wtorek, 28 lutego 2017

Part 78.

Bella. 

Super, kilka dni wolnego zaczyna się za 5, 4, 3, 2, 1.. Wolne! Bardzo się cieszę, że skończyłam montować film z chłopakami, teraz tylko odpoczywać. Może wyjadę na kilka dni gdzieś tak żeby się odmóżdżyć, przestać myśleć o wszystkim. Podziękowałam chłopakom za pomoc, i wyszłam z pracy zajechałam do pobliskiego marketu nawet nie wiem po co. Pochodziłam między półkami wrzuciłam kilka rzeczy do kosza i zatrzymałam się obok stoiska alkoholowego. 

- Mogę w czymś pomóc? - zapytał sprzedawca. 

Wahałam się aby coś wziąć, miałam problem z wyborem w końcu pokiwałam głową i odeszłam od stoiska. Nie chciałam kupować takich rzeczy w takim wielkim markecie. Przechodząc do kasy zauważyłam znajomą mi twarz.. Nie wiedziałam, że się jeszcze spotkamy, zapłaciłam za zakupy i skierowałam się w stronę samochodu. 

- No, no kogo my tutaj mamy? - odezwał się Lesnar.

- Co Cię tutaj sprowadza? - uniosłam brew.

- Interesy Kochanie, interesy. - uśmiechnął się. - Może się na coś skusisz? - zapytał. 

Spojrzałam na Niego z obrzydzeniem, po chwili się odwróciłam i wróciłam do samochodu ale nadal czułam na Sobie wzrok Lesnara. Wsiadłam szybko do samochodu i z piskiem odjechałam, bałam się, że może coś z tego złego się narodzić. Obawiałam się z zamyślenia wyrwał mnie odgłos ruszających pojazdów, totalnie się zapomniałam, że stoję tuż na światłach. Ruszyłam prosto do domu, nie chciałam nic mówić Carlosowi bo wiem żeby się martwił. Zatrzymałam się koło domu i weszłam do środka, zabrałam zakupy do pokoju położyłam się na łóżko i zasnęłam.

- Świetnie się dzisiaj sprawdziłaś. - powiedział Lesnar. 

- Starałam się. - ściągnęłam białe rękawiczki i rzuciłam je w kąt. - No, to gdzie moja działka? - uśmiechnęłam się szyderczo. 

- Spokojnie Laleczko. 

- Jestem spokojna, ale chcę już zaszaleć. u

- Rozumiem. - pokiwał głową. - Proszę, o to Twoja część. - podał mi kopertę. 

Odeszłam ze sztucznym uśmiechem, wyszłam z pokoju i ponownie założyłam białe rękawiczki, spojrzałam przez uchylone lekko drzwi, Les dawał pieniądze Striptizerkom, poczułam złość.

- Te ździry zarabiają więcej ode mnie. Nie będziemy się tak bawić.. - pokiwałam przecząco głową. - Przepraszam, że Ci przeszkadzam, ale zapomniałam torebki. - uśmiechnęłam się słodko i weszłam do pokoju. 

- Może zostaniesz na noc? 

- Nie, dzisiaj muszę wracać do Jamesa, niech się cieszy, jutro będę u Coltona i Toma. W końcu już tak mało czasu im zostało.. - zaśmiałam się szyderczo. 

- Masz rację Skarbie, ale jutro miałaś zarezerwować noc dla mnie. - podszedł do mnie i złapał mnie w talii, po czym wpił się w moje burgundowe usta. - Jesteś piękna. - powiedział łapiąc oddech. 

- A Ty martwy! - odsunęłam się i skierowałam pistolet prosto w jego klatkę piersiową.

Les odsunął się szybko i chciał zasłonić się czymś co go uchroni, ale za późno. Kulka była szybsza, a On upadł na ziemię a krew zaczęła lekko sączyć się z jego rany.. Poczułam się wspaniale. 

\- Wezwij po, po.. pogotowie. - wydukał do Striptizerki. 

- Stój! - krzyknęłam. - Nie ruszaj się Skarbie, a dostaniesz więcej pieniędzy niż wcześniej. - Podeszłam do Blondynki, złapałam ją za tyłek i wpiłam w jej gorące usta które przed chwilą jeszcze robiły dobrze Lesnarowi. - mmm.. - odsunęłam się i dziewczyna dostała kulkę w łeb, a ja zabrałam jej kopertę. 

- Ździra.. - wydukał Les. 

- Nie ładnie Kochanie, nie ładnie. - kucnęłam przy Nim. - Będę tęsknić. - szepnęłam i wstałam po czym władowałam cały magazynek w ciało Lesnara, jego ciało aż podskakiwało od nadmiaru nabojów jakie zostały w Nie władowane, zabrałam ze Sobą pieniądze i wybiegłam ze środka.. 

- Nie! - obudziłam się z krzykiem na ustach. 

- Co się stało? - w pokoju znalazł się Tom. 

Nie mogłam złapać oddechu, spociłam się chyba cała. Nie wiedziałam gdzie mam patrzeć, mój zwrok był rozbiegany. 

- Csii.. - Tom chwycił mnie za dłoń. - Uspokój się. Nie ma czego się bać. - Tom przytulił mnie mocno. 

- Ja, ja go zabiłam.. - mówiłam łamiącym głosem. 

- Kogo? - zdziwił się. 

- Nie mogę mówić. Przepraszam, zostaw mnie samą..

- Ale jesteś cała roztrzęsiona.. - zmartwił się i przysunął do mnie.

- Zostaw mnie! - krzyknęłam.

Tom spojrzał na mnie z zawodem po czym wyszedł z mojego pokoju. Chciało mi się płakać, wtułiłam głowę w poduszkę i łza za łzą płynęły po mojej twarzy. Zajrzałam pod łóżko z którego wyciągnęłam małą butelkę..

Alice.

Znowu nie mogłam zasnąć w nocy, wyszłam na dwór usiadłam na huśtawce i patrzyłam w księżyc. Od dwóch dni Logan nic nie mówi na temat mojej ciąży.. Martwię się, że nie zaakceptuje tego dziecka. Niby normalnie ze Sobą rozmawiamy, ale jednak ta ciąża chyba go zaskoczyła no to tak jak i mnie. Boje się tego nowego obowiązku. 

