czwartek, 9 marca 2017

Part 80 .

Bella kolejny tydzień ciężko pracowała. Nie miała chwili spokoju, od godziny 6 była w studio, czasami nie miała czasu nawet spać, pracowała dzień i noc ale w końcu udało się wszystko zrobić. Marcus szczęśliwie zakończył produkcję musiał dogadać się z Szefem wytwórni.

- Dziękuję Wam za współpracę, że daliście radę. Wszystkie honoraria powinny pojawić się jutro na waszych kontach.

- W końcu możemy się porządnie wyspać. - zaśmiał się jeden z kamerzystów.

- Marcus, będziemy lecieć. Bo jak zaraz nie położę się spać, to to może się źle skończyć. - zaśmiała się reszta.

- Jasne, nie ma sprawy. - uśmiechnął się Marc.

- Mogę też iść? - zapytała Bella.

- No jasne, już i tak jest bardzo późno. Daję Ci wolne do soboty, bo w niedzielę będziemy mieli imprezę, z okazji Twojej pierwszej wydanej płyty i od razu zapowiedź nowego filmu, więc przygotuj się na dużą uroczystość. Dobranoc. - uśmiechnął się.

- Dobranoc. - dziewczyna się uśmiechnęła.

Logan i Alice po kilkudniowym pobycie u Rodziców postanowili wrócić do domu, oznajmić znajomym dobrą nowinę.

- Cześć, jest ktoś w domu? - zapytał Logan wnosząc walizkę.

- No w końcu wróciliście, już myślałem, że Nas zostawiliście. - zaśmiał się Carlos, witając się z Hendersonami.

- Stęskniliśmy się za Twoim poczuciem humoru. - odgryzł mu się Logan.

- Świetnie wyglądasz. - Colton przyglądał się Alice.

- To tylko kilka dni na świeżym powietrzu i obiadki u Teściowej, no a chcemy też jechać do moich Rodziców.

- No bez przesady. - skrzywił się James. - Zostańcie trochę w domu, nie wyjeżdżajcie nigdzie. - posmutniał.

- Przepraszam, ale muszę wyjść. - Alice wyszła do łazienki.

- Kendall jeszcze nie wrócił? - zdziwił się Loggie.

- Nie odzywa się do Nas, może za bardzo zabalował i nie ma zamiaru wrócić. - wyśmiał go Carlos.

- Cześć! - do domu weszła Scarlett. - Przepraszam, że nie zadzwoniłam, ale telefon mi się rozładował. - skrzywiła się. - Nawet nie zapytałam czy przeszkadzam. - zarumieniła się.

- Nie, nie przeszkadzasz. - uśmiechnął się Carlos. - Nasze małżeństwo właśnie wróciło z wakacji, Kendall Nas opuścił.. haha. Siadaj, proszę.

- Dziękuję. Loggie, a gdzie Żona?

- W łazience, może po Nią pójdę. - wstał z kanapy.

- Ja pójdę, przywitam się od razu.

Alice poszła do łazienki, znowu napadło ją na mdłości, ale tym razem wymiotowała z krwią, nie wiedziała co się dzieję złapała się na głowę i wypadło jej kilka włosów z głowy, teraz to się przeraziła nie na żarty. Usiadła na koszu, lecz poślizgnęła się i prawdopodobnie skręciła kostkę po chwili przyszła Scarlett. Alice opowiedziała przyjaciółce, że jest w ciąży ucieszyła się ale z drugiej strony była przerażona objawami Alice.

- Musisz pojechać z tym jutro do lekarza. - Scarlett z kiepską miną kucnęła obok dziewczyny.

- Ale co ja powiem Loganowi, nie chcę mówić jemu prawdy. - posmutniała.

- Ale musisz. - poważny ton Scarlett zmartwił Al.

- Nie powiem mu teraz o tym, ale rutynowa kontrola wystarczy. - uśmiechnęła się i otarła łzy.

Bella wyszła z uśmiechem na ustach, wzięła głęboki oddech i dumnie wsiadła do samochodu, w kilka chwil znalazła się w domu.

