poniedziałek, 13 marca 2017

Part 81.

Logan opuścił gabinet, nie było mu wesoło, że będzie musiał zostawić Żonę samą w szpitalu. Gdy Alice położono na oddział Logan od razu jeszcze ją odwiedził.

- Kochanie, nie chcę Cie tutaj zostawiać. - posmutniał. 

- Też bym chętnie wróciła do domu, ale możesz mi przywieźć kilka rzeczy? 

- Oczywiście. 

Logan zaraz szybko pojechał do domu, chciał znowu zobaczyć się ze swoją ukochaną, minął się z Jamesem przy wyjściu. 

- Coś się stało? - zapytał Maslow. 

- Nie mam zbytnio czasu, ale jak wrócę to Ci wszystko opowiem. - chłopak szybko pobiegł na górę.

James tylko wzruszył ramionami, i od razu ruszył w stronę parku. Miał cichą nadzieję, że Bella się pojawi. Przechadzał się nerwowo po parku, co chwilę sprawdzając godzinę na zegarku. Bądźmy dobrej myśli, Ona zaraz na pewno się tutaj pojawi. Martwił się chłopak. Powoli zaczął odczuwać wieczorny chłód mimo sierpniowego miesiąca i tak było ciepło ale wieczory robią się już chłodne. Chłopak się lekko zmartwił bo na zegarku za chwile miała być 16. Zmęczony usiadł na ławce, nie myślał, że Bella go wystawi. 

- Cześć. - podeszła do Niego Blondynka. 

- Cześć. - podniósł się szybko. - Już myślałem, że nie przyjdziesz. - uśmiechnął się. 

- To co? - stanęła na palcach. - Będziemy tak stać tutaj, czy idziemy się przejść? 

- Idziemy, oczywiście idziemy! 

Bella i James szli przez park, zaczęło się ściemniać więc latarnie powoli się zapalały, w oddali było słychać fajną muzykę nieco spokojną ale też lekko energiczną. 

- Naprawdę się zdziwiłam, że mnie zaprosiłeś, nie myślałam o tym żebyśmy mogli jeszcze wyjść gdzieś razem.

- Wiem, że między nami wcześniej układało się dobrze, ale potem coś się popsuło no i teraz myślałem, że jak wyjdziemy gdzieś razem to możemy wrócić do tego co było kiedyś.. 

Bella i James weszli na niewielki most który był imponujący latarnie pięknie świeciły a w lustrze wody odbijały się ich twarze, atmosfera zrobiła się naprawdę miła. Bella nawet nie zauważyła jak złapała Jamesa za dłoń. Szli tak jeszcze przez chwilę, aż w końcu zadzwonił jej telefon. 

- Przepraszam, ale muszę odebrać. - powiedziała zerkając na telefon. - To tylko minutka. - oddaliła się kilka kroków. 

- Widzę, że znalazłaś Sobie nowego kochasia.. - westchnął Lesnar. - Ale nie martw się, ja i tak Cię jeszcze złamię, a wtedy odbiorę to co moje. 

- Co Ty chcesz odebrać? - zdenerwowała się. 

- Po tej wpadce w burdelu, straciłem wszystko.. Więc teraz mi się odwdzięczysz, i zobaczysz jak to jest gdy wszystko co sprawiało Ci przyjemność i to co kochasz nagle znika. 

- Gdzie Ty jesteś?! - rozejrzała się po ulicy. 

- Ważne, że ja Ciebie widzę. Ty Skarbie nie zaprzątaj Sobie tym głowy. Do zobaczenia wkrótce.. - rozłączył się. 

- Skurwysyn.. - szepnęła do słuchawki. 

Logan prawie cały dzień spędził w szpitalu przy Alice, nie chciał się z Nią rozstawać. Ku jemu zaskoczeniu w szpitalu pojawił się Kendall. 

- Co Ty tutaj robisz? - zdziwił się chłopak. 

- Wracam do domu, dostałem wiadomość od Alice, że jest w szpitalu razem z Tobą, więc postanowiłem, że przyjadę. 

- W końcu zabierzesz go do domu. - zachichotała dziewczyna. 

- Aż tak Ci źle ze mną? - skrzyżował ręce.

- Nie Kochanie, ale jestem już zmęczona i chciałabym położyć się spać. 

- Dobrze, obiecuje, że jutro też przyjdę i na pewno nie sam.. Bo jak się nasza zwariowana Rodzina dowie to będą chcieli ze mną przyjść. Odpoczywaj Kochanie, Dobranoc. 

- No, to na razie Piękna! - Kendall machnął dłonią. 

Carlos zrobił herbatę i poszedł do pokoju siostry. 

- Proszę. - podał jej kubek z napojem. - Mów co się stało z Jamesem. 

- Nic. - udała, że nie wie o co chodzi. - Smaczna herbata. 

