środa, 29 marca 2017

Part 84.

Bella ze smutkiem w oczach wyszła z pokoju spojrzała jeszcze raz w stronę Marcusa, który szczerze żałował tego, że dziewczyna zostaje bez niczego. Może jest dobrym aktorem i tylko udaje.

- Będziesz musiała oddać przepustkę. - powiedział ochroniarz.

- Proszę.

Dziewczyna westchnęła głośno i wyszła ze studia, w pewnym momencie odczuła ulgę ale z drugiej strony było jej żal, że musi opuścić to miejsce. Postanowiła, że jeszcze dzisiaj pojedzie do Szefa. Wsiadła do samochodu i ruszyła, co prawda musiała jechać ładny kawałek drogi ale w końcu dojechała. Pod naprawdę imponującą willę. Takiego typu domy widziała tylko w filmach. Idealnie przystrzyżony trawnik, różne figury wycięte z żywopłotu, piękna fontanna i droga wyłożona kamyczkami które piękne komponowały się z całą resztą. Dziewczyna zadzwoniła domofonem.

- Proszę? - powiedział głos po drugiej stronie.

- Dzień dobry. Chciałam porozmawiać z Panem Goldem.

- Proszę imię i nazwisko zapowiem gościa.

- Isabella Pena. - westchnęła ze zdenerwowaniem.

Nie minęło pięć minut a drzwi otworzyły się szeroko, Bella zapukała do drzwi i otworzył je lokaj.

- Zapewne Panna Isabella Pena. Pan Gold już czeka. Proszę za mną.

Bella poszła za lokajem, mężczyzna zatrzymał się przed wielkimi drzwiami. Kazał jej poczekać. Gdy wyszedł Bella weszła do środka. W oddali stały meble całe z mahoniu z pozłacanymi poszczególnymi elementami, stał tam też duży regał z mnóstwem książek i specjalna półka na płyty i różnorakie albumy, Bella zachwycała się każdym kawałkiem pokoju. Gdy fotel się obrócił siedział tam mężczyzna w średnim wieku miał około 40 lat był Przystojnym brunetem o niebieskich oczach, kilkudniowy zarost dodawał mu męskości. Dziewczyna na chwilę się rozkojarzyła, ale przypomniała Sobie po co tutaj przyszła.

- Dzień dobry. - uśmiechnął się szeroko. - Słucham, w czym mogę pomóc?

- Dlaczego zostałam zwolniona? - zapytała.

- Proszę usiąść. - wskazał miejsce.

- Nie dziękuję, to będzie krótka rozmowa. - oburzyła się. - Zapytam ponownie, dlaczego zostałam zwolniona?! - podniosła ton głosu.

- Widziałem Twój wywiad. - pokiwał głową.

- I to dlatego? - zdziwiła się. - Co miałam powiedzieć, że muzyka jest całym moim światem? Że będę robiła to do końca życia, mogę mieć jakieś inne pasje, nie będę całe życie robiła jednej rzeczy.

- Oczywiście, masz rację. Jesteś młoda znajdziesz Sobie nową wytwórnię, a teraz przykro mi. Ale znalazłem nową gwiazdę. - uśmiechnął się szyderczo.

- Dziękuję za współpracę. - odpowiedziała i udała się do wyjścia.

- Zaczekaj. - powiedział i ruszył w stronę dziewczyny. - Proszę, to dla Ciebie. - podał dziewczynie kopertę.

- Co to? - zdziwiła się.

- Odprawa. - uśmiechnął się. -

- Dziękuję. - dziewczyna uścisnęła mu dłoń.

W domu wszyscy siedzieli i nadawali swoje zdanie o wywiadzie, każdy chciał powiedzieć coś od Siebie. Bella nie zaglądając do koperty wsiadła do samochodu i odjechała. Dzisiejszy dzień chciała zamknąć w pudełku i zakopać tak żeby nikt się o tym nie dowiedział. Gdy weszła do domu na twarz nałożyła uśmiech i poszła w kierunku salonu.

- Bella, kochana umówimy się na kawę, a potem na ploteczki będzie tak fajnie. - Kendall parodiował Cameron.

- Oczywiście. Słuchaj będzie świetna zabawa. - machnął dłonią Carlos, udając siostrę. - Może od razu chodźmy, nie marnujmy czasu. - zachichotał.

- Dobrze się czujecie? - zapytała z uśmiechem na ustach.

- Nawet i lepiej. - powiedział Kendall.

- To świetnie. - usiadła na rogu kanapy.

- Marcus jest zadowolony z wywiadu? - James trafił w czuły punkt.

- Tak, oczywiście bardzo mu się podobało. - uśmiechnęła się. - Skoczę do pokoju, muszę się przebrać. - dziewczyna ruszyła na górę.

Bella.
W końcu mogę zrzucić z Siebie ciuchy, wiem powinnam wszystko powiedzieć co się stało, ale się boję. Nadzwyczajnie się boję ich reakcji. Stop. Przecież nie będą mnie obwiniać o to, że zostałam zwolniona. Teraz bym chciała położyć się spać i zapomnieć o całym dniu, ale zostaje mi na razie zmyć makijaż, przebrać się w domowe ciuchy i zejść na dół.

- Myślicie, że Bella się stresowała? - zapytał Carlos.

- A pamiętasz swój pierwszy wywiad? - spojrzał na Niego Logan.

- Tak. - zmrużył oczy. - To był chyba najstraszniejszy dzień w moim życiu..

- Dlaczego? - zapytała Scarlett.

- Wszystko było w porządku, ale jak weszliśmy do studia to sparaliżowało mnie. Od razu miałem tremę, zapomniałem nawet jak się nazywam. - skomentował.

- Jak to? - zdziwiła się Scarlett.

- No tak. Przed wywiadem jak podeszła do Nas Nicole Kress.. - Carlos się zatrzymał.

- Nawyzam się Raclos Nape.. - wyprzedził go James.

- Mogłeś tego nie mówić. - Carlos zmrużył oczy. - To była największa żenada. - zaśmiał się.

- No ale teraz to jest śmieszne. - powiedział Kendall. - Każdy z Nas miał taką wpadkę, nie mówię tutaj o telewizji ale w życiu codziennym.

- No to możecie się pochwalić. - powiedziała Alice masując brzuch.

- Może innym razem.

Wdech, wydech. Trzeba zderzyć się z rzeczywistością, ale tak bardzo się boję im powiedzieć. Ale muszę, no i też muszę się spotkać z Lesnarem. To głupie, ale muszę mu podziękować.

- Jest i nasza gwiazda. - uśmiechnął się Kendall. - Jak tam się czujesz? - zapytał.

- Dobrze, jest spoko.

- Spoko? - zdziwił się James. - Przecież Cameron to jest super gwiazda, mało komu udaje się z Nią spotkać, bo ma napięty grafik.

- A jeszcze ta propozycja z kawą, to było dobre. - zaśmiał się Logan.

- Ale to prawda, dostałam SMSa, ze spotkaniem na jutro. - uśmiechnęłam się.

- Żartujesz? - zdziwił się Colton. - Z tego co mówią, chłopaki to jest naprawdę spora szansa.

- Oj tam. Pójdę, przyjdę. Zero tragedii.

- Co to za samochód przyjechał? - zapytała Scarlett widząc przez okno, czarnego Suva. - Zatrzymał się koło domu, ale nic nie widać bo szyby są przyciemniane.

- Pójdę zobaczę. - powiedziałam. - Szukacie kogoś? - zapytałam pukając do okna.

- Chciałem porozmawiać. - powiedział Lesnar.

- Nie powinno Cie tutaj być, o tej porze. - ochrzaniłam go.

- Wsiadaj. - kiwnął głową.

- Nie, bo wszyscy się patrzą pewnie przez okno i będzie widać.

- Jakoś im to wytłumaczysz, a teraz chodź.

- Co chcesz? - zapytałam.

- Marcus znalazł Sobie nową gwiazdę.. Camille. I teraz to Ona będzie grała pierwsze skrzypce na rynku muzycznym.

- W jakim celu mi to mówisz?

- Po prostu chcę żebyś wiedziała, i nic więcej.

- To nie ma żadnego sensu.. Jaki masz w tym interes? - zdziwiłam się.

- Camille nie ma talentu, chcę tylko zaistnieć w mediach a ja chętnie ją ośmieszę.. Fakt, faktem kiedyś była dla mnie ważna ale teraz to się zmieniło. I chcę żeby wiedziała, co to znaczy być ośmieszonym.

- Ale jak ja mam Ci w tym pomóc?

- Podrzuć to Marcusowi.. - podał mi płytę. - Albo wrzuć to gdzieś w jakieś ważniejsze media, albo podrzuć do telewizji. Chcę żeby było zabawnie.

- Nie lubimy się, ale to mogę zrobić. - uśmiechnęłam się złowieszczo.

- I to mi się podoba.. - pokiwał głową, po czym wręczył mi kopertę.

- Zapłata? - zdziwiłam się.

- Zaliczka Piękna. Zaliczka.

- Dziękuję. - odpowiedziałam.

- Dobra, jeżeli jutro uda Ci się to zrobić, to daj mi znać.

- Ok.

To jest podejrzana sprawa.. Nie wiem dlaczego to robię, ale dodatkowe pieniądze zawsze się przydadzą. Chociaż, w ostatnim czasie dostaję dużo pieniędzy.

- Kto to był? - Carlos uniósł brew do góry.

- Nikt ważny. - westchnęłam.

- Ale długo Cię nie było. - spojrzał podejrzliwie.

- Nie chcę o tym mówić. - wyminęłam brata, i poszłam do pokoju.

- To jest jakaś podejrzana sprawa. - skomentowała Scarlett.

- Wiem, i mam nadzieję, że się dowiem o co chodzi.

Chyba powinnam powiedzieć, że zostałam zwolniona.. Ale boje się reakcji brata, nie chcę żeby był na mnie zły. Boje się mu o tym mówić, ale chyba będę musiała. Czas spojrzeć strachowi w oczy.. Nie, nie dam rady. Zostałam w pokoju, nie miałam ochoty jak na razie wychodzić. Włączyłam laptopa, i zrobiłam to o co prosił mnie Marcus.. A potem zdrzemnęłam się na chwilę, ale z dołu usłyszałam jakieś krzyki. Spojrzałam na zegarek, była 18. No, to długo spałam. Schodząc na dół słyszałam jakąś rozmowę.

- Jak ja jej to powiem? - Carlos zataczał kółko w salonie.

- Uspokój się, na początek. Usiądź. Napij się wody, i uspokój się. - pocieszała go Scarlett.

- Ale jak ja jej to powiem? - Chłopak wziął łyk wody. - Jak jej to powiedzieć?

- Co chcesz powiedzieć, i komu? - zapytałam.

- Bella. - powiedział spokojnie James. - Usiądź, i weź głęboki wdech.

- Powiecie mi o co chodzi? - zaczęłam się denerwować.

- Rodzice mieli wypadek, i są w szpitalu. - powiedział Carlos.

- Jaki wypadek? Musimy tam jechać. - nerwowo zaczęłam szukać kluczy w spodniach.

- Zawiozę was. - powiedział Colton.

- Nie, nie. Ja sama jadę.

- Chodźcie zawiozę Was. - zaoferowała Scarlett.

- Dobra, skocze na górę się przebrać i możemy jechać.

Nie chciałam, a może raczej nie mogłam uwierzyć, że stało się coś takiego. Moi Rodzice mieli wypadek, to nie może być prawdą. Nie wyobrażam Sobie tego. W myślach ciągle poganiałam Scarlett aby jechała szybciej, chciałam już ich zobaczyć i przytulić żeby to wszystko okazało się kłamstwem. Gdy tylko zaparkowaliśmy, chciałam wybiec z samochodu, z nerwów nie mogłam odpiąć pasów..

- Gdzie są moi Rodzice? - zapytałam recepcjonistkę.

- Spokojnie, powoli. Może nazwisko mi podasz. - powiedziała spokojnie.

- Po pierwsze, nie jestem z Panią na Ty! Nazwisko Pena.. - powiedziałam głośno i wolno.

- Pena, Pena.. - przeszukiwała kartki w notesie.

- Elizabeth. - powiedział wysoki brunet o niebieskich oczach. - Czy przyjechał już ktoś do Państwa Pena?

- To my. - powiedział Carlos. - Dzień Dobry, nazywam się Carlos Pena a to moja siostra Isabella i narzeczona Scarlett. - Możemy wiedzieć jak się czują Rodzice? - zapytał.

- Dzień Dobry. Nazywam się Mark Sables. Zapraszam Państwa do Siebie. - zaprowadził Nas do pokoju.

- Jak się czują nasi Rodzice? - zapytał Carlos.

- To był dosyć poważny wypadek. Stan Rodziców jest ciężki, na razie nie mogą Państwo odwiedzić Rodziców. Ale będą Państwo informowani na bieżąco..

Gdy tylko dojechaliśmy do domu, czułam się źle. Nie miałam ochoty na nic. Jak Sables opowiadał o obrażeniach jakich doznali Rodzice wyobrażałam Sobie ten ból i każdą nawet najmniejszą ranę. Wychodząc z pokoju do kuchni, usłyszałam z pokoju Kendalla dziwne odgłosy.. Zajrzałam przez lekko uchylone drzwi.

- Może dzisiaj weźmiemy wspólny prysznic? - zaoferował Dustin.

- Bardzo bym chciał, ale ta sytuacja z Rodzicami Carlosa naprawdę mnie rozłożyła. spojrzał na chłopaka.

- Wiem Kochanie. Ale nie możesz żyć tylko tym. - Dustin zaczął całować Blondyna w kark.

- Przestań. - uśmiechnął się łobuzersko. - Ktoś może Nas zobaczyć. - kręcił głową.

Chłopaki w jednej chwili pochłonęli się w objęciach i namiętnych pocałunkach. Nie zwracali na nic uwagi, nie widzieli poza Sobą świata. Jak na złość, musiałam zakasłać. Chłopaki zatrzymali się i Kendall wstał żeby zobaczyć co się stało. A później zamknął drzwi. Nie tego spodziewałam się po wizycie Dustina..

- Już biegnę.. - Logan przebiegł obok mnie niczym rakieta.

- Co się stało? - zapytałam.

- Jadę z Alice do szpitala, źle się poczuła. Sorry. - wydukał.

- Co się stało? - szybko zeszłam na dół.

- Alice zasłabła, i zaczęła wymiotować krwią.. - zmartwiła się Scarlett.

Logan pojechał z Alice do szpitala, nie wyglądała najlepiej. Czuła się źle i przez drogę kilka razy wymiotowała.

- Mogę prosić lekarza? - Logan zaczepił pielęgniarkę.

- Co się dzieje? - zapytała.

- Moja Żona zaczęła wymiotować w domu krwią, i kaszel ją dusi jest w ciąży i się zacząłem bać, więc postanowiłem tutaj przyjechać. - powiedział

- Proszę, zapraszam tutaj na salę segregacji. - wzięła wózek i zawiozła Alice.

- Doktorze, mamy pacjentkę z atakiem kaszlu i wymiotami z krwią.

- Co się dzieje? - zapytał.

- Żona zaczęła wymiotować w domu krwią i dusi ją kaszel, a do tego jest w ciąży. - powiedział Logan.

- Podamy tlen, żeby mogła lepiej oddychać.

Gdy Alice się uspokoiła Logan poszedł z lekarzem do pokoju.Wytłumaczył wszystko i podał papiery z ostatnimi badaniami. Lekarz poczytał lecz miał nie wyraźną minę.. Pielęgniarki zajmowały się Alice która ponownie miała napad kaszlu. Jej sytuacja nie wyglądała dobrze.

- Musimy zostawić Pańską Żonę na obserwacji.

- Nie mogę jej zostawić.

- Proszę przyjechać rano. - powiedział Lekarz. - Zajmiemy się Żoną jak najlepiej będziemy mogli.

- Zostawię swój numer telefonu, w razie czego proszę dzwonić o każdej porze.

Logan pożegnał się z Alice i opuścił szpital. Najchętniej zostałby przy Żonie, ale nie miał nawet gdzie nocować. Chłopak wrócił do domu, nie miał ochoty z nikim rozmawiać. Czuł się, źle bo nie mógł nic zrobić.

środa, 22 marca 2017

Part 83.

Minęło kilkanaście dni. Pena bardzo się cieszy, że mieszka z narzeczoną, chcą zaplanować ślub, ale jak już Alice wyzdrowieje. Póki co dziewczyna jeszcze leży w szpitalu. Logan codziennie odwiedza Żonę. Dustin przyjaciel chłopaków postanowił ich odwiedzić, szczególnie chciał przyjechać do Kendalla ponieważ to za Nim się stęsknił. Telefon Belli już od samego rana zasypywał ją wiadomościami. W końcu dziewczyna, postanowiła zajrzeć i zobaczyć kto ją tak męczy. Była to Camille która próbowała się połączyć z dziewczyną.

- No wreszcie odebrałaś! - można było usłyszeć głośny krzyk po drugiej stronie.

- Przepraszam, ale spałam. O co chodzi? - zapytała.

- Jutro masz wywiad u Cameron Moon! To jest naprawdę wpływowa Kobieta, więc pojawisz się tutaj jutro o 7, bo wywiad ustalony jest na 9!

- Jasne. - westchnęła.

- Radzę Ci się nie spóźnić. Bo Gold.. Znaczy Marcus się zdenerwuję. - poprawiła się szybko.

- Gold? - zapytała z niedowierzaniem.

- Golf, chciałam powiedzieć, golf. A z resztą nie łap mnie za słówka i jutro o 7 widzę Cię w studio! - rozkazała i rozłączyła się.

- Kochanie, rozmawiałem z lekarzem i twój stan zdrowia się polepszył więc możemy wrócić do domu, ale musisz przestrzegać diety i nie stresować się.

- To świetnie, bo mam już dosyć tego szpitalnego nastroju i ciągłej nie wiedzy. Z maleństwem jest na razie wszystko w porządku, więc się ciesze, a ja też się lepiej czuję. - odetchnęła z uśmiechem.

- To ja zaraz skoczę po wypis i możemy się zbierać. - Logan pocałował Alice.

Dziewczyna ucieszyła się, że może opuścić mury tego więzienia. Tak, czuła się tutaj jak w więzieniu, nie miała ochoty przebywać tutaj dłużej. Jak Logan wrócił z wypisem Żona od razu uprzedziła Logana, że następnym razem nie chcę przebywać w tym szpitalu, bo jest tutaj nie miło. Logan zapewnił ją, że następny szpital jaki odwiedzi to przy chwili porodu.

- Obiecuję, że tam nie wrócisz. - Logan zaparkował samochód obok garażu.

- No ja myślę. - dziewczyna odpięła pasy i wysiadła z samochodu. - W końcu widzę, nasz kochany dom. - ucieszyła się. - Tak się stęskniłam za wszystkimi, i dopóki co nie mam zamiaru opuszczać murów tej posiadłości.

- Wróciłem! - krzyknął Logan.

- Czerwony dywan chciałeś? - zaśmiał się James.

- Nie, ale jakbyście mieli chociaż dobre śniadanie to chętnie zjem. - odezwał się damski głos.

- Alice?! - zapytała Scarlett.

- Wróciłam w końcu i nie mam jak na razie zamiaru Was opuszczać. - uśmiechnęła się i weszła dalej w głąb domu.

- Pięknie wyglądasz. - pochwalił Alice Carlos. - Już coś tam widać. - Latynos pogłaskał brzuch Alice. - Kto będzie ulubionym Wujkiem, no kto? - mówił do brzucha Alice.

- Maleństwo tutaj Ciocia Scarlett, kto jest najsłodszym brzuszkiem Cioci, no kto. Moje maleństwo słodkie. Moje, Ty moje. - mówiła słodkim głosem wprost do brzucha Alice.

- Chyba w szpitalu nie było aż tylu wariatów.. - szepnęła do Logana, na co Carlos i Scarlett tylko się uśmiechnęli.

- Ktoś będzie musiał rozpieszczać naszą małą Sophie Scarlett Henderson. - uśmiechnęła się szeroko.

- Hola, hola.. - Carlos spojrzał na Narzeczoną. - David Carlos Henderson jak już coś Maleńka. - mrugnął do Scarlett.

- Nie chcę Wam przeszkadzać w tej jakże ważnej rozmowie, ale to chyba ja z Loganem mamy wybrać imię dla naszego dziecka. - odpowiedziała Alice.

- Ale wiesz, że ja już się zgłaszam na matkę chrzestną dla małej Sophie.

- Wujek Carlos będzie najlepszy dla Davida.

- Kochanie, nie przejmuj się, bo nie możesz się denerwować. Zapraszam do pokoju a zaraz zrobimy jakieś śniadanie.

- Zrobimy? - zdziwiła się.

- Wszyscy zrobimy śniadanie, w końcu zjesz coś w miłym towarzystwie.

- Kocham Cię. - uśmiechnęła się.

- Wiem, Skarbie wiem.

Logan poprosił domowników aby pomogli mu przy śniadaniu, chciał zrobić przyjemność Alice, która dopiero co wróciła ze szpitala. I nie wiedział na jak długo będzie mógł Sobie pozwolić na tą przyjemność przebywania z Żoną w domu i budzeniu się przy Niej codziennie rano. Gdy na stole pojawiły się kanapki, gofry, naleśniki, owoce i warzywa oraz przeróżne soki i inne płyny Alice zeszła na dół.

- wow.. Jaka uczta. - uśmiechnęła się szeroko. - No naprawdę jestem pod wrażeniem.

- My też! - odetchnął Carlos. - Ja też chcę do szpitala, i chcę takie śniadanie. - Latynos tupnął nogą.

- Poczekaj, będziesz miał Żonę to na takie śniadanie może zasłużysz. - zaśmiała się Bella. - Ale takie śniadanie to naprawdę dobry pomysł. - rozmarzyła się.

- Rodzice nie robili nam takich śniadań. - powiedział Carlos. - Chyba Nas nie kochali. - posmutniał i zaczął ruszać brodą.

- Nie martw się. - Bella wyciągnęła rękę do brata. - Nie każdy może mieć takie przywileje. - zaśmiała się i spojrzała w stronę Alice.

- Logana Wam nie oddam. - zaśmiała się z pełną buzią.

- Nie chcę Logana, chcę czasami takie śniadanie dostać. - Scarlett spojrzała się na Latynosa.

- Kochanie obiecuję, że takie śniadanie będziesz miała.

- Jutro mam wywiad.. - Bella strzeliła tak nagle.

- No, no. Super, no to gratulację. A z kim? - zapytał James.

- Cameron Moon. - powiedziała nakładając Sobie sałatkę.

- Co?! - chłopaki głośno zapytali.

- Coś się stało? - przestraszyła się.

- Ona jest niesamowita! - zachwycił się Logan.

- Jest piękna! - powiedział Kendall. - Jest naprawdę świetna, uwielbiam ją. - Martin próbował Nas tam wkręcić, ale nie było terminów, bo miała cały kalendarz zajęty. - posmutniał. - Ale cieszymy się, że Tobie się uda.

- Pamiętaj, że Cameron jest naprawdę dociekliwa i wypyta się Ciebie o wszystko. - uprzedził ją Logan.

- Po tym wywiadzie połowa LA będzie wiedziała jaki masz numer buta, i dlaczego nie lubisz szpinaku! - zaśmiał się James.

- Ej.. Ja lubię szpinak. - złożyła ręce na piersiach. - O takie szczegóły będzie pytała? - zmartwiła się.

- Nie, ale w rozmowie pytanie zostanie tak sformułowane, że zanim się obejrzysz a już będziesz okrzyknięta przez media Żoną jednego z Jonasów. - uśmiechnęła się Alice.

- A po całym wywiadzie część fanów Cię znienawidzi, a druga wręcz przeciwnie zakocha się w Tobie po uszy, albo na następny dzień przed Twoimi drzwiami będzie stał jakiś facet z bukietem czerwonych róż i pierścionkiem zaręczynowym na które wydał całe swoje oszczędności. - wkręcił sie Carlos.

- Ja nie chcę tam iść. - pokręciła głową. - Boje się już tego wywiadu zamknę się w pokoju, schowam pod kołdrę i nie wyjdę.. A jedzenie będziecie przynosić mi do pokoju.

- Nie stresuj się. - Colton przytulił Bellę. - Oni tak tylko mówią, żebyś miała jakąś pierwszą wpadkę. - uśmiechnął się.

- Wy macie już wywiady, sesje i inne różnego typu imprezy za Soba, a ja idę na pierwszy ogień.. Boje się, jak cholera, że coś źle powiem albo wcale nic nie odpowiem a Wy tutaj się ze mnie nabijacie. - dziewczyna była bliska płaczu.

- Uspokój się, przecież nic takiego się nie stanie. - James objął dziewczynę. - Dasz Sobie radę ze wszystkim, a my będziemy siedzieć przed telewizorem, trzymać za Ciebie kciuki i oglądać.

Bella trochę się uspokoiła, ale nie była pewna, swojego występu. Resztę dnia spędziła w pokoju, przygotowując się na wszystkie możliwe pytania i oglądając wywiady które przeprowadziła. Później usiadła na parapecie w bluzie z kubkiem parującego kakao, nie zważając na późną porę która już panowała. Na dworze można było usłyszeć muzykę z klubów, śmiech i płacz. Westchnęła głośno i z rozmyśleń wyrwał ją dźwięk dzwonka.

'' Będzie mi miło, jeżeli zechcesz zejść na dół, czekam pod drzwiami.. To nie będzie trwało długo. '' 

Bella nie znała tego numeru ale bardzo chciała się dowiedzieć kim jest dana osoba.. Zeszła cicho na dół, żeby zobaczyć kto jest adresatem. Wyjrzała przez drzwi i zauważyła Lesnara. Przestraszyła się, ale wyszła na dwór.

- Czego chcesz?! - zapytała ze złością w głosie.

- Camille, chcę Ci zaszkodzić. - powiedział.

- Co?

- Tak. Ta dziewczyna która została przyjęta u Was to Camille Russo. Znam ją i to bardzo dobrze, pracowała kiedyś dla mnie. A teraz zatrudniła się u Was, wiem nie jesteśmy przyjaciółmi ale ostrzegam Cię przed Nią..

- Nie wierzę Ci. - pokręciła głową.

- Jutro masz wywiad, i nie radzę Ci słuchać się c do ubioru który zaproponuje Ci Camille, bo będzie to bardzo odważna stylizacja. No chyba nie chcesz, żeby wszyscy uznali Cię.. A z resztą, co ja się będę produkował. W każdym bądź razie ja chciałem dobrze. - powiedział i odwrócił się.

Następnego dnia. 

- Jadłaś śniadanie? - zapytał Marcus.

- Nie. - pokręciła głową. - Nie mogłam nic przełknąć.

- Proszę spróbuj coś zjeść, zejdź do bufetu, bo nie chcę żeby podczas wywiadu Twój żołądek wariował.

- Może ja coś przyniosę? - zaoferowała się Camille.

- Nie! - Bella odwróciła wzrok. - Przejdę się, przewietrzę umysł. To mi dobrze zrobi.

Tak jak powiedziała to zrobiła, zeszła na dół wzięła kawę i coś do jedzenia. Usiadła przy stoliku i myślała nad słowami Lesnara, może i miał rację albo chciał ją wrobić żeby odwrócić uwagę od swojego planu.

- Marcus, zaprasza Cię na górę. - na dole pojawił się chłopak z obsługi.

- Już idę, już.

Camille wybierała strój dla dziewczyny, a Marcus dawał jej ostatnie rady.

- Dobra, mów szczerze i często się uśmiechaj ale powiedz też kilka miłych słów o mnie.

- To powiesz sam. - zaśmiała się.

- Nie, to jest Twój wywiad, więc Ty tam będziesz sama ja będę za kulisami.

- Nie, nie zostawiaj mnie samej. - chwyciła go za rękę.

- Wszystko będzie dobrze. - uśmiechnął się. - A teraz idź i się przebierz.

Bella spojrzała na Camille, i Marcusa. - Nie ma czasu, już musimy wyjeżdżać nie zdążę. - pokiwała głową.

- O cholera! - spojrzał na zegarek. - Dobra, jedziemy będziesz w tym o masz na Sobie.

Cały budynek był naprawdę imponujący, do środka co chwilę wchodziły jakieś osoby a paparazzi czekali na każdym kroku aby tylko móc zrobić jakieś kompromitujące zdjęcie. Do studia Cameron trzeba było wjechać na 10 piętro, i przejść kilka kroków aby trafić we właściwe drzwi.

- Marcus. - odezwała się młoda około 30 letnia zgrabna kobieta z kasztanowymi włosami, niebieskimi oczami i idealnie dobranym kolorem szminki. - Jak miło Cię widzieć. - uśmiechnęła sie ukazując szereg śnieżnobiałych zębów. - Startujemy za 5 minut, zapraszam do studia. Rozgośćcie się a ja zaraz do Was wracam. - uśmiechnęła się.

Bella usiadła na wyznaczonym przez reżysera miejscu, wzięła kilka głębokich oddechów i napiła się wody. Poczuła cytrynowo-miętowy smak, od razu poczuła ulgę.

- Isabella Pena? - zapytała wchodząc Cameron.

- Tak. - pokiwała głową. - Miło mi Panią poznać. - przywitała się.

- Mów mi po prostu Cameron. Tak będzie lepiej, nie stresuj się bądź Sobą. - uśmiechnęła się a wszystko pójdzie samo.

- Ok.

- Cameron. Zaczynamy za 5,4,3,2,1.. Jedziesz!

- Witaj słoneczne Los Angeles! No chociaż teraz aż tego słońca tak bardzo nie ma, ale u mnie w studio mogę zapewnić, że słońce jest zawsze! - uśmiechnęła się szeroko. - Dzisiaj w moim studio gości nowa gwiazda. Młoda, piękna i utalentowana, dotąd żyła w cieniu brata ale teraz Ona zdobywa listy przebojów. Pewnie jesteście ciekawi o kim mówię. Otóż przed Wami Isabella Pena! - zaczęła klaskać.

- Dzień dobry, cześć. - uśmiechnęła się szeroko.

- Jesteś siostrą jednego z członków zespołu Big Time Rush, Carlosa. Jak się z tym czujesz, że Twój brat jest jednym z wielu bożyszczy nastolatek?

- Fakt, fanki go uwielbiają po jest mega uroczy i słodki. Na początku miałam pewien dystans do jego kariery, ale z czasem się do tego przekonałam, i chciałam spróbować takiej drogi.

- Dopiero zaczynasz karierę, jeżeli Ci się nie uda to masz jakiś plan awaryjny? - zapytała.

- Tak. - pokiwała głową. - Chcę spróbować sił w aktorstwie, mam już za Sobą pierwszy film i myślę, że to nie będzie ostatni. Ale fotografia też w moim sercu zajmuje wielki kawałek.

- Muszę Ci powiedzieć, że naprawdę się popłakałam. Mało na którym filmie się wzruszam, to na tym wypłakałam całe opakowanie chusteczek.

- Bardzo miło słyszeć takie słowa. mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że to jak dotąd najlepszy komplement jaki usłyszałam o tym filmie. - uśmiechnęła się.

- Wszystkie moje Przyjaciółki, nie mogły się nachwalić. Naprawdę sama jak mam zły dzień obejrzę Twój film i potem wiem, że później mogę wszystko.

- Dziękuję bardzo, naprawdę ciesze się. Już sama nie wiem co powiedzieć.

- Przepraszam, dostałam znak, że to miał być wywiad. Po programie umówimy się na kawę, i porozmawiamy o innych sprawach. - zaśmiała się. - Teraz wróćmy do wywiadu. Po tym filmie już zyskałaś popularność, jak się czujesz z tym, że jesteś wyjątkowa? Nie chciałabyś wrócić do czasów kiedy byłaś zwykłą dziewczyną?

- Nadal jestem zwykłą dziewczyną, co do tego nie mam wątpliwości. Jestem zwyczajnym człowiekiem, o zwyczajnych myślach i wiodę zwyczajne życie, ale teraz Ono obróciło o 180 stopni, ale nie czuję tego, bo robię to co lubię i nie mam zamiaru przestać.

- Przed Tobą całe życie, pełne wzlotów i upadków jest ktoś kogo darzysz prawdziwym uczuciem?

- Rodziców. - śmiech.

- To jest bardzo dobra odpowiedź. - odpowiedziała z uśmiechem. A Miłość? To jest ważne w życiu każdej gwiazdy, jak to jest z Tobą?

- Miłość to piękne słowo, naprawdę jest inspirujące do działania. U mnie to zajmuje naprawdę szczególne miejsce. Powiem, że jest ktoś kogo mogę nazwać moją miłością. Nie ukrywam tego. Muzyka jak na razie jest moją miłością. - odpowiedziała.

- Przecież wiemy, że chodzi Nam o coś zupełnie innego.

- Oczywiście, że wiem. Mogę powiedzieć, że tak. Zależy mi na kimś, ale dopóki co nie umiem powiedzieć, czy to będzie prawdziwe uczucie liczę na to. Ale miłość przyjdzie z czasem.

- Bardzo miło się Nam rozmawia, ale czas Nas goni. Musimy kończyć, ale dziękuję bardzo za ten wywiad. Myślę, że nie raz jeszcze zagościsz w moim studio. Moim i Państwa gościem była dzisiaj Isabella Pena!

- Dziękuję, bardzo dziękuję.

Marcus szczerze pogratulował Belli jej pierwszego wywiadu. Gdy wrócili do studia, nie miał dla Niej dobrych wiadomości.

- Naprawdę wypadłaś świetnie, ale po wywiadzie dzwonił do mnie Szef.

- Co się stało? - zapytała.

- Przykro mi, ale musimy rozwiązać umowę.

- Dlaczego?! - zdziwiła się.

- Wszystkie pytania skieruj do Szefa. Przepraszam. - spuścił głowę. - Przykro mi.

sobota, 18 marca 2017

Part 82.

Dzisiaj chłopaki mieli iść do pracy, ale ich myśli krążyły w zupełnie innych stronach. Każdy miał swoje wspomnienia i marzenia. Logan myślał ciągle o stanie zdrowia Alice bał się, że jak nie przyjdzie do Niej to będzie jej z tym źle. Kendall wspominał przyjazd do Dustina i wspólnie spędzone dni i noce, a najbardziej ich namiętne łóżkowe poranki i wieczory. Carlos myślami był w innym świecie, cieszył się z każdej spędzonej chwili ze Scarlett. James, wspominał wczorajszy wieczór z Bellą, cieszył się, że chciała się z Nim spotkać.

- Jesteście dzisiaj jacyś dziwni.. - zauważył Martin. - Co się z Wami dzieje? 

- Alice jest w szpitalu i się martwię, nie wiem co się z Nią dzieję. - posmutniał Henderson.

- Wszystko będzie dobrze, a teraz powiem Wam, że mam dla Was dobrą wiadomość. Zagramy koncert za kilka dni. 

- To świetnie. - ucieszył się Kendall. - A tak w ogóle to z jakiej okazji? 

- Lucas Gold.. - powiedział. - Mówi wam to coś? 

- On ma wytwórnię Gold Music! - James głośno to powiedział. 

- Tak. Jego córka obchodzi 20 urodziny i robi jej huczną imprezę, z tej okazji Ona zażyczyła Sobie żebyście zagrali koncert na jej urodziny, na plaży. I mówię Wam, to jest wielka inwestycja.. Macie pieniądze zapłacone od razu, tutaj jest zaliczka. 

Martin podał chłopakom koperty, każdy się ucieszył. Carlos zajrzał do środka, zrobił wielkie oczy, bo nie spodziewał się, że to aż tyle pieniędzy. Pena od razu wiedział co ma zrobić z taką sumą.. W domu Bella szykowała się na wyjście z Tomem upewniła się, że wszytko ze Sobą wzięła. Na dworze rano było chłodno, ale wizja spotkania z Tomem rozgrzewała ją od środka. Szła Sobie spacerem do kawiarni. Gdy weszła do środka poczuła zapach świeżo parzonej kawy, uśmiechnęła się do Siebie i wzrokiem szukała Toma. 

- Cześć. - przywitała się z chłopakiem jak tylko go zobaczyła. - Miło Cię widzieć. 

- Ciebie również. Chciałem Ci powiedzieć, to jako pierwszej. Nie chcę żeby James się o tym dowiedział. 

- O matko.. - Bella przestraszyła się. 

- Nie, nie martw się. Chciałem Ci powiedzieć, że dostałem propozycję pracy, i będę musiał wyjechać myślę, że to będzie już chyba jutro.

- Kurczę, nie będzie Cię na premierze mojej płyty?

- Przykro mi, ale nie mogę zostać dłużej, bardzo bym chciał ale nie mogę. 

- A dlaczego mi akurat to mówisz? - zdziwiła się. 

- Chciałem spędzić z Tobą trochę czasu, polubiłem Cię i wydajesz mi się być naprawdę miłą dziewczyną. 

- Dziękuję. 

Bella i Tom rozmawiali jeszcze trochę ze Sobą, później chłopak odprowadził dziewczynę do szpitala ponieważ tam chciała spotkać się z Alice i przekazać jej newsy z ostatniego dnia.

- Mam mętlik w głowie. - odwróciła wzrok od Przyjaciółki.

- Co się teraz stało? - zapytała z troską w głosie.

- Teraz, dzisiaj umówiłam się z Coltonem.. Wczoraj ten dzień z Jamesem był świetny! Czuję, że mogłabym się w Nim znowu zakochać, ale wiem, że może między Nami coś się popsuć. A Colton mi kiedyś powiedział, że jest Biseksualny.. Już nie wiem co mam o tym myśleć. - westchnęła głośno.

- A co podpowiada Ci serce?

- Serce jest głupie,

- Uwielbiam Cię, ale nie możesz tak mówić. Wiem, że się przejechałaś na chłopakach ale może spróbuj dać im szansę. - uśmiechnęła się.

- Ja już naprawdę nie wiem co mam robić, chciałabym mieć kogoś z kim mogę się nawet pokłócić ale żeby był blisko.

- Wiem, rozumiem Cię. - zakasłała i odwróciła się głową od Przyjaciółki. - Przepraszam.

- Nie będę zawracać Ci głowy moimi problemami, jak widzę, że Twoje są większe. Jeżeli tylko będę mogła to jeszcze Cię odwiedzę. Zdrowiej, bo brakuje mi Ciebie w domu. - przytuliła lekko koleżankę i wyszła.

Alice męczył kaszel, przy tym ból w klatce i znowu ta krew. Dziewczyna potrzebowała pomocy, wcisnęła guzik który przywołuję pielęgniarkę, kobieta zaraz się pojawiła.

- Coś się stało?

- Czuję ból w klatce piersiowej i znowu mam ten nie miły kaszel z krwią. Naprawdę proszę wezwać jakiegoś lekarza, który mi pomoże, nie wiem też co się dzieję z dzieckiem. Więc proszę o jakieś informacje..

- Dobrze, już proszę lekarza.

Pielęgniarka ruszyła w stronę pokoju żeby znaleźć lekarza o którego prosiła Alice, gdy dany lekarz został znaleziony Alice odetchnęła z ulgą.

- Czy ja się w końcu dowiem, czegoś na temat mojej choroby i stanu zdrowia?! - podniosła głos.

- Proszę się nie denerwować, do końca tygodnia będziemy mieli pełne dane Pani choroby.

- Przepraszam bardzo, ale ja nie mam czasu tutaj tyle leżeć.. - zdenerwowała się, dostała ataku kaszlu i musiała dostać szybko tlen.

- Proszę powoli oddychać, uspokoić oddech.

- Jak mam się uspokoić, jak nie mam żadnej wiedzy na temat mojej choroby. - chwyciła długopis i napisała na kartce wiadomość.

- Proszę dać nam jeszcze kilka dni. - odpowiedział i wyszedł.

Bella siedziała w domu i kończyła sałatkę, zerkała na zegarek, miała jeszcze trochę czasu. Do domu po kolei wchodzili Logan, James, Carlos i Kendall każdy się uśmiechał nawet Logan który martwił się co chwilę o Alice. Chłopak szybko pobiegł na górę przebrał się szybko i wyszedł z domu z kopertą w dłoni.

- Patrz! - Carlos położył kopertę na stole przed siostrą.

- Co to jest? - spojrzała na Carlosa.

- Zajrzyj do środka. - wyszczerzył się.

- Za co to?! - zdziwiła się.

- Zaliczka, za koncert który będziemy grali na plaży dla córki Lucasa Golda! - odpowiedział Jamie.

- Dla Lucasa Golda? - zapytała.

- Tak. - kiwnęli głowami.

- Jaki ten świat jest mały.. - uśmiechnęła się. - Gold, jest szefem Marcusa. - Powodzenia Wam życzę!

- Dlaczego?

- Poznacie jego córkę, to się przekonacie.. - zaśmiała się i wychodziła z kuchni.

- Co z Nią jest nie tak? - zapytał Kendall.

- Szybko się zakochuję, a jak rozmawiałam z Marcusem to On padł jej ofiarą. Ja Wam tego nie mówiłam, ale oskarżyła go o gwałt.. Nie chciał się umówić z Nią na randkę, więc dziewczyna to wykorzystała poprosiła kumpli żeby zmontowali filmik który go oczerni jak Gold to zobaczył wpadł w szał, zawiesił go ale potem jak się okazało to jej kumple wszystko odkręcili a córeczka miała nieprzyjemności, lecz On zapomniał i Alex ma znowu czyste konto. Jesteście młodzi, przystojni więc uważajcie na Siebie.

- Boje się.. - zaśmiał się Kendall.

- Ja jestem Ten przystojny! Powinniście mnie chronić. - przeraził się Maslow.

- Nie będzie tak źle.

Chłopaki jeszcze chwilę porozmawiali, a Bella na górze dobierała strój do pogody. Cieszyła się, że znowu będzie mogła spędzić trochę czasu z Coltonem. Wyciągnęła z szafy jego bluzę, zaciągnęła się jej zapachem i wyszła z pokoju.

- Wybierasz się gdzieś? - zapytał Carlos słysząc stukot obcasów.

- Idę się przejść. - odpowiedziała.

- W takim stroju? - zdziwił się Kendall.

- Sądząc po waszych opiniach założę moje ulubione adidasy, może nikomu to nie będzie przeszkadzało.

- Randka? - zapytał James.

- Nie. - skarciła go wzrokiem. - Idę się spotkać z Przyjaciółką, już nie można nigdzie wyjść. - zdenerwowała się i trzasnęła drzwiami.

Dziewczyna odeszła kawałek od domu, po czym zatrzymała się na chwilę żeby sprawdzić czy na pewno nikt za Nią nie idzie. Odetchnęła z ulgą, i już szła dalej, ale przed Nią zajechał czarny samochód z przyciemnianymi szybami.

- Wsiadaj.. - kierowca opuścił szybę.

- Chyba nie. - odpowiedziała lekko przerażona i poszła dalej.

- Nie pozostawiasz mi wyboru.. - westchnął.

- Zostaw mnie! - szarpała się. - Puszczaj.

- Spokojnie Skarbie. - powiedział Les.

Bella przeraziła się na maksa, szybko włączyła dyktafon w komórce i schowała go do kieszonki spodni.

- Czego chcesz?! - warknęła.

- Popatrz. - podał jej kopertę.

- Co to ma być? - zapytała.

- To jest część tego co dostaniesz później, za powrót. - zbliżył się aby ją pocałować.

- Spadaj. - syknęła. - Nigdzie nie wrócę. - zmrużyła oczy.

- Oj. - zaśmiał się. - Zostaw Sobie tą kopertę. Nie mów, że Wujek zły. Ale pamiętaj jeżeli nie wrócisz to ucierpi na tym Twoja Familia.. - kiwnął głową do kierowcy ten wyszedł i otworzył drzwi Belli. - Przemyśl to piękna. - spojrzał na dziewczynę i odjechał samochodem.

Pena lekko przerażona poszła w stronę parku, zauważyła tam stojącego Coltona udawała, że wszystko jest w porządku. Ucieszyła się na widok chłopaka.

- Cześć. - przywitała się z chłopakiem.

- No cześć. - przytulił dziewczynę. - Może powtórzymy naszą ostatnią randkę? - uśmiechnął się.

- Ostatnią randkę? - zapytała.

- No wtedy w wesołym miasteczku, tak wiem nie jesteśmy tam ale mam inną propozycję.

- hoho.. Od razu przechodzisz do sedna. - zaśmiała się.

- No wiesz, nie chcę żebyśmy coś przegapili. Chodź, zapraszam.

Bella i Colton szli przez park, cieszyli się. W końcu Colton się zatrzymał i kazał poczekać dziewczynie chwilę. Zaraz podjechała dorożka, siedział już tam szczęśliwy Colton.

- Zapraszam. - uśmiechnął się szeroko.

- To jest świetne, niemożliwe. Postarałeś się.

- Dziękuję.

Alice miała dość leżenia w szpitalu, dzisiaj miała odbyć się premiera płyty Belli a potem duża impreza. Dziewczyna się załamała, bo chciała być tam osobiście, ale nie mogła. Wszyscy przygotowywali się do wyjścia, Bella była lekko podekscytowana chciała mieć przy Sobie kogoś kto ją wesprze i przytuli w najgorszej chwili. Logan z chłopakami postarał się tak, żeby Alice mogła wszystko dobrze widzieć i być na bieżąco ze wszystkim co się będzie działo. Małżeństwo spędziło przyjemnie ten czas, chociaż byli w szpitalu ale i tak dobrze się bawili. Po skończonym bankiecie wszyscy udali się do domów, Bella była z Siebie bardzo dumna, nie tknęła alkoholu i mogła bawić się na trzeźwo.

- Dostałem wiadomość od Martina. - powiadomił Kendall.

- Co tam? - zainteresował się James.

- Cytuję. - zaśmiał się Kendall. ' Powiedz chłopakom, że impreza została przesunięta na razie nie wiem kiedy się odbędzie, ale myślę, że nie długo. A póki co dam Wam kilka dni wolnego, bo sam muszę wyjechać więc odpocznijcie. Pozdrawiam. '

- Świetnie. - ucieszył się Carlos. - Bella potrzebuje Cię. Zajmij Sobie cały dzień w poniedziałek bo musisz mi pomóc.

- W czym? - zdziwiła się.

- Ściśle tajna wiadomość, na razie nie mogę Ci więcej powiedzieć. - szepnął.

- Jasne. - kiwnęła głową.

Następnego dnia, Bella została obudzona przez Carlosa o 7 chłopak nie chciał tracić czasu, bo miał dużo spraw do załatwienia.

- Jeżeli wyjedziemy o 10 to myślę, że Nam się uda.

- Za co Ty mnie nienawidzisz? - zapytała.

- Słońce moje, bądź gotowa na 10, potem będziesz zadawała pytania. - mrugnął do siostry i wyszedł.

Bella skorzystała z łazienki, zeszła na dół żeby coś zjeść. Morderczym wzrokiem spoglądała na Carlosa, a chłopak był szczęśliwy od samego rana. Po śniadaniu Bella poszła do pokoju aby naszykować się na wyjazd do którego namówił ją brat.

- Możesz mi w końcu powiedzieć o co chodzi? - zapytała zdenerwowana.

- Chcę się oświadczyć Scarlett. - odpowiedział, czekając na reakcję Belli.

- To świetnie! - ucieszyła się. - Ale po co ja Ci jestem potrzebna? - zastanowiła się.

- Pomożesz wybrać mi pierścionek zaręczynowy.

- Super! To jedźmy, na co czekasz? - stuknęła brata w ramię.

- I o to chodzi.

Bella i Carlos spędzili długie godziny na szukaniu idealnego pierścionka aż w końcu znaleźli. Latynos był zadowolony z wyboru, jeszcze tego samego dnia chciał zrobić ten krok do przodu. Scarlett jakby czytała w myślach Carlosa, wieczorem akurat do Niego przyjechała. Chłopak czuł się jakby dostał zastrzyk z energii i optymizmu. Wszyscy jak na zawołanie siedzieli w salonie, słuchali muzyki i rozmawiali.

- Możesz przynieść mi szklankę wody? - Scarlett spojrzała na chłopaka.

- Już idę. - uśmiechnął się szeroko. - Idę. - poszedł w podskokach.

- Coś mu się stało? - zapytała przyjaciół.

- Nie przejmuj się, to Carlos. - uśmiechnął się Kendall.

Carlos poszedł do kuchni, wyszedł na taras po wielki bukiet czerwonych róż. W międzyczasie przeszedł do salonu zanosząc Scarlett szklankę wody i potem szybko pobiegł do pokoju po pierścionek. Znowu w mgnieniu oka znalazł się w kuchni, przyjaciele nie zwracali na Niego uwagi, jedynie Scarlett martwiła się stanem Carlosa, który ciągle był w biegu. Przez to ciągłe przekręcanie się dziewczynę zaczęła boleć szyja. Pena wziął głęboki oddech i ruszył w stronę pokoju, podszedł do Scarlett która zrobiła wielkie oczy jak go tylko zobaczyła.

- Co to jest? - zaskoczona wstała.

- Scarlett. Kocham Cię i nie wyobrażam Sobie dłużej życia bez Ciebie, bardzo mi na Tobie zależy i nie chcę Cię stracić. Wiem, że na moje miejsce jest kolejka kandydatów o Twoje serce, ale ja chcę je mieć tylko dla Siebie. - Carlos klęknął i wziął głęboki oddech. - Scarlett Lynn czy sprawisz mi tą przyjemność i zostaniesz moją żoną?

- Tak, oczywiście, że tak! - krzyknęła ze szczęścia.

- Gratulacje! - chłopaki otoczyli Carlosa.

- W końcu się odważyłeś! - poklepał go po ramieniu James.

- Super! Gratuluję! - pogratulował mu Kendall.

- To dlatego byłeś taki zabiegany i rozmarzony przez kilka dni. - powiedział Colton.

- Ulżyło mi, jak tylko powiedziałaś tak. - ucieszył się chłopak. - Teraz możesz się już przeprowadzić do mnie.

- Jesteście uroczy. To było takie słodkie, że się odważyłeś oświadczyć Scarlett przy Nas, to naprawdę było świetne. - Bella przytuliła brata. - Jesteście taką ładną para.

- No przestań, bo się w cukier zamienię, jak będziesz nam tak słodziła.

- Nie ośmieszaj się. - parsknęła. - Już taki słodki to nie jesteś. - zaśmiała się.

Po krótkiej rozmowie Carlos zdecydował się, że pojedzie do Scarlett, a następnego dnia będą powoli się przeprowadzać do chłopaka. Dziewczyna była bardzo szczęśliwa. A Carlos mógł odetchnąć ze spokojem, że oświadczyny ma już za Sobą i teraz może spokojnie zamieszkać z kobietą która kocha.  

poniedziałek, 13 marca 2017

Part 81.

Logan opuścił gabinet, nie było mu wesoło, że będzie musiał zostawić Żonę samą w szpitalu. Gdy Alice położono na oddział Logan od razu jeszcze ją odwiedził.

- Kochanie, nie chcę Cie tutaj zostawiać. - posmutniał. 

- Też bym chętnie wróciła do domu, ale możesz mi przywieźć kilka rzeczy? 

- Oczywiście. 

Logan zaraz szybko pojechał do domu, chciał znowu zobaczyć się ze swoją ukochaną, minął się z Jamesem przy wyjściu. 

- Coś się stało? - zapytał Maslow. 

- Nie mam zbytnio czasu, ale jak wrócę to Ci wszystko opowiem. - chłopak szybko pobiegł na górę.

James tylko wzruszył ramionami, i od razu ruszył w stronę parku. Miał cichą nadzieję, że Bella się pojawi. Przechadzał się nerwowo po parku, co chwilę sprawdzając godzinę na zegarku. Bądźmy dobrej myśli, Ona zaraz na pewno się tutaj pojawi. Martwił się chłopak. Powoli zaczął odczuwać wieczorny chłód mimo sierpniowego miesiąca i tak było ciepło ale wieczory robią się już chłodne. Chłopak się lekko zmartwił bo na zegarku za chwile miała być 16. Zmęczony usiadł na ławce, nie myślał, że Bella go wystawi. 

- Cześć. - podeszła do Niego Blondynka. 

- Cześć. - podniósł się szybko. - Już myślałem, że nie przyjdziesz. - uśmiechnął się. 

- To co? - stanęła na palcach. - Będziemy tak stać tutaj, czy idziemy się przejść? 

- Idziemy, oczywiście idziemy! 

Bella i James szli przez park, zaczęło się ściemniać więc latarnie powoli się zapalały, w oddali było słychać fajną muzykę nieco spokojną ale też lekko energiczną. 

- Naprawdę się zdziwiłam, że mnie zaprosiłeś, nie myślałam o tym żebyśmy mogli jeszcze wyjść gdzieś razem.

- Wiem, że między nami wcześniej układało się dobrze, ale potem coś się popsuło no i teraz myślałem, że jak wyjdziemy gdzieś razem to możemy wrócić do tego co było kiedyś.. 

Bella i James weszli na niewielki most który był imponujący latarnie pięknie świeciły a w lustrze wody odbijały się ich twarze, atmosfera zrobiła się naprawdę miła. Bella nawet nie zauważyła jak złapała Jamesa za dłoń. Szli tak jeszcze przez chwilę, aż w końcu zadzwonił jej telefon. 

- Przepraszam, ale muszę odebrać. - powiedziała zerkając na telefon. - To tylko minutka. - oddaliła się kilka kroków. 

- Widzę, że znalazłaś Sobie nowego kochasia.. - westchnął Lesnar. - Ale nie martw się, ja i tak Cię jeszcze złamię, a wtedy odbiorę to co moje. 

- Co Ty chcesz odebrać? - zdenerwowała się. 

- Po tej wpadce w burdelu, straciłem wszystko.. Więc teraz mi się odwdzięczysz, i zobaczysz jak to jest gdy wszystko co sprawiało Ci przyjemność i to co kochasz nagle znika. 

- Gdzie Ty jesteś?! - rozejrzała się po ulicy. 

- Ważne, że ja Ciebie widzę. Ty Skarbie nie zaprzątaj Sobie tym głowy. Do zobaczenia wkrótce.. - rozłączył się. 

- Skurwysyn.. - szepnęła do słuchawki. 

Logan prawie cały dzień spędził w szpitalu przy Alice, nie chciał się z Nią rozstawać. Ku jemu zaskoczeniu w szpitalu pojawił się Kendall. 

- Co Ty tutaj robisz? - zdziwił się chłopak. 

- Wracam do domu, dostałem wiadomość od Alice, że jest w szpitalu razem z Tobą, więc postanowiłem, że przyjadę. 

- W końcu zabierzesz go do domu. - zachichotała dziewczyna. 

- Aż tak Ci źle ze mną? - skrzyżował ręce.

- Nie Kochanie, ale jestem już zmęczona i chciałabym położyć się spać. 

- Dobrze, obiecuje, że jutro też przyjdę i na pewno nie sam.. Bo jak się nasza zwariowana Rodzina dowie to będą chcieli ze mną przyjść. Odpoczywaj Kochanie, Dobranoc. 

- No, to na razie Piękna! - Kendall machnął dłonią. 

Carlos zrobił herbatę i poszedł do pokoju siostry. 

- Proszę. - podał jej kubek z napojem. - Mów co się stało z Jamesem. 

- Nic. - udała, że nie wie o co chodzi. - Smaczna herbata. 

- Wiem, że się spotkaliście. Bo James wrócił szczęśliwy, ale pamiętaj, że ja nie chcę aby coś Ci się stało. Zależy mi na Twoim szczęściu a jeżeli jakiś palant Cię skrzywdzi, to obiecuję, że stanie mu się wielka krzywda.. Bo nie pozwolę aby ktoś skrzywdził moją młodszą siostrę. 

- Nic takiego się nie stanie, obiecuję. Naprawdę. Ale muszę Cię ostrzec, że jutro spotykam się z Tomem i Coltonem, którzy także zaprosili mnie na randkę.. 

- Co?! - Carlos podniósł się z łóżka.

- Wiem, przeginam ale nie mogłam odmówić.. Chcę sprawdzić jak to wszystko się potoczy dalej. 

Logan opowiedział w domu co się stało z Alice, wszyscy byli przejęci, każdy w duchu się modlił żeby Alice z tego wyszła. Kendall w takiej sytuacji nie miał odwagi powiedzieć przyjaciołom o swojej orientacji. Bał się ich reakcji, ale wiedział, że któregoś dnia to nastąpi. Carlos wieczorem wybrał się do Scarlett, Logan rozmyślał w pokoju o Alice, Colton wybrał się na dwór aby pobiegać, a Tom został w swoim pokoju i czatował ze znajomymi. Bella wyszła na taras, zarzuciła na Siebie koc i usiadła na ławce. 

- Mogę? - zapytał James. 

- Proszę. - przesunęła się, aby chłopak mógł usiąść. - Nawet nie miałam okazji Ci podziękować, za to dzisiejsze spotkanie, było naprawdę pięknie. James, jesteś naprawdę świetnym facetem milion dziewczyn na świecie marzy żeby spędzić z Tobą chociaż chwilę a ja mieszkam z Tobą w jednym domu. Nie zrozum mnie źle, ale na razie muszę poczekać bo nie wiem do końca co do Ciebie czuję. Przepraszam. 

- Rozumiem, to za szybko. Chciałem Ci powiedzieć, że tamten czas gdy byliśmy razem wspominam naprawdę dobrze i jeżeli nie będziesz chciała ze mną być to oczywiście to zrozumiem. 

- Jesteś taki kochany. - Bella pocałowała chłopaka w policzek, spojrzała mu w oczy i po chwili zagłębili się w namiętnym pocałunku. - Przepraszam. - Bella odskoczyła od Jamesa. - Muszę już iść, Dobranoc. - szybko wstała i wróciła do domu. 

- To było niesamowite. - uśmiechnął się do Siebie i przejechał palcami po ciepłych ustach. 

Alice poczuła się źle w nocy, miała duszności i wymiotowała krwią, lekarze od razu do Niej przybiegli. Podali jej leki i duszności ustąpiły. Alice wiedziała, że nie będzie jej łatwo ale nie chciała myśleć teraz o tym, najważniejsze było dziecko i Logan. To trzymało ją przy życiu. Rano od razu w szpitalu pojawił się Logan tym razem z przyjaciółmi.

- Jak się czujesz? - zapytał zmartwiony Logan. 

- W nocy męczyły mnie wymioty ale wszystko ustąpiło i teraz czuję się lepiej. 

- Kiedy będziesz mogła wyjść? 

- Oszalałeś? - Logan skarcił Carlosa. - Dopiero co ją przyjęli, no a Ty już chcesz żeby wyszła? 

- Ale w sobotę będzie premiera płyty Belli, a Alice nie będzie? 

- Wszystko będzie szło na żywo, ja zostanę tutaj też nie pójdę. 

- Jesteście tacy wspaniali. - rozmarzyła się Scarlett.

- Dlaczego? - zapytała Alice. 

- No popatrz, jesteś tutaj w szpitalu a Logan jakby mógł to by tutaj zamieszkał żeby być z Tobą. On ciągle o Tobie mówi, jest w Tobie zakochany po uszy. 

- Przestań. - chłopak zarumienił się. 

- Skarbie. - Alice uśmiechnęła się. - Jesteś wspaniały. 

- Przepraszam Państwa, ale musimy opuścić pokój ponieważ zaraz przyjdzie lekarz i będziemy musieli zrobić kilka badań. 

- Dobrze, w takim bądź razie przyjdziemy później. Kocham Cię.

- Dziękuję. 

czwartek, 9 marca 2017

Part 80 .

Bella kolejny tydzień ciężko pracowała. Nie miała chwili spokoju, od godziny 6 była w studio, czasami nie miała czasu nawet spać, pracowała dzień i noc ale w końcu udało się wszystko zrobić. Marcus szczęśliwie zakończył produkcję musiał dogadać się z Szefem wytwórni.

- Dziękuję Wam za współpracę, że daliście radę. Wszystkie honoraria powinny pojawić się jutro na waszych kontach.

- W końcu możemy się porządnie wyspać. - zaśmiał się jeden z kamerzystów.

- Marcus, będziemy lecieć. Bo jak zaraz nie położę się spać, to to może się źle skończyć. - zaśmiała się reszta.

- Jasne, nie ma sprawy. - uśmiechnął się Marc.

- Mogę też iść? - zapytała Bella.

- No jasne, już i tak jest bardzo późno. Daję Ci wolne do soboty, bo w niedzielę będziemy mieli imprezę, z okazji Twojej pierwszej wydanej płyty i od razu zapowiedź nowego filmu, więc przygotuj się na dużą uroczystość. Dobranoc. - uśmiechnął się.

- Dobranoc. - dziewczyna się uśmiechnęła.

Logan i Alice po kilkudniowym pobycie u Rodziców postanowili wrócić do domu, oznajmić znajomym dobrą nowinę.

- Cześć, jest ktoś w domu? - zapytał Logan wnosząc walizkę.

- No w końcu wróciliście, już myślałem, że Nas zostawiliście. - zaśmiał się Carlos, witając się z Hendersonami.

- Stęskniliśmy się za Twoim poczuciem humoru. - odgryzł mu się Logan.

- Świetnie wyglądasz. - Colton przyglądał się Alice.

- To tylko kilka dni na świeżym powietrzu i obiadki u Teściowej, no a chcemy też jechać do moich Rodziców.

- No bez przesady. - skrzywił się James. - Zostańcie trochę w domu, nie wyjeżdżajcie nigdzie. - posmutniał.

- Przepraszam, ale muszę wyjść. - Alice wyszła do łazienki.

- Kendall jeszcze nie wrócił? - zdziwił się Loggie.

- Nie odzywa się do Nas, może za bardzo zabalował i nie ma zamiaru wrócić. - wyśmiał go Carlos.

- Cześć! - do domu weszła Scarlett. - Przepraszam, że nie zadzwoniłam, ale telefon mi się rozładował. - skrzywiła się. - Nawet nie zapytałam czy przeszkadzam. - zarumieniła się.

- Nie, nie przeszkadzasz. - uśmiechnął się Carlos. - Nasze małżeństwo właśnie wróciło z wakacji, Kendall Nas opuścił.. haha. Siadaj, proszę.

- Dziękuję. Loggie, a gdzie Żona?

- W łazience, może po Nią pójdę. - wstał z kanapy.

- Ja pójdę, przywitam się od razu.

Alice poszła do łazienki, znowu napadło ją na mdłości, ale tym razem wymiotowała z krwią, nie wiedziała co się dzieję złapała się na głowę i wypadło jej kilka włosów z głowy, teraz to się przeraziła nie na żarty. Usiadła na koszu, lecz poślizgnęła się i prawdopodobnie skręciła kostkę po chwili przyszła Scarlett. Alice opowiedziała przyjaciółce, że jest w ciąży ucieszyła się ale z drugiej strony była przerażona objawami Alice.

- Musisz pojechać z tym jutro do lekarza. - Scarlett z kiepską miną kucnęła obok dziewczyny.

- Ale co ja powiem Loganowi, nie chcę mówić jemu prawdy. - posmutniała.

- Ale musisz. - poważny ton Scarlett zmartwił Al.

- Nie powiem mu teraz o tym, ale rutynowa kontrola wystarczy. - uśmiechnęła się i otarła łzy.

Bella wyszła z uśmiechem na ustach, wzięła głęboki oddech i dumnie wsiadła do samochodu, w kilka chwil znalazła się w domu.

- Piękny dom Skarbie. - zza drzewa wyłonił się Les.

- Co Ty tutaj robisz? - Bella odskoczyła od samochodu.

- Patrzę jak się pięknie urządziłaś. Pewnie trochę Cię ten dom kosztował? Ale naprawdę bardzo ładnie wygląda, może zaprosisz mnie do środka.

- Wątpię. - wycedziła przez zęby.

- Oj. - posmutniał. - Ale na pewno się umówimy na kawę i zaprosisz mnie do środka.

- Zjeżdżaj stąd.

- Spokojnie Kochanie, złość piękności szkodzi a nie chcemy żebyś była brzydka. - zaśmiał się i poszedł w swoją stronę.

Bella bała się tego domu, nie chciała więcej tutaj mieszkać. Chciała się przeprowadzić wyjść z tego domu i nie wrócić zapomnieć adresu, nie chcę tutaj mieszkać jak wie, że Lesnar zna adres. Zaczyna się obawiać, że jej życie znowu się przewróci do góry nogami. Gdy weszła do domu usłyszała znajome głosy, ściągnęła ulubioną bejsbolówkę którą kiedyś podarował jej Carlos, uwielbiała tą bluzę zawsze czuła się bezpiecznie, i przy tym brat zawsze był przy Niej.

- Jest nasz pracuś. - uśmiechnął się Tom, na co James spiorunował go spojrzeniem.

- Już nie pamiętam jak wyglądasz. - odpowiedział Carlos.

- No właśnie, za dużo pracujesz, może Sobie odpocznij? - zapytał James.

- Tak się składa, że mam wolne do soboty, a w niedzielę zapraszam Was na imprezę. - uśmiechnęła się ze zmęczeniem na ustach,

- Kurde, no to idziemy. - pokiwał głową Logan.

- No patrz, nawet się z Tobą nie przywitałam, Przepraszam, ale nie mam czasu nawet na sen. Teraz tylko praca i praca. Zero spotkań, randek i innych takich przyjemności. Tak mi tego brakuje, takiego odmóżdżenia. - westchnęła głośno i spojrzała na chłopaków.

- Dobra! To ja Cię zabieram na randkę!

- Co?! - Bella mocno się zdziwiła. - Ty?

- No a co, nie mogę? - zaśmiał się Carlos.

- Kocham Cię Braciszku, ale ja chcę się spotkać z jakimś fajnym facetem..

- ooo.. - chłopaki ostro zareagowali.

- Ranisz mnie. - posmutniał i udawał płacz.

- No proszę Cię, wiesz Scarlett i mediom to się nie spodoba. - pokręciła głową.

- A mogłaś mieć to! - wskazał ręką na Siebie. - Ale no weź, jeden dzień możemy spędzić razem. Będzie naprawdę fajnie.

- Oj. - Bella zaśmiała się. - Jutro chcę cały dzień spędzić w łóżku, bo nie spałam dużo. Ale pojutrze się zgadzam.

- Super! Będzie wesołe miasteczko i wiem, że tam lubisz chodzić. - zerknął na Coltona. - Więc tam Cię zabieram.

- Bella! - ucieszyła się Alice, lekko kulejąc.

- Co Ci się stało? - zapytał Logan.

- Poślizgnęłam się w łazience, ale to nic. - machnęła dłonią.

- Jak ja się stęskniłam, nie miałam czasu na nic, nawet żeby się spotkać ze Scarlett, więc za Tobą też się stęskniłam. Moje kochane.

- Jak się czujesz? - zapytał zmartwiony Logan.

- Dobrze. Jutro pojedziemy na badania kontrolne. - uśmiechnęła się.

- Coś się stało? - zapytał James.

- Nie będę owijać w bawełnę, jestem w ciąży.

- No w końcu, Logan. Zaskakujesz nas codziennie. - poklepał go po ramieniu Tom. - Gratulacje.

- Będę Ciocią! - Bella i Scarlett odpowiedziały równocześnie.

- Kochana, ja będę lepszą Ciocią! - Scarlett uśmiechnęła się szeroko.

- Nie mam siły się nawet kłócić, idę bo mam super randkę! - dziewczyna zawadiacko się uśmiechnęła.

- Z kim?! - Przyjaciele się zdziwili.

- Mówię Wam, niesamowity gość, przystojny, miły i w dodatku uwielbia się przytulać. Zawsze mnie wysłucha, zrozumie i nie opuści nigdy.. - zaśmiała się.

- A jak ma na imię? - zapytał James.

- Łóżko! - zmarszczyła czoło. - Dobrze, bawcie się tutaj a ja pójdę się położę, On nie może czekać.

- My też się będziemy zbierać, jutro mamy ważne badanie i nie chcemy się spóźnić.

Carlos ze Scarlett poszli również do swoich pokoi.

James.

Nie wiem co się ze mną stało, ale to jak Tom spojrzał na Bellę lekko mnie poruszyło, wiem zrobiłem jej ogromną krzywdę, ale nie umiem inaczej, ja chyba coś znowu do Niej czuję, ale nie umiem tego opisać. Chciałbym spróbować, ale nie potrafię, boje się, że znowu coś schrzanię i Ona mnie rzuci. Niby wybaczyła mi tą zdradę, ale czuje jakbym nadal coś do Niej poczuł. Już sam nie wiem co mam robić..

You make me feel like every thing we have is real. Every time I look at you it makes mi smile.
I've been thinking about you every night All time - can't get you off my mind. I just wanna hold you tight. Feels so right when i've got you by side.

Tak, już wiem. 

Narrator. 

Alice bardzo bała się badania, nie chciała jechać tam z Loganem, musiała wymyślić inną wymówkę. Nie chciała powiedzieć mu całej prawdy, ale też nie chciała go okłamywać. Zegar w kuchni wskazywał 8 , wszyscy jak na komendę zeszli na dół i poczuli się jak w rodzinie, zaczęli przygotowywać śniadanie, jak nigdy. Sytuacja zdziwiła Alice która zeszła prawie pod koniec przygotowań. 

- Co tutaj się stało? - rozejrzała się. 

- Śniadanie zrobiliśmy, chłopaki też bardzo dużo pomogli. Chodź siadaj. 

- Jejku. Niesamowici jesteście. - Alice z uśmiechem usiadła do stołu. 

- Takich przyjaciół jak my, to każdy Ci zazdrości. - odparł uśmiechnięty James.

- No raczej. - poparł go Carlos. - Bella mówiła, że będzie schodziła na śniadanie czy nie?

- Raczej nie. - pokiwał głową Colton.

- Skąd możesz to wiedzieć? - James uniósł brew.

- Mówiła, że jest mocno zmęczona wczoraj, i raczej zostanie cały dzień w łóżku. - wyprzedził ich Tom.

- Taa.. - skrzywił się Maslow. - Kurczę, chyba telefon mi dzwoni. - James szybko pobiegł na górę.

Po śniadaniu, wszyscy posprzątali. Alice i Logan wybrali się do lekarza, na samą myśl robiło jej się słabo. Po odejściu od rejestracji Małżeństwo udało się pod dany pokój. W poczekalni byli tylko Oni, ale z czasem przychodziło coraz więcej par, kobiety w zaawansowanej ciąży, lub takie z brzuszkiem który lekko się odznacza.

- Pani Alice Henderson, proszona do gabinetu. - zza kremowych drzwi wyłoniła się kobieta z szerokim uśmiechem w wieku około 30 lat. - To Pani? - spojrzała na wstającą Alice. - Zapraszam.

- Pójdę z Tobą. - Logan poderwał się żeby wstać.

- Nie, nie trzeba. - spojrzała z uśmiechem. - Poradzę Sobie. - dziewczyna zniknęła za drzwiami.

- Witam, proszę usiąść. - Pani Doktor wskazała Alice miejsce. - Co Pani dolega? - zapytała z uśmiechem spod okularów.

- Jestem w ciąży, ale mam problem. - przygryzła wargę i zmarszczyła czoło. - Wczoraj wróciliśmy od Rodziców, wszystko było w porządku jadłam wszystko w miarę, ale gdy tylko znaleźliśmy się w domu znowu złapały mnie mdłości. A do tego, wymiotowałam krwią co mnie lekko przeraziło i gdy przeczesałam dłonią włosy to wypadło mi kilka kosmyków, do tych objawów mogę dodać kaszel który męczy mnie od jakiegoś tygodnia i dzisiejszego dnia wstając z łóżka miałam lekkie kłucie w klatce piersiowej i wczoraj wieczorem poślizgnęłam się w łazience. - Alice opowiedziała swoje objawy, po czym lekko zbladła.

- Dobrze się Pani czuje? -zapytała Doktor.

- Przepraszam, ale jest mi nie dobrze. - zmrużyła oczy.

- Proszę. - Kobieta podsunęła jej pierwszą rzecz którą miała przy Sobie.

- Przepraszam. - Alice poprawiła Sobie włosy.

- Proszę się nie denerwować, jestem tutaj aby Pani pomóc. - uśmiechnęła się przyjaźnie.

Do gabinetu przyszła pielęgniarka, która pobrała próbkę do analizy. Blondynka martwiła się, że badanie będzie trwało strasznie długo, ale zajęta badaniem nie zauważyła, że to tak szybko minęło. Pielęgniarka weszła do gabinetu, podała Pani Doktor kartę w wynikami i spojrzała smutno w stronę Alice po czym wyszła z gabinetu. Zaraz z powrotem do środka wszedł mężczyzna około 30 lat, w białym fartuchu.

- Wzywałaś mnie? - zapytał Doktor.

- Tak, możesz sprawdzić co jest z kostką Pani Henderson.

- To nie jest chyba dobry dzień dla Pani. - uśmiechnął się lekarz. - Ma Pani skręconą kostkę, i niestety 3 tygodnie będzie musiała Pani spędzić w gipsie, więc żadnego sportu ani szpilek czy innych wysokich butów. Zaraz po badaniu zapraszam do mojego gabinetu tam założymy Pani gips.

- Dziękuję. - odpowiedziała Doktor. - Moje wiadomości też nie są dobre, ktoś z Pani rodziny musiał chorować też na zatorowość płucną, jest to choroba którą ciężko wyleczyć. A do tego doszła jeszcze chora kostka.

- Przepraszam, ale co to jest zatorowość płucna? - zastanowiła się Alice.

- Jest to  choroba polegająca na zwężeniu lub zamknięciu tętnicy płucnej, niestety nie mam dobrych wiadomości, w Pani aktualnym stanie, musimy położyć Panią do szpitala.

- Ale czy to jest konieczne? - zapytała.

- Tak. Emily, wezwij męża Pani Alice. 

- Dobrze. 

Bella wstała dopiero około 12 myślała, że potrzeba jej więcej snu, ale to też jej wystarczyło. Odsłoniła zasłony, przeciągnęła się i zauważyła na półeczce zauważyła małą karteczkę. 

' Zapraszam Cię dzisiaj na spacer w parku, o 16. Będę szczęśliwy jeżeli się pojawisz. '
James :).

Dzisiejszy dzień już zapowiada się miło, Bella oczywiście skorzysta z zaproszenia, bo ja tu odmówić Jamesowi. Ogarnęła się szybko w pokoju i wyszła z pokoju. 

- Cześć. - Tom przywitał ją promiennym uśmiechem. - Jak się spało? - zapytał. 

- Dziękuję. - uśmiechnęła się. - A Tobie? 

- Bardzo miło zwłaszcza, że zobaczyłem Ciebie. - puścił jej oczko. - Czy dasz się zaprosić jutro na małą kawę i dobre ciacho? 

- Uhm.. - zastanowiła się. - Będzie mi bardzo miło. - posłała mu promienny uśmiech. 

- Bardzo się cieszę, to zapraszam jutro o 10 w Aroma Cafe. 

Bella zdziwiła się, bo dostała zaproszenie już od dwóch chłopaków, myślami była już w parku i nie zauważyła jak znalazła się w kuchni. 

- Nie za późno na śniadanie? - zaśmiał się Colton.

- oo.. - Bella ocknęła się. - Przepraszam nie zauważyłam Cię. 

- Nic się nie stało. - pokiwał głową. - Miałaś spędzić cały dzień w łóżku. 

- Plany mi się zmieniły. - westchnęła.

- Dobra, nie będę owijał w bawełnę. - zmienił ton głosu. - Może chciałabyś się jutro ze mną spotkać? 

- To jakieś szaleństwo. - szepnęła. 

- Słucham? - zmarszczył brwi. 

- Nie, nic. Chętnie. O której? - zapytała. 

- Spotkajmy się w parku o 15, tak. To będzie odpowiednia godzina. 

- Świetnie. - uśmiechnęła się. 

- Super, pozwolisz, że będę się zbierał bo idę właśnie do pracy. No, to cześć. 

Bella nie wierzyła, że to się stało, umówiła się aż z trzema chłopakami, chciała żeby to był sen, ale się nie udało. Na szczęście cały tydzień miała wolny i mogła pozwolić Sobie na takie szaleństwo. Lecz najbardziej cieszyła się z randki z bratem, tak to dziwne ale rzadko spędzali czas ze Sobą. Cieszyła się jak dziecko, na każde spotkanie z chłopakami, nie wierzyła w to co się właśnie stało. Do każdego z Nich coś czuła, ale nie umiała się zdecydować.. 

* Jakoś nie wiem co napisać. Dziękuję tym którzy są ze mną. Fragment piosenki która James zapisał na kartce.. Tak, własnie. To kawałek z 2013 r. Ale wciąż świetny. Jako, że nic mi się nie wyświetla po załadowaniu go, więc podrzucę Wam tytuł.. 

' MattyBRaps - Never Too Young ft. James Maslow

poniedziałek, 6 marca 2017

Part 79 .

Od samego rana Dustina coś gryzło, wstał ochoczo ale w jego twarzy było widać grymas złego dnia, nie chciał mówić nic nikomu, siedząc w kuchni przy kubku gorącej kawy pisał coś na kartce.. W końcu udało mu się stworzyć coś w rodzaju piosenki. Długo nie musiał czekać, bo zaraz w kuchni zjawił się Kendall.

- Cześć! - uśmiechnął się szeroko. - Jest jeszcze kawa?

- Tak. - kiwnął głową nie odrywając wzroku od Kendalla. 

- Czuje się świetnie, naprawdę mogę odpocząć, szkoda jednak, że już nie długo muszę wracać. - posmutniał. 

- Muszę coś Ci powiedzieć. - Dustin wstał, podrapał się po głowie i wziął głęboki oddech. - Przyjaźnimy się od jakiegoś czasu dość długo i zauważyłem, że ja coś do Ciebie czuję. Wiem możesz teraz być szoku, możesz się dziwić jeżeli wyjdziesz to ja to zrozumiem. Jak tylko przyjechałeś to od razu chciałem Ci to powiedzieć. Ale teraz mogę to z Siebie wydusić.. Kendall. Kocham Cię. 

Chłopak nie odpowiedział nic, spojrzał na Dustina i wziął go za dłoń po czym poszli do pokoju tam Blondyn zasłonił zasłony i zaczął całować chłopaka, On wszystko odwzajemniał. Poddał się kompletnie fantazji. W końcu Kendall spojrzał głęboko w oczy Dustina. 

- Jesteś gotowy? - uśmiechnął się zalotnie. 

- Z Tobą? Oczywiście. 

Chłopaki poszli na całość, Kendall przejął inicjatywę zbliżał się powoli do Dustina na jego twarzy malowała się namiętność ich usta zbliżyły się do Siebie a języki zaczęły toczyć bój każdy chciał być na górze, w końcu Kendall wygrał bitwę, zaczął rozpinać koszulę Dustina delikatnie przy tym muskając jego szyję. Jak chłopaki zostali w samych bokserkach nagle czar prysnął, nie wiedzieli co mają robić, jak się zabrać. 

- Przepraszam. - odezwał się Dustin. - Nie wiem co mam robić naprawdę, myślałem, że jak powiem Ci co czuję to reszta sama się jakoś potoczy, ale nic z tego.

- Nie masz co się martwić, wszystko jest ok. 

Kendall sam poczuł, że nie wie do końca co ma robić, ale gdy usiadł obok Dustina zaczął masować go po karku, szeptać coś do ucha i całować po szyi, w końcu wszystko wyszło naturalnie i chłopaki wrócili do poprzedniej części zaczęli zatracać się w swoich pocałunkach a cała reszta wyszła naturalnie. Bella rano miała wyrzuty sumienia ale też i wielkiego kaca, nie powinna robić Sobie wczoraj własnej imprezy, ale miała wielki żal, że żaden chłopak nie zwrócił na Nią uwagi bała się, że straciła swój styl i nie będzie miała już nikogo. Usiadła wygodnie na łóżku i wzięła do ręki swój notatnik z kolorową okładką i przejrzała go od początku, znalazła kilka fajnych tekstów chciała już biec do studia, ale dzisiaj była niedziela więc musiała poczekać. 

- Mogę wejść? - zapukała do pokoju Toma. 

- To Twój dom. - odpowiedział oschle. - Proszę. - wskazał na łóżko. 

- Dziękuję. - odpowiedziała i stała dalej. - Słuchaj, bardzo Cię przepraszam za ostatnią sytuację, naprawdę nie chciałam żeby to tak wyszło. Ale miałam jakiś koszmar, byłam przestraszona i całą złość wylałam na Ciebie, a nie chciałam tego robić. Z wczorajszego wieczoru też nic pamiętam nic, więc jak zrobiłam coś złego to od razu Cię przepraszam. Zrozumiem jeżeli nie będziesz chciał ze mną rozmawiać. - Tom nie odpowiadał, więc Bella pokiwała głową i udała się w stronę drzwi. 

- Poczekaj, wczoraj nic złego nie zrobiłaś. - uśmiechnął się pod nosem. - Jesteś fajną dziewczyną, ale na następny raz nie próbuj podrywać Facetów na siłę.. - wyminął dziewczynę z uśmiechem i wyszedł. 

- Co? - Bell zmarszczyła brwi i opuściła pokój Toma. 

Schodząc na dół na śniadanie miała pewne obawy, nie chciała spotykać się z Przyjaciółmi bo bała się tego czego może się dowiedzieć o wczorajszej imprezie.. Podeszła do lodówki wzięła sok i ze spuszczoną głową chodziła po kuchni, nie chciała aby ktoś zwracał na Nią uwagę, odwrotnie niż wczoraj bała się, że zaraz palnie coś głupiego albo znajomi przytoczą jej jakiś głupi żart z wczorajszego dnia. 

- Coś się stało? - zapytał Carlos. 

- Nie. - odpowiedziała szybko. 

- Widzę, że coś jest nie tak. 

- Bo nie bardzo pamiętam co wczoraj robiłam, a nie chcę też wyjść na idiotkę. Bo jeżeli zrobiłam coś głupiego to chcę wiedzieć, żeby potem nie było wielkiego zdziwienia ani jakiś plotek n mój temat. Dowiedziałam się, że próbowałam na siłę podrywać chłopaków.

- Zdarzyło Ci się, z Tomem ale tylko na chwilę później się opanowałaś. Nie martw się, widziałem to tylko ja i Tom, nikt więcej więc nie będziesz miała problemów. 

- Dziękuję. - uśmiechnęła się, podnosząc głowę do góry. - Nie wiem co bym zrobiła bez Ciebie. 

- Nic. - uśmiechnął się triumfalnie. - Jak się czułaś wczoraj z tym, że chłopaki ciągle podrywali dziewczyny? 

- Wracając do domu, czułam jakby ktoś wbijał mi nóz, On ciągle rozmawiali o laskach które podrywali, ja wiem, że Oni nie wiedzą, że coś do Nich czuję, i nie mogę mieć pretensji. James nie mógł oderwać wzroku od swojej partnerki byliśmy razem i nie czułam takiego wzroku na Sobie. Z Coltonem naprawdę się bawiłam dobrze podczas wizyty w wesołym miasteczku, a wczoraj bawił się lepiej z innymi niż ze mną, a o Tomie nie mogę dużo powiedzieć bo zbyt dobrze się nie znamy ale może być naprawdę fajnym chłopakiem. 

- Słońce, naprawdę nie wiem co Ci powiedzieć, ale musisz sama wybrać nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki taka jest sytuacja z Tobą i Jamesem możliwe, że to samo jest z Coltonem a Tom. jest takim Świeżakiem. Ale jakbyś zaczęła się z Nim spotykać to reszta może powiedzieć, że jesteś łatwa, tak lekko to ujmując.. A ja nie chcę aby ktoś w taki sposób o Tobie mówił. 

- Rozumiem. 

- Masz jakiś problem, chcesz mi może coś powiedzieć? 

- Co? - skrzywiła się. - Nie, nie mam żadnego problemu, skąd Ci to przyszło do głowy? 

- Słyszałem, że ktoś Cię widział ostatnio z Lesnarem.. I nie wiem co mam o tym myśleć, zaczynam się poważnie zastanawiać żeby nie zacząć Cię odbierać z pracy, bo On jednak nie ma dobrej przyszłości a zrobił też wiele niebezpiecznych rzeczy. 

- Nie masz się czego obawiać. - uśmiechnęła się. - Wszystko jest w porządku. - Bella wstała przytuliła brata i wróciła do swojego pokoju.

' Wpadnij dzisiaj na chwilę do studia, bo chcę Ci przedstawić moją nową współpracownicę.. Będzie Nam pomagała i Tobie też, od poniedziałku zacznie z Nami pracować. Pozdrawiam ' . 

Dustin otworzył oczy i zauważył, że Kendall jeszcze śpi, wyszedł do łazienki a potem szybko zaczął przygotowywać śniadanie, chciał się pokazać z lepszej strony, i zrobić chłopakowi śniadanie. Zaczął od kawy wiedział, że Kendall bez Niej nie funkcjonuje. Zaraz po kawie zrobił pyszną jajecznicę z tostami. Gdy skończył wszystko, wyciągnął tacę i poukładał wszystko, dodał jeszcze truskawki i pomarańcze. Był zadowolony z Siebie i swojego śniadania. Zaniósł je Kendallowi a ten właśnie się ubierał.

- Cześć. - przywitał się. - Jak się spało? - zapytał.

- Bardzo dobrze, ale widzę, że dzień zaczyna się jeszcze lepiej od tego samego śniadania. Jesteś świetny. - uśmiechnął się.

Kendall zerkał na śniadanie, ale kątem oka spoglądał na Dustina, uśmiechnął się do Niego i zaproponował wspólny prysznic, chłopak bez wahania zgodził się na taką propozycję więc ich wspólne śniadanie musiało poczekać. Bella dojechała do studia, wysiadła na 8 piętrze i poszła do swojego studia.

- Myślałem, że nie przyjedziesz. - zaśmiał się.

- Jednak jestem. - westchnęła. - No, to gdzie Twoja współpracownica?

Do pokoju weszła zgrabna dziewczyna o czerwonych włosach i dużych niebieskich oczach, zgrabna i ładna. Widziałam jak chłopaki ślinili się na jej widok, Bella tylko przewróciła oczami.

- Camille. - podała dłoń Belli. - Miło Cię poznać. - posłała dziewczynie uśmiech.

- Isabella, ale znajomi mówią mi Bella. No to bardzo fajnie, że mogę Cię poznać.

- Mi też jest miło.

- Od poniedziałku zaczynamy dogrywać resztę piosenek i myślę, że nie długo wydamy płytę. - uśmiechnął się Marcus.

- Mam też kilka nowych piosenek, ale zostawię je na następny album.

- Ja obiecuję, że zrobię wszytko co w mojej mocy aby praca ze mną była super! Myślę, że się dogadamy. - uśmiechnęła się do Belli.

- Też się cieszę, że Cię poznałam. Jeżeli to już wszystko to bym chciała wyjść.

- No, jasne idź. - uśmiechnął się Marcus.

Po krótkiej rozmowie i rozplanowaniu następnego tygodnia Bella wyszła na dworze zrobiło się chłodniej, wiatr zaczął lekko wiać. Dziewczyna idąc w stronę samochodu poczuła się dziwnie.

- No cześć.. - Les zerknął na Bellę.

- Co Ty tutaj robisz?! - przestraszyła się.

- Może się spotkamy, nasi wspólni znajomi bardzo tęsknią.. No i wiesz.

- Nie, nie wiem. - odsunęła się lekko.

Chłopak pogładził dziewczynę po policzku. - Jesteś piękna i to wiesz, więc może coś razem z tym zrobimy?

- Nic nie zrobimy, przepraszam ale muszę jechać do domu. - wyminęła mężczyznę.

- Jeszcze zatańczysz tak jak Ci zagram.. - burknął.

- Nie ma mowy. - wycedziła przez zęby.

Bella wsiadła w końcu do samochodu i odjechała, nie do końca wiedziała co Les miał na myśli, zaczynała się jego obawiać, nie myślała. że go spotka. Logan i Alice bawili się naprawdę dobrze jednak jak mieli wyjeżdżać było im smutno, bo spędzili naprawdę kilka fajnych dni z Rodziną Logana, musieli jeszcze pojechać do Rodziców aby powiedzieć im nowinę.

- Kochanie, spodziewałaś się kogoś? - Ojciec Logana spojrzał na Żonę.

- Nie. - pokręciła głową i zmarszczyła brwi. - Ale otworzę.

- Dzień Dobry. - powiedzieli z uśmiechem. - Możemy wejść?

- Jaka niespodzianka. - ucieszyła się Mama. - Zapraszam, proszę chodźcie.

- Kto to Kochanie?

- Logan i Alice. - odpowiedziała z uśmiechem. - Napijecie się czegoś, a może coś zjecie?

- Chętnie. - uśmiechnęła się Alice.

Po obiedzie Alice pomogła Teściowej w kuchni, zrobiły herbatę i pokroiły ciasto.

- Strasznie się cieszę, że znaleźliście chwilę aby do Nas przyjechać. - powiedziała Mama Logana.

- Byliśmy u Antonia, więc postanowiliśmy, że zajedziemy w drodze powrotnej do domu. - uśmiechnęła się Alice.

- My też się wybieramy, ale nie mamy na razie wolnego czasu. Chociaż razem z Ojcem staramy się o kilka dni wolnego, więc zrobimy Sobie romantyczny wypad.

- Widzisz Kochanie, jak Rodzice się kochają, To takie piękne. - rozmarzyła się Alice.

- My też dożyjemy takiej pięknej starości.

- Starości? - Rodzice skrzywili się na słowo starość.

- Synu.. - Ojciec spojrzał groźnie na Logana. - Nie żartuj Sobie z poważnych ludzi. - zaśmiał się.

- A tak do poważnych spraw wracając, to chcemy Wam coś powiedzieć.

- Coś się stało? - zmartwił się Tata.

- Nie, to tylko taka drobnostka. - zaśmiał się Logan. - No wiecie, to nic takiego. - spojrzał na Alice która się uśmiechała. - Będziecie już niedługo Dziadkami!

- Co za wiadomość! Gratulację, bardzo się cieszymy z Ojcem! - Rodzice ucałowali Logana i Alice. - W końcu będę mogła się pochwalić koleżankom, że będę Babcią.

Rodzice jak i Logan z Alice cieszyli się, że będą mieli dziecko, ta wiadomość rozpromieniła cały dom. Można było czuć, w Nim dużo miłości a samo młode małżeństwo wiedziało, że to będzie najpiękniejszy okres w ich życiu.