- Piękny dom Skarbie. - zza drzewa wyłonił się Les.

- Co Ty tutaj robisz? - Bella odskoczyła od samochodu.

- Patrzę jak się pięknie urządziłaś. Pewnie trochę Cię ten dom kosztował? Ale naprawdę bardzo ładnie wygląda, może zaprosisz mnie do środka.

- Wątpię. - wycedziła przez zęby.

- Oj. - posmutniał. - Ale na pewno się umówimy na kawę i zaprosisz mnie do środka.

- Zjeżdżaj stąd.

- Spokojnie Kochanie, złość piękności szkodzi a nie chcemy żebyś była brzydka. - zaśmiał się i poszedł w swoją stronę.

Bella bała się tego domu, nie chciała więcej tutaj mieszkać. Chciała się przeprowadzić wyjść z tego domu i nie wrócić zapomnieć adresu, nie chcę tutaj mieszkać jak wie, że Lesnar zna adres. Zaczyna się obawiać, że jej życie znowu się przewróci do góry nogami. Gdy weszła do domu usłyszała znajome głosy, ściągnęła ulubioną bejsbolówkę którą kiedyś podarował jej Carlos, uwielbiała tą bluzę zawsze czuła się bezpiecznie, i przy tym brat zawsze był przy Niej.

- Jest nasz pracuś. - uśmiechnął się Tom, na co James spiorunował go spojrzeniem.

- Już nie pamiętam jak wyglądasz. - odpowiedział Carlos.

- No właśnie, za dużo pracujesz, może Sobie odpocznij? - zapytał James.

- Tak się składa, że mam wolne do soboty, a w niedzielę zapraszam Was na imprezę. - uśmiechnęła się ze zmęczeniem na ustach,

- Kurde, no to idziemy. - pokiwał głową Logan.

- No patrz, nawet się z Tobą nie przywitałam, Przepraszam, ale nie mam czasu nawet na sen. Teraz tylko praca i praca. Zero spotkań, randek i innych takich przyjemności. Tak mi tego brakuje, takiego odmóżdżenia. - westchnęła głośno i spojrzała na chłopaków.

- Dobra! To ja Cię zabieram na randkę!

- Co?! - Bella mocno się zdziwiła. - Ty?

- No a co, nie mogę? - zaśmiał się Carlos.

- Kocham Cię Braciszku, ale ja chcę się spotkać z jakimś fajnym facetem..

- ooo.. - chłopaki ostro zareagowali.

- Ranisz mnie. - posmutniał i udawał płacz.

- No proszę Cię, wiesz Scarlett i mediom to się nie spodoba. - pokręciła głową.

- A mogłaś mieć to! - wskazał ręką na Siebie. - Ale no weź, jeden dzień możemy spędzić razem. Będzie naprawdę fajnie.

- Oj. - Bella zaśmiała się. - Jutro chcę cały dzień spędzić w łóżku, bo nie spałam dużo. Ale pojutrze się zgadzam.

- Super! Będzie wesołe miasteczko i wiem, że tam lubisz chodzić. - zerknął na Coltona. - Więc tam Cię zabieram.

- Bella! - ucieszyła się Alice, lekko kulejąc.

- Co Ci się stało? - zapytał Logan.

- Poślizgnęłam się w łazience, ale to nic. - machnęła dłonią.

- Jak ja się stęskniłam, nie miałam czasu na nic, nawet żeby się spotkać ze Scarlett, więc za Tobą też się stęskniłam. Moje kochane.

- Jak się czujesz? - zapytał zmartwiony Logan.

- Dobrze. Jutro pojedziemy na badania kontrolne. - uśmiechnęła się.

- Coś się stało? - zapytał James.

- Nie będę owijać w bawełnę, jestem w ciąży.

- No w końcu, Logan. Zaskakujesz nas codziennie. - poklepał go po ramieniu Tom. - Gratulacje.

- Będę Ciocią! - Bella i Scarlett odpowiedziały równocześnie.

- Kochana, ja będę lepszą Ciocią! - Scarlett uśmiechnęła się szeroko.

- Nie mam siły się nawet kłócić, idę bo mam super randkę! - dziewczyna zawadiacko się uśmiechnęła.

- Z kim?! - Przyjaciele się zdziwili.

- Mówię Wam, niesamowity gość, przystojny, miły i w dodatku uwielbia się przytulać. Zawsze mnie wysłucha, zrozumie i nie opuści nigdy.. - zaśmiała się.

- A jak ma na imię? - zapytał James.

- Łóżko! - zmarszczyła czoło. - Dobrze, bawcie się tutaj a ja pójdę się położę, On nie może czekać.

- My też się będziemy zbierać, jutro mamy ważne badanie i nie chcemy się spóźnić.

Carlos ze Scarlett poszli również do swoich pokoi.

James.

Nie wiem co się ze mną stało, ale to jak Tom spojrzał na Bellę lekko mnie poruszyło, wiem zrobiłem jej ogromną krzywdę, ale nie umiem inaczej, ja chyba coś znowu do Niej czuję, ale nie umiem tego opisać. Chciałbym spróbować, ale nie potrafię, boje się, że znowu coś schrzanię i Ona mnie rzuci. Niby wybaczyła mi tą zdradę, ale czuje jakbym nadal coś do Niej poczuł. Już sam nie wiem co mam robić..

You make me feel like every thing we have is real. Every time I look at you it makes mi smile.
I've been thinking about you every night All time - can't get you off my mind. I just wanna hold you tight. Feels so right when i've got you by side.

Tak, już wiem. 

Narrator. 

Alice bardzo bała się badania, nie chciała jechać tam z Loganem, musiała wymyślić inną wymówkę. Nie chciała powiedzieć mu całej prawdy, ale też nie chciała go okłamywać. Zegar w kuchni wskazywał 8 , wszyscy jak na komendę zeszli na dół i poczuli się jak w rodzinie, zaczęli przygotowywać śniadanie, jak nigdy. Sytuacja zdziwiła Alice która zeszła prawie pod koniec przygotowań. 

- Co tutaj się stało? - rozejrzała się. 

- Śniadanie zrobiliśmy, chłopaki też bardzo dużo pomogli. Chodź siadaj. 

- Jejku. Niesamowici jesteście. - Alice z uśmiechem usiadła do stołu. 

- Takich przyjaciół jak my, to każdy Ci zazdrości. - odparł uśmiechnięty James.

- No raczej. - poparł go Carlos. - Bella mówiła, że będzie schodziła na śniadanie czy nie?

- Raczej nie. - pokiwał głową Colton.

- Skąd możesz to wiedzieć? - James uniósł brew.

- Mówiła, że jest mocno zmęczona wczoraj, i raczej zostanie cały dzień w łóżku. - wyprzedził ich Tom.

- Taa.. - skrzywił się Maslow. - Kurczę, chyba telefon mi dzwoni. - James szybko pobiegł na górę.

Po śniadaniu, wszyscy posprzątali. Alice i Logan wybrali się do lekarza, na samą myśl robiło jej się słabo. Po odejściu od rejestracji Małżeństwo udało się pod dany pokój. W poczekalni byli tylko Oni, ale z czasem przychodziło coraz więcej par, kobiety w zaawansowanej ciąży, lub takie z brzuszkiem który lekko się odznacza.

- Pani Alice Henderson, proszona do gabinetu. - zza kremowych drzwi wyłoniła się kobieta z szerokim uśmiechem w wieku około 30 lat. - To Pani? - spojrzała na wstającą Alice. - Zapraszam.

- Pójdę z Tobą. - Logan poderwał się żeby wstać.

- Nie, nie trzeba. - spojrzała z uśmiechem. - Poradzę Sobie. - dziewczyna zniknęła za drzwiami.

- Witam, proszę usiąść. - Pani Doktor wskazała Alice miejsce. - Co Pani dolega? - zapytała z uśmiechem spod okularów.

- Jestem w ciąży, ale mam problem. - przygryzła wargę i zmarszczyła czoło. - Wczoraj wróciliśmy od Rodziców, wszystko było w porządku jadłam wszystko w miarę, ale gdy tylko znaleźliśmy się w domu znowu złapały mnie mdłości. A do tego, wymiotowałam krwią co mnie lekko przeraziło i gdy przeczesałam dłonią włosy to wypadło mi kilka kosmyków, do tych objawów mogę dodać kaszel który męczy mnie od jakiegoś tygodnia i dzisiejszego dnia wstając z łóżka miałam lekkie kłucie w klatce piersiowej i wczoraj wieczorem poślizgnęłam się w łazience. - Alice opowiedziała swoje objawy, po czym lekko zbladła.

- Dobrze się Pani czuje? -zapytała Doktor.

- Przepraszam, ale jest mi nie dobrze. - zmrużyła oczy.

- Proszę. - Kobieta podsunęła jej pierwszą rzecz którą miała przy Sobie.

- Przepraszam. - Alice poprawiła Sobie włosy.

- Proszę się nie denerwować, jestem tutaj aby Pani pomóc. - uśmiechnęła się przyjaźnie.

Do gabinetu przyszła pielęgniarka, która pobrała próbkę do analizy. Blondynka martwiła się, że badanie będzie trwało strasznie długo, ale zajęta badaniem nie zauważyła, że to tak szybko minęło. Pielęgniarka weszła do gabinetu, podała Pani Doktor kartę w wynikami i spojrzała smutno w stronę Alice po czym wyszła z gabinetu. Zaraz z powrotem do środka wszedł mężczyzna około 30 lat, w białym fartuchu.

- Wzywałaś mnie? - zapytał Doktor.

- Tak, możesz sprawdzić co jest z kostką Pani Henderson.

- To nie jest chyba dobry dzień dla Pani. - uśmiechnął się lekarz. - Ma Pani skręconą kostkę, i niestety 3 tygodnie będzie musiała Pani spędzić w gipsie, więc żadnego sportu ani szpilek czy innych wysokich butów. Zaraz po badaniu zapraszam do mojego gabinetu tam założymy Pani gips.

- Dziękuję. - odpowiedziała Doktor. - Moje wiadomości też nie są dobre, ktoś z Pani rodziny musiał chorować też na zatorowość płucną, jest to choroba którą ciężko wyleczyć. A do tego doszła jeszcze chora kostka.

- Przepraszam, ale co to jest zatorowość płucna? - zastanowiła się Alice.

- Jest to  choroba polegająca na zwężeniu lub zamknięciu tętnicy płucnej, niestety nie mam dobrych wiadomości, w Pani aktualnym stanie, musimy położyć Panią do szpitala.

- Ale czy to jest konieczne? - zapytała.

- Tak. Emily, wezwij męża Pani Alice. 

- Dobrze. 

Bella wstała dopiero około 12 myślała, że potrzeba jej więcej snu, ale to też jej wystarczyło. Odsłoniła zasłony, przeciągnęła się i zauważyła na półeczce zauważyła małą karteczkę. 

' Zapraszam Cię dzisiaj na spacer w parku, o 16. Będę szczęśliwy jeżeli się pojawisz. '
James :).

Dzisiejszy dzień już zapowiada się miło, Bella oczywiście skorzysta z zaproszenia, bo ja tu odmówić Jamesowi. Ogarnęła się szybko w pokoju i wyszła z pokoju. 

- Cześć. - Tom przywitał ją promiennym uśmiechem. - Jak się spało? - zapytał. 

- Dziękuję. - uśmiechnęła się. - A Tobie? 

- Bardzo miło zwłaszcza, że zobaczyłem Ciebie. - puścił jej oczko. - Czy dasz się zaprosić jutro na małą kawę i dobre ciacho? 

- Uhm.. - zastanowiła się. - Będzie mi bardzo miło. - posłała mu promienny uśmiech. 

- Bardzo się cieszę, to zapraszam jutro o 10 w Aroma Cafe. 

Bella zdziwiła się, bo dostała zaproszenie już od dwóch chłopaków, myślami była już w parku i nie zauważyła jak znalazła się w kuchni. 

- Nie za późno na śniadanie? - zaśmiał się Colton.

- oo.. - Bella ocknęła się. - Przepraszam nie zauważyłam Cię. 

- Nic się nie stało. - pokiwał głową. - Miałaś spędzić cały dzień w łóżku. 

- Plany mi się zmieniły. - westchnęła.

- Dobra, nie będę owijał w bawełnę. - zmienił ton głosu. - Może chciałabyś się jutro ze mną spotkać? 

- To jakieś szaleństwo. - szepnęła. 

- Słucham? - zmarszczył brwi. 

- Nie, nic. Chętnie. O której? - zapytała. 

- Spotkajmy się w parku o 15, tak. To będzie odpowiednia godzina. 

- Świetnie. - uśmiechnęła się. 

- Super, pozwolisz, że będę się zbierał bo idę właśnie do pracy. No, to cześć. 

Bella nie wierzyła, że to się stało, umówiła się aż z trzema chłopakami, chciała żeby to był sen, ale się nie udało. Na szczęście cały tydzień miała wolny i mogła pozwolić Sobie na takie szaleństwo. Lecz najbardziej cieszyła się z randki z bratem, tak to dziwne ale rzadko spędzali czas ze Sobą. Cieszyła się jak dziecko, na każde spotkanie z chłopakami, nie wierzyła w to co się właśnie stało. Do każdego z Nich coś czuła, ale nie umiała się zdecydować.. 

* Jakoś nie wiem co napisać. Dziękuję tym którzy są ze mną. Fragment piosenki która James zapisał na kartce.. Tak, własnie. To kawałek z 2013 r. Ale wciąż świetny. Jako, że nic mi się nie wyświetla po załadowaniu go, więc podrzucę Wam tytuł.. 

' MattyBRaps - Never Too Young ft. James Maslow

3 komentarze:

  1. Oby praca się opłaciła. Wiem, że Bella daje z siebie wszystko, ale jeszcze musi jeszcze zostać docenione. Oj, wiesz co mam na myśli!
    Loganowi i Alice, widzę było fajnie u rodziców. Wrócili do domu i teraz już są wszyscy razem.
    Alice wywaliła się w łazience i zrobiła sobie coś w nogę? No, jak pech to pech. Całe szczęście, że Scarlett ma wyczucie i akurat przyszła. Z drugiej strony, dobrze, że nie zrobiła sobie nim w brzuch. Ale zaraz… W Szpitalu Nadziei była taka Kobieta. W ciąży. Przewróciła się, nie pamiętam gdzie. No i przyszła do szpitala, żeby sprawdzić, czy dziecku nic się nie stało. No i… Okazało się, że ma tętniaka. Lekarze nie mogli nic zrobić. Śmierć Mózgowa. Ale dziecko uratowali. Sztucznie podtrzymali ciążę, a po porodzie pozwolili jej umrzeć. O błagam… Nie mów, że planujesz zrobić to samo co Chris i zrobisz z Logana samotnego tatusia??
    Weź coś zrób z tym Lesem. Niech Carlos zrobi tak jak Joey. A może lepiej, żeby to był Tom? Wiesz, Les go napadnie, ten mu odda, upadnie i rozwali sobie łeb! Na śmierć! Ta, zdecydowanie przedawkowałam „Szpital Nadziei”.
    I Jamesowi jest smutno. Ma złamane serce. Wygląda na to, że ktoś musi zacząć chodzić na randki. Tylko, żeby nie zaczął przeginać jak Bella. Wiesz, w którą stronę.
    Chwila… Alice jest chora, czy może być chora? Może nie do końca to ogarniam, ale to raczej nie dobrze. O matko! Ty na serio planujesz zrobić to samo, co Chris! Biedny Logan.
    Notka super! Czekam na nn! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że tak za-spamuję... Nie ukrywam, ze liczę na Wsparcie. Otworzyłam nowy projekt. Będzie mi miło, jak wpadniesz i zostaniesz na dłużej: https://youre-not-alone-clover.blogspot.com/ I tak, komy dają kopa.

      Usuń