- Nie możesz spać Ciociu? - zapytała Nicole.

- Czego nie śpisz? - zdziwiłam się i przytulając dziewczynkę. 

- Chciałam napić się mleka i zauważyłam, że siedzisz na dworze. 

- Przyszłam pomyśleć. - uśmiechnęłam się. 

- A co myślisz? - spojrzała na mnie swoimi wielkimi niebieskimi oczami. 

- Myślę czy Wujek Logan cieszy się z dziecka. 

- Cieszy się. - szepnęła. - Rozmawiał z Tatusiem i mówił, że jest z nieba wzięty. 

- Co? - zmarszczyłam czoło, bo nie wiedziałam o co chodzi małej, ale zaraz zrozumiałam. - Ale nie mówił mi, że się cieszy nie rozmawia ze mną. - posmutniałam. 

- On się bardzo cieszy daję Ci moje słowo! - przytuliła mnie mocno. - A Ty dzidziusiu siedź tam spokojnie i czekaj, bo jak przyjadę to Cię odwiedzę! - powiedziała do mojego brzucha.

Zaśmiałam się jak to usłyszałam, i razem wróciłyśmy do domu. Położyłam się cicho obok Logana, ten się przekręcił aby sprawdzić czy na pewno jestem. Rano jak wstałam Logan siedział obok łóżka i przeglądał internet. 

- Co robisz? - zapytałam. 

- Zamawiam łóżeczko. - wyszczerzył zęby. 

- Jest jeszcze za wcześnie. 

- Nie Kochanie. - zostawił laptopa i podszedł do mnie. - Już mam wszystko do pokoju dziecka, będziemy musieli uwzględnić kilka zmian, ale to jak będziemy w domu. - Logan pocałował mnie w czoło, po czym spojrzał w oczy i zbliżył się do mojego brzucha. - Cześć, tutaj Tata! Już się nie mogę doczekać aż się poznamy, mam tyle pięknych rzeczy do Twojego pokoju obiecuję Ci, że będziesz miał wszystko co Sobie zapragniesz. - powiedział i pocałował mój brzuch. 

- Śniadanie! - z dołu krzyknęła Carol. 

- Chodźmy na śniadanie. 

Carlos. 

Dzisiejsza sobota będzie nasza, cieszyłem się, że Scarlett i ja znowu będziemy mogli razem się bawić. Nie wiedziałem jak zachowa się Bella, w klubie z taką ilością alkoholu.. Bałem się trochę teg, ale przecież nie zostawię jej samej w domu. Jak chłopaki zaczną podrywać jakieś dziewczyny to Ona może tego nie wytrzymać.. Sam nie wiem co robić. 

- Dobrze, że jesteś. - spotkałem James w kuchni. 

- Dobra.. - cofnął się z uśmiechem. - Mów co jest? 

- Rozmawiałem ostatnio z Bellą i mówiła, że nadal coś do Ciebie czuje. 

- Serio? - zdziwił się. 

- Tak, i boje się tego wypadu do klubu. - powiedziałem. - Ale to nie jest najgorsze, czuje też coś do Coltona i Toma.. 

- Oj. - podrapał się po głowie. - Nie wiem co mam powiedzieć. 

- Ja też nie, a jak zaczniecie podrywać dziewczyny no i alkohol stuknie jej do głowy to będzie rewolucja.

- Ona sama powinna Sobie uświadomić, że ma problem może nie będzie aż tak źle. Zobaczymy wieczorem. 

- Jasne. 

Narrator. 

Carlos zwątpił w Siebie, nie chciał żeby coś poszło nie tak. Wszyscy powoli szykowali się do wyjścia, Carlos miał pewne obawy ale Scarlett wspierała go tak jak potrafiła.

- Carlos, w każdym klubie pewnie jest jakaś grubsza afera, nie mamy się o co martwić.

- Wiem, ale ja się boję. To jest głupie tak kogoś z boku ale dla mnie to duża sprawa. Ona w obliczu przypływu alkoholu we krwi, staje się zła.. - spojrzał w okno.

- Przypominasz mi Jamesa w jednym z odcinków serialu. - zaśmiała się.

- Przestań. - skrzywił usta. - Dobra czuję, że zaraz będziemy musieli wychodzić więc kończ się Kochanie szykować. A ja pójdę do Belli.

- Wchodzę! - Carlos krzyknął.

- Dobra.. - odpowiedziała ze spokojem. - Nie wiem z czego robisz taką aferę.. - zaśmiała się.

- Bo nie wiedziałem czy mogę wejść, ale za chwilę będziemy wychodzić.

Gdy wszyscy byli już gotowi, przyjaciele zeszli na dół. Bella chciała porozmawiać z Tomem ale On jakoś nie miał ochoty na żaden kontakt. W klubie atmosfera się rozluźniła, dla niektórych może aż za bardzo, Bella poczuła wolność więc korzystała jak najbardziej.. Carlos odsuwał od siostry alkohol ale Ona i tak znalazła sposób aby się napić. Chciała wzbudzić zazdrość w chłopakach, ale chyba jej się nie udało.. Widząc, że chłopaki nie zwracają uwagi na dziewczynę odpuściła.

- Impreza była świetna. - opowiadał Tom.

- Mówię Ci, tamta blondyna co z Nią tańczyłeś była naprawdę niezła. - uśmiechał się James.

- No myślałem, że skoczycie gdzieś.. - zaśmiał się Carlos.

- Przestań! - Scarlett uderzyła go lekko w ramię.

- Dobra.

Bella szła z wielkim smutkiem do domu, przy czym zwalniała tempo. Czuła się źle, z tego powodu, że chłopaki ciągle opowiadali o swoich podbojach. Gdy wszyscy doszli do domu, każdy porozchodził się do swoich pokoi. Blondynka czuła, że mogłaby jeszcze się pobawić, więc w pokoju znowu zajrzała do swojego ulubionego pudełka jej impreza trwała dalej.. 

wtorek, 21 lutego 2017

Part 77.

Druga podróż poślubna, była w połowie drogi. Hendersonowie jechali do Teksasu.

- Logan, możemy się zatrzymać? - poprosiła Alice.

- Jasne, już. No, to ja się zatankuję żeby nie było problemów.

Gdy tylko samochód zgasł Alice od razu pobiegła do łazienki, Logan nawet nie zauważył, że Alice poszła w tamtą stronę. Dziewczyna przemyła zaraz Sobie twarz i kupiła kilka paczek gum i cukierków miętowych, żeby chociaż trochę wstrzymać odruch wymiotny.

- Coś się stało Kochanie?

- Nie, wszystko jest w porządku. - wymusiła uśmiech.

- To dobrze. - Logan cmoknął Żonę w policzek. - Mój kuzyn Antonio ma agroturystykę znaczy takie ranczo, może to nie jest idealny miesiąc miodowy ale obiecuję Ci, że jeszcze zabiorę Cię gdzieś w jakieś romantyczne miejsce.

- Cieszę się, że będziemy mogli odpocząć od tego zgiełku miasta. Nie potrzebuję jeździć do hoteli czy innych miejsc. Ale było by miło, lecz na teraz przyda się Nam odpoczynek.

- Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham. - uśmiech Logana poprawił samopoczucie Alice.

- Wiem, wiem. Przecież jesteś moim mężem.

Kendall już za moment miał zjawić się u Dustina. Chłopak cieszył się, że zobaczy się z Przyjacielem, był już coraz bliżej, gdy zauważył podjazd do domu chłopaka wjechał od razu.

- Cześć! - Dustin wyszedł na dwór, aby przywitać się z Kendallem.

- No cześć. Już myślałem, że nie przyjadę, bo odwiedził Nas kuzyn Jamesa.

- Ale przyjechałeś, i mamy dużo do nadrobienia.. - ucieszył się chłopak i zaprosił Kendalla do domu.

Bella wstała bardzo wcześnie rano, wyszła żeby pobiegać. Rano było dosyć rześko, ale to lepiej. Dziewczyna włożyła słuchawki i pobiegła przed Siebie. Dzisiejszy dzień też zapowiadał się ciężko. Zrobiła kilka rundek po parku i zaraz wracała do domu.

- Dzisiaj też tak późno wrócisz? - zapytał zmartwiony Carlos.

- Tak, chyba tak. Ale wiesz, chcę złożyć cały film w całość. Jutro też pewnie później wrócę, ale za to mam wolną sobotę. - uśmiechnęła się.

- Martwie się o Ciebie, wczoraj źle wyglądałaś.

- Zmęczona byłam, nie ma się o co martwić.

- Cześć. - na dół zszedł Tom. - Jakoś nie mieliśmy dużo czasu żeby porozmawiać chociaż chwilę. - uśmiechnął się szeroko do Belli.

- No to ja Was zostawię, porozmawiamy później. - Carlos poszedł na górę.

- To czym się zajmujesz?

- Skończyłam szkołę muzyczną, nie długo planuję wydać swoją pierwszą płytę, ostatnio zajęłam się też filmami. Słyszałam, że też jesteś aktorem?

- Tak. Postanowiłem przyjechać tutaj, żeby moja kariera nabrała tempa.

- To bardzo fajnie, a James pokazał Ci już miasto?

- Nie, jeszcze nie. Ale chcą wyjść w sobotę gdzieś do klubu. Idziesz z Nami?

- Jeszcze nikt mnie o tym nie powiadomił. - zaśmiała się. - Ale mam nadzieję, że zostanę zaproszona, no chyba, że to taki męski wypad.

- No cześć! - na dół zszedł James. - Widze, że się poznaliście.

- Miło było, zostawiam Was samych a teraz biegnę pod prysznic, bo zaraz muszę biec do studia!

Bella poszła na górę, wzięła szybki prysznic, przebrała się i zaraz wyszła z domu. Kendall rozpakował swoje rzeczy i razem z Dustinem wyszli za dom aby trochę odpocząć.

- Ciesze się, że spędzimy trochę czasu razem. - powiedział Dustin. - Mam nadzieję, że nikomu nie powiedziałeś o Nas?

- Nie! Ale wiesz, że musimy też ukrywać się przed paparazzi.

- Dlaczego? - zmarszczył brwi.

- No wiesz, to będzie dziwnie wyglądać jak razem wyjdziemy i będziemy się przytulać i w ogóle.

- Nie musimy tego robić publicznie, w domu bądźmy Sobą. Przecież za domem mam duże krzaki więc nikt nie będzie Nam przeszkadzał, a dzisiaj w klubie jest świetna impreza możemy pójść!

- No jasne, rozluźnimy się.

***

Gdy młode Małżeństwo dojechało już na miejsce, tam czekał na Nich Tony z żoną i dziećmi, byli szczęśliwi, że Logan ich odwiedził. Chociaż widzieli się na ślubie to i tak byli szczęśliwi.

- Cześć! - Logan zaparkował samochód.

- Cześć, chodźcie to pomogę Wam z bagażami. - zaproponował Tony.

- Alice, chodź oprowadzę Cię po naszym dobytku.

Dziewczyny poszły się przejść, a Logan zaniósł walizki do środka. Alice wzięła głęboki oddech i zaciąnęła się wiejskim powietrzem, tego jej było potrzeba. Ale po chwili poczuła, że będzie musiała zwymiotować. Carol od razu zauważyła w jakim stanie jest Alice.

- Chodź, usiądź a ja podam Ci wodę. - uśmiechnęła się.

- Przejdźmy się, dam radę.

- Nie oszukasz mnie, po dwójce dzieci wiem co się święci. - zaśmiała się.

- Naprawdę, aż tak to widać? - zmartwiła się.

- Wszystko będzie dobrze. Logan też jest pewnie szczęśliwy? - zapytała.

- No wiesz.. - dziewczyna przeciągała swoją odpowiedź.

- Nie żartuj?! - Carol wybałuszyła oczy ze zdziwienia. - Nie wie nic?!

- Bałam się mu powiedzieć, dopiero co ślub, a my już będziem mieli dziecko. - oczy jej się zaszkliły.

- Nie martw się, u Nas było jeszcze lepiej. Zaraz po zaręczynach dowiedziałam się, że jestem w ciąży, i musieliśmy przyśpieszyć ślub. Potem szybciej trzeba było się wybudować i wyprowadzić od Rodziów, ale naprawdę się cieszę, że mam teraz moje skarby. - uśmiechnęła się wesoło na widok dzieci.

- Zazdroszę Ci tego optymizmu.

- Dzisiaj przy kolacji powoli zaczniemy temat dzieci z Loganem, i wtedy mu powiesz.

- Jasne. - Alice uśmiechnęła się szeroko i otarła łzy.

***

Bella siedząc w pokoju miała mętlik w głowie. Nie wiedziała co ma ze Sobą zrobić. Zaczęła zapisywać swoje myśli w zeszycie, od razu poczuła się lepiej. Przeczytała to jeszcze kilka razy i pobiegła z tekstem do Carlosa.

- Masz chwilę? - usiadła na łóżku brata.

- Tak, co jest? - zapytał.

- Przeczytaj to.

- No, to jest nawet fajne. Kiedy to wymyśliłaś? - zapytał i spojrzał na siostrę.

- Przed chwilą.

- To może być Twój numer na płytę. - pokiwał głową.

- Ale Pena razy dwa w świecie muzyki, to chyba nie przejdzie? - zaśmiała się.

- Ja gram w zespole,a Ty występujesz solo Kochana.

- Jutro obgadam to z moimi ludźmi, i zobaczymy jak to wyjdzie, ale teraz mam problem.. - zmartwiła się.

- Co się dzieje? - Carlos usiadł na obrotowym fotelu, na przeciw siostrze.

Bella podrapała się po głowie. - Jak byłam z Jamesem to myślałam, że jest Facetem mojego życia, potem pojawił się Colton a teraz przyjechał Tom.. Mam mętlik w głowie jak rozmawiałam z Tomem rano naprawdę było świetnie, a potem gdy przyszedł James to myślałam, że zaraz zwariuję a jakby jeszcze był Colton. Głowa może mi eksplodować. Znowu zaczynam coś czuć do Jamesa ale i Colton nie jest mi obojętny, a teraz jak poznam Toma to naprawdę zwariuję.. - zmartwiła się. - Co mam robić?

- Posłuchaj głosu swojego serca.

- Serio? Tylko tyle jesteś w stanie mi powiedzieć, ja się tutaj produkuję milion słów na minutę a Ty jedno krótkie zdanie.

- Słońce, ja wiem, że dasz Sobie radę i wszystko się ułoży.
Bella.

Uwielbiam go, źle bym się czuła jakby go zabrakło. Ale i tak nie bardzo mi pomógł, nadal nie wiem co mam zrobić. Scarlett będzie wieczorem, a ja wtedy wróce zmęczona. Więc może powoli powinnam się zacząc zbierać, jeżeli chcę w sobotę wziąc wolne, tak wiem miałam tyle wolnego ale chcę poprawić Sobie humor w klubie.. Liczę na dobrą zabawę.

Alice. 

- Pomogę Ci. - zaoferowałam pomoc w kolacji. 

- Dziękuję. Ale jak widzisz już wszystko jest zrobione, pomożesz jedząc. - uśmiechnęła się ciepło. 

Gdy wszyscy siedzieliśmy przy stole, chciałam jakoś zacząc rozmowę, ale nie wiedziałam jak się do tego zabrać.W końcu dzieci przejęły inicjatywę. 

- Wujku, a dlaczego nie masz dzieci? - zapytała nieśmiało Nicole. 

- Nie wiem co mam Ci odpowiedzieć. - zawstydził się, i spojrzał na mnie. 

- No Wujku! - Nick podszedł do Logana. - No czego nic nie mówisz? 

- Bocian jeszcze do mnie nie przyleciał, nie złożyłem zamówienia. 

Dzieciaki wybuchły głośnym śmiechem. - Ale opowiadasz bajki! - zaśmiał się Nick. - Bocian nie przynosi dzieci.

- Co? - Logan zapytał z wielkim zdziwieniem. 

- Wujku mogę Ci coś dać? 

- Co takiego? - zdziwił się. 

Nicole pobiegła do kuchni i przyniosła małą torebeczkę, Logan bardzo się zdziwił bo nie miał dzisiaj urodzin ani nie było żadnego święta. Zajrzał do środka, lekko się dziwiąc. 

- Co to jest? - wyciągnął małe buciki. 

- Niespodzianka. - uśmiechnęłam się. 

- Nie.. - zapytał nie wierząc w to co widzi. 

- No to nie wiesz, że Ciocia już złożyła zamówienie?! - zaśmiał się Nick. 

- O matko! - uśmiechnął się. - Tak Cię kocham! 

poniedziałek, 13 lutego 2017

Part 76.

Narrator. 

Wakacje i wpleciony miesiąc miodowy Przyjaciele zaliczyli do udanych. Logan i Alice cieszyli się, że mogą spędzić ten czas z przyjaciółmi, chociaż jakby byli sami to na pewno by się nie obrazili.. Ale i tak byli im bardzo wdzięczni no może z małymi sprzeczkami.. Bella pogodziła się z Coltonem oraz zdobyła dużo materiałów do sklejenia swojego filmu dokumentalnego z chłopakami w roli głównej. Po powrocie miała zacząć komponować swój film. 

- Zbierajmy się, bo zaraz nie będziemy mieli gdzie wracać jak Martin nas wyleje. - panikował Logan.

- Szybko, szybko. Nie ma czasu. - poganiał Kendall. - Chodźcie, idziemy!

- Gdzie się tak spieszycie?

- Musimy jechać do studia, i musimy być tam.. Już jesteśmy spóźnieni! - krzyczał Logan.

Chłopaki niczym strzały wybiegli z domu, aby czym prędzej udać się do studia, wiedzieli co może ich tam zastać bali się reakcji Martina, że znowu się spóźnili. Gdy chłopaki starali się zjawić w studiu Alice zeszła na dół nie czuła się najlepiej ale wiedziała, że musi trochę posprzątać po chłopakach. Gdy tylko się schyliła po łyżeczkę zakręciło jej się w głowie i osunęła się na podłogę.

- Nic Ci nie jest? - na dół schodził właśnie Colton i zauważył Alice.

- Nie, nie wszystko w porządku. - uśmiechnęła się.

- Źle wyglądasz, może pojedziemy na pogotowie?

- Nie trzeba, za szybko wstałam i zaraz od razu się też szybko pochyliłam. Napije się herbaty i poczuje się lepiej.

- Usiądź a ja zajme się resztą.

