśmiechnął się. - Jeżeli już wszystko mamy wyjaśnione, to może chodźmy do domu zanim ktoś się zorientuję, że Nas nie ma.

Powoli się zastanawiałem gdzie to Oni poszli, na szczęście wrócili niebawem zanim goście i reszta zaczęli się o Nich wypytywać. James wrócił do Elizy a Bella ponownie usiadła na huśtawce i wróciła do poprzedniego zajęcia. Wyciągnęła butelkę wódki, otworzyła ją i łapiąc za szyjkę brała głębokie łyki co chwilę łapiąc oddech. Widząc jej minę byłem lekko oszołomiony tym, że ciezyła się jak małe dziecko. Każdy łyk widocznie ją uspokajał, ale i z każdym łykiem chwiała się coraz bardziej.. Impreza powoli się kończyła a nasza Bella miała coraz bardziej chwiejny krok.

- Bella jak jeszcze coś wypiję to nie będzie dobrze. - szepnąłem do Alice.

- Wiem, chodź pomożesz mi ją zaprowadzić do pokoju.

Razem z Alice poszliśmy po Bellę, dziewczyna ledwo co stała na nogach a to co mówiła nie miało najmniejszego sensu.

- Alice. Pójdziesz jutro ze mną do lekarza. byłam z Mamą ale idziesz ze mną bo musisz. I pójdziemy na zakupy, a ja muszę iść do fryzjera chcę wyglądać lepiej, muszę poderwać chłopaka. - spojrzała na mnie. - Kendall zatkaj uszy bo mówię o chłopaku. - bełkotała pod nosem. - Idziemy chodź.

Zaprowadziliśmy Bell na górę po czym zeszliśmy na dół. Chwila sprzątania trochę śmiechu i mogliśmy też spokojnie pójść spać.

Chyba część czytelniczek nie wie, że wróciłam.. Ale JESTEM! Podkreślam to grubą kreską. Cieszę się, że jestem i mogę coś zawsze skrobnąć. Odwiedzam Was na ask`u zawsze zostawię znak, ale to może nikt już tego ni używa. Tak czy siak, ze względu na to czy czytacie czy też nie, to i tak poprowadzę historię do końca. A potem spróbuję kontynuować drugiego bloga którego kiedyś miałam.. Ale to inna historia.
Wattpad - Bardzo fajna aplikacja, polecam ! 
♥.