- Wiem, że się spotkaliście. Bo James wrócił szczęśliwy, ale pamiętaj, że ja nie chcę aby coś Ci się stało. Zależy mi na Twoim szczęściu a jeżeli jakiś palant Cię skrzywdzi, to obiecuję, że stanie mu się wielka krzywda.. Bo nie pozwolę aby ktoś skrzywdził moją młodszą siostrę. 

- Nic takiego się nie stanie, obiecuję. Naprawdę. Ale muszę Cię ostrzec, że jutro spotykam się z Tomem i Coltonem, którzy także zaprosili mnie na randkę.. 

- Co?! - Carlos podniósł się z łóżka.

- Wiem, przeginam ale nie mogłam odmówić.. Chcę sprawdzić jak to wszystko się potoczy dalej. 

Logan opowiedział w domu co się stało z Alice, wszyscy byli przejęci, każdy w duchu się modlił żeby Alice z tego wyszła. Kendall w takiej sytuacji nie miał odwagi powiedzieć przyjaciołom o swojej orientacji. Bał się ich reakcji, ale wiedział, że któregoś dnia to nastąpi. Carlos wieczorem wybrał się do Scarlett, Logan rozmyślał w pokoju o Alice, Colton wybrał się na dwór aby pobiegać, a Tom został w swoim pokoju i czatował ze znajomymi. Bella wyszła na taras, zarzuciła na Siebie koc i usiadła na ławce. 

- Mogę? - zapytał James. 

- Proszę. - przesunęła się, aby chłopak mógł usiąść. - Nawet nie miałam okazji Ci podziękować, za to dzisiejsze spotkanie, było naprawdę pięknie. James, jesteś naprawdę świetnym facetem milion dziewczyn na świecie marzy żeby spędzić z Tobą chociaż chwilę a ja mieszkam z Tobą w jednym domu. Nie zrozum mnie źle, ale na razie muszę poczekać bo nie wiem do końca co do Ciebie czuję. Przepraszam. 

- Rozumiem, to za szybko. Chciałem Ci powiedzieć, że tamten czas gdy byliśmy razem wspominam naprawdę dobrze i jeżeli nie będziesz chciała ze mną być to oczywiście to zrozumiem. 

- Jesteś taki kochany. - Bella pocałowała chłopaka w policzek, spojrzała mu w oczy i po chwili zagłębili się w namiętnym pocałunku. - Przepraszam. - Bella odskoczyła od Jamesa. - Muszę już iść, Dobranoc. - szybko wstała i wróciła do domu. 

- To było niesamowite. - uśmiechnął się do Siebie i przejechał palcami po ciepłych ustach. 

Alice poczuła się źle w nocy, miała duszności i wymiotowała krwią, lekarze od razu do Niej przybiegli. Podali jej leki i duszności ustąpiły. Alice wiedziała, że nie będzie jej łatwo ale nie chciała myśleć teraz o tym, najważniejsze było dziecko i Logan. To trzymało ją przy życiu. Rano od razu w szpitalu pojawił się Logan tym razem z przyjaciółmi.

- Jak się czujesz? - zapytał zmartwiony Logan. 

- W nocy męczyły mnie wymioty ale wszystko ustąpiło i teraz czuję się lepiej. 

- Kiedy będziesz mogła wyjść? 

- Oszalałeś? - Logan skarcił Carlosa. - Dopiero co ją przyjęli, no a Ty już chcesz żeby wyszła? 

- Ale w sobotę będzie premiera płyty Belli, a Alice nie będzie? 

- Wszystko będzie szło na żywo, ja zostanę tutaj też nie pójdę. 

- Jesteście tacy wspaniali. - rozmarzyła się Scarlett.

- Dlaczego? - zapytała Alice. 

- No popatrz, jesteś tutaj w szpitalu a Logan jakby mógł to by tutaj zamieszkał żeby być z Tobą. On ciągle o Tobie mówi, jest w Tobie zakochany po uszy. 

- Przestań. - chłopak zarumienił się. 

- Skarbie. - Alice uśmiechnęła się. - Jesteś wspaniały. 

- Przepraszam Państwa, ale musimy opuścić pokój ponieważ zaraz przyjdzie lekarz i będziemy musieli zrobić kilka badań. 

- Dobrze, w takim bądź razie przyjdziemy później. Kocham Cię.

- Dziękuję. 

1 komentarz:

  1. Mentalność Belli: Spóźnia się! Przychodzi. "No chodź, przecież nie będziemy tak stać!" Dziwne, że James nie powiedział, że on chętnie by tak sobie z nia postał.
    Dlaczego chce mi się śmiac z Logana? Wiem, jest troskliwy i tak dalej, ale na razie rola "odpowiedzialnego męża" nie bardzo mi do niego pasuje.
    O jeju! Carlos sprawia wrażenie, jakby chciał być ojcem Belli, a nie bratem. Wiem, pośrednio zastępuje jej ojca, ale czasami jest trochę nadopiekuńczy.
    Zdrówka dla Alice! Notka super! Czekam na nn! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń