środa, 29 marca 2017

Part 84.

Bella ze smutkiem w oczach wyszła z pokoju spojrzała jeszcze raz w stronę Marcusa, który szczerze żałował tego, że dziewczyna zostaje bez niczego. Może jest dobrym aktorem i tylko udaje.

- Będziesz musiała oddać przepustkę. - powiedział ochroniarz.

- Proszę.

Dziewczyna westchnęła głośno i wyszła ze studia, w pewnym momencie odczuła ulgę ale z drugiej strony było jej żal, że musi opuścić to miejsce. Postanowiła, że jeszcze dzisiaj pojedzie do Szefa. Wsiadła do samochodu i ruszyła, co prawda musiała jechać ładny kawałek drogi ale w końcu dojechała. Pod naprawdę imponującą willę. Takiego typu domy widziała tylko w filmach. Idealnie przystrzyżony trawnik, różne figury wycięte z żywopłotu, piękna fontanna i droga wyłożona kamyczkami które piękne komponowały się z całą resztą. Dziewczyna zadzwoniła domofonem.

- Proszę? - powiedział głos po drugiej stronie.

- Dzień dobry. Chciałam porozmawiać z Panem Goldem.

- Proszę imię i nazwisko zapowiem gościa.

- Isabella Pena. - westchnęła ze zdenerwowaniem.

Nie minęło pięć minut a drzwi otworzyły się szeroko, Bella zapukała do drzwi i otworzył je lokaj.

- Zapewne Panna Isabella Pena. Pan Gold już czeka. Proszę za mną.

Bella poszła za lokajem, mężczyzna zatrzymał się przed wielkimi drzwiami. Kazał jej poczekać. Gdy wyszedł Bella weszła do środka. W oddali stały meble całe z mahoniu z pozłacanymi poszczególnymi elementami, stał tam też duży regał z mnóstwem książek i specjalna półka na płyty i różnorakie albumy, Bella zachwycała się każdym kawałkiem pokoju. Gdy fotel się obrócił siedział tam mężczyzna w średnim wieku miał około 40 lat był Przystojnym brunetem o niebieskich oczach, kilkudniowy zarost dodawał mu męskości. Dziewczyna na chwilę się rozkojarzyła, ale przypomniała Sobie po co tutaj przyszła.

- Dzień dobry. - uśmiechnął się szeroko. - Słucham, w czym mogę pomóc?

- Dlaczego zostałam zwolniona? - zapytała.

- Proszę usiąść. - wskazał miejsce.

- Nie dziękuję, to będzie krótka rozmowa. - oburzyła się. - Zapytam ponownie, dlaczego zostałam zwolniona?! - podniosła ton głosu.

- Widziałem Twój wywiad. - pokiwał głową.

- I to dlatego? - zdziwiła się. - Co miałam powiedzieć, że muzyka jest całym moim światem? Że będę robiła to do końca życia, mogę mieć jakieś inne pasje, nie będę całe życie robiła jednej rzeczy.

- Oczywiście, masz rację. Jesteś młoda znajdziesz Sobie nową wytwórnię, a teraz przykro mi. Ale znalazłem nową gwiazdę. - uśmiechnął się szyderczo.

- Dziękuję za współpracę. - odpowiedziała i udała się do wyjścia.

- Zaczekaj. - powiedział i ruszył w stronę dziewczyny. - Proszę, to dla Ciebie. - podał dziewczynie kopertę.

- Co to? - zdziwiła się.

- Odprawa. - uśmiechnął się. -

- Dziękuję. - dziewczyna uścisnęła mu dłoń.

W domu wszyscy siedzieli i nadawali swoje zdanie o wywiadzie, każdy chciał powiedzieć coś od Siebie. Bella nie zaglądając do koperty wsiadła do samochodu i odjechała. Dzisiejszy dzień chciała zamknąć w pudełku i zakopać tak żeby nikt się o tym nie dowiedział. Gdy weszła do domu na twarz nałożyła uśmiech i poszła w kierunku salonu.

- Bella, kochana umówimy się na kawę, a potem na ploteczki będzie tak fajnie. - Kendall parodiował Cameron.

- Oczywiście. Słuchaj będzie świetna zabawa. - machnął dłonią Carlos, udając siostrę. - Może od razu chodźmy, nie marnujmy czasu. - zachichotał.

- Dobrze się czujecie? - zapytała z uśmiechem na ustach.

- Nawet i lepiej. - powiedział Kendall.

- To świetnie. - usiadła na rogu kanapy.

- Marcus jest zadowolony z wywiadu? - James trafił w czuły punkt.

- Tak, oczywiście bardzo mu się podobało. - uśmiechnęła się. - Skoczę do pokoju, muszę się przebrać. - dziewczyna ruszyła na górę.

Bella.
W końcu mogę zrzucić z Siebie ciuchy, wiem powinnam wszystko powiedzieć co się stało, ale się boję. Nadzwyczajnie się boję ich reakcji. Stop. Przecież nie będą mnie obwiniać o to, że zostałam zwolniona. Teraz bym chciała położyć się spać i zapomnieć o całym dniu, ale zostaje mi na razie zmyć makijaż, przebrać się w domowe ciuchy i zejść na dół.

- Myślicie, że Bella się stresowała? - zapytał Carlos.

- A pamiętasz swój pierwszy wywiad? - spojrzał na Niego Logan.

- Tak. - zmrużył oczy. - To był chyba najstraszniejszy dzień w moim życiu..

- Dlaczego? - zapytała Scarlett.

- Wszystko było w porządku, ale jak weszliśmy do studia to sparaliżowało mnie. Od razu miałem tremę, zapomniałem nawet jak się nazywam. - skomentował.

- Jak to? - zdziwiła się Scarlett.

- No tak. Przed wywiadem jak podeszła do Nas Nicole Kress.. - Carlos się zatrzymał.

- Nawyzam się Raclos Nape.. - wyprzedził go James.

- Mogłeś tego nie mówić. - Carlos zmrużył oczy. - To była największa żenada. - zaśmiał się.

- No ale teraz to jest śmieszne. - powiedział Kendall. - Każdy z Nas miał taką wpadkę, nie mówię tutaj o telewizji ale w życiu codziennym.

- No to możecie się pochwalić. - powiedziała Alice masując brzuch.

- Może innym razem.

Wdech, wydech. Trzeba zderzyć się z rzeczywistością, ale tak bardzo się boję im powiedzieć. Ale muszę, no i też muszę się spotkać z Lesnarem. To głupie, ale muszę mu podziękować.

- Jest i nasza gwiazda. - uśmiechnął się Kendall. - Jak tam się czujesz? - zapytał.

- Dobrze, jest spoko.

- Spoko? - zdziwił się James. - Przecież Cameron to jest super gwiazda, mało komu udaje się z Nią spotkać, bo ma napięty grafik.

- A jeszcze ta propozycja z kawą, to było dobre. - zaśmiał się Logan.

- Ale to prawda, dostałam SMSa, ze spotkaniem na jutro. - uśmiechnęłam się.

- Żartujesz? - zdziwił się Colton. - Z tego co mówią, chłopaki to jest naprawdę spora szansa.

- Oj tam. Pójdę, przyjdę. Zero tragedii.

- Co to za samochód przyjechał? - zapytała Scarlett widząc przez okno, czarnego Suva. - Zatrzymał się koło domu, ale nic nie widać bo szyby są przyciemniane.

- Pójdę zobaczę. - powiedziałam. - Szukacie kogoś? - zapytałam pukając do okna.

- Chciałem porozmawiać. - powiedział Lesnar.

- Nie powinno Cie tutaj być, o tej porze. - ochrzaniłam go.

- Wsiadaj. - kiwnął głową.

- Nie, bo wszyscy się patrzą pewnie przez okno i będzie widać.

- Jakoś im to wytłumaczysz, a teraz chodź.

- Co chcesz? - zapytałam.

- Marcus znalazł Sobie nową gwiazdę.. Camille. I teraz to Ona będzie grała pierwsze skrzypce na rynku muzycznym.

- W jakim celu mi to mówisz?

- Po prostu chcę żebyś wiedziała, i nic więcej.

- To nie ma żadnego sensu.. Jaki masz w tym interes? - zdziwiłam się.

- Camille nie ma talentu, chcę tylko zaistnieć w mediach a ja chętnie ją ośmieszę.. Fakt, faktem kiedyś była dla mnie ważna ale teraz to się zmieniło. I chcę żeby wiedziała, co to znaczy być ośmieszonym.

- Ale jak ja mam Ci w tym pomóc?

- Podrzuć to Marcusowi.. - podał mi płytę. - Albo wrzuć to gdzieś w jakieś ważniejsze media, albo podrzuć do telewizji. Chcę żeby było zabawnie.

- Nie lubimy się, ale to mogę zrobić. - uśmiechnęłam się złowieszczo.

- I to mi się podoba.. - pokiwał głową, po czym wręczył mi kopertę.

- Zapłata? - zdziwiłam się.

- Zaliczka Piękna. Zaliczka.

- Dziękuję. - odpowiedziałam.

- Dobra, jeżeli jutro uda Ci się to zrobić, to daj mi znać.

- Ok.

To jest podejrzana sprawa.. Nie wiem dlaczego to robię, ale dodatkowe pieniądze zawsze się przydadzą. Chociaż, w ostatnim czasie dostaję dużo pieniędzy.

- Kto to był? - Carlos uniósł brew do góry.

- Nikt ważny. - westchnęłam.

- Ale długo Cię nie było. - spojrzał podejrzliwie.

- Nie chcę o tym mówić. - wyminęłam brata, i poszłam do pokoju.

- To jest jakaś podejrzana sprawa. - skomentowała Scarlett.

- Wiem, i mam nadzieję, że się dowiem o co chodzi.

Chyba powinnam powiedzieć, że zostałam zwolniona.. Ale boje się reakcji brata, nie chcę żeby był na mnie zły. Boje się mu o tym mówić, ale chyba będę musiała. Czas spojrzeć strachowi w oczy.. Nie, nie dam rady. Zostałam w pokoju, nie miałam ochoty jak na razie wychodzić. Włączyłam laptopa, i zrobiłam to o co prosił mnie Marcus.. A potem zdrzemnęłam się na chwilę, ale z dołu usłyszałam jakieś krzyki. Spojrzałam na zegarek, była 18. No, to długo spałam. Schodząc na dół słyszałam jakąś rozmowę.

- Jak ja jej to powiem? - Carlos zataczał kółko w salonie.

- Uspokój się, na początek. Usiądź. Napij się wody, i uspokój się. - pocieszała go Scarlett.

- Ale jak ja jej to powiem? - Chłopak wziął łyk wody. - Jak jej to powiedzieć?

- Co chcesz powiedzieć, i komu? - zapytałam.

- Bella. - powiedział spokojnie James. - Usiądź, i weź głęboki wdech.

- Powiecie mi o co chodzi? - zaczęłam się denerwować.

- Rodzice mieli wypadek, i są w szpitalu. - powiedział Carlos.

- Jaki wypadek? Musimy tam jechać. - nerwowo zaczęłam szukać kluczy w spodniach.

- Zawiozę was. - powiedział Colton.

- Nie, nie. Ja sama jadę.

- Chodźcie zawiozę Was. - zaoferowała Scarlett.

- Dobra, skocze na górę się przebrać i możemy jechać.

Nie chciałam, a może raczej nie mogłam uwierzyć, że stało się coś takiego. Moi Rodzice mieli wypadek, to nie może być prawdą. Nie wyobrażam Sobie tego. W myślach ciągle poganiałam Scarlett aby jechała szybciej, chciałam już ich zobaczyć i przytulić żeby to wszystko okazało się kłamstwem. Gdy tylko zaparkowaliśmy, chciałam wybiec z samochodu, z nerwów nie mogłam odpiąć pasów..

- Gdzie są moi Rodzice? - zapytałam recepcjonistkę.

- Spokojnie, powoli. Może nazwisko mi podasz. - powiedziała spokojnie.

- Po pierwsze, nie jestem z Panią na Ty! Nazwisko Pena.. - powiedziałam głośno i wolno.

- Pena, Pena.. - przeszukiwała kartki w notesie.

- Elizabeth. - powiedział wysoki brunet o niebieskich oczach. - Czy przyjechał już ktoś do Państwa Pena?

- To my. - powiedział Carlos. - Dzień Dobry, nazywam się Carlos Pena a to moja siostra Isabella i narzeczona Scarlett. - Możemy wiedzieć jak się czują Rodzice? - zapytał.

- Dzień Dobry. Nazywam się Mark Sables. Zapraszam Państwa do Siebie. - zaprowadził Nas do pokoju.

- Jak się czują nasi Rodzice? - zapytał Carlos.

- To był dosyć poważny wypadek. Stan Rodziców jest ciężki, na razie nie mogą Państwo odwiedzić Rodziców. Ale będą Państwo informowani na bieżąco..

Gdy tylko dojechaliśmy do domu, czułam się źle. Nie miałam ochoty na nic. Jak Sables opowiadał o obrażeniach jakich doznali Rodzice wyobrażałam Sobie ten ból i każdą nawet najmniejszą ranę. Wychodząc z pokoju do kuchni, usłyszałam z pokoju Kendalla dziwne odgłosy.. Zajrzałam przez lekko uchylone drzwi.

- Może dzisiaj weźmiemy wspólny prysznic? - zaoferował Dustin.

- Bardzo bym chciał, ale ta sytuacja z Rodzicami Carlosa naprawdę mnie rozłożyła. spojrzał na chłopaka.

- Wiem Kochanie. Ale nie możesz żyć tylko tym. - Dustin zaczął całować Blondyna w kark.

- Przestań. - uśmiechnął się łobuzersko. - Ktoś może Nas zobaczyć. - kręcił głową.

Chłopaki w jednej chwili pochłonęli się w objęciach i namiętnych pocałunkach. Nie zwracali na nic uwagi, nie widzieli poza Sobą świata. Jak na złość, musiałam zakasłać. Chłopaki zatrzymali się i Kendall wstał żeby zobaczyć co się stało. A później zamknął drzwi. Nie tego spodziewałam się po wizycie Dustina..

- Już biegnę.. - Logan przebiegł obok mnie niczym rakieta.

- Co się stało? - zapytałam.

- Jadę z Alice do szpitala, źle się poczuła. Sorry. - wydukał.

- Co się stało? - szybko zeszłam na dół.

- Alice zasłabła, i zaczęła wymiotować krwią.. - zmartwiła się Scarlett.

Logan pojechał z Alice do szpitala, nie wyglądała najlepiej. Czuła się źle i przez drogę kilka razy wymiotowała.

- Mogę prosić lekarza? - Logan zaczepił pielęgniarkę.

- Co się dzieje? - zapytała.

- Moja Żona zaczęła wymiotować w domu krwią, i kaszel ją dusi jest w ciąży i się zacząłem bać, więc postanowiłem tutaj przyjechać. - powiedział

- Proszę, zapraszam tutaj na salę segregacji. - wzięła wózek i zawiozła Alice.

- Doktorze, mamy pacjentkę z atakiem kaszlu i wymiotami z krwią.

- Co się dzieje? - zapytał.

- Żona zaczęła wymiotować w domu krwią i dusi ją kaszel, a do tego jest w ciąży. - powiedział Logan.

- Podamy tlen, żeby mogła lepiej oddychać.

Gdy Alice się uspokoiła Logan poszedł z lekarzem do pokoju.Wytłumaczył wszystko i podał papiery z ostatnimi badaniami. Lekarz poczytał lecz miał nie wyraźną minę.. Pielęgniarki zajmowały się Alice która ponownie miała napad kaszlu. Jej sytuacja nie wyglądała dobrze.

- Musimy zostawić Pańską Żonę na obserwacji.

- Nie mogę jej zostawić.

- Proszę przyjechać rano. - powiedział Lekarz. - Zajmiemy się Żoną jak najlepiej będziemy mogli.

- Zostawię swój numer telefonu, w razie czego proszę dzwonić o każdej porze.

Logan pożegnał się z Alice i opuścił szpital. Najchętniej zostałby przy Żonie, ale nie miał nawet gdzie nocować. Chłopak wrócił do domu, nie miał ochoty z nikim rozmawiać. Czuł się, źle bo nie mógł nic zrobić.

1 komentarz:

  1. Dobra, na serio. ma ochotę powiedzieć od Belli "Zuch dziewczynka"! Dokładnie. dziewczyna jest waleczna, odważna i w ogóle. Racje, trochę brakuje mi słów, ale co tam. Poza tym lekko nie kumam tego Golda. Żyje w luksusie i traktuje wszystkich z góry. No jak tak można, no!
    Raz się zgodzę. Gdybym ja zastała ich w takim stanie pewnie też bym pomyślała, że mają coś nie tak z głową.
    Kłamczucha! No czemu nie powiedziała prawdy?
    A może się boi, że zrobią coś głupiego?
    No i wyszło na to, że siostrzyczka jest odważniejsza od braciszka. Serio Carlos poprzestawiał litery w swoim nazwisku?
    Widzę, że dalej kłamie. No to brniemy!
    Czyli Camille już nie jest miła, skoro zabrała Belli robotę, tak?
    No, ale na horyzoncie widzę jeszcze gorsze problemy. Wypadek to nic wesołego...
    No, to widzę, że z Scarlett będzie kierowca rajdowy!
    A Kendall nadal w amorach.
    I jeszcze na dodatek Alice... No pięknie.
    Serio, niech te pielęgniarki się w końcu ogarną.W sumie nie wiem, co mi tam nie pasuje, ale nie pasuje, że są takie nieporadne.
    No i wreszcie się doczekałam. Ale teraz znowu nie mogę się doczekać. Notka super! Czekam na nn! Pozdrawiam!
    PS: I wiem, ze już spamowałam kilka notek wcześniej, ale jak będziesz chciała coś czytać od początku, to... zaczęłam nowy projekt: http://youre-not-alone-clover.blogspot.com/ Pierwszy rozdział w piątek. Trzymaj się! Czekam na nn!

    OdpowiedzUsuń