- Ale to nie wypada, żebyś zajmował się domem, podczas jak jesteś tutaj gościem.

- Ja też tutaj będę mieszkał, więc mogę cos od czasu do czasu zrobić. - uśmiechnął się.

Podczas gdy Alice i Colton rozmawiali ze Sobą, w studio chłopaki czekali na Martina. Gdy zobaczyli, że idzie wstali na baczność.

- Chodźcie do biura, porozmawiamy chwilę. - Martin był bardzo wyluzowany.

- Zaczynam się jego bać.. - Logan szepnął do Carlosa.

- Ja chyba też, ale może nie będzie aż tak źle. - wzruszył ramionami.

- Przepraszamy, że się spóźniliśmy ale zaspaliśmy. Dopiero co wróciliśmy z wakacji, i wiesz zaspani, zmęczeni. Oj naprawdę słabo.

- Dobra. Wiecie, że już wspominałem Wam o tym, że ja i Eva jesteśmy parą a teraz mam lepszą wiadomość będę Ojcem! - oczy mu się zaświeciły ze szczęścia. - Więc na razie będę musiał przestać pracować. Wyprowadzamy się do Rodziców Evy, tam będę racował w firmie jej Ojca. A więc na razie z muzyką kończę. Przepraszam Was, ale musimy rozwiązać naszą umowę.

- Co?! - odezwał się James.

- Niestety, ale nie martwcie się, będziemy w stałym kontakcie.

- W jakim kontakcie? - oderwał się od telefonu.

- Martin wyjeżdza, zostawia Nas! - Carlos przetłumaczył przyjacielowi o co chodzi.

- To, to wiem ale mój kuzyn przyjeżdza więc to była reakcja na jego wiadomość. - spojrzał na chłopaków. - Co mamy zrobić? Jak wyjedziesz, a co z płytą? Zaraz ją wydajemy, co mamy zrobić?

- Wszystko jest załatwione. Naprawdę, mam jeszcze kilka dni do wyprowadzki więc załatwimy całą resztę, a potem się rozstaniemy. Więc, na dzisiaj to koniec, możecie wracać do domu. Cześć!

- No dobra, cześć. - Kendall zabrał chłopaków i wyszli.

- Świetnie, teraz bez wyrzutów sumienia będę mógł sie wyspać! - przeciągnął się Carlos.

- No Henderson, będziesz mógł pojechać teraz sam z Alice na jakieś wakacje, albo gorący weekend.

- To może być dobry pomysł. - uśmiechnął się.

- James, kiedy przyjeżdza Twój kuzyn?

- Prawdopodobnie jutro rano, dzisiejszą noc spędzi u kumpla. Sorry, że teraz to mówię ale dowiedziałem sie kilka dni temu. Nie wiedziałem, że to tak szybko nastąpi jak Colton się wprowadził myślałem, że dla Niego nie znajdzie sie miejsce i chciałem to jakoś odkręcić ale nie umiałem. - zmartwił się.

- Nie żartuj, im więcej Nas tym lepiej. Niech wpada, nasze imprezy zawsze były genialne! Więc to pierwsza też musi być taka. - Carlos klasnął w ręce.

- Dzisiaj ogarniemy pokój i powiemy wszystko dziewczynom.

- Jasne.

- Nie mogę uwierzyć, że to już koniec naszego zespołu. Każdy pójdzie w inną stronę? - zastanowił się Carlos.

- Moment, moment. - Kendall wyciągnał telefon z kieszonki. - Martin napisał wiadomość, że mamy wrócić do studia..

- Ech.. -wydusił z Siebie James.

- Naprawdę, ten Facet jest ciężki do ogarnięcia.. - westchnął Logan.

Chłopaki wrócili do studia, Martina nie było w swoim pokoju poczekali na Niego. Po chwili do środka wszedł sam nie obecny wraz z Evą któa nie była w dobrym humorze..

- Zaszła mała pomyłka. - zaczął tłumaczyć Martin.

- Mała? - zdziwiła się Eva. - Mała to jest istota którą nosze pod sercem, to jest duży problem. Martin pewnie Wam powiedział, że musimy rozwiązać umowę no i, że wyjeżdzamy do moich Rodziców. To jest kłamstwo, wyjeżdzamy tylko na tydzień, więc żądnej umowy nie rozwiązujemy! - spojrzała złowrogo na chłopaka. - Przepraszam Was za Niego, odkąd się dowiedział, że będzie Ojcem zupełnie oszalał, jak tylko coś się zmieni od razu damy wam znać. - Eva odzyskała dobry humor. - Logan jeszcze raz gratuluję!

Po wyjaśnionej sprawie chłopaki udali się do domu. Logan już planował, że znowu będą mogli z Alice wyjechać, lecz tym razem sami i w miejsce gdzie nikt nie będzie im przeszkadzał. Dobry humor nie odstępwał ich na krok, Kendall postanowił odwiedzić swojego dobrego Przyjaciela.

- To będzie dobry tydzień. - skomentował Kendall z wielkim uśmiechem na twarzy.

- Co planujesz? - chłopaki zapytali z ciekawości.

- Pomyślałem, że pojadę do Dustina, dawno go nie widziałem a zapraszał Nas już jakoś kiedyś. A, że Wy nie możecie, więc pojadę sam.

- Musisz go koniecznie pozdrowić, i zaprosić do kiedyś do Nas. - uśmiechnął się Carlos.

- Oczywiście, jeszcze dzisiaj do Niego zadzwonię i wyjadę po południu.

- Mamy zmianę planów chłopaki.. - James się skrzwił.

- Co jest?

- Tom przyjeżdza dzisiaj, jego kumpel musiał jechać do szpitala..

- Dobra. Pojedziemy do domu, ogarniemy pokój i zaraz wizyta na lotnisku! - Carlos zaczął Nas pospieszać.

Alice siedziała w salonie na fotelu wtulona w koc z kubkiem herbaty. Obok siedział Colton i wspólnie rozwiązywali krzyżówki, tak krzyżówki. Bella dzisiaj wyszła z domu tak cicho, że nikt jej nie zauważył. Jak chłopaki przekroczyli próg domu, bardzo się zdziwili widząc tą nietypową parę.

- Dobrze się czujesz Kochanie? - Logan od razu podszedł do Alice.

- Tak, wszystko jest ok. - uśmiechnęła się. - Jest dobrze.

- To dobrze. - uśmiechnął się Carlos. - Dzisiaj przyjeżdza do Nas kuzyn Jamesa. Tom.

- Aha. - westchnął Colton.

- Nie martw się. - pocieszył go James. - Każdy znajdzie tutaj swoje miejsce! - poklepał Carlosa po ramieniu.

- James ma rację, dom jest naprawdę duży a im więcej osób tym lepiej!

Kendall poszedł na górę i zaczął się pakować, Logan powiedział Alice, że mogą wyjechać na kilka dni poza miasto tylko we dwoje. Chcieli wyjechać jak najszybciej. Logan jeszcze wieczorem chciał znaleźć jakiś hotel i miejsce gdzie mogą pojechać.

Alice.

Cieszę się, że będziemy mogli spędzić trochę czasu razem. Nie mówię, że wakacje z Przyjaciółmi były złe, ale czas sam na sam spędzony z Mężem to już inna sprawa. Boje się tego wyjazdu, chcę spędzić trochę czasu z Loganem ale się boję. 

- Spakowana? - Logan wszedł do pokoju. 

- Tak, tak. Już kończę. - uśmiechnęłam się. 

- To zapraszam na dół, zaraz przyjedzie Tom, a chcemy jeszcze chwilę z nim porozmawiać. 

- Tak, tak już idę, zaraz przyjdę.

 Narrator.

Jak Tom przekroczył próg domu James bardzo się ucieszył, że znowu może zobaczyć kuzyna. Dawno się nie widzieli.

- No, no w końcu Nas odwiedziłeś! - Logan przywitał się z Tomem. 

- Tak, też się cieszę, macie naprawdę duży i ładny dom. 

- Dziękuje. Staramy się o Niego dbać jak najlepiej. - przyznał się Carlos. - Ale opowiadaj co tam u Ciebie? 

- Na razie mam wakacje, więc skorzystałem i postanowiłem przyjechać do Jamesa. - uśmiechnął się lekko, nie chciał powiedzieć tego co się dzieję naprawdę. 

- Cześć. - na dół zeszła Alice. 

- Tom poznaj moją żonę! - Logan wstał i podszedł do Alice. 

- No, no. - pokiwał głową. - Gratulacje! - Jestem Tom, miło Cię poznać. 

- Alice. Miło mi. - dziewczyna wyciągnęła dłoń w stronę chłopaka. - Czym się zajmujesz? 

- Aktualnie jestem aktorem gram też w teatrze, ostatnio dostałem propozycję żeby wystąpić w kilku reklamach. 

- James będziesz miał konkurencję! - zaśmiał się Logan. 

- Porównajcie Nas to oczywiste, że ja jestem przystojniejszy! - zaśmiał się Maslow. 

- Tak, tak. - pokiwał głową Tom. 

- Cześć! - na dole pojawił się Kendall. - Nie porozmawiamy zbyt długo, ale miło Cię widzieć! - Blondyn przywitał się z Tomem. - Na razie, ja muszę lecieć! - krzyknął i wyszedł z domu.

Kendall wyszedł z domu cały w skowronkach, przyjaciele lekko się dziwili, bo to tylko wyjazd na kilka dni do kumpla. Więc z czego się cieszyć? Tymczasem jak Kendall ruszał w podróż do domu wracała Bella. Wróciła do domu machnęła dłonią Przyjaciołom i od razu powędrowała do kuchni.

- Bella. Chodź do Nas! - zawołał Carlos.

- Idę.. - zmęczonym głosem odpowiedziała. - Przepraszam Was, ale długo z Wami nie zostanę. Padam na twarz, jestem okropnie zmęczona. - westchnęła.

- Usiądź chociaż na chwilę. - uśmiechnął się James. - Przy okazji poznaj mojego kuzyna. Tom to jest właśnie Bella, siostra Carlosa. Bella to jest Tom.

- Cześć Piękna! - uśmiechnął się i wyciągnął dłoń do dziewczyny.

- Czeeść.. - uśmiechnęła się. - Cieszę się, że Cię poznałam. Ale wybaczcie mi, muszę iść. Czeka mnie dużo pracy, ale mogę Wam też zdradzić, że.. W sumie nie bardzo wiem co chciałam powiedzieć bo zapomniałam. Ale to tylko mały szczegół. Dobranoc.

Bella poszła do Siebie na górę, wszyscy na dole także zaczęli się rozchodzić. James pokazał pokój Tomowi, chłopak od razu zasnął nie rozpakowując nawet torby. Od razu zasnął, Kendall cieszył się swoją podróżą, Logan i Alice także szybko zasnęli, chcieli wyjechać od razu rano. 

środa, 8 lutego 2017

Part 75.

15 minut później. 


Poszukiwania nie przyniosły efektów myślałam, że coś się uda. Mogliśmy jedynie czekać na chłopaków którzy może wpadli na jakiś trop, ślad. Jeżeli Oni nic nie znajdą będziemy musieli wezwać policję, a to wiążę się z powiadomieniem mediów i aferą.. Opadam już z sił, zaciągnę ją siłą za te blond włosy pod same drzwi odwykówki i przypnę kajdankami do najbliższego kaloryfera tak żeby się nie mogła ruszyć.. 

- Nie udało Nam się jej znaleźć.. - zmartwił się Kendall.

- Jutro zaczniemy znowu szukać. - pokiwał głową Logan. 

- Mam takie przeczucie, że jest w domu.. - zaśmiał się Carlos. 

- To nie jest śmieszne. - Scarlett stuknęła chłopaka lekko w ramie. 

- No co? - rozmasował bolące miejsce. - Dostałem właśnie wiadomość.. ' Jestem w domu, koło drzwi bo zapomniałam klucza ' 

Odetchnęłam w wielką ulga. Chociaż miałam wielką ochotę ją udusić. Chodzimy szukamy jej, a Ona na spokojnie jest w domu. W środku gotowało się we mnie, nie dałam tego po Sobie poznać. Spokojnie wróciliśmy do domu. 

- Czego nie mówiłaś, że wychodzisz? 

- Porozmawiajmy na zewnątrz, nie chcę aby ktoś nas słyszał. - Bella szepnęła mi na ucho i poprosiła żebym zawołała także Scarlet.

- Mów, opowiadaj. Słucham. 

- Jak tylko usłyszałam głos Coltona musiałam się jak najszybciej ulotnić nie chciałam z Nim rozmawiać. 

- Ale to nie powód żebyś wychodziła bez słowa. - łagodnie powiedziała Scarlett.

- Chciałam mu wszystko wygarnąć, że zostawił mnie bez słowa.. Wyjechał i nie dawał znaku życia podczas gdy ja martwiłam się co u Niego.. Myślicie, że to tak łatwo? Wyleczyłam się z tej miłości, ale jak go zobaczyłam to poczułam, że coś znowu może Nas połączyć, ale się boje. Cholernie się boje, nie chce ponownie czuć tego strachu, że wyjedzie i mnie zostawi.

- Jeżeli nie spróbujesz to się nie dowiesz. - Scarlett i ja przytuliłyśmy Bellę. 

- Nie! Nie będę go prosić aby ze mną był, jemu pewnie nie zależy. 

- Nie chciałam tego mówić, ale Colton właśnie skończył nagrywanie swojego filmu. i zostanie z Nami do końca miesiąca miodowego a potem wprowadza się do Nas. Także, jutro masz okazję z Nim porozmawiać.

- Dlaczego wy mi to robicie? Co ja złego zrobiłam??! - zaśmiała się w dziwny sposób.

- Chcemy abyś była szczęśliwa..

Po tych słowach Bella tylko dziwnie na Nas spojrzała i wyszła z pokoju. Tak się skończyła nasza rozmowa, może to dziwne ale byłam jeszcze bardziej przerażona niż wcześniej.. Jej śmiech i cała reszta doprowadziła mnie do drgawek.. Logan miał rację, Ona naprawdę wkurza ludzi.

Pokój Belli.

Ona oszalała, mam spokojnie porozmawiać z Coltonem, po tym jak Sobie wyjechał, rzadko się odzywał. Ona żartuje. Nie mogę tego przetrawić na trzeźwo.. Sięgając do torby natknęłam się na małą buteleczkę, to nie wystarczy ale zaspokoi na chwilę głód. Czasami mam takie wrażenie, że za dużo piję ale nie mogę nic na to poradzić. Pustą butelkę schowałam pod poduszkę, i od razu zasnęłam z uśmiechem na ustach.

- Musimy z Nią coś zrobić.. - powiedziałam chłopakom na dole. - Kilka imprez a Ona się totalnie stoczy. - zmartwiłam się.

- Nie zamierzam się z Nią kłócić, chcę żebyśmy żyli w zgodzie. Ale jak jej to przetłumaczysz?

- Spokojnie i damy radę, nie będzie tak źle. - skomentowała Scarlett. - Spróbuję z Nią porozmawiać, jestem z Wami od nie dawna, może przemówię jej do rozsądku.

- Byłabym Ci wdzięczna, z najbliższych przyjaciółek mam tylko Was. - łza zakręciła mi się w oku. - Nie chcę Was stracić, a dzięki Wam zyskałam wiele!

- Przestań, bo się wszyscy popłaczemy. - odezwał się śpiący James.

- Dobra, przełóżmy rozmowę na inny wieczór a teraz chodźmy spać, bo jest już późno. - zaproponował Logan i wszyscy poszliśmy do swoich pokoi.

Następnego dnia. 

Dzisiaj się wyspałam, naprawdę się wyspałam nie pamiętam kiedy tak dobrze mi się spało. Może to zmiana statusu związku? Odkąd mam Męża czuję się inaczej, bardziej spełniona. Wydaje mi się, że osiągnęłam to co najlepsze. Moje życie wskakuje na dobry bieg i z każdym wjazdem pod górę z każdą trudnością szybko zjeżdzam na dół ze spełnionymi marzeniami i nowymi celami które każdego dnia będę starała się spełniać jak najlepiej potrafię..

- Stoję już tutaj od dobrych kilku minut, i zastanawiam się czy powiedzieć, że już jestem czy może nie.. - usłyszałam śmiech Coltona.

- Co? - zmarszczyłam brwi i spojrzałam na chłopaka. - Przepraszam zamyśliłam się. Cześć! Kawy?

- Chętnie. - uśmiechnął się.

James. 

- Tak, James wyglądasz dobrze. - pochwaliłem się w lustrze. - mhmm. Wyczuwam zapach kawy, moje ciało jej się domaga. 

- Cześć, wyspałeś się? - przywitała mnie Alice z uśmiechem na ustach. 

- Tak, dziękuję bardzo. No w końcu do Nas wróciłeś. - przywitałem się z Coltonem. 

- Też się cieszę, mam nadzieję, że jakoś ułoże Sobie życie. - zaśmiał się. - Kurczę, już tak późno. Przepraszam Was ale muszę lecieć, mam jeszcze kilka spraw do zamknięcia nie mogą czekać.

- Ale kawa.. - zmartwiła się Alice.

- Wypiję! - wziąłem kubek do ręki. - Po co ma się marnować, jak tak ładnie pachnie.

- Chłopak nawet nie ma chwili, żeby z Nami posiedzieć. Dopiero co przyszedł a już musiał wyjść, pozałatwiać..

- No niestety, dzisiaj mam spotkanie z koleżanką ze szkoły.. Chciałem wymyślić jakąś wymówkę, ale nic się nie udało. - skrzywiłem usta.

- Dlaczego?

- Jednego razu zaprosiłem ją na randkę, pod presją chłopaków.. I teraz nie wiem jak Ona wygląda, zmieniła nazwisko i się wyprowadziła. Obecnie jest tutaj na wakacjach więc chciała się spotkać.

- Jak się umówiliście?

- Znalazła mój numer.. Nie wiem jak jej się to udało, no i nie chcę wiedzieć. Może zmienię numer?

- Nie! - krzyk odbił mi się echem. - Nie możesz tego zrobić, to by było wredne z Twojej strony, a dziewczyna może poczuć się z tym źle.

 - A jak ja się poczuję? Myślisz, że mi będzie łatwo?!

- Jesteś mężczyzną, uda Ci się. Pomyśl jak Cię opiszą w gazetach, to będzie wielki skandal. Jeżeli jeszcze udzieli wywiadu i opowie co się działo w szkole wtedy może to się źle odbić.

- Nic się nie odbiję, dostałem SMS-a z wiadomością, że spotkanie odwołane.

- Dlaczego? - uśmiech Alice opuścił jej twarz.

- Nie dostałem konkretnego powodu, ale na razie mogę się cieszyć chwilą.

- Nie będzie dzisiaj śniadania? - zapytał Logan drapiąc się po głowie.

- Będzie, na pewno będzie ale zaraz, znaczy nie długo.

- Siema, siema! Mamy jakieś śniadanko? - na dole zjawił się Carlos. - Jestem mega głodny! - podskoczył z radośći.

- Dobrze się czujesz? - zapytałem.

- Świetnie. Po wczorajszej imprezie, wiecie ja i Scarlett chcieliśmy jakoś rozładować emocje. Ona jest niesamowita, gorąca dziewczyna. Kocham ją na zabój! - ucieszył się.

- Zwolnij Ogierze, nie znacie się długo a już poszliście do łóżka?

- Czuję, że to dziewczyna moich marzeń. Jest piękna!

- Fakt, jest miłą dziewczyną. Lecz wolę swoją Żonę! - Logan spojrzał na Alice.

- Cieszę się waszym szczęściem. Carlito mam nadzieję, że Twój ślub będzie następny!

- Też mam taką nadzieję. - zaśmiał się.

- Kendall zaraz pewnie wstanie, więc po śniadaniu możemy iść na miasto, trochę pozwiedzamy zabierzemy kamerę Belli i nakręcimy kilka fajnych scen.

- Świetnie! Ale muszę napisać do Coltona, że w razie czego jesteśmy na mieście i żeby ogarnął naszą gwiazdę.. - skometnowała Alice.

- Zalazła Ci za skórę? - zaśmiałem się.

- Trochę. - spojrzała na Logana. - Może trochę po wczorajszym wypadzie na miasto lekko przegięła, nawet jeśli coś ją łączyło z Coltonem to mogła to trochę inaczej załatwić.

- Dzisiaj porozmawiają, nie będzie miała innego wyjścia. Nie ucieknie nigdzie a z balkonu nie skoczy. - wybuchła śmiechem.

- Dobra, idziemy nie ma czasu do stracenia. - zamknąłem drzwi i wyszliśmy.

Bella.

Lekka przesada? Może tak, ale nie mam na to wpływu jak już alkohol się leje to nie odpuszczam fakt to czasami przynosi nie za dobre konsekwencje ale nie mogę nic z tym zrobić. Próbowałam szukać pomocy ale na marne. Jestem beznadziejnym człowiekiem a dziewczyną to już w ogóle. Masakra. Nic mi się w życiu nie udaje. 

- Halo.. Jest tutaj ktoś?! - zapytałam wchodząc do kuchni. - No cóż, zostałam sama. Po wczorajszym zachowaniu mają prawo gdzieś pójść i mnie zostawić. 

- Cześć, wróciłem! 

- Matko.. - złapałam się za głowę. - A co Ty tutaj robisz? - przęłknęłam ślinę i odruchowo stłukłam szklankę, po czym zaczęłam zbierać kawałki szkła..

- Poczekaj, pomogę Ci. - Colton wziął szczotkę i pozamiatał. 

- Ale co, jak się tutaj znalazłeś? 

- Wracam do LA i będę z wami mieszkał, chyba się nie gniewasz? 

- Nie, nie. Świetnie, super.

- Dlaczego taka jesteś?

- Jaka jestem? - odwróciłam wzrok.

- Nie patrzysz na mnie, odwracasz wzrok i zachowujesz się inaczej.

- Patrzę na Ciebie.

- Nie, bardzo. Wiem, że nie odzywałem się.. Ale uwierz mi naprawdę tęskniłem.

- Jeżeli byś tęsknił, to dostałabym chociaż jakiś telefon albo list. Tak. Chciałam dostać ten cholerny list, żeby było romantycznie z zapachem Twoich perfum które są moimi ulubionymi, i serduszkami nad I to by było naprawdę miłe i cieszyłabym się z tego jak małe dziecko i oprawiłabym list w ramkę albo schowała głęboko w szufladzie żeby potem pokazać dzieciom, i sprawiłbyś mi naprawdę wielką frajdę. Tak z takiego czegoś bym się naprawdę ucieszyła.

- Nie wiedziałem.. - spuścił wzrok.

- To już wiesz.

- Muszę Ci coś powiedzieć, nie mogę tego w Sobie dusić. Wiem, że to może być dla Ciebie straszne jeżeli mnie znienawidzisz to ok zrozumiem to, ale muszę to powiedzieć, chodź na dwór nie będziemy marnować takiej pięknej pogody.

- To co mi chciałeś powiedzieć? - przekręciłam głowę i czekałam.

-Bo jak byłem kręciłem film, to poznałem pewnego Faceta był reżyserem.. I, i ja się w Nim zakochałem. Naprawdę ukrywaliśmy ten związek jak tylko mogliśmy ale paparazzi udało się zdobyć nasze zdjęcia. Naprawdę jest mi trudno o tym mówić, pewnie już wiesz, że pociągają mnie kobiety jak i mężczyźni. Ale zawsze gdzieś w środku czułem, że zależy mi tylko na Tobie. Bella?

- Daj mi to przyswoić.. - wstałam.

- Nie wylądowałem z Nim w łóżku, naprawdę. przysięgam Ci do niczego nie doszło z żadnym innym Facetem. - krzyknął gdy ja weszłam w głąb domu.

Musze to przemyśleć, oswoić się z tym wiem, że to potrwa z tą informacją i tak nie zmienię zdania co do Coltona. Ze względu na wszystko i tak bardzo mi na Nim zależy. Może to będzie trudno zaakceptować ale dla Niego jestem w stanie to zrobić.

- Bella! - usłyszałam głos Coltona.

- O nie.. On chcę porozmawiać, boje się tego tematu.

- Wiem, że jesteś w pokoju, porozmawiajmy.

- Wejdź.

Nie patrzyłam chłopakowi w oczy, bałam się tej całej rozmowy ale przypomniałam Sobie naszą przygodę w wesołym miasteczku. Na samą myśl się uśmiechnęłam, i rozluźniłam.